Galiny to idealne miejsce dla miłośników wędkowania i jazdy konnej

Staw konie

© PAŁAC I FOLWARK GALINY

Plaża Acquavivetta (La Sorgente) na północnym wybrzeżu Elby

Acquavivetta copia

© ASSOCIAZIONE ALBERGATORI ISOLA D'ELBA

SYLWIA JEDLAK-DUBIEL

Nie każdy marzy o tym, żeby w czasie wolnym wylegiwać się bez końca na plaży lub na leżaku nad basenem. Niektórzy po prostu muszą być stale w ruchu, dbać o kondycję fizyczną, walczyć z wiatrem i falami, stawiać sobie wyzwania, sprawdzać swoją wytrzymałość na wysiłek i zdobywać nowe umiejętności. Wcale nie trzeba być niespokojnym duchem, żeby czerpać radość z aktywnego wypoczynku. Nie od dziś wiadomo, że uprawianie sportu, szczególnie na świeżym powietrzu, nie tylko wpływa korzystnie na zdrowie, lecz także poprawia samopoczucie. W zdrowym ciele zdrowy duch!

 

Taki rodzaj wyjazdu może wbrew pozorom przypaść do gustu również tym, którzy nie wykonują regularnie ćwiczeń i nie pasjonują się żadną konkretną dyscypliną. Oferta na rynku turystycznym jest tak bogata, że każdy znajdzie coś dla siebie – zarówno miłośnicy ekstremalnych wyzwań, jak i osoby szukające jedynie rekreacyjnych zajęć. Zawsze też warto spróbować czegoś nowego, więc jeśli ktoś pływał już na desce z żaglem, najpewniej spodoba mu się kitesurfing, jeżeli przyjemność sprawia mu snorkeling, powinien pomyśleć o kursie nurkowania, a skoro lubi przemieszczać się po mieście na dwóch kółkach, to na pewno poczuje się w swoim żywiole na wycieczce rowerowej wśród malowniczych wzgórz, lasów i jezior. A przecież zostaje nam jeszcze pływanie, surfing, wspinaczka, trekking, jazda konna, spływy kajakowe, rafting, żeglarstwo, wędkarstwo, siatkówka plażowa, piłka nożna i wiele innych.


Aktywny wypoczynek cieszy się naprawdę ogromną popularnością. Dlatego wybór odpowiedniego obiektu, miejsca bądź rejonu bywa trudny. W tym wydaniu magazynu All Inclusive chcielibyśmy przedstawić kilka interesujących naszym zdaniem propozycji bliższych i dalszych wyjazdów sportowo-rekreacyjnych do różnych zakątków Polski i Europy.


WŚRÓD SIELSKICH PEJZAŻY

Czasem żeby coś polubić, wystarczy tego spróbować, więc jeśli nie staliśmy się jeszcze zwolennikami odpoczynku połączonego z zajęciami ruchowymi, powinniśmy zaplanować sobie choćby weekend z aktywnościami na świeżym powietrzu. Z Warszawy można w tym celu wybrać się do Warki do Hotelu Sielanka nad Pilicą. Jego wielką zaletę stanowi niezmiernie malownicze położenie. W okolicy znajdują się Dolina Pilicy i Puszcza Stromecka. Nic więc dziwnego, że jedną z tutejszych atrakcji jest spływ kajakami, które wynajmiemy w hotelu (oferta obejmuje także transport sprzętu do punktu rozpoczęcia wycieczki czy opiekę przewodnika lub ratownika). Poza tym mamy szansę zapisać się też na wyprawy off-roadowe samochodami marki Land Rover w ramach Akademii Jazdy Terenowej „Sielanka 4x4 Adventure”. Nad uczestnikami czuwają doświadczeni instruktorzy. Osoby preferujące bliższy kontakt z naturą również nie powinny czuć się zawiedzione. Przepiękne krajobrazy mogą podziwiać z końskiego grzbietu. Oprócz tego w miejscowym ośrodku jeździeckim Farma Sielanka, wyposażonym w dwie kryte ujeżdżalnie i profesjonalny parkur o wymiarach 120 x 60 m, prowadzone są indywidualne i grupowe zajęcia jazdy konnej na różnym poziomie zaawansowania. Odbywały się tutaj m.in. Mistrzostwa Polski w Skokach przez Przeszkody, a cały teren (ponad 100 ha) leży w obszarze ochrony przyrody Natura 2000. Przy Hotelu Sielanka nad Pilicą znajduje się także piłkarski kompleks treningowo-pobytowy (rekomendowany przez UEFA) i wypożyczalnia rowerów na przejażdżki po okolicy. Na świeżym powietrzu pogramy w siatkówkę plażową i badmintona, a Dolinę Pilicy przemierzymy podczas marszu z kijami do nordic walkingu.

               
Po aktywnym dniu warto odprężyć się w strefie Sielanka SPA. Goście mogą korzystać z krytego basenu z brodzikiem dla dzieci, jacuzzi, sauny fińskiej, łaźni parowej, systemu masażu stóp metodą Kneippa, natrysku wrażeń, tarasu z leżakami czy zewnętrznej łaźni fińskiej w drewnianej chacie i wanny z hydromasażem w Spa Garden. W tutejszych gabinetach wykonuje się zabiegi pielęgnacyjne, odmładzające, regeneracyjne i relaksujące (dostępne też w pakietach lub formie rytuału). Hotel Sielanka nad Pilicą zapewnia standard 4-gwiazkowego obiektu i oferuje pokoje jedno- i dwuosobowe oraz apartamenty. Odwiedziny w rejonie Doliny Pilicy z pewnością pomogą nam odkryć radość z ruchu na łonie przyrody.


MAZURSKIE ŁĄKI I LASY

Wybitnie rekreacyjny region Polski stanowią Mazury. To przede wszystkim świetne miejsce dla amatorów żeglarstwa, zwłaszcza że co roku organizuje się tu mnóstwo kursów pozwalających zdobyć uprawnienia niezbędne do samodzielnego kierowania łodziami żaglowymi. Nie trzeba jednak mieć aż takich umiejętności, żeby cieszyć się aktywnym wypoczynkiem w krainie mazurskich jezior.

               
Ze względu na ukształtowanie terenu i liczne łąki to wspaniały rejon np. na wycieczki konne. Mniej więcej 10 km na południe od miasta Bartoszyce leży Pałac i Folwark Galiny ze stadniną, w której hoduje się konie sportowe rasy holsztyńskiej i westfalskiej. Jeźdźcy mogą korzystać z krytej ujeżdżalni i placu z przeszkodami oraz trenować pod okiem profesjonalnych instruktorów. Dla dzieci przygotowano specjalne lekcje powożenia lekką bryczką ciągniętą przez kuce szetlandzkie. Do obiektu należy 300-hektarowy obszar pokryty lasami, łąkami, polami, pastwiskami i stawami pełnymi ryb. W pobliżu krętej rzeki Pisy wznosi się rezydencja rodziny zu Eulenburgów, a składają się na nią XVI-wieczny renesansowy pałac, wozownia, oficyna, budynek z basztami i oranżeria, które sąsiadują ze spichlerzem z wieżą z zegarem, kuźnią i pozostałymi zabudowaniami folwarcznymi. Przepięknie prezentuje się również tutejszy park w stylu angielskim, idealny na długie spacery. Znajdują się w nim szumiące wodospady i ukryte w cieniu drzew przytulne altany. Zatrzymać można się w pokojach gościnnych urządzonych w samym pałacu i folwarku z XIX stulecia. W dwupoziomowej gospodzie funkcjonującej w zabytkowym spichlerzu zamówimy dania z lokalnych produktów i upraw ekologicznych oraz skosztujemy domowej nalewki.

               
Oprócz stadniny przy Pałacu i Folwarku Galiny znajdują się dwa profesjonalne korty tenisowe o ceglastej nawierzchni, czynne od kwietnia do października. Warto też zwiedzić okolicę na rowerze. Niedaleko przebiega Wschodni Szlak Rowerowy Green Velo, który wiedzie przez pięć województw na wschodzie Polski (warmińsko-mazurskie, podlaskie, lubelskie, podkarpackie i świętokrzyskie) przez rejony atrakcyjne pod względem przyrodniczym i zabytkowym. Wzdłuż jego trasy umieszczono drogowskazy i punkty postojowe. Siły odzyskamy natomiast w Galińskiej Strefie Masażu lub tradycyjnej ruskiej bani. Pałac i Folwark Galiny to także wspaniałe miejsce na wyjazd z dziećmi, dla których przygotowano rozmaite ciekawe atrakcje, zajęcia i warsztaty (otrzymał certyfikat Hotel Przyjazny Rodzinie). Na pewno spodoba im się również wizyta na tutejszej Farmie Zwierząt Miniaturowych.


Z WIDOKIEM NA GÓRY

Strefa relaksu w rozbudowanym centrum spa & wellness Hotelu Arłamów

Arłamów SPA 9
© HOTEL ARŁAMÓW

Trochę więcej wysiłku wymagają górskie wędrówki. Pokonywanie kolejnych kilometrów wśród zapierających dech w piersiach krajobrazów daje za to mnóstwo satysfakcji. Na szczęście, żeby cieszyć się przyjemnością płynącą z takich wypraw, nie musimy szczycić się kondycją i umiejętnościami potrzebnymi do przejścia Orlej Perci (jednego z najtrudniejszych szlaków w Tatrach). Idealnym regionem dla osób w każdym wieku są Bieszczady. Potwierdza to fakt, że na trasach spotyka się tutaj zarówno dzieci, młodzież i dorosłych, jak i rodziców z pociechami w nosidłach czy grupy emerytów. Na dodatek bieszczadzkie pejzaże bez wątpienia należą do najpiękniejszych w Polsce. Do szczególnie polecanych szlaków zaliczają się te prowadzące na połoniny Wetlińską i Caryńską, szczyt Krzemieniec (gdzie stykają się ze sobą granice polska, ukraińska i słowacka) oraz Tarnicę (najwyższą górę naszej części Bieszczadów – 1346 m n.p.m.).

               
Mniej więcej 50 km od Sanoka, w otoczeniu Puszczy Karpackiej leży 4-gwiazdkowy Hotel Arłamów z rozbudowanym centrum sportowo-rekreacyjnym. Kompleks wyposażono w pełnowymiarowe boisko do piłki nożnej i rugby pokryte sztuczną trawą, halę przystosowaną do gry w piłkę ręczną, siatkówkę i koszykówkę, korty do tenisa ziemnego (zamknięte i odkryte) i cztery do squasha, dwie siłownie, salę fitness, ścianę wspinaczkową, dwie strzelnice, boiska na świeżym powietrzu oraz 9-dołkowe pole golfowe. Poza tym znajdują się tu stadnina koni z krytą ujeżdżalnią i ośrodek narciarski z wyciągami orczykowymi i trzema trasami zjazdowymi. W okolicy wytyczono ścieżki rowerowe, a chętni mogą też wypożyczyć kijki do nordic walkingu. W Hotelu Arłamów skorzystamy także z opieki profesjonalnych instruktorów i oferty różnorodnych zajęć. Amatorzy sportowych wyjazdów na pewno nie będą się nudzić. W tutejszym 3-poziomowym centrum spa & wellness na zainteresowanie zasługuje strefa z basenami (wychodzącym na zewnątrz rekreacyjnym z podgrzewaną wodą, wewnętrznym z torami pływackimi i masażami wodnymi oraz brodzikiem dla dzieci i jacuzzi). Zmęczonym mięśniom pozwoli odpocząć wizyta w saunie (do wyboru aromaterapeutyczna parowa, lodowa i dwie fińskie, w tym jedna z panoramicznym widokiem na góry). Do dyspozycji gości oddano również 14 gabinetów zabiegowych, marokański hammam, tepidarium, ruską banię czy groty lodowe i solne. Co ciekawe, w hotelowej ofercie oprócz standardowych komfortowych pokojów i luksusowych apartamentów (m.in. dwóch prezydenckich z własnymi windami) znajdziemy pokoje ze specjalnymi dłuższymi łóżkami dla sportowców. Właśnie w Arłamowie przed Mistrzostwami Europy w Piłce Nożnej 2016 trenowała polska reprezentacja.

               
W Bieszczadach podobać się może nawet wodniakom. Wystarczy, że wybiorą się nad Jezioro Solińskie, zbiornik retencyjny na Sanie położony malowniczo w sąsiedztwie popularnej wczasowej miejscowości Polańczyk. Tutaj, pod górskimi szczytami, uprawia się żeglarstwo i windsurfing. Ze względu na liczne zakola i zakaz pływania prywatnymi łodziami motorowymi akwen idealnie nadaje się też na wyprawy kajakarskie.


NA SKRZYDŁACH WIATRU

Kurs windsurfingu z instruktorem 
Windsurfcoaching2 pic by Tom Brendt
© TOM BRENDT

Wielu Polaków zafascynowanych sportami wodnymi odwiedza rejony o bardziej sprzyjających warunkach pogodowych niż nasz kraj. Osobom chcącym powalczyć z wiatrem i falami warto szczególnie polecić należące do Hiszpanii Wyspy Kanaryjskie, rozrzucone u wybrzeży Afryki. Od 1984 r. na południu Fuerteventury działa szkoła wind- i kitesurfingu René Egli by Meliã. Znajduje się ona przy bajecznej piaszczystej plaży Sotavento, gdzie wzdłuż brzegu rozciąga się płytka 4-kilometrowa laguna, która doskonale nadaje się do nauki pływania na desce z żaglem lub latawcem. W tej części wyspy, dzięki efektowi tunelu wietrznego, wieje niemal cały rok oraz panują wysokie temperatury powietrza i wody. Na całym archipelagu trudno o lepsze warunki do uprawiania tych sportów. Dlatego już od 31 lat co roku organizuje się tu prestiżowe zawody Windsurfing & Kiteboarding World Cup (Mistrzostwa Świata w Windsurfingu i Kiteboardingu). O pierwsze miejsce walczą na nich najlepsi sportowcy z całego globu.

               
W centrum René Egli zapiszemy się na lekcje tak dla początkujących, jak i zaawansowanych, które prowadzą również polscy instruktorzy. Nie musimy zabierać ze sobą własnego sprzętu, ponieważ działa w nim znakomicie zaopatrzona wypożyczalnia (obecnie z 1000 żagli i 450 deskami do windsurfingu oraz 650 latawcami i 250 deskami do kitesurfingu, które co 6–12 miesięcy wymienia się na nowe), ale jeśli zdecydujemy się wziąć swoje wyposażenie, możemy oddać je do przechowalni. Nad bezpieczeństwem osób w wodach przy plaży Sotavento czuwają ratownicy. Oprócz wind- i kitesurfingu mamy szansę nauczyć się tutaj, na czym polega żeglarstwo plażowe lub stand up paddling (SUP). Na stronie internetowej René Egli umieszczane są informacje o aktualnej temperaturze powietrza i sile wiatru w okolicy. Dzięki podglądowi na żywo z kamery zobaczymy też, jak wygląda sytuacja pogodowa w tej części Fuerteventury. W pobliżu znajduje się komfortowy 4-gwiazdkowy Hotel Meliã Gorriones z ogrodami pełnymi tropikalnej roślinności i dużym wyborem basenów. Osoby zakwaterowane w rejonie miejscowości Costa Calma, Esquinzo i Jandía, aby dostać się na plażę Sotavento, mogą skorzystać z bezpłatnego serwisu przewozowego. Przy szkole wind- i kitesurfingu działa bar z przekąskami, kawą i zimnymi napojami, zadbano także o dostęp do pryszniców ze słodką wodą, łazienek, przebieralni i zamykanych szafek oraz darmowego bezprzewodowego połączenia z internetem.


Fuerteventura to idealne miejsce do uprawiania sportów wodnych. Przy okazji pobytu na niej warto złożyć wizytę na pozostałych Wyspach Kanaryjskich, na których wytyczono liczne szlaki piesze, w tym trasy odpowiednie dla miłośników turystyki górskiej. Na Teneryfie wejdziemy na wulkan Teide (3718 m n.p.m. – najwyższy szczyt Hiszpanii). Lanzarote przyciąga regionem winiarskim La Geria, gdzie krzewy winorośli rosną w dołkach z ziemią wulkaniczną. Na Gran Canarii turyści wyruszają pod Roque Nublo – charakterystyczną monolityczną skałę wznoszącą się na 80 m. La Palma natomiast słynie z obserwatorium astronomicznego leżącego pod szczytem Roque de Los Muchachos (2426 m n.p.m.). W Parku Narodowym Garajonay na La Gomerze wybierzemy się na wycieczkę przez malownicze lasy wawrzynowe, a El Hierro zachwyci nas wspaniałymi widokami rozpościerającymi się z Mirador de Jinama.


MORSKIE OPOWIEŚCI

Na szczęście w poszukiwaniu ciepłych wód i łagodniejszego klimatu nie trzeba lecieć aż na Wyspy Kanaryjskie. Sportowe wakacje nad morzem zaplanujemy też znacznie bliżej Polski. Osoby lubiące żeglowanie będą zadowolone z wyprawy na południe Europy, np. do Włoch. Rejs jachtem warto szczególnie zaplanować w okolicy Wysp Toskańskich. Leżą one między morzami Liguryjskim i Tyrreńskim, a największą z nich – Elbę – od Półwyspu Apenińskiego oddziela kanał Piombino. Najważniejszy port na archipelagu znajduje się w jej 12-tysięcznej stolicy Portoferraio. Cumują w nim promy przypływające z kontynentalnej części kraju (np. firm BluNavy czy Moby). Sama Elba swoim kształtem przypomina rybę, co sprawia, że jej wybrzeże wypełniają urokliwe zatoczki, w których można kąpać się i opalać. Poza tym wzdłuż linii brzegowej jest mnóstwo malowniczych miasteczek z marinami. W trakcie wyprawy zatrzymamy się w nich na odpoczynek, posiłek i uzupełnienie zapasów. W lokalnych knajpkach i restauracjach zjemy smaczne dania z ryb i owoców morza. Zdecydowanie na dłużej powinniśmy wyjść na ląd we wspomnianym Portoferraio, a to ze względu na jego ciekawą historię. Wznosi się tu Villa dei Mulini, w której po swojej abdykacji mieszkał od 4 maja 1814 r. do 26 lutego 1815 r. Napoleon Bonaparte. Dziś działa w niej muzeum poświęcone osobie słynnego francuskiego wodza. Kilka kilometrów stąd znajduje się także letnia rezydencja cesarza – Villa di San Martino okolona ogrodem z egzotycznymi roślinami. Stolicę Elby otaczają liczne potężne fortyfikacje. Wiele z nich powstało w pobliżu portu, a rozpościerają się z nich wyjątkowo piękne widoki.


Największa wyspa archipelagu (223 km² powierzchni) przyciąga również zapalonych cyklistów, zarówno tych bardziej doświadczonych i lubiących mierzyć się z cięższymi podjazdami, jak i osoby nastawione na rekreacyjne wycieczki i podziwianie okolicy. Z myślą o turystach powstały tu profesjonalne punkty serwisowe i wypożyczalnie rowerów. W południowo-wschodniej części Elby, na zboczach Monte Calamita (413 m n.p.m.) założono Capoliveri Bike Park z pięcioma trasami o łącznej długości ponad 100 km i różnym poziomie trudności. Poza tym czeka na nas wiele interesujących szlaków na całym lądzie. Po drodze z miejscowości Rio nell’Elba do Porto Azzurro zatrzymamy się przy Fonte di Coppi, źródle nazwanym tak na cześć Fausta Coppiego (1919–1960), słynnego włoskiego kolarza torowego i szosowego, kilkukrotnego medalisty mistrzostw świata oraz zwycięzcy Tour de France i Giro d’Italia, który przybywał w te strony trenować pod koniec swojej kariery, aby utrzymać znakomitą formę. W tym rejonie na dwóch kółkach dotrzemy też do Fortecy Volterraio (Fortezza del Volterraio) leżącej na wzgórzu na wysokości 394 m n.p.m. Na zachodzie dla odmiany trochę większe wyzwanie dla amatorów kolarstwa górskiego stanowi trasa wokół Monte Capanne, najwyższej góry na wyspie (1019 m n.p.m.). Na ten szczyt wejdziemy także pieszo, a z miasteczka Marciana dostaniemy się na niego nietypową kolejką linową, której pasażerowie podróżują na stojąco w metalowym wagoniku przypominającym kosz. Tego typu 14-minutowa przejażdżka gwarantuje emocje nie mniejsze niż trekking. Elbę pokrywa również sieć szlaków przeznaczonych do wędrówek górskich. Oprócz zdobywania Monte Capanne można w jej pobliżu wyruszyć do formacji skalnej Pietra Murata (na wysokości 548 m n.p.m.). To świetny punkt widokowy. Mniej wprawionym piechurom do gustu przypadną trasy wiodące wzdłuż wybrzeża, które pozwalają zboczyć z obranego kursu i zejść na morski brzeg. Na północnym zachodzie wyspy warto polecić odcinek wiodący z malutkiej, lecz niezmiernie malowniczej miejscowości Sant’Andrea do miasteczka Marciana Marina.


Do archipelagu należą też Giglio, Capraia, Montecristo, Pianosa, Giannutri i Gorgona. Na tej ostatniej funkcjonuje więzienie, w którym osadzeni resocjalizowani są przez pracę, m.in. przy uprawie winorośli i produkcji wysokiej jakości białego wina (inicjatywa Frescobaldi dla Gorgony). Nie wolno więc zbliżać się do jej brzegów bez zgody włoskiego Ministerstwa Sprawiedliwości. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku Pianosy, gdzie również do lipca 1997 r. przebywali więźniowie. Obecnie może ją odwiedzać zaledwie do 250 turystów dziennie. Na zakotwiczenie, wędkowanie lub nurkowanie w jej wodach potrzebujemy już jednak specjalnego pozwolenia od władz Parku Narodowego Wysp Toskańskich. Montecristo objęto natomiast ochroną ścisłego rezerwatu przyrody. Na stałe żyje tutaj jedynie dwóch strażników. Zabronione jest nocowanie gości na tej wyspie, a także wędkowanie, pływanie, nurkowanie czy surfowanie (aż do 1000 m od jej wybrzeża). Ten dziewiczy skrawek lądu może zwiedzać zaledwie 1000 osób rocznie. Należy jednak pamiętać o tym, że na zgodę na postawienie stóp na Montecristo czeka się średnio 3 lata. Pozostałe wyspy są już znacznie bardziej rozwinięte turystycznie i zamieszkane przez zdecydowanie większą liczbę ludzi. Zacumujemy na nich w urokliwych przystaniach w niewielkich miejscowościach. Jeśli ktoś szuka ciszy, spokoju i błogiego wypoczynku, przypadnie mu do gustu najdalej na południe wysunięta Giannutri. Capraia i Giglio także mają swój niepowtarzalny urok i powinny być obowiązkowymi przystankami na trasie rejsu po tym malowniczym archipelagu. Warto nadmienić, że okolice ich wybrzeża uważa się za prawdziwy raj dla wielbicieli swobodnego nurkowania. Capraia i Giglio słyną również z wiosennej i jesiennej imprezy dla miłośników trekkingu pod nazwą Walking Festival (Festival del Camminare). Obejmuje ona swoim zasięgiem też kilka innych Wysp Toskańskich – zwłaszcza Elbę oraz w mniejszym zakresie Giannutri i Pianosę. Jej pierwsza tegoroczna edycja odbywała się od 2 kwietnia do 1 maja, a drugą zaplanowano na 24 września–9 października. Giglio oferuje także dużo możliwości dla amatorów boulderingu, czyli wspinaczki po zazwyczaj wolnostojących, kilkumetrowych blokach skalnych bez asekuracji liną.

               
Warto wspomnieć, że cały region wchodzi w skład utworzonego w 1996 r. Parku Narodowego Wysp Toskańskich. Ten status zawdzięcza m.in. wielkiemu bogactwu podwodnego świata. Aktywny wyjazd w tym rejonie Włoch spędzimy więc również na nurkowaniu. Mnóstwo zatoczek na archipelagu nadaje się na uprawianie snorkelingu. Wody są w nich ciepłe i bardzo czyste. Na Elbie istnieją liczne profesjonalne centra, w których wypożyczymy odpowiedni sprzęt. W pobliżu Capo Sant’Andrea na północnym zachodzie wyspy odkryjemy pod powierzchnią morza skalną ścianę opadającą na 45 m porośniętą rafą koralową. Wokół niej pojawiają się wspaniałe graniki wielkie, mureny śródziemnomorskie czy nawet płaszczki. Na zainteresowanie zasługuje też leżąca nieopodal grupa skał zwanych Formiche della Zanca słynąca z wąskich podwodnych przejść i wąwozów. Kolejnym popularnym i przepięknym miejscem nurkowym jest wysepka Scoglietto koło Portoferraio. Upodobały ją sobie szczególnie połyskliwe barakudy. Poza tym w oblewających ją wodach spotkamy giętkie mureny, ryby z rodziny prażmowatych (np. Diplodus, czyli popularne na Elbie saraghi, kielce właściwe i srebrzyste dorady), graniki wielkie, przypominające omszałe kamienie szkaradnice, żabnice o spłaszczonych głowach i homary. Stąd blisko już do Capo d’Enfola i skały nazywanej Statkiem (Scoglio della Nave). Żyją tu m.in. węgorzokształtne kongery, ośmiornice czy orlenie pospolite. Na te ostatnie trzeba uważać, ponieważ bronią się, zadając głębokie rany szarpane swoim kolcem jadowym. Ukrytą w morzu skalną ścianę Scoglio della Nave zdobią przypominające bezlistne krzewy gorgonie żółte (Eunicella cavolinii). Wielobarwne królestwo odkryjemy także przy południowych brzegach wyspy, w pobliżu Capo Stella. Oczom nurków ukazują się tutaj pod wodą niezmiernie kolorowe gąbki i koralowce. W rejonie miejscowości Marina di Campo wyrasta z morza formacja Scoglio della Triglia. Błękitne fale w jej sąsiedztwie kryją smukły posąg Matki Boskiej. Snorkeling natomiast najlepiej uprawiać w okolicy przepięknych plaż, takich jak Biodola leżąca na północy, Fetovaia na południowo-zachodnim wybrzeżu albo mała Laconella blisko Capo Stella. Wielbiciele nurkowania wrakowego mogą wybrać się do spoczywającego na dnie niedaleko Portoferraio niemieckiego samolotu Junkers Ju 52 zestrzelonego 9 września 1944 r. Na zachodzie z kolei, nieopodal miejscowości Pomonte w gminie Marciana odnajdziemy w głębinach wrak frachtowca Elviscot, który zatonął 10 stycznia 1972 r. Oprócz tego koło Giglio pod wodą natkniemy się na pozostałości etruskiego statku z wczesnej epoki żelaza (ok. 600 r. p.n.e.), który przewoził m.in. miedź, ołów, żelazo czy amfory. Miłośników podwodnych przygód przyciąga też Capraia. W kwietniu 2007 r. prowadzono w jej pobliżu badania archeologiczne artefaktów sprzed ponad 2 tys. lat. Dzięki nim nurkowie dowiedzieli się o spoczywającym tu wraku rzymskiego statku. Kto wie, ile jeszcze cennych skarbów kryje się na morskim dnie w rejonie tego niezmiernie urokliwego archipelagu…


Jeżeli nie mamy czasu lub ochoty sami organizować sobie aktywności, możemy na Elbie zatrzymać się w komfortowych hotelach, które oferują swoim gościom rozmaite zajęcia. Dla osób w każdym wieku przeznaczone są gimnastyka (np. pilates, stretching) i aqua aerobic w basenie. Poćwiczymy też w dobrze wyposażonych hotelowych siłowniach. Amatorom tenisa spodobają się tutejsze korty – ze względu na dobre warunki pogodowe gra na świeżym powietrzu sprawia prawdziwą przyjemność. Z tego powodu warto na tej malowniczej wyspie wybrać się również na pole golfowe. W tym przypadku dodatkową zaletą takiego spędzania czasu będą cudowne widoki. Dodatkowo pracownicy hotelów pomagają gościom w zorganizowaniu aktywnych wypraw po Elbie. Wśród nich znajdują się np. wycieczki kajakami po okolicznych wodach. Ponieważ do wielu uroczych miejsc na wybrzeżu dostaniemy się najłatwiej od strony morza, to także znakomity pomysł na zwiedzanie. W pobliżu Mariny di Campo odkryjemy piękne skalne jaskinie Bue Marino i Vescovo. Na zachód od nich, niedaleko plaży Cavoli leży natomiast Grotta Azzurra. Zachwyca intensywnym niebieskim kolorem, jaki przybiera woda morska w jej wnętrzu. Inną ciekawą propozycję stanowi przejażdżka konna pośród wzgórz i klimatycznych miasteczek, którą odbędziemy z wynajętym przewodnikiem. Na wyspie funkcjonują stajnie udzielające też lekcji początkującym. Nie mniej interesującym, choć nie wymagającym na ogół zbytniego wysiłku planem na spędzenie dnia na łonie natury jest obserwowanie ptaków (np. orła południowego, orzełka włochatego, sokoła skalnego czy syczka). Wbrew pozorom potrafi ono dostarczyć niesamowitych emocji, a dotarcie do odpowiednich do tego punktów na skalistej Elbie bywa czasem nie lada wyzwaniem. Oczywiście, w hotelach zorganizujemy również wyprawy na nurkowanie, wycieczki górskie i rowerowe, popularne ostatnio rajdy quadami po bezdrożach czy rejsy po okolicznych wodach. W przypadku tych ostatnich jacht wynajmiemy na miejscu wraz z doświadczonym kapitanem. Chętni mogą też skorzystać z oferty lokalnych szkół żeglarskich proponujących kursy z częścią teoretyczną i praktyczną. Nauka sterowania łodzią na malowniczej Elbie pod lazurowym toskańskim niebem to prawdziwa przyjemność.


O WŁASNYCH SIŁACH

W basenie Morza Śródziemnego można nie tylko żeglować, nurkować czy jeździć na rowerze, lecz także… uprawiać ekscytujący trekking. Do tego celu świetnie nadaje się np. górzysta francuska Korsyka. Mnóstwo szczytów w głębi lądu wznosi się tutaj na wysokość ponad 2 tys. m n.p.m. Najwyższy z nich to Monte Cinto (Monte Cintu, 2706 m n.p.m.). W jego pobliżu przebiega pieszy szlak GR 20, uchodzący za jeden z najtrudniejszych w Europie. Prowadzi on z północy na południe wyspy (łączy miejscowości Calenzana i Conca), ma długość ok. 180 km, a średni czas jego przejścia to 15 dni. Trasa wymaga zarówno bardzo dobrej sprawności fizycznej, jak i odpowiedniego przygotowania. Ponieważ we wnętrzu Korsyki niełatwo o uzupełnienie zaopatrzenia, trzeba zabrać ze sobą zapasy wody i jedzenia, a najlepiej również śpiwory i namioty, w razie gdyby nie udało nam się dotrzeć do schroniska czy innego miejsca noclegowego. Niewątpliwie jednak pokonanie GR 20 można uznać za osobisty sukces. Podczas wędrówek po tej malowniczej wyspie warto także zawitać do Rezerwatu Naturalnego Scandola (Réserve Naturelle de Scandola) u jej północno-zachodnich brzegów. W 1983 r. wpisano go na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Tutejsze charakterystyczne czerwone klify podziwia się od strony morza z pokładu łodzi. Wyjątkowym urokiem odznaczają się poza tym niewielkie korsykańskie jeziora. W środku lądu leżą koło siebie polodowcowe Melu i Capitellu. W ich gładkiej toni odbija się błękitne niebo.

               
Na południu Cieśnina św. Bonifacego oddziela Korsykę od Sardynii, należącej już do Włoch. Podobnie jak jej bliska francuska sąsiadka, wyspa jest górzysta, skalista i porośnięta śródziemnomorską wiecznie zieloną formacją roślinną o nazwie makia. Szczyci się m.in. ciekawymi rejonami wspinaczkowymi. Na wschodnim wybrzeżu, niedaleko miasteczka Cala Gonone znajduje się przyozdobiona stalaktytami spektakularna Jaskinia Millenium (Grotta di Millennium). Niektóre drogi mają w niej nawet 40 m. W pobliżu warto wybrać się też na wspinanie do wapiennego wąwozu Fuili (Codula Fuili), Jaskini Biddiriscottai (Grottone di Biddiriscottai), do której wchodzi się od strony plaży, oraz na klify przy uroczej plaży Cala Luna (Spiaggia di Cala Luna) nad zatoką Orosei. Na południowym zachodzie Sardynii dużą popularnością cieszą się okolice miejscowości Domusnovas i Jaskini św. Jana (Grotta di San Giovanni). Poza tym ok. 25 km stąd, na wybrzeżu działała kiedyś kopalnia Porto Flavia. Dziś skały, w których wydrążono jej szyby, przyciągają właśnie amatorów wspinaczki. Ta włoska wyspa to również znakomity region na organizowanie wycieczek rowerowych. Sardyńskie drogi prowadzą przez bardzo malownicze tereny do uroczych miasteczek i na piękne plaże. Jeśli zmęczymy się jazdą, zawsze możemy zatrzymać się na odpoczynek połączony z degustacją lokalnych specjałów, takich jak owczy ser pecorino sardo. Znaczną popularnością cieszy się zwłaszcza kolarstwo szosowe, a to ze względu na odpowiednie, niezatłoczone drogi i dość długie dystanse. Na stronach internetowych znajdziemy mnóstwo ofert z zorganizowanymi wyprawami grupowymi, ale także wiele map i przewodników przydatnych do samodzielnego planowania eskapady. Warto wybrać się m.in. z modnego Costa Smeralda (Szmaragdowego Wybrzeża) na zachód do Alghero bądź z tego ostatniego zabytkowego miasta, nazywanego „małą Barceloną”, na południe do Cagliari.

              
Okolice Sardynii przyciągają też licznych wind- i kitesurferów. Sprzyjające warunki do pływania z żaglem bądź latawcem panują u północnych brzegów wyspy koło miejscowości Palau, Porto Pollo czy Santa Teresa Gallura. Wiatry o odpowiedniej sile wieją tu cały rok. Miłośników sportów wodnych spotkamy również na południowym zachodzie w pobliżu wyspy Sant’Antioco (ok. 109 km² powierzchni) i przylądka Punta Trettu, gdzie na morzu tworzy się tzw. tuba powietrzna. W tym miejscu powstało wiele centrów wind- i kitesurfingowych, w tym polska baza Sky High w Porto Botte (działa od 2010 r.). Z nauki w niej mogą skorzystać zarówno osoby początkujące, jak i szukające bardziej ekstremalnych wrażeń. Poza tym spróbujemy tutaj swoich sił w wakeboardingu, czyli pływaniu na desce za motorówką. Porto Botte odwiedza m.in. Karolina Winkowska, dwukrotna mistrzyni świata i sześciokrotna mistrzyni Polski w kitesurfingu.

               
Sardynię rekomenduje też nasz inny słynny rodak – Rafał Sonik, pierwszy Polak, który wygrał Rajd Dakar w kategorii quadów (2015 r.). Tereny na wyspie idealnie sprawdzają się podczas wypraw po bezdrożach. Możemy na niej trenować swoje umiejętności na motocyklu enduro w skalistych rejonach wymagających sprawności i uwagi oraz wyruszyć na rajd czterokołowcem po niemal pustych przestrzeniach, tak trudniejszych, górzystych, jak i łagodnych, bardziej płaskich. Zaletą tego niezmiernie urokliwego skrawka lądu jest brak wysokiej roślinności utrudniającej jazdę. Oprócz tego cały czas towarzyszą nam na Sardynii wspaniałe krajobrazy, a linię horyzontu często wyznacza lazurowe Morze Śródziemne.


ZE SZCZYTÓW NAD WODĘ

Prawdziwy europejski raj dla aktywnych stanowią także północne Włochy, a szczególnie prowincja Trentino (Trydent) i rejon krystalicznie czystego jeziora Garda, które leży w granicach prowincji Trentino, Werona i Brescia. Ten region oferuje tak wiele rozmaitych możliwości spędzania wolnego czasu, że właściwie trudno wybrać tylko jedną. Na szczęście, nie musimy tego robić, wystarczy zatrzymać się tutaj na nieco dłużej.

               
Krajobraz prowincji tworzą przede wszystkim spektakularne szczyty Dolomitów. Nic więc dziwnego, że jest ona mekką narciarzy, którzy w sezonie zimowym tłumnie ściągają do Val di Sole (Doliny Słońca). Pobliskie popularne miasteczko Madonna di Campiglio (gmina Pinzolo) przeżywa wtedy istne oblężenie. Okolica ta słynie z jednej z najlepszych i najdłuższych sieci nartostrad w Europie. Jednak gdy kończy się zima, Trentino wcale się nie wyludnia. Turystami zapełniają się dla odmiany liczne szlaki trekkingowe. Dwie główne trasy to Trekking delle Leggende (Szlak Legend) o długości ponad 200 km i Dolomiti di Brenta Trek (Szlak Dolomitów Brenta). Ta ostatnia ma dwa warianty – trudny i wymagający lepszej kondycji fizycznej Expert (96-kilometrowy) i łatwiejszy Country. W tym rejonie Włoch spodoba się też z pewnością miłośnikom wspinaczki. Charakterystyczne dla tutejszych górskich zboczy są tzw. żelazne drogi (vie ferrate). Tę nazwę noszą ubezpieczone szlaki turystyczne, wzdłuż których umieszczono stalowe liny, stopnie, drabinki i mosty. Szczególnie widowiskową trasą jest Via Ferrata delle Bocchette w Dolomitach Brenta. Osoby preferujące szybsze pokonywanie odległości powinny wybrać się na wyprawę jednośladem. W tym regionie można zarówno uprawiać kolarstwo górskie, jak i wyruszyć na wycieczkę rekreacyjną z przyjaciółmi czy rodziną po drogach utwardzonych lub asfaltowych. Sieć tras rowerowych o różnym poziomie trudności została bardzo dobrze oznakowana. Wyposażono ją również w odpowiednią infrastrukturę, czyli miejsca zakwaterowania przyjazne cyklistom, punkty serwisowe i stanowiska przeznaczone do przygotowania posiłku z grilla (występujące pod nazwą bicigrill). Najdłuższy dość łatwy szlak wiedzie przez malowniczą dolinę Adygi. Znaczną popularnością cieszy się poza tym Dolomiti di Brenta Bike, w wersji Expert (171 km) i Country (134 km), ze względu na znaczne przewyższenia polecany bardziej wprawionym kolarzom górskim.

               
Południowa granica prowincji Trentino przebiega przez wody wspomnianego już największego jeziora Włoch (ok. 370 km2). Garda co roku przyciąga licznych wielbicieli sportów wodnych. Doceniają ją zwłaszcza żeglarze i windsurferzy, a to za sprawą dość wysokiej temperatury powietrza i wiatru ora. Możemy tu także pływać, nurkować bądź zorganizować wyprawę kajakami. Pobliskie rzeki i potoki stanowią natomiast świetne miejsce na spływy pontonami lub kanioning. Wyjątkowy mikroklimat okolic jeziora sprzyja wypoczynkowi, a dodatkowo pobyt w Trentino umila doskonała włoska kuchnia.

               
Przedstawiliśmy jedynie kilka propozycji na aktywne spędzenie urlopu w Polsce i Europie, ponieważ wybór atrakcyjnych miejsc jest w tym przypadku niezmiernie szeroki. Osoby zainteresowane tego rodzaju wyjazdem mogą jeszcze m.in. przemierzyć szlaki rowerowe Wielkopolski lub te położone nad węgierskim Balatonem, opłynąć kajakiem Biebrzański Park Narodowy, wejść na kilka szczytów Karpat w Rumunii, zwiedzić wybrzeże Chorwacji albo Sycylii podczas rejsu jachtem czy wziąć udział w trekkingu wokół norweskich fiordów. Każdy bez problemu znajdzie więc z pewnością coś odpowiedniego dla siebie. Trzeba tylko pamiętać, że uprawianie sportu uzależnia, a jeśli ktoś już odkryje w sobie tę pasję, będzie chciał być coraz doskonalszy w tym, co robi.

Artykuły wybrane losowo

Japonia dla początkujących

 

SYLWIA JEDLAK-DUBIEL

 

U wschodnich wybrzeży Azji, na Wyspach Japońskich i kilku mniejszych archipelagach leży kraj dość osobliwy z punktu widzenia Europejczyków. Z jednej strony jest zupełnie wyjątkowy pod względem kultury, z drugiej chętnie czerpie ze zwyczajów popularnych w Stanach Zjednoczonych, położonych po drugiej stronie Oceanu Spokojnego. W Japonii niesamowicie wyraźnie daje się odczuć, że nasz świat to miejsce różnorodne, mozaika rozmaitych rzeczywistości współistniejących ze sobą i wchodzących w zaskakujące relacje.

 

Przed wyjazdem w te strony warto zdać sobie sprawę z kilku rzeczy. Taka wiedza z pewnością ułatwi pierwszy kontakt z tym krajem. Cztery główne wyspy archipelagu – Hokkaido, Honsiu, Kiusiu i Sikoku – układają się w kształt ćwierćokręgu rozciągniętego południkowo, co sprawia, że klimat jest tu zróżnicowany. Ze względu na położenie na styku płyt tektonicznych w Japonii występują częste trzęsienia ziemi, jednak na ogół nie są zbyt silne i bywają nawet nieodczuwalne. Oprócz tego obserwuje się też dużą aktywność wulkaniczną. To azjatyckie państwo ma prawie 378 tys. km2 powierzchni, czyli nieco więcej niż np. Niemcy, ale jego obszar zamieszkuje aż ponad 127 mln ludzi (dla porównania w Polsce żyje ich niemal 38,5 mln). Tę wyjątkową gęstość zaludnienia (ok. 336 osób/km²) najbardziej odczuwa się w większych miastach. Poza tym dobrze pamiętać, że obowiązuje tutaj ruch lewostronny.

 

Na podróż do Japonii zdecydowaliśmy się, ponieważ nigdy nie byliśmy jeszcze w tej części Azji i tak odległa wyprawa wydała nam się niezmiernie ekscytująca. Na wybór tego właśnie miejsca wpłynął również fakt, że nasz kolega właśnie kończył swój doktorat na tutejszej uczelni i jako osobom nieznającym japońskiego mógł służyć nam pomocą. Na dodatek od 2015 r. Polskie Linie Lotnicze LOT obsługują bezpośrednie połączenie między warszawskim Lotniskiem Chopina a Międzynarodowym Portem Lotniczym Narita koło Tokio. Za bilety trzeba co prawda zazwyczaj zapłacić więcej niż w przypadku lotu z przesiadką w Katarze (liniami Qatar Airways) lub Dubaju (Emirates), jednak ze względu na komfort podróży (nie musimy czekać na następny samolot ani martwić się, czy nasz bagaż dotrze do celu) i jej czas (ok. 11 godzin zamiast nawet ponad 20) warto ponieść ten koszt.

 

Plantacje herbaty położone w pobliżu nadal czynnego wulkanu Fudżi

Tea Plantation and Mt

© JNTO

 

SKOK NA GŁĘBOKĄ WODĘ

 

Na początek chciałabym wspomnieć, czego obawialiśmy się przed wyjazdem. Problemem dla nas była głównie bariera językowa. Jak się później okazało, martwiliśmy się niepotrzebnie. Na lotnisku i większych stacjach kolejowych z obsługą komunikowaliśmy się po angielsku. Zakup biletów nie stanowił więc wielkiego wyzwania. W Tokio korzystaliśmy za to z wszechobecnych automatów biletowych opatrzonych także napisami w języku angielskim. Trochę inaczej sytuacja wyglądała w sklepach. Ekspedienci w Japonii podczas odbierania towaru przy kasie, oprócz używania standardowych zwrotów grzecznościowych, informują klienta o wszystkich wykonywanych czynnościach: o sczytywaniu kolejnych produktów, wartości przyjętej gotówki, nominałach przy wydawanej reszcie. Oczywiście, wszystkie kwestie wypowiadają po japońsku. Tak naprawdę przez cały proces można przejść bezboleśnie bez użycia żadnego słowa, na koniec wystarczy się lekko pokłonić i uśmiechnąć. Czasem jednak dochodzi do interakcji. Przy kupowaniu alkoholu w samoobsługowym sklepie niekiedy trzeba potwierdzić, że ma się przynajmniej 20 lat, np. wciskając odpowiedni przycisk na ekranie. Do gotowych dań do odgrzania w domu pracownik przy kasie proponuje pałeczki. Z naszych doświadczeń wynika, że ostatecznie zawsze udaje się porozumieć. Japończycy wykazują po prostu dużą determinację, żeby sprawę zakończyć pomyślnie. W większych restauracjach i lokalach często goszczących turystów złożymy natomiast zamówienie po angielsku. W mniejszych barach z kolei zwykle przy wejściu umieszczone są automaty do zamawiania jedzenia i wystawy prezentujące przykładowe dania wykonane z… tworzywa sztucznego. Oczywiście, jeśli chcemy porozmawiać z Japończykami, musimy znaleźć wspólny język.

 

Pewnym kłopotem dla Europejczyków bywa orientowanie się w układzie urbanistycznym. Japoński system adresowy jest z naszego punktu widzenia dość trudny do opanowania. Wystarczy wspomnieć, że większość ulic w Japonii nie ma nazw. Tutaj największą pomocą była dla nas po prostu nawigacja w telefonie, która ustalała nasze położenie i pokazywała nam drogę do punktu docelowego. Dlatego polecamy na czas podróży zaopatrzyć się w pakiet internetowy. Odpowiadającą nam kartę do telefonu można kupić na miejscu. Ceny w ofertach roamingowych europejskich operatorów bywają zazwyczaj wysokie. Do atrakcji turystycznych prowadzą zwykle dość czytelne oznaczenia. Z pewną satysfakcją mogę też przyznać, że ani razu się nie zgubiliśmy i zawsze udawało nam się dotrzeć do celu, nawet mimo drobnych trudności.

 

METROPOLIA PO JAPOŃSKU

 

Lubię zwiedzać duże miasta. Jest w nich coś wyjątkowo przyciągającego, ponieważ swoim układem, architekturą, rodzajem sieci komunikacyjnej oddają charakter żyjącej w nich społeczności. Dlatego wielką przyjemność podczas pobytu w Japonii sprawiały mi spacery po Tokio, położonym na wyspie Honsiu, której powierzchnia wynosi niemal 228 tys. km². W stolicy kraju wraz z jej obszarem metropolitalnym mieszka ponad 13,6 mln ludzi (w uproszczeniu można powiedzieć, że na Tokio składają się 23 okręgi administracyjne tworzące Tōkyō-to oraz miasta i miejscowości na zachód od niego). To sprawia, że w jej krajobrazie dominuje głównie gęsta zabudowa poprzecinana ciągami komunikacyjnymi. Mamy tu osiedla z blokami, niskie domki ustawione jeden obok drugiego, wysokie błyszczące wieżowce z biurami i apartamentami, a obok nich małe i większe świątynie, sklepy spożywcze, domy towarowe i punkty czy wręcz całe kompleksy z automatami do gier.

 

Aby uświadomić sobie wielkość tego miasta (ok. 2190 km² powierzchni), należy wybrać się na jeden z punktów widokowych. Za najpopularniejsze uchodzą Tokyo Skytree (najwyższa wieża na świecie – 634 m) i Tokyo Tower (333 m). Wejście na nie jest płatne i w przypadku tego pierwszego obiektu dość kosztowne, bo zwykły bilet dla osoby dorosłej na niższą galerię (350 m) kosztuje 2060 jenów (za wjazd na wyższą galerię na 450 m trzeba zapłacić dodatkowo 1030 jenów). Jeśli ktoś nie uważa się za amatora takich atrakcji i postanowił przeznaczyć swój budżet wyjazdowy na inne cele, może wybrać się na darmowy taras widokowy np. w budynku tokijskich władz w dzielnicy Shinjuku (Tokyo Metropolitan Government Building) lub gmachu Bunkyo Civic Center w Bunkyō. Polecam szczególnie podziwianie panoramy Tokio po zmroku – robi niesamowite wrażenie.

 

Zwiedzanie stolicy Japonii zdecydowanie trzeba sobie zaplanować tak w dzień, jak i w nocy. Po zapadnięciu zmierzchu polecam udać się w okolice sztucznej wyspy Odaiba, aby zobaczyć podświetlony Tęczowy Most (Rainbow Bridge). W pobliżu Parku Shiokaze stoi nawet mała amerykańska Statua Wolności. W tej okolicy warto wsiąść do jednego z pociągów kursujących na trasie Tokyo Monorail, kolei jednoszynowej, której pojazdy poruszają się na pewnej wysokości nad ziemią. Po drodze mija się m.in. szklane ściany wieżowców, a między nimi da się nawet dostrzec oświetloną sylwetkę Tokyo Tower. Gdy patrzy się na rozpościerające się z okna wagonu widoki, trudno nie odnieść wrażenia, że trafiło się do miasta przyszłości.

 

Do największych turystycznych atrakcji Tokio należą niewątpliwie Pałac Cesarski, szintoistyczna świątynia Meiji, buddyjski kompleks Sensō-ji czy rozległy park Shinjuku Gyoen. Obcokrajowcy chętnie wybierają się także na niemal zawsze zatłoczone skrzyżowanie koło stacji Shibuya, aby obserwować tłum pieszych wkraczających na nie jednocześnie ze wszystkich stron, gdy zapala się zielone światło. Na skwerze przy jednym z wejść na wspomnianą wyjątkowo ruchliwą stację postawiono pomnik psa Hachikō (popularnej w Japonii rasy akita), który czekał tu codziennie na swojego właściciela, profesora uniwersyteckiego, wracającego do domu. Pewnego dnia jego pan dostał w pracy udaru mózgu i zmarł. Nie pojawił się jak zwykle na stacji, ale Hachikō przez kolejnych ponad 9 lat wciąż przychodził o tej samej porze i go wypatrywał. Wykonany z brązu pomnik jest dziś popularnym miejscem spotkań Japończyków.

 

Na zainteresowanie zasługują też z pewnością dzielnica Akihabara i luksusowy region Ginza w dzielnicy Chūō. W niedzielę ich główne arterie zostają zamknięte dla ruchu samochodowego i udostępnione pieszym (w Ginzie również w sobotę). Akihabara, obecnie w znacznym stopniu nastawiona na turystów, przyciąga głównie amatorów anime (japońskich filmów animowanych), sprzętu elektronicznego i gier komputerowych. Spotkać w niej można dziewczyny poprzebierane za bohaterki animowanych seriali. Funkcjonują tu także maid cafés, czyli kawiarnie, w których gości obsługują kelnerki w strojach pokojówek. W Ginzie dla odmiany działa wiele butików znanych światowych marek modowych takich jak Chanel, Dior, Carolina Herrera, Gucci, Louis Vuitton czy Furla. W tej okolicy znajdują się też luksusowe domy towarowe Wako i Mitsukoshi. Na zakupy przychodzą tutaj eleganckie Japonki.

 

Swoistą atrakcję turystyczną Tokio stanowi metro. Na peronach oznaczone są punkty, w których otwierają się drzwi do wagonu (pociąg zawsze ustawia się zgodnie z tym układem), a przed nimi często znajdziemy wytyczone linie dla oczekujących osób formujących kolejkę do wejścia. Podczas jazdy Japończycy zwykle drzemią lub wpatrują się w ekran swojego smartfona. Bardzo nietaktownym zachowaniem jest rozmawianie przez telefon w pociągu czy prowadzenie głośnej dyskusji ze znajomymi. Należy jednak pamiętać, że w godzinach porannego i popołudniowego szczytu wagony i stacje bywają wypełnione po brzegi.

 

Wiszący Tęczowy Most nad północną częścią Zatoki Tokijskiej

Rainbow bridge

© YASUFUMI NISHI/JNTO

 

WIDOK NA SZCZYT

 

Za jeden z najważniejszych symboli Japonii za granicą uchodzi góra Fudżi (3776 m n.p.m.). Niestety, jej szczyt często kryje się za chmurami. Najlepszym okresem do podziwiania tego czynnego stratowulkanu np. z Tokio są miesiące zimowe, kiedy powietrze bywa zwykle najbardziej przejrzyste. Zazwyczaj góra Fudżi jest najwyraźniej widoczna w godzinach porannych. Zobaczymy ją m.in. z tarasów widokowych Tokyo Skytree i Bunkyo Civic Center.

 

Słynny japoński szczyt górski udaje się dostrzec również z wypoczynkowej miejscowości Hakone, położonej na południowy zachód od stolicy (ponad 80 km). W tym rejonie specjalnie z myślą o turystach przygotowano Hakone Freepass – karnet uprawniający do przejazdu kolejką górską, kolejką linowo-terenową i gondolową, rejsu statkiem po malowniczym jeziorze Ashi oraz poruszania się niektórymi autobusami kursującymi do stacji kolejowej. Z przystani w Hakone-machi przez zrekonstruowany punkt kontrolny z okresu Edo (1603–1868) można przejść na półwysep z punktem widokowym, a potem dotrzeć do Alei Cedrowej. Stąd najlepiej udać się jeszcze do chramu Hakone (Hakone Jinja), którego jedna z bram (torii) wznosi się w wodach jeziora. W niedalekim 200-tysięcznym mieście Odawara na uwagę zasługuje otoczony parkiem zamek obronny.

 

Z Hakone nie zawsze udaje się jednak dostrzec Fudżi. Jeśli ktoś postawił sobie właśnie taki cel podróży po Japonii, polecam wybrać się nad jedno z pięciu jezior znajdujących się w pobliżu wulkanu, np. Yamanaka, Kawaguchi lub Motosu. Na sam szczyt można wejść kilkoma szlakami, a sezon wspinaczkowy wypada w lipcu i sierpniu. Zarówno Japończycy, jak i obcokrajowcy decydują się często na wędrówkę popołudniową i wieczorną, aby wyprawę zakończyć oglądaniem wschodu słońca. Osoby, które źle znoszą szybkie zmiany wysokości, powinny najpierw zaaklimatyzować się do takich warunków.

 

WYPRAWY PO HONSIU

 

Naszą bazą wypadową podczas pobytu w Japonii było Tokio. Odwiedziliśmy więc nowoczesną Jokohamę, gdzie wybraliśmy się na spacer po porcie i zajrzeliśmy do kolorowej chińskiej dzielnicy (Chinatown). Poza tym pojechaliśmy na niewielką wyspę Enoshima, na której czci się występującą w mitologii japońskiej buddyjską boginię urody, bogactwa i muzyki Benzaiten. W okolicy nad głowami przechodniów latają liczne kanie czarne. W tym rejonie warto zwiedzić także Kamakurę, miasto znane ze swoich świątyń (w tym Kōtoku-in z wielkim brązowym posągiem Buddy Nieograniczonego Światła – Daibutsu), które pełniło funkcję stolicy w okresie Kamakura (szogunatu Kamakura, przypadającego od 1185 do 1333 r.).

 

Nie mogliśmy też odmówić sobie podróży shinkansenem, japońskim superszybkim pociągiem. Jednym z nich pokonaliśmy część drogi do Nikkō, położonego ok. 140 km na północ od Tokio. Ludzie odwiedzają je najczęściej ze względu na trzy cenne kompleksy świątynne, z których najsłynniejszy jest zespół chramów szintoistycznych Tōshō-gū poświęcony Ieyasu Tokugawie (założycielowi dynastii szogunów Tokugawa, żyjącemu w latach 1543–1616). Aż 103 tutejsze obiekty sakralne i ich naturalne otoczenie wpisano w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Od stuleci stanowiły dla Japończyków święte miejsce, znane z prawdziwych arcydzieł architektury i sztuki zdobniczej. Na zwiedzanie zabytkowego sanktuarium Tōshō-gū trzeba przeznaczyć kilka godzin. Budowle robią bardzo duże wrażenie na oglądających ze względu na bogate zdobienia. Cały czas można odkrywać tu nowe płaskorzeźby. Przewodniki zwykle wspominają o trzech mądrych małpach umieszczonych nad drzwiami stajni, ale warto z uwagą przyglądać się każdej bramie i ścianie. W najwyższym punkcie Tōshō-gū znajduje się grobowiec Ieyasu Tokugawy. Wspina się do niego po schodach wśród olbrzymich drzew. Ciekawą atrakcję dla turystów stanowi wizyta w Yakushi-dō. Gdy opowiadający o świątyni mnich klaszcze w dłonie, dźwięk rezonuje i zgromadzonym wydaje się, że namalowany na suficie smok ryczy. Od 2007 r. w całym kompleksie prowadzone są prace renowacyjne, które potrwają do 2024 r. Musimy się więc liczyć z tym, że nie wszystkie obiekty bywają udostępnione do zwiedzania, a pewne z nich zasłaniają rusztowania. Niedaleko Nikkō leży poza tym urokliwe jezioro Chūzenji (11,62 km² powierzchni). Wypływająca z niego rzeka Daiya tworzy liczne wodospady, w tym malowniczy 97-metrowy Kegon. W okolicy znajdują się również źródła termalne, dlatego powstały tu onseny – japońskie publiczne kąpieliska z łaźniami i basenami. Cały region słynie z wyjątkowo pięknych krajobrazów. Jesienią Japończycy podziwiają w nim zabarwione na głęboką czerwień liście klonów. To zjawisko cieszy się podobnym zainteresowaniem co wiosenne kwitnienie drzew wiśniowych. W samym Nikkō przez rzekę Daiya przerzucono uroczy czerwony Święty Most (Shinkyō), należący do założonego w 767 r. chramu Futarasan (Futarasan jinja).

 

Także shinkansenem wyruszyliśmy z Tokio do Sendai, a stąd lokalnym pociągiem do miejscowości Matsushima sąsiadującej z archipelagiem o tej samej nazwie. Wznoszą się tutaj zabudowania Zuigan-ji – ważnej japońskiej świątyni zen (nurtu buddyzmu). Należą do niej też liczne jaskinie, w których składano prochy zmarłych. Archipelag Matsushima składa się z ok. 260 małych wysepek porośniętych sosnami. Z pobliskiej przystani odbijają statki zabierające turystów w rejs wokół nich. Na Fukuurę, gdzie znajduje się m.in. mały ogród botaniczny, prowadzi długi czerwony most. Z wybrzeża pieszo dostaniemy się również na niewielką Oshimę. Jeszcze niedawno takich drewnianych mostków było więcej, ale region ten bardzo ucierpiał w wyniku trzęsienia ziemi i tsunami w marcu 2011 r. Archipelag wygląda niezmiernie malowniczo zwłaszcza o zachodzie słońca.

 

Zabytkowe świątynie i sanktuaria w Nikkō

Nikko Toshogu Shrine1 2

© JNTO

 

HISTORIA DAWNIEJSZA I NOWSZA

 

Na Honsiu warto zatrzymać się także w położonej nad zatoką Osace. Stąd można zaplanować np. wycieczki do Kioto, nad Morze Wewnętrzne czy na wyspę Sikoku, a nawet Kiusiu. Tokio zostało niemal całkowicie zniszczone pod koniec II wojny światowej. Nocny nalot dywanowy z 9 na 10 marca 1945 r. wywołał wielki pożar. Dlatego zabudowa japońskiej metropolii jest dosyć nowa. Tego losu uniknęło Kioto. W tej dawnej stolicy Japonii i siedzibie cesarzy (od 794 do 1868 r.) spotkamy się z ogromnym zagęszczeniem zabytków. Jej zabytkowy zespół urbanistyczno-architektoniczny z wieloma pięknymi świątyniami, z Kinkaku-ji i Ryōan-ji na czele, wpisano w 1994 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Zarówno pierwsza, czyli Świątynia Złotego Pawilonu stojąca nad stawem w parku, jak i druga, z charakterystycznym kamiennym ogrodem do medytacji, przynależą do nurtu buddyzmu zen. Do najbardziej znanych miejsc w Kioto zaliczyć wypada na pewno sanktuarium zwane Fushimi Inari Taisha, do którego prowadzi 4-kilometrowa droga wyznaczona przez tysiące torii. Ponieważ trasa wiedzie w większości pod górę, trzeba założyć wygodne buty i wziąć ze sobą butelkę wody. Kompleks poświęcono japońskiemu bóstwu płodności, ryżu, herbaty, sake, rolnictwa, przemysłu, powodzenia i sukcesu Inari, przedstawianemu w różnych postaciach. Jego posłańcami są dobre białe lisy.

 

W mieście Himeji, leżącym ok. 120 km na południowy zachód od Kioto, warto natomiast zobaczyć piękną budowlę nazywaną Zamkiem Białej Czapli (Shirasagi-jō). To przykład japońskiej architektury obronnej. Jednak zabudowania zamkowe na Europejczykach robią wrażenie finezyjnych i delikatnych. Na zachodnim krańcu Honsiu, na wyspie Itsukushima (Miyajima) znajduje się z kolei Itsukushima Jinja. Imponująca brama tego szintoistycznego chramu stoi w wodach Morza Wewnętrznego. W czasie odpływu można podejść do niej po odkrytym piaszczystym dnie.

 

Osoby, które lubią zwiedzać mniej typowe miejsca, powinny wybrać się do Hiroszimy. To na to miasto 6 sierpnia 1945 r. Stany Zjednoczone zrzuciły bombę atomową. Hiroszimę odbudowano, a o samym wydarzeniu i ofiarach ataku przypomina kompleks parkowy z zachowanymi ruinami dawnego centrum wystawowego, obecnie zwanego Kopułą Bomby Atomowej. W pobliżu działa również Muzeum Pokoju, które utworzono w sierpniu 1955 r. Oprócz tego w mieście funkcjonuje warta uwagi sieć tramwajowa. Po szynach jeżdżą tu m.in. pojazdy produkowane w poprzednim stuleciu w Japonii, a nawet Europie. Tramwaje o numerach 651 i 652 jako jedyne przetrwały wybuch bomby atomowej i wciąż pozostają w użyciu.

 

Tak naprawdę nie ma idealnej instrukcji podróżowania. Każdy musi znaleźć swój sposób na zwiedzanie. Podczas wizyty w tak odmiennym od naszego kraju jak Japonia warto jednak paradoksalnie odstawić na bok wszystkie rzeczy, które o nim przeczytaliśmy bądź usłyszeliśmy. Choć nie da się z pewnością zapomnieć opinii i wrażeń innych ludzi, spróbujmy nie odtwarzać ich doświadczeń, a przeżyć własne. Na każde miejsce spójrzmy ze swojej perspektywy. Prawdopodobnie wtedy dużo łatwiej przyjdzie nam zrozumieć, że Japonia może być tym wszystkim, czym jest w oczach innych, a nawet czymś jeszcze odmiennym. Każdy punkt widzenia tworzy kolejny jej obraz. Ja tak właśnie zapamiętałam ten kraj i w taki sam sposób chcę go poznawać znowu, gdy zawitam do niego po raz kolejny.

 

Ponad 16-metrowa brama Itsukushima Jinja w portowym mieście Hatsukaichi

l 180895

© HIROSHIMA PREFECTURE/JNTO

 

 

Ukryte oblicza Indii

PAWEŁ SKAWIŃSKI

autor książki Gdy nie nadejdzie jutro

 

<< Żeby zrozumieć wielką różnorodność Indii, trzeba pojechać w Himalaje, wybrać się na trekking przez deszczowy, zielony Sikkim, spalony słońcem, pustynny Ladakh i żyzny, szafranowy Kaszmir. Odpowiedź na pytanie, co – mimo aż tylu rzucających się w oczy różnic – łączy mieszkańców tego fascynującego kraju, można znaleźć również na dalekim południu Półwyspu Indyjskiego – w iście baśniowej Kerali. >>

Hindusi wierzą, że ich bogowie wybrali Himalaje na swoją siedzibę. Tu mieszka Śiwa z małżonką Parwati („górską boginią”), tutaj bierze swój początek święty Ganges. W tym rejonie rozpowszechnił się głównie buddyzm, ale wciąż silny jest też hinduizm oraz islam. Wyznawcy tych trzech religii na przestrzeni wieków toczyli zaciekłe boje o najwyższe góry świata.

Więcej…

Czarodziejska moc Sardynii

URSZULA KRAJEWSKA

www.interpretareitalia.com

 

<< Sardynia staje się ostatnio miejscem coraz częściej odwiedzanym przez gości z całego świata. Prawdziwy boom turystyczny przyniósł wyspie miniony rok. Szacuje się, że w 2018 r. zostanie odnotowany ok. 15–20-procentowy wzrost zainteresowania atrakcjami oferowanymi przez lokalne agencje (wycieczkami jednodniowymi, wynajmem samochodów czy jachtów itp.). Oznacza to przede wszystkim, że dotychczas tajemnicza i nieodgadniona Sardynia jest dziś coraz bardziej rozpoznawalna. Nie uchodzi już tylko za modny kierunek dla bogaczy, którzy przybijają do Szmaragdowego Wybrzeża (Costa Smeralda) najdroższymi w Europie jachtami. Powoli wkupia się w łaski zwykłych turystów ciekawych historii, lubiących podziwiać przepiękne widoki czy spędzać czas na łonie natury. >>

 

Na wyspy archipelagu La Maddalena dostaniemy się m.in. łodziami z portu w Palau

© RENATA TRAVEL/WWW.RENATATRAVEL.COM

 

Turystyka na Sardynii zaczęła rozwijać się na dobre dopiero w latach 60. XX w., kiedy to książę Aga Chan IV, przywódca ismailickich nizarytów, zakochany w szmaragdowym kolorze wód oblewających północno-wschodnie wybrzeże wyspy, postanowił wykupić grunty w tym rejonie i rozsławić to miejsce, które uważał za raj na ziemi. Z jego inicjatywy powstało portowe miasteczko Porto Cervo (należące do gminy Arzachena), do dziś uchodzące za symbol luksusu. Odwiedzają je znane i zamożne osoby z całego świata. To dzięki Adze Chanowi IV ludzie, zafascynowani przede wszystkim bezkonkurencyjnymi plażami, zaczęli tłumnie ściągać w okolice położonej na wschodnim wybrzeżu Olbii, 60-tysięcznego miasta z przystanią promową i międzynarodowym portem lotniczym (Aeroporto di Olbia-Costa Smeralda). Z czasem na Sardynii pojawiły się też oferty nie tylko dla turystów z grubym portfelem.

Dzięki temu, że tanie linie lotnicze (Ryanair i Wizz Air) uruchamiają nowe połączenia, obecnie z Polski (Katowic, Krakowa, Warszawy i Modlina) można dostać się bezpośrednio na dwa sardyńskie lotniska – Cagliari i Alghero, a na trzecie z nich – pod Olbią – latają w sezonie letnim czartery polskich biur podróży. Do wyboru jest jeszcze inna ciekawa możliwość – podróż promowa z Półwyspu Apenińskiego. Dotarcie samochodem do jednego z portów zachodniego wybrzeża Włoch i rejs na Sardynię zajmuje zaledwie dwa dni. Coraz więcej turystów decyduje się na ten drugi sposób dostania się tutaj, a to ze względu na fakt, że podróżowanie swoim autem pozwala odkrywać wyspę na własną rękę. Jednak na stronach internetowych czy nawet w profesjonalnych przewodnikach brakuje szczegółowych informacji o mniej znanych sardyńskich atrakcjach. Dlatego zdecydowanie warto zwrócić się do lokalnych biur podróży o radę, jak w pełni wykorzystać urlop na czarującej Sardynii.

 

MIEJSCA DO ZOBACZENIA

Dla ciekawych, gdzie zaczęła się historia sardyńskiej turystyki, obowiązkowym przystankiem podczas zwiedzania będzie wspomniane Porto Cervo, eleganckie miasteczko z portem z luksusowymi jachtami, pełne ekskluzywnych butików, salonów samochodowych i wykwintnych restauracji. Niedaleko nabrzeża wznosi się biały Kościół Gwiazdy Morza (Chiesa di Stella Maris), idealnie wkomponowany w starannie zaprojektowane hotele i posiadłości, nazywany dziełem sztuki nowoczesnej. Został on zbudowany w typowo sardyńskim, surowym stylu przy użyciu surowców dostępnych na wyspie. Do wejścia do środka zachęca obraz Mater Dolorosa autorstwa El Greca.

Od lat wizytówką Sardynii pozostaje archipelag La Maddalena, znajdujący się na północnym wschodzie. Tworzy go 7 głównych, większych wysp (La Maddalena, Caprera, Santo Stefano, Budelli, Santa Maria, Razzoli i Spargi) i ponad 60 mniejszych. Zwane europejskimi Malediwami, przyciągają rzesze urlopowiczów. Mimo iż turyści przybywają tu przede wszystkim ze względu na słynące z przejrzystej, błękitnej wody i białego piasku plaże, warto zajrzeć także do stolicy archipelagu – 11-tysięcznego miasteczka La Maddalena. To urokliwa miejscowość z wąskimi uliczkami, połączona groblą z pobliską Caprerą, nazywaną wyspą Giuseppe Garibaldiego, gdyż ten włoski bohater narodowy właśnie na niej spędził ostatnie lata życia i zmarł w czerwcu 1882 r.

Na wschodnim wybrzeżu leży mniej znana, bo przyćmiona przez sławę La Maddaleny, zatoka Orosei (Golfo di Orosei), urzekająca zróżnicowaną linią brzegową o długości ponad 40 km. Wzdłuż niej ciągną się góry i lasy, poprzecinane trasami trekkingowymi, z których rozpościerają się zapierające dech w piersiach widoki. Większość plaż zatoki dostępna jest tylko od strony morza. Do niektórych można ewentualnie dotrzeć pieszo, ale taka wycieczka trwa ok. 3 godz. Najsłynniejsza z tutejszych plaż – Cala Luna – pojawia się często na zdjęciach reklamujących Sardynię. Jednak zatoka Orosei skrywa też kilka innych perełek, takich jak Cala Mariolu czy Cala Goloritzè.

Kolejnym ważnym punktem na turystycznej mapie wyspy jest zdecydowanie Alghero, zwane Barcelonetą, czyli małą Barceloną. To 44-tysięczne miasto ma prawdziwie hiszpański, a właściwie kataloński charakter. Można go dostrzec nie tylko w zabytkowej architekturze, ale także w lokalnej kuchni czy języku, którym posługują się miejscowi. Alghero słynie również z tego, że leży niedaleko (ok. 25 km) od cypla Caccia (Capo Caccia). U podnóży 110-metrowego klifu znajduje się tu jedna z najbardziej interesujących i unikatowych atrakcji Sardynii – Groty Neptuna (Grotte di Nettuno). Na tle innych europejskich jaskiń wyróżnia się ogromnym zróżnicowaniem form krasowych.

Podczas pobytu w okolicach Alghero większość osób decyduje się też na zahaczenie o miejscowość Stintino i plażę La Pelosa, która w 2013 r. zdobyła tytuł najpiękniejszej w całej Italii. W pobliżu znajdziemy także malownicze miasteczko Castelsardo słynące z wyrobu koszy wiklinowych. Swój urok zawdzięcza średniowiecznemu zamkowi wznoszącemu się nad zabudowaniami. Turystów przyciąga w te strony również zabytek przyrody – skała w kształcie słonia (La Roccia dell’Elefante). Innym urokliwym miastem położonym nieopodal jest Bosa, która oczarowuje kolorami ścian domów. Widok na nie często zdobi pocztówki z Sardynii. Pastelowe domy położone nad rzeką Temo to pochodzące z XVI stulecia warsztaty garbarzy, które według wielu odwiedzających przypominają Stary Most (Ponte Vecchio) z Florencji.

Na zachodzie wyspy znajdują się też pozostałości kolonii Tharros, założonej przez Fenicjan w VIII w. p.n.e. Miłośnicy archeologii wybierają jednak Sardynię ze względu na nuragi. Tych obiektów jest tu ok. 7 tys. Zbudowane z kamieni stożkowate wieże stanowią ślad po kulturze nuragijskiej. Choć do ich wzniesienia nie użyto żadnej zaprawy, zachowały się do dziś. Rzekomo właśnie tej cywilizacji mieszkańcy wyspy zawdzięczają fakt, że ich DNA jest inne niż Włochów. Najnowsze badania, z lutego 2017 r., pokazują, że Sardynia stanowi wyjątkowe miejsce na genetycznej mapie Europy. Prawie 80 proc. mitogenomów współczesnych Sardyńczyków nie występuje nigdzie indziej.

 

Zabytkowe Alghero podziwiane od strony morza

© UFFICIO STAMPA DELLA REGIONE AUTONOMA DELLA SARDEGNA

 

MAGIA, NATURA I DŁUGIE ŻYCIE

Jedno z najczęstszych haseł reklamujących wakacje w tym miejscu brzmi: Sardynia – wyspa magiczna. Większość osób ją wybierających jest przekonana, że określenie to wymyślono ze względu na przejrzystą wodę, białe plaże czy dziewiczy krajobraz. Jednak ta magiczność Sardynii dotyczy przede wszystkim wierzeń jej mieszkańców i ich zwyczajów. Mimo iż jak w całych Włoszech na wyspie największą grupę stanowią katolicy, to jeden z tych regionów Italii, gdzie zachowało się najwięcej lokalnych tradycji niezwiązanych z chrześcijaństwem. Większość z nich praktykuje się tylko podczas karnawału, ale odmienność miejscowych da się dostrzec na co dzień.

Osoby lubiące atmosferę magii powinny wybrać się do wnętrza Sardynii. Docierają tu nieliczni turyści, a mieszkańcy wiodą spokojne życie niewiele różniące się od tego, jakie było udziałem ich pradziadków. Będzie to wyprawa do kompletnie innego świata, gdzie oddycha się powietrzem nasyconym tradycjami, które Sardyńczycy traktują niezmiernie poważnie. W górzystym regionie Barbagia dawne zwyczaje praktykowane są nie tylko przez ludzi starszych, ale także i młodych, dumnych ze swojej kultury i pragnących zachować ją dla następnych pokoleń. Sardyńskie dziewczyny obwieszają się amuletami. Najbardziej znany z nich to su coccu, czyli okrągły obsydianowy kamień, który chroni przed złym spojrzeniem – klątwami rzucanymi przez osoby, które źle nam życzą. Na palcach u dłoni zarówno młode, jak i starsze kobiety noszą tzw. fede sarda. Ta cienka obrączka z kuleczkami oznaczającymi ziarna zboża to tradycyjny symbol płodności. Niektóre przedstawicielki płci pięknej udają się na prywatne sesje do szeptuchy, aby ta z oliwy wylanej na talerz odczytała, kto rzuca na nie złe uroki. Inne chodzą do fryzjera tylko wtedy, gdy księżyc znajduje się w ostatniej kwadrze, bo uważają, że podcięcie końcówek włosów w tym czasie sprawi, iż będą szybciej rosły.

Sardyńczycy są zresztą zdania, że wpływ księżyca na ludzki organizm jest znaczący. Od jego faz uzależniają również sadzenie i podcinanie roślin. Wyspiarze mają niezwykły kontakt z naturą, dlatego też wyjątkowo ją szanują. Na Sardynii nie zobaczymy zaśmieconych ulic jak w niektórych miejscach we Włoszech. Położone na północnym zachodzie wyspy Sassari w 2014 r. uzyskało tytuł najczystszego włoskiego miasta, a Nuoro (stolica Barbagii) i Oristano (leżące na zachodzie) zostały okrzyknięte miastami z najczystszym powietrzem w kraju. Sardyńczycy obsesyjnie przestrzegają zasad segregacji śmieci, a nade wszystko dbają o przetrwanie gatunków roślin i zwierząt zagrożonych wyginięciem. Wokół wybrzeża Sardynii dno morskie porasta posidonia, która nie tylko dezynfekuje wodę i sprawia, że jest ona przejrzysta niczym lustro. Gdy nadchodzi mistral – jeden z wiatrów dominujących w tej okolicy – wyrzucone na brzeg rośliny swoim ciężarem utrzymują piasek na ziemi. Dla mieszkańców wyspy to bardzo ważne. Już od wielu lat obowiązują tu ogromne kary pieniężne za wywożenie muszli, kamieni, żwiru czy piasku, dochodzące do kilku tysięcy euro. Niektórym takie podejście może się wydawać absurdalne, ale według oficjalnych danych zebranych przez lotnisko w Elmas (pod Cagliari) latem 2015 r. tylko w ciągu trzech miesięcy turyści odwiedzający Sardynię próbowali wywieźć ponad 5 t morskiego piasku! Dodatkowo w tym roku na jednej z najbardziej znanych plaż, La Pelosie leżącej niedaleko Stintino, wprowadzono zakaz rozkładania ręczników. Ma to zapobiec zbytniemu ugniataniu piasku, a także wynoszeniu go poza strefę przybrzeżną. Z każdym kolejnym sezonem letnim wydłuża się też lista plaż, na których obowiązują ograniczenia co do liczby przebywających na nich osób. Celem tych wszystkich decyzji administracyjnych jest – oczywiście – ochrona sardyńskich cudów natury przed zniszczeniem.

Jedno z największych wyróżnień, jakie spotkało tę drugą pod względem wielkości wyspę Morza Śródziemnego (po Sycylii), stanowi fakt, że należy ona do grupy pięciu istniejących na świecie Błękitnych Stref (Blue Zones). Oznacza to, że odnotowano tu znaczny odsetek stulatków. Co jeszcze ciekawsze, Sardyńczycy są społecznością z największą liczbą stuletnich mężczyzn. Mieszkańcy wyspy cieszą się dobrym zdrowiem i ponadprzeciętną kondycją fizyczną przez długie lata. Dan Buettner, amerykański badacz, który wprowadził termin Blue Zones, twierdzi, że długowieczność wyspiarzy wynika z właściwego odżywiania, odpowiedniej ilości czerwonego wina w diecie oraz prowadzenia aktywnego trybu życia.

Prowincję Ogliastra i Barbagię (tzw. Blue Zone) zamieszkuje duża liczba stulatków

© FOTOTECA ENIT

 

PROSTE PRZYJEMNOŚCI

Kuchnia Sardynii jest prosta i opiera się na lokalnych składnikach, dostępnych w danym okresie. Nie sprowadza się tu żywności z zewnątrz i nie korzysta z półproduktów. Miejscowi żartują, że na wyspie mieszka ponad 1,6 mln ludzi i ok. 4 mln owiec. Ma to swoje odbicie w diecie – na liście typowo sardyńskich produktów dominują sery owcze (w tym pecorino sardo). Sardynia jest regionem pasterskim. Do tradycyjnych lokalnych potraw można zaliczyć gotowaną w rosole jagnięcinę (pecora bollita). Najstarsze sardyńskie przepisy pochodzą z wnętrza wyspy, gdzie pasterze ukrywający się przed najeźdźcami zmuszeni byli do zaopatrywania się w produkty o długim terminie ważności. Mało kto jada tutaj zwykły, świeży chleb. Sardyńczycy zadowalają się pane carasau – cienkim plackiem, przypominającym podpłomyk, wypiekanym jedynie z mąki z pszenicy durum, drożdży, wody i soli. Jego ulepszona wersja to pane guttiau, nasączony oliwą i posolony chleb, często serwowany jako zamiennik chipsów. Za tutejszy unikatowy produkt uchodzą również miody, m.in. miele di asfodelo (ze złotogłowia), miele di cardo (z kwiatów ostu) czy miele di corbezzolo (z chruściny jagodnej). Ten ostatni charakteryzuje się gorzkim smakiem i jest często podawany z serami. W rejonie wybrzeża popularnością cieszy się też zdecydowanie bottarga, czyli suszona ikra cefala lub tuńczyka o intensywnym pomarańczowym kolorze. Najczęściej stanowi ona dodatek do makaronu, ale wielbiciele potraw rybnych jedzą ją także samą, pokrojoną w plasterki i w połączeniu np. z karczochami. Pierwsze miejsce wśród najdziwniejszych i najbardziej tradycyjnych produktów na wyspie zajmuje od lat casu marzu, znany bardziej jako tzw. ser z robakami. Mimo iż dyrektywy unijne zakazują oferowania degustacji i sprzedaży tego owczego przysmaku, to jego produkcja w gospodarstwach domowych nie została całkowicie wstrzymana. U niektórych pasterzy w Barbagii wciąż jeszcze kupimy go nieoficjalnie. Robaki, które się w nim znajdują, to żywe larwy muchówki gatunku Piophila casei (sernicy pospolitej).

Przy omawianiu lokalnej kuchni nie sposób nie wspomnieć też o wyrobach alkoholowych. Szczep cannonau rosnący w Olienie został przywieziony na Sardynię z Toskanii przez jezuitów. To z niego powstaje czerwone wino cannonau i nepente. Oba są wytrawne i charakteryzują się dość dużą zawartością alkoholu. O sardyńskim winie śpiewano, czyniono je tematem poematów i zachwycano się nim w całym kraju. Gabriele D’Annunzio (1863–1938), włoski pisarz i poeta pochodzący z Pescary, pisał: Tobie, o wino z wyspy, oddaje swe ciało, a także i duszę. (…) Obym mógł do ostatniego tchu mego cieszyć się twym zapachem i od twego koloru mieć nos na zawsze rumiany. Warto dodać, że cannonau zawiera bardzo dużą ilość polifenoli, czyli związków chemicznych uważanych za niezmiernie korzystne dla zdrowia. Przypisuje się im m.in. działanie przeciwnowotworowe. Jako napitek ułatwiający trawienie na Sardynii stosuje się likier mirto robiony z jagód mirtu. Na wyspie znajdziemy również lody mirtowe i marmoladę czy torrone, czyli kolejny sardyński przysmak, przygotowany na bazie miodu i migdałów zatopionych w masie z białka jaja kurzego, przypominający znany wszystkim nugat.

 

ZROZUMIEĆ SARDYŃCZYKA

Kolejną rzeczą wyróżniającą Sardynię na tle innych regionów Włoch jest język. Wbrew temu, co sądzi wiele osób, nie należy on do dialektów włoskiego. Dopiero w 1997 r. sardyński (limba sarda, sardu) stał się oficjalnym językiem urzędowym na wyspie. W 1999 r. uzyskał status języka mniejszościowego, co oznacza, że znacznie odróżnia się od oficjalnego języka państwa oraz języków imigrantów. Uważa się, że przypomina on mieszankę hiszpańskiego, greckiego i włoskiego. Na zachodzie Sardynii mówi się po katalońsku, czyli dokładnie tak jak np. w Barcelonie. Prawdziwy sardyński da się usłyszeć – oczywiście – w centrum wyspy. Na wybrzeżu spotkamy jego przeróżne odmiany, bo wyróżnia się tu mniej więcej sześć dialektów. Większość Sardyńczyków poznaje język włoski dopiero na pierwszych lekcjach w szkole. Można więc powiedzieć, że są narodem dwujęzycznym. W efekcie mieszkańcy wyspy mówią bardzo poprawnie po włosku i dogadamy się z nimi, jeśli także nauczyliśmy się języka z książek. Dzięki nowym projektom unijnym sardyński zostanie wprowadzony do szkół. Sardyńczycy czują się z tego powodu – oczywiście – niezmiernie dumni.

W Barbagii można poza tym spotkać jeszcze tenores – mężczyzn śpiewających a cappella w języku sardyńskim. Ich śpiew (canto a tenore, cantu a tenore) wpisano w 2008 r. na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Występy odbywają się zawsze w kwartecie (solista, bas, kontralt i baryton).

 

BOSKI ŚLAD

Poznanie wszystkich wspomnianych atrakcji wymaga aktywności i dociekliwości ze strony turystów, często też wsparcia doświadczonych miejscowych przewodników. Bardzo przydatna w tym przypadku jest również dobra znajomość języka włoskiego.

Ze względu na rozwój turystyki na Szmaragdowym Wybrzeżu do wyspy w ostatnich latach przylgnęła łatka drogiego, ekskluzywnego kierunku z rajskimi plażami dla milionerów. Taką Sardynię także można zobaczyć. Jednak z pewnością nie to stanowi jej największą atrakcję.

Im więcej tajemnic wyspy odkrywamy, tym bardziej nas ona wciąga i fascynuje. Jednocześnie zaczynamy rozumieć, na czym naprawdę polega jej magia. Jedna wizyta na pełnej kontrastów czarującej Sardynii nie wystarczy. Zresztą mało kto odwiedza ją tylko raz i nie marzy o powrocie.

Legend o powstaniu wyspy jest wiele. Według jednej z najbardziej znanych, gdy Bóg stworzył świat, zorientował się, że zostało mu w dłoni kilka kamieni. Rzucił je zatem gdzieś na środek morza, po czym przycisnął dokładnie stopą. Starogrecka nazwa Sardynii (w formie zlatynizowanej) – Ichnusa – oznacza właśnie stopę (sandał). Ponieważ Bóg widział, że jego nowe dzieło nie jest idealne, postanowił wziąć z każdego kontynentu to, co najpiękniejsze, i przenieść te cuda natury właśnie tutaj. Dlatego też do dziś Sardynię nazywa się wyspą siedmiu kontynentów albo małym kontynentem. Rzeczywiście, na powierzchni 24 tys. km2 znajdziemy tu po trochu wszystkiego i właśnie to osobliwe połączenie sprawia, że sardyńskie krajobrazy są jedyne w swoim rodzaju i coraz więcej osób chce na własne oczy przekonać się, czym zachwycają się wszyscy, którzy już odwiedzili ten magiczny zakątek Włoch.

 

Wydanie Lato 2018