GRZEGORZ MICUŁA

 

Cypr to wymarzone miejsce dla romantyków i amatorów historii lubiących zwiedzać antyczne ruiny, stare zamki i zaciszne górskie klasztory. Przyjemność oglądania zabytków jest tym większa, że przy okazji można wygrzać się na słońcu, które świeci w tym rejonie przez ponad 300 dni w roku. Znajduje się tu też wiele malowniczych plaż, a ciepłe morze zachęca do kąpieli i relaksu.

 

Ta wyjątkowa wyspa leży we wschodniej części Morza Śródziemnego w odległości 75 km od wybrzeży Turcji, ok. 110 km od Libanu i 800 km od brzegów kontynentalnej Grecji. Ma pochodzenie wulkaniczne, dlatego występują na niej złoża minerałów i rud metali, zwłaszcza miedzi. Z wydobycia tej ostatniej słynęła już w okresie antycznym i zaopatrywała w nią cały basen Morza Śródziemnego (to właśnie od Cypru pochodzi łacińskie określenie miedzi aes Cyprium, czyli „metal z Cypru”, później skrócone do cuprum i rozpowszechnione w wielu językach europejskich). Centrum lądu zajmują góry Troodos z najwyższym szczytem Olimpos (1952 m n.p.m.). W zimie pokryte są śniegiem. W upalne lato temperatura powietrza jest tutaj znacznie przyjemniejsza niż na nadmorskich nizinach.

 

Cypr od lat stanowi cel wyjazdów turystów, sportowców i grup biznesowych. Przyjazny śródziemnomorski klimat i gwarancja znakomitej pogoda, ciekawe zabytki, kultura i przyroda sprawiają, że podróż w te strony może być nie tylko wypoczynkiem, ale i interesującą przygodą. 

 

KRÓTKIE WPROWADZENIE

 

Tombs of the Kings Archaelogical Park Kato Pafos 24 lrg

Pozostałości Grobowców Królewskich

© CYPRUS TOURISM ORGANISATION/ST GERARDI

 

Historia tej wspaniałej wyspy sięga kilku tysięcy lat wstecz. To na niej według mitologii greckiej żył boski kochanek Afrodyty – Adonis. Tu urodził się ok. 335 r. p.n.e. filozof Zenon (Zenon z Kition, miasta noszącego obecnie nazwę Larnaka), nauczał św. Paweł, a Łazarz, ten wskrzeszony przez Jezusa, był zgodnie z tradycją przez ponad 30 lat biskupem. Cypr odwiedził też podczas wyprawy krzyżowej król Anglii Ryszard Lwie Serce (1157–1199). 

 

Po Egipcjanach, Grekach, Rzymianach, krzyżowcach, Wenecjanach, Turkach, Anglikach i innych najeźdźcach pozostały liczne pamiątki. W zacisznych dolinach gór Troodos kryją się malownicze klasztory powstałe w czasach, gdy chrześcijaństwo obejmowało wyspę we władanie, wypierając kult dawnych pogańskich bogów. W kilku z nich znajdują się ikony Matki Bożej namalowane według tradycji przez św. Łukasza Ewangelistę. W małych górskich kościołach można oglądać wspaniałe freski bizantyjskie zaliczane do światowego dziedzictwa kultury. Również w górach zachowało się najwięcej starych obyczajów i tradycji. Przetrwał zwyczaj wykonywania dawnego rękodzieła – sprzedaje się piękne koronki, ceramikę, wyroby ze skóry i srebra. 

 

MOZAIKI I PELIKANY

 

W pobliżu osady Pafos Palaia (Stare Pafos) położonej na południowo-zachodnim brzegu Cypru, tam, gdzie fale Morza Śródziemnego rozbijają się o strome skały, według greckiego mitu narodziła się Afrodyta (zwana również Cyprydą lub Kiprydą, czyli „Panią z Cypru”), bogini miłości, piękna, pożądania i płodności. Przypłynęła w muszli ciągniętej przez delfiny. W miejscu, w którym odpoczywała, wzniesiono jej świątynię. Okolica jest rzeczywiście cudowna. Malownicze skały i wspaniała czysta i orzeźwiająca błękitna woda zachęcają do kąpieli.

 

W czasach antycznych wznosiła się tutaj najważniejsza w całym starożytnym świecie greckim świątynia Afrodyty, w której jej kapłanki oddawały się rytualnej prostytucji. Dzisiaj w tym miejscu działa tylko niewielkie muzeum z przedmiotami znalezionymi w ruinach dawnego sanktuarium. 

 

Obecne miasto Pafos, nazywane dla odróżnienia Nowym Pafos (Pafos Nea), nie jest wcale tak bardzo nowe, bo choć istnieje już ponad 24 stulecia, na tej wyspie odkryto przecież osady ludzkie sprzed 9 tys. lat. Z takiej perspektywy jego wiek nie wydaje się aż tak imponujący. Jednak właśnie ono nosi w 2017 r. zaszczytne miano Europejskiej Stolicy Kultury (wraz z Aarhus w Danii). I chociaż na pierwszy rzut oka Pafos bardziej wygląda na nadmorski kurort, pozostaje jednym z najstarszych miast w Europie, w którym kultura zaczęła rozwijać się naprawdę wcześnie. Ślady pierwszych osad pochodzą jeszcze z okresu neolitu, a sam ośrodek przetrwał narodziny i upadek niejednego imperium.

 

Do miasta przyjeżdża się jednak głównie po to, żeby zobaczyć słynne mozaiki w rzymskich willach odkryte na początku lat 60. XX w. i odsłaniane m.in. przez polskie misje archeologiczne pod kierunkiem profesorów Kazimierza Michałowskiego i Wiktora Andrzeja Daszewskiego. Archeolodzy natknęli się w nich na rzadkiej piękności sceny mitologiczne: Narcyza podziwiającego swoje odbicie w wodzie stawu, Ganimedesa porywanego przez orła czy uciekającą przed Apollinem Dafne przemieniającą się w drzewo laurowe. Jest tu też wspaniały pochód Dionizosa – niosącym kosze winogron ludziom towarzyszą postacie z greckiej mitologii. Od imienia tego boga nazwano jedną z tutejszych willi. W pobliżu Domu Dionizosa odkopano odeon z II w. n.e., niewielki dobrze zachowany teatr muzyczny, i ruiny bizantyjskiego zamku Saranta Kolones, a bardziej na północ odsłonięto dawną nekropolię. W jej granicach znajduje się ponad 100 wykutych w skałach grobów, którym nadano nazwę Grobowców Królewskich. 

 

Pusta dziś równina wokół starego portu kryje pozostałości dawnej rzymskiej stolicy Cypru. W portowej tawernie z widokiem na turecki fort można zjeść świeżo złowioną rybę. Trzeba jednak uważać na oswojone pelikany, które spacerują pomiędzy stolikami i potrafią porwać danie prosto z talerza. 

 

TURYSTYCZNY RAJ

 

Cypryjczycy potrafili wykorzystać walory swojej wyspy. Bogata tysiącletnia historia pozostawiła tu mnóstwo zabytków: od antycznych ruin greckich miast i świątyń oraz doskonale zachowanych rzymskich mozaik po kościoły ze wspaniałymi bizantyjskimi freskami i górskie monastyry. W połączeniu z doskonałą kuchnią, znakomitymi winami, z których Cypr słynie od czasów starożytnych, barwnym folklorem i tradycyjną cypryjską gościnnością wszystkie te atuty sprawiają, że goście przyjeżdżają tutaj masowo i czują się znakomicie. Do tego zawsze mogą liczyć na słoneczne dni, czyste morze i bujną śródziemnomorską przyrodę. Czego więcej potrzeba turyście? 

 

Opłaciły się też inwestycje w turystykę. Wybudowano setki hoteli, stworzono wielkie strefy turystyczne ciągnące się kilometrami wzdłuż brzegu morza. Plaże, poza rejonem miast Ajia Napa i Protaras na wschodzie wyspy, nie są najpiękniejsze, ale obiekty hotelowe mają swoje komfortowe baseny. 

 

MIASTO WINA

 

Historyczna część Limassol (Lemesos) przypomina wschodni bazar przylegający do starego portu, gdzie dziś stoją tylko niewielkie łodzie rybackie. Obok wznosi się gotycki zamek, w którego kaplicy angielski król Ryszard Lwie Serce, podążający w 1191 r. na III wyprawę krzyżową do Ziemi Świętej, poślubił nawarską księżniczkę Berengarię (ur. między 1165 a 1170 r., zm. w 1230 r.). 

 

Odwiedziny władcy na Cyprze były charakterystyczne dla ówczesnych awanturniczych czasów. Kiedy z powodu sztormu trzy okręty z jego floty płynącej do Ziemi Świętej rozbiły się na wybrzeżu w pobliżu Limassol, gubernator bizantyjski Izaak Komnen (ok. 1155–1195 lub 1196) zachował się jak głupiec, aczkolwiek postąpił zgodnie z panującymi wtedy zwyczajami. Obrabował i uwięził żołnierzy króla, podobnie jak jego siostrę Joannę (1165–1199) i narzeczoną, wspomnianą księżniczkę Berengarię. Ryszard Lwie Serce, który nie bez przyczyny nosił taki właśnie przydomek, wylądował wkrótce na wyspie z resztą swojej armii, rozbił w bitwie wojska gubernatora, a następnie w krótkim czasie zajął cały Cypr po zdobyciu m.in. czterech potężnych zamków na północy.

 

Wkrótce jednak znudził się swoją zdobyczą i popłynął do Ziemi Świętej po nowe przygody, a ląd sprzedał zakonowi templariuszy za niebagatelną wówczas sumę 100 tys. złotych monet. Od rycerzy zakonnych kupili niebawem wyspę królowie z francuskiej dynastii Lusignanów, którzy wprowadzili system feudalny i władali nią przez prawie trzy stulecia. Templariusze zachowali dla siebie zamek w Kolossi. Znajdowała się w nim siedziba wielkiego mistrza, czyli wielkiego komandora, od którego wzięło swoją nazwę najsłynniejsze cypryjskie wino – słodka commandaria. Tajemnica jej produkcji przekazywana jest z pokolenia na pokolenie od ponad ośmiu stuleci. 

 

W miejskim parku z niewielkim zoo, w którym trzyma się m.in. żyjące w górach Troodos muflony (zwierzęta te są dla Cypryjczyków tym, czym dla nas żubry), na przełomie sierpnia i września odbywa się Festiwal Wina. Po uiszczeniu niewielkiej opłaty przy wejściu można kosztować szlachetnych trunków z wielkich beczek w ilości, na jaką tylko głowa i wątroba pozwoli. W tym roku festiwal zaplanowano w terminie od 30 sierpnia do 9 września. 

 

Przy porcie w Limassol znajduje się większość winiarni na Cyprze. Obok dziesiątków jego rodzajów produkuje się tu wspomnianą słodką, deserową commandarię znaną już w czasach krzyżowców (od XII stulecia). Z tego powodu trafiła ona do Księgi rekordów Guinnessa. W winiarni KEO powstaje także Five Kings Brandy (Brandy Pięciu Królów) upamiętniające najprawdopodobniej tzw. Ucztę u Wierzynka, czyli słynne przyjęcie w Krakowie, zorganizowane we wrześniu 1364 r. przez krakowską radę miejską i Mikołaja Wierzynka (młodszego), w którym miało wziąć udział pięciu monarchów: cesarz Karol IV Luksemburski (1316–1378), Kazimierz III Wielki (1310–1370), Ludwik Węgierski (1326–1382), Waldemar IV Duński (ok. 1320–1375) oraz ówczesny król Cypru – Piotr I de Poitiers-Lusignan (1328–1369). Ten ostatni wzywał podczas zjazdu w stolicy Polski do nowej krucjaty przeciw niewiernym. 

 

Na półwyspie Akrotiri w pobliżu wyschniętego latem słonego jeziora tuż przy ogrodzeniu brytyjskiej bazy lotniczej stoi żeński Monastyr św. Mikołaja od Kotów. Jedzie się do niego wzdłuż ciągnącej się kilometrami kamienistej plaży Lady’s Mile. Według bizantyjskiej legendy koty sprowadzone tutaj zostały przez św. Helenę, matkę cesarza Konstantyna I Wielkiego, żeby rozprawiły się z panującą wówczas plagą jadowitych węży. Dziś w tym nieco sennym klasztorze mieszka blisko sto tych stworzeń w różnych kolorach i kilka wiekowych zakonnic, które je karmią. 

 

ŚW. ŁAZARZ I CIOTKA MAHOMETA

 

Na miejscu antycznego Kitionu, skąd pochodził słynny filozof Zenon, założyciel szkoły stoików, istnieje dziś Larnaka. Samo miasto nie jest zbyt ciekawe poza wysadzaną palmami nadmorską promenadą i portem jachtowym. Znajduje się w nim pochodząca z końca IX stulecia Cerkiew św. Łazarza (tego samego, którego Jezus przywrócił do życia). Był on wedle tradycji biskupem Larnaki i tu został pochowany. 

 

Przy nieistniejącym już dziś starym porcie wzniesiono w średniowieczu zamek, w którym dziś jest muzeum. Natomiast ze szczytu minaretu XVI-wiecznego Meczetu Al-Kebir rozciąga się wspaniała panorama miasta i pobliskiego słonego jeziora. Nad zachodnim brzegiem tego ostatniego w niewielkim gaju palmowym stoi muzułmańska świątynia zwana Hala Sultan Tekke, gdzie pochowana jest Umm Haram (po turecku Hala Sultan), ciotka proroka Mahometa. Skręciła kark, spadając z muła, kiedy towarzyszyła mężowi podczas jednego z łupieżczych najazdów arabskich w 649 r. 

 

WYSPIARSKIE PRZYSMAKI

 

Kuchnia cypryjska to mieszanka wpływów greckich i tureckich. Popularnym daniem jest meze – na kilkunastu małych talerzykach serwowane są m.in. warzywa (smażone bakłażany i papryka, pomidory, kapary i oliwki), pasty (tzatziki i tahini), mięsa (wędzone kiełbaski loukanika, suszona koźlęcina) oraz chleb pita. Inne typowe potrawy na Cyprze stanowią avgolemono – lekka cytrynowa zupa z jajkiem podawana z pieczywem, kleftiko – jagnięce żeberka pieczone w tradycyjnym glinianym piecu jedzone z pieczoną, faszerowaną papryką i ryżem oraz oliwkami, dolmades – niewielkie gołąbki zawijane w liście winogron, sheftalia – grillowane pikantne kiełbaski wieprzowe z ziołami, czy suwlaki – szaszłyki wieprzowe zestawiane z pszennym plackiem i warzywami. Nie można też pominąć słynnego owczego sera halloumi z liśćmi mięty, który doskonale smakuje zarówno świeży, jak i grillowany.

 

NA WSCHODNICH RUBIEŻACH

 

Piąte co do wielkości cypryjskie miasto (po Nikozji, Limassol, Larnace i Pafos) to 50-tysięczna Famagusta, zagarnięta w 1974 r. przez Turków i dotąd okupowana. Leży tuż przy rozdzielającej wyspę 180-kilometrowej linii demarkacyjnej nazywanej zieloną linią. Z punktu widokowego w miejscowości Deryneia (Derinia) można zobaczyć historyczny rejon Famagusty z gotycką Katedrą św. Mikołaja, do której Turcy dobudowali minaret i którą zamienili w Meczet Mustafy Lali Paszy. Bliżej, wzdłuż morza rozciąga się Warosza (Warosia), niegdyś turystyczna dzielnica tego ośrodka z dziesiątkami hoteli i wspaniałą plażą obleganą przez tysiące turystów. Dzisiaj to opustoszałe, wymarłe miasto duchów pilnowane przez tureckich żołnierzy. 

 

Niewielki fragment dystryktu Famagusta, który pozostał w rękach Cypryjczyków, jest przez nich znakomicie zagospodarowany. Koło miast Ajia Napa i Protaras, gdzie położone są najpiękniejsze plaże w południowej części wyspy, zbudowano luksusowe hotele i całe wioski turystyczne z niezbędną infrastrukturą. Ajia Napa, niegdyś osada rybacka z niewielkim portem i ślicznym klasztorem weneckim, zamieniła się w tętniący życiem nadmorski kurort. Z portu rybackiego, w którym cumują statki wycieczkowe, można wybrać się łodzią na połów ryb lub oglądanie od strony morza zagarniętej przez Turków Famagusty. W scenerii chroniącej tę ostatnią XIV-wiecznej twierdzy William Szekspir (1564–1616) umiejscowił akcję swojej tragedii Otello. 

 

Pobliska miejscowość Protaras to kolejny nadmorski kurort z luksusowymi hotelami i ładnymi piaszczystymi plażami w skalistych zatoczkach. Na kamienistych stokach wzgórz, wokół malowniczych brzegów stanęły 4- i 5-gwiazdkowe hotele. W cichych do niedawna zatokach huczą silniki motorówek i wodnych skuterów, a w wyrastających jak grzyby po deszczu barach, kawiarniach, tawernach i dyskotekach kłębią się tłumy turystów.

 

Warto wspiąć się na skałę, na której stoi niewielki Kościół Proroka Eliasza. Rozpościera się stąd wspaniały widok na morze, okoliczne wzgórza z dziesiątkami wiatraków pompujących wodę do nawadniania pól, kurorty Paralimni i Protaras oraz zamgloną Famagustę.

 

ŻÓŁWIE I ŁAŹNIA AFRODYTY

 

skaly Afrodyty Pafos  foto Grzegorz Micuła

Skała Afrodyty w Pafos – legendarne miejsce narodzin bogini Afrodyty

© GRZEGORZ MICUŁA

 

gory Troodos fot Grzegorz Micuła

W malowniczym paśmie górskim Troodos znajduje się najwyższy szczyt Cypru

© GRZEGORZ MICUŁA

 

Półwysep Akamas leży na północnym zachodzie wyspy. Ten niezamieszkały porośnięty lasem teren był przez dziesięciolecia poligonem artyleryjskim Brytyjczyków (aż do 2000 r.). Do dziś nie ma tu żadnych dróg i da się po nim poruszać wyłącznie pieszo lub samochodem terenowym. Na odludnej plaży Lara utworzono rezerwat chroniący siedlisko żółwi morskich (karetta). 

 

Niedaleko uroczego portu rybackiego w Latchi, gdzie można wynająć łódkę ze szklanym dnem, aby podczas rejsu podziwiać rafy, zatopione miasta i wraki rzymskich okrętów, zbudowano uchodzący za najpiękniejszy na Cyprze 5-gwiazdkowy Hotel Anassa. Wtopiony w nadmorską skarpę, wznosi się ponad plażą i turkusowym morzem. Oślepiająco białe ściany, dachy i okna nawiązują do starej architektury. Eleganckie korytarze ozdabiają portrety cypryjskich świętych, greckie amfory i ludowe skrzynie. 

 

Pobliska Łaźnia Afrodyty to zacieniony drzewami figowymi naturalny kamienny basen zasilany wodą spływającą ze skał. Według legendy bogini miłości zażywała tutaj orzeźwiającej kąpieli po nocy spędzonej z kochankami i dzięki cudownym właściwościom tej wody odzyskiwała dziewictwo. Niestety, dziś nie można się w nim kąpać.

 

WODNE ZABAWY I NARTY

 

Oblewające Cypr czyste morze o temperaturze wody rzadko spadającej poniżej 20°C umożliwia eksplorację głębin. Podwodne klify i doliny, kolonie korali, morskie anemony i gąbki, ryby i muszle o fascynujących kolorach i kształtach tworzą zapierające dech w piersiach widoki. 

 

Najpiękniejsze piaszczyste plaże znajdują się na wschodzie wyspy, w okolicach wspomnianych miejscowości Ajia Napa i Protaras. Wspaniałym miejscem do plażowania są też okolice Skały Afrodyty, gdzie czysta woda zachęca do kąpieli, ale trzeba uważać na silne wiry. Wstęp na plaże jest bezpłatny. Można tu zwykle wypożyczyć skuter wodny, popływać na napełnionym powietrzem bananie lub polatać na spadochronie holowanym przez motorówkę (parasailing). W większości miejsc udostępnia się leżaki i parasole. Na Cyprze jest wiele klubów sportów wodnych i ośrodków nurkowania. 

 

Podczas zimy najwyższe partie gór Troodos pokrywa śnieg. Na nartach można jeździć od stycznia do marca w niesamowitej scenerii ośnieżonych sosen na szczycie Olimpos. Działa tu kilka wyciągów i wytyczono cztery trasy zjazdowe: Zeus, Afrodyta, Hermes i Hera. Dodatkową atrakcją takiego wypoczynku jest możliwość wykąpania się w Morzu Śródziemnym po zaledwie godzinnej jeździe samochodem. 

 

NA ZAKUPACH

 

Od tysiącleci Cypr słynie też z jubilerskich wyrobów ze złota, srebra i miedzi. Do dziś można kupić na wyspie piękne naszyjniki, bransolety, wisiorki, pierścienie, srebrne talerze, kandelabry i inne towary (z produktami ze srebra kojarzy się również wioska Lefkara, słynna przede wszystkim ze swoich tradycji koronkarskich sięgających co najmniej XIV w., wpisanych w 2009 r. na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO). Sprzedaje się tutaj także skórzane portfele, torebki, paski czy odzież, wiklinowe kosze różnych kształtów i rozmiarów, rzeźbione przedmioty z drewna, haftowane tekstylia i zabawki. 

 

Jak w każdym kraju Orientu, na Cyprze oferuje się wschodnie słodycze: orzechy i migdały w cukrze, baklawę oraz loukoumi (rachatłukum) – owocowe galaretki posypane cukrem pudrem, wyrabiane w małych fabryczkach w mieście Jeroskipu koło Pafos. Produkuje się też różne rodzaje alkoholi: dobre wina, zivanię – wódkę z wytłoków winogronowych, rozmaite brandy i likiery. Ich ceny, zwłaszcza w supermarketach, nie są wygórowane. 

 

RELIKWIA W KRAINIE GÓR

 

klasztor Kykkos  foto Grzegorz Micuła

Klasztor Kykkos ufundowano pod koniec XI w.

© GRZEGORZ MICUŁA

 

Niemal w centrum wyspy, przy drodze z Larnaki i Ajia Napy do Nikozji na szczycie Stawrowouni wznoszą się zabudowania monastyru o tej samej nazwie. Stawrowouni oznacza po grecku Górę Krzyża Świętego. Według tradycji św. Helena, matka cesarza Konstantyna I Wielkiego, podczas powrotu z Ziemi Świętej zatrzymała się na Cyprze i kazała wybudować klasztor. Pozostawiła w nim fragment drzewa z Krzyża Świętego, który znalazła w trakcie swojej podróży. Do dziś przechowywany jest on w srebrnym relikwiarzu w klasztornym kościele. Mogą go oglądać tylko mężczyźni, ponieważ kobiety nie są wpuszczane na teren monastyru. 

 

Ze szczytu Stawrowouni (ok. 750 m n.p.m.) rozciąga się wspaniały widok na znaczną część wyspy. Na zachodzie widać wyniosłe pasma gór Troodos, których najwyższe szczyty mają prawie 2 tys. m. Pokryte zielonym kobiercem stoki i doliny kryją zaciszne monastyry Kykkos, Trooditissa i Machairas, gdzie przechowywane są cudowne ikony według tradycji wykonane przez św. Łukasza. W malowniczych wioskach lub na leśnych polanach stoją niewielkie kościoły i klasztory czasami z zewnątrz przypominające stodoły, ale za to wewnątrz ozdobione pięknymi bizantyjskimi i pobizantyjskimi freskami. Dziesięć z nich trafiło na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. 

 

W górskich wioskach Omodos i Lania żyją spokojnie sympatyczni i życzliwi ludzie, produkujący świetne wina, doskonałe konfitury czy miejscowe słodycze z miodu, orzechów i soku winogronowego. Najbardziej znaną tego typu miejscowością jest wspomniana Lefkara, słynąca ze wspaniałych ręcznie robionych koronek. Sposób ich wykonywania przekazuje się z matki na córkę od stuleci. Tutejsze wyroby już przed wiekami znane były daleko poza granicami Cypru. Według lokalnej tradycji w latach 80. XV stulecia przybył do Lefkary Leonardo da Vinci (1452–1519), żeby zamówić koronkowy obrus na ołtarz do Katedry w Mediolanie. Koronkę tę, zwaną lefkaritika, wykonują miejscowe kobiety, ich mężowie natomiast zajmują się wytwarzaniem przedmiotów ze srebra. 

 

PODZIELONA STOLICA 

 

Położona w środku wyspy, na rozległej równinie Mesaoria (Mesaria) stolica Cypru Nikozja zbudowana została w miejscu, w którym w czasach antycznych istniało ważne miasto-państwo Ledra. Tę nazwę nosi dziś główna handlowa ulica jej starej części. 

Nikozja pełni wspomnianą funkcję od ponad tysiąca lat. Poprzednie stolice: Pafos i Salamina (Salamis) zostały zniszczone w trakcie najazdów Arabów, dlatego też siedzibę władz przeniesiono w oddaloną od wybrzeży, bezpieczniejszą okolicę. 

 

Miasto otoczone jest zbudowanymi przez Wenecjan bastionowymi umocnieniami na planie koła. Obecnie biegnie przez Nikozję linia demarkacyjna oddzielająca północną część wyspy, zajętą latem 1974 r. przez Turków, od południowej, zamieszkanej obecnie przez Greków cypryjskich. 

 

Życie w tej jedynej dziś na świecie podzielonej stolicy toczy się w miarę normalnie. Czynne są bary, restauracje, kawiarnie i sklepy. W części greckiej tysiące turystów odwiedzają odrestaurowaną przy pomocy UNESCO staromiejską dzielnicę Laiki Geitonia (Laiki Yitonia), podziwiają marmurowy posąg Afrodyty wydobyty z ruin antycznego miasta Soli (Soloi) przechowywany w Muzeum Cypryjskim, niewielką prawosławną Katedrę św. Jana Teologa z ciekawymi freskami i założone przez arcybiskupa Makariosa III (1913–1977) Muzeum Bizantyjskie, gdzie zgromadzono wspaniałą kolekcję najcenniejszych ikon z terenu całej wyspy. Poza tym zwiedzają stary pałac arcybiskupi mieszczący Muzeum Sztuki Ludowej i nowy pałac, przed którym jeszcze do niedawna stała ogromna statua Makariosa III z brązu. Przeniesiono ją w 2008 r. na wzgórze Throni (ok. 1320 m n.p.m.), miejsce pochówku arcybiskupa i pierwszego prezydenta Republiki Cypru w latach 1960–1977. Znajduje się ono niecałe 3 km na zachód od Monastyru Kykkos.

 

Od Pomnika Wolności blisko już do placu Wolności (Plateia Eleftheria), gdzie zwykle odbywają się wiece przeciwko tureckiej okupacji północnego Cypru. Ten jeden z najbardziej skomplikowanych i nabrzmiałych emocjonalnie konfliktów naszych czasów nadal jest daleki od rozwiązania. Na wyspie, na której zgodnie współistnieją greckie tradycje mitologiczne i filozoficzne, odnaleźć można ślady działalności rzymskich namiestników, krzyżowców i apostołów, nie powinno być miejsca na nienawiść i nietolerancję. Dlatego mam nadzieję, że bogini miłości znów zapanuje nad ciężko doświadczonym przez historię słonecznym Cyprem. 

 

UŻYTECZNE INFORMACJE O CYPRZE   

 

Republika Cypryjska ma powierzchnię 9251 km², a zamieszkuje ją ok. 847 tys. ludzi (2015 r.). Urzędowymi językami są grecki (ojczysty dla ok. 81 proc. ludności) i turecki (0,2 proc.), a obowiązującą walutą – euro. Cypr nie należy do strefy Schengen. Obywatele polscy korzystają z prawa do swobodnego przepływu osób w ramach Unii Europejskiej. Dokument uprawniający do bezwizowego wjazdu i pobytu do 90 dni na terytorium państwa stanowi ważny paszport lub dowód osobisty. Ambasada Rzeczypospolitej Polskiej znajduje się w Nikozji przy alei Kennedy’ego 12/14. Obowiązujący w kraju ustrój to republika prezydencka. Obecnym prezydentem jest Nikos Anastasiadis (wybrany w lutym 2013 r. na 5-letnią kadencję).

 

Na Cyprze znajdziemy mnóstwo tawern i restauracji serwujących potrawy kuchni lokalnej i międzynarodowej. Ceny dań są znacznie niższe w lokalach poza hotelami. Przed wejściem do tego typu miejsc zazwyczaj wisi menu. Serwis zwykle bywa doliczony do rachunku.

 

Pozostałością po Brytyjczykach na Cyprze jest ruch lewostronny. Autostrady łączą Nikozję z Limassol, Pafos i Larnaką (pod którą znajduje się międzynarodowy port lotniczy). Komunikację pomiędzy miastami zapewniają prywatne linie autobusowe. Tani i wygodny sposób poruszania się pomiędzy głównymi ośrodkami stanowi korzystanie z tzw. shared taxi,czyli dzielonych (z innymi pasażerami) taksówek, czy też usług minibusów zabierających 11–15 osób. 

 

Wyspę dobrze zwiedzać wynajętym samochodem. Należy jednak pamiętać o odpowiednio częstym tankowaniu, szczególnie podczas jazdy po górach, gdzie stacje benzynowe rozmieszczone są rzadziej, i zwłaszcza w niedziele i święta, kiedy czynne bywają tylko nieliczne punkty.

Artykuły wybrane losowo

Sztuka radości życia w tajskim wydaniu

MAGDALENA BARTCZAK

<< Podczas pierwszego spotkania Tajlandia olśniewa przyjezdnych egzotyką i różnorodnością. Dawny Syjam do dziś nie stracił nic ze swojego orientalnego wdzięku i nadal pozostaje jednym z tych azjatyckich krajów, po których podróżuje się zdecydowanie najłatwiej i najwygodniej. Zobaczmy, jak wizyta w tych stronach zmienia zmęczonych, zapracowanych i zestresowanych Europejczyków w optymistycznych, zrelaksowanych i uśmiechniętych ludzi. >>

Więcej…

Cuda Zjednoczonych Emiratów Arabskich

 Palm jumeirah -1

Hotel Atlantis, The Palm z 2008 r. leżący na sztucznej wyspie Palma Dżamira

© DUBAI CORPORATION OF TOURISM & COMMERCE MARKETING

 

MICHAŁ STOLAREWICZ

www.blogglobtrotera.pl

 

Przed przyjazdem do Dubaju spodziewałem się w nim przepychu i oznak bogactwa na każdym kroku. Słyszałem wiele o tej krainie złotem płynącej, gdzie na ulicach można zobaczyć najdroższe samochody i w której wszystko jest perfekcyjnie zaprojektowane i zorganizowane. Te opowieści okazały się prawdą! Jednak to miasto w Zjednoczonych Emiratach Arabskich wciąż się rozwija, dlatego jego centrum przypomina jeden wielki plac budowy. Obok ukończonych już olbrzymich apartamentowców stoją nowe, dopiero powstające konstrukcje. Ogromne drapacze chmur wyrastające z pustynnej ziemi oszałamiają zwykłych śmiertelników swoimi rozmiarami i luksusem.

 

Dubaj (2,9-milionowa stolica emiratu o tej samej nazwie) zachęca do pozostania na dłużej coraz więcej osób ze względu na brak cła i podatków. Mieszka tutaj jedynie ok. 15 proc. Emiratczyków, poza tym w mieście żyją m.in. wysoko wykwalifikowani pracownicy z różnych części świata i robotnicy z Indii, Bangladeszu, Pakistanu i Filipin. Miejska policja porusza się samochodami takich marek jak Aston Martin, BMW, Bugatti, Ferrari, Hummer, Lamborghini, Lexus czy Porsche. Budżet Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA) zasilają głównie dochody z wydobycia ropy naftowej. Mimo iż Dubaj leży na pustyni, znajdziemy w nim dużo zieleni. Rośliny nawadnia ukryta pod ziemią sieć rurek doprowadzających odsoloną wodę z Zatoki Perskiej.

 

Zjednoczone Emiraty Arabskie należą do najcieplejszych krajów świata. Lato jest tutaj bardzo gorące i suche. Średnia dzienna temperatura powietrza wynosi w tym okresie 40–45°C. Noce są również upalne (po zapadnięciu zmierzchu termometry wskazują mniej więcej 30°C). W zimie panują o wiele przyjemniejsze warunki – w ciągu dnia bywa ok. 23°C, a nocą 15°C. W Dubaju stale świeci słońce i rocznie przypada jedynie mniej więcej pięć dni deszczowych. Najlepszy czas na wizytę w ZEA stanowią miesiące od listopada do marca, kiedy temperatury dzienne utrzymują się na poziomie 25–30°C. Jest wtedy ciepło, ale nie piekielnie gorąco jak w okresie największych upałów (lipiec–sierpień).

 

ATRAKCJE STOLICY

 

 Jumeirah at Etihad Towers - Etihad Towers Exterior

Kompleks Etihad Towers po zachodzie słońca

© ABU DHABI CONVENTION BUREAU

 

Zjednoczone Emiraty Arabskie kojarzą się wszystkim głównie z nowoczesnym Dubajem, ale warto także odwiedzić ich stolicę – 1,5-milionowe Abu Zabi. Pierwsze kroki w tym mieście należy skierować do uznawanego za jeden z najbardziej luksusowych i najdroższych hoteli na świecie Emirates Palace, należącego do sieci Kempinski. Otwarto go w lutym 2005 r., a koszt budowy tego obiektu o powierzchni 850 tys. m2 wyniósł ponad 3 mld dolarów amerykańskich. Kompleks otrzymał nieformalne 7 gwiazdek w 5-gwiazdkowej skali. Goście mogą wybierać wśród 394 pokojów i apartamentów. Emirates Palace zatrudnia podobno ok. 2 tys. pracowników, którzy w sumie posługują się 50 językami. W obiekcie zatrzymują się najczęściej uczestnicy wizyt państwowych i konferencji międzynarodowych oraz najbogatsi ludzie na świecie i znane gwiazdy. Każdy gość ma przydzielonego osobistego kamerdynera.

 

Naprzeciwko Emirates Palace wznoszą się Etihad Towers. To kompleks pięciu wieżowców, zbudowanych w latach 2006–2011, które stały się wizytówką Abu Zabi oraz synonimem nowoczesności i luksusu. Budynki liczą od 54 do 75 pięter i przypominają kształtem żagle. Wyglądem nawiązują do tradycji i historii miasta – dawnego portu rybackiego. W wieżowcach znajdują się powierzchnie biurowe oraz luksusowe rezydencje mieszkalne (łącznie 885 apartamentów i penthouse’ów). W jednym z drapaczy chmur (Tower 1) mieści się także ekskluzywny 5-gwiazdkowy hotel Jumeirah at Etihad Towers. Do dyspozycji gości oddano w nim 12 restauracji i barów, baseny, gabinety spa, centrum fitness i prywatną plażę. Na 62. piętrze działa „Ray’s Bar”, z którego podziwiać można panoramę Abu Zabi. Warto również odwiedzić restaurację „Observation Deck at 300” na 74. piętrze sąsiedniego budynku (Tower 2). To najwyższy udostępniony punkt widokowy w całym mieście.

 

Do najpopularniejszych atrakcji stolicy ZEA należy tor wyścigowy Yas Marina Circuit. Odbywa się tutaj od 2009 r. wyścig Formuły 1 Abu Dhabi Grand Prix, największe międzynarodowe wydarzenie sportowe na Bliskim Wschodzie. Kompleks powstał na sztucznej wyspie Yas o powierzchni 25 km². Koszt budowy obiektu wyniósł ponad 1,3 mld dolarów amerykańskich, a sponsorem tytularnym zostały linie lotnicze Etihad Airways. Tor ma szerokość 12–16 m, a najdłuższa prosta wynosi 1173 m. Podczas Abu Dhabi Grand Prix zawodnicy pokonują 55 okrążeń o pełnym dystansie 305,355 km. Do kompleksu wyścigowego przylega 5-gwiazdkowy Yas Viceroy Abu Dhabi. Jest to jedyny na świecie hotel, z którego okien możemy podziwiać zmagania kierowców podczas wyścigu Formuły 1. Wyróżnia go futurystyczny wygląd – obiekt przykrywa konstrukcja ze szklanych paneli przypominająca kształtem wieloryba, podświetlana nocą. Wraz z torem wyścigowym powstał także park tematyczny Ferrari World Abu Dhabi o powierzchni 86 tys. m2. Jego największą atrakcję stanowi najszybszy rollercoaster na świecie (Formula Rossa – wagoniki rozpędzają się do 240 km/godz.).

 

Najnowszym punktem na architektonicznej mapie Abu Zabi jest muzeum Louvre Abu Dhabi. To filia paryskiego Luwru, którą zaprojektował francuski architekt Jean Nouvel. Stolica ZEA podpisała z rządem Francji 30-letnią umowę zezwalającą na używanie nazwy „Louvre” i wypożyczanie dzieł ze słynnego muzeum w Paryżu. Budowla ma kształt ogromnej kopuły o średnicy 180 m, która przykrywa przestrzeń ekspozycyjną podzieloną basenami i kanałami z wodą. Louvre Abu Dhabi zostało otwarte dla publiczności w listopadzie 2017 r. Będzie częścią muzealnej wyspy. Znajdzie się na niej też m.in. Zayed National Museum i muzeum Guggenheim Abu Dhabi.

 

NIESAMOWITY DUBAJ

 

Symbol Dubaju stanowi Burdż Chalifa (Burj Khalifa) – największy budynek świata (niemal 830 m). Na piętrach 124., 125. i 148. usytuowane są tarasy widokowe, a na 76. – basen. W wieżowcu działa najwyżej położona restauracja na ziemi – „At.mosphere” – wpisana do Księgi rekordów Guinnessa (na 122. piętrze). W dolnej części dubajskiego drapacza chmur funkcjonuje luksusowy 5-gwiazdkowy Armani Hotel Dubai. Bilety na taras widokowy najlepiej kupić przez internet z bardzo dużym wyprzedzeniem. Na miejscu trzeba za nie zapłacić o wiele więcej i nie zawsze udaje się je dostać z powodu dużego zainteresowania. Burdż Chalifa jest najbardziej niesamowitą budowlą, jaką dotychczas miałem okazję podziwiać. Zachwyca szczególnie oglądany w słoneczny dzień, gdy promienie słońca odbijają się od szklanych ścian na najwyższych piętrach. Widać go z odległości nawet 95 km.

 

Z kolei otwarty w grudniu 1999 r. dubajski Burdż Al Arab (Burj Al Arab) to pierwszy na świecie luksusowy hotel (Burj Al Arab Jumeirah), który otrzymał nieformalne 7 gwiazdek w 5-gwiazdkowej skali. Oferuje się w nim usługi na najwyższym poziomie. Na życzenie gości organizuje się komfortowy transport z lotniska. Do wyboru mamy limuzynę Rolls Royce Phantom albo najnowsze BMW serii 7. Można zamówić także bezpośredni lot helikopterem z salonu VIP Al Majlis dubajskiego portu lotniczego. Nowoczesne, pełne przepychu wnętrza przypominać mogą arabskie haremy. W głównym holu stoją dwa olbrzymie akwaria, pomiędzy którymi umieszczono kaskadową fontannę. W obiekcie działają butiki najdroższych światowych firm. Hotel oferuje 202 luksusowo wyposażone, obszerne apartamenty o powierzchni od 170 do 780 m2 z 21-calowym laptopem, 42-calowym telewizorem i pokrytym 24-karatowym złotem iPodem służącym do korzystania z hotelowych usług. Można tu zjeść dania niemal wszystkich kuchni świata, a rano dostarcza się świeże gazety z każdego zakątka globu. Do dyspozycji gości oddano pięć basenów (dwa wewnętrzne i trzy zewnętrzne), prywatną plażę, kompleks spa i studio fitness Talise oraz bibliotekę. Do dekoracji wnętrz użyto podobno 1790 m3 złota. Na jednego gościa przypada sześciu pracowników. Na 27. piętrze znajduje się restauracja z kuchnią francuską „Al Muntaha” („Najwyższa”), położona na 200 m n.p.m. na krytym tarasie zewnętrznym ze wspaniałym widokiem na błękitne wody Zatoki Perskiej. Na tym samym poziomie mieści się również „Skyview Bar”, serwujący napoje i koktajle sporządzane według ściśle strzeżonych receptur.

 

Nad brzegiem zatoki leży też nowy, utworzony w 2003 r. dystrykt Dubai Marina ze sztucznym kanałem i przystanią dla jachtów. Wzdłuż kanału ciągną się szerokie promenady, przy których powstały luksusowe sklepy i restauracje otoczone przez efektowne wieżowce. Polecam wszystkim wycieczkę do tej najbardziej ekskluzywnej części miasta. Można w niej dostać zawrotu głowy od patrzenia na niesamowicie wyglądające drapacze chmur z drogimi mieszkaniami i apartamentami. Naprawdę warto zobaczyć je na własne oczy. Jeszcze kilkanaście lat temu nie było tutaj nic oprócz pustynnego piasku i skromnych domów.

 

Bardzo ciekawą nowość w Dubaju stanowi widowiskowy spektakl wodny La Perle. Prezentuje się podczas niego 65 artystów z 23 krajów. Premierowe przedstawienie odbyło się 31 sierpnia 2017 r. w samym centrum Al Habtoor City w specjalnie wybudowanym teatrze z głębokim na 12 m basenem o pojemności 2,7 mln l. Jedną z atrakcji spektaklu są skoki z wysokości 25 m urozmaicone akrobacjami. La Perle będzie można podziwiać przez najbliższych 10 lat. Przewidziano ponad 450 przedstawień w roku.

 

FAMILY

Wizyta w Dubai Aquarium & Underwater Zoo

© DUBAI CORPORATION OF TOURISM & COMMERCE MARKETING/WWW.VISITDUBAI.COM

 

SZALEŃSTWO ZAKUPÓW

 

Dubaj uchodzi także za mekkę osób uwielbiających zakupy. Tuż obok Burdż Chalifa znajduje się drugie pod względem powierzchni centrum handlowe na świecie (po New Century Global Center w chińskim Chengdu) – The Dubai Mall (powyżej 1,1 mln m²). W tym miejscu da się spędzić cały dzień. W kompleksie jest ponad 1,2 tys. sklepów i 200 punktów gastronomicznych. Poza tym można w nim pojeździć na łyżwach i pograć w hokeja na lodowisku, popływać z rekinami w gigantycznym akwarium czy zajrzeć do podwodnego zoo (Dubai Aquarium & Underwater Zoo). The Dubai Mall odwiedza dziennie średnio przeszło 200 tys. osób. Ciekawą tutejszą atrakcję stanowi wewnętrzny suk różniący się od typowego arabskiego bazaru – ekskluzywny i urządzony w stylu orientalnym. Do centrum handlowego dojedziemy czerwoną linią metra (Red Line). Od stacji aż do samego wejścia prowadzi w pełni klimatyzowany, przeszklony korytarz o długości 820 m.

 

Amatorzy zakupowego szaleństwa powinni udać się też do Mall of the Emirates. To centrum handlowe słynie z krytego ośrodka sportów zimowych Ski Dubai z pięcioma sztucznie naśnieżanymi trasami narciarskimi o różnym stopniu trudności, dwoma wyciągami orczykowymi i czteroosobowym krzesełkowym oraz wypożyczalnią profesjonalnego sprzętu. Cały obiekt zajmuje powierzchnię aż 22,5 tys. m², co odpowiada trzem boiskom piłkarskim. Gdy na zewnątrz temperatura powietrza w sezonie letnim sięga nawet 50°C, w środku ludzie zjeżdżają na nartach lub snowboardzie w zimowych ubraniach. W Mall of the Emirates łatwo się zgubić, ponieważ kompleks jest bardzo duży (jego powierzchnia użytkowa to ponad 230 tys. m²). Dzięki brakowi konieczności płacenia ceł i podatków ceny wielu artykułów w ok. 630 sklepach są naprawdę atrakcyjne, poza tym mamy tutaj ogromny wybór towarów, od elektroniki po kosmetyki.

 

W Dubaju spróbować możemy również najdroższych lodów na świecie w kawiarni i lodziarni Scoopi przy Jumeirah Beach Road. Gałka deseru o nazwie Black Diamond – o smaku madagaskarskiej wanilii z irańskim szafranem i kawałkami włoskiej czarnej trufli – kosztuje 2999 dirhamów (AED), czyli ok. 2,9 tys. złotych. Lody te podaje się z posypką z 23-karatowego jadalnego złota w naczyniu firmy Versace. W tym mieście warto odwiedzić także profesjonalne 18-dołkowe pole golfowe Majlis należące do Emirates Golf Club, gdzie grali m.in. Tiger Woods, Rory McIlroy i Ernie Els. Zaprojektował je Karl Litten. Miłośnicy golfa muszą koniecznie zmierzyć się z tutejszymi dołkami o krętych torach prowadzenia piłki. To pierwsze pole golfowe z trawiastą nawierzchnią na Bliskim Wschodzie. Co roku pod koniec stycznia lub na początku lutego odbywa się na nim turniej Omega Dubai Desert Classic.

 

Milionerów z całego świata przyciąga do Dubaju jednak organizowany w ostatnią sobotę marca na torze Meydan (Meydan Racecourse) wyścig konny Dubai World Cup, w którym pula nagród ma wartość 10 mln dolarów amerykańskich. W zmaganiach biorą udział najlepsze konie i najwspanialsi dżokeje na naszym globie. Aby podziwiać te zawody w prawdziwie luksusowych warunkach, trzeba zarezerwować miejsce w namiocie, gdzie zbiera się dubajska śmietanka towarzyska.

 

DUBAJSKIE PLAŻE

 

Dubaj to nie tylko imponujące miasto szklanych drapaczy chmur i stolica luksusowych marek. Znajdziemy tu urokliwe plaże z białym piaskiem i turkusową wodą, na których odpoczniemy od wielkomiejskiego zgiełku. Rozciągają się one na długości ok. 170 km (wliczając w to tutejsze sztuczne wyspy) i są naprawdę piękne. Niektóre z nich udostępnia się tylko dla gości luksusowych hoteli, a piasek na nich jest regularnie schładzany do odpowiedniej temperatury, aby plażowicze nie poparzyli sobie stóp.

 

Do najpopularniejszych w Dubaju należy bezpłatna plaża Jumeirah. Duże zainteresowanie zawdzięcza bliskiemu sąsiedztwu Burdż Al Arab. Hotel sfotografowany od strony wody wygląda jak największy na świecie krzyż ustawiony na pustyni. W publicznej części plaży (Jumeirah Beach Park) nie ma zbyt wielu udogodnień, takich jak leżaki do wypożyczenia, ale jest ona bardzo szeroka, więc nie odczujemy na niej tłoku. Funkcjonują tutaj kawiarnie, w których kupimy przekąski (frytki, burgery) i napoje, świeżo wyciskane soki czy kawę. Można skorzystać też z pryszniców i toalety (niestety, tylko jednej). Nad bezpieczeństwem pływających czuwają ratownicy, w okolicy brzegu rozciąga się pas płycizny. Na plaży znajdziemy również specjalne miejsca do odpoczynku z bezpłatnym internetem bezprzewodowym. Na wodach zatoki wyznaczono strefy do pływania i uprawiania sportów wodnych.

 

Najlepiej zagospodarowana plaża w Dubaju leży nieco dalej na południowy zachód, w otoczeniu wieżowców ekskluzywnego osiedla Jumeirah Beach Residence. Korzystać z niej mogą wszyscy, zarówno mieszkańcy czy goście hotelowi, jak i przyjezdni. W tym rejonie można uprawiać np. parasailing lub wakeboarding, a także inne sporty wodne, i wybrać się na przejażdżkę na wielbłądzie. Wzdłuż brzegu znajdują się liczne restauracje i bary z widokiem na Zatokę Perską. Z plaży widać słynną sztuczną wyspę w kształcie palmy – Palma Dżamira (Palm Jumeirah) z hotelem Atlantis, The Palm. Na specjalnie usypanych pasach gruntu powstało całe luksusowe miasteczko. To najmniejsza z trzech Wysp Palmowych u wybrzeży Dubaju. Wspomniana plaża stanowi idealne miejsce na odpoczynek. Są na niej toalety, przebieralnie i wypożyczalnie leżaków. Zejście do wody nie jest łagodne i już po kilku krokach robi się głęboko. W tej okolicy bywa jednak tłoczno. Na brzegu można przespacerować się piękną promenadą The Walk o długości 1,7 km.

 

PUSTYNNE SAFARI

 

 Qasr Al Sarab

Rodzinna wycieczka na wielbłądach

© ABU DHABI CONVENTION BUREAU

 

Turyści podróżujący do ZEA decydują się również zazwyczaj na wyprawę na pustynię. Dla mnie wykupienie wycieczki Dubai Desert Safari okazało się strzałem w dziesiątkę – takie przeżycie dostarcza niesamowitych wrażeń, a widoki zapierają dech w piersiach! W Dubaju koniecznie trzeba udać się na ekstremalną przejażdżkę po wydmach samochodami z napędem na cztery koła. Ceny wyprawy na pustynię są zróżnicowane, choć zwykle raczej dość wysokie, ale naprawdę warto ponieść ten koszt (za pięcio-, sześciogodzinne safari zapłacimy już od ok. 65 dolarów amerykańskich za osobę). Do wyboru mamy kilka rodzajów pustynnych wycieczek: od porannych (które odradzam ze względu na ubogi program) przez popołudniowe lub wieczorne po całonocne. Musimy też wybrać odpowiednią agencję turystyczną, których działa w Dubaju naprawdę dużo. Większość z nich oferuje praktycznie ten sam program safari. Przy podejmowaniu decyzji powinniśmy zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Warto rozważyć szczególnie oferty obejmujące transport bezpośrednio z naszego hotelu i z powrotem do niego. Poza tym najlepiej, gdy cała wyprawa odbywa się tymi samymi samochodami, którymi jeździ się potem po pustyni, i nie trzeba przesiadać się z busów do terenowych aut. Na zainteresowanie zasługują wycieczki z wliczonymi w cenę dodatkowymi atrakcjami, takimi jak przejażdżka na wielbłądzie, sandboarding czy palenie sziszy.

 

Uczestnicy popołudniowego safari odbierani są zwykle z hotelu w godzinach 14.30–15.30. Dojazd na pustynię pod Dubajem zajmuje ok. 40 min. Nasza przygoda zaczęła się od przejazdu samochodem po wydmach (dune bashing). Zdecydowanie było to jedno z najlepszych doświadczeń off-roadowych w moim życiu! Jeepy są specjalnie wzmocnione, a w środku znajduje się klatka. Podczas jazdy warto trzymać się poręczy. W aucie mieści się zazwyczaj siedmiu pasażerów. Najlepiej jest usiąść – oczywiście – obok kierowcy albo w drugim rzędzie. Samochód porusza się szybko, ja czułem się jak na karuzeli. Przed taką przejażdżką nie należy się zbytnio objadać. Tego typu rozrywki nie polecam jednak kobietom w ciąży i osobom z problemami z kręgosłupem, a także cierpiącym na chorobę lokomocyjną. Po ok. 20–30 min. szaleńczej jazdy z doświadczonym kierowcą zatrzymujemy się pośrodku pustyni na zrobienie zdjęć i zjeżdżanie na desce po piaszczystych wydmach. Za dodatkową opłatą można pojeździć na quadach.

 

Ostatni etap wycieczki stanowią zwykle odwiedziny w wiosce beduińskiej, w której na turystów czeka posiłek. Nas na powitanie poczęstowano pysznymi małymi pączkami smażonymi na miejscu w głębokim tłuszczu i podawanymi w polewie z syropu daktylowego z odrobiną sezamu (lukaimat lub luqaimat). Następnie zasiedliśmy przy tradycyjnych niskich stolikach, na arabskich dywanach i poduszkach. Do wyboru mieliśmy różne sałatki, makarony, mięso i warzywa z grilla. W cenę wliczone są również kawa arabska, herbata i woda. Możemy skusić się też na napoje alkoholowe, ale za dodatkową opłatą. Taki posiłek na pustyni urozmaicają występy kobiet wykonujących taniec brzucha czy wirujących derwiszów. Poza tym uczestnicy wycieczki mogą zdecydować się na tatuaż z henny, przejechać się na wielbłądzie, przymierzyć lokalne stroje i zapalić sziszę, a nawet podziwiać najszybsze ptaki świata – sokoły wędrowne (podczas lotu nurkowego osiągają średnią prędkość ponad 320 km/godz.). Wszystkie te atrakcje (jak również robienie zdjęć) powinny być wliczone w koszt wyprawy. Do hotelu wraca się koło godz. 21.00–22.00.

 

PODRÓŻOWANIE PO MIEŚCIE

 

Dubaj ma bardzo dobrze zorganizowaną sieć dróg, a także transport publiczny. Tutejsze 75-kilometrowe metro jest jednym z najdłuższych w pełni zautomatyzowanych systemów kolejowych na świecie (pociągi poruszają się bez maszynisty). Główna czerwona linia (Red Line), wzdłuż której znajduje się 29 stacji, prowadzi wprost z lotniska do centrum miasta i największej chluby ZEA, czyli Burdż Chalifa.

 

W Dubaju opłaca się korzystać z taksówek. Ceny przejazdu należą do bardzo niskich, ponieważ paliwo jest tu tanie. Bilet dzienny umożliwiający korzystanie z metra, tramwaju i autobusów kosztuje 22 dirhamy (2 dirhamy za Nol Red Ticket i 20 dirhamów za załadowanie go na cały dzień). Trzeba jednak pamiętać o pewnych zasadach panujących w środkach komunikacji publicznej, aby nie narazić się na kary. Znajduje się w nich oddzielna specjalna strefa przeznaczona jedynie dla kobiet i dzieci. Zazwyczaj jest ona umieszczona w przedniej części pojazdu. Poza tym w środkach komunikacji publicznej i na przystankach nie wolno spożywać jedzenia i napojów, a także żuć gumy. Warto dodać, że przystanki autobusowe stanowią świetne schronienie przed upałem. Wszystkie są zamykane i klimatyzowane. Co ciekawe, za zaśnięcie na przystanku również zapłacimy mandat. Największa jednak kara grozi za kolizje z miejskimi tramwajami, które są prezentem dla mieszkańców od emira Dubaju i jednocześnie premiera i wiceprezydenta ZEA, szejka Muhammada ibn Raszida Al Maktuma. Te wyjątkowe pojazdy zasługują na specjalne traktowanie, w ruchu drogowym mają zawsze pierwszeństwo.

 

PRZYDATNE INFORMACJE

 

Przed przyjazdem do Dubaju, warto zapoznać się z niektórymi obowiązującymi tutaj przepisami prawa. Jak wspomniałem, należy zwrócić szczególną uwagę na zasady dotyczące zachowania w komunikacji miejskiej. Poza tym w kraju obowiązuje szariat. Za posiadanie narkotyków grozi kara śmierci. Homoseksualizm karany jest więzieniem (w innych częściach ZEA za seks homoseksualny grozi kara śmierci). Za stosunki pozamałżeńskie też karze się pozbawieniem wolności. Oprócz tego obowiązuje zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych i zakaz bycia pod wpływem alkoholu poza miejscem zamieszkania. Turyści mogą spożywać trunki jedynie w specjalnie koncesjonowanych restauracjach i barach oraz hotelach. Jeśli wyjdziemy na ulicę pijani, możemy zostać aresztowani. Aby kupić alkohol i spożyć go w domu, należy posiadać wydaną przez policję odpowiednią licencję na jego zakup i transport. Jeżeli odwiedzamy miasto ze swoją drugą połówką, unikajmy publicznego okazywania sobie czułości. Takie zachowanie uznane być może za przestępstwo obyczajowe, za które również grozi kara pozbawienia wolności. Podczas odwiedzania meczetu trzeba pamiętać o zdjęciu butów oraz zakryciu ramion i nóg. Nie należy fotografować ani zaczepiać mijanych na ulicach miejscowych kobiet bez pozwolenia ich mężów. Także długie przypatrywanie się Emiratce narusza jej prywatność i skutkować może wezwaniem policji. Władzę w Dubaju sprawuje emir, a najwyższe stanowiska w emiracie są obsadzone przez członków rodziny wspomnianego szejka Muhammada ibn Raszida Al Maktuma.

 

Zjednoczone Emiraty Arabskie 22 marca 2014 r. zniosły obowiązek promesy wizowej dla Polaków. Oznacza to, że nie musimy przed wyjazdem martwić się żadnymi formalnościami. Na lotnisku w Dubaju otrzymamy pieczątkę w paszporcie, która zezwala na pobyt w kraju przez 30 dni. Jedynym warunkiem jej otrzymania jest ważność tego dokumentu tożsamości przez kolejne sześć miesięcy.

 

Stolice Japonii

JĘDRZEJ SAPTOWSKI

www.malyglobtroter.pl

 

<< Kraj Kwitnącej Wiśni intryguje Europejczyków nie od dziś. Wzrost zainteresowania sztuką japońską na naszym kontynencie dało się zauważyć w drugiej połowie XIX w., po tym jak Stany Zjednoczone wymusiły na Japonii otwarcie się na świat po latach izolacji. Dziś trudno sobie wyobrazić europejski rynek bez produktów z ojczyzny Japończyków: elektroniki, samochodów, mangi i filmów anime czy sushi, a ten wyjątkowy region Azji cieszy się dużą popularnością również wśród turystów z Polski. >>

Tu, w okolicy Wysp Japońskich, spotykają się płyty tektoniczne. Dlatego rejon ten nawiedzają trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów. Czerwone koło na charakterystycznej fladze państwa symbolizuje słońce, do którego nawiązuje złocista chryzantema z kamonu (herbu) cesarza.

Pagoda zespołu świątynnego Kiyomizu-dera na zboczu góry Otowa i panorama Kioto

© Kyoto Convention & Visitors Bureau

 

Podróż po stolicach Japonii stanowi jeden z ciekawszych sposobów na poznanie wyjątkowych atrakcji Kraju Kwitnącej Wiśni. Opisane przeze mnie Nara, Kioto, Kamakura, Osaka i Tokio pełniły funkcje najważniejszych ośrodków w państwie. To ostatnie miasto do dziś odgrywa tę rolę.

 

NARA – PIERWSZA STOLICA

W położonej niedaleko Kioto i Osaki Narze, pierwszej formalnej stolicy Japonii (w latach 710–784), znajduje się aż osiem obiektów wpisanych wspólnie na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO (pod nazwą „historyczne zabytki starożytnej Nary”) i ponad 1,2 tys. swobodnie spacerujących jeleni wschodnich (sika). Największą atrakcją poza tymi sympatycznymi zwierzętami jest tutaj mierzący niemal 15 m, wykonany z brązu posąg Daibutsu (Wielkiego Buddy).

Autobus dowiózł nas do oddalonego od dworca kolejowego o ok. 2 km Parku Nara (Nara-kōen), gdzie stoi Tōdai-ji – kompleks świątynny ze wspomnianą figurą. Wypełniony turystami autokar aż się przechylił, kiedy pasażerowie spostrzegli za oknami pierwsze jelenie wschodnie. Zwierzęta zupełnie nie przejmowały się obecnością samochodów i ludzi, swoim zachowaniem przypominały raczej krowy na indyjskich ulicach. Gdy dojechaliśmy do celu, naszym oczom ukazała się osobliwa scena. Turyści otoczeni przez jelenie sika robili im mnóstwo zdjęć z całkiem bliska, a czasem musieli wręcz ratować się ucieczką, kiedy te zbyt natarczywie domagały się poczęstunku i podgryzały im ubrania. Trudno mi ocenić tę atrakcję, ale zdaję sobie sprawę, że obecność tych zwierząt nie jest w tym miejscu przypadkowa. Były i są uważane (podobnie jak lisy) za boskich posłańców.

Gdy minęliśmy znudzone i w większości zmęczone upałem jelenie i zaaferowane nimi tłumy oraz liczne stoiska z pamiątkami, dotarliśmy do Wielkiej Bramy Południowej (Nandai-mon), gdzie stanęliśmy oko w oko z pięknymi rzeźbami strażników Niō broniących wstępu na teren Tōdai-ji. Pawilon Wielkiego Buddy (Daibutsu-den), jedna z największych drewnianych budowli świata, imponuje swoimi rozmiarami (ma 48 m wysokości, 57 m długości i 50 m szerokości). Z daleka robi wrażenie masywnego i przysadzistego. Z bliska dostrzegamy misterną konstrukcję łączeń między wielkimi i małymi elementami pokrytymi kolorowymi zdobieniami. Warto nadmienić, że obecny obiekt stanowi jedynie dwie trzecie pierwotnego założenia (został zmniejszony w 1709 r.). W głównym holu znajduje się Daibutsu, wizerunek Wajroczany. Według historyków miał on chronić mieszkańców przed epidemią czarnej ospy. Kiedy obserwuję spokojne twarze buddyjskich posągów, zawsze odnoszę wrażenie, że spoglądają na wiernych z troską. Może dzięki temu, nawet gdy przybierają tak ogromne rozmiary, nadal wydają się bliskie. We wnętrzu świątyni znajdują się też inne rzeźby. Co szczuplejsi próbują przecisnąć się przez otwór w jednej z belek konstrukcji. Podobno jeśli komuś się uda, z pewnością zostanie oświecony.

Chram szintoistyczny zwany Kasuga-taisha, założony w 768 r., położony jest w odległości ok. 1 km od Tōdai-ji. Droga do niego prowadzi przez Park Nara. Kiedy podążaliśmy nią pod górę wśród kamiennych latarni wotywnych kontrastujących z zielenią liści drzew i krzewów, mijaliśmy kolejne punkty sprzedaży łakoci dla jeleni sika (senbei, czyli rodzaju japońskich ryżowych krakersów) i ludzi karmiących je wprost z ręki. Zastanawiając się, co robią kobiety zajmujące się sprzedawaniem tych przysmaków, że zwierzęta omijają je z daleka, przeszliśmy przez wielką bramę (torii) należącą do chramu. Tu mogliśmy w końcu odpocząć i jednocześnie podziwiać zgrabne sylwetki budynków i wspaniałą, bujną roślinność.

Po drodze do stacji odwiedziliśmy pięciokondygnacyjną pagodę kompleksu Kōfuku-ji i w pobliskiej knajpce zjedliśmy pyszne okonomiyaki, czyli rodzaj placków podawanych na rozgrzanej płycie w stoliku. Każdy może wybrać do nich własne składniki, zarówno mięsne, jak i wegetariańskie, i w ten sposób skomponować odpowiadającą mu wersję. To proste danie jest tutaj równie popularne jak ramen czy sushi, a jedną z pierwszych osób, które przybliżyły je Polakom, był Marcin Bruczkowski. W swojej książce Bezsenność w Tokio (2004 r.) opisał 10 lat spędzonych w Kraju Kwitnącej Wiśni. Wszystkim gorąco polecam tę pozycję.

 

Imponujący brązowy posąg Wielkiego Buddy w Narze ma mniej więcej 15 m wysokości

© JĘDRZEJ SAPTOWSKI/www.malyglobtroter.pl

 

KIOTO – STOLICA TRADYCJI

Do Kioto trafiliśmy w trakcie lipcowego Festiwalu Gion (Gion Matsuri), jednego z największych tego rodzaju wydarzeń w Japonii. Święto, które zgodnie z tradycją obchodzi się prawie nieprzerwanie od 869 r., związane jest z szintoistycznym chramem Yasaka, założonym ponad 1350 lat temu (w 656 r.). Zainicjowano je, aby uwolnić się od panującej wówczas zarazy. Później mieszkańcy osady Gion, obecnie jednego z obszarów administracyjnych Kioto, co roku dziękowali za ratunek i prosili bogów o ochronę przed kolejnymi nieszczęściami. Początkowo najpierw na ulicach ustawiano halabardy (hoko) odstraszające złe moce, a następnie młodzi mężczyźni przyciągali świątynne wozy, w których miał znajdować się duch bóstwa zwalczającego plagi. Dziś festiwal składa się z wielu mniejszych wydarzeń, ale nadal najważniejszą ceremonią jest procesja wozów odbywająca się w tym czasie dwukrotnie – 17 i 24 lipca. My obserwowaliśmy przygotowania do mniejszego pochodu, który kończy najważniejszą część obchodów. Wieczorem pięknie oświetlone lampionami, różniące się od siebie m.in. wielkością i znaczeniem wozy yama i hoko stoją w wąskich, zamkniętych dla samochodów uliczkach. Spod jednego z nich zazwyczaj widać już kolejny, oddalony o kilkadziesiąt metrów. Do niektórych można wejść. Ich dzieje i symbolikę opisano na przypiętych tabliczkach, przed którymi tłoczą się ludzie. Wszystkie sklepy i restauracje są pełne gości. Na wielu okolicznościowych stoiskach sprzedaje się rozmaite przysmaki i wykonuje piękne, tradycyjnie zdobione pamiątki. Z wozów dobiegają dźwięki dzwonków i piszczałek oraz śpiewy i okrzyki siedzących na nich uśmiechniętych chłopców. Wśród spacerujących jest sporo osób ubranych w kimona, które można kupić lub wypożyczyć w licznych punktach w mieście. Pomimo tłumów wokół panuje magiczna atmosfera i każdemu polecam wziąć udział w tym wydarzeniu.

O poranku obserwowaliśmy na ulicach demontaż wiszących świateł, pod którymi nie mogłyby się zmieścić najwyższe konstrukcje – wysokość największych hoko dochodzi nawet do 25 m. Usiedliśmy na zacienionym chodniku i przyglądaliśmy się ostatnim przygotowaniom. Ludzie na ulicy z niecierpliwością wpatrywali się w zakręt, zza którego miał wyłonić się pierwszy wóz. Dokładnie o wyznaczonej w programie porze pierwsi uczestnicy procesji ubrani w historyczne stroje przemaszerowali przed nami, witając się z mieszkańcami i turystami. Za nimi przejechały mniejsze wozy yama, następnie znów pojawili się ludzie. Potem wjechały wielkie wozy hoko, które ciągnęło po asfalcie kilkudziesięciu mężczyzn. Ich ruchy poprzedzone były głośnym okrzykiem połączonym z serią gestów wykonywanych przez dwie osoby sterujące pojazdem. Wszystko odbywało się niezwykle synchronicznie, przy akompaniamencie dzwonków, piszczałek i śpiewów kilkunastu chłopców siedzących na górze wozu. Na zakrętach pod ogromne, drewniane koła kładziono cienkie, bambusowe łodygi, żeby ułatwić przemieszczanie się ważących nawet 12 t platform. Zebrani Japończycy z dumą obserwowali korowód, dyskretnie szukając najlepszego ujęcia za pomocą swoich nowoczesnych smartfonów.

Kioto było stolicą Japonii i miastem cesarzy przez ponad tysiąc lat (od 794 do 1868 r.). Oszczędzone w czasie II wojny światowej (choć zostało wytypowane jako jeden z celów zrzucenia bomby atomowej), przetrwało także wiele naturalnych katastrof. Znajduje się w nim tak dużo zabytków klasy światowej, że najlepiej spędzić tu co najmniej kilka dni. To i tak wystarczy jedynie na szybkie zwiedzanie i parę chwil wytchnienia. Sanktuaria szintoistyczne, ok. 1,6 tys. świątyń buddyjskich, niezliczone historyczne zakątki, targi czy w końcu wspaniała tutejsza kuchnia – te wszystkie atrakcje sprawiają, że trafiający do miasta turyści często planują do niego jeszcze wrócić.

Warto wiedzieć, że Kioto jest jedną z największych metropolii w Japonii (ok. 1,5 mln mieszkańców). Dlatego należy dobrze zastanowić się nad wyborem odpowiedniego miejsca na nocleg i sposobu poruszania po mieście. Odległości między najważniejszymi atrakcjami są bardzo duże. My polecamy doskonałe centrum informacji turystycznej na dworcu głównym (Kyōto-eki). Pracujący w nim mężczyzna niemal czytał w naszych myślach, gdy rozpisywał na świetnie opracowanych mapach wszelkie trasy, podpowiadał nam najlepsze pory zwiedzania czy podawał ceny za wstęp do poszczególnych zabytków.

Według nas koniecznie należy odwiedzić – oczywiście – słynną Świątynię Złotego Pawilonu (Kinkaku-ji). Warto dotrzeć do niej jak najwcześniej, aby chociaż spróbować uniknąć tłumów odwiedzających to urokliwe miejsce. Niedaleko znajduje się Świątynia Uspokojonego Smoka (Ryōan-ji) z kamiennym ogrodem, będącym jednym z najbardziej znanych widoków z Kioto. Fushimi Inari Taisha to z kolei niesamowicie ciekawe sanktuarium położone na rozległym zalesionym wzgórzu Inari, znane z niemal niekończących się korytarzy torii. Zobaczymy tutaj także niezliczone ilości kamiennych rzeźb lisów symbolizujących wysłanników Inariego, czyli japońskiego bóstwa (kami) płodności. O doskonałą fotografię zdecydowanie łatwiej w wyższych partiach kompleksu, do których dociera znacznie mniej turystów. Duże wrażenie zrobiła na nas też inna świątynia. Eikan-dō Zenrin-ji z pięknymi ogrodami i wspaniałą architekturą słynie również z rzadkiego wizerunku Buddy Nieograniczonego Światła z głową skierowaną na bok (Mikaeri Amida). Dotarliśmy także do kompleksu Kiyomizu-dera, z którego roztacza się cudowny widok na Kioto. Główny hol i drewniana weranda są aktualnie remontowane, ale to miejsce ma w sobie nadal dużo uroku i warto je odwiedzić, żeby napić się wody z wodospadu Otowa zapewniającej pomyślność. Trochę rozczarowała nas słynna Ścieżka Filozofów (Tetsugaku-no-michi) i Świątynia Srebrnego Pawilonu (Ginkaku-ji), na pewno trzeba jednak powłóczyć się po uliczkach Gionu, dzielnicy rozrywki, tradycyjnych eleganckich restauracji (ryōtei) i gejsz oraz przejść się wąską alejką Ponto-chō. Piękny zamek Nijō (Nijō-jō) przypomina z kolei o potędze szogunów z rodu Tokugawa. Nowoczesne oblicze miasta dobrze oddaje niesłychanie ciekawy architektonicznie budynek dworca głównego (Kyōto-eki), gdzie na górnych piętrach znajduje się centrum gastronomiczne z wieloma restauracjami i pasaż wiszący kilkadziesiąt metrów nad centralną halą. Świetne miejsce na zakupy stanowi Targ Nishiki (Nishiki Ichiba) z tradycyjnymi sklepikami z wachlarzami, drogimi papierami, tkaninami i innymi punktami z upominkami.

 

KAMAKURA – STOLICA SZKOŁY ZEN

Wycieczkę do Kamakury polecam każdemu, kto ma trochę czasu, żeby wyrwać się z Tokio choć na kilka godzin. Dojedziemy tutaj szybko pociągiem, a jedna z linii prowadzi bezpośrednio z Międzynarodowego Portu Lotniczego Narita. Mały dworzec (Kamakura-eki) wypełniony jest mapami i ulotkami wskazującymi największe atrakcje, funkcjonuje na nim też jak zwykle świetna informacja turystyczna. Miasto słynie z popularnych wśród surferów piaszczystych plaż, ważnych świątyń i drugiego co do wielkości w Japonii (po kompleksie świątynnym Tōdai-ji w Narze), ok. 121-tonowego posągu Daibutsu. Najważniejszy kompleks sakralny – Kenchō-ji – i wspomniana statua są od siebie oddalone i leżą po przeciwnych stronach Kamakury, warto więc skorzystać z autobusów, aby oszczędzić czas i siły. Po pozostawieniu plecaków w skrytce (koszt ok. 600 jenów, czyli 20 złotych, za cały dzień przechowania dwóch sztuk średniej wielkości) ruszyliśmy w kierunku Kōtoku-in z figurą Daibutsu. Ukryta wśród zieleni, blisko 13,5-metrowa (razem z podstawą) rzeźba Buddy Nieograniczonego Światła ukazuje się dopiero z niewielkiej odległości. Pomimo jej rozmiarów cały kompleks sprawił na mnie wrażenie bardzo przyjaznego i kameralnego. Sądzę, że powinno się go odwiedzać właśnie z powodu harmonijnego połączenia z otoczeniem. Historycy podkreślają, że posąg znajdował się wewnątrz świątyni, zniszczonej przez tsunami w 1498 r. Kataklizm sprawił, że siedzący pod gwiazdami Budda stał się wizytówką Kamakury.

Buddyjskie świątynie w mieście należą do rinzai, czyli jednej z dwóch głównych szkół japońskiego buddyzmu zen (druga to sōtō). Wśród nich jest m.in. Kenchō-ji, najstarszy klasztor zen (wzniesiony w 1253 r.) i najczęściej odwiedzany, ale my wybraliśmy się do Klasztoru Doskonałego Oświecenia (Engaku-ji). Można do niego dotrzeć po kilkuminutowym spacerze ze stacji kolejowej Kita-Kamakura (wstęp w cenie 300 jenów, czyli ok. 10 złotych). Położony na uboczu, nie przyciąga tłumów turystów. Dzięki temu mieliśmy przyjemność zwiedzać go w niemal zupełnej samotności. W kompleksie zbudowanym na zalesionym zboczu na osi północ-południe znajduje się aktualnie 18 kaskadowo umiejscowionych świątyń. Całość robi wspaniałe wrażenie. Podczas odkrywania kolejnych zakątków klasztoru byliśmy zauroczeni zarówno wykorzystywanymi do dzisiaj przez mnichów wnętrzami, jak i ich otoczeniem, w tym cmentarzem z pokrytymi mchem figurkami Buddy. Na terenie kompleksu znajdziemy też grób japońskiego mistrza sztuk walki Gichina Funakoshiego (1868–1957), który jako pierwszy użył nazwy karate, określając w ten sposób walkę bez użycia broni. Na jego grobowcu widnieje cytat: Karate nie jest sztuką agresji.

 

Neon japońskiej korporacji Glico koło mostu Ebisu (Ebisubashi) na kanale Dōtonbori

© Osaka Govern ment Touris m Bureau /JNTO

 

OSAKA – STOLICA NEONÓW

Dziwna była końcówka tego meczu – podsumował naszą pogawędkę przy przyrządzaniu takoyaki przygotowujący je uśmiechnięty Japończyk. Ale wasza drużyna awansowała i zagraliście świetne spotkanie z Belgią, a my odpadliśmy – odpowiedziałem, odbierając gorącą porcję smażonych w specjalnej foremce kulek z ciasta i ośmiornicy, posypanych dużą ilością płatków suszonego, wędzonego tuńczyka pasiastego zwanego bonito. Żegnając się, życzyliśmy sobie szczęścia podczas kolejnych mistrzostw świata, a ja zamyśliłem się nad uniwersalnym językiem kibiców piłki nożnej. Zajadając się parzącym przysmakiem, dotarliśmy do kolejnego ulicznego stoiska, tym razem serwującego taiyaki (w dosłownym tłumaczeniu „pieczona dorada”), czyli nadziewane ciastko w kształcie ryby. Wybraliśmy najpopularniejsze nadzienie – pastę z osładzanej czerwonej fasoli azuki. Po przejściu następnych kilkudziesięciu metrów zobaczyliśmy długą kolejkę ludzi czekających na porcje drobno siekanej wołowiny z Kobe pochodzącej od krów Wagyū. Z mocnym postanowieniem powrotu ruszyliśmy wzdłuż kanału Dōtonbori spotkać najpopularniejszą postać w tym mieście – biegacza z reklamy firmy Glico.

Osaka to po Tokio najważniejsza metropolia Japonii, wielki port, węzeł komunikacyjny, ośrodek kulturalny i ekonomiczno-gospodarczy. Słynie z fantastycznej kuchni i życia nocnego toczącego się w zatłoczonych uliczkach Minami. Najbardziej znanym widokiem z Osaki jest wielki neon korporacji Glico przedstawiający biegnącego człowieka, który pojawił się nad kanałem Dōtonbori w 1935 r. Gdy stoi się pod nim i obserwuje feerię barw i światła z elewacji każdego budynku można dostać oczopląsu, ale nie da się przejść koło tego spektaklu obojętnie. Mnie ten migający, kolorowy zawrót głowy odpowiadał i z otwartymi ze zdziwienia ustami wpatrywałem się w kolejne pulsujące reklamy odbijające się w wodach kanału Dōtonbori. Tłum ludzi dorównywał ściskowi na najbardziej zatłoczonych ulicach Tokio, czasami trudno było się przecisnąć. Z położonych przy deptaku restauracji i klubów dobiegała głośna muzyka i nawoływania zapraszające do środka. Sklepy przeżywały prawdziwe oblężenie, widoczne przez wielkie, oświetlone witryny, ale długie kolejki do kas nie odstraszały nowych kupujących.

Aby odpocząć na chwilę od zgiełku, szukaliśmy położonej ledwie 200 m dalej Hozenji Yokocho. W tym miejscu tradycja spotyka się z nowoczesnością. Spokojna, ciasna uliczka z usytuowaną pośrodku świątynią – Hōzen-ji – i tradycyjnymi restauracjami zauroczyła nas swoją magiczną atmosferą. Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy w stronę Shinsaibashi-suji. Ten niemal 600-metrowy deptak to skupisko sklepów, restauracji i barów. Zanim jednak do niego dotarliśmy, byliśmy świadkami głośnej manifestacji przeciwników Expo 2025 (planowanego w Osace). Przed ok. 100-osobową grupą w większości starszych osób jechał samochód typu pick-up z ustawioną na cały regulator muzyką elektroniczną. Protestujący seniorzy podrygiwali w rytm nowoczesnej muzyki i skandowali hasła wypisane na trzymanych bannerach. Wszystko to z uśmiechem na ustach i w otoczeniu kilku policjantów. Tak doszliśmy do obszaru Amerikamura, nad którym góruje ustawiona na dachu wieżowca miniatura Statui Wolności. To miejsce odwiedzane przez liczną młodzież. Znajduje się tu wiele kafejek, barów i sklepików z niedrogimi i niestandardowymi ciuchami. Po drodze do hotelu nie zapomnieliśmy – oczywiście – spróbować soczystej wołowiny z Kobe. Przyrządzona na naszych oczach i podana z plastrem ananasa była pysznym podsumowaniem wieczoru w błyszczącej Osace.

 

Wiszący Tęczowy Most (Rainbow Bridge) na sztuczną wyspę Odaiba w Zatoce Tokijskiej

© Yasufu mi Nis hi/JNTO

 

TOKIO – STOLICA STOLIC

Dwukrotnie w XX w. prawie całkowicie zniszczone (przez katastrofę naturalną, jaką było wielkie trzęsienie ziemi w regionie Kantō we wrześniu 1923 r., oraz nalot dywanowy pod koniec II wojny światowej) Tokio ma imponującą liczbę mieszkańców – ponad 38 mln w obszarze metropolitalnym (Greater Tokyo Area). Leży na styku płyt tektonicznych, w strefie dużej aktywności sejsmicznej. W wyniku tego jest zagrożone wielkimi trzęsieniami ziemi, które według naukowców powtarzają się w tym miejscu co 100–150 lat. To jedno z centrów światowej gospodarki. Stolica kraju przyciąga jak magnes Japończyków i turystów z całego globu.

Na lotnisku Narita, usytuowanym mniej więcej 60 km na wschód od centrum Tokio, wylądowaliśmy koło 19.00. Szybko przeszliśmy kontrolę szczegółowo informowani o kolejnych krokach przez pracowników portu i odnaleźliśmy drogę na peron kolejowy. Jeszcze w Polsce wykupiliśmy bilet uprawniający nas do 45-minutowej podróży do stacji Asakusa pociągiem Keisei Skyliner (www.keisei.co.jp) i trzydniowy bilet na metro. Wydrukowane potwierdzenie wymieniliśmy na właściwe bilety przy dokładnie oznaczonym stanowisku obsługi pasażerów. Do odjazdu mieliśmy jeszcze 15 minut, więc zdecydowaliśmy się, że spróbujemy w punkcie Japan Rail wymienić kupiony w Polsce voucher na dwutygodniowy Japan Rail Pass. Nasz karnet uprawniał nas do podróżowania po Japonii większością pociągów. Również tutaj procedura trwała nie więcej niż 5 minut.

Na stacji Asakusa po raz pierwszy spotkaliśmy się z mapą tokijskiego metra. Choć początkowo czuliśmy się bezradni, szybko zaczęliśmy poruszać się intuicyjnie. Wodząc palcem po kolorowych torach, odnaleźliśmy naszą stację i drogowskazy prowadzące do naszej linii. Ruszyliśmy w drogę, ale po chwili zdziwieni wyszliśmy na powierzchnię. Ponieważ straciliśmy z oczu strzałki, rozglądaliśmy się wokół po ruchliwym skrzyżowaniu. W oddali zobaczyliśmy 634-metrową wieżę Tokyo Skytree, a tuż obok twarz uśmiechniętego japońskiego robotnika. Czy może Pan nam pomóc? – zapytałem po angielsku. Tak – odpowiedział także w tym języku. Szukamy linii A – przyznałem. Proszę przejść na drugą stronę ulicy i tam 100 m dalej będzie wejście – dodał i ręką wskazał nasz cel. W ten sposób już na początku podróży pozbyliśmy się jakichkolwiek obaw związanych z dogadywaniem się w Japonii w języku angielskim.

Tokijski system komunikacji publicznej ma imponującą liczbę połączeń i linii. Większe stacje są dobrze ze sobą skomunikowane i świetnie oznakowane. Oprócz nazw nadano im numery, co bardzo ułatwia odnalezienie się na mapie. Należy jedynie pamiętać, że niektóre punkty łączące różne linie mogą być oddalone od siebie o kilkaset i więcej metrów. Według nas metro (z dziewięcioma liniami) to najwygodniejszy środek transportu w Tokio. Bez trudu dotarliśmy do stacji Asakusabashi i wyszliśmy na pustą ulicę. Trochę zagubieni wróciliśmy w pobliże wejścia do metra i połączyliśmy się z internetem przez wi-fi (ta usługa jest dostępna na każdej ze 179 tokijskich stacji i w wielu punktach w mieście). Nawigacja wskazała nam drogę i po 10 minutach byliśmy w hostelu. Po szybkim zameldowaniu się, rozpakowywaliśmy się w naszym pierwszym pokoju kapsułowym, żeby po chwili wyjść na wieczorny spacer. W ten sposób rozpoczęliśmy kilkudniową, niezapomnianą przygodę z miastem, podczas której staraliśmy się choć trochę poznać jego niezliczone oblicza.

Tokio to nieskończona liczba targów, sklepów, kramów i wielopiętrowych galerii handlowych – od najdroższych butików w regionie Ginza i okręgu Shibuya przez ikoniczną Akihabarę nazywaną największym marketem elektronicznym świata oraz Asagaya Anime Street w podziemiach stacji kolejowej, gdzie fani anime znajdą gadżety z ulubionymi bohaterami, po zaskakujące sklepiki w Harajuku (części dzielnicy Shibuya), olbrzymi targ rybny Tsukiji z aukcją tuńczyków (zamknięty 6 października 2018 r. i przeniesiony do Toyosu) i punkty z pamiątkami w okolicy 175-metrowej alei Yanaka Ginza. W każdym kolejnym miejscu mieliśmy wrażenie, że sklepy są wszędzie i wszędzie jest mnóstwo kupujących. Inną kategorię stanowią rozsiane po całym mieście i równie licznie odwiedzane, a przy tym bardzo praktyczne, minimarkety sieci 7-Eleven, FamilyMart czy Lawson czynne często 24 godziny na dobę przez cały tydzień, w których można kupić niemal wszystko: od serwowanego na wynos smażonego kurczaka, gorącej i schłodzonej kawy przez kilkadziesiąt dań do odgrzania w mikrofalówce po koszule, parasolki i gazety. Podobno w całej Japonii takich punktów działa aż ok. 50 tys. Z kolei świetne miejsce na zakup pamiątek znajduje się w okolicach Sensō-ji. Nakamise-dōri, tradycyjna handlowa uliczka, która prowadzi do tej buddyjskiej świątyni, ożywa w godzinach przedpołudniowych. Na straganach sprzedaje się mydło i powidło, m.in. piękne laleczki kokeshi czy kiczowate samurajskie miecze. Z kolei sprzęt kuchenny, w tym tysiące słynnych japońskich noży, znajdziemy przy położonej niedaleko, kultowej ulicy Kappabashi.

Poza tym Tokio wypełniają fantastyczne restauracje, bary, fast foody, punkty gastronomiczne i uliczne stragany serwujące lokalne przysmaki. W leżącej pod Dworcem Tokio (Tōkyō-eki) strefie street foodu przed prawie każdą knajpką ustawiają się długie kolejki. W niewielkich witrynach na plastikowych talerzach prezentuje się równie sztuczne wersje serwowanych dań. Wybraną potrawę zamawia się następnie w automacie. Po krótkim oczekiwaniu w szybko kurczącej się kolejce i przekazaniu rachunku obsłudze w ciągu kilku minut ląduje przed nami prawdziwe jedzenie. Zawsze dostajemy wodę i pałeczki, a przy niektórych daniach także specjalny fartuch chroniący ubranie przed pobrudzeniem. Należy też koniecznie odwiedzić małe bary sushi w okolicach Ueno czy Asakusy, gdzie zjedzone porcje rozlicza się na podstawie kolorów i liczby odstawianych talerzyków. Bardzo popularne są tu również zestawy sushi sprzedawane w supermarketach i sklepach ekologicznych. Przed wejściem do pociągu trzeba kupić bentō, czyli specjalnie zapakowane przekąski, składające się z ryżu, ryby lub mięsa, a także pikli i gotowanych warzyw.

W Tokio znajduje się mnóstwo niezwykłych miejsc kultu religijnego, chramów szintoistycznych, świątyń buddyjskich, cmentarzy i muzeów. Sensō-ji, najstarszy w stolicy (z pierwszej połowy VII w.) i oblegany kompleks buddyjski, warto odwiedzić jak najwcześniej, żeby uniknąć tłumów. Do chramu szintoistycznego Meiji dociera się przez Park Yoyogi i kilka ogromnych, drewnianych torii. Można tutaj odpocząć od zgiełku wielkiego miasta. Kompleks poświęcony pamięci cesarza Meiji i cesarzowej Shōken został oddany do użytku w latach 20. XX stulecia. Po poważnych zniszczeniach podczas II wojny światowej odbudowano go w 1958 r. To miejsce niezmiernie popularne wśród Japończyków pragnących wziąć tradycyjny ślub. Z kolei Muzeum Narodowe w Tokio szczyci się olbrzymimi zbiorami dzieł sztuki i artefaktów, z których setki uznano za skarby narodowe Japonii. Odwiedzenie go polecam wszystkim chcącym przyjrzeć się z bliska misternie zdobionej ceramice, tkaninom, zbrojom i mieczom samurajów oraz japońskim rzeźbom czy poznać historię rozwoju sztuki Kraju Kwitnącej Wiśni. Za to spacer po pięknym cmentarzu Yanaka zaskoczył mnie odrobinę inną atmosferą niż ta, którą zwykle wyczuwam podczas wizyty na nekropoliach w Polsce. Tu także było cicho i spokojnie, ale nastrój tego miejsca nie przytłoczył mnie, a raczej skłonił do zadumy. Fascynująca Japonia ma naprawdę wiele twarzy…

 

Wydanie jesień-zima 2018