Ajurweda wykorzystuje ćwiczenia charakterystyczne dla jogiYoga

© INDIA TOURISM


ALEKSANDRA ŚWISTOW

www.pojechana.pl


Historia, jak się okazuje, lubi zataczać koło. Dziś, w XXI w., zaczynamy znów doceniać filozofię zdrowego życia, która narodziła się w Indiach ponad 7 tys. lat temu. Coraz częściej wybieramy błogi relaks w gabinetach odnowy biologicznej i chętnie łączymy wyjazd wypoczynkowy z uzdrawiającą ciało i umysł kuracją. Na nowo odkrywamy ajurwedę, zarówno w Indiach, Nepalu czy na Sri Lance, jak i w ośrodkach w Polsce.


„Ajurweda” oznacza „wiedzę o życiu”, a ponieważ życie bywa uważane za synonim zdrowia, właśnie w ten sposób nazwano jeden z najstarszych i najpełniejszych na świecie systemów medycyny, indyjski zbiór starożytnych nauk o życiu w zdrowiu, który dotyczy wszystkich rodzajów aktywności człowieka. Do jego najważniejszych pojęć należy równowaga ciała, umysłu i ducha. Ten stan nie jest możliwy do osiągnięcia bez zrozumienia siebie i otaczającego nas środowiska. Filozofia ajurwedy opiera się na przekonaniu o współzależności fizycznej i psychicznej sfery człowieka oraz nierozerwalnym związku schorzeń zaliczanych do nich obu. Ta medycyna koncentruje się na zapobieganiu chorobom albo usuwaniu ich źródła, a nie objawów, co często praktykują współcześni lekarze, którzy przepisują swoim pacjentom antybiotyki przy różnych okazjach. Zaleczone problemy prawie zawsze wracają i osłabiają organizm.


Poprawa jakości codziennej egzystencji i przestrzeganie zasad higieny spowodowały zmniejszenie zachorowalności na znane nam od wieków choroby, ale jednoczesne nasilenie tych cywilizacyjnych i brak zadowolenia z życia zaczyna nas skłaniać do refleksji. Coraz częściej zastanawiamy się, gdzie popełniliśmy błąd, dlaczego nie umiemy być szczęśliwi i nie mamy energii. Dostrzegamy też, jak wielki wpływ na kondycję fizyczną wywierają stan psychiki, dieta, nawyki, a nawet sposób myślenia. Zauważamy, że nasza odporność słabnie, gdy musimy sobie radzić z trudnymi sytuacjami, brakuje nam sił, kiedy żyjemy w stresie, a złe samopoczucie i męczące dolegliwości powodują emocjonalne huśtawki. Dlatego w poszukiwaniu rozwiązania odkrywamy na nowo prawdy będące podstawowymi zasadami starożytnej indyjskiej medycyny i coraz częściej wykorzystujemy nasz urlop na uzdrawiające wakacje, które pozwalają nam poczuć ulgę i odnaleźć harmonię duszy i ciała.


WIELOPOZIOMOWA KURACJA

Zdrowie według ajurwedy to nie tyle brak symptomów choroby, co stan idealnego samopoczucia, na jakie składają się równowaga bioenergetyczna, prawidłowe funkcjonowanie pięciu zmysłów (wzroku, słuchu, węchu, smaku i dotyku), niezaburzone trawienie i metabolizm, a także poczucie spełnienia i szczęścia. Dlatego wyróżnia się aż cztery poziomy leczenia: zapobieganie zachorowaniom, właściwe leczenie, poprawianie jakości życia i rozwój świadomości. Zgodnie z tym systemem medycyny większość kłopotów zdrowotnych wynika z zaburzeń psychologicznych. Z tego powodu kładzie się tu silny nacisk na zrozumienie własnych emocji, słuchanie potrzeb duszy i ciała.


Ajurweda uczy życia w harmonii z naturą, czerpania radości ze zwykłych rzeczy, poczucia jedności z przyrodą i wszechświatem. Według jej zasad, gdy burzymy naturalną równowagę organizmu (np. niezdrową dietą, poddawaniem się stresowi, tłumieniem emocji), osłabiamy swoją energię życiową, unieszczęśliwiamy się, gubimy sens istnienia i wywołujemy choroby.


Medycyna ajurwedyjska łączy wiele praktyk naturalnego uzdrawiania. Wykorzystuje techniki medytacyjne, ziołolecznictwo i najrozmaitsze zabiegi na ciało (w tym masaże). Mają one na celu oczyszczenie organizmu z toksyn, zarówno tych zatruwających nas fizycznie, jak i psychicznie, i jego regenerację. Popularna na całym świecie joga jest tradycyjnie częścią ajurwedy, która czerpie z niej ćwiczenia (również oddechowe), a także metody rozwoju świadomości takie jak medytację i recytację mantr. Za konieczny element procesu zdrowienia uważa się też zastosowanie diety dobranej do typu naszej energii i rodzaju schorzenia.


Ze względu na złożoność ajurwedyjskiego systemu leczenia oraz fakt, że nie ma na świecie dwóch takich samych osób o identycznych potrzebach i problemach, każdy pacjent musi zostać szczegółowo przebadany i indywidualnie zdiagnozowany. Pod uwagę bierze się zarówno aspekty fizyczne, jak i psychologiczne. Dopiero po dokładnej analizie stanu zdrowia, stylu życia, upodobań czy poziomu energetycznego konkretnego człowieka można rozpocząć terapię.


CUDOWNE MASAŻE


Masaże głęboko relaksują i pomagają usuwać toksyny z organizmu

Ayurvedic Therapy
© INDIA TOURISM

Każda kuracja ajurwedyjska, niezależnie od tego, czy poddamy się jej w odległej Azji, czy w Polsce, powinna zacząć się od zabiegów oczyszczania. Złe odżywianie (nawet z pozoru dobra, ale niedostosowana do naszych potrzeb dieta), stres, zanieczyszczenie środowiska, tłumienie swoich emocji, styl życia niezgodny z naszą naturalną osobowością – to wszystko sprawia, że w organizmie odkładają się niebezpieczne toksyny i, aby jakiekolwiek leczenie było skuteczne, musimy się ich pozbyć. Oprócz tego, o czym niewielu z nas wie, określone stany emocjonalne wpływają na apetyt na konkretne produkty spożywcze, których jedzenie jeszcze te stany pogłębia.


Główną metodą oczyszczania z trucizn są masaże olejami z dodatkiem ziół (poddaje się im całe ciało, włącznie z głową). To zarazem najpopularniejszy zabieg ajurwedy, przyciągający co roku miliony turystów na subkontynent indyjski – na Sri Lankę, do Nepalu i Indii, szczególnie do stanu Kerala, gdzie narodziła się ta medycyna. Zioła dobiera się odpowiednio do problemów zdrowotnych danej osoby, jej kondycji psychicznej i energii biologicznej, której wyróżnia się trzy główne rodzaje (trzy dosze). Na nich natomiast opiera się podział na trzy typy konstytucyjne ciała: vata, pitta i kapha. Technika masowania łączy w sobie uderzenia, ruchy naśladujące gwintowanie, ugniatanie, tarcie i ściskanie, co ma niezmiernie korzystny wpływ na stan skóry i układ mięśniowo-szkieletowy, pomaga również w zwalczaniu otyłości i bólu mięśni oraz umożliwia zapadanie w spokojny sen. Masaże często stosuje się razem z kąpielami parowymi, podczas których pacjent wypaca niebezpieczne związki latami odkładające się w jego organizmie. Poza tym wykorzystuje się także kuracje ziołami przeczyszczającymi, ziołowe lub olejowe lewatywy, krople do nosa czy upuszczanie krwi albo oczyszczanie krwi za pomocą ziół. Te zabiegi oczyszczające są częścią terapii zwanej Panchakarma, na którą składa się pięć metod usuwania trucizn z całego ciała. Dopiero po detoksykacji (co w przypadku masaży jest bardzo przyjemnym etapem) można rozpocząć właściwe leczenie i wdrażanie nowych zasad.


UZDRAWIAJĄCA DIETA

Ważny element filozofii ajurwedyjskiej stanowi przypisanie ogromnej roli w procesie zdrowienia i w dążeniu do szczęśliwego życia odpowiednio dobranej i zbilansowanej diecie. Jesteś tym, co jesz i jak to trawisz – powiadają Hindusi, którzy wierzą, że jedzenie to lekarstwo i świadome spożywanie odpowiednich pokarmów, bez pośpiechu i w spokoju, nie tylko zapobiega chorobom, ale też leczy.


Według ajurwedy właściwości posiłków są przyswajane przez organizm. Mogą one mieć naturę rajasu (radźasu) – pobudzającą, tamasu – wywołującą uczucie ciężkości i senność, sattwy – odpowiadającą za stan lekkości i równowagi. Jak łatwo się domyślić, dieta ajurwedyjska bazuje na składnikach sattwicznych, które dostarczają nam dokładnie tyle energii, ile potrzebujemy. Należą do nich wszystkie świeże, nieprzetworzone lub na bieżąco gotowane produkty wegetariańskie. Ważną rolę w przyrządzaniu zdrowych potraw odgrywają aromatyczne przyprawy, które poza właściwościami smakowymi mają również dobroczynny wpływ na nasz organizm: wspomagają przemianę materii, oczyszczają z toksyn, poprawiają pamięć i koncentrację, a także działają pobudzająco lub hamująco na apetyt.


Odpowiednia dieta powinna być zróżnicowana w zależności od typu energii danej osoby, braków, jakie odczuwa, i pory roku. Co ciekawe, ajurweda rozróżnia sześć podstawowych smaków: słodki (cukier, ale też mleko, masło, zboża i chleb), kwaśny (owoce cytrusowe, produkty ze sfermentowanego mleka), słony (dania z solą, owoce morza), ostry (przyprawy), gorzki (większość warzyw i sałat) i cierpki (szpinak, kapusta, brokuły, soczewica).


Bardzo istotną cechę medycyny ajurwedyjskiej stanowi traktowanie każdego człowieka jako indywidualności o innych problemach i potrzebach, co ma swoje odzwierciedlenie również w sposobie układania diety. Poszczególne modele energetyczne muszą odpowiadać ogólnym zasadom ustanowionym dla swojej grupy, które nie są jednak zbyt precyzyjne. Przy dobieraniu konkretnych składników naszego jadłospisu powinniśmy kierować się smakiem, zapachem, kolorem, temperaturą i właściwościami produktów spożywczych oraz ufać jednocześnie swoim kulinarnym gustom i intuicji, podpowiadającym nam, jakie typy posiłków będą dla nas w danym momencie najlepsze.


Ajurweda wyróżnia trzy główne rodzaje diet równoważących (podobnie jak w przypadku energii): vata, pitta i kapha. Pierwszy z nich sprawdza się w zimnych i suchych porach roku, czyli jesienią i zimą, dlatego bazuje na ciepłych, płynnych, kalorycznych i rozgrzewających daniach, a także gorących napojach (herbaty ziołowe i korzenne). Dominują tu smaki słodki, słony i kwaśny. Jesienią i zimą stosuje się też dietę równoważącą kapha, w której zaleca się używanie produktów ostrych, gorzkich i cierpkich. Letnia bądź późnowiosenna lekkostrawna pitta bazuje z kolei na warzywach i owocach. Przeważają w niej smaki słodki, cierpki i gorzki.


Stare hinduskie powiedzenie mówi, że je się wtedy, gdy jest się głodnym lub kiedy jest się częstowanym jedzeniem przygotowanym z miłością, bo nie tylko potrawy wpływają na emocje, ale i emocje oddziałują na potrawy.


PODRÓŻE PO ZDROWIE


Shirodhara to masaż na tzw. trzecie oko

shirodhara ayurveda therapy 3 220
© KERALA TOURISM

Jeśli cierpimy na jakiekolwiek chroniczne dolegliwości, czujemy się zmęczeni, ociężali, brakuje nam kreatywności i radości, warto zastanowić się nad połączeniem urlopu z przywracającą harmonię duszy i ciału terapią. Taki uzdrawiający wyjazd to również kurs zdrowego życia. Uczestnictwo w nim pozwoli nam po powrocie wprowadzić do naszej codzienności zmiany mające na celu poprawę naszego samopoczucia, zwiększenie witalności i polepszenie kondycji zarówno fizycznej, jak i psychicznej. Niezależnie od tego, czy uskarżamy się na bóle głowy, dermatozy, bezsenność, nadciśnienie, nadwagę, problemy żołądkowe, alergie, cellulit albo nie potrafimy sobie poradzić z negatywnymi emocjami, specjaliści ajurwedy znajdą sposób, aby nam pomóc. Według tego systemu medycyny każda dysfunkcja organizmu to wynik zaburzenia naturalnej energii biologicznej, której równowagę możemy przywrócić dzięki odpowiednim zabiegom, ćwiczeniom (dla ciała i umysłu), diecie i zdrowemu stylowi życia.


Najpopularniejszymi kierunkami na ajurwedyjski urlop są niezmiennie Indie, szczególnie ich południowo-zachodni, tonący w zieleni stan Kerala, oraz równie zielona i egzotyczna Sri Lanka. Te osoby, które z jakichś powodów nie chcą lub nie mogą sobie pozwolić na wypoczynek w odległej Azji, zapraszają w swoje gościnne progi coraz liczniejsze polskie ośrodki specjalizujące się w tej starożytnej indyjskiej filozofii.


ZIELONA KERALA

Ajurweda na pierwszy rzut oka wydaje się nam, mieszkańcom Europy, ciekawostką i jedną z wielu możliwości poprawy kondycji organizmu i jakości życia. Jednak w Indiach (tak samo zresztą jest w Nepalu) to oficjalna gałąź medycyny, z której korzysta ok. 80 proc. społeczeństwa tego ogromnego kraju, a także dyscyplina uniwersytecka. Trudno zliczyć wszystkie indyjskie centra ajurwedyjskie, lecz turyści wciąż najchętniej wybierają te znajdujące się w Kerali.


Ten stan, nazwany według pewnych teorii od palmy kokosowej (kera), uchodzi za jeden z najbogatszych w całym państwie i z pewnością najbardziej zielonych. Szczyci się mianem jedynego, w którym komuniści przejęli władzę w wyniku głosowania, a nie rewolucji, szerokim dostępem do służby zdrowia i edukacji oraz wyższymi niż w innych częściach Indii wynagrodzeniami, co przekłada się na zadowolenie z życia i niezwykłą serdeczność mieszkańców. Zresztą trudno się nie cieszyć, gdy żyje się w tak przepięknym miejscu. W Kerali znajdziemy zarówno długie piaszczyste plaże, oddzielone od reszty lądu równym szeregiem kokosowych palm, tropikalną dżunglę pełną dzikich zwierząt (przy odrobinie szczęścia można zobaczyć tu słonie indyjskie i tygrysy bengalskie w ich naturalnym środowisku), pokryte plantacjami herbaty pasmo górskie Ghaty Zachodnie, gdzie jak ryby w wodzie poczują się miłośnicy m.in. wspinaczki i trekkingu, jak i niezmiernie malowniczy rejon lagun, jezior, rzek i kanałów. W granicach keralskich rozlewisk (tzw. backwaters) występują niezliczone gatunki ptaków, np. dostojne kormorany, długoszyje wężówki czy turkusowe zimorodki. Ludzie żyją tutaj jak przed wiekami, w symbiozie z otaczającą ich wodą. Charakterystyczną atrakcję turystyczną w tym regionie stanowi rejs luksusową drewnianą łodzią mieszkalną (kettuvallam) lub bardzo zwrotnym sportowym kajakiem.


Wśród wspaniałych krajobrazów tej części Indii powstało mnóstwo ośrodków ajurwedy – nie tylko typowych centrów medycznych, lecz również ekskluzywnych resortów. Niezależnie od tego, czy wybierzemy kryty liśćmi palmowymi bungalow na plaży, domek na drzewie w dżungli, z którego można w spokoju obserwować dziką przyrodę, czy romantyczny hotel nad brzegami rozlewiska, gdzie co rano budzić nas będzie ptasi świergot, a do snu kołysać żabi koncert, od samego początku będziemy otoczeni troskliwą opieką. Mieszkańcy Kerali wiedzą, jak sprawić, żeby odwiedzający ich goście poczuli się wyjątkowo. W ośrodku przywitają nas dźwięki bębnów, tradycyjnie ubrana hostessa zawiesi nam na szyi upleciony ze świeżych kwiatów lub owoców kardamonu naszyjnik, a na czole namaluje znak bindi – czerwoną kropkę, która ma chronić przed utratą energii życiowej. Po powitalnym drinku z tropikalnych owoców (oczywiście, bez alkoholu) rozpoczniemy naszą indyjską przygodę z ajurwedą.


Warto też dodać, że ten stan słynie na całym świecie ze swoich przypraw. Trudno jest wyobrazić sobie lepsze miejsce na zmianę nawyków żywieniowych niż krainę pachnącą kardamonem, kurkumą, gałką muszkatołową, pieprzem, wanilią i cynamonem. Podniebienie kuszą tu soczystymi kolorami kokosowe i orzeźwiająco miętowe sosy chutney, a smak ostrego curry łagodzą pyszne soczewicowo-ryżowe placki idli (idly) lub indyjskie pieczywo, którego mamy ogromny wybór – od drożdżowego chleba naan po przaśne placuszki chapati (ćapati). Podczas śniadań królują rozpływające się w ustach naleśniki dosa. Keralska kuchnia zachwyci z pewnością każdego!


Poza Keralą profesjonalne ośrodki ajurwedy znajdziemy w całych Indiach. Najpopularniejsze są jednak te w słynącym z pięknych plaż nad Morzem Arabskim stanie Goa, a także te usytuowane na północy, w spokojnych i cichych rejonach u podnóży Himalajów. Większość z nich leży wśród wspaniałych ogrodów urozmaiconych oczkami wodnymi, gdzie po masażach i ćwiczeniach możemy odpocząć w hamaku w cieniu wysmukłych palm kokosowych lub ochłodzić się w basenie. Niektóre indyjskie centra ajurwedyjskie wyglądają natomiast jak nowoczesne szpitale, dlatego warto przed wyjazdem dokładnie zapoznać się z ofertami, aby z mnóstwa propozycji wybrać dokładnie to, czego szukamy.


EGZOTYCZNA SRI LANKA


Ziołowe kąpiele pozwalają się zrelaksować i zapomnieć o bożym świecie

source

© SRI LANKA TOURISM
Wyobraźmy sobie idealne otoczenie do wykonywania relaksujących i uzdrawiających masaży. Bujna dżungla z mnóstwem dzikich zwierząt i wodospadów przeplata się z tarasowymi polami ryżowymi i plantacjami herbaty oraz ciągnącymi się kilometrami piaszczystymi plażami. W oddali majaczy architektura cudownych starożytnych miast. To wszystko znajdziemy na mającej zaledwie ponad 65 tys. km2 wyspie Cejlon, na której leży Sri Lanka. Ona również należy do najpopularniejszych na świecie rejonów praktykowania ajurwedy. Ściągają na nią miliony turystów z całego globu.


Sri Lanka szczyci się własną odmianą systemu bazującą na zestawach receptur i zaleceń, przekazywanych z pokolenia na pokolenie przez rodziny królewskie przez ponad 3 tys. lat (tutejsi starożytni władcy byli też wybitnymi autorytetami w dziedzinie tej medycyny). Dziś także specjaliści od ajurwedy cieszą się wysoką pozycją w hierarchii społecznej kraju. Istnieje nawet powiedzenie mówiące, że jeśli nie możesz być królem, zostań uzdrowicielem, a ośrodki ajurwedyjskie odnajdziemy w każdym zakątku wyspy.


Najpopularniejsze centra na Sri Lance znajdują się na południowo-zachodnim i południowym wybrzeżu, choć wiele leży również w głębi lądu wśród malowniczych pól herbacianych. Większość z nich, poza wchodzącymi w skład programu odnowy konsultacjami z mistrzami tego rodzaju medycyny i dietetykami, zajęciami jogi, zabiegami oczyszczania i masażami, oferuje swoim gościom doskonałe warunki do wypoczynku w otoczeniu bujnej tropikalnej roślinności i odgłosów przyrody, baseny z widokiem na Ocean Indyjski, a nawet biblioteki pełne książek i – oczywiście – całodobową obsługę. Możemy wybierać między luksusowymi resortami najwyższej klasy a ekologicznymi kompleksami złożonymi z komfortowych bambusowych bungalowów harmonijnie wkomponowanych w naturalny krajobraz wyspy.


Czy na miejsce kuracji wybierzemy piękne lankijskie plaże, porośnięte herbacianymi krzewami malownicze wzgórza, czy tropikalną dżunglę, w przerwie pomiędzy kolejnymi relaksującymi i uzdrawiającymi sesjami powinniśmy wybrać się na safari do jednego z ponad 20 parków narodowych (aż jedna trzecia powierzchni tego kraju jest pod ochroną). W trakcie wyprawy zobaczymy bawoły, słonie indyjskie, krokodyle błotne i różańcowe, wargacze leniwe, lamparty, pangoliny gruboogonowe i liczne gatunki egzotycznych ptaków w ich naturalnym środowisku (m.in. endemiczne kury, syczki czy gwarki cejlońskie). Miłośnikom historii i sztuki spodoba się natomiast wycieczka do regionu określanego jako Trójkąt Kulturowy. Jego granice wytyczają trzy dawne syngaleskie stolice: Anuradhapura, Polonnaruwa i Kandy. Do tego rejonu zalicza się także niezmiernie ciekawe miasto Dambulla z wykutą w skałach buddyjską złotą świątynią i zapierające dech w piersiach stanowisko archeologiczne Sigirija (Sigiriya, czyli Lwia Skała). Na pamiątkę warto kupić wydobyty na wyspie kamień szlachetny lub półszlachetny. Wybór jest ogromny – od niebieskich, czerwonych i białych szafirów, przez ametysty, granaty bądź topazy, po akwamaryny i kamienie księżycowe. Polecam też wypłynąć w morze w poszukiwaniu delfinów i wielorybów. Tak z pewnością wyglądają wymarzone wakacje.


SZCZYTY HIMALAJÓW

Dla osób, które niezbyt dobrze czują się w gorącym i wilgotnym tropikalnym klimacie, doskonałym miejscem na uzdrawiające ajurwedyjskie wakacje będzie Nepal. Ten kraj słynie z obfitości ziół o zdrowotnych właściwościach. Ponad 3,5 tys. gatunków roślin stosowanych do masaży i wytwarzania leczniczych receptur rośnie u podnóży Himalajów. Specjaliści uważają, że góry, słońce, deszcz i wiatr przyczyniają się do zwiększenia poziomu uzdrawiającej energii charakteryzującej tutejszą florę.


Ajurweda ma w Nepalu niezmiernie długą tradycję (podobną do indyjskiej) i jest uznawana za pełnoprawną dziedzinę medycyny. Znajdziemy tu zatem zarówno ajurwedyjskie gabinety lekarskie, jak i komfortowe ośrodki wypoczynkowe, których zdecydowana większość leży w otoczonej białymi himalajskimi szczytami Kotlinie Katmandu lub w urokliwych okolicach miasta Pokhara. Warto podkreślić, że w nepalskich centrach ze względu na niezwykłą gościnność mieszkańców panuje często wyjątkowo domowa atmosfera. Podczas pobytu w nich będziemy czuli się bardziej jak na wakacjach u przyjaciół czy rodziny niż w hotelu.


AJURWEDA W POLSCE

Choć ta starożytna indyjska medycyna przybyła do Polski stosunkowo późno, od kilku lat zdobywa coraz więcej zwolenników. Powiększa się też grono praktykujących ją osób. Pierwszy w naszym kraju ośrodek ajurwedyjski – Centrum Ajurwedy – powstał w Warszawie w 2004 r. Reprezentował on Polskę na międzynarodowym forum jako członek założyciel European Ayurveda Association (organizacji, w której warto szukać informacji na temat rzetelności interesującego nas miejsca). Obecnie działa jedynie kilka polskich placówek specjalizujących się w tego rodzaju medycynie, ale większość z nich zatrudnia ekspertów szkolonych w Indiach i zaprasza jej mistrzów na sesje dla pacjentów i kursy dla personelu. Poza warszawskim Centrum Ajurwedy i innymi ośrodkami pojawiającymi się ostatnio jak grzyby po deszczu głównie w dużych miastach kilkudniową relaksującą kurację odbędziemy w Hotelu Warszawianka w Jachrance pod Serockiem, w bieszczadzkim kompleksie Solinianka Villas & Spa, Kinga Hotel Wellness w Czorsztynie, Pałacu Sulisław położonym między Wrocławiem a Opolem, Hotelu Zamek Ryn na Mazurach, GrandHotelu Tiffi w Iławie, Młynie Jacka Hotel & Spa w Wadowicach, a także w mniejszych salonach odnowy biologicznej w całym kraju.


Placówki praktykujące ajurwedę w Polsce oferują zarówno terapie uzdrawiające i przywracające równowagę umysłu i ciała, porady dietetyczne, zestawy ćwiczeń fizycznych i oddechowych, jak i konsultacje dotyczące stylu życia i wybór produktów z zakresu ziołolecznictwa. Coraz więcej informacji na temat tego hinduskiego systemu medycznego pojawia się również w polskiej prasie, na blogach i portalach o tematyce prozdrowotnej. Warto zainteresować się tą problematyką, ponieważ nawet drobne zmiany w codziennej rutynie mogą korzystnie wpłynąć na kreatywność, witalność i ogólne zadowolenie z siebie. A nawet jeśli wydaje nam się, że nie potrzebujemy znacząco poprawiać jakości naszego życia, relaksująca wizyta w ajurwedyjskim centrum w Polsce, Indiach, Nepalu czy na Sri Lance z pewnością pozwoli nam doskonale wypocząć i poznać bliżej swoje wnętrze.

Artykuły wybrane losowo

Rumunia – w królestwie Karpat

JAKUB WOLSKI

 

<< Jeszcze w latach 90. ubiegłego stulecia podróż do kraju Drakuli budziła ogólne zdziwienie. Działo się tak dlatego, że strony te nie należały do najbezpieczniejszych i cieszyły się złą sławą. Dziś coraz więcej turystów z całego świata patrzy na Rumunię z zainteresowaniem, a nawet nieskrywaną fascynacją. Potężne Karpaty i owiana aurą tajemniczości historyczna Transylwania mają w sobie coś, czemu trudno się oprzeć… >>

Początki samodzielnego państwa rumuńskiego przypadają dopiero na XIX w. Wcześniej jego tereny trafiały pod panowanie Rzymian, Węgrów, Austriaków, Turków czy Rosjan. Współcześnie najwięcej przedstawicieli w tym kraju liczy sobie mniejszość węgierska. Stanowi ona aż 6,5 proc. mieszkańców 19-milionowej Rumunii. Wiele miast położonych przy granicy z Węgrami czy szczycących się długą historią posiada dwie wersje językowe: rumuńską i węgierską. Tu kończy swój bieg druga najdłuższa rzeka Europy – Dunaj, która u wybrzeży Morza Czarnego tworzy szeroką i widowiskową deltę.

Więcej…

Kuba pełna atrakcji

 

EWA SERWICKA

www.dalekoniedaleko.pl

 

68 CatedralNueva Havanna 14x8 F1

Imponująca barokowa fasada hawańskiej Katedry z XVIII stulecia

© CUBA TOURIST BOARD

 

Stara Hawana z zabytkowymi kolorowymi kamienicami, malownicze uliczki miasta Trinidad, klub salsy z unoszącym się dymem kubańskich cygar i zapachem rumu, długa, biała plaża z wysmukłymi palmami kokosowymi i krystalicznie czysta, błękitna woda, amerykańskie samochody z ubiegłego wieku na drogach i ludzie uśmiechnięci pomimo trudów życia – tak wygląda Kuba. W tym karaibskim kraju można jednak zobaczyć o wiele więcej. Wyspa jak wulkan gorąca to idealne miejsce na urlop pełen wrażeń.

 

Terytorium Republiki Kuby (ok. 110 tys. km² powierzchni) otaczają wody Zatoki Meksykańskiej, Cieśniny Jukatańskiej, Cieśniny Florydzkiej, Cieśniny Wiatrów (Zawietrznej), Kanału Starobahamskiego i Morza Karaibskiego. W ciągu roku występuje tu pora sucha i deszczowa. Główna wyspa, nieco przypominająca swoim kształtem jaszczurkę, i sąsiadujące z nią mniejsze wysepki wchodzą w skład archipelagu Wielkich Antyli podobnie jak Jamajka, Portoryko czy Haiti (Hispaniola). Funkcję stolicy pełni położona u północno-zachodnich wybrzeży ponad 2,1-milionowa Hawana, zwrócona w stronę półwyspu Floryda, należącego do Stanów Zjednoczonych.

 

Kuba jest krajem fascynującym, pełnym kontrastów, nieco zanurzonym w przeszłości. Zachwycą się nim zarówno miłośnicy zabytków i ciekawostek historycznych, jak i osoby chcące odpocząć na rajskich plażach czy amatorzy sportów wodnych. Serdeczność, otwartość i radość życia Kubańczyków sprawią, że każdy będzie się tu czuł jak miły gość.

 

SPACER PO STAREJ HAWANIE

 

Serce Kuby bije w starej części Hawany – La Habana Vieja. Wypełniają ją zabytkowe place, kolonialne kamienice i uliczki, po których jeżdżą amerykańskie krążowniki szos z lat 40. i 50. XX w. Ubrane w kolorowe stroje Kubanki pozują z turystami do zdjęć. La Habana Vieja ma swój wyjątkowy urok.

 

To kubańskie miasto zostało założone na początku XVI stulecia przez konkwistadora z Hiszpanii – Diega Velázqueza de Cuéllara – jako port handlowy. Niecałe 100 lat później stało się stolicą kolonii hiszpańskiej na Kubie. Ponieważ szybko się rozwijało, wkrótce zaczęło pełnić funkcję najważniejszego portu w tej okolicy. Dzieje Hawany są dość burzliwe – często padała celem ataków piratów, przez krótki czas należała do Wielkiej Brytanii (w okresie wojny siedmioletniej, w latach 1762–1763), a na przełomie XIX i XX w. znajdowała się pod okupacją amerykańską. W 1902 r. miasto ogłoszono stolicą Republiki Kuby, a 8 stycznia 1959 r. Fidel Castro praktycznie przejął w nim władzę w państwie.

 

Wpisane w 1982 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO historyczne centrum Hawany i jego system fortyfikacji powinien obowiązkowo odwiedzić każdy, kto trafi na wyspę. Spacer można zacząć przy placu Broni (Plaza de Armas). Przylega do niego pierwsza twierdza miasta – Castillo de la Real Fuerza. Zaczęto ją budować w 1558 r. na ruinach starszych umocnień zniszczonych trzy lata wcześniej przez francuskich korsarzy. Tuż obok znajduje się El Templete, świątynia upamiętniająca miejsce założenia Hawany w listopadzie 1519 r. Środek placu stanowi niewielki skwer, wokół którego rozkładają swoje towary sprzedawcy książek, plakatów i płyt winylowych. Dominuje tematyka rewolucyjna, a z okładek nierzadko spoglądają dumnie wielcy przywódcy rewolucji kubańskiej z lat 1953–1959 – Fidel Castro i Ernesto Che Guevara.

 

Nieopodal leży plac św. Franciszka z Asyżu (Plaza de San Francisco de Asís), przy którym wznosi się barokowa bazylika pod wezwaniem tego świętego. Kościół i pobliski klasztor wybudowano pod koniec XVI w. Na obrzeżu placu znaleźć można niewielki pomnik Fryderyka Chopina, a przy wejściu do świątyni stoi brązowy posąg Kawalera z Paryża (El Caballero de París), przedstawiający zmarłego w 1985 r. pacjenta tutejszego szpitala psychiatrycznego. José María López Lledín całymi dniami kręcił się po ulicach Hawany. Nie wiadomo, skąd wziął się jego przydomek, ale podobno jednoczesne złapanie posągu za brodę i palec przynosi szczęście.

 

Przepiękny jest także plac Stary (Plaza Vieja). Co ciekawe, kiedy utworzono go w 1559 r., nadano mu nazwę plac Nowy (Plaza Nueva). Przez lata odbywały się w jego okolicy liczne fiesty, walki byków, procesje i egzekucje oglądane przez zamożnych mieszkańców z pobliskich balkonów. Później przez jakiś czas działał tutaj popularny targ miejski. Dzisiaj przy placu funkcjonują kawiarenki. Turyści spacerują po nim i przyglądają się częściowo odrestaurowanym fasadom starych kolonialnych budynków.

 

Przy placu Katedralnym (Plaza de la Catedral) dominuje sylwetka wybudowanej w barokowym stylu Katedry (Catedral de La Habana). W jej pobliżu można często spotkać starsze Kubanki, chętnie pozujące do zdjęć z cygarem w dłoni lub ustach w zamian za kilka peso. Tuż za rogiem znajduje się jeden z dwóch ulubionych barów amerykańskiego pisarza Ernesta Hemingwaya (przynajmniej według narosłych wokół niego legend) – „La Bodeguita del Medio”. Warto też przespacerować się pod Hotel Ambos Mundos, w którym pomieszkiwał w latach 1932–1939 słynny Amerykanin, a następnie przejść się wzdłuż głównego deptaka Starej Hawany – ulicy Obispo, ciągnącej się od placu Broni prawie po Park Centralny.

 

Parque Central to oaza zieleni. Wzdłuż niego biegnie reprezentacyjna hawańska aleja – Paseo de Martí (Paseo del Prado). To w tej okolicy znaleźć można jedne z najdroższych hawańskich hoteli. W tym rejonie również stoi Kapitol (Capitolio de La Habana) z 1929 r., wzorowany na waszyngtońskim gmachu Kongresu Stanów Zjednoczonych, Panteonie w Paryżu i Bazylice św. Piotra na Watykanie. Do rewolucji był siedzibą rządu kraju. Nieopodal natrafimy także na postój starych amerykańskich samochodów. Przejażdżka takim autem będzie na pewno ciekawym doświadczeniem.

 

PISARZ I RUM

 

Kuba była ukochaną wyspą Ernesta Hemingwaya. Po raz pierwszy zawitał on tutaj przypadkiem w 1928 r., kiedy parowiec, którym wracał z Francji do Stanów Zjednoczonych, z przyczyn technicznych musiał zatrzymać się w Hawanie. Tak zaczęło się szczególne przywiązanie pisarza do kraju będącego jeszcze wówczas pod ogromnymi wpływami amerykańskimi. Uważany za awanturnika, człowieka rozrywkowego i nie wylewającego za kołnierz Amerykanin doskonale czuł się w luźnej atmosferze miasta. Chętnie przypływał tu łodzią rybacką Pilar, a zwykł zatrzymywać się w swoim ulubionym pokoju numer 511 Hotelu Ambos Mundos, leżącego w starej części Hawany. To właśnie w tym miejscu zaczęła powstawać nominowana do Nagrody Pulitzera powieść Komu bije dzwon (ukończona w 1940 r.), na której ponoć wzorował się Fidel Castro przy organizowaniu działań rewolucyjnej partyzantki.

 

Z Hemingwayem i jego silnymi związkami z Kubą kojarzy się przypisywane mu powiedzenie Moje mojito w „Bodeguicie”, moje daiquiri we „Floridicie”, chociaż wielu twierdzi, że tak naprawdę pisarz pił wszystko, co miało w składzie alkohol. Te dwa kubańskie koktajle znane są na całym świecie. Mojito to drink przygotowywany w wysokiej szklance, do której wsypuje się łyżeczkę brązowego cukru trzcinowego lub wlewa guarapo – sok z trzciny cukrowej. Następnie dodaje się liście mięty, sok z limonki, kostki lodu, biały rum i wodę gazowaną. Z kolei daiquiri jest koktajlem na bazie kruszonego lodu z dodatkiem cukru, soku z limonki i – oczywiście – białego rumu. W barze „Floridita”, znajdującym się przy ulicy Obispo, można spróbować różnych wariantów tego drinka, w tym ulubionej wersji Hemingwaya – Papa Hemingway (Papa Doble), z sześcioma kroplami likieru maraschino, sokiem grejpfrutowym, podwójnym rumem i bez cukru.

 

W OBŁOKACH DYMU

 

Kuba słynie też z produkcji cygar doskonałej jakości. Plantacji tytoniu tu nie brakuje. Warto wybrać się do żyznej doliny Viñales (Valle de Viñales), położonej w zachodniej części wyspy, w prowincji Pinar del Río. Na tym obszarze tytoń uprawia się tradycyjnymi metodami, bez użycia maszyn. Nierzadkim widokiem jest tutaj byk ciągnący pług. Podczas wizyty na jednej z takich tradycyjnych plantacji jej pracownik opowiada i pokazuje, jak wygląda cały proces produkcji: od zasiewu małych nasion przypominających nieco zmieloną kawę aż po skręcanie cygara.

 

Ciekawa będzie także wizyta w którejś z fabryk rozsianych po Kubie. Tu wszystko z reguły zaczyna się od pomieszczenia, gdzie kilka kobiet selekcjonuje liście i usuwa z nich grube żyłki. Jakość cygara zależy właśnie od liści użytych do jego produkcji. W głównej sali pracują zwijacze. Na jednym z jej końców znajduje się miejsce dla czytacza – to osoba, która czytaniem gazet czy książek umila innym nudną i monotonną pracę. Cygara rolowane są błyskawicznie na drewnianych pulpitach zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn. Najsprawniejsze osoby potrafią wykonać dziennie nawet kilkaset sztuk o identycznej jakości.

 

Dolina Viñales to jednak nie tylko plantacje tytoniu. Charakterystycznym elementem jej krajobrazu są mogoty – malownicze skalne ostańce będące częścią pasma górskiego Sierra de los Órganos. Te stare formacje krasowe powstały w okresie jury pod wpływem erozji. Woda wypłukała bardziej miękkie fragmenty skał wapiennych, w efekcie czego ukształtowały się ogromne kopułowate lub stożkowate wzgórza. Porastają je gęste, intensywnie zielone zarośla i drzewa. To idealne miejsce na piesze wędrówki, przejażdżki konne czy wspinaczkę. Już samo podziwianie okolicy z punktu widokowego sprawia wielką przyjemność.

 

MALOWNICZE MIASTO

 

W pobliżu miasta Trinidad znajduje się inna przepiękna kubańska dolina – Valle de los Ingenios. Trzcina cukrowa, która przecież tak mocno kojarzy się z Karaibami, na Kubie pojawiła się wraz z przybyciem kolonizatorów. Pierwsze sadzonki przywiózł tu w 1511 r. Diego Velázquez de Cuéllar i od razu okazało się, że wilgotny tropikalny klimat, żyzne gleby i stosunkowo płaski teren stanowią doskonałe warunki do uprawy tej rośliny. Mimo to początkowo cukier produkowano wyłącznie na rynek lokalny. Dopiero w 1762 r. okupujący wyspę Brytyjczycy wprowadzili nowe technologie. W dodatku błyskawicznie podwojono liczbę sprowadzanych na Kubę niewolników i – niestety – zaczęto zmuszać ich do dużo cięższej pracy. Przyczyniło się to do szybkiego wzrostu produkcji, a kraj stał się jednym z największych eksporterów cukru, dzięki czemu właściciele plantacji z Doliny Cukrowni opływali w dostatki.

 

Dzisiaj o tym dobrobycie przypomina Trinidad. Miasto uznawane jest obecnie za jedno z najpiękniejszych na wyspie. Założony w 1514 r. ośrodek bardzo długo cieszył się swojego rodzaju autonomią ze względu na położenie na uboczu i brak dobrych dróg łączących go z innymi częściami Kuby. Okres jego świetności przypadł na XVIII stulecie i związany był właśnie z produkcją cukru. Cukrowi baronowie mieli w mieście wspaniałe rezydencje. W jednej z nich (Palacio Cantero) urządzono muzeum (Museo Municipal de Trinidad) pokazujące, jak wyglądało życie w tamtych czasach. Warto również zwrócić uwagę na szerokie, brukowane ulice – kamienie sprowadzono aż z Bostonu, co dla ówczesnych zamożnych mieszkańców nie stanowiło dużego wydatku. Polecam przejść się tymi ulicami. Stoją przy nich pomalowane na jasne, ciepłe i radosne kolory domy z charakterystycznymi zakratowanymi oknami – to kolejna pamiątka po okresie kolonialnej świetności. Pięknie wyglądają na ich tle stare samochody.

 

AMERYKAŃSKIE KRĄŻOWNIKI

 

Wspomniane już kilka razy oldtimery nieodłącznie kojarzą się z Kubą. Rzeczywiście na ulicach kubańskich miast można spotkać wiele takich zabytkowych pojazdów, choć coraz częściej pojawiają się też nowoczesne samochody. Skąd stare amerykańskie krążowniki szos wzięły się na wyspie? Przed rewolucją większość sprowadzanych aut pochodziła z USA. Przywożono tu popularne wówczas chevrolety, fordy, buicki, chryslery, oldsmobile, plymouthy, dodge’e czy cadillaki. Gdy do władzy doszedł Fidel Castro, Stany Zjednoczone wprowadziły embargo na eksport do Kuby. Jednocześnie w państwie ustanowiono prawo, które zezwalało na posiadanie prywatnie jedynie samochodów nabytych jeszcze przed zwycięską rewolucją (przed 1959 r.).

 

Po wprowadzeniu obostrzeń dotyczących importu aut i części zamiennych z USA zaczęto sprowadzać pojazdy głównie z zaprzyjaźnionych krajów komunistycznych, najczęściej ze Związku Radzieckiego, dlatego dzisiaj na kubańskich ulicach można zobaczyć również łady, wołgi albo nasze polskie maluchy. Ponieważ jednak zakup nowego samochodu przez dłuższy czas był mocno utrudniony, Kubańczycy starali się dbać o swoje stare wozy, żeby służyły im jak najdłużej.

 

W trakcie spaceru po tutejszych miastach nieraz zauważymy wypolerowane, dopieszczone i błyszczące historyczne pojazdy, które jeżdżą głównie jako taksówki wożące turystów. Taka przejażdżka jest na pewno ogromną atrakcją, w szczególności dla miłośników motoryzacji. Oprócz zadbanych stylowych oldtimerów można także dostrzec nadgryzione zębem czasu, poddane licznym prowizorycznym naprawom i połatane gruchoty. Z daleka nadal wyglądają na auta z klasą, ale z bliska widać, że lakier się łuszczy, karoseria rdzewieje, a samochód właściwie powinien trafić na złomowisko, a nie jeździć po drogach. Takich pojazdów bywa więcej na prowincji niż w głównych ośrodkach Kuby.

 

ZWIEDZANIE WYSPY

 

Chociaż to Hawana i Trinidad wiodą prym wśród miast najchętniej odwiedzanych przez turystów wypoczywających na pełnej kolonialnych zabytków gorącej kubańskiej ziemi, w tym karaibskim kraju jest wiele równie pięknych i ciekawych miejscowości. Dobry przykład stanowi Cienfuegos, nazywane Perłą Południa (La Perla del Sur), założone w 1819 r. przez francuskich imigrantów. Przywieźli oni ze sobą kolejne unowocześnienia produkcji cukru i szybko sprawili, że to właśnie to miasto odebrało Trinidadowi miano stolicy cukrowej Kuby. W trakcie spaceru tutejszymi ulicami od razu można zauważyć odmienny charakter okolicy i ślady po Francuzach. Dzisiaj eleganckie i finezyjne budynki przykrywa warstwa kurzu, ale mimo to nadal przypominają o dawnej kolonialnej świetności Cienfuegos, którego historyczne centrum zostało wpisane w 2005 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

Urokliwe jest też blisko 350-tysięczne miasto Camagüey, pełne niewielkich, co chwilę rozwidlających się uliczek łączących miejskie place, czasem prowadzących do ślepych zaułków. Ma ono wyjątkowy plan urbanistyczny, niespotykany w innych kolonialnych ośrodkach, które zazwyczaj charakteryzują się geometrycznym układem ulic i budynków. Camagüey wygląda, jakby rozwijało się bez żadnego projektu, zupełnie chaotycznie, ale to tylko pozory. Oryginalną osadę założono bliżej północnego wybrzeża w lutym 1514 r. i nosiła ona wówczas nazwę Santa María del Puerto del Príncipe. Ciągłe ataki piratów i grabieże sprawiły, że przeniesiono ją w głąb lądu i tak zaplanowano ulice, aby stanowiły one labirynt, w którym atakujący gubiliby się, stając się łatwym celem dla znających doskonale plątaninę zaułków mieszkańców.

 

W planie zwiedzania nie można pominąć prawie półmilionowego Santiago de Cuba, powstałego jako piąta z kolei osada założona przez Diega Velázqueza de Cuéllara na Kubie 25 lipca 1515 r. Nazwa miasta pochodzi od patrona tego dnia – św. Jakuba Większego (hiszp. Santiago el Mayor). Zostało ono stolicą hiszpańskiej kolonii, lecz pełniło tę funkcję tak naprawdę dość krótko, jedynie do 1556 r., kiedy to ówczesny gubernator Diego de Mazariegos przeniósł swoją oficjalną rezydencję do Hawany. Oprócz spaceru po przepięknych ulicach warto odwiedzić także koszary Moncada, gdzie 26 lipca 1953 r. niejako rozpoczęła się rewolucja kubańska. Tego dnia młodzi i niedoświadczeni członkowie organizacji Fidela Castro zaatakowali wojskowy obiekt, żeby zdobyć broń do walki z dyktaturą Fulgencia Batisty. Ponieśli jednak sromotną klęskę, niektórzy stracili życie, wielu aresztowano i torturowano. Do więzienia trafił sam Fidel Castro. Zwolniono go w 1955 r. Wyjechał więc do Meksyku, gdzie stworzył Ruch 26 Lipca (Movimiento 26 de Julio). W Santiago de Cuba trzeba również zajrzeć do tutejszego potężnego zamku (Castillo de San Pedro de la Roca, znanego też jako Castillo del Morro), od 1997 r. znajdującego się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Z twierdzy rozciąga się bardzo ładny widok na zabudowania miejskie z zatoką Santiago de Cuba na pierwszym planie.

 

Warto także odwiedzić urokliwe Sancti Spíritus, jedno z najstarszych kubańskich miast, założone 4 czerwca 1514 r. Wyróżnia je przepiękny stary most zbudowany na rzece Yayabo w 1815 r. Konstrukcję o długości 85 m wzniesiono w całości z cegieł, a środkowy z pięciu łuków ma aż 9 m wysokości. Z wieży tutejszego kościoła (Iglesia Parroquial Mayor del Espíritu Santo) rozciąga się zapierający dech w piersiach widok na okolicę. Sancti Spíritus jest nieco rzadziej odwiedzane przez turystów, ale na pewno nie można mu odmówić dużego uroku.

 

Poszukiwacze wspaniałych punktów widokowych powinni też udać się na Wzgórze Krzyża (Loma de la Cruz, 261 m n.p.m.). Rozpościera się z niego fantastyczna panorama miasta Holguín. Doskonale widać stąd, jak jego precyzyjnie rozplanowane ulice przecinają się pod kątem prostym. Ze szczytu wzniesienia w dół prowadzi 458 schodów. Na północny wschód od Holguín znajduje się zatoka Bariay, która pretenduje do miana miejsca, gdzie Krzysztof Kolumb przybył 28 października 1492 r. i pierwszy raz postawił stopę na przepięknej kubańskiej ziemi. W swoich dziennikach wspomina on o charakterystycznym wzgórzu przypominającym kowadło, a taki właśnie kształt ma górujące nad nią wzniesienie.

 

NA WSCHODZIE

 

O status pierwszego miejsca na Kubie, do którego dotarł odkrywca Ameryki, konkuruje z zatoką Bariay położone na wschodnim końcu wyspy miasto Baracoa. Tu również znajduje się wzgórze wyglądające jak kowadło, taką zresztą nosi nazwę – El Yunque (575 m n.p.m.). Baracoa, leżąca na peryferiach kraju, jest bardziej zaniedbana i uboższa niż Hawana czy Trinidad, ale warto ją odwiedzić. Przez wiele lat była faktycznie odcięta od reszty Kuby, gdyż jeszcze do czasów rewolucji nie prowadziły do niej żadne porządne drogi.

 

Być może nigdy nie uda się ostatecznie ustalić, gdzie na wyspie po raz pierwszy Krzysztof Kolumb zszedł na ląd. Jedno jest jednak pewne – Baracoa to najstarsze kubańskie miasto i pierwsza stolica kolonii. Diego Velázquez de Cuéllar założył ją 15 sierpnia 1511 r. W późniejszych stuleciach Hiszpanie wznieśli tutaj kilka potężnych fortyfikacji, m.in. twierdzę Matachín (w 1802 r.), w której działa obecnie muzeum prezentujące eksponaty związane z historią okolicy (Museo Municipal de Baracoa). Od fortecy wzdłuż wybrzeża biegnie dwukilometrowa ulica zwana Malecón, podobnie jak słynny nadmorski bulwar w Hawanie (z tym że ten w stolicy Kuby ma długość 8 km). Tutejsza promenada jest na pewno mniej reprezentacyjna i cztery razy krótsza niż stołeczna, ale nadal czarująca. Stoją przy niej mocno podniszczone kolorowe budynki. Niektóre z nich znajdują się w trakcie renowacji po wysokiej fali, jaka kilka lat temu zalała nabrzeże.

 

Baracoa nie może się poszczycić piękną piaszczystą plażą, ale nieopodal leży Playa Maguana, ulubione miejsce wypoczynku kubańskich rodzin z okolicy. Wygląda zupełnie jak kadr z rajskiej wyspy – miękki, jasny piasek kontrastuje z błękitną, krystalicznie czystą wodą. Zachwycająca jest dzikość Maguany – brak tu wysokich hoteli i barów plażowych z dudniącą muzyką. W pobliskiej prowizorycznej knajpce można zamówić grillowaną langustę i cieszyć się jej smakiem w błogim spokoju.

 

71 Sailing 2584 2 14x9 M1

Modny kurort Varadero na półwyspie Hicacos

© CUBA TOURIST BOARD

 

RAJSKIE PLAŻE

 

Miłośnicy zapierających dech w piersiach piaszczystych plaż powinni bez wątpienia odwiedzić niewielki archipelag Sabana-Camagüey leżący u północnych wybrzeży Kuby, znany bardziej jako Ogrody Króla (Jardines del Rey). Składa się on z koralowych wysepek (cayos) usytuowanych wzdłuż brzegu. Jedną z najpiękniejszych jest Cayo Coco (370 km² powierzchni), słynąca z luksusowych kompleksów hotelowych. Dodatkową atrakcją w tym rejonie są zachwycające rafy koralowe, które przyciągają płetwonurków z całego świata.

 

Cudownych plaż nie brakuje także na położonej w pobliżu południowo-zachodniego wybrzeża Cayo Largo (Cayo Largo del Sur). Coś dla siebie znajdą tu zarówno osoby oczekujące rozbudowanej infrastruktury i zaplecza do uprawiania sportów wodnych, jak i ci, którzy wolą odpoczywać w dziewiczym otoczeniu. Północną część tej wysepki o powierzchni 37,5 km² porastają przepiękne lasy namorzynowe.

 

Najsłynniejszy kubański kurort stanowi niemal 30-tysięczne Varadero na półwyspie Hicacos, uznawane za jedną z największych miejscowości wypoczynkowych na całych Karaibach. Nie ma się co dziwić, gdyż w okolicy turyści mogą odpoczywać na 22 km piaszczystych plaż, przy których znajdują się hotele dopasowane do najprzeróżniejszych wymagań turystów. Wśród atrakcji tutejszego półwyspu warto wymienić też jaskinie (np. Muzułmanów – Cueva de los Musulmanes), niewielkie wysepki czy wspaniałe rafy koralowe.

 

90 Scenic bay El Junque Baracoa  NOY4451 F1

Zatoka koło najstarszego kubańskiego miasta Baracoa ze wzgórzem El Yunque w tle
© CUBA TOURIST BOARD

 

 

Bawaria mlekiem i piwem stoi

Dominika Rotthaler
polkawmonachium.blogspot.com

 

<< Powszechnie Bawaria kojarzy się ze świętem Oktoberfest, odbywającym się corocznie w Monachium, z piwem, charakterystycznym strojem ludowym, Alpami, zamkami Ludwika II i może jeszcze z barokowymi kościołami. Popełniłby jednak błąd ten, kto chciałby na tym zakończyć jej opis. Największy kraj związkowy w Niemczech, zajmujący ok. 20 proc. ich terytorium, jest niezwykle zróżnicowanym, ciekawym regionem, bogatym w walory przyrodnicze i rozwiniętym pod względem kulturowym i przemysłowym. >>

Doskonałe położenie geograficzne – zarówno bezpośrednie sąsiedztwo Austrii, Czech i Szwajcarii, jak i bliskość Włoch – sprawiają, że Bawaria stanowi chętnie odwiedzany land, a Monachium – jedno z najczęściej wizytowanych niemieckich miast. Bawarczycy posługują się aż pięcioma różnymi dialektami. Język niemiecki z akcentem bawarskim uchodzi natomiast za bardzo trudny do zrozumienia dla niewprawionego ucha. Jednak serdeczność mieszkańców i ich życzliwość w stosunku do przybyszów jest w stanie pokonać językowe trudności i pomaga przełamać pierwsze lody.

Więcej…