MICHAŁ DOMAŃSKI, ALEKSANDRA PAKIEŁA

 

Na czas naszej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej (od 1 lipca do 31 grudnia 2011 r.) belgijska metropolia staje się w jakimś stopniu drugą stolicą Polski, przeistacza się w miasto promujące polską sztukę i kulturę. Chociaż w Brukseli często pada deszcz, nikomu to nie przeszkadza. W stolicy Belgii i Unii Europejskiej jest mnóstwo atrakcji dla każdego. Ta kosmopolityczna metropolia przypadnie do gustu zwłaszcza tym, którzy lubią sztukę, dobrą muzykę, przepyszną kuchnię, rozpływającą się w ustach czekoladę czy wyśmienite piwa. To właśnie dla nich przygotowano wiele niespodzianek w ramach programu zatytułowanego Brusselicious 2012. Taką oficjalną nazwę nadano Rokowi Gourmet (skierowanemu do miłośników sztuki kulinarnej) w Brukseli. Jest ona jak najbardziej trafiona, bowiem stolica Unii Europejskiej jest prawdziwą delicją nawet dla najbardziej wybrednych turystów-smakoszy…

 

Brukselczycy są dumni ze swoich frytek, gofrów, małży, pralinek i piwa. Kuchnia belgijska nie cieszy się jednak popularnością na świecie, uważa się ją za nudną i nieurozmaiconą. Nic bardziej błędnego, ponieważ obfituje ona w bogactwo przypraw, różnorodność składników i ciekawe smakowo potrawy. Dzięki programowi Brusselicious turyści mają dowiedzieć się znacznie więcej o tradycjach kulinarnych Brukseli. Będą mogli skosztować małż gotowanych w białym winie z czosnkiem, słynnej gęstej zupy waterzoï(lub waterzooi) z kawałkami kurczaka lub rybą oraz warzywami albo odkryć swój ulubiony gatunek miejscowego piwa… Zobaczą, że w stolicy Belgii potrawy przygotowywane są z francuską finezją i mają niemieckie rozmiary. Przekonają się wówczas, że Bruksela przez okrągły rok jest wymarzonym miejscem dla amatorów dobrego jedzenia.

W okresie średniowiecza tereny dzisiejszej Belgii uchodziły za kulinarne centrum Europy, a to dzięki obfitości egzotycznych składników. Przechodziły tędy główne trasy handlowe (m.in. szlak morski z Indii), dlatego też pełno tu było przypraw – pieprzu, cynamonu, imbiru, szafranu czy gałki muszkatołowej. Zresztą współcześni Belgowie także wykorzystują w gastronomii wiele importowanych produktów. Wędliny, sery i musztardy sprowadzają na ogół z Francji, małże z Holandii, a zioła i przyprawy – niemal z całego świata. Poza tym mają również najwyższej jakości rodzime przysmaki, jak np. mięsa (przede wszystkim dziczyzna), owoce morza czy grzyby. Dodając do nich importowane produkty, Belgowie stworzyli niezmiernie urozmaiconą i bogatą kuchnię.

Jako ciekawostkę warto dodać, że to właśnie Belgia jest ojczyzną cykorii. Zaczęto ją tu uprawiać ok. 1850 r., a stąd rozprzestrzeniła się potem na całą Europę. Na naszym kontynencie miała stanowić substytut kawy. Dzisiaj jest cennym składnikiem sałatek i zup, ale także bardziej wyrafinowanych dań, jak np. faisan a la brabançone, czyli bażant po brabancku. Popularne wśród Belgów są również małże marynowane z ryżem, cykorią i karmelizowanymi pomidorami.

W Belgii zwraca się uwagę nie tyle na piękne podanie dania, co na jego obfitość i doskonały smak. Niezbyt ważne są specjalne dekoracje na talerzu. Dobra potrawa musi być przede wszystkim duża i smaczna. I tak jest właśnie na ogół w Brukseli, w której pracuje wielu wyśmienitych mistrzów kuchni. Dzięki nim stolica Unii Europejskiej zajmuje w oczach ekspertów sztuki kulinarnej równie wysokie miejsce, co popularny wśród turystów-smakoszy Paryż.

Nikogo nie dziwi więc fakt, że coraz więcej brukselskich biur turystycznych oferuje specjalne szlaki, które łączą lokalną historię, tradycje, wyśmienitą regionalną gastronomię oraz słynne belgijskie piwa. Koneserzy tego trunku poczują się w Brukseli jak w raju… Wystarczy tylko, że udadzą się do legendarnego Delirium Café, położonego przy malowniczej uliczce Impasse de la Fidélité, zaledwie 100 metrów od serca miasta – pysznego Grand-Place (Wielkiego Placu). Miejsce to może się pochwalić nie tylko niesamowitą atmosferą, ale przede wszystkim ogromną kolekcją ponad 2 tys. piw z całego świata. Umieszczono ją nawet w Księdze Rekordów Guinnessa! Tylko tutaj możemy spróbować tak wyszukanych i oryginalnych smaków, jak np. czekoladowy czy grejpfrutowy. Bez wątpienia Delirium Café jest obowiązkowym punktem zwiedzania stolicy zjednoczonej Europy dla wszystkich turystów piwoszy.

 

KUCHNIA PIWNA Z DODATKIEM BRUKSELKI

Belgowie słyną na całym świecie ze swojego zamiłowania do piwa (produkuje się tutaj ponad 500 rodzajów tego trunku!). Wykorzystują je jednak nie tylko do samego picia, ale również do gotowania. W ten sposób powstała w Belgii jedyna w swoim rodzaju „kuchnia piwna”. Ten złocisty trunek dodawany do dań nadaje kruchość mięsom, rybom aromat, a warzywom goryczkę. Poza sztandarowymi belgijskimi potrawami, takimi jak królik czy wołowina w piwie, istnieją też trochę mniej znane, np. wątróbka cielęca po brukselsku. Tej ostatniej, odwiedzając stolicę Unii Europejskiej, trzeba koniecznie spróbować. Przygotowuje się ją nie tylko z piwem (Geuze), ale także z brukselką. Są to jedynie wybrane przykłady „kuchni piwnej”, bowiem można by było długo wymieniać pyszne dania polewane złocistym trunkiem, jakie możemy skosztować w restauracjach w Brukseli.

Za jeden z symboli belgijskiej gastronomii uważa się również brukselkę, czyli kapustę warzywną, którą wyhodowano w Belgii w XII w. To właśnie stąd rozpowszechniła się ona potem na całą Europę. Brukselka przypomina wyglądem miniaturę zielonej kapusty. Należy do warzyw, które – ze względu na swoje duże wartości odżywcze – są szczególnie polecane przez dietetyków. Sezon na nią trwa od października do końca stycznia (a czasami nawet do marca), co jest widoczne w brukselskich restauracjach.

 

BELGIJSKIE WYNALAZKI

Mało kto wie, że to Belgowie „wynaleźli” frytki. Ten belgijski przysmak sprzedaje się dzisiaj w Brukseli w specjalnych budkach (frituur lub fritkot) i podaje z różnymi sosami, najczęściej z majonezem. Podobno najlepsze frytki na świecie zjemy właśnie tutaj. Ich tajemnicą jest połączenie specjalnego gatunku ziemniaków z odpowiednim smażeniem.

Belgijską metropolię nazywa się także czekoladową stolicą i ojczyzną pralinek. Wyrabianą tu czekoladę uważa się powszechnie za najbardziej luksusową i najlepszą na świecie. W 1912 r. brukselski mistrz czekoladnictwa Jean Neuhaus II wpadł na pomysł, żeby ją nadziewać masą kremową lub orzechową. W ten sposób powstały słynne belgijskie czekoladki – pralinki, które w przyszłym roku obchodzić będą 100-lecie istnienia. Nikogo nie dziwi więc fakt, że w Brukseli mieści się Muzeum Kakao i Czekolady (Musée du Cacao et du Chocolat). Znajdziemy je w pobliżu pięknego Grand-Place. Jest to obowiązkowy punkt zwiedzania dla wszystkich amatorów słodkości. W tym interesującym muzeum zapoznamy się z historią kakao, sposobami produkcji czekolady i tradycyjną metodą wytwarzania belgijskich pralinek.

            Kolejnym kulinarnym wynalazkiem Belgów są gofry. Rozsławił je na cały świat mieszkaniec Brukseli – Maurice Vermersch, który oferował je na swoim stoisku podczas Światowej Wystawy EXPO w Nowym Jorku w 1964 r. Najbardziej popularne są gofry brukselskie (gaufres de Bruxelles) i te z Liège (gaufres de Liège). W belgijskiej metropolii najczęściej podawane są one z truskawkami i bitą śmietaną.    

 

SŁYNNE MULE

Belgowie mają swój sezon na małże czy – jak kto woli – mule (moules). Rozpoczyna się on we wrześniu i kończy w kwietniu. Obecnie, ze względów komercyjnych, często można usłyszeć, że jego początek przypada już na lipiec (okres wakacyjny). W witrynie każdej knajpki pojawia się wówczas napis Les moules sont arrivées, czyli „Mule przybyły”. Dla mieszkańców Brukseli małże kojarzą się nie tylko z wyśmienitą potrawą, ale i z wielowiekową tradycją spotkań towarzyskich w grupie przyjaciół czy znajomych.

            Jeśli cenimy sobie belgijskie kulinarne wynalazki albo jesteśmy miłośnikami muli, a także lubimy najeść się do syta, to na pewno nie zawiedziemy się daniami, jakie serwowane są w restauracjach w stolicy Unii Europejskiej. Będąc w Brukseli, koniecznie powinniśmy spróbować symbolu kulinarnego Belgii – muli z frytkami (moules et fritest). Jeżeli nie przepadamy za owocami morza, to również mamy w czym wybierać… Wystarczy tylko wspomnieć o zającu w piwie (lapin a la biere) czy też zapiekanej cykorii (chicons au gratin). Bez wątpienia belgijska metropolia jest doskonałym miejscem dla prawdziwych smakoszy.

 

ODYSEJA KULINARNA PO BRUKSELI

Stolica Belgii od zawsze znajdowała się na skrzyżowaniu różnych kultur, kuchni i mód. Bogate tradycje kulinarne Brukseli posłużyły do stworzenia atrakcyjnego programu promującego to kosmopolityczne miasto wśród najbardziej wybrednych smakoszy z całego świata – Brusselicious 2012. W ramach tego ambitnego całorocznego projektu przygotowano mnóstwo interesujących wydarzeń kulturalnych. Będą one poświęcone przede wszystkim miłośnikom dobrej kuchni. Rok 2012 w belgijskiej metropolii zapowiada się więc niezwykle smakowicie…

            Trudno w tak krótkim artykule przedstawić wszystkie zaplanowane imprezy, ale na pewno warto wspomnieć o kilkumiesięcznym Monumentalnym Programie, który przygotowano na okres od marca do października w wielu miejscach stolicy Unii Europejskiej. Zadedykowano go kilku symbolom brukselskiej gastronomii – małżom, frytkom czy „urodzonej” tutaj małej brukselce. Mają one na każdym kroku przypominać turystom o obchodzonym hucznie w tym mieście Roku Gourmet. W listopadzie zaplanowano słodki Tydzień Czekolady (La Semaine du Chocolat). Przez okrągły rok po belgijskiej metropolii będzie kursował specjalny tramwaj z jedzeniem – tzw. The Brussels Food Tramway. Zostanie on przekształcony w oryginalną restaurację, która będzie czekać na turystów-smakoszy. Przewidziano dla niego każdego wieczoru dwugodzinną trasę po Brukseli. Podczas podróży tym tramwajem goście będą mieli okazję skosztować wyśmienitych potraw i zwiedzić stolicę Belgii. W sierpniu w programie Brusselicious 2012 znalazł się interesujący weekendowy Festiwal Gastronomiczny (Festival Gastronomique). Podczas niego mieszkańcy Brukseli i turyści będą mogli podziwiać w parku miejskim pokazy gotowania i degustować smaczne dania. Swoje stoiska przygotują brukselskie restauracje, piekarnie, cukiernie, kawiarnie, winiarnie, producenci słynnych belgijskich czekolad i pralinek, jak również doskonałych serów czy lodów. Wyśmienitych delicji nie zabraknie więc dla nikogo… Co najważniejsze, ten atrakcyjny festiwal ma być powtarzany co roku. Natomiast na wrzesień zaplanowano tzw. rajd od kawy do piwa (le rallye des cafés à bières). Ma on poprowadzić turystów po kawiarniach, bistrach, barach oraz pubach i browarach (brasseries), które są centrami kultury picia i warzenia piwa oraz prawdziwym symbolem belgijskiej metropolii. Podczas takiego „rajdu” będzie można spróbować wielu gatunków najlepszych regionalnych trunków. Jak więc widać, w ramach projektu Brusselicious 2012 na miłośników sztuki kulinarnej czeka w stolicy Belgii moc atrakcji. Z całym niezmiernie bogatym programem Roku Gourmet w Brukseli można się zapoznać na stronie internetowej www.brusselicious.be.

 

POLSKIE SMACZKI W STOLICY EUROPY

Amatorzy dobrej kuchni odwiedzający belgijską metropolię mogą również natrafić na polskie restauracje. Właśnie tym Bruksela wyróżnia się spośród innych europejskich stolic. Chyba tylko tu nasza kuchnia jest tak widoczna i doceniana przez cudzoziemców. W belgijskiej metropolii istnieje już kilka polskich restauracji, np. „Zagłoba” w Centrum Polskim przy Rue du Croissant, „Le Chevalier de Rhodes” (kuchnia grecka i polska) przy Parvis de la Trinité czy Pierogi Café przy Pl. Bizet w Anderlechcie (wkrótce właściciele otwierają drugi punkt w stołecznym regionie). Zresztą Belgowie i Polacy są na pewno co najmniej w dwóch rzeczach podobni do siebie – lubią najeść się do syta i napić piwa. Dlatego też brukselskie restauracje (zarówno z kuchnią belgijską, jak i polską) to wymarzone miejsce dla turystów-smakoszy z Polski.

            Kolejny polski smaczek w stolicy Europy odkryjemy, kiedy będziemy zwiedzać modny park miniatur z najsłynniejszymi budowlami z naszego kontynentu – Mini-Europe. Odwiedza go rocznie ponad 300 tys. turystów z całego świata. W ciągu kilku godzin można tu zobaczyć najbardziej czarujące miejsca w Europie, jak np. Wieża Eiffla w Paryżu, londyński Big Ben, brukselski Grand-Place (Wielki Plac) czy ateński Akropol. Pośród nich znajdują się także obiekty z Polski – Dwór Artusa, fontanna Neptuna i Pomnik Poległych Stoczniowców z Gdańska. Przy tablicach informacyjnych o każdym z 27 państw członkowskich Unii Europejskiej mieszczą się przyciski, po których naciśnięciu usłyszymy wybrany hymn narodowy (w tym też naszego Mazurka Dąbrowskiego). Oczywiście, jak przystało na Brukselę, miasto, które wymyśliło projekt Brusselicious 2012, w sympatycznym Mini-Europe mieści się również restauracja z tarasem widokowym – tzw. Europejska Tawerna (La Taverne Européenne). W belgijskiej metropolii żaden turysta nie może być przecież głodny podczas zwiedzania! Wizytę w słynnym brukselskim parku miniatur warto zakończyć w interesującym i wciągającym interaktywnym centrum Spirit of Europe (Duch Europy). Sprawdzimy w nim swoją wiedzę o naszym kontynencie i o Unii Europejskiej, w tym i – oczywiście – o Polsce. Będą się tu dobrze bawić całe rodziny…

 

POLSKA PREZYDENCJA A PROMOCJA POLSKI W BRUKSELI

1 lipca rozpoczęła się polska prezydencja, czyli półroczny okres, podczas którego nasz kraj przewodniczy pracom Rady Unii Europejskiej. Jest to zarówno dobry pretekst, żeby poznać bliżej stolicę zjednoczonej Europy, jak również wziąć udział w licznych wydarzeniach promujących w Brukseli w drugiej połowie 2011 r. sztukę i kulturę rodem z Polski. W sumie w belgijskiej metropolii w ciągu sześciu miesięcy prezydencji zaplanowano blisko 60 projektów artystycznych. W programie kulturalnym dominuje prezentacja naszego kraju, jakim on jest w XXI w., w 2011 r. Będzie więc można podziwiać przede wszystkim dokonania młodych twórców i polskiej sztuki współczesnej. W stolicy Belgii będzie jednak obecna również twórczość klasyków XX stulecia, m.in. Karola Szymanowskiego, Czesława Miłosza i Stanisława Lema. Polskie projekty zaprezentowane zostaną w najlepszych centrach sztuki, galeriach, klubach i teatrach Brukseli, jak np. Centrum Sztuki Pięknej BOZAR czy Teatr Królewski La Monnaie (Le Théâtre Royal de la Monnaie). Ze szczegółowym programem kulturalnym polskiej prezydencji i wydarzeniami, jakie przygotowano w belgijskiej metropolii, można zapoznać się na stronach internetowych www.culture.pl oraz www.culturepolonaise.eu (serwis kulturalny Ambasady Polski w Belgii, Instytutu Polskiego w Brukseli).

            Jak więc widać, stolica zjednoczonej Europy jest dla turystów z Polski szczególnie bliska i interesująca teraz oraz w całym przyszłym roku. Polska prezydencja w Radzie Unii Europejskiej i ambitny brukselski projekt Brusselicious 2012 gwarantują nam moc atrakcji dla ciała i duszy. Jedno jest pewne – Bruksela nie zawiedzie nawet najbardziej wybrednych znawców i miłośników sztuki. To bez wątpienia jedno z najpyszniejszych miast na świecie…


 

Artykuły wybrane losowo

Viva España i jej słoneczne plaże!

ELŻBIETA I ROBERT PAWEŁEK

 

Jeśli lubicie ciepłe morze, sjestę, owoce morza, wyśmienite wina i atmosferę pueblos blancos, czyli białych miasteczek, na letni urlop powinniście wybrać Hiszpanię . Znajdziecie tu wszystko: wspaniałe zabytki, parki wodne, akweny do nurkowania, kolorowe deptaki, nocne kluby i ciche zatoki. A czasem spotkacie też światowe gwiazdy z pierwszych stron gazet.  

Półwysep Iberyjski jako kierunek turystyczny cieszy się popularnością przez cały rok. Miejscowości nadmorskie przeżywają jednak prawdziwe oblężenie w miesiącach letnich. Szczególnie atrakcyjne są dla tych mieszkańców Europy, którzy po mroźnej zimie marzą o zmianie klimatu i krajobrazu, aby później w pełni sił wrócić do szarej codzienności.

Obfite deszcze w tych stronach to rzadkość. Letnie upały sięgają 40°C. Jeśli jednak nie boimy się wysokich temperatur, pokochamy hiszpańskie wybrzeże, bary z przekąskami zwanymi tapas i kluby, w których można posłuchać flamenco. Dla Hiszpanów synonimem najlepszego wypoczynku jest wyrażenie sol y playa, czyli słońce i plaża. Nic dziwnego, że ponad 3 tys. kilometrów hiszpańskiej linii brzegowej (nie licząc wysp) stało się niekończącą riwierą, wypełnioną amatorami pięknej opalenizny. Dzisiaj sąsiadują tu ze sobą prawdziwe centra turystyczne: tętniąca życiem Costa Blanca, słynna Costa Brava, Costa Dorada i Costa del Azahar, na południu zaś zalane słońcem Costa del Sol, Costa de la Luz, Costa de Almería i Costa Cálida w niewielkim regionie autonomicznym Murcja. 

Więcej…

Królowie białego szaleństwa, czyli 10 najmodniejszych rejonów narciarskich tego sezonu

ELŻBIETA PAWEŁEK

                                                                                                              FOT. ZILLERTAL TOURISMUS GMBH

<<Największe ośrodki sportów zimowych z niepowtarzalną górską scenerią, snowparki dla snowboardzistów i amatorów freestyl’u oraz setki kilometrów bajecznych nartostrad – to marzenie wszystkich zapalonych narciarzy. Tej zimy każdy powinien poszaleć na nartach w jednym z bajecznych kurortów – z dziećmi, rodziną, przyjaciółmi bądź solo, a czasem nawet w towarzystwie gwiazd z pierwszych stron gazet. >>

Nie od dziś wiadomo, że nic tak nie urozmaica sennego zimowego okresu jak udane podróże. Dlatego też wyjazdy na narty od wielu lat cieszą się dużą popularnością wśród Polaków. Aktywny wypoczynek znakomicie wpływa na organizm człowieka. Urlop na jednej lub dwóch deskach pozwala zachować kondycję, a ciepłe promienie słoneczne, ogrzewające stoki, skutecznie poprawiają wszystkim samopoczucie. Wśród przepięknych górskich widoków, z grupą sprawdzonych przyjaciół czy najbliższych, na pewno uda nam się zapomnieć o codziennej miejskiej szarości.

Więcej…

Z czym kojarzy się Argentyna…?

opracował:

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Zapytaliśmy o to czterech wybranych ekspertów, którzy bardzo dobrze znają ten południowoamerykański kraj, ojczyznę wyśmienitego wina, empanadas (pysznych pierożków), najlepszych steków na świecie, orzeźwiającej yerba mate, magicznego tanga, słynnej Evity czy odważnych gauchos… Poniżej znajdują się ich krótkie wypowiedzi na ten temat.

 

TERESA GÓRECKA

PREZES BIURA TURYSTYKI ZNP LOGOSTOUR

Kiedy myślę czasami o Argentynie, niczym slajdy z podróży, przesuwają mi się przed oczami trzy skrajnie różne obrazy. Ich kolejność jest przypadkowa, zależy od nastroju chwili. Dla mnie, niezależnie od szerokości geograficznej, zawsze w centrum uwagi znajduje się człowiek. Jeśli więc myślę o Argentyńczykach, widzę gauchos, czyli kowbojów z bezkresnej pampy. Chociaż obecnie częściej popisują się oni zręcznością w siodle przed turystami, a nie przy wypasie koni czy bydła, to trudno nie podziwiać ich, gdy w pełnym galopie, podczas zawodów corrida de sortija, trafiają w mały, zawieszony nad głową pierścień (sortija). Wiele z dawnych hacjend należących do gauchos w prowincji Buenos Aires zostało przemienionych w komfortowe estancias (historyczne hotele). Oferują one m.in. możliwość zakosztowania prawdziwego wiejskiego życia, pokazy tradycyjnych tańców (a także ich naukę), popisy zręczności argentyńskich kowbojów oraz przejażdżki konne po pampie. Turyści częstowani są w estancias obfitością regionalnych potraw, wśród których prym wiodą dania z grilla – asado. Oczywiście, towarzyszą im doskonałej jakości miejscowe wina. Tych wszystkich atrakcji można doświadczyć w znajdującej się w naszej ofercie, utrzymanej w stylu kolonialnym Estancia Santa Susana.

Więcej…