Ajurweda wykorzystuje ćwiczenia charakterystyczne dla jogiYoga

© INDIA TOURISM


ALEKSANDRA ŚWISTOW

www.pojechana.pl


Historia, jak się okazuje, lubi zataczać koło. Dziś, w XXI w., zaczynamy znów doceniać filozofię zdrowego życia, która narodziła się w Indiach ponad 7 tys. lat temu. Coraz częściej wybieramy błogi relaks w gabinetach odnowy biologicznej i chętnie łączymy wyjazd wypoczynkowy z uzdrawiającą ciało i umysł kuracją. Na nowo odkrywamy ajurwedę, zarówno w Indiach, Nepalu czy na Sri Lance, jak i w ośrodkach w Polsce.


„Ajurweda” oznacza „wiedzę o życiu”, a ponieważ życie bywa uważane za synonim zdrowia, właśnie w ten sposób nazwano jeden z najstarszych i najpełniejszych na świecie systemów medycyny, indyjski zbiór starożytnych nauk o życiu w zdrowiu, który dotyczy wszystkich rodzajów aktywności człowieka. Do jego najważniejszych pojęć należy równowaga ciała, umysłu i ducha. Ten stan nie jest możliwy do osiągnięcia bez zrozumienia siebie i otaczającego nas środowiska. Filozofia ajurwedy opiera się na przekonaniu o współzależności fizycznej i psychicznej sfery człowieka oraz nierozerwalnym związku schorzeń zaliczanych do nich obu. Ta medycyna koncentruje się na zapobieganiu chorobom albo usuwaniu ich źródła, a nie objawów, co często praktykują współcześni lekarze, którzy przepisują swoim pacjentom antybiotyki przy różnych okazjach. Zaleczone problemy prawie zawsze wracają i osłabiają organizm.


Poprawa jakości codziennej egzystencji i przestrzeganie zasad higieny spowodowały zmniejszenie zachorowalności na znane nam od wieków choroby, ale jednoczesne nasilenie tych cywilizacyjnych i brak zadowolenia z życia zaczyna nas skłaniać do refleksji. Coraz częściej zastanawiamy się, gdzie popełniliśmy błąd, dlaczego nie umiemy być szczęśliwi i nie mamy energii. Dostrzegamy też, jak wielki wpływ na kondycję fizyczną wywierają stan psychiki, dieta, nawyki, a nawet sposób myślenia. Zauważamy, że nasza odporność słabnie, gdy musimy sobie radzić z trudnymi sytuacjami, brakuje nam sił, kiedy żyjemy w stresie, a złe samopoczucie i męczące dolegliwości powodują emocjonalne huśtawki. Dlatego w poszukiwaniu rozwiązania odkrywamy na nowo prawdy będące podstawowymi zasadami starożytnej indyjskiej medycyny i coraz częściej wykorzystujemy nasz urlop na uzdrawiające wakacje, które pozwalają nam poczuć ulgę i odnaleźć harmonię duszy i ciała.


WIELOPOZIOMOWA KURACJA

Zdrowie według ajurwedy to nie tyle brak symptomów choroby, co stan idealnego samopoczucia, na jakie składają się równowaga bioenergetyczna, prawidłowe funkcjonowanie pięciu zmysłów (wzroku, słuchu, węchu, smaku i dotyku), niezaburzone trawienie i metabolizm, a także poczucie spełnienia i szczęścia. Dlatego wyróżnia się aż cztery poziomy leczenia: zapobieganie zachorowaniom, właściwe leczenie, poprawianie jakości życia i rozwój świadomości. Zgodnie z tym systemem medycyny większość kłopotów zdrowotnych wynika z zaburzeń psychologicznych. Z tego powodu kładzie się tu silny nacisk na zrozumienie własnych emocji, słuchanie potrzeb duszy i ciała.


Ajurweda uczy życia w harmonii z naturą, czerpania radości ze zwykłych rzeczy, poczucia jedności z przyrodą i wszechświatem. Według jej zasad, gdy burzymy naturalną równowagę organizmu (np. niezdrową dietą, poddawaniem się stresowi, tłumieniem emocji), osłabiamy swoją energię życiową, unieszczęśliwiamy się, gubimy sens istnienia i wywołujemy choroby.


Medycyna ajurwedyjska łączy wiele praktyk naturalnego uzdrawiania. Wykorzystuje techniki medytacyjne, ziołolecznictwo i najrozmaitsze zabiegi na ciało (w tym masaże). Mają one na celu oczyszczenie organizmu z toksyn, zarówno tych zatruwających nas fizycznie, jak i psychicznie, i jego regenerację. Popularna na całym świecie joga jest tradycyjnie częścią ajurwedy, która czerpie z niej ćwiczenia (również oddechowe), a także metody rozwoju świadomości takie jak medytację i recytację mantr. Za konieczny element procesu zdrowienia uważa się też zastosowanie diety dobranej do typu naszej energii i rodzaju schorzenia.


Ze względu na złożoność ajurwedyjskiego systemu leczenia oraz fakt, że nie ma na świecie dwóch takich samych osób o identycznych potrzebach i problemach, każdy pacjent musi zostać szczegółowo przebadany i indywidualnie zdiagnozowany. Pod uwagę bierze się zarówno aspekty fizyczne, jak i psychologiczne. Dopiero po dokładnej analizie stanu zdrowia, stylu życia, upodobań czy poziomu energetycznego konkretnego człowieka można rozpocząć terapię.


CUDOWNE MASAŻE


Masaże głęboko relaksują i pomagają usuwać toksyny z organizmu

Ayurvedic Therapy
© INDIA TOURISM

Każda kuracja ajurwedyjska, niezależnie od tego, czy poddamy się jej w odległej Azji, czy w Polsce, powinna zacząć się od zabiegów oczyszczania. Złe odżywianie (nawet z pozoru dobra, ale niedostosowana do naszych potrzeb dieta), stres, zanieczyszczenie środowiska, tłumienie swoich emocji, styl życia niezgodny z naszą naturalną osobowością – to wszystko sprawia, że w organizmie odkładają się niebezpieczne toksyny i, aby jakiekolwiek leczenie było skuteczne, musimy się ich pozbyć. Oprócz tego, o czym niewielu z nas wie, określone stany emocjonalne wpływają na apetyt na konkretne produkty spożywcze, których jedzenie jeszcze te stany pogłębia.


Główną metodą oczyszczania z trucizn są masaże olejami z dodatkiem ziół (poddaje się im całe ciało, włącznie z głową). To zarazem najpopularniejszy zabieg ajurwedy, przyciągający co roku miliony turystów na subkontynent indyjski – na Sri Lankę, do Nepalu i Indii, szczególnie do stanu Kerala, gdzie narodziła się ta medycyna. Zioła dobiera się odpowiednio do problemów zdrowotnych danej osoby, jej kondycji psychicznej i energii biologicznej, której wyróżnia się trzy główne rodzaje (trzy dosze). Na nich natomiast opiera się podział na trzy typy konstytucyjne ciała: vata, pitta i kapha. Technika masowania łączy w sobie uderzenia, ruchy naśladujące gwintowanie, ugniatanie, tarcie i ściskanie, co ma niezmiernie korzystny wpływ na stan skóry i układ mięśniowo-szkieletowy, pomaga również w zwalczaniu otyłości i bólu mięśni oraz umożliwia zapadanie w spokojny sen. Masaże często stosuje się razem z kąpielami parowymi, podczas których pacjent wypaca niebezpieczne związki latami odkładające się w jego organizmie. Poza tym wykorzystuje się także kuracje ziołami przeczyszczającymi, ziołowe lub olejowe lewatywy, krople do nosa czy upuszczanie krwi albo oczyszczanie krwi za pomocą ziół. Te zabiegi oczyszczające są częścią terapii zwanej Panchakarma, na którą składa się pięć metod usuwania trucizn z całego ciała. Dopiero po detoksykacji (co w przypadku masaży jest bardzo przyjemnym etapem) można rozpocząć właściwe leczenie i wdrażanie nowych zasad.


UZDRAWIAJĄCA DIETA

Ważny element filozofii ajurwedyjskiej stanowi przypisanie ogromnej roli w procesie zdrowienia i w dążeniu do szczęśliwego życia odpowiednio dobranej i zbilansowanej diecie. Jesteś tym, co jesz i jak to trawisz – powiadają Hindusi, którzy wierzą, że jedzenie to lekarstwo i świadome spożywanie odpowiednich pokarmów, bez pośpiechu i w spokoju, nie tylko zapobiega chorobom, ale też leczy.


Według ajurwedy właściwości posiłków są przyswajane przez organizm. Mogą one mieć naturę rajasu (radźasu) – pobudzającą, tamasu – wywołującą uczucie ciężkości i senność, sattwy – odpowiadającą za stan lekkości i równowagi. Jak łatwo się domyślić, dieta ajurwedyjska bazuje na składnikach sattwicznych, które dostarczają nam dokładnie tyle energii, ile potrzebujemy. Należą do nich wszystkie świeże, nieprzetworzone lub na bieżąco gotowane produkty wegetariańskie. Ważną rolę w przyrządzaniu zdrowych potraw odgrywają aromatyczne przyprawy, które poza właściwościami smakowymi mają również dobroczynny wpływ na nasz organizm: wspomagają przemianę materii, oczyszczają z toksyn, poprawiają pamięć i koncentrację, a także działają pobudzająco lub hamująco na apetyt.


Odpowiednia dieta powinna być zróżnicowana w zależności od typu energii danej osoby, braków, jakie odczuwa, i pory roku. Co ciekawe, ajurweda rozróżnia sześć podstawowych smaków: słodki (cukier, ale też mleko, masło, zboża i chleb), kwaśny (owoce cytrusowe, produkty ze sfermentowanego mleka), słony (dania z solą, owoce morza), ostry (przyprawy), gorzki (większość warzyw i sałat) i cierpki (szpinak, kapusta, brokuły, soczewica).


Bardzo istotną cechę medycyny ajurwedyjskiej stanowi traktowanie każdego człowieka jako indywidualności o innych problemach i potrzebach, co ma swoje odzwierciedlenie również w sposobie układania diety. Poszczególne modele energetyczne muszą odpowiadać ogólnym zasadom ustanowionym dla swojej grupy, które nie są jednak zbyt precyzyjne. Przy dobieraniu konkretnych składników naszego jadłospisu powinniśmy kierować się smakiem, zapachem, kolorem, temperaturą i właściwościami produktów spożywczych oraz ufać jednocześnie swoim kulinarnym gustom i intuicji, podpowiadającym nam, jakie typy posiłków będą dla nas w danym momencie najlepsze.


Ajurweda wyróżnia trzy główne rodzaje diet równoważących (podobnie jak w przypadku energii): vata, pitta i kapha. Pierwszy z nich sprawdza się w zimnych i suchych porach roku, czyli jesienią i zimą, dlatego bazuje na ciepłych, płynnych, kalorycznych i rozgrzewających daniach, a także gorących napojach (herbaty ziołowe i korzenne). Dominują tu smaki słodki, słony i kwaśny. Jesienią i zimą stosuje się też dietę równoważącą kapha, w której zaleca się używanie produktów ostrych, gorzkich i cierpkich. Letnia bądź późnowiosenna lekkostrawna pitta bazuje z kolei na warzywach i owocach. Przeważają w niej smaki słodki, cierpki i gorzki.


Stare hinduskie powiedzenie mówi, że je się wtedy, gdy jest się głodnym lub kiedy jest się częstowanym jedzeniem przygotowanym z miłością, bo nie tylko potrawy wpływają na emocje, ale i emocje oddziałują na potrawy.


PODRÓŻE PO ZDROWIE


Shirodhara to masaż na tzw. trzecie oko

shirodhara ayurveda therapy 3 220
© KERALA TOURISM

Jeśli cierpimy na jakiekolwiek chroniczne dolegliwości, czujemy się zmęczeni, ociężali, brakuje nam kreatywności i radości, warto zastanowić się nad połączeniem urlopu z przywracającą harmonię duszy i ciału terapią. Taki uzdrawiający wyjazd to również kurs zdrowego życia. Uczestnictwo w nim pozwoli nam po powrocie wprowadzić do naszej codzienności zmiany mające na celu poprawę naszego samopoczucia, zwiększenie witalności i polepszenie kondycji zarówno fizycznej, jak i psychicznej. Niezależnie od tego, czy uskarżamy się na bóle głowy, dermatozy, bezsenność, nadciśnienie, nadwagę, problemy żołądkowe, alergie, cellulit albo nie potrafimy sobie poradzić z negatywnymi emocjami, specjaliści ajurwedy znajdą sposób, aby nam pomóc. Według tego systemu medycyny każda dysfunkcja organizmu to wynik zaburzenia naturalnej energii biologicznej, której równowagę możemy przywrócić dzięki odpowiednim zabiegom, ćwiczeniom (dla ciała i umysłu), diecie i zdrowemu stylowi życia.


Najpopularniejszymi kierunkami na ajurwedyjski urlop są niezmiennie Indie, szczególnie ich południowo-zachodni, tonący w zieleni stan Kerala, oraz równie zielona i egzotyczna Sri Lanka. Te osoby, które z jakichś powodów nie chcą lub nie mogą sobie pozwolić na wypoczynek w odległej Azji, zapraszają w swoje gościnne progi coraz liczniejsze polskie ośrodki specjalizujące się w tej starożytnej indyjskiej filozofii.


ZIELONA KERALA

Ajurweda na pierwszy rzut oka wydaje się nam, mieszkańcom Europy, ciekawostką i jedną z wielu możliwości poprawy kondycji organizmu i jakości życia. Jednak w Indiach (tak samo zresztą jest w Nepalu) to oficjalna gałąź medycyny, z której korzysta ok. 80 proc. społeczeństwa tego ogromnego kraju, a także dyscyplina uniwersytecka. Trudno zliczyć wszystkie indyjskie centra ajurwedyjskie, lecz turyści wciąż najchętniej wybierają te znajdujące się w Kerali.


Ten stan, nazwany według pewnych teorii od palmy kokosowej (kera), uchodzi za jeden z najbogatszych w całym państwie i z pewnością najbardziej zielonych. Szczyci się mianem jedynego, w którym komuniści przejęli władzę w wyniku głosowania, a nie rewolucji, szerokim dostępem do służby zdrowia i edukacji oraz wyższymi niż w innych częściach Indii wynagrodzeniami, co przekłada się na zadowolenie z życia i niezwykłą serdeczność mieszkańców. Zresztą trudno się nie cieszyć, gdy żyje się w tak przepięknym miejscu. W Kerali znajdziemy zarówno długie piaszczyste plaże, oddzielone od reszty lądu równym szeregiem kokosowych palm, tropikalną dżunglę pełną dzikich zwierząt (przy odrobinie szczęścia można zobaczyć tu słonie indyjskie i tygrysy bengalskie w ich naturalnym środowisku), pokryte plantacjami herbaty pasmo górskie Ghaty Zachodnie, gdzie jak ryby w wodzie poczują się miłośnicy m.in. wspinaczki i trekkingu, jak i niezmiernie malowniczy rejon lagun, jezior, rzek i kanałów. W granicach keralskich rozlewisk (tzw. backwaters) występują niezliczone gatunki ptaków, np. dostojne kormorany, długoszyje wężówki czy turkusowe zimorodki. Ludzie żyją tutaj jak przed wiekami, w symbiozie z otaczającą ich wodą. Charakterystyczną atrakcję turystyczną w tym regionie stanowi rejs luksusową drewnianą łodzią mieszkalną (kettuvallam) lub bardzo zwrotnym sportowym kajakiem.


Wśród wspaniałych krajobrazów tej części Indii powstało mnóstwo ośrodków ajurwedy – nie tylko typowych centrów medycznych, lecz również ekskluzywnych resortów. Niezależnie od tego, czy wybierzemy kryty liśćmi palmowymi bungalow na plaży, domek na drzewie w dżungli, z którego można w spokoju obserwować dziką przyrodę, czy romantyczny hotel nad brzegami rozlewiska, gdzie co rano budzić nas będzie ptasi świergot, a do snu kołysać żabi koncert, od samego początku będziemy otoczeni troskliwą opieką. Mieszkańcy Kerali wiedzą, jak sprawić, żeby odwiedzający ich goście poczuli się wyjątkowo. W ośrodku przywitają nas dźwięki bębnów, tradycyjnie ubrana hostessa zawiesi nam na szyi upleciony ze świeżych kwiatów lub owoców kardamonu naszyjnik, a na czole namaluje znak bindi – czerwoną kropkę, która ma chronić przed utratą energii życiowej. Po powitalnym drinku z tropikalnych owoców (oczywiście, bez alkoholu) rozpoczniemy naszą indyjską przygodę z ajurwedą.


Warto też dodać, że ten stan słynie na całym świecie ze swoich przypraw. Trudno jest wyobrazić sobie lepsze miejsce na zmianę nawyków żywieniowych niż krainę pachnącą kardamonem, kurkumą, gałką muszkatołową, pieprzem, wanilią i cynamonem. Podniebienie kuszą tu soczystymi kolorami kokosowe i orzeźwiająco miętowe sosy chutney, a smak ostrego curry łagodzą pyszne soczewicowo-ryżowe placki idli (idly) lub indyjskie pieczywo, którego mamy ogromny wybór – od drożdżowego chleba naan po przaśne placuszki chapati (ćapati). Podczas śniadań królują rozpływające się w ustach naleśniki dosa. Keralska kuchnia zachwyci z pewnością każdego!


Poza Keralą profesjonalne ośrodki ajurwedy znajdziemy w całych Indiach. Najpopularniejsze są jednak te w słynącym z pięknych plaż nad Morzem Arabskim stanie Goa, a także te usytuowane na północy, w spokojnych i cichych rejonach u podnóży Himalajów. Większość z nich leży wśród wspaniałych ogrodów urozmaiconych oczkami wodnymi, gdzie po masażach i ćwiczeniach możemy odpocząć w hamaku w cieniu wysmukłych palm kokosowych lub ochłodzić się w basenie. Niektóre indyjskie centra ajurwedyjskie wyglądają natomiast jak nowoczesne szpitale, dlatego warto przed wyjazdem dokładnie zapoznać się z ofertami, aby z mnóstwa propozycji wybrać dokładnie to, czego szukamy.


EGZOTYCZNA SRI LANKA


Ziołowe kąpiele pozwalają się zrelaksować i zapomnieć o bożym świecie

source

© SRI LANKA TOURISM
Wyobraźmy sobie idealne otoczenie do wykonywania relaksujących i uzdrawiających masaży. Bujna dżungla z mnóstwem dzikich zwierząt i wodospadów przeplata się z tarasowymi polami ryżowymi i plantacjami herbaty oraz ciągnącymi się kilometrami piaszczystymi plażami. W oddali majaczy architektura cudownych starożytnych miast. To wszystko znajdziemy na mającej zaledwie ponad 65 tys. km2 wyspie Cejlon, na której leży Sri Lanka. Ona również należy do najpopularniejszych na świecie rejonów praktykowania ajurwedy. Ściągają na nią miliony turystów z całego globu.


Sri Lanka szczyci się własną odmianą systemu bazującą na zestawach receptur i zaleceń, przekazywanych z pokolenia na pokolenie przez rodziny królewskie przez ponad 3 tys. lat (tutejsi starożytni władcy byli też wybitnymi autorytetami w dziedzinie tej medycyny). Dziś także specjaliści od ajurwedy cieszą się wysoką pozycją w hierarchii społecznej kraju. Istnieje nawet powiedzenie mówiące, że jeśli nie możesz być królem, zostań uzdrowicielem, a ośrodki ajurwedyjskie odnajdziemy w każdym zakątku wyspy.


Najpopularniejsze centra na Sri Lance znajdują się na południowo-zachodnim i południowym wybrzeżu, choć wiele leży również w głębi lądu wśród malowniczych pól herbacianych. Większość z nich, poza wchodzącymi w skład programu odnowy konsultacjami z mistrzami tego rodzaju medycyny i dietetykami, zajęciami jogi, zabiegami oczyszczania i masażami, oferuje swoim gościom doskonałe warunki do wypoczynku w otoczeniu bujnej tropikalnej roślinności i odgłosów przyrody, baseny z widokiem na Ocean Indyjski, a nawet biblioteki pełne książek i – oczywiście – całodobową obsługę. Możemy wybierać między luksusowymi resortami najwyższej klasy a ekologicznymi kompleksami złożonymi z komfortowych bambusowych bungalowów harmonijnie wkomponowanych w naturalny krajobraz wyspy.


Czy na miejsce kuracji wybierzemy piękne lankijskie plaże, porośnięte herbacianymi krzewami malownicze wzgórza, czy tropikalną dżunglę, w przerwie pomiędzy kolejnymi relaksującymi i uzdrawiającymi sesjami powinniśmy wybrać się na safari do jednego z ponad 20 parków narodowych (aż jedna trzecia powierzchni tego kraju jest pod ochroną). W trakcie wyprawy zobaczymy bawoły, słonie indyjskie, krokodyle błotne i różańcowe, wargacze leniwe, lamparty, pangoliny gruboogonowe i liczne gatunki egzotycznych ptaków w ich naturalnym środowisku (m.in. endemiczne kury, syczki czy gwarki cejlońskie). Miłośnikom historii i sztuki spodoba się natomiast wycieczka do regionu określanego jako Trójkąt Kulturowy. Jego granice wytyczają trzy dawne syngaleskie stolice: Anuradhapura, Polonnaruwa i Kandy. Do tego rejonu zalicza się także niezmiernie ciekawe miasto Dambulla z wykutą w skałach buddyjską złotą świątynią i zapierające dech w piersiach stanowisko archeologiczne Sigirija (Sigiriya, czyli Lwia Skała). Na pamiątkę warto kupić wydobyty na wyspie kamień szlachetny lub półszlachetny. Wybór jest ogromny – od niebieskich, czerwonych i białych szafirów, przez ametysty, granaty bądź topazy, po akwamaryny i kamienie księżycowe. Polecam też wypłynąć w morze w poszukiwaniu delfinów i wielorybów. Tak z pewnością wyglądają wymarzone wakacje.


SZCZYTY HIMALAJÓW

Dla osób, które niezbyt dobrze czują się w gorącym i wilgotnym tropikalnym klimacie, doskonałym miejscem na uzdrawiające ajurwedyjskie wakacje będzie Nepal. Ten kraj słynie z obfitości ziół o zdrowotnych właściwościach. Ponad 3,5 tys. gatunków roślin stosowanych do masaży i wytwarzania leczniczych receptur rośnie u podnóży Himalajów. Specjaliści uważają, że góry, słońce, deszcz i wiatr przyczyniają się do zwiększenia poziomu uzdrawiającej energii charakteryzującej tutejszą florę.


Ajurweda ma w Nepalu niezmiernie długą tradycję (podobną do indyjskiej) i jest uznawana za pełnoprawną dziedzinę medycyny. Znajdziemy tu zatem zarówno ajurwedyjskie gabinety lekarskie, jak i komfortowe ośrodki wypoczynkowe, których zdecydowana większość leży w otoczonej białymi himalajskimi szczytami Kotlinie Katmandu lub w urokliwych okolicach miasta Pokhara. Warto podkreślić, że w nepalskich centrach ze względu na niezwykłą gościnność mieszkańców panuje często wyjątkowo domowa atmosfera. Podczas pobytu w nich będziemy czuli się bardziej jak na wakacjach u przyjaciół czy rodziny niż w hotelu.


AJURWEDA W POLSCE

Choć ta starożytna indyjska medycyna przybyła do Polski stosunkowo późno, od kilku lat zdobywa coraz więcej zwolenników. Powiększa się też grono praktykujących ją osób. Pierwszy w naszym kraju ośrodek ajurwedyjski – Centrum Ajurwedy – powstał w Warszawie w 2004 r. Reprezentował on Polskę na międzynarodowym forum jako członek założyciel European Ayurveda Association (organizacji, w której warto szukać informacji na temat rzetelności interesującego nas miejsca). Obecnie działa jedynie kilka polskich placówek specjalizujących się w tego rodzaju medycynie, ale większość z nich zatrudnia ekspertów szkolonych w Indiach i zaprasza jej mistrzów na sesje dla pacjentów i kursy dla personelu. Poza warszawskim Centrum Ajurwedy i innymi ośrodkami pojawiającymi się ostatnio jak grzyby po deszczu głównie w dużych miastach kilkudniową relaksującą kurację odbędziemy w Hotelu Warszawianka w Jachrance pod Serockiem, w bieszczadzkim kompleksie Solinianka Villas & Spa, Kinga Hotel Wellness w Czorsztynie, Pałacu Sulisław położonym między Wrocławiem a Opolem, Hotelu Zamek Ryn na Mazurach, GrandHotelu Tiffi w Iławie, Młynie Jacka Hotel & Spa w Wadowicach, a także w mniejszych salonach odnowy biologicznej w całym kraju.


Placówki praktykujące ajurwedę w Polsce oferują zarówno terapie uzdrawiające i przywracające równowagę umysłu i ciała, porady dietetyczne, zestawy ćwiczeń fizycznych i oddechowych, jak i konsultacje dotyczące stylu życia i wybór produktów z zakresu ziołolecznictwa. Coraz więcej informacji na temat tego hinduskiego systemu medycznego pojawia się również w polskiej prasie, na blogach i portalach o tematyce prozdrowotnej. Warto zainteresować się tą problematyką, ponieważ nawet drobne zmiany w codziennej rutynie mogą korzystnie wpłynąć na kreatywność, witalność i ogólne zadowolenie z siebie. A nawet jeśli wydaje nam się, że nie potrzebujemy znacząco poprawiać jakości naszego życia, relaksująca wizyta w ajurwedyjskim centrum w Polsce, Indiach, Nepalu czy na Sri Lance z pewnością pozwoli nam doskonale wypocząć i poznać bliżej swoje wnętrze.

Artykuły wybrane losowo

Kazachstan – kraina różnorodności

 

Agnieszka Szwed

www.szwedacz.com

 

Nowoczesna Astana – widok na miasto z wieżą Bäjterek w oddali

astana  10

© ARCHIWUM AMBASADY KAZACHSTANU W POLSCE

 

Tereny obecnego Kazachstanu zwane były niegdyś skrzyżowaniem Europy i Azji. To miejsce, w którym wpływy Zachodu od wieków ścierały się z kulturą orientalną i tak pozostało do dziś. Historia tego regionu to tysiąclecia migracji, a także najazdów ludów ze wszystkich stron świata. Obszar ten należał m.in. do kaganatu tureckiego, Złotej Ordy, Rosji czy ZSRR. Potężni władcy zabiegali, żeby kazachskie ziemie znalazły się w granicach ich imperiów. Działo się tak nie bez powodu.

 

Ze względu na swoją ogromną powierzchnię (ponad 2,7 mln km2)Kazachstan zalicza się do pierwszej dziesiątki największych państw świata. Mimo iż zdecydowana większość jego terytorium leży w Azji Środkowej, przez co uznawany jest za kraj azjatycki, ok. 13 proc. obszaru pozostaje w granicach Europy (tereny nad Morzem Kaspijskim, na zachód od rzeki Emba). To kraina równin i ciągnących się po horyzont stepów, piaszczystych pustyń i malowniczych pasm górskich. Nieograniczona przestrzeń od wieków przyciąga ludy pasterskie i koczownicze. Nazwa państwa pochodzi z języków starotureckiego i perskiego i odzwierciedla właśnie tę nomadyczną kulturę. „Kazachstan” oznacza „krainę wędrowców”. To terytorium niejednorodne pod względem etnicznym. Tu Wschód spotyka się z Zachodem, a wpływy głównej religii w kraju, islamu, mieszają się ze spuścizną komunistyczną z czasów Związku Radzieckiego (ZSRR), którego republiką było to państwo aż do uzyskania niepodległości 16 grudnia 1991 r.

 

Do Kazachstanu nie docierają masy morskiego powietrza, a jego wybitnie kontynentalny klimat cechują skrajności. Zimy są tutaj niezmiernie mroźne, natomiast lata – suche i upalne. Dość trudne warunki pogodowe i surowość krajobrazu mogą skłaniać do postrzegania tego kraju jako monotonnego i nieprzystępnego. I o ile podróżowanie po nim nie zawsze bywa łatwe, warto odkryć ukrytą w nim różnorodność.

 

Majestatyczny Kanion Szaryński w promieniach zachodzącego słońca

Kazachstan Szaryn1 Szwed

© AGNIESZKA SZWED/WWW.SZWEDACZ.COM

 

Kraj niesamowitych jezior

 

Kazachstan jest największym państwem na świecie pozbawionym dostępu do morza. Nie przeszkadza mu to jednak w posiadaniu własnej floty. Brak ten rekompensują inne akweny, odznaczające się niezwykłą urodą, a także wyjątkowością w skali świata.

 

Zachodnia granica kraju przebiega m.in. wzdłuż brzegów największego na świecie jeziora – Morza Kaspijskiego (371 tys. km² powierzchni). Długość wybrzeża wynosi niemal 1,9 tys. km. W drodze na wschód dotrzemy do leżącego na kazachsko-uzbeckim pograniczu Jeziora Aralskiego (nazywanego przez miejscowych Morzem Aralskim), a raczej tego, co z niego zostało. W wyniku radzieckiego programu wykorzystującego wody Syr-darii i Amu-darii do nawadniania olbrzymich plantacji bawełny, akwen zaczął wysychać i stracił ostatecznie aż ok. 90 proc. swojej pierwotnej powierzchni. Dziś znaczną część jego dawnego obszaru zajmują połacie piachu i uwięzione w nich wraki statków, przemierzających niegdyś wzdłuż i wszerz wielkie Morze Aralskie. Miejsce to znajduje się w niechlubnej czołówce ekologicznych katastrof świata i przykładów destrukcyjnego wpływu człowieka na środowisko. Obecnie organizacje i instytucje międzynarodowe (m.in. Bank Światowy) podejmują działania mające na celu uratowanie zbiornika i osiągają nawet niewielkie sukcesy. Odwrócenie tak ogromnych zniszczeń będzie jednak niezmiernie trudne, a przyszłość dawnej chluby regionu jest niepewna.

 

Wyjątkowy obszar wodny skrywa również rozległa Kotlina Bałchasko-Ałakolska. Mowa o bezodpływowym jeziorze Bałchasz (16,4 tys. km² powierzchni), które wymyka się standardowemu podziałowi zbiorników na słono- i słodkowodne. Wąski przesmyk dzielący akwen nie pozwala na całkowitą wymianę wód. Jedna z jego części pozostaje więc zasolona. Do drugiej natomiast wpływa rzeka Ili. Niesie ona ze sobą masy słodkiej wody pochodzącej z topniejących górskich śniegów.

 

Wśród miejsc, które odwiedziłam w trakcie podróży, niewątpliwie wyróżnia się Kaindy (Kajyngdy). To akwen położony w południowo-wschodniej części kraju, w jednym z pasm gór Tien-szan – Küngej Ałatau. Turkusowy odcień wody i sąsiedztwo zielonych szczytów upodabnia go do innych urokliwych jezior górskich. Jednak Kaindy jest niezmiernie osobliwe. Jego wody skrywają zatopiony las, a widok kikutów świerków wystających na powierzchnię zapada w pamięć na długo. W języku kazachskim „Kaindy” oznacza „brzozowy”, „pełen brzóz”. To niezwykłe jezioro powstało stosunkowo niedawno, w styczniu 1911 r., w wyniku trzęsienia ziemi w dolinie rzeki Czongkemin. Spadające wapienne skały stworzyły naturalną zaporę, a dno wąwozu i rosnący w nim las zostały zalane. Podziwianie zatopionych konarów utrudnia nieco temperatura wody, która nigdy nie wzrasta powyżej 6°C. Jednak widoczne z brzegu drzewa znaczące gładką taflę i tak prezentują się bardzo malowniczo. Mimo iż woda jest lodowata, ze względu na jej przejrzystość ściąga tu wielu nurków chcących podziwiać niesamowitą podwodną scenerię.

 

Podczas wyprawy nad jezioro towarzyszyły nam wspaniałe widoki, ale te w Kazachstanie mogliśmy oglądać niezmiernie często. Dość łatwo dojechaliśmy do wioski Saty, aby po kilku kilometrach minąć cmentarz, przy którym należy skręcić w drogę prowadzącą do zatopionego lasu. I tutaj zaczęły się problemy. Wypożyczony przez nas samochód nie był porządnym autem terenowym, więc wydawało nam się, że to jedna z najgorszych tras, jaką kiedykolwiek przyszło nam pokonać. Prędkość jazdy spadła do 10 km na godzinę, a każda dziura poważnie zagrażała i tak już nadwyrężonemu podwoziu. Niestety, większość wiejskich dróg w Kazachstanie wygląda w ten sposób, dlatego przy planowaniu podróży trzeba wziąć pod uwagę, że dojazd nawet do pozornie blisko położonych miejsc zajmie znacznie więcej czasu, niż można by się spodziewać. Gdy dotarliśmy do przecinającej naszą trasę płytkiej rzeki, wiedzieliśmy, że wyprawa samochodem dobiegła końca. Jakby tego było mało, widoczne na horyzoncie ciemne chmury nad wyraz szybko zaczęły nadciągać w kierunku auta. I choć uwielbiam taką pogodę, to niekoniecznie potrafię się nią cieszyć, kiedy akurat muszę rozkładać namiot. Obawialiśmy się też znacznego pogorszenia warunków na szlaku, który następnego dnia mieliśmy pokonać pieszo. Napływ zwrotnikowych mas powietrza i niewielka ilość chmur sprawiają, że powietrze jest tu latem gorące i bardzo suche. Góry rządzą się jednak własnymi prawami i jak wszędzie mogą zaskoczyć zmianami pogody.

 

Noc upłynęła nam w strugach deszczu, ale poranek zachęcał do ruszenia w drogę. Do celu zostało nam 7 km. Na tym odcinku przekonaliśmy się, że trekking nie należy najwyraźniej do ulubionych zajęć Kazachów. Nikt, dosłownie żaden z miejscowych, nie szedł pieszo, mimo iż okolica wydawała się do tego stworzona. Owszem, ostatni fragment trasy niektórzy przemierzali o własnych siłach, ponieważ nie dało się tu wjechać żadnym pojazdem. Jednak i w tym przypadku sporo osób wybierało przejażdżkę na grzbiecie konia. Piesza wycieczka wydawała się ostatecznością, choć nie wymagała zbytniego wysiłku. Na szlaku napotkaliśmy skupiska jurt i straganów, przy których można było posilić się czy napić herbaty, z czego chętnie skorzystaliśmy.

 

Kaindy nie da się okrążyć, wędrując przy linii wody. Do fragmentów brzegu prowadzą leśne ścieżki. Warto przejść kilkoma z nich, żeby zobaczyć jezioro z różnych stron, gdyż z każdej prezentuje się nieco inaczej. W drodze powrotnej część trasy pokonaliśmy autostopem, ponieważ niezbyt dobrze wyliczyliśmy zapas czasu. Z Kaindy po prostu niełatwo się rozstać.

 

Żyjąca pustynia

 

Wycieczka konna w okolicy Kaindy

Kazachstan Kaindy3 Szwed

© AGNIESZKA SZWED/WWW.SZWEDACZ.COM

 

Ok. 150 km na północny wschód od miasta Ałmaty rozpoczyna się rozległa kraina pretendująca do znalezienia się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To Park Narodowy „Ałtyn-Jemiel”, którego pustynno-stepowy obszar niemal z każdej strony otaczają góry. Latem temperatura bywa tutaj trudna do zniesienia nawet dla osób lubiących upały.

 

Nazwa parku związana jest z historią Mongolii. Użycie po raz pierwszy określenia, które stosuje się do dziś, przypisuje się słynnemu Czyngis-chanowi (urodzonemu między 1155 a 1162 r. i zmarłemu w 1227 r.). Według legendy, gdy w 1219 r. przemierzał te ziemie ze swoją armią i ujrzał na horyzoncie wzgórza skąpane w promieniach słońca, nazwał je „złotym siodłem”, co właśnie znaczy „Ałtyn-Jemiel”. Kiedy zatrzymał się przed wielką równiną, którą chciał wcielić do swojego imperium, użył tego wyrażenia ponownie.

 

Park zajmuje powierzchnię ponad 5,2 tys. km2, dlatego warto przeznaczyć na jego zwiedzanie więcej niż jeden dzień. Zwłaszcza że największe atrakcje, czyli tzw. Śpiewającą Wydmę, góry Aktau i Katutau dzielą od siebie znaczne odległości. Do spędzenia nocy na tym obszarze świetnie nadaje się baza strażników parkowych, będąca zieloną oazą pośrodku pustyni. Można rozstawić tutaj namiot, skorzystać z wody, a nawet z bani, sprawiającej jednak wrażenie używanej dawno temu.

 

Śpiewająca Wydma wznosi się nad płaskim, pustynnym terenem, co sprawia, że góruje nad okolicą. Przy odpowiednim wietrze rozbrzmiewa charakterystycznym dudniącym dźwiękiem. Legendy mówią, że to głosy dusz wojowników pochowanych niegdyś w tym miejscu. Latem „Ałtyn-Jemiel” staje się niemal patelnią. Temperatura sięga 40–50°C i próżno szukać tu przynoszącego ulgę cienia. Dlatego wspinaczka na wysoką na 150 m wydmę w godzinach popołudniowych okazała się zadaniem karkołomnym i zakończyła się dla nas szybciej, niż zakładały plany. Mogliśmy za to chodzić po niej w całkowitej samotności. Wszystkim wybierającym się do parku w okresie letnim polecam jednak przybycie wczesnym rankiem, gdy upał nie daje jeszcze mocno o sobie znać. W tym regionie znajduje się także pięć kamiennych kurhanów Besszatyr, będących cmentarzem i miejscem kultu starożytnych plemion zwanych Sakami (spokrewnionych ze Scytami i Sarmatami), zamieszkujących te ziemie w I tysiącleciu p.n.e. „Ałtyn-Jemiel” sprawia wrażenie rejonu nienadającego się do życia, ale to tylko pozory, gdyż zamieszkują go rozmaite stworzenia. Poza licznymi owadami występuje w tych stronach kilkaset gatunków zwierząt. Zależnie od pory roku można tu spotkać m.in. wilki szare, lisy rude, gazele czarnoogonowe, pieszczanki wielkie, koziorożce syberyjskie, osły azjatyckie (onagery), węże i jaszczurki, a nawet pantery śnieżne (irbisy śnieżne)!

 

Park wolno zwiedzać jedynie od kwietnia do października. Do wstępu na jego teren upoważniają bilety, które kupuje się w biurze w wiosce Basszi. Jeśli nie nabędziemy wejściówek, szlabany ustawione na drodze na granicy obszaru chronionego okażą się najprawdopodobniej przeszkodą nie do przebycia. Basszi to również ostatnie miejsce, w którym możemy zaopatrzyć się w zapasy wody i żywności, jeżeli nie zrobiliśmy tego wcześniej. Ich uzupełnienie w parku jest niemożliwe.

 

Kazachskie jurty charakteryzują się drzwiami zwróconymi na wschód

Kazachstan jurty Szwed

© AGNIESZKA SZWED/WWW.SZWEDACZ.COM

 

Na dnie kanionu

 

W południowo-wschodnim Kazachstanie, tuż przy granicy z Chinami, warto odwiedzić też region nietypowy dla azjatyckiego krajobrazu. W rejonie rzeki Szaryn wiatr owiewa wyłonione z morza skały już od 12 mln lat. Kanion Szaryński określany jest mianem młodszego brata słynnego Wielkiego Kanionu Kolorado w stanie Arizona w USA. Wspominając widoki na amerykański cud natury, zastanawiałam się, czy jego kazachski odpowiednik będzie mu w stanie dorównać. Nie zawiodłam się.

 

Czas naszej podróży okazał się nieco niefortunny, gdyż władze kraju wprowadziły akurat ograniczenia w poruszaniu się w strefie przygranicznej. Do odwiedzania miejsc takich jak Kanion Szaryński czy Wielkie Jezioro Ałmaty wymagane były dodatkowe pozwolenia, których wyrobienie trwałoby zbyt długo. Liczyliśmy się z tym, że możemy zostać zawróceni przed samym osiągnięciem celu. Tak się na szczęście nie stało i po wykupieniu biletów w budce strażniczej niezatrzymywani przez nikogo ruszyliśmy przed siebie. Nad krawędź kanionu przybyliśmy w idealnym momencie. Zachodzące słońce oświetlało skały w głębi, wydobywając ich barwę i fakturę. Patrzyliśmy na ten spektakl natury aż do chwili, gdy światło zgasło. Zostawiliśmy samochód na górze, a sami przypominającą serpentynę ścieżką podążyliśmy w dół wąwozu, żeby zanocować w jego wnętrzu. Do celu dotarliśmy po zmroku. Nie byliśmy w stanie ocenić miejsca, w którym rozbijaliśmy namiot. Słyszeliśmy szum przepływającej obok rzeki i wiedzieliśmy, że otaczają nas strome skalne ściany. Wygląd okolicy do rana pozostał tajemnicą.

 

Podczas schodzenia na dno kanionu spotkaliśmy strażnika, u którego wcześniej kupowaliśmy bilety. Pokazał nam, gdzie możemy się rozbić, i zaproponował, żebyśmy po rozstawieniu namiotów podeszli do pobliskiego baru. Nie spodziewałam się niczego więcej niż niewielkiej budki, w której sprzedaje się przekąski i napoje. Nie doceniłam jednak kazachskiej kreatywności. Wspomniany bar był większy, niż myślałam, a dobiegająca z niego muzyka grała znacznie głośniej, niż można by przypuszczać. Przy stołach siedziały grupki miejscowych raczących się piwem i sziszą. Również na niewielkim drewnianym parkiecie robiło się coraz gęściej. Impreza trwała w najlepsze. Okazało się, że bawią się tu głównie ludzie związani z kanionem, m.in. strażnicy czy pracownicy zaplecza turystycznego. Przyjezdnych było jak na lekarstwo. Gospodarze nie pozwolili, abyśmy siedzieli z boku. Po chwili szisza krążyła już wśród nas, zadbano także, żebyśmy zbyt często nie schodzili z parkietu. Wyobrażałam sobie, że noc upłynie nam na toczonych przed namiotem rozmowach i wsłuchiwaniu się w szum Szarynu. W ogóle nie przyszło mi do głowy, iż w takim miejscu będę uczestniczyć w dość hucznej imprezie. Prawdę mówiąc, chociaż świetnie się bawiłam, nie popieram tworzenia tego typu lokali rozrywkowych w regionach o znacznych walorach przyrodniczych. Zwłaszcza że w tej okolicy planuje się ponoć rozbudowanie infrastruktury turystycznej, a nawet postawienie centrum spa. Raczej nie kibicuję temu przedsięwzięciu, bo sam kanion jest naprawdę wystarczającą atrakcją, a im bardziej dziki i naturalny pozostaje, tym lepiej. To – oczywiście – moje zdanie i zdaję sobie sprawę, że niektórym takie udogodnienia mogą odpowiadać.

 

Kazachscy Ujgurzy

 

Wieczór upłynął nam nie tylko na zabawie, ale i na interesujących rozmowach z miejscowymi. Jak się okazało, byli wśród nich Ujgurzy. Są oni grupą etniczną pochodzenia tureckiego. Dawne ujgurskie imperium (kaganat ujgurski, chanat ujgurski), istniejące mniej więcej w latach 744–840, sięgało niemal od Morza Kaspijskiego po Mandżurię, zostało jednak podbite, a jego mieszkańcy w ciągu następnych wieków przenosili się m.in. na tereny podlegające Czyngis-chanowi i kolejnym mongolskim władcom. Ostatecznie Ujgurzy trafili pod panowanie Chińczyków. Obecnie zdecydowana większość ponad 15-milionowej populacji tej ludności zamieszkuje rozległy Region Autonomiczny Sinciang-Ujgur w północno-zachodnich Chinach. W Kazachstanie żyje ich powyżej 250 tys., osiedlili się głównie na południu, np. w okolicach miasta Ałmaty. Mimo burzliwej przeszłości i braku własnego państwa, Ujgurzy nigdy nie zatracili tożsamości i nie porzucili marzeń o własnym kraju. Świadczą o tym liczne zrywy wolnościowe i powstania, którymi naznaczona jest ich historia. Również i dziś, zmuszani do używania głównie języka mandaryńskiego (standardowego chińskiego, putonghua) i asymilowania chińskiej kultury, nadal walczą o niepodległość. Chociaż uciekają się niekiedy nawet do aktów terroryzmu, większość świata nie wie o ich istnieniu. Ujgurzy opowiadali nam m.in. o swoim pochodzeniu i o tym, czym różni się język ujgurski od kazachskiego. Podkreślanie tych różnic było dla nich bardzo ważne i wiązało się zapewne właśnie z potrzebą zachowania odrębności kulturowej.

 

Spać położyliśmy się dużo później, niż planowaliśmy. Po raz pierwszy przebudziliśmy się o wschodzie słońca. Choć widziany z dna kanionu nie wydawał się zbyt spektakularny, światło pięknie wyeksponowało rozżarzone szczyty otaczających nas skał. Wtedy też zobaczyliśmy, w jak urokliwym miejscu spędziliśmy noc. Na dobre obudziliśmy się kilka godzin później. Zebraliśmy obozowisko i ruszyliśmy na dalsze odkrywanie Kanionu Szaryńskiego. Wracaliśmy tą samą drogą, którą przyszliśmy. Za dnia mogliśmy podziwiać wspaniałe formacje skalne w pełnej okazałości.

 

Na koniec warto wspomnieć, że z mniejszością ujgurską związana jest jedna z bardziej oryginalnych budowli znajdujących się na terenie Kazachstanu. Otóż w mieście Żarkent, zaledwie 30 km od granicy z Chinami, wybudowano niezwykły meczet przypominający chińską pagodę. Co ciekawe, wzniesiono go z drewna, bez użycia ani jednego gwoździa. W czasach ZSRR obiekt wykorzystywany był jako wartownia dla pograniczników lub pijalnia herbaty. Od końca lat 60. XX w. uchodzi za zabytek, a władze państwowe przekształciły go w muzeum.

 

Nie tylko przyroda

 

Kazachstan jest nie tylko największym, ale i najbogatszym stabilnie rozwijającym się krajem Azji Środkowej. Widać to zwłaszcza w dużych miastach takich jak Astana czy Ałmaty. To nowoczesne ośrodki, które bez problemu mogą konkurować z zachodnimi metropoliami. Architekci i planiści pragną, żeby ten pierwszy, pełniący od grudnia 1997 r. funkcję stolicy, stał się Berlinem w euroazjatyckim stylu. Jego centrum zaprojektowano z wielkim rozmachem, a futurystyczne budowle i monumentalizm architektury wprawiają w osłupienie. Miasto stanowi zrealizowaną wizję prezydenta Nursułtana Nazarbajewa, sprawującego swój urząd od początku istnienia współczesnego niepodległego państwa. Zarówno Astana, jak i Ałmaty są ośrodkami przemysłowymi, kulturalno-naukowymi i handlowo-usługowymi. Znajdziemy w nich wiele udogodnień nie tylko dla mieszkańców, ale i turystów. Część miejskiej ludności szybko się bogaci, o czym świadczą liczne drogie samochody przemierzające tutejsze ulice.

 

Symbolem inwestycyjnego rozmachu, tym razem jednak jeszcze z czasów radzieckich, jest kosmodrom Bajkonur. Ten obiekt, wybudowany w 1955 r. ok. 200 km na wschód od Jeziora Aralskiego, to najstarszy i do tej pory nadal największy ośrodek wysyłający statki i promy kosmiczne poza orbitę Ziemi.

 

Mimo iż Kazachstan w porównaniu ze swoimi sąsiadami osiągnął względny sukces gospodarczy związany z wydobyciem surowców naturalnych, dostrzega się tu wyraźnie rozwarstwienie społeczne wynikające z różnic w dochodach, a duże obszary biedy poza wielkimi miastami stanowią wyzwanie dla władz stawiających na ciągły rozwój. Większość społeczeństwa wciąż żyje bardzo skromnie, a o problemach z dostępem do wody w mniejszych miejscowościach mieliśmy okazję przekonać się na własnej skórze.

 

Rządzący krajem marzą jednak o zwiększeniu znaczenia Kazachstanu w świecie. To właśnie Astana została gospodarzem Expo 2017, cyklicznej prestiżowej wystawy prezentującej kulturowy, naukowy i techniczny dorobek państw i narodów z całego globu. Impreza rozpocznie się 10 czerwca i potrwa 3 miesiące, a jej temat stanowi energia przyszłości. Jednym z głównych wyzwań będzie uzyskanie odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób zapewnić bezpieczny i trwały dostęp do energii przy jednoczesnej redukcji emisji dwutlenku węgla.

 

Warto wspomnieć, że w sierpniu 2016 r. pierwszy raz po 14 latach odbyła się oficjalna wizyta prezydenta Kazachstanu Nursułtana Nazarbajewa w Polsce. To spotkanie ma być początkiem zacieśnienia stosunków między oboma państwami. Zapewne przełoży się więc na nasze częstsze kontakty z Kazachami tak w sferze gospodarki, jak i turystyki. Nie bez zasług w dziedzinie budowania wzajemnych relacji pozostaje również działalność kazachskiej ambasady i kierującego nią Ałtaja Abibułłajewa, który doskonale mówi po polsku, co pozwala mu wspaniale promować swoją ojczyznę w Polsce.

 

W 2017 r. Polacy dostaną się do Kazachstanu szybciej i łatwiej. Już od 8 maja Polskie Linie Lotnicze LOT wprowadzają do swojej oferty połączenia z Warszawy do Astany. Będą to pierwsze bezpośrednie loty naszego przewoźnika do Azji Środkowej. W jego rozkładzie znalazły się cztery rejsy w tygodniu (w poniedziałek, środę, czwartek i piątek) samolotami Boeing 737-800 Next Generation. Oprócz tego od 1 stycznia br. polscy obywatele mogą przekraczać kazachską granicę bez wizy, wystarczy jedynie okazanie ważnego paszportu (dotyczy to pobytu do 30 dni). Podróż z Polski do Kazachstanu nigdy jeszcze nie była tak prosta. Warto skorzystać z tej okazji i odkryć ten różnorodny i niezmiernie interesujący kraj.

 

„Sisi tuna enda Uganda”, czyli jedziemy do Ugandy!

ROBERT GONDEK „GERBER“

www.stronagerbera.pl

<< Tajemnicza i dla wielu egzotyczna Uganda nie należy jak na razie do najpopularniejszych kierunków turystycznych na Czarnym Lądzie. Swoim gościom ma jednak niezmiernie wiele do zaoferowania i pod względem atrakcji nie ustępuje słynniejszym sąsiadom – Kenii czy Tanzanii. Niestabilna sytuacja w tym wschodnioafrykańskim kraju przez wiele lat skutecznie odstraszała turystów. Dziś prowadzone przez ugandyjskie władze statystyki pokazują, że od 2006 do 2010 r. liczba odwiedzających 10 tutejszych parków narodowych (m.in. Park Narodowy Królowej Elżbiety – Queen Elizabeth National Park, Nieprzenikniony Park Narodowy Bwindi – Bwindi Impenetrable National Park, Park Narodowy Doliny Kidepo – Kidepo Valley National Park, czy Park Narodowy Kibale – Kibale National Park) zwiększyła się wyraźnie – ze 109 tys. do 190 tys. osób. Miejscowa przyroda przyciąga przede wszystkim bogactwem dzikiej fauny – zobaczymy tu np. szympansy i bardzo rzadkie goryle górskie. Oprócz tego warto polecić także wędrówkę po masywie Rwenzori (Rwenzori Mountains), rafting po burzliwych wodach Nilu Wiktorii w Parku Narodowym Wodospadów Murchisona (Murchison Falls National Park) oraz wyprawę nad największe w Afryce Jezioro Wiktorii. >>

Więcej…

Etiopia – Tybet Czarnego Lądu

ANNA KRYPA
WWW.COMEANN.COM

 

<< Etiopia hipnotyzuje intensywnym aromatem kawy, zachwyca bogactwem i różnorodnością zabytków, wspaniałą kulturą i zapierającymi dech w piersiach dziewiczymi krajobrazami. To najbardziej górzysty kraj Afryki, a swoim niesamowitym urokiem przyciąga miłośników trekkingu z całego świata, którym oferuje niezliczoną liczbę tras i szlaków. Nigdy niedotknięty kolonizacją jest także, obok Japonii i Iranu, jednym z najstarszych państw na ziemi. >>

Więcej…