Z naszą rodaczką Renatą Olejnicką, właścicielką biura podróży Renata Travel z włoskiej Sardynii, rozmawia Michał Domański.


POLACY W TURYSTYCE NA ŚWIECIE


W tym wiosennym wydaniu magazynu All Inclusive prezentujemy Państwu sylwetkę dynamicznej i sympatycznej Polki, która odniosła sukces w turystyce we Włoszech, na magicznej, pełnej wspaniałych skarbów i tajemnic Sardynii. Rozmawiamy z naszą rodaczką Renatą Olejnicką, działającą niezmiernie prężnie w branży turystycznej nie tylko na najbliższym jej sercu rynku sardyńskim, ale także sycylijskim i korsykańskim. W kolejnym numerze (latem 2015 r.) przeniesiemy się na inną pasjonującą wyspę w samym centrum Morza Śródziemnego – Maltę. Spotkamy się z Iloną Kajewską, dyrektor zarządzającą firmy Sven Hedin Travel Group Limited, radzącą sobie doskonale w turystyce na archipelagu Wysp Maltańskich. Już teraz zapraszamy serdecznie do lektury!
                                                                                                                               MICHAŁ DOMAŃSKI

 

 

Jak to się stało, że związała Pani swoje życie z Sardynią? Co jest takiego przyciągającego, magicznego w tej wyspie na Morzu Śródziemnym?
W 1997 r. moje przyjaciółki ze studiów zapytały mnie, czy chcę pojechać z nimi na Sardynię. Siostra jednej z nich od lat mieszkała we Włoszech i podczas urlopu spotkała rodzinę Sardyńczyków, która prowadziła charakterystyczną restaurację rybną na pewnej malowniczej sardyńskiej plaży. W niej właśnie w wakacje miała pracować moja przyjaciółka. Nie zastanawiałam się długo nad wyjazdem, ponieważ przy okazji postanowiłam się też nauczyć języka włoskiego. Na Sardynii spędziłam wówczas dwa miesiące. Podczas tego pobytu poznałam mężczyznę, z którym związałam się na kolejne 13 lat mojego życia. Przez 9 ostatnich mieszkałam już na wyspie. Miłość się skończyła, ale ja zostałam, bo zakochałam się w tym cudownym miejscu.
     Sardynię nie bez powodu nazywa się siedmioma kontynentami. Doskonale pamiętam, że na samym początku największe wrażenie zrobiła na mnie tutejsza przyroda – śródziemnomorska roślinność, kaktusy, palmy, fikusy oraz agawy, które rosły wszędzie i osiągały rozmiary drzew. Nigdy nie zapomnę również mnóstwa kwitnących oleandrów.
     Później oczarował mnie każdy zakątek tego regionu. Pamiętam, jak wcześniej z moimi koleżankami zawsze toczyłyśmy niekończące się dyskusje, gdzie tego lata wybrać się na wakacje: nad morze czy w góry… Otóż na Sardynii wszystkiego jest pod dostatkiem. Skały wapienne, granitowe i bazaltowe mienią się barwami od bieli przez róż, żółć i czerwień aż po czerń błyszczącą w słońcu jak srebro. Otaczające ląd morze przybiera natomiast różne odcienie błękitu, niebieskiego, turkusu, granatu, szmaragdu oraz zieleni. Do tego wszystkiego trzeba jeszcze dodać niesamowitą atmosferę spokoju, w jakiej toczy się życie mieszkańców, oraz doskonałe jedzenie i niezmiernie ciekawą historię tej wyspy.

 

Dlaczego postanowiła Pani poświęcić się turystyce? Jak powstała firma Renata Travel?
Jeszcze gdy mieszkałam w Polsce, uczyłam się w Poznaniu na kierunku hotelarsko-turystycznym. Od zawsze moim marzeniem była praca w turystyce. Potem studiowałam na poznańskim Uniwersytecie Ekonomicznym (ówczesnej Akademii Ekonomicznej) na kierunku zarządzanie przedsiębiorstwami i jednocześnie pracowałam – przez kilka miesięcy w hotelu, a później przy organizacji kongresów, wyjazdów służbowych i cyklicznych konferencji. Gdy zaczęłam wiązać swoją przyszłość z Sardynią, chciałam raczej zostać przewodnikiem, gdyż kocham historię i naturę, ale wszystko ułożyło się tak, że w 2004 r. otworzyłam biuro podróży, na początku pod inną nazwą. Moi klienci nigdy jej nie używali, lecz mówili, że podróżowali z Renatą – tak powstała firma Renata Travel, która obecnie ma już 11 lat. Na początku mojej działalności organizowałam wycieczki po wyspie dla… Sardyńczyków! Jak się okazało, wielu z nich nie zna – niestety – zbyt dobrze swojej małej ojczyzny.

FOT. RENATA TRAVEL

Plaża Cala Corsara na wyspie Spargi w archipelagu La Maddalena

 

Czy ciężko odnaleźć się w branży turystycznej na Sardynii? Jaka jest specyfika tamtejszego rynku? Co go różni od naszego, polskiego?
Sardynia oferuje mnóstwo atrakcji, ale – moim zdaniem – wciąż brak odpowiednich osób, które potrafiłyby i chciały dobrze ją wypromować i sprzedać. Według mnie promocją regionu nie powinni zajmować się politycy, lecz eksperci od marketingu. Bardzo często uchodzi ona za wyspę drogą i nikt nie próbuje tego wyjaśnić. Rzadko podkreśla się też, dlaczego na wypoczynek warto wybrać się właśnie tutaj. Sardyńska baza hotelowa jest bardzo różnorodna i każdy może w niej znaleźć coś dla siebie. Sardynia często kojarzy się tylko z wakacjami nad morzem, zdecydowanie za mało mówi się o jej przyrodzie, historii czy też kuchni i winach.

 

Czy próbuje Pani również promować Polskę na Sardynii? W jaki sposób?
Moje biuro zajmuje się turystyką zarówno przyjazdową, jak i wyjazdową. Proponujemy więc także wycieczki do Polski. Muszę jednak przyznać, że niezmiernie trudno promuje się nasz kraj na sardyńskim rynku. Sardyńczycy ciągle mają w pamięci szare i smutne obrazy prezentowane w latach 80. XX w. we włoskich programach telewizyjnych dotyczących strajków Solidarności i stanu wojennego. Dlatego turyści, których udało mi się zabrać do Polski, byli miło zaskoczeni. Myśleliśmy też o serii wydarzeń zachęcających do odwiedzenia naszej ojczyzny, podobnych do tych organizowanych przez nas w kraju poświęconych Sardynii.

 

Czy Renata Travel może pochwalić się dużą liczbą polskich klientów? Jakiego rodzaju programy cieszą się wśród nich największą popularnością?
Włożyliśmy wiele wysiłku w to, aby zaistnieć na polskim rynku, co sprawia, że z naszych usług korzysta coraz więcej Polaków. Oferujemy wszystko to, o czym klient może sobie zamarzyć podczas swojej wizyty w tym regionie Włoch. Dysponujemy bardzo dużą bazą hotelową, sprawdzającą się tak w przypadku wyjazdów wypoczynkowych, jak i różnego rodzaju spotkań, konferencji, kongresów bądź szkoleń. Polscy turyści kochają ciepłe morze, ale ciekawi ich również sama wyspa. Kiedy spędzają na niej 2 tygodnie, często jeden z nich poświęcają na odpoczynek w nadmorskim kurorcie, a drugi – na zwiedzanie. W trakcie pobytu w ośrodku hotelowym goście z naszego kraju wykupują zawsze wycieczki fakultatywne, zazwyczaj dwie w ciągu tygodniowego urlopu. Polacy są doskonałymi klientami, gdyż mają bardzo różnorodne zainteresowania. Na Sardynię docierają miłośnicy wind- i kitesurfingu, surfingu, wspinaczki, speleologii, nurkowania, żeglarstwa, wędkarstwa czy kolarstwa. Ostatnio popularne stały się także śluby i wesela na wyspie. Przy organizacji takiego wydarzenia pomagamy we wszystkim: od sporządzenia listy niezbędnych dokumentów, wybrania miejsca na ceremonię, zakupu kwiatów, wynajęcia fotografa czy makijażystki po załatwienie formalności związanych ze ślubem kościelnym udzielanym przez polskiego duchownego.

FOT. RENATA TRAVEL

Zabytkowe Castelsardo w centrum zatoki Asinara na północy Sardynii

 

W jaki sposób promuje Pani swoją firmę oraz atrakcje turystyczne uroczej Sardynii na rynku polskim?
Od 7 lat współpracuję z rodzimą branżą turystyczną, dlatego co roku jestem obecna na warszawskich Międzynarodowych Targach Turystycznych TT Warsaw. W 2014 r. postanowiłam zająć się znacznie mocniej promocją Sardynii w Polsce, gdyż jest ona nadal mało znana polskim turystom. W kwietniu braliśmy udział w Gdańskich Targach Turystycznych GTT, w czerwcu zorganizowaliśmy wycieczkę na wyspę dla naszych touroperatorów oraz wyjazd edukacyjny dla pracowników i agentów Rainbow Tours. W lipcu przeprowadziliśmy dwie prezentacje w Warszawie i Krakowie dla biur podróży, dziennikarzy i wszystkich podmiotów działających w turystyce (np. izb turystycznych i różnych stowarzyszeń). Podczas takiego wydarzenia można obejrzeć zdjęcia z Sardynii, posłuchać moich opowieści oraz spróbować typowych sardyńskich przysmaków, win czy nalewek przy dźwiękach regionalnej muzyki. W październiku mieliśmy przyjemność gościć na wyspie Roberta Makłowicza z jego ekipą filmową. Emisje 4 odcinków nagranego wtedy programu Makłowicz w podróży zaplanowano w TVP2 w marcu i kwietniu 2015 r. W listopadzie biuro Renata Travel zawitało na Warszawskie Targi Turystyczne PODRÓŻE oraz TT Warsaw. Zorganizowaliśmy też kolejną serię prezentacji w Warszawie, Poznaniu i Wrocławiu. Staraliśmy się dotrzeć również do czytelników magazynu All Inclusive, na którego łamach przez cały 2014 r. ukazywały się artykuły o Sardynii oraz nasza reklama. W lutym 2015 r. byliśmy obecni na warszawskich Targach Sportów Wodnych i Rekreacji WIATR i WODA, gdzie znów przedstawialiśmy wyspę. Poza tym ten region Włoch dzięki zaproszeniu Roberta Makłowicza będzie patronem festiwalu „Europa na widelcu” na wrocławskim rynku (5 i 6 czerwca 2015 r.).


Dlaczego – Pani zdaniem – warto choć raz w życiu odwiedzić Sardynię? Jakie niepowtarzalne atrakcje czekają na niej na turystów z Polski?
Jak już wspominałam, Sardynia posiada wszystko, co można sobie wymarzyć: zapierającą dech w piersiach śródziemnomorską przyrodę, wspaniałe góry, mnóstwo malowniczych zatok i różnorodnych plaż, wybrzeże usiane wysepkami, interesujące rezerwaty, wyśmienitą kuchnię, wyborne wino i ciągle żywe tradycje. Koniecznie trzeba tutaj zobaczyć wyjątkowe obchody Wielkiego Tygodnia albo karnawału. Warto zaplanować też wycieczkę enogastronomiczną. Na Sardynii znajduje się jeden z najgłębszych kanionów Europy – Gorroppu. Na lądzie poprowadzono liczne trasy trekkingowe, rowerowe, do wypraw jeepami i quadami (tu przygotowuje się do Rajdu Dakar Rafał Sonik). Okolice wyspy doskonale nadają się do uprawiania sportów wodnych. Na wybrzeżu działają także polskie szkoły kitesurfingu, a trenować przyjeżdża w te strony nawet mistrzyni świata w tej dyscyplinie Karolina Winkowska. Poza tym od wielu lat w tym miejscu zakochani są polscy żeglarze. Również historia tego regionu jest niezmiernie fascynująca. Przypomina trochę niespokojne losy Polski ze względu na położenie wyspy w strategicznym punkcie Morza Śródziemnego. Jej mieszkańcy zawsze bronili swojej tożsamości narodowej. Jeśli zapytamy ich, za kogo się uważają, odpowiedzą nam, że w pierwszej kolejności są Sardyńczykami. Ten naród posługuje się przecież oficjalnie uznanym językiem. Dlatego nie wolno zmarnować okazji, aby poznać tych ludzi, ich dzieje, zwyczaje i piękno ich ziemi.


e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.         www.renatatravel.com

Artykuły wybrane losowo

Bali – perła Indonezji

Balijki w bogato zdobionych kostiumach w trakcie tańca legong

Photo Balinese - Kopia

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

MARTINA ZAWADZKA

http://lovelajf.pl/

 

Bali od stuleci przyciąga turystów i podróżników z całego świata. Odwiedzają oni wyspę ze względu na jej wielowiekową kulturę, zapierające dech w piersiach krajobrazy i egzotyczną przyrodę. Pragną osobiście przekonać się, czy wszystko, co słyszeli na jej temat, jest prawdą. Po kilku dniach od przybycia na miejsce wiedzą już, że na Bali czeka ich dużo więcej. W tym niezwykłym zakątku ziemi mieszkają przecież przyjaźni, uśmiechnięci ludzie i od samego początku daje się wyczuć panującą w nim specyficzną atmosferę duchowości. Większość obcokrajowców w chwili wylotu zdaje sobie sprawę, iż nie była tu po raz ostatni i na pewno wróci odkrywać kolejne sekrety tego fascynującego lądu.

 

Tworzące piękne tarasy pola ryżowe nawadniane systemem przelewowym

rice flields Bali Mkhail Tsyganov

 

© VISIT INDONESIA TOURISM OFFICE/MKHAIL TSYGANOV

 

Indonezja leży na 17 508 wyspach, z których w przybliżeniu jedna trzecia – ok. 6 tys. – pozostaje stale zamieszkana. Zdecydowanie najpopularniejsza jest Bali, wchodząca w skład archipelagu Małych Wysp Sundajskich, położonego na granicy Pacyfiku i Oceanu Indyjskiego. Znajduje się ona między znacznie większą od siebie Jawą (dzieli je cieśnina Bali) a nieco mniejszą Lombok (odseparowane są cieśniną Lombok). Stolicę prowincji stanowi 850-tysięczne miasto Denpasar, w linii prostej oddalone od Warszawy o ok. 11 tys. km. Bali ma powierzchnię zaledwie 5780 km2 (razem z sąsiednimi wysepkami Nusa Penida, Nusa Lembongan czy Nusa Ceningan), czyli trochę mniej niż połowa województwa świętokrzyskiego, jednego z najmniejszych w naszym kraju. Maksymalna długość wyspy z północy na południe wynosi mniej więcej 112 km, a szerokość – jakieś 153 km.

 

Aby dostać się z Polski do tej części Indonezji, trzeba przekroczyć linię równika. Ze względu na położenie geograficzne przez cały rok panuje tutaj stabilny klimat. Przewodniki turystyczne ostrzegają przed występującą w tym regionie porą deszczową, która trwa zwykle od października do kwietnia. Jednak z doświadczenia wiem, że sytuacja nie wygląda wówczas tak źle. Deszcz i burze pojawiają się głównie wieczorem bądź w nocy, rzadko w ciągu dnia, ale nawet jeśli pada, wciąż jest ciepło. Średnia roczna temperatura powietrza na wybrzeżu wynosi 28°C, w głębi lądu osiąga wartość 26°C, a wyżej w górach – 23°C. Dlatego można wybrać się tu praktycznie zawsze.

 

INNY ŚWIAT

 

Ta perła Indonezji wyróżnia się na tle reszty kraju. W przeciwieństwie do innych wysp, na których żyją głównie wyznawcy islamu, dominującą religię w tym rejonie stanowi hinduizm w odmianie balijskiej. Nie znaczy to jednak, że nie spotkamy w nim muzułmanów (ponad 13 proc. tutejszej ludności) czy chrześcijan (niemal 2 proc. Balijczyków). Miejscowi traktują się nawzajem z szacunkiem. Dużą przyjemność sprawia obserwowanie, jak bardzo tolerancyjne społeczeństwo tworzą. Podczas mojej podróży dookoła świata miałam szansę przez kilka tygodni mieszkać u tradycyjnej rodziny z Bali. Ketut i jego żona Puspa wyznawali właśnie hinduizm balijski. To najpopularniejsza odmiana tej religii na wyspie. Łączy w sobie również elementy buddyzmu i animistycznych wierzeń lokalnych.

 

Balijczycy uważają, że każdego z nich od urodzenia obciążają trzy długi (Tri Rna), które muszą spłacić w trakcie swojego życia. Pierwszym z nich jest Dewa Rna (dług życia). Należy za niego wynagrodzić bogu Sang Hyang Widhi Wasa, który stworzył człowieka. Drugi dług to Pitra Rna (dług miłości i oddania). Za niego trzeba uczynić zadość swoim przodkom. Trzeci – Rsi Rna (oznaczający nabytą mądrość) – spłaca się kapłanom. Większość obrzędów i ceremonii religijnych na Bali dotyczy realizacji tych zobowiązań. Balijczycy liczą, iż bogowie i zmarli krewni uznają ich starania po śmierci.

 

Poza tym dla mieszkańców wyspy bardzo ważna jest karma. Wierzą, że wszystko, co człowiek daje innym, zarówno dobro, jak i zło, wraca do niego z podwojoną siłą, czyli czyny mają wpływ na nasze życie. Jeśli więc siejemy nienawiść, możemy być pewni, iż prędzej czy później takie działanie wyda plony i to, na co pracowaliśmy, zostanie zniszczone.

 

Oprócz tego Balijczycy wierzą w dobre i złe bóstwa. Znajduje się tu kilkadziesiąt tysięcy różnych miejsc kultu. Mimo iż ta liczba wydaje się ogromna jak na tak niewielką wyspę, mieszkańcy praktykują swoją religię nie tylko w ich pobliżu. Sfera sacrum obejmuje znacznie więcej, co dostrzega się na każdym kroku.

 

W BALIJSKIM DOMU

 

Przygotowywanie ofiarnych koszyków

offiar

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

Podczas gościny u balijskiej rodziny miałam możliwość przyjrzeć się z bliska niektórym obrzędom oraz oddawaniu czci siłom przyrody i bogom. Niezmiernie dużą rolę odgrywają tutaj także kult przodków i wiara w demony. Puspa (podobnie jak większość kobiet na Bali) codziennie przygotowywała ofiarę złożoną z pięknych kwiatów, ryżu, świeżych owoców i pachnących kadzideł umieszczonych w małym koszyczku z liści palmowych. Jest to bardzo ważny rytuał. Czasem dorzuca się też drobne monety i papierosy. Cudownie przyozdobione kolorowe dary składane są w różnych intencjach zarówno dobrym, jak i złym bóstwom. Ofiarne koszyczki można zobaczyć prawie na każdym ulicznym rogu, chodnikach, przy domach i sklepach, a nawet na plażach.

 

Pewnego dnia Puspa i Ketut obudzili mnie z samego rana i poprosili, żebym wyprowadziła swój skuter, ponieważ chcieliby poświęcić pojazdy. Aby to zrobić, najpierw należało przyozdobić je kwiatami i ofiarami. Podeszli do tego niesamowicie poważnie. Powiedzieli, że po poświęceniu nie będą musieli się o mnie martwić, gdy wybiorę się gdzieś samodzielnie skuterem, bo nie zagrozi mi już żadne niebezpieczeństwo. Obrzęd wraz z przygotowaniami trwał mniej więcej godzinę. Na początek wspólnie pokroiliśmy owoce, przycięliśmy kwiaty i wykonaliśmy koszyczki z liści palmy, a następnie udekorowaliśmy nimi zaparkowane na podjeździe pojazdy. Po kilku minutach ich samochód i mój skuter przypominały przystrojone na święta Bożego Narodzenia choinki. Wtedy przyszedł czas na modlitwę. Poprowadziła ją najstarsza osoba z obecnych, czyli ojciec Puspy. Wszyscy, włącznie ze mną, byliśmy ubrani w tradycyjne koronkowe koszule i długie spódnice, a biodra przepasaliśmy sarongiem (chustą zasłaniającą nogi), który miał nas chronić przed demonami wychodzącymi z wnętrza ziemi. Ceremonia odbywała się na werandzie domu moich gospodarzy. Przed nią stały zaparkowane pojazdy, a w powietrzu unosił się zapach kadzideł. Siedzieliśmy ze skrzyżowanymi nogami i rękoma złożonymi na wysokości klatki piersiowej. Ojciec Puspy powtarzał słowa modlitwy, którą co jakiś czas przerywał, aby zadzwonić małym dzwonkiem, gdy my oddawaliśmy pokłon.

 

MUZYKA I TANIEC

 

Mimo iż Bali jest niewielką wyspą, może poszczycić się niezmiernie barwną kulturą. To nieprawda, że tutejsze budowle i wytwory artystyczne mają tylko przyciągać turystów. Przejawy sztuki dostrzeżemy praktycznie wszędzie, a jej cel stanowi zadowolenie bogów. Już po opuszczeniu samolotu na lotnisku w Denpasar orientujemy się, iż znaleźliśmy się w zupełnie innej, magicznej części świata. Atmosferę duchowości wyczujemy również w domach, świątyniach, budynkach rządowych, biurach i hotelach.

 

Gdy po raz pierwszy usłyszałam balijską muzykę, byłam zachwycona! Jednak po kilku dniach słuchania jej w kółko, zaczęłam mieć wrażenie, że towarzyszy mi ciągle ten sam utwór… Na wyspie rozwinął się wyjątkowy styl muzyczny i taneczny, rozpoznawany na całym świecie, a zwany gamelanem. Utwory gra się na tradycyjnych metalofonach, gongach, ksylofonach i bębnach. Zespołów tego typu można posłuchać na Bali przy każdej okazji – podczas pokazów artystycznych, występów tancerzy czy rozmaitych uroczystości, np. weselnych.

 

Według statystyk na tej niewielkiej wyspie funkcjonują setki grup tanecznych wykonujących więcej niż 200 rodzajów tańca tradycyjnego. Oryginalny układ choreograficzny wykorzystuje głównie mowę ciała, mimikę i ruchy palców, nadgarstka, stóp, szyi, a nawet ust i oczu. Jeden z najstarszych gatunków (jego dzieje sięgają XV stulecia) nosi nazwę gambuh, charakteryzuje się wolnym rytmem i swoistym mistycyzmem. Bez wątpienia taniec u Balijczyków należy do sfery sacrum.

 

Ze względu na bardzo duże zainteresowanie tym elementem kultury wśród turystów, pokazy odbywają się niemal wszędzie. Tancerzy coraz częściej można podziwiać w restauracjach, hotelach, a nawet centrach handlowych. Żeby zapobiec profanacji w przypadku religijnych odmian tańca balijskiego, w 1992 r. lokalne władze podjęły decyzję o całkowitym zakazie prezentowania niektórych gatunków w nieodpowiednich dla ich charakteru miejscach.

 

KRAINA SPOKOJU I PIĘKNA

 

Jak większość mieszkańców Azji Balijczycy są ludźmi raczej niskimi, lecz o wielkich sercach i szczerym uśmiechu. W odróżnieniu od Europejczyków żyją zdecydowanie wolniej. Z przyjemnością można przyglądać się, jak celebrują czas spędzany z rodziną i jak ogromnym szacunkiem obdarzają osoby starsze. Zdają sobie sprawę z tego, że wszystko, co mają, zawdzięczają swoim przodkom i tego uczą swoje dzieci. I nie oznacza to wcale majątku, a dar życia. Balijczycy skupiają się na codziennych zajęciach, nie rozmyślają o przyszłości i nie snują długoterminowych planów. Oprócz pracy rytm kolejnych dni wyznaczają im religijne obrzędy i święta. Żyją w zgodzie z tradycją.

 

Podróż na Bali dostarcza mnóstwa wrażeń.Na wyspie działa bardzo dużo ośrodków oferujących zajęcia z jogi i sesje poświęcone nauce medytacji. Najwięcej znajduje się ich w ponad 30-tysięcznym mieście Ubud. Stanowi ono tutejsze centrum kulturalne, a także jest ważnym duchowym ośrodkiem regionu. Powinna do niego zawitać każda osoba szukająca odpowiedniego miejsca, aby móc skupić myśli i odnaleźć wewnętrzną harmonię. Bali to idealny zakątek na skoncentrowanie się na przywróceniu równowagi w swoim życiu.

 

Miłośnicy sportów wodnych też bez wątpienia nie będą się tu nudzić. W pobliżu plaż (np. w sąsiedztwie miasta Kuta) miejscowi oferują wypożyczenie nart wodnych, sprzętu surfingowego, windsurfingowego i łodzi do żeglowania. Balijskie wybrzeże cieszy się wielką popularnością wśród surferów, zarówno tych początkujących, jak i zaawansowanych. Co więcej, wiele osób uważa je za najpiękniejszą okolicę do nurkowania na świecie. Tutejsze rafy koralowe bywają określane mianem cudu natury. Ich niesamowicie bogatą faunę i niespotykane kształty można podziwiać m.in. w południowym rejonie Bali – Nusa Dua, koło wysepki Nusa Penida i plaży Sanur, niedaleko miejscowości Padang Bai (Padangbai) i Candi Dasa (Candidasa), rybackiej wioski Tulamben i zatoki Cemeluk (Jemeluk) oraz wysepki Menjangan i osady Pemuteran.

 

ATRAKCJE WYSPY

 

We wspomnianym mieście Ubud leży Ubud Monkey Forest. To park z hinduistycznymi świątyniami położony w wiosce Padangtegal i zamieszkany przez liczne makaki krabożerne. Przed jego odwiedzeniem warto zaopatrzyć się w banany. Dzięki takiej przynęcie małpy będą bardzo chętnie do nas podchodziły.

 

Miejscem godnym polecenia w pobliżu Ubud jest Satria Coffee Plantation (Satria Agrowisata).Podczas spaceru można tu obejrzeć nie tylko plantację wiecznie zielonych krzewów kawowca, ale również uprawy egotycznych owoców i przypraw. Za jedną z najlepszych i najdroższych kaw na świecie uchodzi kopi luwak. Powstaje ona w specyficzny sposób. Jagody kawowca stanowią pożywienie łaskuna muzanga (nazywanego cywetą, a lokalnie luwakiem). Ten drapieżny ssak z rodziny łaszowatych nie trawi jednak nasion, a jedynie miąższ. Wydalone ziarna, które zostały poddane działaniu enzymów w przewodzie pokarmowym, wybiera się z odchodów zwierzęcia, następnie suszy i pali. W Satria Coffee Plantation przyjrzymy się temu procesowi na własne oczy, a także spróbujemy tej pysznej kawy i innych indonezyjskich przysmaków.

 

Indonezja jest też trzecim największym producentem ryżu na świecie (po Chinach i Indiach). Ze względu na uprawianie różnych jego gatunków zbiory odbywają się co kilka miesięcy, a więc Balijczycy sadzą i zbierają plony przez okrągły rok.W centrum Bali nieodłączną częścią krajobrazu są zielone pola ryżowe. Pokrywają one wzgórza i tworzą piękne wielopoziomowe tarasy.

 

Egzotycznym i jednocześnie mistycznym przeżyciem będzie dla Europejczyków wizyta w Pura Tirta Empul, zwanej również Świątynią Świętej Wody. Pielgrzymi z całej wyspy przybywają do niej w celu oczyszczenia bądź uleczenia ciała i duszy. W odświętnych strojach zanurzają się w kamiennym basenie z fontannami. Po kolei podchodzą do każdej z nich i odmawiają modlitwy, po czym opłukują twarz i ciało tryskającą z otworu wodą. Ceremoniom towarzyszy zapach kadzideł unoszący się w powietrzu.

 

Do najstarszych świątyń na Bali należy XI-wieczna Pura Uluwatu (Pura Luhur Uluwatu). Wznosi się ona na 97-metrowym klifie, znajdującym się na południowym krańcu wyspy. Oprócz podziwiania samej budowli (niestety, turyści nie mogą wejść do środka) atrakcję w tej okolicy stanowi także spacer po przepięknym urwistym wybrzeżu.

 

Pierwszą świątynią, do której zabrali mnie Puspa i Ketut, była Pura Tanah Lot z XVI stulecia. Właśnie od niej polecono mi zacząć odkrywanie Bali i uważam, że to właściwy wybór. Miejsce kultu umieszczono tu na wspaniałej formacji skalnej, której osobliwy kształt wyrzeźbiły fale oceanu. Nazwa Tanah Lot oznacza po balijsku „Ziemię w morzu”. Jeżeli zdecydujemy się na odwiedziny w trakcie przypływu, to zobaczymy właśnie, jak całkowicie oddzielone od lądu skały oblewa z każdej strony woda. W pobliżu znajduje się poza tym słynna jaskinia węży morskich, które podobno chronią świątynię przed intruzami i złymi duchami. Warto też pamiętać, że w przypadku większości obiektów sakralnych przed wizytą na ich terenie trzeba zadbać o odpowiedni ubiór. Należy założyć ubranie zakrywające nogi albo osłonić je sarongiem, który można kupić przed wejściem.

 

W odległości niemal 2 km od świątyni Ulun Danu Bratan (Pura Ulun Danu Bratan) odkryłam miejsce, które skradło moje serce. Prawdopodobnie nie wspomina o nim żaden przewodnik, ale podczas pobytu w urokliwym rejonie miejscowości Bedugul bardzo polecam się tutaj wybrać. Mam na myśli majestatyczną bramę będącą kiedyś wejściem do pobliskiego miasta. Ciężko oddać słowami niecodzienny widok, jaki tworzy ona wraz z wznoszącymi się w tle malowniczymi zielonymi górami. W okolicy stoją wiejskie domy i leżą pola uprawne, a w środku tego sielskiego krajobrazu wyrasta samotny portal przypominający przejście do innego świata.

 

Istnieje mnóstwo powodów, aby odwiedzić Bali. Jednym z nich są bez wątpienia cudowne rajskie plaże. Najpiękniejsze i najbardziej zapadające w pamięć to według mnie Suluban, Padang Padang i Balangan.

 

OSOBLIWY SYSTEM

 

Pura Ulun Danu Bratan w górach nad jeziorem Bratan niedaleko Bedugul

15-photos-that-will-make-you-want-to-travel-to-indonesia

© VISIT INDONESIA TOURISM OFFICE

 

W trakcie mojego pobytu gospodarze domu kilkakrotnie próbowali mi wyjaśnić, dlaczego większość koleżanek i kolegów Ketuta nosi takie samo imię i skąd pochodzi jego własne. Muszę przyznać, że miałam duży problem ze zrozumieniem zależności w tutejszym systemie nazywania dzieci stosowanym przez Balijczyków żyjących zgodnie z tradycją. Zasady dotyczą głównie potomków mężczyzn pochodzących z najliczniejszych rodzin i najniższej kasty bądź mężczyzn z wyższej kasty, którzy poślubili kobiety z kasty najniższej. Oprócz przynależności kastowej o imieniu decyduje również kolejność urodzin. Pierwsze dziecko powinno nazywać się Wayan (co pochodzi od słowa wayahan oznaczającego „starszy”), Gede (Duży) lub Putu, czyli Wnuk. Płeć dziecka nie zawsze ma znaczenie. Imię Putu częściej nadaje się dziewczynkom, Wayan i Gede natomiast – chłopcom. Nie jest to jednak regułą. W innych przypadkach te same imiona mogą nosić zarówno synowie, jak i córki. W celu rozróżnienia płci Balijczycy stosują odpowiednie przedrostki. Gdy mówi się o chłopcach, należy użyć „i”, np. I Putu, kiedy wspomina się o dziewczynce, wstawia się „ni”, jak w Ni Putu.

 

Drugi w kolejności potomek to Made (imię zostało prawdopodobnie utworzone od słowa madya, czyli „środek”, „średni”), Nengah (tengah oznacza „w środku”) albo Kade czy Kadek (wyraz adik określa „młodszego brata”). Na trzecie dziecko zazwyczaj woła się Nyoman bądź Komang (co wywodzi się według pewnych hipotez od anom – „młody”, „mały” lub uman – „koniec”, „odpoczynek”). Ostatniego, najmłodszego malca nazywa się Ketut (przypuszczalnie od kitut, czyli „ogon”). Widać więc, że w pewnym uproszczeniu imię danej osoby zależy od kasty, kolejności urodzin, a czasem także od rejonu, z którego pochodzi rodzina. Trzeba przyznać, iż ten system nie jest łatwy i można się w nim pogubić.

 

POZA CZASEM

 

Życie na Bali upływa w swoim tempie i to nie tylko dlatego, że niemal zawsze świeci tu słońce, a w okolicy są same piaszczyste plaże, ciepły ocean i wysokie palmy kokosowe. Gdy mieszkałam u Puspy i Ketuta, codziennie rano obserwowałam, jak przeglądali gazetę i sprawdzali, kiedy będzie pełnia księżyca i jakie święta przypadają w najbliższym czasie według ich rachuby. Balijczycy mają swój własny tradycyjny kalendarz, na który składają się dwa systemy: 210-dniowy Pawukon (6 miesięcy po 35 dni) i księżycowy Saka (12-miesięczny). W każdym roku współistnieje ze sobą 10 osobnych cykli. Na podstawie ich wzajemnych zależności określa się m.in. daty ceremonii religijnych odprawianych w świątyniach.

 

Czas zatrzymuje się na wyspie w Nowy Rok, zwany Nyepi (wypada w marcu, niekiedy w kwietniu – w 2017 r. w dniu 28 marca). Ulice pustoszeją, sklepy, banki, a nawet urzędy są zamknięte. Lotnisko w Denpasar nie funkcjonuje i nie sposób dostać się tutaj w jakikolwiek sposób. Nie wolno jeździć samochodami i nikt nawet nie myśli o tym, aby wsiąść na skuter. Co więcej, w tym dniu Balijczycy rezygnują również z używania elektryczności, rozpalania ognia i wszelkich aktywności. Okna w domach pozostają zasłonięte, nikt nie wychodzi na zewnątrz. Mieszkańcy Bali wierzą, że w tym czasie nad wyspą przelatują demony, dlatego starają się je przekonać, iż cała okolica jest wyludniona, aby nie dać im powodu do zatrzymania się.

              

Ten tzw. Dzień Ciszy przeznacza się na medytację, rozmyślanie i pogrążenie się w zadumie. Stanowi on okazję do oczyszczenia umysłu, osiągnięcia wewnętrznej równowagi i zebrania myśli. Pozwala oderwać się od rzeczywistości, odseparować od świata zewnętrznego po to, aby odnaleźć spokój w sobie. Bali jest zresztą przez cały rok znakomitym miejscem na odkrywanie samego siebie. Panująca na wyspie atmosfera sprzyja błogiemu relaksowi i skupieniu się na swoim wnętrzu. Warto zatrzymać się choć na chwilę w codziennym pędzie, żeby odwiedzić ten wyjątkowy zakątek Indonezji.

W Ekwadorze spełniają się marzenia

ALEKSANDRA ŁUKSZA

 

                                                                                                                                               FOT. METROPOLITAN-TOURING.COM

<< Marzy Ci się lot paralotnią nad Oceanem Spokojnym, polowanie na kajmany albo nurkowanie z gigantycznymi żółwiami? A może wolałbyś zejść w głąb krateru aktywnego wulkanu, obserwować latające kondory, stanąć na dwóch półkulach Ziemi naraz, zjeść najbardziej egzotyczne owoce świata, zobaczyć z bliska wieloryby czy też pójść z Indianami na spacer po dżungli amazońskiej? Zresztą nieważne, jak wyjątkowe są Twoje marzenia... Jeśli chcesz zacząć je spełniać, przyjedź do Ekwadoru! >>

República del Ecuador, czyli Republika Ekwadoru, choć wielkością prawie dorównuje Polsce, należy do najmniejszych państw Ameryki Południowej (ma „tylko” niecałe 285 tys. km² powierzchni). Hiszpańskie słowo ecuador oznacza równik, bowiem przez terytorium tego kraju przechodzi jego linia. Ze względu na swoje położenie i ukształtowanie terenu to na pewno jedno z najbardziej zróżnicowanych państw na ziemi.

Więcej…

Wszystkie twarze Dubaju

Opera została otwarta 31 sierpnia br.Dubai-Opera-page-010
© DUBAI OPERA


KATARZYNA KAŁUŻA-NAWROT

MARCIN LEWANDOWSKI

www.meet-the-bidder.com

Według niektórych Dubaj wystarczy odwiedzić tylko raz w życiu, dlatego gdy zdecydowaliśmy się na ponowną podróż do tego miasta, założyliśmy, że obalimy ten mit. Tym razem nasza wycieczka zapowiadała się spokojniej. Myśleliśmy, że wiemy, czego się spodziewać. Wyszliśmy z samolotu i nie doznaliśmy szoku kulturowego ani termicznego. Rozejrzeliśmy się dookoła z zadowoleniem – poczuliśmy się tu jak w domu. Rozpoznawaliśmy ulice i prawie wszystkie budynki. Część z nich wywoływała jednak w nas konsternację. Nie byliśmy pewni, czy widzieliśmy je już w zeszłym roku. Mieliśmy wrażenie, że wszystkiego wokół jest więcej – zabudowań, ludzi, samochodów, restauracji, sklepów i... życia.

Więcej…