BARBARA TEKIELI

<< To jeden z najciekawszych regionów Polski, mający bogatą historię i szczycący się wieloma tradycjami. Do jego skarbów należą interesujące zabytki i wyjątkowa przyroda. Województwo kujawsko-pomorskie jest nadal mało znane, a przecież pełno w nim atrakcyjnych zakątków, które warto odkryć. >>

 

Balansująca rzeźba Przechodzący przez rzekę umieszczona nad Brdą w Bydgoszczy

© KUJAWSKO-POMORSKA ORGANIZACJA TURYSTYCZNA

 

Tutaj, w Piwnicach w powiecie toruńskim znajduje się największy w Europie Środkowej radioteleskop (o średnicy 32 m) i ważny ośrodek badań nad kosmosem. Województwo bywa więc nazywane astroregionem, a jego mieszkańcy podobno prowadzą najwięcej amatorskich obserwacji nieba na świecie. Jest to możliwe m.in. dzięki astrobazom – 14 niewielkim ogólnodostępnym obserwatoriom astronomicznym. Centrum Popularyzacji Kosmosu „Planetarium – Toruń” wyróżniono prestiżowym certyfikatem POT (Polskiej Organizacji Turystycznej).

W województwie kujawsko-pomorskim znajdziemy nie tylko miejsca związane z osobą słynnego polskiego astronoma Mikołaja Kopernika i gwiazdami. To także kolebka państwa polskiego. Tędy przebiega część Szlaku Piastowskiego zaczynającego się w sąsiednim województwie wielkopolskim. Tutaj zainspirowany folklorem ziemi dobrzyńskiej Fryderyk Chopin zaczął komponować mazurki. Podczas wizyty w regionie można wyruszyć w podróż po znanych uzdrowiskach i historycznych miastach lub wypoczywać na łonie natury.

 

GOTYK, PIERNIK I KOPERNIK

Najstarszym rejonem Torunia jest zespół staromiejski (Stare Miasto, Nowe Miasto i zamek krzyżacki) zbudowany przez Krzyżaków. Mimo burzliwych dziejów pozostał on prawie niezmieniony i przyciąga dziś niezwykłą atmosferą. W 1997 r. wpisano go na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Architektura i sztuka gotycka stanowi – obok Mikołaja Kopernika i pierników – jeden z symboli tego miasta.

Tutejszy zamek krzyżacki przypomina o czasach świetności Torunia. W Ratuszu Staromiejskim, wznoszonym od mniej więcej połowy XIII w. i kilkakrotnie przebudowywanym, prezentowane są zbiory Muzeum Okręgowego w Toruniu, należącego do najstarszych placówek muzealnych w Polsce (istniejącego od 1861 r.). Gotycka Katedra św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty powstawała przez blisko 200 lat, wcześniej w jej miejscu stał pierwszy kościół z XIII stulecia. We wnętrzu obecnej świątyni znajdują się liczne zabytki sztuki gotyckiej: malowidła z XIV w., oryginalne ołtarze, rzeźby i płyty nagrobne oraz chrzcielnica, przy której chrzczony był Mikołaj Kopernik. Przechowuje się tu też serce zmarłego w Toruniu 17 czerwca 1501 r. króla Jana Olbrachta. W wieży katedralnej wisi największy średniowieczny dzwon w Polsce – Tuba Dei (Trąba Boża). Z kolei w Kościele św. Jakuba Apostoła, usytuowanym na Nowym Mieście, obejrzymy bezcenne gotyckie malowidła, rzeźby z XIV–XV w. i krucyfiks mistyczny z przedstawieniami 12 proroków.

Mikołaj Kopernik przyszedł na świat w Toruniu 19 lutego 1473 r. Chociaż opuścił miasto w wieku 18 lat, żeby wyruszyć na nauki do Krakowa, a potem do Włoch, wiele miejsc przypomina o tym najsłynniejszym torunianinie. W gotyckiej kamienicy należącej niegdyś do jego bogatej rodziny funkcjonuje obecnie oddział Muzeum Okręgowego – Dom Mikołaja Kopernika (zamknięty dla zwiedzających z powodu renowacji do czerwca 2018 r.). Jego imię nosi tutejszy uniwersytet, a naprzeciwko Dworu Artusa stoi najbardziej znany pomnik astronoma. Jednymi z atrakcji turystycznych są również Planetarium (Centrum Popularyzacji Kosmosu „Planetarium – Toruń”) i fontanna Cosmopolis.

Najlepszą pamiątkę z tego miasta stanowią toruńskie pierniki, słynne w Europie. Chętnie delektowali się nimi m.in. polscy królowie, Fryderyk Chopin czy Jan Paweł II. W Toruniu znajdują się dwie placówki poświęcone miejscowym słodkim specjałom: Muzeum Toruńskiego Piernika i Żywe Muzeum Piernika. W tym drugim zebrano recepty sprzed 500 lat i największą w Europie kolekcję woskowych form piernikowych (w 2017 r. otrzymało Złoty Certyfikat Polskiej Organizacji Turystycznej za najlepszy produkt turystyczny). W sierpniu w mieście odbywa się Święto Toruńskiego Piernika.

W średniowieczu Toruń był jednym z ważniejszych ośrodków witrażownictwa. Zapomniane techniki tego rzemiosła przybliża prowadząca warsztaty Pracownia Witraży Intek-Art. Działa przy niej Muzeum Witraży Nisza. Miasto słynie także z wydarzeń kulturalnych, takich jak Bella Skyway Festival (w 2018 r. jego 10. już edycję zaplanowano na 21–26 sierpnia) czy Międzynarodowy Festiwal Filmowy Tofifest (w br. odbędzie się w dniach 20–28 października).

 

OBIERZ STER NA BYDGOSZCZ

Położona na Kujawach nad rzeką Brdą Bydgoszcz promuje się jako ośrodek silnie związany z wodą. Ten jej charakter potwierdzają obiekty usytuowane wokół Kanału Bydgoskiego. Wśród nich znajdują się unikatowe w skali świata zabytki hydrotechniki. Choć sporo polskich miast stawia w działaniach promocyjnych na eksponowanie związku z rzeką, to niewiele potrafi wykorzystać swój potencjał tak jak Bydgoszcz. Do najciekawszych lokalnych projektów należą Szlak Wody, Przemysłu i Rzemiosła TeH₂O oraz międzynarodowy Bydgoski Festiwal Wodny Ster na Bydgoszcz (najbliższy będzie się odbywał od 22 do 24 czerwca 2018 r.) – największa impreza dla wodniaków w regionie. Twórcy tego pierwszego przedsięwzięcia inspirowali się Szlakiem Zabytków Techniki na Śląsku, Szlakiem Energii w Łużycach oraz Styryjskim Szlakiem Żelaza. Postawili jednak nie na samo prezentowanie miejsc, ale wykorzystanie ich jako tło dla opowieści o ludziach i wydarzeniach z przemysłowej historii Bydgoszczy. Na szlaku usytuowanych jest 15 obiektów. Na barce Lemara dowiemy się, jak wyglądało codzienne życie szyprów. Obywają się tu m.in. koncerty, lekcje na wodzie i spotkania rodzin szyperskich. Wyspa Młyńska, ulubione miejsce spotkań, spacerów i zabaw bydgoszczan, przypomina tradycje młynarskie i historię mennicy królewskiej. W Muzeum Kanału Bydgoskiego zrozumiemy, jak istotną rolę odegrał on w rozwoju miasta. Z tarasu widokowego na Wieży Ciśnień podziwiać można panoramę Bydgoszczy. Na warsztatach w Muzeum Mydła i Historii Brudu mistrz mydlarstwa opowie, jak samemu zrobić mydło. W Introligatorni tradycyjnymi metodami przywraca się życie zniszczonym książkom. Muzeum Fotografii w Bydgoszczy prezentuje początki technik fotograficznych i dzieje fabryki Alfa. W jedynym w swoim rodzaju Exploseum, dawnych hitlerowskich zakładach zbrojeniowych, poznamy historię produkcji nitrogliceryny.

Jeden z najpiękniejszych zakątków miasta stanowi niedawno zrewitalizowana Wyspa Młyńska z amfiteatrem, mariną oraz obiektami Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego, tj. Europejskim Centrum Pieniądza, Galerią Sztuki Nowoczesnej, Domem Leona Wyczółkowskiego i spichrzem z Działem Archeologicznym. Przebiega przez nią 18. południk, w którego miejscu ustawiono kamień z metalowym szkieletem symbolizującym Ziemię. Zielone płuca Bydgoszczy to Myślęcinek – największy park miejski w Polsce (ponad 800 ha powierzchni). Do symboli miasta należą spichlerze usytuowane wzdłuż nabrzeża i rzeźba postaci balansującej na linie wisząca nad Brdą –Przechodzący przez rzekę.

Do kalendarza tutejszych imprez kulturalnych wpisały się na stałe Bydgoski Festiwal Operowy (w 2018 r. od 21 kwietnia do 5 maja), Rzeka Muzyki – cykl niedzielnych letnich koncertów w amfiteatrze nad Brdą, oraz TehoFest – święto Szlaku TeH₂O (kolejną edycję zaplanowano na 15 września 2018 r.).

 

MIASTO ZAKOCHANYCH

Nazywane polskim Carcassonne i małym Krakowem Chełmno jest jednym z najpiękniejszych średniowiecznych ośrodków w Polsce. Warto je odwiedzić ze względu na wyjątkowe zabytki i doskonale zachowany układ urbanistyczny historycznego centrum, wpisanego w kwietniu 2005 r. na listę Pomników Historii. Malowniczo położone na dziewięciu wzgórzach Pojezierza Chełmińskiego miasto odgrywało ważną rolę w historii Polski i zakonu krzyżackiego, który planował ustanowić tu stolicę swojego państwa. Ośrodek pojawił się w dokumentach już w 1065 r. Przywilej lokacyjny, znany jako prawo chełmińskie, nadany Chełmnu przez Krzyżaków 28 grudnia 1233 r., był aż do XVIII stulecia wzorcem do lokowania ponad 200 polskich miast (m.in. Warszawy, Torunia, Gdańska czy Wadowic).

Widoczne z daleka w dolinie Wisły zabudowania tworzą wyjątkową panoramę. Nad linią dachów wyróżniają się wieże sześciu gotyckich świątyń, z których najważniejsza to okazały Kościół Wniebowzięcia NMP z relikwiami św. Walentego. Organizowane od 2002 r. Walentynki Chełmińskie przyciągają do miasta setki zakochanych z całej Polski. Imprezie towarzyszy wiele atrakcji, takich jak konkursy, zabawy, wystawy, happeningi i koncerty. W jej ramach odbywają się np. występy laureatów Festiwalu Piosenki Miłosnej i Jarmark św. Walentego na rynku. Osobliwością miasta są poza tym trzy ławeczki zakochanych.

Chełmno znajduje się na Europejskim Szlaku Gotyku Ceglanego (www.eurob.org) i Szlaku Kopernikowskim oraz w Związku Miast Hanza. Wiele tutejszych zabytków pochodzi z okresu świetności miasta przypadającego na XIII i XIV w. Do najważniejszych z nich należą średniowieczne mury obronne o długości 2270 m (jeden z najwspanialszych przykładów architektury obronnej w Europie), renesansowy ratusz (perła architektury renesansowej w Polsce), dawny cystersko-benedyktyński zespół klasztorny i sześć gotyckich kościołów. Na zainteresowanie zasługują dwie atrakcje turystyczne: Park Miniatur Zamków Krzyżackich w Parku Pamięci i Tolerancji im. Ludwika Rydygiera oraz Osada Rycerska z Izbą Tortur, usytuowana przy ul. Kościelnej. W lipcu w Chełmnie odbywa się Jarmark Jaszczurczy, a w sierpniu – Perspektywy 9 Hills Festival.

Rezerwat Przyrody Jeziorka Kozie koło Woziwody

© DANIEL PACH/KUJAWSKO-POMORSKA ORGANIZACJA TURYSTYCZNA

 

PERŁA POLSKICH UZDROWISK

Ciechocinek jako uzdrowisko znany jest od ponad 180 lat. W 1836 r. w jednym z jego zajazdów zainstalowano cztery miedziane wanny lecznicze i z kąpieli skorzystali pierwsi kuracjusze. Dobroczynne działanie leczniczych solanek i wód mineralnych, korzystne położenie i łagodny klimat sprawiły, że miejscowość zaczęła być popularna wśród elit, a kolejne inwestycje przyczyniły się jeszcze do zwiększenia jej znaczenia. Dzisiaj w mieście funkcjonuje 26 sanatoriów i znajduje się 5 tys. miejsc noclegowych o różnym standardzie.

Ciechocinek specjalizuje się w leczeniu schorzeń narządu ruchu, reumatycznych, układów: krążenia, oddechowego i nerwowego oraz chorób kobiecych, a w ostatnich latach także metabolicznych – cukrzycy i otyłości. Działa tu jedyna taka placówka w Polsce, znana na całym świecie, Katedra i Zakład Balneologii i Medycyny Fizykalnej Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, którą do końca września 2017 r. kierowała prof. dr hab. Irena Ponikowska, światowej sławy autorytet w dziedzinie balneologii. W ostatnich latach w uzdrowisku odbywa się wiele konferencji biznesowych i naukowych. Funkcjonują tutaj hotele z centrami konferencyjnymi i bogatą ofertą spa i wellness.

W krajobraz miasta wpisały się na stałe drewniane tężnie, wokół których tworzy się wyjątkowy mikroklimat. Ciechocinek może pochwalić się też unikatowym na skalę europejską rezerwatem słonorośli. Podmokłe tereny przy tężniach porośnięte są halofitami. Z kolei obszary położone nad Wisłą zamieszkują chronione gatunki ptaków. Oba te rejony objęto programem Natura 2000.

W mieście warto wybrać się do Warzelni Soli, gdzie po dziś dzień w tradycyjny sposób produkowana jest sól spożywcza. W muzealnej części zakładu prezentowane są początki ciechocińskiego uzdrowiska. Do architektonicznych perełek Ciechocinka należą Pijalnia Wód Mineralnych ze zdobieniami z drewnianej koronki, secesyjny Teatr Letni, Muszla Koncertowa w stylu zakopiańskim czy prawosławna cerkiew w stylu zauralskim. Neoklasycystyczny Dworek Prezydenta RP zbudowany dla prezydenta Ignacego Mościckiego przypomina o jego wizycie w 1932 r., kiedy to dokonał oficjalnego otwarcia kąpieliska termalno-solankowego (choć nigdy nie mieszkał w rezydencji).

Wyjątkową atmosferę kurortu tworzą również wydarzenia kulturalne. Najpopularniejsze z nich to Międzynarodowy Festiwal Piosenki i Kultury Romów (kolejny odbędzie się 13–14 lipca 2018 r.), Wielka Gala Tenorów (w 2018 r. zostanie zorganizowana w dniach 6–7 lipca), Festiwal Operowo-Operetkowy (zaplanowany na 3–8 sierpnia 2018 r.) i Festiwal Wisły (13 sierpnia 2018 r.).

 

UZDROWICIELSKA MOC SOLI

Położony nad Notecią Inowrocław, jedno z najlepszych polskich uzdrowisk nizinnych, słynie z pokładów soli, którą wydobywano tutaj od czasów starożytnych. Skarby Kopalni Soli „Solno” można obecnie oglądać w Muzeum im. Jana Kasprowicza w Pałacu Mieszczańskim. W 1875 r. doktor prawa i ziemianin Zygmunt Wilkoński wraz z dwójką przyjaciół Niemcem Oskarem Triepckem i Żydem Samuelem Hoenigerem założył spółkę akcyjną Solanki Inowrocławskie. Na terenach przeznaczonych pod budowę obiektów kąpielowych i parku uzdrowiskowego wzniesiono w latach 1875–1876 pierwszy budynek kuracyjny z 14 łazienkami. Solanka, której używano, o wysokim, sięgającym ponad 30 proc. stężeniu soli, była bogata w wapń, magnez, potas i siarczany. Z kąpieli korzystały osoby cierpiące na choroby reumatyczne, dermatologiczne i kobiece oraz skrofulozę (gruźlicze zapalenie węzłów chłonnych, najczęściej diagnozowane u dzieci).

Po śmierci Zygmunta Wilkońskiego w kwietniu 1881 r. spółka została sprzedana miastu. W uzdrowisku powstawały kolejne obiekty sanatoryjne, wzniesiono reprezentacyjną wziewalnię, a otaczający kurort park poddano rewitalizacji. Do miasta zaczęli zjeżdżać kuracjusze, unowocześniano bazę zabiegową. W końcu, po pracach trwających od 1994 r., zbudowano również tężnie. Dziś, po oficjalnym otwarciu w 2001 r., są drugimi co do wielkości w Polsce (9 m wysokości i 300 m długości). Znajdują się w malowniczym Parku Solankowym (ponad 85 ha powierzchni). Tężnie solankowe to naturalne inhalatorium. Seanse w nich działają odprężająco i uodparniająco, zaleca się je też osobom z nadciśnieniem tętniczym i chorobami górnych dróg oddechowych, alergikom i rekonwalescentom.

Dzięki m.in. bogatemu drzewostanowi, licznym pomnikom przyrody i starannie skomponowanym letnim dywanom kwiatowym Inowrocław jest najpopularniejszym uzdrowiskiem w regionie. Według badań Światowej Organizacji Zdrowia ONZ (WHO) przeprowadzonych w 2016 r. miasto ma najczystsze powietrze w Polsce.

Inowrocławskie uzdrowisko organizuje turnusy dla osób w każdym wieku. Dla kuracjuszy przygotowano szeroką ofertę zabiegów dobieranych indywidualnie. Można tu także przyjechać na pobyt leczniczy połączony z dbaniem o urodę i dobrą kondycję ciała i duszy.

Turnusy realizowane są w obiektach o różnym standardzie, takich jak „Solanki” Medical Spa, wille „Ostoja” i „As”, położonych na skraju Parku Solankowego. Obok kuracji leczniczych w ofercie znajdują się zabiegi z zakresu pielęgnacji twarzy i ciała, zmysłowe masaże z wykorzystaniem gorących muszli filipińskich, aromatycznej czekolady i egzotycznych olejków eterycznych. W grocie solnej można odbyć seans leczniczy i relaksacyjny. Uzdrowisko wychodzi również naprzeciw rosnącemu zainteresowaniu tematem zdrowego odżywiania i organizuje specjalistyczne turnusy z dietą warzywno-owocową według wskazań dr Ewy Dąbrowskiej.

Park Solankowy otaczają tereny rekreacyjne z piaszczystą plażą, ścieżkami dla rowerzystów oraz miłośników nordic walkingu i rolek. W kompleksie tężni znajduje się kręgielnia, pole do minigolfa i stoliki do gry w szachy. Same tężnie stanowią tło wielu imprez kulturalnych.

Jedną z największych atrakcji uzdrowiska jest Pijalnia Wód „Inowrocławianka” z pierwszą w województwie kujawsko-pomorskim palmiarnią. Można spróbować tutaj wody mineralnej „Inowrocławianka” i leczniczej „Jadwiga”. W okolicy znajduje się też jedyny w Polsce pomnik teściowej oraz pięknie zaaranżowana chata kujawska.

 

POLSKIE POMPEJE I WENECJA

Pałuki to malowniczy region kulturowy położony w województwie kujawsko-pomorskim i sąsiednim wielkopolskim. Błękit jezior przeplata się w nim z zielenią lasów, subtelnymi barwami łąk i złotem pól uprawnych. Piękne krajobrazy stanowią tu tło dla śladów przeszłości. Przebiega tędy Szlak Piastowski łączący miejsca związane z początkami państwa polskiego. Jednak historia tej krainy sięga znacznie dalej.

Na wyprawę po Pałukach można udać się Żnińską Koleją Powiatową – kolejką wąskotorową o unikatowym rozstawie szyn (zaledwie 600 mm prześwitu). Wybudowana pod koniec XIX w., w sezonie odbywa regularne kursy na trasie Żnin – Wenecja – Biskupin – Gąsawa. Po drodze zatrzymuje się przy największych atrakcjach turystycznych.

                Żnin szczyci się ponad 750-letnią historią. Stojąca na rynku gotycka wieża ratuszowa z XV stulecia kryje w swoim wnętrzu Muzeum Ziemi Pałuckiej. Wenecja słynie z Muzeum Kolei Wąskotorowej. Warto je odwiedzić szczególnie podczas Weneckiej Nocy z Parowozami, gdy odbywa się wyjątkowy pokaz łączący światło i muzykę. Wtedy także spotkać można legendarnego Diabła Weneckiego, który od wieków strzeże ruin swojego zamku.

Obowiązkowym przystankiem w trakcie zwiedzania Pałuk jest Biskupin – jeden z najbardziej znanych w Europie rezerwatów archeologicznych, nazywany polskimi Pompejami, wpisany na listę Pomników Historii. W 2006 r. otrzymał nagrodę Europa Nostra uznawaną za odpowiednik Nagrody Nobla w dziedzinie kultury i muzealnictwa. Wizyta tutaj to podróż w czasie od epoki kamienia do czasów średniowiecza. Liczne pokazy i inscenizacje odbywają się na terenie trzech zrekonstruowanych osad: neolitycznej sprzed 6 tys. lat, kultury łużyckiej z VIII w. p.n.e. i średniowiecznej wsi z X–XI stulecia. Wśród wydarzeń organizowanych przez placówkę (Muzeum Archeologiczne w Biskupinie) największą popularność zyskał wrześniowy Festyn Archeologiczny (w 2018 r. od 15 do 23 września).

                Gąsawa na kartach historii zapisała się jako miejsce zjazdu książąt piastowskich z 1227 r. Dzisiaj zachwyca w niej niepozorny z zewnątrz drewniany Kościół św. Mikołaja z zespołem pięknych malowideł ściennych wewnątrz. Podczas wizyty w położonym na północny wschód stąd Pałacu Lubostroń można zobaczyć, jak wyglądało życie w XIX-wiecznej rezydencji. Rodzinom z dziećmi spodoba się z pewnością w miasteczku westernowym Silverado City w Bożejewiczkach koło Żnina i Zaurolandii – Rodzinnym Parku Rozrywki w Rogowie.

                Przy planowaniu podróży po regionie warto wziąć pod uwagę udział w Łabiszyńskich Spotkaniach z Historią. Tegoroczna edycja pod hasłem Wrześniowe Drogi, zaplanowana na 1–3 czerwca, będzie poświęcona wydarzeniom z września 1939 r.

 

Spichlerze gotyckie nad Wisłą w Grudziądzu

© KUJAWSKO-POMORSKA ORGANIZACJA TURYSTYCZNA

 

PRUSKA TWIERDZA NAD WISŁĄ

Położony na prawym brzegu Wisły Grudziądz, miasto z bardzo długą tradycją (z prawami miejskimi nadanymi 18 czerwca 1291 r.), zachwyca nie tylko znakomicie zachowanym zespołem spichrzy malowniczo usytuowanych na nadwiślańskiej skarpie, ale i górującą nad nim zrekonstruowaną wieżą Klimek, będącą niegdyś fragmentem zamku krzyżackiego. Stąd rozpościera się jeden z najpiękniejszych widoków na królową polskich rzek. W północnej części Grudziądza znajduje się cytadela – jeden z najbardziej okazałych obiektów architektury militarnej w Europie. Jej budowę, rozpoczętą w czerwcu 1776 r. według projektu hrabiego Gabriela d’Heinze, dokończył Szwajcar w służbie Prus, inżynier Paul von Gontzenbach (budowniczy twierdzy w Srebrnej Górze koło Kłodzka). Swoją rolę odegrała tylko raz, w 1807 r. w czasie wojen napoleońskich, kiedy pruski generał Wilhelm de Courbière (1733–1811) bronił się tu przez pół roku, aż do pokoju w Tylży. Cytadelę można zwiedzać.

Prawdziwą perłą miejskiej architektury są w Grudziądzu gotyckie spichlerze, nazywane średniowiecznymi wieżowcami. Do dziś zachowało się ich 26. Mniej więcej 300-metrowy ciąg budynków wznosi się 25 m ponad Błonia Nadwiślańskie – dawny plac przeładunkowy dla towarów transportowanych rzeką – i zaledwie kilka metrów nad ulicę Spichrzową. Pierwszy z nich, sąsiadujący z Bramą Wodną, wzniesiono w latach 1346–1351 (należał do Bornwalda). W 1504 r. murowanych spichlerzy było już 14. Przechowywano w nich głównie zboże, ale także przywożone z miast hanzeatyckich wina, wysokiej jakości wyroby rzemieślnicze oraz towary kolonialne. Kiedy w XIX w. rola transportu rzecznego znacznie zmalała, część magazynów zaadaptowano na mieszkania. W listopadzie 2017 r. budynki zostały uznane za Pomnik Historii. Władze Grudziądza podjęły starania o pozyskanie środków na ich odrestaurowanie i o wpisanie tego unikatowego zespołu na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

Od kilkunastu lat miasto kojarzone jest również z termami solankowymi. Odkryto je w latach 70. ubiegłego stulecia podczas poszukiwań ropy i gazu. Od 2006 r. w balneologicznych obiektach Geotermii Grudziądz wykorzystuje się solankę wydobywaną z głębokości 1630 m. Ze względu na wyjątkowy skład i temperaturę (nawet 44°C) należy ona do najlepszych wód termalnych w Europie. Atrakcję stanowi tu tężnia solankowa zamknięta w szklanej piramidzie z 9-metrowym słupem ociekowym. Przeprowadza się w niej inhalacje aerozolem bogatym w jod, brom, magnez i potas. Kuracjusze mogą też korzystać z basenów solankowych.

W Grudziądzu warto wziąć udział w jednej z imprez cyklicznych (www.facebook.com/haszgru), m.in. Majówce na trawie (ostatni weekend maja), Zjeździe Kawalerzystów II RP (w trzecią sobotę sierpnia) czy Festiwalu Grup Rekonstrukcyjnych (w drugi weekend września).

 

W MEANDRACH RZEK

Rezerwat Biosfery UNESCO Bory Tucholskie, leżący w województwie kujawsko-pomorskim i pomorskim, potrafi oczarować. Poza niezwykłą przyrodą i urzekającymi krajobrazami czekają tu malownicze wsie, których mieszkańcy zachowali swoją kulturę ze słynnym haftem, gwarą i przysmakami lokalnej kuchni. To wymarzone miejsce dla amatorów pieszych i rowerowych wycieczek, miłośników sportów wodnych oraz wielbicieli niesamowitych historii i poszukiwaczy skarbów, a także osób interesujących się zabytkami hydrotechnicznymi, takimi jak akwedukt w Fojutowie z lat 40. XIX w. W okolicy można też podziwiać pływające wyspy w torfowiskowym Rezerwacie Przyrody Jeziorka Kozie i odwiedzić Rezerwat Cisy Staropolskie im. Leona Wyczółkowskiego w Wierzchlesie, którego pejzaże zainspirowały artystę do stworzenia ponad 100 prac. Wielu emocji dostarczają spływy kajakowe Brdą (szczególnie na odcinku uroczysko Piekiełko na terenie Tucholskiego Parku Krajobrazowego) i Wdą. Na rodzinne wyprawy warto wybrać się na Wielki i Mały Kanał Brdy.

Prawdziwa przygoda czeka na turystów w kilku wioskach tematycznych, np. Miodowej (Wielki Mędromierz), Chlebowej (Jania Góra), Ptasiej (Adamkowo) czy Kwiatowej (Żalno). Tylko tutaj zobaczymy plenerowe Muzeum Ptaka (w Adamkowie), odpoczniemy w wozie do apiterapii (leczenia chorób produktami pszczelimi), a także spróbujemy tradycyjnych specjałów: polewki (zupy) na maślance, mac borowiackich, flyndzów (placków ziemniaczanych), szandara (babki ziemniaczanej), ruchanek (rodzaju racuchów drożdżowych) i fjuta (syropu z buraków cukrowych). W Górniczej Wiosce w Pile-Młynie poszukamy skarbu górnika Wilhelma Krügera i poznamy XIX-wieczne gry i zabawy. W Hotelu Pod Jeleniem w Tucholi zjemy tatara z jelenia i świeżego pstrąga. Pensjonat Przystanek Tleń szczyci się własnym browarem wytwarzającym lokalne piwo.

W Wymysłowie znajduje się Muzeum Kultury Indian Ameryki Północnej poświęcone życiu Sat-Okha (Długiego Pióra), czyli Stanisława Supłatowicza (1925–2003), półkrwi Szaunisa, który był częstym gościem w tych okolicach. Muzeum Borów Tucholskich w Tucholi przeniesie nas w świat przyrody i lokalnych tradycji. W placówce przeprowadza się warsztaty robienia masła i prania na tarach. Właśnie z Tucholi mają pochodzić dwa nagie miecze, wręczone królowi Władysławowi Jagielle pod Grunwaldem. To jedyne miasto w Polsce, którego hejnał jest grany na rogu myśliwskim.

Bory Tucholskie można zwiedzać pieszo, rowerem, konno lub kajakiem. W gminie Osie znajduje się centrum nordic walkingu. Warto wybrać się na jedną z imprez cyklicznych odbywających się w lipcu w Tucholi: Dni Borów Tucholskich czy Historyczny Pochód Borowiaków z udziałem kilkuset osób prezentujących postacie i wydarzenia związane z regionem.

 

W Biskupinie zobaczymy, jak wyglądała praca wczesnopiastowskiego rzemieślnika

© KUJAWSKO-POMORSKA ORGANIZACJA TURYSTYCZNA

 

WĘDRÓWKI ZE SMAKIEM

Dobrym pomysłem na zwiedzanie województwa kujawsko-pomorskiego jest wyprawa kulinarna. Region ten słynie nie tylko z gęsiny, ale też z owoców z sadów położonych w nadwiślańskich osadach: Grucznie koło Świecia, Strzelcach Dolnych czy Topolnie. Tutaj tradycja łączy się z nowoczesnością, a imprezom towarzyszy degustacja miejscowych smakołyków.

Festiwal Smaku Gruczno (odbywający się w trzeci weekend sierpnia) przyciąga smakoszy z całej Polski i zagranicy. Strzelce Dolne koło Bydgoszczy zapraszają na Święto Śliwki i jarmark produktu lokalnego (w pierwszy weekend września). W fascynujący świat wina wprowadza od kilku lat rodzinna Winnica przy Talerzyku w Topolnie, w której powstają trunki z dojrzewających na nadwiślańskich wzgórzach winogron. W trzecią sobotę września odbywa się Święto Kapusty w Brukach Unisławskich, a w pierwszą sobotę października w powiecie lipnowskim organizuje się Festiwal Smaków Dyniowych w Tłuchowie.

Z miłości do tradycji w 2016 r. powstał również produkt turystyczny Niech Cię Zakole (www.facebook.com/niechciezakole), którego pomysłodawcą jest Piotr Lenart – pasjonat i mistrz sztuki kulinarnej. Projekt ten promuje rejon zakola dolnej Wisły i obejmuje trzy obszary: ziemię dobrzyńską od Dobrzynia nad Wisłą po Włocławek, zakole dolnej Wisły po obu jej stronach – od Torunia do Chełmna i od Chełmna do Bydgoszczy, oraz Kociewie – od Świecia po Grudziądz. Dzięki tej inicjatywie można poznać najciekawsze miejsca w okolicy, odkryć obiekty oferujące wypoczynek, lokalne produkty, atrakcje, rezerwaty czy parki krajobrazowe oraz spróbować np. konfitur i przetworów z sadów i ogrodów w menonickiej Nadwiślańskiej Chacie w Luszkowie.

Produkt Niech Cię Zakole skierowany jest zarówno do osób indywidualnych, jak i grup. Jego pomysłodawcy uczestniczą w najważniejszych imprezach kulinarnych w regionie, m.in. listopadowym Festiwalu Gęsiny organizowanym z okazji dnia św. Marcina w Przysieku koło Torunia.

 

Wydanie Wiosna 2018

Artykuły wybrane losowo

12 najlepszych miejsc na świecie do uprawiania kitesurfingu

Wietnam

Victor Borsuk na Morzu Południowochińskim u wybrzeży Phan Rang w Wietnamie

© WWW.VICTORBORSUK.COM

 

VICTOR BORSUK

www.victorborsuk.com

 

 Dzięki rozbudowanej ofercie rozmaitych linii lotniczych sporty wodne można uprawiać praktycznie cały rok. Dotyczy to również kitesurfingu, który cieszy się dużą popularnością wśród Polaków, mimo iż u nas odpowiednie warunki klimatyczne panują jedynie przez kilka wiosennych i letnich miesięcy. Dla wielu naszych rodaków ślizganie się po falach na desce z latawcem stało się prawdziwą pasją, a kto raz połknie bakcyla, ten zawsze będzie śnił o tych wspaniałych miejscach na ziemi, gdzie natura sama stworzyła wymarzone warunki do wykonywania widowiskowych akrobacji na wodzie.

 

Jednym z najważniejszych czynników w kitesurfingu jest moc wiatru. Powiewy do 9 węzłów są zbyt słabe do uprawiania tego sportu. Wiatr o prędkości od 9 do 15 węzłów będzie dobry dla osób początkujących i tych wszystkich, którzy lubią czuć się bezpiecznie na wodzie i stabilnie poruszać latawcem. W takich warunkach ryzyko nieprzewidzianych sytuacji bywa raczej niskie. Prędkość 15–28 węzłów idealnie nadaje się dla średnio zaawansowanych kitesurferów. Można przy niej próbować wysokich skoków i porządnych ewolucji. Wiatr o prędkości powyżej 28 węzłów jest już bardzo silny. Czasem zrywa dachówki, łamie gałęzie i wieje piaskiem w oczy. Poradzą z nim sobie tylko doświadczeni kitesurferzy, którzy mierzą się w tej sytuacji z siłami natury.

Przy wyborze 12 najlepszych miejsc na świecie do uprawiania kitesurfingu kierowałem się głównie statystyczną ilością i siłą wiatru oraz warunkami panującymi na wodzie. Pod uwagę brałem także wygląd okolicy i możliwości spędzania czasu nie poświęconego na ewolucje na desce.

 

1

Guajiru

Brazylia

 

To jedno z najwietrzniejszych miejsc na świecie. W brazylijskim stanie Ceará, w którym leży wioska Guajiru, wieje od czerwca do końca grudnia codziennie. Wiatr osiąga prędkość od 18 do 30 węzłów. Znajdują się tu liczne laguny z płaską taflą, na których możemy bez obaw próbować wszystkiego, o czym marzymy. Woda jest bardzo ciepła (ma mniej więcej taką temperaturę jak powietrze), więc wystarczą tylko krótkie spodenki i kostium kąpielowy. Nie wolno zapomnieć o użyciu kremu do opalania (aplikację warto powtórzyć kilka razy w ciągu dnia) i zaopatrzeniu się w wodę do picia.

 

2

Phan Rang

Wietnam

 

Okolica miasta Phan Rang (Phan Rang-Tháp Chàm) jest jeszcze mało popularna wśród amatorów akrobacji na desce z latawcem. Działa w niej zaledwie kilka szkół kitesurfingu. Miejsce to odkrył mój przyjaciel mieszkający w Wietnamie i właśnie tutaj zabieram widzów w podróż w czasie najnowszego filmu realizowanego przez Virgin Mobile W pogoni za wiatrem. Od listopada do lutego prędkość wiatru wiejącego na wybrzeżu wynosi 18–35 węzłów. Woda jest przezroczysta i jak okiem sięgnąć zupełnie płaska. Dopiero w odległości mniej więcej 800–1000 m od brzegu pojawia się rafa koralowa, która stanowi granicę dla pięknych równych fal, na których można uprawiać kitesurfing. Powietrze nagrzewa się zazwyczaj do ok. 30°C, ale silny wiatr powoduje, że w ciągu dnia i nocy nie odczuwa się upału. Dlatego do torby podróżnej warto zapakować klapki, krótkie spodenki i przewiewną koszulkę. Muszę przyznać, że to jedno z moich ulubionych miejsc na ziemi. Właśnie tu zorganizowałem w minionym roku imprezę sylwestrową i przywitaliśmy nowy, 2018 r.

 

3

Woodman Point

Australia

 

Gdy miałem 18 lat, spędziłem w tym rejonie pół roku. Zaraz po maturze kupiłem bilet i poleciałem sprawdzić, jak wygląda to legendarne dla kitesurferów miejsce w Australii Zachodniej. Przed wyjazdem oglądałem filmy o nim i bardzo dużo czytałem. Uczciwie mogę przyznać, że długo marzyłem, aby tutaj przyjechać, a ponieważ była to daleka wyprawa, postanowiłem zatrzymać się w okolicy aż na pół roku. Mając zaledwie parę groszy przy duszy i głowę pełną nadziei, wyruszyłem w podróż. Na miejscu okazało się, że wszystko wygląda dokładnie tak, jak to sobie wyobrażałem. Zastałem ogromne przestrzenie z płaską wodą i wiatr o prędkości 18–25 węzłów wiejący codziennie od godz. 14.00. Dlaczego właśnie o tej porze? Bo w tym rejonie występuje przede wszystkim wiatr termiczny zwany tu sea breeze (bryzą). Żadna prognoza nie podaje odpowiedniej siły wiatru, gdyż nie bierze pod uwagę różnicy temperatury między zimną wodą a bardzo mocno nagrzanym lądem. Oczywiście, poza tym, że był to jeden z najciekawszych okresów w moim życiu, odczuwałem również stres związany z występowaniem przy brzegu wielu rekinów i strach przed wywracaniem się na dużej głębokości. Jednak statystyki działały na moją korzyść, a kilka ataków na ludzi zdarzających się w ciągu roku w całej Australii nie mogło mnie wystraszyć na tyle mocno, żebym zrezygnował z ukochanego sportu. Zatem jeżeli ktoś nie boi się opowieści o rekinach i chłodnej (orzeźwiającej!) oceanicznej wodzie, cypel Woodman Point koło miasta Perth jest dla niego bez wątpienia jednym z miejsc do zaliczenia.

 

4

Prasonisi, Rodos

Grecja

 

Żywienie się konserwami i zupkami chińskimi oraz spanie na łonie przyrody – tak właśnie spędzałem wakacje jako nastolatek, aby zamknąć cały dwutygodniowy wyjazd w kwocie 1,2 tys. złotych i móc pływać przez 6–8 godzin dziennie. Półwysep Prasonisi na wyspie Rodos to jedna z najlepszych okolic do uprawiania kitesurfingu na świecie. Idealne miejsce dla amatorów tego sportu znajduje się między dwoma wzgórzami, które codziennie się nagrzewają, co sprawia, że powstaje schodzący z nich wiatr termiczny. Wzniesienia łączy piaszczysty wał, dzięki czemu tworzy się tu tzw. efekt Venturiego (wiatr przyspiesza w przewężeniu). Ze względu na te czynniki przez pół roku codziennie wieje w tym rejonie równy, ciepły i silny wiatr. Woda z jednej strony wału jest płaska jak stół, z drugiej powstają duże fale. Każdy ma inne wspomnienia z okresu nastoletniego, ja swoje pierwsze kroki w stronę dorosłości stawiałem właśnie na wyspie Rodos.

 

5

Mierzeja Helska

Polska

 

W tym przypadku moja ocena będzie siłą rzeczy bardziej subiektywna. Jest całkiem prawdopodobne, że wpływają na nią wspomnienia z 22 lat, przez które przyjeżdżałem na Hel, ale uważam tę część Polski za jedno z najlepszych miejsc, aby rozpocząć przygodę z kitesurfingiem. Przede wszystkim od strony Zatoki Puckiej mamy tutaj prawie 1 km płaskiej i płytkiej wody oraz rozległe przestrzenie. Nie bez znaczenia pozostaje też towarzystwo niesamowitych ludzi, których łączy zamiłowanie do sportów wodnych. Ja kocham to miejsce i nie wyobrażam sobie innej okolicy na spędzenie lata. Właśnie tu moje życie zaczęło nabierać obecnego kształtu. Na początku uczyłem się na Helu pływać, teraz prowadzę obozy dla dzieci od 9 do 18 lat i organizuję wyjazdy integracyjno-motywacyjne dla firm. Staram się zainspirować wszystkich swoją pasją.

 

6

Boracay

Filipiny

 

Filipińska wysepka Boracay kojarzy się z wysmukłymi palmami opadającymi do morza, błękitną wodą i białym piaskiem. To miejsce ma jednak także duszę. W ciągu dnia wszyscy żyją tutaj kitesurfingiem, a wieczorem zaczyna kwitnąć życie nocne. Wówczas każdy poddaje się magii, która otacza tę wyspę. Nie przez przypadek mówi się na niej: what happens on Boracay, stays in Boracay („co wydarzyło się na Boracay, zostaje na Boracay”). Uważam ten rejon Filipin za jeden z moich najbardziej ulubionych zakątków na świecie.

 

polska1

Victor Borsuk na Helu, gdzie często zapoznaje innych z kitesurfingiem

© WWW.VICTORBORSUK.COM

 

7

Auckland i Northland

Nowa Zelandia

 

Północna część nowozelandzkiej Wyspy Północnej (regiony: Auckland i Northland) należy do najpiękniejszych miejsc na ziemi, w których do tej pory byłem. Wzdłuż wschodniego i zachodniego wybrzeża znajduje się wiele zupełnie dzikich okolic do uprawiania kitesurfingu. W wodzie można dostrzec wieloryby, a na lądzie spotkać ptaki kiwi i tyle owiec, że trzeba by liczyć je do snu do końca życia. Przyleciałem do tego kraju w odwiedziny do swojego bardzo dobrego kolegi, który pływanie na desce z latawcem traktuje jako pasję, a żyje z koncertów (występuje jako gitarzysta i wokalista). Ten niesamowity człowiek zabrał mnie w podróż po północnej Nowej Zelandii. Swoją wizytę w tych stronach zacząłem od Auckland, czyli największego miasta w kraju (ponad półtoramilionowego). Wynająłem w nim auto i pojechałem do nadmorskiego kurortu Paihia, gdzie poza sezonem żyje ok. 2 tys. osób, a latem przebywa prawie 30 tys. ludzi. W tym mieście mieszka na co dzień mój kolega Robin, tu codziennie gra w golfa czy tenisa i wieczorami występuje na koncertach w knajpach na wodzie. Utrzymuje się też z lokalnej turystyki. W kurorcie warto zatrzymać się na dwa dni, jednak najbliższe miejsca do uprawiania kitesurfingu oddalone są stąd przynajmniej o 20 min. jazdy na północ. W takiej odległości znajdował się nasz secret spot, położony między dwoma wzgórzami na terenie należącym do znajomych mojego kolegi. Była to rewelacyjna okolica. Wiatr wiał do brzegu, a na wodzie nie spotkaliśmy nikogo. Dzień później wybraliśmy się bardziej na północ na plażę, po której można jeździć autem (Ninety Mile Beach). Tutaj również spędziliśmy czas na falach. Pływaliśmy, ścigając się z samochodami. W Nowej Zelandii przebywałem tydzień, z czego przez cztery dni nie wiało. Cisza, spokój i piękne widoki rekompensowały jednak brak wiatru. Jeżeli moim głównym celem wyjazdów nie byłby kitesurfing, ale podróż w głąb siebie i obcowanie z naturą, ponownie wybrałbym się do Nowej Zelandii.

 

8

Maui

Hawaje, USA

 

Maui powinien odwiedzić każdy, niezależnie od tego, czy uprawia jakiekolwiek sporty wodne, czy podróżuje w celach czysto turystycznych. Ta wulkaniczna wyspa przekracza wszelkie wyobrażenia. Zacznę od tego, co najbardziej mnie zaskoczyło. Po wylądowaniu w mieście Kahului wychodzimy na lotnisko, gdzie wita nas od razu parne, gorące powietrze (nie ma czekających kobiet z kwiatami na szyi), więc od samego początku czujemy, że znaleźliśmy się w miejscu naprawdę egzotycznym. Całą wyspę można objechać w zaledwie 4 godz., ale każda jej część zdumiewa innym mikroklimatem. Po jednej stronie lądu codziennie pada (czasem 15 min., innym razem cały dzień), między lasami bambusowymi wyrastają palmy, wzgórza i skały pokrywa zieleń, a po drugiej opady są rzadkie i pola golfowe muszą być sztucznie nawadniane. Wzdłuż północnego wybrzeża leżą najsłynniejsze miejsca dla amatorów ewolucji na desce z latawcem, takie jak Ho’okipa, Kite Beach, Haiku itd. Tu zobaczymy nie tylko kitesurferów, ale przede wszystkim najlepszych sportowców na świecie startujących w zawodach surfingowych i windsurfingowych. Widoki przypominają kadry z okładek magazynów sportowych. W okolicy codziennie wieje, jest ciepło i egzotycznie, ale spoty są tak małe, że aż trudno uwierzyć. Wszyscy żyją tutaj powoli, to prawdziwi surferzy. Niestety, muszę zmartwić osoby, które jeszcze nie miały styczności ze sportami wodnymi. Maui nie nadaje się dla stawiających swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie. Warunki są w tym rejonie bardzo wymagające, powiedziałbym nawet, że bywa niebezpiecznie. W wodzie łatwo zorientować się, iż znajdujemy się na Pacyfiku i nie należy lekceważyć jego siły, bo skończy się to tragicznie. Jeżeli ktoś chce sprawdzić się w tym miejscu, musi zdobyć doświadczenie. Dlatego polecam zacząć od Polski, potem warto wybrać się za granicę, polecieć do Brazylii i na spokojnie zmierzyć się z falami o wysokości 1–3 m, a na koniec dopiero można udać się na Hawaje.

 

9

Bintan

Indonezja

 

Wyspa Bintan leży w odległości zaledwie godziny rejsu promem od Singapuru (w archipelagu Riau). Kiedyś planowałem dotrzeć na nią na Puchar Azji (Kiteboard Tour Asia – KTA), ale termin wydarzenia kolidował z moim wcześniej zorganizowanym wyjazdem do Wenezueli. To jedno z najbardziej niezwykłych miejsc na ziemi. Ze względu na bliskość Singapuru jakość i ceny tutejszych hoteli przekraczają wszelkie wyobrażenia, ale my nocowaliśmy w domkach na palach, do których dochodziło się 200-metrowym drewnianym mostem. Jego deski wyglądały, jakby miały się zaraz złamać. Obiekt nazywał się Bintan Laguna Restaurant & Resort. Pobyt kosztował nas zaledwie 20 dolarów amerykańskich za noc (ze śniadaniem)! Na śniadanie podawano makaron z jajkiem, ale serwowano go na stole ustawionym nad wodą, co tworzyło niesamowitą atmosferę. W pokojach nie było okien z szybami, tylko otwory. Do środka wpadała przez nie bryza i ciepłe powietrze. Spędzanie dnia i nocy w tym miejscu stanowiło czystą przyjemność. Zaledwie 10 min. skuterem od obiektu znajduje się Bintan Agro Beach Resort, w którym mój kolega z Singapuru ma szkołę kitesurfingu. Okolica idealnie nadaje się na rozpoczęcie przygody z tym sportem, ponieważ woda jest tu płytka na obszarze rozciągającym się od brzegu do prawie 200 m w głąb morza. Ze względu jednak na bliskość równika kitesurferzy są zależni od pływów. Czasem w odległości 50 m od lądu fale odsłaniają suche dno. Ja na wyspie Bintan zupełnie się wyciszyłem. Nie ma na niej alkoholu (poza wytwarzanym przez mieszkańców winem ryżowym), auto można zobaczyć raz na godzinę, wszędzie panuje błoga cisza i spokój. Warto spędzić tutaj trochę czasu, aby porządnie wypocząć.

 

Cabarete 002

Klimatyczne Cabarete to popularne miejsce profesjonalnych zawodów w kitesurfingu

© MINISTERIO DE TURISMO DE REPÚBLICA DOMINICANA

 

10

Cabarete

Dominikana

 

Miasteczko Cabarete w Republice Dominikańskiej uchodzi za jedno z najbardziej znanych miejsc do uprawiania kitesurfingu na świecie. Szaleństwo na falach przy odpowiednim wietrze i w promieniach gorącego tropikalnego słońca można tu połączyć z wieczornymi imprezami na plaży. Sama okolica nie jest zbyt dobra do rozpoczęcia nauki, to raczej rejon dla zaawansowanych. Miejscowi wykonują naprawdę niesamowite ewolucje na desce. Odkąd zobaczyłem pierwszy film z zawodów Pucharu Świata w kitesurfingu w Dominikanie, marzyłem o tym, żeby kiedyś do niej pojechać. Czekały na mnie smukłe palmy, biały piasek na plaży i błękitna woda. Kitesurferzy reprezentowali najwyższy światowy poziom. Moje wyobrażenia o tym miejscu okazały się całkowicie zgodne z rzeczywistością. Jeżeli ktoś nauczył się podstaw kitesurfingu i opanował halsowanie, powinien chociaż raz w życiu odwiedzić ten kraj. Atmosfera Karaibów łączy się tutaj z surferskim duchem rywalizacji na wysokim poziomie. Nie brakuje też rumu, ale warto mieć świadomość, że w Republice Dominikańskiej wypoczywa mnóstwo turystów, więc nie należy liczyć na ciszę i spokój umilające pobyt w Indonezji.

 

Renę Egli Airview

Przepiękna plaża Sotavento na Fuerteventurze, mekka kitesurferów z całego świata

© RENÉ EGLI

 

11

Fuerteventura

Hiszpania

 

Niewątpliwą zaletę Fuerteventury (jednej z Wysp Kanaryjskich) stanowi fakt, że można na nią dość szybko dotrzeć za niewielkie pieniądze. Tanie linie lotnicze często oferują bilety od 200 zł w górę w obie strony i czasem aż trudno uwierzyć, jak małe są koszty dostania się z kontynentalnej Europy na archipelag położony nieopodal północno-zachodnich wybrzeży Afryki. Ja trafiłem tu po raz pierwszy 10 lat temu, kiedy startowałem w Pucharze Świata na Playa Barca i Sotavento (Fuerteventura Windsurfing & Kitesurfing World Cup). To właśnie jedno z tych miejsc, które można obejrzeć na filmach z najlepszymi kite- i windsurferami na świecie. Sama wyspa nie jest zbyt bogata w szatę roślinną, w jej krajobrazie dominują skały i piach, jednak należy do bardzo wietrznych rejonów. Najmocniej zaskakują tutaj tłumy ludzi kochających sporty wodne. Zjeżdżają oni głównie do południowo-wschodniej części Fuerteventury. Wzdłuż plaży Sotavento przy odpowiednim poziomie wody powstaje olbrzymia laguna (płytki akwen z płaską taflą) o długości ponad 4 km i szerokości powyżej 200 m, na której można zacząć swoją przygodę z kitesurfingiem. Jeżeli ktoś nie ma czasu na dalekie podróże, a liczy na słońce i dobry wiatr podczas wyjazdu, to bardzo mu polecam właśnie tę sympatyczną kanaryjską wyspę.

 

12

Sardynia

Włochy

 

Włoska Sardynia to wspaniałe miejsce, które potrafi zaskoczyć na każdym kroku. Jest pełna tajemnic i ma bogatą historię. Niektóre okolice bywają tutaj bardzo surowe, ale napotkamy też zakątki jak z bajki. Na wyspie, podobnie jak w wielu rejonach południowej Europy, obowiązuje sjesta – w tym czasie często nie działają sklepy ani restauracje. Morze Śródziemne wokół Sardynii przybiera kolor błękitny, a piasek na plażach jest biały. Aż chce się wskoczyć do wody. Ja nie miałem zbyt dużo szczęścia do dobrego wiatru podczas swoich odwiedzin na tej malowniczej wyspie. Udawało mi się popływać dwa lub trzy dni w ciągu trwającego tydzień wyjazdu, ale nie jest to tak naprawdę nic niezwykłego, bo i w popularnym wśród kitesurferów Egipcie zdarzają się podobne okresy bez odpowiednich podmuchów. Uważam, że naprawdę warto zawitać na Sardynię. Istnieje na niej wiele świetnych centrów kite- i windsurfingu, a okoliczne wody słyną z wymarzonych wręcz warunków do uprawiania tych sportów. Ja korzystałem z usług profesjonalnej polskiej bazy SKYHIGH znajdującej się w Porto Botte, miejscowości położonej na południowo-zachodnim wybrzeżu, niedaleko czarującej wysepki Sant’Antioco. Chętnie odwiedzę gościnną Sardynię ponownie, żeby spróbować szczęścia w łapaniu wiatru. Poza tym potrawy lokalnej kuchni są przepyszne, miasteczka wyglądają niezmiernie urokliwie, a sami Sardyńczycy to wyjątkowi ludzie, jakby z innego świata.

 

Fuerteventura – słońce i spokój

 

DSC 7945 wiatrak w Antigua

Antigua – jeden z odrestaurowanych wiatraków na Fuerteventurze

© LESZEK MIKA/WWW.WYSPY-SZCZESLIWE.PL

 

Joanna Cybulska-Mika

www.wyspy-szczesliwe.pl 

 

W dzisiejszym zabieganym świecie każdy czasem musi odpocząć od nadmiaru bodźców. Na Fuerteventurze znajdziemy niesamowite plaże, idealne miejsca do uprawiania sportów wodnych, bazującą na świeżych i naturalnych produktach smaczną kuchnię i najwyższej klasy hotele. Wypożyczonym samochodem, quadem lub motocyklem udamy się na wyprawę wśród zachwycających rozległych przestrzeni i niewielkich, białych miasteczek. Może nawet obudzimy w sobie ducha odkrywcy.

Więcej…

Cuba libre

 

JERZY PAWLETA

www.jerzypawleta.pl

 

Muzycy w słynnym lokalu „Casa de la Trova” w mieście Santiago de Cuba

casa de la trova dancers santiago

© CUBAN TOURIST BOARD

 

Kuba to z wielu względów miejsce wyjątkowe na mapie świata. Elementem charakterystycznym są tutaj liczne stare amerykańskie samochody wtopione w kubański miejski krajobraz. Gdy wyszedłem z lotniska i rozejrzałem się wokół, nie miałem wątpliwości, gdzie jestem.

 

Pierwsze zdjęcie, jakie zrobiłem, przedstawiało ciemnoskórą dziewczynę wysiadającą z pięknego, choć mocno wiekowego i nieco rozpadającego się, niebieskiego amerykańskiego krążownika szos o wielkich skrzydłach z tylnymi lampami. Była to klasyczna kubańska taksówka, jakich spotkałem później dziesiątki, a od których nigdy nie mogłem oderwać wzroku. Są kolorowe i ogromne, zabierają tyle osób, ile zmieści się w ich wnętrzu. Jeśli załapiemy się na przejazd z miejscowymi, zapłacimy 1 peso kubańskie wymienialne (CUC), czyli prawie 1 euro, i przepłacimy jedynie 100 proc. ceny. Jeśli pojedziemy jako turyści, ta sama trasa będzie nas kosztować od 10 do 20 peso (CUC) w zależności od naszych umiejętności targowania się. Poza tym po ulicach kursują też zabytkowe kabriolety. One również mogą służyć jako taksówki, ale w tym przypadku cena zaczyna się od 35 peso (CUC), gdyż używa się ich głównie do zwiedzania stołecznej Hawany. Oczywiście, można i należy się targować, jednak często popyt przewyższa podaż.

 

Podziwianie stolicy z siedzenia starego amerykańskiego samochodu ma znaczącą przewagę nad wycieczką otwartym autobusem turystycznym, ponieważ mimo swoich rozmiarów wciśnie się on w niemal każdy zaułek, a jego kierowca pokaże nam, co tylko zechcemy, i nierzadko sam podpowie, co warto zobaczyć. Utrzymanie takich aut jest kosztowne. Części zapasowe sprowadzane są z USA, gdzie ich wyszukiwaniem i skupywaniem zajmują się wyspecjalizowane grupy Kubańczyków mieszkających głównie w Miami. Często oryginalne silniki wymienia się na mniejsze, bardziej ekonomiczne, żeby na jednym litrze paliwa zrobić nie trzy kilometry, a przynajmniej sześć. Gdy pytałem o cenę dobrze utrzymanego samochodu, w odpowiedzi otrzymywałem kwoty powyżej 30 tys. peso (CUC). Aby pokonać małe odległości w Hawanie, warto wziąć rikszę lub po prostu wybrać się na spacer.

 

MUZYCZNA WYSPA

 

Dokonywanie płatności na Kubie wydaje się dosyć skomplikowane. Oprócz peso kubańskiego wymienialnego (CUC), podstawowego środka płatniczego, używanego szczególnie przez turystów, w obiegu pozostaje też peso kubańskie (CUP), w którym wypłatę otrzymują Kubańczycy. Ta druga waluta ma ok. 25 razy mniejszą wartość niż pierwsza. Obcokrajowcy także mogą w niej płacić za towar lub usługi, ale trudno znaleźć kantor, który wymienia euro (dużo lepszy kurs niż za dolary amerykańskie) na peso kubańskie (CUP), a ja nie spotkałem miejsca, gdzie mógłbym się nimi posłużyć. Bankomaty, jeśli w ogóle udaje się je znaleźć, nie zawsze akceptują europejskie karty płatnicze. W niewielu punktach dokonamy również płatności kartą, warto więc zabrać ze sobą wystarczającą ilość gotówki.

 

Na Kubie, oprócz zabytkowych samochodów i uśmiechniętych mieszkańców pozdrawiających mnie przyjaznym Hola! („Cześć!”), powitała mnie też muzyka. Rozbrzmiewa ona właściwie wszędzie: w hotelu, restauracji, kafejce, sali koncertowej, sklepie czy na ulicy. Jest tak różna, jak skomplikowana jest historia kraju i jej wpływ na kulturę wyspy. Oczywiście, dominuje w niej ten charakterystyczny rys, jaki znamy choćby ze ścieżki dźwiękowej kultowego już filmu Wima Wendersa Buena Vista Social Club z 1999 r., który spopularyzował muzykę kubańską na świecie. Genialną i zarazem moją ulubioną piosenkę Chan Chan skomponowaną przez Compaya Segundo (1907–2003) słyszałem tutaj w wielu niezwykłych wersjach. Bardzo wysoki poziom prezentują koncerty muzyki klasycznej. Dobrze wykształceni Kubańczycy (szkolnictwo jest bezpłatne) otrzymują w swoim kraju znakomite przygotowanie do rozpoczęcia kariery na światowych scenach. Miałem przyjemność uczestniczyć w świetnym koncercie w dawnym kościele (dziś sali koncertowej) przy barokowym klasztorze św. Franciszka z Asyżu (Convento de San Francisco de Asís), obecnie pełniącym funkcję Muzeum Sztuki Sakralnej (Museo de Arte Sacro). Wznosi się on przy pięknym placu św. Franciszka z Asyżu (Plaza de San Francisco de Asís), otoczonym zabytkową zabudową i otwartym na Terminal Sierra Maestra (przystań statków wycieczkowych) i Zatokę Hawańską (Bahía de La Habana). Licząca 42 m wieża świątyni to najwyższa konstrukcja z epoki kolonialnej na terenie Starej Hawany (La Habana Vieja). Plac zdobi Fontanna Lwów (Fuente de los Leones) wykonana z białego marmuru.

 

W wielu miejscach w stolicy usłyszymy także musicale czy muzykę popularną. Jednym z najpiękniejszych budynków, w którym będzie nam dane cieszyć się tego rodzaju utworami, jest Teatr Wielki (Gran Teatro de La Habana), usytuowany w sąsiedztwie charakterystycznego monumentalnego Kapitolu (Capitolio Nacional de Cuba), wzorowanego na Panteonie w Paryżu, Bazylice św. Piotra w Watykanie i siedzibie Kongresu Stanów Zjednoczonych w Waszyngtonie. Po spektaklu bez trudu znajdziemy magiczną kolorową taksówkę, stoi ich tu zawsze pełno. A jeśli zapragniemy napić się kawy, możemy wstąpić do „Gran Café El Louvre”, utrzymanej w kolonialnym stylu kawiarni przy pobliskim klimatycznym Hotelu Inglaterra. W poszukiwaniu różnych odmian kubańskiej muzyki warto odwiedzić też jeden z kabaretów, jak choćby słynną „Tropicanę” (działającą od 31 grudnia 1939 r.) ze sceną pod gołym niebem, która zaskakuje różnorodnością repertuaru i bogactwem strojów.

 

RUM W ROLI GŁÓWNEJ

 

Z Kubą kojarzy się jeszcze – oczywiście – rum, prawdziwa duma tego kraju. Produkowany jest w wielu destylarniach i występuje w różnych odmianach. Sam smakuje znakomicie, ale stał się również podstawą licznych wyśmienitych koktajli. Barmani wciąż prześcigają się w pomysłach i wymyślają nowe drinki, aby zaskoczyć gości. Niemniej największą popularnością wśród koneserów dobrych trunków cieszą się te najbardziej klasyczne, uwielbiane przez znane postaci, które gościły na wyspie. Niektóre z tutejszych klimatycznych knajpek słyną właśnie ze swoich sławnych klientów. W barze i restauracji „Floridita” kolejka chętnych wydaje się nie kończyć. Nikogo to jednak nie zraża, przecież tutaj bywał amerykański pisarz i dziennikarz Ernest Hemingway (1899–1961). Jeśli nie lubimy tłumów, to jego ulubiony koktajl na bazie białego rumu, czyli daiquiri, możemy wypić także w „El Presidente”. Dodatkową atrakcją tego lokalu znajdującego się na wysokim piętrze starej kamienicy jest znakomity widok na Malecón, kilkukilometrową promenadę położoną wzdłuż wybrzeża, o które rozbijają się fale Zatoki Meksykańskiej.

 

Jednym z najlepszych drinków z rumem, jakie miałem przyjemność zdegustować, był habana especial sporządzony w Hotelu Habana Riviera. Jego wielki gmach zbudował w latach 50. XX w. w dzielnicy Vedado, nowej części kubańskiej stolicy wzorowanej na otwartych przestrzeniach Miami, znany amerykański gangster polsko-żydowskiego pochodzenia Meyer Lansky (Meier Suchowlański). Wnętrza zachowały oryginalny wystrój z epoki, dotyczy to zwłaszcza efektownej restauracji czy przylegającego do niej baru. Naprawdę trudno oprzeć się zaproszeniu miejscowego barmana, który raczy gości opowieściami z czasów świetności hotelu i ilustruje je oryginalnymi zdjęciami zapisanymi w pamięci swojego telefonu komórkowego.

 

W Hawanie każdy koktajl to osobna historia. Pewnego razu trafiłem na jedną z wielu tak pięknych, jak zaniedbanych uliczek Starej Hawany, która tętniła swoim południowym rytmem. Życie toczyło się na niej wszędzie, w oknach, na skrzyżowaniach, w małych knajpach. Koło jednej z tych ostatnich, „El Ángel de Tejadillo”, zaczepił mnie z uśmiechem ciemnoskóry mieszkaniec tego kwartału miasta. Zachęcił go mój beret z wizerunkiem symbolu rewolucji – Ernesta „Che” Guevary (1928–1967). Zaprowadził mnie do znajdującego się gdzieś zupełnie na uboczu dosyć prostego wnętrza ze stolikiem z maszyną do pisania i sfatygowanym krzesłem. Na ścianie wisiały zdjęcia „Che” Guevary, zapisana kartka i pokaźnych rozmiarów dzwon. Podobno właśnie w tym miejscu zasiadał i pisał swoje teksty. Dźwięk dzwonu oznajmiał wszystkim jego przybycie, miał prowokować agentów CIA, którzy chcieli go zabić. Ku czci Ernesta „Che” Guevary serwuje się tu, podobno jedyne w Hawanie, drinki w kolorach flagi Kuby: niebieskim, białym i czerwonym.

 

Wyśmienitych koktajli alkoholowych z rumem skosztować można wszędzie – zarówno w najzwyklejszej knajpce na rogu lub zapuszczonym sklepiku, jak i w najlepszym hotelu w mieście czy na luksusowym katamaranie, z którego będziemy podziwiać kubańską stolicę od strony morza. Do klasycznych pozycji w menu należą mojito, piña colada, cubata, ron collins, wspomniane daiquiri bądź habana especial. Na początku tej listy znajduje się połączenie rumu i napoju tuKola, czyli cuba libre, a w tłumaczeniu na polski „wolna Kuba”.

 

RÓŻNE TWARZE STOLICY

 

Hawana to swoista mozaika. Jest tak różnorodna i zaskakująca, że nigdy nie starcza dnia, aby zrealizować założony plan zwiedzania. Zawsze znajdziemy uliczkę, która skusi nas kolorami swoich kamienic, muzyką dobiegającą zza rogu, kawiarenką wabiącą zapachem kawy. Oprócz tego w rejonie La Habana Vieja, wpisanym w 1982 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, i jego bezpośrednim sąsiedztwie wznoszą się monumentalne budowle świadczące o tym, jak ważną rolę odgrywało to miasto na przestrzeni wieków. Są ich dziesiątki. Na pewno należy wspomnieć barokową Katedrę w Hawanie (Catedral de La Habana), dawny Pałac Prezydencki (dziś siedzibę Muzeum Rewolucji – Museo de la Revolución), niegdysiejszą ufortyfikowaną rezydencję hiszpańskich gubernatorów Kuby Castillo de la Real Fuerza i Pałac Kapitanów Generalnych (Palacio de los Capitanes Generales). Poza tym zachowało się tu wiele zabytkowych kościołów i klasztorów.

 

Na nabrzeżu, tuż obok Terminalu Sierra Maestra, gdzie podczas mojego pobytu na Kubie, w dniu 2 maja 2016 r., do Hawany przybył po raz pierwszy od czasów wprowadzenia embarga przez USA ogromny turystyczny statek pasażerski MV Adonia (należący do amerykańskiej linii Fathom), znajduje się hala targowa. Obok stoisk z typowymi towarami działa w niej największa galeria malarstwa, jaką w życiu widziałem. Pod rozległym dachem artyści i zwykli sprzedawcy oferują przeróżne obrazy. Kolorowe płótna, umieszczone nad sobą na wielkich stojakach, tworzą prawdziwy labirynt. Niedaleko stąd w swoje progi zaprasza gości niewielki browar o długiej, dźwięcznej nazwie „Cervecería Antiguo Almacén de la Madera y el Tabaco”, gdzie oprócz spróbowania kilku rodzajów piwa możemy zjeść pyszny posiłek i posłuchać zespołu grającego gorące kubańskie przeboje. Za 10 peso kubańskich wymienialnych kupimy płytę CD z muzyką w jego wykonaniu.

 

Przy tej samej alei (Avenida del Puerto) mieści się Muzeum Rumu Havana Club – Museo del Ron Havana Club. W kilkupiętrowej kamienicy zebrano wiele eksponatów związanych z wytwarzaniem tego trunku, udostępniono multimedialne wystawy przybliżające jego historię i otwarto dobrze zaopatrzony sklep. Niemal naprzeciwko znajduje się spory mural z kolorową podobizną Ernesta „Che” Guevary, idealne miejsce do zrobienia sobie zdjęcia ze słynnym latynoamerykańskim rewolucjonistą. Scenerię Starej Hawany wykorzystali twórcy serialu House of Lies (Kłamstwa na sprzedaż) emitowanego przez stację telewizyjną Showtime. Jest to pierwsza realizacja amerykańskiego scenariusza w tym kraju od momentu przywrócenia stosunków między USA i Kubą. Ekipę filmową i jej wielkie ciężarówki spotkałem koło Kościoła św. Anioła Stróża (Iglesia del Santo Ángel Custodio). Kręceniu scen piątego sezonu przyglądali się z ogromnym zainteresowaniem liczni Kubańczycy. Wielu z nich miało wpięte w klapy marynarki czy koszule znaczki symbolizujące przyjaźń kubańsko-amerykańską.

 

Bogato zdobiona barokowa fasada XVIII-wiecznej Katedry w Hawanie

68 CatedralNueva Havanna 14x8 F1

© CUBAN TOURIST BOARD

 

HAWANA W NOWYCH CZASACH

 

Miejscem, które nie sposób ominąć w Hawanie, jest plac Rewolucji (Plaza de la Revolución). Jego centralny punkt stanowi olbrzymi Pomnik José Martíego (Monumento a José Martí), kubańskiego bohatera narodowego, przywódcy ruchu niepodległościowego w XIX w., a zarazem poety i pisarza. Otaczają go równie monumentalne budynki rządowe. Nie byłyby może warte wspomnienia, gdyby nie znajdował się wśród nich bodaj najczęściej fotografowany przez turystów gmach na Kubie – Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Tę szczególną popularność zawdzięcza on ogromnych rozmiarów metaloplastyce przedstawiającej Ernesta „Che” Guevarę. Plaza de la Revolución dobitnie przypomina nam, że kubańska rewolucja ciągle trwa. Inny jest jedynie jej charakter. Wydaje się, że bardziej przystający do naszych czasów.

 

Po drugiej stronie wejścia do Zatoki Hawańskiej i portu znajdują się dwie hiszpańskie fortece – Castillo del Morro (z XVI–XVII w.) i Fortaleza de San Carlos de la Cabaña (z XVIII stulecia). Od strony Starej Hawany dostać się do nich można wyłącznie tunelem drogowym biegnącym pod kanałem. Warto zapuścić się w zakamarki Zamku Morro, poczuć i usłyszeć huk fal uderzających o skały, na których stoi ta potężna budowla z latarnią morską. Z jej murów roztacza się wspaniały widok na całą zatokę i kubańską stolicę. W pobliżu działa restauracja „Los Doce Apóstoles”. Druga twierdza zbudowana została nieco powyżej, na niewielkim wzniesieniu. W dniach 3–7 maja 2016 r. gościła międzynarodowe targi turystyczne pod nazwą FITCuba, coroczne wydarzenie skupiające wystawców z wielu krajów, w tym organizacje turystyczne, linie lotnicze, sieci hotelowe, biura podróży czy usługodawców z różnych dziedzin turystyki Kuby. Była to już 36. edycja tej zakrojonej na szeroką skalę imprezy. Jak zazwyczaj w targach udział wzięli przedstawiciele władz i liczni zwiedzający. Mnie zaskoczyły dwie rzeczy: silna reprezentacja Kanady i fakt, że Kanadyjczycy stanowią największy procent turystów odwiedzających Kubę.

 

KRÓLESTWO CYGAR

 

Hawana przyciąga z wielką siłą, ale na wyspie jest wiele atrakcyjnych miejsc. Jedziemy na zachodni kraniec Kuby – do prowincji Pinar del Río. W Las Barrigonas zatrzymują nas przedziwne baniaste palmy, pod którymi rozciągają się plantacje trzciny cukrowej i tytoniu. Liście tytoniu zbiera się w lutym i marcu. Podczas mojego pobytu w maju suszyły się już w naturalnych warunkach. Zanim się je roluje, podlegają procesowi fermentacji trwającemu ok. 45 dni. Dopiero dzięki temu nabywają idealnych właściwości. W ten sposób powstają znane na całym świecie kubańskie cygara. W nieodległym sklepiku można kupić gotowe wyroby mające rozmaitą jakość i sprzedawane pod różnymi markami. Ich ceny są – oczywiście – również bardzo zróżnicowane.

 

Kolejny przystanek to park linowy w malowniczym rejonie Valle de Viñales, także słynącym z upraw tytoniu i wpisanym w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO z uwagi na niezwykły krajobraz. Rozrzucone pojedynczo po dolinie olbrzymie formacje wapienne (mogoty) przybierają niesamowite formy. Między nimi leżą małe wioski i plantacje. Na jednym z takich pagórów rozpoczynamy zjazd na linach. Do pokonania jest kilka odcinków o różnej skali trudności i rozwijanej prędkości. Kaski, w które nas wyposażono, nie odgrywają więc roli jedynie kolorowego dodatku do stroju. Widoki rozpościerające się z tej wysokości są fantastyczne! W jednej z urokliwych dolinek (Valle de Dos Hermanas), pod wielką skałą z ogromnym malowidłem z lat 60. XX w. (miejscowi nazywają je Muralem Prehistorycznym – Mural de la Prehistoria) znajduje się restauracja. Zamawiamy kubańskie specjały, czyli zupę ajiaco i danie ropa vieja („stare ubranie”) – rozdrobnioną wołowinę podawaną z ryżem i warzywami. Raczymy się też pysznymi drinkami, a posiłek umila nam muzyka na żywo. Zespół gra nawet moją ulubioną piosenkę Chan Chan.

 

Mural Prehistoryczny przedstawia etapy ewolucji ludzi i zwierząt

45

© JERZY PAWLETA/JERZYPAWLETA.PL

 

KARAIBSKIE WAKACJE

 

Nie wolno jednak zapomnieć, że Kuba to przecież Karaiby – wspaniałe białe plaże, turkusowa woda, rozłożyste palmy i wszystko to, co kojarzy się z wakacjami. W takie miejsce chce się uciec choćby na chwilę. Warto pojechać do położonego ok. 130 km na wschód od Hawany Varadero, kurortu spełniającego marzenia o wakacyjnym raju. Przed turystycznym kompleksem handlowo-restauracyjnym Plaza América, będącym również centrum kongresowym i wychodzącym wprost na białą plażę, witają nas pracownicy baru i restauracji „The Beatles”. Na placu muzycy grają rockandrollowe przeboje. Nie jest to rzecz zwyczajna na Kubie – muzyka takich zespołów jak The Beatles czy The Rolling Stones była przez lata zakazana przez władze. Dzięki polepszeniu się stosunków dyplomatycznych ze Stanami Zjednoczonymi do Hawany zawitali w marcu 2016 r. z darmowym koncertem właśnie sami Rolling Stonesi. Występ wieńczył ich latynoamerykańską trasę. Muzykom klubu „The Beatles” towarzyszą kubańscy harleyowcy w czarnych skórzanych ubraniach z wyszytym napisem Latino Americanos Motociclistas Asoc. Cárdenas Cuba. Przy plaży króluje salsa, a na piasku rozłożyli swój sprzęt kitesurferzy. Aż chce się żyć!

 

Jesteśmy gośćmi Meliá Hotels & Resorts, hiszpańskiej sieci eleganckich, komfortowych hoteli. Meliá Marina Varadero – 5-gwiazdkowy obiekt, w którym zostaliśmy zakwaterowani – znajduje się nad brzegiem morza, więc czym prędzej zanurzamy się w ciepłych, aksamitnych wodach. Na lunch warto wybrać się katamaranem na jedną z pobliskich wysepek, a po drodze odwiedzić delfinarium. Obserwowanie tych sympatycznych ssaków to niezwykła przyjemność. Jeszcze więcej radości sprawia zabawa z nimi. Turyści zapraszani są do ogromnych basenów skonstruowanych na środku morza i mogą głaskać ocierające się o nich delfiny, bawić się z nimi czy nawet próbować je podnieść! Nieco dalej czeka na przybyszów karaibski raj. Małą, porośniętą wysmukłymi palmami wysepkę okala biała plaża i turkusowa woda. Na granicy piaszczystego brzegu i palmowego gaju znajduje się niewielka restauracja. Tutaj możemy się oddać wakacyjnym przyjemnościom – popływać, ponurkować, pograć na plaży, poopalać się czy wreszcie zjeść świeże ryby i owoce morza przyrządzone po karaibsku. Barmani serwują wina, zimne lokalne piwo Cristal i słynne kubańskie drinki. Wracamy do domu? Nunca! („Nigdy!”) – jak zakrzyknęliby radośnie Kubańczycy.

 

Rejs katamaranem u wybrzeży Varadero

66 Catamaran 12x7 F1

© CUBAN TOURIST BOARD