JERZY MOSKAŁA

 

Początki turystyki masowej sięgają drugiej połowy XX w. Wzrost zamożności społeczeństwa europejskiego i amerykańskiego oraz otwarcie na świat sprawiły, że na rynku zaczęło się pojawiać więcej ofert turystycznych, przeznaczonych nie tylko dla najbogatszych, ale również dla szybko rozwijającej się klasy średniej. Tego rodzaju podróże, szczególnie w latach 70. minionego stulecia, cechowało nastawienie głównie na odpoczynek, w mniejszym stopniu na zwiedzanie i poznawanie innych kultur. Dziś tego typu wyjazdy są zdecydowanie mniej popularne niż kiedyś. Obecnie wypoczynek często łączymy z uprawianiem sportu bądź pogłębianiem wiedzy o danym kraju, w tym jego narodowej kuchni. Trudno przecież wyobrazić sobie Francję bez jej „haute cuisine”, Włochy bez szybkich i lekkich dań z makaronów czy Daleki Wschód bez zaskakujących potraw o smaku zupełnie odmiennym od znanych w Europie. I choć świat wydaje się dzisiaj mniejszy, a my podróżujemy coraz częściej i dalej, nadal mamy jeszcze wiele do odkrycia.

 

Celem turystyki kulinarnej, zwanej też czasem turystyką gastronomiczną lub turystyką kuchni narodowych, jest przybliżenie tego, co gości na stołach w różnych regionach naszego globu. Dania charakterystyczne dla danego kraju są częścią jego kultury i stylu życia mieszkańców. Pozwalają nam lepiej poznać i zrozumieć innych ludzi. Za najbardziej typowe uchodzą bardzo często potrawy przygotowywane na co dzień w zwykłych domach, a nie te z menu drogich restauracji. Gałąź turystyki kulinarnej stanowi enoturystyka. W trakcie podróży winnych odkrywamy lokalne szlachetne trunki, które degustujemy z odpowiednio dobranymi przystawkami. W tradycji śródziemnomorskiej wino było i nadal jest niezbędnym elementem posiłku. Choć przestało się pojawiać na stołach np. na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej, zyskało sobie mnóstwo zwolenników w wielu nowych rejonach świata, takich jak Niemcy, Szwecja, Holandia, Rosja czy obie Ameryki.

 

Warto zwrócić uwagę, że ostatnia duża popularność wegetarianizmu, weganizmu i koncepcji slow food to także wynik zainteresowania turystów i kucharzy sztuką kulinarną z regionu Morza Śródziemnego. Podczas kolacji w greckich tawernach, chorwackich konobach czy włoskich trattoriach, trwających po kilka godzin, goście powoli rozkoszują się jedzeniem i swoim towarzystwem. Kuchnia wyspiarskiej Grecji, wybrzeża Chorwacji i południa Włoch to najczęściej potrawy bazujące na rybach lub owocach morza i warzywach. Choć dziś do tytułu stolicy slow food aspiruje Bruksela, a greckie i włoskie restauracje rozsiane są po całej Europie, śródziemnomorskie dania najlepiej smakują w rejonie, z którego pochodzą i gdzie przyrządza się je ze świeżych lokalnych produktów.

 

SMAK GRECKIEJ OLIWY

 

Ze starożytną Grecją wiążą się początki europejskiej kultury, w tym również sztuki kulinarnej. Antyczni Grecy wędrowali po wszystkich obszarach w basenie Morza Śródziemnego. Osiedlali się w różnych miejscach, tworzyli kolonie, handlowali z lokalnymi ludami, z którymi często się mieszali. Przywozili też ze sobą własne produkty – wino i oliwę, rozpowszechniali swoją kuchnię, wierzenia i zwyczaje. Mimo iż od czasów, gdy Grecja była kolonialną potęgą, minęło bardzo wiele wieków, dziś wciąż można znaleźć ślady osadnictwa z tego okresu np. w południowych Włoszech (Apulia i Sycylia) i Hiszpanii czy nawet na południu Francji. W końcu francuską Marsylię założyli ok. 600 r. p.n.e. antyczni Grecy (jako Massalię).

 

Współcześnie w greckiej kulturze i sztuce kulinarnej dostrzeżemy także wpływy okupacji rzymskiej bądź tureckiej. Jednak podstawowe elementy tradycji przetrwały. Warto również zwrócić uwagę na fakt, że to właśnie kuchnia Grecji została okrzyknięta jako jedna z pierwszych kuchnią zdrową, a to głównie ze względu na długowieczność mieszkańców kraju (żyjących średnio niemal 80 lat).

 

Charakterystyczny produkt z tego regionu stanowi olej wytwarzany z dojrzałych owoców drzewa oliwnego (oliwki europejskiej). Oliwę otrzymuje się w procesie wytłaczania. Tradycyjna i gwarantująca najlepszej jakości wyrób technika to mechaniczna obróbka na zimno. Olejowi z pierwszego tłoczenia, który osiąga poziom kwasowości do 0,8 proc. (0,8 g kwasów tłuszczowych na 100 g), przysługuje określenie extra virgin (wł. extra vergine). Gorsza jakościowo jest oliwa o wyższej kwasowości i z kolejnych tłoczeń, a także rafinowana (pozyskiwana w procesach chemicznych), wykorzystywana do smażenia lub jako dodatek do produktów w przemyśle spożywczym i kosmetycznym. Nieoczyszczony tłuszcz roślinny z oliwek o kwasowości powyżej 2 proc. powstający w wyniku procesów mechanicznych, tzw. lampante, ma jedynie zastosowanie przemysłowe.

 

Oliwa extra virgin stanowi niezbędny składnik kuchni śródziemnomorskiej, w tym w szczególności greckiej. W Grecji dodaje się ją do prawie każdej potrawy. Nie tylko podkreśla smak mięs i warzyw, ale też zawiera mnóstwo witamin i nienasyconych kwasów tłuszczowych, które pozytywnie wpływają na ludzki organizm. I chociaż drzewa oliwne rosną w całym kraju, to jednak prawdopodobnie najgęściej pokryta jest nimi Kreta. Sami Kreteńczycy twierdzą oczywiście, że oliwa z oliwek zbieranych na ich wyspie nie może równać się z żadną inną na świecie.

 

Podstawą greckiej kuchni są warzywa, wykorzystywane do przyrządzania większości dań. Klasyczną i jednocześnie często spożywaną przekąskę stanowi sałatka z pomidorów, ogórków, cebuli i papryki przyprawiona różnorodnymi ziołami. Jeden z najpopularniejszych sosów to tzatziki. Przygotowuje się go na bazie gęstego jogurtu, do którego dodaje się tarty czosnek, drobno poszatkowane i odciśnięte z soku ogórki oraz oliwę. Taki dip serwuje się do zapieczonego pieczywa lub mięsa (np. grillowanej wieprzowiny) czy ryb (również grillowanych bądź smażonych). Tzatziki można także podać jako samodzielną prostą przekąskę.

 

W kontynentalnej Grecji specyficzną kuchnią charakteryzuje się region historycznej Macedonii. Różnego rodzaju potrawy, takie jak zapiekane mięso albo warzywa, przyrządza się w piecu. W tym rejonie warto spróbować lokalnych dań z baraniny i jagnięciny. Sarma przypomina polskie gołąbki, nadziewane farszem warzywnym lub częściej mięsnym. W odróżnieniu od jej wersji wyspiarskiej, zwanej dolmadakią, w której do zawijania służą liście winogron, w tym przypadku wykorzystuje się liście szczawiu. Takie niewielkie gołąbki nierzadko podawane są w glinianych naczyniach, użytych wcześniej do zapiekania ich w piecu.

 

Dużo lżejsza niż kuchnia z górzystej części greckiej Macedonii jest ta rozpowszechniona na wyspach. Tu królują ryby i owoce morza, ale też warzywa i nabiał. Za najbardziej specyficzny i przez wielu polecany uchodzi region kreteński. Na wyspie warto zwrócić uwagę na sery, w tym np. myzithrę (mizithrę). Wyrabia się ją z koziego albo owczego mleka i serwatki, która powstała podczas produkcji innych serów, dzięki czemu ma ona bardzo kremową konsystencję. W odmianie kwaśnej nazywa się xynomyzithra (xynomizithra) i opieczona w delikatnej panierce stanowi smaczną przystawkę. Osoby odważniejsze lub miłośnicy kulinariów francuskich mogą spróbować boubouristoi, czyli smażonych ślimaków obficie przyprawionych octem winnym i rozmarynem. Mięczaki muszą być w tym przypadku odpowiednio przyrządzone, ani za surowe, ani przegotowane, bo robią się gumowe. Kreta to również znakomite miejsce dla wielbicieli owoców morza. Ciekawą potrawą są filety z mątwy w sosie koprowym, tradycjonalistom przypadnie z kolei do gustu klasyczna grillowana ośmiornica.

 

Ciekawa i odmienna jest także kuchnia rodyjska. Na Rodos rozwinęły się nieco inne tradycje kulinarne niż w kontynentalnej Grecji, a ich korzenie sięgają wczesnej starożytności. Podstawę w tutejszym menu stanowią makarony (co wynika niewątpliwie z wieloletniego panowania na wyspie Włochów), ale wykorzystuje się też rośliny strączkowe i sezam. Z ziaren tego ostatniego wyrabia się pastę tahini (masło sezamowe),będącą składnikiem licznych lokalnych potraw. Serwuje się ją do makaronu czy dodaje do popularnej pasty z bakłażanów lub zupy z czosnkiem i cytryną.

 

Przy omawianiu greckiej sztuki kulinarnej nie można zapomnieć o winie, tradycyjnie towarzyszącym miejscowym daniom. Kreteńskie trunki najczęściej wytwarza się z odmian lokalnych takich jak kotsifali i mandilaria (wina wytrawne czerwone i różowe), liatiko (wina czerwone wytrawne i słodkie) oraz vilana (wina białe). Najbardziej cenionym gatunkiem jest Chevalier de Rhodes. Jego receptura pochodzi z czasów, gdy wyspa należała do zakonu joannitów (1309–1523). Przy tej okazji warto również wspomnieć o jednym z najpopularniejszych greckich szczepów – assyrtiko (asyrtiko), z którego powstają szlachetne trunki na Santorynie (Santorini, Thirze). W trakcie wypraw kulinarnych i enoturystycznych po Grecji polecam poza tym szukać produktów lokalnych, często typowo domowych. Na terenach wewnątrz Krety z łatwością znajdziemy tego rodzaju wina.

 

CHORWACKIE SKARBY WYBRZEŻA

 

Choć potrawy z północnej i środkowej Chorwacji są w swoim charakterze bardziej zbliżone do polskich, to właśnie półwysep Istria, Dalmację i okoliczne wyspy Polacy odwiedzają zdecydowanie częściej. W tych regionach w menu mieszkańców odkryjemy wpływy właściwe dla rejonu Morza Śródziemnego i elementy lokalnych tradycji ludowych czy zwyczajów kulinarnych Wenecjan przez wieki władających wybrzeżem. Całość składa się na kuchnię różnorodną i zdrową, która stanowi przykład diety śródziemnomorskiej (z Chorwacji, Cypru, Grecji, Hiszpanii, Maroka, Portugalii i Włoch) wpisanej w 2010 r. na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To coś znacznie więcej niż tylko jedzenie. Taka dieta (z greckiego diaita, co oznacza „sposób życia”) sprzyja kontaktom społecznym, gdyż wspólne posiłki są podstawą obyczajowości i obrzędów świątecznych. Dzięki niej powstał też ogromny i niezmiernie cenny zbiór wiedzy, pieśni, przysłów, opowiadań i legend.

 

Na stołach na malowniczym chorwackim wybrzeżu pojawiają się często owoce morza. Typowe danie to punjene lignje – kałamarnice nadziewane np. farszem z drobno posiekanej dojrzewającej szynki, tartej bułki, duszonej cebuli, tuszy mątwy, czosnku, pietruszki, soli i pieprzu. Grillowane kalmary serwowane są w sosie pomidorowym. Na zainteresowanie smakoszy zasługuje także brujet eel. To pyszny duszony węgorz z oliwkami, papryką i czosnkiem w gęstym sosie pomidorowym, podlany białym winem. Takie przysmaki różnią się zdecydowanie od pieczonego w całości prosięcia (pečeni odojak), powszechnie oferowanego w przydrożnych konobach.

 

Wpływy włoskie można dostrzec w przepisie na tradycyjny dalmatyński makaron z sosem na bazie pancetty (rodzaj suszonego zwijanego boczku) i kalmarów, z dodatkiem bobu i pietruszki, zwany maništra. Miłośnicy słodkości mają do wyboru różne desery, takie jak choćby pinca, ciasto drożdżowe o zapachu i smaku cytryn i pomarańczy, wypiekane najczęściej na Wielkanoc.

 

Niewątpliwie skarbem Chorwacji, a szczególnie jej nadmorskiej części, są wyśmienite wina. Wywodzą się stąd endemiczne szczepy pošip (biały) i plavac mali (czerwony) oraz tribidrag (nazywany też crljenak kaštelanski lub kratošija). Ta ostatnia odmiana przyjęła się także w innych rejonach naszego globu. W Apulii występuje jako primitivo, a w Nowym Świecie, głównie w Kalifornii – jako zinfandel. Chorwacja jest również producentem cenionych beczek dębowych. Tego typu olbrzymie naczynia z dębu slawońskiego są często wykorzystywane w przemyśle winiarskim, szczególnie we Włoszech.

 

Warto wspomnieć, że nad zachowaniem doskonałej jakości tradycyjnych produktów i potraw kuchni dalmatyńskiej czuwa sieć Regional Culinary Heritage Europe, która zajmuje się też promocją tej części kultury. Co ciekawe, swój letni dom na chorwackim wybrzeżu (w jednej z miejscowości na półwyspie Pelješac, kilkadziesiąt kilometrów na północ od Dubrownika) ma Robert Makłowicz, znany polski dziennikarz, krytyk kulinarny i podróżnik. To chyba wystarczająca zachęta do odwiedzenia tego atrakcyjnego regionu Europy.

 

TOSKANIA Z UROCZĄ ELBĄ

 

Pięknie podana gotowana ośmiornica z ziemniakami w Hotelu Hermitage

octopus

© HOTEL HERMITAGE/WWW.HOTELHERMITAGE.IT

 

Jeszcze do niedawna kuchnia włoska kojarzyła się przede wszystkim z jej najpopularniejszymi na świecie daniami – pizzą i spaghetti, a także lodami. Jednak dzięki szybko rozwijającej się turystyce gastronomicznej okazało się, że jej charakter w znacznym stopniu odbiega od tego schematu. Tak naprawdę pojęcie kuchni narodowej w tym przypadku jest nieco mylące, bo we Włoszech mamy do czynienia raczej z regionalnymi strefami kulinarnymi.

 

Aby lepiej zrozumieć tę sytuację, trzeba popatrzeć na mapę. Terytorium kraju rozciąga się od Alp aż po Sycylię, a w zasadzie Lampedusę. Z jednej strony obejmuje więc obszary leżące prawie w centrum Europy, a z drugiej te położone w pobliżu wybrzeża Afryki. Włochy dzielą się zatem na regiony zróżnicowane klimatycznie. Ze względu na odosobnienie odrębna kultura i kuchnia utrzymały się zwłaszcza na wyspach, np. wspomnianej Sycylii, Sardynii i mniejszej Elbie. Oprócz tego na terenach należących dziś do tego kraju osiedlali się w przeszłości Grecy, Fenicjanie, Etruskowie, Galowie (Celtowie z Galii), Rzymianie, ludy germańskie, Arabowie, Normanowie, Hiszpanie, Austriacy czy Francuzi. Wszyscy oni zarówno przyswajali sobie rozmaite zwyczaje miejscowych, jak i wywierali wpływ na tutejszych mieszkańców.

 

Jeden z pierwszych regionów, do którego Polacy zaczęli wybierać się na wyprawy kulinarne, stanowi Toskania. Choć wcześniej nasi rodacy tłumnie odwiedzali Wenecję Euganejską (z Wenecją, Weroną i Padwą jako kluczowymi punktami w programie wycieczek), Lacjum (Rzym z powodów kulturalnych i religijnych zawsze przyciągał katolików) czy wreszcie Trydent-Górną Adygę (w sezonie zimowym cel wyjazdów licznych amatorów narciarstwa), to właśnie niezmiernie urokliwe i klimatyczne toskańskie miasteczka przyciągnęły polskich smakoszy, a to ze względu na wyśmienite tutejsze wina. Należy wśród nich wymienić na pewno czerwone brunello di montalcino z okolic miejscowości Montalcino w prowincji Siena i chianti (oba produkowane ze szczepu sangiovese).

 

Wyprawom do winnic towarzyszy degustacja regionalnych potraw. Kuchnia toskańska jest bardzo prosta – w dużej mierze bazuje na daniach, które można przygotować w łatwy sposób w warunkach domowych. Przyrządza się je szybko, są smaczne i składają się często z produktów dostępnych w gospodarstwie, np. gruby, porowaty makaron pici (pochodzący z prowincji Siena) zrobiony tylko z wody i mąki podaje się ze zwykłym sosem pomidorowym. Toskania słynie też z potraw z dziczyzny, m.in. ragoût z dzika. We Florencji warto z kolei spróbować lokalnego przysmaku – bistecca alla fiorentina. To krwisty stek z miejscowej wołowiny, oprószony pieprzem i solą, usmażony na grillu i polany oliwą z oliwek. Poza tym popularnością cieszą się tu dania z trufli, szczególnie makarony, np. tagliolini al tartufo.

 

Co ciekawe, do tego regionu administracyjnego należą również m.in. Wyspy Toskańskie z przepiękną Elbą na czele. To nieznany wśród Polaków i niesłusznie niedoceniany przez nich rejon Włoch. Na tym archipelagu wciąż jeszcze znajdziemy dziewicze zakątki, szczególnie w porównaniu z kontynentalną częścią Toskanii. Stanowi on znakomite miejsce dla osób chcących odpocząć i delektować się smakiem lokalnych potraw.

 

Elba (223 km² powierzchni i ok. 35 tys. mieszkańców) leży między Półwyspem Apenińskim a Korsyką. Jest największą z Wysp Toskańskich i trzecią co do wielkości w całych Włoszech (po Sycylii i Sardynii). Kojarzy się przede wszystkim z Napoleonem Bonapartem (1769–1821), który został na nią zesłany po klęsce w bitwie pod Lipskiem i abdykacji w kwietniu 1814 r. Dzisiaj pełna atrakcji Elba zachwyca nie tylko pasjonatów historii.Oprócz miejsc związanych ze słynnym wodzem Francuzów, np. jego Villi dei Mulini i Villi di San Martino w stołecznej gminie Portoferraio, znajdują się na niej liczne kościoły, zabytkowe twierdze i wieże oraz malownicze plaże i szczyty górskie czekające na zdobycie. Poza tym to wprost wymarzony rejon Europy dla amatorów nurkowania, żeglarstwa, wędkarstwa sportowego, wypraw rowerowych i trekkingowych. W południowo-zachodniej części wyspy, nazywanej Wybrzeżem Słońca (Costa del Sole), gdzie turyści zazwyczaj docierają trochę rzadziej, odpoczniemy w spokoju w sennych miejscowościach takich jak klimatyczne Pomonte. Pobyt będą nam umilać pyszne dania lokalnej kuchni.

 

Podczas zwiedzania 12-tysięcznego Portoferraio można posilić się w wielu tutejszych restauracjach oraz cukierniach i lodziarniach, wśród których do najlepiej ocenianych przez gości należą pizzeria „Fuori Centro”, „MAGIE dolce e salato”, „Gelateria Gran Guardia – Nonna”, „Ristorante da Gianni”czy wreszcie „Enoteca della Fortezza”. Ten ostatni lokal przyciąga zwłaszcza miłośników koncepcji slow food i wyśmienitych szlachetnych trunków. Oferuje najlepsze wina i produkty typowe dla Elby i reszty archipelagu (m.in. lokalne piwa, oliwy, sery, ryby, wędliny, pieczywa, makarony, miody, marmolady czy słodkości). Ta klimatyczna enoteka jest doskonałym miejscem na romantyczną kolację w blasku świec, rozciąga się z niej spektakularny widok na piękną zatokę Portoferraio. Znajduje się w zabytkowych medycejskich murach, które miały chronić miasto przed inwazją od strony morza. Katedrę (Duomo di Portoferraio), konsekrowaną w 1554 r., wznoszącą się przy placu Republiki (Piazza della Reppublica) okala plątanina uroczych wąskich uliczek i zaułków z przytulnymi knajpkami i barami. Zwiedzającym stolicę i najludniejsze miasto Elby wydaje się czasami, jakby niewiele zmieniło się tu od czasów średniowiecza czy Napoleona Bonapartego. Poza tym zwolennicy inicjatywy slow food powinni zajrzeć również do pełnej uroku nadmorskiej miejscowości Procchio w gminie Marciana. Niemal naprzeciwko 4-gwiazdkowego Hotelu del Golfo, słynącego zresztą z wyśmienitej restauracji „Fontana”, działa w niej od sierpnia 2011 r. niezmiernie interesujący targ, który zgodnie z filozofią tego ruchu promuje tradycyjne produkty, potrawy i celebrowanie posiłków. Mercato della Terra e del Mare di Procchio jest jednym z czterech tego typu miejsc w Toskanii. Odbywa się w każdą sobotę rano, od godz. 8.00 do 13.00. Można na nim spędzić śmiało kilka godzin, degustując wyborne przysmaki od tutejszych rolników, rybaków, winiarzy, cukierników i szefów kuchni.

 

W gastronomii wyspy główną rolę odgrywają owoce morza, podawane na rozmaite sposoby ryby (w tym poławiana w okolicy pelamida, po włosku palamita) i makarony, ale dość często w menu natrafimy także na proste, lecz pyszne chłopskie dania, jak np. zupa z fasoli, gulasz i mięso. Do tradycyjnych kulinarnych pozycji należą gotowana ośmiornica z ziemniakami, cacciucco (gęsta zupa rybna), pappardelle al cinghiale (makaron z mięsem dzika), warzywny gulasz gurguglione, spaghetti alla margherita (z krabem zwanym granseola lub granceola) oraz panzanella, czyli sałatka z czerstwym chlebem i dojrzałymi pomidorami, z dodatkiem cebuli, oliwy i octu. Niezmiernie istotne są zioła i przyprawy – liście mirtu, jałowca, werbeny cytrynowej, dziki koper włoski, majeranek, rozmaryn czy kapary, których rośnie na tym malowniczym lądzie mnóstwo. Wśród smakoszy za prawdziwy skarb Elby uchodzą przetwory przygotowywane według starodawnych receptur z fig, migdałów i skórki cytrynowej, truskawek, winogron, bzu i jadalnych kasztanów. Do owoców dodaje się dość często dla podkreślenia smaku dziko rosnące zioła. Warto wspomnieć o miejscowym miele di rosmarino – miodzie z rozmarynu, uznanym w 2002 r. na popularnym konkursie w toskańskim Montalcino za najlepszy w całej Italii. Poza tym na wyspie znowu zaczęto produkować wyśmienitą oliwę. Coś dla siebie znajdą też osoby lubiące słodycze. Jednym z typowych tutejszych ciast jest schiaccia briaca. Przygotowuje się je z dodatkiem różnych orzechów i rodzynek oraz wina typu aleatico i aromatycznego likieru alkermes (za to bez drożdży i jajek). Ten przysmak piecze się przede wszystkim na wschodzie lądu, w rejonie gminy Rio Marina. Inny lokalny specjał stanowi schiacciunta. To rodzaj cienkiego i chrupiącego ciasta herbatnikowego. W Poggio w gminie Marciana, skąd pochodzi, kobiety przed wypieczeniem często ozdabiały je z wierzchu wzorem z kółek zrobionych za pomocą np. ślubnej obrączki. Natomiast sportella jest oblanym lukrem ciastkiem przypominającym w tradycyjnej formie obwarzanek wykonany z wałka. Razem z podobnym cerimito (lub ceremito)uchodzi za symbol płodności. Z okazji świąt smaży się struffoli – małe kulki z ciasta polewane miodem, przysmak wywodzący się oryginalnie z Neapolu.

 

Na wyspie znajduje się również wiele upraw winorośli, które zajmują łącznie obszar ok. 350 ha, z czego mniej więcej 125 ha przeznaczono na plantacje owoców wykorzystywanych do produkcji doskonałych win klasy DOCG i DOC. Do prawdziwych perełek należy słodkie czerwone Elba Aleatico Passito DOCG. Poza tym warto spróbować takich wyróżniających się jakością szlachetnych trunków, jak choćby Elba Bianco DOC, Elba Bianco Spumante DOC, Elba Ansonica DOC, Elba Ansonica Passito DOC, Elba Vin Santo DOC, Elba Vin Santo Occhio di Pernice DOC, Elba Rosso DOC, Elba Rosso Riserva DOC, Elba Rosato DOC czy wreszcie Elba Moscato DOC. W tym regionie powstają też pyszne likiery, często dość osobliwe, jak np. mortella bazująca na mircie.

 

Poza Elbą w skład archipelagu wchodzą także urokliwa Giglio, wulkaniczna Capraia, dzika i niedostępna Montecristo, płaska Pianosa, Giannutri o kształcie półksiężyca i niewielka Gorgona. Ze względu na wyjątkową przyrodę, występowanie rozmaitych gatunków roślin i zwierząt, również rzadkich i endemicznych, oraz czyste okoliczne wody cały obszar objęto ochroną. Utworzony w 1996 r. Park Narodowy Wysp Toskańskich jest jednym z największych parków morskich w Europie. Zajmuje powierzchnię aż 746,63 km².

 

Pasjonatów enoturystyki z pewnością zainteresuje fakt, że na malutkiej Gorgonie, na której od 1869 r. działa więzienie, wprowadzono eksperymentalny program resocjalizacji przez pracę, a dokładniej uprawę winorośli. Stało się to możliwe dzięki inicjatywie rodziny Frescobaldi, znanych producentów wina i właścicieli części tego niewielkiego lądu. Osadzeni w miejscowym zakładzie karnym zajmują się nie tylko pielęgnacją krzewów, lecz także wytwarzaniem szlachetnego trunku. Wykonują zresztą swoje zadanie z powodzeniem. Na wyspie powstaje wysokiej jakości białe wino Gorgona, a projekt Frescobaldi dla Gorgony zyskał sobie we Włoszech opinię wzorcowego.

 

Arancini (arancine) to smażone ryżowe kulki, specjał kuchni sycylijskiej

 Le Arancine

© REGIONE SICILIANA DIPARTIMENTO TURISMO, SPORT E SPETTACOLO

 

WŚRÓD MORSKICH FAL

 

O ile Polacy znają kuchnię północnej i środkowej Italii, o tyle ta z południowych rejonów kraju czeka jeszcze na odkrycie. Ponieważ Sycylia i Sardynia są obecnie dużo łatwiej dostępne dzięki uruchomieniu na nie połączeń czarterowych i lotów oferowanych przez linie niskobudżetowe, warto przyjrzeć się też bliżej wyspiarskiej sztuce kulinarnej.

 

Pierwszą z wysp kolonizowali Grecy i Fenicjanie, podbijali Rzymianie, Arabowie i Normanowie, a nawet władali nią przez pewien czas Hiszpanie. Wpływ przybyszów na życie tutejszych mieszkańców był olbrzymi, ale wyspiarze zachowali swoją kulturową odrębność.

 

Współczesna kuchnia sycylijska bazuje na produktach mącznych, warzywach, ziołach, przyprawach, oliwie i oliwkach, owocach, orzechach, owocach morza i serze. Jeszcze do niedawna na stołach bardzo często pojawiały się tu ryby, np. tuńczyk, ale przemysłowe odłowy zmniejszyły ich populacje w Morzu Śródziemnym. W restauracjach podaje się często miecznika (pesce spada) przyrządzanego na rozmaite sposoby, np. pieczonego na grillu albo zwijanego w zrazy nadziewane chlebem i orzeszkami piniowymi i posypane zmielonymi pistacjami. Podstawą jadłospisu Sycylijczyków jest – oczywiście – makaron, który przybiera różne formy od typowego spaghetti i maccheroni po ziti (bucatini) czy kluski gnocchi. Z Katanią, z której pochodził włoski kompozytor Vincenzo Bellini (1801–1835), kojarzy się pasta alla Norma z sosem pomidorowym, bakłażanami i ricottą, nazwana tak na cześć jego opery z 1831 r. Jedne z najsłynniejszych dań z Sycylii stanowią pasta con le sarde (makaron z sardynkami i koprem włoskim) i caponata (duszone bakłażany z pomidorami, cebulą, selerem naciowym, kaparami i oliwkami), ale potraw ze świeżych warzyw, ryb i owoców morza znajdziemy na wyspie znacznie więcej. Można wśród nich wymienić alici imbottite, czyli nadziewane anchois, roladki z sardynek zwane sarde a beccafico czy cozze fritte – omułki w cieście smażone w głębokim tłuszczu. Zresztą ten ostatni sposób przygotowywania jedzenia to dość charakterystyczna metoda dla sycylijskiej kuchni. Właśnie w głębokim tłuszczu smażone są ryżowe kuleczki arancini, typowa przekąska w stolicy Sycylii Palermo, czy cannoli – rurki z chrupiącego ciasta nadziewane kremem z sera ricotta o smaku np. limonki. Wewnątrz wyspy częściej przyrządza się już dania mięsne. Stąd ponoć pochodzą słynne polpetti, czyli małe pulpeciki mięsne serwowane w sosie pomidorowym. Prawie wszędzie na ulicznych stoiskach sprzedaje się natomiast lokalne przekąski, a za popularny tego rodzaju przysmak uchodzi bułka z cielęcą śledzioną – panino con la milza (pani câ meusa).

 

Ten rejon Włoch znany jest również z produkcji wyśmienitej oliwy, uprawy kaparów i pomarańczy oraz pistacji, które rosną m.in. w okolicy miasta Bronte i wulkanu Etna (3329 m n.p.m.). W wielu miejscach na Sycylii znajdziemy skupiska opuncji przeznaczanych na konfitury i nalewki. Poza tym wytwarza się tutaj ser owczy pecorino. Jego wersję zwaną pecorino siciliano chroni znak pochodzenia (DOP – denominazione di origine protetta). Innymi lokalnymi serami są caciocavallo czy provola. Oprócz tego wyspa słynie z migdałów i marcepanu i bazujących na nich słodkości oraz granity, czyli przypominającego sorbet mrożonego deseru podawanego z bułeczką brioche.

 

Na Sycylii produkuje się także – oczywiście – wina, zarówno te wybitne i odpowiednio drogie, jak i te tańsze, popularne. Wulkaniczne stoki Etny sprzyjają specyficznej uprawie winnej latorośli. Ze szczepów nerello mascalese i nerello cappuccio powstają szlachetne trunki, które stały się w ostatnich latach poszukiwane przez koneserów. Winnice znajdują się też w południowej i zachodniej części wyspy. Gdyby Sycylia była niepodległym państwem, zajmowałaby 10. miejsce pod względem produkcji wina na świecie przed Niemcami i Portugalią. Królują tu takie odmiany jak nero d’avola (wina czerwone), catarratto, grillo i inzolia (wina białe) czy zibibbo, szczep typowy dla wulkanicznej wyspy Pantelleria w prowincji Trapani, z którego wytwarza się cenione wino deserowe. Wyróżniają się również wzmacniane trunki z okolic miasta Marsala (apelacja Marsala DOC). Mają specyficzny aromat i smak. Idealnie pasują do mocnego espresso.

 

Sardynia jest drugą co do wielkości włoską wyspą. Przed nastaniem osadnictwa fenickiego i kartagińskiego rozwijała się na niej cywilizacja nuragijska. Później panowali tu Rzymianie, Wandalowie, Bizantyjczycy, władcy Genui i Pizy, Aragończycy i Hiszpanie. Z inicjatywy Królestwa Sardynii połączonego z Sabaudią i Piemontem rozpoczął się w latach 60. XIX w. proces zjednoczenia Włoch. Obecnie to jeden z najciekawszych kierunków wyjazdowych w basenie Morza Śródziemnego pod względem zarówno podróży wypoczynkowych i nastawionych na poznawanie kultury, jak i turystyki aktywnej czy kulinarnej.

 

Ta wyspa stała się mekką dla miłośników owoców morza. Langusty, kraby, anchois, kalmary, małże i sardynki występują w przybrzeżnych wodach w ilościach pozwalających na przygotowywanie różnorodnych lokalnych potraw. Okolica miejscowości Carloforte na wysepce San Pietro (51 km² powierzchni) słynie z tuńczyków. Na Sardynii jada się dużo zup, najczęściej rybne burridę i cassòlę charakteryzujące się ostrym smakiem. W Oristano produkuje się bottargę – bloki wysuszonej ikry cefala, mające szerokie zastosowanie, używane m.in. do przyrządzania spaghetti alla bottarga. Jednak prawdziwa tradycyjna kuchnia sardyńska bazuje na mięsie (na stołach pojawia się np. pieczone prosię i duszona jagnięcina) i serach, w tym pecorino sardo z mleka owczego, niezmiernie cenionym w całym kraju i poza jego granicami. Koniecznie trzeba tu także spróbować miejscowej odmiany karczochów, suszonych kiełbas, różnych odmian pieczywa z pane carasau na czele i kluseczek malloreddus (gnocchetti sardi) w kształcie muszelek. Oprócz tego do obowiązkowych pozycji w menu prawdziwego smakosza należą pierożki zwane culurgiòni lub culurgiònes (w formie ravioli z ricottą i szpinakiem albo ulepione z łączeniem o wzorze kłosa i nadziewane ziemniakami, pecorino i miętą) i risotto z lokalnego ryżu.

 

Wina z Sardynii są mniej znane od tych z kontynentalnych Włoch czy nawet Sycylii. Mieszkańcy wyspy chętnie wybierają te ze szczepu vermentino, najbardziej cenionego rodzaju białych winogron. Na Sardynii uprawia się też takie odmiany jak bovale, malvasia, monica, carignano, nuragus, vernaccia, cagnulari, moscato, nieddera czy słynne cannonau. Produkowane z niego doskonałe szlachetne trunki królują wśród tutejszych win czerwonych i dzięki swojej elegancji zaczynają cieszyć się coraz większym powodzeniem również poza tą malowniczą wyspą.

 

Tram Experience w Brukseli to unikalna podróż do świata sztuki kulinarnej

Media-5078

© ERIC DANHIER/WWW.VISITBRUSSELS.BE

 

WIELOKULTUROWA MIESZANKA

 

Na liście miejsc idealnych na wyprawy kulinarne Bruksela nie zajmowała kiedyś wysokiej pozycji. Stolica Belgii kojarzyła się głównie z wyśmienitymi piwami, małżami, frytkami, goframi i pralinami. Jednak wiele się pod tym względem zmieniło.

 

Bruksela jest siedzibą licznych instytucji europejskich. Pracuje w niej mnóstwo ludzi z krajów całej Europy. Przywieźli oni ze sobą własne przyzwyczajenia kulinarne. Ich potrzeby bardzo szybko zaczęły zaspokajać nowo powstające restauracje oferujące kuchnię poszczególnych regionów kontynentu. Brukselczycy już dzisiaj mówią, że aby poznać rozmaite europejskie potrawy, nie trzeba wyruszać w podróż, wystarczy odwiedzić ich miasto. Coroczny festiwal Eat! Brussels stanowi okazję do zaprezentowania lokalnych belgijskich dań i specjałów charakterystycznych dla innych narodów. Podczas jego kolejnej edycji we wrześniu 2016 r. w kilkunastu namiotach można było zapoznać się ze współczesnymi trendami na rynku kulinarnym. W tej czterodniowej imprezie powinien wziąć udział każdy prawdziwy smakosz.

 

Bruksela staje się także powoli metropolią, w której wdraża się w praktyce koncepcję slow food. Tutejsze restauracje odchodzą od menu typowego dla kuchni międzynarodowej na rzecz oferty bazującej na lokalnych produktach rolnych (sprowadzanych z obszaru leżącego w promieniu do 100 km od punktu docelowego) i – oczywiście – potrawach sezonowych. Samo przygotowywanie dań i spożywanie posiłków trwa wolniej, co pozwala gościom cieszyć się w spokoju atmosferą lokalu i towarzystwem innych osób przy stole. Ważną tendencją jest wprowadzanie do karty ryb, w tym słodkowodnych, co stanowi powrót do dawnych przyzwyczajeń kulinarnych mieszkańców północnej części Europy.

 

W Brukseli warto zwrócić uwagę na ofertę browarów wytwarzających piwo metodami naturalnymi, bez używania chemicznych dodatków i przyspieszania procesu warzenia. Te produkty, dostępne też w Polsce i coraz częściej na świecie, wyróżniają się walorami smakowymi i wysoką jakością. Na zainteresowanie zasługuje np. Brussels Beer Project, przedsięwzięcie działające na zasadzie crowdfundingu. Tu powstają piwa, które stają się wzorem dla właścicieli podobnych browarów w całej Europie, a nawet Kanadzie czy Japonii.

 

POLSKIE TRADYCJE

 

Turystyka kulinarna to nie zawsze odkrywanie kultury i kuchni dalekich krajów. Czasem wyprawy tego rodzaju stanowią podróż w głąb historii. W ich trakcie przywołuje się smaki potraw, które niegdyś były bardzo popularne, ale odeszły w zapomnienie, i dziś są odkrywane na nowo. Jeżeli interesują nas takie właśnie doznania, nie musimy wcale wyjeżdżać za granicę.

 

Gdańsk szczyci się wspaniałymi zabytkami i muzeami oraz ciekawymi wydarzeniami kulturalnymi. Od niedawna miasto prezentuje się przyjezdnym również od innej niezmiernie ciekawej strony. Dzięki przewodnikowi Smaki Gdańska możemy zapoznać się z jego bogatą ofertą kulinarną. Taka wyprawa zawiedzie nas w przeszłość i pozwoli nam dowiedzieć się czegoś o tradycyjnej kuchni dawnych gdańszczan. Odkrywanie zapomnianych gdańskich specjałów najlepiej będzie zacząć od zestawu dziewięciu przystawek przygotowanych przez dziewięć wybranych restauracji. Jak przystało na miasto nadmorskie, wśród propozycji szefów kuchni królują ryby – głównie różne przekąski ze śledzia, choć nie brakuje też tatara z dorsza bałtyckiego. Osobom lubiącym dania mięsne przypadnie do gustu kaszotto (przyrządzone podobnie jak włoskie risotto, ale z kaszą zamiast ryżu) z gęsią pomorską, a łasuchom posmakuje tort z marcepanem. Projekt wspierany przez Urząd Miejski w Gdańsku ma wykreować ten ośrodek jako nowe miejsce przyciągające prawdziwych smakoszy.

 

Mazowiecka Micha Szlachecka to natomiast interesujący szlak kulinarny przybliżający kuchnię szlachty mazowieckiej. Leżące w odległości ok. 100 km od Warszawy wyśmienita restauracja „Zaścianek Polski” w Siedlcach, Młyn Gąsiorowo i Dwór Mościbrody oraz Pałac w Patrykozach, Gorzelnia w Krzesku i siedlecka Piekarnia Ratuszowa Radzikowscy oferują tradycyjne polskie potrawy i napitki. Wśród tych propozycji nie brak wpływów z terenu Kresów Wschodnich, pochodzących z kuchni ruskiej, litewskiej, tatarskiej i żydowskiej.

 

W menu znalazły się także doskonałe lokalne trunki. Wiśniowa nalewka dworska z Dworu Mościbrody, nalewka z cytryńca chińskiego z „Zaścianka Polskiego” czy seria nalewek Etiuda z Gorzelni w Krzesku niewątpliwie zadowolą swoimi walorami smakowymi nawet najbardziej wymagających koneserów.

 

Dzięki rozwojowi techniki umożliwiającemu łatwiejsze i szybsze pokonywanie dowolnych dystansów oraz rozpowszechnieniu się usług turystycznych na świecie ludzie zaczęli podróżować w celu poznawania innych kultur. Popularność zyskała sobie również turystyka kulinarna. Dziś ze względu na bardzo duże zainteresowanie tego rodzaju wyprawy są już na wyciągnięcie ręki.

 

Karczek wędzony według tradycyjnej receptury na stole w Mościbrodach

karczek wÖdzony  tradycyjny

 © DWÓR MOŚCIBRODY/WWW.DWOR.MOSCIBRODY.PL

 

 

Artykuły wybrane losowo

Maroko – egzotyka w zasięgu ręki

 

KATARZYNA BYRTEK

 

Aromatyczne, kolorowe przyprawy, intensywna miętowa herbata i świeżo wyciskany sok z pomarańczy, urokliwe miasta pełne uliczek, wśród których trzeba się zagubić, długa linia brzegowa, wysokie góry, morza piasku i bogata historia – Maroko ma swoje sposoby na przyciągnięcie gości. Ten północnoafrykański kraj kusi smaczną kuchnią, świetną pogodą i różnorodnością widoków. To zdecydowanie odpowiednie miejsce na egzotyczną podróż.

 

Królestwo Marokańskie leży tuż za granicą Unii Europejskiej, w północno-zachodnim rogu Afryki. Od wschodu kraj graniczy z Algierią, od południa – z terytorium spornym o nazwie Sahara Zachodnia, od północy – z hiszpańskimi eksklawami Ceutą i Melillą. Od Europy oddziela go wąska Cieśnina Gibraltarska. Maroko szczyci się niezmiernie długą linią brzegową (ponad 1,8 tys. km), większa część wybrzeża rozciąga się nad Oceanem Atlantyckim. Na terytorium kraju przeważają góry. Wznoszą się tu szczyty Antyatlasu, Atlasu Wysokiego, Atlasu Średniego, Atlasu Tellskiego, Atlasu Saharyjskiego i Rifu (Ar-Rifu). Na południu i południowym wschodzie tereny górzyste przechodzą w piaszczyste i kamieniste pustynie. W Maroku mieszka ok. 35 mln ludzi. Niemal wszyscy Marokańczycy wyznają islam. Pod względem etnicznym większość mieszkańców kraju to Arabowie, ale żyje w nim też duża społeczność berberyjska. Berberowie są rdzenną, koczowniczą ludnością tej części Afryki. Zakładali tutaj swoje państwa już w starożytności. Wielu z nich do dzisiaj ma jasne włosy i niebieskie oczy, czyli cechy wyglądu bardzo nietypowe dla tego rejonu świata. Funkcję oficjalnych języków w Maroku pełnią arabski i tamazight (oparty na językach berberyjskich). Wiele osób posługuje się także francuskim, a to dlatego, że od 1912 r. do lat 50. XX w. kraj był protektoratem Francji. Wpływy z tamtych czasów widoczne są również w lokalnej kuchni – na śniadanie bez problemu kupić tu można chrupiącego croissanta czy pain au chocolat (bułeczkę z ciasta francuskiego z czekoladą).

 

 

Rabat - Tour Hassan

Rabacka Wieża Hasana widziana od strony Mauzoleum Muhammada V

© MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE

 

Wyjazd do Maroka najlepiej zaplanować na wiosnę (kwiecień–czerwiec), kiedy po okresie deszczowym bujna przyroda budzi się do życia, albo jesień (wrzesień–październik), gdy ustępuje już upalne lato. Lipiec i sierpień to odpowiednie miesiące dla osób, które nastawiają się na wypoczynek na plaży lub przy hotelowym basenie, a także miłośników wypraw w wysokie góry. Przed wyruszeniem w podróż warto sprawdzić, w jakim terminie przypada ramadan (w 2018 r. od wieczoru 15 maja do 14 czerwca). Wizyta w kraju muzułmańskim w okresie postu może być ciekawym doświadczeniem kulturowym, ale zwiedzanie bywa wówczas nieco utrudnione – w wielu miejscach obowiązują skrócone godziny otwarcia, od świtu do zmierzchu nie działają restauracje i kawiarnie (poza miejscowościami typowo turystycznymi), na ulicy nie wypada jeść, a nawet pić wody. Dobrym pomysłem będzie przyjazd w ostatnich dniach ramadanu, ponieważ jego koniec obchodzi się bardzo hucznie.

 

Marrakech - Jemaa El Fna

Plac Dżemaa al-Fna żyje także nocą

© MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE

 

UROK MAROKAŃSKICH MIAST

 

Główne ośrodki turystyczne Maroka znajdują się w zachodniej jego części, na wybrzeżu Oceanu Atlantyckiego, i w rejonie Morza Śródziemnego. Stolicą kraju jest Rabat, ale większość osób zaczyna swoją marokańską przygodę wMarrakeszu położonym dogodnie na środkowym zachodzie. Niemal każdy turysta pierwsze kroki kieruje w tym mieście na słynny plac Dżemaa al-Fna (Jemaa el-Fna). O każdej porze dnia i nocy panuje tutaj gwar. Obcokrajowcy przechadzają się między restauracjami i wózkami wypełnionymi po brzegi pomarańczami, których właściciele oferują świeżo wyciskany sok, zaklinaczami węży, kobietami malującymi wzory henną, sprzedawcami pamiątek czy akrobatami. W Marrakeszu nie wolno ominąć też medyny, najstarszej części miasta, gdzie mieszczą się bazary (tzw. suki), meczety i inne ciekawe budowle. Została ona wpisana w 1985 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Spacer między nigdy niekończącymi się straganami to wyjątkowe przeżycie. Można tu kupić dosłownie wszystko, a na pamiątki najlepiej nadają się marokańskie słodycze, tkaniny, biżuteria lub przyprawy. Trzeba jednak pamiętać, żeby nigdy nie zgadzać się od razu na proponowaną cenę, ale choć trochę się potargować. W Marrakeszu zachowały się ceglaste mury obronne ciągnące się przez ok. 19 km – ze względu na nie zyskał on miano Czerwonego Miasta. Do najważniejszych zabytków należy tu Meczet Alego ibn Jusufa z pobliską medresą (szkołą teologiczną), Meczet Kutubijja z XII w. i XIX-wieczny Pałac Bahia z ogromnym ogrodem o powierzchni 8 tys. m². Przed upałem warto schronić się do Ogrodu Majorelle (Jardin Majorelle) albo Ogrodów Menara.

 

Po zwiedzeniu Marrakeszu trzeba podjąć decyzję, czy najpierw udać się na północ czy południe. Po drodze do stołecznego Rabatu (ponad 320 km) przejeżdża się obok 4-milionowej Casablanki (największego ośrodka w kraju). Większości osób kojarzy się ona z kultowym amerykańskim melodramatem z 1942 r. z Humphreyem Bogartem i Ingrid Bergman w rolach głównych. Akcja filmu rozgrywa się właśnie w tym mieście. Dzisiejsza Casablanca to przede wszystkim ważny ośrodek przemysłowy, finansowy, kulturowy i największy marokański port. Tutaj można zobaczyć nowoczesne oblicze kraju, tak różne od historycznego centrum Marrakeszu. Do najpiękniejszych zabytków należy Meczet Hasana II, jeden z największych obiektów sakralnych tego typu na świecie i najwyższa konstrukcja w Maroku. W głównej sali modlitewnej zmieści się nawet 25 tys. wiernych, a minaret przylegający do świątyni jest wysoki na 210 m.

 

Tylko ok. 80 km dzieli Casablankę od Rabatu,także leżącego nad brzegiem Oceanu Atlantyckiego. Jednymi z najważniejszych atrakcji stolicy kraju są cytadela i Szalla – rozległy kompleks starożytnych i średniowiecznych ruin, otoczonych murami obronnymi. Symbol miasta stanowi niedokończony 44-metrowy minaret na planie kwadratu nazywany Wieżą Hasana. Wznosi się on wśród palm nad rzeką Bu Rakrak (Wadi Bu Rakrak). Do minaretu przylega Mauzoleum Muhammada V, w którym pochowano sułtana i króla Maroka Muhammada V z dynastii Alawitów (1909–1961) i jego dwóch synów.

 

Mniej więcej 200 km na wschód od Rabatu znajduje się Fez (ponad 1,1 mln mieszkańców). To jedno z najlepiej zachowanych miast średniowiecznych w krajach muzułmańskich. Jego najbardziej wiekową część – starą medynę (Fes el-Bali), założoną na przełomie VIII i IX stulecia – umieszczono w 1981 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Oprócz zakupów na niekończących się targowiskach, odwiedzin w meczetach czy medresie nie wolno zapomnieć o zwiedzeniu farbiarni i garbarni, z których Fez słynie. W zasadzie żadna z nich nie jest widoczna z ulicy, należy więc skorzystać z (najczęściej płatnego) zaproszenia właściciela sklepu lub mieszkańców. Po przejściu na taras widokowy od dziedzińca podziwiać można gliniane naczynia wypełnione różnymi barwnikami oraz suszące się na słońcu tkaniny i skóry.

 

W północno-zachodnim Maroku nie sposób ominąć błękitnego Szafszawanu (Chefchaouen) położonego wśród gór Rif. Niemal wszystkie domy w starej części tego ponad 40-tysięcznego miasta są pomalowane na biało i niebiesko. W tym miejscu każdy odruchowo sięga po aparat. Główny plac Szafszawanu pełen jest uroczych kawiarni, w których delektować się można mocną marokańską miętową herbatą.

 

Jeśli ktoś ma wystarczająco dużo czasu, powinien wybrać się aż do Tangeru leżącego nad Cieśniną Gibraltarską. Od wieków mieszają się w nim kultury, religie, języki i interesy. W XIX stuleciu i przede wszystkim w pierwszej połowie XX w. (w latach 1923–1956 Tanger stanowił tzw. strefę międzynarodową) różnorodność kulturowa miasta przyciągała artystów z całej Europy i Stanów Zjednoczonych. Przyjeżdżali tutaj m.in. francuscy malarze Eugène Delacroix i Henri Matisse, amerykańscy twórcy Paul Bowles, Tennessee Williams, Truman Capote, Allen Ginsberg i Jack Kerouac czy muzycy z zespołu The Rolling Stones. W Tangerze kręcono sceny do filmu Jima Jarmuscha Tylko kochankowie przeżyją z 2013 r. Dziś odwiedzają go głównie Hiszpanie przybywający na jednodniowe wycieczki z Europy.

 

KRÓLESTWO SMAKÓW I ZAPACHÓW

 

Nieodłączną część podróżowania stanowi poznawanie lokalnej kuchni. Ta marokańska jest niezmiernie bogata i zróżnicowana, choć stosunkowo mało znana w Polsce. Dania główne opierają się zwykle na mięsie, ale niemal w każdym przepisie używa się mnóstwa warzyw. W tutejszych potrawach stosuje się liczne aromatyczne przyprawy, z których wiele przed wiekami przywieziono wprost z Indonezji. Znajdziemy je na targach ułożone w wysokie, kolorowe stosy.

 

Dzień zacząć trzeba od śniadania, które oferuje większość kawiarni i knajpek w okolicy hoteli i pensjonatów. Podstawą posiłku jest pokrojony w trójkąty arabski chleb nazywany khubz, przypominający duży, okrągły, gruby placek. Często podaje się również naleśniki (placki) baghrir (beghrir). Ich powierzchnię pokrywają małe dziurki, które pozostały po bąbelkach powietrza (do ciasta dodaje się drożdże i proszek do pieczenia). Je się je zwykle na słodko: z miodem lub dżemem. Do śniadania serwuje się także lokalne sery, serki topione, oliwki czy pomidory. Czasem w zestawach śniadaniowych pojawiają się croissanty albo pain au chocolat. Do picia koniecznie należy zamówić przepyszny i bardzo tani sok ze świeżo wyciskanych pomarańczy (albo granatów) oraz kawę, często doprawianą kardamonem. Za najpopularniejszy napój uchodzi niewątpliwie gorąca, mocna herbata ze świeżych liści mięty z bardzo dużą ilością cukru. Na początku do jej intensywnego smaku miętowej goryczki przełamanej słodkością ciężko się przyzwyczaić, ale z czasem może stać się naszym największym przysmakiem. Herbatę tę podaje się w metalowych czajniczkach razem z niewielką szklanką.

 

Wybór dań na obiad czy kolację jest bardzo szeroki. Do lokalnych specjałów należy kuskus – danie z kaszy (znanej w Polsce głównie jako dodatek) z mięsem (przede wszystkim baraniną), sosem warzywnym i kilkoma rodzajami warzyw. Idealnie nadaje się ono na obiad, bo w gorące dni w Maroku większe posiłki najlepiej jeść po zmroku, kiedy słońce schowa się już za horyzontem. Spróbować trzeba tu również aromatycznej zupy harira z ciecierzycą i soczewicą, popularnej szczególnie w ramadanie. Na kolację zamówić można mięso z grilla lub szaszłyki (w ten sposób przyrządza się zazwyczaj kurczaka i baraninę, czasem też wołowinę). Na ruszcie przygotowuje się także pulpeciki z jagnięciny, czyli keftę (koftę), i pikantne kiełbaski z baraniny, zwane merguezami. W regionach nadmorskich często serwowane są smażone bądź grillowane ryby i owoce morza.

 

Do mięsa albo ryb warto zamówić np. sałatkę marokańską z drobno pokrojonych pomidorów i ogórków. W oczekiwaniu na jedzenie można podjadać małe przekąski podawane w niewielkich miseczkach lub meze – zestaw przystawek (popularny również m.in. w Grecji, Turcji, Jordanii czy Albanii), na który składają się warzywa w przeróżnych marynatach, sery, oliwki, przepyszny marynowany bakłażan czy purée z dyni. Wiele dań zawiera świeżą kolendrę. To dość specyficzna przyprawa – zazwyczaj uwielbia się ją albo jej nie znosi.

 

Chyba najpopularniejszą marokańską potrawę stanowi jednak tadżin (tażin). Przygotowuje się go w specjalnym naczyniu z grubej gliny (noszącym taką samą nazwę), przypominającym głęboki talerz z pokrywką w kształcie stożka. W środku znajdują się kawałki mięsa duszonego razem z warzywami, ziemniakami, tradycyjnymi przyprawami, a czasem także suszonymi owocami. Tę potrawę można zamówić w Maroku dosłownie wszędzie.

 

Ze względu na zakazy religijne alkohol nie jest powszechnie dostępny w tym kraju. W niektórych restauracjach w większych miastach podaje się piwo. Mocniejsze trunki dostać można na ogół tylko w barach i restauracjach hotelowych. Alkohol sprzedaje się w marketach lub w mniejszych sklepach, o których zwykle wiedzą jedynie miejscowi. W tych drugich klient przechodzi do oddzielnego pomieszczenia bądź lokalu mieszczącego się piętro niżej, gdzie bez problemu kupi wino czy wódkę.

 

Na deser jada się w Maroku np. świeże owoce. Poza tym Marokańczycy kochają słodycze, zwłaszcza te z dodatkiem miodu i migdałów. Do wyboru są przeróżne bułki, tłuste pączki, słodkie ciasta lepkie od syropu (podobne do baklawy) albo tzw. rogi gazeli, czyli ciastka w kształcie półksiężyców wypełnione migdałowym nadzieniem. Popularny smakołyk stanowią trójkąty nadziewane migdałami i – oczywiście – polane miodem, nazywane briwats. Spotkać je można również w wersji na słono wypełnione mielonym mięsem lub rybą.

 

PLAŻE NAD OCEANEM

 

Kto z Marrakeszu wyrusza na zwiedzanie południowego Maroka, zwykle najpierw dociera do położonej nad Atlantykiem As-Sawiry (Essaouiry), dawniej zwanej Mogadorem. Od XVIII w. była ona ważnym ośrodkiem handlu międzynarodowego – interesy ubijali tu Żydzi, Holendrzy, Portugalczycy, Berberowie, Arabowie, Brytyjczycy i Francuzi. Baśniową scenerię tego niemal 80-tysięcznego miasta tworzą pomalowane na biało zadbane domy z niebieskimi drzwiami, połączone kamiennymi uliczkami. Od 2001 r. medyna w As-Sawirze widnieje na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Jest ona nieco inna niż te spotykane w innych częściach kraju – jej uliczki nie są splątane, ale ułożone pod kątem prostym, dzięki czemu łatwiej się po niej poruszać niż np. po tych w Fezie czy Marrakeszu, gdzie po kilkunastu minutach chodzenia między stoiskami można się zgubić.

 

Najważniejsze miasto i kurort w południowo-zachodnim Maroku stanowi Agadir (powyżej 420 tys. mieszkańców), który cieszy się ponad 300 słonecznymi dniami w roku. To idealne miejsce dla osób chcących się zrelaksować i poleniuchować w cieniu parasola lub palmy. W samym centrum znajduje się tutaj długa, piaszczysta plaża – Plage d’Agadir (ok. 10-kilometrowa), przy której rozciągają się liczne luksusowe hotele z basenami. W Agadirze raczej nie ma zabytków – w lutym 1960 r. silne trzęsienie ziemi zrównało z ziemią dużą jego część. Komu znudzi się jedzenie w hotelowych restauracjach albo plażowanie, może wybrać się na spacer po jednym z urokliwych bulwarów albo udać się na zakupy na targu (suku), odwiedzić lokalne knajpki nad brzegiem morza lub wyruszyć na wycieczkę po pełnej atrakcji okolicy.

 

Na południe od kurortu rozciąga się malowniczy Park Narodowy Souss-Massa, słynący z rozmaitych gatunków ptaków takich jak występujący prawdopodobnie tylko w Maroku ibis grzywiasty, ibisy kasztanowate, warzęchy, flamingi, czaple purpurowe czy czagry. Wybrzeże w tym rejonie tworzą piaszczyste plaże, wydmy, klify i jaskinie. Przez park prowadzą kilkukilometrowe ścieżki spacerowe. Po wyprawie do niego warto odwiedzić miasto Tiznit, znane w całym kraju z ręcznie wykonywanych wyrobów ze srebra, głównie biżuterii. Ok. 60 km na południowy zachód stąd odpocząć można na najsłynniejszej dzikiej plaży w Maroku – Legzirze (Lagzirze). Za jej symbol uchodził jeszcze do niedawna niezwykły klif, w którym morze wytworzyło naturalną bramę (niestety, jeden z emblematycznych łuków runął 23 września 2016 r., najprawdopodobniej w wyniku naturalnej erozji). Przepiękna Legzira od lat przyciąga rzesze surferów.

 

Casbah Ait Ben Haddou XR

Ufortyfikowana osada (ksar) Ajt Bin Haddu

© MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE

 

WŚRÓD FAL, GÓR I WYDM

 

Maroko to idealny kraj dla wszystkich, którzy kochają aktywnie spędzać czas. Większa część wybrzeża świetnie nadaje się do uprawiania wind- i kitesurfingu oraz surfingu. Miłośnicy tych sportów wodnych często wybierają okolice wspomnianego już miasta As-Sawira, położonego ok. 170 km na północ od Agadiru. W lecie fale są mniejsze, ale wiatr bywa silniejszy, w zimie – odwrotnie. Najlepiej przyjechać tutaj w okresie od września do kwietnia. Ostatnio coraz większą popularnością wśród pasjonatów wind- i kitesurfingu oraz surfingu cieszy się również miasteczko Sidi Kaouki, usytuowane 25 km na południe od As-Sawiry. Doskonałe miejsce do uprawiania sportów wodnych stanowi także zatoka utworzona przez podłużny półwysep w pobliżu Ad-Dachli (niemal 1,2 tys. km na południowy zachód od Agadiru, na terytorium Sahary Zachodniej).

 

W Maroku znajduje się aż ok. 50 pól golfowych. Leżą one głównie na północy (m.in. w Tangerze czy Tetuanie), w sercu kraju (Rabacie, Fezie i Casablance), okolicy Marrakeszu i As-Sawiry oraz w Agadirze. W tym pełnym atrakcji państwie można też spędzić kilka tygodni na wędrówkach po górach i wspinaczce w różnych warunkach. Najwyższym szczytem Królestwa Marokańskiego, jak również całego Atlasu i Afryki Północnej, jest Dżabal Tubkal (4167 m n.p.m.). Zdobędzie go każda osoba o dobrej kondycji – nie trzeba wspinać się na niego ze sprzętem, choć poleca się wynajęcie lokalnego przewodnika. Na trasie wyprawy, na końcu doliny na ponad 3200 m n.p.m. znajduje się duże schronisko (Refuge du Toubkal), w którym większość turystów przechodzi nocną aklimatyzację przed dotarciem do celu. Wejście na najwyższy szczyt kraju to – oczywiście – tylko jedna z wielu propozycji dla amatorów trekkingu. Do wyboru mają oni mnóstwo górskich szlaków (nie są oznaczone).

 

Wyjątkowym przeżyciem będzie w Maroku także wyprawa na pustynię: na piaszczyste wydmy, pod niebo wyścielone gwiazdami. Tego typu wycieczkę najlepiej wykupić bezpośrednio w lokalnym biurze podróży w jednym z większych miast. Można też wynająć prywatnego kierowcę z autem lub dojechać autobusem i w mieście Warzazat (Ouarzazate) opłacić przewodnika z samochodem terenowym. W drodze na pustynię trzeba przejechać przez góry Atlas, co stanowi okazję do podziwiania wspaniałych widoków. Większość wycieczek zatrzymuje się również w Ajt Bin Haddu, ufortyfikowanej osadzie zwanej ksarem, wpisanej w 1987 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Kręcono tu sceny m.in. do filmów Gladiator, Aleksander, Królestwo Niebieskie, Babel, Książę Persji: Piaski czasu i serialu Gra o tron. Poza tym zwykle odwiedza się także spektakularne wąwozy: Dades i Todra. Do atrakcji wyprawy na pustynię należą też spacery po niekończących się wydmach, przejażdżka na wielbłądach i spędzenie nocy pod gwiazdami. Z dala od cywilizacji, pod gołym niebem, w otoczeniu surowych krajobrazów można dostrzec egzotyczne, magiczne oblicze Maroka, które wciąż przyciąga ludzi z różnych zakątków świata.

 

Dominikana – raj dla każdego

MARCIN WESOŁY

<< Dominikana odcisnęła głęboki ślad w mojej duszy chyba za sprawą emocji, jakie towarzyszą zazwyczaj inicjacji. Pierwszy raz ujrzałem ją ponad 8 lat temu. Wtedy była dla mnie poniekąd tropikalnym zauroczeniem, po którym chce się od razu więcej. Z wprawą prawdziwej łamaczki serc usidliła mnie, oszołomiła i zatrzymała przy sobie na dłużej. Do dzisiaj zresztą pozostaję jej wierny. Dlatego opowiadam o mojej miłości z niegasnącym entuzjazmem. >>

Więcej…

Dotrzymać kroku Jamajce

TOMASZ ŁADA
www.najamajke.pl

<< Na hasło „Jamajka” wyobraźnia najczęściej podsuwa nam obraz egzotycznego, porośniętego palmami kraju, leżącego gdzieś na końcu świata i zamieszkanego przez wyluzowanych, beztroskich i kolorowo ubranych ludzi z dredami i tlącym się w ustach papierosem z marihuany. Poza tym ta karaibska wyspa kojarzy się także z Bobem Marleyem, muzyką reggae, rajskimi plażami, piratami i najszybszymi sprinterami na ziemi (na czele z Usainem Boltem, rekordzistą na dystansie 100 i 200 m). Taki właśnie jej wizerunek jest bardzo bliski rzeczywistości, z którą spotykają się każdego roku przybywający tu turyści. Zapraszamy na krótką podróż po liczącej blisko 3 mln mieszkańców Jamajce, odkrytej w 1494 r. przez Krzysztofa Kolumba i uznanej przez niego za najpiękniejsze miejsce, jakie kiedykolwiek widział. >>

To karaibskie państwo, zajmujące jedną z wysp Wielkich Antyli (do archipelagu należą też Kuba, Hispaniola – Haiti i Portoryko), uzyskało niepodległość dopiero w sierpniu 1962 r. Dzisiaj znaczące dochody przynosi mu turystyka. Funkcje stolicy pełni w nim Kingston, założone na południowo-wschodnim wybrzeżu Jamajki pod koniec XVII w. Oficjalny język kraju to angielski, ale Jamajczycy posługują się najczęściej kreolskim Jamaican Patois (jamajski patois).

Więcej…