Artykuły wybrane losowo

W Wietnamie, krainie czerwonego smoka

MAGDALENA BARTCZAK

 

<< Pełen smaków, zapachów, barw i magii Wietnam wydaje się stanowić idealny cel podróży zarówno dla osób dopiero rozpoczynających przygodę z Azją, jak i dla tych, którzy już znają ten kontynent dość dobrze. Jeśli ktoś chce spróbować dań pysznej kuchni, odkryć liczne zabytki, przejechać się z kilkoma współpasażerami jednym skuterem lub po prostu zrelaksować na jednej z tropikalnych plaż, powinien postawić właśnie na ten kraj. Tutaj to wszystko jest możliwe. >>

 

Noworoczne lampiony w kolorze czerwonym przynoszącym szczęście

© MAGDALENA BARTCZAK

 

Przez długi czas, zanim jeszcze wybrałam się w pierwszą podróż do Azji, wiedzę na jej temat czerpałam głównie z reportaży i filmów, zarówno dokumentalnych, jak i fabularnych. Jednym z moich ulubionych azjatyckich twórców stał się Trần Anh Hùng, wietnamski reżyser mieszkający od 1975 r. we Francji, gdzie wyemigrował wraz z rodzicami pod koniec wojny wietnamskiej (II wojny indochińskiej). Oglądając Zapach zielonej papai (1993 r.), Rykszarza (1995 r.) czy Schyłek lata (2000 r.), wyobrażałam sobie jego ojczyznę jako kraj pełen soczystych kolorów, intensywnych zapachów, ulicznego gwaru i ciężkiego, tropikalnego powietrza. Jak przyznaje w wywiadach reżyser, w swoich produkcjach często powraca do Wietnamu z czasów własnego dzieciństwa – przedstawia go więc takim, jakim go zapamiętał przed emigracją. Jego filmy, nostalgiczne i zmysłowe, zachęciły mnie, żeby odwiedzić ten kraj. Szybko zagościł więc na mojej liście wymarzonych miejsc do zobaczenia i długo nie pozwalał mi o sobie zapomnieć.

Gdy marzenie wreszcie się spełniło i po raz pierwszy wybrałam się do ojczyzny Trần Anh Hùnga, już po wyjściu z potężnego lotniska w Ho Chi Minh przekonałam się, że wilgotne i lepkie powietrze, które przenikało jego filmowe opowieści, stanowi stały element klimatu Wietnamu, szczególnie na południu. Wszystko tu niemal od pierwszej chwili wydało mi się intensywne, aromatyczne, przesycone dźwiękami i kolorami. Szybko też okazało się, że ten piękny i długi kraj pełen jest skarbów przyrody oraz zniewalających smaków, które jeszcze długo po podróży pozostają w pamięci.

 

BOGATA HISTORIA

Wietnam leży na Półwyspie Indochińskim, od północy graniczy z Chinami, a od zachodu – z Kambodżą i Laosem. Choć pod względem powierzchni nieco przewyższa Polskę (zajmuje powyżej 331 tys. km²), to mieszka w nim ponad dwa razy więcej ludzi niż w naszym kraju (ok. 95 mln) i żyją co najmniej 54 mniejszości etniczne, które mają własne pismo, tradycje i język. Także dialekty w obrębie wietnamskiego znacznie różnią się od siebie – często te same słowa oznaczają coś zupełnie innego na północy, w centrum i na południu. Regiony charakteryzują się również odmiennymi warunkami pogodowymi. W północnych rejonach występuje klimat wilgotny podzwrotnikowy, w środkowej części – zwrotnikowy z porą deszczową i suchą, a na południowym obszarze – zwrotnikowy w odmianie monsunowej. Warto o tym pamiętać przy planowaniu podróży. Różnice w temperaturze między północą i południem mogą sięgać nawet 15–20°C. Wietnam jest też wyjątkowo różnorodny pod względem kultury, która przez wieki czerpała inspiracje m.in. z Chin, Indonezji i Francji. Specyfikę tego kraju stanowi jednak fakt, że dzięki silnemu zakorzenieniu w lokalnych tradycjach Wietnamczycy nie ulegli znacząco wpływom z zewnątrz. Przyswoili je w zmodyfikowanej formie i wzbogacili tym samym własne dziedzictwo kulturowe, oparte na wzorcach zaczerpniętych z buddyzmu, konfucjanizmu i taoizmu.

Według legend państwo wietnamskie, określane mianem krainy smoka (ze względu na rolę, jaką to stworzenie odgrywa w jego mitologii), zostało założone prawie 5 tys. lat temu przez dynastię Hồng Bàng (ok. 2879 r. p.n.e.). Od tego czasu wielokrotnie musiało bronić swoich ziem przed podbojami. Przez ponad tysiąc lat (od 111 r. p.n.e. do 938 r. n.e.) znajdowało się pod chińską okupacją. Potem kilkukrotnie było najeżdżane przez wojska mongolskie, w drugiej połowie XIX w. stało się częścią Indochin Francuskich, a w 1940 r. kontrolę nad jego terytorium przejęła Japonia. Po II wojnie światowej o swoją dawną kolonię upomnieli się Francuzi, co doprowadziło do wybuchu I wojny indochińskiej (1946–1954). W jej wyniku kraj podzielono na północną komunistyczną Demokratyczną Republikę Wietnamu i południową Republikę Wietnamu. Wkrótce potem między oboma państwami wybuchł konflikt zbrojny (wojna wietnamska 1955–1975), który okazał się jednym z najdłuższych i najkrwawszych w regionie.

 

ŚWIAT DUCHÓW I PRZODKÓW

Ze względu na trudną przeszłość i konieczność częstego konfrontowania się z innymi narodami, próbującymi narzucić im swój porządek, Wietnamczycy charakteryzują się dumą z własnych tradycji i patriotyzmem. Poza tym do ich głównych cech należy zaliczyć też niewątpliwie zamiłowanie do targowania się, które – szczególnie w mniejszych sklepikach i na targach – jest tu uważane za naturalny element zakupów. Jeśli ktoś nie podejmuje próby zbicia ceny, wzbudza podejrzenia, a w najlepszym wypadku wywołuje rozbawienie lub niedowierzanie wśród miejscowych. Chcesz kupić kilogram bananów, a sprzedawca życzy sobie 30 tys. dongów (w przeliczeniu na złotówki ok. 4,50 PLN)? Najprawdopodobniej kosztuje on nie więcej niż 10 tys. dongów, więc śmiało możesz powiedzieć quá đắt, czyli „zbyt drogo”, i rozpocząć negocjacje. Nie należy przy tym zapominać o uśmiechu, cenionym przez Wietnamczyków tym bardziej, że jako naród mają również opinię pomocnych, radosnych i uprzejmych ludzi.

Miejscowych cechuje także przywiązanie do przesądów, chroniących przed nieszczęściem i pozwalających (przynajmniej pozornie) utrzymać kontrolę nad otaczającą rzeczywistością, w postrzeganiu której zdroworozsądkowe myślenie często miesza się z fantastycznymi wyobrażeniami i wiarą w magię. Warto wymienić choć kilka popularnych zasad i zwyczajów. Wietnamczycy nie zostawiają pałeczek wetkniętych w jedzenie, ponieważ w ten sposób umieszczają je tylko w posiłku stawianym na ołtarzykach dla zmarłych. Źle widziane jest też otwieranie parasola w domu, gdyż może to doprowadzić do uwolnienia przyczepionych do niego duchów i sprowadzić nieszczęście. Z podobnego powodu nie należy sprzątać ani tym bardziej zamiatać domu pierwszego dnia Nowego Roku (Tết Nguyên Đán, w skrócie Tết), świętowanego przez trzy dni i celebrowanego w Wietnamie, zgodnie z kalendarzem księżycowo-słonecznym, zwykle między drugą połową stycznia a połową lutego (w 2019 r. wypadnie on 5 lutego). Wysprzątanie domowych pomieszczeń oznacza pozbycie się dobrych duchów i szans na pomyślność w kolejnych miesiącach.

Z Nowym Rokiem wiąże się zresztą wiele innych przesądów. Przed jego końcem trzeba zwrócić wszystkie długi – w przeciwnym razie w nadchodzącym roku będziemy mieć problemy finansowe. Podczas noworocznych wizyt rodzinnych nie należy mieć na sobie stroju w jednolitym kolorze, ponieważ to przynosi pecha. Dla Wietnamczyków Nowy Rok to najważniejsze święto ze wszystkich, przygotowują się do niego bardzo skrupulatnie. Około tygodnia wcześniej odwiedzają groby bliskich, gdzie palą kadzidła i modlą się, zachęcając duchy przodków, aby zeszły na ziemię i towarzyszyły im w świętowaniu. Przez trzy świąteczne dni, po okresie zakupowej gorączki i przygotowań, wszystkie sklepy są już zamknięte, a ulice i skwery przyozdobione kwiatami, dekoracjami i lampionami. Ulicami przechodzą parady z tańczącym smokiem i towarzyszeniem muzyki. Nowy Rok jest jednak głównie czasem spotkań z najbliższymi, pogłębiania więzi i oddawania czci duchom przodków. Nieodłączny element świętowania stanowi rodzinna kolacja, na której nie może zabraknąć jednego z najbardziej tradycyjnych dań podawanych na tę okazję – bánh chưng (ciasta z ryżu kleistego, wieprzowiny i fasoli mung, gotowanego w bananowych liściach).

 

Wietnamka przygotowująca pyszną zupę pho na ulicznym stoisku w Hanoi

© MAGDALENA BARTCZAK

 

CAŁA PALETA SMAKÓW

Skoro mowa o kuchni, warto wspomnieć o tym, że Wietnamczycy przejawiają również poważne podejście do gotowania, które uchodzi za ważną część codziennego życia. Widać to zresztą w misternie przygotowywanych potrawach – choćby sajgonkach, czyli starannie zawijanych krokietach z papieru ryżowego z farszem z makaronu ryżowego z dodatkiem mięsa, warzyw lub krewetek, doprawionym kolendrą. W Wietnamie podaje się je nie tylko w wersji smażonej, ale też na surowo (gỏi cuốn). W tym drugim wariancie są zdrowsze i orzeźwiają w tropikalne upały. Warto zresztą dodać, że pełna smaków i kolorów kuchnia Wietnamu jest uważana za jedną z najzdrowszych na świecie. Jej dania powstają zgodnie z założeniami zbilansowanej diety, komponuje się je według reguły pięciu smaków (słodkiego, kwaśnego, gorzkiego, ostrego i słonego) oraz koncepcji yin-yang – dwóch uzupełniających się przeciwieństw. W potrawach używa się dużej ilości świeżych przypraw i ziół, takich jak kolendra, trawa cytrynowa czy mięta. Często występującymi w nich składnikami są ryż, limonka, sos rybny i sojowy.

                Wietnamską kuchnię – podobnie jak w wypadku pogody czy przyrody – cechuje różnorodność, a jej regionalne odmiany różnią się między sobą m.in. z powodu klimatu, dostępności produktów i przyswojonych tradycji. Nawet najpopularniejsze tutejsze danie – zupa pho (phở), czyli rosół z makaronem ryżowym, kawałkami wołowiny lub kurczaka, kolendrą, imbirem, sosem rybnym i limonką – ma swoje rozmaite wersje w zależności od regionu. Choć obcokrajowiec nie poczuje dużej różnicy pomiędzy nimi, to według Wietnamczyków pho smakuje zupełnie inaczej w Hanoi niż w Ho Chi Minh. Warto przy tej okazji dodać, że północna część kraju pozostaje pod wpływem chińskich tradycji kulinarnych – przyrządza się tu wiele potraw smażonych (m.in. różnych rodzajów makaronu czy pierożków bánh gối), obficie polewanych sosem sojowym. W menu południa, które czerpie inspiracje ze zwyczajów kolonialnej Francji, znajdziemy więcej ryb, warzyw i owoców morza. Z kolei kuchnia centralnego Wietnamu, wywodząca się z kręgu cesarskiego, uchodzi za najostrzejszą, a przy tym najbardziej wykwintną, kolorową i wytwornie podawaną. Do klasycznych dań należą w tym rejonie m.in. chrupiące naleśniki z ryżowego ciasta, wypełnione wieprzowiną, krewetkami i kiełkami, ozdobione bazylią, kolendrą i miętą (bánh xèo).

 

Malownicze tarasowe pola ryżowe w górzystej okolicy miejscowości Sa Pa

© TITC – WWW.VIETNAMTOURISM.COM

 

BARWNA STOLICA

Terytorium Wietnamu, które zdaje układać się w kształt litery s, przez samych mieszkańców bywa porównywane do smoka. Według legendy głowę tego stworzenia stanowi północ, a jego oko – leżące w delcie Rzeki Czerwonej Hanoi. To centrum polityczne, kulturalne i gospodarcze współczesnego kraju. Miasto jest różnorodne, pełne kontrastów, z jednej strony przywiązane do tradycji, z drugiej – otwarte na zmiany. Choć przy pierwszej wizycie ta 8-milionowa metropolia może przytłoczyć i oszołomić hałasem i energią, to trudno oprzeć się jej urokowi. Mnie od pierwszego wejrzenia zauroczyło przede wszystkim historyczne centrum, od którego zaczęłam włóczęgę po Hanoi. Stanowi ono prawdziwy żywioł: zatłoczone uliczne restauracyjki i bary sąsiadują tu z warsztatami, sklepikami i bazarami, gdzie wśród przepełnionych stoisk znajdziemy worki ryżu, mięsa, ziół, owoców i warzyw. Między nimi manewrują sprzedawcy oferujący świeże owoce, różnego rodzaju przekąski czy turystyczne pamiątki. Nad wąskimi ulicami z kolonialną architekturą królują malownicze plątaniny kabli, które są jednym z tych widoków, do jakich należy się przyzwyczaić w Wietnamie. Stanowią one równie naturalny element miejskiej tkanki jak gwar, tłok i wszechobecne skutery, nierzadko zajęte przez kilku pasażerów naraz.

Jeśli będziemy chcieli odpocząć od zgiełku, powinniśmy wybrać się do otoczonej ogrodami Świątyni Literatury (Văn Miếu), barwnego konfucjańskiego kompleksu, w którym w drugiej połowie XI w. założono pierwszy uniwersytet w całym Wietnamie. Inną wartą odwiedzenia atrakcją jest liczące ok. 700 m długości Jezioro Zwróconego Miecza (Hồ Hoàn Kiếm), usytuowane w centrum miasta. Jego nazwa pochodzi od legendy o wyłowionym z niego mieczu, dzięki któremu przyszły cesarz i założyciel dynastii, Lê Lợi (ok. 1384–1433), miał pokonać przeciwników i wyzwolić ojczyznę spod chińskiego panowania. Pewnego dnia po broń zgłosił się jednak jej prawowity właściciel, czyli… wielki żółw mieszkający w wodach jeziora. Miecz sam wrócił do zwierzęcia, a władca uznał je za opiekuńczego ducha tego miejsca i aby oddać mu cześć, kazał postawić na tutejszej wysepce Wieżę Żółwia (Tháp Rùa), która stała się symbolem pokoju oraz samego Hanoi.

Podczas pobytu w wietnamskiej stolicy nie można także przegapić innej historycznej ciekawostki, jaką jest monumentalne Mauzoleum Ho Chi Minha, działacza komunistycznego i przywódcy Demokratycznej Republiki Wietnamu, przez jednych kochanego, a przez innych nienawidzonego wujka Ho (1890–1969). Obiekt otwarto w 1975 r. w samym sercu dawnej Dzielnicy Francuskiej na placu Ba Đình. Właśnie w tym miejscu, otoczonym dziś szerokimi bulwarami, eleganckimi willami i ambasadami, Ho Chi Minh ogłosił we wrześniu 1945 r. niepodległość kraju. Mauzoleum stanowi atrakcję również dla samych Wietnamczyków, którzy chętnie je odwiedzają. Ubrani skromnie, ale odświętnie, ustawiają się w kilometrowych kolejkach do wejścia. Czekają wyciszeni i podekscytowani perspektywą ujrzenia z bliska grobu dawnego bohatera.

 

Zatoka Hạ Long od 1994 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO

© TITC – WWW.VIETNAMTOURISM.COM

 

MAGICZNA PRZYRODA

Północny Wietnam fascynuje nie tylko widocznymi na każdym kroku śladami historii, ale też wspaniałą przyrodą, którą można podziwiać m.in. w licznych parkach narodowych. Najstarszym z nich jest założony w 1986 r. Park Narodowy Cát Bà, rozciągający się na prawie całej powierzchni wyspy o tej samej nazwie. Turystów przyciąga on lasami, wodospadami, jeziorami i jaskiniami skrywającymi się w wapiennych górach. Leży w południowym rejonie malowniczej zatoki Hạ Long. Na jej dnie według legendy śpi smok, który w przeszłości miał pomagać Wietnamczykom w zmaganiach z najeźdźcami. Słynna zatoka, uważana za jeden z największych skarbów przyrodniczych Wietnamu, ma powierzchnię ponad 1,5 tys. km². W jej granicach znajduje się ok. 2 tys. skalistych wysp i wysepek. Na wizytę w okolicy warto przeznaczyć przynajmniej jeden lub dwa dni. Najlepiej zwiedzać ją podczas rejsu, który można zorganizować nawet z Hanoi – zatoka wraz z parkiem narodowym położone są mniej więcej 170 km na wschód od miasta.

Z kolei ok. 300 km na północny zachód od stolicy, tuż przy granicy z Chinami, znajduje się górzysty Park Narodowy Hoàng Liên (utworzony w 2002 r.) – jeden z moich ulubionych, a to ze względu na rześkie powietrze, soczystą zieleń i unoszące się tu melancholijne mgły. Rozciąga się on w pobliżu pasma górskiego Hoàng Liên Sơn, którego najwyższą górą (a zarazem najwyższym szczytem Wietnamu i całych Indochin) jest Fansipan (Phan Xi Păng, 3143 m n.p.m.). W okolicy leżą pola ryżu, należącego do kluczowych produktów eksportowych kraju. Malownicze tarasy ryżowe można podziwiać m.in. z zagubionej wśród deszczowych lasów górskiej miejscowości Sa Pa, cieszącej się zasłużoną popularnością wśród turystów dzięki rozpościerającym się wokół wspaniałym krajobrazom i panującemu w tym rejonie przyjemnemu, choć dość deszczowemu, klimatowi. Najlepiej wybrać się tutaj w porze suchej (która wypada od listopada do maja), aby w pełni móc cieszyć się widokiem na pobliskie tarasowe pola uprawne. Warto także zajrzeć na lokalny targ w Sa Pa – spotkamy na nim m.in. przedstawicieli górskich grup etnicznych Hmong i Dao (Yao), będących jednymi z wielu mniejszości zamieszkujących wielokulturowy Wietnam.

 

ZAPACH TROPIKÓW

Jeśli wymieniamy skarby wietnamskiej przyrody, to nie możemy nie wspomnieć o ciągnącym się przez niemal 3,5 tys. km wybrzeżu, należącym do najpiękniejszych i najdłuższych w regionie. Znajdziemy na nim wiele pięknych, złocistych plaż, choćby w okolicy portowego Đà Nẵng w środkowej części kraju (takich jak zapełnione bungalowami An Bang i Cửa Đại). Osoby chcące odpocząć od chaosu dużych miast powinny odwiedzić Mũi Né. Ta niegdyś niewielka osada rybacka w połowie lat 90. XX w. zaczęła zamieniać się w kurort turystyczny. Leży tutaj przepiękna 15-kilometrowa plaża, którą otaczają niezwykłe wydmy i laguny.

Jeżeli pojedziemy dalej na południowy zachód, dotrzemy do delty rzeki Mekong – miejsca, gdzie odnogi jednej z największych rzek świata tworzą jeziora i kanały wpadające do Morza Południowochińskiego. Oplatają one wyspy i wysepki, których mieszkańcy całe swoje życie związali z wodą. Pływające domy, szkoły, świątynie, urzędy i sklepy stoją na samym brzegu lądu lub bezpośrednio na wodzie. Transport lądowy właściwie tu nie istnieje, do większości wiosek można się dostać tylko łodzią. Okolica robi niesamowite wrażenie i stanowi jeden z najbardziej niezwykłych rejonów w Wietnamie.

Osoby mające więcej czasu mogą zajrzeć na położony ok. 80 km na południe od delty archipelag Côn Đảo. Składa się on z 16 tropikalnych wysepek (o łącznej powierzchni 75,15 km²), z których większość do dziś nie jest na stałe zamieszkana. Ponieważ utworzono tutaj w 1993 r. park narodowy, ruch turystyczny podlega kontroli. Dzięki takim warunkom archipelag zachował swój prawdziwie rajski charakter. Wydaje się, że nigdzie indziej w Wietnamie nie znajdziemy plaż, które byłyby równie czyste i jasnozłote, ani tak błękitnej wody. Na największej z wysp, Côn Sơn (51,52 km² powierzchni i ok. 4 tys. mieszkańców), działa lotnisko. Można na niej m.in. uprawiać trekking i nurkowanie. Pobliskie rafy koralowe uważa się za najpiękniejsze w kraju.

 

KRÓLEWSKE MIASTA

Na wielką atrakcyjność środkowo-południowych rejonów Wietnamu wpływają też wspaniałe miasta i miejscowości, przypominające o tym, że jego kultura jest jedną z najstarszych i najbogatszych w Azji Południowo-Wschodniej. Podczas wizyty tutaj nie wolno ominąć Huế – dawnej stolicy imperium dynastii Nguyễn (1802–1945), leżącej nad Rzeką Perfumową. Miasto dość mocno ucierpiało w trakcie wojny wietnamskiej. Jeden z zabytków, które udało się odrestaurować, stanowi Zakazane Purpurowe Miasto – otoczona potężnymi murami cytadeli dawna siedziba cesarza z rozległym kompleksem świątyń i pałaców. Warte uwagi są również położone w okolicy Huế buddyjskie grobowce cesarzy. Najłatwiej dotrzeć do nich skuterem lub łodzią.

Z kolei ok. 130 km na południowy wschód stąd znajduje się jedno z moich ulubionych azjatyckich miast, senne Hội An, uchodzące za najbardziej urokliwe w Wietnamie. W XVI–XVIII stuleciu należało do najważniejszych portów na jedwabnym szlaku, ściągającym kupców z całego świata, czemu zawdzięcza niepowtarzalny styl i atmosferę. Obce wpływy dostrzega się w nim do dziś. Między niskie budynki mieszkalne z piękną ceramiczną dachówką wciśnięte są chińskie domy zgromadzeń i świątynie, a jedną z największych atrakcji jest zabytkowy kryty Most Japoński. Nie można także zapomnieć o ważnym polskim akcencie związanym z najnowszą historią tego miejsca. W połowie lat 90. XX w. władze Hội An przedstawiły plan wyburzenia starszej jego części i wzniesienia w jej rejonie nowoczesnych bloków mieszkalnych. Do odstąpienia od tego pomysłu namówił jednak włodarzy miasta Kazimierz Kwiatkowski (1944–1997), architekt i konserwator zabytków pochodzący z Lublina, który od początku lat 80. minionego stulecia mieszkał i pracował w Wietnamie, gdzie był znany jako Kazik. Z pomocą Polaka udało się odrestaurować historyczne centrum. Dzięki temu trafiło ono w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Wdzięczna społeczność Hội An nazwała imieniem Kazimierza Kwiatkowskiego miejscowy park, a w 10. rocznicę jego śmierci postawiła mu pomnik.

Na koniec naszej podróży po Wietnamie docieramy do jego dawnej stolicy i największej metropolii – Ho Chi Minh, które do dziś wielu mieszkańców nadal nazywa Sajgonem. W tym potężnym i głośnym ośrodku żyje obecnie blisko 9 mln ludzi, a miasto wciąż się rozrasta i wystrzeliwuje w niebo ostrzami nowych drapaczy chmur. To jedna z tych metropolii, które nigdy nie zasypiają i zdają się odnajdywać równowagę w swoim gwarnym chaosie. Warto odkrywać ją powoli, a jeśli damy jej szansę, z pewnością wyczujemy przyjemną, swojską, nieco nostalgiczną atmosferę dawnego Sajgonu. Ho Chi Minh pełne jest zieleni, galerii, muzeów, targowisk, klimatycznych zaułków i placyków z kawiarniami, chyba najlepszymi w całym kraju.

                Gdybym zresztą musiała wybrać jeden zapach, którym pachnie dla mnie ten Paryż Orientu lub Perła Dalekiego Wschodu, to niewątpliwie byłaby to właśnie kawa (cà phê), kolejny obok ryżu popularny towar eksportowy Wietnamu. Jej uprawę wprowadzili tu w połowie XIX w. Francuzi i od tego czasu stała się prawdziwym skarbem narodowym. Wietnamczycy wypracowali swój niepowtarzalny sposób jej przyrządzania, który ma zarówno gorących zwolenników, jak i przeciwników. Warto samemu wyrobić sobie zdanie na ten temat. Okazji z pewnością nie zabraknie, bo Wietnam jest prawdziwym rajem dla kawoszy. Kawy można tutaj spróbować praktycznie wszędzie: od przenośnych straganów, przez budki i sklepiki, po eleganckie kafeterie i restauracje. Jednym z najlepszych do tego miejsc są kawiarnie przy placu Lam Sơn w Ho Chi Minh. Po jednej jego stronie wznosi się gmach Opery, a po drugiej – historyczny Hotel Continental Saigon. Nad okolicą góruje neoromańska Katedra Notre-Dame, ukończona w 1880 r., obok której stoi jeden z najpiękniejszych budynków w mieście, czyli Poczta Główna, zaprojektowana przez Alfreda Foulhoux. Przez chwilę można się tu poczuć jak w Paryżu, ale to tylko złudzenie. Lekki podmuch tropikalnego powietrza i widok unoszących się liści pobliskich palm przypomina nam o tym, że znajdujemy się w Wietnamie – kraju pełnym kolorów i serdecznych ludzi, stanowiącym wyjątkowo smaczną esencję Azji Południowo-Wschodniej.

 

Wydanie Wiosna 2018

Wyspy Kanaryjskie, czyli raj na ziemi

MONIKA GODAWSKA

 

<< Niedużo znajdziemy na świecie miejsc, które przyciągają turystów taką różnorodnością, jak Wyspy Kanaryjskie. Gorący hiszpański temperament, wspaniałe wulkaniczne krajobrazy, smaczna kanaryjska kuchnia, bogata historia i kultura, przyjazny klimat wiecznej wiosny oraz orzeźwiająca atlantycka bryza tworzą niepowtarzalną atmosferę tego cudownego zakątka. Każda z tutejszych wysp jest wyjątkowa, niepodobna do innych i ma wiele do zaoferowania. Dlatego z pewnością nie można uznać za przesadę stwierdzenia, że próżno szukać na świecie człowieka, który mógłby się tu nudzić. >>

Administracyjnie archipelag Wysp Kanaryjskich podlega Hiszpanii. Leży na Oceanie Atlantyckim niedaleko północno-zachodniego wybrzeża Afryki i należy do niego siedem głównych wysp: Teneryfa, Fuerteventura, Gran Canaria, Lanzarote, El Hierro, La Palma i La Gomera. Wszystkie z nich powstały w wyniku aktywności wulkanicznej i charakteryzują się górzystym krajobrazem. Ten zakątek świata przed kolonizacją zamieszkiwali Guanczowie, lud spokrewniony z Berberami

Więcej…

12 najlepszych miejsc na świecie do uprawiania kitesurfingu

Wietnam

Victor Borsuk na Morzu Południowochińskim u wybrzeży Phan Rang w Wietnamie

© WWW.VICTORBORSUK.COM

 

VICTOR BORSUK

www.victorborsuk.com

 

 Dzięki rozbudowanej ofercie rozmaitych linii lotniczych sporty wodne można uprawiać praktycznie cały rok. Dotyczy to również kitesurfingu, który cieszy się dużą popularnością wśród Polaków, mimo iż u nas odpowiednie warunki klimatyczne panują jedynie przez kilka wiosennych i letnich miesięcy. Dla wielu naszych rodaków ślizganie się po falach na desce z latawcem stało się prawdziwą pasją, a kto raz połknie bakcyla, ten zawsze będzie śnił o tych wspaniałych miejscach na ziemi, gdzie natura sama stworzyła wymarzone warunki do wykonywania widowiskowych akrobacji na wodzie.

 

Jednym z najważniejszych czynników w kitesurfingu jest moc wiatru. Powiewy do 9 węzłów są zbyt słabe do uprawiania tego sportu. Wiatr o prędkości od 9 do 15 węzłów będzie dobry dla osób początkujących i tych wszystkich, którzy lubią czuć się bezpiecznie na wodzie i stabilnie poruszać latawcem. W takich warunkach ryzyko nieprzewidzianych sytuacji bywa raczej niskie. Prędkość 15–28 węzłów idealnie nadaje się dla średnio zaawansowanych kitesurferów. Można przy niej próbować wysokich skoków i porządnych ewolucji. Wiatr o prędkości powyżej 28 węzłów jest już bardzo silny. Czasem zrywa dachówki, łamie gałęzie i wieje piaskiem w oczy. Poradzą z nim sobie tylko doświadczeni kitesurferzy, którzy mierzą się w tej sytuacji z siłami natury.

Przy wyborze 12 najlepszych miejsc na świecie do uprawiania kitesurfingu kierowałem się głównie statystyczną ilością i siłą wiatru oraz warunkami panującymi na wodzie. Pod uwagę brałem także wygląd okolicy i możliwości spędzania czasu nie poświęconego na ewolucje na desce.

 

1

Guajiru

Brazylia

 

To jedno z najwietrzniejszych miejsc na świecie. W brazylijskim stanie Ceará, w którym leży wioska Guajiru, wieje od czerwca do końca grudnia codziennie. Wiatr osiąga prędkość od 18 do 30 węzłów. Znajdują się tu liczne laguny z płaską taflą, na których możemy bez obaw próbować wszystkiego, o czym marzymy. Woda jest bardzo ciepła (ma mniej więcej taką temperaturę jak powietrze), więc wystarczą tylko krótkie spodenki i kostium kąpielowy. Nie wolno zapomnieć o użyciu kremu do opalania (aplikację warto powtórzyć kilka razy w ciągu dnia) i zaopatrzeniu się w wodę do picia.

 

2

Phan Rang

Wietnam

 

Okolica miasta Phan Rang (Phan Rang-Tháp Chàm) jest jeszcze mało popularna wśród amatorów akrobacji na desce z latawcem. Działa w niej zaledwie kilka szkół kitesurfingu. Miejsce to odkrył mój przyjaciel mieszkający w Wietnamie i właśnie tutaj zabieram widzów w podróż w czasie najnowszego filmu realizowanego przez Virgin Mobile W pogoni za wiatrem. Od listopada do lutego prędkość wiatru wiejącego na wybrzeżu wynosi 18–35 węzłów. Woda jest przezroczysta i jak okiem sięgnąć zupełnie płaska. Dopiero w odległości mniej więcej 800–1000 m od brzegu pojawia się rafa koralowa, która stanowi granicę dla pięknych równych fal, na których można uprawiać kitesurfing. Powietrze nagrzewa się zazwyczaj do ok. 30°C, ale silny wiatr powoduje, że w ciągu dnia i nocy nie odczuwa się upału. Dlatego do torby podróżnej warto zapakować klapki, krótkie spodenki i przewiewną koszulkę. Muszę przyznać, że to jedno z moich ulubionych miejsc na ziemi. Właśnie tu zorganizowałem w minionym roku imprezę sylwestrową i przywitaliśmy nowy, 2018 r.

 

3

Woodman Point

Australia

 

Gdy miałem 18 lat, spędziłem w tym rejonie pół roku. Zaraz po maturze kupiłem bilet i poleciałem sprawdzić, jak wygląda to legendarne dla kitesurferów miejsce w Australii Zachodniej. Przed wyjazdem oglądałem filmy o nim i bardzo dużo czytałem. Uczciwie mogę przyznać, że długo marzyłem, aby tutaj przyjechać, a ponieważ była to daleka wyprawa, postanowiłem zatrzymać się w okolicy aż na pół roku. Mając zaledwie parę groszy przy duszy i głowę pełną nadziei, wyruszyłem w podróż. Na miejscu okazało się, że wszystko wygląda dokładnie tak, jak to sobie wyobrażałem. Zastałem ogromne przestrzenie z płaską wodą i wiatr o prędkości 18–25 węzłów wiejący codziennie od godz. 14.00. Dlaczego właśnie o tej porze? Bo w tym rejonie występuje przede wszystkim wiatr termiczny zwany tu sea breeze (bryzą). Żadna prognoza nie podaje odpowiedniej siły wiatru, gdyż nie bierze pod uwagę różnicy temperatury między zimną wodą a bardzo mocno nagrzanym lądem. Oczywiście, poza tym, że był to jeden z najciekawszych okresów w moim życiu, odczuwałem również stres związany z występowaniem przy brzegu wielu rekinów i strach przed wywracaniem się na dużej głębokości. Jednak statystyki działały na moją korzyść, a kilka ataków na ludzi zdarzających się w ciągu roku w całej Australii nie mogło mnie wystraszyć na tyle mocno, żebym zrezygnował z ukochanego sportu. Zatem jeżeli ktoś nie boi się opowieści o rekinach i chłodnej (orzeźwiającej!) oceanicznej wodzie, cypel Woodman Point koło miasta Perth jest dla niego bez wątpienia jednym z miejsc do zaliczenia.

 

4

Prasonisi, Rodos

Grecja

 

Żywienie się konserwami i zupkami chińskimi oraz spanie na łonie przyrody – tak właśnie spędzałem wakacje jako nastolatek, aby zamknąć cały dwutygodniowy wyjazd w kwocie 1,2 tys. złotych i móc pływać przez 6–8 godzin dziennie. Półwysep Prasonisi na wyspie Rodos to jedna z najlepszych okolic do uprawiania kitesurfingu na świecie. Idealne miejsce dla amatorów tego sportu znajduje się między dwoma wzgórzami, które codziennie się nagrzewają, co sprawia, że powstaje schodzący z nich wiatr termiczny. Wzniesienia łączy piaszczysty wał, dzięki czemu tworzy się tu tzw. efekt Venturiego (wiatr przyspiesza w przewężeniu). Ze względu na te czynniki przez pół roku codziennie wieje w tym rejonie równy, ciepły i silny wiatr. Woda z jednej strony wału jest płaska jak stół, z drugiej powstają duże fale. Każdy ma inne wspomnienia z okresu nastoletniego, ja swoje pierwsze kroki w stronę dorosłości stawiałem właśnie na wyspie Rodos.

 

5

Mierzeja Helska

Polska

 

W tym przypadku moja ocena będzie siłą rzeczy bardziej subiektywna. Jest całkiem prawdopodobne, że wpływają na nią wspomnienia z 22 lat, przez które przyjeżdżałem na Hel, ale uważam tę część Polski za jedno z najlepszych miejsc, aby rozpocząć przygodę z kitesurfingiem. Przede wszystkim od strony Zatoki Puckiej mamy tutaj prawie 1 km płaskiej i płytkiej wody oraz rozległe przestrzenie. Nie bez znaczenia pozostaje też towarzystwo niesamowitych ludzi, których łączy zamiłowanie do sportów wodnych. Ja kocham to miejsce i nie wyobrażam sobie innej okolicy na spędzenie lata. Właśnie tu moje życie zaczęło nabierać obecnego kształtu. Na początku uczyłem się na Helu pływać, teraz prowadzę obozy dla dzieci od 9 do 18 lat i organizuję wyjazdy integracyjno-motywacyjne dla firm. Staram się zainspirować wszystkich swoją pasją.

 

6

Boracay

Filipiny

 

Filipińska wysepka Boracay kojarzy się z wysmukłymi palmami opadającymi do morza, błękitną wodą i białym piaskiem. To miejsce ma jednak także duszę. W ciągu dnia wszyscy żyją tutaj kitesurfingiem, a wieczorem zaczyna kwitnąć życie nocne. Wówczas każdy poddaje się magii, która otacza tę wyspę. Nie przez przypadek mówi się na niej: what happens on Boracay, stays in Boracay („co wydarzyło się na Boracay, zostaje na Boracay”). Uważam ten rejon Filipin za jeden z moich najbardziej ulubionych zakątków na świecie.

 

polska1

Victor Borsuk na Helu, gdzie często zapoznaje innych z kitesurfingiem

© WWW.VICTORBORSUK.COM

 

7

Auckland i Northland

Nowa Zelandia

 

Północna część nowozelandzkiej Wyspy Północnej (regiony: Auckland i Northland) należy do najpiękniejszych miejsc na ziemi, w których do tej pory byłem. Wzdłuż wschodniego i zachodniego wybrzeża znajduje się wiele zupełnie dzikich okolic do uprawiania kitesurfingu. W wodzie można dostrzec wieloryby, a na lądzie spotkać ptaki kiwi i tyle owiec, że trzeba by liczyć je do snu do końca życia. Przyleciałem do tego kraju w odwiedziny do swojego bardzo dobrego kolegi, który pływanie na desce z latawcem traktuje jako pasję, a żyje z koncertów (występuje jako gitarzysta i wokalista). Ten niesamowity człowiek zabrał mnie w podróż po północnej Nowej Zelandii. Swoją wizytę w tych stronach zacząłem od Auckland, czyli największego miasta w kraju (ponad półtoramilionowego). Wynająłem w nim auto i pojechałem do nadmorskiego kurortu Paihia, gdzie poza sezonem żyje ok. 2 tys. osób, a latem przebywa prawie 30 tys. ludzi. W tym mieście mieszka na co dzień mój kolega Robin, tu codziennie gra w golfa czy tenisa i wieczorami występuje na koncertach w knajpach na wodzie. Utrzymuje się też z lokalnej turystyki. W kurorcie warto zatrzymać się na dwa dni, jednak najbliższe miejsca do uprawiania kitesurfingu oddalone są stąd przynajmniej o 20 min. jazdy na północ. W takiej odległości znajdował się nasz secret spot, położony między dwoma wzgórzami na terenie należącym do znajomych mojego kolegi. Była to rewelacyjna okolica. Wiatr wiał do brzegu, a na wodzie nie spotkaliśmy nikogo. Dzień później wybraliśmy się bardziej na północ na plażę, po której można jeździć autem (Ninety Mile Beach). Tutaj również spędziliśmy czas na falach. Pływaliśmy, ścigając się z samochodami. W Nowej Zelandii przebywałem tydzień, z czego przez cztery dni nie wiało. Cisza, spokój i piękne widoki rekompensowały jednak brak wiatru. Jeżeli moim głównym celem wyjazdów nie byłby kitesurfing, ale podróż w głąb siebie i obcowanie z naturą, ponownie wybrałbym się do Nowej Zelandii.

 

8

Maui

Hawaje, USA

 

Maui powinien odwiedzić każdy, niezależnie od tego, czy uprawia jakiekolwiek sporty wodne, czy podróżuje w celach czysto turystycznych. Ta wulkaniczna wyspa przekracza wszelkie wyobrażenia. Zacznę od tego, co najbardziej mnie zaskoczyło. Po wylądowaniu w mieście Kahului wychodzimy na lotnisko, gdzie wita nas od razu parne, gorące powietrze (nie ma czekających kobiet z kwiatami na szyi), więc od samego początku czujemy, że znaleźliśmy się w miejscu naprawdę egzotycznym. Całą wyspę można objechać w zaledwie 4 godz., ale każda jej część zdumiewa innym mikroklimatem. Po jednej stronie lądu codziennie pada (czasem 15 min., innym razem cały dzień), między lasami bambusowymi wyrastają palmy, wzgórza i skały pokrywa zieleń, a po drugiej opady są rzadkie i pola golfowe muszą być sztucznie nawadniane. Wzdłuż północnego wybrzeża leżą najsłynniejsze miejsca dla amatorów ewolucji na desce z latawcem, takie jak Ho’okipa, Kite Beach, Haiku itd. Tu zobaczymy nie tylko kitesurferów, ale przede wszystkim najlepszych sportowców na świecie startujących w zawodach surfingowych i windsurfingowych. Widoki przypominają kadry z okładek magazynów sportowych. W okolicy codziennie wieje, jest ciepło i egzotycznie, ale spoty są tak małe, że aż trudno uwierzyć. Wszyscy żyją tutaj powoli, to prawdziwi surferzy. Niestety, muszę zmartwić osoby, które jeszcze nie miały styczności ze sportami wodnymi. Maui nie nadaje się dla stawiających swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie. Warunki są w tym rejonie bardzo wymagające, powiedziałbym nawet, że bywa niebezpiecznie. W wodzie łatwo zorientować się, iż znajdujemy się na Pacyfiku i nie należy lekceważyć jego siły, bo skończy się to tragicznie. Jeżeli ktoś chce sprawdzić się w tym miejscu, musi zdobyć doświadczenie. Dlatego polecam zacząć od Polski, potem warto wybrać się za granicę, polecieć do Brazylii i na spokojnie zmierzyć się z falami o wysokości 1–3 m, a na koniec dopiero można udać się na Hawaje.

 

9

Bintan

Indonezja

 

Wyspa Bintan leży w odległości zaledwie godziny rejsu promem od Singapuru (w archipelagu Riau). Kiedyś planowałem dotrzeć na nią na Puchar Azji (Kiteboard Tour Asia – KTA), ale termin wydarzenia kolidował z moim wcześniej zorganizowanym wyjazdem do Wenezueli. To jedno z najbardziej niezwykłych miejsc na ziemi. Ze względu na bliskość Singapuru jakość i ceny tutejszych hoteli przekraczają wszelkie wyobrażenia, ale my nocowaliśmy w domkach na palach, do których dochodziło się 200-metrowym drewnianym mostem. Jego deski wyglądały, jakby miały się zaraz złamać. Obiekt nazywał się Bintan Laguna Restaurant & Resort. Pobyt kosztował nas zaledwie 20 dolarów amerykańskich za noc (ze śniadaniem)! Na śniadanie podawano makaron z jajkiem, ale serwowano go na stole ustawionym nad wodą, co tworzyło niesamowitą atmosferę. W pokojach nie było okien z szybami, tylko otwory. Do środka wpadała przez nie bryza i ciepłe powietrze. Spędzanie dnia i nocy w tym miejscu stanowiło czystą przyjemność. Zaledwie 10 min. skuterem od obiektu znajduje się Bintan Agro Beach Resort, w którym mój kolega z Singapuru ma szkołę kitesurfingu. Okolica idealnie nadaje się na rozpoczęcie przygody z tym sportem, ponieważ woda jest tu płytka na obszarze rozciągającym się od brzegu do prawie 200 m w głąb morza. Ze względu jednak na bliskość równika kitesurferzy są zależni od pływów. Czasem w odległości 50 m od lądu fale odsłaniają suche dno. Ja na wyspie Bintan zupełnie się wyciszyłem. Nie ma na niej alkoholu (poza wytwarzanym przez mieszkańców winem ryżowym), auto można zobaczyć raz na godzinę, wszędzie panuje błoga cisza i spokój. Warto spędzić tutaj trochę czasu, aby porządnie wypocząć.

 

Cabarete 002

Klimatyczne Cabarete to popularne miejsce profesjonalnych zawodów w kitesurfingu

© MINISTERIO DE TURISMO DE REPÚBLICA DOMINICANA

 

10

Cabarete

Dominikana

 

Miasteczko Cabarete w Republice Dominikańskiej uchodzi za jedno z najbardziej znanych miejsc do uprawiania kitesurfingu na świecie. Szaleństwo na falach przy odpowiednim wietrze i w promieniach gorącego tropikalnego słońca można tu połączyć z wieczornymi imprezami na plaży. Sama okolica nie jest zbyt dobra do rozpoczęcia nauki, to raczej rejon dla zaawansowanych. Miejscowi wykonują naprawdę niesamowite ewolucje na desce. Odkąd zobaczyłem pierwszy film z zawodów Pucharu Świata w kitesurfingu w Dominikanie, marzyłem o tym, żeby kiedyś do niej pojechać. Czekały na mnie smukłe palmy, biały piasek na plaży i błękitna woda. Kitesurferzy reprezentowali najwyższy światowy poziom. Moje wyobrażenia o tym miejscu okazały się całkowicie zgodne z rzeczywistością. Jeżeli ktoś nauczył się podstaw kitesurfingu i opanował halsowanie, powinien chociaż raz w życiu odwiedzić ten kraj. Atmosfera Karaibów łączy się tutaj z surferskim duchem rywalizacji na wysokim poziomie. Nie brakuje też rumu, ale warto mieć świadomość, że w Republice Dominikańskiej wypoczywa mnóstwo turystów, więc nie należy liczyć na ciszę i spokój umilające pobyt w Indonezji.

 

Renę Egli Airview

Przepiękna plaża Sotavento na Fuerteventurze, mekka kitesurferów z całego świata

© RENÉ EGLI

 

11

Fuerteventura

Hiszpania

 

Niewątpliwą zaletę Fuerteventury (jednej z Wysp Kanaryjskich) stanowi fakt, że można na nią dość szybko dotrzeć za niewielkie pieniądze. Tanie linie lotnicze często oferują bilety od 200 zł w górę w obie strony i czasem aż trudno uwierzyć, jak małe są koszty dostania się z kontynentalnej Europy na archipelag położony nieopodal północno-zachodnich wybrzeży Afryki. Ja trafiłem tu po raz pierwszy 10 lat temu, kiedy startowałem w Pucharze Świata na Playa Barca i Sotavento (Fuerteventura Windsurfing & Kitesurfing World Cup). To właśnie jedno z tych miejsc, które można obejrzeć na filmach z najlepszymi kite- i windsurferami na świecie. Sama wyspa nie jest zbyt bogata w szatę roślinną, w jej krajobrazie dominują skały i piach, jednak należy do bardzo wietrznych rejonów. Najmocniej zaskakują tutaj tłumy ludzi kochających sporty wodne. Zjeżdżają oni głównie do południowo-wschodniej części Fuerteventury. Wzdłuż plaży Sotavento przy odpowiednim poziomie wody powstaje olbrzymia laguna (płytki akwen z płaską taflą) o długości ponad 4 km i szerokości powyżej 200 m, na której można zacząć swoją przygodę z kitesurfingiem. Jeżeli ktoś nie ma czasu na dalekie podróże, a liczy na słońce i dobry wiatr podczas wyjazdu, to bardzo mu polecam właśnie tę sympatyczną kanaryjską wyspę.

 

12

Sardynia

Włochy

 

Włoska Sardynia to wspaniałe miejsce, które potrafi zaskoczyć na każdym kroku. Jest pełna tajemnic i ma bogatą historię. Niektóre okolice bywają tutaj bardzo surowe, ale napotkamy też zakątki jak z bajki. Na wyspie, podobnie jak w wielu rejonach południowej Europy, obowiązuje sjesta – w tym czasie często nie działają sklepy ani restauracje. Morze Śródziemne wokół Sardynii przybiera kolor błękitny, a piasek na plażach jest biały. Aż chce się wskoczyć do wody. Ja nie miałem zbyt dużo szczęścia do dobrego wiatru podczas swoich odwiedzin na tej malowniczej wyspie. Udawało mi się popływać dwa lub trzy dni w ciągu trwającego tydzień wyjazdu, ale nie jest to tak naprawdę nic niezwykłego, bo i w popularnym wśród kitesurferów Egipcie zdarzają się podobne okresy bez odpowiednich podmuchów. Uważam, że naprawdę warto zawitać na Sardynię. Istnieje na niej wiele świetnych centrów kite- i windsurfingu, a okoliczne wody słyną z wymarzonych wręcz warunków do uprawiania tych sportów. Ja korzystałem z usług profesjonalnej polskiej bazy SKYHIGH znajdującej się w Porto Botte, miejscowości położonej na południowo-zachodnim wybrzeżu, niedaleko czarującej wysepki Sant’Antioco. Chętnie odwiedzę gościnną Sardynię ponownie, żeby spróbować szczęścia w łapaniu wiatru. Poza tym potrawy lokalnej kuchni są przepyszne, miasteczka wyglądają niezmiernie urokliwie, a sami Sardyńczycy to wyjątkowi ludzie, jakby z innego świata.