opracował:
JAKUB WASIAK

<< Moda na aktywny wypoczynek nadal ma się świetnie wśród Polaków. Szczególnie niektóre sposoby takiego spędzania wolnego czasu zyskały sobie dużą popularność w naszym kraju. Gdy nadchodzi wiosna, z garażów i piwnic wyciągamy jeden z ulubionych środków transportu na całym świecie – tani w eksploatacji, w pełni ekologiczny i łatwy do przewożenia rower. Nic tak nie poprawia samopoczucia po mroźnej zimie i jednocześnie nie wzmacnia kondycji fizycznej jak wycieczka jednośladem wśród przepięknych polskich i europejskich krajobrazów. >>

Urlop na dwóch kółkach stanowi znakomitą propozycję nie tylko dla wielbicieli kolarstwa, lecz także dla rowerzystów rekreacyjnych, w tym rodzin z dziećmi. W naszym kraju nietrudno się zarazić pasją, jaką potrafi być ten rodzaj sportu. Sprzyjają temu m.in. liczne imprezy odbywające się co roku w Polsce. Od kibicowania jedynie mały krok dzieli nas od wyruszenia na malownicze rodzime szlaki. Kiedy już zasmakujemy takiej przygody, śmiało możemy przekroczyć granicę, żeby odkrywać wyjątkowe trasy w pozostałych częściach kontynentu europejskiego.
W tym wiosennym wydaniu magazynu All Inclusive 12 najlepszych miejsc na wycieczki rowerowe w Polsce i Europie prezentuje specjalnie dla nas Czesław Lang – wicemistrz olimpijski z Moskwy z 1980 r., dwukrotny medalista mistrzostw świata i pierwszy zawodowy kolarz z całego bloku wschodniego (od 1982 r.), a obecnie – już od 22 lat – organizator Tour de Pologne, który dzięki niemu znalazł się w gronie najważniejszych wyścigów świata, należących do prestiżowego cyklu UCI World Tour. Przyjrzyjmy się zatem liście stworzonej przez dyrektora generalnego Lang Team, pełniącego jednocześnie funkcję prezesa Krajowej Izby Sportu.

 

KASZUBY
To kraina bliska mojemu sercu, ponieważ w niej się wychowałem i wyrosłem. Znam tu niemal każdą ścieżkę i drogę, dlatego z czystym sumieniem mogę polecić Kaszuby nie tylko wszystkim zapalonym rowerzystom, lecz także miłośnikom natury. Nie ma już zbyt wielu miejsc w Polsce z tak dziewiczą przyrodą – rozległe lasy sąsiadują z pięknymi jeziorami i krystalicznie przejrzystymi rzekami, a wśród tych uroczych krajobrazów ciągną się malownicze szlaki. Wspaniałe jest to, że te trasy są właściwie puste. Istnieją takie odcinki, na których przez dwie godziny nie spotyka się żadnego samochodu. Osoby nie znające tego rejonu naszego kraju może zaskoczyć pagórkowate ukształtowanie jego terenu. Wydawałoby się, że nad morzem powinno być płasko, a tutaj wciąż natrafiamy na drogi wymagające podjazdów i zjazdów.

FOT. SZYMON GRUCHALSKI

Rynek w Bytowie w czasie zawodów Skandia Maraton Lang Team


     Kaszuby nadal czekają na odkrycie przez turystów. Doskonale nadają się do wycieczek krajoznawczych zarówno na rowerze szosowym, jak i górskim. Podczas wyprawy zawsze możemy skręcić w las, aby podziwiać wiekowe dęby i buki czy sosnowe zagajniki nad jeziorami. Mój ulubiony szlak liczy ok. 60 km i wiedzie przez Bytów, Kołczygłowy, Górki, Unichowo i dalej drogą na Bytów. Na tej trasie znajduje się podjazd, który nazywaliśmy „Małe Alpy”. Podczas ścigania się w tym właśnie miejscu przypuszczałem atak i często odjeżdżałem rywalom. W Bytowie odbywają się też imprezy rowerowe Lang Team. Przez ostatnie lata organizowaliśmy w tym mieście niezmiernie popularny Skandia Maraton Lang Team, a na 30 sierpnia br. zaplanowaliśmy edycję Tauron Lang Team Race – nowego wyścigu szosowego dla amatorów.

 

BUKOWINA TATRZAŃSKA
3-tysięczna Bukowina Tatrzańska z kompleksem BUKOVINA Terma Hotel Spa stanowi centrum kolarstwa na Podhalu. Jej okolica to typowo górski region z dużą liczbą podjazdów. Jeśli ktoś szuka mocnych wrażeń, morderczych wspinaczek i szybkich zjazdów, to urokliwe miejsce w powiecie tatrzańskim na pewno przypadnie mu do gustu. Za wielką atrakcję uchodzi tu oznakowana trasa królewskiego etapu Tour de Pologne o długości ponad 38 km. Jej początek znajduje się przy hotelu. Potem prowadzi w dół do Poronina. Na pierwszym podjeździe pod Ząb wspinamy się na wysokość 986 m n.p.m. Następnie zjeżdżamy na Leszczyny i znów pniemy się w górę do Gliczarowa Górnego. Tutaj problemy mają nawet najlepsi kolarze świata, bowiem nachylenie terenu sięga aż 22 proc., przez co niekiedy ciężko pokonać wzniesienie samochodem, a co dopiero na rowerze. Cykliści, którzy dokonają tej sztuki, mogą odsapnąć chwilę przy tablicy pamiątkowej kultowego już podjazdu Tour de Pologne. Na najwytrwalszych czeka jeszcze finałowy odcinek do Bukowiny Tatrzańskiej. Słynna runda królewskiego etapu stanowi również trasę coraz popularniejszego Tour de Pologne Amatorów. Najlepszym uczestnikom wyścigu udaje się przejechać ją w czasie poniżej 1 godz., mnie zajęło to 1 godz. i 7 min.
     Ta podhalańska miejscowość to także świetny punkt wypadowy. Można wybrać się z niej na Słowację, choćby do Szczyrbskiego Jeziora (Štrbské Pleso), gdzie kończył się jeden z etapów Tour de Pologne w 2014 r. Innym ciekawym miejscem jest Czorsztyn i urocze Pieniny. Dodatkowym atutem w tym rejonie są niezbyt zatłoczone drogi, życzliwi kierowcy i przyjaźnie nastawieni do turystów mieszkańcy, którzy zawsze chętnie pomagają cyklistom w potrzebie. Do jazdy po Podhalu polecam rower szosowy.

 

JEZIORO GARDA
Największe włoskie jezioro (ok. 370 km² powierzchni) – Garda (Lago di Garda) – dzięki swojemu urokliwemu położeniu, w połowie drogi między Brescią i Weroną, stało się prawdziwym zagłębiem turystycznym z mnóstwem kurortów. Jego okolice oferują dużo możliwości kolarzom, zarówno tym jeżdżącym rekreacyjnie i krajoznawczo, jak i bardziej doświadczonym i szukającym większych wyzwań. Trasa wokół zbiornika liczy mniej więcej 150 km. W kilku miejscach, zwłaszcza na północy, trzeba przejechać przez nieoświetlone tunele, więc jeszcze przed rozpoczęciem wycieczki warto kupić dobrej jakości lampy. Pokonanie całego szlaku daje ogromną satysfakcję, ponieważ po drodze mija się wiele malowniczo położonych miejscowości, a sama panorama Gardy zapiera dech w piersiach. W rejonie południowym panuje większy ruch samochodowy. W pobliże Werony turyści ściągają do parków rozrywki (Gardaland) i na safari (w Parco Natura Viva). Nie ma jednak powodów do obaw, we Włoszech kultura rowerowa stoi na wysokim poziomie. Kierowcy, przyzwyczajeni do widoku rowerzystów, szanują ich i prowadzą swoje auta niezmiernie uważnie.

FOT. TRENTINO MARKETING/RONNY KIAULEHN

Wycieczka rowerowa wzdłuż Gardy


     Tym osobom, które nie będą w stanie okrążyć Gardy, polecam odjechać od jeziora na 20–30 km w okolicach miasteczka Salò, a odkryją piękne podjazdy, zapory i interesujące szlaki. Ludność tego regionu Italii jest niezwykle gościnna. Mieszkałem w nim przez ponad 10 lat, do tej pory posiadam tutaj dom i chętnie do niego wracam. Pogoda w tym pięknym zakątku Włoch zazwyczaj dopisuje, szybko robi się ciepło, więc grupy zawodowe często organizują w nim zgrupowania. Zresztą nad Gardą mieszka wielu kolarzy. W pobliżu jeziora mają do wyboru płaskie drogi i strome wzniesienia, a poza tym mogą się delektować doskonałym włoskim jedzeniem. Czego im więcej potrzeba do szczęścia…?

 

PROWINCJA TRYDENT (TRENTINO)
Przepiękne, ale i wymagające Dolomity stanowią wyzwanie dla każdego zawodnika, który chce spróbować swoich sił w wysokich górach. To dlatego właśnie przez nie niezmiernie często prowadzi trasa Giro d’Italia – prowincja Trydent na stałe wpisała się w historię tego słynnego włoskiego wyścigu. W 2013 r. wytyczono tu dwa pierwsze etapy Tour de Pologne. Jubileuszowa, 70. edycja tej imprezy odbyła się pod hasłem „Z ziemi włoskiej do Polski” i wiodła szlakami Jana Pawła II. 6 czerwca 2015 r. organizujemy w Trentino kolarski wyścig szosowy dla amatorów – Tour de Pologne Challenge Trentino. Każdy jego uczestnik będzie mógł przejechać finałowe 75 km trasy 2. odcinka Tour de Pologne z 2013 r. Czeka go jednak ciężka próba, bo do pokonania ma 3 trudne podjazdy: przełęcze Pampeago (1983 m n.p.m.), Costalunga (1745 m n.p.m.) i wreszcie Pordoi (2239 m n.p.m.), gdzie Francuz Christophe Riblon cieszył się z etapowego zwycięstwa, a Rafał Majka zdobył koszulkę lidera. Do innych interesujących miejsc należy choćby przełęcz Stelvio, położona na wysokości 2757 m n.p.m.
     Właściwie wszędzie w tym rejonie drogi rowerowe są doskonale przygotowane, a w najmniejszym nawet punkcie turystycznym można uzyskać wszystkie niezbędne informacje o szlakach i otrzymać mapy. Zimą Trydent oblegają narciarze, a wiosną i latem robi się w nim aż gęsto od rowerzystów.

 

ALICANTE
Jeden z najważniejszych portów Hiszpanii na Morzu Śródziemnym – ponad 330-tysięczne miasto Alicante – to z kolei mekka kolarzy zawodowych. Pierwszym Polakiem, który odkrył ten region, był bodajże Piotr Wadecki, od 2007 r. selekcjoner polskiej kadry szosowców. Potem w jego ślady poszli następni sportowcy z naszego kraju. Wiem, że mistrz świata w wyścigu ze startu wspólnego z 2014 r. Michał Kwiatkowski wynajmuje tutaj willę razem z innymi zawodnikami, z którymi wspólnie trenuje.
     W Alicante i jego okolicach znajdziemy niemal wszystko. Zgodnie z lokalnymi przepisami rowerzyści są uprzywilejowani wobec kierowców samochodów. To wzmacnia poczucie bezpieczeństwa i zachęca do wypraw na dwóch kółkach. Dlatego też do tego malowniczego hiszpańskiego miasta przyjeżdżają ludzie z całej Europy, nawet w grupach po 50–60 osób. Cykliści, którzy nie chcą wieźć sprzętu z daleka, bez problemu zakupią go w tutejszym sklepie lub wynajmą w wypożyczalni. Rowery zarezerwujemy wcześniej przez internet, w ten sposób będą już na nas czekać po naszym przybyciu. W weekendy często odbywają się również wycieczki dla miłośników jednośladów, wyjątkowo profesjonalnie zorganizowane. Wszystkim zajmuje się wyspecjalizowany instruktor, który dobiera dystans w zależności od charakteru grupy i oczekiwań uczestników. Szlaki są na ogół świetnie oznaczone i bardzo zróżnicowane. Do wyboru mamy płaskie drogi wzdłuż wybrzeża, skąd rozpościerają się zachwycające widoki, lub wymagające dużego wysiłku trasy górskie. W tej okolicy można się nawet zgubić! Sam pamiętam, jak kręciłem się po górach wokół Alicante i niemal zabłądziłem. Wróciłem dopiero po 10 godzinach.

 

MAJORKA
Na Majorkę przybywa na wycieczki rowerowe niemal cały świat. Największa wyspa w archipelagu Balearów (3640 km² powierzchni) jest niezmiernie modna wśród miłośników dwóch kółek, ale ta popularność nie bierze się znikąd. Po prostu panują na niej doskonałe warunki do uprawiania kolarstwa, przede wszystkim szosowego. Na rowerze można zwiedzić wszystkie części lądu. Wystarczy kupić dobrą mapę, przestudiować ją spokojnie, wyznaczyć trasę i ruszać na szlak. Nie tylko ujrzymy tu przepiękne widoki, lecz także spotkamy przyjaciół albo nawiążemy nowe znajomości. Pamiętam, jak jechaliśmy któregoś dnia prostą drogą. W pewnej chwili podniosłem głowę i zobaczyłem przed sobą cały sznur kolarzy. Poczułem się jak w prawdziwym peletonie, których zresztą na Majorce napotkamy całkiem sporo. Każdy turysta znajdzie na niej odpowiedni dla siebie wyścig amatorski, poza tym organizuje się tutaj też imprezy dla zawodowców. Świetnie zaopatrzone są również wypożyczalnie sprzętu – widziałem takie na 500 albo nawet więcej rowerów.
     Tę hiszpańską wyspę pokrywają znakomicie oznaczone i wyjątkowo ciekawe trasy. Sezon trwa długo, bo słońce świeci w tym rejonie niemal cały rok. Dlatego wiele drużyn zawodowych właśnie na Majorce przygotowuje się do ważnych startów. Pojawiają się na niej także zorganizowane grupy z Polski. Sam bardzo lubię jeździć po tej części Balearów z przyjaciółmi. Piękne rowerowe wspomnienia mam z wyjazdów na wyspę z naszym wybitnym kolarzem szosowym Ryszardem Szurkowskim, Pawłem Ziembą (prezesem zarządu Skandia Życie Towarzystwo Ubezpieczeń S.A., sponsorem głównym wyścigu Tour de Pologne i cyklu Skandia Maraton Lang Team) i Henrykiem Charuckim (utytułowanym byłym zawodnikiem, a obecnie właścicielem firmy Harfa-Harryson).

 

JELENIA GÓRA
Jelenia Góra to wymarzone miejsce dla wielbicieli kolarstwa górskiego. W popularyzacji tego zakątka Polski zasłużyła się ogromnie Maja Włoszczowska, polska wicemistrzyni olimpijska z Pekinu z 2008 r. W tym mieście co roku rozgrywaliśmy Lang Team Grand Prix MTB. Zawody przyciągały światową czołówkę sportowców i były niezmiernie widowiskowe. Startowali w nich choćby Szwajcarka Jolanda Neff czy Szwed Karl Emil Lindgren, gwiazdy MTB. Wszyscy zawsze doceniali organizację i wspaniałą, bardzo wymagającą trasę wyścigu. W 2014 r. na jego potrzeby powstał specjalny tor przeszkód, dostępny również dla mieszkańców i turystów.
     Wokół Jeleniej Góry można znaleźć wiele szlaków dla amatorów kolarstwa górskiego, ale to także rejon doskonale znany kolarzom szosowym za sprawą Tour de Pologne. To miasto nad rzeką Bóbr oraz pobliski Karpacz są częścią historii naszego wyścigu. Słynny wznoszący się odcinek na Orlinek stanowił jego wielką ozdobę. Dziś jest jednym z najpopularniejszych podjazdów asfaltowych w Polsce. Rower stał się ważnym elementem turystyki i promocji regionu jeleniogórskiego. Wyruszymy stąd na wyprawy w Góry Izerskie, na Polanę Jakuszycką albo w Karkonosze. Do wspaniałych tutejszych atrakcji należą zabytkowa Wieża Książęca w Siedlęcinie bądź sala multimedialna Wirtualnego Muzeum Barokowych Fresków na Dolnym Śląsku w Jeleniej Górze. Poza tym aktywna lokalna społeczność systematycznie wzmacnia kolarski charakter rejonu. To wszystko powoduje, że wiosną i latem na okolicznych drogach nie brakuje rowerzystów.

 

BIESZCZADY
Te góry cieszą się wśród turystów wielką popularnością, ale mam poczucie, że ciągle pozostają nie do końca odkryte. Co prawda podróż na południowo-wschodnie krańce Polski z jej centrum zajmuje kilka godzin, ale miejscowe widoki wynagradzają trudy wyprawy. My organizowaliśmy tutaj jedne z pierwszych wyścigów w kolarstwie górskim – Tour de Bieszczady, ale miłośnicy odmiany szosowej też dadzą sobie radę.
     Bieszczady kojarzą mi się głównie ze znanym i atrakcyjnym szlakiem – Wielką Pętlą Bieszczadzką. Za punkt startu najczęściej uznaje się na niej Lesko, skąd można pojechać na wschód drogą na Olszanicę. Kolejnym przystankiem są Ustrzyki Dolne. Potem kierujemy się na Czarną, mijamy Lutowiska i dojeżdżamy do Ustrzyk Górnych – południowego krańca trasy. Podczas wycieczki warto robić sobie odpoczynki i kontemplować przyrodę, bo rozległe przestrzenie zapierają dech w piersiach. Powrót do Leska przez Wetlinę, Cisną i Baligród jest równie malowniczy. Taki rajd stanowi poważne kolarskie wyzwanie, bo liczy sobie niemal 150 km. Osoby o słabszej kondycji mogą przemierzyć małą pętlę o długości niespełna 100 km. W tym wariancie z Czarnej wyruszamy na zachód, mijamy przepiękne Jezioro Solińskie i przez Polańczyk wracamy do Leska. W sezonie w Bieszczadach odpoczywa sporo turystów, ale szlaki rowerowe wbrew pozorom nie są zbytnio zatłoczone. Na pewno warto się tu wybrać jesienią lub wiosną, kiedy mieniące się najpiękniejszymi barwami krajobrazy wyglądają naprawdę pocztówkowo.

 

WZDŁUŻ WISŁY
Ostatnia taka rzeka w Europie – tak mówi się o Wiśle, która na ogromnym obszarze pozostaje dzika, nieuregulowana i po prostu piękna. Może ona stanowić znakomitą oś wyprawy przez nasz kraj. Choć wydaje się to bardzo ambitnym wyzwaniem, tak naprawdę w 2014 r. podczas Tour de Pologne kolarze przejechali właśnie całą Polskę, częściowo wiślanymi brzegami. Ta 71. edycja wyścigu nawiązywała do 25-lecia wolnej ojczyzny Polaków, a jej trasa przebiegała od Bałtyku do Tatr m.in. przez takie miasta jak Toruń, Warszawa i Kraków.
     Osobiście za niezmiernie malownicze uważam nadwiślańskie okolice Sandomierza, a także Kazimierz Dolny. To ostatnie pełne magii miasteczko często odwiedzają amatorzy rowerów górskich. W tym rejonie znajduje się wiele ciekawych odcinków szutrowych i niesamowite lessowe wąwozy. Góra Trzech Krzyży (Wzgórze Trzech Krzyży) to znakomity punkt widokowy, z którego można podziwiać majestatycznie sunącą Wisłę. Z kolei wszystkim mieszkańcom Warszawy polecam wycieczkę na południe od stolicy. Najlepiej zacząć ją na Kabatach, gdzie wytyczono dużo ścieżek rowerowych. Po przemierzeniu Lasu Kabackiego im. Stefana Starzyńskiego trafiamy do Parku Kultury w Powsinie i następnie docieramy do uroczego Konstancina-Jeziorny. Stąd warto odbić w kierunku Wisły, aby już nad rzeką jechać w stronę Góry Kalwarii, mijając po drodze sady jabłkowe. Na końcu wyprawy czeka na nas Czersk z kilkusetletnim zamkiem książąt mazowieckich.

 

JURA KRAKOWSKO-CZĘSTOCHOWSKA
Niezwykła Wyżyna Krakowsko-Częstochowska rozciąga się na długości ok. 80 km pomiędzy Krakowem i Częstochową. Do najbardziej charakterystycznych elementów krajobrazu tego regionu zalicza się wapienne skały, które przyciągają miłośników wspinaczki i sportów ekstremalnych. To jednak również prawdziwy raj dla cyklistów. Obszar ten jest niezmiernie urozmaicony i różnorodny, dzięki czemu oferuje wiele atrakcyjnych dróg. Ja polecam szczególnie Szlak Orlich Gniazd, który pozwala zobaczyć najciekawsze tutejsze warownie. Te zabytkowe obiekty znajdują się w większości w ruinie, ale i tak prezentują się niesamowicie. Trasa liczy ponad 180 km. Jeśli będziemy chcieli odwiedzić wszystkie jej interesujące punkty, okaże się dłuższa. Najlepiej wyruszyć z Krakowa w kierunku zachodnim. Po mniej więcej 25 km dotrzemy do Zamku Tenczyn (Tęczyn), wybudowanego na wygasłym wulkanie. Spod niego odbijamy na północ do Parku Krajobrazowego „Dolinki Krakowskie”, jednej z jurajskich pereł. Ten teren wypełniają piękne doliny, strzeliste skały i tajemnicze jaskinie. Urodą dorównuje mu leżący nieco bardziej na wschód Ojcowski Park Narodowy ze słynną Maczugą Herkulesa i Zamkiem w Pieskowej Skale. Na północy z kolei czekają na nas choćby zamki Ogrodzieniec i Bobolice czy twierdza w Olsztynie koło Częstochowy. Można tu też zahaczyć o wzgórze Czubatka, skąd rozciąga się piękny widok na Pustynię Błędowską. Na jurajską wyprawę rowerową warto poświęcić przynajmniej kilka dni, a wcześniej ją starannie zaplanować. Bez problemów poradzą sobie na wyżynie kolarze szosowi i górscy. Wszyscy jednak muszą się liczyć z mnóstwem podjazdów.

FOT. ŚLĄSKA ORGANIZACJA TURYSTYCZNA

Zamek Ogrodzieniec wznosi się we wsi Podzamcze koło Ogrodzieńca

 

KROKOWA
Urocza miejscowość Krokowa leży na Kaszubach w bliskim sąsiedztwie Morza Bałtyckiego. Pełna atrakcji i zabytków wieś stanowi świetny punkt wypadowy do różnego rodzaju wycieczek dla cyklistów. Najlepiej poruszać się tutaj na rowerze górskim, ponieważ dzięki temu uda nam się dotrzeć do najpiękniejszych miejsc w tym rejonie, np. Nadmorskiego Parku Krajobrazowego. Z Krokowej niedaleko jest już do Jeziora Żarnowieckiego – dużego zbiornika (14,31 km² powierzchni) słynącego przede wszystkim z nigdy niedokończonej budowy pierwszej w Polsce elektrowni jądrowej. Akwen objedziemy od południa. Po południowo-zachodniej jego stronie powinniśmy wstąpić do Gniewina. Znajduje się w nim Wieża Widokowa (w Kompleksie Turystyczno-Rekreacyjnym „Kaszubskie Oko”), z której można podziwiać panoramę okolicy. Bardziej wytrwali turyści mają szansę pomknąć na północ aż do Dębek i zatrzymać się dopiero na wspaniałej bałtyckiej plaży. Od wspomnianej miejscowości oddziela ją pas sosnowego lasu, dlatego nie panuje na niej tłok i w spokoju uda nam się rozkoszować kolorami, jakie maluje na niebie zachodzące słońce. Z Dębek przez Karwieńskie Błota dojedziemy aż do przylądka Rozewie, szczycącego się latarnią morską. Ciekawym pomysłem będzie również odwiedzenie Helu, zwłaszcza że przez całą Mierzeję Helską biegnie ścieżka rowerowa. Rozpoczyna się ona już w Gdyni i prowadzi przez Puck, Władysławowo aż do krańca półwyspu. Trasa ta jest nie tylko interesująca, lecz także niezmiernie malownicza.
     Rowerzyści z sezonu na sezon coraz chętniej przyjeżdżają do Krokowej. Widzę, jak wielką popularnością cieszy się odbywający się w niej Skandia Maraton Lang Team dla kolarzy górskich. W lipcu 2015 r. po raz pierwszy zorganizujemy tu wyścig szosowy dla amatorów z cyklu Tauron Lang Team Race, który zapowiada się niezwykle atrakcyjnie.

 

WZDŁUŻ DUNAJU
Na koniec pragnę polecić wyjazd nad jedną z najpiękniejszych rzek Europy. Naddunajska Trasa Rowerowa (Donauradweg) stanowi świetny pomysł na wakacje, szczególnie że oferuje wiele możliwych wariantów. Najbardziej wytrwali cykliści mogą pokonać cały szlak prowadzący aż do Rumunii (ok. 2850 km). Jednak za najpopularniejszy uchodzi odcinek z Pasawy do Wiednia (mniej więcej 300 km). Ten pierwszy bawarski ośrodek, leżący przy granicy z Austrią, nazywa się „miastem trzech rzek”, bowiem zbiegają się w tym punkcie Dunaj, Inn i Ilz. Chętnie odwiedzają go nie tylko rowerzyści, ale też zwykli turyści. Z Pasawy przez przepiękne wioski, bajeczne doliny i obok średniowiecznych klasztorów jedziemy w stronę austriackiego Linzu. Wijący się malowniczo Dunaj tworzy zapierającą dech w piersiach pętlę Schlögener Schlinge. To obowiązkowy przystanek każdej wycieczki – koniecznie trzeba zrobić sobie w tym miejscu pamiątkowe zdjęcie. Kolejną atrakcją jest bogaty w zabytki Linz, w którym warto spędzić choćby kilka godzin. Gdy wyruszamy dalej na zachód, w okolicznym krajobrazie zaczynają dominować sady i winnice. Po drodze należy zajrzeć do wspaniałego Opactwa Benedyktynów Göttweig niedaleko Krems. Na koniec docieramy do Wiednia, który zdecydowanie nie potrzebuje reklamy. W austriackiej stolicy można spędzić nie parę godzin, ale kilka dni!

FOT. DONAU OÖ/WEISSENBRUNNER

Pętla Dunaju Schlögener Schlinge


     Wycieczka rowerowa wzdłuż modrego Dunaju będzie idealną propozycją na wakacje dla całej rodziny. Tym szlakiem podróżuje się komfortowo, bezpiecznie i w doskonałych warunkach. W Austrii nie ma również problemu ze znalezieniem noclegu w pensjonatach czy na kempingach i to w całkiem rozsądnych cenach.

Artykuły wybrane losowo

Sardynia – miłość od pierwszego wejrzenia

 

ALEKSANDRA GĄSOWSKA

 

 Prawdopodobnie nie da się pojechać na Sardynię i nie wrócić zakochanym w jej klimacie, różnorodności, krajobrazach, atmosferze, kulturze, tradycjach, winie, jedzeniu i ludziach. Są tacy, którzy tu przybyli i już zostali. Aż trudno uwierzyć, że ten raj znajduje się tak blisko, niemal na wyciągnięcie ręki, bo już niespełna trzy godziny lotu od Polski.

 

Obecnie Polacy plasują się na dziewiątym miejscu na liście turystów ze świata najliczniej odwiedzających tę piękną wyspę. Ze względu zarówno na coraz bardziej efektywną promocję regionu, jak i uruchomione nowe połączenia lotnicze do Alghero (Wizz Air z Warszawy i Katowic) i Cagliari (Ryanair z Krakowa i Modlina), liczba naszych rodaków wybierających ten kierunek na spędzenie urlopu ciągle rośnie.

 

Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ Sardynii nie da się opisać, trzeba jej doświadczyć każdym zmysłem. Ta wyspa, która była wielokrotnie podbijana, dziś sama podbija serca turystów. Można poczuć się na niej jak dziecko w fabryce czekolady Willy’ego Wonki. Sardynia spełnia marzenia plażowiczów, miłośników sportów ekstremalnych, ludzi lubiących aktywnie spędzać czas w górach i na wodzie, rodzin z dziećmi i seniorów, poszukiwaczy zaginionych cywilizacji, kolekcjonerów wyjątkowego rękodzieła, osób uwielbiających uczestniczyć w barwnych lokalnych świętach i zabawach oraz prawdziwych smakoszy.

 

PRZEZ ŻOŁĄDEK DO SERCA

 

Sardyńska kuchnia wiele mówi o mieszkańcach wyspy, jej historii i miejscowych tradycjach i jest tak różnorodna jak sami Sardyńczycy. Królują w niej proste, lecz oryginalne i wyraziste smaki, lokalne zwyczaje kulinarne mieszają się z wpływami katalońskimi, arabskimi, liguryjskimi, rzymskimi, genueńskimi, pizańskimi i sabaudzkimi. Z powodu licznych najazdów wyspiarze często chronili się w głębi lądu i osiedlali w centralnej, górzystej jego części. Dlatego też Sardyńczycy zajmują się pasterstwem i rolnictwem, a bardziej niż dania ze stworzeń morskich cenią sobie potrawy z warzyw, baraniny czy koźliny. Ziemię darzą zresztą niebywałym szacunkiem. Być może z tego względu Sardynia wiedzie prym wśród włoskich regionów specjalizujących się w uprawach biologicznych.

 

Bez wątpienia warto tu spróbować przepysznych kiełbas i salami, a w szczególności porceddu – młodego prosięcia (8–10 kg) pieczonego przez wiele godzin na ruszcie, przyprawionego jedynie solą morską i przygotowywanego tradycyjnie przez pasterzy ze wzgórz Barbagii. W tym rejonie hoduje się sardyńską rasę owiec (sarda), których mleko służy do produkcji znakomitych serów. Króluje wśród nich pecorino, w tym pecorino sardo. Co ciekawe, Sardynia jest największym wytwórcą pecorino romano i największym w Europie producentem serów owczych. Powstają tutaj również sery z koziego i krowiego mleka, np. pachnąca świeżością ricotta, która wyśmienicie smakuje z lokalnym miodem i cienkim, chrupiącym sardyńskim chlebem carasau (pane carasau). Ten ostatni przyrządza się według starej receptury. Piecze się go dwukrotnie – przed drugim razem płaski pszeniczny placek rozdziela się jeszcze na pół. Przepis na ten chleb został stworzony z myślą o pasterzach, którzy przebywali z dala od domu przez długie miesiące i potrzebowali zapasów jedzenia. Carasau sprawdzał się znakomicie jako prowiant, ponieważ nadaje się do spożycia nawet do roku od wypieczenia. Na Sardynii niemal w każdej miejscowości znajdziemy nieco inną odmianę tego pieczywa. Różne są także sposoby jego przyrządzania, a w procesie produkcji często uczestniczy kilka domostw.

 

Ze słodkich wypieków warto skosztować pokrytych cytrynowym lukrem ciasteczek mostaccioli czy rujoli z ricotty, kostek z pigwowej marmolady cotognata, orzechowych kulek bucconettos i babeczek zwanych cardinali (cardinales). Poza tym wyśmienicie smakują teżculurgiòni (culurgiònes) – swoim kształtem przypominają pierogi, a konsystencją polskie kopytka, tradycyjnie wypełnia się je nadzieniem z ziemniaków, sera i mięty.

 

Nadmorskie kurorty są rajem dla smakoszy ryb i owoców morza. Na pewno zachwycą ich podawane na rozmaite sposoby małże, langustynki (homarce), krewetki i kraby. Specjałem, którego nie można nie spróbować, jest bottarga, solona i suszona ikra cefala.

 

W sardyńskim winie da się wyczuć ślady czasów, kiedy wyspę zdobywali przedstawiciele różnych kultur, a w szczególności wpływy hiszpańskie. Na Sardynii występuje wiele odmian winorośli, zarówno tych uprawianych w innych regionach Morza Śródziemnego, jak i lokalnych, niespotykanych nigdzie indziej, takich jak Cannonau, Semidano, Nuragus, Girò, Monica, Torbato czy Vernaccia di Oristano. Do owoców morza doskonale pasuje schłodzone wyważone białe Vermentino. Do mięs natomiast Sardyńczycy rekomendują wina czerwone: wytwarzane już przez starożytne ludy Cannonau i cieszące się coraz większą popularnością Carignano del Sulcis.

 

 BOGATA HISTORIA

 

Sardynia to prawdziwa mozaika kultur. Można ją odkrywać całe życie i nigdy nie poznać w pełni. Niektórzy nawet twierdzą, że jest ona zaginioną Atlantydą, a tajemnicza starożytna cywilizacja nuragijska, która rozwijała się na wyspie od XIX do II w. p.n.e., osiągnęła świetność równą wspaniałości mitycznych Atlantów. Jej przedstawiciele nie pozostawili jednak po sobie żadnych tekstów, dlatego przez wiele lat ich kultura uznawana była za bardzo prymitywną i niezasługującą na uwagę. Dopiero od niedawna badacze interesują się nią coraz częściej. Najnowsze odkrycia dowodzą, że cywilizacja ta przeżywała swój największy rozkwit w okresie X–VIII w. p.n.e. Do dziś zachowały się m.in. groby gigantów, statuetki z brązu, rzeźby z piaskowca w Mont’e Prama i zagadkowe kamienne wieże, czyli nuragi. Tych ostatnich obiektów, wciąż w dobrym stanie, na całej Sardynii jest ok. 7 tys. Najwięcej znajduje się w Dolinie Nuragów (Valle dei Nuraghi) w centralnej części lądu. Co ciekawe, niektóre nuragijskie budowle przypominają bardzo architektoniczne konstrukcje z odległych krajów, np. święta studnia Funtana Coberta wBallao wygląda podobnie jak ta zachowana koło wioski Garlo w Bułgarii.

 

Do 238 r. p.n.e. na wyspie panowali Kartagińczycy, których wyparli Rzymianie. Ci pierwsi zostawili po sobie wiele śladów. Do czasów obecnych przetrwały m.in. fragmenty domów, cmentarzy czy sanktuarium (tofet) poświęcone bogini Tanit w starożytnym mieście Nora. Kilka stuleci wcześniej, ok. IX w. p.n.e. u wybrzeży Sardynii zbudowali swoje pierwsze porty handlowe feniccy żeglarze. W 540 r. p.n.e. Fenicjanie weszli w konflikt z miejscową ludnością i zwrócili się o pomoc do Kartaginy, która stopniowo podbiła większość wyspy. Po każdym najeździe rdzenni mieszkańcy przenosili się dalej w głąb lądu, na górzyste tereny Barbagii. Wśród Sardyńczyków nadal żywe jest przekonanie, że do ich małej ojczyzny niebezpieczeństwo zawsze przychodzi od morza. Na Sardynię zawitali również Grecy. W miejscu fenickiej osady założyli w VII w p.n.e. kolonię Olbia, później rozbudowaną przez Kartagińczyków. Obecnie to czwarte największe sardyńskie miasto (z 60 tys. mieszkańców). Znajdują się w nim port morski i lotnisko będące bramą do Szmaragdowego Wybrzeża (Costa Smeralda).

 

Po Rzymianach pojawili się tu Wandalowie (od 456 do 534 r.), Bizantyjczycy i Arabowie. Wyspa należała także do Genui i Pizy, a następnie papież Bonifacy VIII (ok. 1230–1303) podarował ją w 1295 r. władcom Aragonii (na mocy traktatu w Anagni). Kilkaset lat później była nawet krótko (przez kilka lat) w rękach Austrii, która wymieniła ją z Sabaudią na Sycylię. Od 1720 r. Sardynią rozporządzała dynastia sabaudzka i w wyniku tego w 1861 r. stała się ona częścią Włoch. Jednak do dziś wyspiarze mówią, że są przede wszystkim Sardyńczykami, a dopiero potem Włochami.

 

 SARDYŃSKA BARCELONA

 

 Do Alghero możemy dolecieć bezpośrednio z Warszawy i Katowic liniami Wizz Air (w sezonie letnim). Miasto zadziwia już od pierwszych chwil, ponieważ przyjezdni czują się w nim jak na hiszpańskim wybrzeżu. Takie skojarzenia przywodzi na myśl miejscowa architektura, układ uliczek, lokalna kuchnia, przypominający kataloński język (dialekt algherese, alguerés), którym posługują się mieszkańcy, czy też flaga miasta składająca się z żółto-czerwonych pasów. Nawet nazwiska wielu osób brzmią jak w Hiszpanii. Skąd na północnym wschodzie Sardynii wzięła się mała Barcelona (Barceloneta)? Otóż w 1354 r. Alghero zdobył król Piotr IV Aragoński (1319–1387). Sprowadził do niego nowych osadników, m.in. z Katalonii. W 1372 r. Aragończycy wysiedlili ostatnich miejscowych buntowników. Miała to być kara za spisek tutejszej wpływowej genueńskiej rodziny Doria.

 

Obecnie w mieście mieszka na stałe 44 tys. ludzi. Znajdują się w nim małe, klimatyczne restauracje, piękny nadmorski deptak sąsiadujący z aragońskimi basztami, marina i niewielki port, z którego można wyruszyć w rejs wzdłuż wybrzeża i do pobliskich Grot Neptuna (Grotte di Nettuno). Nocny spacer uliczkami urokliwej starej części Alghero, po tętniącym życiem i romantycznym nabrzeżu jest dobrym sposobem na dostrojenie zmysłów do nieśpiesznego rytmu tego niezwykłego miejsca, gdzie wystawy sklepów cieszą oczy wyrobami z wydobywanego nieopodal koralu oraz jedynej w swoim rodzaju ceramiki.

 

W dzień warto wybrać się na wycieczkę łodzią po wcześniejszym zaopatrzeniu się w prowiant – focaccię del Milese, przysmak polecany przez okolicznych mieszkańców. Jeśli nie wieje zbyt mocno, bez problemu dostaniemy się do wspomnianych Grot Neptuna, do których rejsy organizowane są praktycznie co godzinę. Dwa razy w ciągu dnia można także popłynąć na spotkanie z delfinami. Do jaskini dotrzemy również drogą lądową – schodami z 656 stopniami (Escala del Cabirol). Powstały w latach 50. XX w. i prowadzą w dół z malowniczego szczytu klifu Capo Caccia. Niezależnie od wyboru trasy, Groty Neptuna robią na odwiedzających ogromne wrażenie. To jedna z głównych atrakcji na Sardynii. W ich wnętrzu możemy poczuć się jak tytułowy bohater powieści J.R.R. Tolkiena Hobbit, czyli tam i z powrotem w jaskini Golluma. W środku znajduje się słone jezioro Lamarmora o długości 120 m i szerokości 25 m, zasilane przez wodę morską. Choć ścieżka turystyczna ma 580 m, szacuje się, że system grot ciągnie się przez ok. 4 km. Oprócz jeziora, zachwyt budzą ogromne stalaktyty i stalagmity oraz nacieki jaskiniowe. Samo zwiedzanie trwa mniej więcej 40 minut, a wyprawa łodzią z portu w Alghero – 30–40 minut.

 

Pobyt w mieście dostarczy nam rozrywki na nawet kilka dni. Możemy leniwie wylegiwać się na jednej z okolicznych przepięknych plaż, wieczorami wyruszyć na zwiedzanie, wybrać się na zakupy w małych sklepikach, podziwiać zachody słońca przy orzeźwiającym aperitifie. W Alghero warto odwiedzić barokowy kościół jego patrona św. Michała Archanioła (Chiesa di San Michele Arcangelo). Kolorowa kopuła świątyni przepięknie mieni się w słońcu. Poza tym na zainteresowanie zasługuje pochodząca z XVI stulecia Katedra Matki Boskiej Niepokalanej (Cattedrale di Santa Maria Immacolata), skromna z zewnątrz, ale zachwycająca w środku, i XV-wieczny Kościół św. Franciszka (Chiesa di San Francesco, przebudowany w XVI w.) w stylu katalońskiego gotyku. Otaczające zabudowania miejskie baszty i mury chronią je od czasów panowania Aragończyków. Alghero jest jednym z niewielu włoskich miast warownych, w których zachowało się w dobrym stanie ponad 70 proc. murów obronnych. Ciągną się od Forte della Maddalena do Torre di Sulis (Torre dell’Esperò Rejal). Na północny zachód od placu Sulisa (Piazza Sulis) wybrzeża bronią bastiony poświęcone sławnym żeglarzom i podróżnikom: Bastioni Cristoforo Colombo, Bastioni Antonio Pigafetta, Bastioni Ferdinando Magellano i Bastioni Marco Polo.

 

W okolicy Alghero znajduje się nekropolia Anghelu Ruju ze słynnymi grobowcami zwanymi domami wróżek (domus de janas). Wiek tego odkrytego na początku XX stulecia cmentarza szacuje się nawet na 5 tys. lat. Nieopodal miasta jest też kompleks nuragów wraz z otaczającą je wsią i największym obiektem – Palmavera. Budowle powstawały w epoce brązu i żelaza. Oprócz tego warto również wyruszyć na Capo Caccia, zanurzony w szmaragdowym morzu wapienny cypel z licznymi jaskiniami. W jego pobliżu znajduje się wiele miejsc nurkowych, to także odpowiedni teren na trekking lub wspinaczkę.

 

Poza tym w rejonie Alghero można żeglować, pływać motorówką, uprawiać snorkeling, surfować czy wybrać się na degustację wina do winnicy albo odpoczywać na jednej z tutejszych plaż. Niedaleko miasta leży malownicza Spiaggia Lido di San Giovanni. Najbardziej urokliwe plaże są oddalone stąd o zaledwie kilka minut jazdy autobusem lub samochodem. Należą do nich Maria Pia (ok. 4 km), Punta Negra (7 km), La Speranza (9 km), Le Bombarde (10 km), Lazzaretto (11 km) i Mugoni (16 km).

 

Na wspomnienie zasługuje też wreszcie La Pelosa w miejscowości Stintino (mniej więcej 55 km na północ od Alghero). Jej zdjęcia stanowią popularny motyw pocztówek. To jedna z najpiękniejszych plaż nie tylko na Sardynii, ale prawdopodobnie również na świecie. Turkusowe morze oblewa wybrzeże pokryte delikatnym, białym piaskiem. Nieopodal na małej wysepce wznosi się aragońska wieża (Torre della Pelosa). Woda jest przejrzysta i ciepła, można w niej brodzić wiele metrów od brzegu. Niestety, w sezonie La Pelosę wypełniają tłumy turystów. Warto ją jednak odwiedzić nawet tylko dla samego spektakularnego widoku.

 

 REJS PO ARCHIPELAGU

 

 W poszukiwaniu małych, urokliwych plaż koniecznie trzeba pojechać na północny wschód wyspy, czyli na Szmaragdowe Wybrzeże (Costa Smeralda). Swoją nazwę zawdzięcza kolorowi wody, jaki morze przybiera w tej okolicy. Na całodniowy rejs po tutejszym malowniczym archipelagu La Maddalena (Arcipelago di La Maddalena) można wypłynąć z portu w Palau. Tylko wyspy La Maddalena, Caprera i Santo Stefano są zamieszkane, reszta (Spargi, Santa Maria, Budelli i Razzoli) pozostaje dzika i nietknięta ludzką ręką. W styczniu 1994 r. utworzono w tym rejonie Park Narodowy Archipelagu La Maddalena (Parco Nazionale dell’Arcipelago di La Maddalena).

 

Niektórych miejsc w tym niezmiernie ciekawym regionie nie będzie nam dane zobaczyć z bliska. Różową Plażę (Spiaggia Rosa) na Budelli wolno podziwiać jedynie z łodzi. Nazwano ją w ten sposób ze względu na barwę piasku. Charakterystyczne różowe drobiny to w rzeczywistości pokruszone pancerzyki otwornic Miniacina miniacea. Turyści nie mają już tutaj wstępu, ponieważ zabierali ze sobą na pamiątkę nietypowy piasek i w ten sposób niszczyli ten wyjątkowy zakątek. Na pozostałych wyspach również znajdziemy piaszczyste i otoczone skałami zatoczki. Promieniami słońca, przyjemnie ciepłą wodą i piękną przyrodą dookoła nas możemy cieszyć się na plażach na Santa Marii (Cala Santa Maria), Caprerze (Spiaggia di Cala Coticcio) i Spargi (Cala Corsara).

 

Na La Maddalenie pospacerujemy po wąskich uliczkach i zaułkach niewielkiego, uroczego miasteczka o tej samej nazwie. Na Caprerze z kolei odwiedzimy grób Giuseppe Garibaldiego (1807–1882). Ten włoski bohater narodowy umarł właśnie na tej wyspie. Przed śmiercią poprosił podobno o przestawienie swojego łóżka tak, aby mógł z niego widzieć morze.

 

Widok na zabytkowe Alghero od strony morza

Alghero panorama

© UFFICIO STAMPA DELLA REGIONE AUTONOMA DELLA SARDEGNA

 

 LUKSUS I NATURA

 

Costa Smeralda nosi jeszcze jeden przydomek, a mianowicie Wybrzeże VIP-ów. To tutaj największe gwiazdy odpoczywają z dala od błysków fleszy i przybywają miliarderzy, tu odbywają się wykwintne przyjęcia na wartych miliony dolarów jachtach. Do lat 60. XX w. ten rejon Sardynii był miejscem zupełnie dzikim i nieznanym. Mało żyzne ziemie, dziedziczone przez kobiety, nie mały dla Sardyńczyków wartości. Jednak gdy nad tą częścią wyspy przelatywał książę Aga Chan IV, przywódca ismailickich nizarytów, od razu się w niej zakochał. Odkupił więc za grosze od lokalnych właścicieli ich działki i w ciągu dwóch dekad przemienił region w ekskluzywną enklawę dla znanych ludzi, którzy chcieli uciec przed zgiełkiem i rozgłosem.

 

W ten sposób powstała cała infrastruktura umożliwiająca turystom pobyt na Szmaragdowym Wybrzeżu. Osuszono nadbrzeżne mokradła, zbudowano międzynarodowe lotnisko w Olbii i hotele. Od podstaw wzniesiono miejscowość, która stała się synonimem luksusu. Porto Cervo zaprojektował znany włoski architekt Luigi Vietti (przy projektach na Costa Smeralda pracowali jeszcze Francuz Jacques Couëlle i jego syn Savin oraz Włoch Michele Busiri Vici), któremu Aga Chan IV wyznaczył wiele rygorystycznych wytycznych. Przede wszystkim książę zadbał o to, żeby ograniczyć do minimum ingerencję w środowisko naturalne. Architekt otrzymał zadanie wykorzystania zastanych walorów tego miejsca w taki sposób, aby jednocześnie stworzyć miasteczko funkcjonalne, komfortowe i wkomponowane w piękny krajobraz. Wszystkie materiały służące do budowy musiały być dostępne na wyspie. Domy w Porto Cervo nie przewyższają drzew, możemy spotkać tu budynki, w które skały czy roślinność zostały niejako wtopione. To wyjątkowy przykład symbiozy architektury z naturą. Kolory ścian odpowiadają barwie okolicznych skał, kostki brukowe są granitowe, bramy wjazdowe i tarasy wykonano z drewna cedrowego. Wszelkie instalacje ukryto pod ziemią, nie dostrzeżemy też żadnych reklam, ponieważ wieszanie plakatów jest surowo zabronione. Dodatkowo książę roboty budowlane zlecał miejscowej ludności. Dziś sardyńska branża turystyczna szczyci się tym, że za cel stawia sobie dbanie o środowisko naturalne. Gdy Aga Chan IV zaczynał realizować swoje pomysły na Szmaragdowym Wybrzeżu, to podejście wydawało się rewolucyjne.

 

W Porto Cervo znajdują się prywatne rezydencje, mały Kościół Gwiazdy Morza (Chiesa di Stella Maris), luksusowe butiki, restauracje i port, w którym ogromne wrażenie robią zacumowane w nim jachty. Dzięki wyjątkowo harmonijnie zaprojektowanemu otoczeniu podkreślającemu piękno krajobrazu tutejsza marina zachwyca bardziej niż ta w Monako. Porto Cervo jest miejscowością, jakiej nie zobaczymy nigdzie indziej na świecie – ekskluzywną, lecz pełną klasy i nie narzucającą się swoim blichtrem naturze.

 

 OZDOBA WŁOCH

 

 Na północy wyspy nie sposób przeoczyć Castelsardo, prawdziwej perły wśród malowniczych sardyńskich miasteczek. Nad spienionymi morskimi falami i aragońską wieżą góruje w nim zamek. Historia miasta jest długa i pełna intrygujących zwrotów akcji. Za datę powstania Castelsardo przyjmuje się 1102 r., to jednak data umowna. Nowe osady zaczęto wznosić na Sardynii po 1016 r., czyli po pokonaniu muzułmańskiej flotyMudżahida (Mujāhida), władcy Denii, przez połączone siły Sardyńczyków, Pizańczyków i Genueńczyków. W geście wdzięczności za okazaną pomoc czterej królowie sardyńscy podarowali sojusznikom nieurodzajne ziemie nadmorskie, na których ci zbudowali twierdze i skąd rozpoczęli swoją ekspansję na wyspie. Tereny, gdzie dziś znajduje się Castelsardo, otrzymała wpływowa rodzina Doria z Genui, a zamek pozostawał w jej posiadaniu od 1102 do 1448 r. Usytuowana na wzniesieniu budowla była niezmiernie trudna do zdobycia, w środku zebrano zasoby wody pitnej i zapasy jedzenia na kilka lat oblężenia. Panowało przekonanie, że nikt nie podbije tak naprawdę Sardynii, jeśli nie zdobędzie tej fortecy. Początkowo nazywano ją Zamkiem Genueńskim (Castel Genovese), a po zagarnięciu jej przez Aragończyków – Zamkiem Aragońskim (Castel Aragonese). W 1527 r. flota rodziny Doria próbowała odzyskać twierdzę, ale – niestety – po kilku dniach oblężenia musiała przerwać atak. Przez kolejne wieki miasto i cała wyspa zmagały się z głodem i epidemiami. W 1720 r. Castel Aragonese przeszedł w ręce dynastii sabaudzkiej – Wiktor Amadeusz II (1666–1732) dostał Sardynię od Austrii w zamian za Sycylię. Kolejny król, Karol Emanuel III (1701–1773), zmienił w 1769 r. nazwę fortecy na Zamek Sardyński, czyli Castelsardo.

 

Obecnie w twierdzy znajdują się sale ślubne, a także Muzeum Plecionkarstwa Śródziemnomorskiego. Przedmioty z trawy morskiej wyplatano w różnych formach. Pełniły wiele funkcji – służyły za naczynia do użytku domowego, były stosowane do połowu ryb i skorupiaków, wykorzystywano je jako łodzie. W Castelsardo można kupić przepiękne tradycyjne kosze. Nawet jeśli nie należą do najtańszych, są praktyczną i oryginalną pamiątką, bardzo charakterystyczną dla Sardynii, podobnie jak wyroby z korka. Obok zamku wnosi się Konkatedra św. Antoniego Opata (Concattedrale di Sant’Antonio Abate), konsekrowana w 1622 r. Jej ołtarz zdobi XV-wieczny obraz Madonny z Dzieciątkiem na tronie. Warto zwiedzić też katakumby, w których powstała interesująca ekspozycja rzeźb i obrazów. Natomiast Kościół Matki Boskiej Łaskawej (Chiesa di Santa Maria delle Grazie) zachwyca prostotą i skromnym wystrojem. W środku znajdziemy drewnianą rzeźbę Jezusa. W świątyni ma swoją siedzibę Bractwo Krzyża Świętego. Jeżeli dopisze nam szczęście, trafimy na próbę pieśni wielkanocnych, które mężczyźni ze wspólnoty zawsze wykonują w kwartetach. To magiczny, nieporównywalny do niczego rodzaj muzyki. W Wielki Poniedziałek (Lunissanti) w miasteczku odbywa się procesja z krzyżem, podczas której członkowie bractwa, odziani w białe szaty i szpiczaste kaptury, modlą się poprzez swój śpiew.

 

Castelsardo to niezwykłe miejsce. Podczas pobytu na północy Sardynii trzeba koniecznie je odwiedzić i spędzić tu choćby jeden dzień na spacerze i zwiedzaniu. Jeśli poczujemy się zmęczeni, możemy usiąść, aby napić się prosecco i posilić się sardyńskimi przysmakami, najlepiej w którejś z klimatycznych knajpek z przepięknym widokiem na wyjątkowy zamek będący jednym z symboli wyspy.

 

DZIKOŚĆ DUSZY

 

Widok na Nuoro, główny ośrodek miejski we wciąż dzikiej Barbagii

Barbagia2

© JAROSŁAW DĄBROWSKI/AGENCJA-INFINITY.PL

 

W Sardynii łatwo się zakochać i to nie tylko w jej wspaniałych plażach, lecz także malowniczym górzystym wnętrzu lądu. Prawdziwym sercem tej wyspy, które bije nieustannie od dawien dawna, jest Barbagia. Przez zdobywców była nazywana krainą barbarzyńców i bandytów, ale tak naprawdę stanowi ona centrum ojczyzny Sardyńczyków. Tu rodziły się zwyczaje i tradycje. W tej surowej krainie hołdowano również kiedyś prawu wendety. Nad wioskami górują w niej skalne masywy Supramonte i Gennargentu z najwyższym szczytem Punta La Marmora (1834 m n.p.m.). Barbagia to raj dla osób kochających dziką naturę, wyprawy trekkingowe i wspinaczkę oraz… prostą, tradycyjną kuchnię. Charakterystyczne dla tego regionu są też murale – forma społecznej i politycznej ekspresji, których najwięcej znaleźć można w miasteczku Orgosolo. Mieszkańcy tej części wyspy wydają się niejako przyrośnięci do ziemi, a ta odwzajemnia to przywiązanie, choć każda ze stron w tym związku pozostaje tak samo wierna, jak i surowa.

 

JASKINIE I GOŚCINA U PASTERZY

 

Fragment świętej studni w osadzie nuragijskiej Sa Sedda ’e Sos Carros

 

Wykopaliska

© JAROSŁAW DĄBROWSKI/AGENCJA-INFINITY.PL

 

Z Alghero warto wybrać się doBarbagii na wycieczkę jeepami. Wyrusza się na nią z samego rana, żeby o godz. 9.00 przesiąść się w miejscowości Oliena do samochodów i spędzić cały dzień na wyprawie po górach i jaskiniach urozmaiconej oglądaniem stanowiska archeologicznego. Widoki po drodze są przepiękne – gdy po opuszczeniu nadmorskich kurortów przeniesiemy się w głąb Sardynii, możemy poczuć się jak w zupełnie innym świecie. Dobrze zabrać ze sobą przewodników, zwłaszcza osoby pochodzące z tego regionu, które z pasją opowiadają o każdym odwiedzanym miejscu i dzielą się historiami mrożącymi niekiedy krew w żyłach.

 

Jaskinia Sa Oche wita nas sylwetką spoglądającej z półki skalnej czarnej pantery. Otwór w skale przypomina dzikiego kota strzegącego przejścia. Temperatura powietrza znacznie się obniża już kilka metrów od wejścia do groty, co w letnim upale przynosi niezwykłą ulgę. Jaskinia jest tak naprawdę korytem górskiej rzeki wydrążonym przez jej nurt i przez część roku bywa całkowicie zalana. Zanim woda piętrząca się w podziemnych korytarzach wypłynie na zewnątrz, wydaje bardzo donośne odgłosy, czym ostrzega zamieszkujących dolinę ludzi przed nadchodzącym niebezpieczeństwem. Stąd pochodzi nazwa groty. Sa Oche oznacza w języku sardyńskim „głos”.

 

Kolejny punkt wyprawy to stanowisko archeologiczne Sa Sedda ’e Sos Carros – nuragijska wioska zbudowana ok. 1300 r. p.n.e. Kompleks składa się z mniej więcej 150 okrągłych i owalnych chat, centralnej budowli i świątyni. Jednak ze względu na brak funduszy większa część osady nie została odkopana. Do zwiedzania udostępniono zespół świątynny. Powstał on ku czci bóstw wody. Jego centrum wyznacza święta studnia z widocznymi do tej pory głowami muflonów. Kiedyś równomiernie tryskała z nich woda.

 

W okolicy miasteczka Oliena znajduje się Su Gologone, krótki strumień zasilający rzekę Cedrino. W rzeczywistości tworzy on prawdopodobnie podziemną rzekę, której odkryty został jedynie mały fragment. Speleologom podczas kilku niebezpiecznych ekspedycji udało się zejść do tej pory maksymalnie na głębokość 135 m (w 2010 r.). Nad wodą wypływającą ze źródła wznosi się niewielki kościół. Na jego ścianach dostrzeżemy ślady po powodziach nawiedzających tę okolicę. Znaczą mury aż pod sam sufit.

 

Zaledwie kilka kilometrów od Olieny leży jedna z najdzikszych i najbardziej fascynujących części Sardynii – zatoka Orosei (Golfo di Orosei). Za jej wyjątkową ozdobę uchodzą wspaniałe plaże takie jak Cala Goloritzè, Cala Luna i Cala Mariolu oraz przepiękna jaskinia zwana Grotta del Bue Marino.

 

Po całodziennym zwiedzaniu doskonałym odpoczynkiem jest prawdziwa uczta u pasterzy, którzy już od rana przygotowują ricottę i przez wiele godzin pieką porceddu oraz inne mięsiwa. W cieniu drzew można wypocząć, napić się i najeść do syta, a nawet poznać nieco pasterskie zwyczaje. Na przystawkę pasterze podają zimne wędliny i oliwki, pane carasau z miodem i świeżą ricottą, a do tego czerwone wino Cannonau. Danie główne stanowią pieczone kiełbasy i rozpływające się w ustach prosię z rusztu. Na deser są owoce, sery owcze i kozie, liście sałaty rzymskiej polane miodem i… kieliszek grappy. Ten prosty posiłek dostarcza doznań kulinarnych godnych najlepszej restauracji.

 

To tylko krótki opis niewielkiego skrawka Sardynii, na której znajdziemy wszystko, czego turyści mogą zapragnąć. Na zboczach szczytu Bruncu Spina (1829 m n.p.m.) w masywie Gennargentu pojeździmy nawet na nartach. Dlatego po pierwszej wizycie i każdej kolejnej chce się tu znowu wrócić. Nie sposób też poznać do końca całej wyspy, zawsze odkrywa się na niej coś zupełnie nowego. Sardynia jest jednocześnie przystępna i tajemnicza, otwarta i zagadkowa, po prostu niezmiernie fascynująca.

 

Cala Goloritzè, niezmiernie fotogeniczna nieduża plaża w zatoce Orosei

Cala GoloritzÉ

© RENATA TRAVEL

 

 

Panama – na skrzyżowaniu Ameryk

GRZEGORZ MAŁYGA

 

Chcąc przebyć ten środkowoamerykański kraj z zachodu na wschód, od granicy z Kostaryką po Kolumbię, trzeba pokonać niemal tysiąc kilometrów. W najwęższym miejscu natomiast wody atlantyckie i pacyficzne, omywające piaszczyste plaże i wiecznie zielone lasy namorzynowe, oddziela od siebie jedynie 50-kilometrowy pas lądu. Z pewnością położenie i ukształtowanie geograficzne są jednymi z wielkich atutów Panamy i sprawiły, że właśnie na jej obszarze stało się możliwe wybudowanie transoceanicznego kanału. Lecz nawet jeśli nie jest się kapitanem wielkiej jednostki pływającej, korzystającym z udogodnień morskiego skrótu, warto odwiedzić ten piękny kraj i podziwiać jego liczne atrakcje turystyczne!

2490 kilometrów urozmaiconego wybrzeża, ponad tysiąc wysp i wysepek dla wielbicieli wodnych atrakcji, spowite w chmurach wulkaniczne szczyty i obszary dzikiego lasu deszczowego dla żądnych przygód wędrowców, a do tego wszystkiego kolonialna architektura (Panama Viejo i historyczna dzielnica stolicy Panamy oraz fortyfikacje nad Morzem Karaibskim – Portobelo i San Lorenzo) wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO oraz – oczywiście – słynny Kanał Panamski, który zafascynuje nie tylko miłośników techniki. Poza tym spotkamy tutaj także niepowtarzalną mieszankę ludzi, którzy właśnie w tym środkowoamerykańskim kraju znaleźli swoje miejsce na ziemi.

Więcej…

Południowe i północne oblicze Indii

IT-11.jpg

Mauzoleum Tadź Mahal w Agrze upamiętnia żonę cesarza Szahdżahana

©MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF INDIA

 


Monika Skiba


Kto chce poznać prawdziwą potęgę natury, zobaczyć niezwykłe krajobrazy, zachwycić się pięknem architektury, a także potrzebuje duchowego ukojenia lub – przeciwnie – pragnie nasycić oczy intensywnymi kolorami i jest gotowy na zastrzyk życiowej energii, powinien pojechać do Indii. Ten kraj zadziwia, wywołuje różnorakie emocje, działa na wszystkie zmysły. Pozwala wyjść poza swoją strefę komfortu i równocześnie zajrzeć w głąb siebie. To naprawdę inny świat. 

Więcej…