Michał Wangrat

Krzysztof Wacławek

www.w80dni.pl

 

<< Gdy przychodzą nam na myśl karaibskie wakacje, wyobrażamy sobie tropikalny raj na ziemi, gdzie wzdłuż białej plaży skąpanej w słońcu stąpamy po miękkim, koralowym piasku w cieniu kokosowych palm, podziwiając błękitne niebo i przejrzyste, lazurowe morze. Jego łagodny szum oraz odgłosy przyrody dochodzące z oddali sprawiają, że zapominamy o wszelkich doczesnych troskach, szarej rzeczywistości, pośpiechu, stresie i ponurej pogodzie w kraju. Te wspaniałe odczucia stają się rzeczywistością na pewnym zniewalającym archipelagu na Karaibach... >>

Wyspy Dziewicze znajdujące się na Morzu Karaibskim należą do Małych Antyli. Ich obszar został podzielony między wpływy brytyjskie i amerykańskie. W efekcie powstały dwa terytoria zależne: Brytyjskie Wyspy Dziewicze (British Virgin Islands) z czterema głównymi Tortolą, Anegadą, Virgin Gordą i Jost Van Dyke oraz Wyspy Dziewicze Stanów Zjednoczonych (United States Virgin Islands) z trzema głównymi Saint Croix, Saint Thomas i Saint John. Niektórzy do archipelagu zaliczają także tzw. Hiszpańskie Wyspy Dziewicze (Spanish Virgin Islands, Islas Vírgenes Españolas) przyłączone do Portoryko – Culebrę i Vieques2.

 Kolumbowi, który dotarł do niego podczas swojej drugiej wyprawy w 1493 r. Zauroczony pięknem wysepek i ich dużą liczbą przypomniał sobie średniowieczną legendę o rzymsko-brytyjskiej księżniczce Urszuli, pielgrzymującej po Europie w otoczeniu 11 tys. dziewic. Gdy nie chciała ulec wodzowi Hunów Attyli, została zamordowana razem ze swoimi towarzyszkami. W nawiązaniu do tej opowieści Kolumb nazwał wyspy imieniem Świętej Urszuli i Jedenastu Tysięcy Dziewic (hiszp. Santa Úrsula y las Once Mil Vírgenes). Dziś w godle brytyjskiego terytorium zamorskiego zobaczymy wizerunek św. Urszuli otoczonej wieńcem 11 złotych lamp.

 

Karaibskie rozmaitości

Podczas pobytu na archipelagu koniecznie należy spróbować poznać każdą z wysp. Wszystkie je łączy zamiłowanie ich mieszkańców do muzyki, trunków i jedzenia oraz dobrej zabawy. W kulturze tego miejsca dostrzeżemy międzynarodowe wpływy – współtworzyli ją osadnicy z różnych europejskich krajów (głównie Wielkiej Brytanii, Holandii, Francji, Hiszpanii czy Danii) i niewolnicy z Afryki, a także ludzie, którzy przybyli tu w czasach bardziej nam współczesnych. Tę niezwykłą mieszankę odzwierciedlają rytmy fungi(określenie pochodzi od nazwy tradycyjnego dania). Podstawą tego rodzaju muzyki jest łączenie brzmień przypadkowych instrumentów, nierzadko domowej roboty. Często melodię uzupełniają słowa pieśni ludowej, skrywające ukryte przesłanie czy poruszające problemy społeczne i komentujące lokalne wydarzenia. Czasami można tutaj również usłyszeć cariso lub zobaczyć tradycyjne dla Wysp Dziewiczych tańce, jak bamboula (Saint Thomas) oraz quadrille (Saint Croix). Coraz częściej lokalne formy są jednak zastępowane innymi znanymi gatunkami, które przywędrowały z okolicznych archipelagów, choćby calypso, steelpan i soca (Trynidad i Tobago), reggae (Jamajka), salsa (Kuba i Portoryko), merengue (Dominikana) czy kreolski zouk (Gwadelupa i Martynika). Wytrwałym miłośnikom zabawy polecamy np. piątkowe dyskoteki na północno-zachodnim brzegu Tortoli nad zatoką Cane Garden. Różnorodne inspiracje znajdziemy także w tutejszej kuchni. Wspomniane już fungi to potrawa przygotowywana na bazie mąki kukurydzianej z różnymi składnikami, m.in. okrą (piżmianem jadalnym), cebulą, zieloną papryką i innymi przyprawami, a podawana najczęściej z gotowaną lub suszoną i soloną rybą.

FOT. THE BRITISH VIRGIN ISLANDS TOURIST BOARD
Niezwykłe kopce usypane z pustych muszli blisko brzegów Anegady

 

Od zatoki do zatoki

Ten rajski zakątek świata obfituje w różnego rodzaje atrakcje. Baza noclegowa jest niezmiernie bogata – obejmuje hotele, pensjonaty, apartamenty, wille, domki oraz statki wycieczkowe i jachty. Każdy ma szansę znaleźć coś dla siebie w zależności od upodobań i zasobności portfela. Co ważne, ceny bywają tutaj dość rozsądne jak na Karaiby. Poszukujący spokoju i relaksu docenią piękne zaciszne wybrzeże i urokliwe zatoczki. Jedne z najwspanialszych karaibskich plaż oferuje Tortola (Cane Garden Bay, Long Bay czy Smuggler’s Cove), jednak dziewicze zakątki rozsiane są po całym archipelagu. Podczas ich odkrywania przez chwilę poczujemy się jak Robinson Crusoe... Odprężenie dla ciała i ducha zapewniają również liczne ośrodki wypoczynkowe i centra SPA (do najdroższych i najbardziej luksusowych na Karaibach należą m.in. te znajdujące się na Virgin Gordzie). Amatorów pięknej przyrody na pewno zadowoli wizyta w Ogrodach Botanicznych J.R. O’Neala (J.R. O’Neal Botanic Gardens) w Road Town czy w parkach narodowych na Tortoli (Park Narodowy Góry Sage – Sage Mountain National Park), Virgin Gordzie (Park Narodowy Zatoki Diabła – Devil’s Bay National Park, Park Narodowy Szczytu Gorda – Gorda Peak National Park) oraz w rezerwatach i ostojach ptactwa na Anegadzie i Guanie. Przewodnicy oprowadzają w nich po najładniejszych i najciekawszych miejscach na lądzie. Na archipelagu organizuje się też wycieczki do podwodnych jaskiń. Obowiązkowym punktem zwiedzania Wysp Dziewiczych musi być także wizyta w okolicy The Baths na Virgin Gordzie – rozrzuconych wzdłuż brzegu gigantycznych skał i głazów ukształtowanych przez wulkany.

FOT. THE BRITISH VIRGIN ISLANDS TOURIST BOARD

Gigantyczne granitowe skały The Baths u brzegu Virgin gordy

 

Dla tych, którzy nie lubią przez cały dzień tylko się opalać, przygotowano wiele sposobów aktywnego spędzania czasu: wyprawy popularnonaukowe, rejsy z obserwacją wielorybów, podglądanie ptaków i żółwi, wycieczki rowerowe, przejażdżki konne czy wędrówki piesze. Archipelag przypadnie szczególnie do gustu amatorom sportów wodnych takich, jak żeglarstwo, surfing, windsurfing i kiteboarding oraz pływanie kajakami oceanicznymi albo na nartach wodnych. Chętni mogą wyruszyć na pełne morze, aby zapolować np. na marlina błękitnego (konieczne będzie pozwolenie). Poza tym rejon ten to mekka miłośników nurkowania z rurką lub butlą. Na dnie Morza Karaibskiego przy Salt Island leży wrak RMS Rhone (zatonął w 1867 r.) uważany za jeden z najbardziej fascynujących na świecie. Kręcono w nim zdjęcia do filmu Petera Yatesa Głębia z 1977 r. Z kolei Anegada, mająca kształt płaskiego (najwyższy punkt – 8 m n.p.m.) atolu zbudowanego z koralowców i wapienia, kusi wspaniałą, największą na Karaibach (29-kilometrową) przybrzeżną rafą koralową Horseshoe Reef (Podkowa). W jej pobliżu znajduje się wiele zatopionych statków, m.in. HMS Astraea, Donna Paula czy MS Rocus. Pod wodą popływamy tu również z żółwiami morskimi lub z delfinami w Dolphin Discovery na Tortoli.

 

W poszukiwaniu piratów

Dla wielu Brytyjskie Wyspy Dziewicze są przede wszystkim celem wspaniałych wypraw żeglarskich. Znakomite warunki panujące wokół nich przez cały rok to zasługa spokojnych okolicznych wód, ciepłego klimatu oraz stałych umiarkowanych wiatrów. Na miejscu skorzystać można z wypożyczalni, które dysponują jedną z największych baz jachtów do wyczarterowania na Karaibach (w wersji bezzałogowej, z kapitanem, z całą załogą, a także z kucharzem). Wybór jest naprawdę szeroki: od małych sportowych łodzi przez te bardziej okazałe aż po dostojne katamarany oraz luksusowe motorówki – każdy na pewno wyszuka coś odpowiedniego dla siebie. Doskonałe wyposażenie jachtów (pontony, sprzęt kuchenny, pościel, maski i fajki do nurkowania czy nawet przenośne grille) oraz sprawny serwis w marinach zachęcają do krążenia po archipelagu, szczególnie że do wielu urokliwych miejsc łatwiej dostaniemy się właśnie od strony morza. Poza tym wyspy te przez długie stulecia stanowiły kryjówkę piratów, co niewątpliwie działa na wyobraźnię nie tylko żeglarzy. To Norman Island zainspirowała szkockiego pisarza Roberta Louisa Stevensona do napisania słynnej powieści Wyspa skarbów. Podobno gdzieś w okolicy spoczywa też na dnie wciąż nieodnaleziony skarb słynnego angielskiego pirata Czarnobrodego... Nic dziwnego zatem, że przybywających w te strony opanowuje często wielka żądza przygody.

FOT. THE BRITISH VIRGIN ISLANDS TOURIST BOARD

Deadman’s Beach na Peter Island

 

Dodatkową atrakcją bywają także liczne imprezy żeglarskie, a zwłaszcza organizowana corocznie od 1972 r. na przełomie marca i kwietnia BVI Spring Regatta & Sailing Festival – jedno z najważniejszych tego typu wydarzeń w regionie Morza Karaibskiego, będące połączeniem regat żeglarskich i festiwalu. Wreszcie nie wolno nam zapomnieć również o bardzo popularnych na Karaibach rejsach wycieczkowych. Bogato wyposażone statki, które są w rzeczywistości luksusowymi pływającymi hotelami, przemieszczają się od portu do portu, aby ich pasażerowie mogli od czasu do czasu zejść na ląd poznawać uroki małych karaibskich miasteczek i rajskich plaż.

Jednak nawet najlepsze opisy nie oddadzą choćby w połowie wspaniałości doświadczenia, jakim jest podróż na archipelag Wysp Dziewiczych. A gdy już dotrzemy z tego pasjonującego zakątka świata do naszych domów i spojrzymy na zdjęcia z wyprawy, od razu zatęsknimy za ciepłem tutejszego słońca, niesamowitym kolorem morza i atmosferą beztroski, bo kto raz poczuje Karaiby na własnej skórze, będzie musiał na nie wrócić, i to niejeden raz...


 

Artykuły wybrane losowo

Współczesne uzdrowiska – połączenie tradycji z nowoczesnością

 

BARBARA TEKIELI

 

Regeneracja sił w bliskości z naturą, podziwianie wyjątkowych krajobrazów i pięknej architektury przy jednoczesnym dbaniu o zachowanie harmonii ciała i ducha, a do tego aktywny udział w wydarzeniach kulturalnych – oto nowe spojrzenie na leczenie uzdrowiskowe w Polsce oraz u naszych sąsiadów i bratanków: na Litwie, Słowacji, Węgrzech i w Czechach. Odpoczynek w miejscowościach kuracyjnych, najczęściej malowniczo położonych, nabiera dziś nieco innego charakteru. Współczesne uzdrowiska znakomicie łączą dwie funkcje: leczenie wielu schorzeń i chorób cywilizacyjnych oraz oferowanie zabiegów odnowy biologicznej. Kuracjusze nie ograniczają się wyłącznie do korzystania z terapii rekomendowanych przez lekarzy. Chcą odbyć kurację w miejscach atrakcyjnych turystycznie i połączyć ją z wypoczynkiem, poznawaniem historii regionu, dbaniem o kondycję fizyczną czy urodę, a nawet delektowaniem się specjałami lokalnej kuchni. Mnóstwo komfortowych ośrodków oferuje swoim gościom popularne ostatnio pakiety ekologiczne i usługi z zakresu medycyny naturalnej. W większości uzdrowisk powstają luksusowe centra spa i wellness proponujące zabiegi na najwyższym światowym poziomie. Poza tym w wielu z nich odbywają się ciekawe wydarzenia kulturalne lub sportowe.

Więcej…

Jedno oko na Maroko

cd6_5_09.jpg

Oaza blisko Al-Ujun (Laâyoune), największego miasta Sahary Zachodniej

©MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE/FOTOSEEKER.COM


MARCIN WROŃSKI


Afryka Północna ze względu na niezwykle ciepły klimat, swoje położenie w bliskim sąsiedztwie Europy, bogactwo wspaniałych zabytków i dobrze rozwiniętą infrastrukturę turystyczną, mimo ostatnich burzliwych wydarzeń na Bliskim Wschodzie i w państwach Maghrebu, wciąż stanowi jeden z najpopularniejszych kierunków podróży Polaków. Najczęściej jednak nadal wybieramy się tutaj na wypoczynek do Egiptu i Tunezji, które i tak w wyniku zawirowań politycznych i zagrożenia zamachami terrorystycznymi stały się największymi przegranymi tego roku. W tej części kontynentu afrykańskiego zupełnie niesłusznie dość często omijamy inny przepiękny kraj, posiadający malownicze wybrzeże zarówno nad Morzem Śródziemnym, jak i nad Oceanem Atlantyckim. Pora więc poznać bliżej Maroko – fascynującą krainę z arabskiego snu.


récolte_des_roses_.jpg

Z płatków róży damasceńskiej produkuje się drogocenny olejek

©MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE/FOTOSEEKER.COM


Na zachód od Egiptu leży region określany przez Arabów jako Maghreb (od al-Maghrib, czyli „zachód”). Nazwą tą obejmuje się współcześnie Tunezję, Libię, Algierię, Mauretanię, sporne terytorium Sahary Zachodniej i właśnie Maroko. Największymi grupami etnicznymi w tym ostatnim 34-milionowym państwie są Arabowie i Berberowie. Ok. 35 km dzieli marokańskie miasto Tanger od hiszpańskiej miejscowości Tarifa, położonej po przeciwnej stronie Cieśniny Gibraltarskiej. Afryka jest więc tylko kilka kroków od Europy.


My, Polacy, przywykliśmy mawiać: ładną mamy jesień tego lata. W tym roku jednak pogoda dopisała i długo mogliśmy cieszyć się słońcem. Niestety, wszystko, co dobre, kiedyś się kończy i po ciepłych, letnich miesiącach nastały chłodniejsze, jesienno-zimowe. W drodze na lotnisko pomyślałem więc, że to naprawdę wyśmienity moment, aby odwiedzić Maroko.


Lekarstwo na chłody

Klimat tego kraju kształtują Atlantyk i Morze Śródziemne oraz Sahara i łańcuchy górskie, m.in. Atlas Wysoki. Latem na równinach oraz obszarach pustynnych i półpustynnych notuje się nawet 50°C. Zimą na wybrzeżu termometry wskazują mniej więcej 12°C, a w górach pada śnieg. Te ekstremalne wyjątki nie oddają jednak przeciętnych warunków pogodowych w Królestwie Marokańskim. Średnia temperatura roczna wynosi 17–20°C. Gdzieniegdzie poziom słupka rtęci prawie nie zmienia się przez okrągłe 12 miesięcy (np. w przepięknej Essaouirze – As-Sawirze, o której trochę więcej później). Nad oceanem klimat jest łagodniejszy i chłodniejszy w porównaniu z wnętrzem kraju. Pogoda w strefie Morza Śródziemnego przypomina tę z jego przeciwległego hiszpańskiego brzegu. Kto chce się porządnie wygrzać, powinien więc przyjechać latem, a kto nie lubi upałów – wiosną lub jesienią, wszystko zależy od indywidualnych upodobań. Maroko zaprasza nas do siebie przez cały rok.


„Bóg, Ojczyzna, Król”

village_dadai.jpg

Miasteczko Tafraout w Antyatlasie

©MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE/FOTOSEEKER.COM


Taki właśnie gigantyczny napis, widoczny zarówno w dzień, jak i w nocy, góruje nad Agadirem i uchodzi za jego wizytówkę. Dzięki międzynarodowemu portowi lotniczemu (Agadir-Al Massira), blisko 10 km bardzo szerokich piaszczystych plaż oraz ok. 300 słonecznym dniom w roku to właśnie to miasto uznaje się za najpopularniejszy marokański kurort. Rozbudowana baza noclegowa i bogata oferta wycieczek w te strony czynią z niego najłatwiej chyba dostępne miejsce w Maroku. Osoby planujące podróże samodzielnie również bez problemu zorganizują swój wyjazd do Agadiru nad Oceanem Atlantyckim.


Wspomniany napis może posłużyć do krótkiej charakterystyki tego północnoafrykańskiego państwa. To kraj islamski, ale zamieszkany też przez chrześcijan i żydów. Przedstawiciele różnych religii żyją tu jednak ze sobą w zgodzie. Także muzułmanów nie obowiązują restrykcyjne nakazy. Nie są zmuszeni modlić się pięć razy dziennie – do meczetu udają się ci, którzy odczuwają taką potrzebę. Jeśli ktoś woli pozostać przy swojej pracy czy innych zajęciach, nie ponosi za to żadnych konsekwencji. Wielu Marokańczyków chwali sobie taką wolność w wypełnianiu praktyk religijnych. Oczywiście, turyści odwiedzający Królestwo Marokańskie powinni respektować obyczaje i przestrzegać zasad dotyczących chociażby ubioru, jednak nie muszą popadać przy tym w zbytnią przesadę.


Maroko jest dziedziczną monarchią konstytucyjną, a obecnie panuje w nim Muhammad VI (ur. w 1963 r. w Rabacie). Ze względu na napiętą sytuację w tym regionie Afryki warto poruszyć kilka kwestii politycznych. Zasiadający na tronie od 1999 r. marokański król cieszy się powszechnym szacunkiem, stabilności państwa nie zagrażają więc rozruchy czy wojna domowa. W 2011 r., w trakcie antyrządowych demonstracji Marokańczyków, zarządził m.in. podniesienie płacy minimalnej i zaproponował przeprowadzenie referendum konstytucyjnego. Znowelizowana konstytucja osłabiła nieco jego pozycję i wzmocniła uprawnienia premiera oraz parlamentu. Muhammad VI dał się poznać jako reformator, jeszcze zanim wybuchła arabska wiosna (2010–2013). Jego działania miały na celu nie dopuścić do eskalacji protestów – rzadka to postawa wśród władców z tych stron, którzy niepokoje przywykli tłumić siłą. Jako potomek Mahometa (dynastia Alawitów wywodzi się od wnuka proroka – Al-Hasana) posiada uzasadnione religijnie prawo do tronu. Król w nowej konstytucji zrezygnował jednak ze statusu „świętego” i zadowolił się tytułem „nietykalny”. Poza tym zmodernizował kodeks cywilny, znacznie poszerzając prawa kobiet. Marokanki zaczęły zasiadać w parlamencie oraz radzie ministrów, jak również pełnić ważne funkcje publiczne. Jego żona, księżniczka Lalla Salma, to pierwsza w historii kraju małżonka królewska, która została publicznie przedstawiona oraz reprezentuje swego męża na całym świecie jako pierwsza dama. Jest założycielką fundacji wspierającej walkę z rakiem, a także inicjatorką wielu działań w dziedzinie ekologii i zrównoważonego rozwoju. Poprzedniczki Lalli Salmy musiały się zadowolić rolą matki książąt.


Od brzegu oceanu do górskich szczytów


Wróćmy do Agadiru. To wyjątkowe miejsce, w którym ocean niemalże spotyka się z górami. Rozległa piaszczysta plaża robi na turystach oszałamiające wrażenie. Spotkałem się nawet z opinią, że to mniejsza wersja słynnej brazylijskiej Copacabany z Rio de Janeiro. O tutejszych spektakularnych falach krążą wręcz legendy, a informacje o najlepszych punktach znają tylko wtajemniczeni surferzy. Ocean przypadnie do gustu również amatorom kąpieli. Jego wielokilometrowy brzeg idealnie nadaje się też do spacerów – promenada ciągnie się wzdłuż niemal całej strefy turystycznej Agadiru, gdzie znajdziemy liczne butiki, bazary, restauracje, kawiarnie i kilka klubów. Życie kwitnie tu także i nocą.


Z miasta warto wybrać się na bliższe lub nieco dalsze wycieczki, np. do oddalonych o 3–4 godziny drogi Marrakeszu czy Essaouiry (As-Sawiry). Przedtem dobrze jest jednak poznać malownicze okolice Agadiru. Leży on niemal u stóp Atlasu Wysokiego (najwyższy szczyt Dżabal Tubkal, 4167 m n.p.m.), wchodzącego w skład pasma Atlasu, do którego zalicza się również: Atlas Średni (najwyższy szczyt Dżabal Bu Nasir, 3356 m n.p.m.), Antyatlas (tutaj króluje Dżabal Sirwa, 3304 m n.p.m.), Rif (najwyższy punkt to Dżabal Tidighin, 2456 m n.p.m.), Atlas Tellski (z najwyższym szczytem Tamkut Lalla Chadidża, 2308 m n.p.m.) i Atlas Saharyjski (na czele z Dżabal Chelia, 2328 m n.p.m.). Marokańskie góry są więc naprawdę potężne! Przejażdżka wysoko położonymi, krętymi drogami (mówi się, że mają ponad tysiąc zakrętów), nierzadko bezpośrednio sąsiadującymi z zapierającymi dech w piersiach przełęczami i przepaściami, dostarcza wielu mocnych wrażeń. W jednym z najpiękniejszych zakątków regionu – Rajskiej Dolinie – urzekną nas lasy palmowe i wodospady. Polecam też zatrzymać się w którejś z knajpek przy trasie, gdzie zjemy świeżo pieczony chleb z oliwą i doskonałym, aromatycznym miodem. Ten wyrób z lokalnej pasieki będziemy mogli tu także kupić.

Do ciekawszych miejscowości w tym rejonie należą Tafraoute (Tafrawut), Tiznit czy Taroudant (Tarudant). Mnie najbardziej do gustu przypadła ta ostatnia, zwana również „babcią Marrakeszu”. Przydomek ten zawdzięcza przepięknym, otoczonym palmami murom obronnym przywodzącym na myśl to położone w południowym Maroku miasto. Ze względu na usytuowanie w urodzajnej dolinie rzeki Sus, Tarudant było przedmiotem żywego zainteresowania kolejnych władców. Współcześnie stanowi ważny ośrodek handlowy kraju, choć liczy sobie tylko ok. 75 tys. mieszkańców. Na jednym z dwóch tutejszych arabskich targowisk (suków) zaopatrzymy się w owoce, warzywa, przyprawy, ubrania, biżuterię, dywany, pamiątki czy „płynne złoto Maroka” – olej arganowy. Miasto spodoba się szczególnie tym, którzy chcą zobaczyć, jak wygląda prawdziwe życie zwykłych Marokańczyków, a nie jego wyobrażenie przygotowane specjalnie pod turystów. Przed zrobieniem komuś zdjęcia zalecam jednak spytać o zgodę, a w razie odmowy nie próbować fotografowania z ukrycia.


Płynne złoto Maroka

W regionie Agadiru napotkamy tysiące drzew oliwnych i arganowych. To właśnie olej wytłaczany z owoców arganii żelaznej (dokładnie z nasion ukrytych w pestkach), jeden z najdroższych i najbardziej cenionych na świecie, uchodzi za największy skarb Maroka. Posiada on właściwości kosmetyczne oraz lecznicze, wspomaga choćby naturalną odporność organizmu. Wydaje się to niebywałe, ale nigdzie poza tym krajem drzewa tego gatunku nie przyjęły się na tyle dobrze, aby owocować.


Podczas wytwarzania oleju arganowego do celów kosmetologii pestki z owoców arganii żelaznej rozłupuje się, ręcznie miażdży, a z powstałej masy na zimno wyciska się gęsty płyn o złocistym kolorze. Natomiast do użytku spożywczego najpierw się je suszy, praży, a dopiero potem miele i przeznacza do tłoczenia. Produkt finalny w tym drugim przypadku posiada ciemniejszą, lekko brązową barwę. Różni się też nieco zapachem. Aby uzyskać 1 l oleju tradycyjną metodą tłoczenia na zimno, potrzeba mniej więcej 30–35 kg nasion i aż 8 godzin pracy. Dodatkowo zbiory odbywają się w okresie męczących upałów w lipcu, sierpniu i wrześniu. To wszystko wystarczająco już podnosi wartość „płynnego złota Maroka”, a to jeszcze nie koniec. Otóż ten wyjątkowy olej wzmacnia system immunologiczny, obniża poziom cholesterolu we krwi, poprawia krążenie, reguluje ciśnienie, spowalnia procesy starzenia, wspomaga regenerację komórek, łagodzi bóle mięśni i stawów. Jego regularne spożywanie zmniejsza ryzyko zawału serca, miażdżycy czy rozwinięcia się nowotworów oraz chorób Alzheimera i Parkinsona, a także schorzeń dermatologicznych. Stosowany zewnętrznie nawilża i ujędrnia skórę, poprawiając jej elastyczność. Łagodzi również objawy trądziku czy alergii. Wyśmienicie działa poza tym na włosy i paznokcie, a pozytywne rezultaty można dostrzec już po kilku zastosowaniach.


Czymś normalnym w Maroku jest widok chodzących po drzewach arganowych kóz. Owoce i liście arganii żelaznej stanowią prawdziwy przysmak tych zwierząt. Choć cenne pestki wypluwają lub w całości wydalają, to – niestety – zostawiają po sobie tylko gołe gałęzie. Aby zapobiec całkowitemu wyniszczeniu drzew arganowych, w miejsce jednego wyciętego okazu sadzi się dwa nowe. W 1998 r. obszar między Agadirem a Essaouirą (zajmujący ok. 80 proc. regionu Sus-Massa-Dara, tj. ponad 25,5 tys. km²), na którym rosną arganie żelazne, otrzymał status Rezerwatu Biosfery UNESCO.


Wśród czerwonych murów

Musicians_at_Marrakech_Festival_-MNTO_fotoseeker.jpg

Muzycy z miejscowości Tissa i Taounate podczas festiwalu w Marrakeszu

©MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE/FOTOSEEKER.COM


Z Agadiru i jego malowniczych okolic przenosimy się do Marrakeszu, zwanego też „Czerwonym Miastem” ze względu na rdzawy kolor starych murów. Legenda głosi, że gdy w XII w. wznoszono Meczet Kutubijja, w kraju toczyła się właśnie tak krwawa wojna, że wszystkie zabudowania i drogi przybrały barwę czerwieni. Marokańczycy trochę na wyrost nadają mu także miano tysiącletniego miasta. Tak naprawdę założył je w 1071 r. Jusuf ibn Taszfin (1009–1106) – władca Maroka z dynastii Almorawidów. Marrakesz swoje tysięczne urodziny będzie więc obchodzić dopiero za niemal 60 lat. Ten czwarty co do wielkości ośrodek w państwie (ok. 930 tys. mieszkańców), po Casablance, Rabacie i Fezie, co roku odwiedzają rzesze turystów z całego świata. Jego serce stanowi plac Dżemaa el-Fna (Jemaa el-Fna). Stał się on jednym z symboli miasta od początku jego rozwoju w XI stuleciu. W 1985 r. wpisano go wraz z całym zabytkowym centrum Marrakeszu (medyną) na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Każdego popołudnia i wieczoru odbywa się na nim wielki targ z owocami, usługami noszenia wody oraz wypożyczania lampionów. Wokół straganów gromadzą się berberyjscy kuglarze i opowiadacze historii, bębniarze, muzycy Gnawa, tancerze, zaklinacze węży, połykacze szkła, treserzy zwierząt oraz inni artyści. Występy trwają do późnych godzin nocnych i przyciągają tłumy gapiów. Oferowana jest tu również szeroka gama usług – gastronomicznych, stomatologicznych, medycznych, wróżbiarskich, kaznodziejskich, astrologicznych czy tatuażu henną. Otoczony licznymi restauracjami, sklepami, galeriami, hotelami i budynkami użyteczności publicznej plac stał się popularnym miejscem spotkań, niezmiernie twórczym centrum językowym, muzycznym, artystycznym i literackim. Potrafi oszołomić i zahipnotyzować nawet najbardziej wybrednych podróżników. Jego kosmopolityczny charakter znajduje odbicie w obecnej tutaj mieszaninie języków i dialektów – zarówno z całego Maroka, jak i świata. Niepowtarzalną atmosferę placu Dżemaa el-Fna tworzą muzyka na żywo i unoszące się w powietrzu wspaniałe orientalne zapachy. Można na nim przesiedzieć wiele godzin, wpatrując się w rozgrywające się dookoła sceny. Warto pamiętać o tym, żeby miejscowych artystów wynagrodzić za ich ciekawe występy, to w końcu źródło ich zarobku. Nikogo więc nie powinien dziwić fakt, że w 2008 r. przestrzeń kulturowa placu Dżemaa el-Fna znalazła się na Liście Reprezentatywnej Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.


Po jej opuszczeniu momentalnie gubimy się w niezmiernie wąskich i krętych uliczkach medyny. Taka kontrolowana utrata orientacji sprawi, że nasza wizyta w Marrakeszu z pewnością będzie niezapomniana. Wśród tej niewiarygodnej wręcz plątaniny przejść między przylegającymi do siebie domami napotkamy setki sklepików, warsztatów i knajpek. Nie musimy się obawiać przesadnej nachalności sprzedawców. Jeżeli nie jesteśmy zainteresowani zakupami, wystarczy nasza stanowcza odmowa. Marokańscy handlarze do swoich potencjalnych klientów podchodzą zwykle z należytym szacunkiem. Oczywiście, cena wyjściowa od finalnej może się różnić nawet o kilkaset procent, ale w końcu właśnie na tym polega cały urok targowania się.


Za jedną z głównych marrakeszeńskich atrakcji uważa się wspomniany już XII-wieczny Meczet Kutubijja. Z jego 69-metrowej wieży (minaretu) rozciąga się wspaniały widok na niemal całe miasto. Warto odwiedzić też Meczet Alego ibn Jusufa, najstarszy w Marrakeszu, wzniesiony w I połowie XII stulecia, nazwany tak na cześć marokańskiego władcy z dynastii Almorawidów – Alego ibn Jusufa (1083–1143). Znajduje się przy nim ufundowana w XIV w. medresa – największa szkoła teologiczna w Maghrebie (na ponad 800 uczniów). Cudowna architektura i wystrój tego miejsca robią niesamowite wrażenie. Polecam usiąść przy jednym z filarów na głównym dziedzińcu, poczekać, aż odpłynie fala turystów, i wsłuchać się w szum wody.


Na zainteresowanie zasługuje także Ogród Majorelle (Jardin Majorelle), niewielki, ale przepiękny ogród botaniczny, zaprojektowany w latach 20. XX w. przez francuskiego malarza Jacques’a Majorelle’a (1886–1962). Przekraczając jego progi, nagle z upalnej i gwarnej ulicy trafiamy do wspaniałej zielonej oazy, dającej orzeźwienie nawet w bardzo gorące dni. W jej sercu znajdziemy również małe muzeum, które przybliża swoim gościom kulturę berberyjską.


Miasto dobrej pogody

Po wizycie w pełnym atrakcji Marrakeszu proponuję udać się ok. 180 km na zachód do Essaouiry (As-Sawiry). W tym prześlicznym 80-tysięcznym mieście nad Oceanem Atlantyckim wiele osób zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Tutejsza szeroka plaża zachwyca amatorów kąpieli słonecznych. Średnia temperatura roczna wynosi tu ponad 17°C. Miejscowość jest raczej spokojna, większego ruchu turystycznego powinniśmy spodziewać się w okolicy starej jej części z ogromną liczbą sklepików z interesującymi wyrobami marokańskiego rzemiosła artystycznego. W 2001 r. zabytkową medynę w Essaouirze wpisano na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Z XVIII-wiecznego fortu Sqala de la Kasbah (Sqala de la Ville) rozpościera się przepiękny widok na Wyspy Purpurowe (Îles Purpuraires). Polecam przespacerować się też po porcie: przyjrzeć się rybakom w pracy i wsłuchać w obijające się o skały fale i śpiew setek krążących nad naszymi głowami mew. Essaouira cieszy się także zasłużoną popularnością wśród miłośników surfingu, kite- i windsurfingu oraz innych sportów wodnych.


To jednak tylko kilka z najciekawszych – według mnie – miejsc w Maroku. Do zwiedzenia w tym fascynującym kraju pozostają jeszcze np. Fez, Casablanca czy jego stolica Rabat. Gdziekolwiek pojedziemy, czekają tutaj na nas niezmiernie urokliwe krajobrazy, wyśmienita kuchnia i mili ludzie. Dzięki temu trudno nie poczuć się naprawdę dobrze na gościnnej marokańskiej ziemi. Opalony słońcem Maghrebu, z uśmiechem na ustach wracam do Warszawy. Na pewno jeszcze zawitam do Maroka, chociażby po to, aby spróbować ujarzmić wspaniałe fale, napić się pysznej miętowej herbaty i poznać bliżej cudowne właściwości oleju arganowego.

W indonezyjskiej krainie rozmaitości

ANNA MARIA KRAJEWSKA

DAWID ZASTROŻNY

 

W różnorodności siła – to narodowe motto Indonezji wyjątkowo trafnie opisuje ten piękny kraj. Składa się na niego ponad 17,5 tys. wysp, z czego „jedynie” ok. 6 tys. jest zamieszkałych, 300 grup etnicznych, więcej niż pół tysiąca języków. To największe wyspiarskie państwo świata (mające powierzchnię ponad 1,9 mln km2) przyciąga turystów błękitem swoich wybrzeży, zielenią tropikalnych lasów, doskonałymi miejscami do nurkowania i tajemnicą groźnych wulkanów. Aż trudno w to uwierzyć, że te tysiące wysp u południowo-wschodnich krańców Azji, o zróżnicowanej geografii, historii, przyrodzie i tradycjach, należą do jednego kraju – Republiki Indonezji… Indonezyjczycy są niezwykle otwarci i tolerancyjni, bliska jest im postawa szacunku dla innych, dla różnorodności kulturowej. Nic więc dziwnego, że odwiedzający ich goście z całego świata czują się tutaj naprawdę dobrze i bezpiecznie.

Więcej…