SYLWIA JEDLAK-DUBIEL

<< Dziś coraz więcej czasu spędzamy bez ruchu: przed ekranem komputera, telewizora, w samochodzie, pociągu, samolocie. Nowinki technologiczne sprawiają, że cały świat jest dla nas niemal na wyciągnięcie ręki, ale nasze ciało wciąż domaga się tej samej troski, co zawsze. Chyba dlatego chętniej niż kiedyś interesujemy się różnymi rodzajami turystyki aktywnej, w tym jednym z jej najprostszych i najprzyjemniejszych typów, czyli wycieczkami rowerowymi, na które może wybrać się każdy, czy to stary, czy to młody, i nie potrzebuje do tego żadnych uprawnień ani specjalnych umiejętności. Jazda na rowerze nie tylko poprawia ogólną kondycję fizyczną i wydolność organizmu, lecz także pomaga zrzucić zbędne kilogramy oraz podnosi poziom endorfin, zwanych hormonami szczęścia. Jeśli zwykłą przejażdżkę urozmaicimy oglądaniem pięknych krajobrazów, zwiedzaniem zabytków i poznawaniem nowych miejsc, to mamy już przepis na wyjątkowo zdrowy wypoczynek. >>

Popularna w Europie turystyka rowerowa co roku zdobywa sobie kolejnych wielbicieli również w Polsce. Trend ten przyjął się u nas bardzo dobrze, czego dowodem są ciągle powstające szlaki na terenie całego kraju. Na dwóch kółkach zwiedzimy więc mnóstwo miast, miasteczek, wsi i malowniczych regionów. Na dodatek do niektórych zakątków dużo łatwiej dotrzemy właśnie zwrotnym i wąskim jednośladem. Jednocześnie rynek sprzętu dla cyklistów rozwija się niezmiernie dynamicznie. Oznacza to, że w sklepach stacjonarnych i internetowych aż roi się nie tylko od nowoczesnych modeli rowerów miejskich, górskich, trekkingowych, przełajowych czy szosowych we wszystkich kolorach, lecz także różnorodnych akcesoriów, czasem wyjątkowo wymyślnych (jak ozdobne nakrętki na wentyle w kształcie biedronek czy kotków), oraz ubrań dla rowerzystów – praktycznych, wygodnych i w modnym wzornictwie.

FOT. ARKADIUSZ GRUDZIEŃ

Do Wałbrzycha ściągają liczni miłośnicy kolarstwa górskiego


Gdy moja siostra dobrych kilka lat temu planowała rowerową eskapadę nad Morze Bałtyckie połączoną ze zwiedzaniem kolejnych latarni morskich na trasie, postanowiłam pomóc jej w realizacji tego przedsięwzięcia i zakupić dobry przewodnik po polskim wybrzeżu. Ze zdziwieniem stwierdziłam wtedy, że w księgarniach nie brakuje literatury przedmiotu dla amatorów dwóch kółek oraz map i książek z opisami wycieczek dla cyklistów. Z biegiem czasu przekonałam się za to, że pasjonatów tego typu turystyki przybywa, a wraz z powiększaniem się ich grona rozrasta się też nowoczesna infrastruktura zaspokajająca ich potrzeby. Przyjrzyjmy się zatem bliżej, co czeka wielbicieli dwukołowców w Polsce.

NA WSCHODZIE
W północno-zachodniej Lubelszczyźnie powstała zarządzana przez Lokalną Grupę Działania „Zielony Pierścień” sieć szlaków Kraina Rowerowa o łącznej długości ponad 500 km, obejmująca drogi gruntowe i publiczne o bardzo małym natężeniu ruchu samochodowego. Objechanie jej całej zajmie ok. 2 tygodni. Po drodze można zatrzymać się w 31 miejscach wypoczynkowych dla rowerzystów z zadaszoną wiatą, stołami, ławą, stojakiem na rowery, grillem i tablicą informacyjną. Dodatkowo w 13 punktach udostępniono np. apteczki pierwszej pomocy czy sprzęt do drobnych napraw jednośladów. Trasy prowadzą przez bardzo atrakcyjne tereny pod względem zarówno krajobrazowym, jak i kulturowym, przechodzą przez takie miejscowości jak Dęblin, Nałęczów, Kazimierz Dolny, Puławy czy Kozłówka. Część sieci – od wsi Brześce koło Janowca do Dęblina właśnie – stanowi fragment międzynarodowego Bursztynowego Szlaku Greenways, biegnącego od wybrzeża Bałtyku przez Polskę, a następnie Słowację do stolicy Węgier Budapesztu. Na jego odcinku w województwie lubelskim odwiedzimy m.in. renesansowo-barokowy Zamek w Janowcu, rynek z przepięknymi kamienicami w Kazimierzu Dolnym, Pałac w Celejowie z charakterystyczną białą wieżą, Pałac Czartoryskich w Puławach z oddziałem Muzeum Nadwiślańskiego oraz Twierdzę Dęblin nad Wisłą w okolicy jej dopływu rzeki Wieprz.
Z myślą o turystach wydano też Paszport Krainy Rowerowej przy Bursztynowym Szlaku Greenways z rubrykami na pieczątki potwierdzające dotarcie do konkretnych miejsc. Najbardziej wytrwali mają szansę zdobyć Odznakę Krainy Rowerowej. Lokalna Grupa Działania „Zielony Pierścień” z siedzibą w Kośminie stara się także promować regionalne smakołyki. W dniach 8–9 sierpnia br. zorganizowała Rajd Rowerowy po Produkt Lokalny, którego uczestnicy mogli spróbować przetworów z róży i sezonowych owoców, pysznego miodu, kazimierskich bajgli i wielu innych przysmaków oraz zakupić rękodzieło artystyczne.

NA ZACHODZIE
W 2004 r. Polska Organizacja Turystyczna nadała swój certyfikat Wielkopolskiemu Systemowi Szlaków Rowerowych. Składa się na niego obecnie aż 9 transregionalnych dróg dla miłośników dwóch kółek o łącznej długości niemal 1800 km – krajobrazowych: Nadwarciańskiego Szlaku Rowerowego (2 odcinki) i Szlaku Stu Jezior, historyczno-kulturowych: Piastowskiego Traktu Rowerowego, Transwielkopolskiej Trasy Rowerowej (2 części), Bursztynowego Szlaku Rowerowego, a także typowo regionalnych: Ziemiańskiego Szlaku Rowerowego i Pierścienia Rowerowego dookoła Poznania. Centrum sieci stanowi Poznański Węzeł Rowerowy, którego drogowskazy umieszczono nad brzegiem Jeziora Maltańskiego (sztucznego zbiornika utworzonego na rzece Cybina, dopływie Warty) w Poznaniu.
    Wszystkie te trasy zostały oznakowane zgodnie z wytycznymi PTTK (Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego). W trakcie ich przemierzania zwiedzimy m.in. historyczne zabytki Poznania i Gniezna, a także liczne parki krajobrazowe: Rogaliński, Żerkowsko-Czeszewski, Nadwarciański, Lednicki czy Promno. Co ciekawe, fragment systemu szlaków (Pierścienia Rowerowego dookoła Poznania) wiedzie przez tereny poligonu wojskowego w Biedrusku, gdzie kręcono sceny do filmu Ogniem i mieczem w reżyserii Jerzego Hoffmana. Jako tło dla aktorów posłużyły ruiny późnogotyckiego kościoła oraz zbudowana specjalnie na potrzeby produkcji makieta zamku w Chojnicy – oba obiekty znajdują się tam do dziś. Tutaj też nagrywano szarżę husarii pod Zbarażem z Michałem Żebrowskim jako Janem Skrzetuskim. Dużym udogodnieniem dla turystów w Wielkopolsce, również tych poruszających się na dwóch kółkach, jest cyfrowa mapa regionu dostępna do pobrania na stronie internetowej www.gpswielkopolska.pl za darmo dzięki Urzędowi Marszałkowskiemu Województwa Wielkopolskiego.

FOT. VISIT WIELKOPOLSKA

Wielkopolski Park Narodowy zachwyca bogactwem przyrody


W samym Poznaniu warto przejechać się wzdłuż brzegów wspomnianego malowniczego Jeziora Maltańskiego, wokół którego poprowadzono ciągi pieszo-rowerowe. Jeśli nie posiadamy swojego jednośladu, wynajmiemy go np. w pobliskiej wypożyczalni MaltaBike (2 punkty przy zachodnim krańcu Malty). Gdy odbijemy na wschód od tego najbardziej znanego poznańskiego akwenu, otoczonymi drzewami drogami towarzyszącymi biegowi rzeki Cybiny dojedziemy do stawów: Olszak, Browarnego, Młyńskiego czy Antoninek. Wielu miłośników dwóch kółek postanawia także poznać od strony lądu promowany ostatnio mocno szlak wodny tzw. Wielkiej Pętli Wielkopolski o długości blisko 690 km (na terytorium województw: wielkopolskiego, lubuskiego i kujawsko-pomorskiego), obejmujący głównie fragmenty Noteci i Warty. Godne uwagi w jego okolicy są np. trasy w powiecie konińskim, a to ze względu na urzekające jeziora (m.in. Gosławskie, Pątnowskie, Licheńskie, Mikorzyńskie czy Ślesińskie). Bardziej wytrwali turyści mogą spróbować pokonać wschodni (250-kilometrowy) lub zachodni (122-kilometrowy) odcinek Nadwarciańskiego Szlaku Rowerowego albo objechać inny słynny zbiornik wodny – Gopło, i wstąpić do Kruszwicy, gdzie wznosi się Mysia Wieża, z którą wiąże się znana legenda o królu Popielu.

NA PÓŁNOCY
Na rowerzystów postawił również Gdańsk. Z myślą o nich przygotowano stronę internetową www.rowerowygdansk.pl, na której znajdą przydatne informacje, np. o wypożyczalniach rowerów oraz imprezach odbywających się w mieście. Pobiorą oni stąd także mapę ścieżek, dostępną w wersji papierowej w dwóch lokalizacjach: na Długim Targu i ul. 3 Maja. Razem tutejsze trasy liczą sobie 470 km, a w znaczącej części obejmują ulice o dopuszczalnej prędkości do 30 km/godz. i drogi rowerowe. Na dwóch kółkach dotrzemy do najpopularniejszych punktów w Gdańsku – Ratusza Głównego Miasta, Dworu Artusa, Bazyliki Mariackiej (największego gotyckiego kościoła na świecie wzniesionego z cegły), Złotej Bramy, Długiego Pobrzeża i Żurawia, Pomnika Poległych Stoczniowców 1970, Nowego Portu graniczącego z Westerplatte, Lasów Oliwskich niegdyś należących do cystersów czy Bazyliki w Gdańsku-Oliwie, gdzie posłuchamy utworów odgrywanych na słynnych wielkich organach.
    Władze miasta starają się promować ten rodzaj sportu, turystyki i komunikacji za pomocą różnych akcji. 9 sierpnia br. gdańszczanie i nie tylko mogli wziąć udział w bezpłatnej rowerowej grze terenowej „Gdańsk – Miasto Jutra”, która rozpoczynała się i kończyła na Targu Węglowym. Uczestnicy zebrani w drużyny musieli wykonywać zadania w przestrzeni miejskiej, a walczyli o rowery, tablety i czytniki książek elektronicznych.

NA POŁUDNIU
Zwolennicy bardziej ekstremalnej jazdy na rowerze stawiają na kolarstwo górskie. W polskich mediach spopularyzowała je zwłaszcza nasza wicemistrzyni olimpijska z 2008 r., mistrzyni świata MTB XC (2010 r.) i Europy MTB XC (2009 r.) Maja Włoszczowska. Za miasto MTB (od ang. mountain terrain bike, czyli rower górski) uchodzi położony w województwie dolnośląskim Wałbrzych. Miejscowe świetnie przygotowane szlaki przeznaczone są tak dla amatorów, jak i zawodowców. Odbywają się na nich różne imprezy sportowe, np. Bike Maraton czy Puchar Polski MTB.
    Do wyboru mamy przejazdy o różnych poziomach trudności: od najcięższej trasy wokół Niedźwiadków (zdecydowanie dla zaawansowanych kolarzy) przez te wymagające dobrej kondycji wokół Borowej i na Chełmiec do łatwiejszych wokół Książańskiego Parku Krajobrazowego i Ptasiej Kopy. Bardziej doświadczeni miłośnicy rowerów górskich powinni spróbować okrążyć Wałbrzych. Czerwony szlak ciągnący się przez 61 km wiedzie przez interesujące krajobrazowo tereny (także w sąsiednich gminach Szczawno-Zdrój, Boguszów-Gorce i Jedlina-Zdrój), a najwyższy jego punkt Rozdroże Ptasie leży na 729 m n.p.m. Po drodze podziwia się na nim Góry Wałbrzyskie: widoki na szczyty Ptasia Kopa (590 m n.p.m.) i Lisi Kamień (613 m n.p.m.) czy też Chełmiec (851 m n.p.m.) i Mniszek (711 m n.p.m.), oraz panoramę Kotliny Wałbrzyskiej czy najdłuższy tunel kolejowy w Polsce pod wzniesieniem Mały Wołowiec (720 m n.p.m.). Na potrzeby turystów na stronie internetowej www.mtb.walbrzych.pl dodano w formie do ściągnięcia mapę okolicy z oznaczonymi traktami.

SMAK RYWALIZACJI
Naszego kraju nie omijają również najlepsi zawodowi kolarze, zarówno polscy, jak i zagraniczni, a to za sprawą prestiżowego Tour de Pologne, należącego do cyklu najważniejszych zawodów UCI (Union Cycliste Internationale – Międzynarodowej Unii Kolarskiej) World Tour. Tegoroczną, 71. już edycję, wygrał Rafał Majka.

FOT. SZYMON GRUCHALSKI/IMG STUDIO

Rafał Majka świętuje zwycięstwo


    Historia tego wyścigu szosowego sięga 1928 r., kiedy to we wrześniu odbył się on po raz pierwszy pod nazwą I Bieg Kolarski dookoła Polski z inicjatywy Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów i gazety Przegląd Sportowy. Po II wojnie światowej wznowiono go w 1947 r. jako konkurencję amatorską. Dopiero w 1993 r. otrzymał rangę zawodową po tym, jak kierownictwo nad nim przejął Czesław Lang – polski kolarz, wicemistrz olimpijski z 1980 r. Dzięki jego wysiłkowi dziś Tour de Pologne może poszczycić się nie tylko wysoką pozycją w hierarchii UCI, lecz także faktem, że stanowi wielkie sportowe wydarzenie medialne, transmitowane w wielu wersjach językowych przez zagraniczne telewizje i ściągające przed ekrany miliony kibiców z całego świata. Wyścig składa się zawsze z kilku etapów. W br. było ich 7 o łącznej długości 1251 km: Gdańsk–Bydgoszcz, Toruń–Warszawa, Kielce–Rzeszów, Tarnów Gemini Park–Katowice, Zakopane–Szczyrbskie Jezioro na Słowacji, BUKOVINA Terma Hotel Spa–Bukowina Tatrzańska i odcinek 25-kilometrowej jazdy indywidualnej na czas ze startem i metą na krakowskim Rynku Głównym. W związku z 25. rocznicą wolnych wyborów uczestnicy rozpoczęli zmagania 3 sierpnia spod Stoczni Gdańskiej.
    Tym profesjonalnym zawodom towarzyszy m.in. Tour de Pologne Amatorów. Może w nim wziąć udział każdy, kto ukończył 18 lat, a za pisemną zgodą opiekuna nawet osoby od 16 roku życia. Rywalizacja odbywa się na jednym z fragmentów właściwego Tour de Pologne (w br. na 38 km etapu VI w okolicy Bukowiny Tatrzańskiej). W podobny sposób upowszechnia kolarstwo górskie Skandia Maraton Lang Team, który również organizuje Lang Team Czesława Langa. Ten cykl wyścigów co roku gości w różnych miastach Polski, ale zawsze ma 4 dystanse: Rodzinna Parada (ok. 10 km), Mini (30 km), Medio (60 km) i Grand Fondo (90 km). Pierwszy z nich charakteryzuje się typowo rekreacyjną formułą, za to na pozostałych trzech prowadzi się pomiar czasu (zawodnicy dostają numery startowe z chipem). Najbliższe tegoroczne edycje zaplanowano na 27 września w Dąbrowie Górniczej i 4 października w Kwidzynie.

Z POLSKI ZA GRANICĘ
Coraz większa popularność turystyki rowerowej w naszym kraju sprawia, że i u nas zaczynają pojawiać się firmy sprzedające tego typu wyprawy zagraniczne. Okazuje się, że dzięki nim na popularnym jednośladzie zwiedzimy dziś niemal cały świat. W końcu już w latach 30. XX w. polski podróżnik Kazimierz Nowak (1897–1937) przemierzył samotnie m.in. z jego pomocą bezdroża Afryki, w tym surowe tereny pustynne. Obecnie nikt nie wymaga od nas takiej samowystarczalności, a touroperatorzy pomagają wszystkim zainteresowanym w planowaniu podróży od podstaw.
    W tej dziedzinie specjalizują się np. mojeRowery.pl, posiadające swoją platformę w internecie i oferujące miłośnikom dwóch kółek rajdy po Europie. Do wyboru mamy tu kilka rodzajów wycieczek: wakacje na rowerze, wyprawy rowerowe i MTB. Różnią się one poziomem trudności oraz stopniem samodzielności uczestników. Możemy więc wybrać zorganizowany wyjazd obejmujący zakwaterowanie i opiekę pilota, wersję z jedną bazą i kiedy to my decydujemy, ile czasu chcemy spędzić na jeździe, albo transport grupy w preferowany przez nią rejon kontynentu. W przypadku wypraw rowerowych nasze bagaże między kolejnymi miejscami noclegowymi, przewidzianymi w hotelach, pensjonatach lub na kempingach, przewozi firmowy bus. Sami ustalamy, czy dany region zwiedzamy razem ze wszystkimi, czy też na własną rękę. Klienci dostają komplet informacji o okolicy, jej mapę i GPS z zaznaczonymi trasami rowerowymi, które warto przejechać. Chętni mogą u organizatora również wypożyczyć rowery. Wśród rozmaitych ofert, skierowanych do osób o różnym przygotowaniu kondycyjnym, każdy znajdzie coś dla siebie.

FOT. MOJEROWERY.PL

Rowerem wzdłuż wybrzeża Dalmacji


Na stronie internetowej mojeRowery.pl zarezerwujemy wycieczki do Austrii, Chorwacji, Czech, Danii, Francji, Niemiec, Rumunii, Słowenii i Włoch. Do ciekawszych propozycji należą na pewno „Transylwania – nie tylko Drakula” (w planie oglądanie zabytków z Listy Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO: dackich fortec w górach Orăștie, historycznego centrum Sighișoary, wiosek Viscri i Câlnic z kościołami obronnymi), „Wzdłuż Dunaju” (ok. 300-kilometrowa trasa rozpoczyna się w niemieckiej Pasawie, a kończy w stolicy Austrii Wiedniu), „Sardynia – lazurowa wyspa” (przez całą drogę od starego portu Alghero do Costa Smeralda, czyli Szmaragdowego Wybrzeża, i wysepki La Maddalena rowerzystom towarzyszą piękne widoki na Morze Śródziemne) bądź „Dalmatyńskim szlakiem” (zwiedzanie nadmorskich miast w chorwackiej Dalmacji z Trogirem i Splitem na czele).

EUROPA DLA ROWERZYSTÓW
Polskę z Europą łączy nie tylko zamiłowanie do turystyki rowerowej. Nasz kraj w przyszłości pokryje część sieci szlaków EuroVelo, wiodących wzdłuż lokalnych tras i ścieżek. Przedsięwzięciu temu, współfinansowanemu ze środków Unii Europejskiej, patronuje Europejska Federacja Cyklistów (European Cyclists’ Federation – EFC), a ma ono na celu promować przesiadanie się z samochodów na rowery, również podczas codziennych przejazdów z domu do szkoły lub pracy. 14 ponumerowanych dróg przecinających cały kontynent z północy na południe i ze wschodu na zachód według planów będzie w pełni gotowych do 2020 r.
    Na terytorium Polski poprowadzono odcinki 6 tras. EuroVelo 2 – Szlak Stolic (Capitals Route) wiedzie m.in. przez Kostrzyn nad Odrą, Poznań, Gniezno, Włocławek, Warszawę, Siedlce i Białowieżę. Rowerzyści przemierzający EuroVelo 4 – Szlak Europy Centralnej (Central Europe Route) dojadą do Jastrzębia-Zdroju, Pszczyny, Krakowa, Tarnowa, Rzeszowa czy Przemyśla. Wzdłuż wybrzeża Morza Bałtyckiego staną drogowskazy EuroVelo 10 i 13 (Szlaku wokół Bałtyku – Baltic Sea Cycle Route i Szlaku Żelaznej Kurtyny – Iron Curtain Trail). Z Gdańska do granicy z Czechami (przez Gniezno, Poznań, Wrocław, Kąty Wrocławskie i Świdnicę) dotrzemy EuroVelo 9 (Bałtyk–Adriatyk – Baltic–Adriatic), a z Litwy EuroVelo 11 (Szlak Europy Wschodniej – East Europe Route) przez Warszawę i Kraków dostaniemy się na Słowację. Nie wszystkie z wymienionych długodystansowych tras zostały już ukończone, ale ich stan sprawdzimy na przeznaczonej dla turystów stronie internetowej www.eurovelo.com, na której obejrzymy też interaktywną mapę całej sieci.

 

***

Podczas wypraw rowerowych przez różne mniej lub bardziej znane nam regiony zawsze czujemy się odrobinę jak odkrywcy – czy to dlatego, że otaczający nas świat mamy na wyciągnięcie ręki, czy też ponieważ jesteśmy zdani na własne siły oraz zmienne warunki pogodowe i musimy ocenić swoją wytrzymałość bądź wreszcie z powodu tego, iż w każdej chwili wolno nam skręcić z obranej drogi w kierunku miejsca, które przyciągnęło nasz wzrok. W książce Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931–1936 z relacjami wspomnianego już Kazimierza Nowaka przeczytamy: A zatem równik mam poza sobą! Okazuje się, że można tu dotrzeć rowerem… jeśli się tylko naprawdę tego pragnie. Słowa te polski podróżnik napisał w pierwszej połowie XX w. Kilkadziesiąt lat wcześniej, w 1902 r. Henry Sturmey i James Archer wynaleźli przekładnię do zmiany biegów montowaną przy tylnej piaście (obecnie przerzutki należą do standardowego wyposażenia większości modeli, oprócz tych z ostrym kołem). Dzisiejszymi rowerami dojedziemy zatem rzeczywiście wszędzie, a wybór celu podróży zależy jedynie od naszych upodobań, ilości wolnego czasu i możliwości finansowych. Ja na początek polecam poznanie własnego podwórka, czyli pełne wrażeń wycieczki po Polsce, a potem wyruszenie na dwóch kółkach na wyprawy po zawsze atrakcyjnej Europie.

Artykuły wybrane losowo

Najlepsze miejsca do nurkowania na świecie – top 10

MAGDALENA ZDRENKA

 

FOT. TOURISM AUSTRALIA

W morskich głębinach kryje się tak wielkie bogactwo podwodnych krajobrazów, unikalnych ekosystemów i różnorodnych gatunków, że trudno wybrać jeden najpiękniejszy i najciekawszy rejon. Na szczęście wcale nie musimy tego robić. Możemy zwiedzać je wszystkie po kolei, ale nie łudźmy się niepotrzebnie, na pewno nie uda nam się zobaczyć wszystkiego. Jedno życie to za mało na poznanie całego podmorskiego raju na ziemi.

Więcej…

Bliższe spotkanie z Węgrami

ANNA BUTRYM

www.annabutrym.pl

 

<< Na pytanie, co szczególnie zachwyca mnie w Węgrzech, odpowiadam niezmiennie od lat: przyroda, zabytki i kuchnia. Wydaje się, że to klasyczna trójka, jednak my, Polacy, znamy smaki Włoch, krajobrazy Grecji i atrakcje Hiszpanii, a o skarbach kraju tak bliskich nam Madziarów nie wiemy zbyt wiele. Dlatego jeśli ktoś marzy o odwiedzeniu miejsca, gdzie odpocznie w otoczeniu natury, pozna inspirującą kulturę oraz rozsmakuje się w lokalnych daniach i wyśmienitym winie, a przede wszystkim spotka ludzi o sercach otwartych dla polskich braci, powinien już teraz zacząć planować niezapomnianą i pełną wspaniałych odkryć podróż do niespełna dziesięciomilionowej ojczyzny Węgrów. >>

 

Widok na most Łańcuchowy (Széchenyiego) z balkonu Pałacu Greshama w Budapeszcie

© MAGYAR TURISZTIKAI ÜGYNÖKSÉG

 

Ciepłe relacje między naszymi narodami nie są kwestią jedynie zgodności charakterów. Gdy w 1370 r. w katedrze wawelskiej koronowano na króla Polski władcę Węgier Ludwika I Wielkiego (znanego u nas jako Ludwika Węgierskiego), oba kraje złączone zostały unią personalną. I choć niewiele osób pamięta o tym fakcie, warto mieć świadomość, że losy Węgrów i Polaków przeplatały się w przeszłości wielokrotnie.

Od Budapesztu, jednej z najpiękniejszych stolic świata, której urokiem zachwycają się rzesze turystów, dzieli nas niespełna półtoragodzinny lot z Krakowa lub Warszawy. Czy trzeba lepszego pretekstu, aby zaplanować choćby weekendowy pobyt na gościnnych Węgrzech? Naszą przygodę zacznijmy zatem od samego Budapesztu, którym nie sposób się rozczarować.

 

ZACHWYCAJĄCY BUDAPESZT

Najważniejsze zabytki i atrakcje węgierskiej stolicy, podzielonej Dunajem na górzystą, spokojną Budę i płaski, rozrywkowy Peszt, znajdują się w centrum miasta, zwiedzać warto więc głównie na piechotę, żeby móc dobrze przyjrzeć się zbliżonej do wiedeńskiej architekturze. Na wznoszącą się nad rzeką sylwetkę Budy składa się przede wszystkim rozległe Wzgórze Zamkowe z urokliwymi kamieniczkami starówki, białą Basztą Rybacką (Halászbástya) i Kościołem Macieja (Mátyás-templom), krytym kolorową dachówką, a także Wzgórze Gellérta (Gellérthegy), skąd rozciąga się najpiękniejsza panorama miasta i słynnych mostów. Magicznie oświetlone centrum warto podziwiać również wieczorami, spacerując naddunajskim bulwarem lub delektując się węgierską kolacją przy świecach na pokładzie rejsowego statku.

Szczególne wrażenie po stronie peszteńskiej robi Parlament (Országház), należący do największych na świecie. Jego jasna sylwetka pojawia się na większości zdjęć ze stolicy. Na lewym brzegu Dunaju znajduje się także druga największa na naszym globie i największa w Europie synagoga, a obok niej bije turystyczne i rozrywkowe serce miasta – dzielnica klubów, pubów i restauracji. Trzecia ikona Pesztu to Bazylika św. Stefana (Szent István-bazilika), wyznaczająca maksymalną wysokość budynków w centrum – Budapeszt zaskakuje brakiem drapaczy chmur i uporządkowaną zabudową. Jednak i po stronie peszteńskiej można podziwiać panoramę stolicy, np. z wieży bazyliki, licznych sky-barów czy wagonika BudapestEye.

Peszt słynie też z popularnych ulic. Równoległa do Dunaju Váci (Váci utca) jest ponad kilometrowym, turystycznym deptakiem, kuszącym tysiącami mniej lub bardziej oryginalnych pamiątek i przysmaków. Prawdziwą perełkę stanowi długa aleja Andrássyego (Andrássy út), wiodąca do placu Bohaterów (Hősök tere) i Lasku Miejskiego (Városliget), pełnego atrakcji dla całej rodziny. Do tych dwóch miejsc warto jednak podjechać najstarszym metrem na kontynencie, które zachowało swój urok sprzed ponad 120 lat.

Po intensywnym dniu można odpocząć na Wyspie Małgorzaty (Margitsziget) – to prawdziwa oaza zieleni pośrodku Dunaju, idealna na piknik, z przyciągającą turystów grającą fontanną. Słodkiemu lenistwu oddamy się też w zabytkowych kąpieliskach (Széchenyi gyógyfürdő, Gellért gyógyfürdő, Király gyógyfürdő). Z całą rodziną warto udać się do jednego z największych krytych parków wodnych w Europie, należącego do nowoczesnego kompleksu Aquaworld Resort Budapest, gdzie czeka na nas 19 basenów i 11 zjeżdżalni. Gdy dzieci będą szaleć w wodzie, dorośli mogą skorzystać z luksusowego, trzypoziomowego Oriental Spa. Chwila odpoczynku przyda się z pewnością przed odkrywaniem kolejnych atrakcji Węgier.

 

Pięknie oświetlone Zamek Budański na Wzgórzu Zamkowym i most Łańcuchowy

© MAGYAR TURISZTIKAI ÜGYNÖKSÉG

 

WAKACJE MARZEŃ

Jest coś, czego Węgrzy zazdroszczą Polakom – to dostęp do morza. Nie wiem jednak, czy w referendum nie oddalibyśmy im chłodnego i kapryśnego Bałtyku za największe (ok. 600 km² powierzchni) jezioro Europy Środkowej: ciepły, czysty i szmaragdowy Balaton, cel letnich wycieczek Madziarów, nazywany przez nich samych węgierskim morzem. Gdy w dodatku weźmiemy pod uwagę, że średnia temperatura wody w lecie wynosi w nim 23°C, a pod względem liczby słonecznych godzin ten region nie ustępuje Riwierze Francuskiej, to wakacje na Węgrzech zaczynają plasować się na szczycie podróżniczej listy marzeń. Co więcej, niejednokrotnie znajdziemy w tym rejonie oferty pobytu korzystniejsze cenowo niż w przypadku polskiego wybrzeża czy pojezierzy.

Zróżnicowana głębokość Balatonu sprawia, że panują tu idealne warunki zarówno dla miłośników sportów wodnych, żeglarzy czy wędkarzy, jak i rodzin z dziećmi (w południowej części płycizna sięga nawet 300 m w głąb jeziora). Pomysłów na spędzenie niezapomnianych, spokojnych lub szalonych wakacji w tej okolicy jest tak wiele, że nigdy nie potrafię polecić konkretnej miejscowości. Jezioro okala cały łańcuch miast i miasteczek, w których znajdziemy mnóstwo zróżnicowanych atrakcji, kilka perełek postaram się jednak wyłowić.

Nad Balatonem koniecznie trzeba skosztować miejscowej zupy rybnej (halászlé), bo przepis na ten niekwestionowany symbol madziarskiej kuchni różni się w zależności od regionu. Na deser proponuję zjeść „łabędzia” (hattyú). Pod tą nazwą kryje się rodzaj pączka o kształcie tych powszechnie zdobiących jezioro ptaków, których karmienie staje się niemal codziennym rytuałem dla wielu rodzin podczas długich, relaksujących spacerów.

 

Dzieje neobarokowego pałacu Festeticsów w Keszthely nad Balatonem sięgają 1745 r.

© MAGYAR TURISZTIKAI ÜGYNÖKSÉG

 

MORZE ATRAKCJI

Szczególnie wartym uwagi rejonem w tych stronach jest zachodnia część Balatonu, gdzie znajduje się choćby słynne Keszthely, nierozerwalnie związane z dziedzictwem jednego z najznamienitszych węgierskich rodów arystokratycznych – rodziną Festeticsów. Nieprzypadkowo jego miasto partnerskie stanowi m.in. Łańcut, także słynący z wyjątkowej rezydencji magnackiej i angielskiego parku. Neobarokowy pałac w Keszthely (Festetics-kastély), w którym mieści się dziś muzeum (Helikon Kastélymúzeum) i zachowała się niespotykana w skali kraju biblioteka, to najczęściej odwiedzany tego typu obiekt na Węgrzech. W tutejszym mauzoleum znajdziemy kolejny akcent polski: spoczywają w nim szczątki arystokratki z Polski, Marii von Haugwitz (1900–1972), matki jednego z ostatnich żyjących potomków Festeticsów. W całym mieście i okolicy istnieje niewiele takich zabytków czy miejsc, których powstania nie zainicjowałby słynny magnacki ród. Na terenie pałacowego parku rozpoczyna się również trasa kulturalno-historycznego spaceru, prezentującego losy i spuściznę ośmiu pokoleń rodziny Festeticsów, wiodąca przez Keszthely i nad brzeg Balatonu. W jego trakcie mamy możliwość podążać śladami, jakie zostawili po sobie członkowie rodu, poznać historię ich życia i dowiedzieć się, jak znaczącą rolę odgrywali na Węgrzech. Nie brakuje opowieści o wspaniałych ślubach, znamienitych gościach, wspieraniu nauki czy magnackich rozrywkach.

W Keszthely nie ma czasu na nudę. Po zwiedzeniu pałacu i przygotowanych przez Muzeum Pałacowe Helikon (Helikon Kastélymúzeum) ekspozycji – wystawy powozów (hintókiállítás), wystawy myśliwskiej (vadászati kiállítás) i wystawy historycznych modeli kolejek (történelmi modellvasút kiállítás) – oraz odnowionego zaledwie kilka lat temu historycznego centrum czeka na nas ogrom fascynujących muzeów: Cadillaca (Cadillac Múzeum), Zabawek (Játékmúzeum), Marcepana (Marcipán Múzeum), Tortur (Horrorárium és Kínzó múzeum), Nostalgii i Kiczu (Nosztalgia Múzeum – Látványtár és giccs múzeum), Lalek i Strojów Ludowych (NépviseletesBabamúzeum), Radia i Telewizji (Rádió és Televízió Múzeum). Są tu również panoptika: historyczne i erotyczne oraz wyjątkowa w skali światowej makieta budapeszteńskiego Parlamentu, budowana przez 14 lat z 4,5 mln ślimaczych muszli (Csigaparlament).

W samym Keszthely i jego sąsiedztwie nie tylko przeniesiemy się do przeszłości, ale także wypoczniemy aktywnie na wysokim poziomie. I to dosłownie, bo tutejsze gęsto zalesione pogórze usiane jest licznymi wieżami obserwacyjnymi, z których podziwiać można piękno całej okolicy. Dobrze oznakowane szlaki wiodą od jednego punktu widokowego do drugiego – w trakcie takiej wyprawy koniecznie trzeba wejść na wieżę noszącą znane nam już nazwisko Festeticsów, z której rozpościera się wspaniała panorama balatońskiej zatoki. Warto odszukać również punkt Szép-kilátó. Przymiotnik „piękny” (szép) w swojej nazwie zawdzięcza on rozciągającemu się stąd zachwycającemu widokowi, stanowiącemu natchnienie dla niejednego poety i malarza.

 

WERSJA MINI

Z ogromnym Balatonem sąsiaduje jego miniatura, czyli Mały Balaton (Kis-Balaton), którego obszar w większości został objęty ochroną, głównie ze względu na występujące tu ptactwo. W okolicy jeziora zobaczymy całoroczną stację obrączkowania, ptasią klinikę oraz unikatowe zbiory gniazd i jajek. Ze ścieżek edukacyjnych i punktów widokowych można obserwować nie tylko ptaki, ale też wiele innych gatunków zwierząt, zamieszkujących okoliczne dziewicze lasy.

Mały Balaton nie byłby jednak prawdziwie węgierski, gdyby w jego rejonie nie znajdowały się gorące źródła. W niedalekim miasteczku Zalakaros działa kompleks basenów z wodami termalnymi o wyjątkowym na skalę europejską składzie i właściwościach leczniczych. To znakomite miejsce dla całej rodziny – czekają w nim zarówno atrakcje dla maluchów, jacuzzi dla marzących o relaksie dorosłych, jak i zjeżdżalnie (Magic Tunnel, Rafting-Inga, Ufo, Kamikaze i Turbo), które powinny zadowolić nawet najbardziej wybrednych miłośników wrażeń podnoszących poziom adrenaliny.

 

WIZYTA W JASKINIACH

Na stosunkowo niewielkich Węgrzech istnieje tak dużo możliwości zrelaksowania się w ciepłych bądź zimnych wodach, że jeśli wpiszemy w wyszukiwarkę hasło „Tapolca” i „jaskinie”, to na liście wyników znajdziemy dwa różne miejsca: termalne baseny w grotach w Miszkolcu (Miskolc-Tapolca) oraz nadbalatońskie miasteczko Tapolca, idealne na niezapomniany odpoczynek. W tym drugim można nie tylko skorzystać z kąpieli w gorących źródłach, ale również przeżyć wyjątkową przygodę – wyprawę łódką po podziemnym jeziorze, położonym w rozciągającym się pod miejską zabudową systemie jaskiń. Towarzysząca tej atrakcji wystawa pozwala lepiej poznać tajemnice tego ukrytego świata. Dzień spędzony w Tapolcy warto zwieńczyć lampką regionalnego wina w jednej z piwniczek ulokowanych pod domami w centrum miasta.

 

ZAPACH LAWENDY

Miejscem, gdzie powracam podczas każdej, nawet najkrótszej wycieczki nad Balaton, jest miasteczko Tihany, nieodłącznie związane z dwoma symbolami regionu – górującym nad okolicą opactwem benedyktynów i polami lawendy. Miejscowość zachwyca imponującym widokiem na jezioro, które stąd rzeczywiście wygląda jak morze. Tihany kusi echem odbijającym się od murów klasztoru, wiankami papryczek, oryginalną ceramiką, bogactwem obłędnie pachnących produktów z lawendą i warzonym przez zakonników lawendowym piwem.


RAJ DLA ROWERZYSTÓW

Balaton powinien koniecznie znaleźć się na liście marzeń rowerzystów. Całe jezioro okala świetnie przygotowana i chwalona przez cyklistów trasa, ciągnąca się przez ok. 200 km. Wycieczkę wokół Balatonu można rozszerzyć o wyprawy po okolicznych winnicach (należących m.in. do słynnego obszaru winiarskiego Badacsony, porównywanego przez wielu do Toskanii) i na liczne festiwale.

Dla tych, którzy wolą mniej intensywne przejażdżki, w zachodnim regionie balatońskim przygotowano wyjątkową w skali kraju ofertę. W biurach informacji turystycznej (Tourinform) można wypożyczyć rower, który po zwiedzaniu miasta lub okolicy oddaje się w tym samym lub kolejnym punkcie informacyjnym. Stacje rozmieszczono w atrakcyjnych dla turystów lokalizacjach, punkty serwisowe zorganizowano w przyjaznych cyklistom miejscach, takich jak restauracje czy pensjonaty, stworzono 12 oznaczonych szlaków, udostępniono darmowe mapy i specjalną infolinię telefoniczną, postawiono tablice informacyjne oraz zadbano o schronienie w razie deszczu. Dzięki takim udogodnieniom aż trudno nie skusić się na aktywne spędzanie czasu i odkrywanie nadbalatońskich krajobrazów na dwóch kółkach. Warto więc zostawić samochód i wyruszyć rowerem na wyprawę od plaży do plaży i od muzeum do muzeum, w okolicy wielkiego Balatonu i jego miniatury, Małego Balatonu.

 

WYJĄTKOWA ATRAKCJA

Wspomniana trasa dla rowerzystów zawiedzie nas także do Hévíz, położonego zaledwie kilka kilometrów od wspaniałego Keszthely i również związanego z Festeticsami. Miasteczko słynie jednak przede wszystkim ze stworzonej przez naturę wyjątkowej atrakcji, przyciągającej rocznie milion gości z 42 krajów, czyli największego na świecie dostępnego dla kąpielowiczów naturalnego jeziora termalnego o powierzchni 4,44 ha. Można z niego korzystać o każdej porze roku: zimą temperatura wody wynosi ok. 24°C, a latem dochodzi nawet do 38°C.

Nie wszyscy lubią kąpiel w jeziorze z powodu powolnej wymiany wody. Hévíz to jednak nie dotyczy, ponieważ ciągłe wirowanie w zbiorniku zapewnia całkowitą jej wymianę co 72 godz. Dodatkowo nieustanne wzbijanie się ciepłej wody do góry daje przyjemne uczucie naturalnego masażu. Ze względu na sprzyjającą kąpielom temperaturę jeziora cieszy się ono popularnością przez cały rok. Niektórzy turyści chętniej ściągają tu w chłodniejsze miesiące, gdy kąpielisko spowijają obłoki pary, bo wdychanie unoszącego się nad taflą powietrza wypełnionego mikroelementami ma dobroczynny wpływ na organizm.

 

Hévíz, największe na świecie dostępne dla kąpielowiczów naturalne jezioro termalne

© HÉVÍZI TURISZTIKAI NONPROFIT KFT.

 

BŁOGI WYPOCZYNEK

Nad Hévíz w nie mniejszym stopniu przyciąga jego przepiękne położenie oraz fakt, że lecznicze kąpiele bierze się wśród kwiatów, a dokładniej – indyjskich czerwonych lilii wodnych. Warto jednak pamiętać, że to naturalny zbiornik, którego głębokość sięga 38 m i już nawet 2 m od brzegu woda potrafi nas zakryć po czubek głowy, dlatego ta atrakcja nie jest polecana dla dzieci. Rodzinom tę niedogodność wynagrodzi wizyta w kompleksie spa. Można w nim zrelaksować się w jacuzzi, oddać się w ręce jednego ze 100 masażystów, wyspecjalizowanych w technikach z całego świata, uprawiać sporty wodne czy skorzystać z oferty nowoczesnej strefy wellness, gdzie czekają kriokomory i zabiegi laserowe.

Wybór obiektów hotelowych odpowiednich na dłuższy odpoczynek jest naprawdę szeroki. W bazie noclegowej znajduje się ok. 10 tys. miejsc, które oferowane są zarówno przez pensjonaty, jak i 5-gwiazdkowe hotele. Po uzdrawiających ciało i duszę kąpielach w jeziorze (ze względu na temperaturę wody nie powinny przekraczać półtorej godziny w ciągu dnia) można przedłużyć chwile relaksu muzycznymi seansami w saunie, zajęciami jogi, wizytą w parku linowym, wycieczkami po okolicy (pieszymi, rowerowymi lub segwayem) czy nawet lotami balonem. Idealnym zwieńczeniem dnia będzie z pewnością typowo węgierska atrakcja, czyli degustacja win z całego kraju i samego regionu balatońskiego.

 

WIELOWIEKOWA TRADYCJA

Podczas poznawania uroków okolicy warto zainteresować się początkami uzdrowiska. Swój rozwój zawdzięcza ono hrabiemu Györgyowi Festeticsowi (1755–1819), który w 1795 r. rozpoczął jego budowę w oparciu o kuracyjne właściwości tego miejsca. Kąpielisko stopniowo zdobywało coraz większe uznanie, a wzrostowi popularności towarzyszyło ciągłe poszerzanie i uwspółcześnianie oferty leczniczej i wypoczynkowej, nierozłącznie związanej z największą tutejszą naturalną atrakcją, jaką jest jezioro termalne. Dziś Hévíz to współczesny, komfortowy kurort, w którym gdzieniegdzie znajdziemy jeszcze pamiątki z przeszłości. Niezmienna pozostała choćby część elementów architektonicznych uzdrowiska, jak strzegące wejścia dwa gryfy, wykonane na zlecenie rodziny Festeticsów. Jak głosi legenda, rzeźby przemówią, jeśli pomiędzy nimi przejdzie ktoś, kto nie przeżył miłosnej przygody podczas pobytu w tej miejscowości – to jednak, zdaniem miejscowych, nigdy jeszcze się nie zdarzyło.

 

CUDOWNA MOC

Z jeziorem związanych jest też kilka innych legend i podań o cudownych właściwościach lokalnych wód. Jedna z nich, pochodząca jeszcze z czasów rzymskich, głosi, że dające początek Hévíz źródło wytrysnęło dzięki modlitwie pewnej chrześcijanki, piastunki sparaliżowanego dziecka. Lecznicze wody uzdrowiły chłopca – był nim sam Teodozjusz I Wielki (347–395), ostatni władca wschodniej i zachodniej części cesarstwa rzymskiego, który uczynił chrześcijaństwo religią państwową. Wiele innych podań, zarówno z czasów starożytnych, jak i średniowiecznych, przywołuje kolejne przykłady uzdrawiających i odmładzających mocy jeziora. Nieustannie narzekająca na reumatyzm żona rzymskiego skryby Dubiusa pozbyła się nie tylko tej dolegliwości, ale i innych oznak upływającego czasu dzięki kąpieli w Hévíz, do której namówił ją mąż, obserwujący wcześniej na spacerach, jak okoliczne zwierzęta leczą obolałe kończyny w charakterystycznie pachnącej wodzie. Kilkanaście wieków później zastępca kapitana na zamku Pápa usłyszał od Cyganki, że bitwę z Turkami wygra tylko wtedy, jeśli uprzednio wykąpie się w niezwykłym jeziorze. Péter Huszár poszedł za radą kobiety i rzeczywiście pokonał niełatwego przeciwnika. Cudowne właściwości tutejszych wód uratowały też małżeństwo sparaliżowanej od pasa w dół Kláry Pethő i Sándora Reziego. Im również z pomocą przyszła pewna Cyganka, doradzając młodej mężatce częste kąpiele w jeziorze, dzięki którym dziewczyna całkowicie ozdrowiała.

RELAKS W TERMACH

Nieustającą popularnością wśród Polaków cieszy się od wielu lat słynne uzdrowisko Hajdúszoboszló. Ja jednak uważam, że warto wciąż odkrywać inne, nie mniej atrakcyjne węgierskie kurorty, takie jak choćby drugi największy w kraju kompleks basenów termalnych w miejscowości Bük. Jeśli ktoś chce z kolei połączyć odpoczynek w gorących źródłach, korzystanie z leczniczego wpływu uzyskanych z nich kryształków i zabawę w parku wodnym ze zwiedzaniem świetnie zachowanego średniowiecznego zamku, powinien koniecznie odwiedzić Sárvár.

 

TO NIE WSZYSTKO

Po spędzeniu kilku dni na podziwianiu zabytków stolicy i odwiedzinach w mniejszych miastach, relaksie w łaźniach termalnych i wypłynięciu na wody węgierskiego morza wydawać by się mogło, że poznaliśmy Węgry już dość dobrze. Nic bardziej mylnego – te doświadczenia odsłaniają zaledwie ułamek bogactwa, jakim wita nas kraj bratanków. Przyjrzyjmy się więc jeszcze kilku atrakcjom, choć zapewniam, że do ojczyzny Madziarów można powracać wiele razy i podczas każdej wizyty odkrywać kolejne powody do zachwytu i ponownego przyjazdu.

 

NIEZAPOMNIANE SMAKI

Magiczną siłę przyciągania ma w sobie chociażby węgierska kuchnia – nielekka, to prawda, bo wykorzystująca smalec i pełnotłustą śmietanę, za to pełna aromatycznej, słodkiej czerwonej papryki (pikantną każdy dodaje według swojego gustu) i dojrzewających w słońcu warzyw, najczęściej duszonych lub gotowanych, stawiająca na sycące potrawy i pyszne desery. Tradycyjna zupa gulaszowa (gulyásleves), pörkölt (nazywany w Polsce gulaszem) oraz dobrze nam znane leczo (lecsó) to zaledwie początek listy dań, których koniecznie trzeba spróbować. Nie należy jednak szukać tutaj placka po węgiersku, bo to nasz rodzimy wymysł – jeśli chcemy chwycić na szybko coś treściwego, powinniśmy sięgnąć po madziarski fast food, czyli langosza (lángos). Smakowity węgierski obiad warto zakończyć słodkimi naleśnikami à la Gundel, purée z kasztanów lub tortem Dobosa, a jeśli je się w biegu, można kupić kurtoszkołacza (kürtőskalács) – kominowe ciasto obtoczone w różnych posypkach.

 

WINO KRÓLÓW

Na liście największych skarbów Madziarów bogactwo kulinarnych tradycji ustępuje pierwszeństwa jedynie mnogości wspaniałych win, wytwarzanych z miłością w 22 regionach winiarskich dzięki sprzyjającemu klimatowi, odpowiednim glebom i dużemu nasłonecznieniu. Każdy z łatwością odnajdzie na Węgrzech swój ulubiony trunek, jednak prawdziwą perłą w koronie jest tokaj aszú (tokaji aszú). Jeżeli ktoś gustuje w mocnych alkoholach, powinien spróbować węgierskiej wódki na owocach – palinki – oraz Unicum, gorzkiego likieru ziołowego o magicznej mocy, który można pić i jako aperitif, i jako lekarstwo, gdy zje się zbyt wiele dokładek madziarskich przysmaków.

 

FASCYNUJĄCY BEZKRES

Wytrawny podróżnik sprytnie połączy rozsmakowywanie się w lokalnej kuchni z poznawaniem kolejnych atrakcji Węgier. W jego planach znajdzie się więc prawdopodobnie wycieczka do największego (zajmującego powierzchnię 82 tys. ha) i najstarszego w kraju (założonego w 1973 r.) Parku Narodowego Hortobágy (Hortobágyi Nemzeti Park). Można w nim podziwiać bezkresną równinę, zwaną pusztą, i przenieść się w czasie dzięki kultywowanym tu zwyczajom węgierskich pasterzy. Kto zawita do tej krainy, spotka madziarskich kowbojów, da się omamić fatamorganie, będzie miał szansę obserwować mnóstwo gatunków ptaków i zobaczy słynne węgierskie zwierzęta hodowlane, m.in. bydło węgierskie szare (magyar szürkemarha), długowłose świnie – mangalice – czy znane na całym świecie rasy psów, spośród których serca Polaków niejednokrotnie już podbił puli, czyli pokryty dredami pies mop.

 

MIASTA I GÓRY

Z regionu Hortobágy w kilka chwil można dotrzeć do Debreczyna (Debrecen), drugiego największego miasta Węgier, które już na początku zaskoczy nas niewielką liczbą mieszkańców (nieco ponad 200 tys.) w porównaniu do stolicy (niemal 2 mln ludzi). Kolejny urok tego kraju polega właśnie na tym, że znajduje się w nim dużo niewielkich miast i miasteczek. Segedyn (Szeged), Pecz (Pécs), Székesfehérvár, Veszprém, Eger, Vác, Szentendre czy Ostrzyhom (Esztergom) to tylko kilka miejsc idealnych dla tych, którzy cenią połączenie bogatej historii i spokojnej atmosfery niezatłoczonych miejscowości.

Jeśli jednak po płaskim i nizinnym krajobrazie puszty będziemy mieli ochotę na pewną odmianę, zawsze możemy wybrać się na wycieczkę do Wyszehradu (Visegrád). Z murów tutejszego zamku, który odegrał znaczącą rolę w dziejach Polski i Węgier, rozpościera się przepiękna panorama Zakola Dunaju (Dunakanyar). Ciekawą propozycją jest też trekking po paśmie Mátra lub Górach Bukowych. Choć nie są tak wysokie jak polskie (najwyższy szczyt Węgier – Kékes – wznosi się na 1014 m n.p.m.), potrafią zachwycić niejednego miłośnika górskich wędrówek.

 

NA POŻEGNANIE

Do domu warto zabrać ze sobą z Węgier takie przysmaki i pamiątki, które już za chwilę skłonią nas do planowania kolejnej wizyty w kraju Madziarów. Aromatyczne salami, butelka wspaniałego i niedrogiego wina, łagodna lub pikantna, ale zawsze soczyście czerwona papryka, fantazyjne marcepany, przepiękna porcelana z Herend, słynne na cały świat hafty z naddunajskiej Kalocsy czy bogracz (bogrács), kociołek do powieszenia nad ogniskiem, sprawią, że powracanie w te strony stanie się uzależnieniem i największą przyjemnością. Dlaczego jestem tego tak pewna? Bo moja miłość do węgierskiej kultury, kuchni i krajobrazów pozostaje głęboka i niezmienna od kilkunastu lat, a i tak każdego dnia przekonuję się, jak wiele mam jeszcze do odkrycia.

 

Wydanie Lato 2018

Turystyka konna w Polsce i na świecie

JERZY MOSKAŁA


<< W agencjach turystycznych i biurach podróży, tak w naszym kraju, jak i za granicą, coraz częściej znajdziemy nie tylko klasyczne oferty wypoczynkowe, lecz także bardziej wyprofilowane pakiety z zakresu turystyki kulturoznawczej, np. wyprawy winiarskie, czy aktywnej, m.in. wycieczki konne. Te ostatnie zyskują sobie z każdym rokiem więcej zwolenników, również wśród osób nigdy wcześniej nie interesujących się jeździectwem. >>

Więcej…