Media-5733.jpg

Co 2 lata, w sierpniu, Wielki Plac pokrywa różnobarwny dywan z kwiatów

© VISITBRUSSELS.BE

 


ALEKSANDRA PAKIEŁA


Leżąca nad rzeką Senne (Zenne) stolica Belgii i Unii Europejskiej, często kapryśna i deszczowa, przyciąga niepowtarzalnym urokiem i niezmierną różnorodnością. Kosmopolityczna metropolia, nazywana często „miastem czekolady”, kojarzy się z wykwintnymi pralinkami, charakterystycznym smakiem wyśmienitych lokalnych piw, podawanymi w rożkach frytkami oraz goframi i małżami. Odwiedzający ją goście bardzo chętnie zostają w niej na dłużej.

 

Bruksela, założona oficjalnie ok. 979 r., już od średniowiecza była liczącym się ośrodkiem politycznym, gospodarczym, handlowym i kulturalnym. Ważne wydarzenia historyczne, od bombardowania miasta przez francuskie wojska w 1695 r. poprzez jego oblężenie przez Francuzów w 1746 r. czy rewolucję belgijską z lat 1830–1831 aż po wielkie wojny XX stulecia, często rozgrywały się właśnie w tym rejonie, jednak stolica Belgów zawsze szybko odzyskiwała siły. W 2015 r., dzięki przyciągającym rzesze turystów inscenizacjom towarzyszącym obchodom 200. rocznicy bitwy pod Waterloo, duch przeszłości na nowo zagościł wśród brukselskich murów.

Dziś belgijska metropolia, łącząca w sobie tradycję z nowoczesnością, starą architekturę z innowacyjnymi rozwiązaniami, to prawdziwa perła na mapie świata, stanowiąca gospodarcze i polityczne, a także kulturalne centrum Europy. Podczas zwiedzania tego magicznego miejsca nie można z pewnością zapomnieć o jego najważniejszych zabytkach i symbolach, lecz warto też odwiedzić kilka nowych punktów, które uchodzą za równie atrakcyjne turystycznie.

Mury dawnych kamienic

Większość gości rozpoczyna zwiedzanie od spaceru po centrum historycznym Brukseli. To właśnie tutaj założono osadę, z której wyrosło miasto. Îlot Sacré, czyli Święta Wyspa, jest kolebką stolicy Belgii. W obrębie tej dzielnicy od dekad zabronione są jakiekolwiek zmiany budowlane. Większość ulic wokół położonego nieopodal słynnego Wielkiego Placu (La Grand-Place, Grote Markt) wytyczono w okresie średniowiecza. Samo oglądanie miejscowych wspaniałych gmachów stanowi prawdziwą gratkę dla koneserów sztuki. Dostrzeżemy w nich mieszankę gotyku brabanckiego, flamandzkiego renesansu oraz baroku. Nieopodal placu de Brouckère’a (Place de Brouckère) i bulwaru Anspacha (Boulevard Anspach) znajdziemy również przykłady najnowszej architektury. 

W centrum Brukseli obowiązkowo trzeba wybrać się na wspomniany Wielki Plac będący geograficznym, historycznym i handlowym sercem miasta. W tym miejscu już od końca XI w. odbywały się targi. W latach 1401–1455 wzniesiono w stylu gotyku brabanckiego Ratusz (Hôtel de Ville de Bruxelles), a rzemieślnicy zaczęli rozbudowywać swoje pracownie. Wśród pięknej i spójnej architektonicznie zabudowy tego rejonu zawsze tętniło życie. 

Przy Wielkim Placu mieści się barokowy dom o nazwie Le Pigeon („Gołąb”), w którym podczas emigracji w 1852 r. mieszkał francuski pisarz Victor Hugo (1802–1885). Opisywał on później Brukselę z zachwytem i z rozrzewnieniem wspominał widoki roztaczające się z okien swojej kamienicy. W belgijskiej stolicy warto zobaczyć także słynną historyczną ulicę czerwonych latarni – rue d’Aerschot, odchodzącą od placu Charles’a Rogiera (Place Charles Rogier).

 Oczywiście, nie sposób nie wspomnieć tu również o znanym symbolu tego miasta, czyli wykonanej z brązu rzeźbie sikającego chłopca, zdobiącej pocztówki, pamiątkowe magnesy i płócienne torby często kupowane przez turystów. Wokół Manneken-Piskrąży wiele legend. Jedna z nich przedstawia go jako dzielnego młodzieńca (nazywanego „Petit Julien”), który uratował Brukselę przed XIV-wiecznymi najeźdźcami, gdy nasikał na zapalony lont pod ładunkami wybuchowymi rozłożonymi przy murach. Od 1619 r. figurka została już przebrana w niemal 950 strojów. Uwielbieniem darzą ją zarówno turyści, jak i sami brukselczycy.

Wśród pałaców

Z kolei pobliska Dzielnica Królewska (Le Quartier Royal) wygląda jak z zupełnie innej bajki. To bogaty region, pełen pałaców, wystawnych rezydencji, ogrodów, parków, 5-gwiazdkowych hoteli i interesujących muzeów. Ta część miasta, oddzielona skarpą biegnącą od krańca ulicy Królewskiej (rue Royale) do gmachu sądu, czyli XIX-wiecznego Pałacu Sprawiedliwości (Palais de Justice), zachwyca wspaniałymi przykładami architektury eklektycznej i secesyjnej. 

Miłośnikom sztuki z pewnością spodobają się działające od 1803 r. Królewskie Muzea Sztuk Pięknych Belgii (Musées royaux des Beaux-Arts de Belgique), w których zebrano powyżej 20 tys. dzieł z okresu od początku XV w. aż do współczesności. Co ciekawe, ta ważna instytucja kultury została założona za czasów Napoleona Bonapartego (1769–1821) w celu odciążenia przeładowanego paryskiego Luwru. Dzisiaj tworzy ją sześć niezmiernie ciekawych placówek. W Muzeum Starych Mistrzów (Musée Oldmasters Museum)wśród ponad 2,5 tys. eksponatów z XV–XVIII stulecia znajdują się takie obrazy jak Koronacja Najświętszej Marii Panny Petera Paula Rubensa (1577–1640), Spis ludności w Betlejem pędzla Pietera Bruegla Starszego (ok. 1525–1569) czy też Alegoria płodności ziemi Jakoba Jordaensa (1593–1678). Muzeum Sztuki Nowoczesnej (Musée Modern Museum), otwarte w nowym miejscu w 1984 r., szczyci się niezwykłą siedzibą. Jego osiem poziomów mieści się pod ziemią, jednak prace artystów pochodzące z okresu od końca XVIII w. do czasów współczesnych możemy podziwiać w naturalnym oświetleniu dzięki studni świetlnej. Z kolei słynne dzieło Jacques’a-Louisa Davida (1748–1825) Śmierć Marata prezentuje się publiczności w starej części placówki – pokoju 55. Natomiast w usytuowanym w samym sercu Brukseli, przy placu Królewskim (Place Royale), Muzeum Magritte’a (Musée Magritte Museum) zobaczymy największą na świecie kolekcję poświęconą twórczości belgijskiego artysty, przedstawiciela surrealizmu – René Magritte’a (1898–1967). Zgromadzono tutaj ponad 200 jego prac.

Warto obejrzeć również neoklasycystyczny Pałac Królewski (Palais Royal de Bruxelles), największy w metropolii, w którym monarcha Belgii (obecnie, od 21 lipca 2013 r., Filip I) pełni oficjalne obowiązki głowy państwa (rezydencją rodziny królewskiej jest Zamek Królewski Laeken – Château de Laeken, leżący w północno-zachodniej dzielnicy stolicy). Jego budowę rozpoczęto w 1815 r. na miejscu średniowiecznego pałacu Coudenberg. W XX stuleciu zmodernizowano wnętrza, a także odnowiono starsze części kompleksu. Obiekt jest otwarty dla zwiedzających tylko latem – od 21 lipca (Święta Narodowego Belgii) do początku września.

W świecie komiksów

Na pewno wiele osób kojarzy sympatycznego młodego reportera i podróżnika Tintina lub małe niebieskie ludziki – smerfy. Belgijskie komiksy są równie znane jak tutejsze czekoladki, piwo, gofry i koronki. Historyjki obrazkowe przywędrowały do Belgii z Ameryki wraz z wydanym w 1905 r. Małym Nemo w Krainie Snów Winsora McCaya (1869–1934), który od razu zdobył ogromną popularność. Po II wojnie światowej ten właśnie kraj uznano za miejsce, gdzie wychodzą najlepsze opowieści komiksowe w Europie. Na szybki rozwój tej sztuki największy wpływ miał wspomniany Tintin, stworzony przez rysownika Georges’a Remi, podpisującego swoje dzieła pseudonimem Hergé (1907–1983). To najsłynniejsza belgijska postać rysunkowa, rozsławiona nie mniej niż Kaczor Donald albo Myszka Miki.

Belgijskie Centrum Komiksu (Centre Belge de la Bande Dessinée), funkcjonujące w majestatycznym budynku w stylu secesyjnym zrealizowanym przez znanego architekta Victora Hortę (1861–1947) w 1906 r., prezentuje komiksy stworzone przez ponad 700 autorów z Belgii. Można się w nim również zapoznać z procesem powstawania rysunków i odwiedzić tutejszą bibliotekę, będącą źródłem informacji zarówno dla studentów akademii sztuk pięknych, jak i pasjonatów tych ciekawych historyjek. Ci ostatni przybywają do tego miejsca z całego świata (każdego roku powyżej 200 tys. zwiedzających), aby podziwiać tysiące starych zeszytów, przybory należące do twórców i ich fotografie. 

Olbrzymie atomy

Media-1262.jpg

Park miniatur Mini-Europe z górującą nad nim sylwetką słynnego Atomium

©VISITBRUSSELS.BE/MINI EUROPE



Za linią obwodnicy otaczającej ścisłe centrum stolicy (tzw. Ville de Bruxelles) leży pozostałych 18 gmin, które tworzą Region Stołeczny Brukseli (Région de Bruxelles-Capitale). Miłośnikom architektury początku XX w. z pewnością spodoba się wyprawa do Saint-Gilles. Znajdą tutaj wspaniałe budynki w stylu secesyjnym, w tym Muzeum Horty (Musée Horta). Natomiast w położonej na północnym zachodzie dzielnicy Laeken, wchodzącej w skład gminy Ville de Bruxelles, z zabytkowym rejonem miasta z Zamkiem Królewskim Laeken na czele kontrastują nowoczesne atrakcje. Nad słynnym brukselskim kompleksem rozrywkowo-wypoczynkowym Bruparck góruje zbudowane w 1958 r., a niedawno odnowione 102-metrowe Atomium, odgrywające rolę symbolu Belgii podobnie jak paryska wieża Eiffla – Francji, a rzymskie Koloseum – Włoch.

Ten monumentalny model powiększonego 165 mld razy kryształu żelaza powstał z okazji Wystawy Światowej w Brukseli (Expo 58). Upamiętniał on naukowe i techniczne osiągnięcia XX stulecia, często określanego mianem wieku atomu. Konstrukcja składa się z 9 kul i waży 2400 t. Dla zwiedzających najciekawszą atrakcją jest wjazd do najwyższej z nich (podróż windą trwa 23 s!), z której z wysokości 92 m roztacza się przepiękna panorama. Gdy nieba nie przesłaniają chmury, można stąd zobaczyć nawet Antwerpię! W pozostałych otwartych dla turystów kulach znajdują się ciekawe wystawy (m.in. Atomium. Od symbolu do ikony opowiadająca historię obiektu), a także punkt informacyjny, sklep z pamiątkami, panoramiczna restauracja i specjalna strefa dla dzieci. 

Rozrywka i nauka

Mimo iż Bruparck nie należy do największych kompleksów rozrywkowo-wypoczynkowych na świecie, przyciąga rodziny z dziećmi z przeróżnych zakątków ziemi. Najpopularniejszy cel wycieczek stanowi interesujący park miniatur Mini-Europe, w którym przedstawiono 350 modeli najbardziej znanych europejskich budowli i miejsc odtworzonych w najdrobniejszych szczegółach w skali 1:25. Można zwiedzić tutaj za jednym razem ciekawe obiekty z całego kontynentu, takie jak berlińska Brama Brandenburska, ateński Partenon, londyński Pałac Westminsterski czy też gdański Dwór Artusa. 

Dużo więcej rozrywki niż standardowe kino zapewni swoim gościom Kinepolis. W 24 ogromnych salach widzowie mają szansę oglądać filmy w najwyższej jakości obrazu i dźwięku w niezmiernie komfortowych warunkach. Repertuar jest sukcesywnie rozszerzany o produkcje dotyczące sportu, historii, a także opery, teatru czy sztuki. Wszystko w Kinepolis zostało dopracowane tak, aby usatysfakcjonować nawet najbardziej wybrednego kinomana i zachęcić go do powrotu po kolejną dawkę wrażeń.

Relaks i dobrą zabawę gwarantuje również Océade. To rozległy tropikalny park wodny z podgrzewanymi basenami, tureckimi łaźniami, saunami, jacuzzi, sztucznymi falami i piaszczystymi plażami, które do złudzenia przypominają prawdziwe. Zjeżdżalnie przywodzą na myśl zwierzęta, baseny wyglądają niczym pirackie kryjówki, restauracje mają karaibski wystrój. Spodoba się tu osobom w każdym wieku. Przez cały rok kompleks odwiedza mnóstwo turystów, a zjeżdżalnie Océade uważane są za najlepsze na świecie.

Kolej na muzeum

BCV_-_Parcours_3.jpg

Koncepcję Belgian Chocolate Village stworzyła znana firma Tempora

©BELGIAN CHOCOLATE VILLAGE



Podczas wizyty w Brukseli nie sposób nie zwiedzić niespotykanego i niezmiernie oryginalnego 
muzeum kolejnictwa Train World. Dzięki swoim nowoczesnym rozwiązaniom architektonicznym i ciekawym eksponatom z pewnością zainteresuje ono nie tylko miłośników pociągów. W placówce poznamy historię kolei, jej współczesny rozwój i przyszłość. Pomysłodawcy Train World doskonale odzwierciedlili kontrasty charakteryzujące całe miasto. Do kompleksu włączyli odrestaurowaną secesyjną stację Schaerbeek, nie tylko uchodzącą za jedną z najstarszych w Belgii (otwarto ją w 1887 r.), ale i stanowiącą prawdziwy klejnot architektury.

Na zwiedzanie muzeum (czynnego codziennie oprócz poniedziałku od godz. 10.00 do 17.00), w które do tej pory zainwestowano ok. 21 mln euro, należy poświęcić przynajmniej półtorej godziny. Od oficjalnego otwarcia, które odbyło się 25 września 2015 r. w obecności króla Filipa I, popularność obiektu ciągle wzrasta, a organizatorzy przewidują, że już po dwóch latach będą przyjmować ponad 100 tys. gości rocznie. W Train World każdy znajdzie coś dla siebie. Niektóre zdobycze techniki przypominają futurystyczne dzieła sztuki. Najprostsze przedmioty potrafią prezentować mnóstwo walorów artystycznych. Trudno nie zachwycić się tutaj postępem i ewolucją inżynierii, jaka dokonała się na przestrzeni setek lat.

Czekoladowe miasto

Belgia może się pochwalić ponad 2,5 tys. sklepów oferujących wyroby czekoladowe. Produkcję tych smakołyków rozpoczęto w tym kraju już w XVII w. Zwiększono ją znacznie od początku XX stulecia, co zbiegło się z zajęciem przez Belgów Konga (Kongo Belgijskie istniejące między 1908 a 1960 r.). Posiadanie kolonii w Afryce Środkowej oznaczało łatwy dostęp do lokalnych plantacji kakaowca.

Bruksela to najbardziej czekoladowa stolica na świecie. Kusi pięknymi, ręcznie wykonanymi pralinkami o przeróżnych kształtach, aromatycznymi kakaowymi ciastami i wielkimi tabliczkami czekolady, dosłownie rozpływającej się w ustach. Prawdziwych łasuchów i nie tylko ich zaprasza otwarte we wrześniu 2014 r. muzeum Belgian Chocolate Village(Belgijska Czekoladowa Wioska) w gminie Koekelberg w Regionie Stołecznym Brukseli. To jedna z największych tego rodzaju placówek w Europie (o powierzchni 900 m²). Poznamy w niej cały proces powstawania czekolady – od zbioru i przygotowywania ziaren kakaowca poprzez wybór formy, kształtów i ozdabianie aż po pakowanie tabliczek czy pralinek z przeznaczeniem do sprzedaży w sklepie. Dowiemy się też, w jaki sposób przetwarzali kakao Aztekowie, a także do jakich celów służyło, zanim zostało wprowadzone do produkcji masowej.

W samym sercu tego interaktywnego muzeum znajduje się szklarnia przedstawiająca warunki, w jakich rosną zarówno kakaowce, jak i rośliny używane jako dodatki do czekolady – bananowce, papryka chili, kurkuma i wiele innych. Oczywiście, najprzyjemniejszą część zwiedzania stanowi dla każdego amatora słodkości wizyta w sali, w której można uczestniczyć w wykonaniu swojej własnej, niepowtarzalnej pralinki pod okiem doświadczonego mistrza. Zapakowana w ozdobne pudełko świetnie sprawdzi się jako pamiątka. Po odwiedzinach w tak smakowitym miejscu ciężko jednak zachować czekoladki na później. 

Wehikuł czasu

Sandrine_Ferauge.jpg

Zorganizowana z wielkim rozmachem rekonstrukcja bitwy pod Waterloo

©SANDRINE FERAUGE


Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że Bruksela była również historyczną stolicą odważnych Galów z odłamu Belgae, ludu niezmiernie wojowniczego i budzącego postrach w całej Europie. W żyłach Belgów płynie krew mężnych przodków, nic więc dziwnego, że do uroczystości obchodów 200. rocznicy bitwy pod Waterloo przygotowywano się z niezwykłą dokładnością. Starano się jak najlepiej zrekonstruować dawne wydarzenia i przenieść w czasie ok. 120 tys. przybyłych z całego świata widzów aż do 18 czerwca 1815 r.

Armię I Cesarstwa Francuskiego dowodzoną przez Napoleona Bonapartego pokonali wówczas Arthur Wellesley, 1. książę Wellington (1769–1852) i feldmarszałek Gebhard Leberecht von Blücher (1742–1819), którzy stali na czele wojsk brytyjskich, pruskich, niderlandzkich, hanowerskich, księstw Nassau i Brunszwiku. Cesarz Francji poniósł klęskę już po 9 godzinach walki. Bitwa pod Waterloo jest jedną z najważniejszych w historii świata. Zapoczątkowała utworzenie nowego porządku, który na podstawie ustaleń kongresu wiedeńskiego miał panować w całej Europie przez następne stulecie.

Okrągłą rocznicę zwycięstwa nad Napoleonem świętowano także w Londynie, w Katedrze św. Pawła. Gospodarzami uroczystości byli królowa brytyjska Elżbieta II wraz z małżonkiem Filipem, księciem Edynburga, a wśród najważniejszych gości znaleźli się synowie królewskiej pary książę Walii Karol i książę Edward (hrabia Wessex) oraz premier Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej David Cameron. Podczas obchodów odczytano fragmenty opisów bitwy w języku angielskim, francuskim i niemieckim, a porucznik Achilles Barron w swoim przemówieniu ostrzegał przed zapominaniem o ludziach, którzy tworzyli dzieje Europy.

Jednak zdecydowanie największym wydarzeniem upamiętniającym tę ważną dla całego świata bitwę były zorganizowane z ogromnym rozmachem widowiskowe inscenizacje w Waterloo pod Brukselą. W dniach od 18 do 21 czerwca 2015 r. uczestniczyło w nich aż ponad 5 tys. rekonstruktorów z przeszło 50 krajów. Największą grupę stanowili Niemcy (18,34 proc.), potem Brytyjczycy (17,80 proc.) i Francuzi (9 proc.). Nie zabrakło też Polaków (3,42 proc.). Dzięki temu tysiące widzów mogło podziwiać największą rekonstrukcję historyczną, jaką kiedykolwiek przygotowano w Europie. Uroczystościom patronował belgijski król Filip I, a udział wzięli w nich król Niderlandów Wilhelm Aleksander, wielki książę Luksemburga Henryk i książę Kentu Edward oraz potomkowie uczestników walk. Widok żołnierzy w pełnym rynsztunku ze zrekonstruowaną XIX-wieczną bronią i działami oraz rozpędzonych koni robił niesamowite wrażenie. Organizatorzy odtworzyli również warunki, w jakich odbywała się bitwa. Zbudowali biwaki i paleniska, a nawet przygotowali potrawy przypominające posiłki spożywane 200 lat temu.

Podczas trwającej 4 dni imprezy widzowie byli także świadkami ostatniego w życiu zwycięstwa Napoleona Bonapartego. Rekonstrukcja historyczna bitwy pod Ligny (16 czerwca 1815 r.) przypominała też niezmiernie realistyczną lekcję historii. W klimat epoki wprowadziły wszystkich wspaniałe stroje, muzyka, odgłosy walki i unoszący się wśród przybyłych duch tamtych czasów.

Artykuły wybrane losowo

Sri Lanka – zielony klejnot Oceanu Indyjskiego

 

Agnieszka Szwed

www.szwedacz.com

 

Położoną na południowy wschód od Półwyspu Indyjskiego Sri Lankę nazywa się niekiedy Łzą Indii. To jednak nie jedyne jej miano, a większość określeń wiąże się z zachwytem, w jaki od wieków wprawiała ona odwiedzających ją ludzi. Dla słynnego weneckiego podróżnika Marca Polo była „najwspanialszą wyspą o tej wielkości na świecie”, a dla portugalskiego kapitana Edwarda Barbosy – „wyspą rozkoszy”. Sri Lanka znana jest również jako Perła Oceanu Indyjskiego. W sanskrycie jej nazwa oznacza po prostu „Lśniący Kraj”. Wszystkie te określenia obiecują wiele, ale nie ma w nich wcale żadnej przesady.

 

Wyspa Cejlon (na której leży Sri Lanka) kojarzy się z zielonymi wzgórzami porośniętymi herbatą, zapachem korzennych przypraw i opowieściami żeglarzy o odległych lądach. Panuje tu tropikalny klimat ze średnią roczną temperaturą powietrza ok. 30°C. Od upałów można odetchnąć tylko w wyższych partiach gór w głębi lądu.

 

Na pogodę wybrzeży Sri Lanki wpływają dwa monsuny: yala i maha. Pierwszy z nich od maja do sierpnia przynosi deszcze w południowo-zachodniej części kraju. Drugi od października do stycznia sprowadza wilgoć w północno-wschodni rejon wyspy. Wiejące tutaj wiatry nie tylko sprzyjają występowaniu opadów i rozwojowi bujnej roślinności, ale także ułatwiały dotarcie do tego regionu podróżnikom i kupcom przybywającym na Cejlon z różnych stron świata. To m.in. dzięki nim Sri Lanka jest dziś miejscem tak różnorodnym kulturowo, w którym różne religie i tradycje współistnieją, wzajemnie się uzupełniając i tworząc lokalny koloryt.

 

Dambulla cave temple World heritage site- 1st Century BC

Jedna z pięciu jaskiń należących do Złotej Świątyni w Dambulli

© SRI LANKA TOURISM PROMOTION BUREAU

 

ŚLADY DAWNEJ ŚWIETNOŚCI

 

Jednak na długo zanim przybyli tu wspomniani podróżnicy i kupcy, na wyspie kwitła kultura, której początki sięgają zamierzchłych czasów. Według historycznej Mahavamsy z V w. n.e., czyli w języku pai „Wielkiej Kroniki”, pierwotnymi mieszkańcami Cejlonu byli Jakszowie i lud Naga. Dzieje pochodzących z północy Indii Syngalezów zaczynają się w 543 r. p.n.e. wraz z przybyciem księcia Vijaya (Zwycięzcy), legendarnego króla Sri Lanki, i utworzeniem przez niego Królestwa Tambapanni (istniejącego do 505 r. p.n.e.). Pojawienie się na tym obszarze narodu syngaleskiego zapoczątkowało kulturalny, religijny i architektoniczny rozkwit, którego ślady podziwiać możemy do dzisiaj.

 

Najwspanialszą stolicą jednego ze starożytnych królestw Syngalezów (Królestwa Anuradhapura z lat 377 p.n.e.–1017) była Anuradhapura, położona w obecnej Prowincji Północno-Środkowej, ok. 200 km na północ od Kolombo (gospodarczej stolicy Sri Lanki). To miasto o niezmiernie bogatej historii rozwijało się od IV w. p.n.e. do końca X stulecia. Anuradhapura do dziś jest jednym z najważniejszych centrów buddyjskich na świecie, a to za sprawą rosnącego tutaj świętego figowca pagodowego zwanego Jaya Sri Maha Bodhi, pod którym według tradycji doznał oświecenia medytujący Budda. Sadzonkę na wyspę przywiozła w III w. p.n.e. Sanghamitta, córka władcy indyjskiego imperium Maurjów – Aśoki, wypełniając tym samym misję szerzenia buddyzmu na Cejlonie. Okaz ten uchodzi za najstarsze posadzone przez człowieka drzewo na świecie z udokumentowaną historią. Zasadzono je w 288 r. p.n.e. i od tego czasu wierni wciąż o nie dbają, nie przestali troszczyć się o świętego figowca nawet wtedy, gdy miasto znajdowało się w rękach Tamilów. Wśród tutejszych ruin zachowało się kilka buddyjskich świątyń i pałaców, a historyczne centrum wpisano w 1982 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

Kiedy Anuradhapura była stolicą państwa Syngalezów, Polonnaruwa pełniła funkcję okresowej rezydencji królewskiej. Jednak po zniszczeniu tej pierwszej w 993 r. przez wojska tamilskie to ona przejęła rolę najważniejszej metropolii na wyspie. Status ten utrzymała do XIII w. W czasach największego rozkwitu była wspaniałym, otoczonym potrójnym murem miastem ogrodem, w którym pałace i świątynie wtapiały się w bujną zieleń.

 

Syngalezi wielokrotnie musieli odpierać ataki z zewnątrz. W XIII stuleciu Sri Lankę najechali ponownie Tamilowie z subkontynentu indyjskiego. W wyniku tych wydarzeń Polonnaruwa została opuszczona. Na odkrycie czekała ponad 500 lat. Dziś możemy podziwiać ruiny zabytkowej metropolii z licznymi posągami i rzeźbami – m.in. z wykutą w skale kilkunastometrową figurą śpiącego Buddy.

 

Na skutek najazdów Syngalezi zostali zmuszeni do osiedlenia się bardziej na południe. W górzystym wnętrzu wyspy założyli w 1469 r. nowe królestwo wokół miasta Kandy (Królestwo Kandy). Obecnie jest ono nie tylko stolicą Prowincji Środkowej, lecz także jednym z ważniejszych ośrodków wyznawców buddyzmu. Wszystko za sprawą znajdującej się tu Świątyni Zęba (Sri Dalada Maligawa), w której w szkatułce złożono według tradycji ząb samego Buddy. Relikwia ma niezwykłą moc – przyciąga zarówno buddystów, jak i tysiące turystów. Mnóstwo osób przybywa z jej powodu do Kandy zwłaszcza raz w miesiącu, kiedy na Cejlonie obchodzi się Poyę, czyli święto przypadające na dzień pełni księżyca. Przez całą dobę we wszystkich buddyjskich świątyniach w kraju odbywają się barwne uroczystości i panuje podniosła atmosfera.

 

WIZJA SZALONEGO WŁADCY

 

Niemal 200-metrowa bryła magmy króluje nad zieloną równiną w okolicy Dambulli. Widoczna z każdej strony już z daleka, stanowi pozostałość po dawno wygasłym wulkanie. Samotna skała, kontrastująca z otoczeniem, robi niemałe wrażenie. Jeszcze bardziej niesamowita jest historia powstałego na niej obiektu. To karkołomne przedsięwzięcie budowlane było realizacją wizji jednego z najbardziej okrutnych władców Sri Lanki – Kassapy I (rządzącego w latach 473–495). Jako potomek z nieprawego łoża nie mógł on legalnie objąć tronu. Zdobył więc władzę, zabijając swojego ojca Dhatusena. Nie opuszczał go jednak strach przed zbiegłym do Indii przyrodnim bratem Mogallaną, który planował powrócić na Cejlon na czele potężnej armii. Aby uchronić się przed gniewem prawowitego następcy tronu, Kassapa I zdecydował się wybudować potężną twierdzę i pałac na szczycie niedostępnej skały.

 

Zaspokojenie wybujałych ambicji władcy kosztowało życie tysięcy robotników. Miejsce o naturalnych walorach obronnych umocniono jeszcze systemem murów i fos, czyniącym je niedostępnym dla wrogów. Jedyną drogę na szczyt stanowiły wykute w kamieniu wąskie schodki. Co jednak najciekawsze, skała przekształcona została w olbrzymiego budzącego grozę lwa. Do ogromnej bryły dodano ceglaną głowę i tors oraz pięknie wyrzeźbione przednie łapy. Do dziś przetrwały tylko one, a także sama nazwa Sigirija, która oznacza Lwią Skałę. Skalne ściany samego pałacu pokryto malowidłami przedstawiającymi najprawdopodobniej damy dworu i królewskie nałożnice. Zachowały się one do dzisiaj w zaskakująco dobrym stanie. Oglądający mogą dzięki nim poznać niegdysiejsze kanony urody. Król lubił podziwiać nie tylko piękne kobiety, ale i siebie samego, a jedna ze ścian pałacu została tak wypolerowana, że przy odpowiednim kącie padania promieni słonecznych służyła władcy za lustro. Panowanie Kassapy I trwało 22 lata, do czasu, gdy Mogallana powrócił, aby odebrać bratu władzę.

 

Do dziś na szczycie przetrwały zaledwie fundamenty zespołu pałacowego i umocnień, tworzą one jednak ciekawy labirynt, z którego rozciągają się fantastyczne widoki. Samą Sigiriję można podziwiać w pełnej okazałości z innej skały – położonej niedaleko Pidurangali.

 

CD5-3

Młodzi buddyjscy mnisi na drodze prowadzącej do słynnej Lwiej Skały

© SRI LANKA TOURISM PROMOTION BUREAU

 

W GÓRACH USŁANYCH ZIELENIĄ

 

Mimo iż aż 80 proc. obszaru Sri Lanki zajmują niziny, jej środkowo-południowy region to zielona górska kraina pokryta w dużej części tropikalnym lasem. Najbardziej znanym z lankijskich szczytów jest niewątpliwie mierząca 2243 m n.p.m. Sri Pada. Wysokość góry nie imponuje, ale nie z tego względu wyróżnia się ona spośród innych. Według legendy na prośbę boga Samana swój ślad zostawił na tym szczycie sam Budda. Tak przynajmniej utrzymują jego wyznawcy. Hinduiści przekonują natomiast, że ślad ten należy do Śiwy. Chrześcijanie i muzułmanie twierdzą z kolei, że odbił tutaj swoją stopę biblijny pierwszy człowiek, który po wygnaniu z raju stał w tym miejscu na jednej nodze w celu odkupienia grzechów. Dlatego w Europie góra znana jest głównie jako Szczyt Adama (Adam’s Peak), a nie Sri Pada czy Samanalakanda, jak nazywa się ją w Azji. Tajemnicze wgłębienie w skale czyni wzniesienie obiektem kultu wielu religii i celem licznych pielgrzymek.

 

Aby wspiąć się na górę przed wschodem słońca, o którego pięknie na Sri Lance krążą legendy, wyruszyliśmy o 2.00 w nocy. Pobudka po 3 godz. snu nie była łatwa, zwłaszcza że mieliśmy w perspektywie pokonanie ponad 5 tys. schodów. To właśnie one, początkowo łagodne, im dalej, tym coraz bardziej strome, prowadzą do celu. Światła latarni rozstawionych wzdłuż stopni znaczyły w mroku wijącą się ścieżkę na szczyt. Na pewnym etapie zmęczenie dawało nieco o sobie znać. Zapominaliśmy jednak o nim, gdy mijaliśmy wspinających się starszych ludzi, nierzadko nawet o kulach. Niektórzy o własnych siłach, inni wsparci na barkach krewnych powoli, ale konsekwentnie zbliżali się do celu. Na trasie panowała zresztą prawdziwa różnorodność. Spotykaliśmy osoby starsze i dzieci, samotnych wędrowców i całe rodziny, mnichów odzianych w tradycyjne szaty i ubraną współcześnie młodzież. Wszyscy w swoim tempie zmierzali na szczyt.

 

Dotarliśmy na górę ok. 5.00. Było nieco za wcześnie. Słońce miało wzejść za godzinę, a na szczycie niska temperatura dawała nam się we znaki. Schroniliśmy się w jednym z przyświątynnych budynków. Jak się okazało, nie byliśmy jedyni. Wewnątrz zebrał się już spory tłum również zmagających się z zimnem ludzi i wciąż ich przybywało.

 

Nagle wszyscy zaczęli kierować się do wyjścia. Większość osób zebrała się na schodach przy świątyni i patrzyła w stronę wschodzącego słońca, a raczej tam, gdzie powinno się ono pojawić, bo w ostatniej chwili zostało zasłonięte przez rozległą chmurę. Ciemność powoli się rozpraszała, gasły tak liczne wcześniej gwiazdy, a opadające mgły odsłoniły widok na okolicę. Przy dobiegających ze świątyni dźwiękach bębnów patrzyliśmy na zmieniający się krajobraz. Pobliskie szczyty wyłaniały się zza chmur, aby znów w nich zatonąć. Wszystko to działo się na tle nieba mieniącego się odcieniami różu, żółci, pomarańczy i błękitu. Staliśmy tak jeszcze jakiś czas, chłonąc niesamowitą atmosferę. O zimnie zapomnieliśmy zupełnie.

 

Wracaliśmy tą samą drogą, jednak wyglądała ona zupełnie inaczej. Dopiero za dnia ukazały nam się zbocza porośnięte wiecznie zielonym wilgotnym lasem równikowym, skryte wcześniej pod osłoną nocy. Przed nami było ponad 5 tys. schodów.

 

Wspaniałą górską panoramę podziwiać możemy także w Parku Narodowym Równin Hortona. To wysoko położony płaskowyż (ok. 2100–2300 m n.p.m.) znany z silnych wiatrów i kapryśnej pogody. Ścieżka w różnych odcieniach pomarańczy tworzy tu pętle prowadzące do dwóch charakterystycznych punktów zwanych Małym Końcem Świata i Końcem Świata. Oba zawieszone są nad głębokimi przepaściami (mającymi odpowiednio mniej więcej 300 i 1,2 tys. m). Rozpościerają się stąd zapierające dech w piersiach widoki na pobliskie szczyty. Niestety, można je oglądać tylko wówczas, gdy okolicy nie spowijają ciężkie chmury i gęsta mgła, co często się tutaj zdarza. Najlepiej wybrać się do parku o wczesnych godzinach porannych, ale nawet to nie daje gwarancji na natrafienie na sprzyjające warunki. Czasem warto jednak trochę poczekać na zmianę pogody, bo potrafi ona nastąpić niespodziewanie.

 

Miłośnicy mgieł powinni za to odwiedzić góry Knuckles (Knuckles Mountain Range). Ich niewielki obszar pokrywają lasy mgliste, w których ze względu na ciągłą kondensację pary wodnej mgły nie ustępują ani na chwilę. Zanim jednak dotrze się do tej tajemniczej krainy, podziwiać można piękno zielonych grzbietów skąpanych w południowym słońcu. W tym regionie znajdziemy również odosobnione domy zamieszkane przez ludzi trudniących się głównie uprawą ryżu i kardamonu.

 

KRÓLESTWO HERBATY

 

Tea Pluckers

Kobiety ciężko pracujące przy zbiorach herbaty to w większości Tamilki

© SRI LANKA TOURISM PROMOTION BUREAU

 

Chociaż na wyspie uprawia się wiele gatunków roślin, w tym zwłaszcza przyprawy takie jak cynamon, gałka muszkatołowa czy kardamon, powszechnie kojarzy się ona przede wszystkim z herbatą, która stała się niejako symbolem Sri Lanki. Trudno się temu dziwić, gdyż ten cejloński produkt doceniany jest od dawna, a sam kraj mimo niewielkiej powierzchni (65 610 km²) zajmuje czwarte miejsce na świecie pod względem wielkości zbiorów (po Chinach, Indiach i Kenii).

 

Więcej sadzonek herbaty trafiło na Sri Lankę dopiero w drugiej połowie XIX w. Sprowadzone zostały z indyjskiego stanu Asam przez Brytyjczyków po tym, jak zaraza zniszczyła uprawianą przez nich wcześniej na wyspie kawę. Sekret wysokiej jakości cejlońskiej herbaty tkwi nie tylko w doskonałych warunkach do jej uprawy. Przede wszystkim wpływa na nią sposób zbierania liści. Podczas gdy w wielu miejscach na świecie używa się do tego celu maszyn, na Sri Lance wciąż tę pracę wykonuje się ręcznie, co umożliwia dokładną selekcję. Dlatego do suszenia trafiają później najlepiej nadające się liście.

 

Jakość ta okupiona jest jednak ciężką pracą kobiet na plantacjach. Zbieraniem herbaty (i wcześniej kawy) trudniły się przede wszystkim Tamilki sprowadzone przez Brytyjczyków po tym, jak Syngalezki odmówiły wykonywania tego zadania. Mimo upływu lat i zmiany sytuacji politycznej nadal to właśnie one są najliczniejszymi pracownicami plantacji. Od bladego świtu krążą wśród równo przyciętych krzewów, żeby zebrać nawet do 20 kg liści w ciągu dnia! Kobiety zrywają jedynie te najmłodsze, jasnozielone listki wraz z nierozwiniętym pączkiem, rosnące na szczycie herbacianego krzewu. Wymaga to nie tylko wiedzy, ale i cierpliwości, a także manualnej sprawności.

 

Specjalnie wyselekcjonowane liście poddawane są procesom suszenia, rolowania i fermentacji. Dopiero tak przygotowany susz trafia na aukcje, na których zaopatrują się w niego światowi producenci. Warto przy tym zaznaczyć, że zarówno herbatę czarną, jak i zieloną czy białą pozyskuje się z jednego typu herbacianego krzewu. Różni je jedynie to, co dzieje się z liśćmi po zerwaniu. W przypadku herbaty czarnej są one w pełni sfermentowane – najpierw więdną, potem zostają skręcone, ulegają fermentacji, a na koniec się je suszy. Liście herbaty zielonej poddaje się tylko minimalnemu utlenianiu, a później suszeniu i podgrzewaniu, co zapobiega rozpoczęciu się procesów fermentacyjnych, dzięki czemu produkt końcowy zachowuje zieloną barwę. Herbatę białą wytwarza się z nierozwiniętych młodych pączków pozostawianych do zwiędnięcia, a następnie suszonych.

 

Wzgórza pokryte przystrzyżonymi herbacianymi krzewami to jeden z najbardziej charakterystycznych, a także najpiękniejszych widoków na Cejlonie. Wspaniale prezentują się zarówno skąpane w południowym słońcu, jak i otulone poranną mgłą. Znajdują się m.in. w pobliżu miejscowości Nuwara Elija (Nuwara Eliya), Kandy, Haputale, Badulla, Bandarawela czy Dimbula, a podziwiać można je również z przebiegającej tu niezwykle widokowej trasy linii kolejowej. Przejażdżka pociągiem w tym malowniczym rejonie jest atrakcją, której podczas podróży po Sri Lance naprawdę nie wolno pominąć.

 

W trakcie wizyty na tutejszych plantacjach nie tylko nacieszymy oczy. Uświadomimy też sobie, jak długotrwały i pracochłonny proces przechodzi herbata, zanim trafi do naszych filiżanek w formie popularnego napoju.

 

Rajskie wybrzeże

 

Sun tanning at one of the many beautiful sandy beaches

Na Cejlonie jest mnóstwo słonecznych plaż idealnych na błogi wypoczynek

© SRI LANKA TOURISM PROMOTION BUREAU

 

Sri Lanka to wręcz wymarzone miejsce dla osób chcących odpocząć na słonecznym wybrzeżu. Wszak wyspę oblewają krystaliczne wody Oceanu Indyjskiego, a długa na 1340 km linia brzegowa usłana jest gęsto naturalnymi, skąpanymi w słońcu plażami. Pasy białego i złocistego piasku urozmaicają namorzynowe laguny, palmowe gaje, zaciszne zatoczki, urokliwe rybackie wioski i rafy koralowe. Lankijskie wybrzeże ma niejedno oblicze. Znajdują się na nim tętniące życiem kurorty, jak i miejsca niemal całkiem bezludne. Są tutaj plaże dla miłośników imprez i nocnego życia oraz takie dla osób lubiących czytać książki w hamaku. Luksusowe hotele zaspokajające oczekiwania bardzo wymagających klientów przeplatają się ze skromnymi domkami pozbawionymi cywilizacyjnych udogodnień. Odnajdą się tu turyści chcący aktywnie spędzić czas na surfowaniu czy nurkowaniu, a także ludzie szukający błogiego spokoju i ciszy, spragnieni obcowania z przyrodą. Warto zatem zrobić wcześniej rozeznanie, żeby wybrać plażę najbardziej odpowiadającą naszym wymaganiom.

 

Na południowo-zachodnim wybrzeżu można odwiedzić Galle. To założone na początku XVI stulecia przez Portugalczyków (w miejscu, gdzie istniał już port) i przebudowane później przez Holendrów miasto słynie z wąskich uliczek, kolonialnych willi, kilkusetletnich kościołów i fortu z XVII w. Jego centrum historyczne zostało wpisane w 1988 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO jako najlepszy przykład ufortyfikowanego ośrodka wzniesionego przez Europejczyków w Azji Południowej i Południowo-Wschodniej.

 

Niedaleko brzegów oceanu położony jest również Park Narodowy Yala, w którym można spotkać wiele gatunków zwierząt takich jak słonie, bawoły indyjskie (wodne), krokodyle błotne i różańcowe czy lamparty w ich naturalnym środowisku. To zresztą nie jedyne takie miejsce na wyspie. W celu obserwowania lokalnej fauny warto wybrać się też do parków narodowych Udawalawe lub Wilpattu.

 

Powierzchnia Sri Lanki wynosi tyle, ile mniej więcej jedna piąta terytorium Polski. Na tak niewielkim obszarze znajdują się wspaniałe góry, piękne plaże, ciekawe skarby kultury i architektury buddyjskiej, a także parki narodowe pełne egzotycznych roślin i zwierząt. Wszystko to sprawia, że po pierwszej wizycie na wyspie odwiedzający ją czują niedosyt, który skłania ich do planowania powrotu do tego niesamowitego zielonego zakątka świata.

 

Jedno oko na Maroko

cd6_5_09.jpg

Oaza blisko Al-Ujun (Laâyoune), największego miasta Sahary Zachodniej

©MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE/FOTOSEEKER.COM


MARCIN WROŃSKI


Afryka Północna ze względu na niezwykle ciepły klimat, swoje położenie w bliskim sąsiedztwie Europy, bogactwo wspaniałych zabytków i dobrze rozwiniętą infrastrukturę turystyczną, mimo ostatnich burzliwych wydarzeń na Bliskim Wschodzie i w państwach Maghrebu, wciąż stanowi jeden z najpopularniejszych kierunków podróży Polaków. Najczęściej jednak nadal wybieramy się tutaj na wypoczynek do Egiptu i Tunezji, które i tak w wyniku zawirowań politycznych i zagrożenia zamachami terrorystycznymi stały się największymi przegranymi tego roku. W tej części kontynentu afrykańskiego zupełnie niesłusznie dość często omijamy inny przepiękny kraj, posiadający malownicze wybrzeże zarówno nad Morzem Śródziemnym, jak i nad Oceanem Atlantyckim. Pora więc poznać bliżej Maroko – fascynującą krainę z arabskiego snu.


récolte_des_roses_.jpg

Z płatków róży damasceńskiej produkuje się drogocenny olejek

©MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE/FOTOSEEKER.COM


Na zachód od Egiptu leży region określany przez Arabów jako Maghreb (od al-Maghrib, czyli „zachód”). Nazwą tą obejmuje się współcześnie Tunezję, Libię, Algierię, Mauretanię, sporne terytorium Sahary Zachodniej i właśnie Maroko. Największymi grupami etnicznymi w tym ostatnim 34-milionowym państwie są Arabowie i Berberowie. Ok. 35 km dzieli marokańskie miasto Tanger od hiszpańskiej miejscowości Tarifa, położonej po przeciwnej stronie Cieśniny Gibraltarskiej. Afryka jest więc tylko kilka kroków od Europy.


My, Polacy, przywykliśmy mawiać: ładną mamy jesień tego lata. W tym roku jednak pogoda dopisała i długo mogliśmy cieszyć się słońcem. Niestety, wszystko, co dobre, kiedyś się kończy i po ciepłych, letnich miesiącach nastały chłodniejsze, jesienno-zimowe. W drodze na lotnisko pomyślałem więc, że to naprawdę wyśmienity moment, aby odwiedzić Maroko.


Lekarstwo na chłody

Klimat tego kraju kształtują Atlantyk i Morze Śródziemne oraz Sahara i łańcuchy górskie, m.in. Atlas Wysoki. Latem na równinach oraz obszarach pustynnych i półpustynnych notuje się nawet 50°C. Zimą na wybrzeżu termometry wskazują mniej więcej 12°C, a w górach pada śnieg. Te ekstremalne wyjątki nie oddają jednak przeciętnych warunków pogodowych w Królestwie Marokańskim. Średnia temperatura roczna wynosi 17–20°C. Gdzieniegdzie poziom słupka rtęci prawie nie zmienia się przez okrągłe 12 miesięcy (np. w przepięknej Essaouirze – As-Sawirze, o której trochę więcej później). Nad oceanem klimat jest łagodniejszy i chłodniejszy w porównaniu z wnętrzem kraju. Pogoda w strefie Morza Śródziemnego przypomina tę z jego przeciwległego hiszpańskiego brzegu. Kto chce się porządnie wygrzać, powinien więc przyjechać latem, a kto nie lubi upałów – wiosną lub jesienią, wszystko zależy od indywidualnych upodobań. Maroko zaprasza nas do siebie przez cały rok.


„Bóg, Ojczyzna, Król”

village_dadai.jpg

Miasteczko Tafraout w Antyatlasie

©MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE/FOTOSEEKER.COM


Taki właśnie gigantyczny napis, widoczny zarówno w dzień, jak i w nocy, góruje nad Agadirem i uchodzi za jego wizytówkę. Dzięki międzynarodowemu portowi lotniczemu (Agadir-Al Massira), blisko 10 km bardzo szerokich piaszczystych plaż oraz ok. 300 słonecznym dniom w roku to właśnie to miasto uznaje się za najpopularniejszy marokański kurort. Rozbudowana baza noclegowa i bogata oferta wycieczek w te strony czynią z niego najłatwiej chyba dostępne miejsce w Maroku. Osoby planujące podróże samodzielnie również bez problemu zorganizują swój wyjazd do Agadiru nad Oceanem Atlantyckim.


Wspomniany napis może posłużyć do krótkiej charakterystyki tego północnoafrykańskiego państwa. To kraj islamski, ale zamieszkany też przez chrześcijan i żydów. Przedstawiciele różnych religii żyją tu jednak ze sobą w zgodzie. Także muzułmanów nie obowiązują restrykcyjne nakazy. Nie są zmuszeni modlić się pięć razy dziennie – do meczetu udają się ci, którzy odczuwają taką potrzebę. Jeśli ktoś woli pozostać przy swojej pracy czy innych zajęciach, nie ponosi za to żadnych konsekwencji. Wielu Marokańczyków chwali sobie taką wolność w wypełnianiu praktyk religijnych. Oczywiście, turyści odwiedzający Królestwo Marokańskie powinni respektować obyczaje i przestrzegać zasad dotyczących chociażby ubioru, jednak nie muszą popadać przy tym w zbytnią przesadę.


Maroko jest dziedziczną monarchią konstytucyjną, a obecnie panuje w nim Muhammad VI (ur. w 1963 r. w Rabacie). Ze względu na napiętą sytuację w tym regionie Afryki warto poruszyć kilka kwestii politycznych. Zasiadający na tronie od 1999 r. marokański król cieszy się powszechnym szacunkiem, stabilności państwa nie zagrażają więc rozruchy czy wojna domowa. W 2011 r., w trakcie antyrządowych demonstracji Marokańczyków, zarządził m.in. podniesienie płacy minimalnej i zaproponował przeprowadzenie referendum konstytucyjnego. Znowelizowana konstytucja osłabiła nieco jego pozycję i wzmocniła uprawnienia premiera oraz parlamentu. Muhammad VI dał się poznać jako reformator, jeszcze zanim wybuchła arabska wiosna (2010–2013). Jego działania miały na celu nie dopuścić do eskalacji protestów – rzadka to postawa wśród władców z tych stron, którzy niepokoje przywykli tłumić siłą. Jako potomek Mahometa (dynastia Alawitów wywodzi się od wnuka proroka – Al-Hasana) posiada uzasadnione religijnie prawo do tronu. Król w nowej konstytucji zrezygnował jednak ze statusu „świętego” i zadowolił się tytułem „nietykalny”. Poza tym zmodernizował kodeks cywilny, znacznie poszerzając prawa kobiet. Marokanki zaczęły zasiadać w parlamencie oraz radzie ministrów, jak również pełnić ważne funkcje publiczne. Jego żona, księżniczka Lalla Salma, to pierwsza w historii kraju małżonka królewska, która została publicznie przedstawiona oraz reprezentuje swego męża na całym świecie jako pierwsza dama. Jest założycielką fundacji wspierającej walkę z rakiem, a także inicjatorką wielu działań w dziedzinie ekologii i zrównoważonego rozwoju. Poprzedniczki Lalli Salmy musiały się zadowolić rolą matki książąt.


Od brzegu oceanu do górskich szczytów


Wróćmy do Agadiru. To wyjątkowe miejsce, w którym ocean niemalże spotyka się z górami. Rozległa piaszczysta plaża robi na turystach oszałamiające wrażenie. Spotkałem się nawet z opinią, że to mniejsza wersja słynnej brazylijskiej Copacabany z Rio de Janeiro. O tutejszych spektakularnych falach krążą wręcz legendy, a informacje o najlepszych punktach znają tylko wtajemniczeni surferzy. Ocean przypadnie do gustu również amatorom kąpieli. Jego wielokilometrowy brzeg idealnie nadaje się też do spacerów – promenada ciągnie się wzdłuż niemal całej strefy turystycznej Agadiru, gdzie znajdziemy liczne butiki, bazary, restauracje, kawiarnie i kilka klubów. Życie kwitnie tu także i nocą.


Z miasta warto wybrać się na bliższe lub nieco dalsze wycieczki, np. do oddalonych o 3–4 godziny drogi Marrakeszu czy Essaouiry (As-Sawiry). Przedtem dobrze jest jednak poznać malownicze okolice Agadiru. Leży on niemal u stóp Atlasu Wysokiego (najwyższy szczyt Dżabal Tubkal, 4167 m n.p.m.), wchodzącego w skład pasma Atlasu, do którego zalicza się również: Atlas Średni (najwyższy szczyt Dżabal Bu Nasir, 3356 m n.p.m.), Antyatlas (tutaj króluje Dżabal Sirwa, 3304 m n.p.m.), Rif (najwyższy punkt to Dżabal Tidighin, 2456 m n.p.m.), Atlas Tellski (z najwyższym szczytem Tamkut Lalla Chadidża, 2308 m n.p.m.) i Atlas Saharyjski (na czele z Dżabal Chelia, 2328 m n.p.m.). Marokańskie góry są więc naprawdę potężne! Przejażdżka wysoko położonymi, krętymi drogami (mówi się, że mają ponad tysiąc zakrętów), nierzadko bezpośrednio sąsiadującymi z zapierającymi dech w piersiach przełęczami i przepaściami, dostarcza wielu mocnych wrażeń. W jednym z najpiękniejszych zakątków regionu – Rajskiej Dolinie – urzekną nas lasy palmowe i wodospady. Polecam też zatrzymać się w którejś z knajpek przy trasie, gdzie zjemy świeżo pieczony chleb z oliwą i doskonałym, aromatycznym miodem. Ten wyrób z lokalnej pasieki będziemy mogli tu także kupić.

Do ciekawszych miejscowości w tym rejonie należą Tafraoute (Tafrawut), Tiznit czy Taroudant (Tarudant). Mnie najbardziej do gustu przypadła ta ostatnia, zwana również „babcią Marrakeszu”. Przydomek ten zawdzięcza przepięknym, otoczonym palmami murom obronnym przywodzącym na myśl to położone w południowym Maroku miasto. Ze względu na usytuowanie w urodzajnej dolinie rzeki Sus, Tarudant było przedmiotem żywego zainteresowania kolejnych władców. Współcześnie stanowi ważny ośrodek handlowy kraju, choć liczy sobie tylko ok. 75 tys. mieszkańców. Na jednym z dwóch tutejszych arabskich targowisk (suków) zaopatrzymy się w owoce, warzywa, przyprawy, ubrania, biżuterię, dywany, pamiątki czy „płynne złoto Maroka” – olej arganowy. Miasto spodoba się szczególnie tym, którzy chcą zobaczyć, jak wygląda prawdziwe życie zwykłych Marokańczyków, a nie jego wyobrażenie przygotowane specjalnie pod turystów. Przed zrobieniem komuś zdjęcia zalecam jednak spytać o zgodę, a w razie odmowy nie próbować fotografowania z ukrycia.


Płynne złoto Maroka

W regionie Agadiru napotkamy tysiące drzew oliwnych i arganowych. To właśnie olej wytłaczany z owoców arganii żelaznej (dokładnie z nasion ukrytych w pestkach), jeden z najdroższych i najbardziej cenionych na świecie, uchodzi za największy skarb Maroka. Posiada on właściwości kosmetyczne oraz lecznicze, wspomaga choćby naturalną odporność organizmu. Wydaje się to niebywałe, ale nigdzie poza tym krajem drzewa tego gatunku nie przyjęły się na tyle dobrze, aby owocować.


Podczas wytwarzania oleju arganowego do celów kosmetologii pestki z owoców arganii żelaznej rozłupuje się, ręcznie miażdży, a z powstałej masy na zimno wyciska się gęsty płyn o złocistym kolorze. Natomiast do użytku spożywczego najpierw się je suszy, praży, a dopiero potem miele i przeznacza do tłoczenia. Produkt finalny w tym drugim przypadku posiada ciemniejszą, lekko brązową barwę. Różni się też nieco zapachem. Aby uzyskać 1 l oleju tradycyjną metodą tłoczenia na zimno, potrzeba mniej więcej 30–35 kg nasion i aż 8 godzin pracy. Dodatkowo zbiory odbywają się w okresie męczących upałów w lipcu, sierpniu i wrześniu. To wszystko wystarczająco już podnosi wartość „płynnego złota Maroka”, a to jeszcze nie koniec. Otóż ten wyjątkowy olej wzmacnia system immunologiczny, obniża poziom cholesterolu we krwi, poprawia krążenie, reguluje ciśnienie, spowalnia procesy starzenia, wspomaga regenerację komórek, łagodzi bóle mięśni i stawów. Jego regularne spożywanie zmniejsza ryzyko zawału serca, miażdżycy czy rozwinięcia się nowotworów oraz chorób Alzheimera i Parkinsona, a także schorzeń dermatologicznych. Stosowany zewnętrznie nawilża i ujędrnia skórę, poprawiając jej elastyczność. Łagodzi również objawy trądziku czy alergii. Wyśmienicie działa poza tym na włosy i paznokcie, a pozytywne rezultaty można dostrzec już po kilku zastosowaniach.


Czymś normalnym w Maroku jest widok chodzących po drzewach arganowych kóz. Owoce i liście arganii żelaznej stanowią prawdziwy przysmak tych zwierząt. Choć cenne pestki wypluwają lub w całości wydalają, to – niestety – zostawiają po sobie tylko gołe gałęzie. Aby zapobiec całkowitemu wyniszczeniu drzew arganowych, w miejsce jednego wyciętego okazu sadzi się dwa nowe. W 1998 r. obszar między Agadirem a Essaouirą (zajmujący ok. 80 proc. regionu Sus-Massa-Dara, tj. ponad 25,5 tys. km²), na którym rosną arganie żelazne, otrzymał status Rezerwatu Biosfery UNESCO.


Wśród czerwonych murów

Musicians_at_Marrakech_Festival_-MNTO_fotoseeker.jpg

Muzycy z miejscowości Tissa i Taounate podczas festiwalu w Marrakeszu

©MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE/FOTOSEEKER.COM


Z Agadiru i jego malowniczych okolic przenosimy się do Marrakeszu, zwanego też „Czerwonym Miastem” ze względu na rdzawy kolor starych murów. Legenda głosi, że gdy w XII w. wznoszono Meczet Kutubijja, w kraju toczyła się właśnie tak krwawa wojna, że wszystkie zabudowania i drogi przybrały barwę czerwieni. Marokańczycy trochę na wyrost nadają mu także miano tysiącletniego miasta. Tak naprawdę założył je w 1071 r. Jusuf ibn Taszfin (1009–1106) – władca Maroka z dynastii Almorawidów. Marrakesz swoje tysięczne urodziny będzie więc obchodzić dopiero za niemal 60 lat. Ten czwarty co do wielkości ośrodek w państwie (ok. 930 tys. mieszkańców), po Casablance, Rabacie i Fezie, co roku odwiedzają rzesze turystów z całego świata. Jego serce stanowi plac Dżemaa el-Fna (Jemaa el-Fna). Stał się on jednym z symboli miasta od początku jego rozwoju w XI stuleciu. W 1985 r. wpisano go wraz z całym zabytkowym centrum Marrakeszu (medyną) na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Każdego popołudnia i wieczoru odbywa się na nim wielki targ z owocami, usługami noszenia wody oraz wypożyczania lampionów. Wokół straganów gromadzą się berberyjscy kuglarze i opowiadacze historii, bębniarze, muzycy Gnawa, tancerze, zaklinacze węży, połykacze szkła, treserzy zwierząt oraz inni artyści. Występy trwają do późnych godzin nocnych i przyciągają tłumy gapiów. Oferowana jest tu również szeroka gama usług – gastronomicznych, stomatologicznych, medycznych, wróżbiarskich, kaznodziejskich, astrologicznych czy tatuażu henną. Otoczony licznymi restauracjami, sklepami, galeriami, hotelami i budynkami użyteczności publicznej plac stał się popularnym miejscem spotkań, niezmiernie twórczym centrum językowym, muzycznym, artystycznym i literackim. Potrafi oszołomić i zahipnotyzować nawet najbardziej wybrednych podróżników. Jego kosmopolityczny charakter znajduje odbicie w obecnej tutaj mieszaninie języków i dialektów – zarówno z całego Maroka, jak i świata. Niepowtarzalną atmosferę placu Dżemaa el-Fna tworzą muzyka na żywo i unoszące się w powietrzu wspaniałe orientalne zapachy. Można na nim przesiedzieć wiele godzin, wpatrując się w rozgrywające się dookoła sceny. Warto pamiętać o tym, żeby miejscowych artystów wynagrodzić za ich ciekawe występy, to w końcu źródło ich zarobku. Nikogo więc nie powinien dziwić fakt, że w 2008 r. przestrzeń kulturowa placu Dżemaa el-Fna znalazła się na Liście Reprezentatywnej Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.


Po jej opuszczeniu momentalnie gubimy się w niezmiernie wąskich i krętych uliczkach medyny. Taka kontrolowana utrata orientacji sprawi, że nasza wizyta w Marrakeszu z pewnością będzie niezapomniana. Wśród tej niewiarygodnej wręcz plątaniny przejść między przylegającymi do siebie domami napotkamy setki sklepików, warsztatów i knajpek. Nie musimy się obawiać przesadnej nachalności sprzedawców. Jeżeli nie jesteśmy zainteresowani zakupami, wystarczy nasza stanowcza odmowa. Marokańscy handlarze do swoich potencjalnych klientów podchodzą zwykle z należytym szacunkiem. Oczywiście, cena wyjściowa od finalnej może się różnić nawet o kilkaset procent, ale w końcu właśnie na tym polega cały urok targowania się.


Za jedną z głównych marrakeszeńskich atrakcji uważa się wspomniany już XII-wieczny Meczet Kutubijja. Z jego 69-metrowej wieży (minaretu) rozciąga się wspaniały widok na niemal całe miasto. Warto odwiedzić też Meczet Alego ibn Jusufa, najstarszy w Marrakeszu, wzniesiony w I połowie XII stulecia, nazwany tak na cześć marokańskiego władcy z dynastii Almorawidów – Alego ibn Jusufa (1083–1143). Znajduje się przy nim ufundowana w XIV w. medresa – największa szkoła teologiczna w Maghrebie (na ponad 800 uczniów). Cudowna architektura i wystrój tego miejsca robią niesamowite wrażenie. Polecam usiąść przy jednym z filarów na głównym dziedzińcu, poczekać, aż odpłynie fala turystów, i wsłuchać się w szum wody.


Na zainteresowanie zasługuje także Ogród Majorelle (Jardin Majorelle), niewielki, ale przepiękny ogród botaniczny, zaprojektowany w latach 20. XX w. przez francuskiego malarza Jacques’a Majorelle’a (1886–1962). Przekraczając jego progi, nagle z upalnej i gwarnej ulicy trafiamy do wspaniałej zielonej oazy, dającej orzeźwienie nawet w bardzo gorące dni. W jej sercu znajdziemy również małe muzeum, które przybliża swoim gościom kulturę berberyjską.


Miasto dobrej pogody

Po wizycie w pełnym atrakcji Marrakeszu proponuję udać się ok. 180 km na zachód do Essaouiry (As-Sawiry). W tym prześlicznym 80-tysięcznym mieście nad Oceanem Atlantyckim wiele osób zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Tutejsza szeroka plaża zachwyca amatorów kąpieli słonecznych. Średnia temperatura roczna wynosi tu ponad 17°C. Miejscowość jest raczej spokojna, większego ruchu turystycznego powinniśmy spodziewać się w okolicy starej jej części z ogromną liczbą sklepików z interesującymi wyrobami marokańskiego rzemiosła artystycznego. W 2001 r. zabytkową medynę w Essaouirze wpisano na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Z XVIII-wiecznego fortu Sqala de la Kasbah (Sqala de la Ville) rozpościera się przepiękny widok na Wyspy Purpurowe (Îles Purpuraires). Polecam przespacerować się też po porcie: przyjrzeć się rybakom w pracy i wsłuchać w obijające się o skały fale i śpiew setek krążących nad naszymi głowami mew. Essaouira cieszy się także zasłużoną popularnością wśród miłośników surfingu, kite- i windsurfingu oraz innych sportów wodnych.


To jednak tylko kilka z najciekawszych – według mnie – miejsc w Maroku. Do zwiedzenia w tym fascynującym kraju pozostają jeszcze np. Fez, Casablanca czy jego stolica Rabat. Gdziekolwiek pojedziemy, czekają tutaj na nas niezmiernie urokliwe krajobrazy, wyśmienita kuchnia i mili ludzie. Dzięki temu trudno nie poczuć się naprawdę dobrze na gościnnej marokańskiej ziemi. Opalony słońcem Maghrebu, z uśmiechem na ustach wracam do Warszawy. Na pewno jeszcze zawitam do Maroka, chociażby po to, aby spróbować ujarzmić wspaniałe fale, napić się pysznej miętowej herbaty i poznać bliżej cudowne właściwości oleju arganowego.

Andaluzja w kwiatach pomarańczy i jaśminu

DARIA SANETRA

<< Andaluzja to wyjątkowa kraina położona na południu Półwyspu Iberyjskiego. Ta najludniejsza wspólnota autonomiczna Hiszpanii, zamieszkana przez ok. 8,5 mln ludzi, została podzielona na osiem prowincji: Huelvę, Sewillę, Kadyks, Kordobę, Malagę, Grenadę, Jaén i Almeríę. Jej stolicą jest Sewilla. NazwęAndalucía” wywodzi się od arabskiego określenia „Al-Ándalus”, pochodzącego z czasów średniowiecza, kiedy te tereny znajdowały się pod panowaniem muzułmanów. >>

 

Alcazaba – dawna muzułmańska twierdza na zboczach góry Gibralfaro w Maladze

©© EXTENDA, AGENCJA PROMOCJI REGIONU ANDALUZJI

 

 

Andaluzja to jedyny region europejski z wybrzeżem leżącym nad Morzem Śródziemnym i Atlantykiem. W rejonie Cieśniny Gibraltarskiej wydzielono tu brytyjskie terytorium zamorskie Gibraltar (zajmujące powierzchnię ok. 6,8 km²). Kulturę tego obszaru tworzyli Iberowie, Fenicjanie, Kartagińczycy, Grecy, Rzymianie, Wandalowie, Wizygoci, Bizantyjczycy, Żydzi, Romowie, Maurowie czy Kastylijczycy, którzy osiedlali się w tej części współczesnej Hiszpanii w ciągu setek lat. Dziś Andaluzja fascynuje swoimi bogatymi tradycjami. Każde miasto, miasteczko i wioska mają własne kolorowe fiesty i święta.

 

Przy planowaniu wyjazdu do tego fascynującego regionu warto pamiętać, że praktykuje się tu zwyczaj sjesty. Sklepy są zamknięte od godz. 14.00 do 17.00. W miesiącach letnich zdarza się, że nie bywają otwierane ponownie po obiedzie lub wcale nie pracują. W Andaluzji zdecydowanie celebruje się życie i czas spędzany z rodziną i przyjaciółmi – te wartości ceni się o wiele bardziej niż pracę.

 

NA POCZĄTEK

Odkrywanie regionu najlepiej zacząć od zjedzenia pysznych tapas (niewielkich przekąsek) i wypicia orzeźwiającej sangrii. Potem można wyruszyć na zwiedzanie kolejnych miejsc wybranych w zależności od indywidualnych upodobań i zainteresowań. Trzy najsłynniejsze historyczne miasta Andaluzji to Sewilla, Grenada (Granada) i Kordoba. Z pewnością zachwycą one każdego. Grenada kojarzy się z zapierającym dech w piersiach warownym kompleksem pałacowym Alhambra, niezmiernie klimatyczną dawną arabską dzielnicą Albaicín i wszechobecnym dźwiękiem gitar. Sewilla przyciąga wspaniałym placem Hiszpanii (Plaza de España de Sevilla) i królewską cytadelą Alkazar (Real Alcázar de Sevilla). W Kordobie trzeba zobaczyć Mezquitę – historyczny wielki meczet z VIII w. uchodzący za jedno z najbardziej spektakularnych dzieł architektury mauretańskiej. Oprócz tych trzech miast według mnie na uwagę zasługują również Jerez de la Frontera (znane z produkcji sherry i stadnin koni), Malaga (modne kąpielisko na Costa del Sol i miejsce narodzin takich osobistości jak Pablo Picasso i Antonio Banderas) czy zjawiskowy Kadyks (najstarszy stale zamieszkany ośrodek miejski w całej Europie Zachodniej). Warto je odwiedzić, zwłaszcza wtedy, kiedy planuje się zawitać do Andaluzji tylko raz w życiu. Każde z tych miejsc pozostaje w pamięci na zawsze.

Jest luty, środek zimy. Siedzę pod drzewem pomarańczowym w kawiarnianym ogródku w magicznej Esteponie w zachodniej części Costa del Sol (Wybrzeża Słońca). Wśród zielonych liści wiszą okrągłe pomarańcze. Wygrzewam się na słońcu i piję świeżo wyciśnięty sok z tych owoców. Takie właśnie przyjemności sprawiają, że ten region urzeka przyjezdnych. Po raz pierwszy oczarował mnie w 2006 r. Dziesięć lat później nie udało mi się oprzeć temu czarowi i zatrzymałam się tu na dłużej. Andaluzja to dla mnie kraina autentyczności, cierpliwości, uśmiechu i serdeczności, gdzie przechodnie spontanicznie pozdrawiają się zwyczajnym Hola! („Cześć!”), bo tak jest po prostu przyjemnie.

 

SŁONECZNA ZIMA

Grudzień smakuje tutaj pierwszymi pomarańczami i soczystymi granatami. To najlepszy czas na wygrzewanie się na pustej plaży z widokiem na piękne góry i przyglądanie się zielonym, ujmująco skrzeczącym papugom (mnichom) fruwającym z palmy na palmę. Warto wybrać się też wtedy na narty na stoki pasma Sierra Nevada, znajdującego się tuż koło Grenady, niecałe dwie godziny drogi samochodem od przepięknej Estepony czy Marbelli. W Andaluzji jednego dnia można najpierw opalać się na piaszczystym brzegu, a potem stąpać po śniegu, a wszystko to w rejonie Tropikalnego Wybrzeża (Costa Tropical), którego stolicą jest urokliwe miasto Motril. Słoneczne lato i biała zima zaklęte są tu w jednym miejscu.

W grudniu Andaluzyjczycy żyją dla rodziny. Liczą się święta Bożego Narodzenia (Navidad), praca schodzi na dalszy plan i wszyscy nastawiają się na odpoczynek. Miejscowi wychodzą na ulice, aby cieszyć się życiem. Wokół oczy radują świąteczne oświetlenie i dekoracje oraz szopki. Bardzo uroczyście obchodzi się także Święto Trzech Króli (los Reyes Magos) przypadające na 6 stycznia. Dzień wcześniej odbywają się uliczne parady, na których czele podążają mędrcy ze Wschodu z palmami i wielbłądami. Na wielkich wozach jadą dorośli i maluchy, wszyscy poprzebierani za postacie z bajek, i obsypują zebranych słodyczami. Choć zima jest w pełni, w Andaluzji trwa sezon na cytryny i pomarańcze, ale również kremowe awokado, które wybornie smakuje z odrobiną świeżego soku cytrynowego, szczyptą soli i garścią szczypiorku. To prosta przekąska będąca jednocześnie nadzwyczajnym daniem.

Szybkim krokiem nadchodzą też zbiory dzikich szparagów i słynnych tagarninas – roślinnych ostryg. Na niedzielnych targach można zaopatrzyć się w te sezonowe specjały u lokalnych rolników. W lutym pojawiają się już pierwsze truskawki, a drzewa cytrusowe zaczynają na nowo rozkwitać i niedługo będą rozsiewać swoje boskie zapachy w andaluzyjskich miastach i miasteczkach, na plażach i w ogrodach. 

 

ZAPACH WIOSNY

Na zwiedzanie Andaluzji warto wybrać się o każdej porze roku, ale to właśnie wiosną panują najprzyjemniejsze temperatury, idealne do spacerów wśród licznych zabytków i w otoczeniu przyrody. Marzec będzie dobrym okresem na podróż dla osób stroniących od tłumów. Wieczory są wtedy co prawda jeszcze chłodne, ale w dzień jest słonecznie i ciepło. W powietrzu unosi się słodki zapach kwiatów pomarańczy zaczynających się otwierać pod koniec miesiąca. Początek marca to świetny czas na przechadzkę wśród migdałowców i podziwianie widoków, których nie da się zapomnieć. Pola w prowincji Malaga pokrywa wtedy biały płaszcz. Różowe i białe kwiaty migdałowców zmieniają krajobraz wokół miejscowości Almogía, Álora, Cártama i Pizarra. Znakomity rejon do podziwiania tego cudu natury stanowi żyzna dolina rzeki Guadalhorce (między wioskami Almogía i Cártama).

 

Najmodniejsze plaże Torremolinos na Costa del Sol to Playamar i El Bajondillo

©© TOURIST OFFICE TORREMOLINOS

 

SEZON NA ŚWIĘTOWANIE

W Andaluzji interesujące wydarzenia kulturalne odbywają się przez okrągły rok. Sezon fiest rozpoczyna w kwietniu widowiskowa Feria de Abril w Sewilli, stolicy słynnego hiszpańskiego flamenco. W tym mieście mieszka także moja sąsiadka dr Emilia Dowgiało, wybitnie utalentowana polska tancerka i badaczka tego zjawiska kulturowego, na które składa się muzyka, śpiew, taniec i strój. Przy okazji pobytu w magicznej Sewilli warto wybrać się na występ flamenco. Przed kwietniową fiestą w stolicy regionu bardzo uroczyście obchodzi się Wielki Tydzień (Semana Santa). Ulice rozkwitają kolorami, a wiosenne powietrze pachnie kwiatami pomarańczy i jaśminu.

Kwiecień w Andaluzji to też czas Ferias de Primavera. Fiesty celebrujące nadejście wiosny odbywają się w różnych miastach, miasteczkach i wioskach, można więc wyruszyć ich śladem na zwiedzanie regionu. Andaluzyjczycy uwielbiają świętować i potrafią zarazić swoim entuzjazmem turystów.

W kwietniu i maju koniecznie trzeba odwiedzić Kordobę. W ostatnią niedzielę tego pierwszego miesiąca organizuje się w niej paradę zwaną Bitwą Kwiatów (Batalla de las Flores; w 2018 r. wypada 29 kwietnia) i można podziwiać najpiękniejsze patia. Ze względu na gorący, suchy klimat już w czasach Rzymian zaczęto tu stawiać domy z wewnętrznym dziedzińcem. Ten zwyczaj przejęli później Maurowie. Patio dekorowano roślinami, umieszczano na nim również małe zbiorniki wodne. Dzięki temu temperatura powietrza w jego obrębie obniżała się. Tutaj domownicy mogli ukryć się przed upałami. Jednak patia oprócz odgrywania tej praktycznej roli szybko zaczęły spełniać także funkcję dekoracyjną. Mieszkańcy Kordoby wpadli więc na pomysł, żeby raz do roku prezentować wspaniałe wewnętrzne dziedzińce, na co dzień zasłonięte murami, szerszej publiczności. W ten sposób chcieli też zachęcić właścicieli domów do kultywowania tradycji dbania o te osobliwe ogrody. Dziś w maju (w 2018 r. od 1 do 13 maja) można wybrać się na oglądanie ukrytych oaz Kordoby z okazji specjalnego festiwalu (Fiesta de los Patios). Prezentacji dziedzińców towarzyszą poczęstunki czy koncerty flamenco. Poza tym patia biorą również udział w konkursie. Z myślą o zwiedzających na stronie internetowej patios.cordoba.es umieszczono interaktywną mapę. 

 

LETNIE FIESTY

W sezonie letnim w Andaluzji także nie brakuje fiest. Zwykle zaczynają się one w środku tygodnia i kończą w niedzielę wieczorem. W większych miastach rozpoczynają się w sobotę o północy lub niedzielę wieczorem i trwają przez tydzień. Poniedziałek po fieście jest często lokalnym świętem przeznaczonym na odpoczynek.

W czerwcu można wybrać się na coroczny Dzień Czereśni (Día de la Cereza) do Alfarnate. Miejscowość ta leży na wschód od Antequery, nazywanej sercem Andaluzji (el corazón de Andalucía). Oprócz pysznych czereśni spróbujemy wówczas regionalnych dań i napojów.

W Hiszpanii celebruje się też wigilię św. Jana (23 czerwca). Fiestę de San Juan spędza się zwykle w gronie przyjaciół i rodziny na plażach. Andaluzyjczycy organizują prywatne spotkania przy grillu, ale lokalne władze włączają się w świętowanie – zapewniają oprawę muzyczną i przygotowują ogromne ognisko. Poza tym pojawiają się również stoiska z rękodziełem artystycznym czy jedzeniem. Podczas magicznej nocy św. Jana ogień łączy się z wodą. Tego wydarzenia nie wolno przegapić, a najlepiej wziąć w nim udział w Maladze. To miasto zachwyca swoim klimatem, mnie nawet bardziej niż Barcelona. Warto w nim się wybrać do znanej bodegi i baru „El Pipmi” i skosztować słynnego lokalnego, malagijskiego wina. Współwłaścicielem tego modnego lokalu został ostatnio Antonio Banderas. 

 

URLOP NA PLAŻY

Linia brzegowa Andaluzji ma długość ponad 1,1 tys. km i ciągnie się od Pulpí w prowincji Almería do miasta Isla Cristina (Huelva), które leży ok. 7 km od granicy z Portugalią. Wybrzeże jest tu w większości pokryte miękkim, złotym piaskiem. Nic więc dziwnego, że zarówno turyści, jak i miejscowi lubią spędzać czas wolny na plaży. Sezon na plażowanie trwa od Wielkanocy lub połowy maja do końca września – wtedy otwarte są chiringuitos (małe bary na plaży) z leżakami ustawionymi rzędami obok parasoli oraz wypożyczalnie sprzętu do uprawiania sportów wodnych. Dostęp do brzegu od strony morza dla łodzi motorowych oznacza się żółtymi bojami. Wybrzeże oblegane jest zwłaszcza podczas wakacji szkolnych, a szczyt sezonu przypada na lipiec i sierpień, kiedy wielu mieszkańców Madrytu, Kordoby, Grenady, Sewilli i innych miast w Hiszpanii przybywa tu na coroczny urlop. W tym okresie będziemy mieć trudności z zaparkowaniem samochodu w okolicy.

Najpopularniejszy i najlepiej pod względem turystycznym rozwinięty rejon stanowi Costa del Sol. Znajdują się tutaj takie znane kąpieliska, jak np. Estepona, Marbella, Torremolinos, Benalmádena, Fuengirola, Málaga, Rincón de la Victoria, Nerja czy Manilva. Wody Morza Śródziemnego są ciepłe i czyste. W wielu nadmorskich miejscowościach wzdłuż plaż ciągną się zadbane spacerowe deptaki. 

 

Patio de las Doncellas (Dziedziniec Panien) w Real Alcázar de Sevilla

©© TURISMO DE SEVILLA

 

SMACZNA KUCHNIA

Wśród potraw andaluzyjskiej kuchni każdy na pewno znajdzie coś dla siebie. Słynna na całym świecie dieta śródziemnomorska jest bogata w naturalne produkty. W Andaluzji używa się oliwek i oliwy oraz sezonowych warzyw. Popularne są też ryby, owoce morza i różne mięsa, a także surowa szynka zwana jamón serrano (znawcy twierdzą, że najlepsza pochodzi z Trevélez, Jabugo lub Serón). Wsród lokalnych dań warto wymienić gambas pil pil (słodko-pikantne, soczyste krewetki w czosnkowym oleju z chili), paellę czy salmorejo, czyli kremowy chłodnik z pomidorów, czosnku, chleba i oliwy, pochodzący z Kordoby. Klasyczną potrawę stanowi hiszpańska tortilla (tortilla española) z ziemniakami. Do moich ulubionych specjałów należą bakłażany w melasie trzcinowej (berenjenas con miel de caña) i pimientas fritas – paprykowe frytki (zawsze proszę o te w wersji grillowanej). Na deser w Andaluzji je się churros i popija się gorącą czekoladę. Osobom, które dbają o linię, polecam owoce flaszowca peruwiańskiego (cherimoyas, chirimoyas).

W tym regionie Hiszpanii spodoba się także miłośnikom wina. Podczas wizyty w spektakularnie położonym mieście Ronda warto wybrać się do rejonu Serranía de Ronda na zwiedzanie winnic i winiarni połączone z degustacją. Znana mi Bodega Gonzalo Beltrán produkuje czerwone wino Perezoso z ekologicznie uprawianego szczepu syrah (shiraz). Znajduje się ona w charakterystycznym punkcie, w okolicy głębokiego wąwozu El Tajo. Polecam odwiedzić również usytuowaną na północ od Rondy Bodegę Joaquín Fernández, w której wytwarza się organiczne wina.

W Maladze można udać się do otwartego w 2008 r. muzeum prezentującego historię tradycji winiarskich w prowincji Malaga (Museo del Vino Málaga). Okolica ta od dawna słynie ze słodkich win wzmacnianych, produkowanych z odmian winogron moscatel (muscat) i Pedro Ximénez. Właśnie moscatel jest prawdopodobnie drugim najbardziej znanym gatunkiem wina w Andaluzji.

Najpopularniejszy andaluzyjski szlachetny trunek stanowi niewątpliwie jerez (sherry). To oryginalne wytwarza się na obszarze leżącym w prowincji Kadyks między miastami Jerez de la Frontera, El Puerto de Santa María i Sanlúcar de Barrameda. Są one wierzchołkami tzw. trójkąta sherry. W tym pierwszym warto wybrać się na degustację do centrum Consejo Regulador de los Vinos de Jerez y Manzanilla, gdzie można poznać historię i sposób produkcji tego słynnego wina. Według mnie na zainteresowanie zasługują szczególnie takie odmiany sherry jak Palo Cortado i seria VORS marki Lustau.

 

UROKI JESIENI

Po wakacjach, we wrześniu Andaluzję powoli zaczynają opuszczać turyści, choć gorące lato trwa do końca miesiąca. Nawet październik rozpieszcza ciepłem i promieniami słonecznymi. Słońce świeci już nieco niżej, jego światło jest delikatniejsze. Kolory wydają się głębsze, cienie są dłuższe, a kontrasty większe. Region zachęca do rozkoszowania się pięknem przyrody. Jesienna Andaluzja kojarzy się z kasztanami, grzybami i feerią barw. Lasy kasztanowe stanowią jeden z najbardziej charakterystycznych elementów w rejonie łańcuchów górskich Sierra de Aracena i Sierra de las Nieves. Kolorowe liście drzew kontrastują z kolczastymi owocami. Po deszczu pojawiają się liczne grzyby, od borowików przez kurki do trufli. W ich poszukiwaniu należy kierować się na El Andévalo (w prowincji Huelva). Na wzgórzach jesienią dojrzewają winogrona. Winnice w Andaluzji ciągną się nieraz aż po horyzont. Na amatorów świeżych owoców czekają słodkie figi i soczyste cherimoyas (chirimoyas).

 

WEEKEND Z GOLFEM

Ze względu na dużą liczbę słonecznych dni w roku (ponad 300!) ten region Hiszpanii stał się rajem dla golfistów. Ze spektakularnie położonych profesjonalnych pól golfowych (aż ok. 120) rozpościerają się wspaniałe widoki na morze lub góry. Andaluzja jest jednym z najważniejszych miejsc w Europie dla miłośników tego sportu. Do najlepszych ośrodków na Wybrzeżu Słońca (Costa del Sol), nazywanym też Costa del Golf, należy klub Santa Clara Golf Marbella znajdujący się niedaleko centrum modnego kurortu Marbella. Pole golfowe zostało tu stworzone w 2001 r. z poszanowaniem środowiska naturalnego i wykorzystaniem miejscowej roślinności. Golfiści bardzo chętnie odwiedzają prowincje Malaga i Kadyks, szczycące się długimi liniami brzegowymi i spektakularną zielenią. Przyciągają ich w te malownicze okolice tak znane i cenione ośrodki jak choćby Real Club Valderrama w Sotogrande, La Reserva Sotogrande, Real Club de Golf de Sotogrande, Río Real Golf & Hotel Marbella, Los Naranjos Golf Club w tzw. Dolinie Golfowej Marbelli (Valle del Golf de Marbella), usytuowany zaledwie kilka minut od luksusowego Puerto Banús, a także Golf Torrequebrada koło Benalmádeny, Montenmedio Golf & Country Club w Vejer de la Frontera czy Alcaidesa Links Golf Resort. W Almeríi można z kolei pograć w golfa na pustyni (w Desert Springs Golf Club w gminie Cuevas del Almanzora).

 

Białe miasteczko Olvera z pozostałościami arabskiego zamku z końca XII w.

©© WWW.CADIZTURISMO.COM

 

NA DWÓCH KÓŁKACH

Świetnym pomysłem na zwiedzanie Andaluzji jest również wyprawa rowerowa. Spodoba się ona szczególnie osobom lubiącym spędzać urlop aktywnie. Taką wycieczkę można połączyć z podziwianiem wyjątkowych pueblos blancos – białych miasteczek, które leżą w prowincjach Kadyks i Malaga. Jazda na rowerze cieszy się popularnością w tej części Hiszpanii i często zdarza się, że grupy rowerzystów spędzają razem weekend, podróżując po okolicy. Zawsze podziwiam ludzi przemierzających na dwóch kółkach tutejsze górzyste tereny, ale dla takich zapierających dech w piersiach widoków zdecydowanie warto zdobyć się na ten wysiłek. Do najsłynniejszych miast na trasie (Ruta de los Pueblos Blancos) należą m.in. Arcos de la Frontera, Olvera, Ubrique czy niesamowita Ronda wzniesiona po obu stronach głębokiego wąwozu rzeki Guadalevín (tzw. Tajo de Ronda). Vejer de la Frontera ma mauretański charakter – przy wąskich, krętych uliczkach stoją tu dawne arabskie domy. Miejscowość znajduje się zaledwie 8 km od morza i z wielu jej punktów rozpościerają się cudowne panoramiczne widoki na wybrzeże. Amatorom słonecznych plaż polecam szczególnie te w miasteczku Salobreña na Costa Tropical koło Grenady.

Na zainteresowanie zasługuje poza tym jedyna w Andaluzji niebieska wioska Júzcar w prowincji Malaga. Wizyta w niej spodoba się zwłaszcza dzieciom. W czerwcu 2011 r. w związku z premierą filmu Smerfy amerykański producent Sony Pictures zaproponował przekształcenie miejscowości w pierwszą na świecie osadę smerfów i pomalował jej budynki na niebiesko. Dziś naprawdę można się tutaj poczuć jak w bajkowej krainie.

 

SZLACHETNE RUMAKI

Nierozerwalnie związane z andaluzyjską kulturą są też konie. Te dostojne stworzenia z imponującymi długimi grzywami pojawiają się na wielu miejscowych festiwalach. Do największych zawodów jeździeckich w Europie należą te organizowane w Vejer de la Frontera, zwane Circuito Hípico del Sol (Sunshine Tour). W lutym i marcu jeźdźcy z całego świata (przez pięć tygodni) rywalizują tu w skokach i ujeżdżaniu. Wydarzenie jest otwarte dla publiczności, odbywa się na specjalnym terenie kompleksu Montenmedio. Co roku przeprowadzane są także niezmiernie widowiskowe sierpniowe wyścigi konne na plaży w Sanlúcar de Barrameda w prowincji Kadyks.

W Andaluzji można zobaczyć wspaniałe pokazy jeździeckie. Te najsłynniejsze organizuje Królewska Andaluzyjska Szkoła Sztuki Jeździeckiej (Real Escuela Andaluza del Arte Ecuestre) mieszcząca się w Jerez de la Frontera. Występy robią ogromne wrażenie na widzach. Do Jerez najlepiej zawitać wiosną, w maju, kiedy to odbywa się Feria del Caballo – festiwal koni mający ponad 750-letnią tradycję. Podczas niego nie tylko obejrzymy wspaniałe rumaki i będziemy mogli podziwiać ich niezwykłą grację. Spróbujemy też pysznych tapas czy lokalnego sherry. Wydarzeniu towarzyszą również występy muzyczne i pokazy flamenco. Najbliższą Ferię del Caballo będzie się świętować w Jerez de la Frontera od 5 do 12 maja 2018 r.

 

WAKACJE NA SPORTOWO

Do Andaluzji ściągają co roku liczni amatorzy sportów wodnych. Nie ma w tym nic dziwnego – temperatury powietrza i wody są wysokie, słońce świeci bardzo często, a widoki zapierają dech w piersiach. W ostatnich czasach dużą popularnością cieszy się w tym regionie tzw. dzikie pływanie (natación en plena naturaleza). Uprawia się je w miejscach nieprzystosowanych do ruchu turystycznego (rzekach, jeziorach, zatoczkach, zbiornikach wodnych przy wodospadach), gdzie nie znajdziemy żadnych udogodnień ani infrastruktury w postaci toalet, przebieralni czy barów. W takich okolicach nie ma też tłumów ludzi i to właśnie ogromna zaleta tej aktywności. Wokół panuje błoga cisza i spokój. Często trzeba przejść przez las lub wzgórza, aby dotrzeć do idealnego miejsca do popływania tylko w otoczeniu natury.

Wybrzeże w pobliżu białego miasteczka Salobreña pokrywają długie plaże. Ze względu na ciepły klimat w okolicy uprawia się tropikalne owoce i trzcinę cukrową. Dania ze świeżych ryb i owoców morza smakują tu doskonale. Położona wśród malowniczych krajobrazów Salobreña jest doskonałym miejscem dla turystów, którzy lubią spędzać czas na świeżym powietrzu i uprawiać sporty wodne.

Leżąca na przepięknym Wybrzeżu Światła (Costa de la Luz) Tarifa nazywana bywa pełną przygód stolicą Europy. Ściągają do niej głównie wind- i kitesurferzy, którzy okupują plaże w okolicy. Z pobytu w tym mieście z pewnością zapamiętamy świetne jedzenie, wyśmienite wino, przyjaznych mieszkańców i cudowną rodzinną atmosferę. Ja uwielbiam Tarifę nie tylko dlatego, że stanowi znakomite miejsce na wypoczynek, ale również ze względu na fakt, że wypływają stąd statki do nieodległego Maroka. Jedynie krótki rejs dzieli nas więc od kolorowych medin i gwarnych targów Maghrebu.

 

IDEALNE MIEJSCE

Osoby planujące wyjazd do słonecznej Andaluzji mają ogromny wybór miejsc zakwaterowania i to na każdą kieszeń. Do wynajęcia są tutaj urocze, zaciszne wille z basenem, luksusowe rezydencje, sielskie domki letniskowe i apartamenty w malowniczych białych miasteczkach położonych na uboczu. Możemy zatrzymać się w środku miasta, małej, spokojnej miejscowości, nadmorskim kurorcie lub odludnej okolicy. Na gości czekają także pensjonaty B&B o rozmaitych profilach oraz tradycyjne hotele w różnym standardzie usług. Odpowiednie miejsce na pobyt znajdziemy również za pośrednictwem internetu, np. serwisy letsmalaga.com, mymalaga.pl czy pisanewsewilli.com, udostępnione w języku polskim, podpowiadają, gdzie warto zatrzymać się w Maladze, Sewilli i ich rejonach, na jakie atrakcje i wydarzenia zwrócić uwagę. Proponuję zastanowić się też, czy nie połączyć wycieczki do Andaluzji z nauką języka hiszpańskiego.

Nic tak nie ekscytuje, nie dodaje rumieńców życiu i nie otwiera nas na inność jak podróże. Choć wydajemy na nie pieniądze, to dzięki nim stajemy się bogatsi. Andaluzja jest regionem, który potrafi zafascynować już podczas pierwszej wizyty w jej gościnnych progach. Sama się o tym kiedyś przekonałam.

 

Wydanie Wiosna 2018