STANISŁAW GUZIŃSKI

 

<< Enoturystyka każdego roku podbija serca coraz większej liczby podróżników z całego świata. Nic w tym dziwnego, bowiem trudno wyobrazić sobie bardziej idealną wyprawę niż połączenie zwiedzania pięknych zakątków naszej planety z degustacją przedniego wina od stuleci zajmującego ważne miejsce w kulturze i sztuce. Dlatego też w biurach podróży wybór ofert z wycieczkami w mniej lub bardziej znane regiony winiarskie wciąż rośnie. Do coraz częściej wybieranych kierunków przez polskich miłośników enoturystyki należą odległe antypody. >>

FOT. TOURISM AUSTRALIA/RICHARD POWERS

Jedne z najstarszych winorośli na świecie są uprawiane w Australii. Sadzonki przywiezione tutaj z europejskich plantacji na początku XIX w. świetnie zaadaptowały się w nowych warunkach. W tym to właśnie stuleciu winnice w Starym Świecie zaatakowały mszyce z Ameryki Północnej. Niestety, niewiele z winnych gron udało się uratować. Na szczęście, szczepy wywiezione na dalekie antypody uratowano przed wyginięciem.

Australia i Nowa Zelandia to ogromny obszar, na którym występuje wielka różnorodność klimatów i rodzajów gleby. Pozwala to produkować wszystkie popularne typy wina – czerwone, białe i różowe, słodkie, wytrawne, półwytrawne, wzmacniane czy musujące. Nie istnieją żadne gatunki winorośli, które pochodzą z tych stron. Wszystkie zostały tu sprowadzone. Pierwsza historyczna wzmianka o zbiorze winogron pochodzi już z 1791 r. Warto pamiętać o tym, że zaledwie kilka lat wcześniej utworzono brytyjską kolonię karną w rejonie dzisiejszego Sydney (1788 r.)...

 

Trochę historii

W latach 1820–1850 zaczęły powstawać na antypodach winnice komercyjne, a cały ówczesny eksport odbierała Wielka Brytania. Ustanowienie niepodległego Związku Australijskiego (Commonwealth of Australia) w styczniu 1901 r. spowodowało zniesienie barier celnych pomiędzy stanami (wcześniej sześcioma osobnymi koloniami), co wpłynęło na ułatwienie handlu i rozwój rynku wewnętrznego. Po II wojnie światowej do Australii i Nowej Zelandii napłynęło wielu imigrantów z Europy, a pośród nich ludzie z odpowiednimi kwalifikacjami oraz doświadczeniem w produkcji wina. Oba kraje zaadaptowały ich nowatorskie techniki, a po jakimś czasie same zaczęły wyznaczać nowe kierunki.

            W latach 50. XX w., po przestoju spowodowanym działaniami wojennymi i zerwanym dostępem do głównego rynku zbytu – Wielkiej Brytanii, rozpoczął się prawdziwy winny boom, a centrum australijskiej produkcji przeniosło się do stanu South Australia (Australia Południowa). Dziś pochodzące stąd wina wysyłane są do ponad 100 krajów na całym globie, a „Kraina Oz” należy do największych na świecie wytwórców i eksporterów tego szlachetnego trunku.

            W Australii działają liczne ośrodki badawcze i uczelnie kształcące enologów, specjalistów przemysłu winiarskiego, który stał się dochodową i prestiżową gałęzią gospodarki państwa. Wino jest także obecnie ważną częścią australijskiego stylu życia. Australijczycy chętnie odwiedzają winnice, które można znaleźć w większości gęsto zaludnionych regionów kraju, uczestniczą w degustacjach, kursach enologicznych oraz prezentacjach dotyczących procesu winifikacji, czyli tworzenia szlachetnego trunku. Lokalne festiwale wina cieszą się popularnością również wśród zagranicznych turystów.

            Podobnie sytuacja wygląda też w Nowej Zelandii, choć produkcja odbywa się tu na mniejszą skalę. Ten kraj także należy do czołówki eksporterów wybornych win z Nowego Świata. Na nowozelandzkim rynku funkcjonuje ponad 500 wytwórców, przy czym w większości są to nieduże zakłady. Specjalizują się one w określonych rodzajach trunków. Najwięcej butelek wina Nowa Zelandia wysyła do... Australii.

            „Kraj Kiwi” (jak czasami nazywa się to wyspiarskie państwo) zawdzięcza rozwój przemysłu winiarskiego imigrantom z Chorwacji, którzy zaszczepili Nowozelandczykom swoją kulturę wina rodem znad Adriatyku, a własną znajomość fachu wykorzystali do zbudowania dobrze prosperujących firm. Tutejsze winnice i ich piwnice również stoją otworem przed gośćmi. Oznakowane szlaki winiarskie zostały przygotowane specjalnie dla smakoszy i znawców win oraz dobrego jedzenia. Nowa Zelandia słynie na świecie głównie z sauvignon blanc, jednak inne gatunki, takie jak pinot noir, chardonnay, pinot gris, riesling, cabernet sauvignon, merlot czy wina musujące, też zyskują sobie coraz więcej wielbicieli.

 

Krótka charakterystyka

Winorośle na antypodach uprawia się nawet w dość zaskakujących miejscach, np. w Alice Springs, czyli w samym środku tzw. The Red Centre (Czerwonego Centrum). Jednak te najbardziej znane regiony winiarskie znajdują się bliżej południowych i wschodnich wybrzeży kontynentu. Istnieje ich ok. 60. Najwięcej wina produkuje się w stanie Australia Południowa w rejonach o pięknie brzmiących nazwach: Barossa Valley, Clare Valley, McLaren Vale i Coonawarra. Druga w kolejności jest Victoria (Wiktoria) z Yarra Valley, Swan Hill i Rutherglen, a za nią plasuje się New South Wales (Nowa Południowa Walia) z Hunter Valley, Mudgee i Riveriną. Mniejsze ilości pochodzą ze stanów Western Australia, czyli Australia Zachodnia (Margaret River, Swan District) i Queensland (South Burnett, Stanthorpe) oraz z Tasmanii. Winne regiony Nowej Zelandii to Auckland, Gisborne, Wairarapa i Hawke's Bay znajdujące się na Wyspie Północnej oraz Marlborough, Central Otago i Canterbury z Wyspy Południowej.

FOT. TOURISM WESTERN AUSTRALIA/ROBERT GARVEY

 

Podróż czas zacząć

Odkrywcom australijskich szlachetnych trunków proponuję na początek trasę prowadzącą przez łatwo dostępne regiony winiarskie, położone w niedużej odległości od wielkich miast z międzynarodowymi lotniskami, pomiędzy którymi można przemieszczać się samolotem. Jeśli jednak czas pozwala, warto wybrać raczej drogi lądowe, gdyż można wówczas zobaczyć wiele bardzo znanych atrakcji turystycznych.  

            Proponuję, aby wyprawę zacząć od zakupienia biletu lotniczego do stolicy stanu Australia Południowa – Adelaide. W tym przypadku mamy do wyboru loty przez Singapur, Hongkong, Kuala Lumpur albo Dubaj (tylko jedno międzylądowanie: Warszawa – Dubaj –  Adelaide). Mniej więcej godzinę drogi od miasta znajduje się światowej klasy region winiarski – Barossa Valley (Dolina Barossa). Dotrzemy do niego samodzielnie samochodem lub autokarem albo ze zorganizowaną wycieczką jednodniową.

FOT. SATC/MATT NETTHEIM

            Osadnicy z Europy, głównie z pruskiego wówczas Śląska, pojawili się w tych okolicach w latach 40. XIX stulecia. Zostawili po sobie urokliwe miasteczka, małe, skromne kamienne kościółki, zadbane wioski, wiekowe dziś winiarnie i piwnice oraz jedne z najstarszych na świecie winnic z odmianą shiraz. Ten gatunek winogron rośnie w nisko położonej i ciepłej Barossa Valley otoczonej łagodnymi, malowniczymi wzgórzami (Barossa Ranges). Natomiast w leżącej wyżej sąsiedniej Eden Valley przyjęły się szczepy lubiące chłodniejszy klimat (np. riesling).

            W Barossie jest 150 winnic i 70 winiarni, które często można odwiedzić bez zapowiedzi (w przypadku niektórych lepiej umówić się z gospodarzami). Nie tylko spróbujemy w nich lokalnych win, lecz także kupimy kilka butelek dla siebie bądź znajomych. Działa tu także wielu wytwórców regionalnej żywności: serów, pieczywa, wędlin, dżemów czy sosów. Nie brakuje też dobrych, wielokrotnie nagradzanych restauracji. Dla poszukiwaczy przednich trunków i smakołyków powstały nawet specjalnie oznaczone trasy. Miłośnicy pięknych widoków powinni skusić się na lot balonem lub helikopterem nad doliną. W okolicy warto również zatrzymać się na dłużej, np. w luksusowym hotelu, aby wypocząć, pograć w golfa, odwiedzić galerie sztuki lub sklepy z antykami czy wybrać się na przejażdżkę po drogach szutrowych w poszukiwaniu kangurów i emu.

            Kolejny przystanek na szlaku stanowi Melbourne, stolica stanu Wiktoria. Z Adelaide dolecimy do tej ponad 4-milionowej metropolii w ok. 1,5 godz. Podróż samochodem zajmuje więcej czasu, gdyż trzeba pokonać ok. 1000 km, ale jeśli pojedziemy wzdłuż wybrzeża, pokonując m.in. słynną Great Ocean Road, wspaniałe krajobrazy zrekompensują nam ten brak pośpiechu.

            Zaledwie o godzinę drogi od centrum Melbourne znajduje się Yarra Valley– kraina winnic, małych wiosek i wysokich lasów. Tutaj narodził się przemysł winiarski Wiktorii. Pośród łagodnych wzgórz powstało ok. 40 winnic i winiarni: od małych firm rodzinnych po duże przedsiębiorstwa eksportujące swoje produkty na cały świat. Wiele spośród nich oferuje degustacje szlachetnych trunków i specjałów sztuki kulinarnej. Chłodniejszy klimat sprzyja uprawie pinot noir, chardonnay czy szczepów win musujących, ale w tym regionie świetnie udają się również sauvignon blanc, pinot gris, shiraz i riesling.

  FOT. TOURISM AUSTRALIA/ROB BLACKBURN

            Niedaleko leży pasmo górskie Dandenong, pokryte bajkowym lasem, z wodospadami, krętymi szosami, miejscami piknikowymi, ścieżkami spacerowymi i malowniczymi wioskami. Znajduje się tu park narodowy (Dandenong Ranges National Park), w którym wytyczono interesujące szlaki piesze i rowerowe. Region można podziwiać z kosza balonu, z wagonu zabytkowego pociągu parowego lub po prostu z okien auta podążającego specjalną trasą dla miłośników wina. Smakoszom warto polecić tutejsze sery, ryby, orzechy, lody, owoce, warzywa lub makarony, których spróbują także w lokalnych restauracjach.

            Z Melbourne udajemy się do Sydney. Znów musimy jednak wybrać między 1,5-godzinnym lotem a dłuższą podróżą samochodem albo autokarem (1000—1500 km). Droga lądowa prowadzi albo przez winnice, piękne plaże i bardzo malownicze wybrzeże, albo obok Gór Śnieżnych z najwyższym szczytem Australii – Górą Kościuszki (Mount Kosciuszko, 2228 m n.p.m.).

            Region Hunter Valley w Nowej Południowej Walii oddalony jest od Sydney o 2–3 godz. jazdy. Najlepszą porą na wizytę w nim będzie wrzesień i październik, czyli australijska wiosna. Staje się on wówczas scenerią dla licznych wydarzeń artystycznych. Jazz i blues rozbrzmiewają w winnicach, winiarniach, historycznych wioskach i na łagodnych wzgórzach. Organizuje się wtedy także występy śpiewaków operowych na wolnym powietrzu, plenery rzeźbiarskie i festiwale kwiatowe. Trzeba przyznać, że słuchanie arii na pikniku na zielonej trawie ma swój urok, a podczas koncertów muzycznych pod chmurką nogi same rwą się do tańca, chociaż to może być również zasługa wina… Co ważne, miejsca tych imprez oraz pobliskie winiarnie i restauracje zostały dobrze oznaczone, aby goście dotarli do nich bez problemu.

            Wyprawę do Nowej Zelandii powinniśmy zacząć od Auckland na Wyspie Północnej, do którego dolecimy z Sydney. To w tym regionie uruchomiono pierwszą w tym kraju produkcję wina na skalę przemysłową. Obecnie istnieje tu ponad 50 winiarni, rozsianych pomiędzy West Auckland a piękną wyspą Waiheke (słynącą z win czerwonych typu Bordeaux).

            Z Auckland dostaniemy się samolotem do miasta Blenheim na Wyspie Południowej, które stanowi bazę wypadową do zwiedzania regionu winiarskiego Marlborough, największego i najbardziej znanego w „Kraju Kiwi”, słynącego z odmian sauvignon blanc, pinot noir, chardonnay i riesling. Stąd pochodzi mniej więcej połowa wina wytwarzanego w Nowej Zelandii.

 

Wino ma potencjał

Turystyka i przemysł winny to dwa bardzo ważne działy gospodarki Australii, przynoszące rocznie ok. 140 mld dolarów australijskich zysku. W styczniu 2013 r. weszła w życie umowa pomiędzy dwiema dużymi agencjami rządowymi: Tourism Australia i Wine Australia. Połączyły one swoje siły, aby wspólnie promować australijską enoturystykę na najważniejszych dla kraju rynkach, czyli w Chinach, Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Kanadzie. Promocję i rozwój winnych podróży po Nowej Zelandii koordynuje natomiast specjalnie powołana organizacja – New Zealand Food and Wine Tourism Network.

FOT. TOURISM NEW - ZELAND/FRASER CLEMENTS

            Badania rynku wykazały, że australijskie wino i żywność są kluczowymi atrakcjami dla przybyszów z zagranicy. Z kolei liczba turystów odwiedzających w 2009 r. nowozelandzkie winnice i winiarnie po raz pierwszy przewyższyła liczbę amatorów lodowców, które do tej pory stanowiły jeden z głównych celów turystycznych w tym kraju. Równie istotnym skutkiem wszystkich działań promocyjnych ma być także dalsze zwiększanie eksportu szlachetnych trunków pochodzących z antypodów na rynki całego świata. Pomóc mogą w tym właśnie turyści zachwyceni winiarską kulturą Australii i Nowej Zelandii i rozsławiający ją we własnych ojczyznach.

 

Artykuły wybrane losowo

Maroko – egzotyka w zasięgu ręki

 

KATARZYNA BYRTEK

 

Aromatyczne, kolorowe przyprawy, intensywna miętowa herbata i świeżo wyciskany sok z pomarańczy, urokliwe miasta pełne uliczek, wśród których trzeba się zagubić, długa linia brzegowa, wysokie góry, morza piasku i bogata historia – Maroko ma swoje sposoby na przyciągnięcie gości. Ten północnoafrykański kraj kusi smaczną kuchnią, świetną pogodą i różnorodnością widoków. To zdecydowanie odpowiednie miejsce na egzotyczną podróż.

 

Królestwo Marokańskie leży tuż za granicą Unii Europejskiej, w północno-zachodnim rogu Afryki. Od wschodu kraj graniczy z Algierią, od południa – z terytorium spornym o nazwie Sahara Zachodnia, od północy – z hiszpańskimi eksklawami Ceutą i Melillą. Od Europy oddziela go wąska Cieśnina Gibraltarska. Maroko szczyci się niezmiernie długą linią brzegową (ponad 1,8 tys. km), większa część wybrzeża rozciąga się nad Oceanem Atlantyckim. Na terytorium kraju przeważają góry. Wznoszą się tu szczyty Antyatlasu, Atlasu Wysokiego, Atlasu Średniego, Atlasu Tellskiego, Atlasu Saharyjskiego i Rifu (Ar-Rifu). Na południu i południowym wschodzie tereny górzyste przechodzą w piaszczyste i kamieniste pustynie. W Maroku mieszka ok. 35 mln ludzi. Niemal wszyscy Marokańczycy wyznają islam. Pod względem etnicznym większość mieszkańców kraju to Arabowie, ale żyje w nim też duża społeczność berberyjska. Berberowie są rdzenną, koczowniczą ludnością tej części Afryki. Zakładali tutaj swoje państwa już w starożytności. Wielu z nich do dzisiaj ma jasne włosy i niebieskie oczy, czyli cechy wyglądu bardzo nietypowe dla tego rejonu świata. Funkcję oficjalnych języków w Maroku pełnią arabski i tamazight (oparty na językach berberyjskich). Wiele osób posługuje się także francuskim, a to dlatego, że od 1912 r. do lat 50. XX w. kraj był protektoratem Francji. Wpływy z tamtych czasów widoczne są również w lokalnej kuchni – na śniadanie bez problemu kupić tu można chrupiącego croissanta czy pain au chocolat (bułeczkę z ciasta francuskiego z czekoladą).

 

 

Rabat - Tour Hassan

Rabacka Wieża Hasana widziana od strony Mauzoleum Muhammada V

© MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE

 

Wyjazd do Maroka najlepiej zaplanować na wiosnę (kwiecień–czerwiec), kiedy po okresie deszczowym bujna przyroda budzi się do życia, albo jesień (wrzesień–październik), gdy ustępuje już upalne lato. Lipiec i sierpień to odpowiednie miesiące dla osób, które nastawiają się na wypoczynek na plaży lub przy hotelowym basenie, a także miłośników wypraw w wysokie góry. Przed wyruszeniem w podróż warto sprawdzić, w jakim terminie przypada ramadan (w 2018 r. od wieczoru 15 maja do 14 czerwca). Wizyta w kraju muzułmańskim w okresie postu może być ciekawym doświadczeniem kulturowym, ale zwiedzanie bywa wówczas nieco utrudnione – w wielu miejscach obowiązują skrócone godziny otwarcia, od świtu do zmierzchu nie działają restauracje i kawiarnie (poza miejscowościami typowo turystycznymi), na ulicy nie wypada jeść, a nawet pić wody. Dobrym pomysłem będzie przyjazd w ostatnich dniach ramadanu, ponieważ jego koniec obchodzi się bardzo hucznie.

 

Marrakech - Jemaa El Fna

Plac Dżemaa al-Fna żyje także nocą

© MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE

 

UROK MAROKAŃSKICH MIAST

 

Główne ośrodki turystyczne Maroka znajdują się w zachodniej jego części, na wybrzeżu Oceanu Atlantyckiego, i w rejonie Morza Śródziemnego. Stolicą kraju jest Rabat, ale większość osób zaczyna swoją marokańską przygodę wMarrakeszu położonym dogodnie na środkowym zachodzie. Niemal każdy turysta pierwsze kroki kieruje w tym mieście na słynny plac Dżemaa al-Fna (Jemaa el-Fna). O każdej porze dnia i nocy panuje tutaj gwar. Obcokrajowcy przechadzają się między restauracjami i wózkami wypełnionymi po brzegi pomarańczami, których właściciele oferują świeżo wyciskany sok, zaklinaczami węży, kobietami malującymi wzory henną, sprzedawcami pamiątek czy akrobatami. W Marrakeszu nie wolno ominąć też medyny, najstarszej części miasta, gdzie mieszczą się bazary (tzw. suki), meczety i inne ciekawe budowle. Została ona wpisana w 1985 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Spacer między nigdy niekończącymi się straganami to wyjątkowe przeżycie. Można tu kupić dosłownie wszystko, a na pamiątki najlepiej nadają się marokańskie słodycze, tkaniny, biżuteria lub przyprawy. Trzeba jednak pamiętać, żeby nigdy nie zgadzać się od razu na proponowaną cenę, ale choć trochę się potargować. W Marrakeszu zachowały się ceglaste mury obronne ciągnące się przez ok. 19 km – ze względu na nie zyskał on miano Czerwonego Miasta. Do najważniejszych zabytków należy tu Meczet Alego ibn Jusufa z pobliską medresą (szkołą teologiczną), Meczet Kutubijja z XII w. i XIX-wieczny Pałac Bahia z ogromnym ogrodem o powierzchni 8 tys. m². Przed upałem warto schronić się do Ogrodu Majorelle (Jardin Majorelle) albo Ogrodów Menara.

 

Po zwiedzeniu Marrakeszu trzeba podjąć decyzję, czy najpierw udać się na północ czy południe. Po drodze do stołecznego Rabatu (ponad 320 km) przejeżdża się obok 4-milionowej Casablanki (największego ośrodka w kraju). Większości osób kojarzy się ona z kultowym amerykańskim melodramatem z 1942 r. z Humphreyem Bogartem i Ingrid Bergman w rolach głównych. Akcja filmu rozgrywa się właśnie w tym mieście. Dzisiejsza Casablanca to przede wszystkim ważny ośrodek przemysłowy, finansowy, kulturowy i największy marokański port. Tutaj można zobaczyć nowoczesne oblicze kraju, tak różne od historycznego centrum Marrakeszu. Do najpiękniejszych zabytków należy Meczet Hasana II, jeden z największych obiektów sakralnych tego typu na świecie i najwyższa konstrukcja w Maroku. W głównej sali modlitewnej zmieści się nawet 25 tys. wiernych, a minaret przylegający do świątyni jest wysoki na 210 m.

 

Tylko ok. 80 km dzieli Casablankę od Rabatu,także leżącego nad brzegiem Oceanu Atlantyckiego. Jednymi z najważniejszych atrakcji stolicy kraju są cytadela i Szalla – rozległy kompleks starożytnych i średniowiecznych ruin, otoczonych murami obronnymi. Symbol miasta stanowi niedokończony 44-metrowy minaret na planie kwadratu nazywany Wieżą Hasana. Wznosi się on wśród palm nad rzeką Bu Rakrak (Wadi Bu Rakrak). Do minaretu przylega Mauzoleum Muhammada V, w którym pochowano sułtana i króla Maroka Muhammada V z dynastii Alawitów (1909–1961) i jego dwóch synów.

 

Mniej więcej 200 km na wschód od Rabatu znajduje się Fez (ponad 1,1 mln mieszkańców). To jedno z najlepiej zachowanych miast średniowiecznych w krajach muzułmańskich. Jego najbardziej wiekową część – starą medynę (Fes el-Bali), założoną na przełomie VIII i IX stulecia – umieszczono w 1981 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Oprócz zakupów na niekończących się targowiskach, odwiedzin w meczetach czy medresie nie wolno zapomnieć o zwiedzeniu farbiarni i garbarni, z których Fez słynie. W zasadzie żadna z nich nie jest widoczna z ulicy, należy więc skorzystać z (najczęściej płatnego) zaproszenia właściciela sklepu lub mieszkańców. Po przejściu na taras widokowy od dziedzińca podziwiać można gliniane naczynia wypełnione różnymi barwnikami oraz suszące się na słońcu tkaniny i skóry.

 

W północno-zachodnim Maroku nie sposób ominąć błękitnego Szafszawanu (Chefchaouen) położonego wśród gór Rif. Niemal wszystkie domy w starej części tego ponad 40-tysięcznego miasta są pomalowane na biało i niebiesko. W tym miejscu każdy odruchowo sięga po aparat. Główny plac Szafszawanu pełen jest uroczych kawiarni, w których delektować się można mocną marokańską miętową herbatą.

 

Jeśli ktoś ma wystarczająco dużo czasu, powinien wybrać się aż do Tangeru leżącego nad Cieśniną Gibraltarską. Od wieków mieszają się w nim kultury, religie, języki i interesy. W XIX stuleciu i przede wszystkim w pierwszej połowie XX w. (w latach 1923–1956 Tanger stanowił tzw. strefę międzynarodową) różnorodność kulturowa miasta przyciągała artystów z całej Europy i Stanów Zjednoczonych. Przyjeżdżali tutaj m.in. francuscy malarze Eugène Delacroix i Henri Matisse, amerykańscy twórcy Paul Bowles, Tennessee Williams, Truman Capote, Allen Ginsberg i Jack Kerouac czy muzycy z zespołu The Rolling Stones. W Tangerze kręcono sceny do filmu Jima Jarmuscha Tylko kochankowie przeżyją z 2013 r. Dziś odwiedzają go głównie Hiszpanie przybywający na jednodniowe wycieczki z Europy.

 

KRÓLESTWO SMAKÓW I ZAPACHÓW

 

Nieodłączną część podróżowania stanowi poznawanie lokalnej kuchni. Ta marokańska jest niezmiernie bogata i zróżnicowana, choć stosunkowo mało znana w Polsce. Dania główne opierają się zwykle na mięsie, ale niemal w każdym przepisie używa się mnóstwa warzyw. W tutejszych potrawach stosuje się liczne aromatyczne przyprawy, z których wiele przed wiekami przywieziono wprost z Indonezji. Znajdziemy je na targach ułożone w wysokie, kolorowe stosy.

 

Dzień zacząć trzeba od śniadania, które oferuje większość kawiarni i knajpek w okolicy hoteli i pensjonatów. Podstawą posiłku jest pokrojony w trójkąty arabski chleb nazywany khubz, przypominający duży, okrągły, gruby placek. Często podaje się również naleśniki (placki) baghrir (beghrir). Ich powierzchnię pokrywają małe dziurki, które pozostały po bąbelkach powietrza (do ciasta dodaje się drożdże i proszek do pieczenia). Je się je zwykle na słodko: z miodem lub dżemem. Do śniadania serwuje się także lokalne sery, serki topione, oliwki czy pomidory. Czasem w zestawach śniadaniowych pojawiają się croissanty albo pain au chocolat. Do picia koniecznie należy zamówić przepyszny i bardzo tani sok ze świeżo wyciskanych pomarańczy (albo granatów) oraz kawę, często doprawianą kardamonem. Za najpopularniejszy napój uchodzi niewątpliwie gorąca, mocna herbata ze świeżych liści mięty z bardzo dużą ilością cukru. Na początku do jej intensywnego smaku miętowej goryczki przełamanej słodkością ciężko się przyzwyczaić, ale z czasem może stać się naszym największym przysmakiem. Herbatę tę podaje się w metalowych czajniczkach razem z niewielką szklanką.

 

Wybór dań na obiad czy kolację jest bardzo szeroki. Do lokalnych specjałów należy kuskus – danie z kaszy (znanej w Polsce głównie jako dodatek) z mięsem (przede wszystkim baraniną), sosem warzywnym i kilkoma rodzajami warzyw. Idealnie nadaje się ono na obiad, bo w gorące dni w Maroku większe posiłki najlepiej jeść po zmroku, kiedy słońce schowa się już za horyzontem. Spróbować trzeba tu również aromatycznej zupy harira z ciecierzycą i soczewicą, popularnej szczególnie w ramadanie. Na kolację zamówić można mięso z grilla lub szaszłyki (w ten sposób przyrządza się zazwyczaj kurczaka i baraninę, czasem też wołowinę). Na ruszcie przygotowuje się także pulpeciki z jagnięciny, czyli keftę (koftę), i pikantne kiełbaski z baraniny, zwane merguezami. W regionach nadmorskich często serwowane są smażone bądź grillowane ryby i owoce morza.

 

Do mięsa albo ryb warto zamówić np. sałatkę marokańską z drobno pokrojonych pomidorów i ogórków. W oczekiwaniu na jedzenie można podjadać małe przekąski podawane w niewielkich miseczkach lub meze – zestaw przystawek (popularny również m.in. w Grecji, Turcji, Jordanii czy Albanii), na który składają się warzywa w przeróżnych marynatach, sery, oliwki, przepyszny marynowany bakłażan czy purée z dyni. Wiele dań zawiera świeżą kolendrę. To dość specyficzna przyprawa – zazwyczaj uwielbia się ją albo jej nie znosi.

 

Chyba najpopularniejszą marokańską potrawę stanowi jednak tadżin (tażin). Przygotowuje się go w specjalnym naczyniu z grubej gliny (noszącym taką samą nazwę), przypominającym głęboki talerz z pokrywką w kształcie stożka. W środku znajdują się kawałki mięsa duszonego razem z warzywami, ziemniakami, tradycyjnymi przyprawami, a czasem także suszonymi owocami. Tę potrawę można zamówić w Maroku dosłownie wszędzie.

 

Ze względu na zakazy religijne alkohol nie jest powszechnie dostępny w tym kraju. W niektórych restauracjach w większych miastach podaje się piwo. Mocniejsze trunki dostać można na ogół tylko w barach i restauracjach hotelowych. Alkohol sprzedaje się w marketach lub w mniejszych sklepach, o których zwykle wiedzą jedynie miejscowi. W tych drugich klient przechodzi do oddzielnego pomieszczenia bądź lokalu mieszczącego się piętro niżej, gdzie bez problemu kupi wino czy wódkę.

 

Na deser jada się w Maroku np. świeże owoce. Poza tym Marokańczycy kochają słodycze, zwłaszcza te z dodatkiem miodu i migdałów. Do wyboru są przeróżne bułki, tłuste pączki, słodkie ciasta lepkie od syropu (podobne do baklawy) albo tzw. rogi gazeli, czyli ciastka w kształcie półksiężyców wypełnione migdałowym nadzieniem. Popularny smakołyk stanowią trójkąty nadziewane migdałami i – oczywiście – polane miodem, nazywane briwats. Spotkać je można również w wersji na słono wypełnione mielonym mięsem lub rybą.

 

PLAŻE NAD OCEANEM

 

Kto z Marrakeszu wyrusza na zwiedzanie południowego Maroka, zwykle najpierw dociera do położonej nad Atlantykiem As-Sawiry (Essaouiry), dawniej zwanej Mogadorem. Od XVIII w. była ona ważnym ośrodkiem handlu międzynarodowego – interesy ubijali tu Żydzi, Holendrzy, Portugalczycy, Berberowie, Arabowie, Brytyjczycy i Francuzi. Baśniową scenerię tego niemal 80-tysięcznego miasta tworzą pomalowane na biało zadbane domy z niebieskimi drzwiami, połączone kamiennymi uliczkami. Od 2001 r. medyna w As-Sawirze widnieje na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Jest ona nieco inna niż te spotykane w innych częściach kraju – jej uliczki nie są splątane, ale ułożone pod kątem prostym, dzięki czemu łatwiej się po niej poruszać niż np. po tych w Fezie czy Marrakeszu, gdzie po kilkunastu minutach chodzenia między stoiskami można się zgubić.

 

Najważniejsze miasto i kurort w południowo-zachodnim Maroku stanowi Agadir (powyżej 420 tys. mieszkańców), który cieszy się ponad 300 słonecznymi dniami w roku. To idealne miejsce dla osób chcących się zrelaksować i poleniuchować w cieniu parasola lub palmy. W samym centrum znajduje się tutaj długa, piaszczysta plaża – Plage d’Agadir (ok. 10-kilometrowa), przy której rozciągają się liczne luksusowe hotele z basenami. W Agadirze raczej nie ma zabytków – w lutym 1960 r. silne trzęsienie ziemi zrównało z ziemią dużą jego część. Komu znudzi się jedzenie w hotelowych restauracjach albo plażowanie, może wybrać się na spacer po jednym z urokliwych bulwarów albo udać się na zakupy na targu (suku), odwiedzić lokalne knajpki nad brzegiem morza lub wyruszyć na wycieczkę po pełnej atrakcji okolicy.

 

Na południe od kurortu rozciąga się malowniczy Park Narodowy Souss-Massa, słynący z rozmaitych gatunków ptaków takich jak występujący prawdopodobnie tylko w Maroku ibis grzywiasty, ibisy kasztanowate, warzęchy, flamingi, czaple purpurowe czy czagry. Wybrzeże w tym rejonie tworzą piaszczyste plaże, wydmy, klify i jaskinie. Przez park prowadzą kilkukilometrowe ścieżki spacerowe. Po wyprawie do niego warto odwiedzić miasto Tiznit, znane w całym kraju z ręcznie wykonywanych wyrobów ze srebra, głównie biżuterii. Ok. 60 km na południowy zachód stąd odpocząć można na najsłynniejszej dzikiej plaży w Maroku – Legzirze (Lagzirze). Za jej symbol uchodził jeszcze do niedawna niezwykły klif, w którym morze wytworzyło naturalną bramę (niestety, jeden z emblematycznych łuków runął 23 września 2016 r., najprawdopodobniej w wyniku naturalnej erozji). Przepiękna Legzira od lat przyciąga rzesze surferów.

 

Casbah Ait Ben Haddou XR

Ufortyfikowana osada (ksar) Ajt Bin Haddu

© MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE

 

WŚRÓD FAL, GÓR I WYDM

 

Maroko to idealny kraj dla wszystkich, którzy kochają aktywnie spędzać czas. Większa część wybrzeża świetnie nadaje się do uprawiania wind- i kitesurfingu oraz surfingu. Miłośnicy tych sportów wodnych często wybierają okolice wspomnianego już miasta As-Sawira, położonego ok. 170 km na północ od Agadiru. W lecie fale są mniejsze, ale wiatr bywa silniejszy, w zimie – odwrotnie. Najlepiej przyjechać tutaj w okresie od września do kwietnia. Ostatnio coraz większą popularnością wśród pasjonatów wind- i kitesurfingu oraz surfingu cieszy się również miasteczko Sidi Kaouki, usytuowane 25 km na południe od As-Sawiry. Doskonałe miejsce do uprawiania sportów wodnych stanowi także zatoka utworzona przez podłużny półwysep w pobliżu Ad-Dachli (niemal 1,2 tys. km na południowy zachód od Agadiru, na terytorium Sahary Zachodniej).

 

W Maroku znajduje się aż ok. 50 pól golfowych. Leżą one głównie na północy (m.in. w Tangerze czy Tetuanie), w sercu kraju (Rabacie, Fezie i Casablance), okolicy Marrakeszu i As-Sawiry oraz w Agadirze. W tym pełnym atrakcji państwie można też spędzić kilka tygodni na wędrówkach po górach i wspinaczce w różnych warunkach. Najwyższym szczytem Królestwa Marokańskiego, jak również całego Atlasu i Afryki Północnej, jest Dżabal Tubkal (4167 m n.p.m.). Zdobędzie go każda osoba o dobrej kondycji – nie trzeba wspinać się na niego ze sprzętem, choć poleca się wynajęcie lokalnego przewodnika. Na trasie wyprawy, na końcu doliny na ponad 3200 m n.p.m. znajduje się duże schronisko (Refuge du Toubkal), w którym większość turystów przechodzi nocną aklimatyzację przed dotarciem do celu. Wejście na najwyższy szczyt kraju to – oczywiście – tylko jedna z wielu propozycji dla amatorów trekkingu. Do wyboru mają oni mnóstwo górskich szlaków (nie są oznaczone).

 

Wyjątkowym przeżyciem będzie w Maroku także wyprawa na pustynię: na piaszczyste wydmy, pod niebo wyścielone gwiazdami. Tego typu wycieczkę najlepiej wykupić bezpośrednio w lokalnym biurze podróży w jednym z większych miast. Można też wynająć prywatnego kierowcę z autem lub dojechać autobusem i w mieście Warzazat (Ouarzazate) opłacić przewodnika z samochodem terenowym. W drodze na pustynię trzeba przejechać przez góry Atlas, co stanowi okazję do podziwiania wspaniałych widoków. Większość wycieczek zatrzymuje się również w Ajt Bin Haddu, ufortyfikowanej osadzie zwanej ksarem, wpisanej w 1987 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Kręcono tu sceny m.in. do filmów Gladiator, Aleksander, Królestwo Niebieskie, Babel, Książę Persji: Piaski czasu i serialu Gra o tron. Poza tym zwykle odwiedza się także spektakularne wąwozy: Dades i Todra. Do atrakcji wyprawy na pustynię należą też spacery po niekończących się wydmach, przejażdżka na wielbłądach i spędzenie nocy pod gwiazdami. Z dala od cywilizacji, pod gołym niebem, w otoczeniu surowych krajobrazów można dostrzec egzotyczne, magiczne oblicze Maroka, które wciąż przyciąga ludzi z różnych zakątków świata.

 

CZARUJĄCA BIRMA W WIRZE PRZEMIAN

Karaweik

Stylizowany na wspaniałą królewską barkę pałac Karaweik w Rangunie

© MYANMAR TOURISM MARKETING/WWW.TOURISMMYANMAR.ORG

 

MAGDALENA BARTCZAK

 

Ten kraj tysiąca świątyń, w którym w marcu 2011 r. z władzą pożegnała się (przynajmniej formalnie) junta wojskowa, ulega przeobrażeniom i otwiera się na świat. Nadal jednak kryją się w nim liczne zakątki nieodwiedzane przez zagranicznych przybyszów zbyt często. Podróżników zachwyca on niesamowitymi krajobrazami, magiczną atmosferą, a przede wszystkim niezwykłym ciepłem i gościnnością mieszkańców.

Więcej…

Peru – w krainie czarów

opracował

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Peru jest prawdziwą perełką dla podróżników, magicznym, fascynującym i olbrzymim państwem – trzecim pod względem wielkości w Ameryce Południowej (ma prawie 1,3 mln km2). Ten piękny andyjski kraj przyciąga wytrawnych globtroterów m.in. majestatycznymi i malowniczymi górami, bajkowym jeziorem Titicaca z pływającymi po nim trzcinowymi wyspami Indian Uro, zachwycającymi rysunkami z Nasca (Nazca), pełnymi zagadek ruinami dawnych budowli Inków (na czele ze słynnym Machu Picchu), barwnymi targami, zabytkowymi kolonialnymi miastami, dziewiczą przyrodą i zapierającymi dech w piersiach krajobrazami. Magia Peru tkwi w tym, że tutaj każde miejsce, choć oblegane przez turystów, pokazywane tysiące razy na pocztówkach, zdjęciach czy w filmach, opisywane w licznych książkach i artykułach, wciąż pozostaje tajemnicze i nie do końca odkryte. Mimo rozwoju techniki, nadal nierozwiązaną zagadką pozostają rysunki z Nasca. Wciąż zadajemy sobie także pytanie, jak prymitywni wydawałoby się Inkowie stworzyli prawdziwy cud architektury – cytadelę Machu Picchu… Peru jest bez wątpienia krainą nieodkrytych tajemnic, dlatego też przyciąga niczym magnes podróżników z całego świata. Specjalnie dla Państwa poprosiliśmy osoby, które znają doskonale tę ojczyznę Inków, o krótkie wypowiedzi na temat – ich zdaniem – najbardziej magicznych, zniewalających miejsc w tym górzystym, andyjskim państwie. Z rozmów z nimi wynika, że wyprawa do Peru zmienia życie… To jest właśnie wielka siła tego niepowtarzalnego kraju!   

Więcej…