MARIUSZ KAPCZYŃSKI
redaktor naczelny portalu Vinisfera.pl

 

<< Wielu Polaków podkreśla, że na Węgrzech czuje się bardzo dobrze i swojsko. Lubią w tym kraju wypoczywać, zwiedzać jego zabytki i raczyć się przysmakami tutejszej kuchni. Ojczyzna naszych bratanków kojarzy się im z papryką, gulaszem, salami, palinką, czardaszem, basenami termalnymi oraz… znakomitym winem. To właśnie ten szlachetny trunek posłuży nam tym razem za przewodnika. >>

Z roku na rok enoturystyka, tak w Europie, jak i na świecie, zdobywa sobie coraz więcej oddanych wielbicieli. Do najpopularniejszych kierunków należą rejony, w których tradycje winiarskie posiadają długą historię. Trudno się temu dziwić, ponieważ miłośnicy wina interesują się zarówno paletą jego smaków i aromatów, jak i procesami, które doprowadziły do wykształcenia się konkretnej kompozycji, a te trwają często wiele lat. Węgry stanowią idealne pole do takich poszukiwań.
Chciałbym przedstawić Państwu kilka najciekawszych węgierskich obszarów uprawy winnych krzewów. Mam nadzieję, że ten krótki opis zachęci Was, Drodzy Czytelnicy magazynu All Inclusive, do wizyty w gościnnym kraju Madziarów.

 

KRÓL WIN TOKAJ
Region winiarski Pogórza Tokajskiego (Tokaj-hegyaljai borvidék), znany Polakom i chętnie przez nich odwiedzany, uwodzi spokojem, łagodnym krajobrazem oraz – oczywiście – słynnymi na cały świat białymi winami. Wśród odmian wiedzie w nim prym furmint, a oprócz niego popularnością cieszą się też hárslevelű, sárga muskotály czy zéta. Wyjątkowe położenie w otoczeniu Gór Zemplińskich (Zempléni-hegység) i dwóch rzek – Bodrogu i Cisy oraz panujący tu mikroklimat sprawia, że w lokalnych winnicach rozwija się szlachetna pleśń – grzyb Botrytis cinerea. To dzięki niej winogrona lekko podsychają i zamykają pod skórką słodki aromatyczny miąższ, który staje się bazą do produkcji znakomitego gatunku aszú. Wino to na przestrzeni wieków doceniali europejscy władcy. Słynne stały się słowa króla Francji Ludwika XIV (1638–1715) na jego temat: vinum regum, rex vinorum („wino królów, król win”). Sentencję tę do dziś umieszcza się na etykietach butelek. Warto przekonać się osobiście o jakości tutejszych trunków i urządzić sobie wycieczkę po winnicach. Najlepiej przyjechać na którąś z miejscowych imprez, np. Tokaj-hegyaljai Szüreti Napok – Dni Winobrania Pogórza Tokajskiego, organizowane już po zbiorach jesienią (w tym roku w dniach od 2 do 4 października), albo festiwal Bor, mámor… Bénye w Erdőbénye, odbywający się w połowie sierpnia (najbliższa jego edycja od 13 do 16 sierpnia 2015 r.). Urozmaicają je degustacje, spotkania z winiarzami, warsztaty i bogaty program kulinarny.

FOT. TOKAJ.COM

Tereny słynnej winnicy Tokaj-Hétszőlő


     Można także zwiedzać winnice samodzielnie (po wcześniejszym zapowiedzeniu się). Warto zajrzeć m.in. do nowoczesnego producenta Disznókő. Budynki na jego plantacji winorośli zaprojektował znany węgierski architekt Dezső Ekler (ur. w 1953 r.). Z pobliskiego wzniesienia rozciąga się panorama całej malowniczej okolicy. Disznókő zaprasza również do otwartych piwnic i restauracji. Smakoszom w tym regionie polecam poza tym złożyć wizytę w miejscowości Tolcsva. Przy ulicy Lajosa Kossutha 14 (Kossuth Lajos utca 14), osiadły na Pogórzu Tokajskim Francuz Pascal Leeman prowadzi tutaj kameralną knajpkę Ős Kaján z wyśmienitym, a zarazem niebanalnym menu. Dla chętnych przygotowano też przytulne pokoje gościnne.

 

W STOLICY REGIONU I WOKÓŁ NIEJ
W tej części Węgier trzeba koniecznie odwiedzić zarówno takie klasyczne już winnice jak Patricius Borház, Château Dereszla, Füleky Pincészet Tokaj, Gróf Degenfeld Szőlőbirtok czy Sauska Tokaj, jak i te niewielkie, mniej popularne, a w nich porozmawiać z winiarzami, spróbować z nimi wina, poczuć chłód piwnic wykutych w tufowej skale i zobaczyć pokrywającą ściany niezwykłą, gęstą czarną pleśń (grzyb Cladosporium cellare). Ja zainteresowanym rekomenduję np. Sajgó Pincészet we wspomnianej wsi Tolcsva.
     Turyści najczęściej jako bazę wypadową do wypraw po okolicy wybierają 5-tysięczne miasteczko Tokaj. Dziś życie toczy się w nim dość wolno i spokojnie, ale kiedyś stanowiło ono wyraziste i prężnie rozwijające się centrum regionu (obecnie nadal uchodzi za jego stolicę) – to tu mieli swoje składy kupcy, stąd rzekami transportowano wino. Spacer po uroczych tokajskich uliczkach wśród sklepików z pamiątkami to sama przyjemność. Obowiązkowym punktem na liście turystycznych atrakcji są XV-wieczne Piwnice Rakoczego (Rákóczi Pince), największe w rejonie (ich korytarze mają razem 1,5 km), należące w przeszłości do królów i książąt węgierskich. Łatwo je znaleźć, bo stoi przed nimi charakterystyczny pomnik Bachusa z fontanną. Niedaleko placu Kossutha (Kossuth tér), przy ulicy Gábora Bethlena 7 (Bethlen Gábor utca 7), w dawnym domu greckich handlarzy winem, działa obecnie Muzeum Tokajskie (Tokaji Múzeum). Nie jest ono zbyt nowoczesne, ale zebrano w nim m.in. narzędzia winiarskie, dokumenty i wszelkie archiwa dotyczące tokajskiego trunku. Trzeba jednak pamiętać, że oprócz Tokaju ta część kraju ma do zaoferowania znacznie więcej. Winiarnie w miejscowościach Mád, Tarcal, Sárospatak czy Tolcsva to prawdziwy raj dla miłośników enoturystyki.

 

NA WULKANICZNYCH ZBOCZACH SOMLÓ
Somló to najmniejszy węgierski region winiarski, jednocześnie zupełnie unikatowy. Pośrodku płaskowyżu wznosi się tu nagle wulkaniczna góra, której zbocza porastają krzewy winorośli, nadające niesamowitego uroku krajobrazowi. Miejsce to nie jest popularne pod względem turystycznym, właściwie trafiają do niego przede wszystkim pasjonaci, lubiący odwiedzać małe winnice i próbować lokalnych niezwykłych wyrobów. W tej okolicy powstają głównie wina białe, w czterech najważniejszych odmianach: olaszrizling, furmint, hárslevelű oraz lokalnym juhfark. Cechują je wyjątkowe mineralne aromaty. Legenda głosi, że królowie cenili sobie tutejsze trunki, bo ich picie zapewniało im potomka płci męskiej.

  FOT. SOMLÓÉRT NONPROFIT KFT.

Najwyżej usytuowane winnice w Somló


     Spokojny region Somló nie posiada bogatej infrastruktury turystycznej. Do jednych z jego największych wytwórców należy firma Tornai, prowadząca również hotel i restaurację. Także inni winiarze oferują przyjezdnym pokoje lub domy gościnne (m.in. Fazekas Borpince, Spiegelberg Borpince lub Kolonics Pincészet). Odpoczynek w takim sielskim otoczeniu każdemu pozwoli odetchnąć od codziennych spraw.
     Pod koniec lipca 2012 r. w Somlóvásárhely, po południowej stronie wzgórza Somló, w połowie drogi na szczyt, otwarto mały sklep winiarski Somlói Borok Boltja posiadający szeroki wybór regionalnych produktów (ponad 150 rodzajów!). Zamówimy w nim też wino na kieliszki i zjemy posiłek. Dla klientów udostępniono także parking. Przedsięwzięcie to zasługuje na uwagę dlatego, że jest to bodaj jedyne miejsce w Somló, gdzie można kupić trunki z małych, niemal niedostępnych winiarni. Jego właścicielka Éva Cartwright przygotowuje dla chętnych specjalną degustację win, kontaktuje ich z winiarzami, a nawet pomaga znaleźć nocleg. Z tarasu sklepowego rozpościera się natomiast wspaniały widok na winnice.
     Zaciszne Somló ma swój niepowtarzalny, magnetyczny urok. Warto zatrzymać się tutaj choć na chwilę. Ja sam staram się to robić co najmniej raz w roku.

 

SMAK „EGERSKIEJ BYCZEJ KRWI”
Kolejny ważny punkt na winiarskiej mapie Węgier stanowi 55-tysięczne miasto Eger. Za najważniejszy  gatunek czerwonego wina uchodzi tu – oczywiście – egri bikavér („egerska bycza krew”), choć miejscowi winiarze od kilku lat intensywnie promują również jego biały odpowiednik – egri csillag („egerska gwiazda”, „gwiazda Egeru”). Dekady temu zalewające polski rynek tanie wersje „egerskiej byczej krwi” – niestety – mocno nadszarpnęły reputację tego trunku w oczach Polaków. Aby przekonać się, jak krzywdząca była ta opinia, trzeba wstąpić do kilku dobrych węgierskich winiarni.
     Większość turystów po przyjechaniu do miasta trafia do Szépasszony-völgy, czyli Doliny Pięknej Pani, gdzie znajdują się liczne piwnice z winem i gospody, a na każdym kroku usłyszymy cygańską muzykę na żywo. To tutaj ściągają największe tłumy, dlatego w poszukiwaniu bardziej autentycznych doznań lepiej chyba udać się gdzie indziej, np. odwiedzić Józsefa Simona, prawdziwego winiarza-sybarytę. Degustacje w jego piwnicach są już legendarne i potrafią trwać naprawdę długo: najpierw gospodarz zaprasza na próbowanie trunków prosto z beczek, a później donosi gościom nowe roczniki i butelki z eksperymentalnymi kompozycjami. Z kolei w Egerszalók (niedaleko Egeru) warto wstąpić do nowoczesnego i zadbanego lokalu przedsiębiorstwa St. Andrea Szőlőbirtok és Pincészet, gdzie spotkamy sympatycznego enologa Györgyego Lőrincza. Rozmowa z nim pozwala naprawdę pogłębić wiedzę o egerskim winiarstwie. Na trasie enoturysty nie powinno też zabraknąć Bolyki Pincészet és Szőlőbirtok. Wykuta w litej skale winiarnia święci w ostatnich latach prawdziwe tryumfy. Wielkie wrażenie robią w niej zwłaszcza dwa potężne skalne bloki, które kilka lat temu oderwały się od ścian wzgórza i zniszczyły zbiorniki z winem. Poza tym polecam odwiedzić także piwnice Vilmosa Thummerera, Lajosa Gála, Tibora Gála czy te należące do Demeter Pincészet.
     Najważniejszą imprezą winiarską w regionie jest odbywające się w pierwszej połowie lipca Święto Egerskiej Byczej Krwi (Egri Bikavér Ünnep). Festiwal organizowany zazwyczaj na głównym placu miasta – placu Istvána Dobó (Dobó István tér) ze względu na ładniejsze otoczenie i większą powierzchnię terenu został ostatnio przeniesiony do Ogrodu Arcybiskupiego (Érsekkert). Trwa on cztery dni, wypełnione degustacjami wina i specjałów lokalnej kuchni oraz koncertami, a wszystko to w fantastycznej wręcz atmosferze. Jego najbliższa edycja odbędzie się w dniach 9–12 lipca 2015 r.
     Sam niezmiernie zabytkowy Eger stanowi niemałą atrakcję dla turystów. Blisko wspomnianego placu Istvána Dobó znajdują się XIII-wieczny Zamek Egerski (Egri vár), piękny barokowy Kościół Minorytów czy neoklasycystyczna Bazylika. Wzrok przyciąga też smukły minaret – pozostałość po dawnym meczecie. Mierzy on 40 m, a na jego szczyt prowadzi 97 stopni. To najdalej na północ wysunięta budowla świadcząca o dominacji tureckiej na tych ziemiach w XVI i XVII w. Nie wolno zapomnieć, że Eger i jego okolice są znane z kąpielisk termalnych. Podczas wizyty w nich można się wspaniale zrelaksować w basenach z wodą o temperaturze ok. 40°C. Pierwsze termy zbudowali tu właśnie Turcy. Kiedy po degustacjach i zwiedzaniu poczujecie się głodni, zajrzyjcie do, moim zdaniem, najlepszej restauracji w mieście Macok Bisztró-Borbár. Za jej prawdziwe atuty uważam sezonowe menu, staranną selekcję win i świetną obsługę. Obok funkcjonuje także dobry hotel – Imola Hotel Udvarház.  

 

BADACSONY NAD WIELKIM JEZIOREM
W krajobrazie północnego brzegu jeziora Balaton (zbiornik ma 77 km długości i maksymalnie 14 km szerokości, żeby go objechać na rowerze, trzeba pokonać 195-kilometrową trasę) odznacza się charakterystyczna sylwetka powulkanicznej góry Badacsony z płaskim szczytem. Na jej bazaltowych zboczach krzewy winorośli rosną znakomicie, a miejscowe wina cechuje subtelny, mineralny smak. Nad Balatonem uprawia się przede wszystkim odmiany białe: olaszrizling, rajnai rizling, pinot gris (szürkebarát) czy typowo lokalną kéknyelű. W produktach tutejszych wytwórców można niemal przebierać, więc nawet spontaniczne wycieczki po tym rejonie zakończą się sukcesem. Jeśli jednak miałbym coś doradzić, to mój wybór padłby na winiarnię (i restaurację) bodaj najbardziej znanego w regionie winiarza Huby Szeremleya, prawdziwej legendy w swojej dziedzinie, jak również Villę Tolnay Szwajcara Philippa Osera i plantację Józsefa Laposy z Laposa Birtok.

FOT. MIDITOURIST/WWW.MIDITOURIST.HU

Widok na płaską górę Badacsony z miasteczka Badacsonytomaj


     Nad jeziorem nie brakuje małych restauracji i gospód oferujących wyjątkowe kulinarne doznania. Z myślą o turystach powstały tutejsze przystanie jachtowe, promenady, szlaki wycieczkowe i winiarskie. Wielbiciele pięknych krajobrazów powinni wejść na górę Badacsony (437,4 m n.p.m.). Na jej szczycie stoi wysoka na 18 m drewniana wieża, z której znakomicie widać całą okolicę. Rodziny z dziećmi będą się wyśmienicie bawić w parku wodnym Napfény Strand w Balatonlelle. Miłośnikom sielskich klimatów spodoba się półwysep Tihany z bajkową wioską o tej samej nazwie. Kilka kilometrów na zachód od wzgórza Badacsony leży inna, równie malownicza osada Szigliget, w której zwiedzimy piwnice oraz XIX-wieczny pałac słynnego węgierskiego rodu Esterházych (Eszterházych).
     Na spacer miejskimi uliczkami najlepiej udać się do urokliwej stolicy regionu 60-tysięcznego Veszprém lub 20-tysięcznego Keszthely słynącego z imponującego barokowego Pałacu Festeticsów. Kuracjusze tłumnie zjeżdżają natomiast do uzdrowiska Hévíz nad olbrzymie (ok. 4,4 ha powierzchni) ciepłe jezioro, którego wody mają właściwości lecznicze i osiągają temperaturę od 24°C zimą do 38°C latem.
     Turystów i miejscowych przyciągają w te strony również coroczne festyny winiarskie, chociażby organizowane w sierpniu Tygodnie Wina w Balatonfüred (Balatonfüredi Borhetek – w 2015 r. od 11 do 30 sierpnia). Na stoiskach w namiotach rozstawionych wzdłuż promenady można spróbować wielu rodzajów win oraz dań lokalnej kuchni (w tym obowiązkowej zupy rybnej halászlé). Z kolei jesienią po zbiorach w miasteczku Badacsonytomaj weźmiemy udział w święcie winobrania Badacsonyi Szüret (w tym roku od 11 do 13 września). Korzystaniu z tych wszystkich atrakcji sprzyja nad Balatonem znakomite zaplecze turystyczne. Znajdziemy tu zarówno dobrze wyposażone kempingi, przytulne pensjonaty, jak i komfortowe hotele, a degustacje regionalnych trunków połączymy z typowymi wakacyjnymi rozrywkami: orzeźwiającą kąpielą, żeglowaniem, wędkarstwem czy jazdą na rowerze.

 

VILLÁNY KONTRA SZEKSZÁRD
Na samym południu kraju, w łagodniejszym i cieplejszym klimacie, powstają, zdaniem wielu Węgrów (i nie tylko ich), najlepsze węgierskie wina czerwone. O palmę pierwszeństwa rywalizują tu między sobą dwa ośrodki winiarskie: Villány i Szekszárd. Żeby ocenić, który z nich na nią zasługuje, trzeba je odwiedzić samemu.
     Szekszárd to niewielkie (35-tysięczne), ale czarujące miasto z deptakiem, muzeami, kąpieliskiem i winiarniami, które są najcenniejszymi skarbami tego miejsca. Warto spróbować w nich win z takich szczepów jak kékfrankos czy arcytrudnej w uprawie kadarki. Świetnie też radzą sobie tutaj cabernet sauvignon bądź cabernet franc. Nie wszyscy wiedzą, że Szekszárd ma prawo produkować najbardziej znany trunek Egeru, czyli „byczą krew”, której nadano własną nazwę szekszárdi bikavér.
     Standardy i trendy winiarskie wyznaczają w tym mieście winiarze tacy jak Zoltán Heimann, Tamás Dúzsi, Ferenc Takler, Péter Vida, Csaba Sebestyén lub Ferenc Vesztergombi. Przy wielu winiarniach funkcjonują restauracje i pensjonaty, więc znalezienie noclegu nie powinno sprawiać problemu. Co roku, w trzeci weekend września odbywają się tu Dni Winobrania w Szekszárd (Szekszárdi Szüreti Napok) z wielobarwnym pochodem oraz koncertami muzyki ludowej. To doskonała okazja, aby spotkać się z lokalnymi wytwórcami i spróbować ich wyrobów. Warto zaznaczyć, że jest to jednocześnie ciekawy festiwal artystyczny. W 2015 r. będzie on miał miejsce od 17 do 20 września.

FOT. VILLÁNY-SIKLÓSI BORÚT EGYESÜLET/WWW.WINEROUTE.HU

Festiwal Wina Czerwonego (Vörösbor Fesztivál) w Villány


     Szekszárd dzieli od Villány ok. 70 km. To najdalej na południe wysunięty region winiarski Węgier. Enoturyści muszą koniecznie zwiedzić pobliski urzekający urodą 150-tysięczny Pecz (Pécs), którego historia sięga czasów Cesarstwa Rzymskiego. Do jego najciekawszych zabytków zalicza się meczety, romańską Katedrę Świętych Apostołów Piotra i Pawła czy stare Piwnice Biskupie (Pécsi Püspöki Pincészet), oferujące degustację wina. Dobrą bazę wypadową stanowi też miejscowość Harkány z  niedrogimi noclegami.
     Szlachetne trunki z Villány są ekstraktywne, pełne aromatów i smaków. Dominują wina czerwone, wytwarzane z takich odmian jak kékoportó, kadarka, kékfrankos, merlot, cabernet franc czy cabernet sauvignon. Gatunki białe powstają ze szczepów olaszrizling, traminer, hárslevelű i chardonnay. Do tutejszych wartych wymienienia producentów należą na pewno József Bock, Zoltán Polgár, Attila Gere, Csaba Malatinszky oraz Béla Jekl.
     Jak widać, kraj naszych bratanków nie bez powodu uchodzi za idealny (w dodatku bliski nam!) zakątek świata do uprawiania enoturystyki. Oferuje nie tylko rozkosze podniebienia, lecz także wiele innych atrakcji. Zaprasza do swoich historycznych miast i sielskich wiosek położonych wśród zielonych wzgórz, zachęca do poznania kultury serdecznych Madziarów. Nie dajmy się więc dłużej prosić. Ruszajmy na Węgry!

Artykuły wybrane losowo

Japonia dla początkujących

 

SYLWIA JEDLAK-DUBIEL

 

U wschodnich wybrzeży Azji, na Wyspach Japońskich i kilku mniejszych archipelagach leży kraj dość osobliwy z punktu widzenia Europejczyków. Z jednej strony jest zupełnie wyjątkowy pod względem kultury, z drugiej chętnie czerpie ze zwyczajów popularnych w Stanach Zjednoczonych, położonych po drugiej stronie Oceanu Spokojnego. W Japonii niesamowicie wyraźnie daje się odczuć, że nasz świat to miejsce różnorodne, mozaika rozmaitych rzeczywistości współistniejących ze sobą i wchodzących w zaskakujące relacje.

 

Przed wyjazdem w te strony warto zdać sobie sprawę z kilku rzeczy. Taka wiedza z pewnością ułatwi pierwszy kontakt z tym krajem. Cztery główne wyspy archipelagu – Hokkaido, Honsiu, Kiusiu i Sikoku – układają się w kształt ćwierćokręgu rozciągniętego południkowo, co sprawia, że klimat jest tu zróżnicowany. Ze względu na położenie na styku płyt tektonicznych w Japonii występują częste trzęsienia ziemi, jednak na ogół nie są zbyt silne i bywają nawet nieodczuwalne. Oprócz tego obserwuje się też dużą aktywność wulkaniczną. To azjatyckie państwo ma prawie 378 tys. km2 powierzchni, czyli nieco więcej niż np. Niemcy, ale jego obszar zamieszkuje aż ponad 127 mln ludzi (dla porównania w Polsce żyje ich niemal 38,5 mln). Tę wyjątkową gęstość zaludnienia (ok. 336 osób/km²) najbardziej odczuwa się w większych miastach. Poza tym dobrze pamiętać, że obowiązuje tutaj ruch lewostronny.

 

Na podróż do Japonii zdecydowaliśmy się, ponieważ nigdy nie byliśmy jeszcze w tej części Azji i tak odległa wyprawa wydała nam się niezmiernie ekscytująca. Na wybór tego właśnie miejsca wpłynął również fakt, że nasz kolega właśnie kończył swój doktorat na tutejszej uczelni i jako osobom nieznającym japońskiego mógł służyć nam pomocą. Na dodatek od 2015 r. Polskie Linie Lotnicze LOT obsługują bezpośrednie połączenie między warszawskim Lotniskiem Chopina a Międzynarodowym Portem Lotniczym Narita koło Tokio. Za bilety trzeba co prawda zazwyczaj zapłacić więcej niż w przypadku lotu z przesiadką w Katarze (liniami Qatar Airways) lub Dubaju (Emirates), jednak ze względu na komfort podróży (nie musimy czekać na następny samolot ani martwić się, czy nasz bagaż dotrze do celu) i jej czas (ok. 11 godzin zamiast nawet ponad 20) warto ponieść ten koszt.

 

Plantacje herbaty położone w pobliżu nadal czynnego wulkanu Fudżi

Tea Plantation and Mt

© JNTO

 

SKOK NA GŁĘBOKĄ WODĘ

 

Na początek chciałabym wspomnieć, czego obawialiśmy się przed wyjazdem. Problemem dla nas była głównie bariera językowa. Jak się później okazało, martwiliśmy się niepotrzebnie. Na lotnisku i większych stacjach kolejowych z obsługą komunikowaliśmy się po angielsku. Zakup biletów nie stanowił więc wielkiego wyzwania. W Tokio korzystaliśmy za to z wszechobecnych automatów biletowych opatrzonych także napisami w języku angielskim. Trochę inaczej sytuacja wyglądała w sklepach. Ekspedienci w Japonii podczas odbierania towaru przy kasie, oprócz używania standardowych zwrotów grzecznościowych, informują klienta o wszystkich wykonywanych czynnościach: o sczytywaniu kolejnych produktów, wartości przyjętej gotówki, nominałach przy wydawanej reszcie. Oczywiście, wszystkie kwestie wypowiadają po japońsku. Tak naprawdę przez cały proces można przejść bezboleśnie bez użycia żadnego słowa, na koniec wystarczy się lekko pokłonić i uśmiechnąć. Czasem jednak dochodzi do interakcji. Przy kupowaniu alkoholu w samoobsługowym sklepie niekiedy trzeba potwierdzić, że ma się przynajmniej 20 lat, np. wciskając odpowiedni przycisk na ekranie. Do gotowych dań do odgrzania w domu pracownik przy kasie proponuje pałeczki. Z naszych doświadczeń wynika, że ostatecznie zawsze udaje się porozumieć. Japończycy wykazują po prostu dużą determinację, żeby sprawę zakończyć pomyślnie. W większych restauracjach i lokalach często goszczących turystów złożymy natomiast zamówienie po angielsku. W mniejszych barach z kolei zwykle przy wejściu umieszczone są automaty do zamawiania jedzenia i wystawy prezentujące przykładowe dania wykonane z… tworzywa sztucznego. Oczywiście, jeśli chcemy porozmawiać z Japończykami, musimy znaleźć wspólny język.

 

Pewnym kłopotem dla Europejczyków bywa orientowanie się w układzie urbanistycznym. Japoński system adresowy jest z naszego punktu widzenia dość trudny do opanowania. Wystarczy wspomnieć, że większość ulic w Japonii nie ma nazw. Tutaj największą pomocą była dla nas po prostu nawigacja w telefonie, która ustalała nasze położenie i pokazywała nam drogę do punktu docelowego. Dlatego polecamy na czas podróży zaopatrzyć się w pakiet internetowy. Odpowiadającą nam kartę do telefonu można kupić na miejscu. Ceny w ofertach roamingowych europejskich operatorów bywają zazwyczaj wysokie. Do atrakcji turystycznych prowadzą zwykle dość czytelne oznaczenia. Z pewną satysfakcją mogę też przyznać, że ani razu się nie zgubiliśmy i zawsze udawało nam się dotrzeć do celu, nawet mimo drobnych trudności.

 

METROPOLIA PO JAPOŃSKU

 

Lubię zwiedzać duże miasta. Jest w nich coś wyjątkowo przyciągającego, ponieważ swoim układem, architekturą, rodzajem sieci komunikacyjnej oddają charakter żyjącej w nich społeczności. Dlatego wielką przyjemność podczas pobytu w Japonii sprawiały mi spacery po Tokio, położonym na wyspie Honsiu, której powierzchnia wynosi niemal 228 tys. km². W stolicy kraju wraz z jej obszarem metropolitalnym mieszka ponad 13,6 mln ludzi (w uproszczeniu można powiedzieć, że na Tokio składają się 23 okręgi administracyjne tworzące Tōkyō-to oraz miasta i miejscowości na zachód od niego). To sprawia, że w jej krajobrazie dominuje głównie gęsta zabudowa poprzecinana ciągami komunikacyjnymi. Mamy tu osiedla z blokami, niskie domki ustawione jeden obok drugiego, wysokie błyszczące wieżowce z biurami i apartamentami, a obok nich małe i większe świątynie, sklepy spożywcze, domy towarowe i punkty czy wręcz całe kompleksy z automatami do gier.

 

Aby uświadomić sobie wielkość tego miasta (ok. 2190 km² powierzchni), należy wybrać się na jeden z punktów widokowych. Za najpopularniejsze uchodzą Tokyo Skytree (najwyższa wieża na świecie – 634 m) i Tokyo Tower (333 m). Wejście na nie jest płatne i w przypadku tego pierwszego obiektu dość kosztowne, bo zwykły bilet dla osoby dorosłej na niższą galerię (350 m) kosztuje 2060 jenów (za wjazd na wyższą galerię na 450 m trzeba zapłacić dodatkowo 1030 jenów). Jeśli ktoś nie uważa się za amatora takich atrakcji i postanowił przeznaczyć swój budżet wyjazdowy na inne cele, może wybrać się na darmowy taras widokowy np. w budynku tokijskich władz w dzielnicy Shinjuku (Tokyo Metropolitan Government Building) lub gmachu Bunkyo Civic Center w Bunkyō. Polecam szczególnie podziwianie panoramy Tokio po zmroku – robi niesamowite wrażenie.

 

Zwiedzanie stolicy Japonii zdecydowanie trzeba sobie zaplanować tak w dzień, jak i w nocy. Po zapadnięciu zmierzchu polecam udać się w okolice sztucznej wyspy Odaiba, aby zobaczyć podświetlony Tęczowy Most (Rainbow Bridge). W pobliżu Parku Shiokaze stoi nawet mała amerykańska Statua Wolności. W tej okolicy warto wsiąść do jednego z pociągów kursujących na trasie Tokyo Monorail, kolei jednoszynowej, której pojazdy poruszają się na pewnej wysokości nad ziemią. Po drodze mija się m.in. szklane ściany wieżowców, a między nimi da się nawet dostrzec oświetloną sylwetkę Tokyo Tower. Gdy patrzy się na rozpościerające się z okna wagonu widoki, trudno nie odnieść wrażenia, że trafiło się do miasta przyszłości.

 

Do największych turystycznych atrakcji Tokio należą niewątpliwie Pałac Cesarski, szintoistyczna świątynia Meiji, buddyjski kompleks Sensō-ji czy rozległy park Shinjuku Gyoen. Obcokrajowcy chętnie wybierają się także na niemal zawsze zatłoczone skrzyżowanie koło stacji Shibuya, aby obserwować tłum pieszych wkraczających na nie jednocześnie ze wszystkich stron, gdy zapala się zielone światło. Na skwerze przy jednym z wejść na wspomnianą wyjątkowo ruchliwą stację postawiono pomnik psa Hachikō (popularnej w Japonii rasy akita), który czekał tu codziennie na swojego właściciela, profesora uniwersyteckiego, wracającego do domu. Pewnego dnia jego pan dostał w pracy udaru mózgu i zmarł. Nie pojawił się jak zwykle na stacji, ale Hachikō przez kolejnych ponad 9 lat wciąż przychodził o tej samej porze i go wypatrywał. Wykonany z brązu pomnik jest dziś popularnym miejscem spotkań Japończyków.

 

Na zainteresowanie zasługują też z pewnością dzielnica Akihabara i luksusowy region Ginza w dzielnicy Chūō. W niedzielę ich główne arterie zostają zamknięte dla ruchu samochodowego i udostępnione pieszym (w Ginzie również w sobotę). Akihabara, obecnie w znacznym stopniu nastawiona na turystów, przyciąga głównie amatorów anime (japońskich filmów animowanych), sprzętu elektronicznego i gier komputerowych. Spotkać w niej można dziewczyny poprzebierane za bohaterki animowanych seriali. Funkcjonują tu także maid cafés, czyli kawiarnie, w których gości obsługują kelnerki w strojach pokojówek. W Ginzie dla odmiany działa wiele butików znanych światowych marek modowych takich jak Chanel, Dior, Carolina Herrera, Gucci, Louis Vuitton czy Furla. W tej okolicy znajdują się też luksusowe domy towarowe Wako i Mitsukoshi. Na zakupy przychodzą tutaj eleganckie Japonki.

 

Swoistą atrakcję turystyczną Tokio stanowi metro. Na peronach oznaczone są punkty, w których otwierają się drzwi do wagonu (pociąg zawsze ustawia się zgodnie z tym układem), a przed nimi często znajdziemy wytyczone linie dla oczekujących osób formujących kolejkę do wejścia. Podczas jazdy Japończycy zwykle drzemią lub wpatrują się w ekran swojego smartfona. Bardzo nietaktownym zachowaniem jest rozmawianie przez telefon w pociągu czy prowadzenie głośnej dyskusji ze znajomymi. Należy jednak pamiętać, że w godzinach porannego i popołudniowego szczytu wagony i stacje bywają wypełnione po brzegi.

 

Wiszący Tęczowy Most nad północną częścią Zatoki Tokijskiej

Rainbow bridge

© YASUFUMI NISHI/JNTO

 

WIDOK NA SZCZYT

 

Za jeden z najważniejszych symboli Japonii za granicą uchodzi góra Fudżi (3776 m n.p.m.). Niestety, jej szczyt często kryje się za chmurami. Najlepszym okresem do podziwiania tego czynnego stratowulkanu np. z Tokio są miesiące zimowe, kiedy powietrze bywa zwykle najbardziej przejrzyste. Zazwyczaj góra Fudżi jest najwyraźniej widoczna w godzinach porannych. Zobaczymy ją m.in. z tarasów widokowych Tokyo Skytree i Bunkyo Civic Center.

 

Słynny japoński szczyt górski udaje się dostrzec również z wypoczynkowej miejscowości Hakone, położonej na południowy zachód od stolicy (ponad 80 km). W tym rejonie specjalnie z myślą o turystach przygotowano Hakone Freepass – karnet uprawniający do przejazdu kolejką górską, kolejką linowo-terenową i gondolową, rejsu statkiem po malowniczym jeziorze Ashi oraz poruszania się niektórymi autobusami kursującymi do stacji kolejowej. Z przystani w Hakone-machi przez zrekonstruowany punkt kontrolny z okresu Edo (1603–1868) można przejść na półwysep z punktem widokowym, a potem dotrzeć do Alei Cedrowej. Stąd najlepiej udać się jeszcze do chramu Hakone (Hakone Jinja), którego jedna z bram (torii) wznosi się w wodach jeziora. W niedalekim 200-tysięcznym mieście Odawara na uwagę zasługuje otoczony parkiem zamek obronny.

 

Z Hakone nie zawsze udaje się jednak dostrzec Fudżi. Jeśli ktoś postawił sobie właśnie taki cel podróży po Japonii, polecam wybrać się nad jedno z pięciu jezior znajdujących się w pobliżu wulkanu, np. Yamanaka, Kawaguchi lub Motosu. Na sam szczyt można wejść kilkoma szlakami, a sezon wspinaczkowy wypada w lipcu i sierpniu. Zarówno Japończycy, jak i obcokrajowcy decydują się często na wędrówkę popołudniową i wieczorną, aby wyprawę zakończyć oglądaniem wschodu słońca. Osoby, które źle znoszą szybkie zmiany wysokości, powinny najpierw zaaklimatyzować się do takich warunków.

 

WYPRAWY PO HONSIU

 

Naszą bazą wypadową podczas pobytu w Japonii było Tokio. Odwiedziliśmy więc nowoczesną Jokohamę, gdzie wybraliśmy się na spacer po porcie i zajrzeliśmy do kolorowej chińskiej dzielnicy (Chinatown). Poza tym pojechaliśmy na niewielką wyspę Enoshima, na której czci się występującą w mitologii japońskiej buddyjską boginię urody, bogactwa i muzyki Benzaiten. W okolicy nad głowami przechodniów latają liczne kanie czarne. W tym rejonie warto zwiedzić także Kamakurę, miasto znane ze swoich świątyń (w tym Kōtoku-in z wielkim brązowym posągiem Buddy Nieograniczonego Światła – Daibutsu), które pełniło funkcję stolicy w okresie Kamakura (szogunatu Kamakura, przypadającego od 1185 do 1333 r.).

 

Nie mogliśmy też odmówić sobie podróży shinkansenem, japońskim superszybkim pociągiem. Jednym z nich pokonaliśmy część drogi do Nikkō, położonego ok. 140 km na północ od Tokio. Ludzie odwiedzają je najczęściej ze względu na trzy cenne kompleksy świątynne, z których najsłynniejszy jest zespół chramów szintoistycznych Tōshō-gū poświęcony Ieyasu Tokugawie (założycielowi dynastii szogunów Tokugawa, żyjącemu w latach 1543–1616). Aż 103 tutejsze obiekty sakralne i ich naturalne otoczenie wpisano w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Od stuleci stanowiły dla Japończyków święte miejsce, znane z prawdziwych arcydzieł architektury i sztuki zdobniczej. Na zwiedzanie zabytkowego sanktuarium Tōshō-gū trzeba przeznaczyć kilka godzin. Budowle robią bardzo duże wrażenie na oglądających ze względu na bogate zdobienia. Cały czas można odkrywać tu nowe płaskorzeźby. Przewodniki zwykle wspominają o trzech mądrych małpach umieszczonych nad drzwiami stajni, ale warto z uwagą przyglądać się każdej bramie i ścianie. W najwyższym punkcie Tōshō-gū znajduje się grobowiec Ieyasu Tokugawy. Wspina się do niego po schodach wśród olbrzymich drzew. Ciekawą atrakcję dla turystów stanowi wizyta w Yakushi-dō. Gdy opowiadający o świątyni mnich klaszcze w dłonie, dźwięk rezonuje i zgromadzonym wydaje się, że namalowany na suficie smok ryczy. Od 2007 r. w całym kompleksie prowadzone są prace renowacyjne, które potrwają do 2024 r. Musimy się więc liczyć z tym, że nie wszystkie obiekty bywają udostępnione do zwiedzania, a pewne z nich zasłaniają rusztowania. Niedaleko Nikkō leży poza tym urokliwe jezioro Chūzenji (11,62 km² powierzchni). Wypływająca z niego rzeka Daiya tworzy liczne wodospady, w tym malowniczy 97-metrowy Kegon. W okolicy znajdują się również źródła termalne, dlatego powstały tu onseny – japońskie publiczne kąpieliska z łaźniami i basenami. Cały region słynie z wyjątkowo pięknych krajobrazów. Jesienią Japończycy podziwiają w nim zabarwione na głęboką czerwień liście klonów. To zjawisko cieszy się podobnym zainteresowaniem co wiosenne kwitnienie drzew wiśniowych. W samym Nikkō przez rzekę Daiya przerzucono uroczy czerwony Święty Most (Shinkyō), należący do założonego w 767 r. chramu Futarasan (Futarasan jinja).

 

Także shinkansenem wyruszyliśmy z Tokio do Sendai, a stąd lokalnym pociągiem do miejscowości Matsushima sąsiadującej z archipelagiem o tej samej nazwie. Wznoszą się tutaj zabudowania Zuigan-ji – ważnej japońskiej świątyni zen (nurtu buddyzmu). Należą do niej też liczne jaskinie, w których składano prochy zmarłych. Archipelag Matsushima składa się z ok. 260 małych wysepek porośniętych sosnami. Z pobliskiej przystani odbijają statki zabierające turystów w rejs wokół nich. Na Fukuurę, gdzie znajduje się m.in. mały ogród botaniczny, prowadzi długi czerwony most. Z wybrzeża pieszo dostaniemy się również na niewielką Oshimę. Jeszcze niedawno takich drewnianych mostków było więcej, ale region ten bardzo ucierpiał w wyniku trzęsienia ziemi i tsunami w marcu 2011 r. Archipelag wygląda niezmiernie malowniczo zwłaszcza o zachodzie słońca.

 

Zabytkowe świątynie i sanktuaria w Nikkō

Nikko Toshogu Shrine1 2

© JNTO

 

HISTORIA DAWNIEJSZA I NOWSZA

 

Na Honsiu warto zatrzymać się także w położonej nad zatoką Osace. Stąd można zaplanować np. wycieczki do Kioto, nad Morze Wewnętrzne czy na wyspę Sikoku, a nawet Kiusiu. Tokio zostało niemal całkowicie zniszczone pod koniec II wojny światowej. Nocny nalot dywanowy z 9 na 10 marca 1945 r. wywołał wielki pożar. Dlatego zabudowa japońskiej metropolii jest dosyć nowa. Tego losu uniknęło Kioto. W tej dawnej stolicy Japonii i siedzibie cesarzy (od 794 do 1868 r.) spotkamy się z ogromnym zagęszczeniem zabytków. Jej zabytkowy zespół urbanistyczno-architektoniczny z wieloma pięknymi świątyniami, z Kinkaku-ji i Ryōan-ji na czele, wpisano w 1994 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Zarówno pierwsza, czyli Świątynia Złotego Pawilonu stojąca nad stawem w parku, jak i druga, z charakterystycznym kamiennym ogrodem do medytacji, przynależą do nurtu buddyzmu zen. Do najbardziej znanych miejsc w Kioto zaliczyć wypada na pewno sanktuarium zwane Fushimi Inari Taisha, do którego prowadzi 4-kilometrowa droga wyznaczona przez tysiące torii. Ponieważ trasa wiedzie w większości pod górę, trzeba założyć wygodne buty i wziąć ze sobą butelkę wody. Kompleks poświęcono japońskiemu bóstwu płodności, ryżu, herbaty, sake, rolnictwa, przemysłu, powodzenia i sukcesu Inari, przedstawianemu w różnych postaciach. Jego posłańcami są dobre białe lisy.

 

W mieście Himeji, leżącym ok. 120 km na południowy zachód od Kioto, warto natomiast zobaczyć piękną budowlę nazywaną Zamkiem Białej Czapli (Shirasagi-jō). To przykład japońskiej architektury obronnej. Jednak zabudowania zamkowe na Europejczykach robią wrażenie finezyjnych i delikatnych. Na zachodnim krańcu Honsiu, na wyspie Itsukushima (Miyajima) znajduje się z kolei Itsukushima Jinja. Imponująca brama tego szintoistycznego chramu stoi w wodach Morza Wewnętrznego. W czasie odpływu można podejść do niej po odkrytym piaszczystym dnie.

 

Osoby, które lubią zwiedzać mniej typowe miejsca, powinny wybrać się do Hiroszimy. To na to miasto 6 sierpnia 1945 r. Stany Zjednoczone zrzuciły bombę atomową. Hiroszimę odbudowano, a o samym wydarzeniu i ofiarach ataku przypomina kompleks parkowy z zachowanymi ruinami dawnego centrum wystawowego, obecnie zwanego Kopułą Bomby Atomowej. W pobliżu działa również Muzeum Pokoju, które utworzono w sierpniu 1955 r. Oprócz tego w mieście funkcjonuje warta uwagi sieć tramwajowa. Po szynach jeżdżą tu m.in. pojazdy produkowane w poprzednim stuleciu w Japonii, a nawet Europie. Tramwaje o numerach 651 i 652 jako jedyne przetrwały wybuch bomby atomowej i wciąż pozostają w użyciu.

 

Tak naprawdę nie ma idealnej instrukcji podróżowania. Każdy musi znaleźć swój sposób na zwiedzanie. Podczas wizyty w tak odmiennym od naszego kraju jak Japonia warto jednak paradoksalnie odstawić na bok wszystkie rzeczy, które o nim przeczytaliśmy bądź usłyszeliśmy. Choć nie da się z pewnością zapomnieć opinii i wrażeń innych ludzi, spróbujmy nie odtwarzać ich doświadczeń, a przeżyć własne. Na każde miejsce spójrzmy ze swojej perspektywy. Prawdopodobnie wtedy dużo łatwiej przyjdzie nam zrozumieć, że Japonia może być tym wszystkim, czym jest w oczach innych, a nawet czymś jeszcze odmiennym. Każdy punkt widzenia tworzy kolejny jej obraz. Ja tak właśnie zapamiętałam ten kraj i w taki sam sposób chcę go poznawać znowu, gdy zawitam do niego po raz kolejny.

 

Ponad 16-metrowa brama Itsukushima Jinja w portowym mieście Hatsukaichi

l 180895

© HIROSHIMA PREFECTURE/JNTO

 

 

W Ekwadorze spełniają się marzenia

ALEKSANDRA ŁUKSZA

 

                                                                                                                                               FOT. METROPOLITAN-TOURING.COM

<< Marzy Ci się lot paralotnią nad Oceanem Spokojnym, polowanie na kajmany albo nurkowanie z gigantycznymi żółwiami? A może wolałbyś zejść w głąb krateru aktywnego wulkanu, obserwować latające kondory, stanąć na dwóch półkulach Ziemi naraz, zjeść najbardziej egzotyczne owoce świata, zobaczyć z bliska wieloryby czy też pójść z Indianami na spacer po dżungli amazońskiej? Zresztą nieważne, jak wyjątkowe są Twoje marzenia... Jeśli chcesz zacząć je spełniać, przyjedź do Ekwadoru! >>

República del Ecuador, czyli Republika Ekwadoru, choć wielkością prawie dorównuje Polsce, należy do najmniejszych państw Ameryki Południowej (ma „tylko” niecałe 285 tys. km² powierzchni). Hiszpańskie słowo ecuador oznacza równik, bowiem przez terytorium tego kraju przechodzi jego linia. Ze względu na swoje położenie i ukształtowanie terenu to na pewno jedno z najbardziej zróżnicowanych państw na ziemi.

Więcej…

Południowoafrykański smak dobrej nadziei

 

MARIUSZ KAPCZYŃSKI

autor serwisu Vinisfera o winach, podróżach i kulinariach

 

Republika Południowej Afryki (RPA) ma do zaoferowania nie tylko fantastyczne krajobrazy, wspaniałą faunę i florę, niezapomniane safari oraz niezwykły klimat. Miejsce to uwodzi przybyszów także wyjątkowo smaczną kuchnią i świetnymi winami. Każdy znajdzie tu coś dla siebie – zarówno wyrafinowani smakosze, pospolite łakomczuchy, jak i różnorodni birbanci i gastronomiczni utracjusze.

Więcej…