SYLWIA JEDLAK-DUBIEL

<< Dziś coraz więcej czasu spędzamy bez ruchu: przed ekranem komputera, telewizora, w samochodzie, pociągu, samolocie. Nowinki technologiczne sprawiają, że cały świat jest dla nas niemal na wyciągnięcie ręki, ale nasze ciało wciąż domaga się tej samej troski, co zawsze. Chyba dlatego chętniej niż kiedyś interesujemy się różnymi rodzajami turystyki aktywnej, w tym jednym z jej najprostszych i najprzyjemniejszych typów, czyli wycieczkami rowerowymi, na które może wybrać się każdy, czy to stary, czy to młody, i nie potrzebuje do tego żadnych uprawnień ani specjalnych umiejętności. Jazda na rowerze nie tylko poprawia ogólną kondycję fizyczną i wydolność organizmu, lecz także pomaga zrzucić zbędne kilogramy oraz podnosi poziom endorfin, zwanych hormonami szczęścia. Jeśli zwykłą przejażdżkę urozmaicimy oglądaniem pięknych krajobrazów, zwiedzaniem zabytków i poznawaniem nowych miejsc, to mamy już przepis na wyjątkowo zdrowy wypoczynek. >>

Popularna w Europie turystyka rowerowa co roku zdobywa sobie kolejnych wielbicieli również w Polsce. Trend ten przyjął się u nas bardzo dobrze, czego dowodem są ciągle powstające szlaki na terenie całego kraju. Na dwóch kółkach zwiedzimy więc mnóstwo miast, miasteczek, wsi i malowniczych regionów. Na dodatek do niektórych zakątków dużo łatwiej dotrzemy właśnie zwrotnym i wąskim jednośladem. Jednocześnie rynek sprzętu dla cyklistów rozwija się niezmiernie dynamicznie. Oznacza to, że w sklepach stacjonarnych i internetowych aż roi się nie tylko od nowoczesnych modeli rowerów miejskich, górskich, trekkingowych, przełajowych czy szosowych we wszystkich kolorach, lecz także różnorodnych akcesoriów, czasem wyjątkowo wymyślnych (jak ozdobne nakrętki na wentyle w kształcie biedronek czy kotków), oraz ubrań dla rowerzystów – praktycznych, wygodnych i w modnym wzornictwie.

FOT. ARKADIUSZ GRUDZIEŃ

Do Wałbrzycha ściągają liczni miłośnicy kolarstwa górskiego


Gdy moja siostra dobrych kilka lat temu planowała rowerową eskapadę nad Morze Bałtyckie połączoną ze zwiedzaniem kolejnych latarni morskich na trasie, postanowiłam pomóc jej w realizacji tego przedsięwzięcia i zakupić dobry przewodnik po polskim wybrzeżu. Ze zdziwieniem stwierdziłam wtedy, że w księgarniach nie brakuje literatury przedmiotu dla amatorów dwóch kółek oraz map i książek z opisami wycieczek dla cyklistów. Z biegiem czasu przekonałam się za to, że pasjonatów tego typu turystyki przybywa, a wraz z powiększaniem się ich grona rozrasta się też nowoczesna infrastruktura zaspokajająca ich potrzeby. Przyjrzyjmy się zatem bliżej, co czeka wielbicieli dwukołowców w Polsce.

NA WSCHODZIE
W północno-zachodniej Lubelszczyźnie powstała zarządzana przez Lokalną Grupę Działania „Zielony Pierścień” sieć szlaków Kraina Rowerowa o łącznej długości ponad 500 km, obejmująca drogi gruntowe i publiczne o bardzo małym natężeniu ruchu samochodowego. Objechanie jej całej zajmie ok. 2 tygodni. Po drodze można zatrzymać się w 31 miejscach wypoczynkowych dla rowerzystów z zadaszoną wiatą, stołami, ławą, stojakiem na rowery, grillem i tablicą informacyjną. Dodatkowo w 13 punktach udostępniono np. apteczki pierwszej pomocy czy sprzęt do drobnych napraw jednośladów. Trasy prowadzą przez bardzo atrakcyjne tereny pod względem zarówno krajobrazowym, jak i kulturowym, przechodzą przez takie miejscowości jak Dęblin, Nałęczów, Kazimierz Dolny, Puławy czy Kozłówka. Część sieci – od wsi Brześce koło Janowca do Dęblina właśnie – stanowi fragment międzynarodowego Bursztynowego Szlaku Greenways, biegnącego od wybrzeża Bałtyku przez Polskę, a następnie Słowację do stolicy Węgier Budapesztu. Na jego odcinku w województwie lubelskim odwiedzimy m.in. renesansowo-barokowy Zamek w Janowcu, rynek z przepięknymi kamienicami w Kazimierzu Dolnym, Pałac w Celejowie z charakterystyczną białą wieżą, Pałac Czartoryskich w Puławach z oddziałem Muzeum Nadwiślańskiego oraz Twierdzę Dęblin nad Wisłą w okolicy jej dopływu rzeki Wieprz.
Z myślą o turystach wydano też Paszport Krainy Rowerowej przy Bursztynowym Szlaku Greenways z rubrykami na pieczątki potwierdzające dotarcie do konkretnych miejsc. Najbardziej wytrwali mają szansę zdobyć Odznakę Krainy Rowerowej. Lokalna Grupa Działania „Zielony Pierścień” z siedzibą w Kośminie stara się także promować regionalne smakołyki. W dniach 8–9 sierpnia br. zorganizowała Rajd Rowerowy po Produkt Lokalny, którego uczestnicy mogli spróbować przetworów z róży i sezonowych owoców, pysznego miodu, kazimierskich bajgli i wielu innych przysmaków oraz zakupić rękodzieło artystyczne.

NA ZACHODZIE
W 2004 r. Polska Organizacja Turystyczna nadała swój certyfikat Wielkopolskiemu Systemowi Szlaków Rowerowych. Składa się na niego obecnie aż 9 transregionalnych dróg dla miłośników dwóch kółek o łącznej długości niemal 1800 km – krajobrazowych: Nadwarciańskiego Szlaku Rowerowego (2 odcinki) i Szlaku Stu Jezior, historyczno-kulturowych: Piastowskiego Traktu Rowerowego, Transwielkopolskiej Trasy Rowerowej (2 części), Bursztynowego Szlaku Rowerowego, a także typowo regionalnych: Ziemiańskiego Szlaku Rowerowego i Pierścienia Rowerowego dookoła Poznania. Centrum sieci stanowi Poznański Węzeł Rowerowy, którego drogowskazy umieszczono nad brzegiem Jeziora Maltańskiego (sztucznego zbiornika utworzonego na rzece Cybina, dopływie Warty) w Poznaniu.
    Wszystkie te trasy zostały oznakowane zgodnie z wytycznymi PTTK (Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego). W trakcie ich przemierzania zwiedzimy m.in. historyczne zabytki Poznania i Gniezna, a także liczne parki krajobrazowe: Rogaliński, Żerkowsko-Czeszewski, Nadwarciański, Lednicki czy Promno. Co ciekawe, fragment systemu szlaków (Pierścienia Rowerowego dookoła Poznania) wiedzie przez tereny poligonu wojskowego w Biedrusku, gdzie kręcono sceny do filmu Ogniem i mieczem w reżyserii Jerzego Hoffmana. Jako tło dla aktorów posłużyły ruiny późnogotyckiego kościoła oraz zbudowana specjalnie na potrzeby produkcji makieta zamku w Chojnicy – oba obiekty znajdują się tam do dziś. Tutaj też nagrywano szarżę husarii pod Zbarażem z Michałem Żebrowskim jako Janem Skrzetuskim. Dużym udogodnieniem dla turystów w Wielkopolsce, również tych poruszających się na dwóch kółkach, jest cyfrowa mapa regionu dostępna do pobrania na stronie internetowej www.gpswielkopolska.pl za darmo dzięki Urzędowi Marszałkowskiemu Województwa Wielkopolskiego.

FOT. VISIT WIELKOPOLSKA

Wielkopolski Park Narodowy zachwyca bogactwem przyrody


W samym Poznaniu warto przejechać się wzdłuż brzegów wspomnianego malowniczego Jeziora Maltańskiego, wokół którego poprowadzono ciągi pieszo-rowerowe. Jeśli nie posiadamy swojego jednośladu, wynajmiemy go np. w pobliskiej wypożyczalni MaltaBike (2 punkty przy zachodnim krańcu Malty). Gdy odbijemy na wschód od tego najbardziej znanego poznańskiego akwenu, otoczonymi drzewami drogami towarzyszącymi biegowi rzeki Cybiny dojedziemy do stawów: Olszak, Browarnego, Młyńskiego czy Antoninek. Wielu miłośników dwóch kółek postanawia także poznać od strony lądu promowany ostatnio mocno szlak wodny tzw. Wielkiej Pętli Wielkopolski o długości blisko 690 km (na terytorium województw: wielkopolskiego, lubuskiego i kujawsko-pomorskiego), obejmujący głównie fragmenty Noteci i Warty. Godne uwagi w jego okolicy są np. trasy w powiecie konińskim, a to ze względu na urzekające jeziora (m.in. Gosławskie, Pątnowskie, Licheńskie, Mikorzyńskie czy Ślesińskie). Bardziej wytrwali turyści mogą spróbować pokonać wschodni (250-kilometrowy) lub zachodni (122-kilometrowy) odcinek Nadwarciańskiego Szlaku Rowerowego albo objechać inny słynny zbiornik wodny – Gopło, i wstąpić do Kruszwicy, gdzie wznosi się Mysia Wieża, z którą wiąże się znana legenda o królu Popielu.

NA PÓŁNOCY
Na rowerzystów postawił również Gdańsk. Z myślą o nich przygotowano stronę internetową www.rowerowygdansk.pl, na której znajdą przydatne informacje, np. o wypożyczalniach rowerów oraz imprezach odbywających się w mieście. Pobiorą oni stąd także mapę ścieżek, dostępną w wersji papierowej w dwóch lokalizacjach: na Długim Targu i ul. 3 Maja. Razem tutejsze trasy liczą sobie 470 km, a w znaczącej części obejmują ulice o dopuszczalnej prędkości do 30 km/godz. i drogi rowerowe. Na dwóch kółkach dotrzemy do najpopularniejszych punktów w Gdańsku – Ratusza Głównego Miasta, Dworu Artusa, Bazyliki Mariackiej (największego gotyckiego kościoła na świecie wzniesionego z cegły), Złotej Bramy, Długiego Pobrzeża i Żurawia, Pomnika Poległych Stoczniowców 1970, Nowego Portu graniczącego z Westerplatte, Lasów Oliwskich niegdyś należących do cystersów czy Bazyliki w Gdańsku-Oliwie, gdzie posłuchamy utworów odgrywanych na słynnych wielkich organach.
    Władze miasta starają się promować ten rodzaj sportu, turystyki i komunikacji za pomocą różnych akcji. 9 sierpnia br. gdańszczanie i nie tylko mogli wziąć udział w bezpłatnej rowerowej grze terenowej „Gdańsk – Miasto Jutra”, która rozpoczynała się i kończyła na Targu Węglowym. Uczestnicy zebrani w drużyny musieli wykonywać zadania w przestrzeni miejskiej, a walczyli o rowery, tablety i czytniki książek elektronicznych.

NA POŁUDNIU
Zwolennicy bardziej ekstremalnej jazdy na rowerze stawiają na kolarstwo górskie. W polskich mediach spopularyzowała je zwłaszcza nasza wicemistrzyni olimpijska z 2008 r., mistrzyni świata MTB XC (2010 r.) i Europy MTB XC (2009 r.) Maja Włoszczowska. Za miasto MTB (od ang. mountain terrain bike, czyli rower górski) uchodzi położony w województwie dolnośląskim Wałbrzych. Miejscowe świetnie przygotowane szlaki przeznaczone są tak dla amatorów, jak i zawodowców. Odbywają się na nich różne imprezy sportowe, np. Bike Maraton czy Puchar Polski MTB.
    Do wyboru mamy przejazdy o różnych poziomach trudności: od najcięższej trasy wokół Niedźwiadków (zdecydowanie dla zaawansowanych kolarzy) przez te wymagające dobrej kondycji wokół Borowej i na Chełmiec do łatwiejszych wokół Książańskiego Parku Krajobrazowego i Ptasiej Kopy. Bardziej doświadczeni miłośnicy rowerów górskich powinni spróbować okrążyć Wałbrzych. Czerwony szlak ciągnący się przez 61 km wiedzie przez interesujące krajobrazowo tereny (także w sąsiednich gminach Szczawno-Zdrój, Boguszów-Gorce i Jedlina-Zdrój), a najwyższy jego punkt Rozdroże Ptasie leży na 729 m n.p.m. Po drodze podziwia się na nim Góry Wałbrzyskie: widoki na szczyty Ptasia Kopa (590 m n.p.m.) i Lisi Kamień (613 m n.p.m.) czy też Chełmiec (851 m n.p.m.) i Mniszek (711 m n.p.m.), oraz panoramę Kotliny Wałbrzyskiej czy najdłuższy tunel kolejowy w Polsce pod wzniesieniem Mały Wołowiec (720 m n.p.m.). Na potrzeby turystów na stronie internetowej www.mtb.walbrzych.pl dodano w formie do ściągnięcia mapę okolicy z oznaczonymi traktami.

SMAK RYWALIZACJI
Naszego kraju nie omijają również najlepsi zawodowi kolarze, zarówno polscy, jak i zagraniczni, a to za sprawą prestiżowego Tour de Pologne, należącego do cyklu najważniejszych zawodów UCI (Union Cycliste Internationale – Międzynarodowej Unii Kolarskiej) World Tour. Tegoroczną, 71. już edycję, wygrał Rafał Majka.

FOT. SZYMON GRUCHALSKI/IMG STUDIO

Rafał Majka świętuje zwycięstwo


    Historia tego wyścigu szosowego sięga 1928 r., kiedy to we wrześniu odbył się on po raz pierwszy pod nazwą I Bieg Kolarski dookoła Polski z inicjatywy Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów i gazety Przegląd Sportowy. Po II wojnie światowej wznowiono go w 1947 r. jako konkurencję amatorską. Dopiero w 1993 r. otrzymał rangę zawodową po tym, jak kierownictwo nad nim przejął Czesław Lang – polski kolarz, wicemistrz olimpijski z 1980 r. Dzięki jego wysiłkowi dziś Tour de Pologne może poszczycić się nie tylko wysoką pozycją w hierarchii UCI, lecz także faktem, że stanowi wielkie sportowe wydarzenie medialne, transmitowane w wielu wersjach językowych przez zagraniczne telewizje i ściągające przed ekrany miliony kibiców z całego świata. Wyścig składa się zawsze z kilku etapów. W br. było ich 7 o łącznej długości 1251 km: Gdańsk–Bydgoszcz, Toruń–Warszawa, Kielce–Rzeszów, Tarnów Gemini Park–Katowice, Zakopane–Szczyrbskie Jezioro na Słowacji, BUKOVINA Terma Hotel Spa–Bukowina Tatrzańska i odcinek 25-kilometrowej jazdy indywidualnej na czas ze startem i metą na krakowskim Rynku Głównym. W związku z 25. rocznicą wolnych wyborów uczestnicy rozpoczęli zmagania 3 sierpnia spod Stoczni Gdańskiej.
    Tym profesjonalnym zawodom towarzyszy m.in. Tour de Pologne Amatorów. Może w nim wziąć udział każdy, kto ukończył 18 lat, a za pisemną zgodą opiekuna nawet osoby od 16 roku życia. Rywalizacja odbywa się na jednym z fragmentów właściwego Tour de Pologne (w br. na 38 km etapu VI w okolicy Bukowiny Tatrzańskiej). W podobny sposób upowszechnia kolarstwo górskie Skandia Maraton Lang Team, który również organizuje Lang Team Czesława Langa. Ten cykl wyścigów co roku gości w różnych miastach Polski, ale zawsze ma 4 dystanse: Rodzinna Parada (ok. 10 km), Mini (30 km), Medio (60 km) i Grand Fondo (90 km). Pierwszy z nich charakteryzuje się typowo rekreacyjną formułą, za to na pozostałych trzech prowadzi się pomiar czasu (zawodnicy dostają numery startowe z chipem). Najbliższe tegoroczne edycje zaplanowano na 27 września w Dąbrowie Górniczej i 4 października w Kwidzynie.

Z POLSKI ZA GRANICĘ
Coraz większa popularność turystyki rowerowej w naszym kraju sprawia, że i u nas zaczynają pojawiać się firmy sprzedające tego typu wyprawy zagraniczne. Okazuje się, że dzięki nim na popularnym jednośladzie zwiedzimy dziś niemal cały świat. W końcu już w latach 30. XX w. polski podróżnik Kazimierz Nowak (1897–1937) przemierzył samotnie m.in. z jego pomocą bezdroża Afryki, w tym surowe tereny pustynne. Obecnie nikt nie wymaga od nas takiej samowystarczalności, a touroperatorzy pomagają wszystkim zainteresowanym w planowaniu podróży od podstaw.
    W tej dziedzinie specjalizują się np. mojeRowery.pl, posiadające swoją platformę w internecie i oferujące miłośnikom dwóch kółek rajdy po Europie. Do wyboru mamy tu kilka rodzajów wycieczek: wakacje na rowerze, wyprawy rowerowe i MTB. Różnią się one poziomem trudności oraz stopniem samodzielności uczestników. Możemy więc wybrać zorganizowany wyjazd obejmujący zakwaterowanie i opiekę pilota, wersję z jedną bazą i kiedy to my decydujemy, ile czasu chcemy spędzić na jeździe, albo transport grupy w preferowany przez nią rejon kontynentu. W przypadku wypraw rowerowych nasze bagaże między kolejnymi miejscami noclegowymi, przewidzianymi w hotelach, pensjonatach lub na kempingach, przewozi firmowy bus. Sami ustalamy, czy dany region zwiedzamy razem ze wszystkimi, czy też na własną rękę. Klienci dostają komplet informacji o okolicy, jej mapę i GPS z zaznaczonymi trasami rowerowymi, które warto przejechać. Chętni mogą u organizatora również wypożyczyć rowery. Wśród rozmaitych ofert, skierowanych do osób o różnym przygotowaniu kondycyjnym, każdy znajdzie coś dla siebie.

FOT. MOJEROWERY.PL

Rowerem wzdłuż wybrzeża Dalmacji


Na stronie internetowej mojeRowery.pl zarezerwujemy wycieczki do Austrii, Chorwacji, Czech, Danii, Francji, Niemiec, Rumunii, Słowenii i Włoch. Do ciekawszych propozycji należą na pewno „Transylwania – nie tylko Drakula” (w planie oglądanie zabytków z Listy Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO: dackich fortec w górach Orăștie, historycznego centrum Sighișoary, wiosek Viscri i Câlnic z kościołami obronnymi), „Wzdłuż Dunaju” (ok. 300-kilometrowa trasa rozpoczyna się w niemieckiej Pasawie, a kończy w stolicy Austrii Wiedniu), „Sardynia – lazurowa wyspa” (przez całą drogę od starego portu Alghero do Costa Smeralda, czyli Szmaragdowego Wybrzeża, i wysepki La Maddalena rowerzystom towarzyszą piękne widoki na Morze Śródziemne) bądź „Dalmatyńskim szlakiem” (zwiedzanie nadmorskich miast w chorwackiej Dalmacji z Trogirem i Splitem na czele).

EUROPA DLA ROWERZYSTÓW
Polskę z Europą łączy nie tylko zamiłowanie do turystyki rowerowej. Nasz kraj w przyszłości pokryje część sieci szlaków EuroVelo, wiodących wzdłuż lokalnych tras i ścieżek. Przedsięwzięciu temu, współfinansowanemu ze środków Unii Europejskiej, patronuje Europejska Federacja Cyklistów (European Cyclists’ Federation – EFC), a ma ono na celu promować przesiadanie się z samochodów na rowery, również podczas codziennych przejazdów z domu do szkoły lub pracy. 14 ponumerowanych dróg przecinających cały kontynent z północy na południe i ze wschodu na zachód według planów będzie w pełni gotowych do 2020 r.
    Na terytorium Polski poprowadzono odcinki 6 tras. EuroVelo 2 – Szlak Stolic (Capitals Route) wiedzie m.in. przez Kostrzyn nad Odrą, Poznań, Gniezno, Włocławek, Warszawę, Siedlce i Białowieżę. Rowerzyści przemierzający EuroVelo 4 – Szlak Europy Centralnej (Central Europe Route) dojadą do Jastrzębia-Zdroju, Pszczyny, Krakowa, Tarnowa, Rzeszowa czy Przemyśla. Wzdłuż wybrzeża Morza Bałtyckiego staną drogowskazy EuroVelo 10 i 13 (Szlaku wokół Bałtyku – Baltic Sea Cycle Route i Szlaku Żelaznej Kurtyny – Iron Curtain Trail). Z Gdańska do granicy z Czechami (przez Gniezno, Poznań, Wrocław, Kąty Wrocławskie i Świdnicę) dotrzemy EuroVelo 9 (Bałtyk–Adriatyk – Baltic–Adriatic), a z Litwy EuroVelo 11 (Szlak Europy Wschodniej – East Europe Route) przez Warszawę i Kraków dostaniemy się na Słowację. Nie wszystkie z wymienionych długodystansowych tras zostały już ukończone, ale ich stan sprawdzimy na przeznaczonej dla turystów stronie internetowej www.eurovelo.com, na której obejrzymy też interaktywną mapę całej sieci.

 

***

Podczas wypraw rowerowych przez różne mniej lub bardziej znane nam regiony zawsze czujemy się odrobinę jak odkrywcy – czy to dlatego, że otaczający nas świat mamy na wyciągnięcie ręki, czy też ponieważ jesteśmy zdani na własne siły oraz zmienne warunki pogodowe i musimy ocenić swoją wytrzymałość bądź wreszcie z powodu tego, iż w każdej chwili wolno nam skręcić z obranej drogi w kierunku miejsca, które przyciągnęło nasz wzrok. W książce Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931–1936 z relacjami wspomnianego już Kazimierza Nowaka przeczytamy: A zatem równik mam poza sobą! Okazuje się, że można tu dotrzeć rowerem… jeśli się tylko naprawdę tego pragnie. Słowa te polski podróżnik napisał w pierwszej połowie XX w. Kilkadziesiąt lat wcześniej, w 1902 r. Henry Sturmey i James Archer wynaleźli przekładnię do zmiany biegów montowaną przy tylnej piaście (obecnie przerzutki należą do standardowego wyposażenia większości modeli, oprócz tych z ostrym kołem). Dzisiejszymi rowerami dojedziemy zatem rzeczywiście wszędzie, a wybór celu podróży zależy jedynie od naszych upodobań, ilości wolnego czasu i możliwości finansowych. Ja na początek polecam poznanie własnego podwórka, czyli pełne wrażeń wycieczki po Polsce, a potem wyruszenie na dwóch kółkach na wyprawy po zawsze atrakcyjnej Europie.

Artykuły wybrane losowo

Wśród birmańskich złotych stup

ANNA SOBKOWICZ

<< Do niedawna zamknięta na świat Birma staje się dziś coraz modniejszym kierunkiem turystycznym. Wśród podróżników panuje przekonanie, że warto ją odwiedzić jak najszybciej, zanim zaleją ją zdobycze zachodniej cywilizacji. Pierwsze zmiany już można zaobserwować, a ich znakiem są np. pojawiające się bankomaty i planowane otwarcie pierwszej w kraju restauracji McDonald’s. >>

 W języku polskim tradycyjnie na określenie tego państwa leżącego w Azji Południowo-Wschodniej używa się toponimu Birma, jednak od 1989 r. jego oficjalna nazwa brzmi Myanmar (na gruncie polszczyzny spotyka się też zapisy Mjanma, Mianma lub Republika Związku Mjanmy). Wzdłuż jego zachodniej, północnej i wschodniej granicy ciągną się tereny górskie, natomiast środek zajmuje nizina Irawadi, przez którą płynie rzeka o tej samej nazwie (najdłuższa w kraju). Od południa kraj oblewają wody Oceanu Indyjskiego, a dokładniej Zatoki Bengalskiej i Morza Andamańskiego.

Więcej…

Moja Republika Południowej Afryki

SAT-000-1434G.jpg

Kanion Rzeki Radości (Blyde River Canyon) ma ok. 26 km długości

©SOUTH AFRICA TOURISM

MARIANNA JĘDRZEJCZYK

Wielu Polakom z Republiką Południowej Afryki kojarzą się głównie laureat Pokojowej Nagrody Nobla Nelson Mandela, doktryna apartheidu, wysoka przestępczość bądź wyprawy safari. Niektórym z nich być może przychodzą jeszcze na myśl Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej z 2010 r., a przecież w tym kraju jest tyle ciekawych i pięknych miejsc, nierzadko prawdziwych cudów natury. Ma on zresztą do zaoferowania znacznie więcej – niezwykle różnorodną kuchnię, bogatą kulturę czy świetną bazę noclegową. Co ważne, większość atrakcji kusi bardzo przystępnymi cenami.


To najlepiej rozwinięte pod względem gospodarczym państwo Afryki zamieszkuje prawie 55 mln ludzi. Obowiązuje w nim aż 11 języków urzędowych, w tym angielski. Od zachodu południowoafrykańskie wybrzeże oblewają wody Atlantyku, a od wschodu – Oceanu Indyjskiego. Układ pór roku jest po tej stronie równika odwrotny niż w Europie. Najcieplej bywa tu w grudniu i styczniu.


Na szczęście RPA staje się ostatnio coraz popularniejszym kierunkiem wakacyjnym wśród turystów z Polski. Mieszkam tutaj od 4 lat i choć staram się jak najwięcej zobaczyć, to moja lista miejsc do odwiedzenia nadal się wydłuża.


Kiedy przyjechać

SAT-000-1707G.jpg

Muzeum Dystryktu Szóstego w Kapsztadzie z wielką mapą na podłodze

©SOUTH AFRICA TOURISM


Wybór odpowiedniej pory na podróż do tej części Afryki zależy od tego, ile dni planujemy przeznaczyć na urlop (chociaż na krócej niż 2 tygodnie nie warto przyjeżdżać), co chcemy w tym czasie robić i w które regiony pojechać. Sezon turystyczny w RPA trwa właściwie przez cały rok.


Należy jednak pamiętać, że to wielki kraj – lot z Johannesburga do Kapsztadu (Cape Town) zajmuje 2 godz. (podczas niego pokonuje się niemal 1300 km), czyli tylko nieco mniej niż z Warszawy do Londynu. Oznacza to także, że klimat jest tu bardzo zróżnicowany. Miasta Pretoria, w której mieszkam, i sąsiedni Johannesburg leżą w prowincji Gauteng i znajdują się na stosunkowo dużej wysokości: pierwsze na ok. 1350 m, a drugie na mniej więcej 1750 m n.p.m. Zimy (od czerwca do sierpnia) są więc w tym rejonie chłodne, ale też słoneczne i suche. W nocy temperatura spada czasami poniżej 0°C, w ciągu dnia za to bywa często nawet ponad 20°C. Latem jest natomiast gorąco i burzowo, lecz ze względu na położenie nie nadmiernie wilgotno. Bardziej tropikalne warunki klimatyczne panują na wybrzeżu Oceanu Indyjskiego, np. w Durbanie okres zimowy charakteryzuje się przyjemnym ciepłem (w lipcu ok. 25°C za dnia, mniej więcej 15°C wieczorem), a letni – upałami i dużą wilgotnością powietrza, co może być dla niektórych osób niezbyt komfortowe. Kapsztad z kolei ma klimat podobny do śródziemnomorskiego. Wody Atlantyku, nad którym leży, są zimne przez cały rok. W tej okolicy często wieje również silny wiatr. Zimą czasem pada tu horyzontalny deszcz ze śniegiem, więc najlepiej przyjechać do tego miasta między październikiem a kwietniem.


Jeśli chcemy odwiedzić głównie parki narodowe i rezerwaty, w których organizuje się safari, musimy wziąć pod uwagę, że większość z nich znajduje się we wschodniej części kraju, gdzie pogoda jest podobna do tej w Gauteng (choć im dalej na północ i wschód, tym cieplej). Po niemal wszystkich tego typu obszarach chronionych w RPA można jeździć samodzielnie, bez przewodnika, ale – oczywiście – należy przestrzegać obowiązujących w ich granicach zasad. W miesiącach zimowych ze względu na długotrwały brak deszczu roślinność przerzedza się i usycha. Dzięki temu znacznie polepszają się warunki do obserwacji i zwiększa się szansa spotkania dzikich zwierząt przy wodopojach, ponieważ rzeki zazwyczaj też wtedy wysychają. Latem jest natomiast bardzo ciepło i zielono, przyroda w pełni już rozkwitła, a wieczory najprzyjemniej spędzać przed namiotem przy zimnym piwie lub cydrze Savanna na podziwianiu rozgwieżdżonego nieba. Jednak grudzień i styczeń to także pora wakacji i wielu Południowoafrykańczyków wybiera się wówczas z rodzinami do parków narodowych i rezerwatów. Dlatego w ich rejonach panuje w tym okresie tłok i trudno o chwilę spokoju. Najlepszym czasem na udane safari będzie więc wiosna (wrzesień–listopad), gdy temperatury są już dość wysokie, ale nie ma jeszcze upałów, i rodzą się młode zwierzęta, albo jesień (marzec­–maj), kiedy w powietrzu czuć nadchodzące chłody, a zachody słońca pięknie podkreślają żółć, pomarańcz i czerwień, które dominują w krajobrazie.


Jak podróżować


Z Europy do RPA najlepiej przylecieć do Johannesburga z Londynu (British Airways), Paryża (Air France), Frankfurtu nad Menem (Lufthansa), Amsterdamu (KLM), Zurychu (SWISS) lub Stambułu (Turkish Airlines). Można również wybrać połączenie przez Dubaj (Emirates) albo Abu Zabi (Etihad Airways). Z lotniska O.R. Tambo do samego miasta oraz do Pretorii jeździ nowoczesny, klimatyzowany pociąg Gautrain. Jednak komunikacja miejska w tym kraju wciąż znajduje się na etapie rozwoju, najkorzystniej więc wynająć samochód. Drogi i autostrady są tutaj w bardzo dobrym stanie, choć kultura jazdy często pozostawia wiele do życzenia. Trzeba też pamiętać, że w RPA obowiązuje ruch lewostronny. Ze względu na ogromne odległości czasami warto zaoszczędzić czas i skorzystać z samolotu. Południowoafrykańskie tanie linie lotnicze kulula.com i Mango, a także British Airways i South African Airways latają do wszystkich większych miast. Ciekawy sposób podróżowania, np. z Pretorii do Kapsztadu, stanowi przejazd koleją. Obok luksusowych i bardzo drogich przewoźników Blue Train i Rovos Rail działają również tańsze linie Shosholoza Meyl. Podróż trwa 2 lub 3 dni, zależnie od liczby przystanków, a w cenę biletu, oprócz noclegu w kuszetce, wliczone są też posiłki. Z kolei „plecakowiczom” (tzw. backpackerom) spodoba się Baz Bus, którego trasa ciągnie się od Kapsztadu po Durban i Pretorię. Znajdziemy na niej ponad 180 hosteli, a bilet upoważnia do nieograniczonych przesiadek.


Niesamowity Kapsztad

SAT-000-1684G.jpg

Pomnik i Muzeum Hectora Pietersona w Soweto, dawnych slumsach

©SOUTH AFRICA TOURISM


Chyba za najbardziej znane i popularne południowoafrykańskie miasto, do którego chętnie przyjeżdżają turyści z całego świata, uchodzi Kapsztad (choć to Johannesburg dzierży palmę pierwszeństwa, jeśli chodzi o liczbę odwiedzających). Zresztą nie bez powodu – jest piękny, malowniczo położony, ma ciekawą historię i może pochwalić się mnóstwem atrakcji. Świetny pomysł na jego zwiedzanie stanowi skorzystanie z autobusu turystycznego City Sightseeing Cape Town. Cztery rozbudowane trasy obejmują, oprócz centrum metropolii, również winnice ekskluzywnego przedmieścia Constantia czy wspaniałe wybrzeże na południe od niej. Warto kupić bilet dwudniowy, ponieważ nie tylko nie kosztuje dużo (260 randów, czyli ok. 75 złotych), ale także uprawnia do różnego rodzaju rabatów w wielu miejscach, do których dociera autobus. Na pewno trzeba wysiąść przy stacji kolejki na Górę Stołową (Table Mountain) – już stąd rozciągają się oszałamiające widoki, a panorama rozpościerająca się ze szczytu (z wysokości 1086 m n.p.m.) zapiera dech w piersiach.


Przepiękny jest też utworzony w 1913 r. Narodowy Ogród Botaniczny Kirstenbosch (Kirstenbosch National Botanical Garden), w którym można spędzić kilka godzin na podziwianiu setek gatunków roślin, również endemicznych. Był on pierwszym ogrodem botanicznym na świecie założonym w celu ochrony niepowtarzalnej lokalnej flory. W Kapsztadzie warto także odwiedzić któreś z licznych muzeów, np. Południowoafrykańską Galerię Narodową (South African National Gallery), funkcjonującą w położonym w centrum miasta historycznym parku Company’s Garden, czy Muzeum Dystryktu Szóstego (District Six Museum), upamiętniające przymusowe wysiedlenia mieszkańców w czasach apartheidu. Gdy nie wieje zbyt mocno, trzy razy dziennie (o 9.00, 11.00 i 13.00) z kapsztadzkiego nabrzeża wypływają łodzie na Robben Island (Robbeneiland). Na tej wyspie znajduje się więzienie, w którym Nelson Mandela (1918–2013) i inni przeciwnicy polityki apartheidu spędzili wiele lat życia. To fascynujące miejsce, a oprowadzają po nim byli więźniowie. Ich historie niejednokrotnie mrożą krew w żyłach, ale są jednocześnie budujące i wzbudzają podziw dla ich odwagi i wytrwałości.


Na południe od Kapsztadu leży również słynny Przylądek Dobrej Nadziei (Cape of Good Hope), do którego jedzie się krętą autostradą wzdłuż stromego brzegu oceanu, mijając piękne białe plaże. Wrócić do miasta można z drugiej strony cypla, przez urocze miasteczka, np. Simon’s Town (Simonstad), Kalk Bay czy Muizenberg. Podczas wizyty w tych okolicach trzeba koniecznie zjeść świeże ryby i owoce morza, a także spróbować lokalnej kuchni malajskiej (dziedzictwa z czasów kolonialnych). Takie potrawy, jak Cape Malay curry, bobotie (pikantne mięso mielone z rodzynkami, polane jajeczno-mleczną masą i zapieczone, serwowane z ryżem) bądź koeksisters (pączki w słodkim syropie, podawane na zimno) na pewno pobudzą nasze kubki smakowe.


W Johannesburgu i okolicy


Kapsztad nigdy mi się nie znudzi i zawsze będę chętnie do niego wracać, ale w RPA jest jeszcze wiele innych miejsc wartych odwiedzenia. Zalicza się do nich m.in. 4,5-milionowy Johannesburg, zwany potocznie Jozi, Joburg czy eGoli, największe miasto świata, które nie leży nad żadnym zbiornikiem wodnym lub rzeką. Powstało ono w 1886 r. na fali XIX-wiecznej gorączki złota w absurdalnej lokalizacji, na pustkowiu w górach, bez dostępu do wody, a obecnie rozkwita po latach stagnacji. To prawdziwa metropolia, która tętni życiem przez całą dobę i ciągle się rozwija. Ją również można zwiedzać autobusem turystycznym City Sightseeing Joburg. Po drodze obejrzymy m.in. poruszające Muzeum Apartheidu (Apartheid Museum), nowatorsko zaaranżowane Wzgórze Konstytucyjne (Constitution Hill), wesołe miasteczko Gold Reef City Theme Park oraz plac Gandhiego (któremu właśnie w RPA, gdzie pracował jako prawnik i doświadczył dyskryminacji rasowej, przyszła do głowy koncepcja biernego oporu). Alternatywą dla wycieczki autobusowej są spacery tematyczne, np. z Geraldem Gardnerem, autorem świetnych przewodników po Johannesburgu i strony internetowej JoburgPlaces. Dowiedziałam się od niego wielu fascynujących faktów na temat krótkiej, lecz bogatej historii tego początkowo górniczego miasta, a obecnie ważnego centrum finansowego i biznesowego. Dzięki niemu odkryłam też kilka rewelacyjnych targów rękodzieła, dzielnicę mody, sklepy z oryginalnymi materiałami zwanymi shweshwe czy dystrykt Mała Etiopia, gdzie wypijemy świeżo zaparzoną etiopską kawę i zjemy autentyczną indżerę... Johannesburg to tygiel kulturowy, mekka artystów i młodych przedsiębiorców, różnorodna scena artystyczna z mnóstwem klubów muzycznych, galerii i przeróżnych inicjatyw kulturalnych.


Z centrum miasta niedaleko do Soweto – dawnych slumsów, obecnie liczących sobie niemal 1,5 mln mieszkańców i przyciągających coraz więcej turystów. To tu znajdują się domy Nelsona Mandeli (dziś działa w nim muzeum Mandela House) i arcybiskupa anglikańskiego Desmonda Tutu wzniesione przy tej samej ulicy Vilakazi, a także Pomnik i Muzeum Hectora Pietersona (Hector Pieterson Memorial and Museum), 13-letniego chłopca, którego śmierć podczas zamieszek w 1976 r. stała się symbolem walki z apartheidem. Stąd pochodzi słynny na całym świecie chór Soweto Gospel Choir. To tutaj można skoczyć na bungee z jednej z kolorowych wież chłodniczych Elektrowni Orlando – Orlando Towers. Właśnie w Soweto kręcono też znany południowoafrykański film science fiction Dystrykt 9. Ja pewnego razu wstąpiłam ze znajomymi do jednej z lokalnych jadłodajni i przypadkowo natknęłam się w niej na grupę młodych, elegancko ubranych ludzi, którzy udawali się właśnie na spotkanie w miejscowym kościele. Po krótkiej pogawędce zupełnie spontanicznie przyłączyliśmy się do nich. W ten sposób poznaliśmy barwną społeczność chrześcijańską, która spotyka się co kilka miesięcy w różnych krajach Afryki Południowej, aby śpiewać radosne pieśni i po prostu razem spędzać czas. Nie jestem osobą szczególnie religijną, lecz nie czułam się wśród nich obco. Przedstawiono nas starszyźnie, wszyscy byli ciekawi, skąd pochodzimy i czym się zajmujemy. Bardzo chcieli, żebyśmy zostali na mszy, ale – niestety – zrobiło się już późno i musieliśmy wracać do Pretorii. Do dziś mamy jednak sympatyczne wspomnienie z Soweto.


Ok. 50 km na północny zachód od Johannesburga leży wpisany w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO kompleks jaskiniowo-muzealny Cradle of Humankind – Kolebka Ludzkości. Znaleziono tu szczątki przedstawicieli nieznanego gatunku z rodziny człowiekowatych liczące sobie nawet 2,5 mln lat. Wykopaliska nadal trwają i w 2015 r. po raz pierwszy w mediach pojawił się naukowy opis sensacyjnego odkrycia – nowego przodka ludzi nazwano Homo naledi. Na terenie stanowiska funkcjonuje ciekawe centrum informacyjne, a do systemu pięknych jaskiń Sterkfontein można wejść z przewodnikiem, który interesująco opowiada o pracach archeologicznych i ich wynikach.


Nad Atlantykiem


Powróćmy jeszcze na wybrzeże Oceanu Atlantyckiego. Na północ od Kapsztadu znajduje się malowniczy Park Narodowy West Coast (West Coast National Park). Można tutaj nocować na łodzi zacumowanej kilkadziesiąt metrów od brzegu w samym środku błękitnej laguny. Jeśli pojedziemy dalej w kierunku Namibii, dotrzemy do regionu Namaqualand, który najlepiej odwiedzić wiosną, w sierpniu lub wrześniu, w czasie wspaniałego spektaklu natury. W ciągu kilku tygodni ten półpustynny teren zamienia się w wielką łąkę mieniącą się jaskrawymi kolorami.


Z kolei na wschód od Kapsztadu, wzdłuż Trasy Ogrodów (Garden Route), rozciąga się górzysty obszar upraw winorośli z wieloma uroczymi miasteczkami mogącymi poszczycić się architekturą w stylu cape dutch, jak np. najbardziej chyba znane Franschhoek czy uniwersyteckie Stellenbosch. RPA produkuje świetnej jakości wina, z których zdecydowana większość nie jest eksportowana, warto więc wybrać się przynajmniej do kilku winnic na degustacje. We Franschhoek funkcjonuje tramwaj winny (Franschhoek Wine Tram). Po drodze zatrzymuje się na kilkunastu przystankach – trzeba mieć naprawdę mocną głowę, aby zdołać spróbować trunków we wszystkich miejscach na szlaku w ciągu jednego dnia!


Niemal w linii prostej na południe od tego urokliwego miasteczka leży miejscowość Hermanus, znana głównie z tego, że to stąd najczęściej można obserwować wieloryby. Od czerwca do grudnia walenie południowe (Eubalaena australis) gromadzą się w południowoafrykańskich wodach, żeby się rozmnażać. Często udaje się je zobaczyć z nabrzeża, ale warto też wykupić wycieczkę łodzią z przewodnikiem. Podziwianie tych gigantycznych ssaków z bliska to niezapomniane przeżycie.


Jadąc dalej w kierunku Durbanu, miniemy po drodze m.in. najbardziej na południe wysunięty kraniec Afryki, czyli Przylądek Igielny (Cape Agulhas), stanowiący również umowną granicę między oceanami Atlantyckim i Indyjskim. Stąd niedaleko do przepięknego Rezerwatu Przyrody De Hoop (De Hoop Nature Reserve) ze wspaniałymi dzikimi plażami. W głębi lądu rozciągają się bezkresne tereny Karru Małego i Wielkiego, a na północ od nich zaczyna się już kotlina Kalahari. Następnie dotrzemy do popularnych nadmorskich miejscowości George i Knysna, a potem do Jeffreys Bay, raju dla surferów. Tuż za Port Elizabeth znajduje się Park Narodowy Słoni Addo (Addo Elephant National Park), słynący właśnie ze słoni (których obecnie jest ponad 600), a dalej na wschód – miasto Grahamstown. Co roku na przełomie czerwca i lipca w tym ostatnim odbywa się największy na kontynencie afrykańskim festiwal artystyczny (National Arts Festival), przyciągający 200 tys. widzów. Za East London zaczyna się Dzikie Wybrzeże (Wild Coast). W pełni zasługuje ono na swoją nazwę – trudno się na nie dostać, godzinami kluczy się po wyboistych drogach i wioskach rozsianych na wzgórzach, gdzie lud Xhosa nadal żyje według starych tradycji. Jednak wysiłek się opłaca. Bezkresne i niemal puste plaże, huk oceanu i gościnność lokalnej społeczności wynagradzają trud podróży.


Durban i dzika przyroda

SAT-000-0223G.jpg

Tzw. Whale Crier obwieszczający przybycie wielorybów do Hermanus

©SOUTH AFRICA TOURISM


Kolejnym przystankiem jest Durban – największy port kontenerowy w Afryce, który w ciągu ostatnich kilku lat przeszedł ogromną metamorfozę, głównie dzięki wspomnianym Mistrzostwom Świata w Piłce Nożnej z 2010 r. Z zaniedbanego, mało przyjaznego miasta stał się modnym kurortem, z szeroką promenadą, nowoczesnym stadionem i bogatym życiem kulturalnym. Co roku w lipcu odbywa się tu np. niezmiernie ciekawy i dobrze zorganizowany Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Durbanie (Durban International Film Festival), na którym pokazywane są dziesiątki filmów z całego świata. Bardzo lubię Durban za luźną, przyjazną atmosferę, architekturę z elementami stylu art déco, a także za... curry. To właśnie tutaj mieszka więcej Hindusów i ich potomków niż w jakimkolwiek innym mieście poza Indiami. Nic w tym dziwnego, bowiem w drugiej połowie XIX i na początku XX w. przybysze z subkontynentu indyjskiego osiedlali się tłumnie w Afryce Południowej, aby pracować na plantacjach, w kopalniach czy przy budowie kolei.


Na północny wschód od Durbanu znajdują się dwa rezerwaty przyrody, które warto uwzględnić w planach wakacyjnych. Atrakcją Parku Hluhluwe-iMfolozi (inaczej Hluhluwe Umfolozi Game Reserve) jest kilkudniowe piesze safari, podczas którego można spotkać tzw. Wielką Piątkę Afryki, czyli lwa, słonia, lamparta, bawoła i nosorożca czarnego. Mnie się to udało – w ciągu 5 dni spędzonych w buszu, w tym nocy pod gołym niebem, nie tylko je wszystkie widziałam i słyszałam, ale także dowiedziałam się mnóstwa ciekawych rzeczy o lokalnych zwierzętach i roślinności. To najlepszy sposób na poznanie tego, co stanowi esencję afrykańskiej natury! Z kolei w sąsiednim Parku Mokradeł iSimangaliso (iSimangaliso Wetland Park) natknęłam się, oprócz antylop, bawołów i nosorożców, na mnóstwo krokodyli i hipopotamów. Występują tu też żółwie morskie, a w oceanie pojawiają się czasami ogromne rekiny wielorybie.


Z pewnością najbardziej znanym miejscem na safari jest Park Narodowy Krugera (Kruger National Park). Ma on powierzchnię ok. 20 tys. km², a bogactwo tutejszych gatunków fauny i flory oszałamia. Jednak jego popularność może czasami dawać się we znaki. Na drogach często tworzą się zatory, gdy ludzie zbierają się wokół jakiegoś wyjątkowo ekscytującego zwierzęcia, i – niestety – wielu gości nie potrafi się odpowiednio zachować. Mój ulubiony park to Park Narodowy Pilanesberg (Pilanesberg National Park), położony ok. 2 godz. jazdy z Pretorii na północny zachód w kraterze prastarego wulkanu. Bardzo miło wspominam również nieogrodzony kemping w Rezerwacie Ithala (Ithala Game Reserve) niedaleko granicy z Suazi, gdzie wybrałam się z przewodnikiem na krótkie piesze safari i napotkaliśmy jadowitą czarną mambę oraz nosorożca białego i czarnego. Za to Rezerwat Madikwe (Madikwe Game Reserve) na granicy z Botswaną szczyci się nie tylko Wielką Piątką Afryki, ale także zagrożonymi wyginięciem likaonami pstrymi.


Na listę miejsc godnych odwiedzenia koniecznie trzeba też wpisać Góry Smocze (Drakensberg), na granicy z Królestwem Lesotho, gdzie można spędzić wiele dni na mniej i bardziej wymagających wspinaczkach. Z kolei Kanion Rzeki Radości (Blyde River Canyon, znany również jako Molatse River Canyon) będzie interesującym przystankiem w drodze do Parku Narodowego Krugera. Należy do jednych z największych i najzieleńszych na świecie. Zwiedzimy go podczas pieszych wycieczek, w trakcie których będziemy podziwiać fantastyczne widoki.


Smak RPA


Na zakończenie każdego dnia pełnego wrażeń warto zadbać także o coś dla ciała. Oprócz wspomnianych już wina, cydru, potraw kuchni malajskiej i indyjskiej oraz ryb i owoców morza, prym w południowoafrykańskiej sztuce kulinarnej wiedzie mięso. Koniecznie trzeba spróbować steków, nie tylko wołowych, ale też z antylop kudu i eland czy ze strusia, oraz wołowych kiełbas boerewors – wszystko to przyrządza się na grillu, zwanym tu braai. Odważni powinni skusić się na suszone larwy ćmy Gonimbrasia belina, występujące pod nazwą mopane – to popularna przekąska i bogate źródło białka. Ja jadłam je serwowane w sosie pomidorowym. Były gumowate i niespecjalnie mi smakowały, ale wszystko jest przecież kwestią gustu. Wegetarianie nie muszą się martwić – świeże warzywa i owoce są powszechnie dostępne w sklepach i restauracjach, choć czasami dania z kurczakiem też uchodzą za bezmięsne. Na deser najlepiej zamówić malva pudding – pyszne ciasto nasączone cukrem i masłem, podawane na gorąco z lodami lub polewą waniliową, albo milk tart (melktert) – kruchą tartę z budyniem, posypaną cynamonem.


RPA to bez wątpienia niewyczerpane źródło inspiracji podróżniczych. Ten niezmiernie interesujący kraj ciągle mnie czymś zaskakuje i nie pozwala mi się nudzić. Oczywiście, boryka się on z wieloma problemami, nadal trzeba mieć w nim na uwadze kwestie związane z bezpieczeństwem, ale jednocześnie tutejsze społeczeństwo doskonale zdaje sobie sprawę, jak ważna jest turystyka dla gospodarki. Gościnność mieszkańców RPA, piękno jej różnorodnej przyrody, sprzyjająca zwiedzaniu pogoda, a także wysoka jakość usług sprawiają, że ten wyjątkowy zakątek Afryki stanowi fantastyczny cel podróży.

Bruksela i Walonia – odpoczynek w sercu Europy

 

Elżbieta Kuźma

 

Wycieczka do Brukseli to niewątpliwie atrakcja dla każdego turysty. Zarówno dorośli, jak i dzieci czy młodzież znajdą tutaj ciekawe i warte zobaczenia miejsca. I to niezależnie od pogody, która akurat w tej stolicy Europy nikogo nie rozpieszcza. Belgia zaprasza zresztą również do innych swoich regionów, w tym malowniczej francuskojęzycznej Walonii. Nie dajmy się więc dłużej prosić.

Więcej…