WOJCIECH KUDER

 

<< Jeszcze do niedawna jachting kojarzono z rozrywką zarezerwowaną wyłącznie dla milionerów. Czasy się jednak zmieniają, a ponieważ ten typ turystyki stał się dużo bardziej dostępny, liczba jego miłośników rośnie z roku na rok. Również w Polsce przybywa firm oferujących morskie podróże do najbardziej odległych i tajemniczych zakątków kuli ziemskiej. Nic w tym dziwnego, gdyż rejs komfortowym jachtem lub wygodnym katamaranem to doskonały sposób na odkrywanie świata: poznawanie innych krajów, ich mieszkańców oraz lokalnej kultury. Nie zapominajmy też, że do niektórych niezmiernie urokliwych, dziewiczych miejsc na naszej planecie dotrzemy tylko od strony morza. >>

 

Co sprawia, że odpoczynek pod żaglami ma w sobie taką magię? Miłośników przygód w jachtingu pociąga nieograniczona swoboda oraz bliski kontakt z naturą. Z dala od cywilizacji człowiek musi polegać tylko na sobie i swoich towarzyszach podróży. Podczas morskiej wyprawy trudno też narzekać na monotonię. W odróżnieniu od wycieczek lądowych wykupionych w biurze podróży ta forma wypoczynku pozwala na elastyczne planowanie czasu  i opracowywanie trasy w zależności od zmieniających się warunków atmosferycznych czy spontanicznej decyzji uczestników eskapady. Poza tym wspólny rejs to również doskonała okazja do spędzenia w niebanalny sposób urlopu z przyjaciółmi lub rodziną. Miejmy się jednak na baczności – te wyprawy wciągają i uzależniają. Istnieje obawa, że zaraz po powrocie z jednej zaczniemy planować kolejną i tak bez końca. 

Jeżeli pociąga nas perspektywa żeglowania w stronę słońca i chcemy poczuć wiatr we włosach i morską bryzę na własnej skórze, powinniśmy już teraz zastanowić się, jak zrealizować nasze marzenie. Najpierw skorzystajmy jednak z kilku cennych porad ludzi zawodowo zajmujących się tym rodzajem turystyki.

 

Na dobry początek

Przygoda z jachtingiem w Polsce rozpoczyna się często dość niewinnie od rejsu śródlądowego po mazurskich jeziorach, Zalewie Zegrzyńskim lub Wiślanym. To już wystarczy, żeby połknąć bakcyla. Kolejnym krokiem są pierwsze wyprawy po Bałtyku na stosunkowo bliski duński archipelag Ertholmene i wyspę Bornholm oraz na nieco dalszą szwedzką Gotlandię i całkiem odległe, należące do Finlandii, Wyspy Alandzkie. Niektórzy od razu wybierają bardziej oddalone wody basenu Morza Śródziemnego czy te wokół Wysp Kanaryjskich. Poza nawigowaniem wśród spienionych fal podziwiać tam można barwny świat podwodnej przyrody. Niezapomnianych wrażeń dostarcza odpoczynek w urokliwych zatoczkach, kosztowanie miejscowych potraw w portowych tawernach oraz rumu, który dodaje sił i chęci do śpiewania melodyjnych marynarskich pieśni. Obecnie takie atrakcje znajdują się na wyciągnięcie ręki. W organizacji wyjazdów żeglarskich pomagają dziś wyspecjalizowane firmy, które dbają o najdrobniejsze szczegóły. – Zajmujemy się czarterami, czyli wynajmem jachtów – mówi Magdalena Koczewska, wiceprezes agencji czarterowej Ankora Polska. – Naszą ofertę kierujemy do osób tworzących załogę (grup przyjaciół czy rodzin), które wynajmują łódź z kapitanem lub bez, jeśli wśród nich jest ktoś z odpowiednimi kwalifikacjami i doświadczeniem. Nasi klienci swoją przygodę z jachtingiem zaczynają zazwyczaj na ciepłym Morzu Śródziemnym i dopiero potem zapuszczają się w dalsze rejony dobre do żeglowania zimą – dodaje. Nic w tym dziwnego, bo ten akwen idealnie nadaje się dla początkujących wilków morskich, chcących udoskonalić swoje umiejętności. Na dodatek, jakiej trasy by nie obrać: wzdłuż skalistego wybrzeża Chorwacji, wśród malowniczych greckich wysepek i nietkniętych przez cywilizację zatoczek Cypru, od wybrzeża Turcji przez wody okalające Półwysep Apeniński, Sycylię, Korsykę i Sardynię, archipelag Balearów po Costa Brava (Dzikie Wybrzeże) – wszędzie sceneria zachwyca rajskimi krajobrazami. Trudno nie wspomnieć w tym miejscu także o Riwierze Francuskiej i słynnej marinie w Monako, w której na co dzień cumują luksusowe jachty warte po kilkaset milionów dolarów każdy. Te pływające hotele liczą od kilkudziesięciu do ponad 100 m i fascynują wszystkich miłośników morskich podróży.

 

Dalekie eskapady

Ponieważ apetyt rośnie w miarę jedzenia, po wyprawach wokół Starego Kontynentu przychodzi czas na dalekie eskapady w odległe części globu. Nie bez znaczenia pozostają też warunki pogodowe. Niska temperatura czy opady nie sprzyjają uprawianiu jachtingu. W okresie zimowym znacznie przyjemniej jest żeglować po ciepłych wodach Oceanu Spokojnego lub rozkoszować się karaibskim słońcem. Potwierdza to Bartosz Lisek, dyrektor generalny z firmy Yachting Holidays, i dodaje: – Stopień popularności konkretnych egzotycznych kierunków można ocenić według 2 kryteriów: tego, gdzie ludzie chcą jechać, oraz tego, co ostatecznie wybierają ze względu na najtańsze połączenia lotnicze. Nasi klienci najczęściej pytają o Seszele, Malediwy i Tajlandię. Decydują się jednak zazwyczaj na Wyspy Karaibskie: Grenadyny, Martynikę, Gwadelupę czy Brytyjskie Wyspy Dziewicze. Nierzadko też na Seszele, bo koszt przelotu na nie bywa zbliżony do cen połączeń między Polską a Karaibami. Zainteresowanie jest naprawdę spore. W minionym roku z Yachting Holidays w rejony pasa międzyzwrotnikowego wypłynęło w sumie 14 załóg, czyli ok. 200 osób. O tym, że rejsy jachtami stają się coraz popularniejsze wśród Polaków, zapewnia również Jacek Reschke, właściciel katamaranu Shanties i prezes firmy J. Reschke Sailing Inc. – Wyprawy do tropikalnych krajów dużymi, wygodnymi katamaranami organizujemy już od 13 lat. Na początku ich cel stanowiły głównie Brytyjskie Wyspy Dziewicze, później rozszerzyły się one na cały akwen wschodnich Wysp Karaibskich. Od 2 lat docieramy też do Polinezji Francuskiej, a o od tego roku – na Seszele. Po Karaibach żeglowało już z nami ponad 1000 osób, zdobyliśmy więc olbrzymie doświadczenie w przygotowywaniu i prowadzeniu rejsów w tym regionie. Po Polinezji Francuskiej pływało z nami 40 klientów, a na Seszele wybiera się w tym sezonie zimowym ok. 30. Rocznie nad Morze Karaibskie przylatuje do nas od 120 do 140 osób – opisuje.

FOT. BVI TOURISMBrytyjskie Wyspy Dziewicze zachęcają do błogiego relaksu

 

Na podstawie opinii ekspertów da się śmiało stwierdzić, że największe wzięcie wśród miłośników żeglugi po egzotycznych akwenach mają Karaiby. Ich fenomen wynika przede wszystkim z przyzwoitych kosztów przelotu i czarteru jachtów. Jak magnes przyciąga tu nie tylko Martynika (zwana często centrum karaibskiego żeglarstwa), ale również wchodzące w skład Małych Antyli niezmiernie malownicze Sint Maarten, Antigua i Barbuda, Dominika oraz Saint Vincent i Grenadyny. Furorę robią także położone niedaleko wybrzeży Wenezueli Aruba, Bonaire i Curaçao. Niezmiennie wiele załóg żegluje wokół Wielkich Antyli z Kubą i Haiti (Hispaniolą) na czele. To istny raj dla wszystkich kochających ten sport. Tutejszy klimat idealnie sprzyja morskim i słonecznym kąpielom. Dziewicze plaże porośnięte palmowymi zagajnikami, przepiękna rafa koralowa, żółwie wodne oraz wulkaniczne wzgórza pokryte tropikalną dżunglą zachwycają każdego. Poza tym przybyszy fascynują burzliwa historia tego uroczego zakątka świata oraz różnorodna kultura, na którą składają się tradycje rdzennych Indian, sprowadzonych tutaj niegdyś niewolników z Afryki oraz potomków europejskich konkwistadorów.

 

W poszukiwaniu raju

Oprócz stale popularnych kierunków co roku w tym sektorze turystyki pojawiają się czasowe trendy. Zapaleni miłośnicy jachtingu co rusz odkrywają nowe miejsca, zagubione z dala od cywilizacji rajskie wyspy i kotwicowiska, które swoją zaskakującą urodą potrafią zmiękczyć serce najtwardszego wilka morskiego. Zanim wyruszymy na poszukiwania swojej ziemi obiecanej, warto zapoznać się ze wskazówkami doświadczonych organizatorów wyjazdów żeglarskich. – Tym, którzy szukają wrażeń, polecam czarter jachtu w jedną stronę (tzw. one-way) z Malezji (Langkawi) do Tajlandii (Phuket) – proponuje Magdalena Koczewska z Ankora Polska. – Warto też odwiedzić Wyspy Zielonego Przylądka. To na razie mało znany rejon i dzięki temu nie docierają tam tłumy turystów, dlatego będzie idealnym wyborem dla osób poszukujących ciszy i spokoju. Mój ulubiony kraj to jednak Tajlandia. Okolice wyspy Phuket świetnie nadają się do żeglowania. Na każdym kotwicowisku można godzinami pływać z maską i rurką, obserwując życie na rafie, trzeba tylko pamiętać, aby dobrze posmarować plecy kremem z filtrem! Warto odbyć wycieczkę kajakiem wśród namorzynów i do tunelu pod wyspą albo po prostu poleżeć na białym piasku (uwaga na małpy czekające na smakołyki!), a także skorzystać z usług jednej z licznych baz nurkowych i ponurkować wokół cudnego małego archipelagu Ko Phi Phi. Uzupełnieniem tych atrakcji będą wspaniałe jedzenie i szczere uśmiechy Tajów – wspomina.

                    Jachting to hobby dla urodzonych odkrywców, czyli tych, którzy zamiast siedzieć przy hotelowym basenie i nieśpiesznie sączyć drinka z parasolką preferują ciągłe przemieszczanie się i poznawanie nowych zakątków, a wraz z nimi lokalnej kuchni, kultury i ludzi je zamieszkujących. Żeglarze posiadają nieograniczoną swobodę podróżowania, więc na rozległej mapie mórz i oceanów każdy bez trudu znajdzie coś w sam raz dla siebie. – Naszym flagowym kierunkiem są Seszele, na których organizujemy połączenie jachtingu i eksploracji wysp archipelagu centralnego – opisuje Bartosz Lisek z Yachting Holidays. – Trudno byłoby wymienić drugie takie miejsce na ziemi z niespotykanymi granitowymi formacjami skalnymi, naturalnymi rezerwatami żółwi olbrzymich, czarnymi papugami i przede wszystkim tak małą liczbą łodzi, że niekiedy na kotwicy stoimy samotnie. To tu na rajskiej wyspie Praslin zobaczymy palmę seszelską (coco de mer, czyli kokos morski), której żeńskie owoce przypominają kobiece pośladki, a męskie… Cóż, to trzeba już zobaczyć samemu – kończy tajemniczo. Wśród miłośników jachtingu coraz większe uznanie zyskują również Nowa Zelandia i położone na ciepłych wodach Oceanu Indyjskiego Madagaskar czy Komory oraz niewielkie skrawki lądu zagubione pośród fal Pacyfiku: Wyspy Salomona, Nowe Hebrydy, Wyspy Marshalla oraz Polinezja Francuska na czele z Bora-Bora, którą Jacek Reschke, właściciel katamaranu Shanties, określa mianem najpiękniejszej na świecie.  

 FOT. GREGOIRE LE BACON Polinezję Francuską tworzy 5 archipelagów i 118 wysp

 

Zabawa przez cały rok  

Dla amatorów morskich przygód nie istnieje coś takiego jak martwy sezon. Ze względu na mniej lub bardziej korzystne warunki pogodowe zmieniają się tylko kierunki wypraw. – Najlepszy okres na żeglowanie po Karaibach to listopad–kwiecień. Popływamy tutaj jeszcze również w maju i czerwcu. Na Polinezję Francuską proponuję wybrać się we wrześniu i październiku, ewentualnie w kwietniu i maju. W pozostałych miesiącach aura bywa kapryśna: albo nie ma wiatru, albo wieje zbyt silny, albo pada deszcz, albo słońce przygrzewa za mocno. Seszele zapraszają turystów praktycznie przez cały rok – opisuje Jacek Reschke.

FOT. PRZEMYSŁAW TARNACKI/WWW.TARNACKI.COMPołożone na Oceanie Indyjskim Seszele to wymarzony cel rejsów

 

                   Większość wielbicieli jachtingu w okresie polskiej zimy poszukuje egzotycznych akwenów gwarantujących słońce i wysoką temperaturę, aby potem wrócić na bliżej położone Morze Śródziemne czy choćby Bałtyk. Potwierdza to nasz ekspert Bartosz Lisek i wyjaśnia: – Gdzieniegdzie w tropikach pogoda odpowiednia do żeglugi utrzymuje się przez cały rok, ale dla ludzi żyjących w klimacie umiarkowanym najlepszym terminem wyjazdowym jest pora od listopada do kwietnia. Na Seszelach w lipcu i sierpniu występują porywiste wiatry. Na Karaibach sezon huraganów kończy się w październiku. Dlatego to właśnie miesiące zimowe lepiej spędzić w cieplejszych stronach, a latem dać szansę Morzu Śródziemnemu czy Bałtyckiemu. Wynika z tego, że najlepszym momentem, aby wybrać się w egzotyczny rejs jest późna jesień, cała zima oraz wczesna wiosna. Do podobnego wniosku dojdziemy, rozważając nie tylko uwarunkowania klimatyczne, ale również kwestie ekonomiczne. Jak się okazuje, na przełomie roku kalendarzowego ceny wynajmu jachtów stają się relatywnie niskie. – Już od listopada można odpoczywać pod żaglami w gorących rejonach. Na Karaibach nie zagrażają wtedy tajfuny. W listopadzie i grudniu czartery bywają tańsze. Jednak dla miłośników jachtingu najbardziej atrakcyjne są styczeń i luty, czyli najzimniejsze w Europie miesiące. Sezon trwa jeszcze w marcu i kwietniu, a nawet w maju. Kiedy jednak w Europie nadchodzą słoneczne dni, egzotyczne regiony tracą na atrakcyjności – mówi Magdalena Koczewska. W trakcie polskiej zimy pewnym odstępstwem od reguły stają się rejsy sylwestrowe. To młoda i ciesząca się coraz większą popularnością moda. Polacy Nowy Rok na jachcie witają dziś najczęściej u wybrzeży Chorwacji przy akompaniamencie żywej, bałkańskiej muzyki, popijając rakiję i delektując się smakiem świeżo złowionych ryb i owoców morza.   

 FOT. BARBADOS TOURISM AUTHORITY - UK Barbados leży na północny wschód od Wenezueli i Trynidadu i Tobago

 

Miliony na wodzie

Jachting to coraz bardziej dostępna forma aktywnego spędzania wolnego czasu i ciekawa  alternatywa dla powszechnie znanych i lubianych wczasów all inclusive. Na jego rosnącą popularność w Polsce wpływa zwiększająca się liczba specjalistycznych firm organizujących tego typu wakacje oraz w miarę przystępne ceny wynajmu łodzi. Lata, gdy stanowił ekskluzywną rozrywkę zarezerwowaną wyłącznie dla milionerów, odeszły już w niepamięć, choć nie ma co ukrywać, że jachty należące do tych ostatnich budzą nadal powszechną zazdrość. Największe i najwspanialsze z nich podziwiać można m.in. we wspomnianym już Monako czy też w hiszpańskim Puerto Banús. Te jednostki przypominają obecnie niezmiernie luksusowe, pływające hotele.  Elegancką Lunę (115 m długości) rosyjskiego miliardera Romana Abramowicza wyposażono w ekskluzywne apartamenty i basen. Dla bezpieczeństwa zamontowano na niej kabinę chroniącą przed wybuchem bomby i kuloodporne szyby. Na jej pokładzie znajduje się również lądowisko dla dwóch helikopterów i system laserowy, który uniemożliwia paparazzim robienie zdjęć osobom przebywającym na Lunie. Ile kosztuje takie cacko? Mniej więcej 200 mln dolarów! Rejs na nim to jachting motorowy na najwyższym poziomie…

Artykuły wybrane losowo

Chiny – z przeszłości w przyszłość

PAWEŁ SKAWIŃSKI

 

<< Chiny są jednym z najciekawszych rejonów w Azji. W Pekinie, Hongkongu czy Szanghaju wspomnienie dawnej świetności cesarstwa ustępuje miejsca współczesnemu rozwojowi gospodarczemu. W ten sposób historia zatacza koło i Państwo Środka jak przed laty znów jawi się jako licząca się w świecie potęga handlowa. >

 FOT. WIKIPEDIA.COM/CHENSYUAN

Chińska Republika Ludowa, rządzona od 1949 r. przez Komunistyczną Partię Chin, stanowi trzeci pod względem powierzchni (ok. 9,6 mln km²) i pierwszy pod względem liczby ludności (prawie 1,4 mld) kraj na ziemi. To jednak tylko suche fakty, które nie wystarczą nam, aby zrozumieć Chiny i ich mieszkańców. Pomoże nam w tym natomiast odrobina historii.

Pióropusze sztucznych ogni rozświetliły niebo nad Portem Wiktorii w Hongkongu, gdzie Brytyjczycy panowali przez ostatnie 150 lat. W centrum konferencyjnym zasiedli przedstawiciele Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej: następca tronu książę Karol, premier Tony Blair i gubernator Hongkongu Chris Patten. Delegacja Chin na czele z przewodniczącym Chińskiej Republiki Ludowej Jiang Zeminem i premierem Li Pengiem z trudem ukrywała radość. Wkrótce 509 żołnierzy chińskiej armii przekroczyło granicę lądową między Państwem Środka i Hongkongiem. 1 lipca 1997 r. to jedno z najbogatszych miast na ziemi wróciło w ręce Chińczyków. Tego dnia Chiny ostatecznie zamknęły wstydliwy rozdział podległości wobec Zachodu i rozpoczęły marsz ku świetlanej przyszłości.

Więcej…

W 7 dni dookoła Islandii

ROBERT GONDEK „GERBER“

www.gerber.d7.pl

 

<< Islandia bywa często określana mianem „Nowej Zelandii Europy”. Swoje piękno i popularność wśród turystów zawdzięcza wyjątkowemu położeniu geograficznemu, a także surowemu i wilgotnemu klimatowi. Przyciąga podróżników przede wszystkim wspaniałą przyrodą, iście księżycowymi krajobrazami oraz ogromnymi przestrzeniami niezamieszkałych terenów. Za jedną z głównych atrakcji tej fascynującej wyspy uważa się wulkany, których jest ok. 130. Aż 18 spośród nich było aktywnych w ciągu ostatnich dwunastu stuleci. Do największych należą Askja, Katla, Hekla, Hvannadalshnúkur (będący jednocześnie najwyższym szczytem kraju – 2110 m n.p.m.) i Eyjafjallajökull (który spowodował ogromne zamieszanie w międzynarodowym ruchu lotniczym w kwietniu 2010 r.). Poza tym znajdziemy tu również gejzery, gorące źródła, lodowce, wodospady i fiordy. Nie należy też zapominać o tym, że ze względu na bliskość koła podbiegunowego północnego latem na Islandii słońce świeci prawie 24 godziny na dobę, a zimą występują noce polarne, podczas których na niebie pojawiają się przepiękne zorze.>>

Ísland, czyli po islandzku „Kraina Lodu”, leży w północnej części Oceanu Atlantyckiego, na południe od koła podbiegunowego północnego oraz ok. 290 km na wschód od Grenlandii i 750 km na północny zachód od Szkocji. Na jej terytorium składa się głównie wyspa Islandia, a także kilka mniejszych wysepek, w tym archipelag Vestmannaeyjar. Funkcję stolicy pełni Reykjavík, a największymi spośród pozostałych trzydziestu miast są Kópavogur, Hafnarfjörður, Akureyri, Reykjanesbær i Garðabær. Jedynie w tych sześciu ośrodkach miejskich liczba ludności przekracza 10 tys. Jednak to nie one stanowią o niezwykłej atrakcyjności tego kraju, lecz jego nieskazitelna i różnorodna przyroda.

Więcej…

Skarby Wysp Zielonego Przylądka

 BVCII  49

Wyspy Zawietrzne są nieco wilgotniejsze i pokryte bujniejszą roślinnością

© BARRACUDA TOURS

 

EMILIA WOJCIECHOWSKA

 

Wyspy Zielonego Przylądka leżą na Oceanie Atlantyckim, w odległości ok. 570 km od Senegalu. Ich nazwa wcale nie pochodzi od występującej tu roślinności, ale od Przylądka Zielonego (po francusku Cap-Vert, po portugalsku Cabo Verde), znajdującego się nieopodal Dakaru. Dziewięć wysp archipelagu jest zamieszkałych i podzielić je można na dwie grupy – Wyspy Zawietrzne (Ilhas de Barlavento, do których należą Boa Vista, Sal, São Nicolau, São Vicente i Santo Antão) i Wyspy Podwietrzne (Ilhas de Sotavento, czyli Santiago, Maio, Fogo i Brava). Do tych pierwszych zalicza się jeszcze opuszczona Santa Luzia, objęta ochroną rezerwatu przyrody.

 

Cabo Verde, a właściwie Republika Zielonego Przylądka (República de Cabo Verde), bo tak brzmi oficjalna nazwa kraju, to dawna kolonia portugalska. Niepodległość uzyskała w lipcu 1975 r., ale nawet dziś śladami po tamtych czasach są nie tylko kolonialne budynki. Choć na ten temat od wielu lat toczą się gorące debaty, nadal jedynym oficjalnym językiem w państwie jest portugalski. Jednak bardzo rzadko można go usłyszeć na ulicach archipelagu – mieszkańcy mówią raczej kabowerdeńskim kreolskim (kriolu kabuverdianu, port. língua cabo-verdiana). Powstał on wprawdzie na bazie portugalskiego, ale z licznymi modyfikacjami. Co więcej, każda wyspa ma inny dialekt. W języku portugalskim wciąż co prawda sporządza się wszelkie dokumenty pisane czy oficjalne komunikaty, lecz z biegiem czasu, zwłaszcza za sprawą rosnącej popularności i dostępności mediów społecznościowych, i na tym polu zaczyna on tracić swoją uprzywilejowaną pozycję. Niezmiennie silny wpływ Portugalii i Portugalczyków można zaobserwować przede wszystkim wśród... fanów piłki nożnej. Niemalże wszyscy kibice na Cabo Verde dzielą się na sympatyków jednej z portugalskich drużyn, takich jak SL Benfica, Sporting CP czy FC Porto, i traktują te podziały bardzo poważnie!

 

Wyspy Zielonego Przylądka to republika demokratyczna i choć nadal ma przed sobą mnóstwo wyzwań, społecznych, politycznych i gospodarczych, a dużo spraw wymaga usprawnienia, to dla wielu krajów afrykańskich stanowi przykład do naśladowania. Jednak mimo iż geograficznie i politycznie archipelag należy do Afryki, jest w nim coś, co go wyróżnia. Jak czasem pół żartem, a czasem na serio mówią Kabowerdeńczycy, tak naprawdę Cabo Verde, także z racji swojego położenia i historii, znajduje się pośrodku Europy, Ameryki Południowej i Afryki. Wielu z nich z uśmiechem dodaje: Gdybyśmy tylko byli więksi, moglibyśmy być osobnym kontynentem. Zapraszam zatem w podróż po tej wyjątkowej wyspiarskiej krainie!

 

 FOGO 20150821 2646 7

Aktywny stratowulkan Pico do Fogo to najwyższy szczyt na Cabo Verde

© BARRACUDA TOURS

 

KRAINA RÓŻNORODNOŚCI

 

Cały archipelag jest pochodzenia wulkanicznego. Na jednych wyspach widać to niezwykle wyraźnie w krajobrazie, na innych, tych geologicznie starszych, zupełnie nie da się tego dostrzec, co sprawia, że każda z nich zaskakuje. Dzięki temu zarówno miłośnicy plażowania, jak i amatorzy górskich wycieczek znajdą tu coś dla siebie.

 

Wśród turystów zagranicznych Cabo Verde słynie w szczególności ze swoich pięknych i rozległych plaż. Zresztą nie tylko ukształtowanie terenu, ale i warunki atmosferyczne sprzyjają na archipelagu plażowaniu, i to przez cały rok. Na Wyspach Zielonego Przylądka panuje klimat zwrotnikowy suchy, ze średnią roczną temperaturą powietrza 25°C i wody 23°C. Słońce świeci w tym rejonie prawie codziennie. Mieszkańcy, w odróżnieniu od turystów, wyczekują zwykle pory deszczowej, która zaczyna się w sierpniu i trwa do października. Jednak wizytę na Cabo Verde warto rozważyć nawet w tym okresie, i to nie tylko wtedy, gdy opady deszczu występują bardzo rzadko, jak w 2017 r. To właśnie w czasie pory deszczowej można obserwować, jak raptownie, z każdą kroplą wody, krajobraz wokół całkowicie się zmienia i nasyca soczystą zielenią. Wbrew nazwie Wyspy Zielonego Przylądka nie zawsze i nie wszędzie są zielone! Na większości z nich nie brakuje za to koloru złotego i białego, bo te barwy przybierają plaże np. na Sal, Boa Viście i Maio. I właśnie na tych trzech wyspach panują najlepsze warunki do plażowania.

 

Wśród turystów spragnionych słońca i morskich kąpieli najpopularniejsza jest Sal, choć Boa Vista niewiele jej ustępuje. Sal w języku portugalskim oznacza „sól”. Zanim tutejszym złotem stały się plaże, przynoszące zyski z turystyki, w XIX w. to właśnie pozyskiwanie soli było głównym źródłem dochodu. Wtedy też zmieniono pierwotną nazwę Llana na Sal. Jednak i dziś sól jest ważna dla gospodarki wyspy, chociaż obecnie ze względu na swoje walory lecznicze i pielęgnacyjne. Kolejną atrakcję Sal, zaraz po jej pięknych plażach i znakomitych warunkach do uprawiania sportów wodnych, stanowi Pedra de Lume. W tej położonej niedaleko lotniska miejscowości znajdują się zbiorniki wypełnione solanką, z których korzystają tysiące turystów.

 

Wyspa ta zajmuje ważne miejsce w archipelagu nie od dziś i nie tylko ze względu na licznie odwiedzających ją zagranicznych gości. Od dawna jest w pewnym sensie oknem na świat Cabo Verde. To właśnie na Sal powstało w 1939 r. pierwsze tutejsze międzynarodowe lotnisko, nazwane potem imieniem ojca narodu i największego bohatera kraju – Amílcara Cabrala (1924–1973). Dzięki swojemu strategicznemu położeniu wyspa od dawna stanowi istotny punkt na lotniczej mapie świata.

 

Pod względem liczby turystów zaraz za Sal plasuje się Boa Vista, zresztą całkiem słusznie. Jej nazwa w tłumaczeniu z portugalskiego na polski brzmi Dobry Widok. Ta trzecia co do wielkości wyspa archipelagu (620 km² powierzchni) kusi odwiedzających przepięknymi złotymi piaskami, a nawet wydmami, znaczącymi pustynny obszar Viana. Jeden ze znakomitszych pisarzy kabowerdeńskich Germano Almeida swoją książkę A Ilha Fantástica poświęcił właśnie Boa Viście, na której przyszedł na świat w 1945 r. Odgrywa ona zresztą ważną rolę w kulturze kraju. To prawdopodobnie właśnie na niej narodził się w XVIII stuleciu wspaniały gatunek muzyczny, jeden z symboli Cabo Verde – morna. Bubista, jak pieszczotliwie nazywają wyspę mieszkańcy, z pewnością nie zawiedzie tych, którzy lubią spędzać czas na uprawianiu sportów wodnych, jak i osób preferujących leniwy odpoczynek na plaży.

 

Ten, komu marzą się jeszcze spokojniejsze wakacje, powinien wybrać Maio. Jest ona jedną z rzadziej odwiedzanych w archipelagu i to bynajmniej nie ze względu na brak atrakcyjności, bo zachwyca przepięknymi bezkresnymi plażami, które przez zdecydowaną większość roku są bezludne. Jej nazwa w języku portugalskim oznacza „maj” – właśnie w tym miesiącu została odkryta przez Portugalczyków w 1460 r. Można zaryzykować tezę, że jedynie brak międzynarodowego lotniska, jakie znajdują się na Boa Viście i Sal, sprawia, iż nie spotkamy na niej tłumów turystów. Dzięki temu nietrudno poczuć się tu jak na końcu świata, na dodatek wyjątkowo malowniczym.

 

Wspaniałych plaż, i to w różnych kolorach, nie brakuje także na Santiago i São Vicente, które są dwoma głównymi wyspami kraju. Mimo znacznych różnic między nimi można powiedzieć, że na każdej z nich znajdziemy po trochu wszystkiego, co na Cabo Verde najlepsze. Często mówi się, że Santiago stanowi centrum biznesowe i polityczne archipelagu, a São Vicente – kulturalne, ale tak naprawdę obie konkurują w pewien sposób ze sobą na wszystkich tych polach.

 

Niemniej jednak pod względem politycznym i administracyjnym to Santiago jest ważniejsza i to na niej leży stolica kraju, Praia. Wyspa ta nazwana została od imienia świętego patronującego dniowi, w którym ją odkryto (podobnie jak kilka innych w archipelagu), czyli św. Jakuba (São Tiago). Na niej najwyraźniej widać wpływy afrykańskie, które nadają jej wyjątkowy koloryt, co można dostrzec nie tylko na barwnym targu Sucupira (Mercado de Sucupira) w Prai.

 

Santiago, największa w archipelagu (991 km² powierzchni), odegrała bardzo istotną rolę w historii regionu. To ona została najprawdopodobniej odkryta i zasiedlona jako pierwsza, to na niej założono w 1462 r. pierwsze miasto i pierwszą stolicę Cabo Verde – Ribeirę Grande. Dziś ten najstarszy ośrodek nazywany jest Cidade Velha (z portugalskiego Stare Miasto). Od końca XVI w. znajduje się w nim fort (Forte Real de São Filipe), który bronił dostępu do wyspy. W mieście odbywały się też targi niewolników pochodzących z Afryki i archipelagu. Przewożono ich stąd głównie do obu Ameryk. O tej niechlubnej przeszłości przypomina usytuowany w samym centrum Cidade Velha pręgierz (Pelourinho).

 

Z czasem stolicę przeniesiono do Prai (w 1770 r.), która dziś jest tętniącą życiem metropolią. Niewątpliwie fakt, że znajdują się w niej siedziby największych lokalnych i zagranicznych firm oraz placówki dyplomatyczne, nadaje jej dynamicznego charakteru, ale – oczywiście – w swoistym, kabowerdeńskim wydaniu. Wystarczy jednak wyjechać poza miasto, aby przenieść się do zupełnie innego świata – krainy plantacji bananów, papai, trzciny cukrowej czy kukurydzy. Mieszkańcy stolicy, jak i całej wyspy chętnie odpoczywają na jednej z wielu plaż, takich jak ta w Tarrafal lub São Francisco. Wybierają się również w góry. Malownicze trasy leżą m.in. w Parku Naturalnym Serra da Malagueta na północy Santiago lub w samym jej centrum w okolicach ogrodu botanicznego w São Jorge dos Órgãos. A że Kabowerdeńczycy bardzo lubią spędzać czas z rodziną i przyjaciółmi na piknikach i pieszych wycieczkach, plaże i szlaki zapełniają się ludźmi w każdy wolny dzień, i to na całym archipelagu.

 

Na São Vicente (nazwanej od św. Wincentego), z głównym miastem Mindelo, życie płynie zdecydowanie spokojniej niż na Santiago, ale na pewno nie jest tu mniej ciekawie. Wyspa w całym kraju słynie ze swoich wydarzeń kulturalnych. W okolicach lutego lub marca odbywa się na niej karnawał (w 2018 r. jego główne obchody zaplanowano w terminie od 9 do 13 lutego), a w lipcu – kulinarna impreza Kavala Fresk Feastival, na której wszyscy zajadają się makrelami pod każdą postacią. W sierpniu São Vicente gości największe na archipelagu wydarzenie muzyczne na plaży Festival Baía das Gatas. Do 2017 r. we wrześniu w Mindelo organizowany był jeden z większych festiwali teatralnych w Afryce – Mindelact. Obecnie przeniesiono go na późniejszy termin. Jego 24. już edycję zaplanowano między 2 a 10 listopada 2018 r. Z kolei na przełomie września i października wyspa zamienia się w plenerowe kino. W tym czasie odbywają się pokazy w ramach festiwalu filmowego o nazwie Festival Oiá. Warto odwiedzić São Vicente podczas jednego z tych wydarzeń, w szczególności w trakcie karnawału. Nie bez powodu porównuje się go ze słynną imprezą w Rio de Janeiro.

 

Na Cabo Verde spodoba się nie tylko plażowiczom czy osobom spragnionym rozrywek kulturalnych. Amatorzy górskich wycieczek także znajdą na archipelagu miejsca dla siebie. Idealna będzie dla nich wyspa Fogo, czyli Ogień. Wznosi się na niej czynny wulkan, a zarazem najwyższy szczyt kraju – Pico do Fogo (2829 m n.p.m.). To z jego powodu zrezygnowano z wcześniejszej nazwy wyspy, która brzmiała São Filipe (od św. Filipa). Ostatnia erupcja zaczęła się w listopadzie 2014 r., a zakończyła w lutym kolejnego roku, i dość znacznie zmieniła krajobraz leżącej u stóp wulkanu wioski Chã das Caldeiras. Dziś miejscowość wygląda jak nie z tego świata, a mieszka w niej niewiele ponad 100 z dawnych niemal 1,3 tys. mieszkańców. Bez wątpienia hart ich ducha jest godny podziwu. Poza tym warte spróbowania są wyjątkowe plony, jakie przynosi wulkaniczna ziemia. Smakosze z całego globu chwalą sobie wino i kawę właśnie z Fogo.

 

O pobliskiej Bravie można z kolei powiedzieć, że przypomina miejsce położone na końcu świata. Jest najbardziej wysunięta na zachód ze wszystkich Wysp Podwietrznych i stosunkowo rzadko odwiedzana, ale całkiem niesłusznie. Urodził się na niej jeden z największych kabowerdeńskich poetów – Eugénio Tavares (1867–1930). Brava nazywana też bywa wyspą kwiatów. Wizytą w tym miejscu nie będzie zawiedziony nikt, kto chce odpocząć od zgiełku świata w otoczeniu natury. Mimo iż jest najmniejszą zamieszkaną wyspą Cabo Verde (ma 67 km² powierzchni), świetnie nadaje się na liczne piesze wycieczki, podobnie zresztą jak równie mało popularna São Nicolau.

 

Ta ostatnia otrzymała nazwę od św. Mikołaja. Niegdyś skupiała się tu elita intelektualna archipelagu. To na São Nicolau założono w 1866 r. pierwsze na Cabo Verde seminarium duchowne i liceum ogólnokształcące i to właśnie z niej pochodzi Baltasar Lopes da Silva (1907–1989), autor obowiązkowej lektury każdego Kabowerdeńczyka Chiquinho i jeden z założycieli magazynu literacko-kulturalnego Claridade. Dziś można odnieść wrażenie, że świat nieco zapomniał o tej wyspie, co sprawia, że jej przepiękne górskie szlaki są idealne dla każdego, kto chce się poczuć jak prawdziwy odkrywca. Warto wybrać się na wycieczkę zwłaszcza do Parku Naturalnego Monte Gordo. Na São Nicolau, podobnie jak na São Vicente, odbywa się również co roku karnawał. Choć może jest nieco mniej wystawny niż ten w Mindelo, ma w sobie coś wyjątkowego. Przede wszystkim trudno na nim odróżnić uczestników karnawałowej parady od publiczności, a to dlatego, że każdemu wolno brać udział w pochodzie.

 

Naszą podróż po Cabo Verde zakończymy na najbardziej na północ wysuniętej, a zarazem drugiej co do wielkości po Santiago, wyspie Santo Antão (779 km² powierzchni). Uchodzi ona za jedną z najpiękniejszych w całym archipelagu. To sprawia, że z każdym rokiem przybywa odwiedzających ją miłośników gór. I trudno im się dziwić. Santo Antão szczyci się mnóstwem niezmiernie różnorodnych szlaków górskich i zapierającymi dech w piersiach widokami. Najczęściej odwiedzany wschód wyspy zachwyca zielonymi krajobrazami, a mniej popularna zachodnia część lądu – księżycowym pejzażem okolic najwyższego miejscowego szczytu Topo da Coroa (1979 m n.p.m.) i położoną na końcu świata wioską Tarrafal de Monte Trigo.

 

Nie bez powodu zatem Cabo Verde stara się przyciągnąć gości hasłem „Jeden kraj… dziesięć kierunków podróży” (Um país… dez destinos). Jednak różnorodność archipelagu nie przejawia się jedynie w charakterze wysp. Kabowerdeńczycy mówią wieloma odmianami kabowerdeńskiego kreolskiego, a także różnią się od siebie wyglądem. Bogactwo Cabo Verde można zresztą dostrzec nie tylko w tym, co widoczne na pierwszy rzut oka.

 

 Santa Maria Drone

Plaża w Santa Maria, najpopularniejszej miejscowości turystycznej na wyspie Sal

© BARRACUDA TOURS

 

MUZYKA I KUCHNIA

 

Ten niewielki archipelag zachwyca przede wszystkim bogatą kulturą. Przez długi czas, zanim na świecie popularność zyskały złote piaski Sal i Boa Visty, Wyspy Zielonego Przylądka były kojarzone zwłaszcza z muzyką, a w szczególności z wyjątkową artystką Cesárią Évorą (1941–2011), zwaną Bosonogą Diwą i Królową Morny. Chyba niewiele jest miejsc na naszym globie, gdzie choćby raz nie rozbrzmiała jej słynna piosenka Sodade. Muzyka unosi się tutaj w powietrzu, wyspiarze mają ją we krwi. Tradycyjne gatunki takie jak morna, coladeira (koladera), funaná, batuque (batuk, batuku), tabanka (tabanca) lub colá znakomicie oddają bogactwo kulturowe Cabo Verde. Bez końca można by wyliczać znakomitych artystów, którzy je wykonują (są wśród nich m.in. Lura czy Nancy Vieira). W młodym pokoleniu nie brakuje też muzyków nadających nowe brzmienie klasycznym już rytmom – reprezentuje ich choćby Elida Almeida. Dlatego jedną z piękniejszych i cenniejszych pamiątek z archipelagu, oprócz wspomnień z koncertu bądź wieczoru w knajpce urozmaiconego występami muzycznymi, jest płyta z nagraniami lokalnych wykonawców. Na szczęście okazji do posłuchania dobrej muzyki na wyspach bywa mnóstwo. Oprócz licznych festiwali, organizowanych przez cały rok, ale najczęściej w lato, kabowerdeńskie utwory rozbrzmiewają także podczas obchodów rozmaitych świąt. A na żadnym z takich wydarzeń nie może zabraknąć również typowego dla archipelagu jedzenia.

 

 Kuchnia Wysp Zielonego Przylądka, choć niezbyt urozmaicona, jest smaczna. Dostępność wielu towarów na targach i w sklepach zależy od cyklów upraw, dlatego lokalne produkty są zazwyczaj świeże i zdrowe. Kabowerdeńskie potrawy bazują przede wszystkim na rybach, fasoli i kukurydzy. Ta ostatnia ma zresztą dla Kabowerdeńczyków też znaczenie symboliczne. Podobno jako pierwsza z sianych tu roślin dała plon na nieurodzajnych ziemiach archipelagu. Kukurydza stanowi składnik wielu dań, ale także uchodzi za symbol nadziei i ma nawet swój festiwal (Festa do Milho) organizowany na Santiago co roku w dniu 1 listopada, kiedy to je się ją pod każdą postacią. Przygotowuje się z niej m.in. tradycyjną tutejszą potrawę – cachupę. W wersji podstawowej dodaje się do niej jeszcze ewentualnie fasolę, ale w wariancie bardziej urozmaiconym zawierać może wszystko, co tylko akurat znajduje się pod ręką, np. marchewkę, rybę czy mięso. Przyrządzenie cachupy w tradycyjny sposób zajmuje sporo czasu. Nawet według nowocześniejszego przepisu nie da się jej szybko ugotować. Nadal jednak uchodzi ona za danie dla całej rodziny, przygotowywane w dużych ilościach. Dziś najczęściej cachupę je się w dni, kiedy czasu jest więcej, czyli np. w soboty. Poza tym stanowi ona również obowiązkową potrawę na wszelkie święta. Świeżo ugotowana cachupa ma konsystencję zupy. Jeśli nie zostanie zjedzona na obiad, kolejnego dnia podaje się ją z jajkiem sadzonym, omletem lub smażoną rybą jako... typowe kabowerdeńskie śniadanie.

 

Oprócz tego tradycyjnego dania na stołach goszczą też często ryby. Jedynie od powodzenia podczas połowu zależy, co trafi na talerz, makrela czy raczej tuńczyk. Choć nie zawsze znajdziemy na targu tę rybę, którą lubimy najbardziej, możemy być pewni, że i tak nam posmakuje, bo po prostu będzie świeża. W niektórych okresach w roku mamy szansę zamówić nawet takie przysmaki jak homary czy percebes (kaczenice)!

 

BVCII  34

Kabowerdeńskie potrawy są zazwyczaj proste, ale bardzo smaczne

© BARRACUDA TOURS

 

WYSPY DLA ODKRYWCÓW

 

Różnorodność archipelagu można opisać trzema słowami – sabura, morabeza i sodade. Wyraz sabura oznacza „coś fajnego” – takie są Wyspy Zielonego Przylądka. Czas na nich płynie po prostu w miłej, spokojnej, bezstresowej atmosferze. Morabeza to z kolei „gościnność”, choć tak naprawdę coś dużo więcej. Znaczenie tego słowa zrozumie każdy, kto będzie miał okazję trochę bliżej poznać Kabowerdeńczyków i zaprzyjaźnić się z nimi. Z pewnością dołożą oni wszelkich starań, aby przybysze poczuli się u nich jak u siebie w domu. Sodade znaczy „tęsknota”, ale właściwie to bardziej złożone uczucie. Mieszkańcy archipelagu to właśnie odczuwają, kiedy są daleko od swojej ojczyzny i tego, co jest im bliskie. Zrozumieć mogą ich wszyscy ci, którzy pokochają Cabo Verde i będą musieli te strony opuścić, a miłością obdarzy ten kraj niemal każdy, kto do niego zawita.

 

Wyspy Zielonego Przylądka to coś o wiele więcej niż różnorodne krajobrazy, w tym piękne plaże i zachwycające widokami szlaki górskie. Aby je odkryć, wystarczy tylko chcieć. Ten mały archipelag posiada aż cztery lotniska międzynarodowe – na Santiago, Sal, São Vicente i Boa Viście. Na dodatek najprawdopodobniej od maja 2018 r. nastąpi w końcu planowane zniesienie obowiązku wizowego dla obywateli Unii Europejskiej przybywających na Cabo Verde w celach turystycznych. Między wyspami najlepiej poruszać się samolotami, jedynie na Bravę i Santo Antão nie da się dolecieć, ale można na nie dostać się promem (z Fogo w przypadku Bravy i z São Vicente na Santo Antão). Wystarczy zatem zarezerwować bilet, spakować się i wyruszyć na spotkanie przygodzie, aby poznać największe skarby tego wyjątkowego archipelagu, czyli jego gościnnych mieszkańców i ich bogatą kulturę. Naprawdę warto zdecydować się na tę podróż, zwłaszcza że według brytyjskiego dziennika Daily Mirror Cabo Verde było w 2017 r. najczęściej wyszukiwanym celem wakacyjnego wyjazdu w przeglądarce Google.