BARBARA TEKIELI

 

Regeneracja sił w bliskości z naturą, podziwianie wyjątkowych krajobrazów i pięknej architektury przy jednoczesnym dbaniu o zachowanie harmonii ciała i ducha, a do tego aktywny udział w wydarzeniach kulturalnych – oto nowe spojrzenie na leczenie uzdrowiskowe w Polsce oraz u naszych sąsiadów i bratanków: na Litwie, Słowacji, Węgrzech i w Czechach. Odpoczynek w miejscowościach kuracyjnych, najczęściej malowniczo położonych, nabiera dziś nieco innego charakteru. Współczesne uzdrowiska znakomicie łączą dwie funkcje: leczenie wielu schorzeń i chorób cywilizacyjnych oraz oferowanie zabiegów odnowy biologicznej. Kuracjusze nie ograniczają się wyłącznie do korzystania z terapii rekomendowanych przez lekarzy. Chcą odbyć kurację w miejscach atrakcyjnych turystycznie i połączyć ją z wypoczynkiem, poznawaniem historii regionu, dbaniem o kondycję fizyczną czy urodę, a nawet delektowaniem się specjałami lokalnej kuchni. Mnóstwo komfortowych ośrodków oferuje swoim gościom popularne ostatnio pakiety ekologiczne i usługi z zakresu medycyny naturalnej. W większości uzdrowisk powstają luksusowe centra spa i wellness proponujące zabiegi na najwyższym światowym poziomie. Poza tym w wielu z nich odbywają się ciekawe wydarzenia kulturalne lub sportowe.

 

Polskie miejscowości uzdrowiskowe (obecnie jest ich w naszym kraju 45) mogą śmiało konkurować z najlepszymi tego typu ośrodkami w Europie i to nie tylko pod względem cenowym. Wyróżnia je wysoka jakość usług i ich różnorodność, znakomicie przygotowana kadra medyczna, wspaniałe położenie w interesujących przyrodniczo i krajobrazowo rejonach, stosowanie do zabiegów naturalnych produktów leczniczych (takich jak borowiny czy algi) i niezwykła moc wód mineralnych. 

 

Oprócz polskich uzdrowisk wielu Polaków wybiera te u naszych sąsiadów. Najczęściej udają się na Litwę i Słowację, do Czech, a nawet nieco dalej, bo na gościnne Węgry. Wszędzie mogą liczyć na profesjonalne usługi i znakomite warunki do podreperowania zdrowia.

 

KRYNICA-ZDRÓJ

 

DSC 6051

Czarny Potok Resort & Spa – bogaty wybór masaży w Centrum Aqua & Wellness

© HOTEL CZARNY POTOK RESORT & SPA KRYNICA-ZDRÓJ

 

Na południu Polski, w Beskidzie Sądeckim leży Krynica-Zdrój. Z tą miejscowością związany był malarz prymitywista Epifaniusz Drowniak, czyli Nikifor Krynicki (1895–1968). Uzdrowisko funkcjonuje w tym miejscu już od ponad 220 lat. Jego rozwinięciu przysłużył się austriacki urzędnik Franciszek Stix von Saubergen, który pod koniec XVIII w. postanowił wybudować obiekty lecznicze i ujęcia wód. W 1808 r. powstała w Krynicy-Zdroju pijalnia Słotwinka. Przełomowymi wydarzeniami dla miejscowości stały się przyjazd profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, jednego z twórców polskiej balneologii, Józefa Dietla (1804–1878) orazosiedlenie się tuznanego w Europie ginekologa-położnika Mieczysława Dukieta (1899–1983), który zasłynął wyleczeniem z niepłodności wielu kobiet, w tym księżniczki Juliany (1909–2004), przyszłej królowej holenderskiej, odbywającej w tym rejonie podróż poślubną. Doskonałą promocję na świecie zapewnił uzdrowisku też słynny tenor Jan Kiepura (1902–1966). Wielokrotnie odwiedzał on to miejsce wraz ze swoją węgierską żoną Márthą Eggerth (1912–2013) i wybudował tutejszą willę Patria. Od ponad 50 lat w połowie sierpnia Krynica-Zdrój gości Festiwal im. Jana Kiepury. W tym roku odbędzie się 51. jego edycja (w dniach 12–19 sierpnia).

 

Dziś dzięki środkom unijnym ta malownicza miejscowość dynamicznie się rozwija. Swoją infrastrukturę przygotowuje do potrzeb nie tylko kuracjuszy, lecz także turystów, których ciągle przybywa. Plany rozwoju uzdrowiska do 2020 r. są imponujące. W ramach zwiększenia atrakcyjności turystycznej regionu ma powstać Park Etnograficzny i Centrum Dziedzictwa Łemkowskiego. Zaplanowano również realizację kompleksowego programu rewitalizacji miasta, budowę aquaparku i ścieżki rowerowej o długości 230 km, łączącej miejscowości uzdrowiskowe usytuowane w dolinie Popradu po polskiej i słowackiej stronie. W 2017 r. swoje 20-lecie obchodzi kolejka gondolowa na Jaworzynę Krynicką (1114 m n.p.m.), najwyższy szczyt Pasma Jaworzyny w Beskidzie Sądeckim. 

 

Dzięki nowoczesnej bazie sanatoryjnej i renomowanym hotelom z centrami spa i wellness, takim jak 4-gwiazdkowy Czarny Potok Resort & Spa (szczycący się rozbudowanym luksusowym Centrum Aqua & Wellness, zajmującym aż cztery poziomy), Hotel Spa Dr Irena Eris, Hotel Prezydent Medical Spa & Wellness czy funkcjonujący od 1924 r. Pensjonat Małopolanka & Spa, oferującym usługi na światowym poziomie, sezon w Krynicy-Zdroju trwa praktycznie przez cały rok. Można tu korzystać ze specjalnych pakietów, dostosowanych nawet do najbardziej wyszukanych gustów, odbyć konsultacje z najlepszymi specjalistami w dziedzinie kosmetologii i rehabilitacji, spróbować dań znakomitej autorskiej kuchni. To wszystko sprawia, że polskie uzdrowisko dorównuje najlepszym kurortom europejskim.

 

W Krynicy-Zdroju leczy się głównie choroby gastrologiczne, urologiczne, ginekologiczne, reumatologiczne, neurologiczne i narządu ruchu, zaburzenia krążenia obwodowego oraz cukrzycę. Baza zabiegowa uzdrowiska składa się z pięciu oddziałów rozmieszczonych w czterech obiektach sanatoryjnych i Starych Łazienkach Mineralnych. W 2015 r. w tych ostatnich oddano do użytku kriokomorę ogólnoustrojową oraz salę gimnastyczną wyposażoną w nowoczesny sprzęt sportowy. Rok później w Nowym Domu Zdrojowym został otwarty nowy gabinet do okładów borowinowych i krioterapii miejscowej.

 

Zabiegami, które wyróżniają Krynicę-Zdrój na tle innych uzdrowisk, są kąpiele mineralne kwasowęglowe mokre. Używa się do nich wanien miedzianych wypełnionych wodą mineralną (z naturalnym dwutlenkiem węgla) podgrzewaną parą wodną. Kąpiele kwasowęglowe suche natomiast wykonuje się z zastosowaniem naturalnego dwutlenku węgla pozyskiwanego przy wydobyciu wody leczniczej Zuber. Innym bardzo istotnym zabiegiem są zawijania borowinowe całkowite i częściowe zalecane w chorobach reumatycznych, stanach pourazowych i pozapalnych kości, okostnej, stawów, tkanek okołostawowych, ścięgien, mięśni, tkanki łącznej, naczyń krwionośnych obwodowych, nerwobólach i zespołach bólowych w przebiegu choroby zwyrodnieniowej kręgosłupa, zrostach otrzewnej, przewlekłych stanach zapalnych pęcherzyka żółciowego, wątroby, jajników i tkanek w ich sąsiedztwie oraz chorobach typowo ginekologicznych.

 

Krynica-Zdrój zyskuje coraz większą popularność również dzięki odbywającym się w niej wydarzeniom, takim jak wrześniowe Forum Ekonomiczne i Festiwal Biegowy czy wspomniany już sierpniowy Festiwal im. Jana Kiepury. Jednak najlepszą promocję zapewniają jej stali kuracjusze, wśród których jest wielu gości zagranicznych, wracających tutaj ponownie.

 

UNIEJÓW

 

To jedyne w Polsce uzdrowisko termalne przyciąga bogatą ofertą turystyczną i źródłami o temperaturze ok. 68–70°C, znajdującymi się na głębokości ponad 2 tys. m. Zawierają one np. jod, dzięki czemu można się tutaj poczuć jak nad morzem.

 

Największą atrakcją Uniejowa jest położony u podnóża XIV-wiecznego Zamku Arcybiskupów Gnieźnieńskich kompleks termalno-basenowy. Na obiekt składają się m.in. strefa kąpielowa wewnętrzna i zewnętrzna, strefa masażu i relaksu oraz saun. Baseny na świeżym powietrzu połączone są z krytymi i zasilane leczniczą solanką termalną, dzięki czemu niezależnie od pogody można korzystać z dobrodziejstwa natury przez cały rok. Do zbiorników zewnętrznych wpływa się bezpośrednio z hali basenowej, w której zaprojektowano basen solankowo-uzdrowiskowy z ciepłą wodą oraz oddzielny basen wewnętrzny z częścią rekreacyjną i dziecięcą. Łączna powierzchnia lustra wody we wszystkich strefach to blisko 1,5 tys. m2. Poza kąpielami można skorzystać np. z saun i gabinetów odnowy biologicznej, kabiny śnieżnej, słonecznej łąki czy basenu lodowego. W bezpośrednim sąsiedztwie Term Uniejów leży kompleks piłkarski im. Włodzimierza Smolarka z pełnowymiarowymi boiskami – jednym o nawierzchni z trawy naturalnej, podgrzewanym wodami termalnymi, i drugim pokrytym trawą syntetyczną. Zimą w pobliżu działa też lodowisko o powierzchni 800 m2.

 

W najbardziej malowniczej części miasta, na terenie zabytkowego XIX-wiecznego parku zamkowego, w sąsiedztwie słynnych basenów termalnych powstał Instytut Zdrowia Człowieka – Uzdrowisko Uniejów Park. Dzięki dogodnemu położeniu miejscowości w dolinie Warty, w centralnej części Polski, przy autostradzie A2, w odległości 55 km od Łodzi i 170 km od Warszawy, zainteresowanie tym urokliwym miejscem rośnie z roku na rok. 

 

Uzdrowisko jest przyjazne środowisku. Szczyci się również certyfikatami ekologicznymi. Bogata oferta kulturalno-sportowa Uniejowa łączy atrakcje przyrodnicze, rekreacyjne i historyczne. Uzupełnia ją znakomicie przygotowana baza noclegowa. W uniejowskiej Zagrodzie Młynarskiej można spróbować potraw kuchni staropolskiej (w karczmie), przenocować w młynie lub drewnianym dworze, wziąć udział w warsztatach edukacyjnych czy kulinarnych. Miłośnicy historii mogą uczestniczyć w biesiadach staropolskich albo interaktywnych lekcjach historycznych. Bardziej wymagający turyści zatrzymują się w stylowych apartamentach i pokojach w Zamku Arcybiskupów Gnieźnieńskich.

 

W Uniejowie planowane są kolejne projekty: wybudowanie tężni z termalną inhalacją i sportowej hali jodowej oraz dalsza rozbudowa infrastruktury turystycznej. W porozumieniu ze szkołami wyższymi województwa łódzkiego w mieście prowadzi się prace nad wykorzystaniem tutejszych wód w takich dziedzinach jak kosmetologia czy alternatywne metody leczenia, a nawet w przemyśle spożywczym do przetwarzania warzyw. 

 

NAŁĘCZÓW

 

Jedynym w Polsce jednoprofilowym uzdrowiskiem kardiologicznym jest z kolei Nałęczów. Ogromny atut miasta stanowi położenie na obszarze największego w Europie skupiska lessowych wąwozów. Tutejszy mikroklimat wpływa na obniżenie ciśnienia tętniczego i wspomaga leczenie wielu chorób kardiologicznych. Znajdują się tu również źródła wód mineralnych. Z terapii w uzdrowisku korzystają osoby z chorobą wieńcową, nadciśnieniem tętniczym i nerwicą sercowo-naczyniową oraz chorobami układu krążenia, a także pacjenci wymagający wczesnej rehabilitacji po operacji na sercu i kardiologicznej rehabilitacji dziennej. Leczenie po zabiegach kardiologicznych i ortopedycznych prowadzi się zgodnie z najnowszymi standardami klinicznymi z zastosowaniem nowoczesnego sprzętu diagnostycznego i rehabilitacyjnego. Dużą popularnością cieszą się tradycyjne pobyty sanatoryjne oparte na dobroczynnym wpływie mikroklimatu. Większość obiektów przeznaczonych dla kuracjuszy leży w zabytkowym Parku Zdrojowym z XVIII stulecia, którego zalety doceniał i promował m.in. Bolesław Prus (1847–1912).

 

W Nałęczowie wykonuje się ponad 70 rodzajów zabiegów wodnych, cieplnych, elektrycznych, magnetycznych czy rehabilitacji ruchowej oraz seanse w kriokomorze. Z myślą o osobach chcących się zrelaksować i zadbać o urodę powstały tutejsze komfortowe obiekty z centrami spa. Termy Pałacowe Nałęczowianka usytuowane są we wspomnianym malowniczym Parku Zdrojowym. W ich ofercie znajdują się pobyty zdrowotne i pielęgnacyjno-relaksacyjne. Natomiast w kompleksie wodnym Atriummożna skorzystać z basenu z białą glinką i zwykłego, sauny i jacuzzi. W Clubie Atrium pogramy w kręgle czy bilard. 

 

BUSKO-ZDRÓJ

 

W województwie świętokrzyskim znajduje się Busko-Zdrój. To uzdrowisko funkcjonuje od niemal 190 lat, a dziś dynamicznie się rozwija. W mieście działają nowoczesne sanatoria oraz dwa 4-gwiazdkowe hotele: Słoneczny Zdrój Hotel Medical Spa & Wellness i Bristol Art & Medical Spa. W Parku Zdrojowym usytuowany jest najbardziej znany obiekt – Sanatorium Marconi z 1836 r. z własną salą koncertową. Poza nim w ramach Uzdrowiska Busko-Zdrój S.A. funkcjonują też sanatoria Mikołaj, Oblęgorek i Willa Zielona oraz Uzdrowiskowy Szpital Kompleksowej Rehabilitacji Krystyna i Specjalistyczny Szpital Ortopedyczno-Rehabilitacyjny Górka.

 

Największym bogactwem Buska-Zdroju są wody siarczkowe, które zawierają też m.in. duże ilości jodu, bromu, wapnia, magnezu, selenu i chlorku sodu. Stosuje się je wewnętrznie do picia i zewnętrznie do kąpieli. Ze względu na aktywizację procesów biochemicznych mają działanie przeciwzapalne, przeciwreumatyczne i oczyszczające. Pite regularnie wody siarczkowe obniżają cholesterol, poziom cukru we krwi i łagodzą bóle reumatyczne. Sanatoria i szpitale w Busku-Zdroju są stale modernizowane, wciąż przybywa nowych zabiegów. W planach jest m.in. odnowienie zabytkowej wieży ciśnień.

 

Uzdrowisko słynie także z solanki jodkowej i wody mineralnej Buskowianka-Zdrój, której picie zaleca się w profilaktyce osteoporozy, schorzeń nowotworowych i układu mięśniowo-nerwowego. Wspomaga ono również leczenie chorób metabolicznych takich jak cukrzyca, dna moczanowa czy miażdżyca, wzmacnia układ odpornościowy i doskonale gasi pragnienie. 

 

Od kilku lat Uzdrowisko Busko-Zdrój S.A. wprowadza nową linię kosmetyczną pod nazwą Słoneczne Kosmetyki. Produkty powstały na bazie wody siarczkowej, borowiny i solanki jodkowej. Stanowią one doskonałe uzupełnienie kuracji.  

 

Poza tym od 1995 r. w Busku-Zdroju odbywa się Międzynarodowy Festiwal Muzyczny im. Krystyny Jamroz (w 2017 r. od 1 do 8 lipca), światowej sławy śpiewaczki urodzonej i wychowanej w tym mieście, a także Międzynarodowy Festiwal Pianistyczny „Lato z Chopinem” im. Barbary Hesse-Bukowskiej (na 12–21 lipca 2017 r. zaplanowano XXIII jego edycję).

 

SOLEC-ZDRÓJ 

 

Niedaleko Buska-Zdroju leży Solec-Zdrój. Jego historia jako miejscowości uzdrowiskowej sięga wczesnych lat XIX w. Wtedy odkryto tu źródła solankowe. Do kąpieli leczniczych zaczęto ich używać od ok. 1820 r. W 1837 r. hrabia Karol Godeffroy założył w tym miejscu uzdrowisko. 

 

W Solcu-Zdroju działają dwa 4-gwiazdkowe obiekty sieci Malinowe Hotele: Malinowy Zdrój Hotel Medical Spa i Malinowy Raj Mineral Hotel połączony z Basenami Mineralnymi. Do zabiegów wykorzystuje się w nich wodę siarczkową z własnego ujęcia. Kuracje z jej zastosowaniem wspomagają leczenie przy stanach pourazowych i przeciążeniowych narządu ruchu oraz w przypadku m.in. zwyrodnień stawów i kręgosłupa, dyskopatii, reumatoidalnych zapaleń stawów, przewlekłych chorób skóry, zaburzeń tętniczego krążenia obwodowego, cukrzycy i chorób pochodzenia neurologicznego. Przy hotelach znajdują się centra medyczne, w których prowadzi się hydroterapię, fizykoterapię, kinezyterapię i oferuje różne masaże. Poza tym można tu przyjechać na rehabilitację ortopedyczną i neurologiczną (zalecaną np. po udarze mózgu).Zestawy ćwiczeń są dobierane indywidualnie w zależności od potrzeb pacjenta. Spora część gości obu obiektów korzysta też z zabiegów spa na najwyższym europejskim poziomie.

 

Malinowe Hotele stworzyły także własną linię kosmetyków. W Balneokosmetykach stosuje się leczniczą wodę siarczkową i wyselekcjonowane naturalne składniki aktywne. Od 2016 r. w Solcu-Zdroju przy komfortowych obiektach należących do tej sieci funkcjonuje Centrum Medycyny Chińskiej, oferujące terapie tradycyjnej medycyny chińskiej. Formę leczenia dobiera się w zależności od postawionej wcześniej diagnozy. W ośrodku przygotowuje się kompozycje ziół leczniczych, można również poddać się w nim zabiegom akupunktury i akupunktury kosmetycznej oraz otrzymać zalecenia dietetyczne. W centrum stosuje się podejście holistyczne – przy dobieraniu metod leczenia bierze się pod uwagę funkcjonowanie organizmu człowieka jako całości.

 

LITWA

 

Untitled Session27097

Basen ze sztuczną skałą i 9-metrowymi palmami

© AQUAPARK DRUSKINNIK

 

Największym, najnowocześniejszym i najpopularniejszym uzdrowiskiem na Litwie są z kolei Druskienniki (Druskieniki). Ich nazwa pochodzi od litewskiego słowa druska oznaczającego „sól”. Miasto jest malowniczo położone na skraju Puszczy Augustowskiej i Dzukijskiego Parku Narodowego na prawym brzegu rzeki Niemen. W jego granicach leżą jezioro Druskonis, staw Vijūnėlės i jeziorko Mergelių Akys.

 

Status miejscowości leczniczej Druskienniki otrzymały w 1794 r. dzięki dekretowi króla Polski i wielkiego księcia litewskiego Stanisława Augusta Poniatowskiego (1732–1798). Ze względu na położenie blisko granicy polsko-litewskiej chętnie odwiedzają je Polacy. Rozkwit uzdrowiska przypadł na drugą połowę XIX i początek XX w. Przyjeżdżał tu m.in. Józef Piłsudski (1867–1935). Wówczas to Druskienniki słynęły z leczenia borowinami, wodą mineralną i… kumysem. Dziś do tej listy dodaje się także dobroczynny wpływ mikroklimatu. Charakterystycznym elementem krajobrazu są wydmy lądowe porośnięte sosnami i jałowcami oraz leczniczymi ziołami. W mieście znajduje się wiele ścieżek rowerowych i pieszych.

 

Wodę druskiennicką stosuje się w leczeniu chorób żołądka, jelit, stawów, mięśni, kręgosłupa, układu nerwowego, schorzeń sercowo-naczyniowych i ginekologicznych. Ma ona też zbawienny wpływ na skórę. Wody ze źródła Uroda (najbardziej słonej, pochodzącej z największego lokalnego odwiertu) używa się do płukania gardła. To również skuteczny środek przeciwzapalny.

 

Obecnie Druskienniki są miejscem oferującym przez cały rok leczenie dla wszystkich grup wiekowych, a także specjalne programy dla kobiet w ciąży, dzieci, seniorów i rodzin. Słyną nie tylko z doskonale przygotowanych sanatoriów (najpopularniejsze to Draugystės sanatorija i Eglės) i ośrodków terapii, ale też ekskluzywnych hoteli spa. W ofercie tych ostatnich znajdują się masaże wschodnie i z zastosowaniem alg, miodu, czekolady, jedwabiu czy wody z Morza Martwego.

 

Jednym z najpopularniejszych hoteli w Druskiennikach jest Grand Spa Lietuva, w którym leczy się wielu polskich sportowców, m.in. Justyna Kowalczyk. Do obiektu należy również aquapark. Oferuje się tu pobyty lecznicze i nastawione na zabiegi relaksacyjne i pielęgnujące oraz atrakcje dla rodzin z dziećmi. Podobny profil mają dwa inne druskiennickie ośrodki: Europa Royale Spa Hotel Druskininkai i Best Baltic Hotel Druskininkai Central.

 

W Druskiennikach można pograć w golfa, kręgle, bule, bilard i squasha, a nawet szachy stołowe. Przez cały rok działają park wodny, aquapark w Grand Spa Lietuva, centrum sportu i rozrywki Snow Arena czy park linowy One. Najnowszą inwestycją w mieście jest kolejka linowa z czterema 10-miejsowymi gondolami (Lynų kelias). Warto zwiedzić Park Rzeźby i Rekreacji Antanasa Česnulisa (Antano Česnulio skulptūrų ir poilsio parkas) lub Muzeum Miasta Druskiennik (Druskininkų miesto muziejus), w którym poznamy historię uzdrowiska i lekarzy tutaj pracujących. Interesująco prezentuje się także park rzeźb słynnego francuskiego rzeźbiarza żydowskiego pochodzenia Jacquesa Lipchitza (Jaques Lipchitz Druskininkų skulptūrų parkas).

 

Za największą atrakcję turystyczną uchodzi wspomniany park wodny w kompleksieDruskininkų sveikatinimo ir poilsio centras AQUA. Znajduje się w nim rozbudowana strefa rozrywek wodnych z licznymi zjeżdżalniami (np. Bermudai o długości 212 m), kompleks basenów (m.in. ze sztucznymi falami morskimi, wartką rzeką i kaskadami), z których rozpościera się uroczy widok na rzekę Niemen, zespół saun z 22 łaźniami z wystrojem z różnych stron świata oraz specjalna strefa dla dzieci. Poza tym w tutejszych dwóch centrach spa – Flores i East Island – oferuje się przykładowo zabiegi z zastosowaniem ekologicznego miodu, czekolady, winogron, alg, białych pereł, orientalnych świec czy rozgrzanych kamieni nefrytowych. Pierwsze z nich należy do luksusowego Hotelu Flores, w którym można się zatrzymać, żeby skorzystać z licznych atrakcji parku wodnego. To wspaniałe miejsce dla całej rodziny.

 

Innym ciekawym, chociaż mniej popularnym litewskim uzdrowiskiem są Birsztany (Birštonas). To niewielka, 3-tysięczna miejscowość z nowoczesną bazą noclegową i rehabilitacyjną. W terapiach stosuje się tutaj borowinę leczniczą. Do najbardziej znanych obiektów należy Medical Spa Eglės sanatorija. Poza tym w Birsztanach skorzystamy też z zabiegów w centrach odnowy biologicznej. Interesującą propozycją są oferowane w nowym Amber Spa w Medical Spa Eglės sanatorija masaże z użyciem bursztynu. Można poddać się również dobroczynnemu wpływowi wody bursztynowej pomagającej oczyścić organizm i działającej wzmacniająco na układ odpornościowy oraz udać się do łaźni bursztynowej na podczerwień.

 

Birsztany to znakomite miejsce na aktywny wypoczynek dla rodzin z dziećmi, seniorów oraz osób dbających o zdrowie i zachowanie równowagi ciała i ducha. Znajduje się tu wiele ścieżek spacerowych, pięknie wkomponowanych w malownicze brzegi Niemna. Miejscowość uchodzi za najbardziej czyste litewskie uzdrowisko. 

 

SŁOWACJA

 

SPA RAJECKE TEPLICE

Stylizowane baseny w Spa Aphrodite w uzdrowisku Rajecké Teplice

© WWW.SLOVAKIA.TRAVEL

 

Ciekawe rejony uzdrowiskowe leżą także na Słowacji. Na północnym wschodzie kraju, w malowniczej kotlinie Karpat, w Beskidzie Niskim znajdują się Bardejovské Kúpele (po polsku Bardejów-Zdrój). Moc tutejszych źródeł doceniali car Aleksander I Romanow (1777–1825) i żona cesarza Franciszka Józefa I Elżbieta Bawarska (1837–1898), zwana Sissi. W pobliżu uzdrowiska wznosi się góra Stebnicka Magura (899,9 m n.p.m.), która chroni miejscowość przed wiatrami i zmianami pogody. W leczeniu wykorzystuje się tutejszy dobroczynny mikroklimat i wody mineralne. Przybywają tu osoby skarżące się na choroby układu krążenia, układu trawiennego i zaburzenia przemiany materii, choroby dróg oddechowych (za wyjątkiem gruźlicy) i nerek oraz dróg moczowych. Historyczna zabudowa pobliskiego miasta Bardejów (Bardejov) została wpisana w 2000 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

Inne interesujące uzdrowisko stanowią Pieszczany (Piešťany). Słyną z unikatowego składu miejscowych źródeł termalnych, których właściwości znane są co najmniej od średniowiecza. Główna część miasta znajduje się na wyspie położonej pomiędzy odnogami Wagu. Leczenie przeprowadza się z zastosowaniem schłodzonych wysoko zmineralizowanych wód głębinowych nagrzewających się do 68°C. Tutejsze źródło Torkoš ma temperaturę 68,2°C i jest podobno najcieplejsze na całej Słowacji. Wody termalne zasilają baseny lecznicze i dwa rekreacyjne kompleksy basenowe: zabytkowy Eva i nowoczesny Slňava II. Poza tym stosuje się tutaj okłady borowinowe, które działają przeciwzapalnie, redukują napięcie w mięśniach i poprawiają odżywienie tkanek. Pobyty sanatoryjne w Pieszczanach ukierunkowane są na zwalczanie bólu, poprawę sprawności ruchowej po urazach i odbytych operacjach. Leczy się w nich reumatyzm, artrozy, reumatoidalne zapalenie stawów i jego odmiany. Na gości czekają m.in. stylowe i nowoczesne hotele Danubius Health Spa Resort Thermia Palace (5-gwiazdkowy), Danubius Health Spa Resort Esplanade (4 gwiazdki) czy Spa Hotel Grand Splendid (3-gwiazdkowy).

 

Do najbardziej atrakcyjnych uzdrowisk słowackich należą też Rajecké Teplice, położone ok. 15 km na południowy zachód od Żyliny. Ich atutami oprócz źródeł termalnych są duża liczba słonecznych dni w roku, brak silnych wiatrów i wyjątkowo czyste powietrze. Z tutejszych leczniczych wód korzystano już w XIV w. Dziś stosuje się je w ośrodku balneologicznym w Spa Aphrodite, wyposażonym w najnowocześniejsze urządzenia diagnostyczne i terapeutyczne, oferującym kilkadziesiąt rodzajów zabiegów zdrowotnych, relaksujących i upiększających oraz pakiety wellness. W uzdrowisku leczy się choroby układu ruchowego i nerwowego, dróg oddechowych i choroby zawodowe. Warto zatrzymać się tu w 4-gwiazdkowych hotelach Aphrodite i Aphrodite Palace bądź luksusowym zespole apartamentów Royal Apartments Aphrodite Palace (5 gwiazdek).

 

CZECHY

 

market colonnade trzni kolonada 1

Karlowe Wary, rynek z Kolumnadą Targową z 1883 r. w stylu szwajcarskim

© INFOCENTRUM MĚSTA KARLOVY VARY, O. P. S.

 

Popularnością wśród polskich kuracjuszy cieszą się również Czechy, a szczególnie Karlowe Wary. Rozsławił je Karol IV Luksemburski (1316–1378), król czeski i święty cesarz rzymski, który według legendy trafił na tutejsze wyjątkowe gorące źródła w czasie polowania. Założone przez niego już w XIV w. uzdrowisko powstawało przez stulecia. Dziś wciąż uchodzi za jedno z najpiękniejszych w Europie. Wody termalne z tego rejonu wspomagają leczenie chorób układu trawienia, zaburzeń metabolizmu, cukrzycy, a także chorób neurologicznych, onkologicznych i narządów ruchu. 

 

W Karlowych Warach bywali znani kompozytorzy Ludwig van Beethoven (1770–1827) i Niccolò Paganini (1782–1840), mistrzowie literatury Johann Wolfgang von Goethe (1749–1832) i Nikołaj Gogol (1809–1852) oraz przywódcy z całego świata. Miasto wypełniają piękne stylowe wille, domy uzdrowiskowe i ekskluzywne hotele. Ściągają tu zarówno kuracjusze na leczenie, jak i osoby chcące skorzystać z zabiegów spa na najwyższym światowym poziomie.

 

Jednym z najbardziej znanych obiektów hotelowych w Karlowych Warach jest 5-gwiazdkowy Grandhotel Pupp, uznawany za jeden z najlepszych na naszym globie. Słynie m.in. z wyśmienitych dań kuchni staroczeskiej i potraw przygotowywanych według tradycyjnych receptur. 

 

W Karlowych Warach warto odwiedzić Muzeum Jana Bechera (Jan Becher Muzeum), gdzie prezentowane są przyrządy związane z produkcją znanego na całym świecie likieru ziołowego Karlovarská Becherovka. Zwiedzanie połączone jest z degustacją. Od niedawna można wybrać się też na wizytę do willi rodu Becherów (Becherova vila). 

 

Najważniejsze wydarzenie kulturalne, które odbywa się w Karlowych Warach, toMiędzynarodowy Festiwal Filmowy Karlowe Wary (w 2017 r. organizowany w dniach 30 czerwca–8 lipca), jedna z najbardziej prestiżowych tego typu imprez w Europie Środkowej. W jego trakcie prezentuje się ponad 200 filmów z całego świata, które walczą o Kryształowy Globus.

 

W Czechach można również wybrać się na kurację do miasta Mariańskie Łaźnie (Mariánské Lázně) ze 100 zimnymi źródłami, z których 53 jest wykorzystywanych do celów leczniczych. Zimne szczawy (temperatura 7–10°C) o wysokiej zawartości żelaza i soli mineralnych stosuje się w terapiach u osób z chorobami układu moczowego i nerek oraz zaburzeniach metabolizmu. Uzdrowisko specjalizuje się także w leczeniu chorób onkologicznych, kobiecych i skórnych, jak też przewodu pokarmowego, układu nerwowego i oddechowego. Luksusowe hotele takie jak Danubius Health Spa Resort Grandhotel Pacifik (4 gwiazdki z plusem), Danubius Health Spa Resort Imperial (4-gwiazdkowy superior) czy Kur & Medical Spa Hotel ROYAL (należący do sieci Royal Spa) oferują szeroki wachlarz zabiegów spa i wellness. 

 

Trzecim miastem z tzw. czeskiego trójkąta uzdrowisk są Franciszkowe Łaźnie (Františkovy Lázně). Ich nazwa pochodzi od cesarza Austrii Franciszka I (ostatniego świętego cesarza rzymskiego Franciszka II), który w 1793 r. założył w tym rejonie miejscowość uzdrowiskową. W kuracjach stosuje się tu wodę z zimnych źródeł mineralnych, borowinę i gazy lecznicze. Wykorzystuje się je w leczeniu chorób układu ruchu i serca, a także chorób naczyniowych i kobiecych. Klasyczne terapie uzdrowiskowe oraz zabiegi spa oferują m.in. Hotel Imperial (4 gwiazdki z plusem), Lázeňský dům Kijev (3-gwiazdkowy) i Belvedere (3 gwiazdki).

 

WĘGRY

 

Nasi rodacy od wielu lat chętnie zaglądają również do Węgier i nazywanego perłą Dunaju romantycznego Budapesztu. Ta jedna z najpiękniejszych i najbardziej interesujących stolic europejskich jest jednocześnie uzdrowiskiem. Wykorzystuje się tutaj wody termalne, które doceniali już starożytni Rzymianie. Gdy kraj trafił pod panowanie tureckie (w pierwszej połowie XVI stulecia), w mieście wybudowano łaźnie. Do dzisiaj z powodu swojej niezwykłej architektury są nieodłącznym elementem w krajobrazie Budapesztu. Jednym z najciekawiej położonych kąpielisk jest to na Górze Gellérta (235 m n.p.m.). Rozpościera się stąd zapierający dech w piersiach widok na węgierską stolicę. Na zainteresowanie zasługuje także obiekt kąpielowy Szent Lukács Gyógyfürdő és Uszoda znajdujący się w miejscu dawnego szpitala. Nie wolno zapomnieć też o wspaniałym neobarokowym kompleksie Széchenyi Gyógyfürdő és Uszoda usytuowanym w Peszcie i wyjątkowych Łaźniach Królewskich (Király Gyógyfürdő), które wznieśli Turcy po zajęciu Budy w 1541 r. 

 

W Budapeszcie działa wiele ośrodków spa i wellness oraz obiektów hotelowych oferujących tego typu zabiegi. Na północy, niedaleko obwodnicy M0 leży wśród zieleni Aquaworld Resort Budapest (4-gwiazdkowy superior). Jego goście mają zapewniony bezpłatny dojazd do centrum stolicy (na słynny plac Bohaterów), dlatego pobyt w nim można połączyć ze zwiedzaniem. Spodoba się tu zresztą nie tylko miłośnikom zabytków, ale również osobom chcącym wypocząć i się zrelaksować oraz rodzinom z dziećmi. Przy hotelu znajduje się częściowo kryty park wodny z wieloma atrakcjami, w tym 11 zjeżdżalniami (na jednej z nich pędzi się w dół z wysokości 17 m) czy basenem ze sztucznymi falami. W kompleksie Aquaworld można skorzystać także ze strefy saun, w której przygotowano dodatkowo specjalne seanse (SzaunaSzeánsz®) z zastosowaniem np. olejków eterycznych lub miodu. Poza tym w hotelu działa też klimatyczne trzypoziomowe Oriental Spa. W jego ofercie są relaksujące kąpiele w basenie o temperaturze wody 34–36°C, sesje w saunie i łaźni tureckiej (hammamie), rozmaite masaże i zabiegi pielęgnacyjne oraz terapia wodna watsu. Oprócz tego można pograć w squasha bądź tenisa i poćwiczyć w centrum fitness. Na terenie hotelu znajdują się trzy restauracje i trzy bary, w tym jeden (Gaming) wyposażony w piłkarzyki, stół do snookera, tarczę z rzutkami, konsolę Xbox i pokój do gry w karty. Z myślą o małych dzieciach (do 12. roku życia) powstała sala zabaw Bongo Kids Club o powierzchni ponad 250 m².

 

Znany węgierski kurort uzdrowiskowy stanowi też Hévíz z największym naturalnym jeziorem termalnym w Europie (aż 4,44 ha!). Turyści i kuracjusze mogą zatrzymać się tu w jednym z licznych obiektów o różnym standardzie. Wybór jest szeroki: od prywatnych apartamentów do 5-gwiazdkowych hoteli. Do jednych z najpopularniejszych wśród Polaków należy NaturMed Hotel Carbona (4-gwiazdkowy superior). Hévíz leży niedaleko Balatonu, największego jeziora na Węgrzech i w całej Europie Środkowej (594 km² powierzchni), którego brzegi są znakomitym rejonem na wycieczki, a to ze względów zarówno przyrodniczych i rekreacyjnych, jak i kulturowych.

 

Chętnie odwiedzane przez Polaków uzdrowisko Hajdúszoboszló położone jest natomiast na wschodzie kraju (ok. 200 km od Budapesztu). Stanowi mekkę pacjentów ze schorzeniami reumatycznymi. W 1925 r. odkryto tutaj źródła termalne i od tego czasu miejscowość zaczęła się dynamicznie rozwijać. Dziś wciąż rozbudowuje się w niej infrastrukturę leczniczą, sportową i turystyczną. Powstają też nowe miejsca, w których można skorzystać z zabiegów odnowy biologicznej na najwyższym poziomie. Turystów i kuracjuszy przyciąga przede wszystkim ogromny kompleks kąpielowy Hungarospa Hajdúszoboszló. Kąpielisko otwarto tu w 1927 r., niedługo po odkryciu wód geotermalnych.

Artykuły wybrane losowo

Gwatemala – serce świata Majów

HANNA BORA

www.sledznas.pl

<< Gwatemala to z pewnością jeden z najciekawszych krajów Ameryki Centralnej. Zachwyca wielką różnorodnością. Można tu zagubić się w bujnym tropikalnym lesie podczas odkrywania pozostałości cywilizacji Majów, wspinać się na majestatyczne wulkany, kąpać się w turkusowych wodospadach, odwiedzać kolonialne miasta i kolorowe targi. Nic dziwnego, że to miejsce staje się coraz bardziej popularnym celem podróży dla turystów z całego świata. Zdecydowanie warto wybrać się do Gwatemali. >>

 

Wzniesiony pod koniec XVII stulecia Łuk Świętej Katarzyny w mieście Antigua

© JACEK ŚLEDZIŃSKI/WWW.SLEDZNAS.PL

 

Ten kraj graniczy z Meksykiem, Belize, Hondurasem i Salwadorem. Ma wybrzeże zarówno nad Morzem Karaibskim, jak i nad Pacyfikiem. Przez terytorium Gwatemali przebiega łańcuch Kordylierów Południowych z licznymi wulkanami.

Nasza wyprawa do tej części Ameryki Centralnej była niezapomnianym przeżyciem. Czas spędzaliśmy na trekkingach i wycieczkach do gwatemalskich cudów natury. Z zainteresowaniem poznawaliśmy też miejscową kulturę – podziwialiśmy pozostałości cywilizacji Majów i odkrywaliśmy zwyczaje ich potomków.

 

WYBUCHOWA NOC

Jest chłodna noc. Kulimy się w naszych śpiworach w namiocie. Na szczęście mamy ze sobą jeszcze koc. Po zachodzie słońca temperatura znacząco spadła. Zerkam na zegarek. Jest dopiero 21.00, do pobudki pozostało ponad 7 godz. Staram się zasnąć. Jednak kiedy tylko zapadam w sen, wyrywa mnie z niego potężny huk. Potem jeszcze przez dłuższą chwilę słychać spadające kamienie. Tej nocy powtórzy się to kilka razy.

Przed naszym namiotem co kilkadziesiąt minut rozgrywa się niesamowite widowisko. Mamy świetny widok na szalejący Wulkan Ognia (Volcán de Fuego, 3763 m n.p.m.) – najbardziej aktywny w Ameryce Centralnej i jeden z niemal 40 znajdujących się w Gwatemali. To niezwykłe doświadczenie. Zanim położyliśmy się spać, wpatrywaliśmy się zahipnotyzowani w gęste obłoki dymu i rozżarzone strumienie lawy spływające po zboczach. Potęga natury jednocześnie przeraża i zachwyca. Trudno od tego spektaklu oderwać wzrok.

Budzimy się o 4.00. Zziębnięci próbujemy ogrzać się kawą przy ognisku. Przed nami ostatni odcinek szlaku na wulkan Acatenango. Spieszymy się, żeby zobaczyć z jego szczytu wschód słońca. Drogę już znamy. Poprzedniego dnia dotarliśmy do naszego obozowiska wczesnym popołudniem i postanowiliśmy wejść na wierzchołek na zachód słońca. Tym razem jednak idzie się trudniej. Panuje zupełny zmrok rozświetlany jedynie światłem naszych czołówek. Przystajemy, kiedy słyszymy głośniejsze pomruki wulkanu, żeby nie ominąć kolejnego wybuchu. Po nieprzespanej nocy bardziej dokucza nam wysokość. Wspinamy się na 3976 m n.p.m.

Gwiazdy powoli bledną i robi się coraz jaśniej. Niebo zaczyna się mienić kolorami. Pomiędzy chmurami przebłyskują światła okolicznych miast. Do wierzchołka niewiele nam już brakuje. Na szczycie spotykamy inne grupy turystów. Poprzedniego wieczoru byliśmy tu sami. Teraz jednak chętnych do podziwiania tego niezwykłego spektaklu jest znacznie więcej. Obecnie dla wielu osób ta nocna wędrówka to największa atrakcja Gwatemali, a w pobliskiej Antigui działa kilkanaście agencji organizujących grupowe trekkingi. Można też dojechać do wioski La Soledad i w niej znaleźć lokalnego przewodnika lub wybrać się w góry samemu, o ile ma się odpowiednie doświadczenie w wyprawach wysokogórskich.

Wschód rzeczywiście jest spektakularny. Słońce wstaje nad kolejnym szczytem – Wulkanem Wody (Volcán de Agua, 3760 m n.p.m.). Jego promienie tańczą pomiędzy chmurami i dodają kolorom ciepła. Fuego wciąż wykazuje aktywność i wypuszcza spore kłęby dymu. Nie musimy się nigdzie spieszyć, więc spokojnie obchodzimy krawędź krateru, podziwiając widoki. Przed nami rozciągają się łańcuchy górskie, leżą jeziora, miasta i mniejsze wioski. W pewnym momencie możemy nawet dostrzec imponujący cień wulkanu. Poza nami nie ma już prawie nikogo. Jest naprawdę magicznie.

Schodzimy też do środka krateru, gdzie znajduje się nieduża, prosta chata. Niewielkie refugio („schronisko”) imienia doktora Axela Carranzy zbudowano tutaj w 2017 r. po tym, jak sześcioro turystów (w tym wspomniany gwatemalski chirurg) zginęło na wulkanie z powodu nagłego załamania pogody. Warunki tego dnia były fatalne – opowiada nam Alberto, spotkany na górze lokalny przewodnik. Radziliśmy im, żeby zawrócili, ale nie chcieli zrezygnować. Wieczorem zerwał się silny wiatr, który porwał ich namioty. Temperatura spadła poniżej zera i większość z nich zmarła z wyziębienia. Mamy nadzieję, że nigdy więcej nie dojdzie do takiej tragedii. Słuchamy jego słów w milczeniu i przyglądamy się tablicom pamiątkowym. Góry są nieprzewidywalne i uczą człowieka pokory.

W drodze powrotnej z wulkanu ekscytacja powoli ustępuje w nas miejsca zmęczeniu. Napakowane ciepłymi ubraniami plecaki ciążą, mięśnie zaczynają się buntować. Zejście zawsze wydaje nam się bardziej monotonne i mozolne, nawet jeśli trwa krócej. Mijamy liczne grupy turystów wdrapujących się na szczyt. Niektórzy wypytują nas o wrażenia. Potwierdzamy, że Wulkan Ognia jest bardzo aktywny i można liczyć na pokaz naturalnych fajerwerków. Sami marzymy już tylko o tym, żeby się położyć i odpocząć.

 

MIASTO W CIENIU WULKANÓW

Na odpoczynek ruszamy do dawnej stolicy hiszpańskiej kolonii Capitanía General de Guatemala (z lat 1540–1776). Antigua (Antigua Guatemala) sprawia wrażenie, jakby czas się w niej zatrzymał. Niska zabudowa, brukowane uliczki, kolonialne budynki w różnych kolorach i dachy pokryte czerwoną dachówką zachwycają turystów. Poza tym rozpościerają się stąd wspaniałe widoki na trzy wulkany: Ognia, Wody i Acatenango. To malownicze położenie dodaje miastu uroku, ale bywało też źródłem nieszczęść. Antigua była wielokrotnie nękana przez trzęsienia ziemi. W 1773 r. została zniszczona niemal doszczętnie, a trzy lata później zarządzający kolonią zadecydowali o przeniesieniu stolicy. Śladami po tym dramatycznym wydarzeniu są liczne ruiny barokowych kościołów. Ich popękane mury przypominają o nieustannym zagrożeniu.

Na spacer po mieście najlepiej wybrać się rano, kiedy ulice wciąż pozostają puste i dopiero budzą się do życia. Łatwiej wtedy wypatrzyć najbardziej klimatyczne zaułki i detale, które składają się na wyjątkowy charakter tego miejsca. Dzień zaczynamy od typowego gwatemalskiego śniadania – desayuno chapín („śniadania mistrzów”). Na stole pojawiają się: jajecznica, pasta z czerwonej fasoli, smażone banany, plasterki awokado, kawałek białego sera i oczywiście tortille – bez nich w Gwatemali nie ma posiłku. Nie sposób się nie najeść. Do tego wypijamy czarną kawę. W końcu to główny towar eksportowy kraju. Niestety, ta podawana w ulicznych jadłodajniach lub na targu zazwyczaj nie jest zbyt mocna.

Po dodającym mnóstwa energii posiłku włóczymy się wąskimi uliczkami i obserwujemy życie mieszkańców, którzy powoli gromadzą się na licznych placach. Z zachwytem patrzymy na tradycyjne, niezwykle kolorowe stroje kobiet. Kierujemy się w stronę żółtego Łuku Świętej Katarzyny (Arco de Santa Catalina). To najbardziej charakterystyczny punkt miasta i jedna z wizytówek Gwatemali. Kawałek za nim znajduje się piękny barokowy Kościół Miłosierdzia (Iglesia de la Merced) ukończony w 1767 r. Siadamy na ławce i przypatrujemy się misternym, białym zdobieniom. Zaraz obskakuje nas grupka dzieciaków próbujących sprzedać nam plecione bransoletki, kolorowe torebki i zabawki. Grzecznie odmawiamy, ale młodzi handlarze nie dają za wygraną i wpatrują się w nas dużymi, ciemnymi oczami. Trudno się nie złamać.

Obowiązkowym punktem na trasie zwiedzania Antigui jest Wzgórze Krzyża (Cerro de la Cruz). Prowadzi na nie rząd schodów, ale na górę można wjechać też taksówką lub samochodem. Kilka lat temu to miejsce nie cieszyło się najlepszą sławą. Podobno zdarzały się tu napady na turystów. Obecnie od rana do zmierzchu patrole policyjne pilnują porządku w okolicy. Na wzgórzu jest spokojnie, spotyka się na nim sporo zakochanych par wymieniających czułości i rodzin z dziećmi. Z Cerro de la Cruz rozciąga się imponująca panorama miasta z Wulkanem Wody w tle. Dopiero stąd widać idealny plan ulic układających się w szachownicę. W środkowym punkcie znajduje się Park Centralny (Parque Central) otoczony najważniejszymi budynkami i przytulnymi kawiarniami. Oglądanie Antigui ze wzgórza to idealne uzupełnienie zwiedzania. Rozpoznajemy odwiedzone wcześniej miejsca i odnajdujemy te, które przez przypadek ominęliśmy.

Pomimo zniszczeń miasto zdołało zachować swój unikatowy, kolonialny charakter. W 1979 r. zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Obecnie Antigua jest jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc nie tylko w Gwatemali, ale i całej Ameryce Centralnej. Wielu turystów postanawia zatrzymać się w niej na dłużej. Nie brakuje tu eleganckich hoteli z pięknymi dziedzińcami, budżetowych hosteli, szkół językowych, sklepów z pamiątkami i organiczną żywnością. Mamy wrażenie, że wymyślnych restauracji działa w mieście znacznie więcej niż tanich jadłodajni. Osobom zainteresowanym lokalnym kolorytem polecamy wizytę na głównym targowisku. Tuż za nim znajduje się dworzec, gdzie możemy zobaczyć swoistą wystawę kolejnego symbolu Gwatemali. Lśniące i jaskrawo pomalowane chicken busy są nieodłącznym elementem krajobrazu tego kraju. To stare szkolne autobusy z USA, które otrzymały szansę na nowe życie i sprawdzają się na najtrudniejszych drogach Ameryki Centralnej. Nie sposób ich nie zauważyć. Mienią się wszystkimi kolorami tęczy. Kierowcy wykazują się dużą kreatywnością przy dekorowaniu swoich wehikułów. Często też nadają im imiona, polecają opiece świętych i opatrzności Bożej.

Przejażdżka takim pojazdem to prawdziwa przygoda. Pasażerowie upychani są do granic możliwości, nie zdarza się, żeby dla kogoś zabrakło miejsca. Bagaże i wszelkiego rodzaju pakunki lądują na dachu. Niektórzy przewożą też zwierzęta, głównie kury. Właśnie stąd najprawdopodobniej wzięła się popularna, angielska nazwa. Kiedy nieustraszony kierowca mknie po górskich serpentynach, jego pomocnik wykrzykuje nazwę docelowego miasta, aby wyłapać kolejnych podróżnych. Wtóruje mu donośnie klakson. Czas przejazdu umilają pasażerom ulubione piosenki kierowcy (puszczane z głośników najgłośniej jak się da) oraz niekończące się korowody sprzedawców oferujących przekąski, napoje i masę niepotrzebnych przedmiotów wszelkiej maści.

 

Stożek aktywnego wulkanu Acatenango nocą

©© JACEK ŚLEDZIŃSKI/WWW.SLEDZNAS.PL

 

NAJPIĘKNIEJSZE JEZIORO ŚWIATA

Jeszcze zanim wyjechaliśmy z Antigui nad jezioro Atitlán, zdążyliśmy wiele o tym miejscu usłyszeć. Na cały świat rozsławił je angielski pisarz Aldous Huxley, autor wydanej w 1932 r. powieści Nowy wspaniały świat. To właśnie on stwierdził, że jest najpiękniejszym jeziorem na ziemi i tę opinię do dziś powtarzają niemal wszystkie przewodniki i foldery turystyczne. Od wielu osób słyszeliśmy o malowniczym położeniu, kolorowych majańskich wioskach rozsianych wzdłuż brzegów i niezwykłej energii, która nie pozwala szybko stąd wyjechać. Zazwyczaj podchodzimy do takich zachwytów sceptycznie. Pozwala nam to uniknąć zbędnych rozczarowań. Jednak już na krętej, prowadzącej stromo w dół drodze zaczęliśmy rozumieć, skąd wzięły się te entuzjastyczne oceny. Chcąc nie chcąc, sami ulegliśmy w końcu magii tego miejsca.

Na czym polega urok tej okolicy? Na ten temat krąży wiele legend. Według jednej z nich w czasach konkwisty hiszpański żołnierz zakochał się w pięknej majańskiej dziewczynie, którą ujrzał nad brzegiem jeziora. Niestety, jego wybranka nie zwracała na niego uwagi. Wybrał się więc do lokalnej szamanki z prośbą o pomoc. Otrzymał od niej pierścień i zapewnienie, że jeśli dziewczyna go założy, jej serce będzie należało do niego. Tak rzeczywiście się stało. Choć zakochana para spotykała się potajemnie, wkrótce o związku dowiedział się dowódca oddziału i wpadł w szał. Swojego podwładnego wtrącił do więzienia, a dziewczynę skazał na śmierć. Tuż przed egzekucją zauważył na jej dłoni pierścień. Postanowił go zatrzymać. Po kilku dniach zaczął jednak odczuwać niepokojące przywiązanie do niepokornego żołnierza. Nie potrafił nad nim zapanować. Którejś nocy wypłynął łódką na środek jeziora i wyrzucił pierścień do wody. Od tej pory Atitlán rzuca czar na każdego, kto na nie spojrzy.

Jezioro leży na wysokości ponad 1500 m n.p.m. i wypełnia rozległą kalderę, która powstała w wyniku wybuchu wulkanu ok. 85 tys. lat temu. Ma powierzchnię 130 km2. Otaczają je góry i trzy wulkaniczne szczyty: Atitlán (3537 m n.p.m.), Tolimán (3158 m n.p.m.) i San Pedro (3020 m n.p.m.). Głównym miasteczkiem w okolicy jest Panajachel (w skrócie Pana). W latach 60. XX w. upodobali je sobie hippisi. To najłatwiej dostępne, ale też najbardziej turystyczne miejsce w tym rejonie. Wystarczy jednak wsiąść w wodną taksówkę, aby przenieść się do jednej ze spokojniejszych miejscowości. San Pedro La Laguna cieszy się popularnością wśród osób młodych. Można znaleźć tutaj najtańsze noclegi, szkoły języka hiszpańskiego oraz wiele restauracji i barów czynnych do późna. San Juan La Laguna przyciąga artystów, a San Marcos La Laguna – praktykujących jogę i medytację. Warto wybrać się też do miasta Santiago Atitlán, gdzie można odwiedzić lokalny targ, a także majańskiego boga Maximóna. To nieoficjalny gwatemalski święty, którego drewnianą figurę przyozdabia bandana i kapelusz. Wiele osób zwraca się do niego z prośbami, a w zamian za ich spełnienie zostawia mu pieniądze, alkohol lub papierosy. Atitlán to świetne miejsce na spotkanie z kulturą i tradycjami współczesnych Majów.

Osoby zafascynowane dawnym majańskim imperium powinny zajrzeć pod wodę. W 1996 r. biznesman i nurek Roberto Samayoa natknął się w jeziorze na nietypowe znalezisko. Odkrył podwodne miasto – prawdziwą Atlantydę Majów. Nazwał je Samabaj. Początkowo nikt mu nie wierzył. Po pewnym czasie jednak okazało się, że jego odkrycie jest unikatowe na skalę całej Mezoameryki. Rozpoczęto więc prace archeologiczne. Na ich podstawie badacze doszli do wniosku, że wcześniej była tu niewielka wyspa, która została zatopiona ok. 2 tys. lat temu w wyniku naturalnej katastrofy, takiej jak wybuch wulkanu.

 

TARGOWISKO RÓŻNOŚCI

W niedzielę wybieramy się do Chichicastenango. Leży zaledwie godzinę drogi od jeziora. Na pierwszy rzut oka miasto nie wyróżnia się niczym szczególnym. Jednak dwa razy w tygodniu – w czwartki i niedziele – jego ulice wypełniają się gwarem, kolorami i zapachami, gdy zamieniają się w ogromne targowisko. Można tutaj kupić wszystko. Stragany uginają się od towarów, na wieszakach powiewają pięknie haftowane bluzki (huipiles). Do tego aż roi się od barwnych chust, pasów, toreb i plecaków, wszelkiego rodzaju figurek, obrazków… Łatwo dostać oczopląsu od tych wszystkich kolorów. Targ w Chichi przyciąga jak magnes turystów poszukujących pamiątek z podróży. Z tego względu ceny często są na nim dość mocno zawyżone i trzeba się targować. Targowisko ma jednak też swoją mniej turystyczną stronę – pojawiają się na nim liczne stoiska z warzywami, owocami, ziołami i przyprawami, na których zaopatrują się mieszkańcy okolicznych wiosek.

W samym sercu miasteczka znajduje się Kościół św. Tomasza z Akwinu (Iglesia de Santo Tomás de Aquino). Prowadzi do niego 18 stopni. Zanim na te tereny przybyli Hiszpanie, były to schody majańskiej świątyni. Każdy stopień symbolizuje jeden miesiąc z kalendarza Majów. Nawet dziś można na nich spotkać lokalnych szamanów odprawiających tradycyjne rytuały. Schody okupują również kobiety sprzedające kwiaty, które wierni składają w ofierze. Wszędzie unosi się zapach kadzidła. Choć z zewnątrz kościół nie różni się specjalnie od innych katolickich świątyń, obrzędy odprawiane w środku zupełnie nie przypominają tych powszechnie znanych. Wnętrze jest ciemne, oświetlone jedynie wątłymi płomieniami świeczek. Słyszymy ludzi mruczących modlitwy. Przyglądamy się z zafascynowaniem. Turyści są w kościele mile widziani. Pod żadnym pozorem jednak nie można w nim robić zdjęć.

 

Naturalne turkusowe baseny tworzące niezwykły wodospad Semuc Champey

©© JACEK ŚLEDZIŃSKI/WWW.SLEDZNAS.PL

 

DACH AMERYKI CENTRALNEJ

Kolejnym przystankiem na naszej trasie jest drugie największe miasto Gwatemali – Quetzaltenango, znane też jako Xelajú lub Xela. Nie wygląda ono tak ładnie i fotogenicznie jak Antigua. Spotyka się też w nim zdecydowanie mniej turystów. Nam jednak się tutaj podoba. Włóczymy się bez celu ulicami i zaglądamy na miejscowy targ. Na obiad wstępujemy do gwarnej jadłodajni, gdzie podaje się głównie kurczaka w przeróżnej postaci. Między stołami biegają psy czyhające na smaczne kąski. Najwięcej czasu spędzamy na… cmentarzu. Jest ogromny – przypomina miasto w mieście, barwne i malowniczo otoczone wulkanami. Nie brakuje na nim dostojnych, marmurowych grobowców, w których spoczywają najważniejsze lokalne osobistości. Najwięcej tu jednak wielopiętrowych, kolorowych krypt.

W mieście nie zostajemy długo. Wyruszamy na kolejny wulkan. Wznoszący się na 4220 m n.p.m. Tajumulco to najwyższy szczyt nie tylko Gwatemali, ale i całej Ameryki Centralnej. Trasa nie jest trudna i spokojnie można ją pokonać w obie strony w jeden dzień. Postanawiamy jednak spędzić noc na szczycie, żeby obejrzeć z niego zachód i wschód słońca. Mamy namiot, karimaty, śpiwory i sporo ciepłych ubrań. Początkowy odcinek stanowi monotonna, brukowana droga. Jesteśmy na trasie sami. Gdy przechodzimy wzdłuż pól kukurydzy, spotykamy miejscową rodzinę. Pozdrawiają nas życzliwie i życzą powodzenia. Ścieżka powoli zaczyna się piąć w górę. Szlak nie jest oznaczony. Kilka razy z niego zbaczamy i przedzieramy się przez krzaki. Trudno jednak byłoby się tutaj zgubić. Cały czas widzimy wyraźnie przed sobą wierzchołek wulkanu.

Na szczyt docieramy po 5 godz. Jesteśmy zmęczeni i lekko rozczarowani, bo wręcz toniemy w chmurach. Z pięknych widoków nici. Rozstawiamy namiot i przez chwilę walczymy z pokusą, żeby zaszyć się w środku i odpocząć. Na szczęście zwycięża nasza silna wola. Tuż przed zachodem słońca część chmur się rozchodzi i możemy podziwiać cały łańcuch wulkaniczny Gwatemali. Po chwili słońce zaczyna opadać coraz niżej, a niebo rozpalają odcienie czerwieni. Jak zauroczeni wpatrujemy się w magiczny spektakl natury.

Kryzys przychodzi nocą, kiedy zaczynamy odczuwać skutki braku aklimatyzacji. Organizm się buntuje. Głowa pulsuje i nie daje zasnąć. Po kilku godzinach przerywanego snu budzą nas głosy przed namiotem. Okazuje się, że tego dnia na wulkan wybrała się też spora grupa prowadzona przez organizację Quetzaltrekkers. Trzęsąc się z zimna, zbieramy się na wschód słońca. Niestety, nie jest już tak spektakularny jak zachód.

 

OAZA W ŚRODKU TROPIKALNEGO LASU

Po zdobyciu dachu Ameryki Centralnej należy nam się odpoczynek. Możemy wybrać się na wybrzeże Pacyfiku, wyruszamy jednak nad wodospad Semuc Champey. Turkusowe kaskady otoczone gęstym lasem tropikalnym wydają nam się bardziej atrakcyjne niż plaża i palmy. Jedynym wyzwaniem jest dojazd. Ten cud natury znajduje się w odległym rejonie (w departamencie Alta Verapaz), a prowadząca do niego kręta, wyboista droga przecina serpentynami góry. Dla nas brzmi to zachęcająco. Ruszamy w stronę miasta Cobán. Po godzinie jazdy utykamy w sznurze samochodów. Dalej nie dojedziecie – informuje nas jeden z czekających kierowców. Droga jest zamknięta przez protesty. Otworzą ją dopiero po południu. Tego nie przewidzieliśmy. Staramy się rozeznać w sytuacji – może znajdziemy jakiś objazd? Miejscowi kręcą głowami. Nie mamy szans przejechać, wszystko jest poblokowane. Pozostaje nam czekać. W centrum wydarzeń znajduje się kilkunastoosobowa grupa z megafonem. Wytykają władzom pazerność i korupcję. Przyglądamy się protestującym i czytamy hasła z ich żądaniami. Są przyjaźnie nastawieni, uśmiechają się. Podpytują nas o Polskę i opowiadają o swojej sytuacji. Bardzo dużo płacimy za prąd. Nie powinno tak być! – słyszymy od kilku osób. Niektórzy mówią nam jednak, że protesty są ustawione, a mieszkańcy wiosek otrzymują wynagrodzenie za blokowanie dróg. Za to my tracimy przez nich pieniądze, bo nie dowieziemy towarów na czas – narzeka jeden z mężczyzn.

Po 14.00 droga zostaje w końcu odblokowana. Ruszamy dalej. Krajobrazy wokół nas stają się coraz bardziej imponujące. Przejeżdżamy przez porośnięte gęstą zielenią góry. Zabudowań jest znacznie mniej. Z oddali dociera do nas huk rzeki Cahabón. Przepływa przez okoliczne doliny, aż nagle znika pod naturalnym wapiennym mostem. Na jego powierzchni powstały baseny wypełnione krystalicznie czystą wodą, która przelewa się między nimi, tworząc dziesiątki strumieni i wodospadów. Tak właśnie wygląda Semuc Champey. Najładniej prezentuje się z góry. Wchodzimy w głąb tropikalnego lasu i wspinamy się stromą ścieżką na punkt widokowy. W powietrzu unosi się wilgoć. Choć trasa nie jest ani specjalnie trudna, ani długa, pot leje się z nas strumieniami. Nie możemy się już doczekać chwili, gdy zanurzymy się w przejrzystej wodzie. W basenach można spędzić cały dzień na przepływaniu z jednego do drugiego, korzystaniu z naturalnych zjeżdżalni i skakaniu z wysokich półek skalnych. To prawdziwa oaza i idealne miejsce na odpoczynek.

 

Świątynia II (Świątynia Masek) w dawnym majańskim mieście Tikal

©© JACEK ŚLEDZIŃSKI/WWW.SLEDZNAS.PL

 

ŚLADAMI MAJÓW

Gwatemala to dawne serce imperium Majów. Porośnięta gęstym lasem nizina Petén położona na północy kraju zajmuje mniej więcej 33 proc. jego powierzchni. Jednocześnie stanowi najrzadziej zaludniony gwatemalski region. To właśnie tutaj ukryte są ruiny dawnych miast. Najsłynniejszym z nich jest Tikal. Turystów wpuszcza się na jego teren od godziny 6.00. Wstajemy jeszcze przed wschodem słońca, żeby zdążyć przed większymi grupami odwiedzających. Gęsty las powoli budzi się do życia. Ciszę rozdzierają głośne wołania wyjców. Najpierw kierujemy się do Świątyni IV (Świątyni Dwugłowego Węża) – najwyższej, na którą można się wspiąć (prawie 70 m). Wpatrujemy się w kolejne piramidy wyłaniające się pomiędzy koronami drzew. Wciąż spowite są poranną mgłą, która jeszcze nie zdążyła opaść.

Tikal uważany jest za ważny ośrodek dawnego państwa Majów. Okres jego największego rozkwitu przypadł na VII–VIII w. Co ciekawe, już niecałe 200 lat później z nieznanych przyczyn miasto zostało opuszczone i zapomniane. Dopiero w XVII stuleciu odkryli je hiszpańscy misjonarze. Jego centrum zajmuje Wielki Plac (Gran Plaza) ze słynną Świątynią Wielkiego Jaguara (Świątynią I) i zabudowaniami Akropolu. Kontynuujemy spacer między ruinami i docieramy do placu o wymownej nazwie Zaginiony Świat (Mundo Perdido). Kompleks obejmuje kilka świątyń. Dawniej prowadzono tu także obserwacje astronomiczne. Przysiadamy na kamiennych stopniach i wsłuchujemy się w szept historii. Choć Tikal to niewątpliwie jedna z największych atrakcji turystycznych Gwatemali, w niektórych miejscach jesteśmy sami. Towarzyszą nam jedynie dzikie zwierzęta takie jak zabawne ostronosy, małpy czepiaki i różne gatunki egzotycznych ptaków.

 

Wydanie Wiosna 2018

 

Hakuna matata – Kenia dla każdego

1212_Segera_MP2_3255_HDR.jpg

Sanktuarium dzikiej przyrody Segera Retreat w sercu płaskowyżu Laikipia

©AFRICA LINE ADVENTURE

 

Karolina Sypniewska-Wida 

www.karolinasypniewska.pl


Kto na safari wybiera się do Kenii, może mieć pewność, że czekają go najlepsze warunki do obserwowania dzikich zwierząt oraz podziwiania gigantycznych przestrzeni i krajobrazów niczym z najpiękniejszych snów. Przy okazji pozna też afrykańskie ludy i dowie się, że Masajowie uważają się za właścicieli wszystkich krów na ziemi, język żyrafy mierzy prawie pół metra, z drzewa kiełbasianego (kigelii afrykańskiej) robi się piwo, a zebra jest czarna w białe paski. Co więcej, pod względem infrastruktury turystycznej to państwo należy do najbardziej rozwiniętych w Afryce. To prawda, że turyści z całego świata przybywający każdego roku w ogromnej liczbie na ten fascynujący kontynent zmienili na dobre obraz dzisiejszego Czarnego Lądu, ale odwiedziny w objętych ochroną parkach narodowych i rezerwatach przyrody w dalszym ciągu są jedyną w swoim rodzaju atrakcją.

Więcej…

Filipiny – kawałek nieba dla każdego

 

MAGDALENA BURDAK

www.1000krokow.pl

 

Filipiny są jak skrawek Ameryki Łacińskiej pośrodku Oceanu Spokojnego. To raj dla każdego, kto lubi beztroski wyspiarski luz, różnorodną przyrodę, przepiękny świat podwodny i ciekawą kulturę. Filipińczycy słyną ze swojej religijności i… niepunktualności. Na Filipinach czasu się nie mierzy. Zegarek warto zostawić w domu i dać się całkowicie pochłonąć niepowtarzalnej atmosferze tego niesamowitego kraju.

 

Na Archipelag Filipiński składa się 7107 wysp pochodzenia wulkanicznego, położonych w Azji Południowo-Wschodniej i otoczonych wodami Oceanu Spokojnego. Najczęściej dzieli się je na trzy regiony: Luzon – leżący na północy, z główną wyspą o tej samej nazwie i znajdującą się na niej stołeczną Manilą, Mindanao – usytuowany na południu, i Visayas – obejmujący centralne wyspy takie jak Cebu, Bohol czy Siquijor. Fascynującą tutejszą kulturę wzbogaciły wpływy zarówno hiszpańskie i malajskie, jak i chińskie i amerykańskie. Można je dostrzec m.in. w religii, zwyczajach, języku lub kuchni.

 

Filipiny leżą w strefie klimatu równikowego z wyraźnymi cechami monsunowego, co sprawia, że jest tu gorąco i wilgotno. Średnia temperatura w ciągu roku wynosi 27–28°C. Na archipelagu występuje ok. 13,5 tys. gatunków roślin, w tym 3,2 tys. rosnących jedynie na tutejszych wyspach, i wiele endemicznych gatunków zwierząt takich jak wyrak filipiński, wół mindorski, małpożer, kanczyl ciemny (filipiński), świnia wisajska, lotokot filipiński (kaguan), sambar kropkowany (jeleń Alfreda) czy krokodyl filipiński. Prawdziwe skarby Filipin czekają jednak pod wodą. W niewielu częściach świata można znaleźć tak ogromną różnorodność życia morskiego: przepiękne kolorowe rafy i 2,4 tys. gatunków ryb, a to wszystko ukryte w ciepłym i krystalicznie czystym oceanie. Do tego na dnie leżą również zatopione statki, które stanowią dodatkową atrakcję dla nurków. Z takich właśnie powodów ten kraj cieszy się ogromną popularnością zarówno wśród osób nurkujących z butlą, jak i uprawiających jedynie snorkeling.

 

POGODNI WYSPIARZE

 

Filipińczycy są gościnni, uśmiechnięci i bardzo uczynni. Mówi się, że to jeden z najszczęśliwszych narodów na świecie. Mimo burzliwej historii i często powtarzających się katastrof naturalnych zachowali oni niezachwiany optymizm. W 1521 r. dotarł tu portugalski żeglarz Ferdynand Magellan i włączył archipelag do ziem podległych Hiszpanii. Kolonię założył w lutym 1565 r. hiszpański konkwistador Miguel López de Legazpi. Po 333 latach panowania Europejczyków na wyspach wybuchł bunt przeciwko kolonizatorom. W 1898 r. Filipiny zostały wciągnięte w konflikt pomiędzy USA a Hiszpanią, który dotyczył wpływów na Kubie. W jego efekcie i zgodnie z podpisanym pod koniec XIX w. traktatem paryskim zwierzchność nad archipelagiem przejęły Stany Zjednoczone. Te – niestety – nie zgodziły się na przekształcenie kolonii w niezależne państwo, co zmusiło Filipińczyków do kontynuowania walki o niepodległość, którą uzyskali dopiero w lipcu 1946 r. Po II wojnie światowej w kraju wybuchły protesty chłopów, ale zostały stłumione. Wybrany w 1965 r. prezydent Ferdinand Marcos wprowadził rządy dyktatorskie. Stały się one przyczyną strajków i licznych wystąpień niezadowolonych obywateli. Sytuacja w państwie ustabilizowała się w 1986 r., kiedy doszło do pokojowego przewrotu i zakończenia dyktatury. Obecnie Filipiny są jednym z szybciej rozwijających się krajów Azji, a rząd skupia się na tym, aby zapewnić spokój i bezpieczeństwo mieszkańcom.

 

bohol 04 highres

Wzgórza Czekoladowe na wyspie Bohol

© DAVID HETTICH/TOBIAS HAUSER

 

NA TALERZU

 

Kadayawan Festival 2 

Filipińskie dzieci na Festiwalu Kadayawan w mieście Davao na Mindanao

© PHILIPPINE DEPARTMENT OF TOURISM

 

Unikający konfliktów Filipińczycy uwielbiają karaoke, koszykówkę, festyny, walki kogutów i dobre jedzenie. Ich kuchnia czasami zaskakuje Europejczyków. Łatwo można w niej dostrzec wpływy zarówno hiszpańskie, jak i chińskie, a także malajskie, indonezyjskie, hinduskie i amerykańskie. Na stołach królują proste i niedrogie potrawy, na co duży wpływ ma panująca na Filipinach bieda. Nauczyła ona mieszkańców gotowania z dostępnych i tanich produktów.

 

Podczas podróży po wyspach najczęściej trafia się na dania określane mianem adobo, które można uznać za filipiński specjał narodowy. Nazwę tę stosuje się zarówno w przypadku potrawy, jak i sposobu jej przyrządzania. Adobo to kawałki mięsa kurczaka bądź wieprzowiny, owoce morza lub warzywa gotowane w marynacie z octu, sosu sojowego, czosnku i czarnego pieprzu. Najpopularniejszą i dość kontrowersyjną przekąską uwielbianą przez Filipińczyków jest balut – ugotowany w jajku w skorupce kaczy embrion, często z zalążkiem dzioba, piór czy kości. Kilkunastodniowe zarodki kaczki uchodzą za przysmak i afrodyzjak. Niestety, obcokrajowcy raczej nie decydują się na ich degustację z uwagi na wygląd, konsystencję i zapach. Baluty najłatwiej kupić w nocy, gdyż sprzedawane są na ulicach i podawane z koszy, w których cały czas utrzymuje się wysoką temperaturę. Bardziej wybredni smakosze mogą spróbować popularnego na Filipinach deseru halo-halo. Stanowi on mieszankę lodów, mleka, słodkiej fasoli i owoców. Warto też napić się buko – soku ze świeżego kokosa.

 

 Makati by Night

Nowoczesne centrum biznesowe Manili po zmroku rozbłyska światłami

© DAVID HETTICH/TOBIAS HAUSER

 

MIASTO KONTRASTÓW

 

Większość odwiedzających Archipelag Filipiński zaczyna swoją podróż od stolicy kraju – Manili, która znajduje się w południowej części wyspy Luzon. Gdyby chcieć opisać to miasto trzema słowami, byłyby to kontrast, hałas i chaos. Takie właśnie wywołuje pierwsze wrażenie. Duży wpływ ma na to fakt, że jest ono najgęściej zaludnioną metropolią świata (na 1 km² przypada tu aż ponad 71,2 tys. osób!). Tłumy ludzi, ogromny ruch samochodowy, hałas, feeria barw i zapachów sprawiają, że Manila bywa miejscem bardzo męczącym. Jeżeli jednak da się jej szansę, można odkryć prawdziwą perłę Orientu – przepiękne miasto, które zyskuje na uroku dzięki swoim licznym kontrastom.

 

Administracyjna stolica Filipin jest także najszybciej rozwijającym się ośrodkiem Azji Południowo-Wschodniej. Najlepiej oddają to nowoczesne obszary pełne biurowców, drapaczy chmur, ekskluzywnych hoteli i drogich sklepów. Jeśli jednak chce się poczuć kolonialny klimat, trzeba odwiedzić najstarszą część metropolii – Intramuros. Założyli ją Hiszpanie, którzy w czerwcu 1571 r. podbili Manilę. Można tutaj znaleźć piękne kamienice, zabytkowe kościoły czy historyczne pałace. W tym rejonie warto zajrzeć do muzeum Casa Manila, które stanowi kopię tradycyjnego kolonialnego domu.

 

TRUMNY I POLA RYŻOWE

 

W głębi wyspy Luzon, na północ od stolicy odkryjemy inny świat. W wysokich górach leżą małe miejscowości. Jedną z nich jest Sagada, gdzie czekają na nas przepiękne piesze trasy, małe pola ryżowe, ukryte w tropikalnym lesie wodospady i nieprzeniknione jaskinie. Ta nieznana kiedyś osada słynie z oryginalnego sposobu grzebania zmarłych, który polega na zawieszeniu trumny ze zwłokami na skale. Jak brzmi uzasadnienie tej tradycji? Otóż dusza ludzka musi być bliżej nieba, czuć powiew świeżego powietrza i ciepło promieni słońca. Tylko wtedy szczęśliwa odejdzie do raju. Do niektórych trumien przytwierdzone są krzesła. Oznaczają one, że zmarły odszedł w zaświaty w pozycji siedzącej. Na taki rodzaj pochówku pozwolić sobie mogą tylko rodowici i majętni mieszkańcy Sagady.

 

Miejscowość kryje jeszcze jeden skarb – przepiękne jaskinie Sumaguing i Lumiang. Wyprawa przez ich korytarze, wąskie szczeliny, podziemne jeziora, rzeki i ogromne komory jest jedną z niezapomnianych atrakcji całych Filipin. Pod Sagadą można oglądać przepiękny podziemny świat, który tworzą labirynty przejść oraz stalagmity i stalaktyty przypominające niebywałe, misternie rzeźbione figury. Dodatkowo uwagę turystów zwracają stosy drewnianych trumien ułożone u wejścia do Jaskini Pogrzebowej Lumiang (Lumiang Burial Cave).

 

Na południowy wschód stąd znajdują się miejscowości Banaue i Batad z tarasami ryżowymi, które są dumą grupy etnicznej Ifugao. Filipińczycy uważają je za ósmy cud świata. Tarasowe pola liczą sobie przeszło 2 tys. lat. Zostały zbudowane tylko pracą rąk ludzkich, bez użycia maszyn. Do dziś ryż uprawia się tu w tradycyjny sposób.

 

PODZIEMNA RZEKA

 

Większości osób Filipiny kojarzą się z przepięknymi plażami, białym piaskiem i kolorowymi rafami. Wszystko to znajdziemy właśnie na Palawanie. Wyspa ta leży w południowo-zachodniej części archipelagu. Niedaleko miejscowości Sabang usytuowany jest jeden z 7 Nowych Cudów Natury – Park Narodowy Rzeki Podziemnej Puerto Princesa. Tutejsza podziemna rzeka (Cabayugan) uchodzi za jedną z najdłuższych na świecie. Ciągnie się przez 8,2 km, z czego turyści zobaczyć mogą tylko pierwsze 1,5 km. Jaskinie krasowe zwiedza się małą łódką, sterowaną przez przewodnika. Pod ziemią panuje absolutna cisza i aby jej nie zakłócać, każdy z odwiedzających otrzymuje słuchawki z nagranym wcześniej opisem. Wszystko wokół spowija całkowity mrok, jedynej latarki używa przewodnik i to on oświetla najważniejsze do obejrzenia miejsca. Niezmącony spokój rzeki i jej ogrom robią niesamowite wrażenie. Z łatwością można się tutaj przekonać, jak wielka jest siła natury.

 

Z WYSPY NA WYSPĘ

 

Każdy, kto kiedykolwiek zawita na Filipiny, spotka się z określeniem island hopping. Zwrot ten oznacza zwiedzanie pobliskich małych, nierzadko niezamieszkanych, wysepek, plaż i raf połączone z pływaniem i snorkelingiem. Najpopularniejszy na Palawanie rejon na taką wycieczkę znajduje się w północnej jego części, w okolicy miasta El Nido, zwanego Niebem na Ziemi. Leży tu archipelag Bacuit składający się z 45 niewielkich wysp, które skrywają niesamowite i przepiękne plaże, zatoczki, laguny i jaskinie. W trakcie całodniowej wyprawy tradycyjną filipińską łodzią banca mamy okazję zobaczyć niedostępne brzegi pokryte śnieżnobiałym piaskiem, ponurkować w poszukiwaniu żółwi, obejrzeć niezmiernie kolorową rafę czy popływać kajakiem pomiędzy dzikimi i bezludnymi skrawkami lądu. W El Nido oferuje się cztery wycieczki (oznaczone kolejno literami A, B, C i D), różniące się umieszczonymi w programie miejscami.

 

Do najczęściej odwiedzanych wysepek należy Miniloc, otoczona przepięknymi lagunami – Big Lagoon, Small Lagoon i Secret Lagoon. Aby zobaczyć tę ostatnią, trzeba przecisnąć się przez wąskie przejście ukryte pod olbrzymim wapiennym klifem zanurzonym w wodzie. Helicopter Island swoim kształtem przypomina z kolei mały śmigłowiec. Na Sekretną Plażę (Secret Beach) na Matinloc trafia się przez skalny otwór. Większość z wysp archipelagu Bacuit to ogromne wapienne skały wyrastające pionowo z wody, pokryte bujną zielenią i niewielkimi plażami. Jeżeli jednak ktoś chciałby znaleźć rajski zakątek, ale woli pozostać na Palawanie, powinien w El Nido wypożyczyć skuter i udać się w stronę północnego krańca lądu. Leżą tutaj dzikie plaże, do których trudno dojechać samochodem, takie jak Nacpan Beach. Ma ona 4 km długości i przy odrobinie szczęścia będziemy na niej jedynymi turystami. Usypany ze śnieżnobiałego piasku brzeg oblewa krystalicznie czysta, turkusowa woda, palmy uginają się od kokosów, a nieliczne skromne bary zapraszają do odpoczynku w wygodnym hamaku.

 El Nido Resorts Apulit

El Nido Resorts Apulit Island

© PHILIPPINE DEPARTMENT OF TOURISM

 

W SERCU ARCHIPELAGU

 

Centralną częścią Filipin jest region Visayas. To właśnie na jedną z jego wysp (Limasawę) w marcu 1521 r. przypłynęła ekspedycja Ferdynanda Magellana. Hiszpanie przywieźli ze sobą figurkę Dzieciątka Jezus (Santo Niño) i chrześcijaństwo. Na Cebu, w mieście o tej samej nazwie wbito krzyż (Cruz de Magallanes) i ochrzczono pierwszych mieszkańców archipelagu. Ferdynand Magellan zginął jednak 27 kwietnia 1521 r. na sąsiedniej Mactan w walce z wojownikami miejscowego wodza Lapu-Lapu. Kilkadziesiąt lat później do wysp Visayas przybiła kolejna wyprawa z Hiszpanii. Na jej czele stał Miguel López de Legazpi, któremu udało się wprowadzić chrześcijaństwo i ustanowić pierwszą stolicę kolonii hiszpańskich w Azji. Tak właśnie w Cebu, dziś najstarszym założonym przez Hiszpanów mieście na archipelagu (jako Villa de San Miguel w dniu 27 kwietnia 1565 r.), narodził się kraj znany dzisiaj jako Filipiny.

 

W tym największym, ponad 920-tysięcznym ośrodku miejskim regionu Visayas warto poszukać pozostałości po kolonizatorach. W Bazylice Dzieciątka Jezus (Basílica del Santo Niño, najstarszym kościele katolickim na Filipinach, wzniesionym w 1565 r.) można zobaczyć cudowną figurkę Santo Niño. To właśnie w miejscu, w którym stoi świątynia, Ferdynand Magellan ochrzcił pierwszych wyspiarzy. W małym i niepozornym budynku kaplicy nieopodal bazyliki znajduje się krzyż postawiony przez portugalskiego żeglarza, a właściwie jego zachowane fragmenty umieszczone w drewnianej konstrukcji nowego krzyża.

 

Na Cebu ciekawie spędzimy czas również poza stolicą prowincji. W okolicy miasta Moalboal i pobliskiej wysepki Pescador (po hiszpańsku Rybak) można obserwować ogromne ławice sardynek. Niedaleko pod wodą kryją się jedne z piękniejszych filipińskich raf. Znakomitym miejscem na wypoczynek są dwie plaże – Panagsama i Biała (White Beach). Osoby lubiące aktywne wyprawy powinny wybrać się na wycieczkę pod któryś z licznych wodospadów, np. Kawasan Falls. 

 

Cebu słynie też z innej, dość kontrowersyjnej atrakcji. W pobliżu miasta Oslob można spotkać rekiny wielorybie, które przyciągają codziennie rzesze turystów. Ekolodzy jednak regularnie zwracają uwagę, że zbyt duża ingerencja w naturalne środowisko tych największych na świecie ryb wpływa negatywnie na ich populację.

 

SPOTKANIE Z REKINAMI

 

Na Filipinach mamy niesamowitą okazję zobaczyć na własne oczy rekiny wielorybie. Te całkowicie niegroźne dla ludzi ryby żywią się planktonem i prowadzą migracyjny tryb życia. Przebywają codziennie wiele kilometrów. W poszukiwaniu pożywienia pojawiają się w okolicy wspomnianego Oslob. Lokalni rybacy, którzy czyszczą w morzu swoje sieci, zauważyli, że rekiny przypływają, aby najeść się resztkami z połowów. Sytuację postanowiono więc wykorzystać i ze spotkań z tymi fascynującymi stworzeniami zrobić atrakcję turystyczną. Niestety, karmione codziennie ogromne ryby nauczyły się łatwego zdobywania pokarmu i porzuciły swój migracyjny tryb życia, zaburzając tym samym ekosystem. Popularność tego miejsca sprawia, że turystów i łodzi jest coraz więcej, a rekiny narażone są na zranienie i negatywne skutki zbyt bliskiego kontaktu z człowiekiem.

 

Na Filipinach te niesamowite zwierzęta można spotkać także w rejonach, gdzie ludzie nie ingerują tak mocno w środowisko naturalne, m.in. w okolicy wyspy Pamilacan na morzu Bohol (Mindanao). Tutejsi rybacy, kiedyś polujący na rekiny, dziś oferują wyprawy, na których wypatruje się tych olbrzymów i delfinów. Największe na świecie ryby spotyka się również koło rybackiej miejscowości Donsol, znajdującej się w południowej części Luzonu.

 

KRAINA UŚMIECHU

 

Podczas pobytu na Filipinach nie wolno ominąć wyspy Bohol. To niewątpliwie wizytówka kraju – reprezentuje wszystkie jego wspaniałości, przyciąga niepowtarzalnymi atrakcjami i pięknymi plażami. Te ostatnie najłatwiej znaleźć na czarującej wysepce Panglao, połączonej z Bohol dwoma mostami. Turyści lubiący malownicze kurorty i restauracje z lokalnym jedzeniem powinni odwiedzić słynną plażę Alona. Osobom ceniącym sobie spokój spodoba się raczej popularna wśród miejscowych Dumaluan. W tej części Bohol warto zdecydować się na rejs na małe, urokliwe wysepki, np. Pamilacan z lasami koralowców i podwodnym sanktuarium żółwi morskich czy Balicasag, w okolicy której można spotkać delfiny i rekiny wielorybie.

 

Ciekawym sposobem na spędzenie czasu jest też wycieczka rzeką Loboc (Loay). W jej rejonie kręcono sceny do filmu Czas Apokalipsy Francisa Forda Coppoli. Podczas rejsu podziwia się cudowne widoki i delektuje lokalnymi daniami, a to wszystko przy filipińskiej muzyce na żywo. Amatorów mocnych wrażeń Bohol przyciąga wspaniałymi parkami przygód, w których można zjechać na linie zawieszonej nad tropikalnym lasem, wspinać się po skałach, eksplorować jaskinie lub spłynąć rwącą rzeką.

 

NIETYPOWE WZGÓRZA

 

Większość osób przybywa jednak na Bohol, aby zobaczyć wyjątkowy cud natury, jakim są Wzgórza Czekoladowe. Składa się na nie ok. 1270 wapiennych pagórków o wysokości od 30 do 120 m. Wzniesienia zaskakują prawie idealnie stożkowatym kształtem i do dzisiaj naukowcy nie ustalili ich pochodzenia. Filipińczycy wierzą, że powstały za sprawą olbrzymów. Jedna z legend mówi o tym, że pagórki utworzyły ogromne łzy wylane przez giganta Arogo płaczącego nad utraconą miłością. Według innej opowieści to głazy, którymi rzucali w siebie olbrzymi. Co ciekawe, nazwa tego miejsca pochodzi od koloru traw porastających wzniesienia – w porze suchej stają się one ciemnobrązowe. Jednak Wzgórza Czekoladowe równie pięknie prezentują się w kolorze zielonym.

 

POD OSŁONĄ NOCY

 

Innym symbolem wyspy Bohol jest maleńkie stworzenie, które większość ludzi myli z małpką. Mowa tu o wyraku filipińskim. Wyrakowate są ssakami naczelnymi i prowadzą nocny tryb życia. Wyróżniają je ogromne oczy i kończyny zakończone cieniutkimi palcami. Większość dnia przesypiają z jednym zamkniętym okiem, przytulone do gałęzi drzew. Mimo iż wyraki filipińskie uznano za gatunek o podwyższonym ryzyku wyginięcia, ich populacja nadal drastycznie maleje. Sprawy nie ułatwia fakt, że samica rodzi tylko dwa młode w ciągu całego roku. Na Bohol można zobaczyć te niezwykłe stworzenia z bliska. Odpowiednim do tego miejscem jest ośrodek w miasteczku Corella należący do Philippine Tarsier Foundation, w którym zwierzęta przebywają w naturalnym środowisku i pod opieką wolontariuszy.

 

ZACZAROWANY LĄD

 

Na Filipinach leży jeszcze jedna wyjątkowa wyspa, słynąca z magicznej mocy. Filipińczycy starają się ją omijać, gdyż boją się duchów i mieszkających tu szamanów. Siquijor, bo tak się nazywa, można objechać na skuterze w jeden dzień. W tutejszych lasach i górach znajdują się prawdziwe skarby: jeziora z wodospadami, tajemnicze jaskinie, malowniczo położone punkty widokowe i… szamani. Tych ostatnich wcale nie tak łatwo spotkać. Choć przestali trudnić się czarną magią i zajmują się dziś raczej uzdrawianiem, to w miejscowych budzą ogromny respekt.

 

Siquijor z pewnością spodoba się wielbicielom przepięknych widoków. Mówi się, że to właśnie tutaj można oglądać najpiękniejsze zachody słońca na Filipinach. W trakcie zwiedzania trzeba koniecznie wybrać się pod Balete Tree w Campalanas, uważane za najstarsze drzewo na wyspie (ponoć ponad 400-letnie), spod którego korzeni wytryska źródło. Według miejscowych w jego wnętrzu mieszkają duchy. Szamani wykonują w pobliżu drzewa swoje obrzędy. W tej okolicy można skorzystać z naturalnego peelingu stóp w basenie z małymi rybkami.

 

Podczas wizyty na Siquijor warto też zjechać z głównej drogi i poszukać ukrytych plaż i wodospadów. Przy odrobinie szczęścia trafi się na Kagusuan. Tę przepiękną i niedostępną plażę urozmaicają olbrzymie głazy wyrzucone przez morze. Najprawdopodobniej nie spotkamy tu żywej duszy.