WOJCIECH KUDER

 

<< Gdy kolorowo ubrani roześmiani tancerze poddają się rytmom radosnej muzyki przy aplauzie ulicznego tłumu, to znak, że rozpoczyna się karnawał. To święto hucznej zabawy i niczym nie skrępowanej radości stanowi okazję do udziału w wielobarwnych paradach i tajemniczych maskaradach, balach i głośnych fetach pełnych mocniejszych trunków, szampana, wina i śpiewu. Pora więc oddać się szaleństwu i ruszyć szlakiem najbardziej interesujących karnawałów na naszym globie! Już w lutym 2013 r. niemal cały świat będzie się bawić na słynnych, dorocznych imprezach. My polecamy szczególnie 10 z nich – od brazylijskiego Rio de Janeiro przez włoską Wenecję czy walońskie Binche aż do amerykańskiego Nowego Orleanu. >>

Karnawał (od łac. caro – mięso i vale – bądź zdrów, żegnaj, lub carnis privium, czyli uwolnienie się do mięsa) w tradycji chrześcijańskiej to czas poprzedzający nadejście Wielkiego Postu. Trwa zazwyczaj od święta Trzech Króli do środy popielcowej. Wiele ze znanych nam obecnie karnawałowych zwyczajów wywodzi się jednak z wcześniejszych kultów związanych z płodnością i uprawą ziemi, a sam ich początek wiąże się ze starożytnymi Dionizjami – greckimi uroczystościami na cześć boga wina Dionizosa. W języku polskim okres ten nazywano zapustami, a jego ostatnie trzy dni – ostatkami (tego słowa używa się zresztą do dziś). Co ciekawe, staropolszczyzna przyswoiła sobie nawet kalkę łacińskiego pierwowzoru i ochrzciła karnawał mianem mięsopustu.

 

Chyba nikogo nie dziwi fakt, że karnawałowe szaleństwo cieszy się od wieków olbrzymią popularnością niemal na całym świecie. W niektórych miejscach na ziemi to wręcz okazja do organizowania wielkich imprez dla setek tysięcy, a nawet milionów osób. Warto przyjrzeć się bliżej temu, jak bawią się w tym czasie mieszkańcy różnych krajów. Być może zachęci Was to, Drodzy Czytelnicy, aby do nich dołączyć i balować w lutym 2013 r. razem z Brazylijczykami, Kolumbijczykami, Boliwijczykami, Włochami, Walonami czy Kanaryjczykami...

 

Rio de Janeiro

O słynnym karnawale w 6,5-milionowym Rio de Janeiro (Cidade Maravilhosa, czyli „Cudownym Mieście”) mówi się, że jest największym festynem świata. Nie ma w tym nic dziwnego, wszak co roku na 4 dni przed środą popielcową do tej drugiej pod względem wielkości brazylijskiej metropolii (po São Paulo) ściągają setki tysięcy (ponad 1,1 mln w 2012 r.) turystów z całego globu, aby bawić się wspólnie z cariocas (mieszkańcami Rio)i podziwiać niezmiernie barwne parady. A jest tu na co popatrzeć! Kolorowe pióra, błyszczące cekiny oraz piękne kobiety tańczące zalotnie w rytm głośnej muzyki to nieodłączny element tej porywającej zabawy. Czas świętowania rozpoczyna wręczenie kluczy do miasta Królowi Karnawału (Rei Momo). Jak nakazuje tradycja, na miejscowym Sambodromie (Sambódromo da Marquês de Sapucaí) prezentuje się 12 najlepszych szkół samby. Można tu zobaczyć m.in. potężne dekoracje w kształcie smoków i wszelkich innych stworzeń oraz niezwykłe, ogromne pojazdy (carros alegóricos). Jednak, jak łatwo się domyślić, główną rolę odgrywają w tym spektaklu tancerze, którzy przygotowują specjalną sambę karnawałową(enredo). Karnawał w Rio de Janeiro to najważniejsze wydarzenie w życiu jego mieszkańców, szczególnie tych pochodzących z najbiedniejszych dzielnic (faveli). Raz do roku mogą się oni poczuć niczym prawdziwi królowie, na których patrzy z podziwem niemal cały świat.

 

Barranquilla

Kolumbia słynie z doskonałej kawy, wyśmienitego rumu, wspaniałych szmaragdów i pięknych kobiet. Pochodzą stąd m.in. laureat Literackiej Nagrody Nobla z 1982 r. Gabriel García Márquez i znana ze światowych list przebojów piosenkarka Shakira. W 1,5-milionowym kolumbijskim mieście Barranquilla, położonym na wybrzeżu Morza Karaibskiego, odbywa się trzeci co do wielkości karnawał na świecie (zaraz po Rio de Janeiro i Salvador da Bahia), który każdego roku na 4 doby zamienia nadbrzeża miejscowej rzeki Magdaleny w królestwo gorących rytmów (na czele z cumbią) i scenę spektakularnych widowisk. Carnaval de Barranquilla został ogłoszony w 2002 r. przez Senat Republiki Kolumbii Dziedzictwem Kulturalnym Narodu (Patrimonio Cultural de la Nación), a 6 lat później UNESCO wpisało go na prestiżową Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości. Jak przystało na typowe miasto portowe i latynoamerykańskie, obecne są tu wpływy różnych kultur, które widać najlepiej podczas tych kilku dni poprzedzających Wielki Post. Ubrani w kolorowe stroje uczestnicy fiesty wykonują tańce z wielu zakątków świata – pochodzący z Hiszpanii paloteo, afrykański congo czy popularny w gronie potomków rdzennych mieszkańców tych ziem micos y micas. Wśród barwnych kostiumów i masek uwagę turystów przyciąga ubrany w czapkę z dzwonkami i wyposażony w laskę klauna farsowy król Momo (Rey Momo), który kieruje całą zabawą. Ta tradycja przywędrowała do brzegów Ameryki Południowej z Europy. Uwielbiana przez wszystkich postać, której pierwowzorem był bożek żartów i kpin, wywodzi się z mitologii greckiej (Momos) i rzymskiej (Momus). Do Kolumbii przybyła wraz z hiszpańskimi kolonizatorami. Niepowtarzalny karnawał w Barranquilli, rodzinnym mieście słynnej Shakiry, łączy we wspaniały sposób trzy kultury – europejską, afrykańską i indiańską. Według danych jego organizatorów (Fundación Carnaval de Barranquilla) w 2012 r. wzięło w nim udział łącznie ponad 1,5 mln osób.

FOT. PROEXPORT COLOMBIA

Karnawał w Barranquilli to ok. 500 grup folklorystycznych

 

Oruro

Położone wysoko w Andach (ok. 3700 m n.p.m.) 250-tysięczne Oruro, nazywane „stolicą folklorystyczną Boliwii”, słynie z widowiska nie z tej ziemi, którego początki sięgają XVIII w. Ku czci Matki Bożej Gromnicznej (Virgen de la Candelaria del Socavón), patronki tutejszych górników i samego miasta, każdego roku w ostatnią sobotę karnawałowych zabaw dziesiątki tysięcy tancerzy przebranych w długie płaszcze i demoniczne maski tańczą tu słynną diabladę, czyli taniec uosabiający według chrześcijańskiej interpretacji odwieczną walkę dobra ze złem. Jednak przebrani w diaboliczne stroje uczestnicy parady zgodnie z dawnymi wierzeniami symbolizują boga Supaya – czczonego przez Inków władcę podziemia. Nasycony religijną symboliką karnawał w Oruro fascynuje przybyszów z Europy. Poświęcenie, zaangażowanie i pasja, z jakimi oddają się tej tradycji lokalni mieszkańcy, a także wyjątkowa wartość kulturowa tego zjawiska spowodowały, że zostało ono wpisane w 2008 r. na elitarną Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. 

 

Rijeka

Chorwaci słyną z gorącego temperamentu i zamiłowania do dobrej zabawy. Najlepszą okazją, aby przekonać się o tym na własne oczy, jest karnawał w 130-tysięcznej Rijece w północno-zachodniej części kraju, gdzie nad lazurowymi wodami Adriatyku co roku odbywa się prawdziwa bałkańska feta. W tych dniach na miejskich placach, wąskich, kamiennych uliczkach i nadmorskiej promenadzie króluje taniec i rakija, a wszyscy zapominają o troskach i problemach dnia codziennego. Można tu spotkać w tym czasie m.in. Węgrów i Rosjan, Polaków, Czechów i Amerykanów w każdym wieku, którzy wraz z mieszkańcami Chorwacji radośnie wznoszą kolejne toasty w ulicznym zgiełku. Nie istnieją żadne zasady dotyczące obowiązujących kostiumów, dlatego nikogo nie dziwi widok bawiących się razem starożytnych Rzymian, diabłów i diablic, Szkotów w kraciastych kiltach, Indian w pióropuszach, groźnych Tatarów, Stalina, Hitlera czy Margaret Thatcher, a nawet bohaterki popularnej bajki dla dzieci Pszczółki Mai. Kulminacyjnym punktem karnawału jest głośny pochód otwierany uroczyście przez ciężarówkę z ogromnym kotłem, pod którym bucha ogień. Jak na Bałkany przystało, zabawa z czasem zmienia się w pełną radości z życia biesiadę. Obcy ludzie częstują się nawzajem alkoholem, dochodzi do przyjacielskiej wymiany strojów, a w lokalnych klubach i dyskotekach muzyka gra do białego rana.

FOT. RIJECKI-KARNEVAL.HR 

Karnawał w Rijece uchodzi za jeden z największych w Europie

 

Wenecja

Karnawał w Wenecji uchodzi za największą uliczną zabawę w całej Europie. Początkowo jego celem było zamazywanie różnic pomiędzy biednymi i bogatymi mieszkańcami Republiki Weneckiej. W trakcie tego unikatowego święta na placu przed Bazyliką św. Marka i dalej w zamglonych zaułkach 270-tysięcznego miasta panuje atmosfera anonimowości i tajemniczości, a wszystko to za sprawą noszonych przez jego uczestników tradycyjnych masek – dzięki nim każdy może pozostać incognito. Wyjątkowy nastrój współtworzą też aktorzy spektakli, mimowie, muzycy i kuglarze. W ramach karnawałowego maratonu teatralnego występują znane miejscowe teatry operowe, np. Gran Teatro La Fenice. Podczas hucznego balu na Placu św. Marka zobaczymy paradę prezentującą wytworne XVII- i XVIII-wieczne stroje. Ważny element karnawału w Wenecji stanowi również rozpoczynający go tzw. Lot Anioła (Volo dell'Angelo), czyli widowisko nawiązujące do zapierających dech w piersiach popisów dawnych weneckich akrobatów, którzy zjeżdżając na linie z dzwonnicy Bazyliki św. Marka, dawali świadectwo swej odwagi. Dziś zwyczaj ten jest nadal żywy i co roku podobnego wyczynu dokonują znani mieszkańcy miasta i światowej sławy gwiazdy. Zaszczytu wystąpienia w tej roli dostępują zarówno kobiety, jak i mężczyźni, a wśród tych, którzy już zainaugurowali wenecki festiwal można wymienić m.in. słynną włoską pływaczkę Federicę Pellegrini i amerykańskiego rapera Coolio.

 

Binche

Mogłoby się wydawać, że karnawałowe szaleństwo to zjawisko charakterystyczne tylko dla krajów południowej Europy lub Ameryki Łacińskiej. Jednak gdy poranny przymrozek przykrywa srebrnym szronem rozległe plantacje chmielu i jęczmienia, a ciepły szalik staje się nieodłącznym elementem ubioru, mieszkańcy średniowiecznego walońskiego Binche (nieopodal zabytkowego Mons, Europejskiej Stolicy Kultury w 2015 r.) w Belgii wychodzą na ulicę, aby udowodnić, że również w ich żyłach płynie gorąca krew. Jak mówi jedna z teorii, karnawał w tym 35-tysięcznym mieście położonym na południe od Brukseli sięga swą historią aż do XVI w., kiedy to ówczesna namiestniczka Niderlandów Maria Habsburżanka (1505–1558) zorganizowała pierwszą barwną procesję z udziałem Inków przywiedzionych z Nowego Świata. Dziś każdego roku świętuje się tutaj przez 3 ostatnie dni przed środą popielcową. Zabawa rozpoczyna się w niedzielę, kiedy to na ulicach miasta można zobaczyć Mam’selles, mężczyzn przebranych w ekstrawaganckie kobiece stroje. Kulminacyjny punkt uroczystości stanowi Mardi Gras (Tłusty Wtorek). Pojawiają się wówczas słynni Gilles, czyli chłopcy i mężczyźni z Binche ubrani w charakterystyczne stroje w barwach belgijskiej flagi, z pokrytymi woskiem maskami z zielonymi okularami oraz w drewnianych chodakach na nogach. Zbierają się oni przed Ratuszem, aby w końcu wyruszyć na Wielki Plac (Grand-Place), odsłonić twarze, włożyć na głowę białe pióropusze i zacząć obrzucać widzów pomarańczami. Warto podkreślić, że widowiskowy karnawał w Binche został wpisany w 2008 r. na prestiżową Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

Również w położonym po sąsiedzku 80-tysięcznym La Louvière obchodzi się od XIX stulecia huczny karnawał, nazywany tutaj Laetare (dosłownie „raduj się”, od łac. laetor – radować się, cieszyć się). Trwa on także 3 dni, od niedzieli do wtorku, ale ma miejsce w połowie Wielkiego Postu. Słynie z niebywałych kostiumów, które na tę okazję przygotowują tutejsi Walonowie.

FOT. OPT/ALEX KOUPRIANOFF

Gilles w Binche podczas Mardi Gras

 

Kolonia

Mieszkańcy ponad 1-milionowej Kolonii w Niemczech tak bardzo pokochali zwyczaj hucznego imprezowania w okresie poprzedzającym Wielki Post, że nazwali swój lokalny karnawał „piątą porą roku” (Fünfte Jahreszeit). Rozpoczyna się ona oficjalnie już 11 listopada o godz. 11.11, kiedy to ogłasza się początek nowego sezonu karnawałowego, i trwa aż do środy popielcowej. Pełna jest niezwykłych, charakterystycznych tylko dla tego miejsca obrzędów. Olbrzymią rolę odgrywają w nich tutejsze kobiety, które zgodnie ze starym zwyczajem, w ostatni wtorek karnawału (Weiberfastnacht) szturmują miejski ratusz, aby odebrać klucze do miasta, a następnie uzbrojone w nożyce obcinają mężczyznom krawaty! Jak na Niemcy przystało, zabawie towarzyszy głośna parada, tańce i lejące się strumieniami piwo. Kolończycy tak poważnie traktują przygotowania do corocznej fety, że zrzeszają się w specjalne towarzystwa karnawałowe i już od 11 listopada zbierają się regularnie na spotkaniach, które czasem same stanowią przedsmak szalonej zabawy… Na początek powszechnego karnawału muszą jednak czekać do 6 stycznia, czyli do święta Trzech Króli.

FOT. NIEMIECKA CENTRALA TURYSTYKI 

W Kolonii odbywa się największy karnawał w Niemczech

 

Teneryfa

Nazywana „wyspą wiecznej wiosny” Teneryfa znana jest z niezmiernie przyjaznego klimatu, wybornej kuchni opartej na świeżych rybach i owocach morza oraz zapierających dech w piersiach widoków. Polscy turyści przybywający do tego rajskiego zakątka świata zimą mają dodatkowo okazję przekonać się o jego cudownie roztańczonej duszy. Dostrzeżemy ją najlepiej podczas tutejszego szalonego karnawału (Carnaval de Santa Cruz de Tenerife). Wielka zabawa, na którą miejscowi szykują się przez cały rok, rozpoczyna się w 220-tysięcznej stolicy wyspy Santa Cruz de Tenerife i powoli, niczym lawa z pobliskiego wulkanu Teide, rozprzestrzenia się po rozsianych wokół nadmorskich miastach i górskich osadach. Karnawał na Teneryfie trwa chyba najdłużej na świecie, bowiem huczne uroczystości zaczynają się już pod koniec stycznia, a kończą tuż przed Wielkim Postem. Słynie on nie tylko z ulicznych tańców, ale i fantazyjnych pojazdów (carrozas), które biorą udział w paradach, oraz szalonych strojów z połyskujących materiałów, strusich piór, sztucznych pereł i wielobarwnych kryształów. W tym czasie w Santa Cruz zamykane są szkoły i urzędy, a zakupy można robić tylko w godzinach popołudniowych. Poza obserwowaniem głośnych korowodów i udziałem w ulicznych tańcach największą atrakcję stanowią wybory królowej karnawału (Reina del Carnaval) i widowiskowy… pogrzeb sardynki (entierro de la sardina), na który, jak nakazuje tradycja, trzeba wybrać się w odpowiednim na tę okazję żałobnym stroju.

 

Salvador da Bahia

Takiej eksplozji radości nie doświadczy się nigdzie indziej na świecie! Salvador da Bahia, zabytkowa pierwsza stolica kolonialnej Brazylii (od 1549 do 1763 r.), ze względu na widoczne wpływy afrykańskie nazywana Roma Negra („Czarnym Rzymem”), przyciągnęła w 2012 r. aż ponad 600 tys. turystów spragnionych szalonej zabawy podczas tutejszego karnawału, którego światła widać nawet z kosmosu. W czasie tego 6-dniowego święta nie brak pięknych tancerek poruszających się w rytm gorącej samby, żonglerów, klaunów oraz przyjacielskiego tłumu turystów krążącego traktami komunikacyjnymi (25 km ulic wzdłuż promenady nadbrzeżnej oraz w centrum miasta zamyka się na potrzeby głównego pochodu). Jedną z największych miejscowych atrakcji jest korowód ciężarówek (trios eléctricos), na których grają dziesiątki zespołów muzycznych reprezentujących najróżniejsze style, techniki i obecne w tej części świata grupy etniczne. Spontaniczna zabawa trwa dzień i noc, bez żadnej przerwy. Uczestnicy karnawału (w 2012 r. było ich ok. 2 mln!), którym na ten czas burmistrz tego trzeciego co do wielkości miasta Brazylii (ponad 2,7 mln mieszkańców), nazywanego słusznie Capital da Alegria, czyli „Stolicą Radości”, wręcza klucze do Salvadoru, mają wtedy specjalne prawa.

 

Nowy Orlean

Amerykanie wiedzą, co znaczy beztroska zabawa, o czym najlepiej można się przekonać, odwiedzając Nowy Orlean w trakcie miejscowego karnawału, którego ostatni dzień zwie się Mardi Gras (z franc. Tłusty Wtorek). Tradycja ta przywędrowała do tego największego miasta w stanie Luizjana (na południu Stanów Zjednoczonych) wprost z Paryża, a wraz z nią zawitała moda na organizowanie hucznych imprez i tajemniczych balów maskowych. Nowoorleański karnawał jest jedyny w swoim rodzaju. Składa się z kilku osobnych parad, które organizują krewes, czyli specjalne towarzystwa reprezentujące poszczególne dzielnice miasta. Unikalną tradycję stanowią tutaj podarunki rzucane z platform w stronę rozentuzjazmowanego tłumu imprezowiczów. Są to najczęściej niewielkie drobiazgi, np. kolorowe koraliki, maskotki czy też monety ozdobione symbolami szkół organizujących pochody. Niektóre parady w Nowym Orleanie wręcz emanują erotyzmem, skupiając tysiące roznegliżowanych osób dających wyraz swej tolerancji i wyznawanej wolności seksualnej. Nie brak też akcentów kulinarnych charakterystycznych dla tego regionu. Głodne tłumy z zachwytem zajadają się potrawami kuchni kreolskiej opartej na owocach morza i mieszance aromatycznych przypraw. Największym przysmakiem karnawałowym jest królewskie ciasto przyozdobione lukrem w kolorach fioletowym (symbol sprawiedliwości), zielonym (symbol wiary) i złotym (symbol władzy). W jego wnętrzu ukrywa się plastikową figurkę, której znalezienie zgodnie z tutejszym zwyczajem zobowiązuje daną osobę do zorganizowania przyjęcia...

 

Artykuły wybrane losowo

Brazylijska Ceará – radosna ziemia światła

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Ten północno-wschodni stan Brazylii zapewnia turystom całą paletę barw, malownicze, dziewicze krajobrazy i mnóstwo możliwości wypoczynku. Jego rajskie plaże oblewane spokojnymi i płytkimi wodami stanowią doskonałe miejsce do kąpieli, a tutejsze silne, stałe wiatry przyciągają miłośników wind- i kitesurfingu. Cumbuco, Taíba, Flecheiras, Baleia, Jericoacoara, Paracuru, Porto das Dunas, Morro Branco, Praia das Fontes, Canoa Quebrada, Ponta Grossa czy Redonda oferują różnego rodzaju atrakcje – od największego aquaparku w Ameryce Łacińskiej do cichych i uroczych wiosek rybackich. Znajdziemy tu szeroki wybór zakwaterowania, m.in. luksusowe ośrodki wypoczynkowe albo czarujące pensjonaty, czyli modne w Brazylii „pousadas”. Smakoszy zachwycą miejscowe świeże ryby i owoce morza. Ceará znana jest jako „Terra da Luz” – „Ziemia Światła”. Zawdzięcza to dużej liczbie słonecznych dni w roku, a także temu, że była pierwszym stanem w federacji brazylijskiej, który zniósł niewolnictwo, cztery lata przed słynną „Lei Áurea” –  „Złotą Ustawą” z 1888 r. Dzisiaj ta radosna ziemia pełna światła stanowi jeden z najpiękniejszych rejonów Brazylii, gdzie odkryjemy nietknięte ręką człowieka cuda natury, niepowtarzalne krajobrazy oraz poznamy niezmiernie sympatycznych, przyjaznych i gościnnych ludzi.

 FOT. DIVULGACAO/SECRETARIA DO TURISMO DO CEARA

Ceará ma powierzchnię niemal 150 tys. km², czyli ok. 60 proc. większą niż Portugalia! Na jej terytorium żyje obecnie 8,5 mln mieszkańców. Stolicą tego stanu i jednocześnie największym miastem jest Fortaleza. W tym rejonie Brazylii znajduje się największy park wodny w Ameryce Łacińskiej – Beach Park na plaży Porto das Dunas. Ten olbrzymi kompleks turystyczny zajmujący łącznie 30 km², z czego na aquapark przypada 13, odwiedza każdego roku ok. 1 mln osób. W Cearze wznosi się również czwarty pod względem wielkości stadion piłkarski w kraju – świeżo przebudowany Estádio Governador Plácido Castelo, bardziej znany pod nazwą Castelão, który może pomieścić 67 037 widzów. Ten brazylijski stan słynie jednak przede wszystkim ze swojego pięknego wybrzeża i dużej religijności miejscowej ludności. Jeden z jego głównych symboli stanowi jangada – tradycyjna jednomasztowa łódź żaglowa wykonana z drewna używana od wieków przez rybaków z północno-wschodniej Brazylii. Na terenie Ceary znajduje się pokaźna część brazylijskiej caatingi (katingi, sawanny kolczastej) – unikatowej w skali świata formacji roślinnej, która obejmuje w sumie aż 850 tys. km² obszaru kraju.

Więcej…

Z wizytą na południu Francji

 20159095

Modny kurort Saint-Tropez, widok z XVII-wiecznej cytadeli

© ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA

 

ALEKSANDRA ŚWISTOW

www.pojechana.pl

                               

Francja kojarzy się wielu osobom głównie z winem i serami (wszak Francuzi sami się chwalą, że mają inny gatunek sera na każdy dzień roku, choć w rzeczywistości istnieje ich jeszcze więcej). Co ciekawe, ten kraj wciąż nie należy do tych najchętniej wybieranych przez Polaków na cel podróży. Wyjątek stanowi – oczywiście – Paryż, europejska stolica miłości, mody, kultury i wykwintnej kuchni, która cieszy się niezmiennie ogromną popularnością. Jednak we Francji jest znacznie więcej do zobaczenia niż tylko słynne miasto zakochanych.

 

20097929

Abbaye Notre-Dame de Sénanque otoczone polami kwitnącej lawendy

© ATOUT FRANCE/EMMANUEL VALENTIN

 

Gdy przychodzą pierwsze przymrozki zwiastujące zimę, wielu miłośników szaleństw na białym puchu zaczyna planować wyjazd na ośnieżone francuskie stoki Alp. Chamonix-Mont-Blanc z widokiem na najwyższy szczyt Europy czy region narciarski Trzy Doliny (Les Trois Vallées) to doskonały wybór na pierwsze rendez-vous z południem Francji. Warto rozwijać tę znajomość, gdyż ta część kraju naprawdę potrafi zauroczyć.

 

Do najciekawszych rejonów należą tutaj Alpy, Prowansja, Lazurowe Wybrzeże czy Oksytania. Właśnie je chciałabym tym razem Wam przybliżyć, drodzy Czytelnicy magazynu All Inclusive. Południe Francji można odwiedzić o każdej porze roku, bo zawsze prezentuje się niezmiernie atrakcyjnie.

 

 20101026163213-90eea71b

Katedra i górująca nad nią bazylika w Lyonie

© GALERIE LYON FRANCE/JULIA BIDAULT

 

WIDOK NA SZCZYTY

 

Najbardziej rozpoznawalną górą francuskich Alp jest Mont Blanc (4808,72 m n.p.m.). Wznosi się ona na granicy z Włochami, ale jej najwyższy wierzchołek znajduje się właśnie na terytorium Francji (przynajmniej tak twierdzą źródła francuskie). Śmiałkowie pragnący zdobyć ten najwyższy szczyt Europy zjeżdżają do położonej u jego podnóży urokliwej miejscowości Chamonix-Mont-Blanc przez cały rok. Nie trzeba być jednak znakomitym alpinistą, żeby przybyć w te strony i podziwiać słynny ośnieżony masyw. Z centrum miasteczka w 20 min. wjedziemy kolejką linową na szczyt Aiguille du Midi (3842 m n.p.m.), oddalony zaledwie 8 km od Mont Blanc, który widać stąd jak na dłoni. Można tu wystawić na próbę swoje nerwy i stanąć na szklanej platformie nad przepaścią oraz zjechać na nartach lub snowboardzie jedną z najpiękniejszych tras w Europie (a według niektórych osób nawet na świecie), wijącą się przez 20 km w Białej Dolinie (Vallée Blanche). Zbocza masywu najwyższej góry Alp pokrywają liczne lodowce. Największy z nich, Morze Lodu (Mer de Glace), ma ok. 7 km długości! Pod jego południowy kraniec, do stacji Montenvers (1913 m n.p.m.) od niemal 110 lat jeździ z Chamonix-Mont-Blanc kolej zębata (Chemin de fer du Montenvers). Tuż obok znajduje się wejście do jednej z lokalnych atrakcji – wykutej w Mer de Glace jaskini z lodowymi rzeźbami i korytarzami.

 

Jednak prawdziwą gratką dla miłośników białego szaleństwa jest we Francji obszar Trzy Doliny (Les Trois Vallées), położony w Sabaudii. Zajmuje pierwsze miejsce na świecie pod względem łącznej długości tras dostępnych bez zdejmowania nart (według lokalnych wyliczeń wynosi ona ok. 600 km). Znajduje się tu również leżąca najwyżej w Europie stacja narciarska (Val Thorens – 2300 m n.p.m.). To właśnie dzięki usytuowaniu na dużej wysokości w okolicy najważniejszych stacji Trzech Dolin (są to Courchevel, Orelle, La Tania, Méribel, Les Menuires, Saint-Martin-de-Belleville i Brides-les-Bains) można korzystać z doskonałych warunków od połowy grudnia do końca kwietnia. W rejonie Val Thorens zdecydowana większość tras jest położona powyżej 2000 m n.p.m., a osiem przełęczy i szczytów – powyżej 3000 m n.p.m., dlatego poszusujemy tutaj nawet od połowy listopada do pierwszych dni maja. Co ważne, tereny narciarskie Les Trois Vallées są dostosowane do różnych poziomów zaawansowania. Początkujący narciarze mają duży wybór oślich łączek i łatwych stoków. Liczne szerokie, dobrze przygotowane trasy zadowolą średnio zaawansowanych. Najbardziej wymagający mogą spróbować swoich sił na trasach czarnych, wśród których największą sławą cieszy się Combe de Caron, rozpoczynająca się na wysokości 3200 m n.p.m. i zachwycająca wspaniałymi widokami.

 

Francuskie Alpy to jednak nie tylko kurorty narciarskie. Znajduje się tu także mnóstwo szlaków trekkingowych, poza tym panują świetne warunki do uprawiania wspinaczki, paralotniarstwa, speleologii, kanioningu, wędkarstwa, kolarstwa i jazdy konnej w malowniczych parkach krajobrazowych, takich jak Naturalny Park Regionalny Masywu Bauges (Parc naturel régional du Massif des Bauges), mający status geoparku UNESCO. Oprócz tego region urozmaicają przepiękne jeziora polodowcowe. Są idealne na wyprawy kajakowe i rejsy łodzią żaglową, można na nich uprawiać wakeboarding, kitesurfing i inne sporty wodne. Jednym z najczystszych w Europie jest jezioro Annecy (o powierzchni ponad 27,5 km2 i głębokości sięgającej miejscami nawet 82 m). W jego turkusowej wodzie odbijają się górskie szczyty, w tym Tournette (2351 m n.p.m.). Na północnym krańcu jeziora znajduje się urokliwe górskie miasto, które również zwie się Annecy. Ze względu na przepiękne centrum poprzecinane kanałami bywa ono nazywane alpejską Wenecją. Koniecznie należy w nim wejść do jednej z restauracji, aby spróbować lokalnych przysmaków: fondue, czyli sera roztopionego w białym winie, tartiflette – ziemniaków zapiekanych z boczkiem i alpejskim serem reblochon oraz opiekanych plastrów sera raclette podawanych z gotowanymi ziemniakami, szynką parmeńską, korniszonami i marynowanymi grzybami.

 

W regionie Rodan-Alpy znajduje się też ponad 500-tysięczny Lyon, położony malowniczo nad Rodanem i Saoną. To jedno z najstarszych miast we Francji (założone przez Rzymian w 43 r. p.n.e. jako Lugdunum) szczyci się rozległym historycznym centrum, wpisanym w 1998 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Trzeba tu zdecydowanie zwiedzić romańsko-gotycką Katedrę św. Jana Chrzciciela, zobaczyć panoramę Lyonu rozpościerającą się ze schodów XIX-wiecznej Bazyliki Najświętszej Marii Panny z Fourvière, zgubić się w labiryntach przejść zwanych traboules i przespacerować po placu Terreaux (Place des Terreaux), na którym szczególną uwagę warto zwrócić na budynek Ratusza (Hôtel de Ville de Lyon). Miłośnicy nowoczesnej architektury muszą koniecznie odwiedzić powstałą na terenach poprzemysłowych dzielnicę La Confluence, a osoby lubiące sztukę – liczne galerie na ulicy Burdeau (rue Burdeau). W mieście spodoba się również amatorom wykwintnych kulinariów: znajduje się w nim sześć restauracji słynnego francuskiego szefa kuchni Paula Bocuse’a („Le Nord”, „Le Sud”, „L’Est”, L’Quest”, „Marguerite” i „Argenson”). Ci, którzy preferują tradycyjne dania, powinni zajrzeć do „Café Comptoir Abel” (lokalu gastronomicznego typu bouchon). Po zaspokojeniu głodu najlepiej wybrać się na drinka na jedną z barek zacumowanych wzdłuż brzegu Rodanu lub do baru „L’Antiquaire”, gdzie pracują najlepsi barmani we Francji.

 

SIELSKA KRAINA LAWENDY

 

Chociaż Alpy dochodzą aż do wybrzeża Morza Liguryjskiego, to nie z nimi kojarzy się Prowansja, a z ciągnącymi się po horyzont polami lawendy, winnicami i gajami oliwnymi, przytulnymi kamiennymi miasteczkami, w których wąskich uliczkach aż chce się zgubić, pachnącą ziołami kuchnią i pełnymi wrzawy targowiskami ze świeżymi warzywami, winami, wędlinami, serami, chrupiącymi wypiekami i wyrobami lokalnego rękodzieła artystycznego. Na tych ostatnich można spróbować pieczywa fougasse z rozmarynem, oliwek po prowansalsku i słynnego koziego sera z Banon owiniętego w liście kasztanowca, kupić pachnące lawendą mydła, białe naczynia ceramiczne w tradycyjne prowansalskie wzory i oliwę z Les Baux-de-Provence. Po udanych zakupach warto napić się szklaneczki anyżowego likieru pastis i wyruszyć na zwiedzanie niezmiernie urokliwej Prowansji.

 

Tutejsze miasteczka łączy sielankowa atmosfera niespiesznego celebrowania prostej codzienności. W każdym z nich czekają nas inne widoki i atrakcje. Nad miejscowością Sisteron, zwaną Bramą Prowansji, góruje monumentalna skała o spiczastych graniach (Rocher de la Baume), w którą wrosła okazała Cytadela Sisteron (Citadelle de Sisteron). W Orange, tzw. Mieście Książąt, można podziwiać doskonale zachowane pozostałości świetności imperium rzymskiego: Łuk Triumfalny z czasów panowania cesarza Oktawiana Augusta (27 r. p.n.e.–14 r. n.e.) i starożytny teatr z wykutą w zboczu wzgórza widownią na ponad 9 tys. osób. Roussillon to spokojne miasteczko w kolorze ochry położone na rdzawych wzniesieniach, których ziemia bogata jest w związki żelaza.

 

W leżącym nad Rodanem Arles, w charakterystycznym Żółtym Domu mieszkał i tworzył urzeczony prowansalskimi krajobrazami malarz Vincent van Gogh. To tu namalował swoje najsłynniejsze dzieła i stracił ucho. Nie jest to jedyna gratka dla wielbicieli sztuki w tym uroczym mieście – jak mówi legenda, na tutejszym cmentarzu Alyscamps spoczywa główny bohater Pieśni o Rolandzie, a sama nekropolia została opisana przez Dantego Alighieri w Boskiej komedii. W Arles znajdują się też ruiny antycznego teatru i doskonale zachowana rzymskaarena (Arènes d’Arles) wybudowana między 80 a 90 r., na której niegdyś odbywały się walki gladiatorów i wyścigi rydwanów oglądane przez nawet 25 tys. widzów, a dziś organizowane są walki byków. Za nie lada atrakcję okolicy uchodzi miasteczko L’Isle-sur-la-Sorgue zbudowane na wyspach i zwane prowansalską Wenecją, a słynące z handlu antykami. W pierwszą niedzielę sierpnia odbywa się tu coroczny pływający targ, podczas którego rzeka i kanały zapełniają się łódkami ze świeżymi warzywami i owocami, miodem lawendowym i innymi specjałami.

 

Podczas wizyty w Prowansji nie wolno ominąć Awinionu, dawnej siedziby papieży (w latach 1309–1377). Tutejszy Pałac Papieski (Palais des Papes) stojący w centrum otoczonej wysokimi murami historycznej części miasta to jedna z największych gotyckich budowli Europy. Kolejnym symbolem Awinionu i słynną atrakcją turystyczną jest częściowo zachowany XII-wieczny most św. Benedykta (pont Saint-Bénézet, znany również jako pont d’Avignon – most Awinioński), który podziwiać można np. z ogrodów papieskich. Zawsze pełne turystów miasto nabiera szczególnego charakteru w lipcu, kiedy odbywa się teatralny Festival d’Avignon, należący do najważniejszych wydarzeń tego rodzaju na świecie.

 

W tym rejonie Francji wartoteżodwiedzić zbudowaną na tarasach wykutych w wapiennej skale miejscowość Gordes z potężnym renesansowym zamkiem. Jednak to nie XVI-wieczna budowla stanowi tu największą atrakcję. Turystów przyciąga amfiteatralne położenie Gordes i zabudowa z jasnego kamienia, a także brukowane uliczki zachęcające do spacerów oraz fakt, że niedaleko leży najbardziej znany symbol Prowansji – Abbaye Notre-Dame de Sénanque, czyli założone w 1148 r. opactwo cysterskie otoczone polami lawendy.

 

Kolejnym słynnym kamiennym miasteczkiem położonym malowniczo na prowansalskich wzgórzach jest Bonnieux z przepięknymi rezydencjami z XVI, XVII i XVIII stulecia. Roztacza się stąd wspaniały widok na okolicę – dostrzec można Gordes, Roussillon i Mont Ventoux (1911 m n.p.m.), wietrzną górę, na której już 10 razy kończyły się etapy Tour de France. Choć wieją tu silne, nieprzyjemne wiatry (ich prędkość na szczycie często dochodzi do 100 km/godz., a notowano nawet wartości powyżej 300 km/godz.), warto się wybrać na Mont Ventoux, bo należy do tych niewielu miejsc, z których przy dobrej widoczności da się zobaczyć jednocześnie Morze Śródziemne, Alpy i Pireneje.

 

WYBRZEŻE SKĄPANE SŁOŃCEM

 

Kojarzoną głównie z palmami, złotym piaskiem i luksusem Riwierę Francuską co roku odwiedza ponad 10 mln turystów. Senne miasteczka sąsiadują na niej z głośnymi kurortami, pełne przepychu wydarzenia filmowe odbywają się koło wprawiających w zadumę nad uciekającym czasem wystaw w galeriach sztuki i muzeach. Trekkingowe ścieżki prowadzą na punkty widokowe, z których z jednej strony podziwiać można zapraszające do wypoczynku plaże, z drugiej – ośnieżone alpejskie szczyty. Na przystaniach luksusowych jachtów słychać echa gwaru lokalnych bazarów, szampan leje się na zmianę z wodą sodową. Na Côte d’Azur każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie.

 

Stolicą Lazurowego Wybrzeża okrzyknięto położoną nad Zatoką Aniołów 350-tysięczną Niceę, gdzie słońce świeci 320 dni w roku. Symbolem miasta jest nadmorska Promenada Anglików (Promenade des Anglais), wzdłuż której ciągnie się kamienista plaża. Koniecznie należy w nim odwiedzić Muzeum Masséna(Musée Masséna), funkcjonujące w zabytkowej willi, i Muzeum Narodowe Marca Chagalla (Musée National Marc Chagall) otwarte przez samego artystę w 1973 r. Warto też udać się na słynny targ kwiatowo-warzywno-owocowy na Cours Saleya.

 

Zaledwie mniej więcej 30 km od Nicei leży jedno z najważniejszych miast światowej kinematografii – Cannes, goszczące w maju międzynarodowy filmowy Festival de Cannes. Co roku zgromadzona na Lazurowym Wybrzeżu publiczność ogląda nowe filmy. Przy pełnym przepychu bulwarze Croisette (Boulevard de la Croisette) stoją drogie luksusowe hotele: InterContinental Carlton Cannes, Grand Hyatt Cannes Hôtel Martinez i Hôtel Barrière Le Majestic Cannes, w których zatrzymują się największe gwiazdy Hollywoodu zjeżdżające nad Morze Śródziemne, aby pojawić się na czerwonym dywanie Pałacu Festiwali i Kongresów (Palais des Festivals et des Congrès de Cannes). Po drodze do Cannes warto zatrzymać się w Antibes i Juan-les-Pins, widowiskowo wrośniętych w nadmorskie skały.

 

Z kinem związane jest też inne miasto Riwiery Francuskiej, a mianowicie Saint-Tropez, znane głównie ze względu na komiczną postać żandarma granego przez legendarnego Louisa de Funèsa. To ulubiony letni kurort sław i bogaczy, z bajecznie kolorowymi fasadami domów zwróconymi do portu, w którym cumują luksusowe łodzie. Będzie idealnym miejscem na popołudniowy kieliszek szampana. W okolicach Saint-Tropez leżą dwie słynne piaszczyste plaże: Pampelonne i L’Escalet (obie usytuowane są w Ramatuelle).

 

Być na Lazurowym Wybrzeżu i nie odwiedzić 860-tysięcznej Marsylii byłoby dużym błędem, gdyż w tym malowniczo położonym kosmopolitycznym mieście znajduje się mnóstwo atrakcji. Należy do nich przepięknie zdobionaBazylika Najświętszej Marii Panny z La Garde (Basilique Notre-Dame-de-la-Garde)z drugiej połowy XIX w.,imponujące wielkością Opactwo św. Wiktora (AbbayeSaint-Victor) z zabytkowymi kryptami i liczne ogrody miejskie z kojącym widokiem na morze, m.in. Parc Valmeri Jardin des Vestiges, w którym zachowały się pozostałości antycznego portu. Po zwiedzaniu warto zajrzeć do pełnej tawern i restauracji starej dzielnicy portowej i spróbować lokalnych przysmaków, np. słynnej zupy rybnej bouillabaisse.

 

W SĄSIEDZTWIE HISZPANII

 

Regionem Francji wysuniętym najdalej na południe jest Oksytania, od południowego wschodu ograniczona przez Morze Śródziemne, nad którym leży ponad 200 km skąpanych w słońcu plaż. Wzdłuż granicy z Hiszpanią rozciągają się dla odmiany Pireneje. To z tej części kraju pochodzą znane na cały świat francuskie specjały, takie jak ostry ser owczy roquefort (z miasteczka Roquefort-sur-Soulzon), anchois de Collioure czy ostrygi z Bouzigues. Historyczna kraina Oksytania słynie także z winnic położonych w rejonie Corbières, Minervois i Cahors. Prawdziwi smakosze powinni też spróbować winiaku armagnac.

 

Funkcję stolicy regionu pełni 470-tysięczna Tuluza, nazywana Różowym Miastem ze względu na charakterystyczny kolor cegieł, z jakich powstała większość budynków w centrum. Choć jest czwartym pod względem liczby mieszkańców miastem we Francji i jednym z największych ośrodków akademickich w kraju, nie przytłacza wielkością. Na co dzień tętni życiem, zaprasza w progi przytulnych kawiarenek i gwarnych pubów. Do najważniejszych zabytków Tuluzy należy romańska Bazylika św. Saturnina (Basilique Saint-Sernin), będąca ważnym miejscem na szlaku pielgrzymkowym prowadzącym do Santiago de Compostela w hiszpańskiej Galicji, i ogromny gotycki kościół przy klasztorze jakobinów (Couvent des Jacobins). Centralny punkt historycznej części miasta stanowi plac Kapitolu (place du Capitole), przy którym stoi Kapitol (Capitole), obecnie siedziba rady miejskiej i teatru (Théâtre du Capitole). Niektóre z sal są otwarte dla zwiedzających (m.in. wypełniona dziełami sztuki Salle des Illustres). Warto też odwiedzić Muzeum Augustianów (Musée des Augustins) we wnętrzach XIV-wiecznego klasztoru, a następnie spróbować tradycyjnego dania o nazwie cassoulet, przyrządzanego z białej fasoli i mięsa i pieczonego w glinianym naczyniu (cassole).

 

Niedaleko Tuluzy przepływa wpisany w 1996 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO Kanał Południowy (Canal du Midi) łączący rzekę Garonnę z Étang de Thau – akwenem nad Morzem Śródziemnym. Ma on długość 241 km. Wybudowano go w XVII stuleciu z wykorzystaniem najnowszych osiągnięć inżynierii (w okolicy stanowiska archeologicznego Oppidum d’Ensérune przechodzi przez długi na 173 m tunel Malpas przebity pod wzgórzem, co było pierwszym tego typu rozwiązaniem w Europie). Dziś Canal du Midi pełni głównie funkcje rekreacyjne, a najlepiej można mu się przyjrzeć podczas rejsu komfortową barką turystyczną. Po drodze warto zatrzymywać się na degustacje serów i win oraz zwiedzanie malowniczych miast Oksytanii, takich jak słynne Carcassonne z przepięknym średniowiecznym centrum i potężnymi fortyfikacjami czy Muzeum Sztuk Pięknych (Musée des Beaux-Arts) z bogatymi zbiorami europejskiego malarstwa od XVII w. do dziś.

 

W tym francuskim regionie na zainteresowanie zasługuje także Montpellier. Jego średniowieczne uliczki (rue de la Valfère, rue du Bras-de-Fer czy rue de l’Argenterie) urzekają turystów z całego świata. Jedną z największych atrakcji miasta jest Musée Fabre. Muzeum to szczyci się bogatą kolekcją obrazów malarzy francuskich, włoskich, hiszpańskich, flamandzkich i holenderskich z okresu od renesansu aż do czasów obecnych. W Montpellier znajduje się również bardzo interesujące centrum sztuki współczesnej La Panacée, w którym odbywają się liczne wystawy.

 

Nie można też zapomnieć o oksytańskim antycznym mieście i byłej rzymskiej kolonii (Colonia Nemausus), czyli Nîmes, zwanym francuskim Rzymem. Rzymianie zostawili w nim po sobie m.in. wzniesiony w drugiej połowie I w. amfiteatr na nawet 24 tys. widzów (Arènes de Nîmes) i świątynię Maison Carrée – obydwie budowle są dziś jednymi z najlepiej zachowanych zabytków starożytnych na całym świecie. Park (Jardins de la Fontaine) założony w XVIII stuleciu przy dawnym sanktuarium kryje takie skarby jak świątynia Diany i ponad 30-metrowa wieża Magne. Przez cały rok odbywają się tu liczne festiwale, koncerty, spektakle teatralne i rekonstrukcje historyczne. Ciekawostkę stanowi fakt, że Pont du Gard, rzymski akwedukt sprzed 2 tys. lat, uważany za jeden z najatrakcyjniejszych francuskich zabytków, został wybudowany po to, aby dostarczać wodę właśnie do Nîmes.

 

Oksytania to nie tylko niezmiernie urokliwe miasta o długiej historii. Zachwycają w niej również piękne krajobrazy i niezwykłe cuda natury. W podróż do środka Ziemi zabiera jaskinia Gouffre de Padirac w dolinie rzeki Dordogne. Ma aż 103 m głębokości i 35 m średnicy i jest uznawana za największą ciekawostkę geologiczną Francji. Jej pierwszego badacza, Édouarda-Alfreda Martela (1859–1938), uważa się za twórcę nowoczesnej speleologii. Do jaskini można dostać się schodami z 208 stopniami, windą lub... na linie. W środku czeka nas rejs po podziemnej rzece, która zamienia się w przepiękne jezioro. Potem przechodzi się do sali nazywanej Grand Dôme. To wielka podziemna katedra o wysokości 94 m, udekorowana wspaniałymi naturalnymi rzeźbami.

 

Dla odmiany przy samej granicy z Hiszpanią znajduje się Cirque de Gavarnie, czyli cyrk lodowcowy o średnicy ok. 6 km, który leży w Parku Narodowym Pirenejów (Parc National des Pyrénées). Na parkowym terenie nad rwącym strumieniem na wysokości mniej więcej 1500 m n.p.m. wnosi się też monumentalny kamienny most (Pont d’Espagne). Okolica doskonale nadaje się na piesze wędrówki, wspinaczkę, jazdę na rowerze czy loty na paralotni, a także do uprawiania wszelkich sportów zimowych, w tym wspinaczki po zamarzniętych wodospadach. Jak widać, pełne wspaniałych atrakcji południe Francji zaprasza o każdej porze roku.

 

 

 

CRTMP 0019893 MD - Gavarnie 

Szlak w okolicy Cirque de Gavarnie w Parku Narodowym Pirenejów

© CRT MIDI-PYRÉNÉES/PATRICE THEBAULT

 

RPA – jeden raz to za mało

JAKUB WOLSKI

 

Republika Południowej Afryki (RPA), najdalej na południe położone państwo afrykańskie, jest rodzinnym krajem m.in. Johna Maxwella Coetzee’ego, laureata Literackiej Nagrody Nobla. Obowiązuje tu aż jedenaście języków urzędowych. W okolicznych wodach można spotkać np. wieloryby, a w miejscowych parkach i rezerwatach – tzw. Wielką Piątkę Afryki, czyli słonie, nosorożce czarne, lwy, bawoły i lamparty. Krajobraz RPA współtworzą sawanny, tereny górskie i wybrzeża dwóch oceanów – Atlantyckiego i Indyjskiego. Różnorodność stanowi nie tylko największy walor tego kraju, lecz także sprawia, że lista miejsc wartych odwiedzenia wydaje się tutaj nie mieć końca... Dlatego też wiele osób wraca w te strony wielokrotnie.

Pamiętam, jak kilka lat temu podróżowałem autobusem na trasie z południowoafrykańskiego Upington do Namibii. Usypiałem zmęczony podróżą, gdy przysiadł się do mnie pastor o buszmeńskich rysach, wracający do swojego domu na północy kraju. Zagadnął do mnie przyjaźnie i tak przez kilka kolejnych godzin rozmawialiśmy o realiach panujących w tej części świata. Po latach od tego spotkania detale toczonej dyskusji zupełnie zatarły się w mojej pamięci, ale pozostało jedno bardzo ważne zdanie: Always be aware, you’re in Africa. W wolnym tłumaczeniu: W Afryce zawsze miej oczy dookoła głowy.

Więcej…