BB Zamek ksiazat Sulkowskich poziom fot

Zamek książąt Sułkowskich w Bielsku-Białej

© URZĄD MIEJSKI W BIELSKU-BIAŁEJ/R. HRYCIOW

 

BARBARA TEKIELI

 

Górny Śląsk, od lat kojarzony z Zespołem Pieśni i Tańca „Śląsk” im. Stanisława Hadyny, przemysłem ciężkim oraz kopalniami, dziś emanuje pozytywną energią i zaskakuje nowoczesnością. Największy ośrodek województwa śląskiego – Katowice – należy do najbardziej zielonych miast w Polsce. Ostatnio staje się też niezmiernie prężnie rozwijającym się centrum kultury.

 

Ziemie historycznego Górnego Śląska znajdują się współcześnie w większości w granicach dwóch polskich jednostek administracyjnych. Są to sąsiadujące ze sobą województwa: opolskie i śląskie. Drugie z nich może poszczycić się ciekawą kulturą, jak również dużą różnorodnością krajobrazów. Znajdziemy w nim m.in. malownicze góry, jeziora, Pustynię Błędowską, zwaną polską Saharą, i liczne tereny zielone, które pokrywają ok. 32,5 proc. jego powierzchni.

 

Niewątpliwą atrakcję województwa śląskiego stanowią obiekty poprzemysłowe, które umieszczono na interesującym Szlaku Zabytków Techniki. Miłośnicy zabytkowych drewnianych kościołów mogą wybrać się na Szlak Architektury Drewnianej. Najsłynniejsze zamki, warownie i ruiny znaczą z kolei Szlak Orlich Gniazd.

 

STREFA KULTURY

 

Starania Katowic o przyznanie im w 2016 r. tytułu Europejskiej Stolicy Kultury wiele zmieniły w tej przemysłowej aglomeracji. W grudniu 2015 r. UNESCO nadało jej prestiżowy tytuł Miasta Muzyki (Miasta Kreatywnego UNESCO w dziedzinie muzyki). Na terenach poprzemysłowych dawnej Kopalni Węgla Kamiennego „Katowice” stworzono Strefę Kultury. Znajduje się tutaj najlepsza pod względem akustyki w Polsce i tej części Europy sala koncertowa, serce nowej siedziby Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia (NOSPR). Dzieło architekta Tomasza Koniora i japońskiego akustyka Yasuhisy Toyoty z tokijskiej firmy Nagata Acoustics, wcześniej pracującej przy realizacji najsłynniejszych tego typu obiektów na świecie (m.in. Walt Disney Concert Hall w Los Angeles czy Filharmonii nad Łabą w Hamburgu), robi ogromne wrażenie. Monumentalny, pięciokondygnacyjny budynek NOSPR o powierzchni blisko 8 tys. m²nawiązuje kolorystyką i bryłą do charakterystycznej dla regionu architektury. Wielka sala koncertowa jest oddzielona od reszty gmachu. Na słuchaczy czeka na widowni 1,8 tys. miejsc.

 

W Strefie Kultury, niedaleko słynnej Hali Widowiskowo-Sportowej Spodek, znajduje się również Międzynarodowe Centrum Kongresowe, które może pomieścić 12 tys. osób. Część konstrukcji gmachu pokrywa trawa. Z tarasów w tzw. Zielonej Dolinie roztacza się niezwykły widok na miasto i okolicę.

Do katowickiej Strefy Kultury przyciąga też Muzeum Śląskie funkcjonujące od 2015 r. w nowoczesnym kompleksie. To najważniejsza i najciekawsza tego rodzaju placówka w regionie. Zwiedzający mogą poznać historię, folklor i kulturalne dziedzictwo tej części Polski, a także dorobek intelektualny i artystyczny Ślązaków. Pod ziemią znajdują się galerie sztuki polskiej z lat 1800–1945 i po 1945 r. oraz śląskiej sztuki sakralnej czy wystawa stała Światło historii. Górny Śląsk na przestrzeni dziejów. Muzeum ma w zbiorach m.in. Pomarańczarkę Aleksandra Gierymskiego, dzieła Jacka Malczewskiego, Tadeusza Kantora i Magdaleny Abakanowicz. W dawnej maszynowni działa jedna z restauracji ze Szlaku Kulinarnego „Śląskie Smaki” – „Moodro”. Z tarasu widokowego położonego na wysokości 40 m (umieszczonego na wieży dawnego szybu wyciągowego „Warszawa II”) rozpościera się wspaniała panorama Katowic.

 

 Zabytkowa Kopalnia Srebra - w-zki transportowe w komorze Zawaéowej

Zabytkowa Kopalnia Srebra w Tarnowskich Górach

© STOWARZYSZENIE MIŁOŚNIKÓW ZIEMI TARNOGÓRSKIEJ

 

TURYSTYKA INDUSTRIALNA

 

Ten region naszego kraju uchodzi za mekkę miłośników historii przemysłu, którzy ściągają do niego nie tylko z Polski, ale i całej Europy. Z tego względu w 2006 r. oficjalnie otwarto Szlak Zabytków Techniki województwa śląskiego (www.zabytkitechniki.pl), łączący najciekawsze poprzemysłowe obiekty (obecnie jest ich 43). Odwiedza je rocznie kilkaset tysięcy osób. Na trasie można obejrzeć zabytki z dziedziny górnictwa (wydobycie węgla i srebra), hutnictwa, kolejnictwa, energetyki, łączności, włókiennictwa, ceramiki, produkcji wody, a nawet przemysłu spożywczego. Znajdziemy tu nie tylko muzea, skanseny czy kopalnie, ale także wciąż działające zakłady przemysłowe i zachowane w najdrobniejszych szczegółach kolonie robotnicze. Najsłynniejsza z tych ostatnich to Nikiszowiec, leżący na terenie Janowa-Nikiszowca, jednej z jednostek pomocniczych Katowic. W tym rejonie Kazimierz Kutz kręcił sceny do swoich filmów. Dziś odbywa się tutaj wiele wydarzeń i imprez plenerowych o wyjątkowej atmosferze.

 

W lipcu 2017 r. kopalnie rud ołowiu, srebra i cynku wraz z systemem gospodarowania wodami podziemnymi w Tarnowskich Górach zostały wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To pierwsze obiekty z województwa śląskiego docenione przez organizację. W skład unikatowych tarnogórskich podziemi wchodzą dwie pozycje ze Szlaku Zabytków Techniki: Zabytkowa Kopalnia Srebra i Sztolnia Czarnego Pstrąga.

 

Fascynującą przemysłową historię Śląska przybliża cykliczny festiwal INDUSTRIADA, odbywający się w pierwszej połowie czerwca. Podczas ostatniej, ósmej edycji imprezy promującej Szlak Zabytków Techniki województwa śląskiego jej uczestnicy mieli do wyboru 537 wydarzeń, organizowanych w aż 47 obiektach i 28 miastach (www.industriada.pl). Trasa turystyczna zaprasza przez cały rok. Poza tym w internetowym INDUsklepie można kupić produkty inspirowane industrialnymi zabytkami i ich losami.

 

The Space of Culture in Katowice foto K

Katowicka Strefa Kultury – w tle Hala Widowiskowo-Sportowa Spodek

© ŚLĄSKA ORGANIZACJA TURYSTYCZNA/K. KRZEMINSKI

 

PODZIEMNE ATRAKCJE

 

Szczególne miejsce na opisywanym szlaku zajmuje Zabrze, które od 15 lat gości międzynarodowe konferencje naukowo-praktyczne, a od 10 – targi turystyki przemysłowej (www.zabrzewsercuslaska.pl). To miasto o niezwykłej historii kształtowanej przez przemysł ciężki. Pod powierzchnią ziemi kryje się w nim ponad 10 km tras przygotowanych dla turystów w Kopalni Guido i Sztolni Królowa Luiza (należących do Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu – największego w Europie poprzemysłowego kompleksu turystycznego i jedynej tego typu placówki w kraju, będącej jednocześnie samorządową instytucją kultury, centrum edukacyjnym, zakładem górniczym i ośrodkiem naukowo-muzealnym). Nazwa założonej w 1855 r. kopalni pochodzi od imienia jej właściciela – magnata przemysłowego Guida Henckela von Donnersmarcka. Z inicjatywy Małgorzaty Mańki-Szulik, prezydenta Zabrza, w 2007 r. ponownie otwarto ją dla turystów. Można tu zwiedzać trzy poziomy położone na głębokości 170, 320 i 355 m. Na pierwszym jest m.in. kaplica patronki górników, czyli św. Barbary. Drugi prezentuje XX-wieczną kopalnię – część trasy pokonuje się na nim podwieszaną kolejką elektryczną. Tutaj znajduje się też usytuowany najgłębiej w Europie podziemny pub, w którym serwuje się potrawy regionalne i rzemieślnicze piwo Guido. Na tym poziomie powstała wyjątkowa strefa kultury i biznesu. W zrewitalizowanych górniczych komorach odbywa się wiele wydarzeń kulturalnych, w tym znane festiwale muzyczne (m.in. Międzynarodowy Festiwal im. Krzysztofa Pendereckiego). Pod ziemią działa również Teatr na Poziomie i organizuje się cykl Muzyka na poziomie. Na 355 m leży najgłębiej usytuowana część kopalni. Dawne chodniki zachowane są w takim stanie, w jakim ponad 20 lat temu zostawili je górnicy. Zwiedzający ten poziom zakładają ochronne ubrania górnicze.

 

Wyjątkową zabrzańską atrakcją jest także Sztolnia Królowa Luiza. Zejście do niej to niesamowita podróż w czasie. Trasa biegnie przez autentyczne korytarze dwóch historycznych obiektów: Głównej Kluczowej Sztolni Dziedzicznej i Kopalni Królowa Luiza. Budowa 14-kilometrowego korytarza łączącego Zabrze z Chorzowem trwała aż 64 lata. Drążona niemal wyłącznie siłą ludzkich mięśni sztolnia stanowiła najdłuższą budowlę hydrotechniczną w europejskim górnictwie węglowym. Jej atrakcją jest ciągnący się przez ok. 1,1 km odcinek wodny, który już wkrótce zostanie udostępniony zwiedzającym. Będzie go można pokonać specjalnymi drewnianymi łodziami. Fragmenty wyrobisk pochodzą z końca XVIII stulecia, co sprawia, że kompleks ten jest najstarszym w Europie obiektem górnictwa węglowego oddanym do zwiedzania. W Kopalni Królowa Luiza znajduje się podziemny park maszyn górniczych, które cały czas działają. Na powierzchni czeka z kolei inna atrakcja. To nowoczesny edukacyjny Park 12C poruszający zagadnienia związane z czterema żywiołami, technikami wydobywania węgla i energią w przyrodzie. Powstał on głównie z myślą o grupach szkolnych i rodzinach z dziećmi.

 

Na zainteresowanie w Zabrzu zasługują również stuletnie budynki zaprojektowane przez znanych architektów i urbanistów oraz osiedla patronackie: kolonia robotnicza Borsigwerk (osiedle Borsiga), Zandka czy Ballestrema w Rokitnicy. Warto odwiedzić też Szyb Maciej z zabytkowymi maszynami i wnętrzami. W odrestaurowanym obiekcie funkcjonuje poza tym restauracja ze Szlaku Kulinarnego „Śląskie Smaki”, w której odbywa się wiele wydarzeń kulturalnych i promujących turystykę przemysłową. Podaje się w niej tradycyjne dania w nowoczesnej wersji.

 

DREWNIANA WIEŻA

 

W sąsiedztwie Zabrza leżą Gliwice. Ich zwiedzanie najlepiej zacząć od historycznej części, gdzie zachowały się fragmenty murów obronnych z ruinami Bramy Raciborskiej (Czarnej) i Zamkiem Piastowskim, w którym funkcjonują dwa działy Muzeum w Gliwicach: historyczny i archeologiczny. W okolicy znajduje się Kościół Wszystkich Świętych. Z jego wieży od maja do września można podziwiać panoramę miasta.

 

Ulubionym miejscem gliwiczan jest Rynek z zabytkowymi kamienicami, Ratuszem i fontanną Neptuna siedzącego na delfinie. Od placu odchodzi reprezentacyjna ul. Zwycięstwa, przy której stoi pierwszy modernistyczny budynek w Gliwicach – Dom Tekstylny Weichmanna z 1922 r. Nieco dalej znajdują się Ruiny Teatru Victoria, które są jednym z najciekawszych obiektów kulturalnych w regionie (należą do Teatru Miejskiego w Gliwicach). Na scenie prezentuje się tu nietypowe przedsięwzięcia artystyczne.

 

Symbolem miasta jest Radiostacja Gliwice (wpisana na listę Pomników Historii w marcu 2017 r.), przypominająca nieco wieżę Eiffla. Zbudowana w 1935 r. konstrukcja z drewna modrzewiowego stanowi najchętniej fotografowany tutejszy obiekt. Sfingowany przez nazistów atak na niemiecką radiostację z 31 sierpnia 1939 r. był jednym z pretekstów do rozpoczęcia II wojny światowej (tzw. prowokacja gliwicka). Wieża o wysokości 111,1 m znajduje się na Szlaku Zabytków Techniki. Oprócz niej umieszczono na nim jeszcze Oddział Odlewnictwa Artystycznego z unikatowymi zabytkowymi odlewami w dawnej maszynowni Kopalni Węgla Kamiennego „Gliwice” oraz Muzeum Techniki Sanitarnej. Do wyjątkowych miejsc należy także Palmiarnia Miejska na terenie Parku im. Fryderyka Chopina czy Willa Caro – XIX-wieczna rezydencja przemysłowca Oscara Caro, obecnie główna siedziba Muzeum w Gliwicach.

 

Amfiteatr im

Amfiteatr im. Stanisława Hadyny w Wiśle mieści ok. 2,5 tys. widzów

© URZĄD MIEJSKI W WIŚLE

 

DUCH KSIĘŻNEJ DAISY

 

Jednym z najczęściej odwiedzanych górnośląskich miast jest istniejąca od ponad 700 lat Pszczyna. Lata jej świetności przypadają na przełom XIX i XX w. Wówczas tutejsze ziemie należały do potężnego rodu magnackiego Hochbergów, właścicieli m.in. Tyskich Browarów Książęcych (od 1825 r.) i miejscowego zamku.

 

Rynek pszczyński zachował średniowieczny układ urbanistyczny. Jednak za największą atrakcję miasta uchodzi wspomniana neobarokowa siedziba książąt Hochberg von Pless z Książa, nazywana polskim Wersalem. Niegdyś przyjeżdżali tu z wizytą arystokraci z całej Europy. W czasie ostatniej przebudowy w latach 1870–1876 według projektu francuskiego architekta Aleksandra Hipolita Destailleura dobudowano m.in. Salę Lustrzaną, dawną reprezentacyjną dwukondygnacyjną jadalnię, w której odbywają się obecnie koncerty, w tym Wieczory u Telemanna na cześć niemieckiego barokowego kompozytora Georga Philippa Telemanna, będącego na początku XVIII stulecia częstym gościem w Pszczynie.

 

Najsłynniejszą mieszkanką zamku była Maria Teresa Oliwia Hochberg von Pless, zwana księżną Daisy. W wieku 18 lat, w grudniu 1891 r., poślubiła ona pszczyńskiego księcia Jana Henryka XV. Słynąca z niezwykłej urody i temperamentu dama interesowała się polityką międzynarodową i przyczyniła się do rozwoju Pszczyny. Dziś ma swoją ławeczkę na rynku. Każdego roku w maju organizowane jest wydarzenie Daisy Days – trzydniowa impreza nawiązująca do zainteresowań i działalności księżnej, podczas której na pszczyńskim rynku rozkwitają ogrody jej imienia.

 

W neorenesansowym miejskim Ratuszu, niegdyś wartowni i więzieniu, obecnie urzędują władze Pszczyny. Na zamek prowadzi najstarszy zachowany fragment jego zespołu – Brama Wybrańców z 1687 r. Działa w niej Biuro Informacji Turystycznej i „Cafe u Telemanna”.

 

O atrakcyjności i wielokulturowości Pszczyny przypominają dawne rezydencje magnackie, dom gminy żydowskiej oraz Muzeum Prasy Śląskiej im. Wojciecha Korfantego, znajdujące się przy głównym deptaku, z najstarszymi śląskimi drukami, gazetami, sprzętem drukarskim i introligatorskim. Na piętrze placówki mieści się Izba u Telemanna, nadwornego muzyka książąt pszczyńskich. Zebrano w niej zabytkowe instrumenty muzyczne.

 

Nieopodal rynku założono Pokazową Zagrodę Żubrów. To największa atrakcja tzw. Dzikiej Promenady. Pierwsze żubry zostały sprowadzone do Pszczyny z Puszczy Białowieskiej w 1865 r. przez księcia Jana Henryka XI z rodu Hochbergów, wielkiego miłośnika polowań. Dzisiaj te dostojne zwierzęta można również spotkać w pobliskim Ośrodku Hodowli Żubrów i Edukacji Leśnej w Jankowicach.

 

Do kompleksu zamkowego należy zabytkowy Park Pszczyński o powierzchni 156 ha. Przy ul. Parkowej znajduje się Skansen – Zagroda Wsi Pszczyńskiej. W mieście wytyczono liczne ścieżki konne, piesze i rowerowe. Działają w nim wypożyczalnie rowerów miejskich, a od maja do końca września sztuczne jezioro Łąka czeka na amatorów kąpieli i sportów wodnych.

 

Tradycje kulinarne z kuchnią myśliwską na czele zainspirowały tutejszych restauratorów do popularyzowania lokalnych potraw. „Restauracja Kameralna”, umieszczona w prestiżowym Żółtym Przewodniku Gault&Millau Polska i na Szlaku Kulinarnym „Śląskie Smaki”, serwuje dania regionalne i europejskie. W weekendy można tutaj zjeść deser kopa przygotowany przez Remigiusza Rączkę, popularnego śląskiego kucharza.

 

PERŁA BESKIDÓW

 

Województwo śląskie to także góry. Perłą Beskidów nie bez powodu nazywane jest miasto Wisła. Warto do niego zawitać o każdej porze roku. Tutaj biorą początek Biała i Czarna Wisełka, potoki tworzące królową polskich rzek – Wisłę.

 

W mieście czeka znakomita baza noclegowa z obiektami na każdą kieszeń (ponad 11 tys. miejsc), ale również doskonale przygotowana infrastruktura sportowo-rekreacyjna. Swoją sławę Wisła zawdzięcza słynnemu polskiemu skoczkowi narciarskiemu Adamowi Małyszowi. To jeden z powodów, dla których turyści wybierają wypoczynek właśnie tutaj. W „Domu Zdrojowym” znajduje się jedyna, niepowtarzalna rzeźba Adama Małysza z białej czekolady. W menu jednej z najlepszych restauracji na Szlaku Kulinarnym „Śląskie Smaki”, „Chacie Olimpijczyka Jasia i Helenki” prowadzonej przez kombinatora norweskiego Jana Legierskiego i jego żonę, umieszczono ulubione potrawy znakomitego sportowca. W stylowym lokalu jest też sala z trofeami narciarzy pochodzących z Wisły. Z kolei w Galerii Sportowe Trofea Adama Małysza można zobaczyć nie tylko jego nagrody z licznych konkursów, ale także rzeczy osobiste. Inny znany skoczek narciarski, Piotr Żyła, został uwieczniony w wiślańskiej Alei Gwiazd Sportu. Tablica z jego imieniem wmurowana jest niedaleko tablicy Adama Małysza.

 

Miłośnicy górskich wędrówek mają w tym rejonie do wyboru ponad 150 km szlaków turystycznych o różnej trudności. Poza tym znajdują się tu znakomicie przygotowane trasy rowerowe, kryte baseny, korty tenisowe i boiska sportowe. Stoki do uprawiania narciarstwa zjazdowego w większości są oświetlone i ratrakowane. W okolicy działa kilkanaście stacji narciarskich, a siedem z nich oferuje wyciągi krzesełkowe (Cieńków, Stożek, Nowa Osada, Soszów, Klepki, Skolnity i Stok). Dużym ułatwieniem dla narciarzy jest Wiślański SkiPass funkcjonujący na terenie Wisły i sąsiadującego z nią Ustronia. Jeden wspólny karnet pozwala na korzystanie z kilkunastu wyciągów. Rajem dla amatorów narciarstwa śladowego są trasy biegowe na przełęczy Kubalonka (758 m n.p.m.) oraz otwarte w 2014 r. trasy biegowo-nartorolkowe przy Ośrodku Sportowym Jonidło. Największa tutejsza skocznia, usytuowana w Wiśle-Malince i nosząca imię Adama Małysza, jest jedną z najnowocześniejszych na świecie. Odbywają się na niej światowe wydarzenia sportowe (Puchar Świata w skokach narciarskich i Letnie Grand Prix w skokach narciarskich).

 

Do największych atrakcji turystycznych miasta należy Rezydencja Prezydenta RP Zamek w Wiśle-Czarnem, położona na stoku Zadniego Gronia (728 m n.p.m.). Znajduje się w niej odtworzony historyczny gabinet Ignacego Mościckiego – pierwszego gospodarza tej modernistycznej posiadłości wpisanej do rejestru zabytków. Obowiązkowo trzeba również odwiedzić Amfiteatr im. Stanisława Hadyny (z nowatorskim zadaszeniem membranowym), zrewitalizowany Park Kopczyńskiego z takimi atrakcjami jak skatepark, ścianki wspinaczkowe czy Zabytkowy Park Przygód, w którym zobaczyć można makiety budowli z miast leżących nad Wisłą, oraz drewniany Pałacyk Myśliwski Habsburgów, obecną siedzibę lokalnego oddziału PTTK.

 

Przy planowaniu wyjazdu do Wisły warto wziąć pod uwagę imprezy cykliczne. W 2018 r. do najważniejszych z nich należą 55. Tydzień Kultury Beskidzkiej (odbędzie się w dniach od 28 lipca do 5 sierpnia) i Puchar Świata w skokach narciarskich (zaplanowany na 16–18 listopada).

 

MEKKA NARCIARZY

 

Położony w Beskidzie Śląskim pomiędzy zboczami Skrzycznego (1257 m n.p.m.) i Klimczoka (1117 m n.p.m.) Szczyrk uchodzi w Polsce za mekkę narciarzy, a to ze względu na znakomitą infrastrukturę (powyżej 40 km tras zjazdowych o różnym stopniu trudności). Miasto jest jednak atrakcyjne przez cały rok. Malownicze otoczenie oraz dobrze oznakowane szlaki piesze i rowerowe przyciągają mnóstwo turystów. Mogą oni wybierać spośród ponad 7 tys. miejsc noclegowych. O każdej porze roku czeka na nich też nowoczesna infrastruktura sportowo-rekreacyjna. Miłośnikom mniej typowych aktywności przypadną do gustu przejażdżki skuterami śnieżnymi (zimą) lub quadami czy samochodami terenowymi (latem), a także eksplorowanie tutejszych jaskiń i loty na paralotni.

 

W sezonie zimowym 2017/2018 po raz pierwszy można skorzystać ze wspólnego karnetu dla trzech największych ośrodków narciarskich w Szczyrku. Są to Centralny Ośrodek Sportu – Ośrodek Przygotowań Olimpijskich Szczyrk, Szczyrk Mountain Resort i Beskid Sport Arena. Po okolicy rozwozi chętnych bezpłatny skibus. W pierwszym z wymienionych obiektów na narciarzy i snowboardzistów czeka nowoczesna kolej krzesełkowa z czteroosobowymi kanapami (ze stacją pośrednią na hali Jaworzyna pod Skrzycznem – ok. 920 m n.p.m.) i dwa wyciągi orczykowe. Na terenie COS – OPO Szczyrk oddano do użytku 12,5 km tras narciarskich. Wśród nich znajduje się jedna z homologacją FIS (2,8 km długości). Szczyrk Mountain Resort, obecnie największy ośrodek narciarski w Polsce, oferuje infrastrukturę w europejskim standardzie. Można w nim korzystać z nowoczesnej kolei gondolowej (na 10 osób) i dwóch krzesełkowych (z kanapami dla 6 miłośników białego szaleństwa). Wprawionym narciarzom polecam Beskid Sport Arenę usytuowaną w dolinie potoku Biła. W ośrodku udostępniono w tym sezonie nową atrakcję dla osób doświadczonych – czarną trasę slalomową o nachyleniach dochodzących do 45 proc. Z myślą o najmłodszych przy stacji dolnej przygotowano strefę dziecka. Na polanie szczytowej znajduje się specjalny obszar nadający się na przeprowadzanie zawodów. Wszystkie trasy są tu oświetlone.

 

Poza wymienionymi ośrodkami w rejonie miasta funkcjonują mniejsze wyciągi, m.in. na Przełęczy Salmopolskiej (934 m n.p.m.), w Biłej i w centrum na Beskidku (830 m n.p.m.). Letni crossowy tor rowerowy w Górnym Szczyrku w sezonie zimowym odgrywa rolę trasy narciarstwa biegowego. W miejscowych hotelach z ofertą spa i wellness (np. Hotel Meta Resort Vine Spa, Hotel Klimczok, Hotel Elbrus Spa & Wellness) można zrelaksować się po szaleństwach na stoku i połączyć aktywny wypoczynek z odnową biologiczną. Warto też wspomnieć, że co roku w tym beskidzkim mieście odbywa się SnowFest Festival (w 2018 r. w dniach 9–10 lutego).

 

Szczyrk jest wymarzonym miejscem dla wszystkich smakoszy kuchni polskiej i regionalnych specjałów. Koniecznie trzeba w nim spróbować kwaśnicy na żeberkach, tradycyjnego żurku podawanego w chlebie, dań z dziczyzny, golonki na kapuście, smażonego oscypka z żurawiną i pstrąga w migdałach. Amatorom mocniejszych trunków polecam miodonkę beskidzką, a także wódki w różnych smakach produkowane tylko tutaj.

 

KURORT NAD WISŁĄ

 

Uzdrowisko Ustroń leży w malowniczej dolinie Wisły, usytuowanej pomiędzy górami Wielką Czantorią (995 m n.p.m.) i Równicą (ok. 885 m n.p.m.). Odbywa się w nim wiele imprez kulturalnych i sportowych. To idealne miejsce zarówno na podreperowanie zdrowia, jak i aktywny wypoczynek, i to przez cały rok.

Na miłośników pieszych wycieczek czeka w Ustroniu ponad 100 km tras turystycznych i spacerowych. Właśnie tu rozpoczyna się Główny Szlak Beskidzki im. Kazimierza Sosnowskiego, prowadzący z Beskidu Śląskiego w Bieszczady. Na terenie miasta wytyczono też powyżej 50 km oznakowanych tras rowerowych o różnym stopniu trudności.

 

Do najchętniej odwiedzanych miejsc w uzdrowisku należy Pijalnia Wód w Parku Zdrojowym, ścieżka zdrowia i fontanna solankowa. Smakosze powinni zajrzeć do tutejszych licznych restauracji i knajpek, np. „Karczmy Zapiecek”, „Karczmy Góralskiej”, „Sielanki” czy karczmy „Wrzos”, która posiada swój własny browar. Warto wybrać się również do Leśnego Parku Niespodzianek w Zawodziu (części Ustronia). Można w nim oglądać spacerujące swobodnie zwierzęta, a z punktów widokowych podziwiać Beskid Śląski.

 

Historię i zwyczaje dawnych mieszkańców uzdrowiska, a także dzieje hutnictwa i kuźnictwa prezentuje Muzeum Ustrońskie im. Jana Jarockiego, działające w zabytkowym budynku dawnej huty Klemens. Ciekawostkę stanowi w nim kolekcja zabawek. Za symbol miasta uchodzą tzw. piramidy – nietypowe trójkątne budynki, które zaczęto wznosić w latach 60. XX w.

 

Okolica Ustronia zachęca do wycieczek górskich. Dużą atrakcją jest tutaj całoroczna Kolej Linowa Czantoria. Pod jej górną stacją znajduje się letni tor saneczkowy. Na szczyt Wielkiej Czantorii można też dotrzeć pieszo. Z centrum miasta z kolei prowadzi trasa na Równicę. Spod położonego na jej zboczu (na wysokości 767 m n.p.m.) dawnego schroniska PTTK (Schroniska Równica) rozchodzi się wiele szlaków turystycznych. W pobliżu znajduje się również całoroczny Górski Park Równica i restauracje serwujące lokalne przysmaki („Koliba pod Czarcim Kopytkiem”, „Zbójnicka Chata” czy „Dwór Skibówki”).

 

Historia Ustronia jako uzdrowiska sięga XVIII stulecia, kiedy to odkryto działanie tutejszych wód oraz surowców naturalnych (solanki i borowiny). Warunki te sprzyjały leczeniu chorób układu oddechowego, reumatycznych i stawowo-mięśniowych oraz stanów wyczerpania. Pierwszy dom zdrojowy z łazienkami powstał w latach 1802–1804 z inicjatywy księcia cieszyńskiego i saskiego Albrechta (Alberta) Kazimierza, syna króla polskiego Augusta III. Obecnie Ustroń jest jedną z najważniejszych miejscowości uzdrowiskowych w kraju. Jako jedyne polskie uzdrowisko otrzymał w 2015 r. certyfikat Medical Tourism Professional od Medical Tourism Association.

 

Można odbyć tu rehabilitację kardiologiczną, neurologiczną, ortopedyczną oraz onkologiczną i obrzęku limfatycznego. W skład obiektów uzdrowiskowych wchodzą sanatoria: Równica, Kos, Narcyz i Rosomak, 3-gwiazdkowy Hotel Wilga, Uzdrowiskowy Instytut Zdrowia oraz centrum Medical & SPA Prestige Club, które ma w swojej ofercie zróżnicowane pobyty z zabiegami, programy odnowy biologicznej i regeneracyjne przeznaczone dla sportowców.

 

MAŁY WIEDEŃ

 

Leżące u podnóży Beskidu Śląskiego i Małego Bielsko-Biała słynie z licznych atrakcji turystycznych i potrafi zaskoczyć. Przyciąga przede wszystkim swoim położeniem i bogatą architekturą. Zachowały się w nim ślady wpływów kultury czeskiej i austriackiej, a zwłaszcza cesarskiej stolicy, dlatego też często nazywane bywa małym Wiedniem.

 

Ze względu na usytuowanie Bielsko-Biała cieszy się popularnością wśród aktywnych turystów i wielbicieli białego szaleństwa. Wiele szlaków prowadzących w góry rozpoczyna się już w mieście. Na stoku Dębowca (686 m n.p.m.) czynny jest nowoczesny wyciąg krzesełkowy, a w sezonie również naśnieżana trasa narciarska. Na Szyndzielnię (1028 m n.p.m.) można wjechać nowoczesną koleją gondolową. Z wieży widokowej stojącej na szczycie rozpościera się panorama Beskidów, a przy dobrej pogodzie widać stąd także Tatry. Z kolei Kozia Góra (683 m n.p.m.) zaprasza na górskie trasy rowerowe (Enduro Trails).

 

Z bielskiego Studia Filmów Rysunkowych pochodzą znani bohaterowie animacji dla dzieci. Pies Reksio oraz Bolek i Lolek doczekali się nawet swoich pomników w mieście. Od lat 70. XX w. Bielsko-Biała słynęło też jako miejsce produkcji Polskiego Fiata 126p – auta powstawały w Fabryce Samochodów Małolitrażowych (dziś należącej do FCA Poland). Popularny niegdyś maluch stał się symbolem miasta. Od niedawna własnym egzemplarzem tego pojazdu może pochwalić się znany amerykański aktor Tom Hanks.

 

Spacer po Bielsku-Białej warto zacząć od jego najstarszej części, czyli Rynku, którego układ urbanistyczny, pochodzący z XII stulecia, wpisano do rejestru zabytków. Co ciekawe, to również jedyne miasto w Polsce z pomnikiem Marcina Lutra. Jego autorem jest wiedeński artysta Franz Vogl. Najwyższy punkt Bielska-Białej stanowi góra Klimczok (1117 m n.p.m.), której nazwa nawiązuje do legendarnego zbójnika Klimczoka, działającego pod koniec XVII w. na terenie dzisiejszej Żywiecczyzny i Beskidu Śląskiego. Najniżej położone są Stawy Komorowickie (268 m n.p.m.). Poza tym w mieście w latach 1929–1932 powstała pierwsza zapora wodna na ziemiach polskich. Nosi ona imię prezydenta Ignacego Mościckiego. Do obiektu dociera się malowniczą ścieżką przyrodniczo-dydaktyczną wytyczoną w Dolinie Wapienicy.

 

Bielsko-Biała słynie też z podniebnych akrobacji. Każdego roku odbywa się tutaj Międzynarodowy Piknik Lotniczy (w 2018 r. będzie on organizowany w dniach 1–2 września). Członkiem Aeroklubu Bielsko-Bialskiego jest Sebastian Kawa – najbardziej utytułowany w historii światowego szybownictwa pilot, zdobywca 26 medali na mistrzostwach świata i Europy. W mieście organizuje się wiele znanych festiwali muzycznych. Do najpopularniejszych z nich należą: Bielska Zadymka Jazzowa – LOTOS Jazz Festival (zaplanowana w 2018 r. na 20–26 lutego), Międzynarodowy Festiwal Muzyki Sakralnej na Podbeskidziu Sacrum in Musica (najnowsza edycja odbędzie się 6–19 kwietnia 2018 r.), Festiwal Kompozytorów Polskich (w 2018 r. w terminie od 3 do 6 października) oraz Jazzowa Jesień w Bielsku-Białej (po raz kolejny artyści wystąpią w dniach 13–18 listopada 2018 r.).

 

ŚLĄSKIE SMAKI

 

Trudno wyobrazić sobie zwiedzanie województwa śląskiego bez spróbowania regionalnych potraw. W tej części Polski wyraźnie dostrzega się wpływy czeskie, austriackie, niemieckie, a także żydowskie. Wyjątkowa różnorodność sprawia, że to jeden z najciekawszych regionów kulinarnych w kraju. Znajdziemy tu dania charakterystyczne dla kuchni wiejskiej, mieszczańskiej, myśliwskiej i żydowskiej.

 

Poznawanie miejscowych specjałów ułatwia Szlak Kulinarny „Śląskie Smaki” – projekt autorstwa Śląskiej Organizacji Turystycznej. W będących częścią tego przedsięwzięcia restauracjach i lokalach gastronomicznych podaje się regionalne potrawy w wersji tradycyjnej oraz w nowoczesnym wydaniu zgodnym z najnowszymi trendami. Na szlaku można spróbować dań pochodzących z okolic Częstochowy i Zagłębia Dąbrowskiego lub charakterystycznych dla kuchni jurajskiej czy góralskiej, a także dowiedzieć się, co jedli mieszczanie w dawnym Księstwie Cieszyńskim bądź mieszkańcy Pszczyny – miasta będącego siedzibą rodu Hochbergów. Do typowych pozycji w tutejszym menu należą kluski śląskie (tzw. gumiklyjzy, których historia sięga XIII w.), modra kapusta i rolady śląskie. W górach koniecznie trzeba sprawdzić, jak smakuje słynna miodula (miodonka), wódka górali wiślańskich, czy żętyca. Warto też zamówić ciulim lelowski, czyli lokalną wersję żydowskiego czulentu. Dużym zainteresowaniem wśród turystów odwiedzających województwo cieszą się poza tym zupy: wodzionka, żur cysterski i zalewajka. Szlak Kulinarny „Śląskie Smaki” został doceniony również zagranicą – w 2015 r. otrzymał prestiżową nagrodę EDEN (European Destination of Excellence) w Międzynarodowym Konkursie na Najlepszą Europejską Destynację Turystyczną.

 

Aby spopularyzować kulinarne tradycje regionu, Śląska Organizacja Turystyczna co roku zaprasza wszystkich smakoszy i nie tylko na Festiwal „Śląskie Smaki”. Oprócz przybliżenia dań lokalnej kuchni impreza ma na celu promowanie miejsca, w którym się odbywa. W 2018 r. zorganizowana zostanie już 13. edycja wydarzenia – zaplanowano ją na 17 czerwca w Pszczynie. Festiwal cieszy się ogromną popularnością wśród turystów i mieszkańców regionu.

 

Artykuły wybrane losowo

Cuba libre

 

JERZY PAWLETA

www.jerzypawleta.pl

 

Muzycy w słynnym lokalu „Casa de la Trova” w mieście Santiago de Cuba

casa de la trova dancers santiago

© CUBAN TOURIST BOARD

 

Kuba to z wielu względów miejsce wyjątkowe na mapie świata. Elementem charakterystycznym są tutaj liczne stare amerykańskie samochody wtopione w kubański miejski krajobraz. Gdy wyszedłem z lotniska i rozejrzałem się wokół, nie miałem wątpliwości, gdzie jestem.

 

Pierwsze zdjęcie, jakie zrobiłem, przedstawiało ciemnoskórą dziewczynę wysiadającą z pięknego, choć mocno wiekowego i nieco rozpadającego się, niebieskiego amerykańskiego krążownika szos o wielkich skrzydłach z tylnymi lampami. Była to klasyczna kubańska taksówka, jakich spotkałem później dziesiątki, a od których nigdy nie mogłem oderwać wzroku. Są kolorowe i ogromne, zabierają tyle osób, ile zmieści się w ich wnętrzu. Jeśli załapiemy się na przejazd z miejscowymi, zapłacimy 1 peso kubańskie wymienialne (CUC), czyli prawie 1 euro, i przepłacimy jedynie 100 proc. ceny. Jeśli pojedziemy jako turyści, ta sama trasa będzie nas kosztować od 10 do 20 peso (CUC) w zależności od naszych umiejętności targowania się. Poza tym po ulicach kursują też zabytkowe kabriolety. One również mogą służyć jako taksówki, ale w tym przypadku cena zaczyna się od 35 peso (CUC), gdyż używa się ich głównie do zwiedzania stołecznej Hawany. Oczywiście, można i należy się targować, jednak często popyt przewyższa podaż.

 

Podziwianie stolicy z siedzenia starego amerykańskiego samochodu ma znaczącą przewagę nad wycieczką otwartym autobusem turystycznym, ponieważ mimo swoich rozmiarów wciśnie się on w niemal każdy zaułek, a jego kierowca pokaże nam, co tylko zechcemy, i nierzadko sam podpowie, co warto zobaczyć. Utrzymanie takich aut jest kosztowne. Części zapasowe sprowadzane są z USA, gdzie ich wyszukiwaniem i skupywaniem zajmują się wyspecjalizowane grupy Kubańczyków mieszkających głównie w Miami. Często oryginalne silniki wymienia się na mniejsze, bardziej ekonomiczne, żeby na jednym litrze paliwa zrobić nie trzy kilometry, a przynajmniej sześć. Gdy pytałem o cenę dobrze utrzymanego samochodu, w odpowiedzi otrzymywałem kwoty powyżej 30 tys. peso (CUC). Aby pokonać małe odległości w Hawanie, warto wziąć rikszę lub po prostu wybrać się na spacer.

 

MUZYCZNA WYSPA

 

Dokonywanie płatności na Kubie wydaje się dosyć skomplikowane. Oprócz peso kubańskiego wymienialnego (CUC), podstawowego środka płatniczego, używanego szczególnie przez turystów, w obiegu pozostaje też peso kubańskie (CUP), w którym wypłatę otrzymują Kubańczycy. Ta druga waluta ma ok. 25 razy mniejszą wartość niż pierwsza. Obcokrajowcy także mogą w niej płacić za towar lub usługi, ale trudno znaleźć kantor, który wymienia euro (dużo lepszy kurs niż za dolary amerykańskie) na peso kubańskie (CUP), a ja nie spotkałem miejsca, gdzie mógłbym się nimi posłużyć. Bankomaty, jeśli w ogóle udaje się je znaleźć, nie zawsze akceptują europejskie karty płatnicze. W niewielu punktach dokonamy również płatności kartą, warto więc zabrać ze sobą wystarczającą ilość gotówki.

 

Na Kubie, oprócz zabytkowych samochodów i uśmiechniętych mieszkańców pozdrawiających mnie przyjaznym Hola! („Cześć!”), powitała mnie też muzyka. Rozbrzmiewa ona właściwie wszędzie: w hotelu, restauracji, kafejce, sali koncertowej, sklepie czy na ulicy. Jest tak różna, jak skomplikowana jest historia kraju i jej wpływ na kulturę wyspy. Oczywiście, dominuje w niej ten charakterystyczny rys, jaki znamy choćby ze ścieżki dźwiękowej kultowego już filmu Wima Wendersa Buena Vista Social Club z 1999 r., który spopularyzował muzykę kubańską na świecie. Genialną i zarazem moją ulubioną piosenkę Chan Chan skomponowaną przez Compaya Segundo (1907–2003) słyszałem tutaj w wielu niezwykłych wersjach. Bardzo wysoki poziom prezentują koncerty muzyki klasycznej. Dobrze wykształceni Kubańczycy (szkolnictwo jest bezpłatne) otrzymują w swoim kraju znakomite przygotowanie do rozpoczęcia kariery na światowych scenach. Miałem przyjemność uczestniczyć w świetnym koncercie w dawnym kościele (dziś sali koncertowej) przy barokowym klasztorze św. Franciszka z Asyżu (Convento de San Francisco de Asís), obecnie pełniącym funkcję Muzeum Sztuki Sakralnej (Museo de Arte Sacro). Wznosi się on przy pięknym placu św. Franciszka z Asyżu (Plaza de San Francisco de Asís), otoczonym zabytkową zabudową i otwartym na Terminal Sierra Maestra (przystań statków wycieczkowych) i Zatokę Hawańską (Bahía de La Habana). Licząca 42 m wieża świątyni to najwyższa konstrukcja z epoki kolonialnej na terenie Starej Hawany (La Habana Vieja). Plac zdobi Fontanna Lwów (Fuente de los Leones) wykonana z białego marmuru.

 

W wielu miejscach w stolicy usłyszymy także musicale czy muzykę popularną. Jednym z najpiękniejszych budynków, w którym będzie nam dane cieszyć się tego rodzaju utworami, jest Teatr Wielki (Gran Teatro de La Habana), usytuowany w sąsiedztwie charakterystycznego monumentalnego Kapitolu (Capitolio Nacional de Cuba), wzorowanego na Panteonie w Paryżu, Bazylice św. Piotra w Watykanie i siedzibie Kongresu Stanów Zjednoczonych w Waszyngtonie. Po spektaklu bez trudu znajdziemy magiczną kolorową taksówkę, stoi ich tu zawsze pełno. A jeśli zapragniemy napić się kawy, możemy wstąpić do „Gran Café El Louvre”, utrzymanej w kolonialnym stylu kawiarni przy pobliskim klimatycznym Hotelu Inglaterra. W poszukiwaniu różnych odmian kubańskiej muzyki warto odwiedzić też jeden z kabaretów, jak choćby słynną „Tropicanę” (działającą od 31 grudnia 1939 r.) ze sceną pod gołym niebem, która zaskakuje różnorodnością repertuaru i bogactwem strojów.

 

RUM W ROLI GŁÓWNEJ

 

Z Kubą kojarzy się jeszcze – oczywiście – rum, prawdziwa duma tego kraju. Produkowany jest w wielu destylarniach i występuje w różnych odmianach. Sam smakuje znakomicie, ale stał się również podstawą licznych wyśmienitych koktajli. Barmani wciąż prześcigają się w pomysłach i wymyślają nowe drinki, aby zaskoczyć gości. Niemniej największą popularnością wśród koneserów dobrych trunków cieszą się te najbardziej klasyczne, uwielbiane przez znane postaci, które gościły na wyspie. Niektóre z tutejszych klimatycznych knajpek słyną właśnie ze swoich sławnych klientów. W barze i restauracji „Floridita” kolejka chętnych wydaje się nie kończyć. Nikogo to jednak nie zraża, przecież tutaj bywał amerykański pisarz i dziennikarz Ernest Hemingway (1899–1961). Jeśli nie lubimy tłumów, to jego ulubiony koktajl na bazie białego rumu, czyli daiquiri, możemy wypić także w „El Presidente”. Dodatkową atrakcją tego lokalu znajdującego się na wysokim piętrze starej kamienicy jest znakomity widok na Malecón, kilkukilometrową promenadę położoną wzdłuż wybrzeża, o które rozbijają się fale Zatoki Meksykańskiej.

 

Jednym z najlepszych drinków z rumem, jakie miałem przyjemność zdegustować, był habana especial sporządzony w Hotelu Habana Riviera. Jego wielki gmach zbudował w latach 50. XX w. w dzielnicy Vedado, nowej części kubańskiej stolicy wzorowanej na otwartych przestrzeniach Miami, znany amerykański gangster polsko-żydowskiego pochodzenia Meyer Lansky (Meier Suchowlański). Wnętrza zachowały oryginalny wystrój z epoki, dotyczy to zwłaszcza efektownej restauracji czy przylegającego do niej baru. Naprawdę trudno oprzeć się zaproszeniu miejscowego barmana, który raczy gości opowieściami z czasów świetności hotelu i ilustruje je oryginalnymi zdjęciami zapisanymi w pamięci swojego telefonu komórkowego.

 

W Hawanie każdy koktajl to osobna historia. Pewnego razu trafiłem na jedną z wielu tak pięknych, jak zaniedbanych uliczek Starej Hawany, która tętniła swoim południowym rytmem. Życie toczyło się na niej wszędzie, w oknach, na skrzyżowaniach, w małych knajpach. Koło jednej z tych ostatnich, „El Ángel de Tejadillo”, zaczepił mnie z uśmiechem ciemnoskóry mieszkaniec tego kwartału miasta. Zachęcił go mój beret z wizerunkiem symbolu rewolucji – Ernesta „Che” Guevary (1928–1967). Zaprowadził mnie do znajdującego się gdzieś zupełnie na uboczu dosyć prostego wnętrza ze stolikiem z maszyną do pisania i sfatygowanym krzesłem. Na ścianie wisiały zdjęcia „Che” Guevary, zapisana kartka i pokaźnych rozmiarów dzwon. Podobno właśnie w tym miejscu zasiadał i pisał swoje teksty. Dźwięk dzwonu oznajmiał wszystkim jego przybycie, miał prowokować agentów CIA, którzy chcieli go zabić. Ku czci Ernesta „Che” Guevary serwuje się tu, podobno jedyne w Hawanie, drinki w kolorach flagi Kuby: niebieskim, białym i czerwonym.

 

Wyśmienitych koktajli alkoholowych z rumem skosztować można wszędzie – zarówno w najzwyklejszej knajpce na rogu lub zapuszczonym sklepiku, jak i w najlepszym hotelu w mieście czy na luksusowym katamaranie, z którego będziemy podziwiać kubańską stolicę od strony morza. Do klasycznych pozycji w menu należą mojito, piña colada, cubata, ron collins, wspomniane daiquiri bądź habana especial. Na początku tej listy znajduje się połączenie rumu i napoju tuKola, czyli cuba libre, a w tłumaczeniu na polski „wolna Kuba”.

 

RÓŻNE TWARZE STOLICY

 

Hawana to swoista mozaika. Jest tak różnorodna i zaskakująca, że nigdy nie starcza dnia, aby zrealizować założony plan zwiedzania. Zawsze znajdziemy uliczkę, która skusi nas kolorami swoich kamienic, muzyką dobiegającą zza rogu, kawiarenką wabiącą zapachem kawy. Oprócz tego w rejonie La Habana Vieja, wpisanym w 1982 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, i jego bezpośrednim sąsiedztwie wznoszą się monumentalne budowle świadczące o tym, jak ważną rolę odgrywało to miasto na przestrzeni wieków. Są ich dziesiątki. Na pewno należy wspomnieć barokową Katedrę w Hawanie (Catedral de La Habana), dawny Pałac Prezydencki (dziś siedzibę Muzeum Rewolucji – Museo de la Revolución), niegdysiejszą ufortyfikowaną rezydencję hiszpańskich gubernatorów Kuby Castillo de la Real Fuerza i Pałac Kapitanów Generalnych (Palacio de los Capitanes Generales). Poza tym zachowało się tu wiele zabytkowych kościołów i klasztorów.

 

Na nabrzeżu, tuż obok Terminalu Sierra Maestra, gdzie podczas mojego pobytu na Kubie, w dniu 2 maja 2016 r., do Hawany przybył po raz pierwszy od czasów wprowadzenia embarga przez USA ogromny turystyczny statek pasażerski MV Adonia (należący do amerykańskiej linii Fathom), znajduje się hala targowa. Obok stoisk z typowymi towarami działa w niej największa galeria malarstwa, jaką w życiu widziałem. Pod rozległym dachem artyści i zwykli sprzedawcy oferują przeróżne obrazy. Kolorowe płótna, umieszczone nad sobą na wielkich stojakach, tworzą prawdziwy labirynt. Niedaleko stąd w swoje progi zaprasza gości niewielki browar o długiej, dźwięcznej nazwie „Cervecería Antiguo Almacén de la Madera y el Tabaco”, gdzie oprócz spróbowania kilku rodzajów piwa możemy zjeść pyszny posiłek i posłuchać zespołu grającego gorące kubańskie przeboje. Za 10 peso kubańskich wymienialnych kupimy płytę CD z muzyką w jego wykonaniu.

 

Przy tej samej alei (Avenida del Puerto) mieści się Muzeum Rumu Havana Club – Museo del Ron Havana Club. W kilkupiętrowej kamienicy zebrano wiele eksponatów związanych z wytwarzaniem tego trunku, udostępniono multimedialne wystawy przybliżające jego historię i otwarto dobrze zaopatrzony sklep. Niemal naprzeciwko znajduje się spory mural z kolorową podobizną Ernesta „Che” Guevary, idealne miejsce do zrobienia sobie zdjęcia ze słynnym latynoamerykańskim rewolucjonistą. Scenerię Starej Hawany wykorzystali twórcy serialu House of Lies (Kłamstwa na sprzedaż) emitowanego przez stację telewizyjną Showtime. Jest to pierwsza realizacja amerykańskiego scenariusza w tym kraju od momentu przywrócenia stosunków między USA i Kubą. Ekipę filmową i jej wielkie ciężarówki spotkałem koło Kościoła św. Anioła Stróża (Iglesia del Santo Ángel Custodio). Kręceniu scen piątego sezonu przyglądali się z ogromnym zainteresowaniem liczni Kubańczycy. Wielu z nich miało wpięte w klapy marynarki czy koszule znaczki symbolizujące przyjaźń kubańsko-amerykańską.

 

Bogato zdobiona barokowa fasada XVIII-wiecznej Katedry w Hawanie

68 CatedralNueva Havanna 14x8 F1

© CUBAN TOURIST BOARD

 

HAWANA W NOWYCH CZASACH

 

Miejscem, które nie sposób ominąć w Hawanie, jest plac Rewolucji (Plaza de la Revolución). Jego centralny punkt stanowi olbrzymi Pomnik José Martíego (Monumento a José Martí), kubańskiego bohatera narodowego, przywódcy ruchu niepodległościowego w XIX w., a zarazem poety i pisarza. Otaczają go równie monumentalne budynki rządowe. Nie byłyby może warte wspomnienia, gdyby nie znajdował się wśród nich bodaj najczęściej fotografowany przez turystów gmach na Kubie – Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Tę szczególną popularność zawdzięcza on ogromnych rozmiarów metaloplastyce przedstawiającej Ernesta „Che” Guevarę. Plaza de la Revolución dobitnie przypomina nam, że kubańska rewolucja ciągle trwa. Inny jest jedynie jej charakter. Wydaje się, że bardziej przystający do naszych czasów.

 

Po drugiej stronie wejścia do Zatoki Hawańskiej i portu znajdują się dwie hiszpańskie fortece – Castillo del Morro (z XVI–XVII w.) i Fortaleza de San Carlos de la Cabaña (z XVIII stulecia). Od strony Starej Hawany dostać się do nich można wyłącznie tunelem drogowym biegnącym pod kanałem. Warto zapuścić się w zakamarki Zamku Morro, poczuć i usłyszeć huk fal uderzających o skały, na których stoi ta potężna budowla z latarnią morską. Z jej murów roztacza się wspaniały widok na całą zatokę i kubańską stolicę. W pobliżu działa restauracja „Los Doce Apóstoles”. Druga twierdza zbudowana została nieco powyżej, na niewielkim wzniesieniu. W dniach 3–7 maja 2016 r. gościła międzynarodowe targi turystyczne pod nazwą FITCuba, coroczne wydarzenie skupiające wystawców z wielu krajów, w tym organizacje turystyczne, linie lotnicze, sieci hotelowe, biura podróży czy usługodawców z różnych dziedzin turystyki Kuby. Była to już 36. edycja tej zakrojonej na szeroką skalę imprezy. Jak zazwyczaj w targach udział wzięli przedstawiciele władz i liczni zwiedzający. Mnie zaskoczyły dwie rzeczy: silna reprezentacja Kanady i fakt, że Kanadyjczycy stanowią największy procent turystów odwiedzających Kubę.

 

KRÓLESTWO CYGAR

 

Hawana przyciąga z wielką siłą, ale na wyspie jest wiele atrakcyjnych miejsc. Jedziemy na zachodni kraniec Kuby – do prowincji Pinar del Río. W Las Barrigonas zatrzymują nas przedziwne baniaste palmy, pod którymi rozciągają się plantacje trzciny cukrowej i tytoniu. Liście tytoniu zbiera się w lutym i marcu. Podczas mojego pobytu w maju suszyły się już w naturalnych warunkach. Zanim się je roluje, podlegają procesowi fermentacji trwającemu ok. 45 dni. Dopiero dzięki temu nabywają idealnych właściwości. W ten sposób powstają znane na całym świecie kubańskie cygara. W nieodległym sklepiku można kupić gotowe wyroby mające rozmaitą jakość i sprzedawane pod różnymi markami. Ich ceny są – oczywiście – również bardzo zróżnicowane.

 

Kolejny przystanek to park linowy w malowniczym rejonie Valle de Viñales, także słynącym z upraw tytoniu i wpisanym w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO z uwagi na niezwykły krajobraz. Rozrzucone pojedynczo po dolinie olbrzymie formacje wapienne (mogoty) przybierają niesamowite formy. Między nimi leżą małe wioski i plantacje. Na jednym z takich pagórów rozpoczynamy zjazd na linach. Do pokonania jest kilka odcinków o różnej skali trudności i rozwijanej prędkości. Kaski, w które nas wyposażono, nie odgrywają więc roli jedynie kolorowego dodatku do stroju. Widoki rozpościerające się z tej wysokości są fantastyczne! W jednej z urokliwych dolinek (Valle de Dos Hermanas), pod wielką skałą z ogromnym malowidłem z lat 60. XX w. (miejscowi nazywają je Muralem Prehistorycznym – Mural de la Prehistoria) znajduje się restauracja. Zamawiamy kubańskie specjały, czyli zupę ajiaco i danie ropa vieja („stare ubranie”) – rozdrobnioną wołowinę podawaną z ryżem i warzywami. Raczymy się też pysznymi drinkami, a posiłek umila nam muzyka na żywo. Zespół gra nawet moją ulubioną piosenkę Chan Chan.

 

Mural Prehistoryczny przedstawia etapy ewolucji ludzi i zwierząt

45

© JERZY PAWLETA/JERZYPAWLETA.PL

 

KARAIBSKIE WAKACJE

 

Nie wolno jednak zapomnieć, że Kuba to przecież Karaiby – wspaniałe białe plaże, turkusowa woda, rozłożyste palmy i wszystko to, co kojarzy się z wakacjami. W takie miejsce chce się uciec choćby na chwilę. Warto pojechać do położonego ok. 130 km na wschód od Hawany Varadero, kurortu spełniającego marzenia o wakacyjnym raju. Przed turystycznym kompleksem handlowo-restauracyjnym Plaza América, będącym również centrum kongresowym i wychodzącym wprost na białą plażę, witają nas pracownicy baru i restauracji „The Beatles”. Na placu muzycy grają rockandrollowe przeboje. Nie jest to rzecz zwyczajna na Kubie – muzyka takich zespołów jak The Beatles czy The Rolling Stones była przez lata zakazana przez władze. Dzięki polepszeniu się stosunków dyplomatycznych ze Stanami Zjednoczonymi do Hawany zawitali w marcu 2016 r. z darmowym koncertem właśnie sami Rolling Stonesi. Występ wieńczył ich latynoamerykańską trasę. Muzykom klubu „The Beatles” towarzyszą kubańscy harleyowcy w czarnych skórzanych ubraniach z wyszytym napisem Latino Americanos Motociclistas Asoc. Cárdenas Cuba. Przy plaży króluje salsa, a na piasku rozłożyli swój sprzęt kitesurferzy. Aż chce się żyć!

 

Jesteśmy gośćmi Meliá Hotels & Resorts, hiszpańskiej sieci eleganckich, komfortowych hoteli. Meliá Marina Varadero – 5-gwiazdkowy obiekt, w którym zostaliśmy zakwaterowani – znajduje się nad brzegiem morza, więc czym prędzej zanurzamy się w ciepłych, aksamitnych wodach. Na lunch warto wybrać się katamaranem na jedną z pobliskich wysepek, a po drodze odwiedzić delfinarium. Obserwowanie tych sympatycznych ssaków to niezwykła przyjemność. Jeszcze więcej radości sprawia zabawa z nimi. Turyści zapraszani są do ogromnych basenów skonstruowanych na środku morza i mogą głaskać ocierające się o nich delfiny, bawić się z nimi czy nawet próbować je podnieść! Nieco dalej czeka na przybyszów karaibski raj. Małą, porośniętą wysmukłymi palmami wysepkę okala biała plaża i turkusowa woda. Na granicy piaszczystego brzegu i palmowego gaju znajduje się niewielka restauracja. Tutaj możemy się oddać wakacyjnym przyjemnościom – popływać, ponurkować, pograć na plaży, poopalać się czy wreszcie zjeść świeże ryby i owoce morza przyrządzone po karaibsku. Barmani serwują wina, zimne lokalne piwo Cristal i słynne kubańskie drinki. Wracamy do domu? Nunca! („Nigdy!”) – jak zakrzyknęliby radośnie Kubańczycy.

 

Rejs katamaranem u wybrzeży Varadero

66 Catamaran 12x7 F1

© CUBAN TOURIST BOARD

 

 

DOMINIKANA TO STAN UMYSŁU

MARCIN WESOŁY

 

 FOT. DOMINICAN REPUBLIC MINISTRY OF TOURISM

<< Raj to poniekąd rzecz względna – również w Republice Dominikańskiej. W tym malowniczym zakątku świata może być bajkowo tylko gdzieniegdzie – ale za to jak bardzo! Niebiańskie Karaiby to bardziej stan umysłu. Gdy człowiek napatrzy się na zjawiskowe pejzaże, posiedzi w cieniu palmy nad brzegiem lazurowej wody, zakosztuje tropikalnych specjałów, popije koktajli na bazie rumu, odwzajemni serdeczne uśmiechy Dominikańczyków, to zechce tutaj wracać jak najczęściej… Wizyta w tym karaibskim kraju pozostawia w duszy ślad na całe życie! >>

 

Republika Dominikańska, położona na wyspie La Española (znanej w Polsce jako Haiti) na Morzu Karaibskim, to popularny kierunek podróży szczególnie wśród tych turystów, którzy raz w roku (zimą) uciekają przed niesprzyjającą pogodą we własnym kraju. Językiem urzędowym jest hiszpański i mimo iż jego tutejsza odmiana nieco różni się od wersji z Półwyspu Iberyjskiego, nie stanowi to przeszkody w komunikacji (oczywiście, dla znających go osób). Poza tym sami Dominikańczycy są niezmiernie otwarci i towarzyscy, więc naprawdę trudno się z nimi nie dogadać.

Więcej…

W Argentynie, kraju różnorodności

 

KAROLINA WUDNIAK

www.tropimyprzygody.pl

 

 Wieczór z tangiem w Buenos Aires, degustacja wina w Mendozie, delektowanie się stekami w niemal każdym rejonie w kraju – to tylko kilka atrakcji czekających na turystów w Argentynie. Poza tym znajdą tu oni otwarte przestrzenie Patagonii, lodowce, wodospady i wybrzeże oceanu. Są też wulkany okryte śniegiem, pustynia zasypana solą i chłodna Ziemia Ognista. W Argentynie jest po prostu wszystko i jeszcze więcej.

 

Taka różnorodność krajobrazu i klimatu nie powinna dziwić. Ten drugi po Brazylii największy kraj Ameryki Południowej zajmuje ponad 15 proc. całego kontynentu (ma ok. 2,8 mln km² powierzchni). Dzieli niemal 6,7 tys. km granicy z Chile i ma prawie 5 tys. km linii brzegowej. Wilgotne lasy z wodospadami Iguazú na północy, majestatyczne Andy z najwyższym szczytem Aconcagua (6961 m n.p.m.) i najwyższym aktywnym wulkanem na ziemi Ojos del Salado (6893 m n.p.m.) na zachodzie, surowe krajobrazy najdalej na południe wysuniętych zakątków kontynentu i bezkres oceanu na wschodzie – jedno życie nie wystarczy na zobaczenie i poznanie wszystkich skarbów Argentyny, ale warto próbować.

 

Ponieważ miejsc do odwiedzenia w tym południowoamerykańskim kraju jest tak wiele, wyjazd trzeba dobrze zaplanować. Nie ma jednego sposobu na udaną wyprawę. Jednak właśnie dlatego każda wizyta w Argentynie staje się wyjątkowym przeżyciem.

 

34465836134 7d01e9dd81 o

Para tańcząca tango w San Telmo, jednej z najstarszych dzielnic Buenos Aires

© ENTE DE TURISMO DE LA CIUDAD DE BUENOS AIRES

 

TANGO I KOLOROWE ULICE

 

Naszą podróż zaczniemy od stolicy kraju, która przyciąga jak magnes turystów i miłośników tanga z całego świata. Szczerze mówiąc, nigdy nie przypuszczałam, że będę tańczyć ten zmysłowy taniec w Buenos Aires, czyli tu, gdzie się narodził, choć tak naprawdę o miano kolebki tanga to argentyńskie miasto walczy z urugwajskim Montevideo. Wszak to w obu tych ośrodkach, leżących po dwóch stronach La Platy (Río de la Plata – Srebrnej Rzeki), cieszyło się ono rosnącą popularnością od połowy XIX w. Rozpowszechniać zaczęli je imigranci, choć nie wiadomo, czy pierwsi byli ci z Montevideo czy Buenos Aires. Jednak nie to jest najważniejsze, a fakt, że taniec zyskał sobie grono miłośników nie tylko w tym regionie, ale i na całym świecie. Dziś istnieje co najmniej kilkanaście różnych jego odmian. Poza tym w 2009 r. na wspólny wniosek Argentyny i Urugwaju tango zostało wpisane na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

Być w Buenos Aires i nie zobaczyć pokazu tanecznego to moim zdaniem duży błąd. Występy profesjonalnych tancerzy w klubach tanga naprawdę zachwycają. Jeszcze lepszym doświadczeniem będzie nauka tańca. W argentyńskiej stolicy znajduje się wiele miejsc, w których oferuje się płatne lub darmowe lekcje. Wystarczy przejść się wieczorem wąskimi ulicami dzielnicy San Telmo, żeby na nie trafić. Do tego rejonu Buenos Aires warto również wybrać się w poszukiwaniu pamiątek – w każdą niedzielę zamienia się on w wielkie targowisko ze starociami, rękodziełem i najróżniejszymi drobiazgami (Feria de San Telmo). Niedaleko tej urokliwej dzielnicy pełnej kawiarń i sklepów ze starymi, pięknie stylizowanymi szyldami, w samym ścisłym centrum (Microcentro) stoi Różowy Dom (Casa Rosada) –siedziba prezydenta kraju, z której okna Madonna wcielająca się w rolę Evy Perón (1919–1952) w filmie Evita śpiewała piosenkę Don’t cry for me Argentina (Nie płacz za mną, Argentyno).

 

Na zwiedzanie argentyńskiej stolicy trzeba przeznaczyć co najmniej tydzień. Do zobaczenia poza San Telmo i Microcentro jest jeszcze Puerto Madero – nowoczesny port, jeden z piękniejszych i najbardziej znanych cmentarzy świata, czyli Cementerio de la Recoleta, Palermo – dzielnica hipsterskich kawiarń, klubów i nowoczesnych hosteli, a do tego ciekawe muzea, zabytkowa i bardzo kolorowa dzielnica La Boca i tysiące ciekawych murali rozsianych w najróżniejszych rejonach. Buenos Aires upodobali sobie uliczni malarze z całego świata, dzięki czemu podczas poznawania miasta można odkrywać ich dzieła w zaskakujących miejscach.

 

Stolica Argentyny leży, jak wspomniałam, nad La Platą – estuarium (szerokim lejkowatym ujściem), które tworzą wody rzek Paraná i Urugwaj przed połączeniem się z Oceanem Atlantyckim. Argentyńczycy i Urugwajczycy nazywają je rzeką, choć wedle definicji geograficznych mogłoby być także zatoką lub morzem przybrzeżnym. Río de la Plata ma ok. 290 km długości oraz zaledwie kilka kilometrów szerokości w głębi lądu i 220 km przy granicy z Atlantykiem. Warto wybrać się tu na rejs na pokładzie jednego z niewielkich promów, które pływają z Buenos Aires do urugwajskiego miasteczka Colonia del Sacramento – ulubionego celu weekendowych wycieczek wielu Porteños (jak nazywają siebie mieszkańcy portowego argentyńskiego miasta). Ponad 400 km na południe od stolicy Argentyny leży Mar del Plata (Morze Srebra). To 700-tysięczne miasto słynie z piaszczystych, ale też zatłoczonych plaż, bogatego życia nocnego, kasyn i kuchni opartej na rybach i owocach morza. Porteños bardzo chętnie spędzają w nim wakacje.

 

WODOSPADY I MISJE JEZUICKIE

 

Skoro jesteśmy przy temacie rzek i wody, nie sposób nie wspomnieć o wodospadach Iguazú – jednej z największych atrakcji całego kontynentu. Nazwa tego niezwykłego cudu natury wywodzi się z języka guarani, którego użytkownicy zamieszkiwali tutejsze tereny na długo przed wytyczeniem granic dzielących Argentynę z Brazylią i Paragwajem. Iguazú, a właściwie Yguasu, znaczy po prostu Wielka Woda, co znakomicie oddaje rzeczywistość. Wodospady mają szerokość ok. 2,7 km, a woda w najwyższym punkcie (Garganta del Diablo, czyli Diabelska Gardziel) spada z wysokości aż 80 m. Są więc dużo potężniejsze od Niagary w Ameryce Północnej czy Wielkiej Siklawy w polskich Tatrach Wysokich. Podobno sama pierwsza dama Stanów Zjednoczonych Eleanor Roosevelt (1884–1962) straciła respekt dla majestatu Niagary, gdy ujrzała Iguazú. Warto zobaczyć je na własne oczy. Po argentyńskiej stronie można chodzić przed kaskadami, obok nich i nad nimi (a nawet pod nie podpłynąć). Na podziwianiu wodospadów z bliska da się spędzić nawet cały dzień. Z części brazylijskiej rozpościera się jednak lepszy widok na całe Iguazú. Najlepiej więc wybrać się na zwiedzanie po obu stronach granicy.

 

Te wspaniałe wodospady leżą w prowincji Misiones wciśniętej pomiędzy Brazylię i Paragwaj. To niezmiernie atrakcyjny region, choć – niestety – często odwiedzany tylko ze względu na Iguazú. W tych tropikalnych, porośniętych gęstymi, soczyście zielonymi lasami okolicach znajdują się pozostałości jezuickich misji (zwanych również redukcjami), które powstawały w XVII w. w tej części Ameryki Południowej na terenie dzisiejszego Paragwaju, Argentyny i Brazylii. Jezuici nawracali miejscowych Indian Guarani na wiarę katolicką, dzieci posyłali do szkoły, a dorosłych przyuczali do wykonywania zawodów rzemieślniczych. W drugiej połowie XVIII stulecia misje jezuickie zostały zlikwidowane w wyniku działań politycznych i wojskowych Hiszpanów i Portugalczyków, a misjonarze wypędzeni. Dziś w każdym z trzech krajów można odnaleźć pozostałości po nich. W Argentynie najlepiej zachowała się redukcja San Ignacio Miní, ale oprócz niej warte obejrzenia są jeszcze Santa Ana, Nuestra Señora de Loreto i Santa María la Mayor. Wszystkie umieszczono w 1984 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Choć z jednej strony wydają się do siebie podobne, każda z nich jest jednocześnie inna.

 

POLACY I YERBA MATE

 

Kolejny powód do odwiedzenia prowincji Misiones można nazwać patriotycznym. W tym regionie żyje sporo potomków naszych rodaków, którzy wyemigrowali do Argentyny pod koniec XIX i na początku XX w. Pierwszym Polakom nie było łatwo. Zastali tu żyzną, ale porośniętą gęstym lasem ziemię, a kiedy opuścili pokład statku, zostali zdani tylko na siebie. Musieli zmagać się z nieznośnym upałem, komarami i tropikalnymi chorobami. Mieli jednak ręce gotowe do pracy i tymi rękoma karczowali lasy i przygotowywali glebę pod uprawy, żeby przeżyć. Rolnictwa uczyli się od nowa, na miejscu, wszak z uwagi na inny klimat wiedza przywieziona z Europy niemal na nic się zdała. Wielu z nich zmarło, a ci, którzy przetrwali, pomimo odniesionego sukcesu (imigranci ujarzmili nieprzyjazne człowiekowi tereny i zaczęli żyć z roli) nie byli do końca szczęśliwi. Brakowało im polskiego jedzenia, języka i tradycji. Starali się więc kultywować rodzime zwyczaje w swoich domach. Dziś wielu ich potomków wciąż pamięta o tych korzeniach, interesuje się kulturą przywiezioną przez przodków i nie pozwala jej zaniknąć. Działają tutaj zespoły taneczne, odbywają się lekcje języka polskiego i sprzedaje się przysmaki i dania naszej kuchni. W miastach i miasteczkach, takich jak Posadas (stolica prowincji Misiones), Wanda, Oberá czy Apóstoles, można odkryć polskie nazwy ulic, przykłady architektury, kościoły, młyny i odnaleźć polskie domy i stowarzyszenia oraz spotkać potomków emigrantów.

 

W Oberze co roku we wrześniu odbywa się Fiesta Nacional del Inmigrante, czyli Narodowy Festiwal Imigrantów, którzy przybywali tu od początku XX w. z wielu krajów świata. W tej barwnej imprezie biorą udział wspólnoty popularyzujące kulturę i zwyczaje przywiezione przez przodków ze swoich ojczyzn. Wydarzenie organizowane jest w Parku Narodów (Parque de las Naciones), w którym stoi 14 tradycyjnych domów poszczególnych społeczności imigranckich. Polskę reprezentuje duży, piękny budynek w stylu zakopiańskim. W środku można spróbować lepionych na miejscu pierogów czy golonki lub wypić kieliszek polskiej wódki. Obserwowanie Argentyńczyków z pieczołowitością i zapałem kultywujących tradycje przekazane im przez rodziców lub dziadków to naprawdę wzruszające przeżycie.

 

W Apóstoles znajduje się za to Muzeum Historyczne Jana Szychowskiego (Museo Histórico Juan Szychowski) poświęcone Polakowi, który stworzył jedną z najbardziej znanych na świecie marek produkujących yerba mate – Amandę. Sam zbudował maszyny do mielenia ryżu, mąki kukurydzianej i liści ostrokrzewu paragwajskiego (z tej rośliny powstaje yerba mate) i w latach 20. XX w. rozpoczął produkcję. Dziś torebki z yerba mate z logo tej firmy można kupić praktycznie w każdym zakątku naszego globu.

 

Argentyńczycy piją napar z ostrokrzewu paragwajskiego niemal bez przerwy. Nie rozstają się z mate (naczyniem zrobionym z tykwy, drewna, metali, ceramiki, a nawet plastiku), bombillą (specjalną rurką do picia) i termosem z gorącą wodą, służącą do ponownego zalewania suszu. W Misiones, jak też w Paragwaju i na południu Brazylii, równie popularna jest wersja yerba mate zwana tereré, czyli przygotowywana na zimno, z kostkami lodu, ziołami i często również z sokiem z owoców. Taki napój idealnie orzeźwia w upalne dni! Napar nie tylko odpowiednio się przyrządza, lecz także pija w grupie w określony sposób: każde zalanie suszu przeznaczone zostaje dla jednej osoby, ale wszyscy korzystają z tego samego mate i używają jednej bombilli. Kiedy ktoś wypije swoją porcję, przekazuje naczynie posiadaczowi termosu, a on ponownie je uzupełnia dla następnego członka grupy. I tak trwa to kilka tur, aż yerba mate przestanie nadawać smak wodzie. Jeśli jakaś osoba nie ma już ochoty na picie, gdy oddaje mate, mówi gracias, czyli dziękuję – to znak dla nalewającego, żeby więcej nie wręczał jej naparu.

 

Activa - Turismo de Aventura - Trecking - Tolar Grande Salta

Trekking w okolicy wioski Tolar Grande (ponad 3500 m n.p.m.) w prowincji Salta

© INSTITUTO NACIONAL DE PROMOCIÓN TURÍSTICA DE ARGENTINA

 

POCIĄG DO CHMUR I GÓRY

 

Na północy Argentyny znajduje się wiele ciekawych miejsc. W drodze z Misiones na zachód warto się zatrzymać na spacer po mieście Corrientes leżącym nad rzeką Paraná. Kolonialna architektura miesza się tutaj z nowoczesnym budownictwem. Znakiem rozpoznawczym tego miejsca jest wielki most generała Manuela Belgrano, który łączy Corrientes z miastem Resistencia położonym już w sąsiedniej prowincji – Chaco. Podczas wyprawy na zachód kraju przez tę ostatnią warto zawitać do Salty. Ma ona ciekawą kolonialną zabudowę, ale turystów przyciąga ze względu na swoje położenie. Miasto stanowi dobrą bazę wypadową w Andy, u stóp których leży. W okolicy można wybrać się na trekking, pojeździć na rowerach górskich lub koniach. Popularną atrakcją jest Pociąg do Chmur (Tren a las Nubes). Wprawdzie od dwóch lat nie odjeżdża on już z samej Salty, jednak stąd najłatwiej wyruszyć na wycieczkę. Rano autobus zabiera chętnych do San Antonio de los Cobres, gdzie wsiadają do wagonów. Pociąg wwozi pasażerów na wiadukt La Polvorilla położony na wysokości 4200 m n.p.m. To dzieło inżynierii z lat 30. XX w. stanowi najbardziej malowniczy punkt krótkiej trasy. Wiadukt jest wysoki na 63 m i waży prawie 1,6 tys. t. W założeniu linia kolejowa miała połączyć Argentynę z Chile i służyć mieszkańcom, ale w 1971 r. postanowiono zrobić z niej atrakcję turystyczną, która dziś przyciąga zarówno miłośników kolejnictwa, jak i osoby lubiące piękne górskie widoki. W drodze powrotnej do Salty autobus zatrzymuje się w małej wiosce Santa Rosa de Tastil, przy której znajdują się ruiny XIV- i XV-wiecznego miasta Tastil zbudowanego tylko z kamienia, bez użycia żadnej zaprawy. Pod koniec XV stulecia, zanim dotarli do niego Inkowie, mieszkało tu ponad 2 tys. osób. Ludność ta trudniła się uprawą kwinoa i kukurydzy oraz wypasaniem lam.

 

Z Salty warto się także wybrać na północ, do miasta Jujuy, a właściwie San Salvador de Jujuy, które leży u wejścia do wąwozu Humahuaca (Quebrada de Humahuaca). Ta niezwykła głęboka dolina ma ok. 150 km długości. Zimą jest sucha, a latem wypełnia ją Rzeka Wielka (Río Grande). W 2003 r. Humahuaca trafiła na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Jedną z największych atrakcji okolicy stanowi Wzgórze Siedmiu Kolorów (Cerro de los Siete Colores), wznoszące się nad małą, urokliwą miejscowością Purmamarca. Swoje barwne warstwy zawdzięcza ono procesom geologicznym. Legenda mówi jednak, że zboczy nie zdobiły kolorowe pasy, gdy powstała Purmamarca. Miejscowym dzieciom zamarzyła się wielobarwna góra, która ożywiłaby okolicę, ale ich rodzice nie chcieli o tym słuchać. Dlatego przez siedem nocy ich pociechy wymykały się z domów i domalowywały kolejne warstwy na skalnych ścianach, dzięki czemu dziś możemy podziwiać ten prawdziwie malowniczy widok. Warto zostać chwilę w Purmamarce i przyjrzeć się spokojnemu życiu tego górskiego miasteczka.

 

Komu będzie jeszcze mało pięknych krajobrazów z górami w roli głównej, powinien zajrzeć do Cafayate, skąd wyrusza się na wycieczki do dolin Calchaquíes (Valles Calchaquíes). Można w nich podziwiać wspaniałe widoki na kolorowe formacje skalne, wśród których dominują wszelkie odcienie pomarańczu. Ze względu na żyzne ziemie okolica słynie z produkcji wyśmienitych win.

 

MIASTO NIEPODLEGŁOŚCI I KOLONIALNA PERŁA

 

Ważne miasto dla Argentyńczyków stanowi San Miguel de Tucumán. To właśnie tutaj 9 lipca 1816 r. podpisano deklarację niepodległości. Co roku, na ten jeden dzień San Miguel de Tucumán zostaje stolicą Argentyny. Szczególnie hucznie obchodzono 200. rocznicę podpisania dokumentu (w 2016 r.) i to nie tylko w tym miejscu. W Buenos Aires przygotowano piękny spektakl przedstawiający najważniejsze wydarzenia z historii kraju. Miałam szczęście zarówno oglądać samo przedstawienie, jak i podziwiać ogromny tłum Argentyńczyków śpiewających znane patriotyczne piosenki wraz z artystami ze sceny. To był naprawdę wzruszający widok!

 

Kolejnym interesującym miejscem jest położona ponad 550 km na południe od San Miguel de Tucumán 1,5-milionowa Córdoba (założona już w 1573 r.). To drugi największy pod względem liczby ludności ośrodek w Argentynie po jej stolicy. Należy do najstarszych kolonialnych miast w kraju – znajduje się tu pierwszy argentyński uniwersytet (Narodowy Uniwersytet w Córdobie – Universidad Nacional de Córdoba, utworzony w 1613 r.). Warto pochodzić wśród historycznej zabudowy i zwiedzić wpisaną na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO dzielnicę jezuicką z urokliwą architekturą (Manzana Jesuítica). Jak przystało na ośrodek studencki, w Córdobie kwitnie również życie kulturalne i nocne.

 

Z miasta polecam przenieść się na łono natury – do Parku Narodowego Talampaya leżącego w prowincji La Rioja przy granicy z prowincją San Juan. Można w nim oglądać spektakularny kanion czy niezwykłą formację skalną Talampaya mierzącą 143 m. Do tego obszaru przylega Park Prowincjonalny Ischigualasto (Parque Provincial Ischigualasto, położony już w prowincji San Juan), zwany także Doliną Księżycową (Valle de la Luna) ze względu na nieziemski krajobraz, jaki rozpościera się tu przed oczami przybyłych.

 

KRAINA WINA, STEKÓW I „ASADO”

 

Zarówno prowincje La Rioja i San Juan, jak i Mendoza, Salta, Córdoba czy Catamarca słyną z win. Argentyna jest obecnie szóstym krajem na świecie pod względem wytwarzanych ilości tego produktu. Argentyńczycy piją bardzo dużo czerwonego wina, więc nie ma się co dziwić, że jego butelka bywa tańsza od wody. Poza tym w 2010 r. wino zostało ogłoszone tu narodowym trunkiem, a to zobowiązuje.

 

Kieliszek miejscowego malbecu idealnie pasuje do tutejszych steków wołowych, z których – zasłużenie – ten kraj słynie na całym świecie. Tak wielką popularność temu daniu przyniosła nie tylko wysoka jakość argentyńskiej wołowiny, ale również sposób, w jaki Argentyńczycy potrafią ją przyrządzić. Weekend spędzony ze znajomymi będzie nieważny, jeśli przynajmniej raz nie zorganizuje się asado. Nazwa ta oznacza zarówno spotkanie przy typowym argentyńskim grillu, jak i samo grillowane mięso. Upieczona na ogniu lub nad żarem z węgla drzewnego wołowina z lampką czerwonego wina smakuje wyśmienicie! Do tego podaje się zwykle jakąś zieloną sałatkę i pieczywo, ale dla wielu Argentyńczyków są one tylko niezbyt istotnym dodatkiem. Na ruszcie porcji znajduje się zawsze za dużo, a to dlatego, że jak mawiają niektórzy, asado jest nieudane, jeśli całe mięso zostało zjedzone.

 

R5B 2 - Gourmet - Gastronomia - Asado Buenos Aires

Asado – baranina pieczona w stylu patagońskim z lampką argentyńskiego wina

© INSTITUTO NACIONAL DE PROMOCIÓN TURÍSTICA DE ARGENTINA

 

LODOWCE I KONIEC ŚWIATA

 

Autentica - Patrimonio de la Humanidad - Ballenas Puerto Madryn Chubut

W okolicach Puerto Madryn można od czerwca do grudnia podziwiać walenie

© INSTITUTO NACIONAL DE PROMOCIÓN TURÍSTICA DE ARGENTINA

 

W Argentynie im przemieszczamy się dalej na południe, tym robi się bardziej surowo i zimno, ale i ciekawiej. Patagonia słynie z ogromnych przestrzeni, niezwykłych krajobrazów i swoich letnich wiatrów, które niemal urywają głowy. Ten region leży w strefie ryczących czterdziestek (stałych wiatrów zachodnich o bardzo dużej prędkości wiejących pomiędzy 40 i 50° szerokości geograficznej). Jednym z najbardziej znanych miast tej krainy jest 120-tysięczne San Carlos de Bariloche, położone nad południowym brzegiem pięknego polodowcowego jeziora Nahuel Huapi, na terenie parku narodowego o tej samej nazwie, niedaleko granicy z Chile. W okolicy trudno się nudzić. Latem można wybrać się na trekking w góry lub wyruszyć do któregoś z punktów widokowych, a zimą zjeżdżać na nartach czy snowboardzie na ośnieżonych stokach największego w Argentynie kompleksu narciarskiego. Szczególnie wart uwagi jest lodowiec Czarna Zaspa (Ventisquero Negro) na wygasłym wulkanie Tronador (Cerro Tronador, 3491 m n.p.m.). Woda spływa z niego po wysokim klifie, tworząc malowniczy wodospad.

 

Dla odmiany nad Atlantykiem znajduje się półwysep Valdés. To miejsce, wpisane w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, stanowi ważny obszar ochrony życia morskiego. Można tutaj zobaczyć m.in. walenie południowe (zazwyczaj od maja do grudnia), pingwiny magellańskie, uchatki patagońskie, orki, kotiki południowe, słonie morskie (mirungi) czy toniny (delfiny) czarnogłowe. To prawdziwy raj dla miłośników fauny.

 

Dalej na południe, w Parku Narodowym Lodowców (Parque Nacional Los Glaciares) panuje już wieczna zima. Swoimi granicami obejmuje on Południowy Lądolód Patagoński, który jest trzecim największym lądolodem na ziemi po tych na Antarktydzie i Grenlandii. Na tym terenie znajduje się 49 dużych lodowców (leżących w Argentynie i Chile), w tym najbardziej popularny wśród turystów Perito Moreno (zajmujący powierzchnię ponad 250 km²). Ten ostatni robi naprawdę olbrzymie wrażenie na oglądających – sunie do przodu, stuka, trzeszczy, a bryły wielkości autobusu odłupują się od niego i spadają do wody z hukiem przypominającym wybuch bomby. Do tego ten argentyński lodowiec mieni się odcieniami bieli i błękitu. Perito Moreno ma 5 km szerokości, 30 km długości i wystaje nad poziom jeziora Argentino średnio na wysokość 74 m, czyli mierzy mniej więcej tyle, ile ok. 20-piętrowy budynek! Większa jego część (jeszcze jakieś 100 m) kryje się pod powierzchnią wody. To jeden z niewielu lodowców na świecie, który postępuje zamiast się cofać.

 

Podczas pobytu w tej części Argentyny nie można odpuścić sobie wizyty w 60-tysięcznej Ushuai, uchodzącej za położone najdalej na południe miasto na naszym globie (choć dalej znajduje się jeszcze chilijska miejscowość Puerto Williams). Leży ona na archipelagu Ziemia Ognista (Tierra del Fuego) oddzielonym od kontynentu Cieśniną Magellana. Rejs po Kanale Beagle, podglądanie uchatek patagońskich, amfitryt lamparcich (lampartów morskich), mirung oraz pingwinów królewskich, magellańskich i maskowych (latem), wizyta w Parku Narodowym Ziemia Ognista (Parque Nacional Tierra del Fuego) czy odwiedziny w muzeum morskim (Museo Marítimo) mieszczącym się w dawnym więzieniu (Ushuaia była niegdyś kolonią karną) to obowiązkowe atrakcje turystyczne w tym mieście na końcu świata. Pod względem kulinarnym Ushuaia słynie z wielkich krabów królewskich, które można sobie samemu złowić przed przygotowaniem przez kucharza – takie doświadczenie będzie prawdziwą gratką dla odważnych smakoszy. Wreszcie, to tu kończy się słynna Droga Panamerykańska (hiszp. Carretera Panamericana) wiodąca przez obie Ameryki aż od Alaski (przerwana tylko przez przesmyk Darién) i tutaj następuje kres naszej wspaniałej podróży. Argentyno, do zobaczenia następnym razem!