ALEKSANDRA SOROCZYŃSKA

<< Nigdzie indziej w Europie czy na świecie nie ma takiego zagęszczenia zamków i pałaców w jednym rejonie. Na brzegach Loary i jej dopływów Cher, Indre czy Vienne wznosi się ich ponad 300. Wiele z nich zyskało miano wybitnych obiektów architektonicznych. Należą do nich np. Château de Chambord czy perła epok renesansu i oświecenia Château de Chenonceau. Ta wspaniała francuska kraina nie tylko otwiera przed nami podwoje swoich wytwornych rezydencji otoczonych cudowną przyrodą, lecz także zaprasza do spróbowania wyśmienitej kuchni i win. >>

Piękno Doliny Loary pomiędzy Sully-sur-Loire i Chalonnes-sur-Loire doceniła organizacja UNESCO, która w 2000 r. wpisała ją na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości. W uzasadnieniu decyzji przeczytamy m.in., że region ten to wyjątkowy krajobraz kulturowy o niezwykłej urodzie, składający się z historycznych miast i wsi oraz zabytków architektury najwyższej klasy (châteaux), a także ziem uprawnych, ukształtowanych przez wieki w wyniku wzajemnego oddziaływania człowieka i jego środowiska naturalnego, a w szczególności samej rzeki Loary.
To drugie zaraz po Paryżu najczęściej odwiedzane przez turystów miejsce we Francji. Co roku przybywa ich tu ponad 3 mln. Co sprawia, że przyjeżdżają właśnie tutaj? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć.

 

PAŁACE JAK Z BAJKI
Zamków w Dolinie Loary jest tyle, że nie sposób opisać ich wszystkich w jednym krótkim artykule. Przedstawię więc 5 – moim zdaniem – najpiękniejszych, których zdecydowanie nie wolno pominąć podczas wizyty w tym malowniczym zakątku Europy.
    Pierwszy z nich – Château du Clos Lucé – leży w miejscowości Amboise, słynącej z budowli o tej samej nazwie (Château d’Amboise), nie wartej jednak zbytniej uwagi. Pod koniec XV w. król Francji Karol VIII Walezjusz (1470–1498) zamienił średniowieczną twierdzę w pałac dla żony Anny Bretońskiej (1477–1514). Kolejny gospodarz – Franciszek I Walezjusz (1494–1547) zbyt długo w rezydencji nie mieszkał i nie ingerował znacząco w jej wygląd. Sławę przyniósł jej pewien gość francuskiego władcy. W trakcie swojej podróży do Włoch król poznał artystę i wynalazcę Leonarda da Vinci (1452–1519). Zafascynowany jego osobowością i talentem sprowadził go w 1516 r. do Clos Lucé. Włoski mistrz spędził w nim ostatnie 3 lata swojego życia, które poświęcił na dopracowywanie wielu ze swoich niesłychanie wizjonerskich pomysłów. W tutejszym muzeum można dziś podziwiać jego prototypy czołgu, karabinu maszynowego czy helikoptera.

 FOT. LÉONARD DE SERRES

Komnata mistrza Leonarda da Vinci w Château du Clos Lucé


    Chyba najbardziej rozpoznawalny ze wszystkich zamków nad Loarą Château de Chenonceau powstał w obecnym kształcie w XVI w. Ród Marques sprzedał wtedy jego teren wraz ruinami fortecy i młynem szambelanowi króla Karola VIII Walezjusza – Thomasowi Bohierowi. Gdy brał on udział w kampaniach wojennych we Włoszech na początku XVI stulecia, wówczas prac budowlanych doglądała jego żona Katherine Briçonnet. W związku z podejrzeniami o malwersacje finansowe Franciszek I Walezjusz skonfiskował włości w 1535 r. Jego następca Henryk II Walezjusz (1519–1559) podarował je swojej metresie Dianie de Poitiers (1499–1566). Było to nie po myśli królowej Katarzyny Medycejskiej (1519–1589), która odebrała zamek w Chenonceau ukochanej faworycie męża dopiero po jego śmierci. Walka między kochanką a małżonką króla odbiła się na samej posiadłości – na każdym kroku widać tu konkurujące ze sobą style. Rezydencja przetrwała Wielką Rewolucję Francuską (1789–1799), ponieważ przylegał do niej jedyny w okolicy most na rzece Cher. Znajdowała się wówczas w rękach bogatej rodziny Dupin. Kupiła ona zamek od Bourbonów w 1733 r. Podobno Louise Dupin (1706–1799) usunęła z nazwy Chenonceaux literę x, będącą oznaką przynależności do królewskiego majątku. Ze względu na fakt, że obiektem zarządzały przez stulecia kobiety, zyskał on sobie miano Château des Dames – Zamku Dam.
    W Château d'Ussé wciąż mieszkają jego właściciele. Jego dolną część, ozdobioną XIX-wiecznymi tapiseriami i meblami udostępnili publiczności. Ponoć francuski autor baśni Charles Perrault (1628–1703) właśnie tą ukrytą wówczas wśród lasów budowlą zainspirował się przy pisaniu opowieści o śpiącej królewnie. Woskowe figury przedstawiające bajkowe postacie obejrzymy dziś w zamkowych wnętrzach. W czasie wizyty w tym miejscu kupimy też wina i szampany pochodzące z tutejszej winnicy.
    Potężny Château de Chambord przybrał swoją obecną formę w XVI w., gdy Franciszek I Walezjusz pod wpływem Leonarda da Vinci zaplanował wznieść pałac myśliwski w stylu renesansu. Król miał chcieć nawet zmienić bieg Loary tak, aby przepływała naprzeciw głównej fasady kompleksu. Podczas rewolucji francuskiej rebelianci splądrowali rezydencję i wytrzebili zwierzynę w okolicznych lasach. Od tego momentu majątek przechodził z rąk do rąk. Dopiero w latach 30. XX w. stał się własnością państwową. W latach II wojny światowej to właśnie w nim przechowywano najcenniejsze francuskie dzieła sztuki, w tym samą Monę Lisę. Chambord to przykład geniuszu renesansowej myśli architektonicznej. Co roku odwiedza go ponad 700 tys. turystów, co czyni go jednym z najpopularniejszych zamków w Dolinie Loary.

FOT. ATOUT FRANCE/LØONARD DE SERRES

Château de Chambord to prawdziwa perła architektury renesansu


    Stosunkowo mały Château d'Azay-le-Rideau jest dość oddalony od głównych szlaków. Należy jednak do najbardziej znanych posiadłości w regionie, a sam wielki pisarz realista Honoré de Balzac (1799–1850) nazwał go „fasetowanym diamentem osadzonym w Indre” (stoi na wyspie otoczonej przez tę rzekę). Zachwyt gości wzbudzają niezwykłe wnętrza zamku z okresu renesansu. Wśród jego murów odkryjemy też sale urządzone według kanonów z różnych epok, w tym komnaty niczym z XIX-wiecznej powieści Victora Hugo. Sławę przyniosły mu jednak przede wszystkim rzadkie i wspaniałe arrasy flamandzkie z XVI i XVII w.
Wszystkie te zamki znajdują się jedynie 2–3 godz. jazdy samochodem od Paryża (autostradą A10). Ze stolicy można również pociągiem TGV dotrzeć do Tours, a następnie skorzystać z kolei regionalnej lub autobusów. Zwiedzanie każdego z obiektów zajmie nam również ok. 2–3 godz.

FOT. ATOUT FRANCE/PHILIPPE MAILLE

Narodowe Muzeum Prehistorii w Les Eyzies-de-Tayac-Sireuil

 

POWRÓT DO JASKINI
Dolina Loary zaskakuje na każdym kroku. To właśnie w niej spotkamy współczesnych jaskiniowców, którzy mieszkają w grotach wykutych w skałach. Prowadzą w nich również hotele i restauracje. Troglodyci, bo tak o sobie mówią, pochodzą w wielu przypadkach z wielkich miast, ale postanowili porzucić metropolie i żyć bliżej natury. Obecnie co dwa lata starają się organizować zjazd pod nazwą Rendez-vous Troglos („Spotkanie Troglodytów”), który przyciąga setki turystów.
W tym rejonie znajdują się tysiące jaskiń. Od zawsze służyły one ludziom na różne sposoby: jako źródło piaskowca do budowy zamków, składnice win, miejsca hodowli grzybów, schronienie dla najuboższych. Podczas wojny ukrywały się w nich osoby poszukiwane przez hitlerowców. W latach 70. XX w. rozpoczęła się moda na urządzanie mieszkań w grotach. Specjaliści twierdzą, że ten trend odzwierciedla zainteresowanie współczesnego społeczeństwa takimi sprawami jak ekologia, powrót do natury, zachowywanie tradycji. Wiele pieczar przekształcono w hotele, a chętnych, żeby w nich zanocować, nie brakuje.

 

DWA MIASTA
W tej malowniczej krainie warto zatrzymać się również w niemal 300-tysięcznym Nantes, choć nie zajmuje ono czołowej pozycji na liście najczęściej odwiedzanych miast we Francji. Jednak dawna stolica książąt bretońskich przeszła w ostatnich latach prawdziwą metamorfozę. Podczas II wojny światowej została zbombardowana i przez pewien czas straszyła ruinami z osmolonymi fasadami i opustoszałymi dzielnicami. Lokalne władze po latach starań uczyniły z gruzów i zgliszczy ośrodek nowoczesny, awangardowy i przyciągający rzesze turystów.
Jeszcze 10 lat temu miasto było zdominowane przez samochody. Stopniowo zaczęto więc wprowadzać strefy płatnego parkowana, aby zachęcić mieszkańców do korzystania z komunikacji publicznej. Stworzono też sieć ścieżek rowerowych i udostępniono miejski system wypożyczania rowerów. Poza tym pełno tu ogrodów warzywnych i owocowych. Podobno każdy nantejczyk mieszka maksymalnie 300 m od parku i ma do dyspozycji 57 m2 zielonej przestrzeni.
Nantes tętni życiem kulturalnym. Odbywa się w nim wiele festiwali – filmowych, muzyki klasycznej, jazzu czy sztuki współczesnej. Z myślą o przybyszach zorganizowano interesujący szlak Le Voyage à Nantes („Podróż do Nantes”), ciągnący się przez ok. 10 km. Na jego trasie umieszczono m.in. pracownie licznych artystów, miejsca koncertów, a także Château des ducs de Bretagne (Zamek Książąt Bretanii), z którego wieży roztacza się wspaniały widok na okolicę.
Zaledwie godzinę drogi stąd leży urocza, 150-tysięczna miejscowość Angers, słynąca ze średniowiecznej twierdzy zbudowanej z łupków i wapienia (Château d’Angers). Tę niegdysiejszą stolicę Andegawenii nazywano czarnym miastem ze względu na kolor dachów domów oraz rządzące nim przez długi czas wspólnoty religijne.
Najważniejszy tutejszy zabytek stanowi wspomniana XIII-wieczna siedziba książąt andegaweńskich, otoczona grubym murem z 17 wieżami obronnymi. Obejrzymy w niej niezwykły arras o długości 144 m i szerokości 6,1 m, składający się z 6 sekcji. Został on utkany pod koniec XIV w. na zamówienie Ludwika I Andegaweńskiego (1339–1384) i przedstawia fragmenty Apokalipsy św. Jana. W XVIII w. pocięto go na kawałki przeznaczone m.in. na ścierki. Na szczęście, kilkadziesiąt z nich uratowano przed ostatecznym zniszczeniem, odtworzono i odrestaurowano. Dzięki temu możemy dziś podziwiać 71 z 90 scen arrasu.
W mieście zachowało się oprócz tego około setki uliczek w oryginalnym kształcie, z domami pochodzącymi nawet z XII w. Natomiast Cathédrale Saint-Maurice d'Angers (Katedrę św. Maurycego) zdobią przepiękne witraże z XII i XV w. Specjalnością Angers jest likier Cointreau produkowany z suszonych i świeżych skórek pomarańczy i dodawany do znanych naleśników Suzette (crêpes Suzette). Warto też nadmienić, że w latach 1939–1940 w położonym na obrzeżach miejscowości Château de Pignerolle znalazł azyl rząd RP na uchodźstwie z premierem gen. Władysławem Sikorskim (1881–1943) i prezydentem Władysławem Raczkiewiczem (1885–1947).

 

DROGI LĄDOWE I WODNE
W Dolinie Loary poprowadzono ponad 800 km szlaków dla rowerów. Dzięki temu wielbiciele dwóch kółek mogą wybrać się na wycieczkę po 2 regionach: Centre (Centralnym) i Pays de la Loire (Kraju Loary), 6 departamentach: Cher, Loiret, Loir-et-Cher, Indre-et-Loire, Maine-et-Loire, Loire-Atlantique oraz 6 miastach: Orleanie, Blois, Tours, Saumur, Angers i Nantes. Trasy stanowią część europejskiego projektu EuroVelo 6, który ma na celu zbudowanie sieci dróg rowerowych, ciągnących się od Saint-Nazaire (Loara Atlantycka) aż do rumuńskiej Konstancy. Trasę La Loire à Vélo pokonuje rocznie ponad 800 tys. turystów ze wszystkich zakątków świata.
Od kilku lat coraz popularniejsze staje się przemierzanie Francji barką (pénichette): wypożyczoną na własny użytek bądź w wersji bardziej luksusowej – nawigowaną przez doświadczoną załogę. Na wyprawę po francuskich rzekach i kanałach najlepiej wybrać się pod koniec lata i na początku jesieni. Statek porusza się z prędkością ok. 7 km na godz., dlatego to dobry środek transportu dla tych, którzy lubią podróżować bez pośpiechu. Jeśli chcemy samodzielnie prowadzić barkę, nie potrzebujemy żadnych dokumentów poświadczających nasze umiejętności, musimy tylko przejść odpowiednie szkolenie, dotyczące zwłaszcza przekraczania śluz. Przed rejsem łódź zostaje zatankowana do pełna. Po jego zakończeniu płacimy za zużyte paliwo. Jednostki wyposażone są w zapewniające komfortowy wypoczynek kabiny, mogące pomieścić nawet 12 osób, oraz kuchnię. W trakcie takiej wycieczki o wszystkim decydujemy sami: zarówno o trasie i długości podróży, jak i o kolejnych postojach. To wyjątkowo rodzinny rodzaj turystyki. Oferta pływających hoteli zaciekawi natomiast zamożniejszych turystów. Jeżeli ktoś ceni sobie luksus, wykwintną kuchnię, wyśmienite francuskie wina dobierane przez najlepszych sommelierów, ta propozycja przypadnie mu z pewnością do gustu.

 

***

Niezmiernie barwna historia, liczne wspaniałe zabytki architektury i urokliwa przyroda Doliny Loary należą do prawdziwych skarbów Francji. Tę gościnną krainę można odwiedzić o każdej porze roku, zawsze czeka na nas z otwartymi ramionami. Według niektórych szczególnie czarująco wygląda jesienią, kiedy liście drzew i krzewów malują jej krajobraz na złoto, pomarańczowo i czerwono. Ten cudowny widok najlepiej podziwiać z kieliszkiem wybornego miejscowego wina w dłoni.

Artykuły wybrane losowo

Kolory Gruzji

IZABELA RUTKOWSKA

www.podroznosci.com

 

« Muzyka, taniec, śpiew, piękne góry, źródła wody mineralnej, temperament mieszkańców, doskonałe jedzenie i oczywiście wino – te właśnie rzeczy wymieniają najczęściej osoby pytane o to, co kojarzy im się z Gruzją. Ja do powyższej listy skojarzeń mogę dorzucić jeszcze gruzińskie toasty i ośrodki narciarskie Kaukazu. Czeka tu na nas naprawdę mnóstwo atrakcji. »

Więcej…

Japonia dla początkujących

 

SYLWIA JEDLAK-DUBIEL

 

U wschodnich wybrzeży Azji, na Wyspach Japońskich i kilku mniejszych archipelagach leży kraj dość osobliwy z punktu widzenia Europejczyków. Z jednej strony jest zupełnie wyjątkowy pod względem kultury, z drugiej chętnie czerpie ze zwyczajów popularnych w Stanach Zjednoczonych, położonych po drugiej stronie Oceanu Spokojnego. W Japonii niesamowicie wyraźnie daje się odczuć, że nasz świat to miejsce różnorodne, mozaika rozmaitych rzeczywistości współistniejących ze sobą i wchodzących w zaskakujące relacje.

 

Przed wyjazdem w te strony warto zdać sobie sprawę z kilku rzeczy. Taka wiedza z pewnością ułatwi pierwszy kontakt z tym krajem. Cztery główne wyspy archipelagu – Hokkaido, Honsiu, Kiusiu i Sikoku – układają się w kształt ćwierćokręgu rozciągniętego południkowo, co sprawia, że klimat jest tu zróżnicowany. Ze względu na położenie na styku płyt tektonicznych w Japonii występują częste trzęsienia ziemi, jednak na ogół nie są zbyt silne i bywają nawet nieodczuwalne. Oprócz tego obserwuje się też dużą aktywność wulkaniczną. To azjatyckie państwo ma prawie 378 tys. km2 powierzchni, czyli nieco więcej niż np. Niemcy, ale jego obszar zamieszkuje aż ponad 127 mln ludzi (dla porównania w Polsce żyje ich niemal 38,5 mln). Tę wyjątkową gęstość zaludnienia (ok. 336 osób/km²) najbardziej odczuwa się w większych miastach. Poza tym dobrze pamiętać, że obowiązuje tutaj ruch lewostronny.

 

Na podróż do Japonii zdecydowaliśmy się, ponieważ nigdy nie byliśmy jeszcze w tej części Azji i tak odległa wyprawa wydała nam się niezmiernie ekscytująca. Na wybór tego właśnie miejsca wpłynął również fakt, że nasz kolega właśnie kończył swój doktorat na tutejszej uczelni i jako osobom nieznającym japońskiego mógł służyć nam pomocą. Na dodatek od 2015 r. Polskie Linie Lotnicze LOT obsługują bezpośrednie połączenie między warszawskim Lotniskiem Chopina a Międzynarodowym Portem Lotniczym Narita koło Tokio. Za bilety trzeba co prawda zazwyczaj zapłacić więcej niż w przypadku lotu z przesiadką w Katarze (liniami Qatar Airways) lub Dubaju (Emirates), jednak ze względu na komfort podróży (nie musimy czekać na następny samolot ani martwić się, czy nasz bagaż dotrze do celu) i jej czas (ok. 11 godzin zamiast nawet ponad 20) warto ponieść ten koszt.

 

Plantacje herbaty położone w pobliżu nadal czynnego wulkanu Fudżi

Tea Plantation and Mt

© JNTO

 

SKOK NA GŁĘBOKĄ WODĘ

 

Na początek chciałabym wspomnieć, czego obawialiśmy się przed wyjazdem. Problemem dla nas była głównie bariera językowa. Jak się później okazało, martwiliśmy się niepotrzebnie. Na lotnisku i większych stacjach kolejowych z obsługą komunikowaliśmy się po angielsku. Zakup biletów nie stanowił więc wielkiego wyzwania. W Tokio korzystaliśmy za to z wszechobecnych automatów biletowych opatrzonych także napisami w języku angielskim. Trochę inaczej sytuacja wyglądała w sklepach. Ekspedienci w Japonii podczas odbierania towaru przy kasie, oprócz używania standardowych zwrotów grzecznościowych, informują klienta o wszystkich wykonywanych czynnościach: o sczytywaniu kolejnych produktów, wartości przyjętej gotówki, nominałach przy wydawanej reszcie. Oczywiście, wszystkie kwestie wypowiadają po japońsku. Tak naprawdę przez cały proces można przejść bezboleśnie bez użycia żadnego słowa, na koniec wystarczy się lekko pokłonić i uśmiechnąć. Czasem jednak dochodzi do interakcji. Przy kupowaniu alkoholu w samoobsługowym sklepie niekiedy trzeba potwierdzić, że ma się przynajmniej 20 lat, np. wciskając odpowiedni przycisk na ekranie. Do gotowych dań do odgrzania w domu pracownik przy kasie proponuje pałeczki. Z naszych doświadczeń wynika, że ostatecznie zawsze udaje się porozumieć. Japończycy wykazują po prostu dużą determinację, żeby sprawę zakończyć pomyślnie. W większych restauracjach i lokalach często goszczących turystów złożymy natomiast zamówienie po angielsku. W mniejszych barach z kolei zwykle przy wejściu umieszczone są automaty do zamawiania jedzenia i wystawy prezentujące przykładowe dania wykonane z… tworzywa sztucznego. Oczywiście, jeśli chcemy porozmawiać z Japończykami, musimy znaleźć wspólny język.

 

Pewnym kłopotem dla Europejczyków bywa orientowanie się w układzie urbanistycznym. Japoński system adresowy jest z naszego punktu widzenia dość trudny do opanowania. Wystarczy wspomnieć, że większość ulic w Japonii nie ma nazw. Tutaj największą pomocą była dla nas po prostu nawigacja w telefonie, która ustalała nasze położenie i pokazywała nam drogę do punktu docelowego. Dlatego polecamy na czas podróży zaopatrzyć się w pakiet internetowy. Odpowiadającą nam kartę do telefonu można kupić na miejscu. Ceny w ofertach roamingowych europejskich operatorów bywają zazwyczaj wysokie. Do atrakcji turystycznych prowadzą zwykle dość czytelne oznaczenia. Z pewną satysfakcją mogę też przyznać, że ani razu się nie zgubiliśmy i zawsze udawało nam się dotrzeć do celu, nawet mimo drobnych trudności.

 

METROPOLIA PO JAPOŃSKU

 

Lubię zwiedzać duże miasta. Jest w nich coś wyjątkowo przyciągającego, ponieważ swoim układem, architekturą, rodzajem sieci komunikacyjnej oddają charakter żyjącej w nich społeczności. Dlatego wielką przyjemność podczas pobytu w Japonii sprawiały mi spacery po Tokio, położonym na wyspie Honsiu, której powierzchnia wynosi niemal 228 tys. km². W stolicy kraju wraz z jej obszarem metropolitalnym mieszka ponad 13,6 mln ludzi (w uproszczeniu można powiedzieć, że na Tokio składają się 23 okręgi administracyjne tworzące Tōkyō-to oraz miasta i miejscowości na zachód od niego). To sprawia, że w jej krajobrazie dominuje głównie gęsta zabudowa poprzecinana ciągami komunikacyjnymi. Mamy tu osiedla z blokami, niskie domki ustawione jeden obok drugiego, wysokie błyszczące wieżowce z biurami i apartamentami, a obok nich małe i większe świątynie, sklepy spożywcze, domy towarowe i punkty czy wręcz całe kompleksy z automatami do gier.

 

Aby uświadomić sobie wielkość tego miasta (ok. 2190 km² powierzchni), należy wybrać się na jeden z punktów widokowych. Za najpopularniejsze uchodzą Tokyo Skytree (najwyższa wieża na świecie – 634 m) i Tokyo Tower (333 m). Wejście na nie jest płatne i w przypadku tego pierwszego obiektu dość kosztowne, bo zwykły bilet dla osoby dorosłej na niższą galerię (350 m) kosztuje 2060 jenów (za wjazd na wyższą galerię na 450 m trzeba zapłacić dodatkowo 1030 jenów). Jeśli ktoś nie uważa się za amatora takich atrakcji i postanowił przeznaczyć swój budżet wyjazdowy na inne cele, może wybrać się na darmowy taras widokowy np. w budynku tokijskich władz w dzielnicy Shinjuku (Tokyo Metropolitan Government Building) lub gmachu Bunkyo Civic Center w Bunkyō. Polecam szczególnie podziwianie panoramy Tokio po zmroku – robi niesamowite wrażenie.

 

Zwiedzanie stolicy Japonii zdecydowanie trzeba sobie zaplanować tak w dzień, jak i w nocy. Po zapadnięciu zmierzchu polecam udać się w okolice sztucznej wyspy Odaiba, aby zobaczyć podświetlony Tęczowy Most (Rainbow Bridge). W pobliżu Parku Shiokaze stoi nawet mała amerykańska Statua Wolności. W tej okolicy warto wsiąść do jednego z pociągów kursujących na trasie Tokyo Monorail, kolei jednoszynowej, której pojazdy poruszają się na pewnej wysokości nad ziemią. Po drodze mija się m.in. szklane ściany wieżowców, a między nimi da się nawet dostrzec oświetloną sylwetkę Tokyo Tower. Gdy patrzy się na rozpościerające się z okna wagonu widoki, trudno nie odnieść wrażenia, że trafiło się do miasta przyszłości.

 

Do największych turystycznych atrakcji Tokio należą niewątpliwie Pałac Cesarski, szintoistyczna świątynia Meiji, buddyjski kompleks Sensō-ji czy rozległy park Shinjuku Gyoen. Obcokrajowcy chętnie wybierają się także na niemal zawsze zatłoczone skrzyżowanie koło stacji Shibuya, aby obserwować tłum pieszych wkraczających na nie jednocześnie ze wszystkich stron, gdy zapala się zielone światło. Na skwerze przy jednym z wejść na wspomnianą wyjątkowo ruchliwą stację postawiono pomnik psa Hachikō (popularnej w Japonii rasy akita), który czekał tu codziennie na swojego właściciela, profesora uniwersyteckiego, wracającego do domu. Pewnego dnia jego pan dostał w pracy udaru mózgu i zmarł. Nie pojawił się jak zwykle na stacji, ale Hachikō przez kolejnych ponad 9 lat wciąż przychodził o tej samej porze i go wypatrywał. Wykonany z brązu pomnik jest dziś popularnym miejscem spotkań Japończyków.

 

Na zainteresowanie zasługują też z pewnością dzielnica Akihabara i luksusowy region Ginza w dzielnicy Chūō. W niedzielę ich główne arterie zostają zamknięte dla ruchu samochodowego i udostępnione pieszym (w Ginzie również w sobotę). Akihabara, obecnie w znacznym stopniu nastawiona na turystów, przyciąga głównie amatorów anime (japońskich filmów animowanych), sprzętu elektronicznego i gier komputerowych. Spotkać w niej można dziewczyny poprzebierane za bohaterki animowanych seriali. Funkcjonują tu także maid cafés, czyli kawiarnie, w których gości obsługują kelnerki w strojach pokojówek. W Ginzie dla odmiany działa wiele butików znanych światowych marek modowych takich jak Chanel, Dior, Carolina Herrera, Gucci, Louis Vuitton czy Furla. W tej okolicy znajdują się też luksusowe domy towarowe Wako i Mitsukoshi. Na zakupy przychodzą tutaj eleganckie Japonki.

 

Swoistą atrakcję turystyczną Tokio stanowi metro. Na peronach oznaczone są punkty, w których otwierają się drzwi do wagonu (pociąg zawsze ustawia się zgodnie z tym układem), a przed nimi często znajdziemy wytyczone linie dla oczekujących osób formujących kolejkę do wejścia. Podczas jazdy Japończycy zwykle drzemią lub wpatrują się w ekran swojego smartfona. Bardzo nietaktownym zachowaniem jest rozmawianie przez telefon w pociągu czy prowadzenie głośnej dyskusji ze znajomymi. Należy jednak pamiętać, że w godzinach porannego i popołudniowego szczytu wagony i stacje bywają wypełnione po brzegi.

 

Wiszący Tęczowy Most nad północną częścią Zatoki Tokijskiej

Rainbow bridge

© YASUFUMI NISHI/JNTO

 

WIDOK NA SZCZYT

 

Za jeden z najważniejszych symboli Japonii za granicą uchodzi góra Fudżi (3776 m n.p.m.). Niestety, jej szczyt często kryje się za chmurami. Najlepszym okresem do podziwiania tego czynnego stratowulkanu np. z Tokio są miesiące zimowe, kiedy powietrze bywa zwykle najbardziej przejrzyste. Zazwyczaj góra Fudżi jest najwyraźniej widoczna w godzinach porannych. Zobaczymy ją m.in. z tarasów widokowych Tokyo Skytree i Bunkyo Civic Center.

 

Słynny japoński szczyt górski udaje się dostrzec również z wypoczynkowej miejscowości Hakone, położonej na południowy zachód od stolicy (ponad 80 km). W tym rejonie specjalnie z myślą o turystach przygotowano Hakone Freepass – karnet uprawniający do przejazdu kolejką górską, kolejką linowo-terenową i gondolową, rejsu statkiem po malowniczym jeziorze Ashi oraz poruszania się niektórymi autobusami kursującymi do stacji kolejowej. Z przystani w Hakone-machi przez zrekonstruowany punkt kontrolny z okresu Edo (1603–1868) można przejść na półwysep z punktem widokowym, a potem dotrzeć do Alei Cedrowej. Stąd najlepiej udać się jeszcze do chramu Hakone (Hakone Jinja), którego jedna z bram (torii) wznosi się w wodach jeziora. W niedalekim 200-tysięcznym mieście Odawara na uwagę zasługuje otoczony parkiem zamek obronny.

 

Z Hakone nie zawsze udaje się jednak dostrzec Fudżi. Jeśli ktoś postawił sobie właśnie taki cel podróży po Japonii, polecam wybrać się nad jedno z pięciu jezior znajdujących się w pobliżu wulkanu, np. Yamanaka, Kawaguchi lub Motosu. Na sam szczyt można wejść kilkoma szlakami, a sezon wspinaczkowy wypada w lipcu i sierpniu. Zarówno Japończycy, jak i obcokrajowcy decydują się często na wędrówkę popołudniową i wieczorną, aby wyprawę zakończyć oglądaniem wschodu słońca. Osoby, które źle znoszą szybkie zmiany wysokości, powinny najpierw zaaklimatyzować się do takich warunków.

 

WYPRAWY PO HONSIU

 

Naszą bazą wypadową podczas pobytu w Japonii było Tokio. Odwiedziliśmy więc nowoczesną Jokohamę, gdzie wybraliśmy się na spacer po porcie i zajrzeliśmy do kolorowej chińskiej dzielnicy (Chinatown). Poza tym pojechaliśmy na niewielką wyspę Enoshima, na której czci się występującą w mitologii japońskiej buddyjską boginię urody, bogactwa i muzyki Benzaiten. W okolicy nad głowami przechodniów latają liczne kanie czarne. W tym rejonie warto zwiedzić także Kamakurę, miasto znane ze swoich świątyń (w tym Kōtoku-in z wielkim brązowym posągiem Buddy Nieograniczonego Światła – Daibutsu), które pełniło funkcję stolicy w okresie Kamakura (szogunatu Kamakura, przypadającego od 1185 do 1333 r.).

 

Nie mogliśmy też odmówić sobie podróży shinkansenem, japońskim superszybkim pociągiem. Jednym z nich pokonaliśmy część drogi do Nikkō, położonego ok. 140 km na północ od Tokio. Ludzie odwiedzają je najczęściej ze względu na trzy cenne kompleksy świątynne, z których najsłynniejszy jest zespół chramów szintoistycznych Tōshō-gū poświęcony Ieyasu Tokugawie (założycielowi dynastii szogunów Tokugawa, żyjącemu w latach 1543–1616). Aż 103 tutejsze obiekty sakralne i ich naturalne otoczenie wpisano w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Od stuleci stanowiły dla Japończyków święte miejsce, znane z prawdziwych arcydzieł architektury i sztuki zdobniczej. Na zwiedzanie zabytkowego sanktuarium Tōshō-gū trzeba przeznaczyć kilka godzin. Budowle robią bardzo duże wrażenie na oglądających ze względu na bogate zdobienia. Cały czas można odkrywać tu nowe płaskorzeźby. Przewodniki zwykle wspominają o trzech mądrych małpach umieszczonych nad drzwiami stajni, ale warto z uwagą przyglądać się każdej bramie i ścianie. W najwyższym punkcie Tōshō-gū znajduje się grobowiec Ieyasu Tokugawy. Wspina się do niego po schodach wśród olbrzymich drzew. Ciekawą atrakcję dla turystów stanowi wizyta w Yakushi-dō. Gdy opowiadający o świątyni mnich klaszcze w dłonie, dźwięk rezonuje i zgromadzonym wydaje się, że namalowany na suficie smok ryczy. Od 2007 r. w całym kompleksie prowadzone są prace renowacyjne, które potrwają do 2024 r. Musimy się więc liczyć z tym, że nie wszystkie obiekty bywają udostępnione do zwiedzania, a pewne z nich zasłaniają rusztowania. Niedaleko Nikkō leży poza tym urokliwe jezioro Chūzenji (11,62 km² powierzchni). Wypływająca z niego rzeka Daiya tworzy liczne wodospady, w tym malowniczy 97-metrowy Kegon. W okolicy znajdują się również źródła termalne, dlatego powstały tu onseny – japońskie publiczne kąpieliska z łaźniami i basenami. Cały region słynie z wyjątkowo pięknych krajobrazów. Jesienią Japończycy podziwiają w nim zabarwione na głęboką czerwień liście klonów. To zjawisko cieszy się podobnym zainteresowaniem co wiosenne kwitnienie drzew wiśniowych. W samym Nikkō przez rzekę Daiya przerzucono uroczy czerwony Święty Most (Shinkyō), należący do założonego w 767 r. chramu Futarasan (Futarasan jinja).

 

Także shinkansenem wyruszyliśmy z Tokio do Sendai, a stąd lokalnym pociągiem do miejscowości Matsushima sąsiadującej z archipelagiem o tej samej nazwie. Wznoszą się tutaj zabudowania Zuigan-ji – ważnej japońskiej świątyni zen (nurtu buddyzmu). Należą do niej też liczne jaskinie, w których składano prochy zmarłych. Archipelag Matsushima składa się z ok. 260 małych wysepek porośniętych sosnami. Z pobliskiej przystani odbijają statki zabierające turystów w rejs wokół nich. Na Fukuurę, gdzie znajduje się m.in. mały ogród botaniczny, prowadzi długi czerwony most. Z wybrzeża pieszo dostaniemy się również na niewielką Oshimę. Jeszcze niedawno takich drewnianych mostków było więcej, ale region ten bardzo ucierpiał w wyniku trzęsienia ziemi i tsunami w marcu 2011 r. Archipelag wygląda niezmiernie malowniczo zwłaszcza o zachodzie słońca.

 

Zabytkowe świątynie i sanktuaria w Nikkō

Nikko Toshogu Shrine1 2

© JNTO

 

HISTORIA DAWNIEJSZA I NOWSZA

 

Na Honsiu warto zatrzymać się także w położonej nad zatoką Osace. Stąd można zaplanować np. wycieczki do Kioto, nad Morze Wewnętrzne czy na wyspę Sikoku, a nawet Kiusiu. Tokio zostało niemal całkowicie zniszczone pod koniec II wojny światowej. Nocny nalot dywanowy z 9 na 10 marca 1945 r. wywołał wielki pożar. Dlatego zabudowa japońskiej metropolii jest dosyć nowa. Tego losu uniknęło Kioto. W tej dawnej stolicy Japonii i siedzibie cesarzy (od 794 do 1868 r.) spotkamy się z ogromnym zagęszczeniem zabytków. Jej zabytkowy zespół urbanistyczno-architektoniczny z wieloma pięknymi świątyniami, z Kinkaku-ji i Ryōan-ji na czele, wpisano w 1994 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Zarówno pierwsza, czyli Świątynia Złotego Pawilonu stojąca nad stawem w parku, jak i druga, z charakterystycznym kamiennym ogrodem do medytacji, przynależą do nurtu buddyzmu zen. Do najbardziej znanych miejsc w Kioto zaliczyć wypada na pewno sanktuarium zwane Fushimi Inari Taisha, do którego prowadzi 4-kilometrowa droga wyznaczona przez tysiące torii. Ponieważ trasa wiedzie w większości pod górę, trzeba założyć wygodne buty i wziąć ze sobą butelkę wody. Kompleks poświęcono japońskiemu bóstwu płodności, ryżu, herbaty, sake, rolnictwa, przemysłu, powodzenia i sukcesu Inari, przedstawianemu w różnych postaciach. Jego posłańcami są dobre białe lisy.

 

W mieście Himeji, leżącym ok. 120 km na południowy zachód od Kioto, warto natomiast zobaczyć piękną budowlę nazywaną Zamkiem Białej Czapli (Shirasagi-jō). To przykład japońskiej architektury obronnej. Jednak zabudowania zamkowe na Europejczykach robią wrażenie finezyjnych i delikatnych. Na zachodnim krańcu Honsiu, na wyspie Itsukushima (Miyajima) znajduje się z kolei Itsukushima Jinja. Imponująca brama tego szintoistycznego chramu stoi w wodach Morza Wewnętrznego. W czasie odpływu można podejść do niej po odkrytym piaszczystym dnie.

 

Osoby, które lubią zwiedzać mniej typowe miejsca, powinny wybrać się do Hiroszimy. To na to miasto 6 sierpnia 1945 r. Stany Zjednoczone zrzuciły bombę atomową. Hiroszimę odbudowano, a o samym wydarzeniu i ofiarach ataku przypomina kompleks parkowy z zachowanymi ruinami dawnego centrum wystawowego, obecnie zwanego Kopułą Bomby Atomowej. W pobliżu działa również Muzeum Pokoju, które utworzono w sierpniu 1955 r. Oprócz tego w mieście funkcjonuje warta uwagi sieć tramwajowa. Po szynach jeżdżą tu m.in. pojazdy produkowane w poprzednim stuleciu w Japonii, a nawet Europie. Tramwaje o numerach 651 i 652 jako jedyne przetrwały wybuch bomby atomowej i wciąż pozostają w użyciu.

 

Tak naprawdę nie ma idealnej instrukcji podróżowania. Każdy musi znaleźć swój sposób na zwiedzanie. Podczas wizyty w tak odmiennym od naszego kraju jak Japonia warto jednak paradoksalnie odstawić na bok wszystkie rzeczy, które o nim przeczytaliśmy bądź usłyszeliśmy. Choć nie da się z pewnością zapomnieć opinii i wrażeń innych ludzi, spróbujmy nie odtwarzać ich doświadczeń, a przeżyć własne. Na każde miejsce spójrzmy ze swojej perspektywy. Prawdopodobnie wtedy dużo łatwiej przyjdzie nam zrozumieć, że Japonia może być tym wszystkim, czym jest w oczach innych, a nawet czymś jeszcze odmiennym. Każdy punkt widzenia tworzy kolejny jej obraz. Ja tak właśnie zapamiętałam ten kraj i w taki sam sposób chcę go poznawać znowu, gdy zawitam do niego po raz kolejny.

 

Ponad 16-metrowa brama Itsukushima Jinja w portowym mieście Hatsukaichi

l 180895

© HIROSHIMA PREFECTURE/JNTO

 

 

Szmaragdowa Irlandia

ROBERT PAWEŁEK

 

Ta zielona wyspa potrafi zauroczyć nawet najbardziej wybrednych obieżyświatów. Wspaniałe ślady celtyckiej kultury sąsiadują na niej z pozostałościami po czasach wczesnochrześcijańskich. Nieodłączną częścią tutejszego krajobrazu rozległych równin i skalistych urwisk są tajemnicze dolmeny i kamienne rzeźbione krzyże. Możemy tu znaleźć fabrykę słynnego piwa Guinness i puby tętniące życiem do białego rana oraz zwiedzić Dublin pod rękę z bohaterem powieści Jamesa Joyce’a Ulisses. To właśnie osobliwe połączenie teraźniejszości z przeszłością oraz sympatyczni i otwarci mieszkańcy stanowią o uroku Irlandii.

FOT. TOURISM IRELAND

Po irlandzku nazwa tego europejskiego państwa brzmi Éire. Dziś zajmuje ono większą część drugiej pod względem wielkości wyspy archipelagu Wysp Brytyjskich, współdzieląc jej terytorium ze Zjednoczonym Królestwem Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. W godle państwowym na niebieskim tle znajduje się złota harfa Briana Śmiałego, króla panującego na tych ziemiach na początku XI w. Najpopularniejszym symbolem kraju jest jednak trójlistna koniczyna (ang. shamrock), którą Irlandczycy noszą przypiętą do ubrania w dniu swojego patrona św. Patryka, 17 marca.

Więcej…