WOJCIECH KUDER

 

<< Odkąd na początku XX stulecia wynaleziono pierwszy małoobrazkowy aparat fotograficzny, podróżowanie zaczęło nierozerwalnie wiązać się z dokumentowaniem rzeczywistości w kadrach. Dziś następca „camery obscury” towarzyszy człowiekowi wszędzie – od zaśnieżonych szczytów Himalajów po piaski Sahary i porywający magią tysiąca barw wodny świat Wielkiej Rafy Barierowej u wybrzeży Australii, na lądzie, w powietrzu i głęboko pod ziemią, wśród soczystej zieleni tropikalnych lasów Amazonii i surowej bieli niedostępnej Arktyki… >>

 

 FOT. INDIA TOURISM FRANKFURT Tadź Mahal w Agrze w Indiach – mauzoleum cesarzowej Mumtaz Mahal

Nic tak doskonale nie oddaje przecież niepowtarzalnego klimatu miejsca czy atmosfery wydarzenia jak znakomite ujęcie, które na ułamek sekundy zatrzymuje czas i w perfekcyjny sposób utrwala to, co najcenniejsze i warte pokazania. Przez długie dziesięciolecia ani odrobinę nie zmalały godne podziwu pasja i poświęcenie fotografów-globtroterów. Powstała za to nowa forma turystyki – fotoekspedycje. Obecnie to już nie tylko osobliwe hobby zarezerwowane dla garstki zapaleńców, ale prawdziwa moda, która podbija serca milionów ludzi na całej ziemi.  

 

W tym wydaniu magazynu All Inclusive chcielibyśmy zaprezentować alternatywę dla standardowych podróży – połączenie przyjemnego z pożytecznym, czyli poznawania fascynujących zakątków globu z nauką robienia doskonałych zdjęć. O przybliżenie tematu poprosiliśmy ekspertów w tej dziedzinie. Czym są dla nich fotoekspedycje? – To wyprawy przeznaczone dla wszystkich ludzi, fotografów i podróżników, dla których poznawanie świata i uwiecznianie go w kadrach stało się sensem życia. Podczas tego typu ekspedycji jest niezmiernie ważne, aby doświadczać autentycznych rzeczy: obcować z naturą, odwiedzać miejsca nieopisane w przewodnikach i rozmawiać z mieszkańcami odwiedzanych krajów o ich prawdziwym życiu. Dzięki temu zdobędziemy wyjątkowe zdjęcia i niezapomniane przeżycia, zasmakujemy egzotycznych potraw, poczujemy orzeźwiającą morską bryzę, a w naszych uszach i duszach już na zawsze rozbrzmiewać będzie lokalna muzyka… – uważaMarek Szymczakowski, prezes Good Photo Adventure Team.

FOT. TOURSIM NEW ZELAND/FRASER CLEMENTS

okolice kurortu Queenstown należą do ulubionych miejsc fotografów w Nowej Zelandii

 

Znakomite połączenie

Postęp technologiczny, a co za tym idzie miniaturyzacja i większa dostępność sprzętu fotograficznego sprawiają, że coraz więcej turystów nie rozstaje się w trakcie swoich wojaży po świecie z aparatem. Nie ma w tym nic dziwnego, bowiem – jak przyznaje Miłosz Kaleciński z Przygody4x4 – podróżowanie i fotografia uzupełniają się wręcz doskonale. – Fotoekspedycja to, najkrócej mówiąc, zorganizowany wyjazd dla osób, które kochają fotografować i chcą połączyć swoją pasję z odkrywaniem nowych miejsc. Słowo „ekspedycja” nie jest tutaj przypadkowe, bowiem często są to wyjazdy o charakterze trekkingu czy wypraw off-roadowych. Dzięki takiej formule ich uczestnicy mogą nie tylko podnieść swoje umiejętności, ale i przeżyć niezapomnianą przygodę – tłumaczy nasz rozmówca. Fenomen tego typu imprez tkwi właśnie w zachowaniu odpowiedniej proporcji pomiędzy czasem spędzanym na robieniu zdjęć i przeznaczonym na pozostałe aktywności, dlatego ważny bywa wybór kierunku interesującego także z innych względów niż walory wizualne. Dodatkowy smaczek dla fotografów-globtroterów stanowią m.in. ekstremalne przejażdżki jeepami, zdobywanie nieprzystępnych górskich szczytów czy przedzieranie się przez gęste zarośla równikowej dżungli. – Fotoekspedycje nierzadko zasługują na miano prawdziwych wypraw, ponieważ dotarcie w niektóre miejsca wymaga czasami zdecydowanie więcej wysiłku niż przemieszczanie się z hotelowego pokoju na fotel w autobusie. Ich głównym celem jest odkrycie wyjątkowych plenerów fotograficznych i zdobycie wspomnień na długie lata – opisuje Jerzy Arsoba z biura podróży Arsoba Travel.

FOT. KENIA TOURISM BOARD

Kenia – przelot balonem nad Rezerwatem Narodowym masai mara

 

Recepta na sukces

Gwarancję powodzenia w tym przypadku stanowi jednak wybranie nie tylko ciekawych zakątków świata, ale również właściwej osoby prowadzącej, która powinna łączyć w sobie cechy dobrego przewodnika i eksperta do spraw fotografii. Idealnymi kandydatami są profesjonalni fotograficy pragnący dzielić się swoją fachową wiedzą, dużym doświadczeniem i znający odwiedzane rejony niczym własną kieszeń. – Tylko wówczas trafia się w odpowiednie miejsca o odpowiedniej porze dnia i ma się wystarczająco dużo czasu, żeby w pełni wykorzystać ich walory. Oznacza to czasem zrezygnowanie z wygody, aby dotrzeć gdzieś przed wschodem słońca, albo zarwanie nocy, gdy opuszcza się plener dawno po zmroku. Jeśli piloci grupy są jednocześnie fotografikami, wówczas fotoekspedycje mogą przekształcać się w warsztaty fotograficzne, na których otrzymuje się sporą dawkę wiedzy teoretycznej i którym towarzyszą dyskusje na temat formy i znaczenia fotografii – mówi Tomasz Czarnecki z eclipses.eu i adventure2. To właśnie osoba przewodnika decyduje w głównej mierze o sukcesie. Potwierdza to Magdalena Michalska-Szmidt, kierownik ds. marketingu w firmie Nikon Polska, która jednocześnie dodaje, że ze względu na specyfikę tego rodzaju turystyki cała sfera organizacyjna musi być perfekcyjnie przygotowana, dopięta na ostatni guzik. – W fotoekspedycjach Akademii Nikona najważniejsza jest satysfakcja uczestników z poznawania nowych, często bardzo egzotycznych miejsc. Organizujemy kilka wyjazdów w roku, zawsze indywidualnie zaplanowanych z fotografem-wykładowcą naszej akademii, który zna doskonale dany teren i wie, jakie atrakcje tam czekają. Jego podopieczni mogą skupić się tylko na tym, co najważniejsze – fotografowaniu i szlifowaniu warsztatu pod okiem profesjonalisty. To my, jako organizator, całkowicie dbamy o bezpieczeństwo i komfort od wylotu z Polski do powrotu do naszego kraju. Poza tym dzięki kameralnym grupom (8–12 osób) nasz specjalista ma szansę poświęcić wystarczająco dużo czasu każdemu uczestnikowi. Na 2–3 tygodnie przed wyjazdem spotykamy się, żeby lepiej się poznać oraz porozmawiać o fotografii i oczekiwaniach wobec imprezy. Co więcej, fotoekspedycje Akademii Nikona odróżnia od innych wyjazdów fotograficznych możliwość bezpłatnego wypożyczenia sprzętu, w tym obiektywów i lustrzanek, również tych profesjonalnych, o jakich marzy niejeden zawodowiec – opowiada Magdalena Michalska-Szmidt.

 

Na każdą kieszeń

Wbrew powszechnemu mniemaniu, że ten typ turystyki zarezerwowany jest wyłącznie dla najbogatszych, w rzeczywistości grono wybierających tego rodzaju oferty ciągle się powiększa. Dzieje się tak, gdyż coraz bardziej przystępne stają się ceny, zarówno jeśli chodzi o sprzęt do fotografowania, jak i profesjonalnie zorganizowane kursy, których każdego roku przybywa na naszym rynku. – Koszt wyjazdów fotograficznych zależy od kilku czynników: kierunku wyprawy, wielkości grupy, programu i długości pobytu. Rozrzut cenowy bywa zatem duży: od 200 zł za 2-dniowe warsztaty fotografii ulicznej w Warszawie do 10 tys. zł za 2-tygodniowe zwiedzanie Kuby w bardzo kameralnej grupie 5 uczniów z jednym instruktorem. Myślę, że wśród wielu propozycji wszyscy znajdą coś na swoją kieszeń – zapewnia Sylwia Huber z Aslema Tours. Trudno się z tym nie zgodzić, bowiem różnorodność ofert na rynku wydaje się wprost niezliczona. W tej sytuacji już przy budżecie na poziomie jedynie kilkuset złotych można wybierać pomiędzy kilkoma równie atrakcyjnymi programami.  

FOT. MAGAZYN ALL INCLUSIVE

Wielki Kanion Kolorado w uSA

 

Najpopularniejsze kierunki

Fenomen fotoekspedycji polega na tym, że nigdy nie zabraknie ciekawych miejsc do odwiedzenia i uwiecznienia na zdjęciach. Każdy bez trudu odkryje własną ziemię obiecaną, która swym pięknem i unikalnością zafascynuje go bez reszty. – Dziś niemal wszędzie można dotrzeć z aparatem. Organizatorzy oferują klientom duży wybór kierunków, począwszy od krótkich weekendowych wyjazdów do którejś z europejskich stolic, a skończywszy na prawdziwie ekstremalnych eskapadach w rejony tropikalne lub polarne. Największą popularnością cieszą się Stany Zjednoczone i Meksyk, Kuba, Indie, Indochiny, Nepal, Namibia oraz Peru i Boliwia – wymienia Miłosz Kaleciński z Przygody4x4. Szczególnie kraje Dalekiego Wschodu oraz Ameryki Łacińskiej działają dziś jak magnes na poszukujących inspiracji fotografów-podróżników. Przyciągają swoją zachwycającą egzotyką, dziewiczą przyrodą, niesłychanym bogactwem tematów fotograficznych, kolorami, światłem i gościnnością, z jaką wita się tam przyjezdnych. – Azja bywa częstym punktem docelowym fotoekspedycji zapewne dlatego, że jest stosunkowo tania (wśród egzotycznych dla Polaków regionów), ale także bardzo wdzięczna do fotografowania. Spotykani na trasach ludzie są otwarci, naturalni i chętnie pozują, o co trudniej w krajach arabskich czy niektórych afrykańskich. Oprócz dalekich wypraw klienci bardzo chętnie wybierają się też na wypady do europejskich miast: Barcelony, Berlina, Londynu, Amsterdamu czy Paryża, aby uczyć się tzw. fotografii ulicznej – uchwycenia w kadrze specyfiki miejsc i unikalnych momentów. Wizyty w metropoliach Starego Świata nierzadko łączymy z oglądaniem wystaw wielkich mistrzów fotografii. Sporo warsztatów organizujemy również w niezmiernie malowniczych polskich plenerach, takich jak Bieszczady, Bory Tucholskie czy Suwalszczyzna – mówi Sylwia Huber z Aslema Tours. Jak więc widać wybór odpowiedniej oferty zależy wyłącznie od wyobraźni i zasobności portfela osoby pragnącej przeżyć niezapomnianą przygodę z aparatem w dłoni. Niesłabnącym zainteresowaniem wśród miłośników fotografowania cieszą się też m.in. słynące z niezwykłych krajobrazów Australia i Nowa Zelandia, dzika Kamczatka, malownicza Toskania, tajemnicza Gruzja czy fascynująca magią potężnych fiordów Norwegia. Za absolutne fotoekspedycyjne hity uchodzą także Japonia oraz Wyspy Owcze i Islandia. Ostatnio coraz większą popularność zdobywają również mało znane w Polsce, niezmiernie kolorowe i pasjonujące kraje, jak np. Bhutan, Gwatemala, Kolumbia czy Wenezuela.

FOT. CANADIAN TOURISM COMMISSIONPADDY PALLIN

 Północ Kanady – fotografowanie łosi

 

Moda na aktywność

O tym, że turystyka aktywna, do której bez wątpienia zaliczymy fotoekspedycje, zdobywa coraz szersze grono zwolenników, nikogo nie trzeba już specjalnie przekonywać. Potwierdza to też Magdalena Michalska-Szmidt i nadmienia, że w przypadku niektórych kierunków wyjazdów chętnych jest aż tylu, że tworzy się listy rezerwowych, a nawet kolejne tury. – Obserwujemy stały wzrost zainteresowania wyprawami fotograficznymi Akademii Nikona i zdarza się, że brakuje nam wolnych miejsc. Tak było przy okazji kursu w Namibii z Marcinem Kydryńskim, tak jest również z wyjazdem do Bhutanu pod okiem Pawła Chary. W tej chwili już co czwarty uczestnik wybiera nas po raz drugi. Świadczy to niewątpliwie o wysokim poziomie naszych ofert. Ta popularność wynika zapewne z tego, że proponujemy kierunki interesujące zarówno z punktu widzenia podróżnika, jak i fotografa, oraz nietuzinkowe programy. Nie ma dwóch identycznych fotoekspedycji, chyba, że klienci wyrażają taką potrzebę. Najczęściej wyjeżdżają z nami osoby, które cenią sobie komfort i chcą skupić się tylko na fotografii i poznawaniu nowych miejsc, a nie na mierzeniu się z trudnymi warunkami i dzikością przyrody. Już sama atmosfera wyprawy bywa wystarczająco emocjonująca! Podczas wyjazdów między uczestnikami zawiązują się także bliższe relacje, prawdziwe przyjaźnie. Dlatego po powrocie do kraju często utrzymują oni stały kontakt ze sobą oraz naszym fotografem. Powoli, pod egidą Akademii Nikona, zaczyna się tworzyć wyjątkowe grono podróżników-fotografów. Mamy nadzieję, że tych ludzi, których łączy wspólna pasja, będzie jeszcze więcej – podsumowuje kierownik ds. marketingu

Artykuły wybrane losowo

Na ścieżkach współczesnych Majów w Meksyku i Gwatemali

NATALIA ŚWIĘCHOWICZ

 

<< Olbrzymia różnorodność Meksyku i Gwatemali onieśmiela podróżnika i zaskakuje go na każdym kroku. Codziennie odkrywa on w tych krajach coś nowego i niepowtarzalnego, spotyka na swojej drodze niesamowitych ludzi i dowiaduje się o zupełnie nieznanych mu wcześniej rzeczach. Może to wszystko sprawia duch Majów, którego obecność wyczuwa się często wśród górskich szczytów, nad taflami jezior, w bujnych lasach i potężnych dolinach, pośród ruin starożytnych piramid i ścian współczesnych chat, a nawet biorąc w dłoń najmniejszy kamień pochodzący z tutejszej ziemi… >>

Hiszpańscy konkwistadorzy widzieli w Nowym Świecie przede wszystkim krainę pełną ukrytych bogactw. Wielkie miasta i wspaniałe budowle, które tu zastali, utwierdziły ich tylko w tej nadziei. Dlatego zagarnęli te ziemie, nie licząc się zupełnie z rdzennymi mieszkańcami i tym wszystkim, co przez wieki zdążyli oni stworzyć. Historii nie da się zmienić, ale z pewnością wielu z nas zastanawiało się często nad tym, jak potoczyłyby się dalsze losy tych indiańskich plemion, gdyby nie zetknęły się z wojskami odkrywców...  

Więcej…

Zaproszenie na Kaukaz – do Gruzji i Armenii

 

Tamar Gelashvili-Dąbrowska

Krzysztof Dąbrowski

www.kaukaz.pl

 

<< Gruzja i Armenia to chrześcijańskie wyspy zanurzone w kaukaskiej mozaice narodów i kultur. Leżą na pograniczu kontynentów kształtowanym przez ścieranie się sił przyrody i rywalizujących ze sobą cywilizacji. Efektem tych odwiecznych zmagań jest rzadko spotykana różnorodność krajobrazów oraz duże bogactwo tradycji na stosunkowo niewielkim obszarze, który odpowiada 1/3 terytorium Polski. Zobaczymy tu subtropikalne lasy pełne lian, przejedziemy przez surowe płaskowyże wulkaniczne, a także doświadczymy chłodu bijącego od wiecznych lodowców. Poza tym możemy przeczesać labirynty miast wykutych w skale, zwiedzić imponujące katedry o tysiącletniej historii i zrelaksować się w starożytnych łaźniach, a to wszystko urozmaicić sobie zgłębianiem tajników sztuki winiarskiej, degustacją przysmaków przepysznej kuchni kaukaskiej oraz zabawą w ekskluzywnych klubach muzycznych. >>

Więcej…

Wenezuela, czyli „mała Wenecja” dla łowców przygód

Magdalena Moll-Musiał

 

 FOT. MINISTERIO DE TURISMO DE VENEZUELA (MINTUR)

<< Wenezuela to kraj kontrastów - kipiące zielenią wilgotne lasy równikowe delty Orinoko, krystalicznie czysta woda i wspaniałe karaibskie plaże, nieziemskie góry stołowe, nazywane tu „tepuyes”, oraz Salto Ángel, najwyższy wodospad świata. Na jego terytorium mieszkają otwarci, roztańczeni ludzie, pielęgnujący swoje niezliczone tradycje. Z drugiej strony mamy tutaj zaniedbaną gospodarkę, niepohamowaną inflację i ubóstwo, co szczególnie rzuci nam się w oczy, jeśli zdecydujemy się na dłuższą wyprawę po kontynentalnej części tego południowoamerykańskiego państwa. Z pewnością jednak różnorodność pejzaży, smaków, zapachów i innych doznań sprawia, że ojczyzna jednych z najpiękniejszych kobiet na ziemi posiada nieodparty urok dla poszukiwaczy przygód. >>

 

Stać, kontrola! – krzyczy wojskowy, zatrzymując naszego busa. Wchodzi do środka, sprawdza dokumenty.  – Pani nie ma ważnego paszportu – zwraca się do jaskrawo ubranej Wenezuelki. – Tak, niestety, nie mam… – odpowiada ona, nieśmiało wtykając w dłoń mężczyzny zawiniątko boliwarów. Ten wsuwa banknoty do kieszeni i mówi: Można jechać! Pokonanie odległości 90 km od granicy z Kolumbią do wenezuelskiego miasta Maracaibo zajmuje nam 7 godz. Po drodze podobnych kontroli mamy aż 14, ale nie wszystkie są tak błyskawiczne. Podczas każdej pani bez paszportu uiszcza opłatę, która umożliwia jej kontynuowanie podróży. Gdy kończy się jej gotówka, cały bus wykazuje imponującą solidarność – pasażerowie zrzucają się na odpowiednią łapówkę, abyśmy mogli pojechać dalej. Wojskowi i policja nie sprawdzają niczego poza dokumentami – w bagażach prawdopodobnie da się przewieźć wszystko, czego dusza zapragnie, pewnie nawet i kolumbijską kokainę… Dla kontrolujących znalezienie podróżnego bez odpowiednich papierów to prosty i pewny zarobek.

Więcej…