Z Polką Ewą Pytel-Skibą, współwłaścicielką (wraz z mężem Pawłem) biura podróży ME Tours Internacional w Meksyku, rozmawia Michał Domański.


 

Dlaczego wybraliście Państwo Meksyk na miejsce zamieszkania? Co jest takiego urzekającego w tym kraju?

Bardzo długo dojrzewała w nas myśl o zmianie miejsca zamieszkania. Tak naprawdę powinnam chyba powiedzieć, że "poszłam za mężem", który otrzymał wcześniej pracę w Meksyku i wyjechał do niego na kilka miesięcy. Po powrocie do Polski opowiadał z zapałem o tym miejscu i ludziach w nim mieszkających, o wielkim potencjale, który tam drzemie. Postanowiliśmy więc spróbować, czego nie żałujemy… Początki były - oczywiście - trudne. Czekała nas całkowita zmiana priorytetów i wartości. To tutaj zrozumiałam, że nie wszystko musi być za wszelką cenę, że życie nie musi nabierać tępa galopu, że warto się uśmiechać… Jakież było moje zdziwienie, kiedy obcy ludzie patrzyli na mnie życzliwie, witali się na ulicy, pomagali, gdy czegoś nie wiedziałam lub zgubiłam drogę! Stanowimy dobry przykład tego, że powiedzenie "starych drzew się nie przesadza" nie jest do końca trafne. Nigdy nie mówię nigdy, ale na dzisiaj wiem, że Meksyk to właśnie to miejsce, w którym chcę się zestarzeć. Czym ujął mnie ten kraj? Kto raz tutaj przyjedzie, niekoniecznie do luksusowych resortów hotelowych, ale żeby poznać zwykłych ludzi, poczuje magię tego miejsca. To nie tylko błękitne niebo, piękne morze czy białe plaże, ale przede wszystkim to, czego nam wszystkim w tym zwariowanym świecie brakuje - spokój...

 

Dlaczego zdecydowaliście się Państwo związać swoje życie z turystyką? Jakie były początki biura ME Tours Internacional?

Nikt nie rodzi się z wiedzą, kim chce być i co będzie robić. Życie jest pełne niespodzianek… Nigdy nie miałam nic wspólnego z branżą turystyczną, nie znałam podstawowych pojęć z turystyki. Owszem, zwiedzałam świat, ale jako klientka biur. Od zawsze jednak podróże były moją pasją. I znowu winę za to ponosi Paweł! On, wieczny wędrowiec, mieszkał w Peru, Amazonii, Meksyku… Nigdy nienasycony swoimi wojażami po świecie przywiózł chyba jakiegoś "wirusa podróżniczego". Postanowiliśmy więc połączyć pasję do podróżowania z zamiłowaniem do miejsca, w którym mieszkamy. Najpierw, po naszym przyjeździe do Meksyku, pracowaliśmy jako przewodnicy dla jednego z biur podróży. Jednak z czasem pojawiła się myśl o założeniu własnej firmy. Chcieliśmy stworzyć biuro rodzinne, które spełniałoby naszą wizję turystyki - przyjaznej klientowi, będącej zarówno czarodziejką spełniającą najskrytsze marzenia ludzi, jak i nauczycielką uczącą otwartości na to, co odmienne, solidarności z innymi kulturami. W ten sposób powstało ME Tours Internacional. Początki nie były łatwe, bo po raz pierwszy w naszym życiu trzeba było pożegnać się ze stabilizacją i pewnego rodzaju bezpieczeństwem, które daje praca na umowę dla kogoś. Wkrótce okazało się jednak, że strach jest nieuzasadniony. Klienci bardzo szybko zaakceptowali naszą rodzinną i solidarną wizję turystyki. Dzięki temu obecnie nie możemy narzekać na brak pracy…

 

Czy trudno jest otworzyć biuro podróży w Meksyku? Jaka jest specyfika tamtejszej branży turystycznej?

Otworzenie biura podróży w Meksyku nie jest trudne. Trzeba być jednak przygotowanym na wypełnienie kilku papierków i na pokonanie paru barier biurokratycznych. Poza tym dość skomplikowana jest kwestia zdobycia wizy pobytowej z prawem do pracy. W każdym razie po 3 miesiącach starań mieliśmy już wszystkie dokumenty niezbędne do rozpoczęcia legalnej działalności. Mieszkamy w Playa del Carmen, niedaleko Cancún, a więc w regionie (nazywanym Riviera Maya), który żyje z turystyki. Hotele ciągną się tu nad wybrzeżem Morza Karaibskiego na długość ponad 120 km, przybywa tutaj co roku 10 mln turystów, dlatego możliwości rozwoju dla firm z branży turystycznej są ogromne. Mimo iż w tym regionie działają już setki biur podróży, o ile nie tysiące, to nie brakuje pracy ani pomysłów na nowe oferty. Półwysep Jukatański, na którym żyjemy, ma bardzo dużo do zaoferowania turystom - od niezwykłych pozostałości po starożytnej kulturze Majów po dzień współczesny tej grupy etnicznej, od pięknej przyrody w dżungli po rafy koralowe i cenoty. Zauważyliśmy, że - oprócz sprzedaży hoteli i wycieczek do miejsc znanych z przewodników - na sporą popularność może liczyć także na razie słabo rozwinięta gałąź turystyki, jaką jest turystyka etniczna, która pozwala na bliski kontakt z rdzenną ludnością na danym terenie - w naszym przypadku z Majami. Postanowiliśmy więc ją rozpropagować (nie tylko wśród Polaków), co okazało się strzałem w dziesiątkę. Przyjeżdżający na Jukatan turyści mają okazję poznania niezwykłego świata dawnych i współczesnych Majów. Mogą też pomóc im w rozwoju, finansując różne projekty, jak na razie w jednej, zagubionej w dżungli wiosce Francisco I. Madero, liczącej ok. 300 mieszkańców.

 

Czy próbujecie również Państwo promować Polskę w Meksyku?

Mieszkając tak daleko od naszego kraju, zawsze jesteśmy i będziemy Polakami. Czujemy się z tego powodu dumni. Jednak ten, kto mieszka poza granicami ojczyzny, ma okazję do stworzenia niezwykłej mieszanki kulturowej. Miesza się w niej najpiękniejsze tradycje pochodzące z kultury polskiej z tym, co najwspanialsze z kultury kraju, który nas przyjmuje. Uważamy to za nasz wielki przywilej.

Polskę kojarzy się w Meksyku głównie dzięki trzem osobom: Janowi Pawłowi II, Lechowi Wałęsie i Grzegorzowi Lacie. Pamiętam dokładnie dzień katastrofy w Smoleńsku, w której zginęła para prezydencka oraz wiele ważnych osobistości ze świata polityki. Byłam wtedy na wycieczce z polską grupą w Chichén Itzá. Do dzisiaj mam przed oczami wielu Meksykanów, którzy podchodzili do nas spontanicznie, składając kondolencje. To była wyjątkowa chwila! Proszę mi też wierzyć, że większość mieszkańców Playa del Carmen wie przynajmniej o tym, gdzie leży Polska… Jak promujemy Polskę w Meksyku? Na co dzień poprzez małe rzeczy - wszystkie nasze samochody jeżdżą z naklejkami PL, na firmowych koszulkach ME Tours Internacional znajduje się polska flaga, dzieciom, którymi opiekujemy się we wspólnocie Majów, często opowiadamy o ojczyźnie... Poza tym mamy czasami spotkania z meksykańskimi biznesmenami, przedstawiamy im wówczas Polskę od strony społeczno-gospodarczej. Parę razy dostaliśmy już również zaproszenie do prezentacji naszego kraju przez kilka uniwersytetów i instytucji. Mamy też ambicje, żeby doprowadzić do podpisania umów o partnerstwie miast między Wadowicami a Izamal czy Tarnowem a Valladolid. Poza tym staramy się umieścić polskie flagi w tych hotelach i miejscach w Meksyku, w których często przebywają Polacy. Nie są to może jakieś wielkie wyczyny, widoczne w całym kraju, ale robimy, co możemy, żeby promować naszą ojczyznę wśród Meksykanów…

 

Czy z Państwa usług korzysta wielu turystów z Polski? Jakie miejsca są najpopularniejsze wśród nich? Co możecie zaoferować Polakom, którzy chcą przeżyć niepowtarzalną przygodę w Ameryce Łacińskiej?

Z naszych usług korzysta wielu turystów z Polski, którzy docierają do Cancún i na Riviera Maya. Oferujemy im transfery, opiekę rezydencką polskojęzycznego przewodnika oraz wycieczki fakultatywne i objazdowe - zarówno w formie wypraw standardowych, jak i pielgrzymek i incentivów. Coraz więcej Polaków wybiera też naszą propozycję turystyki etnicznej. Do miejsc najchętniej odwiedzanych przez polskich turystów na Jukatanie należą - oczywiście - ruiny miast Majów w Chichén Itzá, Cobá czy Tulum. Poza tym modne są oferty ze snurkowaniem i nurkowaniem głębinowym na rafach koralowych i w cenotach oraz wyprawy przygodowe z domieszką adrenaliny (jeepy, canopy etc.). Z objazdówek największą popularnością cieszy się trasa prowadząca z miasta Meksyk poprzez piękne stany Oaxaca, Chiapas czy Jukatan do Cancún. Poza Meksykiem specjalizujemy się także w wyjazdach do Gwatemali i Belize, a przede wszystkim na Kubę, gdzie mamy zamiar otworzyć naszą placówkę. W związku z tym, że znajdujemy się w aliansie z kilkunastoma biurami podróży z prawie całej Ameryki Łacińskiej, organizujemy też wycieczki po tej wspaniałej części świata. Spośród krajów, do których wysyłamy najwięcej turystów, wypada wymienić Peru, Chile, Ekwador z Galapagos, Argentynę, Brazylię i Kolumbię.

 

W jaki sposób staracie się być Państwo obecni i widoczni na rynku polskim?

Współpracujemy bezpośrednio z wieloma biurami podróży z Polski oraz jesteśmy ich przedstawicielami na miejscu, w Meksyku. Na najbliższych targach turystycznych w Warszawie i Poznaniu (we wrześniu i październiku) chcemy zaprezentować nasze oferty promujące nie tylko Meksyk, ale i pozostałe kraje Ameryki Łacińskiej. Paweł jest autorem wielu artykułów prasowych, a także tłumaczem przewodników po Chichén Itzá i Narodowym Muzeum Antropologii w mieście Meksyk. Stworzyliśmy miniprzewodnik po Meksyku, a poza tym jesteśmy w trakcie pisania Przewodnika po Jukatanie, który mam nadzieję ukaże się nie tylko na rynku meksykańskim dla przyjeżdżających tu Polaków, ale i w Polsce.

 

Dlaczego warto wybrać się w podróż do Meksyku? Jakie wspaniałe atrakcje czekają tam na turystów z Polski?

Każdy ma swoje marzenia i chciałby je chociaż raz w życiu spełnić. Naszymi klientami nie są ludzie odpoczywający wyłącznie na plażach, ale osoby spragnione wiedzy na temat tego fascynującego kraju. Jak pokazać im Meksyk w pigułce? Ten kraj cudownych kolorów, smaków, zapachów, bogatej historii, przyrody, kultury, folkloru, pięknych plaż i turkusowego morza… Meksyk to także jakże podobni do nas ludzie, ze swoimi problemami i radościami.

Nie wiem i nie rozumiem, dlaczego postrzegany jest na świecie przez pryzmat wojen gangów narkotykowych, walk karteli, kojarzy się z prostytucją i przemocą. Oczywiście, znamy i taki Meksyk, ale nie należy generalizować. Miejsca, które pokazujemy turystom w czasie wycieczek, są bezpieczne i fascynujące. Nigdy nie mieszkałabym w niebezpiecznym kraju, narażając przy tym swoje życie i mojej rodziny. Nie ma jednak na świecie całkowicie bezpiecznego miejsca, pozbawionego przemocy.

Tych wszystkich, którzy chcą poznać historie wielkich cywilizacji, zapierające dech w piersiach budowle, miłych i uczynnych ludzi, mimo biedy umiejących kochać życie i zarażających optymizmem, tych, którzy pragną naładować swoje akumulatory, odkryć piękno przyrody, magię plaż i uroki morza, słowem poczuć się jak w raju, zapraszamy do Meksyku! Jest to naprawdę magiczny kraj. Jeśli już tu przyjedziecie, serdecznie zapraszamy do nas w odwiedziny, na kawę, tequilę i pogaduchy. Każdego Polaka przyjmiemy z otwartymi ramionami…

 

 

Artykuły wybrane losowo

Słowenia – mały kraj wielkich win

LUCYNA LEWANDOWSKA

<< Istnieje takie państwo w Europie, w którym nic nie leży za daleko, a niemal wszystko jest po drodze. Z górskich szczytów widać w nim morze, blisko wybrzeża Adriatyku znajdują się liczne zapierające dech w piersiach jaskinie, a kawałek dalej – malownicze rejony winiarskie. To właśnie w niewielkiej Słowenii, dosłownie wciśniętej między Włochy, Austrię, Chorwację i Węgry, natura potrafiła zebrać wszystko to, co w niej najatrakcyjniejsze. >>

Więcej…

Poza utartym szlakiem w Tajlandii

 

Kinga Bielejec

www.gadulec.me

 

 Sukhotai z zabytkami związanymi z początkami architektury tajskiej

Sukhothai-000597

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND (TAT)

 

Tajlandia to jeden z najczęściej odwiedzanych krajów świata. Słynie z pięknych piaszczystych plaż, przejrzystych wód i przepysznej kuchni. Znajduje się tutaj mnóstwo buddyjskich świątyń i posągów. Tajlandzka stolica – Bangkok – nigdy nie zasypia. Nie wszyscy jednak wiedzą, że na krajobraz Tajlandii składają się też bujne zielone lasy i małe sielskie miasteczka, w których czas się zatrzymał.

 

Najlepsza pora na odwiedzenie tego azjatyckiego państwa to okres między listopadem a lutym. Trwa wtedy pora sucha, średnia temperatura powietrza waha się od 28 do 32°C, a opady należą do rzadkości. Jedynie na wschodnim wybrzeżu (w okolicy m.in. Koh Samui, Koh Tao, Phangan) może sporadycznie popadać. Te miesiące są również szczytem sezonu turystycznego, więc hotele w najpopularniejszych miejscach (w czasie Bożego Narodzenia i zabaw sylwestrowych do bardzo chętnie odwiedzanych zaliczają się szczególnie obiekty na wyspach) warto zarezerwować wcześniej.

 

Choć w biurach podróży Tajlandia cieszy się dużym zainteresowaniem, zazwyczaj turystom oferuje się program obejmujący mniej więcej te same atrakcje. Dlatego chciałabym zaproponować zejście z utartego szlaku zwiedzania. W tym kraju pozostało jeszcze wiele do odkrycia.

 

ZAGUBIENI W STOLICY

 

Przy wyborze zakwaterowania w stolicy Tajów korzystałam z portalu Couchsurfing. Ludzie z całego świata oferują w nim nocleg w swoim mieszkaniu i często wspólne spędzanie czasu. Zatrzymaliśmy się u Hosta, z pochodzenia Holendra. Które mniej znane miejsca w Bangkoku warto odwiedzić? – zapytałam go tuż po przylocie do tej prawie 10-milionowej metropolii. Najlepsze, co można zrobić, to się zgubić – odpowiedział. I faktycznie była to wskazówka idealna.

 

Okazało się, że największe miasto Tajlandii to nie tylko słynna ulica Khao San, okryty złą sławą Patpong (dzielnica występów ping pong show, ladyboyów, barów i ledwo trzymających się na nogach turystów), Wielki Pałac Królewski i liczne świątynie, lecz także targi oraz bazary pełne smaków, kolorów i zapachów. Koło ruchliwych skrzyżowań sprzedaje się kawałki kurczaka na patyku czy pad thai (smażony makaron z dodatkami), a na ulicznych straganach piętrzą się świeże egzotyczne owoce. Tutaj najlepszymi przewodnikami są nogi i nos. Do nieco mniej znanych, ale bardzo ciekawych atrakcji należą ulica industrialna (koło Kościoła Świętego Różańca) i Park Pałacowy Dusit, w którym znajdują się Pałac Vimanmek (największa budowla ze złotego drewna tekowego na świecie), sale tronowe, posąg króla Czulalongkorna (Chulalongkorna, Ramy V) i ogród zoologiczny.

 

TAJSKI ANGKOR WAT

 

W drodze z Bangkoku do Chiang Mai (na północy kraju) warto wysiąść na stacji Phitsanulok i wsiąść w autobus do Sukhothai. Początki tego miasta sięgają XIII w., a jego złoty okres przypada na panowanie króla Ramkhamhaenga (urodzonego między 1237 a 1247 i zmarłego w 1298 r.). To wtedy je rozbudowano i stało się jednym z największych na świecie ośrodków buddyzmu. Mniej więcej sto lat później, kiedy swoimi wpływami objęło te tereny Królestwo Ajutthaja (Królestwo Ayutthaya), Sukhothai straciło na znaczeniu. Zainteresowanie wzbudziło ponownie dopiero w XIX w. Przyczynił się do tego król Mongkut, Rama IV (1804–1868).

 

Obecnie odrestaurowane pozostałości tej historycznej stolicy Królestwa Sukhotai znajdują się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Leżą one w odległości ponad 10 km od współczesnego miasteczka nazywanego Nowym Sukhothai (Sukhothai Thani). Aby dotrzeć do wspaniałych ruin, najlepiej wypożyczyć skuter na dworcu autobusowym lub podjechać tuk-tukiem (trójkołową motorikszą). Należy jednak pamiętać, że kompleks jest duży i dzieli się na kilka stref (wejście płatne osobno), pomiędzy którymi łatwiej (i szybciej) porusza się środkami transportu.

 

W DŻUNGLI ŻYCIA

 

Przepiękny wodospad Thi Lo Su na rzece Maeklong w dystrykcie Umphang

UMPHANGTak-000299

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND (TAT)

 

Z Sukhothai można udać się autobusem do Mae Sot, mało znanego miasta tuż przy granicy z Birmą (Mjanmą). Wyruszają stąd wycieczki do Umphang, miejscowości położonej na skraju dżungli, do której jedzie się ok. 165 km asfaltową drogą z 1219 zakrętami. Już sama podróż to niezapomniane przeżycie – nierzadko siedzi się w pick-upie wraz z miejscowymi żującymi betel oraz ich kurami i kogutami. Przewożenie ludzi (i zwierząt) na dachu samochodu jest tutaj normą. Na dodatek otaczające nas widoki zapierają dech w piersiach. A to dopiero początek przygody!

 

Do najpopularniejszych należą wycieczki czterodniowe. Pierwszego dnia dojeżdża się do Umphang i tu nocuje. Nazajutrz, tuż po śniadaniu, wyrusza się na spływ po niezbyt rwącej rzece Maeklong (Mae Klong). Kilka lat temu zmieniono przepisy i drewniane tratwy zastąpiono dmuchanymi pontonami. Po drodze można spotkać dzikie zwierzęta (węże, gibony, mundżaki, warany, krokodyle różańcowe) i wykąpać się w gorących źródłach. Po lunchu następuje główny punkt programu – kilkugodzinny trekking w dżungli. Oczywiście, cały czas jest się pod opieką doświadczonego lokalnego przewodnika, który zna te rejony od dziecka. Najlepiej nocować w namiocie pośrodku utworzonego w 1989 r. Sanktuarium Dzikiej Przyrody Umphang (Umphang Wildlife Sanctuary), gdzie zasypia się wśród niesamowitych odgłosów. Trzeciego dnia odwiedza się największy wodospad w Tajlandii o wdzięcznej nazwie Thi Lo Su (również Thee Lor Sue lub The Lor Sue). Ma ok. 250 m wysokości i 450 m szerokości. Robi ogromne wrażenie, w dodatku można się w nim kąpać, a niekiedy nawet z niego skakać (wszystko zależy od stanu wody). Popołudniu znów wyrusza się na trekking, a po kilku godzinach dociera się do wioski Karenów. Posługują się oni językami kareńskimi, całkiem innymi niż tajski, i dopiero od kilkunastu lat uczą się w szkołach podstawowych języka urzędowego kraju. W Tajlandii mieszka ok. 400 tys. Karenów. Zajmują się głównie rolnictwem i hodowlą. W wiosce, którą odwiedziliśmy w 2014 r., nie było zasięgu sieci komórkowych czy internetowych. Miejscowi kontaktowali się z resztą świata za pomocą aparatu umieszczonego w jedynej budce telefonicznej. Uczestnicy wycieczki śpią u lokalnej rodziny i razem z nią spożywają kolację i śniadanie. Czwartego dnia wracają do Umphang. Wiele agencji proponuje wyprawy urozmaicone półtoragodzinną przejażdżką na słoniu, po której wszyscy udają się jeepem do miasteczka. Warto dopytać o szczegóły takiej oferty, ponieważ dość często zdarza się, że zwierzęta są źle traktowane, bite i zakute w łańcuchy.

 

Okolice Mae Sot i Umphang rzadko bywają wspominane w przewodnikach czy na blogach podróżniczych. Z jednej strony można nad tym ubolewać, ponieważ to jeden z ciekawszych rejonów w Tajlandii, a z drugiej dzięki temu właśnie miejsce to nie stało się jeszcze tak oblegane przez turystów jak chociażby miasto Chiang Mai. W okolicy znajduje się także jaskinia Takobi i wspierany przez UNICEF 13-tysięczny obóz dla uchodźców z Birmy (głównie Karenów) – Umpiem Mai.

 

ODPOCZYNEK W PAI

 

Omijamy wspomniane turystyczne, chodź bardzo interesujące, Chiang Mai i udajemy się do Pai – jednego z najbardziej niezwykłych miasteczek w tym kraju. Tutaj czas się zatrzymał, życie płynie powoli, podobnie jak pobliska rzeka o tej samej nazwie. To idealne miejsce na odpoczynek od zgiełku i tłumów z całego świata. Mieszkańcy Pai mają tatuaże i dredy i słuchają Boba Marleya. Ciężko stwierdzić, czy właśnie oni przyciągnęli podobnych do siebie turystów, czy sami zaczęli naśladować styl Europejczyków, Amerykanów i Australijczyków. Jedno jest pewne – dziś to leniwe miasteczko uchodzi za mekkę backpackerów ze wszystkich stron świata. Znajdują się tu hostele, nieco bardziej luksusowe bungalowy z hamakami, na których można przeleżeć tydzień, klimatyczne restauracje i kafejki. Młodzi ludzie przyjeżdżają na 2–3 dni i zostają na tydzień (lub znacznie dłużej).

 

W Pai każdy spędzi przyjemnie czas. Jeśli odpoczynek już nam się znudzi, wystarczy wynająć skuter lub zapisać się na zorganizowaną wycieczkę. W okolicy jest mnóstwo atrakcji – kanion (Pai Canyon, Kong Lan), wodospady (w tym szczególnie malowniczy Pam Bok), gorące źródła, Most Pamięci. Po drodze warto wstąpić na pyszną kawę i ciasto do przepięknie położonej kawiarni „Coffee in Love”.

 

SŁONIE I LUDZIE

 

W odległości ok. 10 km od centrum Pai znajduje się Thom’s Elephant Camp, czyli wioska słoni, która oferuje kilkugodzinne przejażdżki na grzbiecie tych inteligentnych i wrażliwych zwierząt bądź kąpiele z nimi w pobliskiej rzece. Aby poznać je jeszcze bliżej, można odbyć tygodniowy lub dwutygodniowy wolontariat. Sens funkcjonowania miejsc, w których główną atrakcją są żywe stworzenia, to niezmiernie trudny i dyskusyjny temat. Nie inaczej jest w tej sytuacji.

 

Słonie od tysięcy lat pomagają tutejszym mieszkańcom w pracy i życiu codziennym. Niegdyś wykorzystywano je w trakcie działań wojennych i przy wycinaniu lasów. Obecnie stały się machiną do zarabiania pieniędzy. Prawie zawsze w wioskach słoni pracują samice, ponieważ samce są nieposłuszne i trudniej je kontrolować. Młode zabiera się od matek i tresuje, aby w przyszłości służyły człowiekowi. Takie szkolenia bywają niezwykle brutalne, gdyż panuje przekonanie, że każdego osobnika trzeba złamać. Trener, tzw. mahout, musi pokazać słoniowi, iż ma nad nim władzę. Nierzadko stosuje się łańcuchy i ostro zakończone kije – zarówno w trakcie szkolenia, jak i później, już podczas wykonywania określonych zadań. Zwierzęta i mahouci pracują od rana do wieczora, 7 dni w tygodniu, praktycznie przez okrągły rok, jeśli tylko jest na to zapotrzebowanie.

 

W Thom’s Elephant Camp w Pai słonie nie mają założonych łańcuchów, a turyści siedzą bezpośrednio na ich karku, a nie w niewygodnych, ciężkich krzesłach. Mimo wszystko zwierzęta muszą pracować bardzo dużo i spędzają całe życie w niewoli, posłusznie służąc swoim opiekunom. Najlepszym rozwiązaniem wydaje się przekształcenie wszystkich takich ośrodków w rezerwaty przyrody, jednak wtedy zatrudnienie straciłyby tysiące mahoutów, którzy najczęściej utrzymują wieloosobowe rodziny. Prawdopodobnie Tajlandia nie jest gotowa na tak radykalne zmiany, ale przed przejażdżką na słoniu powinniśmy zastanowić się nad wszystkimi wadami i zaletami tego typu atrakcji. Być może lepiej będzie odwiedzić wioskę, w której te piękne i dostojne zwierzęta dożywają swojej starości po latach pracy, a w Thom’s Elephant Camp jedynie dać słonicom banana i pogłaskać je po trąbie, a potem stąd odjechać.

 

NIEZWYKŁA ŚWIĄTYNIA

 

Na północy Tajlandii, tuż przy granicy z Laosem i Birmą leży miasto Chiang Rai. Można tu przyjechać na jednodniową wycieczkę z Chiang Mai lub zajrzeć w drodze do innego kraju Azji Południowo-Wschodniej. Kilka kilometrów od centrum znajduje się świątynia buddyjska inna niż wszystkie – Wat Rong Khun, zwana również White Temple (Białą Świątynią). Jej nowoczesny gmach zaprojektował tajski artysta Chalermchai Kositpipat. Budowa obiektu rozpoczęła się w 1997 r. i trwa do dzisiaj. Podobno pomysłodawca powiedział kiedyś, że zostanie ukończona ok. 60–90 lat po jego śmierci. Biała Świątynia jest pełna różnego rodzaju symboli. Do głównego budynku (ubosot) prowadzi mostek, który otacza las powykręcanych rąk i dłoni należących do udręczonych dusz próbujących wydostać się z piekła. Wnętrze, z pozoru mało interesujące, zdobią wizerunki bohaterów współczesnej kultury popularnej: Batmana, Spidermana, Supermana, Jacka Sparrowa czy Harry’ego Pottera (a nawet minionków, Angry Birds i Hello Kitty). Postacie te zostały umieszczone wraz z płonącymi wieżami nowojorskiego World Trade Center, co sugeruje, że nie są w stanie uratować naszego świata. W całym obrazie dominującą rolę odgrywa natomiast wielki demon, w oczach którego znajdują się twarze Osamy bin Ladena i George’a W. Busha. Ten osobliwy mural ma uświadomić patrzącemu, że tylko Budda może zbawić ludzkość.

 

Drugą interesującą budowlą w Chiang Rai jest Baan Dam, czyli Czarny Dom. Kompleks ten stworzył Taj Thawan Duchanee. Składa się na niego kilkadziesiąt budynków z drewna, szkła, terakoty i innych tworzyw. W ich wnętrzach można podziwiać m.in. ogromny zbiór trofeów myśliwskich artysty.

 

NA RAJSKICH WYSPACH

 

Wat Rong Khun – główna świątynia i prowadzący do niej mostek

IMG 3507

© KINGA BIELEJEC/GADULEC.ME

 

Południe Tajlandii to przede wszystkim liczne wyspy i piękne plaże. Tutaj trudniej o miejsca poza utartym szlakiem. Przy wschodnim wybrzeżu, w Zatoce Tajlandzkiej leżą jedne z najciekawszych wysp. Koh Tao to mekka nurków, na Koh Phangan odbywa się słynne Full Moon Party, a Koh Samui jest najspokojniejsza z całej trójki. Na każdej z nich warto wynająć skuter, aby zwiedzać okolicę we własnym tempie. Znajdziemy tu zarówno spektakularnie położone punkty widokowe (np. John-Suwan Viewpoint lub Chalok Viewpoint na Koh Tao), jak i rajskie plaże (chociażby Thian Og na Koh Tao czy Chaloklum albo Haad Salad na Koh Phangan).

 

Wody otaczające Koh Tao stanowią idealny rejon na kurs nurkowania. Przystępne ceny, instruktorzy mówiący w wielu językach i niezwykły podwodny świat sprawiają, że to właśnie na tę wyspę przyjeżdżają turyści spragnieni nowych doznań. W jej bezpośrednim sąsiedztwie wyróżnia się 25 atrakcyjnych miejsc nurkowych, wśród których najbardziej znane są Japanese Gardens, Red Rock, Shark Island, White Rock, Southwest Pinnacle, Mango Bay, Chumporn Pinnacle, Green Rock, Hin Wong, Sail Rock czy Twins Peak. Średnia głębokość wynosi mniej więcej 12–18 m, jednak bez problemu znajdziemy punkty dla bardziej zaawansowanych nurków (do 45 m głębokości). Widoczność sięga ok. 15, a nawet 30–40 m w sprzyjających warunkach.

 

Full Moon Party, Half Moon Party, zabawa sylwestrowa czy Boże Narodzenie – na Koh Phangan okazji do świętowania jest bez liku. Na plaży Haad Rin raz w miesiącu gromadzi się od 10 do 30 tys. młodych ludzi z całego świata. Ściągają tutaj, aby słuchać muzyki, tańczyć i popijać drinki z napoju energetycznego, soku i alkoholu (najczęściej lokalnego rumu) podawane z lodem w plastikowych wiaderkach, a zwane buckets. Imprezowicze krążą do białego rana między kilkoma różnymi scenami wystawionymi nad brzegiem Zatoki Tajlandzkiej. Wszyscy mają pomalowane twarze i odblaskowe koszulki, a kolejka do studia tatuażu ciągnie się przez pół ulicy. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się w 1985 r., kiedy po raz pierwszy podczas pełni księżyca bawiła się tu grupa 20–30 turystów. Obecnie to jedna z największych plażowych imprez na świecie. Oprócz tego na Koh Phangan organizuje się także Black Moon Party na plaży Baan Tai (raz w miesiącu, gdy księżyc jest w nowiu) i Half Moon Party w małym lesie leżącym ok. 2 km w głąb lądu (dwa razy w miesiącu, w czasie pierwszej i ostatniej kwadry).

 

Na zachodnim wybrzeżu kraju znajdują się m.in. miasta Krabi i Ao Nang. Same w sobie nie są zbyt ciekawe, jednak będą doskonałymi bazami wypadowymi na maleńkie wysepki lub półwyspy. W Tajlandii obowiązkowo należy odwiedzić plażę Railay (Rai Leh) i archipelag Phi Phi. Na Koh Phi Phi Leh był kręcony słynny film Niebiańska plaża (2000 r.) z Leonardem DiCaprio w roli głównej. Półwysep Railay jest z kolei świetnym miejscem na odpoczynek i znakomitym rejonem dla miłośników wspinaczki skalnej. Niestety, zarówno jego, jak i archipelag Phi Phi oblegają tłumy turystów, szczególnie w okresie ferii świątecznych.

 

Blisko granicy z Malezją znajduje się wyspa idealna dla osób kochających dziką przyrodę, ceniących spokój i ciszę. Infrastruktura turystyczna na Koh Tarutao jest bardzo ograniczona, dlatego jej rejon pozostaje niemal dziewiczy i niezmieniony przez człowieka. Biuro Narodowego Parku Morskiego Tarutao udostępnia bungalowy do wynajęcia, można też rozbić tutaj namiot (swój lub wypożyczony na miejscu).

 

ULICZNE JEDZENIE

 

Tajska kuchnia uchodzi za jedną z najsmaczniejszych na świecie. Co ciekawe, bardzo często jedzenie uliczne, przygotowywane w budkach przez starsze kobiety, jest dużo lepsze niż w restauracjach. Do najpopularniejszych potraw należy pad thai – podsmażony makaron ryżowy z pastą z tamaryndowca, sosem rybnym, sokiem z limonki, jajkiem, chili, czosnkiem, kiełkami fasoli mung i kurczakiem lub krewetkami. Kolejne danie, którego trzeba spróbować w Tajlandii, to tom yum (tom yam). W tej kwaśno-ostrej zupie bazę stanowi wywar z kurczaka bądź wieprzowiny wzbogacony trawą cytrynową, liśćmi papedy, sokiem z limonki, przyprawą galangal, sosem rybnym i chili. Występuje w dwóch wersjach – z mleczkiem kokosowym i bez niego. Miłośnicy ostrych smaków powinni skosztować sałatki z zielonej papai (som tam). Oprócz cienkich pasków tego owocu dodaje się do niej m.in. fasolę, pomidory, czosnek, orzeszki ziemne, sos rybny, sok z limonki, cukier palmowy i chili. Koniecznie należy również spróbować różnych rodzajów curry – zielonego, żółtego i czerwonego. A na koniec warto zjeść jeden z najpyszniejszych deserów świata – mango sticky rice (khao niao mamuang), czyli kleisty ryż z mleczkiem kokosowym i świeżym mango. To prawdziwe niebo w gębie!

 

KRÓL TAJLANDII

 

W artykule o Tajlandii nie można pominąć tak istotnej kwestii, jaką jest rodzina królewska. Bhumibol Adulyadej (Rama IX) zmarł 13 października 2016 r. w Bangkoku w wieku 88 lat. Był najdłużej panującym monarchą na świecie (wstąpił na tron w czerwcu 1946 r.). Rodacy uwielbiali swojego króla, stanowił dla nich ogromny autorytet, zdjęcia z jego podobizną wisiały wszędzie, a o rodzinie królewskiej nie wypadało powiedzieć złego słowa. Tuż po śmierci władcy miliony osób opłakiwały go na ulicach, na tydzień (a nawet miesiąc) zamknięto wiele barów i klubów, w państwie ogłoszono roczną żałobę. Jego jedyny syn i następca, Maha Vajiralongkorn (Rama X), ma niezmiernie trudne zadanie. Król Bhumibol Adulyadej był powszechnie szanowany. Jego potomek natomiast jest równie powszechnie nielubiany.

 

Tajlandia to kraj kontrastów, rozmaitych smaków i kolorów. Mimo iż z roku na rok odwiedza ją coraz więcej turystów, wciąż można tu znaleźć miejsca mniej popularne, leżące z dala od zgiełku i rewirów naganiaczy. Niekiedy dotarcie do takich zakątków zajmuje sporo czasu, ale na pewno warto zejść z utartego szlaku i odwiedzić dżunglę w okolicy Umphang czy kanion i wodospady koło Pai. Promocje na loty do Bangkoku zdarzają się coraz częściej, aż żal z nich nie skorzystać. Na koniec trzeba dodać, że Tajlandia sprawdza się idealnie jako kraj na pierwszą podróż do Azji – jest egzotyczna, ale nie tak bardzo osobliwa i obca dla Europejczyka jak Indie bądź Indonezja.

 

Koh Phi Phi Leh – rajska zatoka Maya

ao-maya-mu-ko-phi-phi - Kopia

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND (TAT)

 

 

Kolumbia – istnieje duże ryzyko zakochania

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Kolumbia jest niewiarygodnie różnorodnym i czarującym tropikalnym krajem. Słynie z wybornej kawy i nieskazitelnie czystych, najpiękniejszych szmaragdów na świecie. To właśnie na tej fascynującej ziemi narodziła się słynna legenda o El Dorado oraz magiczna wioska Macondo stworzona przez Gabriela Garcíę Márqueza, kolumbijskiego powieściopisarza, laureata Nagrody Nobla. W Kolumbii znajdziemy niesłychanie piękne krajobrazy i rozległe, dziewicze plaże. Ten południowoamerykański kraj zamieszkują również ciepli, otwarci, sympatyczni i gościnni ludzie. Nie dziwi więc fakt, że promuje go na całym świecie kampania zatytułowana Colombia, el riesgo es que te quieras quedar, co oznacza Kolumbia, jedyne ryzyko jest takie, że będziesz chciał zostać. I rzeczywiście, łatwo zakochać się w tutejszych pocztówkowych widokach, cudownej muzyce i żywiołowych tańcach, przyjaznych mieszkańcach, pysznej kuchni, szalonych karnawałach, kolorowych targach, barwnych lokalnych świętach i spontanicznych fiestach, czy też we wspaniałym rękodziele artystycznym... Odwiedzając ten fascynujący kraj, ryzykujemy, że może stać się on naszą pasją!        

Więcej…