JERZY MOSKAŁA

 

Początki turystyki masowej sięgają drugiej połowy XX w. Wzrost zamożności społeczeństwa europejskiego i amerykańskiego oraz otwarcie na świat sprawiły, że na rynku zaczęło się pojawiać więcej ofert turystycznych, przeznaczonych nie tylko dla najbogatszych, ale również dla szybko rozwijającej się klasy średniej. Tego rodzaju podróże, szczególnie w latach 70. minionego stulecia, cechowało nastawienie głównie na odpoczynek, w mniejszym stopniu na zwiedzanie i poznawanie innych kultur. Dziś tego typu wyjazdy są zdecydowanie mniej popularne niż kiedyś. Obecnie wypoczynek często łączymy z uprawianiem sportu bądź pogłębianiem wiedzy o danym kraju, w tym jego narodowej kuchni. Trudno przecież wyobrazić sobie Francję bez jej „haute cuisine”, Włochy bez szybkich i lekkich dań z makaronów czy Daleki Wschód bez zaskakujących potraw o smaku zupełnie odmiennym od znanych w Europie. I choć świat wydaje się dzisiaj mniejszy, a my podróżujemy coraz częściej i dalej, nadal mamy jeszcze wiele do odkrycia.

 

Celem turystyki kulinarnej, zwanej też czasem turystyką gastronomiczną lub turystyką kuchni narodowych, jest przybliżenie tego, co gości na stołach w różnych regionach naszego globu. Dania charakterystyczne dla danego kraju są częścią jego kultury i stylu życia mieszkańców. Pozwalają nam lepiej poznać i zrozumieć innych ludzi. Za najbardziej typowe uchodzą bardzo często potrawy przygotowywane na co dzień w zwykłych domach, a nie te z menu drogich restauracji. Gałąź turystyki kulinarnej stanowi enoturystyka. W trakcie podróży winnych odkrywamy lokalne szlachetne trunki, które degustujemy z odpowiednio dobranymi przystawkami. W tradycji śródziemnomorskiej wino było i nadal jest niezbędnym elementem posiłku. Choć przestało się pojawiać na stołach np. na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej, zyskało sobie mnóstwo zwolenników w wielu nowych rejonach świata, takich jak Niemcy, Szwecja, Holandia, Rosja czy obie Ameryki.

 

Warto zwrócić uwagę, że ostatnia duża popularność wegetarianizmu, weganizmu i koncepcji slow food to także wynik zainteresowania turystów i kucharzy sztuką kulinarną z regionu Morza Śródziemnego. Podczas kolacji w greckich tawernach, chorwackich konobach czy włoskich trattoriach, trwających po kilka godzin, goście powoli rozkoszują się jedzeniem i swoim towarzystwem. Kuchnia wyspiarskiej Grecji, wybrzeża Chorwacji i południa Włoch to najczęściej potrawy bazujące na rybach lub owocach morza i warzywach. Choć dziś do tytułu stolicy slow food aspiruje Bruksela, a greckie i włoskie restauracje rozsiane są po całej Europie, śródziemnomorskie dania najlepiej smakują w rejonie, z którego pochodzą i gdzie przyrządza się je ze świeżych lokalnych produktów.

 

SMAK GRECKIEJ OLIWY

 

Ze starożytną Grecją wiążą się początki europejskiej kultury, w tym również sztuki kulinarnej. Antyczni Grecy wędrowali po wszystkich obszarach w basenie Morza Śródziemnego. Osiedlali się w różnych miejscach, tworzyli kolonie, handlowali z lokalnymi ludami, z którymi często się mieszali. Przywozili też ze sobą własne produkty – wino i oliwę, rozpowszechniali swoją kuchnię, wierzenia i zwyczaje. Mimo iż od czasów, gdy Grecja była kolonialną potęgą, minęło bardzo wiele wieków, dziś wciąż można znaleźć ślady osadnictwa z tego okresu np. w południowych Włoszech (Apulia i Sycylia) i Hiszpanii czy nawet na południu Francji. W końcu francuską Marsylię założyli ok. 600 r. p.n.e. antyczni Grecy (jako Massalię).

 

Współcześnie w greckiej kulturze i sztuce kulinarnej dostrzeżemy także wpływy okupacji rzymskiej bądź tureckiej. Jednak podstawowe elementy tradycji przetrwały. Warto również zwrócić uwagę na fakt, że to właśnie kuchnia Grecji została okrzyknięta jako jedna z pierwszych kuchnią zdrową, a to głównie ze względu na długowieczność mieszkańców kraju (żyjących średnio niemal 80 lat).

 

Charakterystyczny produkt z tego regionu stanowi olej wytwarzany z dojrzałych owoców drzewa oliwnego (oliwki europejskiej). Oliwę otrzymuje się w procesie wytłaczania. Tradycyjna i gwarantująca najlepszej jakości wyrób technika to mechaniczna obróbka na zimno. Olejowi z pierwszego tłoczenia, który osiąga poziom kwasowości do 0,8 proc. (0,8 g kwasów tłuszczowych na 100 g), przysługuje określenie extra virgin (wł. extra vergine). Gorsza jakościowo jest oliwa o wyższej kwasowości i z kolejnych tłoczeń, a także rafinowana (pozyskiwana w procesach chemicznych), wykorzystywana do smażenia lub jako dodatek do produktów w przemyśle spożywczym i kosmetycznym. Nieoczyszczony tłuszcz roślinny z oliwek o kwasowości powyżej 2 proc. powstający w wyniku procesów mechanicznych, tzw. lampante, ma jedynie zastosowanie przemysłowe.

 

Oliwa extra virgin stanowi niezbędny składnik kuchni śródziemnomorskiej, w tym w szczególności greckiej. W Grecji dodaje się ją do prawie każdej potrawy. Nie tylko podkreśla smak mięs i warzyw, ale też zawiera mnóstwo witamin i nienasyconych kwasów tłuszczowych, które pozytywnie wpływają na ludzki organizm. I chociaż drzewa oliwne rosną w całym kraju, to jednak prawdopodobnie najgęściej pokryta jest nimi Kreta. Sami Kreteńczycy twierdzą oczywiście, że oliwa z oliwek zbieranych na ich wyspie nie może równać się z żadną inną na świecie.

 

Podstawą greckiej kuchni są warzywa, wykorzystywane do przyrządzania większości dań. Klasyczną i jednocześnie często spożywaną przekąskę stanowi sałatka z pomidorów, ogórków, cebuli i papryki przyprawiona różnorodnymi ziołami. Jeden z najpopularniejszych sosów to tzatziki. Przygotowuje się go na bazie gęstego jogurtu, do którego dodaje się tarty czosnek, drobno poszatkowane i odciśnięte z soku ogórki oraz oliwę. Taki dip serwuje się do zapieczonego pieczywa lub mięsa (np. grillowanej wieprzowiny) czy ryb (również grillowanych bądź smażonych). Tzatziki można także podać jako samodzielną prostą przekąskę.

 

W kontynentalnej Grecji specyficzną kuchnią charakteryzuje się region historycznej Macedonii. Różnego rodzaju potrawy, takie jak zapiekane mięso albo warzywa, przyrządza się w piecu. W tym rejonie warto spróbować lokalnych dań z baraniny i jagnięciny. Sarma przypomina polskie gołąbki, nadziewane farszem warzywnym lub częściej mięsnym. W odróżnieniu od jej wersji wyspiarskiej, zwanej dolmadakią, w której do zawijania służą liście winogron, w tym przypadku wykorzystuje się liście szczawiu. Takie niewielkie gołąbki nierzadko podawane są w glinianych naczyniach, użytych wcześniej do zapiekania ich w piecu.

 

Dużo lżejsza niż kuchnia z górzystej części greckiej Macedonii jest ta rozpowszechniona na wyspach. Tu królują ryby i owoce morza, ale też warzywa i nabiał. Za najbardziej specyficzny i przez wielu polecany uchodzi region kreteński. Na wyspie warto zwrócić uwagę na sery, w tym np. myzithrę (mizithrę). Wyrabia się ją z koziego albo owczego mleka i serwatki, która powstała podczas produkcji innych serów, dzięki czemu ma ona bardzo kremową konsystencję. W odmianie kwaśnej nazywa się xynomyzithra (xynomizithra) i opieczona w delikatnej panierce stanowi smaczną przystawkę. Osoby odważniejsze lub miłośnicy kulinariów francuskich mogą spróbować boubouristoi, czyli smażonych ślimaków obficie przyprawionych octem winnym i rozmarynem. Mięczaki muszą być w tym przypadku odpowiednio przyrządzone, ani za surowe, ani przegotowane, bo robią się gumowe. Kreta to również znakomite miejsce dla wielbicieli owoców morza. Ciekawą potrawą są filety z mątwy w sosie koprowym, tradycjonalistom przypadnie z kolei do gustu klasyczna grillowana ośmiornica.

 

Ciekawa i odmienna jest także kuchnia rodyjska. Na Rodos rozwinęły się nieco inne tradycje kulinarne niż w kontynentalnej Grecji, a ich korzenie sięgają wczesnej starożytności. Podstawę w tutejszym menu stanowią makarony (co wynika niewątpliwie z wieloletniego panowania na wyspie Włochów), ale wykorzystuje się też rośliny strączkowe i sezam. Z ziaren tego ostatniego wyrabia się pastę tahini (masło sezamowe),będącą składnikiem licznych lokalnych potraw. Serwuje się ją do makaronu czy dodaje do popularnej pasty z bakłażanów lub zupy z czosnkiem i cytryną.

 

Przy omawianiu greckiej sztuki kulinarnej nie można zapomnieć o winie, tradycyjnie towarzyszącym miejscowym daniom. Kreteńskie trunki najczęściej wytwarza się z odmian lokalnych takich jak kotsifali i mandilaria (wina wytrawne czerwone i różowe), liatiko (wina czerwone wytrawne i słodkie) oraz vilana (wina białe). Najbardziej cenionym gatunkiem jest Chevalier de Rhodes. Jego receptura pochodzi z czasów, gdy wyspa należała do zakonu joannitów (1309–1523). Przy tej okazji warto również wspomnieć o jednym z najpopularniejszych greckich szczepów – assyrtiko (asyrtiko), z którego powstają szlachetne trunki na Santorynie (Santorini, Thirze). W trakcie wypraw kulinarnych i enoturystycznych po Grecji polecam poza tym szukać produktów lokalnych, często typowo domowych. Na terenach wewnątrz Krety z łatwością znajdziemy tego rodzaju wina.

 

CHORWACKIE SKARBY WYBRZEŻA

 

Choć potrawy z północnej i środkowej Chorwacji są w swoim charakterze bardziej zbliżone do polskich, to właśnie półwysep Istria, Dalmację i okoliczne wyspy Polacy odwiedzają zdecydowanie częściej. W tych regionach w menu mieszkańców odkryjemy wpływy właściwe dla rejonu Morza Śródziemnego i elementy lokalnych tradycji ludowych czy zwyczajów kulinarnych Wenecjan przez wieki władających wybrzeżem. Całość składa się na kuchnię różnorodną i zdrową, która stanowi przykład diety śródziemnomorskiej (z Chorwacji, Cypru, Grecji, Hiszpanii, Maroka, Portugalii i Włoch) wpisanej w 2010 r. na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To coś znacznie więcej niż tylko jedzenie. Taka dieta (z greckiego diaita, co oznacza „sposób życia”) sprzyja kontaktom społecznym, gdyż wspólne posiłki są podstawą obyczajowości i obrzędów świątecznych. Dzięki niej powstał też ogromny i niezmiernie cenny zbiór wiedzy, pieśni, przysłów, opowiadań i legend.

 

Na stołach na malowniczym chorwackim wybrzeżu pojawiają się często owoce morza. Typowe danie to punjene lignje – kałamarnice nadziewane np. farszem z drobno posiekanej dojrzewającej szynki, tartej bułki, duszonej cebuli, tuszy mątwy, czosnku, pietruszki, soli i pieprzu. Grillowane kalmary serwowane są w sosie pomidorowym. Na zainteresowanie smakoszy zasługuje także brujet eel. To pyszny duszony węgorz z oliwkami, papryką i czosnkiem w gęstym sosie pomidorowym, podlany białym winem. Takie przysmaki różnią się zdecydowanie od pieczonego w całości prosięcia (pečeni odojak), powszechnie oferowanego w przydrożnych konobach.

 

Wpływy włoskie można dostrzec w przepisie na tradycyjny dalmatyński makaron z sosem na bazie pancetty (rodzaj suszonego zwijanego boczku) i kalmarów, z dodatkiem bobu i pietruszki, zwany maništra. Miłośnicy słodkości mają do wyboru różne desery, takie jak choćby pinca, ciasto drożdżowe o zapachu i smaku cytryn i pomarańczy, wypiekane najczęściej na Wielkanoc.

 

Niewątpliwie skarbem Chorwacji, a szczególnie jej nadmorskiej części, są wyśmienite wina. Wywodzą się stąd endemiczne szczepy pošip (biały) i plavac mali (czerwony) oraz tribidrag (nazywany też crljenak kaštelanski lub kratošija). Ta ostatnia odmiana przyjęła się także w innych rejonach naszego globu. W Apulii występuje jako primitivo, a w Nowym Świecie, głównie w Kalifornii – jako zinfandel. Chorwacja jest również producentem cenionych beczek dębowych. Tego typu olbrzymie naczynia z dębu slawońskiego są często wykorzystywane w przemyśle winiarskim, szczególnie we Włoszech.

 

Warto wspomnieć, że nad zachowaniem doskonałej jakości tradycyjnych produktów i potraw kuchni dalmatyńskiej czuwa sieć Regional Culinary Heritage Europe, która zajmuje się też promocją tej części kultury. Co ciekawe, swój letni dom na chorwackim wybrzeżu (w jednej z miejscowości na półwyspie Pelješac, kilkadziesiąt kilometrów na północ od Dubrownika) ma Robert Makłowicz, znany polski dziennikarz, krytyk kulinarny i podróżnik. To chyba wystarczająca zachęta do odwiedzenia tego atrakcyjnego regionu Europy.

 

TOSKANIA Z UROCZĄ ELBĄ

 

Pięknie podana gotowana ośmiornica z ziemniakami w Hotelu Hermitage

octopus

© HOTEL HERMITAGE/WWW.HOTELHERMITAGE.IT

 

Jeszcze do niedawna kuchnia włoska kojarzyła się przede wszystkim z jej najpopularniejszymi na świecie daniami – pizzą i spaghetti, a także lodami. Jednak dzięki szybko rozwijającej się turystyce gastronomicznej okazało się, że jej charakter w znacznym stopniu odbiega od tego schematu. Tak naprawdę pojęcie kuchni narodowej w tym przypadku jest nieco mylące, bo we Włoszech mamy do czynienia raczej z regionalnymi strefami kulinarnymi.

 

Aby lepiej zrozumieć tę sytuację, trzeba popatrzeć na mapę. Terytorium kraju rozciąga się od Alp aż po Sycylię, a w zasadzie Lampedusę. Z jednej strony obejmuje więc obszary leżące prawie w centrum Europy, a z drugiej te położone w pobliżu wybrzeża Afryki. Włochy dzielą się zatem na regiony zróżnicowane klimatycznie. Ze względu na odosobnienie odrębna kultura i kuchnia utrzymały się zwłaszcza na wyspach, np. wspomnianej Sycylii, Sardynii i mniejszej Elbie. Oprócz tego na terenach należących dziś do tego kraju osiedlali się w przeszłości Grecy, Fenicjanie, Etruskowie, Galowie (Celtowie z Galii), Rzymianie, ludy germańskie, Arabowie, Normanowie, Hiszpanie, Austriacy czy Francuzi. Wszyscy oni zarówno przyswajali sobie rozmaite zwyczaje miejscowych, jak i wywierali wpływ na tutejszych mieszkańców.

 

Jeden z pierwszych regionów, do którego Polacy zaczęli wybierać się na wyprawy kulinarne, stanowi Toskania. Choć wcześniej nasi rodacy tłumnie odwiedzali Wenecję Euganejską (z Wenecją, Weroną i Padwą jako kluczowymi punktami w programie wycieczek), Lacjum (Rzym z powodów kulturalnych i religijnych zawsze przyciągał katolików) czy wreszcie Trydent-Górną Adygę (w sezonie zimowym cel wyjazdów licznych amatorów narciarstwa), to właśnie niezmiernie urokliwe i klimatyczne toskańskie miasteczka przyciągnęły polskich smakoszy, a to ze względu na wyśmienite tutejsze wina. Należy wśród nich wymienić na pewno czerwone brunello di montalcino z okolic miejscowości Montalcino w prowincji Siena i chianti (oba produkowane ze szczepu sangiovese).

 

Wyprawom do winnic towarzyszy degustacja regionalnych potraw. Kuchnia toskańska jest bardzo prosta – w dużej mierze bazuje na daniach, które można przygotować w łatwy sposób w warunkach domowych. Przyrządza się je szybko, są smaczne i składają się często z produktów dostępnych w gospodarstwie, np. gruby, porowaty makaron pici (pochodzący z prowincji Siena) zrobiony tylko z wody i mąki podaje się ze zwykłym sosem pomidorowym. Toskania słynie też z potraw z dziczyzny, m.in. ragoût z dzika. We Florencji warto z kolei spróbować lokalnego przysmaku – bistecca alla fiorentina. To krwisty stek z miejscowej wołowiny, oprószony pieprzem i solą, usmażony na grillu i polany oliwą z oliwek. Poza tym popularnością cieszą się tu dania z trufli, szczególnie makarony, np. tagliolini al tartufo.

 

Co ciekawe, do tego regionu administracyjnego należą również m.in. Wyspy Toskańskie z przepiękną Elbą na czele. To nieznany wśród Polaków i niesłusznie niedoceniany przez nich rejon Włoch. Na tym archipelagu wciąż jeszcze znajdziemy dziewicze zakątki, szczególnie w porównaniu z kontynentalną częścią Toskanii. Stanowi on znakomite miejsce dla osób chcących odpocząć i delektować się smakiem lokalnych potraw.

 

Elba (223 km² powierzchni i ok. 35 tys. mieszkańców) leży między Półwyspem Apenińskim a Korsyką. Jest największą z Wysp Toskańskich i trzecią co do wielkości w całych Włoszech (po Sycylii i Sardynii). Kojarzy się przede wszystkim z Napoleonem Bonapartem (1769–1821), który został na nią zesłany po klęsce w bitwie pod Lipskiem i abdykacji w kwietniu 1814 r. Dzisiaj pełna atrakcji Elba zachwyca nie tylko pasjonatów historii.Oprócz miejsc związanych ze słynnym wodzem Francuzów, np. jego Villi dei Mulini i Villi di San Martino w stołecznej gminie Portoferraio, znajdują się na niej liczne kościoły, zabytkowe twierdze i wieże oraz malownicze plaże i szczyty górskie czekające na zdobycie. Poza tym to wprost wymarzony rejon Europy dla amatorów nurkowania, żeglarstwa, wędkarstwa sportowego, wypraw rowerowych i trekkingowych. W południowo-zachodniej części wyspy, nazywanej Wybrzeżem Słońca (Costa del Sole), gdzie turyści zazwyczaj docierają trochę rzadziej, odpoczniemy w spokoju w sennych miejscowościach takich jak klimatyczne Pomonte. Pobyt będą nam umilać pyszne dania lokalnej kuchni.

 

Podczas zwiedzania 12-tysięcznego Portoferraio można posilić się w wielu tutejszych restauracjach oraz cukierniach i lodziarniach, wśród których do najlepiej ocenianych przez gości należą pizzeria „Fuori Centro”, „MAGIE dolce e salato”, „Gelateria Gran Guardia – Nonna”, „Ristorante da Gianni”czy wreszcie „Enoteca della Fortezza”. Ten ostatni lokal przyciąga zwłaszcza miłośników koncepcji slow food i wyśmienitych szlachetnych trunków. Oferuje najlepsze wina i produkty typowe dla Elby i reszty archipelagu (m.in. lokalne piwa, oliwy, sery, ryby, wędliny, pieczywa, makarony, miody, marmolady czy słodkości). Ta klimatyczna enoteka jest doskonałym miejscem na romantyczną kolację w blasku świec, rozciąga się z niej spektakularny widok na piękną zatokę Portoferraio. Znajduje się w zabytkowych medycejskich murach, które miały chronić miasto przed inwazją od strony morza. Katedrę (Duomo di Portoferraio), konsekrowaną w 1554 r., wznoszącą się przy placu Republiki (Piazza della Reppublica) okala plątanina uroczych wąskich uliczek i zaułków z przytulnymi knajpkami i barami. Zwiedzającym stolicę i najludniejsze miasto Elby wydaje się czasami, jakby niewiele zmieniło się tu od czasów średniowiecza czy Napoleona Bonapartego. Poza tym zwolennicy inicjatywy slow food powinni zajrzeć również do pełnej uroku nadmorskiej miejscowości Procchio w gminie Marciana. Niemal naprzeciwko 4-gwiazdkowego Hotelu del Golfo, słynącego zresztą z wyśmienitej restauracji „Fontana”, działa w niej od sierpnia 2011 r. niezmiernie interesujący targ, który zgodnie z filozofią tego ruchu promuje tradycyjne produkty, potrawy i celebrowanie posiłków. Mercato della Terra e del Mare di Procchio jest jednym z czterech tego typu miejsc w Toskanii. Odbywa się w każdą sobotę rano, od godz. 8.00 do 13.00. Można na nim spędzić śmiało kilka godzin, degustując wyborne przysmaki od tutejszych rolników, rybaków, winiarzy, cukierników i szefów kuchni.

 

W gastronomii wyspy główną rolę odgrywają owoce morza, podawane na rozmaite sposoby ryby (w tym poławiana w okolicy pelamida, po włosku palamita) i makarony, ale dość często w menu natrafimy także na proste, lecz pyszne chłopskie dania, jak np. zupa z fasoli, gulasz i mięso. Do tradycyjnych kulinarnych pozycji należą gotowana ośmiornica z ziemniakami, cacciucco (gęsta zupa rybna), pappardelle al cinghiale (makaron z mięsem dzika), warzywny gulasz gurguglione, spaghetti alla margherita (z krabem zwanym granseola lub granceola) oraz panzanella, czyli sałatka z czerstwym chlebem i dojrzałymi pomidorami, z dodatkiem cebuli, oliwy i octu. Niezmiernie istotne są zioła i przyprawy – liście mirtu, jałowca, werbeny cytrynowej, dziki koper włoski, majeranek, rozmaryn czy kapary, których rośnie na tym malowniczym lądzie mnóstwo. Wśród smakoszy za prawdziwy skarb Elby uchodzą przetwory przygotowywane według starodawnych receptur z fig, migdałów i skórki cytrynowej, truskawek, winogron, bzu i jadalnych kasztanów. Do owoców dodaje się dość często dla podkreślenia smaku dziko rosnące zioła. Warto wspomnieć o miejscowym miele di rosmarino – miodzie z rozmarynu, uznanym w 2002 r. na popularnym konkursie w toskańskim Montalcino za najlepszy w całej Italii. Poza tym na wyspie znowu zaczęto produkować wyśmienitą oliwę. Coś dla siebie znajdą też osoby lubiące słodycze. Jednym z typowych tutejszych ciast jest schiaccia briaca. Przygotowuje się je z dodatkiem różnych orzechów i rodzynek oraz wina typu aleatico i aromatycznego likieru alkermes (za to bez drożdży i jajek). Ten przysmak piecze się przede wszystkim na wschodzie lądu, w rejonie gminy Rio Marina. Inny lokalny specjał stanowi schiacciunta. To rodzaj cienkiego i chrupiącego ciasta herbatnikowego. W Poggio w gminie Marciana, skąd pochodzi, kobiety przed wypieczeniem często ozdabiały je z wierzchu wzorem z kółek zrobionych za pomocą np. ślubnej obrączki. Natomiast sportella jest oblanym lukrem ciastkiem przypominającym w tradycyjnej formie obwarzanek wykonany z wałka. Razem z podobnym cerimito (lub ceremito)uchodzi za symbol płodności. Z okazji świąt smaży się struffoli – małe kulki z ciasta polewane miodem, przysmak wywodzący się oryginalnie z Neapolu.

 

Na wyspie znajduje się również wiele upraw winorośli, które zajmują łącznie obszar ok. 350 ha, z czego mniej więcej 125 ha przeznaczono na plantacje owoców wykorzystywanych do produkcji doskonałych win klasy DOCG i DOC. Do prawdziwych perełek należy słodkie czerwone Elba Aleatico Passito DOCG. Poza tym warto spróbować takich wyróżniających się jakością szlachetnych trunków, jak choćby Elba Bianco DOC, Elba Bianco Spumante DOC, Elba Ansonica DOC, Elba Ansonica Passito DOC, Elba Vin Santo DOC, Elba Vin Santo Occhio di Pernice DOC, Elba Rosso DOC, Elba Rosso Riserva DOC, Elba Rosato DOC czy wreszcie Elba Moscato DOC. W tym regionie powstają też pyszne likiery, często dość osobliwe, jak np. mortella bazująca na mircie.

 

Poza Elbą w skład archipelagu wchodzą także urokliwa Giglio, wulkaniczna Capraia, dzika i niedostępna Montecristo, płaska Pianosa, Giannutri o kształcie półksiężyca i niewielka Gorgona. Ze względu na wyjątkową przyrodę, występowanie rozmaitych gatunków roślin i zwierząt, również rzadkich i endemicznych, oraz czyste okoliczne wody cały obszar objęto ochroną. Utworzony w 1996 r. Park Narodowy Wysp Toskańskich jest jednym z największych parków morskich w Europie. Zajmuje powierzchnię aż 746,63 km².

 

Pasjonatów enoturystyki z pewnością zainteresuje fakt, że na malutkiej Gorgonie, na której od 1869 r. działa więzienie, wprowadzono eksperymentalny program resocjalizacji przez pracę, a dokładniej uprawę winorośli. Stało się to możliwe dzięki inicjatywie rodziny Frescobaldi, znanych producentów wina i właścicieli części tego niewielkiego lądu. Osadzeni w miejscowym zakładzie karnym zajmują się nie tylko pielęgnacją krzewów, lecz także wytwarzaniem szlachetnego trunku. Wykonują zresztą swoje zadanie z powodzeniem. Na wyspie powstaje wysokiej jakości białe wino Gorgona, a projekt Frescobaldi dla Gorgony zyskał sobie we Włoszech opinię wzorcowego.

 

Arancini (arancine) to smażone ryżowe kulki, specjał kuchni sycylijskiej

 Le Arancine

© REGIONE SICILIANA DIPARTIMENTO TURISMO, SPORT E SPETTACOLO

 

WŚRÓD MORSKICH FAL

 

O ile Polacy znają kuchnię północnej i środkowej Italii, o tyle ta z południowych rejonów kraju czeka jeszcze na odkrycie. Ponieważ Sycylia i Sardynia są obecnie dużo łatwiej dostępne dzięki uruchomieniu na nie połączeń czarterowych i lotów oferowanych przez linie niskobudżetowe, warto przyjrzeć się też bliżej wyspiarskiej sztuce kulinarnej.

 

Pierwszą z wysp kolonizowali Grecy i Fenicjanie, podbijali Rzymianie, Arabowie i Normanowie, a nawet władali nią przez pewien czas Hiszpanie. Wpływ przybyszów na życie tutejszych mieszkańców był olbrzymi, ale wyspiarze zachowali swoją kulturową odrębność.

 

Współczesna kuchnia sycylijska bazuje na produktach mącznych, warzywach, ziołach, przyprawach, oliwie i oliwkach, owocach, orzechach, owocach morza i serze. Jeszcze do niedawna na stołach bardzo często pojawiały się tu ryby, np. tuńczyk, ale przemysłowe odłowy zmniejszyły ich populacje w Morzu Śródziemnym. W restauracjach podaje się często miecznika (pesce spada) przyrządzanego na rozmaite sposoby, np. pieczonego na grillu albo zwijanego w zrazy nadziewane chlebem i orzeszkami piniowymi i posypane zmielonymi pistacjami. Podstawą jadłospisu Sycylijczyków jest – oczywiście – makaron, który przybiera różne formy od typowego spaghetti i maccheroni po ziti (bucatini) czy kluski gnocchi. Z Katanią, z której pochodził włoski kompozytor Vincenzo Bellini (1801–1835), kojarzy się pasta alla Norma z sosem pomidorowym, bakłażanami i ricottą, nazwana tak na cześć jego opery z 1831 r. Jedne z najsłynniejszych dań z Sycylii stanowią pasta con le sarde (makaron z sardynkami i koprem włoskim) i caponata (duszone bakłażany z pomidorami, cebulą, selerem naciowym, kaparami i oliwkami), ale potraw ze świeżych warzyw, ryb i owoców morza znajdziemy na wyspie znacznie więcej. Można wśród nich wymienić alici imbottite, czyli nadziewane anchois, roladki z sardynek zwane sarde a beccafico czy cozze fritte – omułki w cieście smażone w głębokim tłuszczu. Zresztą ten ostatni sposób przygotowywania jedzenia to dość charakterystyczna metoda dla sycylijskiej kuchni. Właśnie w głębokim tłuszczu smażone są ryżowe kuleczki arancini, typowa przekąska w stolicy Sycylii Palermo, czy cannoli – rurki z chrupiącego ciasta nadziewane kremem z sera ricotta o smaku np. limonki. Wewnątrz wyspy częściej przyrządza się już dania mięsne. Stąd ponoć pochodzą słynne polpetti, czyli małe pulpeciki mięsne serwowane w sosie pomidorowym. Prawie wszędzie na ulicznych stoiskach sprzedaje się natomiast lokalne przekąski, a za popularny tego rodzaju przysmak uchodzi bułka z cielęcą śledzioną – panino con la milza (pani câ meusa).

 

Ten rejon Włoch znany jest również z produkcji wyśmienitej oliwy, uprawy kaparów i pomarańczy oraz pistacji, które rosną m.in. w okolicy miasta Bronte i wulkanu Etna (3329 m n.p.m.). W wielu miejscach na Sycylii znajdziemy skupiska opuncji przeznaczanych na konfitury i nalewki. Poza tym wytwarza się tutaj ser owczy pecorino. Jego wersję zwaną pecorino siciliano chroni znak pochodzenia (DOP – denominazione di origine protetta). Innymi lokalnymi serami są caciocavallo czy provola. Oprócz tego wyspa słynie z migdałów i marcepanu i bazujących na nich słodkości oraz granity, czyli przypominającego sorbet mrożonego deseru podawanego z bułeczką brioche.

 

Na Sycylii produkuje się także – oczywiście – wina, zarówno te wybitne i odpowiednio drogie, jak i te tańsze, popularne. Wulkaniczne stoki Etny sprzyjają specyficznej uprawie winnej latorośli. Ze szczepów nerello mascalese i nerello cappuccio powstają szlachetne trunki, które stały się w ostatnich latach poszukiwane przez koneserów. Winnice znajdują się też w południowej i zachodniej części wyspy. Gdyby Sycylia była niepodległym państwem, zajmowałaby 10. miejsce pod względem produkcji wina na świecie przed Niemcami i Portugalią. Królują tu takie odmiany jak nero d’avola (wina czerwone), catarratto, grillo i inzolia (wina białe) czy zibibbo, szczep typowy dla wulkanicznej wyspy Pantelleria w prowincji Trapani, z którego wytwarza się cenione wino deserowe. Wyróżniają się również wzmacniane trunki z okolic miasta Marsala (apelacja Marsala DOC). Mają specyficzny aromat i smak. Idealnie pasują do mocnego espresso.

 

Sardynia jest drugą co do wielkości włoską wyspą. Przed nastaniem osadnictwa fenickiego i kartagińskiego rozwijała się na niej cywilizacja nuragijska. Później panowali tu Rzymianie, Wandalowie, Bizantyjczycy, władcy Genui i Pizy, Aragończycy i Hiszpanie. Z inicjatywy Królestwa Sardynii połączonego z Sabaudią i Piemontem rozpoczął się w latach 60. XIX w. proces zjednoczenia Włoch. Obecnie to jeden z najciekawszych kierunków wyjazdowych w basenie Morza Śródziemnego pod względem zarówno podróży wypoczynkowych i nastawionych na poznawanie kultury, jak i turystyki aktywnej czy kulinarnej.

 

Ta wyspa stała się mekką dla miłośników owoców morza. Langusty, kraby, anchois, kalmary, małże i sardynki występują w przybrzeżnych wodach w ilościach pozwalających na przygotowywanie różnorodnych lokalnych potraw. Okolica miejscowości Carloforte na wysepce San Pietro (51 km² powierzchni) słynie z tuńczyków. Na Sardynii jada się dużo zup, najczęściej rybne burridę i cassòlę charakteryzujące się ostrym smakiem. W Oristano produkuje się bottargę – bloki wysuszonej ikry cefala, mające szerokie zastosowanie, używane m.in. do przyrządzania spaghetti alla bottarga. Jednak prawdziwa tradycyjna kuchnia sardyńska bazuje na mięsie (na stołach pojawia się np. pieczone prosię i duszona jagnięcina) i serach, w tym pecorino sardo z mleka owczego, niezmiernie cenionym w całym kraju i poza jego granicami. Koniecznie trzeba tu także spróbować miejscowej odmiany karczochów, suszonych kiełbas, różnych odmian pieczywa z pane carasau na czele i kluseczek malloreddus (gnocchetti sardi) w kształcie muszelek. Oprócz tego do obowiązkowych pozycji w menu prawdziwego smakosza należą pierożki zwane culurgiòni lub culurgiònes (w formie ravioli z ricottą i szpinakiem albo ulepione z łączeniem o wzorze kłosa i nadziewane ziemniakami, pecorino i miętą) i risotto z lokalnego ryżu.

 

Wina z Sardynii są mniej znane od tych z kontynentalnych Włoch czy nawet Sycylii. Mieszkańcy wyspy chętnie wybierają te ze szczepu vermentino, najbardziej cenionego rodzaju białych winogron. Na Sardynii uprawia się też takie odmiany jak bovale, malvasia, monica, carignano, nuragus, vernaccia, cagnulari, moscato, nieddera czy słynne cannonau. Produkowane z niego doskonałe szlachetne trunki królują wśród tutejszych win czerwonych i dzięki swojej elegancji zaczynają cieszyć się coraz większym powodzeniem również poza tą malowniczą wyspą.

 

Tram Experience w Brukseli to unikalna podróż do świata sztuki kulinarnej

Media-5078

© ERIC DANHIER/WWW.VISITBRUSSELS.BE

 

WIELOKULTUROWA MIESZANKA

 

Na liście miejsc idealnych na wyprawy kulinarne Bruksela nie zajmowała kiedyś wysokiej pozycji. Stolica Belgii kojarzyła się głównie z wyśmienitymi piwami, małżami, frytkami, goframi i pralinami. Jednak wiele się pod tym względem zmieniło.

 

Bruksela jest siedzibą licznych instytucji europejskich. Pracuje w niej mnóstwo ludzi z krajów całej Europy. Przywieźli oni ze sobą własne przyzwyczajenia kulinarne. Ich potrzeby bardzo szybko zaczęły zaspokajać nowo powstające restauracje oferujące kuchnię poszczególnych regionów kontynentu. Brukselczycy już dzisiaj mówią, że aby poznać rozmaite europejskie potrawy, nie trzeba wyruszać w podróż, wystarczy odwiedzić ich miasto. Coroczny festiwal Eat! Brussels stanowi okazję do zaprezentowania lokalnych belgijskich dań i specjałów charakterystycznych dla innych narodów. Podczas jego kolejnej edycji we wrześniu 2016 r. w kilkunastu namiotach można było zapoznać się ze współczesnymi trendami na rynku kulinarnym. W tej czterodniowej imprezie powinien wziąć udział każdy prawdziwy smakosz.

 

Bruksela staje się także powoli metropolią, w której wdraża się w praktyce koncepcję slow food. Tutejsze restauracje odchodzą od menu typowego dla kuchni międzynarodowej na rzecz oferty bazującej na lokalnych produktach rolnych (sprowadzanych z obszaru leżącego w promieniu do 100 km od punktu docelowego) i – oczywiście – potrawach sezonowych. Samo przygotowywanie dań i spożywanie posiłków trwa wolniej, co pozwala gościom cieszyć się w spokoju atmosferą lokalu i towarzystwem innych osób przy stole. Ważną tendencją jest wprowadzanie do karty ryb, w tym słodkowodnych, co stanowi powrót do dawnych przyzwyczajeń kulinarnych mieszkańców północnej części Europy.

 

W Brukseli warto zwrócić uwagę na ofertę browarów wytwarzających piwo metodami naturalnymi, bez używania chemicznych dodatków i przyspieszania procesu warzenia. Te produkty, dostępne też w Polsce i coraz częściej na świecie, wyróżniają się walorami smakowymi i wysoką jakością. Na zainteresowanie zasługuje np. Brussels Beer Project, przedsięwzięcie działające na zasadzie crowdfundingu. Tu powstają piwa, które stają się wzorem dla właścicieli podobnych browarów w całej Europie, a nawet Kanadzie czy Japonii.

 

POLSKIE TRADYCJE

 

Turystyka kulinarna to nie zawsze odkrywanie kultury i kuchni dalekich krajów. Czasem wyprawy tego rodzaju stanowią podróż w głąb historii. W ich trakcie przywołuje się smaki potraw, które niegdyś były bardzo popularne, ale odeszły w zapomnienie, i dziś są odkrywane na nowo. Jeżeli interesują nas takie właśnie doznania, nie musimy wcale wyjeżdżać za granicę.

 

Gdańsk szczyci się wspaniałymi zabytkami i muzeami oraz ciekawymi wydarzeniami kulturalnymi. Od niedawna miasto prezentuje się przyjezdnym również od innej niezmiernie ciekawej strony. Dzięki przewodnikowi Smaki Gdańska możemy zapoznać się z jego bogatą ofertą kulinarną. Taka wyprawa zawiedzie nas w przeszłość i pozwoli nam dowiedzieć się czegoś o tradycyjnej kuchni dawnych gdańszczan. Odkrywanie zapomnianych gdańskich specjałów najlepiej będzie zacząć od zestawu dziewięciu przystawek przygotowanych przez dziewięć wybranych restauracji. Jak przystało na miasto nadmorskie, wśród propozycji szefów kuchni królują ryby – głównie różne przekąski ze śledzia, choć nie brakuje też tatara z dorsza bałtyckiego. Osobom lubiącym dania mięsne przypadnie do gustu kaszotto (przyrządzone podobnie jak włoskie risotto, ale z kaszą zamiast ryżu) z gęsią pomorską, a łasuchom posmakuje tort z marcepanem. Projekt wspierany przez Urząd Miejski w Gdańsku ma wykreować ten ośrodek jako nowe miejsce przyciągające prawdziwych smakoszy.

 

Mazowiecka Micha Szlachecka to natomiast interesujący szlak kulinarny przybliżający kuchnię szlachty mazowieckiej. Leżące w odległości ok. 100 km od Warszawy wyśmienita restauracja „Zaścianek Polski” w Siedlcach, Młyn Gąsiorowo i Dwór Mościbrody oraz Pałac w Patrykozach, Gorzelnia w Krzesku i siedlecka Piekarnia Ratuszowa Radzikowscy oferują tradycyjne polskie potrawy i napitki. Wśród tych propozycji nie brak wpływów z terenu Kresów Wschodnich, pochodzących z kuchni ruskiej, litewskiej, tatarskiej i żydowskiej.

 

W menu znalazły się także doskonałe lokalne trunki. Wiśniowa nalewka dworska z Dworu Mościbrody, nalewka z cytryńca chińskiego z „Zaścianka Polskiego” czy seria nalewek Etiuda z Gorzelni w Krzesku niewątpliwie zadowolą swoimi walorami smakowymi nawet najbardziej wymagających koneserów.

 

Dzięki rozwojowi techniki umożliwiającemu łatwiejsze i szybsze pokonywanie dowolnych dystansów oraz rozpowszechnieniu się usług turystycznych na świecie ludzie zaczęli podróżować w celu poznawania innych kultur. Popularność zyskała sobie również turystyka kulinarna. Dziś ze względu na bardzo duże zainteresowanie tego rodzaju wyprawy są już na wyciągnięcie ręki.

 

Karczek wędzony według tradycyjnej receptury na stole w Mościbrodach

karczek wÖdzony  tradycyjny

 © DWÓR MOŚCIBRODY/WWW.DWOR.MOSCIBRODY.PL

 

 

Artykuły wybrane losowo

Cuda Zjednoczonych Emiratów Arabskich

 Palm jumeirah -1

Hotel Atlantis, The Palm z 2008 r. leżący na sztucznej wyspie Palma Dżamira

© DUBAI CORPORATION OF TOURISM & COMMERCE MARKETING

 

MICHAŁ STOLAREWICZ

www.blogglobtrotera.pl

 

Przed przyjazdem do Dubaju spodziewałem się w nim przepychu i oznak bogactwa na każdym kroku. Słyszałem wiele o tej krainie złotem płynącej, gdzie na ulicach można zobaczyć najdroższe samochody i w której wszystko jest perfekcyjnie zaprojektowane i zorganizowane. Te opowieści okazały się prawdą! Jednak to miasto w Zjednoczonych Emiratach Arabskich wciąż się rozwija, dlatego jego centrum przypomina jeden wielki plac budowy. Obok ukończonych już olbrzymich apartamentowców stoją nowe, dopiero powstające konstrukcje. Ogromne drapacze chmur wyrastające z pustynnej ziemi oszałamiają zwykłych śmiertelników swoimi rozmiarami i luksusem.

 

Dubaj (2,9-milionowa stolica emiratu o tej samej nazwie) zachęca do pozostania na dłużej coraz więcej osób ze względu na brak cła i podatków. Mieszka tutaj jedynie ok. 15 proc. Emiratczyków, poza tym w mieście żyją m.in. wysoko wykwalifikowani pracownicy z różnych części świata i robotnicy z Indii, Bangladeszu, Pakistanu i Filipin. Miejska policja porusza się samochodami takich marek jak Aston Martin, BMW, Bugatti, Ferrari, Hummer, Lamborghini, Lexus czy Porsche. Budżet Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA) zasilają głównie dochody z wydobycia ropy naftowej. Mimo iż Dubaj leży na pustyni, znajdziemy w nim dużo zieleni. Rośliny nawadnia ukryta pod ziemią sieć rurek doprowadzających odsoloną wodę z Zatoki Perskiej.

 

Zjednoczone Emiraty Arabskie należą do najcieplejszych krajów świata. Lato jest tutaj bardzo gorące i suche. Średnia dzienna temperatura powietrza wynosi w tym okresie 40–45°C. Noce są również upalne (po zapadnięciu zmierzchu termometry wskazują mniej więcej 30°C). W zimie panują o wiele przyjemniejsze warunki – w ciągu dnia bywa ok. 23°C, a nocą 15°C. W Dubaju stale świeci słońce i rocznie przypada jedynie mniej więcej pięć dni deszczowych. Najlepszy czas na wizytę w ZEA stanowią miesiące od listopada do marca, kiedy temperatury dzienne utrzymują się na poziomie 25–30°C. Jest wtedy ciepło, ale nie piekielnie gorąco jak w okresie największych upałów (lipiec–sierpień).

 

ATRAKCJE STOLICY

 

 Jumeirah at Etihad Towers - Etihad Towers Exterior

Kompleks Etihad Towers po zachodzie słońca

© ABU DHABI CONVENTION BUREAU

 

Zjednoczone Emiraty Arabskie kojarzą się wszystkim głównie z nowoczesnym Dubajem, ale warto także odwiedzić ich stolicę – 1,5-milionowe Abu Zabi. Pierwsze kroki w tym mieście należy skierować do uznawanego za jeden z najbardziej luksusowych i najdroższych hoteli na świecie Emirates Palace, należącego do sieci Kempinski. Otwarto go w lutym 2005 r., a koszt budowy tego obiektu o powierzchni 850 tys. m2 wyniósł ponad 3 mld dolarów amerykańskich. Kompleks otrzymał nieformalne 7 gwiazdek w 5-gwiazdkowej skali. Goście mogą wybierać wśród 394 pokojów i apartamentów. Emirates Palace zatrudnia podobno ok. 2 tys. pracowników, którzy w sumie posługują się 50 językami. W obiekcie zatrzymują się najczęściej uczestnicy wizyt państwowych i konferencji międzynarodowych oraz najbogatsi ludzie na świecie i znane gwiazdy. Każdy gość ma przydzielonego osobistego kamerdynera.

 

Naprzeciwko Emirates Palace wznoszą się Etihad Towers. To kompleks pięciu wieżowców, zbudowanych w latach 2006–2011, które stały się wizytówką Abu Zabi oraz synonimem nowoczesności i luksusu. Budynki liczą od 54 do 75 pięter i przypominają kształtem żagle. Wyglądem nawiązują do tradycji i historii miasta – dawnego portu rybackiego. W wieżowcach znajdują się powierzchnie biurowe oraz luksusowe rezydencje mieszkalne (łącznie 885 apartamentów i penthouse’ów). W jednym z drapaczy chmur (Tower 1) mieści się także ekskluzywny 5-gwiazdkowy hotel Jumeirah at Etihad Towers. Do dyspozycji gości oddano w nim 12 restauracji i barów, baseny, gabinety spa, centrum fitness i prywatną plażę. Na 62. piętrze działa „Ray’s Bar”, z którego podziwiać można panoramę Abu Zabi. Warto również odwiedzić restaurację „Observation Deck at 300” na 74. piętrze sąsiedniego budynku (Tower 2). To najwyższy udostępniony punkt widokowy w całym mieście.

 

Do najpopularniejszych atrakcji stolicy ZEA należy tor wyścigowy Yas Marina Circuit. Odbywa się tutaj od 2009 r. wyścig Formuły 1 Abu Dhabi Grand Prix, największe międzynarodowe wydarzenie sportowe na Bliskim Wschodzie. Kompleks powstał na sztucznej wyspie Yas o powierzchni 25 km². Koszt budowy obiektu wyniósł ponad 1,3 mld dolarów amerykańskich, a sponsorem tytularnym zostały linie lotnicze Etihad Airways. Tor ma szerokość 12–16 m, a najdłuższa prosta wynosi 1173 m. Podczas Abu Dhabi Grand Prix zawodnicy pokonują 55 okrążeń o pełnym dystansie 305,355 km. Do kompleksu wyścigowego przylega 5-gwiazdkowy Yas Viceroy Abu Dhabi. Jest to jedyny na świecie hotel, z którego okien możemy podziwiać zmagania kierowców podczas wyścigu Formuły 1. Wyróżnia go futurystyczny wygląd – obiekt przykrywa konstrukcja ze szklanych paneli przypominająca kształtem wieloryba, podświetlana nocą. Wraz z torem wyścigowym powstał także park tematyczny Ferrari World Abu Dhabi o powierzchni 86 tys. m2. Jego największą atrakcję stanowi najszybszy rollercoaster na świecie (Formula Rossa – wagoniki rozpędzają się do 240 km/godz.).

 

Najnowszym punktem na architektonicznej mapie Abu Zabi jest muzeum Louvre Abu Dhabi. To filia paryskiego Luwru, którą zaprojektował francuski architekt Jean Nouvel. Stolica ZEA podpisała z rządem Francji 30-letnią umowę zezwalającą na używanie nazwy „Louvre” i wypożyczanie dzieł ze słynnego muzeum w Paryżu. Budowla ma kształt ogromnej kopuły o średnicy 180 m, która przykrywa przestrzeń ekspozycyjną podzieloną basenami i kanałami z wodą. Louvre Abu Dhabi zostało otwarte dla publiczności w listopadzie 2017 r. Będzie częścią muzealnej wyspy. Znajdzie się na niej też m.in. Zayed National Museum i muzeum Guggenheim Abu Dhabi.

 

NIESAMOWITY DUBAJ

 

Symbol Dubaju stanowi Burdż Chalifa (Burj Khalifa) – największy budynek świata (niemal 830 m). Na piętrach 124., 125. i 148. usytuowane są tarasy widokowe, a na 76. – basen. W wieżowcu działa najwyżej położona restauracja na ziemi – „At.mosphere” – wpisana do Księgi rekordów Guinnessa (na 122. piętrze). W dolnej części dubajskiego drapacza chmur funkcjonuje luksusowy 5-gwiazdkowy Armani Hotel Dubai. Bilety na taras widokowy najlepiej kupić przez internet z bardzo dużym wyprzedzeniem. Na miejscu trzeba za nie zapłacić o wiele więcej i nie zawsze udaje się je dostać z powodu dużego zainteresowania. Burdż Chalifa jest najbardziej niesamowitą budowlą, jaką dotychczas miałem okazję podziwiać. Zachwyca szczególnie oglądany w słoneczny dzień, gdy promienie słońca odbijają się od szklanych ścian na najwyższych piętrach. Widać go z odległości nawet 95 km.

 

Z kolei otwarty w grudniu 1999 r. dubajski Burdż Al Arab (Burj Al Arab) to pierwszy na świecie luksusowy hotel (Burj Al Arab Jumeirah), który otrzymał nieformalne 7 gwiazdek w 5-gwiazdkowej skali. Oferuje się w nim usługi na najwyższym poziomie. Na życzenie gości organizuje się komfortowy transport z lotniska. Do wyboru mamy limuzynę Rolls Royce Phantom albo najnowsze BMW serii 7. Można zamówić także bezpośredni lot helikopterem z salonu VIP Al Majlis dubajskiego portu lotniczego. Nowoczesne, pełne przepychu wnętrza przypominać mogą arabskie haremy. W głównym holu stoją dwa olbrzymie akwaria, pomiędzy którymi umieszczono kaskadową fontannę. W obiekcie działają butiki najdroższych światowych firm. Hotel oferuje 202 luksusowo wyposażone, obszerne apartamenty o powierzchni od 170 do 780 m2 z 21-calowym laptopem, 42-calowym telewizorem i pokrytym 24-karatowym złotem iPodem służącym do korzystania z hotelowych usług. Można tu zjeść dania niemal wszystkich kuchni świata, a rano dostarcza się świeże gazety z każdego zakątka globu. Do dyspozycji gości oddano pięć basenów (dwa wewnętrzne i trzy zewnętrzne), prywatną plażę, kompleks spa i studio fitness Talise oraz bibliotekę. Do dekoracji wnętrz użyto podobno 1790 m3 złota. Na jednego gościa przypada sześciu pracowników. Na 27. piętrze znajduje się restauracja z kuchnią francuską „Al Muntaha” („Najwyższa”), położona na 200 m n.p.m. na krytym tarasie zewnętrznym ze wspaniałym widokiem na błękitne wody Zatoki Perskiej. Na tym samym poziomie mieści się również „Skyview Bar”, serwujący napoje i koktajle sporządzane według ściśle strzeżonych receptur.

 

Nad brzegiem zatoki leży też nowy, utworzony w 2003 r. dystrykt Dubai Marina ze sztucznym kanałem i przystanią dla jachtów. Wzdłuż kanału ciągną się szerokie promenady, przy których powstały luksusowe sklepy i restauracje otoczone przez efektowne wieżowce. Polecam wszystkim wycieczkę do tej najbardziej ekskluzywnej części miasta. Można w niej dostać zawrotu głowy od patrzenia na niesamowicie wyglądające drapacze chmur z drogimi mieszkaniami i apartamentami. Naprawdę warto zobaczyć je na własne oczy. Jeszcze kilkanaście lat temu nie było tutaj nic oprócz pustynnego piasku i skromnych domów.

 

Bardzo ciekawą nowość w Dubaju stanowi widowiskowy spektakl wodny La Perle. Prezentuje się podczas niego 65 artystów z 23 krajów. Premierowe przedstawienie odbyło się 31 sierpnia 2017 r. w samym centrum Al Habtoor City w specjalnie wybudowanym teatrze z głębokim na 12 m basenem o pojemności 2,7 mln l. Jedną z atrakcji spektaklu są skoki z wysokości 25 m urozmaicone akrobacjami. La Perle będzie można podziwiać przez najbliższych 10 lat. Przewidziano ponad 450 przedstawień w roku.

 

FAMILY

Wizyta w Dubai Aquarium & Underwater Zoo

© DUBAI CORPORATION OF TOURISM & COMMERCE MARKETING/WWW.VISITDUBAI.COM

 

SZALEŃSTWO ZAKUPÓW

 

Dubaj uchodzi także za mekkę osób uwielbiających zakupy. Tuż obok Burdż Chalifa znajduje się drugie pod względem powierzchni centrum handlowe na świecie (po New Century Global Center w chińskim Chengdu) – The Dubai Mall (powyżej 1,1 mln m²). W tym miejscu da się spędzić cały dzień. W kompleksie jest ponad 1,2 tys. sklepów i 200 punktów gastronomicznych. Poza tym można w nim pojeździć na łyżwach i pograć w hokeja na lodowisku, popływać z rekinami w gigantycznym akwarium czy zajrzeć do podwodnego zoo (Dubai Aquarium & Underwater Zoo). The Dubai Mall odwiedza dziennie średnio przeszło 200 tys. osób. Ciekawą tutejszą atrakcję stanowi wewnętrzny suk różniący się od typowego arabskiego bazaru – ekskluzywny i urządzony w stylu orientalnym. Do centrum handlowego dojedziemy czerwoną linią metra (Red Line). Od stacji aż do samego wejścia prowadzi w pełni klimatyzowany, przeszklony korytarz o długości 820 m.

 

Amatorzy zakupowego szaleństwa powinni udać się też do Mall of the Emirates. To centrum handlowe słynie z krytego ośrodka sportów zimowych Ski Dubai z pięcioma sztucznie naśnieżanymi trasami narciarskimi o różnym stopniu trudności, dwoma wyciągami orczykowymi i czteroosobowym krzesełkowym oraz wypożyczalnią profesjonalnego sprzętu. Cały obiekt zajmuje powierzchnię aż 22,5 tys. m², co odpowiada trzem boiskom piłkarskim. Gdy na zewnątrz temperatura powietrza w sezonie letnim sięga nawet 50°C, w środku ludzie zjeżdżają na nartach lub snowboardzie w zimowych ubraniach. W Mall of the Emirates łatwo się zgubić, ponieważ kompleks jest bardzo duży (jego powierzchnia użytkowa to ponad 230 tys. m²). Dzięki brakowi konieczności płacenia ceł i podatków ceny wielu artykułów w ok. 630 sklepach są naprawdę atrakcyjne, poza tym mamy tutaj ogromny wybór towarów, od elektroniki po kosmetyki.

 

W Dubaju spróbować możemy również najdroższych lodów na świecie w kawiarni i lodziarni Scoopi przy Jumeirah Beach Road. Gałka deseru o nazwie Black Diamond – o smaku madagaskarskiej wanilii z irańskim szafranem i kawałkami włoskiej czarnej trufli – kosztuje 2999 dirhamów (AED), czyli ok. 2,9 tys. złotych. Lody te podaje się z posypką z 23-karatowego jadalnego złota w naczyniu firmy Versace. W tym mieście warto odwiedzić także profesjonalne 18-dołkowe pole golfowe Majlis należące do Emirates Golf Club, gdzie grali m.in. Tiger Woods, Rory McIlroy i Ernie Els. Zaprojektował je Karl Litten. Miłośnicy golfa muszą koniecznie zmierzyć się z tutejszymi dołkami o krętych torach prowadzenia piłki. To pierwsze pole golfowe z trawiastą nawierzchnią na Bliskim Wschodzie. Co roku pod koniec stycznia lub na początku lutego odbywa się na nim turniej Omega Dubai Desert Classic.

 

Milionerów z całego świata przyciąga do Dubaju jednak organizowany w ostatnią sobotę marca na torze Meydan (Meydan Racecourse) wyścig konny Dubai World Cup, w którym pula nagród ma wartość 10 mln dolarów amerykańskich. W zmaganiach biorą udział najlepsze konie i najwspanialsi dżokeje na naszym globie. Aby podziwiać te zawody w prawdziwie luksusowych warunkach, trzeba zarezerwować miejsce w namiocie, gdzie zbiera się dubajska śmietanka towarzyska.

 

DUBAJSKIE PLAŻE

 

Dubaj to nie tylko imponujące miasto szklanych drapaczy chmur i stolica luksusowych marek. Znajdziemy tu urokliwe plaże z białym piaskiem i turkusową wodą, na których odpoczniemy od wielkomiejskiego zgiełku. Rozciągają się one na długości ok. 170 km (wliczając w to tutejsze sztuczne wyspy) i są naprawdę piękne. Niektóre z nich udostępnia się tylko dla gości luksusowych hoteli, a piasek na nich jest regularnie schładzany do odpowiedniej temperatury, aby plażowicze nie poparzyli sobie stóp.

 

Do najpopularniejszych w Dubaju należy bezpłatna plaża Jumeirah. Duże zainteresowanie zawdzięcza bliskiemu sąsiedztwu Burdż Al Arab. Hotel sfotografowany od strony wody wygląda jak największy na świecie krzyż ustawiony na pustyni. W publicznej części plaży (Jumeirah Beach Park) nie ma zbyt wielu udogodnień, takich jak leżaki do wypożyczenia, ale jest ona bardzo szeroka, więc nie odczujemy na niej tłoku. Funkcjonują tutaj kawiarnie, w których kupimy przekąski (frytki, burgery) i napoje, świeżo wyciskane soki czy kawę. Można skorzystać też z pryszniców i toalety (niestety, tylko jednej). Nad bezpieczeństwem pływających czuwają ratownicy, w okolicy brzegu rozciąga się pas płycizny. Na plaży znajdziemy również specjalne miejsca do odpoczynku z bezpłatnym internetem bezprzewodowym. Na wodach zatoki wyznaczono strefy do pływania i uprawiania sportów wodnych.

 

Najlepiej zagospodarowana plaża w Dubaju leży nieco dalej na południowy zachód, w otoczeniu wieżowców ekskluzywnego osiedla Jumeirah Beach Residence. Korzystać z niej mogą wszyscy, zarówno mieszkańcy czy goście hotelowi, jak i przyjezdni. W tym rejonie można uprawiać np. parasailing lub wakeboarding, a także inne sporty wodne, i wybrać się na przejażdżkę na wielbłądzie. Wzdłuż brzegu znajdują się liczne restauracje i bary z widokiem na Zatokę Perską. Z plaży widać słynną sztuczną wyspę w kształcie palmy – Palma Dżamira (Palm Jumeirah) z hotelem Atlantis, The Palm. Na specjalnie usypanych pasach gruntu powstało całe luksusowe miasteczko. To najmniejsza z trzech Wysp Palmowych u wybrzeży Dubaju. Wspomniana plaża stanowi idealne miejsce na odpoczynek. Są na niej toalety, przebieralnie i wypożyczalnie leżaków. Zejście do wody nie jest łagodne i już po kilku krokach robi się głęboko. W tej okolicy bywa jednak tłoczno. Na brzegu można przespacerować się piękną promenadą The Walk o długości 1,7 km.

 

PUSTYNNE SAFARI

 

 Qasr Al Sarab

Rodzinna wycieczka na wielbłądach

© ABU DHABI CONVENTION BUREAU

 

Turyści podróżujący do ZEA decydują się również zazwyczaj na wyprawę na pustynię. Dla mnie wykupienie wycieczki Dubai Desert Safari okazało się strzałem w dziesiątkę – takie przeżycie dostarcza niesamowitych wrażeń, a widoki zapierają dech w piersiach! W Dubaju koniecznie trzeba udać się na ekstremalną przejażdżkę po wydmach samochodami z napędem na cztery koła. Ceny wyprawy na pustynię są zróżnicowane, choć zwykle raczej dość wysokie, ale naprawdę warto ponieść ten koszt (za pięcio-, sześciogodzinne safari zapłacimy już od ok. 65 dolarów amerykańskich za osobę). Do wyboru mamy kilka rodzajów pustynnych wycieczek: od porannych (które odradzam ze względu na ubogi program) przez popołudniowe lub wieczorne po całonocne. Musimy też wybrać odpowiednią agencję turystyczną, których działa w Dubaju naprawdę dużo. Większość z nich oferuje praktycznie ten sam program safari. Przy podejmowaniu decyzji powinniśmy zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Warto rozważyć szczególnie oferty obejmujące transport bezpośrednio z naszego hotelu i z powrotem do niego. Poza tym najlepiej, gdy cała wyprawa odbywa się tymi samymi samochodami, którymi jeździ się potem po pustyni, i nie trzeba przesiadać się z busów do terenowych aut. Na zainteresowanie zasługują wycieczki z wliczonymi w cenę dodatkowymi atrakcjami, takimi jak przejażdżka na wielbłądzie, sandboarding czy palenie sziszy.

 

Uczestnicy popołudniowego safari odbierani są zwykle z hotelu w godzinach 14.30–15.30. Dojazd na pustynię pod Dubajem zajmuje ok. 40 min. Nasza przygoda zaczęła się od przejazdu samochodem po wydmach (dune bashing). Zdecydowanie było to jedno z najlepszych doświadczeń off-roadowych w moim życiu! Jeepy są specjalnie wzmocnione, a w środku znajduje się klatka. Podczas jazdy warto trzymać się poręczy. W aucie mieści się zazwyczaj siedmiu pasażerów. Najlepiej jest usiąść – oczywiście – obok kierowcy albo w drugim rzędzie. Samochód porusza się szybko, ja czułem się jak na karuzeli. Przed taką przejażdżką nie należy się zbytnio objadać. Tego typu rozrywki nie polecam jednak kobietom w ciąży i osobom z problemami z kręgosłupem, a także cierpiącym na chorobę lokomocyjną. Po ok. 20–30 min. szaleńczej jazdy z doświadczonym kierowcą zatrzymujemy się pośrodku pustyni na zrobienie zdjęć i zjeżdżanie na desce po piaszczystych wydmach. Za dodatkową opłatą można pojeździć na quadach.

 

Ostatni etap wycieczki stanowią zwykle odwiedziny w wiosce beduińskiej, w której na turystów czeka posiłek. Nas na powitanie poczęstowano pysznymi małymi pączkami smażonymi na miejscu w głębokim tłuszczu i podawanymi w polewie z syropu daktylowego z odrobiną sezamu (lukaimat lub luqaimat). Następnie zasiedliśmy przy tradycyjnych niskich stolikach, na arabskich dywanach i poduszkach. Do wyboru mieliśmy różne sałatki, makarony, mięso i warzywa z grilla. W cenę wliczone są również kawa arabska, herbata i woda. Możemy skusić się też na napoje alkoholowe, ale za dodatkową opłatą. Taki posiłek na pustyni urozmaicają występy kobiet wykonujących taniec brzucha czy wirujących derwiszów. Poza tym uczestnicy wycieczki mogą zdecydować się na tatuaż z henny, przejechać się na wielbłądzie, przymierzyć lokalne stroje i zapalić sziszę, a nawet podziwiać najszybsze ptaki świata – sokoły wędrowne (podczas lotu nurkowego osiągają średnią prędkość ponad 320 km/godz.). Wszystkie te atrakcje (jak również robienie zdjęć) powinny być wliczone w koszt wyprawy. Do hotelu wraca się koło godz. 21.00–22.00.

 

PODRÓŻOWANIE PO MIEŚCIE

 

Dubaj ma bardzo dobrze zorganizowaną sieć dróg, a także transport publiczny. Tutejsze 75-kilometrowe metro jest jednym z najdłuższych w pełni zautomatyzowanych systemów kolejowych na świecie (pociągi poruszają się bez maszynisty). Główna czerwona linia (Red Line), wzdłuż której znajduje się 29 stacji, prowadzi wprost z lotniska do centrum miasta i największej chluby ZEA, czyli Burdż Chalifa.

 

W Dubaju opłaca się korzystać z taksówek. Ceny przejazdu należą do bardzo niskich, ponieważ paliwo jest tu tanie. Bilet dzienny umożliwiający korzystanie z metra, tramwaju i autobusów kosztuje 22 dirhamy (2 dirhamy za Nol Red Ticket i 20 dirhamów za załadowanie go na cały dzień). Trzeba jednak pamiętać o pewnych zasadach panujących w środkach komunikacji publicznej, aby nie narazić się na kary. Znajduje się w nich oddzielna specjalna strefa przeznaczona jedynie dla kobiet i dzieci. Zazwyczaj jest ona umieszczona w przedniej części pojazdu. Poza tym w środkach komunikacji publicznej i na przystankach nie wolno spożywać jedzenia i napojów, a także żuć gumy. Warto dodać, że przystanki autobusowe stanowią świetne schronienie przed upałem. Wszystkie są zamykane i klimatyzowane. Co ciekawe, za zaśnięcie na przystanku również zapłacimy mandat. Największa jednak kara grozi za kolizje z miejskimi tramwajami, które są prezentem dla mieszkańców od emira Dubaju i jednocześnie premiera i wiceprezydenta ZEA, szejka Muhammada ibn Raszida Al Maktuma. Te wyjątkowe pojazdy zasługują na specjalne traktowanie, w ruchu drogowym mają zawsze pierwszeństwo.

 

PRZYDATNE INFORMACJE

 

Przed przyjazdem do Dubaju, warto zapoznać się z niektórymi obowiązującymi tutaj przepisami prawa. Jak wspomniałem, należy zwrócić szczególną uwagę na zasady dotyczące zachowania w komunikacji miejskiej. Poza tym w kraju obowiązuje szariat. Za posiadanie narkotyków grozi kara śmierci. Homoseksualizm karany jest więzieniem (w innych częściach ZEA za seks homoseksualny grozi kara śmierci). Za stosunki pozamałżeńskie też karze się pozbawieniem wolności. Oprócz tego obowiązuje zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych i zakaz bycia pod wpływem alkoholu poza miejscem zamieszkania. Turyści mogą spożywać trunki jedynie w specjalnie koncesjonowanych restauracjach i barach oraz hotelach. Jeśli wyjdziemy na ulicę pijani, możemy zostać aresztowani. Aby kupić alkohol i spożyć go w domu, należy posiadać wydaną przez policję odpowiednią licencję na jego zakup i transport. Jeżeli odwiedzamy miasto ze swoją drugą połówką, unikajmy publicznego okazywania sobie czułości. Takie zachowanie uznane być może za przestępstwo obyczajowe, za które również grozi kara pozbawienia wolności. Podczas odwiedzania meczetu trzeba pamiętać o zdjęciu butów oraz zakryciu ramion i nóg. Nie należy fotografować ani zaczepiać mijanych na ulicach miejscowych kobiet bez pozwolenia ich mężów. Także długie przypatrywanie się Emiratce narusza jej prywatność i skutkować może wezwaniem policji. Władzę w Dubaju sprawuje emir, a najwyższe stanowiska w emiracie są obsadzone przez członków rodziny wspomnianego szejka Muhammada ibn Raszida Al Maktuma.

 

Zjednoczone Emiraty Arabskie 22 marca 2014 r. zniosły obowiązek promesy wizowej dla Polaków. Oznacza to, że nie musimy przed wyjazdem martwić się żadnymi formalnościami. Na lotnisku w Dubaju otrzymamy pieczątkę w paszporcie, która zezwala na pobyt w kraju przez 30 dni. Jedynym warunkiem jej otrzymania jest ważność tego dokumentu tożsamości przez kolejne sześć miesięcy.

 

Japonia dla początkujących

 

SYLWIA JEDLAK-DUBIEL

 

U wschodnich wybrzeży Azji, na Wyspach Japońskich i kilku mniejszych archipelagach leży kraj dość osobliwy z punktu widzenia Europejczyków. Z jednej strony jest zupełnie wyjątkowy pod względem kultury, z drugiej chętnie czerpie ze zwyczajów popularnych w Stanach Zjednoczonych, położonych po drugiej stronie Oceanu Spokojnego. W Japonii niesamowicie wyraźnie daje się odczuć, że nasz świat to miejsce różnorodne, mozaika rozmaitych rzeczywistości współistniejących ze sobą i wchodzących w zaskakujące relacje.

 

Przed wyjazdem w te strony warto zdać sobie sprawę z kilku rzeczy. Taka wiedza z pewnością ułatwi pierwszy kontakt z tym krajem. Cztery główne wyspy archipelagu – Hokkaido, Honsiu, Kiusiu i Sikoku – układają się w kształt ćwierćokręgu rozciągniętego południkowo, co sprawia, że klimat jest tu zróżnicowany. Ze względu na położenie na styku płyt tektonicznych w Japonii występują częste trzęsienia ziemi, jednak na ogół nie są zbyt silne i bywają nawet nieodczuwalne. Oprócz tego obserwuje się też dużą aktywność wulkaniczną. To azjatyckie państwo ma prawie 378 tys. km2 powierzchni, czyli nieco więcej niż np. Niemcy, ale jego obszar zamieszkuje aż ponad 127 mln ludzi (dla porównania w Polsce żyje ich niemal 38,5 mln). Tę wyjątkową gęstość zaludnienia (ok. 336 osób/km²) najbardziej odczuwa się w większych miastach. Poza tym dobrze pamiętać, że obowiązuje tutaj ruch lewostronny.

 

Na podróż do Japonii zdecydowaliśmy się, ponieważ nigdy nie byliśmy jeszcze w tej części Azji i tak odległa wyprawa wydała nam się niezmiernie ekscytująca. Na wybór tego właśnie miejsca wpłynął również fakt, że nasz kolega właśnie kończył swój doktorat na tutejszej uczelni i jako osobom nieznającym japońskiego mógł służyć nam pomocą. Na dodatek od 2015 r. Polskie Linie Lotnicze LOT obsługują bezpośrednie połączenie między warszawskim Lotniskiem Chopina a Międzynarodowym Portem Lotniczym Narita koło Tokio. Za bilety trzeba co prawda zazwyczaj zapłacić więcej niż w przypadku lotu z przesiadką w Katarze (liniami Qatar Airways) lub Dubaju (Emirates), jednak ze względu na komfort podróży (nie musimy czekać na następny samolot ani martwić się, czy nasz bagaż dotrze do celu) i jej czas (ok. 11 godzin zamiast nawet ponad 20) warto ponieść ten koszt.

 

Plantacje herbaty położone w pobliżu nadal czynnego wulkanu Fudżi

Tea Plantation and Mt

© JNTO

 

SKOK NA GŁĘBOKĄ WODĘ

 

Na początek chciałabym wspomnieć, czego obawialiśmy się przed wyjazdem. Problemem dla nas była głównie bariera językowa. Jak się później okazało, martwiliśmy się niepotrzebnie. Na lotnisku i większych stacjach kolejowych z obsługą komunikowaliśmy się po angielsku. Zakup biletów nie stanowił więc wielkiego wyzwania. W Tokio korzystaliśmy za to z wszechobecnych automatów biletowych opatrzonych także napisami w języku angielskim. Trochę inaczej sytuacja wyglądała w sklepach. Ekspedienci w Japonii podczas odbierania towaru przy kasie, oprócz używania standardowych zwrotów grzecznościowych, informują klienta o wszystkich wykonywanych czynnościach: o sczytywaniu kolejnych produktów, wartości przyjętej gotówki, nominałach przy wydawanej reszcie. Oczywiście, wszystkie kwestie wypowiadają po japońsku. Tak naprawdę przez cały proces można przejść bezboleśnie bez użycia żadnego słowa, na koniec wystarczy się lekko pokłonić i uśmiechnąć. Czasem jednak dochodzi do interakcji. Przy kupowaniu alkoholu w samoobsługowym sklepie niekiedy trzeba potwierdzić, że ma się przynajmniej 20 lat, np. wciskając odpowiedni przycisk na ekranie. Do gotowych dań do odgrzania w domu pracownik przy kasie proponuje pałeczki. Z naszych doświadczeń wynika, że ostatecznie zawsze udaje się porozumieć. Japończycy wykazują po prostu dużą determinację, żeby sprawę zakończyć pomyślnie. W większych restauracjach i lokalach często goszczących turystów złożymy natomiast zamówienie po angielsku. W mniejszych barach z kolei zwykle przy wejściu umieszczone są automaty do zamawiania jedzenia i wystawy prezentujące przykładowe dania wykonane z… tworzywa sztucznego. Oczywiście, jeśli chcemy porozmawiać z Japończykami, musimy znaleźć wspólny język.

 

Pewnym kłopotem dla Europejczyków bywa orientowanie się w układzie urbanistycznym. Japoński system adresowy jest z naszego punktu widzenia dość trudny do opanowania. Wystarczy wspomnieć, że większość ulic w Japonii nie ma nazw. Tutaj największą pomocą była dla nas po prostu nawigacja w telefonie, która ustalała nasze położenie i pokazywała nam drogę do punktu docelowego. Dlatego polecamy na czas podróży zaopatrzyć się w pakiet internetowy. Odpowiadającą nam kartę do telefonu można kupić na miejscu. Ceny w ofertach roamingowych europejskich operatorów bywają zazwyczaj wysokie. Do atrakcji turystycznych prowadzą zwykle dość czytelne oznaczenia. Z pewną satysfakcją mogę też przyznać, że ani razu się nie zgubiliśmy i zawsze udawało nam się dotrzeć do celu, nawet mimo drobnych trudności.

 

METROPOLIA PO JAPOŃSKU

 

Lubię zwiedzać duże miasta. Jest w nich coś wyjątkowo przyciągającego, ponieważ swoim układem, architekturą, rodzajem sieci komunikacyjnej oddają charakter żyjącej w nich społeczności. Dlatego wielką przyjemność podczas pobytu w Japonii sprawiały mi spacery po Tokio, położonym na wyspie Honsiu, której powierzchnia wynosi niemal 228 tys. km². W stolicy kraju wraz z jej obszarem metropolitalnym mieszka ponad 13,6 mln ludzi (w uproszczeniu można powiedzieć, że na Tokio składają się 23 okręgi administracyjne tworzące Tōkyō-to oraz miasta i miejscowości na zachód od niego). To sprawia, że w jej krajobrazie dominuje głównie gęsta zabudowa poprzecinana ciągami komunikacyjnymi. Mamy tu osiedla z blokami, niskie domki ustawione jeden obok drugiego, wysokie błyszczące wieżowce z biurami i apartamentami, a obok nich małe i większe świątynie, sklepy spożywcze, domy towarowe i punkty czy wręcz całe kompleksy z automatami do gier.

 

Aby uświadomić sobie wielkość tego miasta (ok. 2190 km² powierzchni), należy wybrać się na jeden z punktów widokowych. Za najpopularniejsze uchodzą Tokyo Skytree (najwyższa wieża na świecie – 634 m) i Tokyo Tower (333 m). Wejście na nie jest płatne i w przypadku tego pierwszego obiektu dość kosztowne, bo zwykły bilet dla osoby dorosłej na niższą galerię (350 m) kosztuje 2060 jenów (za wjazd na wyższą galerię na 450 m trzeba zapłacić dodatkowo 1030 jenów). Jeśli ktoś nie uważa się za amatora takich atrakcji i postanowił przeznaczyć swój budżet wyjazdowy na inne cele, może wybrać się na darmowy taras widokowy np. w budynku tokijskich władz w dzielnicy Shinjuku (Tokyo Metropolitan Government Building) lub gmachu Bunkyo Civic Center w Bunkyō. Polecam szczególnie podziwianie panoramy Tokio po zmroku – robi niesamowite wrażenie.

 

Zwiedzanie stolicy Japonii zdecydowanie trzeba sobie zaplanować tak w dzień, jak i w nocy. Po zapadnięciu zmierzchu polecam udać się w okolice sztucznej wyspy Odaiba, aby zobaczyć podświetlony Tęczowy Most (Rainbow Bridge). W pobliżu Parku Shiokaze stoi nawet mała amerykańska Statua Wolności. W tej okolicy warto wsiąść do jednego z pociągów kursujących na trasie Tokyo Monorail, kolei jednoszynowej, której pojazdy poruszają się na pewnej wysokości nad ziemią. Po drodze mija się m.in. szklane ściany wieżowców, a między nimi da się nawet dostrzec oświetloną sylwetkę Tokyo Tower. Gdy patrzy się na rozpościerające się z okna wagonu widoki, trudno nie odnieść wrażenia, że trafiło się do miasta przyszłości.

 

Do największych turystycznych atrakcji Tokio należą niewątpliwie Pałac Cesarski, szintoistyczna świątynia Meiji, buddyjski kompleks Sensō-ji czy rozległy park Shinjuku Gyoen. Obcokrajowcy chętnie wybierają się także na niemal zawsze zatłoczone skrzyżowanie koło stacji Shibuya, aby obserwować tłum pieszych wkraczających na nie jednocześnie ze wszystkich stron, gdy zapala się zielone światło. Na skwerze przy jednym z wejść na wspomnianą wyjątkowo ruchliwą stację postawiono pomnik psa Hachikō (popularnej w Japonii rasy akita), który czekał tu codziennie na swojego właściciela, profesora uniwersyteckiego, wracającego do domu. Pewnego dnia jego pan dostał w pracy udaru mózgu i zmarł. Nie pojawił się jak zwykle na stacji, ale Hachikō przez kolejnych ponad 9 lat wciąż przychodził o tej samej porze i go wypatrywał. Wykonany z brązu pomnik jest dziś popularnym miejscem spotkań Japończyków.

 

Na zainteresowanie zasługują też z pewnością dzielnica Akihabara i luksusowy region Ginza w dzielnicy Chūō. W niedzielę ich główne arterie zostają zamknięte dla ruchu samochodowego i udostępnione pieszym (w Ginzie również w sobotę). Akihabara, obecnie w znacznym stopniu nastawiona na turystów, przyciąga głównie amatorów anime (japońskich filmów animowanych), sprzętu elektronicznego i gier komputerowych. Spotkać w niej można dziewczyny poprzebierane za bohaterki animowanych seriali. Funkcjonują tu także maid cafés, czyli kawiarnie, w których gości obsługują kelnerki w strojach pokojówek. W Ginzie dla odmiany działa wiele butików znanych światowych marek modowych takich jak Chanel, Dior, Carolina Herrera, Gucci, Louis Vuitton czy Furla. W tej okolicy znajdują się też luksusowe domy towarowe Wako i Mitsukoshi. Na zakupy przychodzą tutaj eleganckie Japonki.

 

Swoistą atrakcję turystyczną Tokio stanowi metro. Na peronach oznaczone są punkty, w których otwierają się drzwi do wagonu (pociąg zawsze ustawia się zgodnie z tym układem), a przed nimi często znajdziemy wytyczone linie dla oczekujących osób formujących kolejkę do wejścia. Podczas jazdy Japończycy zwykle drzemią lub wpatrują się w ekran swojego smartfona. Bardzo nietaktownym zachowaniem jest rozmawianie przez telefon w pociągu czy prowadzenie głośnej dyskusji ze znajomymi. Należy jednak pamiętać, że w godzinach porannego i popołudniowego szczytu wagony i stacje bywają wypełnione po brzegi.

 

Wiszący Tęczowy Most nad północną częścią Zatoki Tokijskiej

Rainbow bridge

© YASUFUMI NISHI/JNTO

 

WIDOK NA SZCZYT

 

Za jeden z najważniejszych symboli Japonii za granicą uchodzi góra Fudżi (3776 m n.p.m.). Niestety, jej szczyt często kryje się za chmurami. Najlepszym okresem do podziwiania tego czynnego stratowulkanu np. z Tokio są miesiące zimowe, kiedy powietrze bywa zwykle najbardziej przejrzyste. Zazwyczaj góra Fudżi jest najwyraźniej widoczna w godzinach porannych. Zobaczymy ją m.in. z tarasów widokowych Tokyo Skytree i Bunkyo Civic Center.

 

Słynny japoński szczyt górski udaje się dostrzec również z wypoczynkowej miejscowości Hakone, położonej na południowy zachód od stolicy (ponad 80 km). W tym rejonie specjalnie z myślą o turystach przygotowano Hakone Freepass – karnet uprawniający do przejazdu kolejką górską, kolejką linowo-terenową i gondolową, rejsu statkiem po malowniczym jeziorze Ashi oraz poruszania się niektórymi autobusami kursującymi do stacji kolejowej. Z przystani w Hakone-machi przez zrekonstruowany punkt kontrolny z okresu Edo (1603–1868) można przejść na półwysep z punktem widokowym, a potem dotrzeć do Alei Cedrowej. Stąd najlepiej udać się jeszcze do chramu Hakone (Hakone Jinja), którego jedna z bram (torii) wznosi się w wodach jeziora. W niedalekim 200-tysięcznym mieście Odawara na uwagę zasługuje otoczony parkiem zamek obronny.

 

Z Hakone nie zawsze udaje się jednak dostrzec Fudżi. Jeśli ktoś postawił sobie właśnie taki cel podróży po Japonii, polecam wybrać się nad jedno z pięciu jezior znajdujących się w pobliżu wulkanu, np. Yamanaka, Kawaguchi lub Motosu. Na sam szczyt można wejść kilkoma szlakami, a sezon wspinaczkowy wypada w lipcu i sierpniu. Zarówno Japończycy, jak i obcokrajowcy decydują się często na wędrówkę popołudniową i wieczorną, aby wyprawę zakończyć oglądaniem wschodu słońca. Osoby, które źle znoszą szybkie zmiany wysokości, powinny najpierw zaaklimatyzować się do takich warunków.

 

WYPRAWY PO HONSIU

 

Naszą bazą wypadową podczas pobytu w Japonii było Tokio. Odwiedziliśmy więc nowoczesną Jokohamę, gdzie wybraliśmy się na spacer po porcie i zajrzeliśmy do kolorowej chińskiej dzielnicy (Chinatown). Poza tym pojechaliśmy na niewielką wyspę Enoshima, na której czci się występującą w mitologii japońskiej buddyjską boginię urody, bogactwa i muzyki Benzaiten. W okolicy nad głowami przechodniów latają liczne kanie czarne. W tym rejonie warto zwiedzić także Kamakurę, miasto znane ze swoich świątyń (w tym Kōtoku-in z wielkim brązowym posągiem Buddy Nieograniczonego Światła – Daibutsu), które pełniło funkcję stolicy w okresie Kamakura (szogunatu Kamakura, przypadającego od 1185 do 1333 r.).

 

Nie mogliśmy też odmówić sobie podróży shinkansenem, japońskim superszybkim pociągiem. Jednym z nich pokonaliśmy część drogi do Nikkō, położonego ok. 140 km na północ od Tokio. Ludzie odwiedzają je najczęściej ze względu na trzy cenne kompleksy świątynne, z których najsłynniejszy jest zespół chramów szintoistycznych Tōshō-gū poświęcony Ieyasu Tokugawie (założycielowi dynastii szogunów Tokugawa, żyjącemu w latach 1543–1616). Aż 103 tutejsze obiekty sakralne i ich naturalne otoczenie wpisano w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Od stuleci stanowiły dla Japończyków święte miejsce, znane z prawdziwych arcydzieł architektury i sztuki zdobniczej. Na zwiedzanie zabytkowego sanktuarium Tōshō-gū trzeba przeznaczyć kilka godzin. Budowle robią bardzo duże wrażenie na oglądających ze względu na bogate zdobienia. Cały czas można odkrywać tu nowe płaskorzeźby. Przewodniki zwykle wspominają o trzech mądrych małpach umieszczonych nad drzwiami stajni, ale warto z uwagą przyglądać się każdej bramie i ścianie. W najwyższym punkcie Tōshō-gū znajduje się grobowiec Ieyasu Tokugawy. Wspina się do niego po schodach wśród olbrzymich drzew. Ciekawą atrakcję dla turystów stanowi wizyta w Yakushi-dō. Gdy opowiadający o świątyni mnich klaszcze w dłonie, dźwięk rezonuje i zgromadzonym wydaje się, że namalowany na suficie smok ryczy. Od 2007 r. w całym kompleksie prowadzone są prace renowacyjne, które potrwają do 2024 r. Musimy się więc liczyć z tym, że nie wszystkie obiekty bywają udostępnione do zwiedzania, a pewne z nich zasłaniają rusztowania. Niedaleko Nikkō leży poza tym urokliwe jezioro Chūzenji (11,62 km² powierzchni). Wypływająca z niego rzeka Daiya tworzy liczne wodospady, w tym malowniczy 97-metrowy Kegon. W okolicy znajdują się również źródła termalne, dlatego powstały tu onseny – japońskie publiczne kąpieliska z łaźniami i basenami. Cały region słynie z wyjątkowo pięknych krajobrazów. Jesienią Japończycy podziwiają w nim zabarwione na głęboką czerwień liście klonów. To zjawisko cieszy się podobnym zainteresowaniem co wiosenne kwitnienie drzew wiśniowych. W samym Nikkō przez rzekę Daiya przerzucono uroczy czerwony Święty Most (Shinkyō), należący do założonego w 767 r. chramu Futarasan (Futarasan jinja).

 

Także shinkansenem wyruszyliśmy z Tokio do Sendai, a stąd lokalnym pociągiem do miejscowości Matsushima sąsiadującej z archipelagiem o tej samej nazwie. Wznoszą się tutaj zabudowania Zuigan-ji – ważnej japońskiej świątyni zen (nurtu buddyzmu). Należą do niej też liczne jaskinie, w których składano prochy zmarłych. Archipelag Matsushima składa się z ok. 260 małych wysepek porośniętych sosnami. Z pobliskiej przystani odbijają statki zabierające turystów w rejs wokół nich. Na Fukuurę, gdzie znajduje się m.in. mały ogród botaniczny, prowadzi długi czerwony most. Z wybrzeża pieszo dostaniemy się również na niewielką Oshimę. Jeszcze niedawno takich drewnianych mostków było więcej, ale region ten bardzo ucierpiał w wyniku trzęsienia ziemi i tsunami w marcu 2011 r. Archipelag wygląda niezmiernie malowniczo zwłaszcza o zachodzie słońca.

 

Zabytkowe świątynie i sanktuaria w Nikkō

Nikko Toshogu Shrine1 2

© JNTO

 

HISTORIA DAWNIEJSZA I NOWSZA

 

Na Honsiu warto zatrzymać się także w położonej nad zatoką Osace. Stąd można zaplanować np. wycieczki do Kioto, nad Morze Wewnętrzne czy na wyspę Sikoku, a nawet Kiusiu. Tokio zostało niemal całkowicie zniszczone pod koniec II wojny światowej. Nocny nalot dywanowy z 9 na 10 marca 1945 r. wywołał wielki pożar. Dlatego zabudowa japońskiej metropolii jest dosyć nowa. Tego losu uniknęło Kioto. W tej dawnej stolicy Japonii i siedzibie cesarzy (od 794 do 1868 r.) spotkamy się z ogromnym zagęszczeniem zabytków. Jej zabytkowy zespół urbanistyczno-architektoniczny z wieloma pięknymi świątyniami, z Kinkaku-ji i Ryōan-ji na czele, wpisano w 1994 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Zarówno pierwsza, czyli Świątynia Złotego Pawilonu stojąca nad stawem w parku, jak i druga, z charakterystycznym kamiennym ogrodem do medytacji, przynależą do nurtu buddyzmu zen. Do najbardziej znanych miejsc w Kioto zaliczyć wypada na pewno sanktuarium zwane Fushimi Inari Taisha, do którego prowadzi 4-kilometrowa droga wyznaczona przez tysiące torii. Ponieważ trasa wiedzie w większości pod górę, trzeba założyć wygodne buty i wziąć ze sobą butelkę wody. Kompleks poświęcono japońskiemu bóstwu płodności, ryżu, herbaty, sake, rolnictwa, przemysłu, powodzenia i sukcesu Inari, przedstawianemu w różnych postaciach. Jego posłańcami są dobre białe lisy.

 

W mieście Himeji, leżącym ok. 120 km na południowy zachód od Kioto, warto natomiast zobaczyć piękną budowlę nazywaną Zamkiem Białej Czapli (Shirasagi-jō). To przykład japońskiej architektury obronnej. Jednak zabudowania zamkowe na Europejczykach robią wrażenie finezyjnych i delikatnych. Na zachodnim krańcu Honsiu, na wyspie Itsukushima (Miyajima) znajduje się z kolei Itsukushima Jinja. Imponująca brama tego szintoistycznego chramu stoi w wodach Morza Wewnętrznego. W czasie odpływu można podejść do niej po odkrytym piaszczystym dnie.

 

Osoby, które lubią zwiedzać mniej typowe miejsca, powinny wybrać się do Hiroszimy. To na to miasto 6 sierpnia 1945 r. Stany Zjednoczone zrzuciły bombę atomową. Hiroszimę odbudowano, a o samym wydarzeniu i ofiarach ataku przypomina kompleks parkowy z zachowanymi ruinami dawnego centrum wystawowego, obecnie zwanego Kopułą Bomby Atomowej. W pobliżu działa również Muzeum Pokoju, które utworzono w sierpniu 1955 r. Oprócz tego w mieście funkcjonuje warta uwagi sieć tramwajowa. Po szynach jeżdżą tu m.in. pojazdy produkowane w poprzednim stuleciu w Japonii, a nawet Europie. Tramwaje o numerach 651 i 652 jako jedyne przetrwały wybuch bomby atomowej i wciąż pozostają w użyciu.

 

Tak naprawdę nie ma idealnej instrukcji podróżowania. Każdy musi znaleźć swój sposób na zwiedzanie. Podczas wizyty w tak odmiennym od naszego kraju jak Japonia warto jednak paradoksalnie odstawić na bok wszystkie rzeczy, które o nim przeczytaliśmy bądź usłyszeliśmy. Choć nie da się z pewnością zapomnieć opinii i wrażeń innych ludzi, spróbujmy nie odtwarzać ich doświadczeń, a przeżyć własne. Na każde miejsce spójrzmy ze swojej perspektywy. Prawdopodobnie wtedy dużo łatwiej przyjdzie nam zrozumieć, że Japonia może być tym wszystkim, czym jest w oczach innych, a nawet czymś jeszcze odmiennym. Każdy punkt widzenia tworzy kolejny jej obraz. Ja tak właśnie zapamiętałam ten kraj i w taki sam sposób chcę go poznawać znowu, gdy zawitam do niego po raz kolejny.

 

Ponad 16-metrowa brama Itsukushima Jinja w portowym mieście Hatsukaichi

l 180895

© HIROSHIMA PREFECTURE/JNTO

 

 

Budapeszteńskie niespodzianki

ALEKSANDRA PAKIEŁA

 

Budapeszt jest miastem tętniącym życiem, pełnym ciekawych miejsc, przepięknych pomników, mostów i zabytków, łączącym w sobie bogatą przeszłość i dynamiczną teraźniejszość. Stolica Węgier kojarzy się przede wszystkim z monumentalnym gmachem Parlamentu (Országház), ruinami rzymskimi – Aquincum, neogotyckim Kościołem Macieja (Mátyás templom), Zamkiem Królewskim (Budavári Palota) czy chętnie odwiedzanym przez turystów Węgierskim Muzeum Narodowym (Magyar Nemzeti Múzeum). Ta urocza metropolia oferuje jednak zdecydowanie więcej atrakcji. Warto je odkryć choćby teraz, podczas ciepłej i słonecznej węgierskiej jesieni…

Więcej…