ANDRZEJ KLEMBA

WWW.SPORT.PL


W Polsce wielką popularnością cieszy się obecnie reprezentacja piłki nożnej prowadzona przez trenera Adama Nawałkę. W ciągu najbliższych dwunastu miesięcy Polacy powalczą o awans do XXI Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej 2018, które zaplanowano w Rosji. Mecze eliminacyjne odbędą się m.in. w Rumunii, Czarnogórze, Danii i Armenii. Należący do naszej  drużyny narodowej piłkarze grają w najlepszych klubach Europy, np. Bayernie Monachium czy Paris Saint-Germain. Podpowiadamy, gdzie warto pojechać w kolejnych miesiącach, a także co poza stadionami zobaczyć w odwiedzonych miastach.


Jak się okazuje, turystyka sportowa to jedna z najszybciej ostatnio rozwijających się gałęzi przemysłu turystycznego. Co roku setki kibiców postanawiają polecieć np. na drugi koniec Europy, aby zobaczyć mecz FC Barcelona – Real Madryt. Również dobre występy reprezentacji Polski sprawiły, że XV Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej 2016 (UEFA EURO 2016 France) przyciągnęły do Francji kilkadziesiąt tysięcy fanów naszej kadry. Na spotkaniu Polska – Ukraina w Marsylii na trybunach było ponad 30 tys. osób ubranych w biało-czerwone stroje.


Turystyka sportowa rozwija się coraz mocnej. Wzrost popularności wyjazdów na zawody rozpoczął się od tzw. małyszomanii. Potem przyczyniło się do niego Euro 2012 organizowane w Polsce i na Ukrainie, a także sukcesy polskich siatkarzy – uważa dr hab. Andrzej Hadzik z Zakładu Gospodarki Sportowej i Turystycznej Akademii Wychowania Fizycznego im. Jerzego Kukuczki w Katowicach. – Adam Nawałka zbudował zespół, który nie zawsze odnosi zwycięstwo, ale gra na tyle atrakcyjnie, że kibice widzą w nim potencjał i się z nim utożsamiają. Na Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej 2016 do Francji pojechało ich kilkadziesiąt tysięcy, choć ze względu na zamachy terrorystyczne w Europie ludzie obawiali się przecież o swoje bezpieczeństwo. Wygrywanie z aktualnymi mistrzami świata (Niemcami) integruje drużynę, a patrząc od strony marketingowej, pomaga budować produkt, jakim jest teraz reprezentacja Polski – twierdzi dr hab. Andrzej Hadzik.


RUMUNIA – POLSKA (BUKARESZT)

Mecz eliminacyjny między zespołami rumuńskim i polskim odbędzie się 11 listopada 2016 r. w Bukareszcie. Do stolicy Rumunii najłatwiej – oczywiście – dostać się samolotem. Bezpośredni lot z Warszawy (obsługiwany przez Polskie Linie Lotnicze LOT) trwa ok. 1 godz. 45 min. Jeśli zdecydujemy się na jazdę samochodem (do pokonania mamy mniej więcej 1700 km), to z powodu dość słabej jakości dróg musimy przeznaczyć na wyprawę cały dzień. Termin spotkania wypada w piątek, a jednocześnie ustawowo wolny od pracy Dzień Niepodległości, więc można wykorzystać tę okazję do zorganizowania przedłużonego weekendu za granicą.


Bukareszt był kiedyś nazywany „Paryżem Wschodu” lub „Małym Paryżem”. Ze stolicą Francji łączą go elementy architektury, np. Łuk Triumfalny (Arcul de Triumf). Największy wpływ na współczesny wygląd miasta miał jednak komunistyczny reżim Nicolae Ceauşescu (1965–1989). Zniszczono wówczas wiele zabytków, zamiast kilkunastu cerkwi wzniesiono betonowe gmachy. Centrum Bukaresztu stanowi plac Unii (Piața Unirii) z ogromną fontanną otoczony budynkami z okresu komunizmu. Z tzw. bukareszteńskich Pól Elizejskich, czyli alei Zwycięstwa (Calea Victoriei), dotrzemy do Pałacu Parlamentu (Palatul Parlamentului), jednego z największych budynków na świecie (o powierzchni aż 365 tys. m²). Ciekawym miejscem są pozostałości po dawnej siedzibie książąt wołoskich – Curtea Veche (Stary Dwór) – wybudowanej na polecenie hospodara Włada Palownika (Vlad Țepeș, 1431–1476), bardziej znanego z przydomka Drakula.


Arena Narodowa (Arena Naţională) nie nawiązuje do ery Nicolae Ceauşescu. Stadion powstały za rządów komunistów zburzono między grudniem 2007 a lutym 2008 r. Nowy, mający 55 634 miejsc dla kibiców futbolu, wzniesiono w trzy lata, a już w maju 2012 r. odbył się na nim finał Ligi Europy UEFA. W 2020 r. zostaną na nim rozegrane cztery mecze Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej (UEFA EURO 2020).


FC BARCELONA – REAL MADRYT (BARCELONA)


Camp Nou to największy stadion piłkarski w Europie i drugi na świecie

OLLAU 07 9019 HOR
© AGENCIA CATALANA DE TURISME

Spotkanie obu tych słynnych drużyn zaplanowano na 4 grudnia 2016 r. w Barcelonie (i 23 kwietnia 2017 r. w Madrycie). Z Polski najlepiej polecieć samolotem (z Warszawy połączenia obsługują Polskie Linie Lotnicze LOT, tani przewoźnicy oferują kursy m.in. z Krakowa, Poznania, Wrocławia, Modlina, Gdańska i Katowic).


Stolica Katalonii to dla wielu kibiców piłkarska mekka, stadion Fútbol Club Barcelona Camp Nou (mieści 99 354 widzów) stanowi jej najważniejszą świątynię, a meczem, który przynajmniej raz w życiu trzeba obejrzeć na żywo, jest właśnie El Clásico, u nas nazywany Gran Derbi. Do tej pory drużyny FC Barcelona i Real Madryt rozegrały 231 oficjalnych spotkań. Zwycięstwo odniosły odpowiednio 90 i 93 razy. Według tego bilansu Real Madryt utrzymuje się więc na prowadzeniu.


Bilety na El Clásico to spory wydatek – ceny zaczynają się od ok. 400–500 euro. Za miejsca VIP trzeba zapłacić co najmniej 2,1 tys. euro. Osoby, którym wystarczy samo zobaczenie Camp Nou, mogą wybrać się do jego multimedialnego muzeum – Museu del Fútbol Club Barcelona President Núñez (wstęp 23 euro z wycieczką na stadion), gdzie spędzą nawet cały dzień. Ta placówka ma 3,5 tys. m2 powierzchni, znajdują się w niej sale kinowe, w których wyświetlane są najważniejsze mecze, setki zdjęć i dokumentów, a także mnóstwo trofeów. W Barcelonie pod względem liczby odwiedzających ten obiekt prezentujący historię słynnego klubu konkuruje tylko z Muzeum Picassa (Museu Picasso).


Co ciekawe, budowę stadionu zakończono w 1957 r. i na inauguracji duma Katalonii zmierzyła się 24 września z Legią Warszawa. Gospodarze wygrali 4:2. Na Camp Nou polscy zawodnicy zdobyli za to srebrny medal na turnieju piłki nożnej w czasie XXV Letnich Igrzysk Olimpijskich w 1992 r.


Barcelona uchodzi za jedno z najbardziej zabytkowych miast Hiszpanii. Wypełniają ją liczne atrakcje, które trzeba koniecznie zobaczyć. Warto wymienić wśród nich choćby modną promenadę La Rambla (Les Rambles), arcydzieła Antoniego Gaudíego (1852–1926) takie jak Sagrada Família, Park Güell i Casa Milà czy stworzoną w 1929 r. fontannę na placu Hiszpanii (Plaça d’Espanya). Fani sportu mogą wybrać się na Stadion Olimpijski Montjuïc Lluísa Companysa (Estadi Olímpic de Montjuïc Lluís Companys). Znajduje się on na Wzgórzu Żydowskim (Montjuïc), które z nabrzeżem łączy widowiskowa kolejka linowa (Telefèric del Port).


PARIS SAINT-GERMAIN – AS MONACO (PARYŻ)


Piramida na dziedzińcu Luwru w Paryżu

20128726
© ATOUT FRANCE/MAURICE SUBERVIE

Paris Saint-Germain i AS Monaco staną naprzeciw siebie 28 stycznia 2017 r. w Paryżu. Aby dojechać do stolicy Francji autem, trzeba pokonać mniej więcej 1,6 tys. km, co zajmie nam ok. 15 godz. Najwygodniej będzie skorzystać z połączenia lotniczego. Tanie linie zabierają pasażerów z Krakowa, Gdańska, Katowic, Warszawy, Modlina, Wrocławia i Poznania. Do Paryża latają również Polskie Linie Lotnicze LOT i Air France.


Jeszcze do niedawna polskiemu kibicowi trudno było wyobrazić sobie, że w czołowych francuskich klubach będą grali nasi piłkarze. Jednak już w trakcie UEFA EURO 2016 France okazało się, że we Francji reprezentanci Polski są rozchwytywani. Do Paris Saint-Germain, aktualnego mistrza tego kraju, przeszedł z hiszpańskiej Sevilli Grzegorz Krychowiak. Drużynę Olympique Lyon (Olympique lyonnais) zasilił Maciej Rybus, a AS Monaco (klub monakijski, ale grający w lidze francuskiej) przyjęło Kamila Glika.


Mecz klubu z Paryża to doskonała okazja do wizyty w stolicy Francji. Paris Saint-Germain od 2011 r. należy do Katarczyków (funduszu Qatar Sports Investments), którzy inwestują w niego miliony euro, aby spełnić marzenia o wygraniu Ligi Mistrzów UEFA (UEFA Champions League). Kibice w Paryżu muszą odwiedzić przede wszystkim dwie areny sportowe. Pierwszą jest Parc des Princes, czyli Park Książąt (może pomieścić nawet 50 tys. osób; pierwszy kompleks zbudowano w 1897 r.), na którym gra paryska drużyna. Druga – Stade de France (81 338 miejsc dla fanów futbolu) – znajduje się w miejscowości Saint-Denis w aglomeracji paryskiej. Podczas UEFA EURO 2016 France właśnie na nim Polacy zremisowali z Niemcami oraz odbył się mecz finałowy między Portugalią i Francją.

 
Nawet cały tydzień to za mało, żeby zwiedzić pełen wielkich atrakcji Paryż. Ja proponuję spacer od Łuku Triumfalnego Polami Elizejskimi do Luwru i dalej do Katedry Najświętszej Marii Panny (Cathédrale Notre-Dame de Paris). W ciągu takiej przechadzki można dostrzec z jednej strony wyjątkowe zabytkowe walory miasta, a z drugiej jego europejski charakter. Oczywiście, nie wolno też zapomnieć o wybraniu się na Pola Marsowe pod słynną Wieżę Eiffla.


CZARNOGÓRA – POLSKA (PODGORICA)

Z reprezentacją Czarnogóry powalczymy 26 marca 2017 r. w stołecznej Podgoricy. Jedyne, czego można w tym przypadku żałować, to fakt, że termin spotkania nie przypada na okres między czerwcem a wrześniem. Sportowe widowisko byłoby wtedy doskonałym urozmaiceniem urlopu. Polacy latem najczęściej jeżdżą do Czarnogóry samochodem. Samolotem dolecimy z Polski z przesiadką (np. w Wiedniu, Belgradzie, Lublanie czy Rzymie).


Na stadionie w Podgoricy (Stadion pod Goricom na ponad 15 tys. miejsc siedzących) bywa niezmiernie gorąco, nie tylko ze względu na bliskość trybun, które są oddalone od linii boiska zaledwie 4 m, ale także temperament miejscowych kibiców. Przekonali się o tym ostatnio m.in. reprezentanci Anglii, Polski i Rosji.


Stolica Czarnogóry to najmniejsze miasto w naszym małym sportowym przewodniku – mieszka w nim ok. 190 tys. osób. Podgorica leży między dwiema rzekami, z jednej strony u stóp Gór Dynarskich, a z drugiej blisko Morza Adriatyckiego. Wśród atrakcji turystycznych można wymienić nowoczesny most Millennium nad Moračą i stary kamienny most nad Ribnicą. Ten ostatni jest usytuowany w pobliżu ruin XV-wiecznej fortecy osmańskiej (Depedogen), która pełniła kiedyś funkcję magazynu broni – zniszczyła ją w 1878 r. eksplozja wywołana piorunem.


SSC NAPOLI – JUVENTUS FC (NEAPOL)

W Neapolu 2 kwietnia 2017 r. zagrają ze sobą SSC Napoli i Juventus FC (wcześniej, bo 30 października 2016 r., spotkają się na murawie w Turynie). Z Katowic, Krakowa i Warszawy dostaniemy się tu dzięki tanim liniom lotniczym. Podróż drogą lądową będzie z pewnością zdecydowanie dłuższa, ponieważ odległość od włoskiego miasta do np. Warszawy wynosi ok. 2 tys. km.


Mamy kilka powodów, dla których warto wybrać się właśnie do Neapolu, stolicy regionu Kampania. Przed sezonem 2016/2017 z SSC Napoli odszedł do Juventusu FC Gonzalo Higuaín. Choć turyński klub zapłacił za Argentyńczyka 90 mln euro, to kibice uważają ten transfer za zdradę. Mecz zapowiada się więc bardzo emocjonująco. Na boisku będzie można zobaczyć nawet dwóch Polaków, którzy przenieśli się do SSC Napoli. Gonzalo Higuaína ma w strzelaniu goli zastąpić Arkadiusz Milik, a piłki podawać mu Piotr Zieliński. Ważną postacią w historii neapolitańskiej drużyny był Argentyńczyk Diego Armando Maradona. To dzięki temu jednemu z piłkarzy wszechczasów klub zdobył swoje jedyne dwa mistrzostwa Włoch. W Neapolu do tej pory uchodzi on za boga. Stadion św. Pawła (Stadio San Paolo; z 1959 r.), nazywany także Stadionem Słońca (Stadio del Sole), może pomieścić 60 240 widzów (pierwotnie było na nim nawet 87,5 tys. miejsc). Rozgrywano tutaj mecze Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w 1990 r., m.in. spotkanie między Włochami i Argentyną. Diego Maradona jako gracz SSC Napoli jednocześnie występujący w reprezentacji argentyńskiej poprosił wówczas włoskich kibiców o wsparcie. Na trybunach pojawił się jednak transparent z napisem Diego, Neapol Cię kocha, ale Włochy to nasza ojczyzna. Niestety, Włosi nie zakwalifikowali się do finału. Słynny piłkarz wykonał w tym meczu rzut karny, który zadecydował o zwycięstwie Argentyny.


Sam Neapol jest przede wszystkim jednym z najpiękniejszych włoskich miast. Do najwspanialszych jego zabytków należą z pewnością Pałac Królewski (Palazzo Reale di Napoli), średniowieczno-renesansowy zamek zwany Castel Nuovo (Maschio Angioino), monumentalna Katedra (Duomo di Napoli) i barokowy klasztor Kartuzów (Certosa di San Martino). Warto tu również przejechać się kolejką linowo-terenową Montesanto do Zamku św. Elma (Castel Sant’Elmo), położonego niedaleko wspomnianych zabudowań klasztornych.


BAYERN MONACHIUM – BORUSSIA DORTMUND (MONACHIUM)


Stadion Allianz Arena podczas spotkania klubu Bayern Monachium

2919
© MÜNCHEN TOURISMUS/MARKUS DLOUHY

Natomiast 8 kwietnia 2017 r. Bayern Monachium zmierzy się z Borussią Dortmund w Monachium (tak jak 19 listopada 2016 r. dla odmiany w Dortmundzie). Bezpośrednie loty na monachijskie lotnisko odbywają się z wielu polskich miast, m.in. Warszawy, Łodzi, Gdańska, Krakowa, Poznania, Rzeszowa bądź Wrocławia. Wyprawa samochodem z kolei nie powinna też okazać się zbyt męcząca. Z Warszawy do przejechania mamy niecałe 1,1 tys. km.


Ten mecz to wyjątkowa okazja, aby zobaczyć na żywo pojedynek Roberta Lewandowskiego (Bayern Monachium) i Łukasza Piszczka (Borussia Dortmund). Poza tym władze klubów Bundesligi starają się zbytnio nie obciążać finansowo kibiców i bilety na takie spotkanie można kupić już w cenie od 15 euro. Do stolicy Bawarii warto wybrać się także dla stadionu Allianz Arena (wybudowany w 2005 r. na nawet 75 tys. widzów). To jeden z najbardziej atrakcyjnych i najnowocześniejszych obiektów piłkarskich na świecie. Największe wrażenie robi wieczorem, kiedy rozbłyska światłami. Gdy na jego murawę wychodzi Bayern Monachium, iluminacja ma kolor czerwony, podczas występu TSV 1860 Monachium – niebieski, a jeśli gości reprezentację Niemiec – biały. Na Allianz Arenie grają obydwa monachijskie zespoły, dlatego działają tu m.in. sklepy dla fanów każdej z drużyn. Oprócz tego są również np. restauracje, sale konferencyjne i kluby dziennej opieki dla maluchów.


Założone w 1158 r. Monachium szczyci się wieloma zabytkami. Centrum miasta wyznacza plac Mariacki (Marienplatz) z dwoma ratuszami (starym i nowym), wokół którego wytyczono strefę dla pieszych. O średniowiecznych fortyfikacjach przypominają trzy zachowane bramy miejskie: Isartor, Sendlinger Tor i Karlstor. W planie zwiedzania należy też uwzględnić liczne wspaniałe kościoły, muzea (na czele ze Starą i Nową Pinakoteką czy Gliptoteką), pałace i rezydencje.


FINAŁ LIGI EUROPY 2017 (SZTOKHOLM)

Najważniejsze wydarzenie Ligi Europy UEFA (UEFA Europa League) zaplanowano na 24 maja 2017 r. Gościć je będzie Sztokholm (a dokładniej Solna w regionie Sztokholm). Do stolicy Szwecji można dostać się tanimi liniami lotniczymi z Gdańska, Krakowa, Modlina, Warszawy, Wrocławia, Katowic, Lublina i Poznania. Do wyboru mamy poza tym wyprawę promem, który przewozi także samochody. Statki Polferries wypływają z Gdańska do podsztokholmskiej miejscowości Nynäshamn.


W rozgrywkach Ligi Europy UEFA (mniej prestiżowych niż Liga Mistrzów UEFA) w sezonie 2016/2017 bierze udział 188 drużyn z 54 federacji piłkarskich. Aby zagrać w Sztokholmie, zespół, który zaczynał od 1. rundy, musi uczestniczyć w 22 spotkaniach.


Friends Arena nad pięknym jeziorem Råstasjön w Solnie, gdzie odbędzie się finał, to największy i najnowocześniejszy stadion w krajach nordyckich. Oddano go do użytku w październiku 2012 r. Na trybunach może zasiąść 50 653 kibiców. Obiekt ma rozsuwany dach, a jego fasada jest podświetlana na różne kolory. Podczas meczów reprezentacji Szwecji przybiera – oczywiście – barwy żółto-niebieskie. W trakcie inauguracyjnego spotkania piłkarskiego na nowym stadionie wszystkie gole dla gospodarzy strzelił najsłynniejszy szwedzki piłkarz Zlatan Ibrahimović (w tym ze strzału z przewrotki z ok. 30 m). Szwedzi pokonali Anglików 4:2. Nazwa Friends Areny nawiązuje do organizacji non-profit zajmującej się zwalczaniem przemocy w szkołach.


Stare Miasto (Gamla stan) Sztokholmu leży na czterech wyspach. Do najczęściej odwiedzanych atrakcji turystycznych należą Kungliga slottet (Zamek Królewski) i Drottningholms slott, wzniesiona na dzisiejszych przedmieściach wspaniała rezydencja królewska, której początki sięgają końca XVI stulecia. W gmachu Filharmonii Sztokholmskiej (Stockholms konserthus) co roku 10 grudnia odbywa się ceremonia wręczenia Nagród Nobla. Na zainteresowanie zasługują oprócz tego Gröna Lund na malowniczej wyspie Djurgården (Zwierzyniec), najstarszy park rozrywki w kraju (otwarty w 1883 r.), czy ICEBAR by ICEHOTEL Stockholm, czyli bar ze stałą temperaturą -7°C, którego wnętrze, a nawet szklanki i kieliszki wykonano z lodu.


FINAŁ LIGI MISTRZÓW UEFA 2017 (CARDIFF)

Dla odmiany 3 czerwca 2017 r. w Cardiff w Walii (Wielka Brytania) odbędzie się finał Ligi Mistrzów UEFA. Z Polski najłatwiej najpierw polecieć tanimi liniami lotniczymi do Bristolu (z Warszawy, Katowic, Wrocławia, Rzeszowa, Poznania, Gdańska, Krakowa i Modlina), a potem – po pokonaniu odległości ok. 70 km – dotrzeć już do samej walijskiej stolicy.


Liga Mistrzów UEFA to najbardziej prestiżowe rozgrywki klubowe w Europie. W sezonie 2016/2017 bierze w nich udział 78 zespołów z 53 federacji piłkarskich. Dodatkowo najsilniejsze ligi otrzymują prawo do wystawienia większej liczby drużyn z kolejnych miejsc (np. Hiszpania może ich mieć pięć, Niemcy i Anglia – po cztery, a Włochy, Portugalia i Francja – trzy). O tym, jak wysoki poziom prezentują te piłkarskie zmagania, świadczy fakt, że Polacy do fazy grupowej nie dostali się od 1996 do 2016 r.


Dwa najlepsze zespoły klubowe Europy zagrają na Millennium Stadium (Principality Stadium; pojemność 74,5 tys. osób). Stanowi on przede wszystkim obiekt reprezentacji Walii w rugby. Należy do Walijskiej Unii Rugby (Welsh Rugby Union – WRU) i przynajmniej raz w roku organizuje się na nim ważną imprezę w tej dyscyplinie sportu. Na stadionie odbywały się też mecze piłkarzy walijskiej drużyny narodowej, gale bokserskie, zawody żużlowe, koncerty największych światowych gwiazd sceny muzycznej, a także super odcinek specjalny rajdu Walii – Wales Rally GB (we wrześniu 2005 r. pierwszy raz ścigano się tu pod dachem). Ta arena powstała na potrzeby IV Pucharu Świata w Rugby w 1999 r.


Cardiff leży malowniczo nad rzeką Taff, u jej ujścia do Kanału Bristolskiego, zatoki Oceanu Atlantyckiego. W I w. n.e. założono tu warowne osiedle rzymskie, które było zamieszkane co najmniej aż do końca IV stulecia. Rzymianie opuścili miejscowy fort, kiedy ostatnie legiony otrzymały od cesarza Magnusa Maksymusa rozkaz wycofania się z prowincji Brytania. Później – od drugiej połowy XI w. – Cardiff mocno rozbudowywali Normanowie (już za panowania króla Anglii Wilhelma I Zdobywcy). Tutejszy port, znany jako Tiger Bay, przez wiele lat należał do największych na naszym globie. Warto tu zobaczyć m.in. biedną niegdyś dzielnicę Cardiff Docks zmienioną w Atlantic Wharf z luksusowymi domami i apartamentami, Wales Millennium Centre – wspaniałe centrum sztuki – i plac Roalda Dahla (Roald Dahl Plass), Ratusz w Cardiff w Cathays Park, gdzie w kwietniu 2007 r. Komitet Wykonawczy UEFA ogłosił, że Polska i Ukraina będą razem organizowały Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej w 2012 r., średniowieczny zamek Normanów (Cardiff Castle) czy uniwersytet (Cardiff University).


FINAŁ MISTRZOSTW EUROPY U-21 (KRAKÓW)


Zamek Normanów w Cardiff słynie z bogato zdobionej Sali Bankietowej

Banqueting Hall Cardiff Castle  Crown copyright 2013 Visit Wales
© CROWN COPYRIGHT (2013) VISIT WALES

Kraków zaprasza kibiców natomiast 30 czerwca 2017 r. na finał Mistrzostw Europy U-21 (UEFA Under 21 Championship Poland 2017). Do dawnej stolicy Polski prowadzi autostrada A4 (ciągnie się od granicy niemieckiej do ukraińskiej). Na dworcu Kraków Główny zatrzymują się pociągi z całego kraju oraz z zagranicy. Lotnisko w podkrakowskich Balicach obsługuje loty z Gdańska, Warszawy czy Szyman (Portu Lotniczego Olsztyn-Mazury).


Europejskie mistrzostwa dla drużyn złożonych z piłkarzy w wieku do 21. roku życia przeprowadzone zostaną w dniach 16–30 czerwca 2017 r. w sześciu polskich miastach. Jednak najważniejsze mecze – jeden z półfinałów (drugi zaplanowano w odległych o niecałe 90 km Tychach) i finał – będą miały miejsce w Krakowie. Istnieje szansa, że zobaczymy na nich reprezentację Polski. Trener Biało-Czerwonych Marcin Dorna będzie mógł wystawić pięciu piłkarzy (urodzonych po 1 stycznia 1994 r.), którzy zasilili naszą kadrę na UEFA EURO 2016 we Francji, czyli Karola Linettego z Sampdorii, Bartosza Kapustkę z Leicester City, Mariusza Stępińskiego z FC Nantes, Piotra Zielińskiego i Arkadiusza Milika – dwóch ostatnich z SSC Napoli.


To wiekowe małopolskie miasto od kilku lat zdobywa coraz większe doświadczenie w organizacji imprez sportowych i nie tylko. W lipcu br. gościło Światowe Dni Młodzieży. W najnowocześniejszej wielofunkcyjnej hali widowiskowo-sportowej w tej części Europy (TAURON Arena Kraków) rozgrywano mecze Mistrzostw Europy w Piłce Ręcznej Mężczyzn 2016, Mistrzostw Świata w Piłce Siatkowej Mężczyzn 2014, odbywały się gale bokserskie i MMA (mieszanych sztuk walki) oraz liczne koncerty zagranicznych gwiazd. Spotkania Mistrzostw Europy U-21 zaplanowano na nowym, kameralnym i funkcjonalnym stadionie Cracovii (15 016 miejsc).


W Krakowie trzeba koniecznie zwiedzić Rynek Główny, Zamek Królewski na Wawelu i dawną dzielnicę żydowską Kazimierz. Warto przejść się Plantami i Bulwarami Wiślanymi, dotrzeć na Błonia, a także wspiąć się na ponad 34-metrowy Kopiec Kościuszki. W okolicy turyści wybierają się m.in. do historycznych kopalń soli w Wieliczce i Bochni oraz hitlerowskich obozów zagłady zespołu Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.


SUPERPUCHAR UEFA (SKOPJE)

Na Superpuchar UEFA (UEFA Super Cup) w 2017 r. musimy udać się do Skopje. Wydarzenie to zaplanowano w macedońskiej stolicy na 8 sierpnia. Z Polski dostaniemy się tu samolotem tylko z przesiadką (tanie linie latają bezpośrednio np. z Berlina lub Bratysławy). Podróż autem z Warszawy zajmie nam cały dzień (ok. 1700 km).


Niektórym osobom miejsce wytypowane do rozegrania meczu może wydawać się nieco zaskakujące, tym bardziej, że to spotkanie pomiędzy triumfatorami Ligi Mistrzów UEFA i Ligi Europy UEFA. Nie będzie więc przesadą uznać jego zwycięzcę za klubowego mistrza Europy. W tym roku Real Madryt pokonał po dogrywce w norweskim Trondheim Sevillę FC.


Skopje wypełniają niezliczone pomniki. Centrum miasta sprawia wrażenie nieco kiczowatego, a to ze względu na nagromadzenie różnorodnych obiektów, takich jak nowoczesne budynki ze szkła, ozdobne mosty z lampionami, olbrzymia fontanna z pomnikiem Wojownik na koniu (przedstawiającym Aleksandra Wielkiego), atrapy pirackich statków, kolorowa karuzela i gmachy z kolumnami. Prawdziwym miejscem z duszą jest Stary Bazar. Wieczorem przepięknie wyglądają pochodzący z czasów osmańskich Kamienny Most nad rzeką Wardar, potężna twierdza Skopsko Kale czy łuk triumfalny Porta Macedonia, ukończony w styczniu 2012 r. Poza tym znajdziemy tu też Dom Pamięci Matki Teresy z Kalkuty, która urodziła się 26 sierpnia 1910 r. w Skopje.


Macedończycy nie muszą z pewnością wstydzić się swojego stadionu. Choć z zewnątrz Narodowa Arena „Filip II Macedoński” (przebudowana w latach 2008–2013) może nie zachwyca, ale w środku robi duże wrażenie. Charakterystycznego wyglądu nadaje jej falisty kształt żółto-czerwonych trybun, które pomieszczą 33 460 widzów.


DANIA – POLSKA (KOPENHAGA)

Reprezentacje Danii i Polski spotkają się na meczu eliminacyjnym 1 września 2017 r. w Kopenhadze. Do duńskiej stolicy można wygodnie dojechać samochodem – odległość ok. 1 tys. km z Warszawy pokonamy w większości autostradami. Bezpośrednie połączenia do tej nadmorskiej metropolii obsługują lotniska w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku i Poznaniu. Promy Polferries ze Świnoujścia kursują do Kopenhagi przez szwedzki Ystad.


Kopenhaski stadion Telia Parken, otwarty we wrześniu 1992 r., nie jest zwykłym obiektem piłkarskim. Odbywały się na nim w latach 2003–2014 turnieje Grand Prix Danii na żużlu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wokół boiska nie ma toru. Na czas zawodów murawę zasłaniano specjalnymi materiałami. Na nich usypywano sztuczną nawierzchnię, po której ścigali się żużlowcy. Warunki do oglądania meczów są znakomite – obiekt bez problemu pomieści 38 065 kibiców, a najbardziej oddalone miejsce siedzące od środka boiska dzieli niespełna 100 m. Na tym stadionie odbędą się cztery spotkania UEFA EURO 2020.


Po Kopenhadze najłatwiej (bo za darmo) poruszać się rowerami. Kilka tysięcy bezpłatnych jednośladów czeka w ponad 100 oznaczonych punktach. Jedną z największych atrakcji stolicy Danii są Ogrody Tivoli (Tivoli) – park rozrywki leżący w jej centrum, czy też XVII-wieczna dzielnica Christianshavn z licznymi kanałami i klimatyczna Christiania (znana także jako Wolne Miasto Christiania). Nie wypada również wrócić stąd bez zdjęcia przy znajdującym się w porcie pomniku Małej Syrenki (Den lille havfrue), postaci pochodzącej z baśni Hansa Christiana Andersena.     


ARMENIA – POLSKA (ERYWAŃ)

Jesienią, 5 października 2017 r. polscy piłkarze staną do rywalizacji z drużyną armeńską w Erywaniu. To chyba najbardziej egzotyczna podróż w naszym futbolowym przewodniku. Polskie Linie Lotnicze LOT oferują bezpośrednie przeloty do stolicy Armenii z lotniska w Warszawie. Można też najpierw dolecieć do Tbilisi w Gruzji i stamtąd transportem zbiorowym, tzw. marszrutkami, wyruszyć do Erywania (ok. 270 km).


Stadion Republikański imienia Wazgena Sarkisjana (zamordowanego w 1999 r. premiera kraju) raczej nie rzuci kibiców na kolana. Stanowi on jeden z najmniejszych obiektów, na których zagra w eliminacjach do Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej 2018 reprezentacja Adama Nawałki (na niemal 14,5 tys. miejsc), ale atmosfera bywa na nim zazwyczaj gorąca. Będzie to dla Polaków przedostatnie spotkanie eliminacyjne (przed kończącym rywalizację meczem z Czarnogórą w dniu 8 października 2017 r. w Warszawie), więc może decydować o awansie do rozgrywek mundialowych w Rosji. Dodatkowo Polacy dwa razy wychodzili już na boisko w Erywaniu, ale w obu przypadkach nie udało im się odnieść zwycięstwa.


Stolica Armenii leży nad rzeką Hrazdan. Właściwie z każdego punktu widać tu najważniejszą dla Ormian górę Ararat (5137 m n.p.m.), obecnie położoną na terytorium Turcji, ok. 30 km od armeńskiej granicy. Jej ośnieżony szczyt bieleje na tle błękitnego nieba. Choć początki Erywania datuje się na VIII w. p.n.e., starożytnych zabytków zachowało się w nim niewiele. Warto odwiedzić XVIII-wieczny Błękitny Meczet, wspaniały Plac Republiki z Narodową Galerią Armenii i Muzeum Historii Armenii oraz wejść na tzw. Kaskady, czyli ozdobione rzeźbami 572-stopniowe schody o szerokości 50 m, pod którymi znajdują się spektakularne sale wystawowe (Muzeum Sztuki Cafesjiana). Większość zabudowań pochodzi z czasów komunistycznych. Wznoszono je często z różowego kamienia, dlatego miasto nie przytłacza smutną szarością. W stolicy założono także sporo malowniczych parków. Jeden z nich nazwano Parkiem Kochanków, bo stanowił popularne miejsce randek zakochanych par.

Artykuły wybrane losowo

W indonezyjskiej krainie rozmaitości

ANNA MARIA KRAJEWSKA

DAWID ZASTROŻNY

 

W różnorodności siła – to narodowe motto Indonezji wyjątkowo trafnie opisuje ten piękny kraj. Składa się na niego ponad 17,5 tys. wysp, z czego „jedynie” ok. 6 tys. jest zamieszkałych, 300 grup etnicznych, więcej niż pół tysiąca języków. To największe wyspiarskie państwo świata (mające powierzchnię ponad 1,9 mln km2) przyciąga turystów błękitem swoich wybrzeży, zielenią tropikalnych lasów, doskonałymi miejscami do nurkowania i tajemnicą groźnych wulkanów. Aż trudno w to uwierzyć, że te tysiące wysp u południowo-wschodnich krańców Azji, o zróżnicowanej geografii, historii, przyrodzie i tradycjach, należą do jednego kraju – Republiki Indonezji… Indonezyjczycy są niezwykle otwarci i tolerancyjni, bliska jest im postawa szacunku dla innych, dla różnorodności kulturowej. Nic więc dziwnego, że odwiedzający ich goście z całego świata czują się tutaj naprawdę dobrze i bezpiecznie.

Więcej…

Dominikana na dużym ekranie

 catedral de america S

Świątynia w Santo Domingo nazywana Pierwszą Katedrą Ameryki

© MINISTERIO DE TURISMO DE REPÚBLICA DOMINICANA

 

MARCIN WESOŁY

www.caribeya.pl

 

Dominikana jest jak naturalne, wielkometrażowe studio filmowe z plenerami zapierającymi dech w piersiach i przepiękną kolonialną zabudową, która idealnie nadaje się na tło. Od lat pamiętają o tym filmowcy, szczególnie ci z Hollywoodu. Swoje dzieła kręcili tutaj Francis Ford Coppola, Sydney Pollack, Robert De Niro czy Andy García. Coraz chętniej z dominikańskich krajobrazów korzystają również lokalni artyści. Warto wspomnieć choćby o filmie „Stróż” („El hombre que cuida”), który w październiku 2017 r. był pokazywany w Polsce w ramach 33. Warszawskiego Festiwalu Filmowego.

 

Wiele znakomitych ujęć, znanych z takich produkcji jak Ojciec chrzestny II (1974) czy Hawana – miasto utracone (2005), powstało właśnie w tym karaibskim kraju. Kiedy trzeba, Dominikana odgrywa także samą siebie bez zbytniego upiększania. Często bywa jednak świetnym dublerem innych miejsc, choćby tych leżących w sąsiedztwie. Działa tu magia kina. Filmową Hawanę, energetyczną stolicę Kuby z czasów Fulgencia Batisty, czyli sprzed rewolucji, z różnych powodów łatwiej uchwycić w… dzisiejszym rozpalonym słońcem Santo Domingo. Dla osób, które wiedzą o tym fakcie, odkrywanie zakątków tego tropikalnego, tętniącego życiem miasta jest jeszcze ciekawsze. Scenerię z filmów bez trudu można rozpoznać, najczęściej odnajduje się ją na obszarze Zona Colonial (Ciudad Colonial). Tędy przemykał m.in. Al Pacino jako Michael Corleone w Ojcu chrzestnym II.

 

Poza stolicą z murami sprzed ponad pięciu wieków prawdziwym rajem dla scenografów filmowych jawi się fascynujący interior Dominikany. Warunki krajobrazowe są w tym kraju szalenie zróżnicowane. Na północy na półwyspie Samaná i na wschodzie w okolicach Punta Cana można usiąść w cieniu rozwichrzonych palm kokosowych, targanych morską bryzą, albo na plaży w kolorze mąki kukurydzianej, z piaskiem równie drobnym jak ona. W centrum Dominikany w dolinie Cibao znajdują się zielone pola ryżowe, jakby żywcem wyjęte z azjatyckich scenerii, rozległe plantacje bananów i szczyty Kordyliery Środkowej wyższe niż Tatry. Stąd wyrusza się pod samą granicę z Republiką Haiti przez dominikański Dziki Zachód – po drodze mija się czerwone ziemie, spłaszczone akacje, suchy busz i kaktusy o kształcie wielkich proc, pod którymi wylegują się ospałe dominikańskie smoki, czyli legwany nosorogie (Cyclura cornuta) i legwany z Hispanioli (Cyclura ricordi). Okolica przypomina meksykańską prerię, znaną z westernów, albo afrykańską sawannę, pokazaną w filmie Pożegnanie z Afryką (1985) Sydneya Pollacka. Może Oliver Stone powinien pójść w ślady Francisa Forda Coppoli i uwiecznić w swoim obrazie The Doors (1991) coś z Dominikany, choćby jaskinie z piktogramami Indian Taíno. Sceny do Czasu apokalipsy (1979) kręcone wzdłuż rzeki Chavón (Río Chavón) wyszły Coppoli wspaniale. Z kolei miejsce, gdzie kokosowe gaje ustępują pola szumiącej trzcinie cukrowej, umiejętnie wykorzystał aktor i reżyser Andy García. W jednej z efektownych scen Hawany – miasta utraconego Ernesto Che Guevara z kompanią rebeldes (rewolucjonistów) wynurzają się z falujących na wietrze zielonych łanów. Dla odmiany zamglone góry w Demokratycznej Republice Konga lub Rwandzie przypomina pasmo Sierra de Bahoruco albo wspomniana Kordyliera Środkowa. Do dawnego Konga Belgijskiego (granego przez Dominikanę) i jego ówczesnej stolicy Léopoldville (w rzeczywistości Santo Domingo) zabiera widza Robert De Niro w wyreżyserowanym przez siebie dramacie Dobry agent (2006). Jak widać Republika Dominikańska jest nieprawdopodobnym, niezmiernie zróżnicowanym krajem, a leży na wyspie Haiti (Hispanioli) odkrytej przez Krzysztofa Kolumba w 1492 r. To ją upodobał sobie najbardziej ze wszystkich. Współcześnie Dominikanę odkrywa się ponownie, intensywnie, również z twórczym nastawieniem, a jednocześnie z ogromną pasją i przyjemnością. Robią to zarówno filmowcy, jak i rzesze turystów.

 

 Samaní 12

Półwysep Samaná słynie z rajskich plaż

© MINISTERIO DE TURISMO DE REPÚBLICA DOMINICANA

 

WSZECHŚWIAT NA ULICY

 

Do Santo Domingo przyjechałem pierwszy raz niemal 11 lat temu. Wszystko wydawało mi się wówczas nowe, świeże, fascynujące, rozszalałe w swoim chaosie, intensywnie rozkwitające, zanurzone w gęstym i lepkim powietrzu, nasyconym jakąś niemożliwą pożądliwością. Było to dokładnie 30 maja, w kolejną rocznicę el tiranicidio – „tyranobójstwa”, czyli zamachu z 1961 r. na Kozła (El Chivo), jak zwano dyktatora Rafaela Leónidasa Trujillo Molinę ze względu na jego nadmierny apetyt seksualny.

 

Doskonale pamiętam tamtą rozwibrowaną gorącem, nasyconą zapachami i wypełnioną odgłosami cykad karaibską noc. Z lotniska do hotelu w dzielnicy Bella Vista w Santo Domingo dotarłem nad ranem. Taksówkarz wiózł mnie do stolicy wzdłuż wybrzeża Morza Karaibskiego, bo tak prowadzi autostrada Las Américas. Czułem zmęczenie długim lotem z Europy, ale pamiętam, że byłem przeszczęśliwy, choć nie wiedziałem jeszcze, co to za uczucie, skąd się ono bierze, jak długo we mnie zostanie. Miałem przed sobą tyle niewiadomych, tyle obcych mi wówczas hiszpańskich słów, tyle wszystkiego w kraju, który dopiero zaczynałem odkrywać. Czekała mnie jakaś przygoda, wiedziałem, że nie będę mógł się jej oprzeć. Napawałem się chwilą. Opuściłem do oporu szybę w oknie i od razu poczułem orzeźwiający zapach morskiej bryzy.

 

Gdy dojechałem na miejsce, było ciemno i podejrzanie cicho, jakbym utrafił w ten ledwie uchwytny wycinek nocy, kiedy Dominikana faktycznie śpi: w końcu posnęli kochankowie na wymiętych prześcieradłach, psy na chłodniejszych patiach, zmęczeni ochroniarze w swoich stróżówkach, a właścicielki pokątnych przybytków rozkoszy pogasiły ostatnie światła. Powietrze stało się parne i wilgotne, zbierało się na deszcz, który potem o świcie uderzył z impetem w asyście rwących niebo grzmotów. Tak przywitało mnie Santo Domingo.

 

Zawsze powtarzam, że w stolicy Dominikany zatrzymuje człowieka ulica. Ten koncept świetnie oddał noblista V.S. Naipaul (Vidiadhar Surajprasad Naipaul) z Trynidadu i Tobago. Wyrosły na Karaibach brytyjski pisarz stworzył niegdyś zbiór znakomitych opowiadań Nasza ulica (oryginalny tytuł Miguel Street), w których sportretował trynidadzki mikrokosmos. Za pomocą wycinka rzeczywistości przedstawił wyspę Trynidad w pigułce wraz z jej barwnym codziennym życiem. Dominikańska ulica także potrafi wciągnąć człowieka w swoje uniwersum, z którego nie chce go później wypuścić. Można to polubić, choć niekoniecznie od razu. Warto jednak poczuć rytm tej nie dającej się opanować latynoskiej codzienności. To przeważnie inna rzeczywistość niż ta, którą znamy. Tu potrzebny jest dystans właściwie do wszystkiego. Znacznie łatwiej odnaleźć się w tym świecie, jeżeli pozwoli się, aby czas płynął wolniej, jak robią to mieszkańcy Karaibów.

 

BUDOWLE NOWEGO ŚWIATA

 

3a

Ruiny XVI-wiecznego Szpitala św. Mikołaja z Bari w stolicy Dominikany

© MARCIN WESOŁY/WWW.CARIBEYA.PL

 

W Santo Domingo nie sposób się nudzić. Ekscytujących wrażeń dostarcza tutaj choćby spacer wśród wspaniałych budynków z czasów kolonizacji Nowego Świata. Do pierwszych obiektów postawionych na wyspie Haiti (dawniej La Españoli) należą Katedra (Catedral Primada de América), Szpital św. Mikołaja z Bari (Hospital San Nicolás de Bari) czy kościół i klasztor dominikański (Iglesia y Convento de los Dominicos). Nie można przejść obok nich obojętnie, bez zachwytów i zadumy. Przecież tędy chodzili kiedyś potomkowie i następcy Krzysztofa Kolumba.

 

Za pomnikiem admirała w parku noszącym jego imię (Parque Colón) wznosi się wspomniana najstarsza katedra w Nowym Świecie. Legenda głosi, że zajęła miejsce małego ascetycznego kościoła, krytego liśćmi palmowymi, gdzie w porze deszczowej zawieszano nabożeństwa. Obiekt, który możemy podziwiać obecnie, postawiono niemal w całości z bloków wapienia. Na dziedzińcu odsłonięto w 2008 r. popiersie papieża Jana Pawła II na pamiątkę jego pierwszej wizyty w Republice Dominikańskiej w styczniu 1979 r. Znacznie wcześniej, bo w 1586 r., wtargnął do Santo Domingo korsarz Francis Drake, który służył angielskiej monarchini Elżbiecie I. Hiszpanie nadali mu przydomek El Draque, co w dawnym języku hiszpańskim miało znaczyć „Smok”. Przezwisko idealnie oddawało jego temperament. Francis Drake spalił i splądrował miasto, a świątynię zbezcześcił, urządzając w niej koszary dla swoich kompanów. Ponoć pełniła również funkcje składu win, rzeźni i więzienia. Nie wiadomo, czy ktoś w niej wówczas w ogóle się modlił, być może tylko niepewni swojego losu skazańcy.

 

Do ruin Szpitala św. Mikołaja z Bari dotrzemy ulicą Hostos (Calle Hostos). Obiekt powstał z inicjatywy Nicolása de Ovando, obrotnego i okrutnego gubernatora Hispanioli i innych kolonii hiszpańskich w Ameryce, który wyjątkowo krwawo rozprawiał się z rdzenną ludnością. Szpital wznoszono etapami przez kilka dekad, począwszy od 1503 r. Budowa finansowana była z datków zamożniejszych mieszkańców kolonii. Na początku stanął tutaj jedynie namiot z pryczami dla kilku osób, gdzie chorych doglądały wolontariuszki. Wreszcie ukończono obiekt, który stanowił później wzorzec architektoniczny dla placówek medycznych powstających w całej hiszpańskiej Ameryce. Niestety, szpital uległ zniszczeniom podczas grabieżczych wypraw Francisa Drake’a, huraganów i trzęsień ziemi i obecnie można podziwiać jedynie jego ruiny. Pośród nich czeka zwiedzających niespodzianka. Zadomowiły się tu rozkrzyczane zielone papugi zwane coticas (Amazona ventralis). Są gatunkiem endemicznym w Republice Dominikańskiej i Haiti. Podobno łatwiej je znaleźć wśród starych miejskich murów niż w tropikalnym lesie. Wypatrywanie tych papug sprawia wiele radości. Łatwo je namierzyć, bo niesamowicie hałasują. To chyba najsympatyczniejsze przedstawicielki dominikańskiej fauny.

 

FILMOWE ODKRYCIA

 

W stolicy Dominikany warto zatrzymać się przez moment u zbiegu ulic Hostos (Calle Hostos) i Mercedes (Calle Las Mercedes). W kolonialnej kamienicy działa tu klimatyczna księgarnia – Librería La Filantrópica. Założył ją przed laty były student prawa Daniel Liberato, który narzekał na brak książek i podręczników z literatury przedmiotu. Obecnie oprócz publikacji prawniczych stoi w niej na półkach mnóstwo innych pozycji, obejmujących choćby dominikańską historię, język czy folklor. Reżyser Francis Ford Coppola na początku lat 70. XX w. kręcił nieopodal jedną z pamiętnych scen Ojca chrzestnego II. Przypomnę, że Santo Domingo zastępowało w niej Hawanę. Sama scena wyglądała następująco: limuzyna Michaela Corleone (w tej roli świetny Al Pacino) hamuje w jednej z wąskich hawańskich ulic (w rzeczywistości to pochyły, kamienny i chyba najbardziej urokliwy odcinek właśnie Calle Hostos na obszarze Zona Colonial). Przejazd blokuje wojsko i policja. Johnny Ola – powiernik i prawa ręka gangstera Hymana Rotha, obeznany z miejscowymi realiami, wyjaśnia, że schwytano wywrotowców. Stoją pod murem z rękami na głowie. Nagle jeden wyrywa się spod lufy karabinu, chwyta któregoś z mundurowych i wpycha go do samochodu ustawionego w poprzek drogi. Wtedy wybucha granat. Samobójczy atak przynosi dwie ofiary. Incydent robi wrażenie na Michaelu Corleone. Na Kubie prawdopodobnie coś się szykuje... W tle widać kawałek parceli odgrodzonej palmami królewskimi, gdzie znajdują się wspomniane ruiny Szpitala św. Mikołaja z Bari. Przyznam, że jako fan mafijnej sagi nakręconej przez Coppolę wielokrotnie odtwarzałem sobie przytoczoną scenę w wyobraźni – kilka lat temu mieszkałem przez jakiś czas po drugiej stronie Calle Hostos.

 

Niesamowite wrażenie wywiera zawsze na zwiedzających majestatyczny kompleks klasztorny dominikanów. Dociera się do niego ulicą Ojca Billiniego (Calle Padre Billini). Najbardziej fotogeniczny fragment budowli stanowi ceglastopomarańczowa fasada zachodnia, zdobiona tuż nad bramą motywem przywodzącym na myśl splecioną winorośl. Kompleks zbudowali mnisi z zakonu św. Dominika, którzy przybyli na wyspę z początkiem XVI w. W 2016 r. minęło 800 lat od powstania tego zgromadzenia. Należeli do niego m.in. żarliwy obrońca praw Indian Bartolomé de Las Casas (wizytował ten klasztor) i inkwizytor Bernard Gui, którego Umberto Eco wprowadził do swojej powieści Imię róży. Ten kościelno-klasztorny przybytek ma ciekawą historię. Za sprawą decyzji papieża Pawła III z 1538 r. funkcjonował w nim pierwszy uniwersytet w Nowym Świecie. Obecnie jego tradycję kontynuuje Uniwersytet Autonomiczny w Santo Domingo (Universidad Autónoma de Santo Domingo, UASD). Mimo licznych klęsk żywiołowych występujących na przestrzeni stuleci mury zachowały się w znakomitej kondycji. Budowlę można podziwiać w pełnej okazałości, zarówno na żywo, jak i w filmowych kadrach. Wykorzystali ją w swoich filmach np. Robert De Niro (Dobry agent) i Andy García (Hawana – miasto utracone).

 

BOHATER I PAŁAC

 4a

Pomnik Juana Pabla Duarte znajdujący się w parku jego imienia

© MARCIN WESOŁY/WWW.CARIBEYA.PL

 

Podczas zwiedzania nie sposób pominąć parku imienia jednego z trzech ojców założycieli Republiki Dominikańskiej – Juana Pabla Duarte (Parque Duarte; pozostałymi dwoma postaciami są Matías Ramón Mella i Francisco del Rosario Sánchez). To miejsce należy zdecydowanie do najprzyjemniejszych zakątków historycznej części Santo Domingo. Można tu odpocząć (albo pograć z miejscowymi w domino, popijając piwo Presidente) w otoczeniu palm, bugenwilli i drzew flamboyán (wianowłostek królewskich), zwanych płomieniami Afryki ze względu na liczne intensywnie czerwone kwiaty (pojawiające się przeważnie w czerwcu). Środek tutejszego placu zajmuje pomnik wspomnianego bohatera walk o niepodległość kraju. Park i jego najbliższe sąsiedztwo również docenili znani filmowcy. W kinowych produkcjach zagrała m.in. poczerniała, przypominająca dom, w którym straszy, kamienica z 1936 r. (dziś wystawiona na sprzedaż) zwana Edificio Elmúdesi. Niegdyś była w niej prywatna klinika. Budynek pojawił się w co najmniej dwóch hollywoodzkich filmach: Hawanie – mieście utraconym i Dobrym agencie. O ile Andy García wykorzystał stare Santo Domingo do odwzorowania stolicy Kuby, o tyle Robert De Niro poszedł jeszcze dalej. Sceny z jego obrazu miały przedstawiać Léopoldville, dzisiejszą Kinszasę, stolicę Demokratycznej Republiki Konga w środkowej części Afryki.

 

Władze Dominikany są jak dotąd przychylne zagranicznym ekipom filmowym. Bez większych problemów wpuszczają je także do własnych siedzib, przede wszystkim do Pałacu Narodowego (Palacio Nacional), gdzie urzęduje prezydent kraju. Przekonali się o tym Francis Ford Coppola, Sydney Pollack i Andy García. W ich filmach charakterystyczny gmach wcielił się w rolę El Capitolio w Hawanie, który przed 1959 r. był bastionem Fulgencia Batisty, dyktatora z Kuby. Trudno o bardziej fotogeniczną lokalizację w Santo Domingo, gdy temat kinowy dotyka wielkiej władzy i polityki. Zawsze ciekawiło mnie, ile mogła kosztować niezbędna w tym przypadku zamiana powiewającej przed pałacem flagi dominikańskiej na kubańską. Siedziba prezydenta Dominikany jest imponująca – gmach w kolorze piaskowym uchodzi za architektoniczną perłę zdominowaną przez styl neoklasycystyczny. Powstał na zlecenie dyktatora Rafaela Leónidasa Trujillo Moliny. Miał odzwierciedlać nieśmiertelne aspiracje wodza. Budowę rozpoczęto dokładnie 27 lutego 1944 r. Chodziło o datę symboliczną – setną rocznicę proklamowania niepodległości Republiki Dominikańskiej (w 1844 r.). Pracę ukończono w ponad trzy lata. Do głównego wejścia pałacu prowadzą masywne schody wykute z szarego marmuru. Strzegą ich lwy z brązu. Dokładnie po tych schodach zbiegał Al Pacino jako Michael Corleone w Ojcu chrzestnym II. Wcześniej, podczas balu noworocznego w pałacu, złożył swojemu bratu Fredowi (który go zdradził) słynny pocałunek śmierci.

 

STOLICA MAŁYCH RADOŚCI

 

W Santo Domingo cieszą również rzeczy drobne, codzienne, czasem niczym się nie wyróżniające. W sklepie na rogu, gdzie dudni muzyka, sprzedają Presidente – najzimniejsze piwo na świecie w oszronionej zielonej butelce, a miejscowi żartują od rana i grają w domino. Radość sprawia też jazda publiczną, wieloosobową taksówką (tzw. carro público) z ośmioma współpasażerami zamiast pięciu, bo w innym przypadku szoferowi nie opłaca się jechać. Tu rzeczywistość ciągle się zmienia, nieprzerwanie kwitnie i marnieje, po czym w niesłychanym tempie odradza się znowu.

 

Nie każdemu podoba się Santo Domingo, nie każdego do niego ciągnie. Turyści często chętniej wybierają Hawanę albo stolicę Portoryko – San Juan. Te miasta, powstałe w podobnych okolicznościach historycznych, stanowią naturalną konkurencję dla stolicy Dominikany. Oczywiście, Santo Domingo potrafi zadbać o siebie. Upiększa się makijażem, raz mocnym i wyrazistym, kiedy indziej stonowanym, bardziej wysmakowanym. Umiejętnie wabi świeżością i zachęca do bliższego poznania. Jednak jednocześnie cierpi na udręki typowe dla latynoskich miast. Bywa także miejscem przytłaczającym: rozgrzanym do bólu, dusznym, głośnym, zaśmieconym. Z różnych stron w niesłychanym natężeniu nacierają na człowieka kaskady dźwięków wydawanych przez sznury pojazdów, dużych i mniejszych, nowych i starych, a często wręcz bezlitośnie zdezelowanych gruchotów, które już dawno powinny dogorywać na złomowisku.

 

Na dodatek w powietrzu czuć drażniące nozdrza spaliny, zapach paliw wyciekających spod reperowanych aut, wyziewy wydobywające się z ujść labiryntów kanalizacji. Te aromaty mieszają się z kolei z orzeźwiającą słoną bryzą znad Morza Karaibskiego i wonią przejrzałych owoców – ananasów, gujaw, mango, kawy parzonej gdziekolwiek i lanej z termosów do małych plastykowych kubków, rarytasów kuchni ulicznej oferowanych na każdym rogu, prania wywieszonego na finezyjnych balkonach, kulek naftalinowych, wilgoci wyzierającej zewsząd, wyganianej przeciągami z ciemnych kątów, liści tytoniowych gotowych do zwijania w skromnych manufakturach, samego dymu popalanych cygar, naperfumowanych ludzkich ciał, lakieru utrwalającego włosy kobiet czy żelu kładzionego na fryzury młodych kawalerów.

 

Santo Domingo pachnie tropikiem. Jest nienasyconym karaibskim miastem z niezbadaną tajemnicą. Z jednej strony pozostaje zatrzymane w odległym czasie, sędziwe, nieco zmurszałe, śniące o kolonialnej przeszłości, o której wyraźnie przypomina, zwłaszcza w trakcie spaceru po historycznym rejonie. Gdzie indziej wydaje się nazbyt nowoczesne, chaotyczne, wyzywające; wypełniają je szklane biurowce, drapacze chmur i gigantyczne bilbordy ze sloganami znanych marek. Oferuje niemal wszystko, czego dusza ludzka zapragnie, o każdej porze, wszędzie. Jeśli przymknie się oko na jego bolączki, potrafi być urocze i zajmujące. Do tego jest miastem wyjątkowo lubianym przez twórców kina, również tego hollywoodzkiego. Jednak nie każdy o tym wie. Często nie są świadomi tego faktu nawet sami Dominikańczycy. Santo Domingo może opowiedzieć sporo zaskakujących historii. Wspaniałe, wykwintne architektonicznie i co ważne pieczołowicie odrestaurowane obiekty z obszaru Zona Colonial zyskują nowe życie, nowe przeznaczenie, nowe uznanie. Trzeba tu dotrzeć, przynajmniej raz, i zobaczyć to wszystko samemu, aby móc potem miło wspominać swoją wizytę, np. podczas filmowego seansu. Bo Santo Domingo zostało uwiecznione przez kino wielokrotnie. Poszukajmy zatem niektórych scenerii z filmów, choćby według wskazówek zawartych w tym artykule. Z pewnością będzie to przyjemne urozmaicenie spacerów po zachwycającej stolicy Dominikany, a jednocześnie swoista filmowa przygoda na gościnnej dominikańskiej ziemi.

 

Dominikana mniej znana

MARCIN WESOŁY

 

<< Różnorodność przyrody w Republice Dominikańskiej potrafi człowieka wprawić w osłupienie. W ciągu kilku godzin, w drodze z północnego wschodu na południowy zachód tego kraju możemy na własne oczy przekonać się, jak szybko zmieniają się tutaj krajobrazy. Bujna zieleń środkowej części kraju przechodzi w niekończące się pola ryżowe doliny Cibao albo w plantacje bananów. Na półwyspie Samaná mijamy rozległe gaje palm kokosowych, które osiadły na łagodnie pofałdowanych wzgórzach. Im bliżej granicy z Haiti natomiast, tym tereny bardziej przypominają Meksyk czy Afrykę – ogromne połacie ziemi, czerwonej od boksytu, porastają spłaszczone drzewa akacjowe, wybujałe kaktusy oraz karłowate, typowo preriowe krzewy. W okolicach miast Jarabacoa i Constanza w prowincji La Vega pejzaż jest za to bardziej górzysty, a klimat chłodniejszy. Na Dominikanie nie sposób zatem nie znaleźć swojego miejsca. To raj praktycznie dla każdego. Spróbujmy sami się o tym przekonać. >>

Więcej…