JERZY MOSKAŁA


<< W agencjach turystycznych i biurach podróży, tak w naszym kraju, jak i za granicą, coraz częściej znajdziemy nie tylko klasyczne oferty wypoczynkowe, lecz także bardziej wyprofilowane pakiety z zakresu turystyki kulturoznawczej, np. wyprawy winiarskie, czy aktywnej, m.in. wycieczki konne. Te ostatnie zyskują sobie z każdym rokiem więcej zwolenników, również wśród osób nigdy wcześniej nie interesujących się jeździectwem. >>

Koń został udomowiony najprawdopodobniej 6–5,5 tys. lat temu. Pierwsze hodowle powstawały na terenie dzisiejszego północnego Kazachstanu (kultura Botai). Od tego czasu te mądre ssaki służyły ludziom jako zwierzęta wierzchowe, juczne i pociągowe. Człowiek szybko dostrzegł także ich piękno i zaczął krzyżować ze sobą różne rasy. W kulturze i historii wielu narodów natkniemy się dziś na słynne wierzchowce, na czele z ogierem Aleksandra Wielkiego Bucefałem, Rosynantem Don Kichota z La Manchy i ulubioną klaczą bojową marszałka Józefa Piłsudskiego Kasztanką.
Na całym świecie, także i w Polsce, turystyka konna wchodzi w fazę szybkiego rozwoju. Dlatego też osoby planujące wakacje w siodle stają obecnie przed niełatwym wyborem.


W ŁÓDZKIEM
Oddalony o mniej więcej 1 godz. jazdy samochodem od Warszawy Łódzki Szlak Konny im. majora Henryka Dobrzańskiego Hubala (ŁSK) ma powyżej 2 tys. km. To najdłuższa tego rodzaju trasa w Polsce i najnowocześniejsza pod względem infrastruktury, złożona z 2 pętli – wewnętrznej i zewnętrznej, dla wygody turystów podzielonych na 20-kilometrowe odcinki oznakowane zgodnie z wytycznymi Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego (PTTK). Szlak przecina 7 parków krajobrazowych, a dotrzemy nim do ponad 200 ośrodków jeździeckich, w których odpoczniemy przez kilka godzin lub zatrzymamy się na dłużej. Oferują one bardzo zróżnicowane warunki: od noclegów na sianie do standardów 3-gwiazdkowego hotelu. Poza tym wzdłuż trasy powstało również 21 miejsc postojowych z krytymi wiatami.

FOT. URZĄD MARSZAŁKOWSKI WOJEWÓDZTWA ŁÓDZKIEGO

Gonitwę św. Huberta organizuje co roku Łódzki Klub Jeździecki

Do atrakcji ŁSK należą liczne zabytki. W wybranych obiektach, np. Pałacu w Walewicach, Muzeum w Nieborowie i Arkadii, Klasztorze Cystersów w Sulejowie, Muzeum Wnętrz Dworskich w Ożarowie, dostaniemy elektroniczne przewodniki w języku polskim i angielskim. Dzięki nim podczas samodzielnego zwiedzania poznamy wszystkie najważniejsze informacje i ciekawostki.
W 30 tzw. punktach informacji i monitorowania turysty bezpłatnie wypożyczymy natomiast urządzenie lokujące oraz nawigację – oba w technologii GPS. Ułatwiają one orientację w terenie i w razie wypadku bądź innego zdarzenia pozwalają zlokalizować ich użytkownika z dokładnością do kilku metrów. Urządzenie lokujące posiada klawisz SOS, po wciśnięciu którego współrzędne naszego położenia trafiają do służb ratowniczych w formie zgłoszenia. Z kolei bardzo dokładna mapa nawigacji zawiera nawet leśne dukty. W punktach tych skorzystamy też z Wi-Fi, telefonu, uniwersalnej ładowarki oraz komputera z drukarką.
Na stronie internetowej www.wsiodle.lodzkie.pl (przygotowanej w języku polskim, angielskim, rosyjskim i niemieckim) znajdziemy wiadomości o tutejszych ośrodkach jeździeckich, atrakcjach turystycznych, usługach hotelarskich czy gastronomicznych. Na ich podstawie zaplanujemy naszą wycieczkę w najdrobniejszych szczegółach. Zapewnieniem bezpieczeństwa na drogach oraz monitorowaniem ruchu zajmuje się personel Centrum Zarządzania Szlakiem. Jego siedziba mieści się przy ul. Wycieczkowej w Łodzi i jako jeden z punktów postojowych wyposażona została w boksy dla koni.


NA MAZURACH
Niezmiernie długa trasa rekreacyjna, bo licząca ok. 400 km, biegnie przez Mazury i Podlasie. Szlak Konny Puszczy Augustowskiej i Mazur prowadzi przez Biebrzański Park Narodowy, Wigierski Park Narodowy, a także Puszczę Augustowską i okolice Kanału Augustowskiego. Bardzo zróżnicowany krajobraz i czyste powietrze północno-wschodniego regionu Polski przyciągają wielu turystów. Właściciele tutejszych stajni przygotowali dla nich interesujące oferty, w których skład wchodzą rajdy konne, pozwalające ich uczestnikom zbliżyć się do natury, czy noclegi organizowane w leśniczówkach bądź gospodarstwach agroturystycznych.
Mniej więcej 100 km od Augustowa, w pobliżu Czerwonego Dworu i Giżycka, kilka lat temu z inicjatywy Związku Stowarzyszeń na Rzecz Rozwoju Gmin Północnego Obszaru Wielkich Jezior Mazurskich wyznaczono Mazurski Trakt Konny. Za jego pomocą chciano zaprezentować piękno tego regionu i spopularyzować go wśród Polaków. Wokół ciągnącego się przez 140 km traktu rozpościerają się wspaniałe lasy i błękitne jeziora.

 

NA ROZTOCZU I W BESKIDACH
Do starszych tras, wytyczanych przez PTTK, należy Roztoczański Szlak Konny (Wólka Wieprzecka –Bondyrz – Senderki). Choć jest dość krótki – ma tylko 25 km długości – to bez wątpienia warto go przemierzyć z uwagi na urzekające widoki. Rzeka Wieprz i wąwozy Roztocza tworzą jedyne w swoim rodzaju krajobrazy w Polsce.
Od Brennej w Beskidzie Śląskim, przez Beskid Żywiecki, Podhale, Pieniny, Beskid Sądecki oraz Beskid Niski do Wołosatego w Bieszczadach wiedzie natomiast Transbeskidzki Szlak Konny (400 km). Poprowadzono go głównie w niższych partiach gór, ale w Beskidzie Żywieckim wznosi się nawet ponad 1300 m n.p.m. (na halach Lipowskiej czy Miziowej oraz szczycie Rysianka). Trasę podzielono na 14 etapów jednodniowych. Każdy z nich zaczyna się i kończy w Ośrodku Górskiej Turystyki Jeździeckiej – OGTJ (tylko jeden postój zaplanowano w gospodarstwie agroturystycznym). Za najciekawsze uchodzą odcinki końcowe w Beskidzie Niskim oraz Bieszczadach. W tym pierwszym rejonie znajdują się 4 etapy szlaku, których największą atrakcją jest jazda na łagodnych górskich koniach huculskich. Te niezwykle odporne i silne zwierzęta służą jeźdźcom nawet zimą, gdy w innych częściach naszego kraju turystyka konna zamiera. Ostatnie odcinki Transbeskidzkiego Szlaku Konnego biegną od Dołżycy do wsi Wołosate m.in. szerokimi połoninami i rozdzielającymi je przełęczami. Przepiękne panoramy Bieszczad także można podziwiać z grzbietów koni huculskich. W tej części Beskidów zresztą pracownicy Bieszczadzkiego Parku Narodowego stworzyli wiele innych interesujących tras konnych.

 

W SUDETACH I JURZE KRAKOWSKO-CZĘSTOCHOWSKIEJ
Na wycieczkę w siodle wybierzemy się również w Sudety. Sudecki Szlak Konny PTTK prowadzi od Lądka-Zdroju do Karpacza. Po drodze zatrzymamy się głównie w schroniskach, ale też w kilku małych miejscowościach. Jego długość wynosi ok. 360 km. Leśne i górskie kamieniste trakty czynią go jedną z najtrudniejszych tego typu tras w Europie.
W Stadninie Koni Huculskich w Nielepicach pod Krakowem rozpoczyna się z kolei Transjurajski Szlak Konny PTTK, przedłużony o Szlak Jury Wieluńskiej. Wzdłuż większości piaszczystych dróg leży dużo miejsc noclegowych. Do pokonania mamy tu tylko kilka cięższych odcinków, dlatego wycieczka zajmie nam jedynie mniej więcej tydzień. Możemy ją zatem wzbogacić o zwiedzanie Królewskiego Zamku Bobolice czy ruin na Górze Janowskiego (Zamkowej) w Ogrodzieńcu, umieszczonych na Szlaku Orlich Gniazd. Wśród miejscowych obszarów przyrodniczych wyróżnia się z pewnością Pustynia Błędowska.

 

NA MAZOWSZU
Przy trasach konnych obok gospodarstw agroturystycznych napotkamy komfortowe ośrodki oferujące znacznie szerszy wachlarz usług. Należy do nich m.in. podwarszawski 4-gwiazdkowy Hotel Sielanka nad Pilicą położony w przepięknych plenerach doliny rzeki Pilicy i Puszczy Stromeckiej. To znakomita baza wypadowa do długich przejażdżek po malowniczej okolicy.
Do dyspozycji gości oddano tu rozbudowane centrum jeździeckie Farma Sielanka, posiadające certyfikat Polskiego Związku Jeździeckiego (PZJ), z krytą ujeżdżalnią z regularnie zraszanym profesjonalnym fizelinowo-piaskowym podłożem oraz ogrodzonym placem do jazdy ze sportowym, zdrenowanym podkładem pokrytym warstwą fizelinowo-kwarcytową. Chętni skorzystają też z licznych przeszkód skokowych i zaprzęgowych oraz czworoboku. Ośrodek ten zainteresuje więc na pewno nie tylko amatorów, lecz także zawodowców w tej dyscyplinie sportowej. Tutejsza nowoczesna stajnia składa się z 65 boksów, w tym 18 typu angielskiego, które otwierają się bezpośrednio na zewnątrz, na padok. Wyposażona jest również w myjki i solarium dla wierzchowców. Konie w niej stacjonujące mają zapewnioną fachową opiekę. Mogą korzystać też z padoku oraz karuzeli. Doskonale przygotowane, zrównoważone i spokojne zwierzęta z Farmy Sielanka idealnie nadają się dla każdego jeźdźca: początkującego i zaawansowanego. Wśród proponowanych treningów (nauka jazdy, skoków, powożenia zaprzęgiem) coś dla siebie wybiorą też ci, którzy chcą podnieść swoje umiejętności. Od 14 do 20 lipca br. zaplanowano również tutaj 7-dniową Wakacyjną Akademię Jeździecką. To niezmiernie interesująca propozycja dla osób chcących przeżyć wspaniałą przygodę w siodle.

FOT. HOTEL SIELANKA NAD PILICĄ/FARMA SIELANKA

Ośrodek jeździecki Farma Sielanka zajmuje powierzchnię ponad 100 ha

Coraz częściej oferty turystyki konnej uzupełnia się dodatkowymi pakietami. Na tej zasadzie funkcjonuje Szkockie Ranczo Wellness & Spa w Skarboszewie koło Płońska na Mazowszu. Obok lekcji jazdy w stylu westernowym (tzw. reiningu) na koniach rasy american paint horse i american quarter horse, oczywiście pod czujnym okiem profesjonalnych instruktorów, skorzystamy tu z zabiegów spa i spróbujemy wyśmienitych dań z mięsa szkockiego bydła wyżynnego (highland cattle), zakupionego do lokalnej ekologicznej hodowli (obecnie 40 stuk). W porównaniu z polskimi łaciatymi krowami te pokryte grubą i gęstą sierścią zwierzęta z wielkimi rogami wyglądają naprawdę imponująco.
Dobrze wyposażonych stajni możemy także szukać w dawnych posiadłościach ziemiańskich. Jedna z nich przynależy do zabytkowego Pałacu Odrowążów z XV w. – dziś hotelu Manor House SPA – w Chlewiskach pod Szydłowcem. Na terenie tego luksusowego kompleksu zrelaksujemy się m.in. w Termach Zamkowych ze specjalnymi pokojami gościnnymi Ofuro SPA, Oranżerii Pałacowej z idealnym dla alergików bezchlorowym Basenem Ery Wodnika (napełniono go wodą z jonami srebra) lub zadbanym parku z Kręgiem Mocy, Piramidą Horusa i plażami nad dwoma stawami. Stajnia hotelowa stanowi nowoczesny obiekt sportowo-rekreacyjny. Mieści się w niej 15 boksów wewnętrznych oraz 4 angielskie, myjka dla koni czy też piętrowa siodlarnia. Tuż obok wznosi się profesjonalna hala ujeżdżeniowa z regularnie zraszanym podłożem. Dookoła znajdują się pastwiska i padoki. Wspaniałe wnętrza pałacu oraz XIX-wiecznej Stajni Platera (oferującej obecnie stylową restaurację, 21 komfortowych pokoi czy też 3 sale bankietowo-konferencyjne) odnowiono z zachowaniem historycznych detali architektonicznych. Każdy poczuje się więc tutaj niczym w gościnie u gospodarzy ze szlacheckiego rodu.

 

NA ZIELONEJ UKRAINIE
Na świecie wciąż istnieje wiele miejsc, gdzie podróżowanie na koniu nie stanowi jedynie turystycznej atrakcji, lecz uchodzi po prostu za sposób przemieszczania się po danym obszarze. Niektóre z nich znajdziemy m.in. w byłych republikach Związku Radzieckiego.
Polaków szczególnie pociągają dawne tereny Rzeczpospolitej Obojga Narodów, np. pogranicze Wołynia i Podola na Ukrainie, opisywane w trylogii Henryka Sienkiewicza. Mimo upływu lat i industrializacji Europy w tej jej części nadal natkniemy się na dziewicze regiony: meandrujące w głębokich wąwozach rzeki, dzikie stepy i lasy, a na zachodzie również wysokie góry. Podczas rajdów konnych prowadzących dolinami Dniestru, Zbruczu i Czeremoszu, w okolice Krzemieńca oraz na południu aż do granicy z Mołdawią, polscy turyści nierzadko przypominają sobie przygody pułkownika Michała Wołodyjowskiego, Jana Skrzetuskiego czy Jana Zagłoby. Te najczęściej rolnicze rejony najprzyjemniej przemierzać szczególnie latem, gdy pogoda zachęca do noclegów pod gołym niebem.

 

W MONGOLII
Aby jednak poznać początki historii udomawiania konia przez człowieka, trzeba zapuścić się dużo dalej na wschód, do krajów takich jak Mongolia, Kirgistan czy Kazachstan. Ze względu na niedostępność niektórych terenów wyprawy konne w tych stronach wymagają większego doświadczenia, ale jednocześnie dostarczają wyjątkowych przeżyć.
Największe wyzwania czekają nas w Mongolii. Dzikie mongolskie konie są bardzo płochliwe. Podchodzić trzeba do nich zwykle od lewego boku, gdy założono już im siodło. Każda inna próba może skończyć się dla nas bolesnym kopnięciem i ugryzieniem. Okiełznanie ich stanowi więc duży wyczyn, a to dopiero początek przygód w krainie Czyngis-chana.
Siodło mongolskie tylko częściowo przypomina te europejskie czy amerykańskie typu western. Zrobione z drewna jest dość niewygodne i ciężko się na nim utrzymać. W trakcie jazdy nie wolno wypuścić też z ręki długiej liny zamocowanej przy wodzach, bo jeśli spadniemy z grzbietu zwierzęcia, najprawdopodobniej będzie ono chciało uciec i zostaniemy bez środka transportu na zupełnym pustkowiu. Mongolskie wierzchowce są szybkie i silne, ale przez to trudne do prowadzenia. Dlatego rajd konny po tym azjatyckim kraju stanowi wyzwanie nawet dla doświadczonych jeźdźców.

FOT. EXPLOREMONGOLIA.EU

40-metrowa konna statua Czyngis-chana niedaleko Ułan Bator

Podczas wyprawy po Mongolii musimy zapomnieć o europejskich hotelach czy ośrodkach spa i nastawić się na nocowanie w jurtach lub spanie wprost na ziemi oraz – oczywiście – na brak bieżącej wody. Proste, często spożywane już w siodle posiłki przygotują nam według swoich możliwości koczownicze plemiona. Mimo tych wszystkich niedogodności jednak to właśnie zapierająca dech w piersiach Mongolia z jej nieskażonymi cywilizacją stepami, niezmienionymi od tysięcy lat, uchodzi za ulubione miejsce prawdziwych wielbicieli wędrówek na końskim grzbiecie.

 

W KIRGISTANIE I KAZACHSTANIE
Równie różnorodne, malownicze i dzikie okolice do uprawiania turystyki konnej, a wśród nich długie doliny i położone wysoko górskie przełęcze, oferuje Kirgistan. Największą atrakcją w Republice Kirgiskiej jest tradycyjne konne polowanie z orłami lub sokołami. To ostatni już chyba zakątek na ziemi, gdzie ta tradycja pozostaje jeszcze wiecznie żywa, a zwyczaj ten praktykuje się nie tylko z uwagi na turystów, lecz jako rytuał lokalnych plemion.
Wyprawy na koniach organizuje się także w sąsiadującym z Kirgistanem Kazachstanie, np. na południowym wschodzie kraju w paśmie Tien-szan (chiń. Niebiańskich Gór). Rejon ten często określa się jako „zapomniany przez Boga i ludzi”. Te same bezkresne przestrzenie, sięgające nieba szczyty górskie i rwące rzeki widzieli ludzie od tysięcy lat podróżujący Jedwabnym Szlakiem. W regionie Tien-szan, podobnie jak w Mongolii czy Republice Kirgiskiej, spotkamy koczowniczych mieszkańców tych ziem i to z nimi będziemy zatrzymywać się na noclegi i posiłki.

 

W ARGENTYNIE
Europa czy Azja to nie jedyne kierunki turystyki konnej. Jej amatorzy wybierają się również na drugą stronę kuli ziemskiej, ale nie w poszukiwaniu słynnego Dzikiego Zachodu, a do Argentyny, a dokładniej jej południowej części – Patagonii – krainy stepów (pampy), bydła, owiec i pasterzy gauczów (gauchos). Ci ostatni, podobnie jak niegdyś północnoamerykańscy kowboje, spędzają całe dnie w siodle przy przepędzaniu krów. W wyobrażeniach Argentyńczyków są oni często bohaterami ludowymi, symbolem walki o niezależność od Hiszpanii, a równocześnie uosabiają wszystkie cechy znakomitego jeźdźca, szczycącego się swoimi umiejętnościami i zżytego ze swym wierzchowcem, najlepszym na świecie.
Południowoamerykańska rasa criollo pochodzi od koni przywiezionych w XV w. przez Hiszpanów i została wyselekcjonowana na początku XX stulecia. Te inteligentne, silne i bardzo odporne na choroby zwierzęta stanowią dumę całej Ameryki Południowej. Dla potrzeb turystyki konnej w Argentynie wykorzystuje się obecnie odpowiednio wytresowane, wytrzymałe krzyżówki criollo, znakomicie sprawdzające się na pampach. W tym fascynującym kraju turyści biorą zazwyczaj udział w długodystansowych rajdach konnych (cabalgatas) oraz spędzaniu bydła. Poza tym mają też okazję przyjrzeć się codziennemu życiu gauczów, ich zwyczajom i interesującym świętom, które uświetniają tradycyjne wyścigi i inne zawody.
W trakcie takiej wyprawy można także spróbować typowych dla tej kultury potraw. Kuchnia południowoamerykańskich pasterzy jest bardziej zbliżona do europejskiej niż mongolska czy kirgiska i bazuje głównie na wyśmienitej wołowinie. Do jej charakterystycznych dań należą steki i różne odmiany gotowanego nad ogniem gulaszu, czasami bardzo ostro przyprawionego. Zamiast azjatyckiego kumysu ze sfermentowanego mleka gauczowie piją natomiast napar z ostrokrzewu paragwajskiego (yerba mate) albo wyborne argentyńskie wino. Do nocowania pod gołym niebem wystarczy im jedynie siodło i ponczo.
Turystyka konna zbliża nas do natury. Każdy człowiek żyjący we współczesnym skomputeryzowanym i pędzącym naprzód świecie musi czasami zatrzymać się i wrócić do korzeni, znów poczuć jedność z otaczającą go przyrodą. Trudno o lepszą do tego okazję niż wędrówka przez szerokie równiny, zielone doliny rzek i cieniste lasy na grzbiecie wiernego towarzysza człowieka – konia.

Artykuły wybrane losowo

Apetyt na Gruzję

NATALIA ŚWIĘCHOWICZ

<< Podróżowanie po tym usytuowanym na Kaukazie Południowym (Zakaukaziu), na pograniczu Europy i Azji, pięknym, dzikim i szalonym państwie to doświadczanie świata wszystkimi zmysłami. Podczas podziwiania majestatycznych kaukaskich szczytów rozlewamy do kieliszków kolejną butelkę aromatycznego czerwonego wina Saperavi lub białego Rkatsiteli. W naszych ustach rozpływają się wyborne, domowej roboty sery, a na suto zastawionym stole czekają kolejne przysmaki, które kuszą apetycznym wyglądem, zapachem i przede wszystkim smakiem. Pora wznieść toast za przodków i rozpocząć gruzińską „suprę”, czyli huczną i radosną ucztę. „Gaumardżos!” – „Na zdrowie!”. Niech żyje Gruzja! >>

Więcej…

Veneto – peregrynacje nie tylko weneckie

Verona   Piazza Bra  di fronte il municipio e a destra l arena

Przy Piazza Bra w Weronie stoją m.in. Palazzo Barbieri i rzymski amfiteatr

© FOTOTECA REGIONE DEL VENETO

 

MAKSYMILIAN CZORNYJ

 

Jeżeli jak pisał amerykański pisarz i scenarzysta Truman Capote: „Być w Wenecji to jakby zjeść całe pudełko czekoladek z likierem naraz”, to odwiedziny w regionie Veneto należałoby przyrównać do wizyty w cukierni albo jeszcze trafniej – w wielkiej fabryce słodkości. Znajdziemy w nim wszystko, z czego słyną Włochy: miasta pełne najwyższej klasy zabytków, morze, plaże, urokliwe wysepki, malownicze jeziora i góry. Nie brakuje tu modnych kurortów, ośrodków rozrywkowych, tras narciarskich, doskonałych enotek i winnic.

 

Wszak Veneto, czyli Wenecja Euganejska, to Italia w miniaturze. Aby zobrazować skalę tej miniatury, wystarczy wspomnieć, że region ten ma powierzchnię porównywalną do województwa pomorskiego lub łódzkiego (blisko 18,5 tys. km²). Zamieszkuje go niespełna 5 mln osób, a szacuje się, że samą Wenecję odwiedza rocznie nawet sześć razy więcej turystów.

 

Kształtem Veneto przypomina konia stojącego dęba. Pysk opiera o wschodnie Dolomity i sięga nim aż do granicy z Austrią, grzbiet pręży ku jezioru Garda, zad unosi ponad deltą rzeki Pad, a nogami oplata wybrzeże Adriatyku. Z racji różnorodności rejonu dla pewnego porządku w tekście będę się trzymać tras kolejowych i to z ich perspektywy rozpoczniemy zwiedzanie miast. Bramy do nich stanowić będą właśnie dworce.

 

 Villa La Rotonda colza

Villa Rotonda w Vicenzy – renesansowa rezydencja projektu Andrei Palladia

© CONSORZIO VICENZA È/WWW.VICENZAE.ORG

 

WENECJA

 

Podczas peregrynacji po Veneto nie wypada pominąć Wenecji. To słynne miasto na wodzie jest obowiązkowym celem wypraw każdego turysty i podróżnika. Plac św. Marka, Most Westchnień, Bazylika św. Marka czy Pałac Dożów – któż o nich nie słyszał?

 

Jednak Wenecja to znacznie więcej. Poznać ją od innej strony można, gdy przybędzie się na stację kolejową Venezia Santa Lucia. Znajduje się ona przy Canal Grande, ale w innym miejscu niż najsłynniejsze zabytki. Park naprzeciw stacji, zwany Giardini Papadopoli, jest jednym z nielicznych zielonych fragmentów w historycznym centrum miasta. Po drugiej stronie kanału stoi Kościół św. Mikołaja z Tolentino (Chiesa di San Nicola da Tolentino) – świątynia niepozorna, rzadko odwiedzana przez turystów, a mogąca poszczycić się zachwycającymi freskami i chyba najpiękniej oświetlona naturalnym światłem w całej Wenecji. Właśnie takie, położone na uboczu miejsca pozwalają odkryć prawdziwe oblicze tego miasta. Tak wygląda niezadeptana przez zwiedzających Wenecja, zwyczajna i rozbrzmiewająca jedynie szumem przepływającej obok wody.

 

Tutaj najlepiej jest się zgubić. Zamiast podążać za tłumami turystów, gnać ślepo wzdłuż wykreślonych wcześniej na mapie szlaków warto zatracić się w atmosferze, zagłębić się w zaułki i tajemnice La Serenissimy, czyli Najjaśniejszej, jak mówią o swoim mieście wenecjanie. Podczas takiego spaceru przejdziemy przez bramę prowadzącą na niespełna metrowe nadbrzeże nad jednym z ponad 170 kanałów, dostrzeżemy wenecjanina cumującego łódkę bezpośrednio przy drzwiach kamienicy lub trafimy na maleńki targ pełen najświeższych ryb i owoców morza.

 

Tylko jeśli się zgubimy, unikniemy lokali, gdzie zwykły obiad kosztuje więcej niż wykwintna kolacja w luksusowej restauracji, i oszustów oferujących kurs wodną taksówką za bajońską sumę czy wystaw pełnych tandetnych masek karnawałowych sprowadzonych wprost z Chin lub Tajwanu. Błądząc wśród zaułków, poczujemy mistycyzm miasta wyrastającego z wody, w którym samochody, karetki i śmieciarki zostały zastąpione przez łodzie. Wenecja sprawia czasem wrażenie opuszczonej i wymarłej. Tak, naprawdę są w niej takie miejsca. Jeżeli skierujemy się np. w stronę Canale della Giudecca, trafimy na niemal bezludne place, przejdziemy uliczkami, na których spotkamy jedynie gołębie i koty.

 

Podczas dłuższego pobytu w Wenecji warto korzystać z tramwajów wodnych i udać się na inne wysepki Laguny Weneckiej. Na zainteresowanie zasługują szczególnie Murano (słynąca z wyrobów szklanych), Burano (pełna niezmiernie kolorowych domów) i Torcello (jeden z najstarszych tutejszych ośrodków, z Bazyliką Wniebowzięcia NMP – Basilica di Santa Maria Assunta).

 

Tramwajem wodnym (vaporetto) dotrzemy także znacznie dalej, np. do przylegającej do północno-wschodniego brzegu Laguny Weneckiej gminy Jesolo. Leży w niej jeden z najsłynniejszych włoskich kurortów – Lido di Jesolo rozciągnięte na zewnętrznej stronie cypla, wzdłuż wybrzeża Adriatyku. Jego wizytówkę stanowi długa na ok. 15 km i szeroka miejscami na prawie 200 m piaszczysta plaża. W 2017 r. ponownie otrzymała ona Błękitną Flagę, dzięki czemu możemy mieć pewność, że jest czysta i posiada odpowiednią infrastrukturę. Mimo dość dużych rozmiarów w sezonie w dzień plaża zwykle bywa szczelnie wypełniona ludźmi, którzy po zapadnięciu zmroku przenoszą się na niedaleki niewiele krótszy bulwar. Warto wiedzieć, że za wstęp na przeważającą jej część trzeba zapłacić, a niektóre fragmenty należą do pobliskich hoteli. Znajduje się tu również odcinek wydzielony dla naturystów. Poza tym w pobliżu funkcjonuje port jachtowy. Infrastruktura gastronomiczna jest bardzo bogata – w okolicy plaży można zjeść dania niemal z całego świata, a nawet wybrać się do restauracji, którym przyznano gwiazdki w prestiżowym przewodniku Michelin.

 

W Lido di Jesolo na turystów czekają oprócz tego profesjonalne 18-dołkowe pole golfowe klasy mistrzowskiej, tor gokartowy Pista Azzurra i rozległy park wodny Aqualandia. W SEA LIFE i Tropicarium Park zobaczymy ryby i zwierzęta wodne z całego świata. Kluby nocne zapewnią z kolei szaloną zabawę do białego rana.

 

Pamiętajmy jednak, że Veneto to nie tylko pełna atrakcji Laguna Wenecka, dlatego trzeba odwiedzić i inne miejsca w regionie. Warto więc zawrócić na kolejowy szlak, po czym ruszyć na zachód.

 

PiazzaSanMarcoDSC 8787

Wenecka Piazzetta San Marco z dwiema kolumnami

© SERVIZIO COMUNICAZIONE VISIVA DEL COMUNE DI VENEZIA

 

PADWA

 

Polakom Padwa znana jest przede wszystkim ze względu na uczących się tu niegdyś studentów. Wszak wiedzę zdobywali w niej Mikołaj Kopernik, Jan Kochanowski i Jan Zamoyski (wybrany nawet w 1563 r. rektorem tutejszej uczelni), ale założony w 1222 r. uniwersytet stanowi tylko jeden z wielu klejnotów w padewskiej koronie.

 

Według Eneidy Wergiliusza miasto mieli założyć Trojanie, którzy po upadku własnej stolicy wznieśli tu gród o nazwie Patavium. Przez setki lat osada rozrastała się, a w średniowieczu stała się istotnym ośrodkiem gospodarczym i dydaktycznym.

 

Trafienie z dworca kolejowego do historycznego centrum nie powinno przysporzyć problemów. Wystarczy kierować się główną arterią,Corso del Popolo, która po kilkuset metrach płynnie przechodzi w Corso Giuseppe Garibaldi. Gdy miniemy rozległy zielony park (Giardini dell’Arena), możemy zwolnić kroku. Po chwili z lewej strony dostrzeżemy ruiny rzymskiego amfiteatru, a po prawej klasycystyczną bryłę Pałacu Zuckermanna (Palazzo Zuckermann), w którym funkcjonują dwa muzea – sztuki użytkowej i numizmatyczne.

 

Jeśli będziemy szli dalej, po kilkunastu minutach dotrzemy do Pałacu Bo (Palazzo Bo). Pod tą niewiele mówiącą nazwą kryje się w rzeczywistości główny gmach uniwersytecki. Przy jego schodach stoi pomnik Eleny Lucrezii Cornaro Piscopii (1646–1684), matematyczki i filozofki. W 1678 r. jako pierwsza kobieta w historii otrzymała stopień naukowy doktora. Wewnątrz budynku zachowała się m.in. katedra, z której nauki wygłaszał Galileusz (Cattedra di Galileo), a także teatr anatomiczny, czyli pomieszczenie, gdzie najsłynniejsi włoscy medycy w tajemnicy przeprowadzali przed studentami sekcje zwłok.

 

Na północny zachód od uniwersytetu leży Piazza della Frutta, gdzie odbywają się miejskie festyny, a lokalni producenci i wytwórcy wystawiają towary. Niemalże całą południową pierzeję placu zajmuje Palazzo della Ragione. Wielokrotnie przebudowywany gmach nabrał nieco pokracznej, przysadzistej formy, jednak szczyci się podobno największą w Europie powierzchnią dachu, którego nie podpierają kolumny.

 

Jeszcze dalej znajduje się Piazza dei Signori. Wschodni kraniec zamyka tu Kościół św. Klemensa (Chiesa di San Clemente), wzniesiony na miejscu jednej z najstarszych chrześcijańskich świątyń, a przeciwległy – ledwie 30-metrowa, lecz zgrabnie wkomponowana w miejski krajobraz Wieża Zegarowa (Torre dell’Orologio). Na trzecim piętrze umieszczono w niej wspaniały mechanizm wprawiający w ruch zegar astronomiczny, który po niedawnej renowacji ponownie odmierza turystom i padewczykom czas. Spostrzegawcze osoby dostrzegą, że na tarczy znaków zodiaku brakuje wagi, ale nie ma tutaj dość miejsca, aby poruszać legendy uzasadniające ten stan rzeczy.

 

Jeśli poszlibyśmy dalej prosto, dotarlibyśmy do Muzeum Nauk Archeologicznych i Sztuki. Odbijemy jednak w lewo i nie przejdziemy przez bramę Wieży Zegarowej. Wąska uliczka wijąca się pośród kamienic wiedzie do placu katedralnego. Katedra (Duomo di Padova) miała zostać wzniesiona według projektu Michała Anioła, lecz kierujący pracami architekci wprowadzili liczne zmiany i nadali budowli dość ostre, surowe rysy. Również jej wnętrze jest zimne i skromne. Znacznie ciekawsze są XIV-wieczne freski w przylegającym do świątyni baptysterium. Jego kopułę pokrywa monumentalne przedstawienie raju z Chrystusem otoczonym zastępami świętych.

 

Po skierowaniu się znowu na południe i przejściu wąskiego miejskiego kanału zbliżymy się do jednego z najbardziej rozpoznawalnych miejsc Padwy – Prato della Valle. Ten największy plac we Włoszech (aż ok. 90 tys. m² powierzchni!) znajduje się w pobliżu słynnych bazylik: św. Antoniego i św. Justyny. Na jego środku leży otoczona eliptycznym kanałem wysepka Memmia. Wokół ustawiono 78 posągów osób zasłużonych dla miasta. Co ciekawe, wśród nich są także statuy Stefana Batorego i Jana III Sobieskiego, ufundowane przez Stanisława Augusta Poniatowskiego.

 

Na zakończenie padewskiej wędrówki koniecznie należy odwiedzić obie wspomniane bazyliki. Bez wątpienia każda z nich wywiera większe wrażenie niż szacowna miejska katedra. Bazylika św. Antoniego z Padwy charakteryzuje się architektonicznym przemieszaniem stylu romańskiego i gotyckiego – przysadzistą, jakby przygiętą do ziemi fasadę zdobią ostrołukowe wnęki i arkady wspierane na filarach, a również jakże typowa rozeta zdobiona maswerkiem. Budowla ma osiem kopuł, z których centralna, umieszczona ponad skrzyżowaniem naw, została oparta na bryle ostrosłupa zwieńczonego latarnią. We wnętrzu bazyliki znajduje się grób jej patrona. Ołtarz główny jest autorstwa Donatella, jednak był wielokrotnie przekształcany i całkowicie zatracił swój pierwotny charakter.

 

Bazylika św. Justyny z Padwy, męczennicy ściętej 7 października 304 r. za panowania cesarza Dioklecjana, została wzniesiona na miejscu romańskiego kościoła zniszczonego przez trzęsienie ziemi. Budowla zachwyca już samymi rozmiarami – ma ponad 118 m długości i przeszło 82 m szerokości. W kampanili zawieszonych jest siedem dzwonów, z których największy waży niemal 2,5 t. W świątyni znajdują się liczne zabytki sztuki oraz relikwie świętych, w tym szczątki św. Łukasza Ewangelisty i św. Macieja Apostoła.

 

Pomiędzy obiema bazylikami leży zabytkowy ogród botaniczny (Orto Botanico di Padova), założony w 1545 r. jako miejsce, w którym ówcześni studenci medycyny mieli zapoznawać się z roślinami leczniczymi. To w nim uprawiano pierwsze warzywa sprowadzone z nowo odkrytych Ameryk.

 

Prato della Valle PH andrea babetto1

Prato della Valle – kanał i posągi

© PADOVAMERAVIGLIA PHOTO CONTEST/ANDREA BABETTO

 

VICENZA

 

Mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Wenecją a Weroną, trzy kwadranse koleją od obu z nich, znajduje się miasto, które większość turystów albo omija, albo podziwia jedynie przez okna pociągu. Przyjezdni gnają spod balkonu szekspirowskiej Julii ku placowi św. Marka, spod Mostu Westchnień ku werońskiej Arenie. Blask Vicenzy bezsprzecznie przygasiła bliskość tych dwóch bodaj najsłynniejszych ośrodków północnej Italii. Położone u podnóża monumentalnych gór miasto sprawia wrażenie, jakby spłynęło z alpejskiego stoku i zastygło w bezruchu. Gdy zanurzymy się w jego uliczkach, uderzy nas ich spokój i wytworność, nieuchwytne w wielu innych, zadeptanych przez turystów miejscach Veneto.

 

Spójność architektoniczna tutejszej zabudowy, jej głęboka harmonia, choć trudno w to uwierzyć, jest dziełem jednego architekta. Andrea Palladio (właściwie Andrea di Pietro della Gondolo) urodził się w 1508 r. w rodzinie padewskiego młynarza, lecz niemal całe dorosłe życie związał właśnie z Vicenzą. Wykreślił fasady Bazyliki Palladiana (Basilica Palladiana), Katedry (Cattedrale di Santa Maria Annunciata), wspaniałych rezydencji i miejskich pałaców. Lekkość odrodzenia, liczne nawiązania do starożytnych rozwiązań i świeżość, które dostrzec można w tej architekturze, sprawiają, że miasto kontrastuje z gotyckim wspomnieniem Wenecji. Nic dziwnego, że główna arteria Vicenzy nosi imię Andrei Palladia (Corso Andrea Palladio). Zaczyna się przy Torrione di Porta Castello, monumentalnym fragmencie średniowiecznych fortyfikacji, i ciągnie przez ponad 700 m ku wijącej się rzece Bacchiglione.

 

Główne atrakcje Vicenzy znajdują się w promieniu kilkudziesięciu metrów od wspomnianego corso. Jak na najważniejszą z miejskich ulic jest ona dość wąska i tłoczna, głośna od warkotu skuterów i pokrzykiwań przechodniów. W zabytkowych kamienicach wznoszących się po obu stronach mieszczą się sklepy, restauracje, kawiarnie i kwiaciarnie. Jeśli spojrzymy w górę, bez trudu odnajdziemy gotyckie pozostałości w zabudowie, lecz nie dostrzeżemy ani kopuły Katedry, ani wieży Bazyliki Palladiana, ani wspaniałego Teatru Olimpijskiego (Teatro Olimpico). Aby je zobaczyć, musimy nieco zboczyć z obranej trasy. Wpierw jednak warto przyjrzeć się zwartej bryle Pałacu Thiene Bonin Longare (Palazzo Thiene Bonin Longare), monumentalnej kolumnadzie Pałacu Trissino Baston (Palazzo Trissino Baston), a wreszcie szeregowi figur obserwujących przechodniów z Pałacu Chiericati (Palazzo Chiericati). We wnętrzu tego ostatniego działa muzeum z ciekawym zbiorem malarstwa (pinakoteką).

 

Jeżeli zapuścimy się w boczne uliczki, dotrzemy do wspomnianejBazyliki Palladiana.Wbrew nazwie nie jest ona świątynią, a budynkiem użyteczności publicznej powstałym po przebudowie mniejszych kamienic i później jeszcze przerabianym. Dawniej stanowiła siedzibę władzy administracyjnej i sądowniczej, a w dolnych arkadach znajdowały się tu lokale rzemieślnicze i kupieckie. Wspaniale prezentuje się zachód słońca obserwowany z sąsiedniego placu (Piazza dei Signori). Wieża zegarowa (82-metrowa Torre Bissara) i dach gmachu zdają się wtedy tonąć w złocistych promieniach, podczas gdy marmurowe arkady okrywa kojący półcień. Nie ma nic bardziej włoskiego niż delektowanie się kawą przy takim widoku.

 

Kilkadziesiąt metrów dalej po drugiej stronie corso trafimy na Teatr Olimpijski – ostatnie dzieło wielkiego Andrei Palladia (z 1580 r.). To pierwowzór wielu europejskich teatrów. Jego scena stanowi doskonałe odzwierciedlenie rzymskiej tradycji stałej i przemyślanej dekoracji. Dostrzega się w nim antyczny rodowód miasta, który architekt tak doskonale potrafił uwypuklić.

 

Jeżeli mamy więcej czasu, koniecznie powinniśmy udać się do znajdującej się poza obrębem historycznego centrum Villi Rotonda. Do tej kolejnej realizacji projektu Palladia można dojechać bez problemu autobusem (numer 8, 108 i 132 z przystanku przy dworcu). Każdy z boków zbudowanej na wzniesieniu rezydencji znaczą klasyczne, jońskie portyki. Jej centralny punkt stanowi okrągła sala okryta kopułą. Ten symetryczny obiekt jest zwieńczeniem drogi, jaką architekt obrał w swoim literackim opus vitae zatytułowanym Cztery księgi o architekturze (1570 r.), i stał się inspiracją dla nurtu (palladianizm), w którym wzniesiono m.in. warszawską Królikarnię.

 

W Vicenzy warto zwrócić również uwagę na inne pałace – Palazzo del Capitaniato, Palazzo Valmarana i Palazzo Porto. Oczywiście, w każdym z nich widać wyjątkową rękę Palladia.

 

WERONA

 

Po opuszczeniu werońskiego dworca kolejowego powinniśmy skierować się ku ufortyfikowanej południowej bramie miejskiej o nazwie Porta Nuova, zbudowanej w latach 1532–1540. Jeśli pójdziemy stąd na wprost, już po kilku minutach dotrzemy do pięciokątnej wieży (Torre Pentagona) oraz łukowatych przejść (Portoni della Bra), powstałych w miejscu średniowiecznych murów. W 1872 r. między tymi drugimi zamontowano dwustronny zegar. To bezpośrednio za nimi, w zakolu Adygi, leży historyczna część Werony. W tej okolicy można wstąpić do Muzeum Lapidarnego Maffeiano (Museo Lapidario Maffeiano). Znajdują się w nim bogate zbiory etruskiej, greckiej i rzymskiej ceramiki, kamieni nagrobnych oraz inskrypcji.

 

Po minięciu Portonidella Bra wkraczamy na największy tutejszy plac miejski (Piazza Bra), gdzie stoją trzy istotne zabytki – amfiteatr, Palazzo Barbieri i statua Wiktora Emanuela II. O każdym z nich należy wspomnieć choć w kilku zdaniach.

 

Amfiteatr rzymski, przez werończyków zwany po prostu Areną, powstał w I w. Mógł pomieścić nawet prawie 30 tys. widzów i stanowił scenę walk gladiatorów czy spektaklów. Obecnie jest jednym z najsłynniejszych obiektów Werony, na którym odbywają się rozmaite wydarzenia kulturalne, w tym liczne koncerty gwiazd muzyki.

 

Palazzo Barbieri, encyklopedyczny przykład neoklasycyzmu, pierwotnie zajmował sztab armii austriackiej. Obecnie budynek pełni funkcję ratusza miejskiego. Na ścianę tuż obok wejścia został przeniesiony XIV-wieczny fresk przedstawiający ukrzyżowanie Chrystusa. Liczne sale zdobią zabytkowe płótna i tapiserie.

 

Brązową statuę króla Wiktora Emanuela II odsłonięto w styczniu 1883 r. Warto zwrócić na nią uwagę, choć nie jest to dzieło wybitne. Zarówno sylwetka konia, jak i władcy rażą sztucznością i brak im lekkości.

 

Na północny wschód od Areny uliczki stają się coraz gęściej wypełnione turystami. Niedaleko znajduje się najsłynniejsza atrakcja Werony – Casa di Giulietta. Nie da się potwierdzić, czy piękna Julia z dramatu Williama Szekspira wzdychała tu do Romea. Pewne jest, że w mieście żyły rodziny Montecchich i Cappellettich. Aby uczynić zadość tradycji, turyści zostawiają w murze kamienicy listy. Robią też sobie zdjęcia pod osławionym balkonem. Za wstęp na dziedziniec nie ma opłat.

 

Stąd już tylko kilka kroków dzieli nas od innego werońskiego placu, obowiązkowego celu wędrówek po mieście. Piazza delle Erbe leży w miejscu starożytnego rzymskiego forum. Wokół wznoszą się średniowieczne kamienice, wieże i pałace. Na zainteresowanie zasługuje przede wszystkim Casa dei Mercanti (Domus Mercatorum) – budynek gildii kupieckiej. Z jego niskimi arkadami doskonale współgrają ciągnące się wzdłuż fasady zgrabne bifory (okna podzielone kolumienką na dwie części) i wieńczące ściany blanki.

 

Najwyższa wieża widoczna z placu to Torre dei Lamberti. Mierzy 84 m i znajduje się na niej XVIII-wieczny zegar. W środku wiszą dwa słynne dzwony (a w sumie cztery) – Marangona i Rengo, które odmierzały czas i regulowały życie mieszkańców Werony. Pierwszy z nich (o średnicy 130 cm i wadze 1300 kg) oznajmiał koniec dnia pracy dla miejscowych rzemieślników, w tym stolarzy (marangoni), i ogłaszał również alarm w przypadku pożaru. Z kolei Rengo (184 cm i 4215 kg) odzywał się, żeby zainicjować zebrania rajców i wezwać ludzi do broni w czasach wojny. Oba dzwony nadal rozbrzmiewają z okazji pogrzebów. Budynkiem, z którego zdaje się wyrastać Torre dei Lamberti, jest Palazzo della Ragione, miejsce dawnych zebrań mieszczan i skład soli.

 

Kiedy podążymy na północny wschód, niejako wzdłuż koryta Adygi, trafimy na jeszcze jeden wyjątkowy zabytek – Kościół św. Anastazji (Chiesa di Sant’Anastasia). Doskonale widać go zresztą z opisywanej wieży. Tę największą świątynię Werony wzniesiono w stylu gotyckim, lecz jej budowa nie została do tej pory zakończona. Choć z zewnątrz kościół nie sprawa szczególnego wrażenia, koniecznie należy wykupić bilet i wejść do środka. Krzyżowo-żebrowe sklepienie, które wspiera 12 potężnych marmurowych kolumn, zdaje się być zawieszone znacznie wyżej niż można przypuszczać, gdy patrzy się z zewnątrz. Pod nim znajdziemy bogate kaplice, barwne freski i precyzyjne detale.

 

Niedaleko kościoła stoi kolejny zabytek werońskiej architektury sakralnej – Katedra (Duomo di Verona). Świątynia powstała na miejscu dwóch kościołów zniszczonych przez trzęsienie ziemi w 1117 r. Jej wielokrotnie przebudowywana fasada to prawdziwa mozaika stylów, na którą składa się romańska bryła, gotyckie okna, barokowe dodatki i zaczątek renesansowej dzwonnicy. Jeśli ruszymy wzdłuż katedralnych murów i przejdziemy dalej, trzymając się linii kamienic wzniesionych tuż nad Adygą, dotrzemy do Kamiennego Mostu (Ponte Pietra). Wbrew temu, co często pisze się w przewodnikach, nie jest to oryginalna rzymska konstrukcja. W trakcie wieków pierwotna przeprawa była wielokrotnie niszczona i odbudowywana, a wreszcie została pieczołowicie zrekonstruowana (częściowo z dawnego budulca) po tym, jak w 1945 r. wysadziły ją wycofujące się wojska niemieckie.

 

Doskonałym zwieńczeniem wizyty w Weronie będzie chwila zadumy nad szumiącym nurtem Adygi, w którym odbija się złocisty zachód słońca. Miasto rzeczywiście emanuje niepowtarzalnym nastrojem.

 

GARDALAND

 

Wspomniałem na początku o tym, że w Veneto nie brakuje również ośrodków rozrywkowych. Oczywiście, w każdym z nadmorskich kurortów kwitnie życie nocne, odbywają się liczne festyny i imprezy uliczne. Jednak nieco ponad 20 km na zachód od Werony (zjazd z autostrady – Peschiera del Garda) znajduje się prawdziwe centrum zabawy. Gardaland, bo o nim mowa, to najczęściej odwiedzany park rozrywki we Włoszech (niemal 2,9 mln gości rocznie!). Na powierzchni ponad 200 tys. m² w malowniczym sąsiedztwie jeziora Garda ulokowano mnóstwo atrakcji, kilka barów i restauracji.

 

Park został podzielony tematycznie (m.in. na strefy: Średniowiecze, Rio Bravo, Akademia Kung Fu Pandy, Atlantyda, Piraci czy Królestwo Fantazji), dzięki czemu nadaje się zarówno dla dorosłych, jak i rodzin z dziećmi. Znajdziemy tu trzy rodzaje atrakcji – Fantasy (Fantazja), Adventure (Przygoda) i Adrenaline (Adrenalina), a także kino 4D. Oczywiście, największym zainteresowaniem cieszą się ekstremalne rollercoastery: Blue Tornado i Oblivion The Black Hole. Krzyki pędzących na nich osób niosą się daleko po tafli jeziora...

 

Ceny karnetów na cały sezon zaczynają się już od 50 euro (tzw. Season Pass One). Taki abonament uprawnia do nielimitowanych wejść i korzystania ze wszystkich rozrywek parku. Należy pamiętać, że Gardaland jest otwarty od wiosny do jesieni (w 2018 r. od 29 marca do 4 listopada). Poza sezonem odbywają się w nim widowiskowe wydarzenia tematyczne (np. Gardaland Magic Winter).

 

W REGIONIE

 

Oczywiście, w artykule udało mi się przedstawić jedynie drobny wycinek Veneto. Ten region Włoch idealnie nadaje się również m.in. dla miłośników sportów zimowych. Ów pysk konia skierowany ku Dolomitom przecinają jak mocowania uzdy szlaki narciarskie i wyciągi, a znaczy go najwyższy szczyt tego malowniczego pasma górskiego – Marmolada (3343 m n.p.m.). W gminie Cortina (Cortina d’Ampezzo) wytyczono 85 km doskonale przygotowanych tras zjazdowych.

 

Veneto to także ojczyzna grappy (z uroczym, pochylonym nad rzeką Brentą miastem Bassano del Grappa), kraina doskonałych win (przeszło 90 tys. ha winnic) i rejon słynący z carpaccio. W Wenecji Euganejskiej znajduje się też przycupnięta nad brzegiem Gardy turystyczna miejscowość Malcesine, skąd możemy dostać się koleją (tym razem linową) na szczyt masywu Monte Baldo (2218 m n.p.m.). Panorama roztaczająca się z niego w pogodne dni zapiera dech w piersiach.

 

Nie sposób opisać całego Veneto na kilku czy nawet kilkunastu stronach jednego artykułu. Trzeba po prostu samemu przybyć do tego regionu Italii. Podczas poznawania jego atrakcji możemy delektować się najlepszymi słodyczami z tej osobliwej cukierniczej fabryki.

 

12 najlepszych miejsc na wyjazdy rowerowe w Polsce i Europie

opracował:
JAKUB WASIAK

<< Moda na aktywny wypoczynek nadal ma się świetnie wśród Polaków. Szczególnie niektóre sposoby takiego spędzania wolnego czasu zyskały sobie dużą popularność w naszym kraju. Gdy nadchodzi wiosna, z garażów i piwnic wyciągamy jeden z ulubionych środków transportu na całym świecie – tani w eksploatacji, w pełni ekologiczny i łatwy do przewożenia rower. Nic tak nie poprawia samopoczucia po mroźnej zimie i jednocześnie nie wzmacnia kondycji fizycznej jak wycieczka jednośladem wśród przepięknych polskich i europejskich krajobrazów. >>

Więcej…