MAŁGORZATA CHOLEWA
MAGDALENA LASOCKA

Z roku na rok coraz więcej Polaków wsiada na deskę z latawcem, wystarczy latem zawitać nad Zatokę Gdańską, aby przekonać się o dużej popularności tego sportu wodnego w naszym kraju. Niestety, pogoda na wybrzeżu Morza Bałtyckiego pozwala cieszyć się wysokimi temperaturami, wiatrem i falami jedynie przez kilkanaście letnich tygodni. W chłodniejszym okresie miłośnicy tej widowiskowej dyscypliny muszą trenować w rejonach o cieplejszym klimacie. Nic więc dziwnego, że w Polsce niezmiernie szybko rozwija się turystyka kitesurfingowa, co wiąże się również ze zwiększającym się zapotrzebowaniem na odkrywanie coraz to nowych, egzotycznych zakątków świata.

Pomocą dla zapalonego kitesurfera niech będzie niniejszy przewodnik po 12 najlepszych miejscach na ziemi do uprawiania tego sportu – po jednym na każdy miesiąc w roku. Ich wyboru podjęła się specjalnie dla nas Karolina Winkowska – dwukrotna mistrzyni świata i sześciokrotna mistrzyni Polski w kitesurfingu. Nasza rodaczka bierze udział we wszystkich najważniejszych zawodach odbywających się w różnych punktach naszego globu, więc śmiało możemy polegać na jej doświadczeniu.

FOT. SOMA BAY

Luksusowy kurort Soma Bay w Egipcie


– Swoją przygodę z kitesurfingiem zaczynałam na Helu w 2004 r. i darzę ten zakątek naszego kraju wielkim sentymentem. Pierwszych lekcji udzielił mi mój tata, który wcześniej uprawiał windsurfing, ale stwierdził, że deska z latawcem jest dużo fajniejsza – wspomina Karolina Winkowska. – Niestety, w Polsce sezon trwa krótko i dlatego pasjonaci tego sportu wyjeżdżają często za granicę. Ja od lat trenuję w Egipcie, do którego pierwszy raz pojechałam w wieku 14 lat. To wspaniały kraj z ciekawą historią i bardzo otwartymi ludźmi. Zawsze panują w nim dobre warunki do startów i piękna pogoda. W ciągu sezonu Egipt stanowi również najlepszy przystanek w zawodach cyklu PKRA World Tour (Puchar Świata w kitesurfingu) – podkreśla Polka. – Każdy powinien spróbować swoich sił w tej dyscyplinie sportu. Nie wymaga ona dużej tężyzny fizycznej i nie dotyczy jej żaden limit wiekowy – dodaje zaledwie 24-letnia, ale już niezmiernie utytułowana warszawianka.

 

SOMA BAY (EGIPT)
Na zachodnim wybrzeżu Morza Czerwonego z falami zmierzymy się w egipskiej miejscowości wypoczynkowej Soma Bay. Zatrzymamy się w niej np. w hotelu Sheraton Soma Bay Resort, Robinson Club Soma Bay, Kempinski Hotel Soma Bay czy The Breakers Diving & Surfing Lodge. W tym ostatnim panuje typowa dla surferów luźna atmosfera. Miejscowa niemiecka baza kite’owa 7Bft Kite House jest bardzo duża, posiada restaurację ze smacznym menu. Plaże są piaszczyste (z pylistego piasku). Wiatr wieje od brzegu (off-shore), akwen szybko robi się głęboki, a płaska tafla przejrzystej wody charakteryzuje się brakiem zafalowań. W okolicy znajduje się także piękna rafa koralowa, do której dotrzemy pomostem ze wspomnianego hotelu The Breakers Diving & Surfing Lodge, oraz pole do golfa. Spróbujemy w niej też swoich sił w wakeboardingu.
NAJLEPSZY OKRES DLA KITESURFERÓW: kwiecień – październik. DOCELOWY PORT LOTNICZY: Hurghada. DODATKOWE INFORMACJE: wizy do kupienia na lotnisku, szczepienia niepotrzebne.

 

AL-DŻUNA (EGIPT)
Również w Egipcie ok. 25 km od Hurghady (Al-Ghardaki) leży elegancki kurort Al-Dżuna (po angielsku El Gouna). W tym rejonie Morza Czerwonego jest raczej płytko, a pobliska rafa koralowa tworzy barierę dla fal. Trzeba jednak na nią uważać przy prowadzeniu deski. Wiatr, wiejący z boku, wzdłuż linii brzegowej (side-shore), osiąga siłę ok. 4–5° w skali Beauforta (4–5°B). Pokrytej piaskiem plaży nie zanieczyszczają kamienie ani konary drzew. Między wieloma bazami kitesurfingowymi możemy wybrać także polską RedSeaZone. Al-Dżuna to luksusowy ośrodek, wśród jego licznych 5- i 4-gwiazdkowych hoteli każdy znajdzie coś dla siebie. Poza tym działa w nim wyciąg do narciarstwa wodnego (Sliders Cable Park El Gouna z przeszkodami), a w jego knajpkach i dyskotekach kwitnie życie nocne. Miasto okupują turyści, ulice są więc bezpieczne i pełno tu sklepów z pamiątkami. Organizuje się też stąd wycieczki kulturoznawcze do Kairu i Luksoru.
NAJLEPSZY OKRES DLA KITESURFERÓW: maj – wrzesień. DOCELOWY PORT LOTNICZY: Hurghada. DODATKOWE INFORMACJE: wizy do kupienia na lotnisku, szczepienia niepotrzebne.

 

PORTO BOTTE (WŁOCHY, SARDYNIA)
Dobre warunki z lekkim zafalowaniem na tafli czekają na nas u południowo-zachodnich brzegów włoskiej Sardynii. W okolicy Porto Botte morze bywa gdzieniegdzie płaskie jak stół. Latawiec napędzają tutaj mistral i sirocco. Obydwa wieją wzdłuż wybrzeża, pierwszy to wiatr mocny i równy (z siłą ok. 6–7°B), drugi – słabszy i raczej nierówny (3–5°B). Na piaszczystej plaży zalegają algi. Ślizgi utrudniają czasami rybacy łowiący z łodzi w tym rejonie. Zatrzymamy się tu w wynajętych apartamentach. Na kitesurfing zaprasza polska baza SKYHIGH.PL, a oprócz niego amatorzy sportu mogą uprawiać windsurfing, wakeboarding, surfing, SUP (stand up paddle surfing), pływać na skuterach wodnych lub motorówką oraz jeździć quadami, motocyklami czy rowerami. Pobyt umilą nam także pyszne dania sardyńskiej kuchni.
NAJLEPSZY OKRES DLA KITESURFERÓW: kwiecień – październik. DOCELOWY PORT LOTNICZY: Cagliari. DODATKOWE INFORMACJE: wizy i szczepienia niepotrzebne.


KAPSZTAD, MUIZENBERG (RPA)
Zatoka False Bay, na którą wychodzą przedmieścia Kapsztadu w Republice Południowej Afryki, oferuje bardziej egzotyczną przygodę. W Muizenbergu zakwaterujemy się w pokojach hotelowych lub prywatnych apartamentach. Brak w nim bazowego ośrodka, dlatego będziemy musieli zapisać się po prostu na lekcje z instruktorem. Akwen jest za to tutaj wyjątkowy – z częstymi falami, pływami i prądem działającym wzdłuż lądu. Mocny i chłodny miejscowy wiatr, skierowany do brzegu, dochodzi do 4–6°B. Wybrzeże pokrywa piasek, ale w wodzie trzeba uważać na rekiny. Zresztą właśnie nurkowanie w klatkach z tymi drapieżnymi rybami stanowi jedną z tutejszych atrakcji. Warto również posurfować na oceanie, odwiedzić Przylądek Dobrej Nadziei, poobserwować pingwiny przylądkowe (na Boulders Beach koło Simon’s Town – Simonstad) i wieloryby, spojrzeć na przepiękny Kapsztad ze szczytu Góry Stołowej, pojechać na safari lub farmę strusi czy wybrać się do którejś z lokalnych winnic na degustację wina.
NAJLEPSZY OKRES DLA KITESURFERÓW: listopad – kwiecień. DOCELOWY PORT LOTNICZY: Kapsztad. DODATKOWE INFORMACJE: wizy do 30 dni wydawane na lotnisku za darmo, dłuższe wizy do wyrobienia w Ambasadzie RPA w Warszawie, szczepienia niepotrzebne.

 

AD-DACHLA (MAROKO)
Za znany punkt na kitesurfingowej mapie Afryki uchodzi też Ad-Dachla (po angielsku Dakhla) na półwyspie Jala w Saharze Zachodniej, obecnie należąca do Maroka. Nad lekko zafalowaną powierzchnią Oceanu Atlantyckiego wieje w tej okolicy wzdłuż piaszczystej plaży mocny wiatr (4–7°B). Na swojej drodze nie napotkamy żadnych przeszkód. Na pobyt najlepiej wynająć bungalow wraz z opłaconym wyżywieniem. W mieście funkcjonuje szkoła kite- i windsurfingu, wakeboardingu i surfingu. Po emocjonującym dniu spędzonym na ślizgach na Atlantyku można odpocząć podczas kolacji w którejś z miejscowych restauracji lub odwiedzić typowy arabski bazar (suk). Ciekawą propozycją są także wycieczki samochodami z napędem na 4 koła nad oceaniczny brzeg.
NAJLEPSZY OKRES DLA KITESURFERÓW: marzec – wrzesień. DOCELOWY PORT LOTNICZY: Ad-Dachla. DODATKOWE INFORMACJE: wizy do kupienia na lotnisku, szczepienia niepotrzebne.

 

WYSPA PINGTAN (CHINY)
Między Morzem Wschodniochińskim a Morzem Południowochińskim leży chińska wyspa Pingtan (Haitan). W październiku 2014 r. odbyły się na niej zawody Pucharu Świata w kitesurfingu – PKRA World Tour. Ze względu na duże fale warunki bywają tu nieco trudniejsze. Wiatr, wiejący zgodnie z kierunkiem linii brzegowej, osiąga siłę 4–7°B. Na plaży mogą przeszkadzać nam liczni turyści, robiący sobie też często zdjęcia na tle latawców. Blisko wybrzeża, bo jakieś 100 m od niego, znajdziemy hotele z pokojami ze śniadaniem w pakiecie. Do dyspozycji mamy bazę kite’ową i jedną szkołę kitesurfingu. Interesującym sposobem na spędzenie wolnego czasu będzie zaznajomienie się ze wspaniałą chińską kulturą i kuchnią oraz wykupienie sesji azjatyckiego masażu.
NAJLEPSZY OKRES DLA KITESURFERÓW: marzec – październik. DOCELOWY PORT LOTNICZY: Fuzhou. DODATKOWE INFORMACJE: wizy do wyrobienia w Ambasadzie Chińskiej Republiki Ludowej w Warszawie – czas oczekiwania ok. 5 dni.

 

WOODMAN POINT (AUSTRALIA)
Świetne miejsce na wyjazd dla miłośnika sportów wodnych stanowią antypody. Do Parku Regionalnego Woodman Point (Woodman Point Regional Park) w Australii Zachodniej, niedaleko Perth, należy cypel Woodman Point. Na płaskiej w jego pobliżu powierzchni Oceanu Indyjskiego pojawiają się lekkie fale. Równy wiatr od brzegu (ok. 4–5°B) jest ciepły, podobnie jak woda w akwenie, a to ze względu na wysokie temperatury powietrza wynoszące ponad 30°C. Zatrzymać można się w miejscowości Fremantle, do której ściąga dużo młodych osób, w apartamencie lub hostelu. Na cypel dotrzemy samochodem. Skorzystamy tu z oferty licznych prywatnych szkół kitesurfingowych. W wolnej chwili warto zajrzeć do Perth do oceanarium AQWA – The Aquarium of Western Australia oraz Perth Zoo ze zwierzętami z całej Australii.
NAJLEPSZY OKRES DLA KITESURFERÓW: listopad – marzec. DOCELOWY PORT LOTNICZY: Perth. DODATKOWE INFORMACJE: darmowe wizy wyrabiane przez internet, szczepienia niepotrzebne.

 

CUMBUCO (BRAZYLIA)
Za kitesurfingowy raj w Brazylii uważa się Cumbuco w stanie Ceará. Działają w nim szkoły i wypożyczalnie sprzętu. Okoliczne wody są bardzo czyste, w zależności od pływów taflę Oceanu Atlantyckiego marszczą tutaj mniejsze lub większe fale.

FOT. DIVULGAO/SECRETARIA DO TURISMO DO CEARA

Cumbuco – freestyle’owa stolica Brazylii

 

Wzdłuż piaszczystej plaży wieje ciepły wiatr o sile 4–5°B. Na gości czekają w tym rejonie pousady, apartamenty i małe hotele z pokojami ze śniadaniem. W lagunie Cauípe panują znakomite warunki do doskonalenia techniki freestyle. Na południowy wschód stąd, ok. 35 km, leży piąte największe brazylijskie miasto Fortaleza, ponad 2,5-milionowa stolica stanu Ceará.
NAJLEPSZY OKRES DLA KITESURFERÓW: sierpień – grudzień. DOCELOWY PORT LOTNICZY: Fortaleza. DODATKOWE INFORMACJE: wizy i szczepienia niepotrzebne.

 

MIERZEJA HELSKA (POLSKA)
Nie wolno nam, oczywiście, zapomnieć o najlepszym regionie do nauki kitesurfingu w Polsce, czyli Mierzei Helskiej. Ze względu na dużą popularność tej dyscypliny sportowej w ostatnich latach bazy kite’owe znajdują się na niej niemal wszędzie. Pływa się głównie na Zatoce Puckiej i Zatoce Gdańskiej, gdzie jest dość płytko. Po płaskiej powierzchni wody pomaga nam ślizgać się zachodni wiatr, czasem zdarza się też szkwalisty powiew spod chmury. Niestety, kiedy mocno wieje, bywa bardzo chłodno. Ten typowo wypoczynkowy polski piaszczysty półwysep w sezonie odwiedzają tłumy turystów, dlatego posiada on rozbudowaną infrastrukturę – do wyboru mamy hotele, kempingi i kwatery prywatne. Przy okazji wyjazdu na kitesurfing można zwiedzić miasto Hel z Fokarium Stacji Morskiej Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego, ponad 40-metrową latarnią morską i Muzeum Obrony Wybrzeża.
NAJLEPSZY OKRES DLA KITESURFERÓW: maj – październik. DOCELOWY PORT LOTNICZY: Gdańsk, lotnisko dla samolotów prywatnych w Jastarni.

 

TARIFA (HISZPANIA)
W hiszpańskiej Andaluzji, na Costa de la Luz (Wybrzeżu Światła) warto wybrać się do Tarify. W mieście funkcjonuje mnóstwo baz kite’owych. Nad wodą występują dwa rodzaje wiatru: mocny i ciepły levante, przychodzący od strony brzegu, oraz słabszy poniente spychający na wybrzeże. Przy tym drugim na akwenie powstaje duże zafalowanie. Levante z racji swojej siły bywa czasami niebezpieczny, trzeba więc zachować ostrożność. Atrakcję stanowią płytkie laguny, a rozległe plaże pokrywa piasek. Na nocleg zarezerwujemy sobie tutaj apartament, pokój w hotelu czy stanowisko na kempingu. Tarifa to najpopularniejsze miejsce do kitesurfingu w Europie. Z południowego przylądka Punta de Tarifa nad Cieśniną Gibraltarską przy dobrej pogodzie widać marokańskie miasto Tanger na kontynencie afrykańskim, do którego z pobliskiego portu odpływają promy.
NAJLEPSZY OKRES DLA KITESURFERÓW: maj – wrzesień. DOCELOWY PORT LOTNICZY: Malaga. DODATKOWE INFORMACJE: wizy i szczepienia niepotrzebne.

 

SOTAVENTO (HISZPANIA, FUERTEVENTURA)
Do Hiszpanii należą także m.in. Wyspy Kanaryjskie na Oceanie Atlantyckim. Na południowym wybrzeżu jednej z nich – Fuerteventurze – na dużej, piaszczystej plaży Sotavento na półwyspie Jandía ponad 30 lat temu powstało niezmiernie dziś popularne centrum wind- i kitesurfingu René Egli. Pracuje w nim międzynarodowa obsługa, w tym również polscy instruktorzy. Zatrzymamy się tu w 4-gwiazdkowym Hotelu Meliá Gorriones lub na kwaterze prywatnej. Słynąca z całorocznego wiatru od brzegu (off-shore) oraz przepięknej naturalnej laguny Playa Sotavento z pewnością przypadnie do gustu zarówno początkującym, jak i zaawansowanym kitesurferom. Mimo dużej popularności tego miejsca plażowicze nie przeszkadzają miłośnikom aktywnego wypoczynku.

FOT. RENE EGLI

Plaża Sotavento na Fuerteventurze

 

Strefy kite-i windsurfingu zajmują po 1,5 km z 9 km tutejszego wybrzeża. Wygładzone przez wiatr fale i stała obecność ratowników zapewniają komfort na wodzie i w jej pobliżu. Na północy wyspy, koło miejscowości El Cotillo, znajdziemy wymarzone miejsce dla zaawansowanych kitesurferów. Przyciąga ono wielbicieli jazdy i ewolucji na fali. Z kolei Flag Beach w Corralejo ze swoimi niewymagającymi warunkami przeznaczone jest dla każdego amatora tego sportu. Natomiast do La Pared, oddalonego ok. 8 km na północny wschód od plaży Sotavento, ściągają surferzy. Fuerteventura charakteryzuje się surowym, wulkanicznym krajobrazem z niewielką ilością roślinności. Co roku mnóstwo turystów odwiedza ją w celach wypoczynkowych. Dostaniemy się z niej również na inne wyspy archipelagu, w tym Teneryfę, Gran Canarię czy Lanzarote.
NAJLEPSZY OKRES DLA KITESURFERÓW:  maj – wrzesień. DOCELOWY PORT LOTNICZY: Puerto del Rosario. DODATKOWE INFORMACJE: wizy i szczepienia niepotrzebne.

 

CABARETE (DOMINIKANA)
Dla odmiany na Karaibach najlepiej wybrać się do Republiki Dominikańskiej (leżącej na wyspie Haiti – Hispanioli) do leżącego na północy Cabarete. W tym regionie na Oceanie Atlantyckim idealne fale czekają na nas 300 m od długiego i pokrytego piaskiem brzegu. Podczas ślizgów trzeba jednak zachować ostrożność ze względu na rafę koralową oraz fakt, że w sezonie bywa czasami tłoczno. Słaby i ciepły wiatr osiąga tutaj prędkość do 20 węzłów. Wiele szkół kitesurfingowych działa na 2 głównych plażach – Kite Beach i Bozo Beach. Przemieszczanie się od punktu do punktu jest dość łatwe, a odbywa się za pomocą motocyklowych taksówek (motoconcho), którymi przewieziemy także nasz sprzęt. W Cabarete przyjezdni korzystają z hoteli, posadas oraz apartamentów. Miejscowość słynie z bogatego życia nocnego oraz – oczywiście – pięknych, tropikalnych plaż, przy których panują świetne warunki do uprawiania kitesurfingu. Cała Dominikana uchodzi za prawdziwy wakacyjny raj i oferuje wiele atrakcji, takich jak choćby zwiedzanie kolonialnych zabytków, odkrywanie wspaniałej przyrody czy nurkowanie wśród wraków i barwnych okazów morskiej fauny.
NAJLEPSZY OKRES DLA KITESURFERÓW:  styczeń/luty – wrzesień. DOCELOWY PORT LOTNICZY: Puerto Plata. DODATKOWE INFORMACJE: wizy i szczepienia niepotrzebne.

 

 

O POLSKIEJ MISTRZYNI ŚWIATA W KITESURFINGU
Karolina Winkowska (ur. w 1990 r. w Warszawie) to najbardziej utytułowana i najlepsza polska zawodniczka kitesurfingowa. Aż sześć razy zwyciężała w Pucharze Polski Ford Kit Cup, dwa razy (w latach 2012 i 2014) zdobyła mistrzostwo świata, raz wicemistrzostwo (2013 r.) w PKRA World Tour w konkurencji freestyle. W jej sportowej pasji wspiera ją bardzo aktywnie wspaniała rodzina, która słynie z zamiłowania do sportów wodnych. Swoje wielkie sukcesy Polka zawdzięcza niezwykłej determinacji i ciężkiej pracy. Nie byłoby ich też bez pomocy sponsorów: Roxy (od 2005 r.), Forda (od 2008 r.), Slingshot Sports (od 2010 r.), Burn (od 2011 r.) i Egiptu (od 2014 r.). Więcej informacji o Karolinie Winkowskiej znaleźć można na stronie internetowej www.karolinawinkowska.com.

 

 

Artykuły wybrane losowo

Meksyk i trzeci ocean

MAGDALENA LASOCKA

<< Jeśli lubicie przygody i nowe doznania, na pewno nie będziecie zawiedzeni podróżą do Meksyku. Zwłaszcza jeżeli tak jak ja kochacie wodę i sporty wodne. W tym kraju czas płynie wolniej, zmysły odbierają więcej, słońce świeci jaśniej, a ludzie uśmiechają się radośniej. Jedyne ryzyko jest takie, że zakochacie się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia i zapragniecie pozostać w nim na zawsze. >>

Więcej…

Seszele – kokosowa kraina szczęścia

379 IMG1 Grande Soeur 10630x7102

Otoczona granitowymi skałami rajska plaża na wysepce Grande Soeur na Seszelach

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

MAGGIE ANKOWSKA

www.seszelerajnaziemi.com

 

Pewnego dnia dziwnym zbiegiem okoliczności miejsce, które do niedawna było dla mnie tylko kropką na mapie świata, tropikiem odległym i nieosiągalnym, stało się moim domem. Wylądowałam w zakazanym raju – wielokrotnie odnosiłam wrażenie, że nie mam prawa tu być. Na Seszelach, archipelagu będącym częścią Grzbietu Maskareńskiego, do dziś żyje największa populacja żółwi olbrzymich na naszym globie. Większość wysp jest niezamieszkała, a ciszę mąci na nich tylko szum Oceanu Indyjskiego i wiatr szeleszczący wśród liści palm kokosowych…

 

W tym wyspiarskim państwie mieszka ponad 93 tys. ludzi. Dla porównania w samej Warszawie żyje ich niemal 19 razy tyle. Największa w archipelagu jest wyspa Mahé (157,3 km2) ze stolicą Victorią. Seszele, znajdujące się przez wiele lat w rękach Francuzów, a potem Brytyjczyków, uzyskały niepodległość w czerwcu 1976 r. Mimo iż ich mieszkańcy silnie utożsamiają się ze swoją kreolską kulturą i najchętniej posługują się seszelskim kreolskim, wpływy wcześniejszych kolonizatorów są bardzo wyraźne – do języków urzędowych należy również francuski i brytyjski, na ulicach obowiązuje ruch lewostronny, a w budynkach montuje się gniazdka z trzema otworami.

 

Choć dochody z turystyki stanowią niezmiernie istotną część budżetu państwa i miejscowi chętnie goszczą turystów, najważniejsze pozostaje dla nich zachowanie archipelagu w niezmienionym naturalnym stanie. Życie lokalnej ludności płynie spokojnym rytmem, a ruch turystyczny odbywa się jakby obok. Mieszkałam tutaj kilka lat, pracowałam z wyspiarzami i spędzałam z nimi czas wolny, ale pomimo moich największych starań i dużej otwartości na odmienną kulturę zawsze czułam się obca, choć zostałam zaakceptowana. Ta aura niedostępności otaczająca Seszelczyków sprawia, że człowiek z zewnątrz odnosi wrażenie, iż znalazł miejsce wyjątkowe, tylko dla wybranych – trafił do raju. Okolica zdaje się zresztą potwierdzać to przypuszczenie. Nawet na Mahé, najpopularniejszej z wysp, o każdej porze dnia możemy wybierać z minimum tuzina rajskich plaż, na których będziemy po prostu sami.

 

WYSPA ATRAKCJI

 

W ostatnich latach ruch turystyczny na Seszelach zwiększył się i dziś archipelag postrzegany jest jako idealne miejsce na romantyczny wyjazd dla zakochanych, ślub, podróż poślubną czy świętowanie okrągłych rocznic dla osób w związku. Trudno się temu dziwić. Już w momencie opuszczania samolotu można poczuć, że trafiło się w tropiki. Słodkie, lepkie, gorące powietrze o niepowtarzalnym zapachu otula twarz i zapowiada dalsze przyjemności. Droga z lotniska prowadzi krętym wybrzeżem pokrytym białym piaskiem i granitowymi skałami. Gdy wreszcie dotrze się do jednego z miejscowych wspaniałych hoteli, trudno oprzeć się urokowi pięknych prywatnych plaż i znakomicie zagospodarowanych ogrodów. Niejednemu turyście wydaje się, że cudowniej być już nie może. Dlatego też wielu z nich decyduje się nie opuszczać swojego hotelowego raju, ale zupełnie niesłusznie. Zapewniam, że warto poznać bliżej całe Seszele.

 

Ze wszystkich wysp archipelagu właściwie tylko trzy są zamieszkałe przez lokalną ludność – Mahé, Praslin i La Digue. Na kilku pozostałych znajdują się luksusowe ośrodki wczasowe i przebywają tu tylko bardzo majętni turyści i obsługa hotelowa.

 

Dla większości osób odwiedzających Seszele pierwszym przystankiem jest Mahé. Ponieważ to największa i najbardziej rozwinięta wyspa z całego regionu, czeka na niej najwięcej atrakcji. Możemy wykupić lot helikopterem, popłynąć na połów, pojeździć po wybrzeżu konno, wynająć skutery wodne, wybrać się na rejs łodzią i zatrzymywać po drodze na najdzikszych plażach. Dla amatorów pieszych wycieczek nie zabraknie szlaków trekkingowych. W środku tropikalnego lasu poszalejemy na tyrolce. Podwodne królestwo wokół Mahé przypadnie do gustu nawet najbardziej wymagającym i doświadczonym nurkom. Chyba jedynym typowo turystycznym rejonem jest plaża Beau Vallon położona na północno-zachodnim brzegu wyspy. W jej okolicy znajdują się hotele, restauracje, promenada i uliczny bazar Labrin, na którym sprzedaje się typowo kreolskie jedzenie. Warto odwiedzić to miejsce w środę wieczorem, kiedy odbywa się festyn z kulinarnymi przysmakami. Seszelski rum Takamaka leje się wtedy strumieniami, a wokół rozbrzmiewa kreolska muzyka. Okoliczni mieszkańcy wylegają na ulice i można poczuć się wśród nich częścią tej lokalnej społeczności, która chętnie przyjmuje do swojego grona ludzi chcących poznać tutejszą kulturę.

 

Jeśli jednak wolimy zejść z utartych ścieżek i odkryć prawdziwe oblicze wyspy, proponuję wynająć samochód i objechać ją dookoła. Podczas takiej wycieczki trzeba zatrzymać się na plaży Anse Royale i po spacerze po ogrodzie przypraw spróbować dań seszelskiej kuchni. Na liście obowiązkowych przystanków nie powinno zabraknąć także Anse Takamaka. Ta jedna z najsłynniejszych plaż na Mahé ciągnie się przez 2 km. Warto zahaczyć też o plaże Anse Intendance i Port Launay.

 

Do stolicy Seszeli – Victorii – dobrze wybrać się rano, aby zdążyć na najświeższe przysmaki z tutejszego targu rybnego, kupić przyprawy, owoce i warzywa. Jeśli jednak ryby aż tak nas nie interesują albo wolimy rozpocząć dzień od plażowania, możemy spokojnie odwiedzić to miejsce później, gdyż otwarte jest do popołudnia i rzadko kiedy brakuje tu towaru.

 

Miłośnicy lokalnej sztuki znajdą w mieście mnóstwo straganów i galerii oferujących wyroby seszelskich artystów. W położonej na piętrze restauracji „Marie-Antoinette” spróbujemy miejscowej kuchni i zasymilujemy się z tutejszą społecznością.

 

Prawie w samym centrum Victorii, w dzielnicy Mont Fleuri leży piękny ogród botaniczny, w którym można zobaczyć, a nawet nakarmić słynne żółwie olbrzymie. Te osobliwe zwierzęta są jedną z większych atrakcji w tym zakątku świata.

 

W SESZELSKICH GŁĘBINACH

 

Podwodny świat Seszeli to przede wszystkim mieniące się tysiącami kolorów i tętniące życiem rafy koralowe, ale nie tylko one. Do najpopularniejszych punktów nurkowych w okolicy należą także cztery wraki (Ennerdale, Twin Barges, Dredger i Aldebaran), które koniecznie trzeba zobaczyć. W ich pobliżu zawsze, bez względu na sezon czy pogodę, można spotkać licznych mieszkańców oceanicznego królestwa. Pod wodą z pewnością natkniemy się na skorpeny, szkaradnice, skrzydlice, olbrzymich rozmiarów homary czy rozdymki tygrysie, a oglądaniu tych niezwykłych stworzeń będzie towarzyszył lekki dreszczyk emocji związany ze zwiedzaniem wnętrz zatopionych statków.

 

Sprzyjające warunki pogodowe i stabilna temperatura utrzymująca się przez cały rok sprawiają, że na nurkowanie na Seszelach warto wybrać się właściwie zawsze, jednak są miesiące, w których eksploracja głębin bywa znacznie przyjemniejsza. Polecam szczególnie okres od stycznia do kwietnia. Wówczas woda jest najcieplejsza, a widoczność – najlepsza. Życie w oceanie rozkwita i zachwyca swoją różnorodnością. Deszcze nie padają prawie w ogóle, w związku z czym między kolejnymi zanurzeniami można przyjemnie odpocząć na łódce i wspaniale się opalić.

 

211 STB 14 Vallee De Mai 4961x3311

Rezerwat Naturalny Doliny Mai porastają endemiczne lodoicje seszelskie

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

Nie oznacza to jednak wcale, że nie powinno się nurkować w pozostałe miesiące, wręcz przeciwnie, nawet trzeba! Zwłaszcza jeśli chcielibyśmy popływać w towarzystwie rekinów wielorybich. Przybywają one w rejon archipelagu w okolicy września i października wraz z południowo-wschodnim monsunem, aby żywić się planktonem. Woda w tym czasie jest trochę chłodniejsza – ma ok. 24–26°C, ale 45-minutowa kąpiel w takiej temperaturze w odpowiednim stroju miło orzeźwia, a podziwianie tej największej ryby na ziemi dostarcza niezapomnianych wrażeń.

 

Nie trzeba być jednak doświadczonym nurkiem, aby odkrywać piękno oceanicznego świata Seszeli. Osoby początkujące znajdą tu wiele fantastycznych miejsc na płytkich wodach, gdzie pośród wspaniałej morskiej fauny i flory będą mogły podszlifować swoje nurkowe umiejętności.

 

Tym, którzy wolą zostać na powierzchni, a ryby chętniej widzą na swoim talerzu, również spodoba się na archipelagu. W regionie, gdzie taniej jest mieć małą łódkę niż samochód, ludzie często trudnią się połowami, a wiedza lokalnych rybaków bywaimponująca. Chętnie dzielą się nią ze wszystkimi zainteresowanymi w trakcie powszechnie organizowanych wypraw na pełne morze, podczas których trafiają się takie zdobycze jak barakudy, żaglice, tuńczyki, pelamidy, marliny błękitne czy samogłowy.

 

Wróćmy jednak na chwilę na ląd, bo i tutaj na Mahé na miłośników przygód czeka niejedno. Jeśli ktoś lubi bliski kontakt z naturą i górskie wędrówki, to na pewno się nie rozczaruje. Co prawda tutejsze góry nie są wysokie, więc wspinaczka w ich rejonie ma charakter bardziej turystyczny niż wyczynowy, ale istnieje kilka szlaków, których pokonanie w tym tropikalnym klimacie wymaga nieco wysiłku. Nagrodę dla wytrwałych stanowią satysfakcja i niepowtarzalne widoki. Najwyższym szczytem na wyspie jest Morne Seychellois (905 m n.p.m.) i choć wydaje się niewysoki, wyprawa na niego bywa niełatwa. Trzeba się dobrze napocić, aby dotrzeć do wierzchołka, ale naprawdę warto! Przy odpowiedniej pogodzie można stąd podziwiać zapierający dech w piersiach rozległy widok na Ocean Indyjski upstrzony gdzieniegdzie kawałkami zielonego, często nietkniętego ludzką ręką lądu.

 

Mahé, mimo iż jest wspaniała i różnorodna, stanowi jednak tylko część tropikalnego archipelagu. Jeśli ograniczymy się więc jedynie do pobytu na niej, nie będziemy w stanie poznać całego regionu. Choć nie sposób odwiedzić wszystkich wysp, są miejsca, których przegapić nie wolno…

 

W CIENIU PALM

 

Zwiedzanie powinniśmy zacząć od Praslin, mimo iż La Digue leży w podobnej odległości od Mahé. Na wyspę najlepiej dostać się porannym samolotem – lot dwupłatowcem prawie w kokpicie pilota dostarcza niesamowitych wrażeń, a przepiękny widok wschodzącego słońca i budzącego się do życia świata zostaje na długo w pamięci.

 

Praslin zachwyca swoimi restauracjami, barami i chyba jeszcze piękniejszymi plażami i ośrodkami wypoczynkowymi, z których nie chce się wychodzić. Jeżeli planujemy spędzić na Seszelach więcej czasu i mamy kilka wolnych dni do zagospodarowania, wizyta tu z pewnością nas nie rozczaruje. Wyspa ta charakteryzuje się stabilniejszą od Mahé pogodą, niewielkim ruchem samochodowym i licznymi połaciami pełnych życia tropikalnych lasów.

 

Odwiedziny na tutejszej przepięknej plaży Anse Lazio będą wspaniałym wstępem do późniejszego poznawania cudów La Digue. Oprócz tego na Praslin zobaczyć trzeba na pewno Rezerwat Naturalny Doliny Mai (Vallée de Mai Nature Reserve) z ekosystemem stanowiącym pozostałość po pradawnych lasach palmowych, gdzie wykształciła się słynna endemiczna dla Seszeli palma kokosowa (lodoicja seszelska), lokalnie zwana coco de mer. W jej owocach o bardzo specyficznym kształcie kryje się największe nasienie świata roślinnego. Wyjątkowa lodoicja seszelska stała się symbolem tego wyspiarskiego kraju.

 

W tych niemalże niezmienionych od wieków lasach spotkać można wiele endemicznych gatunków ptaków i roślin. Podczas spaceru da się usłyszeć czarną papugę seszelską, koralczyka czerwonogłowego czy pustułkę seszelską. Niesamowite bogactwo fauny i flory, zachowane do dziś dzięki staraniom Seszelczyków, sprawia, że to miejsce przypomina świat sprzed rozwinięcia się cywilizacji człowieka, prehistoryczną krainę, w której rządzi tylko natura.

 

Jeśli z Praslin będziemy chcieli wybrać się na La Digue, zabierze nas na nią prom. Na 15 min. staniemy się małym poruszającym się punkcikiem na bezkresnym Oceanie Indyjskim. Gdy ze wszystkich stron otacza nas lazurowa woda, a na horyzoncie widać jedynie oddalającą się linię brzegową usianą palmami kokosowymi, trudno nie pomyśleć, jak mali jesteśmy w porównaniu z ogromem świata. I może niektórych myśl ta przeraża i skłania do rozważań prowadzących do kryzysu egzystencjalnego, ale ja w takim właśnie momencie czuję się wolna…

 

225 STB 7 Creole Buffet 4961x3311

Kuchnia seszelska charakteryzuje się niezmiernie bogatą mieszanką smaków

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

SMAK RAJU

 

La Digue to miejsce idealne. Na tej trzeciej co do wielkości zamieszkałej wyspie Seszeli główny środek transportu stanowi rower. Zaraz po wpłynięciu do portu przedsiębiorczy miejscowi próbują każdego z turystów wyposażyć w jednoślad. Nie należy, oczywiście, oczekiwać najnowocześniejszych modeli rowerów górsko-wyścigowych – większość z oferowanych pojazdów to raczej wysłużone i lekko zniszczone wehikuły, ale przecież nikt nie przyjeżdża się tu ścigać…

 

Na La Digue koniecznie trzeba odwiedzić dwie plaże: Anse Source d’Argent i L’Union Estate. Do obydwu prowadzą bardzo przyjemne, niewymagające specjalnej sprawności fizycznej trasy rowerowe. W Parku Union Estate możemy spotkać żółwie olbrzymie, zwiedzić plantacje wanilii, kokosów i ananasów. Po przemierzeniu tej okolicy w końcu dociera się do jednej z najczęściej fotografowanych plaż na świecie – Anse Source d’Argent. Biały, drobny piasek, nieskazitelnie czysta, turkusowa woda, kokosowe palmy i tak charakterystyczne dla Seszeli granitowe skały tworzą scenerię niczym z prawdziwego raju. Do tego wokół panuje niesamowita cisza nie zakłócana nawet szumem fal, bo ich tu prawie nie ma. Koniecznie należy zabrać ze sobą maskę do snorkelingu, chociaż nawet bez niej najprawdopodobniej będziemy mogli oglądać żółwie morskie podpływające do brzegu w towarzystwie najbardziej egzotycznych gatunków ryb na ziemi. Podczas spaceru wzdłuż plaży na południe podziwia się zapierające dech w piersiach widoki, które na zawsze pozostawiają w pamięci pewność, że byliśmy częścią czegoś wyjątkowego.

 

Choć dzięki otaczającemu nas pięknu na chwilę zapomnimy o głodzie, oprócz nasycenia ducha ważny jest też pokarm dla ciała. Usytuowana tuż przy plaży restauracja, której nie sposób ominąć w drodze powrotnej, serwuje przysmaki kuchni kreolskiej, opartej głównie na rybach i owocach morza.

 

Potrawy z Seszeli są świeże i naturalne. W tutejszej aromatycznej, dość pikantnej kuchni wykorzystuje się głównie produkty lokalne. Miłośnicy owoców morza będą zachwyceni – na początek powinni spróbować tradycyjnej sałatki z ośmiornicy, a po niej ryby po kreolsku. Rybołówstwo jest jednym z głównych zajęć na archipelagu, więc różnorakich świeżych ryb, wyławianych praktycznie co godzinę, nie brakuje nigdy, a miejscowi osiągnęli prawdziwe mistrzostwo w ich przygotowywaniu. Niemal do każdego posiłku podaje się sałatkę z mango i papai. Wyśmienicie komponuje się ona z dość pikantnymi przyprawami, w szczególności ze słynnym kreolskim sosem curry, z którym serwuje się praktycznie wszystko: kurczaka, ryby, wieprzowinę, a dla odważniejszych – lokalny przysmak, czyli nietoperza!

 

Na Seszelach warto też spróbować charakterystycznego dla wysp pacyficznych owocu chlebowca właściwego – rośnie na drzewie i wygląda jak owoc, ale ma konsystencję świeżego chleba i smakuje podobnie do pieczonych ziemniaków. Ci, którzy nie lubią kulinarnych eksperymentów, mogą zamówić po prostu hamburgera i frytki.

 

Najedzeni, opaleni i wypoczęci wyruszymy w drogę powrotną do portu, aby zdążyć przed zachodem słońca. Należy pamiętać, że Seszele leżą na równiku, więc dzień i noc mają porównywalną długość przez cały rok (mniej więcej 12 godz.). Słońce zachodzi ok. godz. 18.30. Zachód oglądany z pokładu statku płynącego przez ocean wygląda po prostu bajecznie…

 

324 IMG24 Anse Source dArgent 4288x2848

Zjawiskowa plaża Anse Source d’Argent na La Digue

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

OSOBLIWY CUD NATURY

 

Rozpieszczeni i może nawet chwilowo nasyceni ostatnimi wrażeniami nie dajmy się zwieść, że widzieliśmy już wszystko. Najdalej na północ w archipelagu leży niewielka koralowa wyspa o powierzchni ok. 1 km2, przez wielu uważana za najpiękniejszą na świecie. To prawdziwy raj dla ornitologów, miejsce, w którym w niezmąconym spokoju żółwie morskie (zielone i szylkretowe) składają jaja.

 

Od maja do października miliony ptaków przylatują na Bird Island zakładać gniazda. Przez cały rok wyspę zasiedla przynajmniej 20 ich gatunków. Nieustannie rozbrzmiewające ptasie odgłosy nie dają zapomnieć o tym, kto rządzi na tym skrawku lądu.

 

Na Bird Island znajduje się jeden ośrodek (z 24 bungalowami), zbudowany i prowadzony w jak największej zgodzie z naturą. Ze względu na ograniczoną liczbę miejsc wycieczkę na wyspę trzeba zaplanować odpowiednio wcześniej. Choć koszt pobytu może nie należy do najniższych, jest warty każdej złotówki, a większość pieniędzy zostawianych przez turystów przeznacza się na ochronę tego niezaprzeczalnego cudu przyrody.

 

Nie da się na paru stronach przedstawić całego bogactwa Seszeli, jak również nie sposób w kilka czy kilkanaście dni zwiedzić ich całych. Po każdej wyprawie na archipelag pozostaje niedosyt. Nawet po kilku latach spędzonych na wyspach wciąż będzie nam mało. Stawałam na najwyższych szczytach kontynentów, przemierzałam przerażające ciszą pustynie, skakałam z samolotów, nurkowałam w niedosięgłych głębinach oceanów – robiłam to wszystko, bo szukałam ekstremalnych doznań.

 

Seszele też są ekstremalne, w swoim pięknie, ciszy i osamotnieniu. Leżą pośrodku niczego. To miejsce tak cudowne, że niemal nierealne, odcięte od problemów, z którymi boryka się reszta świata. Tu królową jest natura, a największą wartością – czas spędzany na jej łonie w towarzystwie najbliższych, w cieniu kokosowych palm i przy szklaneczce Takamaki… Na Seszelach człowiek zaczyna rozumieć, że to właśnie ten poszukiwany przez wszystkich raj, beztroska kraina szczęścia.

 

Nieznany niesamowity Honduras

 

Copan Stairs Day

Imponujące Schody Hieroglifów w Copán mają 62 stopnie o szerokości 10 m

© INSTITUTO HONDUREÑO DE TURISMO (IHT)

 

IZABELA RUTKOWSKA

 

Honduras jako jeden z niewielu krajów na świecie oparł się masowej turystyce i komercjalizacji. Długo okryty był złą sławą, a to ze względu na niestabilną sytuację polityczną i panującą w nim biedę. Według rozpowszechnionych stereotypów wciąż uchodzi za miejsce niebezpieczne. Jednak podczas wizyty w Hondurasie łatwo odczarujemy ten jego wizerunek. Znajdziemy w nim wszystko, co sprawia, że wyjazd staje się podróżą marzeń. Zanurzymy się tu w krystalicznie czystych, turkusowych wodach Morza Karaibskiego, zakochamy się w pięknych złotych plażach, odkryjemy niezliczone gatunki egzotycznej fauny w tropikalnych lasach i pełne tajemnic ruiny miast niezwykłej cywilizacji Majów.

 

Ten niewielki kraj (jego powierzchnia wynosi prawie 112,5 tys. km2) leży w Ameryce Środkowej, w sąsiedztwie Gwatemali, Salwadoru i Nikaragui. Zamieszkuje go ponad 9,1 mln ludzi. Mniej więcej połowa z nich to katolicy, drugą co do wielkości grupą wyznaniową są protestanci (ok. 40 proc.). Hondurasu nie zalała jeszcze masowa turystyka, co stanowi jego ogromny atut. Jest to świetne miejsce na wyjazdy kulturowe i przyrodnicze oraz wyprawy dla osób aktywnych. Tutejsze wybrzeże Morza Karaibskiego uchodzi za prawdziwy raj dla nurków. Na południowym zachodzie kraju znajduje się zatoka Fonseca (Golfo de Fonseca) wychodząca na Ocean Spokojny. Uważa się ją za jeden z najlepszych naturalnych portów na świecie. Prawie 80 proc. terytorium Hondurasu zajmują wyżyny i góry. Karaibski brzeg o długości mniej więcej 670 km porastają gęste lasy.

 

Honduran cechuje skromność i serdeczność, a także wielka miłość do ojczyzny. Ich ulubionym sportem jest piłka nożna. W lipcu 1969 r. rozegrał się konflikt zbrojny między Hondurasem a Salwadorem. Wojna stu godzin, nazwana przez polskiego reportażystę Ryszarda Kapuścińskiego wojną futbolową, pochłonęła ok. 2 tys. ofiar. Walki przerwała interwencja Organizacji Państw Amerykańskich, lecz napięcie w kontaktach obu krajów utrzymywało się jeszcze latami. Zarzewiem konfliktu miała być rzekomo przegrana honduraskiej drużyny w meczu kwalifikacyjnym do Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej 1970 odbywającym się 15 czerwca 1969 r. w San Salvadorze (salwadorskiej stolicy). W rzeczywistości jednak stosunki między tymi państwami nie należały do najłatwiejszych już dużo wcześniej. Główny powód wybuchu wojny stu godzin stanowił fakt, że na przygranicznych obszarach Hondurasu masowo osiedlali się salwadorscy rolnicy poszukujący pracy. Honduraskie władze chciały zmusić Salwadorczyków do powrotu do ojczyzny, ale rząd Salwadoru obawiał się, że będą oni żądać reformy rolnej i przydziału ziemi.

 

DZIEDZICTWO MAJÓW

 

Sport, a właściwie sportowe emocje towarzyszyły człowiekowi od zawsze. W Imperium Rzymskim wrażeń dostarczały walki gladiatorów, starożytni Grecy żyli igrzyskami olimpijskimi, natomiast większość ludów prekolumbijskich miała swoją grę w piłkę, czyli juego de pelota.W ruinach majańskich miast w Ameryce Środkowej do dziś zachowały się boiska do grania. Jedno z największych i najbardziej imponujących powstało w Copán, znajdującym się obecnie na zachodzie Hondurasu. Ta mezoamerykańska gra była bardzo trudna i wymagała nie lada umiejętności. Do zawieszonej na wysokości kilku metrów kamiennej obręczy należało trafić podłużną kauczukową piłką (niekiedy nawet 4-kilogramową), którą odbijało się wyłącznie łokciem, kolanem lub biodrem. Gracze używali specjalnych ochraniaczy, często zrobionych z drewna. Z tego, że sport to nie do końca zdrowie, a jego uprawianie może powodować kontuzje i ciężkie obrażenia, Majowie doskonale zdawali sobie sprawę. Oprócz źródła sportowych emocji gra stanowiła też swojego rodzaju rytuał. Często jedna z drużyn składała się z jeńców wojennych i to właśnie ten zespół skazany był na porażkę. Wedle reguł krwawego wariantu rozgrywek kapitan drużyny przegranej tracił głowę. Podczas spaceru po wielkim boisku w Copán łatwo wyobrazić sobie, jak kilkunastu młodzieńców toczy tu walkę na śmierć i życie.

 

Majowie swoje miasta budowali na trudno dostępnym obszarze, w zakątkach głęboko ukrytych wśród gęstych tropikalnych lasów. Dotarcie do nich wymagało znakomitej wiedzy o przyrodzie, tężyzny fizycznej, odwagi i orientacji w terenie. Stanowisko archeologiczne Copán to największe i najlepiej zachowane pozostałości po majańskiej cywilizacji w całym kraju. Koniecznie trzeba je odwiedzić podczas wizyty w Hondurasie. Ruiny zostały odkryte na początku XIX w., ale dopiero w 1841 r. dzięki publikacji amerykańskiego podróżnika Johna Lloyda Stephensa i angielskiego rysownika Fredericka Catherwooda świat dowiedział się więcej o tym niezwykłym miejscu.

 

Tajemniczy Majowie zamieszkiwali półwysep Jukatan i rejony na południe od niego. Do najważniejszych ich ośrodków należały m.in. Chichén Itzá i Palenque (w Meksyku), Tikal (w granicach Gwatemali) czy właśnie Copán. To ostatnie miasto słynie przede wszystkim z najdłuższego znanego majańskiego tekstu utrwalonego pismem hieroglificznym, który opisuje historię jego władców. Znajdziemy go na kamiennych Schodach Hieroglifów prowadzących do centrum ceremonialnego. Składały się na nie świątynie budowane na piramidach schodkowych, zespoły pałacowe, dziedzińce i wspomniane boisko. Na głównym placu mieszkańcy spotykali się w ważnych dla społeczności momentach i z okazji uroczystości religijnych. Znajdowały się tu również stanowiska do prowadzenia niezwykle ważnych dla prekolumbijskich cywilizacji obserwacji astronomicznych. Okres świetności Copán przypada na stulecia od V do VIII. W tym czasie miasto mogło zamieszkiwać nawet 20 tys. osób. Nie bez powodu ośrodek nazywa się Atenami Nowego Świata. Centrum otoczone było dzielnicami mieszkalnymi. W Copán można spędzić cały dzień. Warto przy okazji zajrzeć do tutejszego bardzo ciekawego muzeum archeologicznego.

 

Ten skarb kraju znajduje się jedynie ok. 10 km od gwatemalskiej granicy. Dlatego z Gwatemali często organizuje się fakultatywne wycieczki do Copán. W Hondurasie warto jednak zostać na dużo dłużej.

 

OWOCOWY PORT

 

Na nizinnym obszarze kraju rozciągającym się wzdłuż wybrzeża karaibskiego można spotkać ceibę, w kulturze Majów uważaną za święte drzewo. Jej polska nazwa rodzajowa to puchowiec. Roślina ta występuje licznie w basenie Morza Karaibskiego. Drzewo ma charakterystyczną gładką korę, a z upływem lat pokrywają je gęsto kilkucentymetrowe kolce. Od wieków wykorzystywane jest jako środek leczniczy przy problemach związanych z układem moczowym, jak również przy schorzeniach skóry. Z oleju z nasion ceiby produkuje się mydło. Najcenniejszą jej częścią są jednak włókna nasienne (w formie puchu) o znacznych właściwościach wypornościowych nazywane kapokiem. Wykorzystuje się je w tapicerstwie i jako materiał izolacyjny oraz wypełnia się nimi poduszki i materace (kiedyś używano ich w kamizelkach ratunkowych). Obecnie coraz częściej kapok bywa zastępowany sztucznymi odpowiednikami.

 

Od puchowca pochodzi nazwa trzeciego co do wielkości ośrodka miejskiego Hondurasu. La Ceiba to ponad 200-tysięczne miasto portowe, stolica departamentu Atlántida. Właśnie stąd eksportuje się do Stanów Zjednoczonych owoce z Ameryki Środkowej, m.in. grejpfruty, pomarańcze, cytryny, a przede wszystkim ananasy i banany. Plantacje bananowca są bardzo charakterystycznym elementem krajobrazu północnej i północno-wschodniej części kraju. W 1899 r. powstała spółka United Fruit Company operująca na terenie Ameryki Środkowej i Południowej. Firma była właścicielem największych plantacji i uzależniła Honduras od uprawy bananów, na eksporcie których zarobiła ogromne pieniądze. Miała poza tym znaczący wpływ na politykę w tym kraju i wielu innych, nazywanych z tego względu republikami bananowymi.

 

La Ceiba uchodzi za honduraską stolicę rozrywki. Turyści przyjeżdżają tutaj zwłaszcza w maju na festiwal karnawałowy organizowany ku czci patrona miasta – św. Izydora Oracza.

 

MIESZKAŃCY KARAIBÓW

 

Niedaleko La Ceiby znajduje się Park Narodowy Pico Bonito (Parque Nacional Pico Bonito), drugi co do wielkości w kraju (ok. 1070 km² powierzchni). Majestatyczna góra (Pico Bonito) o charakterystycznym trójkątnym wierzchołku to wizytówka tego portowego miasta. Szczyt położony w paśmie górskim o nazwie Nombre de Dios wznosi się na wysokość 2435 m n.p.m. O wyjątkowości tego obszaru stanowi bogactwo flory i fauny oraz piękno krajobrazu. Na stosunkowo niewielkiej powierzchni rozwinęły się tu różne systemy roślinne, w tym gęste lasy równikowe na wybrzeżu i leśne kompleksy wysokich partii gór. Warto spędzić w tej malowniczej okolicy więcej czasu. Można go poświęcić na wspinaczkę górską, kąpiele w naturalnych akwenach czy obserwowanie ptaków. W tym rejonie występuje ok. 700 ich gatunków! Spotyka się tutaj piękne bławatniki, kolorowe tukany, wielkie czerwone ary i mnóstwo innych fascynujących stworzeń. Rzeka Cangrejal przepływająca przez park idealnie nadaje się na rafting. Jest jednym z najbardziej znanych w Hondurasie miejsc do uprawiania tej aktywności. Obszar parkowy stanowi część mezoamerykańskiego korytarza migracyjnego zwierząt, obejmującego Amerykę Środkową. W krajach leżących w tym regionie występuje mniej więcej 8 proc. znanych na świecie gatunków fauny, w tym wiele endemicznych.

 

Przy opisywaniu tego rejonu naszego globu nie sposób nie wspomnieć o Garifuna, czyli o tzw. Czarnych Karaibach. Ich bardzo liczna społeczność zamieszkuje właśnie tereny nad rzeką Cangrejal w pobliżu Parku Narodowego Pico Bonito. W całym Hondurasie żyje ok. 100 tys. przedstawicieli tej grupy etnicznej, najwięcej spośród wszystkich krajów w basenie Morza Karaibskiego. Garifuna są potomkami rdzennej ludności Karaibów i Afrykańczyków przywiezionych do pracy na plantacjach. Przekazy mówią o dwóch statkach transportujących afrykańskich niewolników, które w 1635 lub 1675 r. rozbiły się w pobliżu wyspy Saint Vincent w archipelagu Małych Antyli. Prawie wszyscy ocaleli i zasymilowali się z miejscowymi Karaibami. Od połowy XVIII w. władzę w rejonie archipelagu zaczęli przejmować Brytyjczycy. Mieszkańcy wysp długo stawiali opór nowym porządkom. Ostatecznie na obszarze brytyjskiej kolonii pozwolono pozostać rdzennej ludności, tzw. Czerwonym Karaibom, resztę zesłano w 1797 r. na wyspę Roatán u wybrzeży Hondurasu. Była ona zbyt mała, aby pomieścić nowych mieszkańców, którzy szybko przenieśli się na kontynent. Kultura dumnych Garifuna rozwija się do dziś i wraz z ich językiem, tańcem i muzyką została wpisana na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Warto spędzić w zamieszkanym przez nich rejonie choć jeden cały dzień i dać się porwać rytmom energetycznych punty i hunguhungu (fedu) czy zagrać w domino przy szklaneczce wyśmienitego honduraskiego rumu. Produkcji tego trunku sprzyjają idealne warunki do uprawiania trzciny cukrowej.

 

AROMATYCZNE PAMIĄTKI

 

Z Hondurasu pochodzi jedna z najlepszych kaw na świecie. Paczka aromatycznych ziaren będzie znakomitą pamiątką lub prezentem z tego kraju. Aby dowiedzieć się czegoś więcej o uprawie kawowców, najlepiej udać się na jedną z licznych plantacji i do palarni kawy. W takich miejscach można spróbować świeżo przyrządzonego napoju i przekonać się, że zazwyczaj różni się on zdecydowanie jakością od tego, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Zmielona kawa w sklepach w Europie często magazynowana bywa nawet ponad rok. O niepowtarzalnym smaku i doznaniach związanych z piciem tego napoju stanowi aromat, a on szybko się ulatnia. Dlatego też zawsze należy kupować kawę w ziarnach. Kawowce uprawiane są w Hondurasie na stokach o odpowiednim nachyleniu i nasłonecznieniu (głównie na terenie departamentu El Paraíso, czyli Raj). Przed palącym słońcem chronią je wysokie drzewa. Od października do stycznia pielęgnowane ręcznie krzewy pokrywają się czerwonymi dojrzewającymi owocami. Po zebraniu przy pomocy prasy pozbawia się je skórki, a następnie płucze i oddziela miąższ w procesie fermentacji. Kolejnym etapem jest suszenie, które niejednokrotnie odbywa się na słońcu. Rozsypane na plandekach ziarna to częsty widok w Hondurasie. Ostatni etap stanowi palenie – końcowe nierzadko odbywa się już w kraju importera. Najwartościowszą honduraską kawę oznacza się symbolem SHG (Strictly High Grown). Pochodzi ona z najlepszych upraw położonych na średniej wysokości ok. 1350 m n.p.m. Za jej kilogram trzeba zapłacić nawet kilkaset złotych.

 

Z Hondurasu warto przywieźć również cygara. W niewielu miejscach na świecie panują sprzyjające warunki do uprawy dobrego tytoniu. Liści z honduraskich plantacji, skoncentrowanych przede wszystkim na żyznym obszarze malowniczej doliny Jamastrán w departamencie El Paraíso, używają najwięksi światowi producenci. Od klimatu, rodzaju gleby, stopnia nasłonecznienia i poziomu wilgotności zależy smak, aromat, rozmiar i kolor cygar. Te z Hondurasu są wyraziste i aromatyczne.

 

KARAIBSKA IDYLLA

 

004PicoBonito
Pico Bonito, motyl Caligo memnon nazywany sową
© INSTITUTO HONDUREÑO DE TURISMO (IHT)

 

Ten środkowoamerykański kraj to mekka miłośników nurkowania i wędkarstwa. Jego nazwa pochodzi od wyjątkowej głębokości wody w okolicy karaibskiego wybrzeża. W języku hiszpańskim hondo znaczy „głęboki”. Honduras leży wzdłuż drugiej co do wielkości na świecie (mającej długość ok. 1 tys. km) rafy koralowej zwanej Wielką Rafą Koralową Majów (Mezoamerykańskim Systemem Rafy Barierowej). Zwykle kojarzy się z nią Belize i głęboka studnia Great Blue Hole, ale prawdziwe bogactwo podwodnego świata kryje się także nieopodal honduraskiego archipelagu Islas de la Bahía. W jego skład wchodzą główne wyspy Roatán, Guanaja i Útila. Są one łatwo dostępne, a pobyt na nich nie kosztuje na ogół zbyt dużo. Z wyjątkiem rajskiego skrawka lądu, za jaki uważa się słusznie Roatán, nie ma tu rozbudowanych luksusowych hoteli i resortów, za to w wielu miejscach możemy spędzić niezapomniane chwile w hamaku na tarasie drewnianego domku na palach lub na dziewiczej plaży. W okolicach Útili znajdziemy jedne z najzdrowszych i najmniej zniszczonych koralowców w Morzu Karaibskim. Poza tym spotyka się w tym rejonie liczne rekiny wielorybie, płaszczki, homary, krewetki czy mureny. Jeśli dopisze nam szczęście, natkniemy się na stado delfinów. Nie bez powodu wyspa ta (jak zresztą cały archipelag Islas de la Bahía!) uchodzi za jedno z najlepszych miejsc do nurkowania na świecie.

 

 MG 7855

Roatán – tzw. Dolphin Encounter zaprasza na spotkanie i pływanie z delfinami 
© INSTITUTO HONDUREÑO DE TURISMO (IHT)

Miłośnicy żeglarstwa, kajakarstwa, wędkarstwa, trekkingu, obserwacji ptaków i ekoturystyki koniecznie muszą odwiedzić jezioro Yojoa usytuowane na zachodzie kraju, na wysokości ok. 630–700 m n.p.m. Leży ono między szczytami wygasłych wulkanów. To największe naturalne jezioro Hondurasu. Znajdują się tu parki narodowe Montaña Santa Bárbara (Parque Nacional Montaña Santa Bárbara) i Cerro Azul Meámbar (Parque Nacional Cerro Azul Meámbar). Na tym obszarze występują np. legwany, węże, małpy, oceloty i pumy.

 

MIASTO W GÓRACH

 

 F3G1132

Kobiety Garifuna tańczące hunguhungu (fedu)
© INSTITUTO HONDUREÑO DE TURISMO (IHT)

 

Tegucigalpę, stolicę kraju, zamieszkuje ok. 1,2 mln osób – to ponad jedna ósma ludności całego Hondurasu. Położona u podnóży wzgórza El Picacho, przed wiekami stanowiła ośrodek wydobycia srebra i złota. Miasto sprawia wrażenie nieuporządkowanego. Warto odwiedzić w nim Muzeum Tożsamości Narodowej (Museo para la Identidad Nacional – MIN). W rejonie historycznego centrum wznosi się XVIII-wieczna barokowa Katedra św. Michała Archanioła i budynek Kongresu Narodowego. Miasto często służy turystom za bazę wypadową, ponieważ właśnie stąd bez problemu dostaniemy się do wszystkich najatrakcyjniejszych miejsc w Hondurasie. Niemal z każdego punktu w Tegucigalpie można dostrzec 30-metrową figurę Chrystusa El Picacho ustawioną na szczycie wzgórza El Picacho. Ma ona przynosić nadzieję na lepszą przyszłość krajowi, który w 1821 r. wyrwał się spod hiszpańskiego jarzma i 17 lat później ogłosił pełną niepodległość (26 października 1838 r.), lecz dopiero od niedawna powoli staje na nogi. Ogromną szansą dla tego państwa jest m.in. rozwój turystyki, a temu sprzyja walka ze stereotypami na temat Hondurasu.

 

Aby wczuć się w atmosferę stolicy, warto przystanąć na chwilę i zjeść sprzedawane na każdym rogu arepas, czyli placki z kukurydzy, smażonych platanów czy fasoli. Honduraska kuchnia niewiele różni się od tej spotykanej w innych krajach Ameryki Środkowej. Jej podstawę stanowi ryż, a także fasola przygotowywana na różne sposoby i tortilla. Na śniadanie jada się zwykle tzw. baleadas, czyli właśnie tortille podawane z fasolą, żółtym serem i kwaśną śmietaną. Dodatki zależą – oczywiście – od upodobania. Kilkadziesiąt lempirów (HNL) kosztuje doskonała wersja z awokado, mięsem i wieloma innymi składnikami. Całość doprawia się zazwyczaj bardzo ostrym sosem na bazie papryki jalapeño. Słynny szkocki szef kuchni Gordon Ramsay, który odwiedził Honduras w marcu 2017 r., tak zachwycił się miejscowymi baleadas, że uznał je nawet za zdecydowanie najlepsze latynoamerykańskie danie.    

 

INDIANIE I KOLONIŚCI

 

Ciudad Blanca, legendarne Białe Miasto, można nazwać Atlantydą Ameryki Środkowej. Według wierzeń to właśnie w nim narodził się Pierzasty Wąż (Quetzalcóatl). Uważany był za boga wiatru, nieba, ziemi, wody i płodności. Ok. 300 km od Tegucigalpy archeolodzy odkryli w 2012 r. interesujący zespół ruin. Wiele artefaktów dowodzi, że mogą być to pozostałości legendarnego ośrodka Ciudad Blanca. Stanowisko archeologiczne, którego powierzchnię szacuje się na mniej więcej 50 km², znajduje się w gęstym tropikalnym lesie w historycznym rejonie La Mosquitia (na Wybrzeżu Moskitów – Costa de Mosquitos), na terenie dziewiczego Rezerwatu Biosfery Río Plátano, wpisanego w 1982 r. na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To pełne tajemnic miejsce do dziś chroni wojsko, aby zapobiec kradzieżom. Odnaleziono tu fragmenty starożytnych struktur, w tym ziemnych piramid i placów, oraz liczne przedmioty codziennego użytku.

 

W wielu honduraskich miejscowościach natkniemy się na ślady kolonialnych czasów. Perełką architektury i niezmiernie ciekawym miejscem jest Gracias, dawna stolica Hondurasu (dzisiaj departamentu Lempira), założona w 1536 r. Do najstarszych tutejszych budynków należy świetnie zachowany Kościół La Merced, który powstał na początku XVII w. Obowiązkowo trzeba wybrać się też na spacer do hiszpańskiego Fortu św. Krzysztofa (Fuerte San Cristóbal), z którego rozpościerają się zapierające dech w piersiach widoki na całą dolinę. Wiele nazw własnych w Gracias nawiązuje do imienia pochodzącego z tego terenu legendarnego Lempiry (ok. 1499–1537), bohaterskiego władcy Indian Lenca (zamieszkujących terytorium dzisiejszego Hondurasu i Salwadoru), walczącego z hiszpańskimi konkwistadorami w latach 30. XVI stulecia. W pobliżu miasta znajdują się najsłynniejsze naturalne gorące źródła w kraju (Aguas Termales „Presidente”).

 

W tej części Ameryki Środkowej jest jeszcze bezsprzecznie mnóstwo do odkrycia. Nie warto się więc zbyt długo zastanawiać nad decyzją o podróży do wciąż raczej nieznanego turystom, lecz niezmiernie fascynującego Hondurasu. Najlepiej po prostu wyruszyć na spotkanie z wielką przygodą.