MARIUSZ KAPCZYŃSKI
redaktor naczelny portalu Vinisfera.pl

 

<< Wielu Polaków podkreśla, że na Węgrzech czuje się bardzo dobrze i swojsko. Lubią w tym kraju wypoczywać, zwiedzać jego zabytki i raczyć się przysmakami tutejszej kuchni. Ojczyzna naszych bratanków kojarzy się im z papryką, gulaszem, salami, palinką, czardaszem, basenami termalnymi oraz… znakomitym winem. To właśnie ten szlachetny trunek posłuży nam tym razem za przewodnika. >>

Z roku na rok enoturystyka, tak w Europie, jak i na świecie, zdobywa sobie coraz więcej oddanych wielbicieli. Do najpopularniejszych kierunków należą rejony, w których tradycje winiarskie posiadają długą historię. Trudno się temu dziwić, ponieważ miłośnicy wina interesują się zarówno paletą jego smaków i aromatów, jak i procesami, które doprowadziły do wykształcenia się konkretnej kompozycji, a te trwają często wiele lat. Węgry stanowią idealne pole do takich poszukiwań.
Chciałbym przedstawić Państwu kilka najciekawszych węgierskich obszarów uprawy winnych krzewów. Mam nadzieję, że ten krótki opis zachęci Was, Drodzy Czytelnicy magazynu All Inclusive, do wizyty w gościnnym kraju Madziarów.

 

KRÓL WIN TOKAJ
Region winiarski Pogórza Tokajskiego (Tokaj-hegyaljai borvidék), znany Polakom i chętnie przez nich odwiedzany, uwodzi spokojem, łagodnym krajobrazem oraz – oczywiście – słynnymi na cały świat białymi winami. Wśród odmian wiedzie w nim prym furmint, a oprócz niego popularnością cieszą się też hárslevelű, sárga muskotály czy zéta. Wyjątkowe położenie w otoczeniu Gór Zemplińskich (Zempléni-hegység) i dwóch rzek – Bodrogu i Cisy oraz panujący tu mikroklimat sprawia, że w lokalnych winnicach rozwija się szlachetna pleśń – grzyb Botrytis cinerea. To dzięki niej winogrona lekko podsychają i zamykają pod skórką słodki aromatyczny miąższ, który staje się bazą do produkcji znakomitego gatunku aszú. Wino to na przestrzeni wieków doceniali europejscy władcy. Słynne stały się słowa króla Francji Ludwika XIV (1638–1715) na jego temat: vinum regum, rex vinorum („wino królów, król win”). Sentencję tę do dziś umieszcza się na etykietach butelek. Warto przekonać się osobiście o jakości tutejszych trunków i urządzić sobie wycieczkę po winnicach. Najlepiej przyjechać na którąś z miejscowych imprez, np. Tokaj-hegyaljai Szüreti Napok – Dni Winobrania Pogórza Tokajskiego, organizowane już po zbiorach jesienią (w tym roku w dniach od 2 do 4 października), albo festiwal Bor, mámor… Bénye w Erdőbénye, odbywający się w połowie sierpnia (najbliższa jego edycja od 13 do 16 sierpnia 2015 r.). Urozmaicają je degustacje, spotkania z winiarzami, warsztaty i bogaty program kulinarny.

FOT. TOKAJ.COM

Tereny słynnej winnicy Tokaj-Hétszőlő


     Można także zwiedzać winnice samodzielnie (po wcześniejszym zapowiedzeniu się). Warto zajrzeć m.in. do nowoczesnego producenta Disznókő. Budynki na jego plantacji winorośli zaprojektował znany węgierski architekt Dezső Ekler (ur. w 1953 r.). Z pobliskiego wzniesienia rozciąga się panorama całej malowniczej okolicy. Disznókő zaprasza również do otwartych piwnic i restauracji. Smakoszom w tym regionie polecam poza tym złożyć wizytę w miejscowości Tolcsva. Przy ulicy Lajosa Kossutha 14 (Kossuth Lajos utca 14), osiadły na Pogórzu Tokajskim Francuz Pascal Leeman prowadzi tutaj kameralną knajpkę Ős Kaján z wyśmienitym, a zarazem niebanalnym menu. Dla chętnych przygotowano też przytulne pokoje gościnne.

 

W STOLICY REGIONU I WOKÓŁ NIEJ
W tej części Węgier trzeba koniecznie odwiedzić zarówno takie klasyczne już winnice jak Patricius Borház, Château Dereszla, Füleky Pincészet Tokaj, Gróf Degenfeld Szőlőbirtok czy Sauska Tokaj, jak i te niewielkie, mniej popularne, a w nich porozmawiać z winiarzami, spróbować z nimi wina, poczuć chłód piwnic wykutych w tufowej skale i zobaczyć pokrywającą ściany niezwykłą, gęstą czarną pleśń (grzyb Cladosporium cellare). Ja zainteresowanym rekomenduję np. Sajgó Pincészet we wspomnianej wsi Tolcsva.
     Turyści najczęściej jako bazę wypadową do wypraw po okolicy wybierają 5-tysięczne miasteczko Tokaj. Dziś życie toczy się w nim dość wolno i spokojnie, ale kiedyś stanowiło ono wyraziste i prężnie rozwijające się centrum regionu (obecnie nadal uchodzi za jego stolicę) – to tu mieli swoje składy kupcy, stąd rzekami transportowano wino. Spacer po uroczych tokajskich uliczkach wśród sklepików z pamiątkami to sama przyjemność. Obowiązkowym punktem na liście turystycznych atrakcji są XV-wieczne Piwnice Rakoczego (Rákóczi Pince), największe w rejonie (ich korytarze mają razem 1,5 km), należące w przeszłości do królów i książąt węgierskich. Łatwo je znaleźć, bo stoi przed nimi charakterystyczny pomnik Bachusa z fontanną. Niedaleko placu Kossutha (Kossuth tér), przy ulicy Gábora Bethlena 7 (Bethlen Gábor utca 7), w dawnym domu greckich handlarzy winem, działa obecnie Muzeum Tokajskie (Tokaji Múzeum). Nie jest ono zbyt nowoczesne, ale zebrano w nim m.in. narzędzia winiarskie, dokumenty i wszelkie archiwa dotyczące tokajskiego trunku. Trzeba jednak pamiętać, że oprócz Tokaju ta część kraju ma do zaoferowania znacznie więcej. Winiarnie w miejscowościach Mád, Tarcal, Sárospatak czy Tolcsva to prawdziwy raj dla miłośników enoturystyki.

 

NA WULKANICZNYCH ZBOCZACH SOMLÓ
Somló to najmniejszy węgierski region winiarski, jednocześnie zupełnie unikatowy. Pośrodku płaskowyżu wznosi się tu nagle wulkaniczna góra, której zbocza porastają krzewy winorośli, nadające niesamowitego uroku krajobrazowi. Miejsce to nie jest popularne pod względem turystycznym, właściwie trafiają do niego przede wszystkim pasjonaci, lubiący odwiedzać małe winnice i próbować lokalnych niezwykłych wyrobów. W tej okolicy powstają głównie wina białe, w czterech najważniejszych odmianach: olaszrizling, furmint, hárslevelű oraz lokalnym juhfark. Cechują je wyjątkowe mineralne aromaty. Legenda głosi, że królowie cenili sobie tutejsze trunki, bo ich picie zapewniało im potomka płci męskiej.

  FOT. SOMLÓÉRT NONPROFIT KFT.

Najwyżej usytuowane winnice w Somló


     Spokojny region Somló nie posiada bogatej infrastruktury turystycznej. Do jednych z jego największych wytwórców należy firma Tornai, prowadząca również hotel i restaurację. Także inni winiarze oferują przyjezdnym pokoje lub domy gościnne (m.in. Fazekas Borpince, Spiegelberg Borpince lub Kolonics Pincészet). Odpoczynek w takim sielskim otoczeniu każdemu pozwoli odetchnąć od codziennych spraw.
     Pod koniec lipca 2012 r. w Somlóvásárhely, po południowej stronie wzgórza Somló, w połowie drogi na szczyt, otwarto mały sklep winiarski Somlói Borok Boltja posiadający szeroki wybór regionalnych produktów (ponad 150 rodzajów!). Zamówimy w nim też wino na kieliszki i zjemy posiłek. Dla klientów udostępniono także parking. Przedsięwzięcie to zasługuje na uwagę dlatego, że jest to bodaj jedyne miejsce w Somló, gdzie można kupić trunki z małych, niemal niedostępnych winiarni. Jego właścicielka Éva Cartwright przygotowuje dla chętnych specjalną degustację win, kontaktuje ich z winiarzami, a nawet pomaga znaleźć nocleg. Z tarasu sklepowego rozpościera się natomiast wspaniały widok na winnice.
     Zaciszne Somló ma swój niepowtarzalny, magnetyczny urok. Warto zatrzymać się tutaj choć na chwilę. Ja sam staram się to robić co najmniej raz w roku.

 

SMAK „EGERSKIEJ BYCZEJ KRWI”
Kolejny ważny punkt na winiarskiej mapie Węgier stanowi 55-tysięczne miasto Eger. Za najważniejszy  gatunek czerwonego wina uchodzi tu – oczywiście – egri bikavér („egerska bycza krew”), choć miejscowi winiarze od kilku lat intensywnie promują również jego biały odpowiednik – egri csillag („egerska gwiazda”, „gwiazda Egeru”). Dekady temu zalewające polski rynek tanie wersje „egerskiej byczej krwi” – niestety – mocno nadszarpnęły reputację tego trunku w oczach Polaków. Aby przekonać się, jak krzywdząca była ta opinia, trzeba wstąpić do kilku dobrych węgierskich winiarni.
     Większość turystów po przyjechaniu do miasta trafia do Szépasszony-völgy, czyli Doliny Pięknej Pani, gdzie znajdują się liczne piwnice z winem i gospody, a na każdym kroku usłyszymy cygańską muzykę na żywo. To tutaj ściągają największe tłumy, dlatego w poszukiwaniu bardziej autentycznych doznań lepiej chyba udać się gdzie indziej, np. odwiedzić Józsefa Simona, prawdziwego winiarza-sybarytę. Degustacje w jego piwnicach są już legendarne i potrafią trwać naprawdę długo: najpierw gospodarz zaprasza na próbowanie trunków prosto z beczek, a później donosi gościom nowe roczniki i butelki z eksperymentalnymi kompozycjami. Z kolei w Egerszalók (niedaleko Egeru) warto wstąpić do nowoczesnego i zadbanego lokalu przedsiębiorstwa St. Andrea Szőlőbirtok és Pincészet, gdzie spotkamy sympatycznego enologa Györgyego Lőrincza. Rozmowa z nim pozwala naprawdę pogłębić wiedzę o egerskim winiarstwie. Na trasie enoturysty nie powinno też zabraknąć Bolyki Pincészet és Szőlőbirtok. Wykuta w litej skale winiarnia święci w ostatnich latach prawdziwe tryumfy. Wielkie wrażenie robią w niej zwłaszcza dwa potężne skalne bloki, które kilka lat temu oderwały się od ścian wzgórza i zniszczyły zbiorniki z winem. Poza tym polecam odwiedzić także piwnice Vilmosa Thummerera, Lajosa Gála, Tibora Gála czy te należące do Demeter Pincészet.
     Najważniejszą imprezą winiarską w regionie jest odbywające się w pierwszej połowie lipca Święto Egerskiej Byczej Krwi (Egri Bikavér Ünnep). Festiwal organizowany zazwyczaj na głównym placu miasta – placu Istvána Dobó (Dobó István tér) ze względu na ładniejsze otoczenie i większą powierzchnię terenu został ostatnio przeniesiony do Ogrodu Arcybiskupiego (Érsekkert). Trwa on cztery dni, wypełnione degustacjami wina i specjałów lokalnej kuchni oraz koncertami, a wszystko to w fantastycznej wręcz atmosferze. Jego najbliższa edycja odbędzie się w dniach 9–12 lipca 2015 r.
     Sam niezmiernie zabytkowy Eger stanowi niemałą atrakcję dla turystów. Blisko wspomnianego placu Istvána Dobó znajdują się XIII-wieczny Zamek Egerski (Egri vár), piękny barokowy Kościół Minorytów czy neoklasycystyczna Bazylika. Wzrok przyciąga też smukły minaret – pozostałość po dawnym meczecie. Mierzy on 40 m, a na jego szczyt prowadzi 97 stopni. To najdalej na północ wysunięta budowla świadcząca o dominacji tureckiej na tych ziemiach w XVI i XVII w. Nie wolno zapomnieć, że Eger i jego okolice są znane z kąpielisk termalnych. Podczas wizyty w nich można się wspaniale zrelaksować w basenach z wodą o temperaturze ok. 40°C. Pierwsze termy zbudowali tu właśnie Turcy. Kiedy po degustacjach i zwiedzaniu poczujecie się głodni, zajrzyjcie do, moim zdaniem, najlepszej restauracji w mieście Macok Bisztró-Borbár. Za jej prawdziwe atuty uważam sezonowe menu, staranną selekcję win i świetną obsługę. Obok funkcjonuje także dobry hotel – Imola Hotel Udvarház.  

 

BADACSONY NAD WIELKIM JEZIOREM
W krajobrazie północnego brzegu jeziora Balaton (zbiornik ma 77 km długości i maksymalnie 14 km szerokości, żeby go objechać na rowerze, trzeba pokonać 195-kilometrową trasę) odznacza się charakterystyczna sylwetka powulkanicznej góry Badacsony z płaskim szczytem. Na jej bazaltowych zboczach krzewy winorośli rosną znakomicie, a miejscowe wina cechuje subtelny, mineralny smak. Nad Balatonem uprawia się przede wszystkim odmiany białe: olaszrizling, rajnai rizling, pinot gris (szürkebarát) czy typowo lokalną kéknyelű. W produktach tutejszych wytwórców można niemal przebierać, więc nawet spontaniczne wycieczki po tym rejonie zakończą się sukcesem. Jeśli jednak miałbym coś doradzić, to mój wybór padłby na winiarnię (i restaurację) bodaj najbardziej znanego w regionie winiarza Huby Szeremleya, prawdziwej legendy w swojej dziedzinie, jak również Villę Tolnay Szwajcara Philippa Osera i plantację Józsefa Laposy z Laposa Birtok.

FOT. MIDITOURIST/WWW.MIDITOURIST.HU

Widok na płaską górę Badacsony z miasteczka Badacsonytomaj


     Nad jeziorem nie brakuje małych restauracji i gospód oferujących wyjątkowe kulinarne doznania. Z myślą o turystach powstały tutejsze przystanie jachtowe, promenady, szlaki wycieczkowe i winiarskie. Wielbiciele pięknych krajobrazów powinni wejść na górę Badacsony (437,4 m n.p.m.). Na jej szczycie stoi wysoka na 18 m drewniana wieża, z której znakomicie widać całą okolicę. Rodziny z dziećmi będą się wyśmienicie bawić w parku wodnym Napfény Strand w Balatonlelle. Miłośnikom sielskich klimatów spodoba się półwysep Tihany z bajkową wioską o tej samej nazwie. Kilka kilometrów na zachód od wzgórza Badacsony leży inna, równie malownicza osada Szigliget, w której zwiedzimy piwnice oraz XIX-wieczny pałac słynnego węgierskiego rodu Esterházych (Eszterházych).
     Na spacer miejskimi uliczkami najlepiej udać się do urokliwej stolicy regionu 60-tysięcznego Veszprém lub 20-tysięcznego Keszthely słynącego z imponującego barokowego Pałacu Festeticsów. Kuracjusze tłumnie zjeżdżają natomiast do uzdrowiska Hévíz nad olbrzymie (ok. 4,4 ha powierzchni) ciepłe jezioro, którego wody mają właściwości lecznicze i osiągają temperaturę od 24°C zimą do 38°C latem.
     Turystów i miejscowych przyciągają w te strony również coroczne festyny winiarskie, chociażby organizowane w sierpniu Tygodnie Wina w Balatonfüred (Balatonfüredi Borhetek – w 2015 r. od 11 do 30 sierpnia). Na stoiskach w namiotach rozstawionych wzdłuż promenady można spróbować wielu rodzajów win oraz dań lokalnej kuchni (w tym obowiązkowej zupy rybnej halászlé). Z kolei jesienią po zbiorach w miasteczku Badacsonytomaj weźmiemy udział w święcie winobrania Badacsonyi Szüret (w tym roku od 11 do 13 września). Korzystaniu z tych wszystkich atrakcji sprzyja nad Balatonem znakomite zaplecze turystyczne. Znajdziemy tu zarówno dobrze wyposażone kempingi, przytulne pensjonaty, jak i komfortowe hotele, a degustacje regionalnych trunków połączymy z typowymi wakacyjnymi rozrywkami: orzeźwiającą kąpielą, żeglowaniem, wędkarstwem czy jazdą na rowerze.

 

VILLÁNY KONTRA SZEKSZÁRD
Na samym południu kraju, w łagodniejszym i cieplejszym klimacie, powstają, zdaniem wielu Węgrów (i nie tylko ich), najlepsze węgierskie wina czerwone. O palmę pierwszeństwa rywalizują tu między sobą dwa ośrodki winiarskie: Villány i Szekszárd. Żeby ocenić, który z nich na nią zasługuje, trzeba je odwiedzić samemu.
     Szekszárd to niewielkie (35-tysięczne), ale czarujące miasto z deptakiem, muzeami, kąpieliskiem i winiarniami, które są najcenniejszymi skarbami tego miejsca. Warto spróbować w nich win z takich szczepów jak kékfrankos czy arcytrudnej w uprawie kadarki. Świetnie też radzą sobie tutaj cabernet sauvignon bądź cabernet franc. Nie wszyscy wiedzą, że Szekszárd ma prawo produkować najbardziej znany trunek Egeru, czyli „byczą krew”, której nadano własną nazwę szekszárdi bikavér.
     Standardy i trendy winiarskie wyznaczają w tym mieście winiarze tacy jak Zoltán Heimann, Tamás Dúzsi, Ferenc Takler, Péter Vida, Csaba Sebestyén lub Ferenc Vesztergombi. Przy wielu winiarniach funkcjonują restauracje i pensjonaty, więc znalezienie noclegu nie powinno sprawiać problemu. Co roku, w trzeci weekend września odbywają się tu Dni Winobrania w Szekszárd (Szekszárdi Szüreti Napok) z wielobarwnym pochodem oraz koncertami muzyki ludowej. To doskonała okazja, aby spotkać się z lokalnymi wytwórcami i spróbować ich wyrobów. Warto zaznaczyć, że jest to jednocześnie ciekawy festiwal artystyczny. W 2015 r. będzie on miał miejsce od 17 do 20 września.

FOT. VILLÁNY-SIKLÓSI BORÚT EGYESÜLET/WWW.WINEROUTE.HU

Festiwal Wina Czerwonego (Vörösbor Fesztivál) w Villány


     Szekszárd dzieli od Villány ok. 70 km. To najdalej na południe wysunięty region winiarski Węgier. Enoturyści muszą koniecznie zwiedzić pobliski urzekający urodą 150-tysięczny Pecz (Pécs), którego historia sięga czasów Cesarstwa Rzymskiego. Do jego najciekawszych zabytków zalicza się meczety, romańską Katedrę Świętych Apostołów Piotra i Pawła czy stare Piwnice Biskupie (Pécsi Püspöki Pincészet), oferujące degustację wina. Dobrą bazę wypadową stanowi też miejscowość Harkány z  niedrogimi noclegami.
     Szlachetne trunki z Villány są ekstraktywne, pełne aromatów i smaków. Dominują wina czerwone, wytwarzane z takich odmian jak kékoportó, kadarka, kékfrankos, merlot, cabernet franc czy cabernet sauvignon. Gatunki białe powstają ze szczepów olaszrizling, traminer, hárslevelű i chardonnay. Do tutejszych wartych wymienienia producentów należą na pewno József Bock, Zoltán Polgár, Attila Gere, Csaba Malatinszky oraz Béla Jekl.
     Jak widać, kraj naszych bratanków nie bez powodu uchodzi za idealny (w dodatku bliski nam!) zakątek świata do uprawiania enoturystyki. Oferuje nie tylko rozkosze podniebienia, lecz także wiele innych atrakcji. Zaprasza do swoich historycznych miast i sielskich wiosek położonych wśród zielonych wzgórz, zachęca do poznania kultury serdecznych Madziarów. Nie dajmy się więc dłużej prosić. Ruszajmy na Węgry!

Artykuły wybrane losowo

Najpiękniejsze miejsca do nurkowania na Ziemi

opracował:

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

W tym wydaniu magazynu All Inclusive mamy obszerny artykuł Darka Sepioły, ilustrowany jego niezwykłymi zdjęciami, poświęcony magii wielkiego błękitu. Ten podróżnik, dziennikarz, fotograf i filmowiec, a przede wszystkim znany w Polsce nurek, który spędził pod wodą aż 2 tys. godzin, opowiada o najwspanialszych miejscach na świecie, jakie można znaleźć w głębinach mórz i oceanów. Jego tekst, będący cudowną podróżą po 7 kontynentach, zainspirował nas do przygotowania większego materiału na temat prawdziwych rajów dla miłośników podwodnych przygód. Postanowiliśmy zapytać kilku wybranych ekspertów i pasjonatów nurkowania o ich ulubione, najpiękniejsze miejsca pod wodą na Ziemi, jakie do tej pory odwiedzili. Dzięki nim odbywamy wspaniałą podróż po morskich głębinach…   

Więcej…

Seszele – kokosowa kraina szczęścia

379 IMG1 Grande Soeur 10630x7102

Otoczona granitowymi skałami rajska plaża na wysepce Grande Soeur na Seszelach

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

MAGGIE ANKOWSKA

www.seszelerajnaziemi.com

 

Pewnego dnia dziwnym zbiegiem okoliczności miejsce, które do niedawna było dla mnie tylko kropką na mapie świata, tropikiem odległym i nieosiągalnym, stało się moim domem. Wylądowałam w zakazanym raju – wielokrotnie odnosiłam wrażenie, że nie mam prawa tu być. Na Seszelach, archipelagu będącym częścią Grzbietu Maskareńskiego, do dziś żyje największa populacja żółwi olbrzymich na naszym globie. Większość wysp jest niezamieszkała, a ciszę mąci na nich tylko szum Oceanu Indyjskiego i wiatr szeleszczący wśród liści palm kokosowych…

 

W tym wyspiarskim państwie mieszka ponad 93 tys. ludzi. Dla porównania w samej Warszawie żyje ich niemal 19 razy tyle. Największa w archipelagu jest wyspa Mahé (157,3 km2) ze stolicą Victorią. Seszele, znajdujące się przez wiele lat w rękach Francuzów, a potem Brytyjczyków, uzyskały niepodległość w czerwcu 1976 r. Mimo iż ich mieszkańcy silnie utożsamiają się ze swoją kreolską kulturą i najchętniej posługują się seszelskim kreolskim, wpływy wcześniejszych kolonizatorów są bardzo wyraźne – do języków urzędowych należy również francuski i brytyjski, na ulicach obowiązuje ruch lewostronny, a w budynkach montuje się gniazdka z trzema otworami.

 

Choć dochody z turystyki stanowią niezmiernie istotną część budżetu państwa i miejscowi chętnie goszczą turystów, najważniejsze pozostaje dla nich zachowanie archipelagu w niezmienionym naturalnym stanie. Życie lokalnej ludności płynie spokojnym rytmem, a ruch turystyczny odbywa się jakby obok. Mieszkałam tutaj kilka lat, pracowałam z wyspiarzami i spędzałam z nimi czas wolny, ale pomimo moich największych starań i dużej otwartości na odmienną kulturę zawsze czułam się obca, choć zostałam zaakceptowana. Ta aura niedostępności otaczająca Seszelczyków sprawia, że człowiek z zewnątrz odnosi wrażenie, iż znalazł miejsce wyjątkowe, tylko dla wybranych – trafił do raju. Okolica zdaje się zresztą potwierdzać to przypuszczenie. Nawet na Mahé, najpopularniejszej z wysp, o każdej porze dnia możemy wybierać z minimum tuzina rajskich plaż, na których będziemy po prostu sami.

 

WYSPA ATRAKCJI

 

W ostatnich latach ruch turystyczny na Seszelach zwiększył się i dziś archipelag postrzegany jest jako idealne miejsce na romantyczny wyjazd dla zakochanych, ślub, podróż poślubną czy świętowanie okrągłych rocznic dla osób w związku. Trudno się temu dziwić. Już w momencie opuszczania samolotu można poczuć, że trafiło się w tropiki. Słodkie, lepkie, gorące powietrze o niepowtarzalnym zapachu otula twarz i zapowiada dalsze przyjemności. Droga z lotniska prowadzi krętym wybrzeżem pokrytym białym piaskiem i granitowymi skałami. Gdy wreszcie dotrze się do jednego z miejscowych wspaniałych hoteli, trudno oprzeć się urokowi pięknych prywatnych plaż i znakomicie zagospodarowanych ogrodów. Niejednemu turyście wydaje się, że cudowniej być już nie może. Dlatego też wielu z nich decyduje się nie opuszczać swojego hotelowego raju, ale zupełnie niesłusznie. Zapewniam, że warto poznać bliżej całe Seszele.

 

Ze wszystkich wysp archipelagu właściwie tylko trzy są zamieszkałe przez lokalną ludność – Mahé, Praslin i La Digue. Na kilku pozostałych znajdują się luksusowe ośrodki wczasowe i przebywają tu tylko bardzo majętni turyści i obsługa hotelowa.

 

Dla większości osób odwiedzających Seszele pierwszym przystankiem jest Mahé. Ponieważ to największa i najbardziej rozwinięta wyspa z całego regionu, czeka na niej najwięcej atrakcji. Możemy wykupić lot helikopterem, popłynąć na połów, pojeździć po wybrzeżu konno, wynająć skutery wodne, wybrać się na rejs łodzią i zatrzymywać po drodze na najdzikszych plażach. Dla amatorów pieszych wycieczek nie zabraknie szlaków trekkingowych. W środku tropikalnego lasu poszalejemy na tyrolce. Podwodne królestwo wokół Mahé przypadnie do gustu nawet najbardziej wymagającym i doświadczonym nurkom. Chyba jedynym typowo turystycznym rejonem jest plaża Beau Vallon położona na północno-zachodnim brzegu wyspy. W jej okolicy znajdują się hotele, restauracje, promenada i uliczny bazar Labrin, na którym sprzedaje się typowo kreolskie jedzenie. Warto odwiedzić to miejsce w środę wieczorem, kiedy odbywa się festyn z kulinarnymi przysmakami. Seszelski rum Takamaka leje się wtedy strumieniami, a wokół rozbrzmiewa kreolska muzyka. Okoliczni mieszkańcy wylegają na ulice i można poczuć się wśród nich częścią tej lokalnej społeczności, która chętnie przyjmuje do swojego grona ludzi chcących poznać tutejszą kulturę.

 

Jeśli jednak wolimy zejść z utartych ścieżek i odkryć prawdziwe oblicze wyspy, proponuję wynająć samochód i objechać ją dookoła. Podczas takiej wycieczki trzeba zatrzymać się na plaży Anse Royale i po spacerze po ogrodzie przypraw spróbować dań seszelskiej kuchni. Na liście obowiązkowych przystanków nie powinno zabraknąć także Anse Takamaka. Ta jedna z najsłynniejszych plaż na Mahé ciągnie się przez 2 km. Warto zahaczyć też o plaże Anse Intendance i Port Launay.

 

Do stolicy Seszeli – Victorii – dobrze wybrać się rano, aby zdążyć na najświeższe przysmaki z tutejszego targu rybnego, kupić przyprawy, owoce i warzywa. Jeśli jednak ryby aż tak nas nie interesują albo wolimy rozpocząć dzień od plażowania, możemy spokojnie odwiedzić to miejsce później, gdyż otwarte jest do popołudnia i rzadko kiedy brakuje tu towaru.

 

Miłośnicy lokalnej sztuki znajdą w mieście mnóstwo straganów i galerii oferujących wyroby seszelskich artystów. W położonej na piętrze restauracji „Marie-Antoinette” spróbujemy miejscowej kuchni i zasymilujemy się z tutejszą społecznością.

 

Prawie w samym centrum Victorii, w dzielnicy Mont Fleuri leży piękny ogród botaniczny, w którym można zobaczyć, a nawet nakarmić słynne żółwie olbrzymie. Te osobliwe zwierzęta są jedną z większych atrakcji w tym zakątku świata.

 

W SESZELSKICH GŁĘBINACH

 

Podwodny świat Seszeli to przede wszystkim mieniące się tysiącami kolorów i tętniące życiem rafy koralowe, ale nie tylko one. Do najpopularniejszych punktów nurkowych w okolicy należą także cztery wraki (Ennerdale, Twin Barges, Dredger i Aldebaran), które koniecznie trzeba zobaczyć. W ich pobliżu zawsze, bez względu na sezon czy pogodę, można spotkać licznych mieszkańców oceanicznego królestwa. Pod wodą z pewnością natkniemy się na skorpeny, szkaradnice, skrzydlice, olbrzymich rozmiarów homary czy rozdymki tygrysie, a oglądaniu tych niezwykłych stworzeń będzie towarzyszył lekki dreszczyk emocji związany ze zwiedzaniem wnętrz zatopionych statków.

 

Sprzyjające warunki pogodowe i stabilna temperatura utrzymująca się przez cały rok sprawiają, że na nurkowanie na Seszelach warto wybrać się właściwie zawsze, jednak są miesiące, w których eksploracja głębin bywa znacznie przyjemniejsza. Polecam szczególnie okres od stycznia do kwietnia. Wówczas woda jest najcieplejsza, a widoczność – najlepsza. Życie w oceanie rozkwita i zachwyca swoją różnorodnością. Deszcze nie padają prawie w ogóle, w związku z czym między kolejnymi zanurzeniami można przyjemnie odpocząć na łódce i wspaniale się opalić.

 

211 STB 14 Vallee De Mai 4961x3311

Rezerwat Naturalny Doliny Mai porastają endemiczne lodoicje seszelskie

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

Nie oznacza to jednak wcale, że nie powinno się nurkować w pozostałe miesiące, wręcz przeciwnie, nawet trzeba! Zwłaszcza jeśli chcielibyśmy popływać w towarzystwie rekinów wielorybich. Przybywają one w rejon archipelagu w okolicy września i października wraz z południowo-wschodnim monsunem, aby żywić się planktonem. Woda w tym czasie jest trochę chłodniejsza – ma ok. 24–26°C, ale 45-minutowa kąpiel w takiej temperaturze w odpowiednim stroju miło orzeźwia, a podziwianie tej największej ryby na ziemi dostarcza niezapomnianych wrażeń.

 

Nie trzeba być jednak doświadczonym nurkiem, aby odkrywać piękno oceanicznego świata Seszeli. Osoby początkujące znajdą tu wiele fantastycznych miejsc na płytkich wodach, gdzie pośród wspaniałej morskiej fauny i flory będą mogły podszlifować swoje nurkowe umiejętności.

 

Tym, którzy wolą zostać na powierzchni, a ryby chętniej widzą na swoim talerzu, również spodoba się na archipelagu. W regionie, gdzie taniej jest mieć małą łódkę niż samochód, ludzie często trudnią się połowami, a wiedza lokalnych rybaków bywaimponująca. Chętnie dzielą się nią ze wszystkimi zainteresowanymi w trakcie powszechnie organizowanych wypraw na pełne morze, podczas których trafiają się takie zdobycze jak barakudy, żaglice, tuńczyki, pelamidy, marliny błękitne czy samogłowy.

 

Wróćmy jednak na chwilę na ląd, bo i tutaj na Mahé na miłośników przygód czeka niejedno. Jeśli ktoś lubi bliski kontakt z naturą i górskie wędrówki, to na pewno się nie rozczaruje. Co prawda tutejsze góry nie są wysokie, więc wspinaczka w ich rejonie ma charakter bardziej turystyczny niż wyczynowy, ale istnieje kilka szlaków, których pokonanie w tym tropikalnym klimacie wymaga nieco wysiłku. Nagrodę dla wytrwałych stanowią satysfakcja i niepowtarzalne widoki. Najwyższym szczytem na wyspie jest Morne Seychellois (905 m n.p.m.) i choć wydaje się niewysoki, wyprawa na niego bywa niełatwa. Trzeba się dobrze napocić, aby dotrzeć do wierzchołka, ale naprawdę warto! Przy odpowiedniej pogodzie można stąd podziwiać zapierający dech w piersiach rozległy widok na Ocean Indyjski upstrzony gdzieniegdzie kawałkami zielonego, często nietkniętego ludzką ręką lądu.

 

Mahé, mimo iż jest wspaniała i różnorodna, stanowi jednak tylko część tropikalnego archipelagu. Jeśli ograniczymy się więc jedynie do pobytu na niej, nie będziemy w stanie poznać całego regionu. Choć nie sposób odwiedzić wszystkich wysp, są miejsca, których przegapić nie wolno…

 

W CIENIU PALM

 

Zwiedzanie powinniśmy zacząć od Praslin, mimo iż La Digue leży w podobnej odległości od Mahé. Na wyspę najlepiej dostać się porannym samolotem – lot dwupłatowcem prawie w kokpicie pilota dostarcza niesamowitych wrażeń, a przepiękny widok wschodzącego słońca i budzącego się do życia świata zostaje na długo w pamięci.

 

Praslin zachwyca swoimi restauracjami, barami i chyba jeszcze piękniejszymi plażami i ośrodkami wypoczynkowymi, z których nie chce się wychodzić. Jeżeli planujemy spędzić na Seszelach więcej czasu i mamy kilka wolnych dni do zagospodarowania, wizyta tu z pewnością nas nie rozczaruje. Wyspa ta charakteryzuje się stabilniejszą od Mahé pogodą, niewielkim ruchem samochodowym i licznymi połaciami pełnych życia tropikalnych lasów.

 

Odwiedziny na tutejszej przepięknej plaży Anse Lazio będą wspaniałym wstępem do późniejszego poznawania cudów La Digue. Oprócz tego na Praslin zobaczyć trzeba na pewno Rezerwat Naturalny Doliny Mai (Vallée de Mai Nature Reserve) z ekosystemem stanowiącym pozostałość po pradawnych lasach palmowych, gdzie wykształciła się słynna endemiczna dla Seszeli palma kokosowa (lodoicja seszelska), lokalnie zwana coco de mer. W jej owocach o bardzo specyficznym kształcie kryje się największe nasienie świata roślinnego. Wyjątkowa lodoicja seszelska stała się symbolem tego wyspiarskiego kraju.

 

W tych niemalże niezmienionych od wieków lasach spotkać można wiele endemicznych gatunków ptaków i roślin. Podczas spaceru da się usłyszeć czarną papugę seszelską, koralczyka czerwonogłowego czy pustułkę seszelską. Niesamowite bogactwo fauny i flory, zachowane do dziś dzięki staraniom Seszelczyków, sprawia, że to miejsce przypomina świat sprzed rozwinięcia się cywilizacji człowieka, prehistoryczną krainę, w której rządzi tylko natura.

 

Jeśli z Praslin będziemy chcieli wybrać się na La Digue, zabierze nas na nią prom. Na 15 min. staniemy się małym poruszającym się punkcikiem na bezkresnym Oceanie Indyjskim. Gdy ze wszystkich stron otacza nas lazurowa woda, a na horyzoncie widać jedynie oddalającą się linię brzegową usianą palmami kokosowymi, trudno nie pomyśleć, jak mali jesteśmy w porównaniu z ogromem świata. I może niektórych myśl ta przeraża i skłania do rozważań prowadzących do kryzysu egzystencjalnego, ale ja w takim właśnie momencie czuję się wolna…

 

225 STB 7 Creole Buffet 4961x3311

Kuchnia seszelska charakteryzuje się niezmiernie bogatą mieszanką smaków

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

SMAK RAJU

 

La Digue to miejsce idealne. Na tej trzeciej co do wielkości zamieszkałej wyspie Seszeli główny środek transportu stanowi rower. Zaraz po wpłynięciu do portu przedsiębiorczy miejscowi próbują każdego z turystów wyposażyć w jednoślad. Nie należy, oczywiście, oczekiwać najnowocześniejszych modeli rowerów górsko-wyścigowych – większość z oferowanych pojazdów to raczej wysłużone i lekko zniszczone wehikuły, ale przecież nikt nie przyjeżdża się tu ścigać…

 

Na La Digue koniecznie trzeba odwiedzić dwie plaże: Anse Source d’Argent i L’Union Estate. Do obydwu prowadzą bardzo przyjemne, niewymagające specjalnej sprawności fizycznej trasy rowerowe. W Parku Union Estate możemy spotkać żółwie olbrzymie, zwiedzić plantacje wanilii, kokosów i ananasów. Po przemierzeniu tej okolicy w końcu dociera się do jednej z najczęściej fotografowanych plaż na świecie – Anse Source d’Argent. Biały, drobny piasek, nieskazitelnie czysta, turkusowa woda, kokosowe palmy i tak charakterystyczne dla Seszeli granitowe skały tworzą scenerię niczym z prawdziwego raju. Do tego wokół panuje niesamowita cisza nie zakłócana nawet szumem fal, bo ich tu prawie nie ma. Koniecznie należy zabrać ze sobą maskę do snorkelingu, chociaż nawet bez niej najprawdopodobniej będziemy mogli oglądać żółwie morskie podpływające do brzegu w towarzystwie najbardziej egzotycznych gatunków ryb na ziemi. Podczas spaceru wzdłuż plaży na południe podziwia się zapierające dech w piersiach widoki, które na zawsze pozostawiają w pamięci pewność, że byliśmy częścią czegoś wyjątkowego.

 

Choć dzięki otaczającemu nas pięknu na chwilę zapomnimy o głodzie, oprócz nasycenia ducha ważny jest też pokarm dla ciała. Usytuowana tuż przy plaży restauracja, której nie sposób ominąć w drodze powrotnej, serwuje przysmaki kuchni kreolskiej, opartej głównie na rybach i owocach morza.

 

Potrawy z Seszeli są świeże i naturalne. W tutejszej aromatycznej, dość pikantnej kuchni wykorzystuje się głównie produkty lokalne. Miłośnicy owoców morza będą zachwyceni – na początek powinni spróbować tradycyjnej sałatki z ośmiornicy, a po niej ryby po kreolsku. Rybołówstwo jest jednym z głównych zajęć na archipelagu, więc różnorakich świeżych ryb, wyławianych praktycznie co godzinę, nie brakuje nigdy, a miejscowi osiągnęli prawdziwe mistrzostwo w ich przygotowywaniu. Niemal do każdego posiłku podaje się sałatkę z mango i papai. Wyśmienicie komponuje się ona z dość pikantnymi przyprawami, w szczególności ze słynnym kreolskim sosem curry, z którym serwuje się praktycznie wszystko: kurczaka, ryby, wieprzowinę, a dla odważniejszych – lokalny przysmak, czyli nietoperza!

 

Na Seszelach warto też spróbować charakterystycznego dla wysp pacyficznych owocu chlebowca właściwego – rośnie na drzewie i wygląda jak owoc, ale ma konsystencję świeżego chleba i smakuje podobnie do pieczonych ziemniaków. Ci, którzy nie lubią kulinarnych eksperymentów, mogą zamówić po prostu hamburgera i frytki.

 

Najedzeni, opaleni i wypoczęci wyruszymy w drogę powrotną do portu, aby zdążyć przed zachodem słońca. Należy pamiętać, że Seszele leżą na równiku, więc dzień i noc mają porównywalną długość przez cały rok (mniej więcej 12 godz.). Słońce zachodzi ok. godz. 18.30. Zachód oglądany z pokładu statku płynącego przez ocean wygląda po prostu bajecznie…

 

324 IMG24 Anse Source dArgent 4288x2848

Zjawiskowa plaża Anse Source d’Argent na La Digue

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

OSOBLIWY CUD NATURY

 

Rozpieszczeni i może nawet chwilowo nasyceni ostatnimi wrażeniami nie dajmy się zwieść, że widzieliśmy już wszystko. Najdalej na północ w archipelagu leży niewielka koralowa wyspa o powierzchni ok. 1 km2, przez wielu uważana za najpiękniejszą na świecie. To prawdziwy raj dla ornitologów, miejsce, w którym w niezmąconym spokoju żółwie morskie (zielone i szylkretowe) składają jaja.

 

Od maja do października miliony ptaków przylatują na Bird Island zakładać gniazda. Przez cały rok wyspę zasiedla przynajmniej 20 ich gatunków. Nieustannie rozbrzmiewające ptasie odgłosy nie dają zapomnieć o tym, kto rządzi na tym skrawku lądu.

 

Na Bird Island znajduje się jeden ośrodek (z 24 bungalowami), zbudowany i prowadzony w jak największej zgodzie z naturą. Ze względu na ograniczoną liczbę miejsc wycieczkę na wyspę trzeba zaplanować odpowiednio wcześniej. Choć koszt pobytu może nie należy do najniższych, jest warty każdej złotówki, a większość pieniędzy zostawianych przez turystów przeznacza się na ochronę tego niezaprzeczalnego cudu przyrody.

 

Nie da się na paru stronach przedstawić całego bogactwa Seszeli, jak również nie sposób w kilka czy kilkanaście dni zwiedzić ich całych. Po każdej wyprawie na archipelag pozostaje niedosyt. Nawet po kilku latach spędzonych na wyspach wciąż będzie nam mało. Stawałam na najwyższych szczytach kontynentów, przemierzałam przerażające ciszą pustynie, skakałam z samolotów, nurkowałam w niedosięgłych głębinach oceanów – robiłam to wszystko, bo szukałam ekstremalnych doznań.

 

Seszele też są ekstremalne, w swoim pięknie, ciszy i osamotnieniu. Leżą pośrodku niczego. To miejsce tak cudowne, że niemal nierealne, odcięte od problemów, z którymi boryka się reszta świata. Tu królową jest natura, a największą wartością – czas spędzany na jej łonie w towarzystwie najbliższych, w cieniu kokosowych palm i przy szklaneczce Takamaki… Na Seszelach człowiek zaczyna rozumieć, że to właśnie ten poszukiwany przez wszystkich raj, beztroska kraina szczęścia.

 

12 najlepszych miejsc na świecie do uprawiania kitesurfingu

MAŁGORZATA CHOLEWA
MAGDALENA LASOCKA

Z roku na rok coraz więcej Polaków wsiada na deskę z latawcem, wystarczy latem zawitać nad Zatokę Gdańską, aby przekonać się o dużej popularności tego sportu wodnego w naszym kraju. Niestety, pogoda na wybrzeżu Morza Bałtyckiego pozwala cieszyć się wysokimi temperaturami, wiatrem i falami jedynie przez kilkanaście letnich tygodni. W chłodniejszym okresie miłośnicy tej widowiskowej dyscypliny muszą trenować w rejonach o cieplejszym klimacie. Nic więc dziwnego, że w Polsce niezmiernie szybko rozwija się turystyka kitesurfingowa, co wiąże się również ze zwiększającym się zapotrzebowaniem na odkrywanie coraz to nowych, egzotycznych zakątków świata.

Więcej…