Galiny to idealne miejsce dla miłośników wędkowania i jazdy konnej

Staw konie

© PAŁAC I FOLWARK GALINY

Plaża Acquavivetta (La Sorgente) na północnym wybrzeżu Elby

Acquavivetta copia

© ASSOCIAZIONE ALBERGATORI ISOLA D'ELBA

SYLWIA JEDLAK-DUBIEL

Nie każdy marzy o tym, żeby w czasie wolnym wylegiwać się bez końca na plaży lub na leżaku nad basenem. Niektórzy po prostu muszą być stale w ruchu, dbać o kondycję fizyczną, walczyć z wiatrem i falami, stawiać sobie wyzwania, sprawdzać swoją wytrzymałość na wysiłek i zdobywać nowe umiejętności. Wcale nie trzeba być niespokojnym duchem, żeby czerpać radość z aktywnego wypoczynku. Nie od dziś wiadomo, że uprawianie sportu, szczególnie na świeżym powietrzu, nie tylko wpływa korzystnie na zdrowie, lecz także poprawia samopoczucie. W zdrowym ciele zdrowy duch!

 

Taki rodzaj wyjazdu może wbrew pozorom przypaść do gustu również tym, którzy nie wykonują regularnie ćwiczeń i nie pasjonują się żadną konkretną dyscypliną. Oferta na rynku turystycznym jest tak bogata, że każdy znajdzie coś dla siebie – zarówno miłośnicy ekstremalnych wyzwań, jak i osoby szukające jedynie rekreacyjnych zajęć. Zawsze też warto spróbować czegoś nowego, więc jeśli ktoś pływał już na desce z żaglem, najpewniej spodoba mu się kitesurfing, jeżeli przyjemność sprawia mu snorkeling, powinien pomyśleć o kursie nurkowania, a skoro lubi przemieszczać się po mieście na dwóch kółkach, to na pewno poczuje się w swoim żywiole na wycieczce rowerowej wśród malowniczych wzgórz, lasów i jezior. A przecież zostaje nam jeszcze pływanie, surfing, wspinaczka, trekking, jazda konna, spływy kajakowe, rafting, żeglarstwo, wędkarstwo, siatkówka plażowa, piłka nożna i wiele innych.


Aktywny wypoczynek cieszy się naprawdę ogromną popularnością. Dlatego wybór odpowiedniego obiektu, miejsca bądź rejonu bywa trudny. W tym wydaniu magazynu All Inclusive chcielibyśmy przedstawić kilka interesujących naszym zdaniem propozycji bliższych i dalszych wyjazdów sportowo-rekreacyjnych do różnych zakątków Polski i Europy.


WŚRÓD SIELSKICH PEJZAŻY

Czasem żeby coś polubić, wystarczy tego spróbować, więc jeśli nie staliśmy się jeszcze zwolennikami odpoczynku połączonego z zajęciami ruchowymi, powinniśmy zaplanować sobie choćby weekend z aktywnościami na świeżym powietrzu. Z Warszawy można w tym celu wybrać się do Warki do Hotelu Sielanka nad Pilicą. Jego wielką zaletę stanowi niezmiernie malownicze położenie. W okolicy znajdują się Dolina Pilicy i Puszcza Stromecka. Nic więc dziwnego, że jedną z tutejszych atrakcji jest spływ kajakami, które wynajmiemy w hotelu (oferta obejmuje także transport sprzętu do punktu rozpoczęcia wycieczki czy opiekę przewodnika lub ratownika). Poza tym mamy szansę zapisać się też na wyprawy off-roadowe samochodami marki Land Rover w ramach Akademii Jazdy Terenowej „Sielanka 4x4 Adventure”. Nad uczestnikami czuwają doświadczeni instruktorzy. Osoby preferujące bliższy kontakt z naturą również nie powinny czuć się zawiedzione. Przepiękne krajobrazy mogą podziwiać z końskiego grzbietu. Oprócz tego w miejscowym ośrodku jeździeckim Farma Sielanka, wyposażonym w dwie kryte ujeżdżalnie i profesjonalny parkur o wymiarach 120 x 60 m, prowadzone są indywidualne i grupowe zajęcia jazdy konnej na różnym poziomie zaawansowania. Odbywały się tutaj m.in. Mistrzostwa Polski w Skokach przez Przeszkody, a cały teren (ponad 100 ha) leży w obszarze ochrony przyrody Natura 2000. Przy Hotelu Sielanka nad Pilicą znajduje się także piłkarski kompleks treningowo-pobytowy (rekomendowany przez UEFA) i wypożyczalnia rowerów na przejażdżki po okolicy. Na świeżym powietrzu pogramy w siatkówkę plażową i badmintona, a Dolinę Pilicy przemierzymy podczas marszu z kijami do nordic walkingu.

               
Po aktywnym dniu warto odprężyć się w strefie Sielanka SPA. Goście mogą korzystać z krytego basenu z brodzikiem dla dzieci, jacuzzi, sauny fińskiej, łaźni parowej, systemu masażu stóp metodą Kneippa, natrysku wrażeń, tarasu z leżakami czy zewnętrznej łaźni fińskiej w drewnianej chacie i wanny z hydromasażem w Spa Garden. W tutejszych gabinetach wykonuje się zabiegi pielęgnacyjne, odmładzające, regeneracyjne i relaksujące (dostępne też w pakietach lub formie rytuału). Hotel Sielanka nad Pilicą zapewnia standard 4-gwiazkowego obiektu i oferuje pokoje jedno- i dwuosobowe oraz apartamenty. Odwiedziny w rejonie Doliny Pilicy z pewnością pomogą nam odkryć radość z ruchu na łonie przyrody.


MAZURSKIE ŁĄKI I LASY

Wybitnie rekreacyjny region Polski stanowią Mazury. To przede wszystkim świetne miejsce dla amatorów żeglarstwa, zwłaszcza że co roku organizuje się tu mnóstwo kursów pozwalających zdobyć uprawnienia niezbędne do samodzielnego kierowania łodziami żaglowymi. Nie trzeba jednak mieć aż takich umiejętności, żeby cieszyć się aktywnym wypoczynkiem w krainie mazurskich jezior.

               
Ze względu na ukształtowanie terenu i liczne łąki to wspaniały rejon np. na wycieczki konne. Mniej więcej 10 km na południe od miasta Bartoszyce leży Pałac i Folwark Galiny ze stadniną, w której hoduje się konie sportowe rasy holsztyńskiej i westfalskiej. Jeźdźcy mogą korzystać z krytej ujeżdżalni i placu z przeszkodami oraz trenować pod okiem profesjonalnych instruktorów. Dla dzieci przygotowano specjalne lekcje powożenia lekką bryczką ciągniętą przez kuce szetlandzkie. Do obiektu należy 300-hektarowy obszar pokryty lasami, łąkami, polami, pastwiskami i stawami pełnymi ryb. W pobliżu krętej rzeki Pisy wznosi się rezydencja rodziny zu Eulenburgów, a składają się na nią XVI-wieczny renesansowy pałac, wozownia, oficyna, budynek z basztami i oranżeria, które sąsiadują ze spichlerzem z wieżą z zegarem, kuźnią i pozostałymi zabudowaniami folwarcznymi. Przepięknie prezentuje się również tutejszy park w stylu angielskim, idealny na długie spacery. Znajdują się w nim szumiące wodospady i ukryte w cieniu drzew przytulne altany. Zatrzymać można się w pokojach gościnnych urządzonych w samym pałacu i folwarku z XIX stulecia. W dwupoziomowej gospodzie funkcjonującej w zabytkowym spichlerzu zamówimy dania z lokalnych produktów i upraw ekologicznych oraz skosztujemy domowej nalewki.

               
Oprócz stadniny przy Pałacu i Folwarku Galiny znajdują się dwa profesjonalne korty tenisowe o ceglastej nawierzchni, czynne od kwietnia do października. Warto też zwiedzić okolicę na rowerze. Niedaleko przebiega Wschodni Szlak Rowerowy Green Velo, który wiedzie przez pięć województw na wschodzie Polski (warmińsko-mazurskie, podlaskie, lubelskie, podkarpackie i świętokrzyskie) przez rejony atrakcyjne pod względem przyrodniczym i zabytkowym. Wzdłuż jego trasy umieszczono drogowskazy i punkty postojowe. Siły odzyskamy natomiast w Galińskiej Strefie Masażu lub tradycyjnej ruskiej bani. Pałac i Folwark Galiny to także wspaniałe miejsce na wyjazd z dziećmi, dla których przygotowano rozmaite ciekawe atrakcje, zajęcia i warsztaty (otrzymał certyfikat Hotel Przyjazny Rodzinie). Na pewno spodoba im się również wizyta na tutejszej Farmie Zwierząt Miniaturowych.


Z WIDOKIEM NA GÓRY

Strefa relaksu w rozbudowanym centrum spa & wellness Hotelu Arłamów

Arłamów SPA 9
© HOTEL ARŁAMÓW

Trochę więcej wysiłku wymagają górskie wędrówki. Pokonywanie kolejnych kilometrów wśród zapierających dech w piersiach krajobrazów daje za to mnóstwo satysfakcji. Na szczęście, żeby cieszyć się przyjemnością płynącą z takich wypraw, nie musimy szczycić się kondycją i umiejętnościami potrzebnymi do przejścia Orlej Perci (jednego z najtrudniejszych szlaków w Tatrach). Idealnym regionem dla osób w każdym wieku są Bieszczady. Potwierdza to fakt, że na trasach spotyka się tutaj zarówno dzieci, młodzież i dorosłych, jak i rodziców z pociechami w nosidłach czy grupy emerytów. Na dodatek bieszczadzkie pejzaże bez wątpienia należą do najpiękniejszych w Polsce. Do szczególnie polecanych szlaków zaliczają się te prowadzące na połoniny Wetlińską i Caryńską, szczyt Krzemieniec (gdzie stykają się ze sobą granice polska, ukraińska i słowacka) oraz Tarnicę (najwyższą górę naszej części Bieszczadów – 1346 m n.p.m.).

               
Mniej więcej 50 km od Sanoka, w otoczeniu Puszczy Karpackiej leży 4-gwiazdkowy Hotel Arłamów z rozbudowanym centrum sportowo-rekreacyjnym. Kompleks wyposażono w pełnowymiarowe boisko do piłki nożnej i rugby pokryte sztuczną trawą, halę przystosowaną do gry w piłkę ręczną, siatkówkę i koszykówkę, korty do tenisa ziemnego (zamknięte i odkryte) i cztery do squasha, dwie siłownie, salę fitness, ścianę wspinaczkową, dwie strzelnice, boiska na świeżym powietrzu oraz 9-dołkowe pole golfowe. Poza tym znajdują się tu stadnina koni z krytą ujeżdżalnią i ośrodek narciarski z wyciągami orczykowymi i trzema trasami zjazdowymi. W okolicy wytyczono ścieżki rowerowe, a chętni mogą też wypożyczyć kijki do nordic walkingu. W Hotelu Arłamów skorzystamy także z opieki profesjonalnych instruktorów i oferty różnorodnych zajęć. Amatorzy sportowych wyjazdów na pewno nie będą się nudzić. W tutejszym 3-poziomowym centrum spa & wellness na zainteresowanie zasługuje strefa z basenami (wychodzącym na zewnątrz rekreacyjnym z podgrzewaną wodą, wewnętrznym z torami pływackimi i masażami wodnymi oraz brodzikiem dla dzieci i jacuzzi). Zmęczonym mięśniom pozwoli odpocząć wizyta w saunie (do wyboru aromaterapeutyczna parowa, lodowa i dwie fińskie, w tym jedna z panoramicznym widokiem na góry). Do dyspozycji gości oddano również 14 gabinetów zabiegowych, marokański hammam, tepidarium, ruską banię czy groty lodowe i solne. Co ciekawe, w hotelowej ofercie oprócz standardowych komfortowych pokojów i luksusowych apartamentów (m.in. dwóch prezydenckich z własnymi windami) znajdziemy pokoje ze specjalnymi dłuższymi łóżkami dla sportowców. Właśnie w Arłamowie przed Mistrzostwami Europy w Piłce Nożnej 2016 trenowała polska reprezentacja.

               
W Bieszczadach podobać się może nawet wodniakom. Wystarczy, że wybiorą się nad Jezioro Solińskie, zbiornik retencyjny na Sanie położony malowniczo w sąsiedztwie popularnej wczasowej miejscowości Polańczyk. Tutaj, pod górskimi szczytami, uprawia się żeglarstwo i windsurfing. Ze względu na liczne zakola i zakaz pływania prywatnymi łodziami motorowymi akwen idealnie nadaje się też na wyprawy kajakarskie.


NA SKRZYDŁACH WIATRU

Kurs windsurfingu z instruktorem 
Windsurfcoaching2 pic by Tom Brendt
© TOM BRENDT

Wielu Polaków zafascynowanych sportami wodnymi odwiedza rejony o bardziej sprzyjających warunkach pogodowych niż nasz kraj. Osobom chcącym powalczyć z wiatrem i falami warto szczególnie polecić należące do Hiszpanii Wyspy Kanaryjskie, rozrzucone u wybrzeży Afryki. Od 1984 r. na południu Fuerteventury działa szkoła wind- i kitesurfingu René Egli by Meliã. Znajduje się ona przy bajecznej piaszczystej plaży Sotavento, gdzie wzdłuż brzegu rozciąga się płytka 4-kilometrowa laguna, która doskonale nadaje się do nauki pływania na desce z żaglem lub latawcem. W tej części wyspy, dzięki efektowi tunelu wietrznego, wieje niemal cały rok oraz panują wysokie temperatury powietrza i wody. Na całym archipelagu trudno o lepsze warunki do uprawiania tych sportów. Dlatego już od 31 lat co roku organizuje się tu prestiżowe zawody Windsurfing & Kiteboarding World Cup (Mistrzostwa Świata w Windsurfingu i Kiteboardingu). O pierwsze miejsce walczą na nich najlepsi sportowcy z całego globu.

               
W centrum René Egli zapiszemy się na lekcje tak dla początkujących, jak i zaawansowanych, które prowadzą również polscy instruktorzy. Nie musimy zabierać ze sobą własnego sprzętu, ponieważ działa w nim znakomicie zaopatrzona wypożyczalnia (obecnie z 1000 żagli i 450 deskami do windsurfingu oraz 650 latawcami i 250 deskami do kitesurfingu, które co 6–12 miesięcy wymienia się na nowe), ale jeśli zdecydujemy się wziąć swoje wyposażenie, możemy oddać je do przechowalni. Nad bezpieczeństwem osób w wodach przy plaży Sotavento czuwają ratownicy. Oprócz wind- i kitesurfingu mamy szansę nauczyć się tutaj, na czym polega żeglarstwo plażowe lub stand up paddling (SUP). Na stronie internetowej René Egli umieszczane są informacje o aktualnej temperaturze powietrza i sile wiatru w okolicy. Dzięki podglądowi na żywo z kamery zobaczymy też, jak wygląda sytuacja pogodowa w tej części Fuerteventury. W pobliżu znajduje się komfortowy 4-gwiazdkowy Hotel Meliã Gorriones z ogrodami pełnymi tropikalnej roślinności i dużym wyborem basenów. Osoby zakwaterowane w rejonie miejscowości Costa Calma, Esquinzo i Jandía, aby dostać się na plażę Sotavento, mogą skorzystać z bezpłatnego serwisu przewozowego. Przy szkole wind- i kitesurfingu działa bar z przekąskami, kawą i zimnymi napojami, zadbano także o dostęp do pryszniców ze słodką wodą, łazienek, przebieralni i zamykanych szafek oraz darmowego bezprzewodowego połączenia z internetem.


Fuerteventura to idealne miejsce do uprawiania sportów wodnych. Przy okazji pobytu na niej warto złożyć wizytę na pozostałych Wyspach Kanaryjskich, na których wytyczono liczne szlaki piesze, w tym trasy odpowiednie dla miłośników turystyki górskiej. Na Teneryfie wejdziemy na wulkan Teide (3718 m n.p.m. – najwyższy szczyt Hiszpanii). Lanzarote przyciąga regionem winiarskim La Geria, gdzie krzewy winorośli rosną w dołkach z ziemią wulkaniczną. Na Gran Canarii turyści wyruszają pod Roque Nublo – charakterystyczną monolityczną skałę wznoszącą się na 80 m. La Palma natomiast słynie z obserwatorium astronomicznego leżącego pod szczytem Roque de Los Muchachos (2426 m n.p.m.). W Parku Narodowym Garajonay na La Gomerze wybierzemy się na wycieczkę przez malownicze lasy wawrzynowe, a El Hierro zachwyci nas wspaniałymi widokami rozpościerającymi się z Mirador de Jinama.


MORSKIE OPOWIEŚCI

Na szczęście w poszukiwaniu ciepłych wód i łagodniejszego klimatu nie trzeba lecieć aż na Wyspy Kanaryjskie. Sportowe wakacje nad morzem zaplanujemy też znacznie bliżej Polski. Osoby lubiące żeglowanie będą zadowolone z wyprawy na południe Europy, np. do Włoch. Rejs jachtem warto szczególnie zaplanować w okolicy Wysp Toskańskich. Leżą one między morzami Liguryjskim i Tyrreńskim, a największą z nich – Elbę – od Półwyspu Apenińskiego oddziela kanał Piombino. Najważniejszy port na archipelagu znajduje się w jej 12-tysięcznej stolicy Portoferraio. Cumują w nim promy przypływające z kontynentalnej części kraju (np. firm BluNavy czy Moby). Sama Elba swoim kształtem przypomina rybę, co sprawia, że jej wybrzeże wypełniają urokliwe zatoczki, w których można kąpać się i opalać. Poza tym wzdłuż linii brzegowej jest mnóstwo malowniczych miasteczek z marinami. W trakcie wyprawy zatrzymamy się w nich na odpoczynek, posiłek i uzupełnienie zapasów. W lokalnych knajpkach i restauracjach zjemy smaczne dania z ryb i owoców morza. Zdecydowanie na dłużej powinniśmy wyjść na ląd we wspomnianym Portoferraio, a to ze względu na jego ciekawą historię. Wznosi się tu Villa dei Mulini, w której po swojej abdykacji mieszkał od 4 maja 1814 r. do 26 lutego 1815 r. Napoleon Bonaparte. Dziś działa w niej muzeum poświęcone osobie słynnego francuskiego wodza. Kilka kilometrów stąd znajduje się także letnia rezydencja cesarza – Villa di San Martino okolona ogrodem z egzotycznymi roślinami. Stolicę Elby otaczają liczne potężne fortyfikacje. Wiele z nich powstało w pobliżu portu, a rozpościerają się z nich wyjątkowo piękne widoki.


Największa wyspa archipelagu (223 km² powierzchni) przyciąga również zapalonych cyklistów, zarówno tych bardziej doświadczonych i lubiących mierzyć się z cięższymi podjazdami, jak i osoby nastawione na rekreacyjne wycieczki i podziwianie okolicy. Z myślą o turystach powstały tu profesjonalne punkty serwisowe i wypożyczalnie rowerów. W południowo-wschodniej części Elby, na zboczach Monte Calamita (413 m n.p.m.) założono Capoliveri Bike Park z pięcioma trasami o łącznej długości ponad 100 km i różnym poziomie trudności. Poza tym czeka na nas wiele interesujących szlaków na całym lądzie. Po drodze z miejscowości Rio nell’Elba do Porto Azzurro zatrzymamy się przy Fonte di Coppi, źródle nazwanym tak na cześć Fausta Coppiego (1919–1960), słynnego włoskiego kolarza torowego i szosowego, kilkukrotnego medalisty mistrzostw świata oraz zwycięzcy Tour de France i Giro d’Italia, który przybywał w te strony trenować pod koniec swojej kariery, aby utrzymać znakomitą formę. W tym rejonie na dwóch kółkach dotrzemy też do Fortecy Volterraio (Fortezza del Volterraio) leżącej na wzgórzu na wysokości 394 m n.p.m. Na zachodzie dla odmiany trochę większe wyzwanie dla amatorów kolarstwa górskiego stanowi trasa wokół Monte Capanne, najwyższej góry na wyspie (1019 m n.p.m.). Na ten szczyt wejdziemy także pieszo, a z miasteczka Marciana dostaniemy się na niego nietypową kolejką linową, której pasażerowie podróżują na stojąco w metalowym wagoniku przypominającym kosz. Tego typu 14-minutowa przejażdżka gwarantuje emocje nie mniejsze niż trekking. Elbę pokrywa również sieć szlaków przeznaczonych do wędrówek górskich. Oprócz zdobywania Monte Capanne można w jej pobliżu wyruszyć do formacji skalnej Pietra Murata (na wysokości 548 m n.p.m.). To świetny punkt widokowy. Mniej wprawionym piechurom do gustu przypadną trasy wiodące wzdłuż wybrzeża, które pozwalają zboczyć z obranego kursu i zejść na morski brzeg. Na północnym zachodzie wyspy warto polecić odcinek wiodący z malutkiej, lecz niezmiernie malowniczej miejscowości Sant’Andrea do miasteczka Marciana Marina.


Do archipelagu należą też Giglio, Capraia, Montecristo, Pianosa, Giannutri i Gorgona. Na tej ostatniej funkcjonuje więzienie, w którym osadzeni resocjalizowani są przez pracę, m.in. przy uprawie winorośli i produkcji wysokiej jakości białego wina (inicjatywa Frescobaldi dla Gorgony). Nie wolno więc zbliżać się do jej brzegów bez zgody włoskiego Ministerstwa Sprawiedliwości. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku Pianosy, gdzie również do lipca 1997 r. przebywali więźniowie. Obecnie może ją odwiedzać zaledwie do 250 turystów dziennie. Na zakotwiczenie, wędkowanie lub nurkowanie w jej wodach potrzebujemy już jednak specjalnego pozwolenia od władz Parku Narodowego Wysp Toskańskich. Montecristo objęto natomiast ochroną ścisłego rezerwatu przyrody. Na stałe żyje tutaj jedynie dwóch strażników. Zabronione jest nocowanie gości na tej wyspie, a także wędkowanie, pływanie, nurkowanie czy surfowanie (aż do 1000 m od jej wybrzeża). Ten dziewiczy skrawek lądu może zwiedzać zaledwie 1000 osób rocznie. Należy jednak pamiętać o tym, że na zgodę na postawienie stóp na Montecristo czeka się średnio 3 lata. Pozostałe wyspy są już znacznie bardziej rozwinięte turystycznie i zamieszkane przez zdecydowanie większą liczbę ludzi. Zacumujemy na nich w urokliwych przystaniach w niewielkich miejscowościach. Jeśli ktoś szuka ciszy, spokoju i błogiego wypoczynku, przypadnie mu do gustu najdalej na południe wysunięta Giannutri. Capraia i Giglio także mają swój niepowtarzalny urok i powinny być obowiązkowymi przystankami na trasie rejsu po tym malowniczym archipelagu. Warto nadmienić, że okolice ich wybrzeża uważa się za prawdziwy raj dla wielbicieli swobodnego nurkowania. Capraia i Giglio słyną również z wiosennej i jesiennej imprezy dla miłośników trekkingu pod nazwą Walking Festival (Festival del Camminare). Obejmuje ona swoim zasięgiem też kilka innych Wysp Toskańskich – zwłaszcza Elbę oraz w mniejszym zakresie Giannutri i Pianosę. Jej pierwsza tegoroczna edycja odbywała się od 2 kwietnia do 1 maja, a drugą zaplanowano na 24 września–9 października. Giglio oferuje także dużo możliwości dla amatorów boulderingu, czyli wspinaczki po zazwyczaj wolnostojących, kilkumetrowych blokach skalnych bez asekuracji liną.

               
Warto wspomnieć, że cały region wchodzi w skład utworzonego w 1996 r. Parku Narodowego Wysp Toskańskich. Ten status zawdzięcza m.in. wielkiemu bogactwu podwodnego świata. Aktywny wyjazd w tym rejonie Włoch spędzimy więc również na nurkowaniu. Mnóstwo zatoczek na archipelagu nadaje się na uprawianie snorkelingu. Wody są w nich ciepłe i bardzo czyste. Na Elbie istnieją liczne profesjonalne centra, w których wypożyczymy odpowiedni sprzęt. W pobliżu Capo Sant’Andrea na północnym zachodzie wyspy odkryjemy pod powierzchnią morza skalną ścianę opadającą na 45 m porośniętą rafą koralową. Wokół niej pojawiają się wspaniałe graniki wielkie, mureny śródziemnomorskie czy nawet płaszczki. Na zainteresowanie zasługuje też leżąca nieopodal grupa skał zwanych Formiche della Zanca słynąca z wąskich podwodnych przejść i wąwozów. Kolejnym popularnym i przepięknym miejscem nurkowym jest wysepka Scoglietto koło Portoferraio. Upodobały ją sobie szczególnie połyskliwe barakudy. Poza tym w oblewających ją wodach spotkamy giętkie mureny, ryby z rodziny prażmowatych (np. Diplodus, czyli popularne na Elbie saraghi, kielce właściwe i srebrzyste dorady), graniki wielkie, przypominające omszałe kamienie szkaradnice, żabnice o spłaszczonych głowach i homary. Stąd blisko już do Capo d’Enfola i skały nazywanej Statkiem (Scoglio della Nave). Żyją tu m.in. węgorzokształtne kongery, ośmiornice czy orlenie pospolite. Na te ostatnie trzeba uważać, ponieważ bronią się, zadając głębokie rany szarpane swoim kolcem jadowym. Ukrytą w morzu skalną ścianę Scoglio della Nave zdobią przypominające bezlistne krzewy gorgonie żółte (Eunicella cavolinii). Wielobarwne królestwo odkryjemy także przy południowych brzegach wyspy, w pobliżu Capo Stella. Oczom nurków ukazują się tutaj pod wodą niezmiernie kolorowe gąbki i koralowce. W rejonie miejscowości Marina di Campo wyrasta z morza formacja Scoglio della Triglia. Błękitne fale w jej sąsiedztwie kryją smukły posąg Matki Boskiej. Snorkeling natomiast najlepiej uprawiać w okolicy przepięknych plaż, takich jak Biodola leżąca na północy, Fetovaia na południowo-zachodnim wybrzeżu albo mała Laconella blisko Capo Stella. Wielbiciele nurkowania wrakowego mogą wybrać się do spoczywającego na dnie niedaleko Portoferraio niemieckiego samolotu Junkers Ju 52 zestrzelonego 9 września 1944 r. Na zachodzie z kolei, nieopodal miejscowości Pomonte w gminie Marciana odnajdziemy w głębinach wrak frachtowca Elviscot, który zatonął 10 stycznia 1972 r. Oprócz tego koło Giglio pod wodą natkniemy się na pozostałości etruskiego statku z wczesnej epoki żelaza (ok. 600 r. p.n.e.), który przewoził m.in. miedź, ołów, żelazo czy amfory. Miłośników podwodnych przygód przyciąga też Capraia. W kwietniu 2007 r. prowadzono w jej pobliżu badania archeologiczne artefaktów sprzed ponad 2 tys. lat. Dzięki nim nurkowie dowiedzieli się o spoczywającym tu wraku rzymskiego statku. Kto wie, ile jeszcze cennych skarbów kryje się na morskim dnie w rejonie tego niezmiernie urokliwego archipelagu…


Jeżeli nie mamy czasu lub ochoty sami organizować sobie aktywności, możemy na Elbie zatrzymać się w komfortowych hotelach, które oferują swoim gościom rozmaite zajęcia. Dla osób w każdym wieku przeznaczone są gimnastyka (np. pilates, stretching) i aqua aerobic w basenie. Poćwiczymy też w dobrze wyposażonych hotelowych siłowniach. Amatorom tenisa spodobają się tutejsze korty – ze względu na dobre warunki pogodowe gra na świeżym powietrzu sprawia prawdziwą przyjemność. Z tego powodu warto na tej malowniczej wyspie wybrać się również na pole golfowe. W tym przypadku dodatkową zaletą takiego spędzania czasu będą cudowne widoki. Dodatkowo pracownicy hotelów pomagają gościom w zorganizowaniu aktywnych wypraw po Elbie. Wśród nich znajdują się np. wycieczki kajakami po okolicznych wodach. Ponieważ do wielu uroczych miejsc na wybrzeżu dostaniemy się najłatwiej od strony morza, to także znakomity pomysł na zwiedzanie. W pobliżu Mariny di Campo odkryjemy piękne skalne jaskinie Bue Marino i Vescovo. Na zachód od nich, niedaleko plaży Cavoli leży natomiast Grotta Azzurra. Zachwyca intensywnym niebieskim kolorem, jaki przybiera woda morska w jej wnętrzu. Inną ciekawą propozycję stanowi przejażdżka konna pośród wzgórz i klimatycznych miasteczek, którą odbędziemy z wynajętym przewodnikiem. Na wyspie funkcjonują stajnie udzielające też lekcji początkującym. Nie mniej interesującym, choć nie wymagającym na ogół zbytniego wysiłku planem na spędzenie dnia na łonie natury jest obserwowanie ptaków (np. orła południowego, orzełka włochatego, sokoła skalnego czy syczka). Wbrew pozorom potrafi ono dostarczyć niesamowitych emocji, a dotarcie do odpowiednich do tego punktów na skalistej Elbie bywa czasem nie lada wyzwaniem. Oczywiście, w hotelach zorganizujemy również wyprawy na nurkowanie, wycieczki górskie i rowerowe, popularne ostatnio rajdy quadami po bezdrożach czy rejsy po okolicznych wodach. W przypadku tych ostatnich jacht wynajmiemy na miejscu wraz z doświadczonym kapitanem. Chętni mogą też skorzystać z oferty lokalnych szkół żeglarskich proponujących kursy z częścią teoretyczną i praktyczną. Nauka sterowania łodzią na malowniczej Elbie pod lazurowym toskańskim niebem to prawdziwa przyjemność.


O WŁASNYCH SIŁACH

W basenie Morza Śródziemnego można nie tylko żeglować, nurkować czy jeździć na rowerze, lecz także… uprawiać ekscytujący trekking. Do tego celu świetnie nadaje się np. górzysta francuska Korsyka. Mnóstwo szczytów w głębi lądu wznosi się tutaj na wysokość ponad 2 tys. m n.p.m. Najwyższy z nich to Monte Cinto (Monte Cintu, 2706 m n.p.m.). W jego pobliżu przebiega pieszy szlak GR 20, uchodzący za jeden z najtrudniejszych w Europie. Prowadzi on z północy na południe wyspy (łączy miejscowości Calenzana i Conca), ma długość ok. 180 km, a średni czas jego przejścia to 15 dni. Trasa wymaga zarówno bardzo dobrej sprawności fizycznej, jak i odpowiedniego przygotowania. Ponieważ we wnętrzu Korsyki niełatwo o uzupełnienie zaopatrzenia, trzeba zabrać ze sobą zapasy wody i jedzenia, a najlepiej również śpiwory i namioty, w razie gdyby nie udało nam się dotrzeć do schroniska czy innego miejsca noclegowego. Niewątpliwie jednak pokonanie GR 20 można uznać za osobisty sukces. Podczas wędrówek po tej malowniczej wyspie warto także zawitać do Rezerwatu Naturalnego Scandola (Réserve Naturelle de Scandola) u jej północno-zachodnich brzegów. W 1983 r. wpisano go na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Tutejsze charakterystyczne czerwone klify podziwia się od strony morza z pokładu łodzi. Wyjątkowym urokiem odznaczają się poza tym niewielkie korsykańskie jeziora. W środku lądu leżą koło siebie polodowcowe Melu i Capitellu. W ich gładkiej toni odbija się błękitne niebo.

               
Na południu Cieśnina św. Bonifacego oddziela Korsykę od Sardynii, należącej już do Włoch. Podobnie jak jej bliska francuska sąsiadka, wyspa jest górzysta, skalista i porośnięta śródziemnomorską wiecznie zieloną formacją roślinną o nazwie makia. Szczyci się m.in. ciekawymi rejonami wspinaczkowymi. Na wschodnim wybrzeżu, niedaleko miasteczka Cala Gonone znajduje się przyozdobiona stalaktytami spektakularna Jaskinia Millenium (Grotta di Millennium). Niektóre drogi mają w niej nawet 40 m. W pobliżu warto wybrać się też na wspinanie do wapiennego wąwozu Fuili (Codula Fuili), Jaskini Biddiriscottai (Grottone di Biddiriscottai), do której wchodzi się od strony plaży, oraz na klify przy uroczej plaży Cala Luna (Spiaggia di Cala Luna) nad zatoką Orosei. Na południowym zachodzie Sardynii dużą popularnością cieszą się okolice miejscowości Domusnovas i Jaskini św. Jana (Grotta di San Giovanni). Poza tym ok. 25 km stąd, na wybrzeżu działała kiedyś kopalnia Porto Flavia. Dziś skały, w których wydrążono jej szyby, przyciągają właśnie amatorów wspinaczki. Ta włoska wyspa to również znakomity region na organizowanie wycieczek rowerowych. Sardyńskie drogi prowadzą przez bardzo malownicze tereny do uroczych miasteczek i na piękne plaże. Jeśli zmęczymy się jazdą, zawsze możemy zatrzymać się na odpoczynek połączony z degustacją lokalnych specjałów, takich jak owczy ser pecorino sardo. Znaczną popularnością cieszy się zwłaszcza kolarstwo szosowe, a to ze względu na odpowiednie, niezatłoczone drogi i dość długie dystanse. Na stronach internetowych znajdziemy mnóstwo ofert z zorganizowanymi wyprawami grupowymi, ale także wiele map i przewodników przydatnych do samodzielnego planowania eskapady. Warto wybrać się m.in. z modnego Costa Smeralda (Szmaragdowego Wybrzeża) na zachód do Alghero bądź z tego ostatniego zabytkowego miasta, nazywanego „małą Barceloną”, na południe do Cagliari.

              
Okolice Sardynii przyciągają też licznych wind- i kitesurferów. Sprzyjające warunki do pływania z żaglem bądź latawcem panują u północnych brzegów wyspy koło miejscowości Palau, Porto Pollo czy Santa Teresa Gallura. Wiatry o odpowiedniej sile wieją tu cały rok. Miłośników sportów wodnych spotkamy również na południowym zachodzie w pobliżu wyspy Sant’Antioco (ok. 109 km² powierzchni) i przylądka Punta Trettu, gdzie na morzu tworzy się tzw. tuba powietrzna. W tym miejscu powstało wiele centrów wind- i kitesurfingowych, w tym polska baza Sky High w Porto Botte (działa od 2010 r.). Z nauki w niej mogą skorzystać zarówno osoby początkujące, jak i szukające bardziej ekstremalnych wrażeń. Poza tym spróbujemy tutaj swoich sił w wakeboardingu, czyli pływaniu na desce za motorówką. Porto Botte odwiedza m.in. Karolina Winkowska, dwukrotna mistrzyni świata i sześciokrotna mistrzyni Polski w kitesurfingu.

               
Sardynię rekomenduje też nasz inny słynny rodak – Rafał Sonik, pierwszy Polak, który wygrał Rajd Dakar w kategorii quadów (2015 r.). Tereny na wyspie idealnie sprawdzają się podczas wypraw po bezdrożach. Możemy na niej trenować swoje umiejętności na motocyklu enduro w skalistych rejonach wymagających sprawności i uwagi oraz wyruszyć na rajd czterokołowcem po niemal pustych przestrzeniach, tak trudniejszych, górzystych, jak i łagodnych, bardziej płaskich. Zaletą tego niezmiernie urokliwego skrawka lądu jest brak wysokiej roślinności utrudniającej jazdę. Oprócz tego cały czas towarzyszą nam na Sardynii wspaniałe krajobrazy, a linię horyzontu często wyznacza lazurowe Morze Śródziemne.


ZE SZCZYTÓW NAD WODĘ

Prawdziwy europejski raj dla aktywnych stanowią także północne Włochy, a szczególnie prowincja Trentino (Trydent) i rejon krystalicznie czystego jeziora Garda, które leży w granicach prowincji Trentino, Werona i Brescia. Ten region oferuje tak wiele rozmaitych możliwości spędzania wolnego czasu, że właściwie trudno wybrać tylko jedną. Na szczęście, nie musimy tego robić, wystarczy zatrzymać się tutaj na nieco dłużej.

               
Krajobraz prowincji tworzą przede wszystkim spektakularne szczyty Dolomitów. Nic więc dziwnego, że jest ona mekką narciarzy, którzy w sezonie zimowym tłumnie ściągają do Val di Sole (Doliny Słońca). Pobliskie popularne miasteczko Madonna di Campiglio (gmina Pinzolo) przeżywa wtedy istne oblężenie. Okolica ta słynie z jednej z najlepszych i najdłuższych sieci nartostrad w Europie. Jednak gdy kończy się zima, Trentino wcale się nie wyludnia. Turystami zapełniają się dla odmiany liczne szlaki trekkingowe. Dwie główne trasy to Trekking delle Leggende (Szlak Legend) o długości ponad 200 km i Dolomiti di Brenta Trek (Szlak Dolomitów Brenta). Ta ostatnia ma dwa warianty – trudny i wymagający lepszej kondycji fizycznej Expert (96-kilometrowy) i łatwiejszy Country. W tym rejonie Włoch spodoba się też z pewnością miłośnikom wspinaczki. Charakterystyczne dla tutejszych górskich zboczy są tzw. żelazne drogi (vie ferrate). Tę nazwę noszą ubezpieczone szlaki turystyczne, wzdłuż których umieszczono stalowe liny, stopnie, drabinki i mosty. Szczególnie widowiskową trasą jest Via Ferrata delle Bocchette w Dolomitach Brenta. Osoby preferujące szybsze pokonywanie odległości powinny wybrać się na wyprawę jednośladem. W tym regionie można zarówno uprawiać kolarstwo górskie, jak i wyruszyć na wycieczkę rekreacyjną z przyjaciółmi czy rodziną po drogach utwardzonych lub asfaltowych. Sieć tras rowerowych o różnym poziomie trudności została bardzo dobrze oznakowana. Wyposażono ją również w odpowiednią infrastrukturę, czyli miejsca zakwaterowania przyjazne cyklistom, punkty serwisowe i stanowiska przeznaczone do przygotowania posiłku z grilla (występujące pod nazwą bicigrill). Najdłuższy dość łatwy szlak wiedzie przez malowniczą dolinę Adygi. Znaczną popularnością cieszy się poza tym Dolomiti di Brenta Bike, w wersji Expert (171 km) i Country (134 km), ze względu na znaczne przewyższenia polecany bardziej wprawionym kolarzom górskim.

               
Południowa granica prowincji Trentino przebiega przez wody wspomnianego już największego jeziora Włoch (ok. 370 km2). Garda co roku przyciąga licznych wielbicieli sportów wodnych. Doceniają ją zwłaszcza żeglarze i windsurferzy, a to za sprawą dość wysokiej temperatury powietrza i wiatru ora. Możemy tu także pływać, nurkować bądź zorganizować wyprawę kajakami. Pobliskie rzeki i potoki stanowią natomiast świetne miejsce na spływy pontonami lub kanioning. Wyjątkowy mikroklimat okolic jeziora sprzyja wypoczynkowi, a dodatkowo pobyt w Trentino umila doskonała włoska kuchnia.

               
Przedstawiliśmy jedynie kilka propozycji na aktywne spędzenie urlopu w Polsce i Europie, ponieważ wybór atrakcyjnych miejsc jest w tym przypadku niezmiernie szeroki. Osoby zainteresowane tego rodzaju wyjazdem mogą jeszcze m.in. przemierzyć szlaki rowerowe Wielkopolski lub te położone nad węgierskim Balatonem, opłynąć kajakiem Biebrzański Park Narodowy, wejść na kilka szczytów Karpat w Rumunii, zwiedzić wybrzeże Chorwacji albo Sycylii podczas rejsu jachtem czy wziąć udział w trekkingu wokół norweskich fiordów. Każdy bez problemu znajdzie więc z pewnością coś odpowiedniego dla siebie. Trzeba tylko pamiętać, że uprawianie sportu uzależnia, a jeśli ktoś już odkryje w sobie tę pasję, będzie chciał być coraz doskonalszy w tym, co robi.

Artykuły wybrane losowo

Argentyna - podróż życia

EMILIA GRZESIK

 

<< Tam, gdzie strzeliste szczyty łaskoczą niebo, ziarnka piasku ścigają się z wiatrem przez bezkresne równiny Patagonii, a Ocean Spokojny konkuruje z Atlantykiem – tam rodzi się przygoda. Wytrwałość podróżników przemierzających setki kilometrów surowej patagońskiej ziemi i odwaga żeglarzy wpływających w zdradliwe wody Cieśniny Magellana lub okolic przylądka Horn nabierają zupełnie nowego znaczenia, kiedy podziwiamy majestat andyjskich lodowców. Krajobrazy południowej Argentyny należą do jednych z najbardziej spektakularnych na naszej planecie. Dla mnie Patagonia wraz z Ziemią Ognistą stanowią wręcz symbole wielkich wypraw życia. >>

Południowoamerykańska Republika Argentyńska to kraj bardzo zróżnicowany. Ze względu na jego specyficzne położenie występuje tu kilka stref klimatycznych. Ukształtowanie terenu również nie jest jednolite: wschodnią granicę stanowi wybrzeże Oceanu Atlantyckiego, a zachodnią – wysokie Andy. Pomiędzy nimi rozciągają się bezkresne równiny i porośnięta trawą pampa, na której pasie się bydło. To stąd pochodzi najlepsza na świecie argentyńska wołowina, królowa popularnego asado, czyli tradycyjnego grilla dla rodziny i przyjaciół (barbecue).

W moich oczach Argentyna zawsze była ziemią poszukiwaczy nowych lądów. Dlatego też by poczuć się jak oni, postanowiłam wyruszyć na jej najdalej wysunięty na południe kraniec, stanąć na brzegu kontynentu i rzucić wyzwanie nieznanemu.

Więcej…

Peru i Boliwia – esencja kontynentu

ROMAN WARSZEWSKI

www.warszewski.info

 

FOT. MAREK ŁABA

<< Wysokie Andy i wilgotne lasy równikowe nie wydają się stwarzać sprzyjających warunków do życia dla człowieka. A jednak na dzisiejszej peruwiańskiej i boliwijskiej ziemi przez setki lat mieszkali ludzie. Musieli więc znaleźć tutaj coś, co przekonało ich do osiedlenia się w tym zakątku świata i uczynienia z niego swojego domu. Odpowiedzi na pytanie, co to takiego, spróbujemy poszukać wspólnie w bieżącym wydaniu magazynu „All Inclusive”. >>

Jeśli ktoś jedzie do Ameryki Południowej po raz pierwszy, to za cel podróży powinien obrać właśnie Peru i Boliwię. Jeżeli planuje wielokrotnie powracać na ten pasjonujący kontynent, jego wybór – paradoksalnie – powinien być taki sam.

Więcej…

Iran – oaza w niespokojnym świecie

 

Marcin Wesołowski

www.wesolowski.co

 

Fantazyjne formacje skalne w pobliżu niezmiernie gorącego miasta Szahdad

kalout-kerman-iran-001

 © MR HASSANI/GOLDENDAYS TRAVEL GROUP/WWW.KERMAN.IRANGOLDENDAYS.COM

 

Współcześnie trudno ignorować kwestie bezpieczeństwa. Strach coraz częściej wpływa na decyzje o podróżach, a miejsca uchodzące jeszcze nie tak dawno za idealny cel wakacyjnych wyjazdów, takie jak Tunezja, Egipt czy Turcja, przestały się cieszyć dużą popularnością. W niezwykle interesującym świecie islamu na pierwszy plan zaczął wysuwać się jednak w ostatnim czasie kraj, który choć kiedyś został uznany za państwo osi zła przez prezydenta USA George’a W. Busha, dziś jawi się jako oaza spokoju na Bliskim Wschodzie. Co sprawia, że Iran kusi coraz większe rzesze podróżnych? Wpływa na to z pewnością kilka czynników. Oficjalną religią w tej teokratycznej republice jest islam szyicki, nurt, który ma zdecydowanie mniej wyznawców na świecie i w tym jego regionie niż sunnizm. Wiele osób fascynuje niezmiernie długa i ciekawa historia dawnej Persji, a także sami jej mieszkańcy, różniący się znacznie od Arabów. Ten bezpieczny i przyjazny dla zagranicznych gości kraj staje się dzisiaj znakomitą alternatywą dla osób interesujących się wyprawami na Bliski Wschód.

 

Pierwsze miesiące 2015 r. wyznaczały nowy kierunek, w którym podążać miał Iran. Wzdłuż alei Ferdousiego, jednej z głównych ulic jego stolicy Teheranu, codziennie zbierały się tłumy ludzi nerwowo sprawdzających kursy walut. Trwały właśnie intensywne negocjacje władz państwa z przedstawicielami mocarstw nuklearnych w sprawie zamrożenia irańskiego programu atomowego, otwarcia się na świat i anulowania nałożonych przed laty sankcji spowalniających rozwój gospodarki. Zanim podpisano ostateczne porozumienie normalizujące stosunki między zainteresowanymi stronami, w tym przede wszystkim z USA, pojawiły się pojedyncze znaki wskazujące na to, że w Iranie nadchodzą zmiany. Dzięki liberalizacji przepisów wizowych, braku nie tak dawnych długich kontroli na granicy i wciąż zwiększającej się liczbie tanich lotów z Europy do Teheranu o tym kraju mówiło się coraz lepiej i więcej.

 

My w naszą podróż ruszaliśmy z mnóstwem pytań, na które odpowiedzi szukaliśmy z pomocą jednego z tutejszych najbardziej znanych prywatnych przewodników. W młodości, za panowania ostatniego szacha Mohammada Rezy Pahlawiego (1919–1980) latał wojskowymi myśliwcami. Po irańskiej rewolucji islamskiej z 1979 r. postanowił jednak nie wiązać się z władzami i przez całe swoje życie konsekwentnie pracował jako mały przedsiębiorca. Podczas zwiedzania najpopularniejszych miejsc w Iranie poznawaliśmy ten kraj dzięki długim rozmowom z Alim i spotkaniom z Irańczykami, w trakcie których nasz towarzysz służył za tłumacza.

 

Miasto kontrastów

 

Trudno opowiadać o Teheranie jak o klasycznej atrakcji turystycznej. Jest inny od pozostałych tutejszych miast i regionów, podobnie jak Nowy Jork nie przypomina reszty Stanów Zjednoczonych, Taszkent – Uzbekistanu, a Moskwa – Rosji. To miejsce, które przyjezdni często po prostu omijają i od razu wyruszają na poszukiwania Persji z Księgi tysiąca i jednej nocy. Mimo wielu negatywnych opinii o irańskiej metropolii, jej złej jakości powietrzu i ogromnym ruchu samochodowym, zdecydowanie warto zostać w niej choć na chwilę, gdyż taka wizyta pozwoli nam lepiej zrozumieć współczesny Iran.

 

Wszystkie zmiany w kraju zawsze rozpoczynają się w Teheranie i nic nie dzieje się tu bez ostatniego słowa teherańczyków. W mieście współistnieją ze sobą równoległe, a przy tym bardzo odmienne światy. Z jednej strony stanowi ono centrum reżimu ajatollahów, ale z drugiej uchodzi za najbardziej tolerancyjne i otwarte na różnorodność miejsce w Iranie. Stolicę charakteryzują bardzo widoczne granice – północna jej część to oaza bogatych i liberalnych mieszkańców, w rejonie południowym żyją biedni obywatele o najczęściej konserwatywnych poglądach. Niełatwo jest poznać i zrozumieć Teheran, podobnie jak i się po nim poruszać. Jego główne atrakcje są znacznie od siebie oddalone, dlatego warto przemieszczać się pociągami teherańskiego metra i od czasu do czasu skorzystać z usług taksówkarzy.

 

Na początku podróży po tym kraju nic nie będzie bardziej wymowne i symboliczne niż wizyta przed byłą amerykańską ambasadą. Jej zajęcie w trakcie irańskiej rewolucji islamskiej przyczyniło się do zerwania stosunków dyplomatycznych między oboma państwami. Spacer wzdłuż murów, na których wymalowano antyamerykańskie hasła, przypomina o ostatnich trudnych dziesięcioleciach i uświadamia, jak długą drogę Iran przebył od tamtego czasu do dziś.

 

W Teheranie pełno jest muzeów i pałaców, jednak o wiele ciekawsze wydaje się obserwowanie życia jego mieszkańców. Odwiedziny na Wielkim Bazarze są idealną okazją, aby zobaczyć Irańczyków w codziennych sytuacjach, a nic nie prezentuje lepiej kultury i zasad ta’arofu, czyli irańskiej etykiety, niż zachowania i rozmowy teherańczyków na tym targowisku leżącym w sercu miasta. Żeby podejrzeć, jak miejscowi spędzają czas wolny, warto z kolei wybrać się do znajdującego się na wzgórzu Darbandu, jednej z najpopularniejszych oaz w stolicy, która dzięki położeniu na dużej wysokości pozwala schronić się przed smogiem i zgiełkiem.

 

Przed wyruszeniem w dalszą podróż należy zatrzymać się na chwilę przed teherańską Wieżą Azadi. Paradoksalnie w kraju, gdzie nadal niektóre wolności bywają ograniczane, najważniejszym symbolem jest właśnie 45-metrowa Wieża Wolności. Zbudowano ją w 1971 r. z okazji obchodów 2500-lecia imperium perskiego. To miejsce było jedną z głównych aren irańskiej rewolucji, która obaliła rządy ostatniego szacha i ustanowiła Islamską Republikę Iranu. Pod nią też w 2009 r. zbierali się protestujący, gdy w wyniku sfałszowanych wyborów Mahmud Ahmadinedżad (Mahmud Ahmadineżad) wybrany został na drugą kadencję prezydencką.

 

Północny Teheran osłaniany przez imponujące pasmo górskie Elburs

DSCF8854

 

 

Święte miasto

 

W czerwcu 2009 r., podczas kampanii prezydenckiej jeden z najbardziej konserwatywnych szyickich duchownych kraju – ajatollah Mohammad Tagi Mesbah-Jazdi – wydał podobno fatwę (religijne rozporządzenie mające moc prawną) stanowiącą, że ludzie odpowiedzialni za przeprowadzanie wyborów mogą nimi manipulować tak, aby wygrał kandydat najwierniejszy zasadom islamu. Zwyciężył wspomniany bardzo niepopularny MahmudAhmadinedżad, człowiek, który konsekwentnie utwierdzał Zachód w przekonaniu, że Iran jest państwem terrorystycznym, a samych Irańczyków pchał (jak się zdawało, wbrew ich własnej woli) w objęcia fundamentalizmu religijnego nakazującego kontrolować każdy aspekt życia ludzkiego.

 

W trakcie lądowania na Międzynarodowym Lotnisku ImamaChomejniego można zauważyć biegnącą w nieskończoność, dziwną jasną nitkę pośród całkowitej ciemności. Jeśli przyjrzymy się jej dokładnie, zdamy sobie sprawę z tego, że to droga. Ta rzęsiście oświetlona autostrada łączy Teheran z oddalonym od niego o ok. 125 km na południowy zachód miastem Kom (Ghom). Jedzie nią każdy udający się na zwiedzanie Iranu turysta. Ma ona pokazywać, jak ważne miejsce na tutejszej mapie stanowi ten niepozorny ośrodek. Jeden z naszych rozmówców powiedział, że Kom słynie z produkcji dwóch rzeczy – świetnych słodyczy i licznych mułłów, szyickich duchownych, którzy trzymają w ryzach cały kraj.

 

W Iranie popularna była jeszcze niedawno opowieść o tym, jak diabeł spędza swój tydzień. Z reguły cztery dni w tygodniu przebywa w USA, czasem wejdzie do głowy prezydenta Baracka Obamy, czasem namiesza w umysłach republikanów, bo z nimi ma łatwiej. Na pozostałe trzy dni wraca natomiast na szkolenie do Kom. To jedno z najświętszych i najważniejszych miast dla szyitów. Odwiedziny w nim i poznanie jego historii pomagają zrozumieć specyfikę regionu, w jakim znajduje się Iran.

 

Islam szyicki, religia dominująca w państwie od czasów panowania dynastii Safawidów (1501–1736), jest inny niż sunnicki. Oprócz różnic w doktrynie, które pojawiły się już po śmierci proroka Mahometa w 632 r., odmienne zasady dotyczą też życia codziennego. Gdy Persja została podbita przez Arabów, przyjęła nowy system religijny, ale bardzo szybko dostosowała go do swojej starej i bogatej kultury. Nie zaakceptowano m.in. reguły nakazującej niszczenie wizerunków ludzi i zwierząt. Irańczycy nie mogą zapomnieć o tym, że najeźdźcy zdewastowali mnóstwo perskich zabytków w pierwszych dziesięcioleciach swojego panowania. Co ważniejsze jednak, szyizm uznaje, iż tekst Koranu podlega interpretacjom, które opracowują szyiccy duchowni. Sunnici, czyli 87–90 proc. muzułmanów na świecie, uważają szyitów za heretyków. Niechęć i nieufność są szczególnie widoczne między Irańczykami i Arabami, ale wynikają one nie tylko z różnic religijnych, lecz także uwarunkowań historycznych i kulturowych. Persowie (stanowiący większość w Iranie – ok. 65 proc. populacji) to dumny i bardzo stary naród, który ludy arabskie uważa za prostych mieszkańców pustyni żyjących w sztucznych krajach stworzonych przez kolonialne potęgi i utrzymujących się wyłącznie dzięki wydobywaniu ropy. Napięcia między zwolennikami szyizmu i sunnizmu istniały od zawsze. Jednak współcześnie stały się jeszcze bardziej jaskrawe ze względu na działalność Państwa Islamskiego, którego Irańczycy są wielkimi przeciwnikami.

 

Kom jest miastem niezmiernie konserwatywnym. Pielgrzymują do niego ogromne rzesze wiernych nie tylko z Iranu. Mimo to szyicki fundamentalizm wciąż pozostaje bardzo daleki od ideologii terrorystycznego Państwa Islamskiego.

 

W perskiej baśni

 

Po opuszczeniu Teheranu i Komu podróżnicy przemierzają coraz bardziej pustynne krajobrazy kraju i powoli wkraczają w baśniowy świat Persji, o którym marzyli przed wyjazdem. Po wjechaniu do miasta Isfahan trafia się w końcu do tej fantastycznej krainy. Plac Nagsz-e dżahan, inaczej zwany też placem Imama, stanowi pępek irańskiego wszechświata. To przy nim znajdują się najpiękniejsze zabytki perskiej architektury – Meczet Szejka Lotfallaha, pałac Ali Kapu (Ali Ghapu) i Meczet Imama. Ich widok zapiera dech w piersiach. Turystów zachwyca także pełen życia bazar, którego bramy przylegają do rozległego placu Imama. Niesamowitych wrażeń dostarcza również oaza spokoju, jaką jest dziedziniec Hotelu Abbasi. Tutaj mogliśmy wypić najpiękniej podaną herbatę w cudownych wiosennych promieniach słońca. Taką chwilę trudno zapomnieć.

 

Warto jednak zdawać sobie sprawę, że Isfahan nie należy do spokojnych miejsc. Łatwo zaobserwować w nim wzrost ruchu turystycznego, a co za tym idzie, postępującą komercjalizację i napływ tanich pamiątek. Miasto było popularne na długo przed niedawnym otwarciem się Iranu na świat, dlatego jeśli ktoś planuje kupić rękodzieło, nie powinien raczej robić tego na fascynującym isfahańskim bazarze, lecz skorzystać z takiej okazji w Szirazie.

 

Wspomnienie imperium

 

Plac Nagsz-e dżahan w centrum Isfahanu

Isfahan 2

© PARS TOURIST AGENCY/KEY2PERSIA.COM

 

Z Isfahanu większość turystów wybiera się na południe, do ruin antycznego Persepolis położonych obok wspomnianego miasta Sziraz. W tym ostatnim urodził się w pierwszej połowie XIV stulecia jeden z najzdolniejszych i najbardziej podziwianych poetów perskich Hafiz (Hafez). Sziraz fascynuje swoją ciekawą historią. Poza tym produkowano w nim kiedyś najlepsze wino na Bliskim Wschodzie. Dziś jest miastem uczciwych handlarzy, szczyci się pięknym Różowym Meczetem, wspaniałymi świątyniami i majestatyczną Cytadelą Karima Chana, w której obecnie mieszczą się pracownie lokalnych artystów. Choć w porównaniu z wcześniej odwiedzonymi przez nas dużymi ośrodkami to prawdziwa oaza, jako miłośnika historii ciągnęło mnie do pobliskich słynnych ruin starożytnego miasta Persepolis. W końcu słyszałem i uczyłem się o nim, będąc jeszcze dzieckiem.

 

W już niemal letnich promieniach słońca wkraczaliśmy do miejsca, które było świadkiem wielkiej historii. Aby do niego dotrzeć, przemierza się bajkowe krajobrazy rozpościerające się wokół drogi łączącej Isfahan z Szirazem i wspina się na wysokie wzniesienia gór Zagros (z najwyższym punktem Zard Kuh – 4548 m n.p.m.). W ten sposób trafia się do prawdziwego serca Persji. Stąd wywodzi się wszystko, co w tej krainie najważniejsze, łącznie z jej nazwą. Ostan (rodzaj jednostki administracyjnej) Fars, stanowi region symboliczny, z którym związane są pasjonujące dzieje narodzenia i upadku imperium. Nazwa ta pochodzi od staroperskiego słowa „Pârs”, została zmieniona przez Arabów ze względu na brak głoski „p” w języku arabskim.

 

Równie piękne słońce jak podczas naszej wizyty świeciło nad całym tym rejonem, gdy w połowie października 1971 r. ostatni irański szach, Mohammad Reza Pahlawi, postanowił zwrócić oczy świata na swoją ojczyznę i pokazać wszystkim, że Iran jest potężny, ale również szczyci się niezmiernie bogatą kulturą i długą historią. Jak opowiadają Irańczycy, Amerykanie z wielkich firm zatrudnieni w tych stronach powszechnie żądali dodatków za pracę w tym „dzikim kraju”. Ówczesny władca chciał więc przekonać światową opinię publiczną, że jego państwo to spadkobierca wspaniałej cywilizacji. Okazją do tego miały być obchody 2500. rocznicy powstania imperium Persów z pięciodniową uroczystością w Persepolis. Mohammad Reza Pahlawi wiedział, że może sobie pozwolić na każdą formę ekstrawagancji. Petrodolary stale zasilały budżet Iranu, który wciąż się rozwijał. Mimo to nie robiono zbyt wiele, aby poprawić los zwykłych ludzi. W społeczeństwie narastało niezadowolenie, coraz większe wpływy zaczynali zyskiwać szyiccy mułłowie. W październiku 1971 r. świat miał być świadkiem ponownego narodzenia imperium, odrodzenia Persji. Przygotowania do obchodów trwały 10 lat. Wybudowano nowe drogi i lotniska i stworzono całą niezbędną infrastrukturę. Jednak wszystkie te starania tak naprawdę przyczyniły się jedynie do upadku władzy. Najgłośniej grzmiał ajatollah Ruhollah Chomejni (1902–1989) nazywający całe przedsięwzięcie festiwalem diabłów. Inni wypominali szachowi marnotrawienie publicznych pieniędzy, opowiadali o luksusowych namiotach przeznaczonych dla prawie 60 przywódców z całego świata, w których łazienki wykonano z marmuru. Natomiast wykwintne jedzenie i wina dla gości miały być transportowane z paryskiej restauracji „Maxim’s”. Choć Iran rzeczywiście olśnił wszystkich swoim bogactwem, wśród jego obywateli wzrastało oburzenie. Ta fala powoli wzbierała przez kilka lat, aż do chwili, gdy rewolucja islamska zakończyła rządy ostatniego szacha.

 

Kiedy odwiedzamy różne miejsca w kraju, z ich historii układamy sobie współczesny obraz tego regionu i jego mieszkańców. Persepolis nie po raz pierwszy odegrało rolę w spektaklu o upadku władzy. Niegdyś, przed wieloma wiekami marzenia Persów o wiecznym i potężnym imperium zniweczył Aleksander Wielki, który najechał, zdobył i spalił tę starożytną stolicę w 330 r. p.n.e. Płomienie strawiły bajeczny pałac Dariusza I Wielkiego (ok. 550–486 r. p.n.e.), bo choć zbudowany został z kamienia, wszystkie jego stropy były drewniane. Płonące elementy konstrukcyjne uszkadzały kamienne kolumny i ściany, a te przewracały się i burzyły kolejne części budowli. Mimo ogromnych zniszczeń ruiny i pozostałe piękne płaskorzeźby nadal pozwalają wyobrazić sobie, jak niezwykłe musiało być Persepolis niemal 2,5 tys. lat temu.

 

Oślepiające blaskiem wnętrze w mauzoleum Szach Czeragh w Szirazie

DSCF9147

© MARCIN KAWA/CZAJKA TRAVEL (CZAJKAPODROZE.PL)

 

Na środku pustyni

 

Po wizycie w Szirazie i starożytnej stolicy Persów warto skierować się na północny wschód do miasta Jazd, położonego na granicy Wielkiej Pustyni Słonej i Wielkiej Pustyni Lota. To podróż z rejonów pustynnych do krainy jeszcze surowszej i mniej przyjaznej człowiekowi. Samotne ostre szczyty wznoszą się na płaskiej przestrzeni. Podczas jazdy autem mamy wrażenie, że prowadząca przez pustynię szosa ciągnie się w nieskończoność i gdzieś przed nami rozmywa się pod wpływem wysokiej temperatury. Jednak różne miasteczka mijane po drodze pełne są życia, a my z fascynacją podziwiamy architektoniczne perły miejscowej architektury. Wyróżniają się tutaj różnego rodzaju wieże, np. ta w Abarkuh – ogromna konstrukcja, która w upalne miesiące pozwalała na przechowywanie powstałego w zimie lodu, służącego do chłodzenia napojów mieszkańcom tych niezwykle gorących i suchych terenów.

 

Jazd, typowo pustynne miasto, kryje w sobie wiele więcej, niż wydaje się turystom patrzącym na jego kolejne piękne meczety i inne ciekawe budowle. Ponieważ panuje w nim prowincjonalny spokój (mimo ponad 500 tys. mieszkańców), trudno uwierzyć, że ta ziemia wydała dwóch prezydentów wrogich sobie państw, którzy pełnili swoje funkcje w tym samym czasie. Historia ta pokazuje dobitnie, jak bardzo złożonym i niejednoznacznym miejscem jest Iran.

 

Rodzina Mosze Kacawa, prezydenta Izraela w latach 2000–2007, opuściła Jazd w 1951 r. Z każdym rokiem społeczność żydowska tego miasta kurczyła się coraz bardziej. Obecnie wynosi jedynie kilkanaście osób. Mosze Kacaw obejmował swoje stanowisko 3 lata po tym, jak kadencję prezydencką zaczął w Iranie Mohammad Chatami, urodzony w Ardakanie w ostanie Jazd. Przedstawiciele obu zwaśnionych krajów mieli okazję się spotkać, gdy przybyli do Watykanu pożegnać zmarłego papieża Jana Pawła II. Na placu św. Piotra 8 kwietnia 2005 r. zgromadziła się większość przywódców państw świata. Pod koniec uroczystości pogrzebowej Mohammad Chatami, który ze względu na rozmieszczenie gości według alfabetycznej listy nazwisk siedział dość blisko Mosze Kacawa, wyciągnął do niego dłoń i pozdrowił go w języku perskim (farsi). Choć po powrocie do Iranu prezydent temu zaprzeczał, świadkowie zajścia potwierdzali, że ta sytuacja naprawdę się wydarzyła.

 

Jazd wypełniają wspaniałe zabytki architektury: począwszy od Meczetu Zgromadzenia (Masdżid-e Dżame) przez ogromną liczbę wież wiatrowych zwanych badgirami po kompleks Amira Chakmagha (Amira Czakmagha). Także w tym mieście zapoznać się możemy z historią zaratusztrianizmu, jednej z najstarszych religii monoteistycznych świata, która upowszechniła się na obszarach Persji przed islamem. Znajdują się tu dwa niezmiernie ważne miejsca z nią związane – świątynia ognia i wieża milczenia. Na szczycie tej ostatniej odbywały się tzw. powietrzne pogrzeby zaratusztrian (zwłoki wystawiano na żer ptakom).

 

Z Jazdu kierujemy się już na północ, ku stolicy. Robimy jeszcze krótki przystanek w mieście Kaszan, gdzie podziwiać można niezwykłe rezydencje i ogrody oraz pełen życia bazar. Powrót do Teheranu to ponownie bardzo interesujące, a zarazem ciężkie przeżycie. Gęsty smog i zapach spalin znów zwala nas z nóg i zmusza do powtórnej aklimatyzacji do tutejszych warunków.

 

Informacje praktyczne

 

Iran jest obecnie świetnie połączony z Europą. Wygodne i niedrogie loty odbywają się z takich miast jak Frankfurt nad Menem i Monachium (Lufthansa), Wiedeń (Austrian Airlines), Londyn (British Airways), Rzym (Alitalia), Amsterdam (KLM), Paryż (Air France), Stambuł (Turkish Airlines) czy Kijów (Ukraine International Airlines – UIA). Możemy też wybrać np. podróż z Warszawy liniami Emirates z międzylądowaniem w Dubaju albo samolotem Qatar Airways z przystankiem w Dosze. Poza tym – co najważniejsze dla turystów z Polski – Polskie Linie Lotnicze LOT planują w najbliższym czasie uruchomienie nowego bezpośredniego połączenia z Warszawy do Teheranu. Ostatnio nastąpiła również duża liberalizacja przepisów wizowych, dlatego wielu zagranicznych gości decyduje się na uzyskanie wizy tuż po wylądowaniu, na lotnisku w stolicy Iranu (visa on arrival).

 

Przed podróżą warto zaopatrzyć się w odpowiednią ilość gotówki na bieżące wydatki i jej zapas na wszelki wypadek, gdyż nadal nie ma możliwości płacenia na miejscu kartami kredytowymi i płatniczymi, co jest skutkiem wieloletnich sankcji i odcięcia od międzynarodowego systemu bankowego. Najbezpieczniejszymi walutami na wymianę są dolary amerykańskie i euro, przy czym należy pamiętać, że banknoty (szczególnie dotyczy to dolarów) muszą być w idealnym stanie, aby zostały zaakceptowane w kantorach. Jeżeli chodzi o koszty pobytu, to niejeden turysta będzie zaskoczony faktem, iż ceny hoteli i dań w restauracjach bywają raczej dosyć zbliżone do tych w Polsce.

 

Podróżowanie po Iranie nie jest skomplikowane. Kraj oplata sieć bardzo dobrych dróg, można korzystać z niezłych połączeń autobusowych i kolejowych. Nadal trudno tu jednak o dostęp do internetu. Transfer danych bywa wolny i często bez użycia specjalnych aplikacji nie wejdziemy na najpopularniejsze serwisy społecznościowe.

 

Irańczycy są niezmiernie przyjaznymi ludźmi, dlatego pod względem bezpieczeństwa Iran należy do jednych z najlepszych regionów do organizowania samodzielnych wypraw. Aby zrozumieć nieraz bardzo zaskakujące zachowania miejscowych, warto zapoznać się z pojęciem ta’arof. Jest to dość skomplikowana formuła grzecznościowa praktykowana przez mieszkańców tego kraju od wieków. Jej zastosowanie najlepiej wytłumaczyć na przykładzie. Po odwiezieniu nas pod wskazany adres taksówkarz może odmówić przyjęcia pieniędzy. Tak naprawdę nie oznacza to jednak, że nie powinniśmy zapłacić za jego usługę, wręcz przeciwnie, trzeba nalegać, aż w końcu kierowca skapituluje. Podobnie jeśli Irańczyk oferuje nam coś za darmo, wcale nie świadczy to o tym, iż chce nam tę rzecz zwyczajnie podarować. Z takimi sytuacjami spotkamy się na targach, w sklepach, restauracjach czy wielu innych przypadkach. Należy pamiętać o tym, jak zareagować na tego typu bardzo specyficzną grzeczność. Jeżeli nie zapłacimy za usługę lub towar, wprawimy drugą stronę w ogromne zakłopotanie. Żeby lepiej zrozumieć Iran, warto sięgnąć po książki o tym kraju, w szczególności polecam pozycje autorstwa irańsko-amerykańskiego dziennikarza Hoomana Majda (Ajatollah śmie wątpić, Demokracja ajatollahów czy Ministerstwo Przewodnictwa uprasza o niezostawanie w kraju), który urodził się w Teheranie w 1957 r.