4442.jpg

Ruta de los Volcanes na La Palmie

©TURISMO DE CANARIAS/SAÚL SANTOS


JOANNA CYBULSKA-MIKA

www.wyspy-szczesliwe.pl

 

Choć Wyspy Kanaryjskie według statystyk uchodzą głównie za krainę słońca i pięknych plaż, są także świetnym miejscem na aktywny wypoczynek w różnorodnej formie. Sprzyjają mu utrzymująca się cały rok wiosenna pogoda i znakomite tereny do uprawiania rozmaitych sportów, w tym wiele parków – 4 narodowe, 11 naturalnych i 7 krajobrazowych, które swoimi obszarami obejmują łącznie ok. 40 proc. powierzchni archipelagu. W pobliżu niemal każdego hotelu bez trudu da się wypożyczyć rower czy deskę surfingową. Na turystów czeka również rozbudowana sieć tras pieszych i rowerowych, mnóstwo ośrodków zatrudniających wykwalifikowanych instruktorów sportowych oraz otwarte imprezy z zakresu różnych dyscyplin.

 

Bez względu na kondycję i poziom zaawansowania na pewno znajdziemy coś odpowiedniego dla siebie. Możemy przemierzać wybraną wyspę pieszo, podziwiać podwodny świat Atlantyku, poszaleć na falach oceanu, jeździć rowerem po wulkanach, wzbić się w przestworza paralotnią albo kontemplować gwiazdy w trakcie astronomicznego safari. Rodzinom z dziećmi wiele propozycji aktywnego spędzenia czasu oferują liczne parki tematyczne.

Ten dość młody archipelag pochodzenia wulkanicznego charakteryzuje się bardzo urozmaiconym krajobrazem. Stosunkowo niewielkie odległości dzielą rozległe piaszczyste plaże od wysokich bazaltowych klifów, nietkniętych ręką człowieka starych pól lawy, wulkanicznych jaskiń, zielonych wyżyn czy stromych skalistych gór. Ciągle zmieniające się widoki i interesująca, często endemiczna, roślinność dostarczają niesamowitych wrażeń szczególnie podczas wycieczek pieszych.

Śladami pokoleń

3690.jpg

Roque Nublo na Gran Canarii – 80-metrowa skała wulkaniczna

©TURISMO DE CANARIAS/ALEX BRAMWELL



O leżącej najbliżej kontynentu europejskiego (ok. 1000 km) Lanzarote można niemal pomyśleć, że została zaprojektowana przez matkę naturę w ten sposób, aby człowiek dał radę zwiedzić cały jej obszar na własnych nogach. Zaledwie 67-kilometrowy pieszy szlak łączy port Órzola i kurort Playa Blanca położone odpowiednio na północnym i południowym krańcu wyspy. Ta podzielona na pięć etapów trasa o średnim stopniu trudności i różnicy poziomów nie większej niż 590 m wiedzie przez wnętrze lądu drogami wykorzystywanymi przez pokolenia wyspiarzy do przemieszczania się między historycznymi osadami. Pokonamy ją w ciągu 5 dni, w trakcie których będziemy kontemplować piękno krajobrazów oraz poznawać historię, architekturę i kuchnię tego rejonu. Niezmiernie interesujący, zwłaszcza dla osób pasjonujących się enologią, jest 9-kilometrowy łatwy szlak (różnica wysokości wynosi 321 m) prowadzący przez region winiarski La Geria objęty ochroną ze względu na walory krajobrazowe (Paisaje Protegido de La Geria). Trzygodzinny spacer, podczas którego zobaczymy, jak pracuje się przy unikalnych na skalę światową uprawach winorośli w dołkach z wulkanicznych popiołów, można zakończyć degustacją wybornych win w renomowanych winnicach Bodega La Geria i Bodegas Rubicón.

Po obszarze wyrwanym oceanowi przez lawę w wyniku erupcji z XVIII i XIX w. wiedzie 12-kilometrowa trasa przybrzeżna (Ruta del Litoral), jedyna wytyczona w granicach Parku Narodowego Timanfaya (Parque Nacional de Timanfaya) i dostępna dla turysty indywidualnego. Rozpoczyna się ona przy plaży Madera (Playa de la Madera), a wyprawę po niej odbędziemy też pod opieką miejscowego przewodnika, po zarezerwowaniu terminu na stronie internetowej www.reservasparquesnacionales.es. Szlak Termesana (Ruta de Termesana), wzdłuż którego administracja parkowa organizuje drugą z bezpłatnych wycieczek, pokazuje, jak wyspiarze zaadaptowali się do warunków życia po katastrofie. Prowadzi on wśród typów lawy o hawajskich nazwach aa i pahoehoe oraz starych figowców i drzew guajawa (gujawa, gruszla) posadzonych w popiołach.

Przez wysepkę Lobos (ok. 4,6 km2), widoczną z południowego krańca Lanzarote i oddaloną od niej o ok. 8 km, przebiega pierwszy, mierzący 3,5 km, odcinek ok. 255-kilometrowej drogi wiodącej z północy na południe Fuerteventury (części transkanaryjskiej długodystansowej trasy trekkingowej GR-131). Na tym niezamieszkałym kawałku lądu, stanowiącym Park Naturalny Wysepki Lobos (Parque Natural del Islote de Lobos), przejdziemy przez soczyście zielony las sięgających wysokości 2 m krzewów z rodzaju wilczomleczy (Euphorbia balsamifera, zwana tabaiba dulce), wykąpiemy się w przejrzystych wodach przy plaży La Concha (Playa de la Concha) oraz zobaczymy kamienne studnie i piece do wypalania wapna przywodzące na myśl czasy, gdy mieszkali tu ludzie. Można też wybrać sięna wulkan Montaña de la Caldera (127 m n.p.m.), którego połowa krateru osunęła się do oceanu. Trzeba jednak pamiętać o tym, że na szczyt nie wolno wchodzić w okresie od połowy października do początków listopada, kiedy na zboczach lęgną się chronione burzyki żółtodziobe (hiszp. pardela cenicienta).

Całkowicie odmienne widoki zapewnia bardzo popularny, niespełna 2-kilometrowy szlak lokalny SL FV 27 na Fuerteventurze, prowadzący z Vega de Río Palmas przez wąwóz Peñitas (Barranco de las Peñitas) miejscami wąską, wydrążoną w granitowych skałach ścieżką. Przez palmową oazę dotrzemy nim do Zapory Peñitas (Presa de las Peñitas) i kapliczki zwanej Ermita de las Peñitas, celu corocznych barwnych pielgrzymek wyspiarzy w trzecią sobotę września.

Górskie festiwale

ANAGA_029.jpg

Trasa Tenerife Walking Festival w zielonym Parku Krajobrazowym Anaga

©TENERIFE WALKING FESTIVAL/TURISMO DE TENERIFE



Trudy planowania wypraw górskich na sąsiadującej z Fuerteventurą Gran Canarii zdejmują z barków turystów organizatorzy corocznej imprezy Gran Canaria Walking Festival, której IV edycja odbyła się 5–8 listopada 2015 r. Zapewniają oni uczestnikom wydarzenia opiekę przewodnika posługującego się językiem hiszpańskim i angielskim, ubezpieczenie, poczęstunek i transport ze stolicy wyspy Las Palmas de Gran Canaria. Zaplanowano 5 tras umożliwiających poznanie bogactwa krajobrazowego, etnograficznego i kulturowego regionu. Jedną z nich jest 8,5-kilometrowy szlak wytyczony wśród sosen kanaryjskich do położonej na wysokości 1813 m n.p.m., 80-metrowej skały Roque Nublo, o której krążą legendy, że jej pocałowanie przynosi szczęście. Program uzupełniają degustacja wyspiarskich serów i win, zwiedzanie jednej z nielicznych w Europie plantacji kawy w dolinie Agaete i obserwacje astronomiczne podczas wycieczki nocnej.

Miłośnicy turystyki górskiej z całego kontynentu europejskiego spotykają się także od 2015 r. na sąsiedniej Teneryfie w trakcie Tenerife Walking Festival, którego II edycja potrwa od 29 marca do 2 kwietnia 2016 r. W ofercie tego wydarzenia znajdziemy m.in. lekki, niemal 7-kilometrowy spacer przez Malpaís de Güímar – przybrzeżny obszar lawowych pól typu aa porośniętych krzewami tabaiba dulce i cardónami (Euphorbia canariensis). Wyprawa kończy się zwiedzaniem parku etnograficznego z 6 tajemniczymi piramidami (Parque Etnográfico Pirámides de Güímar). Przygotowano też trasę o długości ponad 8 km wiodącą z Afur do miejscowości Taganana wśród poszarpanych, zielonych masywów Parku Krajobrazowego Anaga (Parque Rural de Anaga) z zamieszkałymi jaskiniami, krytymi słomą domami zbudowanymi z kamienia bez użycia zaprawy oraz winnicami. Dla średniozaawansowanych odpowiednia będzie również ok. 4-godzinna wędrówka u stóp wulkanu Teide (Majúa-Sanatorio-Parador). Kończy ją wjazd kolejką linową (teleférico) w okolice krateru La Rambleta (3555 m n.p.m.). Tylko dla osób o doskonałej kondycji fizycznej przeznaczony jest natomiast 2-dniowy trekking z Montaña Blanca (2750 m n.p.m.) na sam szczyt najwyższej góry Hiszpanii – Teide (3718 m n.p.m.), połączony z noclegiem w schronisku Altavista.

W Parku Narodowym Teide (Parque Nacional del Teide) interesujące i dobrze oznakowane szlaki znajdą dla siebie także amatorzy wypraw rekreacyjnych, nie wymagających doświadczenia i umiejętności. Udostępniono tu również 5 tras dla osób z ograniczeniami w poruszaniu się i przystosowanych do zwiedzania na wózku trekkingowym joëlette.Oprowadzania z użyciem takiego sprzętu proponuje Asociación Montaña Para Todos – Stowarzyszenie Góry dla Wszystkich. Turyści, którzy wybiorą się do tego najczęściej odwiedzanego hiszpańskiego parku narodowego (3 212 632 gości w 2014 r.) późną wiosną, zobaczą księżycowy krajobraz przystrojony kwitnącymi na różowo i czerwono endemicznymi żmijowcami (tajinaste rojo), sięgającymi wysokości 2 m. Najwięcej tych roślin występuje w rejonach nazywanych Llano de Ucanca i La Fortaleza.

Niebieskie żmijowce (tajinaste azul, Echium acanthocarpum, znane jako tajinaste gomero) ujrzymy natomiast jedynie na leżącej w pobliżu Teneryfy wyspie La Gomera, gdzie zachwycają pięknymi kwiatami od lutego do kwietnia. Rosną np. wokół początkowego odcinka 30-minutowego szlaku nr 15 (La Meseta de Hermigua), wiodącego przez niżej położone, soczyście zielone tereny Parku Narodowego Garajonay (Parque Nacional de Garajonay). W tej okolicy wędrówkę wśród lasu laurowego z mahoniowcami, daktylowcami kanaryjskimi i ogromnymi paprociami umila szum wodospadów i śpiew ptaków. Szczególnej kondycji nie wymaga także trasa nr 17, dzięki której w ciągu niespełna 1,5 godz. zdobędziemy najwyższą górę La Gomery – Alto de Garajonay (1487 m n.p.m.). Nie lada wyzwanie stanowi z kolei zajmujące ok. 9 godz. przejście najdłuższego w parku (ponad 16-kilometrowego) traktu nr 918 (Pajarito-Ajugal-Pajarito). W miejscach, gdzie według dawnych wierzeń odbywały się tańce czarownic, zmierzymy się z przenikającym do kości zimnem wiecznych mgieł w omszałych, wilgotnych lasach wawrzynowych i zobaczymy strzeliste formacje skalne, na czele ze 180-metrową Roque de Agando.

Prawdziwą perłą dla amatorów trekkingu w wysokich górach jest wyspa La Palma, nosząca miano najbardziej stromej w całym archipelagu. Odbywa się na niej należący do najtrudniejszych górskich biegów świata Ultramarathon Transvulcania (najbliższą jego edycję zaplanowano na 7 maja 2016 r.). W wyścigu, którego niemal 77-kilometrowa trasa przebiega przez najwyższy szczyt lądu – Roque de Los Muchachos (2426 m n.p.m.), co roku bierze udział również kilkunastu zawodników z Polski. Inną niezmiernie popularną imprezę dla aktywnych stanowi sierpniowy Międzynarodowy Festiwal Wędrówek Pieszych i Górskich La Palma (Festival Internacional de Senderismo y Montaña La Palma). W tym czasie reprezentacyjna Avenida Marítima w stolicy wyspy Santa Cruz de La Palma zmienia nazwę na plac Wędrowca (Plaza del Senderista) i staje się punktem, z którego wyruszają autobusy dowożące do miejsc rozpoczęcia trekkingów. Na tematycznych wycieczkach poznaje się tajniki wytwarzania wina, serów, miodu i rumu, można wybrać się też na kurs fotografii wulkanicznych krajobrazów i nocną wyprawę astronomiczną. Interesujący aktywny urlop spędzimy także na przemierzaniu tras siatki GR-131 (El Bastón). Tutaj ciekawe widoki czekają na nas szczególnie na traktach łączących wypełnione plantacjami bananów wybrzeże z najwyżej położonymi surowymi obszarami Parku Narodowego Kaldery Taburiente (Parque Nacional de la Caldera de Taburiente), np. na ekstremalnie trudnym 17-kilometrowym szlaku biegnącym z Puerto de Tazacorte na górujący nad wyspą szczyt Roque de Los Muchachos. Z kolei ponad 4-godzinne zejście z otoczonego sosnowym lasem schroniska El Pilar (1450 m n.p.m.) warto zakończyć kąpielą w zatoczce La Bajita. Przyniesie nam ona ulgę po wytężonej pracy mięśni. Trudy przejścia głównego, prawie 18-kilometrowego odcinka Ruta de los Volcanes wynagrodzi wypicie lampki wina w Bodegas Teneguía. Winnica ta, znajdująca się tuż przy zejściu z trasy, należy do najczęściej wygrywających branżowe konkursy na archipelagu.

Poznawanie wyspy El Hierro, najbardziej oddalonej od kontynentu europejskiego, ale szczycącej się największym zagęszczeniem wulkanów w całym regionie (500 widocznych stożków i 300 przykrytych świeżymi lawami), ułatwia sieć oznakowanych szlaków pieszych uzupełniona o nowoczesne ośrodki informacyjne, w których objaśniane są zjawiska geologiczne występujące w tym rejonie, etnografia i historia okolic. Ciekawym pomysłem na wycieczki jest pokonywanie traktów, którymi przez stulecia wyspiarze podróżowali dwa razy do roku z całym dobytkiem między nawiedzanymi przez deszcze polami i pastwiskami na wyżynach a winnicami i sadami w słonecznej dolinie El Golfo po to, aby wyżywić swoje rodziny. Do takich tras zalicza się Droga Jinama (Camino de Jinama PR EH8 – ok. 7,5 km) prowadząca z Mirador de Jinama do Las Puntas. Rozpościerają się z niej zapierające dech w piersiach panoramy. Szczególne warto polecić także 3-godzinną wycieczkę z przewodnikiem do trudno dostępnych stanowisk archeologicznych w Parku Kulturowym El Julan (Parque Cultural de El Julan), gdzie znajdują się wyśmienicie zachowane, wyryte na polach lawy inskrypcje ludu Bimbache, historycznych mieszkańców wyspy.

Na falach

René_Egli_Airview.jpg

René Egli na Fuerteventurze – mekka miłośników wind- i kitesurfingu

©RENE EGLI



Kto interesuje się wind- lub kitesurfingiem, powinien rozważyć bogatą ofertę szkoły René Egli. Ta rozbudowana baza sportów wodnych istnieje od 1984 r. na południowym wybrzeżu Fuerteventury. Znaleźć ją można na plaży Sotavento (w pobliżu Costa Calma), którą uważa się za jedną z najpiękniejszych na świecie. Jest ona wprost stworzona do nauki dla osób na każdym poziomie zaawansowania. Na ciągnącym się równolegle do brzegu odcinku o długości powyżej 4 km i szerokości ponad 200 m tworzy się płytka, lecz rozległa laguna, której głębokość zależy od pływów morskich. Jej specyficzne położenie sprzyja występowaniu doskonałych warunków wiatrowych – zwykle wieje tutaj silniej niż nad resztą wyspy.

Centrum René Egli, oddalone o mniej więcej 200 m od komfortowego Hotelu Meliã Gorriones, znajduje się tuż przy samej plaży. Oferuje profesjonalne kursy, tak dla początkujących, jak i zaawansowanych, z licencjonowanymi, także polskimi instruktorami, wynajem i rezerwację markowego sprzętu, wymienianego co 6–12 miesięcy na nowy, oraz możliwość pozostawienia własnego wyposażenia w przechowalni. O bezpieczeństwo w tym rejonie dba ekipa ratunkowa, mająca do dyspozycji wieże ratownicze i skutery wodne. Dojazd na miejsce z okolic Costa Calma i Jandía zapewnia bezpłatny serwis przewozowy. Nic dziwnego, że na Sotavento już od 30 lat organizowane są co roku zawody Fuerteventura Windsurfing & Kiteboarding World Cup, w których bierze udział światowa czołówka sportowców. W szkole można też spróbować swoich sił w innych dyscyplinach, takich jak żeglarstwo plażowe i stand up paddling (SUP) – pływanie na desce z wiosłem. Po wysiłku odpoczniemy w cieniu palm w barze serwującym napoje i przekąski lub podczas zabiegów fizjoterapii. Skorzystamy tu również z bezpłatnego bezprzewodowego internetu. Uczestnicy kursów jako pamiątkę mogą otrzymać niezwykłe zdjęcia ze swoich wyczynów na wodzie, wykonywane przez profesjonalnych fotografów, którzy asystują grupom.

W kilku rejonach na archipelagu znajdziemy także idealne warunki do uprawiania surfingu. Trening przy plaży El Confital w Las Palmas de Gran Canaria warto połączyć ze zwiedzaniem tego jednego z ładniejszych dużych miast kanaryjskich. Na uwagę zasługują w nim szczególnie jego dwie historyczne dzielnice – Vegueta i Triana, muzea i liczne klimatyczne knajpki. Surferzy chętnie wybierają się też na soczyście zieloną północ Teneryfy w okolice Los Realejos. Przyciągają ich tutaj utrzymujące się przez cały rok wspaniałe fale i kameralna atmosfera niesamowitej plaży w kolorze mlecznej czekolady – Playa del Socorro.

W otchłani oceanu

Za mekkę nurków uważa się miejscowość La Restinga na El Hierro, najmniejszej z głównych Wysp Kanaryjskich, położona u wybrzeży Rezerwatu Morskiego La Restinga – Morze Spokoju (Reserva Marina La Restinga – Mar de Las Calmas). Urozmaicone wulkaniczne dno Oceanu Atlantyckiego dochodzi do głębokości 300 m i to w niewielkiej odległości od brzegu, a pokrywa je gęsta roślinność (występująca do 70 m pod powierzchnią wody). Nurkowie eksplorują w tej okolicy tunele, jaskinie, klify czy formacje piaskowe przypominające plażowe wydmy. Do najbardziej cenionych miejsc należy El Bajón (ok. 0,5 km od wybrzeży La Restingi), masyw z dwoma stożkami i kraterem, którego ściany zniżają się do głębokości 100 m. Podwodna erupcja najmłodszego kanaryjskiego wulkanu, która wydarzyła się jesienią 2011 r. mniej więcej 2 km od brzegu wyspy, wręcz zwiększyła różnorodność biologiczną w tym rejonie. Wody rezerwatu zamieszkują m.in. czarne i żółte koralowce, gąbki, langusty, krewetki, tuńczyki, mureny, sparysomy kreteńskie, graniki, solandry, spotyka się też żółwie morskie, płaszczki, delfiny i wieloryby. W La Restindze odbywa się w październiku coroczny konkurs fotograficzny Open Fotosub de la Biodiversidad de la Isla de El Hierro (w 2016 r. czeka nas jego jubileuszowa, XX edycja).

Nowatorską na skalę Europy propozycją są firmowane przez system Sea TREK spacery po dnie oceanu bez sprzętu nurkowego i uczestniczenia w specjalistycznym kursie. Dzięki kaskowi, do którego dostarczane jest powietrze, wizytę w podwodnym królestwie można złożyć już po 10-minutowym instruktażu, nawet jeśli nie umie się pływać. Tego typu rozrywkę oferuje centrum Sea Trek Spain w resorcie Anfi del Mar na Gran Canarii i szkoła nurkowa Native Diving w kurorcie Costa Teguise na Lanzarote.

Na tej ostatniej wyspie, u wybrzeży Playa Blanca, gdzie mieści się kilka ośrodków dla nurków, m.in. polski Cool Dive Lanzarote, powstaje obecnie pierwsze w Europie podwodne muzeum – Museo Atlántico. Brytyjski rzeźbiarz Jason deCaires Taylor (ur. w 1974 r.) tworzy 300 figur, dla których modelami są tutejsi

mieszkańcy. W 2016 r. zostaną one ustawione na obszarze ok. 400 m2 i głębokości między 12 a 15 m. Chętni będą mogli je podziwiać na różne sposoby: podczas nurkowania z butlą lub jedynie z maską i rurką, a nawet w trakcie rejsu łodzią ze szklanym dnem.

SPORTOWE pakiety „ALL iNCLUSIVE”

Na potrzeby sportowców z Europy, którzy przybywają na archipelag zimą, aby w wiosennym klimacie trenować przed sezonem, odpowiadają kompleksy wakacyjne oferujące sportowe pakiety w formie all inclusive. Do najpopularniejszych należą goszczący zawody triatlonowe IRONMAN (najbliższy termin 21 maja 2016 r.) Club La Santa na obrzeżach rybackiej wioski La Santa na Lanzarote i położony w Las Playitas na Fuerteventurze Playitas Resort, w którym odbywa się triatlon Challenge Fuerteventura (zaplanowany na 23 kwietnia 2016 r.). Oba ośrodki dostępne są także dla amatorów pragnących podczas urlopu intensywniej popracować nad kondycją albo zadbać o sylwetkę. Pobyt w pierwszym z nich obejmuje korzystanie bez dodatkowych opłat ze wszystkich udogodnień, w tym trzech zewnętrznych basenów olimpijskich i sprzętu do uprawiania ponad 30 dyscyplin, oraz udział w zajęciach na różnych poziomach zaawansowania. Kompleks Playitas Resort, gdzie znajduje się nawet 18-dołkowe pole golfowe, oferuje tygodniowe turnusy z tematycznymi pakietami sportowymi. Przygotowano w nim np. programy łączące jogę i zumbę z wędrówkami górskimi, intensywną aktywność na świeżym powietrzu ze zdrowym odżywianiem, pływanie z gimnastyką, a oprócz tego organizuje się tutaj międzynarodowy tydzień fitness i zabawy z ponad 130 godzinami ćwiczeń. Obiekt szczyci się również sławą jednego z najlepszych centrów treningowych triatlonu w Europie, do której poza wykwalifikowaną kadrą przyczynia się niewątpliwie korzystne położenie tuż przy plaży z bardzo spokojną wodą. W pobliżu istnieją liczne tereny biegowe, a niewielki ruch na drogach Fuerteventury (najrzadziej zaludnionej z głównych Wysp Kanaryjskich) i dobry stan asfaltowej nawierzchni zwiększają komfort i bezpieczeństwo kolarskich treningów.

Na dwóch kółkach

Cykliści mogą poruszać się na Fuerteventurze także po 34 oznakowanych trasach rowerowych (część z nich jest nadal w budowie) o różnych poziomach trudności i łącznej długości ponad 225 km. Niezmiernie interesującą wycieczką, przy tym nie wymagającą szczególnych umiejętności, będzie przejazd z kurortu Corralejo do El Cotillo szlakami nr 1 i 3. Prowadzą one wzdłuż północnego wybrzeża przez niewielką osadę Majanicho, w pobliżu latarni morskiej El Tostón (Faro de El Tostón) z 1897 r. i zachęcających do kąpieli lagun z płytką i spokojną wodą koło plaż Los Lagos i La Concha. Pokonanie tego ok. 22-kilometrowego fragmentu zajmie nam mniej więcej 2,5–3,5 godz. Osobom z dużym doświadczeniem spodoba się ponad 17-kilometrowa wyprawa z turystycznej miejscowości Morro Jable na południu wyspy przez półwysep Jandía traktem nr 32 łączącym się z malowniczą drogą nr 33, której nachylenie poziome na początkowym odcinku wynosi 12,5 proc. Gdy po ponad 2 godz. jazdy dotrzemy do wioski Cofete, może nam się wydawać, że przybyliśmy tutaj nie na rowerze, lecz wehikułem czasu, ponieważ sprawia ona wrażenie przeniesionej z innej epoki.

Podobne odczucia wzbudza również kolejna warta wspomnienia mekka miłośników dwóch kółek, czyli La Graciosa, oddalona o ok. 25 min. rejsu promem od Lanzarote. Mimo iż ta największa w archipelagu Chinijo wysepka jest całorocznie zamieszkała przez mniej więcej 700 osób, nie ma na niej dróg asfaltowych, a jedyne samochody, jakie się po niej poruszają, to kilkanaście land-roverów, głównie pełniących funkcjęn turystycznych taksówek. Ten niewielki skrawek lądu (29,05 km2), który w całości leży w granicach Parku Naturalnego Archipelagu Chinijo (Parque Natural del Archipiélago Chinijo), przecinają trzy trasy dla rowerów górskich o łącznej długości 25 km, prowadzące przez najbardziej interesujące krajobrazowo zakątki.

Dla całej rodziny

Ofertę atrakcji dla aktywnych uzupełniają liczne parki tematyczne, które cieszą się ogromną popularnością szczególnie wśród wypoczywających na archipelagu rodzin z dziećmi. Obowiązkowy punkt na liście zwiedzania dla miłośników fauny i flory stanowi zielony ogród zoologiczno-botaniczny Oasis Park Fuerteventura w miejscowości La Lajita. Obejrzymy w nim pokazy z udziałem uchatek (lwów morskich), papug, ptaków łowczych i gadów, a to jeszcze nie wszystko. Ze wspomnianymi uchatkami możemy także pływać oraz podziwiać pustynne krajobrazy z grzbietu wielbłąda, spróbować mleka tego ssaka, wziąć udział w zabawie z lemurami i karmieniu zwierząt i – oczywiście – zrobić sobie z nimi zdjęcia. Mnóstwo wrażeń w trakcie wakacji na Fuerteventurze dostarczy naszym pociechom również pobyt na obozie organizowanym na terenie parku, a przeznaczonym dla dzieci w wieku od 4 do 14 lat.

Z kolei Siam Park położony w strefie wybrzeża Adeje (Costa Adeje) na Teneryfie to park wodny wzniesiony w stylu starożytnych tajskich budowli. Znajdziemy w nim szereg niezwykłych zjeżdżalni, sztuczną plażę, rzekę i baseny. Jeden z tych ostatnich umożliwia surfowanie na najwyższych na świecie sztucznych falach o wysokości 3 m.

Sięgnąć gwiazd

Osoby pragnące popatrzeć na archipelag z lotu ptaka mogą połączyć wypoczynek z kursem paralotniarstwa. Warto pójść w ślady zawodników Mistrzostw Świata w Paralotniarstwie Akrobatycznym, którzy od lutego do maja, gdy na kontynencie europejskim panują zbyt niskie temperatury, ściągają na El Hierro.

Miłośnicy astronomii powinni zwiedzić dwa obserwatoria należące do Instytutu Astrofizyki Wysp Kanaryjskich (Instituto de Astrofísica de Canarias): Observatorio del Roque de Los Muchachos, usytuowane na najwyższym szczycie La Palmy Roque de Los Muchachos, oraz Observatorio del Teide, mieszczące się w rejonie Izaña (2390 m n.p.m.) u stóp wulkanu Teide na Teneryfie. Niezbędna jest wcześniejsza rezerwacja miejsca na wycieczkę z przewodnikiem. Dokonamy jej na stronie internetowej www.iac.es. Na obu wyspach ofertę dla pasjonatów tej dziedziny nauki uzupełniają propozycje firm specjalizujących się w turystyce astronomicznej. Obejmują one m.in. spacery z oglądaniem ciał niebieskich, wynajem teleskopów, a nawet kolacje na tarasie widokowym na wspomnianym wulkanie połączone z obserwacją gwiazd przy użyciu profesjonalnego sprzętu. Swoją wiedzę można także poszerzać (i przy tym dobrze się bawić!) podczas odbywającego się na Teneryfie międzynarodowego festiwalu Starmus – imprezy łączącej astronomię z muzyką rockową. Najbliższą edycję tego wydarzenia zaplanowano na dni od 27 czerwca do 2 lipca 2016 r., a jego honorowym gościem ma być profesor Stephen Hawking (ur. w 1942 r.), wybitny brytyjski astrofizyk i jeden ze sławnych wielbicieli Wysp Kanaryjskich.

Zachęcamy i Was, drodzy Czytelnicy magazynu All Inclusive, do porzucenia plażowego leżaka i aktywnego zwiedzania tego niezwykłego hiszpańskiego archipelagu. Gwarantujemy, że nie pożałujecie swojej decyzji.

Artykuły wybrane losowo

Nieodparty urok Wysp Toskańskich

BEATA GARNCARSKA

 

<< Toskania to jedna z najpiękniejszych i najczęściej odwiedzanych części Włoch. Jednak większość turystów skupia się w niej na zwiedzaniu takich miast jak Florencja, Piza czy Siena lub regionu Chianti, który słynie z winnic, a zapomina o innych jej magicznych zakątkach. Należy do nich m.in. Arcipelago Toscano (po polsku Wyspy Toskańskie), wchodzący w skład przepięknego Parco Nazionale Arcipelago Toscano (Parku Narodowego Wysp Toskańskich). >>

Więcej…

Peru w kolorach tęczy

 

LUCYNA LEWANDOWSKA

WWW.LUCYNA-LEWANDOWSKA.PL

 

Obchody Inti Raymi (Święta Słońca) w Cusco

025518 300

© HEINZ PLENGE PARDO/PROMPERÚ

 

W języku hiszpańskim nazwę „Peru” akcentuje się na ostatnią sylabę, przeciągając nieco literę „u”. W rozmowie z mieszkańcami zawsze warto wspomnieć, że bardzo podoba nam się ich ojczyzna. „Perú, hermoso país” („Peru, piękny kraj”) nie jest wcale jedynie kulturalną formułką, ponieważ to rzeczywiście wspaniałe miejsce na naszym globie, olśniewające niezmiernie zróżnicowanymi krajobrazami i fascynującą kulturą, ale chyba przede wszystkim zachwycające wręcz niesamowitą mozaiką barw.

 

Z podróży w te strony pozostają w pamięci soczysta zieleń Amazonii, błękit Oceanu Spokojnego, pomarańcz i brąz wyżyn oraz wielokolorowe stroje peruanos (Peruwiańczyków). Nic więc dziwnego, że wiphala, symbol kojarzony z imperium Inków (Tawantinsuyu), składa się z kwadratów w siedmiu kolorach. W swojej współczesnej wersji prezentują one spektrum światła widzialnego.

 

Już sam lot z Europy do Peru dostarcza barwnych widoków. Kiedy przemierzymy niebieski Atlantyk, przez kilka godzin przez okna samolotu możemy przyglądać się olbrzymiej puszczy amazońskiej. W pewnym momencie zielony las deszczowy niespodziewanie zamyka potężny łańcuch Andów. Gdy docieramy do mniej więcej 10-milionowej Limy, stolicy kraju, góry nagle ustępują miejsca kolejnemu oceanowi, tym razem Pacyfikowi.


KOLONIALNE MIASTO KRÓLÓW

 

Lima, niegdyś jeden z najbogatszych ośrodków Ameryki Południowej, nazywana bywa też miastem hiszpańskich konkwistadorów. Francisco Pizarro (1478–1541) założył ją prawie 500 lat temu (w styczniu 1535 r.) jako bazę do podboju państwa Inków. Aż do 1824 r. była stolicą Wicekrólestwa Peru. Pierwotnie tytułowano ją Miastem Królów (Ciudad de los Reyes). Mimo wielokrotnych trzęsień ziemi zabytki w Limie zachowały swój kolonialny charakter i wciąż przypominają o jej dawnym bogactwie. Świadczy o tym wpisanie w 1988 r. zabudowy historycznego centrum na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

Najwięcej turystów przyciąga plac Broni (Plaza de Armas, inaczej Plaza Mayor). Nazwę tę nadawano dość często głównym placom w wielu miastach Ameryki Południowej, ponieważ tu podczas najazdów z zewnątrz rozdawano broń ludziom. W tym miejscu znajdują się największe zabytki kolonialne: Katedra (Catedral de Lima) z grobowcem Francisca Pizarra, Pałac Arcybiskupi (Palacio Arzobispal) z pięknymi zdobionymi balkonami i Pałac Wicekrólów, obecnie Pałac Rządu (Palacio de Gobierno), w którym w 1821 r. ogłoszono niepodległość Peru. Obowiązkowo należy również złożyć wizytę w XVII-wiecznej Bazylice św. Franciszka, tworzącej zespół architektoniczny wraz z pobliskim klasztorem (Basílica y Convento de San Francisco) i uchodzącej za jedną z najpiękniejszych budowli sakralnych na kontynencie. Za jej potężną fasadą kryje się wnętrze ozdobione freskami, pozłacanymi ołtarzami i malowidłami. Odwiedzających intrygują jednak przede wszystkim tajemnicze katakumby znajdujące się pod ziemią. Jak twierdzą przewodnicy, pochowano w nich 25 tys. osób. Po obejrzeniu złożonych w kolejnych salach kości i czaszek nabiera się przekonania, że liczba ta wcale nie jest zawyżona.

 

Prowincja Lima przyciąga turystów także nowoczesnym nadmorskim rejonem z widokiem na długie oceaniczne fale, idealne do surfowania. Prym na tym obszarze wiedzie ekskluzywny dystrykt Miraflores, położony praktycznie na skraju klifów. Władze regionu postanowiły stworzyć tutaj zespół parków z rzeźbami, oryginalnymi roślinami oraz ścieżkami do spacerów i uprawiania joggingu. W wysokich wieżowcach działają najlepsze w okolicy restauracje, sklepy, hotele i nocne kluby.

 

Na zainteresowanie zasługuje też limska kuchnia ze specjałem ceviche (cebiche), czyli marynowaną surową rybą podawaną z sokiem z limonki, z dodatkiem cebuli, papryki i soli. Warto zwrócić uwagę, że to tradycyjnie przyrządzane danie można spotkać zarówno w luksusowych lokalach, jak i małych ulicznych budkach. Poza tym limeños (mieszkańcy Limy) uwielbiają pisco – brandy wyprodukowane z winogron. Alkohol ten jest składnikiem koktajlu pisco sour, uznawanego niemal za symbol narodowy Peru.

 

INKASKI ŚWIAT

 

Dawna stolica Inków – Cusco (Cuzco) – leży na wysokości ok. 3400 m n.p.m., pośród łagodnych, najczęściej nagich wzgórz. W oddali wznoszą się przykryte śniegiem monumentalne andyjskie szczyty. Przed udaniem się w ten rejon warto sobie uświadomić, że Peru ze względu na swoje położenie blisko linii równika i zróżnicowane ukształtowanie terenu charakteryzuje się rozmaitymi rodzajami klimatu. W trakcie naszej zimy w tej okolicy bywa jednak dosyć ciepło. Choć nocą temperatura powietrza potrafi spaść do 0°C, to w ciągu dnia, na słońcu, wzrasta nawet do ponad 20°C.

 

Mimo iż blisko 84 proc. mieszkańców kraju posługuje się na co dzień hiszpańskim, ciągle używa się tu kilkunastu języków indiańskich, w tym keczua i ajmara. To właśnie od pochodzącego z tego ostatniego języka wyrażenia qusqu wanka („skała sowy”) wielu etymologów wywodzi nazwę Cusco. Według legendy założył je pierwszy inkaski władca Manco Cápac. Zgodnie z badaniami archeologów Inkowie przybyli tutaj na początku XIII stulecia. Ich ośrodek szybko stał się najważniejszym centrum gospodarczym i kulturalnym regionu, mogącym poszczycić się m.in. nowoczesnym systemem wodno-kanalizacyjnym. Prawdopodobnie stanowi najstarsze miasto na zachodniej półkuli zamieszkane nieprzerwanie do dziś.

 

Czas największego rozkwitu Cusco przypadł na XV w. Trzeba zaznaczyć, że państwo Inków (nazywane Tawantinsuyu, Tahuantinsuyo)liczyło wtedy ok. 14 mln mieszkańców i rozciągało się na terenach należących obecnie do Ekwadoru, Peru, Boliwii, Chile, Argentyny i Kolumbii. Ten wyjątkowy okres skończył się wraz z przybyciem Hiszpanów. W listopadzie 1533 r. Francisco Pizarro podbił miasto. Trzy lata później spalono je, aby stłumić antyhiszpańskie powstanie. Na gruzach Cusco kolonizatorzy postawili nowe budynki. Wznieśli je m.in. z pozostałości po inkaskiej zabudowie. Z biegiem czasu okazało się, że mury konstruowane przez Inków z odpowiednio ociosanych kamieni potrafią przetrwać kolejne trzęsienia ziemi, hiszpańska architektura natomiast często ulegała zniszczeniom i wiele obiektów trzeba było wciąż stawiać od nowa.

 

Do dzisiaj możemy podziwiać tu zarówno budowle konkwistadorów, jak i fragmenty pierwotnego miasta. Centralnym placem jest – oczywiście – Plaza de Armas, przy którym wznosiła się niegdyś świątynia ku czci boga słońca (Coricancha). Stanowiła ważny ośrodek kultu, miejsce koronacji i pochówku inkaskich królów. Obecnie znajduje się w tym rejonie Klasztor św. Dominika Guzmána (Convento de Santo Domingo), w którym obejrzymy pozostałości pierwotnego obiektu. Przy głównym placu stał również pałac XV-wiecznego władcy Inków Viracochy (Huiracocha Inca). Na jego fundamentach wybudowano Katedrę (Catedral del Cusco), symbol nowego miasta. Hiszpanie zakończyli prace nad kościołem po ponad 100 latach. W ich trakcie używali kamieni pochodzących z murów pobliskiej inkaskiej twierdzy Sacsayhuamán. W środku, oprócz bogatych dekoracji, możemy podziwiać m.in. obraz peruwiańskiego malarza Marcosa Zapaty (ok. 1710–1773) przedstawiający ostatnią wieczerzę. W odróżnieniu od europejskich wersji tej sceny na stole przed Jezusem i apostołami autor umieścił półmisek z daniem typowym dla Peru – pieczoną świnką morską (kawią domową).

 

O potędze Inków świadczy wspomniana twierdzaSacsayhuamán,która góruje nad Cusco. Chociaż do dziś przetrwały jedynie jej ruiny, nadal zachwyca turystów. Plan fortecy przypomina kształtem pysk pumy – zygzakowate mury przywodzą na myśl zęby. Została ona wzniesiona z gigantycznych kamiennych bloków idealnie przylegających do siebie bez zastosowania jakiejkolwiek zaprawy. Największe z zachowanych głazów ważą 300–350 t. Budowa twierdzy trwała mniej więcej 50 lat i według badaczy musiało przy niej pracować ok. 20 tys. robotników. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że Inkowie nie znali koła, nie używali zwierząt pociągowych, a poszczególne kamienie dopasowywali do siebie jedynie za pomocą narzędzi.

 

Spacer ulicami Cusco to także doskonała okazja do przyjrzenia się niezwykłym ubraniom jego mieszkańców, łączącym tradycyjne elementy stroju ludowego z wpływami hiszpańskimi. W wielu rejonach Peru typowym kobiecym ubiorem jest suto marszczona, wielowarstwowa spódnica sięgająca kolan, ściągnięta szerokim i bogato zdobionym pasem. Zamiast torebek czy plecaków Peruwianki używają kolorowych, pasiastych tkanin zwanych mantami. Noszą w nich m.in. warzywa, drewno i… dzieci. Mężczyźni ubierają się na ogół po europejsku, choć można spotkać też panów w klasycznych, barwnych poncho. W okolicy Cusco i jeziora Titicaca dopełnieniem zarówno damskiego, jak i męskiego stroju są kapelusze podobne do meloników, zapewne pozostałość po hiszpańskich kolonizatorach.

 

SZLAKIEM INKÓW

 

Mimo iż dawna stolica Inków leży ok. 450 km w linii prostej od wybrzeża, a ze względu na ukształtowanie terenu od Pacyfiku dzieli ją trasa o długości ponad 650 km, to ryby złowione w oceanie trafiały świeże na stół ich władcy. Dzięki rozbudowanemu systemowi szlaków specjalnie przeszkoleni gońcy (chasquis) mogli przemieszczać się bardzo szybko. Również i dzisiaj turyści mają okazję docenić wielkość rozwijającej się w tym regionie cywilizacji.

 

Odtworzona kamienna Droga Inków (Camino Inca), wiodąca w dolinie Urubamby na północny zachód od Cusco, należy bez wątpienia do najpiękniejszych tras turystycznych świata. Dziennie wpuszcza się na nią maksymalnie tylko 500 osób, a rezerwacji trzeba dokonywać kilka miesięcy wcześniej z uwagi na dużą liczbę chętnych.

 

W ciągu od 2 do 5 dni przechodzi się zarówno przez las deszczowy z niezliczoną ilością egzotycznych kwiatów i ptactwa, jak i przez wysoko położone przełęcze, z których najwyższa to Warmiwañusqa (4200 m n.p.m.). Na odpoczynek uczestnicy wyprawy zatrzymują się w inkaskich ruinach, robiących imponujące wrażenie pośród górskiego krajobrazu. Zwieńczeniem całej wędrówki jest wizyta w najbardziej znanym mieście Inków – Machu Picchu (ok. 2430 m n.p.m.).

 

TAJEMNICA Z PRZESZŁOŚCI

 

Do słynnego ośrodka w Andach można dotrzeć nie tylko pieszo, ale także pociągiem PeruRail z Cusco. Dojeżdża się wówczas do miejscowości Aguas Calientes, skąd dalej o własnych siłach bądź autobusem należy udać się już bezpośrednio do zapierających dech w piersiach ruin.

 

Inkowie wznieśli kompleks Machu Picchu w połowie XV w., kiedy ich cywilizacja znajdowała się u szczytu potęgi. Mieszkali w nim zaledwie przez ponad 100 lat. Z nieznanych nam przyczyn opuścili miasto w 1572 r. Być może zrobili to ze względu na szerzącą się epidemię jakiejś choroby, brak wody lub stopniowy upadek państwa spowodowany hiszpańską inwazją, chociaż mimo niewielkiej odległości od Cusco (ok. 130 km), konkwistadorzy nigdy tu nie dotarli. W ciągu kolejnych 350 lat górskie ścieżki prowadzące do ośrodka zarosły, a wśród kamiennych budowli zaczęła rządzić natura. O istnieniu miejsca wiedzieli nieliczni Indianie. Dla świata odkrył je amerykański naukowiec Hiram Bingham III (1875–1956) 24 lipca 1911 r.

 

Otoczenie Machu Picchu wygląda niemal bajkowo. Miasto powstało na wysoko położonym siodle (ponad 2400 m n.p.m.), pomiędzy Młodym Szczytem (Huayna Picchu lub Wayna Picchu, ok. 2700 m n.p.m) a Starym Szczytem (Machu Picchu). W dolinie leżącej 400 m niżej wije się rzeka Urubamba, a stoki wokół porastają bujne lasy. Inkowie wykorzystali naturalne ukształtowanie terenu i rozplanowali swój ośrodek na tutejszych skalnych półkach. Do domów i pól uprawnych na specjalnie przygotowanych tarasach woda docierała licznymi kanałami tworzącymi razem rozbudowany system. Wszystkie budowle, zarówno mieszkalne, jak i te o znaczeniu religijnym, wzniesiono z ciosanych i dobrze dopasowanych kamieni.

 

Indianie zastosowali tu też swoją wiedzę dotyczącą astronomii. W Świątyni Trzech Okien (Templo de las Tres Ventanas) promienie słoneczne wpadają do wnętrza tylko w określonych porach dnia. Umieszczony natomiast na niewielkim wzgórzu kamień Intiwatana prawdopodobnie służył kapłanom jako kalendarz i zegar astronomiczny.

 

Do dziś badacze nie są pewni, jakie znaczenie miało Machu Picchu w inkaskim imperium. O wyjątkowości miasta świadczy nieduża liczba jego mieszkańców (prawdopodobnie żyło w nim od 300 do 1 tys. osób) i fakt, że na tutejszej nekropolii odkryto dużo więcej grobów kobiet niż mężczyzn. Być może stanowiło ono ośrodek religijny, na co wskazywałyby liczne obiekty kultu.

 

Widok na Machu Picchu z charakterystyczną sylwetką Huayna Picchu

022330 300

© PILAR OLIVARES/PROMPERÚ

 

LINIE NA PUSTYNI

 

Większość turystów odwiedzających Machu Picchu bywa tak zachwyconych oszałamiającymi widokami, że uznaje je za jedno z najwspanialszych stanowisk archeologicznych na świecie. Warto jednak zdawać sobie sprawę z tego, iż Inkowie byli nie tyle twórcami, ile spadkobiercami ludów andyjskich, żyjących znacznie wcześniej. Na terytorium dzisiejszego Peru rozwijały się po sobie kultury Vicús, Chavín, Cupisnique, Pucará, Recuay, Cajamarca, Lima, Huarpa (Warpa), Lambayeque (Sicán), Nasca (Nazca), Paracas, Tiahuanaco, Wari (Huari), Pachacámac (Pacha Kamaq), Chincha, Chachapoyas, Colla, Lupaca, Chiribaya, Maranga, Huamachuco, Huanca (Wanka), Chancay, Moche (Mochica) i Chimú. Do naszych czasów przetrwało dostatecznie wiele obiektów i przedmiotów świadczących o wielkich umiejętnościach i twórczej wyobraźni ich autorów. Są wśród nich zarówno monumentalne budowle, jak i wymyślne wyroby ze złota.

 

Do najbardziej niezwykłych przykładów starożytnej architektury krajobrazu należą ogromne znaki utrwalone na płaskowyżach oddalonych o ok. 90 km od wybrzeża Peru. Największe ich zagęszczenie znajdziemy w pustynnym rejonie Pampas de Jumana, między miejscowościami Nasca (Nazca) i Palpa. Tajemnicze linie i rysunki powstawały między VI w. p.n.e. a VI stuleciem n.e. Na temat ich pochodzenia i przeznaczenia wysunięto mnóstwo hipotez, a niekiedy wręcz sensacyjnych teorii. Znalezione w pobliżu przedmioty identyfikowane z kulturą Nasca mogą świadczyć o tym, że znaki te były dziełem mieszkańców tej okolicy. Według badaczy do stworzenia większości rytów wystarczyło tylko kilku ludzi wyposażonych w tyczki i sznurek jako prosty przyrząd mierniczy oraz miotłę. W jakim jednak celu powstały te osobliwe wzory, zapewne nigdy się już nie dowiemy.

 

Wyróżnia się tutaj szczególnie kilka rysunków, takich jak m.in. przedstawienia kolibrów, kondorów, czapli, żurawia, pelikana, mewy, papugi, małpy, pająka, ślimaka, psa, 27-metrowego walenia, węża, ryby, kaktusów i kwiatów. Ze względu na ich gigantyczne rozmiary geoglify te w całości można podziwiać wyłącznie z dużej wysokości, np. podczas lotu samolotem. W nieodległej miejscowości Nasca organizowane są tego typu wycieczki dla chętnych.

 

KRAINA SZEŚCIOTYSIĘCZNIKÓW

 

Z pustynnego płaskowyżu przenosimy się dla odmiany w ośnieżone Andy. Białe szczyty, ostre słońce i lazurowe jeziora – tym właśnie charakteryzuje się Park Narodowy Huascarán (Parque Nacional Huascarán), który dzięki swojej wyjątkowości został wpisany w 1985 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Znajduje się w nim na obszarze 3400 km² 296 akwenów, 41 rzek, ponad 660 lodowców i 27 sześciotysięczników, w tym najwyższa góra Peru, czyli Nevado Huascarán (6768 m n.p.m.), stanowiąca cel spragnionych wrażeń miłośników wspinaczki.

 

Na tym obszarze wyróżnia się siedem stref roślinnych: od wilgotnych lasów po formacje wysokogórskie. Rośnie tutaj np. kantuta (Cantua buxifolia), uznawana za narodowy kwiat Peru. Spośród żyjących w tych stronach zwierząt warto wymienić andoniedźwiedzia okularowego (niedźwiedzia peruwiańskiego), który jest jedynym gatunkiem z rodziny niedźwiedziowatych występującym w Ameryce Południowej.

 

Nie tylko amatorzy turystyki wysokogórskiej znajdą w parku coś dla siebie. Niektóre jego malownicze zakątki da się zwiedzić w ciągu jednego dnia, zarówno podczas wycieczki pieszej czy rowerowej, jak i wyprawy na mule.

 

LIŚCIE KOKI W FILIŻANCE

 

W trakcie przemierzania płaskowyżu Altiplano na pewno zauważymy, jak powszechnie miejscowi spożywają liście koki. W Peru można je kupić legalnie za niewielkie pieniądze na każdym targowisku, nierzadko nawet w sporych workach. Ludzie zamieszkujący te tereny już 8 tys. lat temu żuli kokę m.in. dlatego, że dzięki temu odczuwa się mniejszy głód, a wędrówka, dźwiganie bagażu lub wykonywanie innych czynności na dużych wysokościach nie wymagają tyle wysiłku co zazwyczaj.

 

Krzew kokainowy (Erythroxylum coca) odgrywa istotną rolę w kulturze andyjskiej. Jego liście, przypominające kształtem liście laurowe, ofiarowywane były bogom, a w czasach Inków używały ich głównie klasy uprzywilejowane. Ponad 100 lat temu (od 1885 do 1929 r.) wykorzystywano je do produkcji coca-coli. Obecnie mieszkańcy andyjskich wyżyn żują kokę i sporządzają z niej napar zwany mate de coca (lub té de coca). Napój ten (zwalczający objawy choroby wysokogórskiej), traktowany jak herbata, podawany jest nawet w ekskluzywnych hotelach. Liście z krzewu kokainowego stanowią też dodatek do tutejszych ciastek i cukierków. Warto pamiętać, że turyści mogą bez przeszkód wywozić z kraju tego typu produkty, ale nie samą roślinę.

 

WEŁNA BOGÓW

 

Stepowe płaskowyże Peru, pokryte niską roślinnością, są naturalnym środowiskiem życia dla bardzo sympatycznych i pożytecznych dla człowieka zwierząt. Lamy andyjskie, alpaki i wikunie andyjskie (wigonie) należą do jednej rodziny wielbłądowatych. Z daleka wyglądają podobnie, jednak alpaka trochę bardziej przypomina owcę, wikunia z kolei jest z nich wszystkich najbardziej smukła. Słowo llama (polskie „lama”) wywodzi się z języka keczua. Hiszpanie tłumaczyli je jako„owca”. Później za pośrednictwem języka hiszpańskiego wyraz przyswoili sobie inni mieszkańcy Europy.

 

Wikunie w Peru objęte są ochroną. Na trasach przelotowych, z dala od miast, można zobaczyć znaki informujące o ich występowaniu. W takich okolicach na drogach umieszczono specjalne progi spowalniające ruch samochodowy ze względu na pasące się zwierzęta. Lamy i alpaki w Ameryce Południowej odgrywały ważną rolę w gospodarstwie już ponad 5 tys. lat temu. Trzymano je dla pozyskiwanej z ich sierści przędzy oraz dobrego mięsa, które zawiera bardzo dużo białka i jednocześnie zaskakująco mało cholesterolu i tłuszczu. I choć hodowla lam bardziej się rozpowszechniła, to jedynie wełnę z alpak nazywa się wełną bogów.

 

Już w czasach Inków takie wełniane tkaniny kojarzono z luksusem, a ubrania z nich wykonane nosiła inkaska arystokracja. Także i dzisiaj tego typu odzież sporo kosztuje, ponieważ sama przędza jest wyjątkowo miękka, delikatna i lekka, a zrobione z niej rzeczy są trzy razy cieplejsze niż te z włókien owczych i trzykrotnie bardziej odporne na ścieranie. O niezwykłej wytrzymałości materiału mogą zaświadczyć odkrycia archeologiczne. W peruwiańskich grobowcach znaleziono przedmioty z wełny z alpak pochodzące jeszcze sprzed narodzin państwa Inków.

 

Wysepki Uros na jeziorze Titicaca

020838 300

© JUAN PUELLES/PROMPERÚ

 

DRYFUJĄCE WYSPY

 

Jeśli udamy się w góry na granicy z Boliwią, będziemy mogli podziwiać wyjątkowy krajobraz, który tworzą dwa pasy przepięknego błękitu przedzielone brązowymi wzgórzami i błyszczącymi od śniegu szczytami. Takie widoki zapewnia Titicaca – najwyżej położone żeglowne jezioro świata (3812 m n.p.m.). To również drugie co do wielkości jezioro w Ameryce Południowej (po Maracaibo w Wenezueli). W najszerszym miejscu mierzy niemal 80 km, a jego całkowita powierzchnia wynosi ok. 8400 km². Jest więc ok. 74 razy większe od polskich Śniardw.

 

Główne miasto w tym rejonie – 150-tysięczne Puno – stanowi bardzo dobrą bazę wypadową do poznawania okolicy. W porcie warto zobaczyć historyczną kanonierkę Yavarí, która została zbudowana w Wielkiej Brytanii w 1862 r., a potem w częściach dotarła nad Titicacę. Statek złożono ostatecznie w 1870 r. Był wykorzystywany przez ponad 100 lat (do 1975 r.).

 

Największą atrakcją jeziora są jednak wyspy Uros (Urus) z trzciny totora, które mogą… pływać (na terytorium Peru istnieje ich ponad 20). Kiedyś swobodnie dryfowały, terazprzycumowuje się je w jednym miejscu. Sama roślina przez wieki była podstawowym produktem dla tutejszej ludności. Indianie Uro (Uru) przygotowywali z niej herbatę, jedli słodki rdzeń, dorzucali ją do paleniska. Dzisiaj wciąż z trzciny buduje się domy i łodzie (tzw. caballitos de totora) oraz wyrabia meble i pamiątki. Średnio co trzy miesiące na zgniłe fragmenty wyspy kładzie się nową warstwę liści i łodyg. Po ok. 20 latach całą konstrukcję trzeba wymienić.

 

Część regionu pozostaje zamieszkana. Indianie żyją tu głównie z rybołówstwa, choć turystyka staje się coraz ważniejszym źródłem ich dochodów. Miejscowi często porzucają język uro (uru) na rzecz ajmara czy hiszpańskiego.

 

Na jeziorze znajdują się też naturalne wyspy. Taquile słynie z wyrobu tkanin. W 2008 r. ta sztuka została wpisana oficjalnie na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Jej mieszkańcy (taquileños) aż do lat 50. XX w. żyli w niemal całkowitej izolacji, dzięki czemu wciąż łączy ich silne poczucie wspólnoty. Noszą typowe jedynie dla Taquile stroje. Kobiety zakładają czarne lub czerwone spódnice (polleras) i różowe bluzki (almillas), a na głowę i ramiona długie, czarne chusty, które z tyłu sięgają kolan (chuku). Mężczyźni ubierają się przeważnie w czarne spodnie z szerokim, kolorowym pasem i białe koszule. Ten zwyczaj, inspirowany wyglądem hiszpańskich chłopów, pojawił się z końcem XVI w., kiedy to konkwistadorzy zabronili taquileños używania tradycyjnego ubioru.

 

Chociaż tkaniny wytwarza niemal cała lokalna społeczność, bez względu na wiek i płeć, to kobiety głównie przygotowują przędzę, a mężczyźni tkają i robią na drutach. Najbardziej charakterystycznymi częściami stroju są szeroki paskalendarzowy, przedstawiający coroczny cykl prac i obrzędów, oraz wełniana czapka chullo z nausznikami, która w różnych wariantach, nie tylko kolorystycznych, jest popularna w całym kraju.

 

KANION SZYBUJĄCYCH KONDORÓW

 

Polacy pozostawili po sobie w Peru dwa ważne ślady. Polski inżynier Ernest Malinowski (1818–1889) wybudował w nim drugą najwyżej położoną linię kolejową na świecie (Ferrocarril Central del Perú – Centralną Kolej Transandyjską). Natomiast w maju 1981 r. dziką, spienioną rzeką na dnie kanionu Colca po raz pierwszy w historii spłynęła grupa kajakarzy z Polski z Andrzejem Piętowskim (kierownikiem wyprawy) na czele. Wyczyn ten został wpisany do Księgi rekordów Guinnessa i przyniósł temu miejscu sławę. W dowód wdzięczności mieszkańcy pobliskiego miasteczka Chivay nazwali główną 6-kilometrową ulicę Avenida Polonia, czyli aleją Polska.

 

Cañón del Colca uważa się za drugi najgłębszy kanion na ziemi (po Cotahuasi, leżącym także w Peru). Panorama rozpościerająca się z jego stromych brzegów zapiera dech w piersiach. Górne krawędzie wznoszą się na wysokość 4–5 tys. m n.p.m. Dno znajduje się na poziomie od 950 do 3050 m n.p.m. W węższej części kanionu ściany pozbawione są roślinności. U jego wylotu, odległość między brzegami staje się coraz szersza, a na zboczach leżą przepiękne tarasy uprawne.

 

Największe wrażenie wywiera jednak widok kondorów wielkich o poranku. W miejscu zwanym Krzyżem Kondora (Cruz del Cóndor) pojawia się ich najwięcej. Te olbrzymie ptaki (o rozpiętości skrzydeł sięgającej ponad 3 m) przelatują często kilkanaście metrów ponad głowami turystów. Zjawiają się regularnie z samego rana. W wyniku stopniowego ogrzewania promieniami słońca zimnego powietrza z dna kanionu powstają wznoszące prądy, które kondorom widocznie bardzo odpowiadają.

 

TĘCZOWA KRAINA

 

W Peru wciąż spotyka się ślady po mieszkańcach dawnego imperium, którzy zdołali rozwinąć tu rolnictwo, zbudować potężne państwo i założyć miasta w rejonach pięknych, choć ciężkich do życia. Ludzie w tym regionie zawsze uczyli się pokonywać trudności. Widać to nie tylko w opuszczonym Machu Picchu, ale również w niemal 1-milionowej Arequipie, drugim co do wielkości ośrodku w kraju, otoczonym przez wulkany i nawiedzanym przez trzęsienia ziemi. Stare domy i świątynie zbudowane są w nim ze skamieniałej lawy. W bujnym amazońskim lesie równikowym, z dala od cywilizacji Indianie od setek lat zakładają swoje skromne osady.

 

To poza tym niezmiernie zaskakująca kraina. Na kolorowych procesjach i festynach rytuały prekolumbijskie przenikają się z tradycjami katolickimi i lokalnymi zwyczajami. Mężczyźni nad jeziorem Titicaca robią na drutach. Kobiety w górach noszą męskie kapelusze. Na obiad możemy zjeść tutaj pieczoną świnkę morską, a w hotelu zamówimy herbatę z liści koki. Nawet ziemniaki występują aż w kilkudziesięciu odmianach i mają różną barwę: od brązu i żółci po fiolet i czerwień. Dlatego żeby opisać Peru, trzeba użyć całej palety kolorów. W końcu nawet flagi w Cusco są tęczowe.

 

Cruz del Cóndor i Indianie oferujący turystom pamiątki i barwne tekstylia

025850 300

© JAMES POSSO/PROMPERÚ

 

PORTUGALIA – NA KOŃCU ŚWIATA

ELŻBIETA PAWEŁEK

 

<< Podobno kiedyś odpoczywali tutaj bogowie. Stąd Vasco da Gama wyruszał na podbój nowych lądów. Dziś ściągają tu podróżnicy, golfiści, amatorzy przygód na zielonych, górskich szlakach oraz miłośnicy doskonałych win. Niewielka Portugalia urzeka urodą plaż i wiosek rybackich. Kusi wspaniałymi zabytkami i wiecznym słońcem. >>

Na południu kraju znajdują się piaszczyste zatoki, malownicze porty rybackie, wypielęgnowane pola golfowe i mariny zapełnione jachtami. To raj dla aktywnych turystów, żeglarzy i surferów, a także zwykłych miłośników plażowania. Wystarczy jednak ruszyć na północ, a krajobraz się zmienia, staje się bardziej wyżynny, a nawet górski. Dwie wielkie rzeki – Tag (po portugalsku Tejo) i Duero (nazywana w Portugalii Douro), biorące swój początek w Hiszpanii, płyną w kierunku zachodnim przez kraj i wpadają do Oceanu Atlantyckiego. W ich ujściach leżą stołeczna Lizbona oraz Porto, skąd pochodzi najsłynniejszy portugalski produkt – wino porto.

Więcej…