Artykuły wybrane losowo

12 najlepszych miejsc na świecie na wyprawy quadowe

Chile1.jpg

Rafał Sonik pokonuje trasę chilijskiego odcinka Rajdu Dakar 2015

©ARCHIWUM RAFAŁA SONIKA


KAJETAN CYGANIK


Quady mają wiele zastosowań. Zawodnicy ścigają się na nich – oczywiście – podczas rajdów, ale zdecydowanie częściej korzystają z tego sprzętu ratownicy górscy, służby medyczne czy leśne. Ze względu na swoją budowę to również doskonałe pojazdy do przemierzania odległych i niedostępnych zakątków ziemi. Rafał Sonik – pierwszy Polak, który wygrał Rajd Dakar w kategorii quadów w 2015 r. – zwiedził w ten sposób bezdroża pięciu kontynentów. 


Po raz pierwszy tegoroczny zwycięzca najpopularniejszego wieloetapowego wyścigu terenowego na świecie wsiadł na czterokołowca na południu Francji, kiedy z powodu flauty nie mógł pływać na desce windsurfingowej. Na wzgórzach nieopodal plaży zobaczył dziwne małe samochody, których nigdy wcześniej nie widział. Zadzwonił do kolegi z Polski i zamówił sobie jeden z pierwszych pojazdów ATV (ang. all-terrain vehicle), jaki trafił do naszego kraju. Zaczęło się od jazdy turystycznej, potem były pierwsze starty w polskich rajdach. Sześć razy zdobył tytuł mistrza Polski. Po udziale w wyścigach we Francji i Hiszpanii oraz namowach motocyklistów Jacka Czachora i Marka Dąbrowskiego w 2009 r. Rafał Sonik postanowił spróbować swoich sił w Rajdzie Dakar. Zajął wtedy trzecie miejsce. Ten niewątpliwy sukces stał się dla niego zachętą do kolejnych prób.

Nasz rodak znany jest ze swojej konsekwencji, ambicji i nieustępliwości. Jednocześnie jednak potrafi się powstrzymywać od zgubnej walki na sekundy, ma doskonały zmysł taktyczny i opinię świetnego nawigatora. Te cechy pomogły mu zdobyć cztery Puchary Świata FIM w kategorii quadów, wywalczyć dwa trzecie i jedno drugie miejsce w Rajdzie Dakar, a w 2015 r. odnieść wielkie zwycięstwo w tych legendarnych zawodach. Polak zyskał przydomek SuperSonik, ale mimo to nie przestaje cieszyć się jazdą na czterokołowcu, dlatego wielokrotnie odwiedza podczas treningów liczne tory i rozmaite rejony, aby nie tylko przygotowywać się do nowych wyzwań, ale także czerpać przyjemność z ćwiczenia w zróżnicowanym terenie. Przedstawiamy Państwu 12 najciekawszych według niego miejsc na świecie do uprawiania tego sportu.

Sardynia

Ta włoska wyspa to przede wszystkim świetny region dla miłośników motocykli enduro. Rajd odbywający się na niej co roku w czerwcu jest co prawda przeznaczony również dla kierowców quadów, ale pokonanie przez nich licznych wąskich ścieżek, skalnych półek czy ciasnych przejazdów pomiędzy skałami graniczy z cudem.

               
Na Sardynii przemierzymy jednak czterokołowcem fantastyczne trasy. Wiodą one pomiędzy rozległymi wzgórzami, pośród niskiej roślinności lub ponad skalistym wybrzeżem. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Wybór mamy naprawdę duży – od malowniczo położonych łagodnych i szerokich dróg po wymagające technicznie odcinki górskie. Co więcej, na wyspie panuje fantastyczny klimat, a tutejsza kuchnia jest doskonała, więc po całodziennej jeździe czeka na nas nagroda w postaci prawdziwej uczty dla podniebienia. Odwiedzić ten fascynujący region Włoch można przez cały rok, bowiem zawsze prezentuje się równie ciekawie.

Dubaj

Dubaj1.jpg

Pozornie łagodne piękne wydmy w okolicach Dubaju bywają niebezpieczne

©ARCHIWUM RAFAŁA SONIKA


Zjednoczone Emiraty Arabskie słyną z jednej z najpiękniejszych pustyń świata. W okolicach Dubaju wiatr wyrównuje piaszczyste wydmy niczym ratrak śnieg na stoku. Wystarczy odjechać kilkanaście minut od jakiejkolwiek ludzkiej osady, żeby znaleźć się w miejscach nie noszących śladów obecności człowieka. Emocje, jakie towarzyszą jeździe po takim „sztruksie”, są nieporównywalne z żadnym innym uczuciem.

               
Wydmy w rejonie Dubaju wyglądają na łagodne i zapierają dech w piersiach, ale potrafią być także zdradliwe, zwłaszcza po przejściu rzadkich tu deszczów. Układ piaszczystych wzgórz zupełnie się wówczas zmienia, co utrudnia nawigację i przewidywanie niebezpieczeństw. Potrzeba wielu treningów, aby móc pozwolić sobie na nieco mocniejsze dociśnięcie gazu na pustyni. Nawet po latach doświadczeń warto zachować szczególną ostrożność. Inaczej to, co ma być przyjemnością, może stać się bardzo złym wspomnieniem.

               
Sezon na wyjazdy do Dubaju panuje cały rok. Najlepiej jednak planować sobie treningi o wschodzie lub zachodzie słońca. Nie tylko dlatego, że w tych godzinach światło maluje najpiękniejsze widoki, ale też po to, aby uniknąć upałów.

Pustynia Błędowska

Nasza największa pustynia (ok. 33 km²) to prawdziwa mekka polskich off-roadowców. W ostatnich latach prowadzi się intensywne odlesianie tego obszaru w celu przywrócenia jego stanu z początku wieku. Ten piękny region oferuje fantastyczne możliwości treningowe. Nie ma w nim wysokich wydm, ale nie brakuje tutaj kopnego piasku, który doskonale uczy reakcji quada w takich warunkach.

               
Pustynię Błędowską wciąż pokrywa wiele sosnowych zagajników. Ich pokonywanie daje sporo frajdy. Jak w każdym pustynnym rejonie, trzeba wykazać się tu jednak dobrą orientacją w terenie. Zdarzają się tacy kierowcy, którzy pozwalają ponieść się emocjom, a potem długo nie mogą znaleźć drogi powrotnej. Trenuję na Pustyni Błędowskiej kilka razy w roku. Zawsze spotykam na niej innych quadowców i motocyklistów, a często zabieram też w te strony swoich uczniów – mówi Rafał Sonik. Jego bazą do wypraw na czterokołowcach jest tradycyjnie punkt widokowy Dąbrówka w Chechle (355 m n.p.m.).

               
Ten region Polski zaprasza do odwiedzin przez okrągłe 12 miesięcy. O każdej porze roku będziemy czerpać niesamowitą radość z przemierzania Pustyni Błędowskiej.

Brazylia

Brazylia.jpg

Trasy na południu Brazylii prowadzą wśród niskiej roślinności

©ARCHIWUM RAFAŁA SONIKA



Trasy w południowej części Brazylii charakteryzują się przede wszystkim niską, słabo rozwiniętą roślinnością i czerwoną ziemią, która nadaje krajobrazowi zupełnie wyjątkowy wygląd. Szlaki są tutaj szybkie, ale przez to bywają zgubne. Wystarczy, że nieoczekiwanie wjedziemy pomiędzy splątane korzenie, aby nasz brawurowy wyczyn zakończył się nagłym zatrzymaniem wśród drzew. Jeśli tylko będziemy pamiętać o zachowaniu ostrożności, jazda po polnych drogach tego kraju na pewno przyniesie nam dużo przyjemności.

               
To, co czyni z Brazylii wspaniały cel na emocjonujące wyprawy na quadzie, to jednak nie same trasy, lecz mieszkający w niej fantastyczni ludzie. Brazylijczycy są uśmiechnięci, pomocni, otwarci i przyjaźnie nastawieni wobec turystów. Taka podróż może więc być okazją do nawiązania nowych znajomości. Do tej części Ameryki Południowej najlepiej wybrać się w okresie lata.

Argentyna

Kraj tanga, yerba mate i najlepszej wołowiny na świecie to również raj dla quadowców. Nie bez powodu od 2009 r. właśnie w Argentynie odbywa się znaczna część kolejnych edycji Rajdu Dakar. Za każdym razem wyznaczane przez organizatorów tutejsze trasy zaskakują nawet najbardziej wytrawnych kierowców. Ten fakt świadczy niewątpliwie o ogromnym zróżnicowaniu terenów i nieskończonych możliwościach, jakie stają tu przed miłośnikami off-roadu.

               
W centrum kraju znajdziemy wiele piaszczystych obszarów, ale są one tak nieprzyjazne, że lepiej nie zapuszczać się w te rejony, zwłaszcza w osławione okolice miejscowości Fiambalá koło Tinogasty. Warto natomiast wybrać szlaki na północy kraju i liczne malownicze kaniony. Na zachodzie na śmiałków czekają majestatyczne Andy. Widoki z tego regionu zapadają w pamięć na zawsze, ale jeśli zdecydujemy się go odwiedzić, musimy zabezpieczyć się przed chorobą wysokościową. Najlepszym lekarstwem na jej objawy jest herbata z liści koki (krzewu kokainowego) albo żucie ich podczas jazdy. Podróż do fascynującej Argentyny polecamy zaplanować w czasie europejskich miesięcy zimowych.

Hiszpania

W Hiszpanii znajdziemy mnóstwo różnorodnych tras. Rafał Sonik najlepiej poznał jednak te w pobliżu Malagi. W jej okolicy funkcjonuje wiele torów motocrossowych, na których nasz rodak ćwiczy technikę jazdy przy dużych prędkościach. Oprócz tego trenuje też poza wytyczonymi drogami, na otwartych terenach.

               
Ten region stanowi poligon dla takich fantastycznych motocyklistów, jak choćby Hiszpanie Marc Coma czy Jordi Viladoms, którzy właśnie m.in. tutaj przyjeżdżają przygotowywać się do najważniejszych startów w sezonie. Przed Rajdem Dakar 2016 także Rafał Sonik planuje spędzić w tym rejonie Europy kilka dni. Zamierza ćwiczyć jazdę na odcinkach specjalnych w stylu Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Świata (WRC – World Rally Championship). Będą one dominować w 37. już edycji legendarnego wyścigu po raz ósmy z kolei organizowanego w Ameryce Południowej – Argentynie i Boliwii.

               
Do słonecznej Hiszpanii można zawitać o każdej porze roku. Jeśli nie lubimy zbytniego tłoku, powinniśmy zdecydować się raczej na jesień.

Lidzbark Warmiński

W Lidzbarku Warmińskim znajduje się jeden z najpiękniejszych i najlepszych torów motocrossowych w Polsce. Nasz rodak uwielbia odwiedzać to miejsce, bo jak podkreśla, jest ono przesiąknięte off-roadową atmosferą, a ludzie z nim związani są prawdziwymi pasjonatami.

               
Okolice tego miasta położonego w samym sercu Warmii również zachęcają do wycieczek. Jednak należy pamiętać, aby poruszać się tylko po obszarach, na których wolno organizować wyprawy off-roadowe. Rafał Sonik od wielu lat promuje hasło Daj przyQuad! Nie niszcz lasu! i potępia wszelkie naruszenia granic parków narodowych i krajobrazowych. Wymaga od siebie i kolegów odpowiedzialności za środowisko naturalne i dlatego swoim czterokołowcem nie wyjeżdża poza tor w Lidzbarku Warmińskim, a przyrodę podziwia z perspektywy roweru. Najkorzystniejsze warunki panują na Warmii w okresie lata i złotej polskiej jesieni.

USA

Pierwszym mechanikiem, który towarzyszył Rafałowi Sonikowi w Rajdzie Dakar w 2009 r., był amerykański specjalista od quadów – Lenny Duncan. To właśnie on zabrał Polaka na znane sobie szlaki w zachodnich Stanach Zjednoczonych. Spośród nich nasz rodak najbardziej upodobał sobie rejony Kalifornii, dokąd stara się wracać co jakiś czas.

               
W USA i Kanadzie turystyka quadowa jest zdecydowanie lepiej rozwinięta niż w krajach europejskich. Znajdziemy tu specjalnie przygotowane, kilkudziesięciokilometrowe trasy off-roadowe, pozwalające na legalne poruszanie się po trudno dostępnych obszarach leśnych. To doskonałe rozwiązanie zarówno dla miłośników jazdy poza drogami, jak i turystów i przyrodników. Rafał Sonik zabiega o to, aby wytyczyć podobne szlaki także w Polsce. Do Stanów Zjednoczonych na wyprawy terenowe najlepiej wybrać się latem lub na jesieni.

Chełmno

Chełmno_-_Fot.jpg

Quadowcy ścigający się na torze kompleksu motocrossowego w Chełmnie

©MATEUSZ SZELC



Chełmno uchodzi za drugie obok Torunia najstarsze miasto województwa kujawsko-pomorskiego (oba te grody otrzymały prawa miejskie 28 grudnia 1233 r. – tzw. prawo chełmińskie). Warto odwiedzić nie tylko sam wiekowy ośrodek, ale też lokalny kompleks motocrossowy, który kilka lat temu dzięki inicjatywie naszego rodaka i jego przyjaciół został uratowany przed zamknięciem. Zwycięzca Rajdu Dakar 2015 stawiał tutaj swoje pierwsze kroki, dlatego nie wahał się, aby zainwestować w ten obiekt i stać się jednym z jego współwłaścicieli.

               
Na świetnie wyprofilowanym i dobrze utrzymanym torze regularnie odbywają się imprezy rangi Mistrzostw Polski. Szkolą się na nim młodzi quadowcy i motocykliści. Mamy nadzieję, że za kilka lat godnie zastąpią oni Rafała Sonika w międzynarodowych wyścigach. Obiekt w Chełmnie stanowi idealne miejsce dla początkujących miłośników sportów motocrossowych, którzy chcą zdobyć podstawowe umiejętności, niezbędne do jazdy w terenie. Warto odwiedzić go latem i podczas organizowanych na nim zawodów.

Chile

Amatorom off-roadu Chile kojarzy się przede wszystkim z Atakamą, należącą do najsuchszych pustyń świata. Są na niej rejony, w których od prawie 400 lat nie spadła choćby kropla deszczu. Te warunki czynią ją również jednym z mniej przyjaznych człowiekowi obszarów na ziemi. Jazda po tutejszych bezdrożach może być jednak fantastycznym przeżyciem. Warto odwiedzić w szczególności północną część kraju i okolice portowego miasta Iquique. Potężne piaszczyste wydmy wznoszą się w tym miejscu na wysokość powyżej 2 tys. m n.p.m. i opadają stromo wprost do Pacyfiku.

               
Popularnością cieszą się także rejony miejscowości La Serena, które słyną z winnic. Wiosną zaobserwujemy tu zupełnie nierealne zjawisko. Cały pustynny obszar pokrywa się wówczas różnobarwnym kobiercem kwiatów. Suchy i surowy krajobraz zamienia się w kolorowe pola, od których trudno oderwać wzrok.

               
W północnej części Atakamy dotrzemy z kolei do dużych solnisk (Salar de Atacama), przypominających pustynię solną w Boliwii (Salar de Uyuni), i licznych ciekawych form skalnych w okolicach miasteczka San Pedro de Atacama. Nieco dalej na południe możemy wyjechać quadem na przełęcze sięgające niemal 5 tys. m n.p.m.

               
Ze względu na wspomniany kwiatowy spektakl do Chile najlepiej wybrać się na przełomie sierpnia i września. Zdecydowanie trzeba też zabrać ze sobą aparat fotograficzny.

Egipt

Ten północnoafrykański kraj, zamieszkany niegdyś przez jedną z najbardziej fascynujących i tajemniczych cywilizacji na ziemi, jest również świetnym celem wyjazdowym dla poszukujących wrażeń quadowców. Naprawdę nie warto spędzać wakacji nad basenem w ciągłym bezruchu, kiedy tuż za granicami egipskich kurortów czeka na nas tyle możliwości aktywnego wypoczynku. W 2014 r. słynny Rajd Faraonów startował z wybrzeża Morza Czerwonego z luksusowego miasteczka turystycznego Al-Dżuna (El Gouna). Podczas niego zawodnicy mieli do pokonania kilkaset kilometrów bardzo ciekawego terenu pustynnego.

               
Na egipską część Sahary najlepiej wybrać się z przewodnikiem. Da nam to pewność, że wrócimy szczęśliwie do bazy i nie wpadniemy w kłopoty. Szczególnie piękne są tutaj – oczywiście – odcinki piaszczyste. Saharyjskie wydmy mają zupełnie inną budowę niż te w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i nawet sam piasek nieco się różni. Ta największa gorąca pustynia na ziemi jest bardzo różnorodna, więc nawet jeśli nie dotrzemy do typowych wydmowych wzniesień, możemy być pewni, że trafimy w niezwykłe miejsca. Odkrywanie tych niesamowitych zakątków Egiptu warto zaplanować na miesiące wiosenne bądź jesienne.

Maroko

Królestwo Marokańskie należy do najpopularniejszych kierunków podróży wśród Europejczyków zafascynowanych czterokołowcami. Trudno się temu zresztą dziwić. Jak już wspomnieliśmy, olbrzymia północnoafrykańska pustynia, jaką jest Sahara, oferuje wyjątkowo różnorodne i fascynujące trasy. Zjeździłem niemal całe Maroko od północy po południe i naprawdę nie brakuje tu miejsc wartych odwiedzenia. Wspaniałe tereny rozciągają się od szczytów Atlasu do skalistego wybrzeża Oceanu Atlantyckiego. Na Saharze ujrzymy zarówno krajobrazy przywodzące na myśl powierzchnię Marsa, jak i charakterystyczne dla niej piaszczyste wydmy – opisuje Rafał Sonik.

               
W tym kraju można odwiedzić obszary, na których kręcono kolejne epizody Gwiezdnych wojen czy film Gladiator. Niezwykłym przeżyciem są zawsze wizyty w klimatycznych mniejszych i większych miastach. Jazda na quadzie po marokańskich bezdrożach daje niesamowitą frajdę, ale atmosfera lokalnych targów (suków) dosłownie wciąga każdego przybysza.

               
Wyprawa do Maroka będzie więc z pewnością wspaniałym doświadczeniem i to nie tylko ze względu na świetne warunki do treningów na czterokołowcach, lecz także z uwagi na jedyną w swoim rodzaju okazję do poznania tutejszej kultury i podziwiania fascynujących krajobrazów. Podobnie jak w przypadku Egiptu polecamy odwiedzić to położone w Afryce Północnej królestwo w okresie wiosny albo jesieni. W październiku można kibicować polskim kierowcom podczas widowiskowego Rajdu Maroka i towarzyszyć im w trakcie zmagań, przesuwając się równolegle do kolumny pojazdów.

Poza utartym szlakiem w Tajlandii

 

Kinga Bielejec

www.gadulec.me

 

 Sukhotai z zabytkami związanymi z początkami architektury tajskiej

Sukhothai-000597

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND (TAT)

 

Tajlandia to jeden z najczęściej odwiedzanych krajów świata. Słynie z pięknych piaszczystych plaż, przejrzystych wód i przepysznej kuchni. Znajduje się tutaj mnóstwo buddyjskich świątyń i posągów. Tajlandzka stolica – Bangkok – nigdy nie zasypia. Nie wszyscy jednak wiedzą, że na krajobraz Tajlandii składają się też bujne zielone lasy i małe sielskie miasteczka, w których czas się zatrzymał.

 

Najlepsza pora na odwiedzenie tego azjatyckiego państwa to okres między listopadem a lutym. Trwa wtedy pora sucha, średnia temperatura powietrza waha się od 28 do 32°C, a opady należą do rzadkości. Jedynie na wschodnim wybrzeżu (w okolicy m.in. Koh Samui, Koh Tao, Phangan) może sporadycznie popadać. Te miesiące są również szczytem sezonu turystycznego, więc hotele w najpopularniejszych miejscach (w czasie Bożego Narodzenia i zabaw sylwestrowych do bardzo chętnie odwiedzanych zaliczają się szczególnie obiekty na wyspach) warto zarezerwować wcześniej.

 

Choć w biurach podróży Tajlandia cieszy się dużym zainteresowaniem, zazwyczaj turystom oferuje się program obejmujący mniej więcej te same atrakcje. Dlatego chciałabym zaproponować zejście z utartego szlaku zwiedzania. W tym kraju pozostało jeszcze wiele do odkrycia.

 

ZAGUBIENI W STOLICY

 

Przy wyborze zakwaterowania w stolicy Tajów korzystałam z portalu Couchsurfing. Ludzie z całego świata oferują w nim nocleg w swoim mieszkaniu i często wspólne spędzanie czasu. Zatrzymaliśmy się u Hosta, z pochodzenia Holendra. Które mniej znane miejsca w Bangkoku warto odwiedzić? – zapytałam go tuż po przylocie do tej prawie 10-milionowej metropolii. Najlepsze, co można zrobić, to się zgubić – odpowiedział. I faktycznie była to wskazówka idealna.

 

Okazało się, że największe miasto Tajlandii to nie tylko słynna ulica Khao San, okryty złą sławą Patpong (dzielnica występów ping pong show, ladyboyów, barów i ledwo trzymających się na nogach turystów), Wielki Pałac Królewski i liczne świątynie, lecz także targi oraz bazary pełne smaków, kolorów i zapachów. Koło ruchliwych skrzyżowań sprzedaje się kawałki kurczaka na patyku czy pad thai (smażony makaron z dodatkami), a na ulicznych straganach piętrzą się świeże egzotyczne owoce. Tutaj najlepszymi przewodnikami są nogi i nos. Do nieco mniej znanych, ale bardzo ciekawych atrakcji należą ulica industrialna (koło Kościoła Świętego Różańca) i Park Pałacowy Dusit, w którym znajdują się Pałac Vimanmek (największa budowla ze złotego drewna tekowego na świecie), sale tronowe, posąg króla Czulalongkorna (Chulalongkorna, Ramy V) i ogród zoologiczny.

 

TAJSKI ANGKOR WAT

 

W drodze z Bangkoku do Chiang Mai (na północy kraju) warto wysiąść na stacji Phitsanulok i wsiąść w autobus do Sukhothai. Początki tego miasta sięgają XIII w., a jego złoty okres przypada na panowanie króla Ramkhamhaenga (urodzonego między 1237 a 1247 i zmarłego w 1298 r.). To wtedy je rozbudowano i stało się jednym z największych na świecie ośrodków buddyzmu. Mniej więcej sto lat później, kiedy swoimi wpływami objęło te tereny Królestwo Ajutthaja (Królestwo Ayutthaya), Sukhothai straciło na znaczeniu. Zainteresowanie wzbudziło ponownie dopiero w XIX w. Przyczynił się do tego król Mongkut, Rama IV (1804–1868).

 

Obecnie odrestaurowane pozostałości tej historycznej stolicy Królestwa Sukhotai znajdują się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Leżą one w odległości ponad 10 km od współczesnego miasteczka nazywanego Nowym Sukhothai (Sukhothai Thani). Aby dotrzeć do wspaniałych ruin, najlepiej wypożyczyć skuter na dworcu autobusowym lub podjechać tuk-tukiem (trójkołową motorikszą). Należy jednak pamiętać, że kompleks jest duży i dzieli się na kilka stref (wejście płatne osobno), pomiędzy którymi łatwiej (i szybciej) porusza się środkami transportu.

 

W DŻUNGLI ŻYCIA

 

Przepiękny wodospad Thi Lo Su na rzece Maeklong w dystrykcie Umphang

UMPHANGTak-000299

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND (TAT)

 

Z Sukhothai można udać się autobusem do Mae Sot, mało znanego miasta tuż przy granicy z Birmą (Mjanmą). Wyruszają stąd wycieczki do Umphang, miejscowości położonej na skraju dżungli, do której jedzie się ok. 165 km asfaltową drogą z 1219 zakrętami. Już sama podróż to niezapomniane przeżycie – nierzadko siedzi się w pick-upie wraz z miejscowymi żującymi betel oraz ich kurami i kogutami. Przewożenie ludzi (i zwierząt) na dachu samochodu jest tutaj normą. Na dodatek otaczające nas widoki zapierają dech w piersiach. A to dopiero początek przygody!

 

Do najpopularniejszych należą wycieczki czterodniowe. Pierwszego dnia dojeżdża się do Umphang i tu nocuje. Nazajutrz, tuż po śniadaniu, wyrusza się na spływ po niezbyt rwącej rzece Maeklong (Mae Klong). Kilka lat temu zmieniono przepisy i drewniane tratwy zastąpiono dmuchanymi pontonami. Po drodze można spotkać dzikie zwierzęta (węże, gibony, mundżaki, warany, krokodyle różańcowe) i wykąpać się w gorących źródłach. Po lunchu następuje główny punkt programu – kilkugodzinny trekking w dżungli. Oczywiście, cały czas jest się pod opieką doświadczonego lokalnego przewodnika, który zna te rejony od dziecka. Najlepiej nocować w namiocie pośrodku utworzonego w 1989 r. Sanktuarium Dzikiej Przyrody Umphang (Umphang Wildlife Sanctuary), gdzie zasypia się wśród niesamowitych odgłosów. Trzeciego dnia odwiedza się największy wodospad w Tajlandii o wdzięcznej nazwie Thi Lo Su (również Thee Lor Sue lub The Lor Sue). Ma ok. 250 m wysokości i 450 m szerokości. Robi ogromne wrażenie, w dodatku można się w nim kąpać, a niekiedy nawet z niego skakać (wszystko zależy od stanu wody). Popołudniu znów wyrusza się na trekking, a po kilku godzinach dociera się do wioski Karenów. Posługują się oni językami kareńskimi, całkiem innymi niż tajski, i dopiero od kilkunastu lat uczą się w szkołach podstawowych języka urzędowego kraju. W Tajlandii mieszka ok. 400 tys. Karenów. Zajmują się głównie rolnictwem i hodowlą. W wiosce, którą odwiedziliśmy w 2014 r., nie było zasięgu sieci komórkowych czy internetowych. Miejscowi kontaktowali się z resztą świata za pomocą aparatu umieszczonego w jedynej budce telefonicznej. Uczestnicy wycieczki śpią u lokalnej rodziny i razem z nią spożywają kolację i śniadanie. Czwartego dnia wracają do Umphang. Wiele agencji proponuje wyprawy urozmaicone półtoragodzinną przejażdżką na słoniu, po której wszyscy udają się jeepem do miasteczka. Warto dopytać o szczegóły takiej oferty, ponieważ dość często zdarza się, że zwierzęta są źle traktowane, bite i zakute w łańcuchy.

 

Okolice Mae Sot i Umphang rzadko bywają wspominane w przewodnikach czy na blogach podróżniczych. Z jednej strony można nad tym ubolewać, ponieważ to jeden z ciekawszych rejonów w Tajlandii, a z drugiej dzięki temu właśnie miejsce to nie stało się jeszcze tak oblegane przez turystów jak chociażby miasto Chiang Mai. W okolicy znajduje się także jaskinia Takobi i wspierany przez UNICEF 13-tysięczny obóz dla uchodźców z Birmy (głównie Karenów) – Umpiem Mai.

 

ODPOCZYNEK W PAI

 

Omijamy wspomniane turystyczne, chodź bardzo interesujące, Chiang Mai i udajemy się do Pai – jednego z najbardziej niezwykłych miasteczek w tym kraju. Tutaj czas się zatrzymał, życie płynie powoli, podobnie jak pobliska rzeka o tej samej nazwie. To idealne miejsce na odpoczynek od zgiełku i tłumów z całego świata. Mieszkańcy Pai mają tatuaże i dredy i słuchają Boba Marleya. Ciężko stwierdzić, czy właśnie oni przyciągnęli podobnych do siebie turystów, czy sami zaczęli naśladować styl Europejczyków, Amerykanów i Australijczyków. Jedno jest pewne – dziś to leniwe miasteczko uchodzi za mekkę backpackerów ze wszystkich stron świata. Znajdują się tu hostele, nieco bardziej luksusowe bungalowy z hamakami, na których można przeleżeć tydzień, klimatyczne restauracje i kafejki. Młodzi ludzie przyjeżdżają na 2–3 dni i zostają na tydzień (lub znacznie dłużej).

 

W Pai każdy spędzi przyjemnie czas. Jeśli odpoczynek już nam się znudzi, wystarczy wynająć skuter lub zapisać się na zorganizowaną wycieczkę. W okolicy jest mnóstwo atrakcji – kanion (Pai Canyon, Kong Lan), wodospady (w tym szczególnie malowniczy Pam Bok), gorące źródła, Most Pamięci. Po drodze warto wstąpić na pyszną kawę i ciasto do przepięknie położonej kawiarni „Coffee in Love”.

 

SŁONIE I LUDZIE

 

W odległości ok. 10 km od centrum Pai znajduje się Thom’s Elephant Camp, czyli wioska słoni, która oferuje kilkugodzinne przejażdżki na grzbiecie tych inteligentnych i wrażliwych zwierząt bądź kąpiele z nimi w pobliskiej rzece. Aby poznać je jeszcze bliżej, można odbyć tygodniowy lub dwutygodniowy wolontariat. Sens funkcjonowania miejsc, w których główną atrakcją są żywe stworzenia, to niezmiernie trudny i dyskusyjny temat. Nie inaczej jest w tej sytuacji.

 

Słonie od tysięcy lat pomagają tutejszym mieszkańcom w pracy i życiu codziennym. Niegdyś wykorzystywano je w trakcie działań wojennych i przy wycinaniu lasów. Obecnie stały się machiną do zarabiania pieniędzy. Prawie zawsze w wioskach słoni pracują samice, ponieważ samce są nieposłuszne i trudniej je kontrolować. Młode zabiera się od matek i tresuje, aby w przyszłości służyły człowiekowi. Takie szkolenia bywają niezwykle brutalne, gdyż panuje przekonanie, że każdego osobnika trzeba złamać. Trener, tzw. mahout, musi pokazać słoniowi, iż ma nad nim władzę. Nierzadko stosuje się łańcuchy i ostro zakończone kije – zarówno w trakcie szkolenia, jak i później, już podczas wykonywania określonych zadań. Zwierzęta i mahouci pracują od rana do wieczora, 7 dni w tygodniu, praktycznie przez okrągły rok, jeśli tylko jest na to zapotrzebowanie.

 

W Thom’s Elephant Camp w Pai słonie nie mają założonych łańcuchów, a turyści siedzą bezpośrednio na ich karku, a nie w niewygodnych, ciężkich krzesłach. Mimo wszystko zwierzęta muszą pracować bardzo dużo i spędzają całe życie w niewoli, posłusznie służąc swoim opiekunom. Najlepszym rozwiązaniem wydaje się przekształcenie wszystkich takich ośrodków w rezerwaty przyrody, jednak wtedy zatrudnienie straciłyby tysiące mahoutów, którzy najczęściej utrzymują wieloosobowe rodziny. Prawdopodobnie Tajlandia nie jest gotowa na tak radykalne zmiany, ale przed przejażdżką na słoniu powinniśmy zastanowić się nad wszystkimi wadami i zaletami tego typu atrakcji. Być może lepiej będzie odwiedzić wioskę, w której te piękne i dostojne zwierzęta dożywają swojej starości po latach pracy, a w Thom’s Elephant Camp jedynie dać słonicom banana i pogłaskać je po trąbie, a potem stąd odjechać.

 

NIEZWYKŁA ŚWIĄTYNIA

 

Na północy Tajlandii, tuż przy granicy z Laosem i Birmą leży miasto Chiang Rai. Można tu przyjechać na jednodniową wycieczkę z Chiang Mai lub zajrzeć w drodze do innego kraju Azji Południowo-Wschodniej. Kilka kilometrów od centrum znajduje się świątynia buddyjska inna niż wszystkie – Wat Rong Khun, zwana również White Temple (Białą Świątynią). Jej nowoczesny gmach zaprojektował tajski artysta Chalermchai Kositpipat. Budowa obiektu rozpoczęła się w 1997 r. i trwa do dzisiaj. Podobno pomysłodawca powiedział kiedyś, że zostanie ukończona ok. 60–90 lat po jego śmierci. Biała Świątynia jest pełna różnego rodzaju symboli. Do głównego budynku (ubosot) prowadzi mostek, który otacza las powykręcanych rąk i dłoni należących do udręczonych dusz próbujących wydostać się z piekła. Wnętrze, z pozoru mało interesujące, zdobią wizerunki bohaterów współczesnej kultury popularnej: Batmana, Spidermana, Supermana, Jacka Sparrowa czy Harry’ego Pottera (a nawet minionków, Angry Birds i Hello Kitty). Postacie te zostały umieszczone wraz z płonącymi wieżami nowojorskiego World Trade Center, co sugeruje, że nie są w stanie uratować naszego świata. W całym obrazie dominującą rolę odgrywa natomiast wielki demon, w oczach którego znajdują się twarze Osamy bin Ladena i George’a W. Busha. Ten osobliwy mural ma uświadomić patrzącemu, że tylko Budda może zbawić ludzkość.

 

Drugą interesującą budowlą w Chiang Rai jest Baan Dam, czyli Czarny Dom. Kompleks ten stworzył Taj Thawan Duchanee. Składa się na niego kilkadziesiąt budynków z drewna, szkła, terakoty i innych tworzyw. W ich wnętrzach można podziwiać m.in. ogromny zbiór trofeów myśliwskich artysty.

 

NA RAJSKICH WYSPACH

 

Wat Rong Khun – główna świątynia i prowadzący do niej mostek

IMG 3507

© KINGA BIELEJEC/GADULEC.ME

 

Południe Tajlandii to przede wszystkim liczne wyspy i piękne plaże. Tutaj trudniej o miejsca poza utartym szlakiem. Przy wschodnim wybrzeżu, w Zatoce Tajlandzkiej leżą jedne z najciekawszych wysp. Koh Tao to mekka nurków, na Koh Phangan odbywa się słynne Full Moon Party, a Koh Samui jest najspokojniejsza z całej trójki. Na każdej z nich warto wynająć skuter, aby zwiedzać okolicę we własnym tempie. Znajdziemy tu zarówno spektakularnie położone punkty widokowe (np. John-Suwan Viewpoint lub Chalok Viewpoint na Koh Tao), jak i rajskie plaże (chociażby Thian Og na Koh Tao czy Chaloklum albo Haad Salad na Koh Phangan).

 

Wody otaczające Koh Tao stanowią idealny rejon na kurs nurkowania. Przystępne ceny, instruktorzy mówiący w wielu językach i niezwykły podwodny świat sprawiają, że to właśnie na tę wyspę przyjeżdżają turyści spragnieni nowych doznań. W jej bezpośrednim sąsiedztwie wyróżnia się 25 atrakcyjnych miejsc nurkowych, wśród których najbardziej znane są Japanese Gardens, Red Rock, Shark Island, White Rock, Southwest Pinnacle, Mango Bay, Chumporn Pinnacle, Green Rock, Hin Wong, Sail Rock czy Twins Peak. Średnia głębokość wynosi mniej więcej 12–18 m, jednak bez problemu znajdziemy punkty dla bardziej zaawansowanych nurków (do 45 m głębokości). Widoczność sięga ok. 15, a nawet 30–40 m w sprzyjających warunkach.

 

Full Moon Party, Half Moon Party, zabawa sylwestrowa czy Boże Narodzenie – na Koh Phangan okazji do świętowania jest bez liku. Na plaży Haad Rin raz w miesiącu gromadzi się od 10 do 30 tys. młodych ludzi z całego świata. Ściągają tutaj, aby słuchać muzyki, tańczyć i popijać drinki z napoju energetycznego, soku i alkoholu (najczęściej lokalnego rumu) podawane z lodem w plastikowych wiaderkach, a zwane buckets. Imprezowicze krążą do białego rana między kilkoma różnymi scenami wystawionymi nad brzegiem Zatoki Tajlandzkiej. Wszyscy mają pomalowane twarze i odblaskowe koszulki, a kolejka do studia tatuażu ciągnie się przez pół ulicy. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się w 1985 r., kiedy po raz pierwszy podczas pełni księżyca bawiła się tu grupa 20–30 turystów. Obecnie to jedna z największych plażowych imprez na świecie. Oprócz tego na Koh Phangan organizuje się także Black Moon Party na plaży Baan Tai (raz w miesiącu, gdy księżyc jest w nowiu) i Half Moon Party w małym lesie leżącym ok. 2 km w głąb lądu (dwa razy w miesiącu, w czasie pierwszej i ostatniej kwadry).

 

Na zachodnim wybrzeżu kraju znajdują się m.in. miasta Krabi i Ao Nang. Same w sobie nie są zbyt ciekawe, jednak będą doskonałymi bazami wypadowymi na maleńkie wysepki lub półwyspy. W Tajlandii obowiązkowo należy odwiedzić plażę Railay (Rai Leh) i archipelag Phi Phi. Na Koh Phi Phi Leh był kręcony słynny film Niebiańska plaża (2000 r.) z Leonardem DiCaprio w roli głównej. Półwysep Railay jest z kolei świetnym miejscem na odpoczynek i znakomitym rejonem dla miłośników wspinaczki skalnej. Niestety, zarówno jego, jak i archipelag Phi Phi oblegają tłumy turystów, szczególnie w okresie ferii świątecznych.

 

Blisko granicy z Malezją znajduje się wyspa idealna dla osób kochających dziką przyrodę, ceniących spokój i ciszę. Infrastruktura turystyczna na Koh Tarutao jest bardzo ograniczona, dlatego jej rejon pozostaje niemal dziewiczy i niezmieniony przez człowieka. Biuro Narodowego Parku Morskiego Tarutao udostępnia bungalowy do wynajęcia, można też rozbić tutaj namiot (swój lub wypożyczony na miejscu).

 

ULICZNE JEDZENIE

 

Tajska kuchnia uchodzi za jedną z najsmaczniejszych na świecie. Co ciekawe, bardzo często jedzenie uliczne, przygotowywane w budkach przez starsze kobiety, jest dużo lepsze niż w restauracjach. Do najpopularniejszych potraw należy pad thai – podsmażony makaron ryżowy z pastą z tamaryndowca, sosem rybnym, sokiem z limonki, jajkiem, chili, czosnkiem, kiełkami fasoli mung i kurczakiem lub krewetkami. Kolejne danie, którego trzeba spróbować w Tajlandii, to tom yum (tom yam). W tej kwaśno-ostrej zupie bazę stanowi wywar z kurczaka bądź wieprzowiny wzbogacony trawą cytrynową, liśćmi papedy, sokiem z limonki, przyprawą galangal, sosem rybnym i chili. Występuje w dwóch wersjach – z mleczkiem kokosowym i bez niego. Miłośnicy ostrych smaków powinni skosztować sałatki z zielonej papai (som tam). Oprócz cienkich pasków tego owocu dodaje się do niej m.in. fasolę, pomidory, czosnek, orzeszki ziemne, sos rybny, sok z limonki, cukier palmowy i chili. Koniecznie należy również spróbować różnych rodzajów curry – zielonego, żółtego i czerwonego. A na koniec warto zjeść jeden z najpyszniejszych deserów świata – mango sticky rice (khao niao mamuang), czyli kleisty ryż z mleczkiem kokosowym i świeżym mango. To prawdziwe niebo w gębie!

 

KRÓL TAJLANDII

 

W artykule o Tajlandii nie można pominąć tak istotnej kwestii, jaką jest rodzina królewska. Bhumibol Adulyadej (Rama IX) zmarł 13 października 2016 r. w Bangkoku w wieku 88 lat. Był najdłużej panującym monarchą na świecie (wstąpił na tron w czerwcu 1946 r.). Rodacy uwielbiali swojego króla, stanowił dla nich ogromny autorytet, zdjęcia z jego podobizną wisiały wszędzie, a o rodzinie królewskiej nie wypadało powiedzieć złego słowa. Tuż po śmierci władcy miliony osób opłakiwały go na ulicach, na tydzień (a nawet miesiąc) zamknięto wiele barów i klubów, w państwie ogłoszono roczną żałobę. Jego jedyny syn i następca, Maha Vajiralongkorn (Rama X), ma niezmiernie trudne zadanie. Król Bhumibol Adulyadej był powszechnie szanowany. Jego potomek natomiast jest równie powszechnie nielubiany.

 

Tajlandia to kraj kontrastów, rozmaitych smaków i kolorów. Mimo iż z roku na rok odwiedza ją coraz więcej turystów, wciąż można tu znaleźć miejsca mniej popularne, leżące z dala od zgiełku i rewirów naganiaczy. Niekiedy dotarcie do takich zakątków zajmuje sporo czasu, ale na pewno warto zejść z utartego szlaku i odwiedzić dżunglę w okolicy Umphang czy kanion i wodospady koło Pai. Promocje na loty do Bangkoku zdarzają się coraz częściej, aż żal z nich nie skorzystać. Na koniec trzeba dodać, że Tajlandia sprawdza się idealnie jako kraj na pierwszą podróż do Azji – jest egzotyczna, ale nie tak bardzo osobliwa i obca dla Europejczyka jak Indie bądź Indonezja.

 

Koh Phi Phi Leh – rajska zatoka Maya

ao-maya-mu-ko-phi-phi - Kopia

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND (TAT)

 

 

Lato nad węgierskim Balatonem

9126_a4.jpg

Rodzinne wakacje nad Balatonem

©MAGYAR TURIZMUS ZRT. FOTOTÁR

 

Sylwia Jedlak-Dubiel

 

Choć Węgry, położone między Austrią, Słowacją, Ukrainą, Rumunią, Serbią, Chorwacją i Słowenią, nie mają obecnie dostępu do morza, znakomicie radzą sobie z tą niedogodnością. Dzięki niej Madziarzy mogą w pełni docenić tutejsze jeziora, rzeki i źródła termalne, a należą one do prawdziwych skarbów tego kraju. W czasach PRL-u, gdy wyjazdy za żelazną kurtynę stanowiły przywilej niewielu osób, to m.in. węgierski Balaton robił prawdziwą furorę wśród kierunków urlopowych. Mimo iż dziś granice są już otwarte, a wycieczki na słoneczne południowe wybrzeża Europy wcale nie kosztują dużo, wciąż cieszy się on niesłabnącym zainteresowaniem turystów z zagranicy, w tym Polaków. 

Więcej…