BARBARA TEKIELI

<< To jeden z najciekawszych regionów Polski, mający bogatą historię i szczycący się wieloma tradycjami. Do jego skarbów należą interesujące zabytki i wyjątkowa przyroda. Województwo kujawsko-pomorskie jest nadal mało znane, a przecież pełno w nim atrakcyjnych zakątków, które warto odkryć. >>

 

Balansująca rzeźba Przechodzący przez rzekę umieszczona nad Brdą w Bydgoszczy

© KUJAWSKO-POMORSKA ORGANIZACJA TURYSTYCZNA

 

Tutaj, w Piwnicach w powiecie toruńskim znajduje się największy w Europie Środkowej radioteleskop (o średnicy 32 m) i ważny ośrodek badań nad kosmosem. Województwo bywa więc nazywane astroregionem, a jego mieszkańcy podobno prowadzą najwięcej amatorskich obserwacji nieba na świecie. Jest to możliwe m.in. dzięki astrobazom – 14 niewielkim ogólnodostępnym obserwatoriom astronomicznym. Centrum Popularyzacji Kosmosu „Planetarium – Toruń” wyróżniono prestiżowym certyfikatem POT (Polskiej Organizacji Turystycznej).

W województwie kujawsko-pomorskim znajdziemy nie tylko miejsca związane z osobą słynnego polskiego astronoma Mikołaja Kopernika i gwiazdami. To także kolebka państwa polskiego. Tędy przebiega część Szlaku Piastowskiego zaczynającego się w sąsiednim województwie wielkopolskim. Tutaj zainspirowany folklorem ziemi dobrzyńskiej Fryderyk Chopin zaczął komponować mazurki. Podczas wizyty w regionie można wyruszyć w podróż po znanych uzdrowiskach i historycznych miastach lub wypoczywać na łonie natury.

 

GOTYK, PIERNIK I KOPERNIK

Najstarszym rejonem Torunia jest zespół staromiejski (Stare Miasto, Nowe Miasto i zamek krzyżacki) zbudowany przez Krzyżaków. Mimo burzliwych dziejów pozostał on prawie niezmieniony i przyciąga dziś niezwykłą atmosferą. W 1997 r. wpisano go na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Architektura i sztuka gotycka stanowi – obok Mikołaja Kopernika i pierników – jeden z symboli tego miasta.

Tutejszy zamek krzyżacki przypomina o czasach świetności Torunia. W Ratuszu Staromiejskim, wznoszonym od mniej więcej połowy XIII w. i kilkakrotnie przebudowywanym, prezentowane są zbiory Muzeum Okręgowego w Toruniu, należącego do najstarszych placówek muzealnych w Polsce (istniejącego od 1861 r.). Gotycka Katedra św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty powstawała przez blisko 200 lat, wcześniej w jej miejscu stał pierwszy kościół z XIII stulecia. We wnętrzu obecnej świątyni znajdują się liczne zabytki sztuki gotyckiej: malowidła z XIV w., oryginalne ołtarze, rzeźby i płyty nagrobne oraz chrzcielnica, przy której chrzczony był Mikołaj Kopernik. Przechowuje się tu też serce zmarłego w Toruniu 17 czerwca 1501 r. króla Jana Olbrachta. W wieży katedralnej wisi największy średniowieczny dzwon w Polsce – Tuba Dei (Trąba Boża). Z kolei w Kościele św. Jakuba Apostoła, usytuowanym na Nowym Mieście, obejrzymy bezcenne gotyckie malowidła, rzeźby z XIV–XV w. i krucyfiks mistyczny z przedstawieniami 12 proroków.

Mikołaj Kopernik przyszedł na świat w Toruniu 19 lutego 1473 r. Chociaż opuścił miasto w wieku 18 lat, żeby wyruszyć na nauki do Krakowa, a potem do Włoch, wiele miejsc przypomina o tym najsłynniejszym torunianinie. W gotyckiej kamienicy należącej niegdyś do jego bogatej rodziny funkcjonuje obecnie oddział Muzeum Okręgowego – Dom Mikołaja Kopernika (zamknięty dla zwiedzających z powodu renowacji do czerwca 2018 r.). Jego imię nosi tutejszy uniwersytet, a naprzeciwko Dworu Artusa stoi najbardziej znany pomnik astronoma. Jednymi z atrakcji turystycznych są również Planetarium (Centrum Popularyzacji Kosmosu „Planetarium – Toruń”) i fontanna Cosmopolis.

Najlepszą pamiątkę z tego miasta stanowią toruńskie pierniki, słynne w Europie. Chętnie delektowali się nimi m.in. polscy królowie, Fryderyk Chopin czy Jan Paweł II. W Toruniu znajdują się dwie placówki poświęcone miejscowym słodkim specjałom: Muzeum Toruńskiego Piernika i Żywe Muzeum Piernika. W tym drugim zebrano recepty sprzed 500 lat i największą w Europie kolekcję woskowych form piernikowych (w 2017 r. otrzymało Złoty Certyfikat Polskiej Organizacji Turystycznej za najlepszy produkt turystyczny). W sierpniu w mieście odbywa się Święto Toruńskiego Piernika.

W średniowieczu Toruń był jednym z ważniejszych ośrodków witrażownictwa. Zapomniane techniki tego rzemiosła przybliża prowadząca warsztaty Pracownia Witraży Intek-Art. Działa przy niej Muzeum Witraży Nisza. Miasto słynie także z wydarzeń kulturalnych, takich jak Bella Skyway Festival (w 2018 r. jego 10. już edycję zaplanowano na 21–26 sierpnia) czy Międzynarodowy Festiwal Filmowy Tofifest (w br. odbędzie się w dniach 20–28 października).

 

OBIERZ STER NA BYDGOSZCZ

Położona na Kujawach nad rzeką Brdą Bydgoszcz promuje się jako ośrodek silnie związany z wodą. Ten jej charakter potwierdzają obiekty usytuowane wokół Kanału Bydgoskiego. Wśród nich znajdują się unikatowe w skali świata zabytki hydrotechniki. Choć sporo polskich miast stawia w działaniach promocyjnych na eksponowanie związku z rzeką, to niewiele potrafi wykorzystać swój potencjał tak jak Bydgoszcz. Do najciekawszych lokalnych projektów należą Szlak Wody, Przemysłu i Rzemiosła TeH₂O oraz międzynarodowy Bydgoski Festiwal Wodny Ster na Bydgoszcz (najbliższy będzie się odbywał od 22 do 24 czerwca 2018 r.) – największa impreza dla wodniaków w regionie. Twórcy tego pierwszego przedsięwzięcia inspirowali się Szlakiem Zabytków Techniki na Śląsku, Szlakiem Energii w Łużycach oraz Styryjskim Szlakiem Żelaza. Postawili jednak nie na samo prezentowanie miejsc, ale wykorzystanie ich jako tło dla opowieści o ludziach i wydarzeniach z przemysłowej historii Bydgoszczy. Na szlaku usytuowanych jest 15 obiektów. Na barce Lemara dowiemy się, jak wyglądało codzienne życie szyprów. Obywają się tu m.in. koncerty, lekcje na wodzie i spotkania rodzin szyperskich. Wyspa Młyńska, ulubione miejsce spotkań, spacerów i zabaw bydgoszczan, przypomina tradycje młynarskie i historię mennicy królewskiej. W Muzeum Kanału Bydgoskiego zrozumiemy, jak istotną rolę odegrał on w rozwoju miasta. Z tarasu widokowego na Wieży Ciśnień podziwiać można panoramę Bydgoszczy. Na warsztatach w Muzeum Mydła i Historii Brudu mistrz mydlarstwa opowie, jak samemu zrobić mydło. W Introligatorni tradycyjnymi metodami przywraca się życie zniszczonym książkom. Muzeum Fotografii w Bydgoszczy prezentuje początki technik fotograficznych i dzieje fabryki Alfa. W jedynym w swoim rodzaju Exploseum, dawnych hitlerowskich zakładach zbrojeniowych, poznamy historię produkcji nitrogliceryny.

Jeden z najpiękniejszych zakątków miasta stanowi niedawno zrewitalizowana Wyspa Młyńska z amfiteatrem, mariną oraz obiektami Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego, tj. Europejskim Centrum Pieniądza, Galerią Sztuki Nowoczesnej, Domem Leona Wyczółkowskiego i spichrzem z Działem Archeologicznym. Przebiega przez nią 18. południk, w którego miejscu ustawiono kamień z metalowym szkieletem symbolizującym Ziemię. Zielone płuca Bydgoszczy to Myślęcinek – największy park miejski w Polsce (ponad 800 ha powierzchni). Do symboli miasta należą spichlerze usytuowane wzdłuż nabrzeża i rzeźba postaci balansującej na linie wisząca nad Brdą –Przechodzący przez rzekę.

Do kalendarza tutejszych imprez kulturalnych wpisały się na stałe Bydgoski Festiwal Operowy (w 2018 r. od 21 kwietnia do 5 maja), Rzeka Muzyki – cykl niedzielnych letnich koncertów w amfiteatrze nad Brdą, oraz TehoFest – święto Szlaku TeH₂O (kolejną edycję zaplanowano na 15 września 2018 r.).

 

MIASTO ZAKOCHANYCH

Nazywane polskim Carcassonne i małym Krakowem Chełmno jest jednym z najpiękniejszych średniowiecznych ośrodków w Polsce. Warto je odwiedzić ze względu na wyjątkowe zabytki i doskonale zachowany układ urbanistyczny historycznego centrum, wpisanego w kwietniu 2005 r. na listę Pomników Historii. Malowniczo położone na dziewięciu wzgórzach Pojezierza Chełmińskiego miasto odgrywało ważną rolę w historii Polski i zakonu krzyżackiego, który planował ustanowić tu stolicę swojego państwa. Ośrodek pojawił się w dokumentach już w 1065 r. Przywilej lokacyjny, znany jako prawo chełmińskie, nadany Chełmnu przez Krzyżaków 28 grudnia 1233 r., był aż do XVIII stulecia wzorcem do lokowania ponad 200 polskich miast (m.in. Warszawy, Torunia, Gdańska czy Wadowic).

Widoczne z daleka w dolinie Wisły zabudowania tworzą wyjątkową panoramę. Nad linią dachów wyróżniają się wieże sześciu gotyckich świątyń, z których najważniejsza to okazały Kościół Wniebowzięcia NMP z relikwiami św. Walentego. Organizowane od 2002 r. Walentynki Chełmińskie przyciągają do miasta setki zakochanych z całej Polski. Imprezie towarzyszy wiele atrakcji, takich jak konkursy, zabawy, wystawy, happeningi i koncerty. W jej ramach odbywają się np. występy laureatów Festiwalu Piosenki Miłosnej i Jarmark św. Walentego na rynku. Osobliwością miasta są poza tym trzy ławeczki zakochanych.

Chełmno znajduje się na Europejskim Szlaku Gotyku Ceglanego (www.eurob.org) i Szlaku Kopernikowskim oraz w Związku Miast Hanza. Wiele tutejszych zabytków pochodzi z okresu świetności miasta przypadającego na XIII i XIV w. Do najważniejszych z nich należą średniowieczne mury obronne o długości 2270 m (jeden z najwspanialszych przykładów architektury obronnej w Europie), renesansowy ratusz (perła architektury renesansowej w Polsce), dawny cystersko-benedyktyński zespół klasztorny i sześć gotyckich kościołów. Na zainteresowanie zasługują dwie atrakcje turystyczne: Park Miniatur Zamków Krzyżackich w Parku Pamięci i Tolerancji im. Ludwika Rydygiera oraz Osada Rycerska z Izbą Tortur, usytuowana przy ul. Kościelnej. W lipcu w Chełmnie odbywa się Jarmark Jaszczurczy, a w sierpniu – Perspektywy 9 Hills Festival.

Rezerwat Przyrody Jeziorka Kozie koło Woziwody

© DANIEL PACH/KUJAWSKO-POMORSKA ORGANIZACJA TURYSTYCZNA

 

PERŁA POLSKICH UZDROWISK

Ciechocinek jako uzdrowisko znany jest od ponad 180 lat. W 1836 r. w jednym z jego zajazdów zainstalowano cztery miedziane wanny lecznicze i z kąpieli skorzystali pierwsi kuracjusze. Dobroczynne działanie leczniczych solanek i wód mineralnych, korzystne położenie i łagodny klimat sprawiły, że miejscowość zaczęła być popularna wśród elit, a kolejne inwestycje przyczyniły się jeszcze do zwiększenia jej znaczenia. Dzisiaj w mieście funkcjonuje 26 sanatoriów i znajduje się 5 tys. miejsc noclegowych o różnym standardzie.

Ciechocinek specjalizuje się w leczeniu schorzeń narządu ruchu, reumatycznych, układów: krążenia, oddechowego i nerwowego oraz chorób kobiecych, a w ostatnich latach także metabolicznych – cukrzycy i otyłości. Działa tu jedyna taka placówka w Polsce, znana na całym świecie, Katedra i Zakład Balneologii i Medycyny Fizykalnej Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, którą do końca września 2017 r. kierowała prof. dr hab. Irena Ponikowska, światowej sławy autorytet w dziedzinie balneologii. W ostatnich latach w uzdrowisku odbywa się wiele konferencji biznesowych i naukowych. Funkcjonują tutaj hotele z centrami konferencyjnymi i bogatą ofertą spa i wellness.

W krajobraz miasta wpisały się na stałe drewniane tężnie, wokół których tworzy się wyjątkowy mikroklimat. Ciechocinek może pochwalić się też unikatowym na skalę europejską rezerwatem słonorośli. Podmokłe tereny przy tężniach porośnięte są halofitami. Z kolei obszary położone nad Wisłą zamieszkują chronione gatunki ptaków. Oba te rejony objęto programem Natura 2000.

W mieście warto wybrać się do Warzelni Soli, gdzie po dziś dzień w tradycyjny sposób produkowana jest sól spożywcza. W muzealnej części zakładu prezentowane są początki ciechocińskiego uzdrowiska. Do architektonicznych perełek Ciechocinka należą Pijalnia Wód Mineralnych ze zdobieniami z drewnianej koronki, secesyjny Teatr Letni, Muszla Koncertowa w stylu zakopiańskim czy prawosławna cerkiew w stylu zauralskim. Neoklasycystyczny Dworek Prezydenta RP zbudowany dla prezydenta Ignacego Mościckiego przypomina o jego wizycie w 1932 r., kiedy to dokonał oficjalnego otwarcia kąpieliska termalno-solankowego (choć nigdy nie mieszkał w rezydencji).

Wyjątkową atmosferę kurortu tworzą również wydarzenia kulturalne. Najpopularniejsze z nich to Międzynarodowy Festiwal Piosenki i Kultury Romów (kolejny odbędzie się 13–14 lipca 2018 r.), Wielka Gala Tenorów (w 2018 r. zostanie zorganizowana w dniach 6–7 lipca), Festiwal Operowo-Operetkowy (zaplanowany na 3–8 sierpnia 2018 r.) i Festiwal Wisły (13 sierpnia 2018 r.).

 

UZDROWICIELSKA MOC SOLI

Położony nad Notecią Inowrocław, jedno z najlepszych polskich uzdrowisk nizinnych, słynie z pokładów soli, którą wydobywano tutaj od czasów starożytnych. Skarby Kopalni Soli „Solno” można obecnie oglądać w Muzeum im. Jana Kasprowicza w Pałacu Mieszczańskim. W 1875 r. doktor prawa i ziemianin Zygmunt Wilkoński wraz z dwójką przyjaciół Niemcem Oskarem Triepckem i Żydem Samuelem Hoenigerem założył spółkę akcyjną Solanki Inowrocławskie. Na terenach przeznaczonych pod budowę obiektów kąpielowych i parku uzdrowiskowego wzniesiono w latach 1875–1876 pierwszy budynek kuracyjny z 14 łazienkami. Solanka, której używano, o wysokim, sięgającym ponad 30 proc. stężeniu soli, była bogata w wapń, magnez, potas i siarczany. Z kąpieli korzystały osoby cierpiące na choroby reumatyczne, dermatologiczne i kobiece oraz skrofulozę (gruźlicze zapalenie węzłów chłonnych, najczęściej diagnozowane u dzieci).

Po śmierci Zygmunta Wilkońskiego w kwietniu 1881 r. spółka została sprzedana miastu. W uzdrowisku powstawały kolejne obiekty sanatoryjne, wzniesiono reprezentacyjną wziewalnię, a otaczający kurort park poddano rewitalizacji. Do miasta zaczęli zjeżdżać kuracjusze, unowocześniano bazę zabiegową. W końcu, po pracach trwających od 1994 r., zbudowano również tężnie. Dziś, po oficjalnym otwarciu w 2001 r., są drugimi co do wielkości w Polsce (9 m wysokości i 300 m długości). Znajdują się w malowniczym Parku Solankowym (ponad 85 ha powierzchni). Tężnie solankowe to naturalne inhalatorium. Seanse w nich działają odprężająco i uodparniająco, zaleca się je też osobom z nadciśnieniem tętniczym i chorobami górnych dróg oddechowych, alergikom i rekonwalescentom.

Dzięki m.in. bogatemu drzewostanowi, licznym pomnikom przyrody i starannie skomponowanym letnim dywanom kwiatowym Inowrocław jest najpopularniejszym uzdrowiskiem w regionie. Według badań Światowej Organizacji Zdrowia ONZ (WHO) przeprowadzonych w 2016 r. miasto ma najczystsze powietrze w Polsce.

Inowrocławskie uzdrowisko organizuje turnusy dla osób w każdym wieku. Dla kuracjuszy przygotowano szeroką ofertę zabiegów dobieranych indywidualnie. Można tu także przyjechać na pobyt leczniczy połączony z dbaniem o urodę i dobrą kondycję ciała i duszy.

Turnusy realizowane są w obiektach o różnym standardzie, takich jak „Solanki” Medical Spa, wille „Ostoja” i „As”, położonych na skraju Parku Solankowego. Obok kuracji leczniczych w ofercie znajdują się zabiegi z zakresu pielęgnacji twarzy i ciała, zmysłowe masaże z wykorzystaniem gorących muszli filipińskich, aromatycznej czekolady i egzotycznych olejków eterycznych. W grocie solnej można odbyć seans leczniczy i relaksacyjny. Uzdrowisko wychodzi również naprzeciw rosnącemu zainteresowaniu tematem zdrowego odżywiania i organizuje specjalistyczne turnusy z dietą warzywno-owocową według wskazań dr Ewy Dąbrowskiej.

Park Solankowy otaczają tereny rekreacyjne z piaszczystą plażą, ścieżkami dla rowerzystów oraz miłośników nordic walkingu i rolek. W kompleksie tężni znajduje się kręgielnia, pole do minigolfa i stoliki do gry w szachy. Same tężnie stanowią tło wielu imprez kulturalnych.

Jedną z największych atrakcji uzdrowiska jest Pijalnia Wód „Inowrocławianka” z pierwszą w województwie kujawsko-pomorskim palmiarnią. Można spróbować tutaj wody mineralnej „Inowrocławianka” i leczniczej „Jadwiga”. W okolicy znajduje się też jedyny w Polsce pomnik teściowej oraz pięknie zaaranżowana chata kujawska.

 

POLSKIE POMPEJE I WENECJA

Pałuki to malowniczy region kulturowy położony w województwie kujawsko-pomorskim i sąsiednim wielkopolskim. Błękit jezior przeplata się w nim z zielenią lasów, subtelnymi barwami łąk i złotem pól uprawnych. Piękne krajobrazy stanowią tu tło dla śladów przeszłości. Przebiega tędy Szlak Piastowski łączący miejsca związane z początkami państwa polskiego. Jednak historia tej krainy sięga znacznie dalej.

Na wyprawę po Pałukach można udać się Żnińską Koleją Powiatową – kolejką wąskotorową o unikatowym rozstawie szyn (zaledwie 600 mm prześwitu). Wybudowana pod koniec XIX w., w sezonie odbywa regularne kursy na trasie Żnin – Wenecja – Biskupin – Gąsawa. Po drodze zatrzymuje się przy największych atrakcjach turystycznych.

                Żnin szczyci się ponad 750-letnią historią. Stojąca na rynku gotycka wieża ratuszowa z XV stulecia kryje w swoim wnętrzu Muzeum Ziemi Pałuckiej. Wenecja słynie z Muzeum Kolei Wąskotorowej. Warto je odwiedzić szczególnie podczas Weneckiej Nocy z Parowozami, gdy odbywa się wyjątkowy pokaz łączący światło i muzykę. Wtedy także spotkać można legendarnego Diabła Weneckiego, który od wieków strzeże ruin swojego zamku.

Obowiązkowym przystankiem w trakcie zwiedzania Pałuk jest Biskupin – jeden z najbardziej znanych w Europie rezerwatów archeologicznych, nazywany polskimi Pompejami, wpisany na listę Pomników Historii. W 2006 r. otrzymał nagrodę Europa Nostra uznawaną za odpowiednik Nagrody Nobla w dziedzinie kultury i muzealnictwa. Wizyta tutaj to podróż w czasie od epoki kamienia do czasów średniowiecza. Liczne pokazy i inscenizacje odbywają się na terenie trzech zrekonstruowanych osad: neolitycznej sprzed 6 tys. lat, kultury łużyckiej z VIII w. p.n.e. i średniowiecznej wsi z X–XI stulecia. Wśród wydarzeń organizowanych przez placówkę (Muzeum Archeologiczne w Biskupinie) największą popularność zyskał wrześniowy Festyn Archeologiczny (w 2018 r. od 15 do 23 września).

                Gąsawa na kartach historii zapisała się jako miejsce zjazdu książąt piastowskich z 1227 r. Dzisiaj zachwyca w niej niepozorny z zewnątrz drewniany Kościół św. Mikołaja z zespołem pięknych malowideł ściennych wewnątrz. Podczas wizyty w położonym na północny wschód stąd Pałacu Lubostroń można zobaczyć, jak wyglądało życie w XIX-wiecznej rezydencji. Rodzinom z dziećmi spodoba się z pewnością w miasteczku westernowym Silverado City w Bożejewiczkach koło Żnina i Zaurolandii – Rodzinnym Parku Rozrywki w Rogowie.

                Przy planowaniu podróży po regionie warto wziąć pod uwagę udział w Łabiszyńskich Spotkaniach z Historią. Tegoroczna edycja pod hasłem Wrześniowe Drogi, zaplanowana na 1–3 czerwca, będzie poświęcona wydarzeniom z września 1939 r.

 

Spichlerze gotyckie nad Wisłą w Grudziądzu

© KUJAWSKO-POMORSKA ORGANIZACJA TURYSTYCZNA

 

PRUSKA TWIERDZA NAD WISŁĄ

Położony na prawym brzegu Wisły Grudziądz, miasto z bardzo długą tradycją (z prawami miejskimi nadanymi 18 czerwca 1291 r.), zachwyca nie tylko znakomicie zachowanym zespołem spichrzy malowniczo usytuowanych na nadwiślańskiej skarpie, ale i górującą nad nim zrekonstruowaną wieżą Klimek, będącą niegdyś fragmentem zamku krzyżackiego. Stąd rozpościera się jeden z najpiękniejszych widoków na królową polskich rzek. W północnej części Grudziądza znajduje się cytadela – jeden z najbardziej okazałych obiektów architektury militarnej w Europie. Jej budowę, rozpoczętą w czerwcu 1776 r. według projektu hrabiego Gabriela d’Heinze, dokończył Szwajcar w służbie Prus, inżynier Paul von Gontzenbach (budowniczy twierdzy w Srebrnej Górze koło Kłodzka). Swoją rolę odegrała tylko raz, w 1807 r. w czasie wojen napoleońskich, kiedy pruski generał Wilhelm de Courbière (1733–1811) bronił się tu przez pół roku, aż do pokoju w Tylży. Cytadelę można zwiedzać.

Prawdziwą perłą miejskiej architektury są w Grudziądzu gotyckie spichlerze, nazywane średniowiecznymi wieżowcami. Do dziś zachowało się ich 26. Mniej więcej 300-metrowy ciąg budynków wznosi się 25 m ponad Błonia Nadwiślańskie – dawny plac przeładunkowy dla towarów transportowanych rzeką – i zaledwie kilka metrów nad ulicę Spichrzową. Pierwszy z nich, sąsiadujący z Bramą Wodną, wzniesiono w latach 1346–1351 (należał do Bornwalda). W 1504 r. murowanych spichlerzy było już 14. Przechowywano w nich głównie zboże, ale także przywożone z miast hanzeatyckich wina, wysokiej jakości wyroby rzemieślnicze oraz towary kolonialne. Kiedy w XIX w. rola transportu rzecznego znacznie zmalała, część magazynów zaadaptowano na mieszkania. W listopadzie 2017 r. budynki zostały uznane za Pomnik Historii. Władze Grudziądza podjęły starania o pozyskanie środków na ich odrestaurowanie i o wpisanie tego unikatowego zespołu na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

Od kilkunastu lat miasto kojarzone jest również z termami solankowymi. Odkryto je w latach 70. ubiegłego stulecia podczas poszukiwań ropy i gazu. Od 2006 r. w balneologicznych obiektach Geotermii Grudziądz wykorzystuje się solankę wydobywaną z głębokości 1630 m. Ze względu na wyjątkowy skład i temperaturę (nawet 44°C) należy ona do najlepszych wód termalnych w Europie. Atrakcję stanowi tu tężnia solankowa zamknięta w szklanej piramidzie z 9-metrowym słupem ociekowym. Przeprowadza się w niej inhalacje aerozolem bogatym w jod, brom, magnez i potas. Kuracjusze mogą też korzystać z basenów solankowych.

W Grudziądzu warto wziąć udział w jednej z imprez cyklicznych (www.facebook.com/haszgru), m.in. Majówce na trawie (ostatni weekend maja), Zjeździe Kawalerzystów II RP (w trzecią sobotę sierpnia) czy Festiwalu Grup Rekonstrukcyjnych (w drugi weekend września).

 

W MEANDRACH RZEK

Rezerwat Biosfery UNESCO Bory Tucholskie, leżący w województwie kujawsko-pomorskim i pomorskim, potrafi oczarować. Poza niezwykłą przyrodą i urzekającymi krajobrazami czekają tu malownicze wsie, których mieszkańcy zachowali swoją kulturę ze słynnym haftem, gwarą i przysmakami lokalnej kuchni. To wymarzone miejsce dla amatorów pieszych i rowerowych wycieczek, miłośników sportów wodnych oraz wielbicieli niesamowitych historii i poszukiwaczy skarbów, a także osób interesujących się zabytkami hydrotechnicznymi, takimi jak akwedukt w Fojutowie z lat 40. XIX w. W okolicy można też podziwiać pływające wyspy w torfowiskowym Rezerwacie Przyrody Jeziorka Kozie i odwiedzić Rezerwat Cisy Staropolskie im. Leona Wyczółkowskiego w Wierzchlesie, którego pejzaże zainspirowały artystę do stworzenia ponad 100 prac. Wielu emocji dostarczają spływy kajakowe Brdą (szczególnie na odcinku uroczysko Piekiełko na terenie Tucholskiego Parku Krajobrazowego) i Wdą. Na rodzinne wyprawy warto wybrać się na Wielki i Mały Kanał Brdy.

Prawdziwa przygoda czeka na turystów w kilku wioskach tematycznych, np. Miodowej (Wielki Mędromierz), Chlebowej (Jania Góra), Ptasiej (Adamkowo) czy Kwiatowej (Żalno). Tylko tutaj zobaczymy plenerowe Muzeum Ptaka (w Adamkowie), odpoczniemy w wozie do apiterapii (leczenia chorób produktami pszczelimi), a także spróbujemy tradycyjnych specjałów: polewki (zupy) na maślance, mac borowiackich, flyndzów (placków ziemniaczanych), szandara (babki ziemniaczanej), ruchanek (rodzaju racuchów drożdżowych) i fjuta (syropu z buraków cukrowych). W Górniczej Wiosce w Pile-Młynie poszukamy skarbu górnika Wilhelma Krügera i poznamy XIX-wieczne gry i zabawy. W Hotelu Pod Jeleniem w Tucholi zjemy tatara z jelenia i świeżego pstrąga. Pensjonat Przystanek Tleń szczyci się własnym browarem wytwarzającym lokalne piwo.

W Wymysłowie znajduje się Muzeum Kultury Indian Ameryki Północnej poświęcone życiu Sat-Okha (Długiego Pióra), czyli Stanisława Supłatowicza (1925–2003), półkrwi Szaunisa, który był częstym gościem w tych okolicach. Muzeum Borów Tucholskich w Tucholi przeniesie nas w świat przyrody i lokalnych tradycji. W placówce przeprowadza się warsztaty robienia masła i prania na tarach. Właśnie z Tucholi mają pochodzić dwa nagie miecze, wręczone królowi Władysławowi Jagielle pod Grunwaldem. To jedyne miasto w Polsce, którego hejnał jest grany na rogu myśliwskim.

Bory Tucholskie można zwiedzać pieszo, rowerem, konno lub kajakiem. W gminie Osie znajduje się centrum nordic walkingu. Warto wybrać się na jedną z imprez cyklicznych odbywających się w lipcu w Tucholi: Dni Borów Tucholskich czy Historyczny Pochód Borowiaków z udziałem kilkuset osób prezentujących postacie i wydarzenia związane z regionem.

 

W Biskupinie zobaczymy, jak wyglądała praca wczesnopiastowskiego rzemieślnika

© KUJAWSKO-POMORSKA ORGANIZACJA TURYSTYCZNA

 

WĘDRÓWKI ZE SMAKIEM

Dobrym pomysłem na zwiedzanie województwa kujawsko-pomorskiego jest wyprawa kulinarna. Region ten słynie nie tylko z gęsiny, ale też z owoców z sadów położonych w nadwiślańskich osadach: Grucznie koło Świecia, Strzelcach Dolnych czy Topolnie. Tutaj tradycja łączy się z nowoczesnością, a imprezom towarzyszy degustacja miejscowych smakołyków.

Festiwal Smaku Gruczno (odbywający się w trzeci weekend sierpnia) przyciąga smakoszy z całej Polski i zagranicy. Strzelce Dolne koło Bydgoszczy zapraszają na Święto Śliwki i jarmark produktu lokalnego (w pierwszy weekend września). W fascynujący świat wina wprowadza od kilku lat rodzinna Winnica przy Talerzyku w Topolnie, w której powstają trunki z dojrzewających na nadwiślańskich wzgórzach winogron. W trzecią sobotę września odbywa się Święto Kapusty w Brukach Unisławskich, a w pierwszą sobotę października w powiecie lipnowskim organizuje się Festiwal Smaków Dyniowych w Tłuchowie.

Z miłości do tradycji w 2016 r. powstał również produkt turystyczny Niech Cię Zakole (www.facebook.com/niechciezakole), którego pomysłodawcą jest Piotr Lenart – pasjonat i mistrz sztuki kulinarnej. Projekt ten promuje rejon zakola dolnej Wisły i obejmuje trzy obszary: ziemię dobrzyńską od Dobrzynia nad Wisłą po Włocławek, zakole dolnej Wisły po obu jej stronach – od Torunia do Chełmna i od Chełmna do Bydgoszczy, oraz Kociewie – od Świecia po Grudziądz. Dzięki tej inicjatywie można poznać najciekawsze miejsca w okolicy, odkryć obiekty oferujące wypoczynek, lokalne produkty, atrakcje, rezerwaty czy parki krajobrazowe oraz spróbować np. konfitur i przetworów z sadów i ogrodów w menonickiej Nadwiślańskiej Chacie w Luszkowie.

Produkt Niech Cię Zakole skierowany jest zarówno do osób indywidualnych, jak i grup. Jego pomysłodawcy uczestniczą w najważniejszych imprezach kulinarnych w regionie, m.in. listopadowym Festiwalu Gęsiny organizowanym z okazji dnia św. Marcina w Przysieku koło Torunia.

 

Wydanie Wiosna 2018

Artykuły wybrane losowo

Chile – kraina różnorodności

MAGDALENA BARTCZAK

 

<< Bezkresne pustynie, gigantyczne solniska, bujne lasy, potężne góry, ogromne wulkany i lodowce, rozległe winnice oraz wybrzeże ciągnące się przez kilka tysięcy kilometrów to tylko część atrakcji, które ma do zaoferowania Chile. Trudno się dziwić, że trafiło na sam szczyt listy krajów polecanych do zobaczenia w 2018 r. według słynnego wydawnictwa Lonely Planet. Swoimi niesamowitymi krajobrazami zachwyci nawet najbardziej doświadczonych i wymagających podróżników. >>

 

Pustynna Dolina Księżyca, 13 km na zachód od miasteczka San Pedro de Atacama

©BANCO DE IMÁGENES SERNATUR

 

Położone na zachodnich krańcach Ameryki Południowej Chile jest pod wieloma względami wyjątkowe. Szczególną uwagę zwraca już niezmiernie długim i wąskim kształtem swojego terytorium, które rozciąga się wzdłuż brzegu Pacyfiku. Wybrzeże kraju ma niemal 4,3 tys. km długości (z wszystkimi chilijskimi wyspami, w liczbie ok. 3 tys., aż ponad 6,4 tys. km), czyli mniej więcej tyle, ile wynosi odległość między Polską i Afryką Środkową. W najszerszym miejscu granicę wschodnią od zachodniej dzieli zaledwie 445 km (na wysokości Cieśniny Magellana), a w najwęższym – 90 km (między Punta Amolanas i Paso de la Casa de Piedra w regionie Coquimbo).

Znakiem charakterystycznym Chile jest też jego odizolowanie od reszty świata. Warunki geograficzne sprawiają, że wydaje się ono dość niedostępną krainą: od północy oddzieloną bezkresnymi pustynnymi przestrzeniami, a na południu zakończoną fiordami i lodowcami. Na wschodzie wznosi się najdłuższy system górski na ziemi (ciągnący się na odcinku aż 7 tys. km!) – Andy, wybrzeże na zachodzie oblewają z kolei wody Pacyfiku, największego oceanu naszego globu. To wszystko sprawia, że Chile często określa się mianem wyspy, a sami Chilijczycy nierzadko przyznają, że czują się zupełnie inni niż pozostali mieszkańcy kontynentu.

 

SKARBIEC ROZMAITOŚCI

Największy walor tego kraju stanowi jego różnorodność, przejawiająca się m.in. w urozmaiconych krajobrazach. W granicach Chile wyróżnia się wiele formacji roślinnych charakterystycznych dla konkretnych regionów, np. pustyń, terenów wysokogórskich, obszarów nizinnych, fiordów czy południowych wysp pokrytych wiecznym lodem. Znajdują się tu także różne strefy klimatyczne. Na północy panuje klimat zwrotnikowy wybitnie suchy, w środkowej części – podzwrotnikowy i umiarkowany, a na najdalszych krańcach – subpolarny. Poza tym choć znaczne różnice w poziomie życia mieszkańców są typową cechą wielu państw Ameryki Łacińskiej, to w Chile kontrast między światem nielicznych bogatych obywateli i codzienną rzeczywistością dużo większej społeczności ludzi biedniejszych wydał mi się wyjątkowo ogromny. Szczególnie wyraźnie tę sytuację daje się zaobserwować w stolicy, niemal 6,5-milionowym Santiago (Santiago de Chile).

        Sercem miasta jest Plaza Baquedano (dawniej Plaza Italia) z pomnikiem XIX-wiecznego generała Manuela Baquedano. Od placu odchodzi długa aleja nosząca imię Bernarda O’Higginsa (1778–1842), przywódcy powstania, w wyniku którego kraj w lutym 1818 r. uzyskał niepodległość od Hiszpanii. W okolicy mieści się Lastarria, dzielnica pełna uliczek, kawiarni, galerii i stoisk ulicznych, przyciągająca turystów piękną architekturą modernistyczną. Do rozpowszechnienia tego stylu w budownictwie w Chile przyczynił się m.in. Luciano Kulczewski (1896–1972), chilijski architekt o polskich korzeniach, który zaprojektował wiele domów w centrum stolicy, również w tym rejonie. Pod względem atmosfery i urody Lastarria konkuruje z położoną po drugiej stronie rzeki Mapocho dzielnicą Bellavista, wieczorami tętniącą życiem za sprawą licznych barów i restauracji. Leży ona u podnóży wznoszącego się nad miastem Wzgórza św. Krzysztofa (Cerro San Cristóbal), które Hiszpanie nazwali tak na cześć patrona podróżnych. Na liczącą 880 m n.p.m. górę można wejść pieszo albo wjechać samochodem, mikrobusem czy rowerem. Najwięcej wrażeń dostarcza jednak wjazd specjalną windą przypominającą stary tramwaj (funicular) bądź kolejką linową (teleférico).

        Dla odmiany serce najstarszej części stolicy stanowi Plaza de Armas, plac wytyczony przez Pedra de Gamboę (1512–1552) na rozkaz Pedra de Valdivii (1497–1553), hiszpańskiego konkwistadora, który w lutym 1541 r. założył miasto, nadając mu nazwę Santiago de la Nueva Extremadura. Przez wieki odbywały się tu parady wojskowe, procesje religijne, a nawet publiczne egzekucje. Dziś na placu kwitnie życie towarzyskie: znajdziemy na nim wiele kawiarni i barów szybkiej obsługi, w których warto spróbować m.in. chilijskiego hot doga completo italiano, składającego się z parówki z majonezem, keczupem i awokado i z tego względu przywodzącego na myśl układ kolorów na włoskiej fladze. Poza tym kilka razy w tygodniu organizuje się tutaj koncerty, a stojące wokół stoliki często są zajęte przez mężczyzn rozgrywających partie szachowe. Nad środkową częścią placu góruje pomnik Pedra de Valdivii na koniu, na zachodzie z kolei wznosi się monumentalna Katedra Metropolitalna (Catedral Metropolitana de Santiago), która dzisiejszy neoklasycystyczny wygląd otrzymała pod koniec XIX stulecia. Autorami jej ostatnich projektów byli włoscy architekci Joaquín Toesca (1745–1799) i Ignacio Cremonesi (1862–1937). Ten pierwszy zaprojektował również mieszczącą się niedaleko La Monedę (Palacio de La Moneda), budynek pałacu prezydenckiego o nazwie pochodzącej od znajdującej się tu wcześniej mennicy.

 

BURZLIWA HISTORIA

Palacio de La Moneda uległ zniszczeniu podczas wojskowego zamachu stanu z 11 września 1973 r., mającego na celu odsunięcie od władzy prezydenta Salvadora Allende (1908–1973). Większość gmachu została wówczas zbombardowana i ostrzelana, a prezydent popełnił samobójstwo. Do władzy doszła junta wojskowa z generałem Augustem Pinochetem (1915–2006) na czele, który przez kolejnych niemal 17 lat sprawował dyktatorskie rządy. Były one naznaczone brutalnym rozprawianiem się z przeciwnikami politycznymi i osobami wspierającymi Allende – wtrącano podejrzanych do więzień i torturowano ich, a także porywano, w wyniku czego ginęli bez śladu. Te czarne karty historii kraju prezentuje m.in. Muzeum Pamięci i Praw Człowieka (Museo de la Memoria y los Derechos Humanos), wprowadzające w czasy junty od pierwszych godzin przewrotu wojskowego po zorganizowany w październiku 1988 r. plebiscyt umożliwiający wybory i stopniowy powrót demokracji. Placówka znajduje się w gminie Quinta Normal w północno-zachodniej części Santiago, którą w większości wypełnia kolorowa zabudowa kolonialna (zwłaszcza tutejszą dzielnicę Yungay).

        Przeciwieństwem tych miejsc o typowo latynoamerykańskim stylu jest nowoczesna dzielnica El Golf w północno-wschodniej gminie Las Condes, stanowiąca centrum finansowe, handlowe i turystyczne, nieoficjalnie określana Sanhattanem. Jej najbardziej charakterystyczny obiekt to Gran Torre Santiago w kompleksie Costanera Center – najwyższy budynek Ameryki Łacińskiej, liczący 64 kondygnacje i mierzący 300 m wysokości, zaprojektowany przez argentyńskiego architekta Césara Pelliego, mającego w swoim dorobku np. Petronas Towers w Kuala Lumpur w Malezji i Carnegie Hall Tower w Nowym Jorku. Wieżowiec, podobnie jak zabudowa wielu chilijskich miast, jest odporny na wstrząsy, które zdarzają się w tym kraju niezwykle często. Właśnie w Chile zanotowano najsilniejsze pod względem magnitudy udokumentowane trzęsienie ziemi w historii – o sile 9,5 stopnia w skali Richtera. Nawiedziło ono w maju 1960 r. Valdivię i było tak potężne, że większość miasta uległa zniszczeniu, a w niektórych miejscach rozstąpiła się ziemia. Odtąd tutejsi architekci zaczęli projektować budynki odporniejsze na wstrząsy, znacznie wytrzymalsze niż w innych częściach świata. Stabilność ich konstrukcji potwierdzają m.in. efekty ostatniego potężnego trzęsienia o sile 8,8 stopnia w skali Richtera, które dotknęło kraj w lutym 2010 r. Pozostawiło ono po sobie mniej zniszczeń, niż początkowo oczekiwano, a strzelista Gran Torre Santiago, jak wspominają miejscowi, tylko nieznacznie tańczyła w powietrzu.

 

CHILIJSKIE SMAKI

Chilijczycy wydają się przyzwyczajeni zarówno do trzęsień ziemi, jak i wielu innych kataklizmów, a jednym z przejawów ich dystansu do tego typu wydarzeń jest m.in. fakt, że nazwę terremoto (czyli „trzęsienie ziemi”) nadali jednemu ze swoich tradycyjnych koktajli – mieszance słodkiego białego wina z lodami ananasowymi, gorzką wódką żołądkową typu fernet lub korzenno-ziołowym likierem amargo i grenadyną. Jeśli mowa o alkoholu, to warto wspomnieć, że do specjałów Chile należy właśnie wino, odznaczające się wysoką jakością i eksportowane na cały świat. Jak głosi legenda, jego produkcję zaczęli rozwijać już w latach 40. XVI w. hiszpańscy kolonizatorzy uprawiający tu winorośl wyhodowaną z pestek z rodzynek przywiezionych z ojczyzny. Na dobre jednak przemysł winiarski upowszechnił się w drugiej połowie XIX stulecia dzięki Francuzom, którzy sprowadzili na kontynent swoje szczepy. Z tego względu za jedne z najpopularniejszych i najsmaczniejszych gatunków chilijskiego wina uchodzą te wytwarzane z odmian cabernet sauvignon, merlot, sauvignon blanc oraz carménère (wprowadzonych do plantacji przez przybyszów z regionu Bordeaux). Co najważniejsze, francuskie szczepy trafiły w Chile na bardzo żyzne gleby. Dolina Środkowochilijska (Valle Central) charakteryzuje się idealnymi do uprawy winogron ziemiami i przyjaznym śródziemnomorskim klimatem. Można się o tym przekonać podczas odwiedzin w licznych winnicach położonych w okolicy stolicy, np. w założonej w 1883 r., słynnej Concha y Toro w Pirque (ponad 20 km od centrum Santiago) – to największy producent i eksporter wina nie tylko w kraju, ale i całej Ameryce Łacińskiej. Jeszcze bardziej malowniczo prezentują się winnice w dolinie Colchagua i Casablanca. Warto do nich zajrzeć nie tylko wtedy, gdy chcemy wybrać się na degustację lub planujemy zakupy szlachetnych trunków, lecz również w przypadku wyprawy na wybrzeże – wiele z nich leży po drodze z Santiago nad ocean.

 

W PORCIE

Miastem, którego nie można ominąć w trakcie pobytu nad Oceanem Spokojnym, jest portowe Valparaíso, położone malowniczo na kilkudziesięciu wzgórzach. W czasach swojej świetności było jednym z największych portów Ameryki Południowej i ze względu na bogactwo i urodę nosiło dumne miano Perły Pacyfiku. Choć dziś okres bycia gospodarczą potęgą ma już za sobą, to wciąż cieszy się opinią najbarwniejszego, najpiękniejszego i najciekawszego miasta w Chile. Zanurzone w dekadenckiej atmosferze Valpo, jak czule mówią o nim Chilijczycy, znane jest z tego, że oddycha sztuką i przyciąga artystów z całego świata. Pomieszkiwał w nim m.in. słynny chilijski poeta i noblista Pablo Neruda (1904–1973). W należącym do niego domu na wzgórzu Florida – La Sebastianie – mieści się obecnie jego muzeum. Właśnie w Valparaíso znajduje się też najsłynniejsza w kraju akademia sztuk pięknych – Instituto de Arte de la Pontificia Universidad Católica (PUCV), której studenci i absolwenci od lat ozdabiają pracami tutejszą XIX- i XX-wieczną zabudowę. W 1992 r. powstało oficjalnie nietypowe Muzeum pod Gołym Niebem (Museo a Cielo Abierto de Valparaíso). Jego początki sięgają jednak tak naprawdę 1969 r. W trakcie spaceru stromymi uliczkami biegnącymi po zboczach wzgórza Bellavista można oglądać 20 ogromnych, barwnych murali. To bezpłatne muzeum stało się wizytówką nie tylko Valparaíso, ale również całego Chile i rozkochanej w sztuce ulicznej Ameryki Południowej.

        Oprócz tego w mieście, szczególnie w jego portowej części, znajdziemy wiele świetnych restauracji, w których podaje się dania chilijskiej kuchni, słynącej ze znakomitych owoców morza i ryb, m.in. miecznika, tuńczyka, dorsza, soli, morszczuka, węgorza i wysokiej jakości łososia. Jedną z tradycyjnych potraw kraju jest paila marina, czyli zupa przygotowywana na bazie ryb i owoców morza, z odrobiną białego wina. Inną popularną zupę stanowi cazuela,przyrządzana z rosołu gotowanego na mięsie, z dodatkiem ziemniaków, dyni, kukurydzy i papryki. Do typowych chilijskich dań należy także pastel de choclo – „ciasto z kukurydzy” i mielonego mięsa, przełożonego jajkami i oliwkami. Popularnością cieszą się też inne potrawy mięsne, przygotowywane głównie z wołowiny, a prawdziwą świętością i sportem narodowym jest w Chile asado, czyli grill, który organizuje się przy każdej możliwej okazji i o każdej porze dnia lub nocy.

Wycieczki łodziami po jeziorze San Rafael wyruszają z Puerto Chacabuco i Puerto Montt

©BANCO DE IMÁGENES SERNATUR

 

WYSPA NA OCEANIE

Podróżników może zdziwić, że w tym samym regionie administracyjnym kraju co portowe Valparaíso leży oddalona tysiące kilometrów od chilijskiego wybrzeża Wyspa Wielkanocna (Isla de Pascua). Pod względem geograficznym jest ona częścią Polinezji. Uchodzi za jedną z najbardziej intrygujących wysp na świecie. Holenderski admirał Jacob Roggeveen (1659–1729) odkrył ją dla Europejczyków 5 kwietnia 1722 r., na który to dzień przypadała Niedziela Wielkanocna – stąd właśnie pochodzenie jej nazwy. Mieszkający na niej Polinezyjczycy określali ją z kolei mianem Te Pito o te Henua, co w ich języku oznacza Pępek Świata. Co ciekawe, uważana dzisiaj za tradycyjną, nazwa Rapa Nui, czyli „Wielka Rapa”, pojawiła się dopiero w XIX stuleciu. Nadali ją najprawdopodobniej żeglarze z Tahiti, którzy odwiedzali wówczas Wyspę Wielkanocną, i nawiązuje ona do podobnej wyspy Rapa (należącej obecnie do Polinezji Francuskiej), znanej także jako Rapa Iti („Mała Rapa”). Jeśli będziemy mieli okazję tu dotrzeć z kontynentalnej części Chile (najpopularniejszym sposobem dostania się w to miejsce jest bezpośredni, mniej więcej pięciogodzinny lot z Santiago do miasteczka Hanga Roa, pełniącego funkcję stolicy), szybko zdamy sobie sprawę z niesamowitego położenia tego malowniczego skrawka lądu. Niewielka wulkaniczna Isla de Pascua, o powierzchni 163,6 km² i liczbie mieszkańców wynoszącej ponad 7,7 tys. ludzi, wydaje się ginąć wśród bezkresnego błękitu Oceanu Spokojnego. Wygląda, jakby była zawieszona w środku ogromnej pustki. Najbliższa zamieszkana polinezyjska wyspa – Pitcairn – leży ok. 2 tys. km na zachód stąd. Wybrzeże Ameryki Południowej znajduje się z kolei ponad 3,5 tys. km od Rapa Nui. Jeszcze mniej więcej 50 lat temu można było się tutaj dostać tylko statkiem zaopatrzeniowym, który kursował kilka razy w roku.

        Mimo swojej niedostępności tropikalna Wyspa Wielkanocna przez wieki budziła zainteresowanie za sprawą charakterystycznych posagów moai, wykonanych ze skał wulkanicznych. Do dziś istnieje wiele hipotez dotyczących okoliczności ich powstania. Według jednych teorii figury zostały wyrzeźbione między IX i XVI w. przez polinezyjskich osadników, zgodnie z innymi wyjaśnieniami nieco wcześniej wykonali je przybysze z Ameryki Południowej. W ustaleniu faktów nie pomaga brak historycznych zapisków na temat wyspy. Jedno jest pewne, tajemnicze moai, prawdopodobnie symbolizujące bogów lub zmarłych wodzów, do dziś robią niesamowite wrażenie. Szczególnie o zachodzie słońca, gdy mienią się kolorami na tle purpurowego nieba i powoli znikają w ciemności. Wtedy wyspiarze wolą się do nich nie zbliżać, bo uważają, że posągi są zamieszkane przez duchy i związane z najbardziej mrocznymi sekretami tej magicznej wyspy, położonej w sercu niezmierzonych oceanicznych przestworzy.

 

Wyspa Wielkanocna słynie z tajemniczych posągów moai z tufu wulkanicznego

©BANCO DE IMÁGENES SERNATUR

 

GWIAZDY PÓŁNOCY

W Chile, zarówno na wyspach, jak i w jego kontynentalnej części, zachwyt wśród turystów budzi przede wszystkim przyroda – dzika i często zupełnie inna od tej, która otacza nas w Europie. Ogromne wrażenie wywierają m.in. pustynne, rozgrzane promieniami palącego słońca i niemal pozbawione śladów ingerencji człowieka przestrzenie na dalekiej północy, znanej jako Wielka Północ (Norte Grande). Znajduje się tu kilka przepięknych parków narodowych, np. graniczący z Boliwią Park Narodowy Lauca, należący do najwyżej położonych na świecie (niektóre miejsca leżą nawet na ponad 6300 m n.p.m.), w którym można podziwiać ośnieżone szczyty wulkanów oraz liczne jeziora i laguny.

        Największą i najchętniej odwiedzaną przez turystów atrakcję północy stanowi rozległa pustynia Atakama, uważana za jeden z najsuchszych obszarów na ziemi. Co ciekawe, w związku z niespodziewanymi opadami deszczu wywołanymi zjawiskiem El Niño tutejsze pustynne tereny w ciągu ostatnich paru lat kilka razy zakwitły, pokrywając się kolorowym dywanem kwiatów. Na zwiedzanie najlepiej przeznaczyć co najmniej dwa lub trzy dni. Polecam zatrzymać się w miasteczku San Pedro de Atacama, gdzie warto zajrzeć do muzeum archeologicznego (Museo Arqueológico R.P. Gustavo Le Paige) i XVIII-wiecznego kościoła zbudowanego z suszonej cegły (Iglesia de San Pedro). Sama miejscowość stanowi świetną bazę wypadową do największych okolicznych atrakcji, m.in. pola gejzerów El Tatio, Doliny Księżyca (Valle de la Luna), pełnej wydm i niezwykłych formacji skalnych wyrzeźbionych przez procesy erozji, i na solnisko Salar de Atacama, z którego rozciąga się widok na majestatyczny Licancabur (5920 m n.p.m.), należący do najwyższych wygasłych wulkanów w Andach.

        Charakterystyczną cechą północy są nie tylko księżycowe pejzaże, ale też ogromna liczba kopalń, głównie miedzi, najważniejszego produktu eksportowego kraju. W historii tutejszego górnictwa znajdziemy także polski akcent: jednym z jego najważniejszych patronów jest naukowiec i inżynier Ignacy Domeyko (1802–1889), który przez lata prowadził badania w tym rejonie i zasłużył się dla rozwoju chilijskiej geologii i mineralogii. Aby uczcić pamięć o polskim emigrancie, nazwano jego nazwiskiem m.in. jedno z pasm górskich w Andach (Cordillera Domeyko), miejscowość w regionie Atakama i planetoidę. A skoro mowa o kosmicznych odkryciach, to nie sposób nie wspomnieć o tym, że na północy Chile znajduje się również duża liczba obserwatoriów astronomicznych, niektóre z nich są otwarte dla zwiedzających. Zapewne istnieje niewiele takich miejsc na świecie, gdzie kosmos wydaje się tak bliski i dostępny, a niebo jest równie gęsto zapełnione gwiazdami. Jeśli jednak ktoś nie ma czasu wybrać się na daleką północ, powinien pojechać na wycieczkę do magicznej doliny Elqui (w regionie Coquimbo), leżącej na tzw. Małej Północy (Norte Chico), pokrytej plantacjami owoców i naznaczonej sennymi, andyjskimi miasteczkami. Warto zatrzymać się tu w Pisco Elqui, które słynie m.in. z licznych wytwórni chilijskiego pisco (pisco chileno), czyli ulubionego alkoholu Chilijczyków, przypominającego brandy i uzyskiwanego ze sfermentowanych białych winogron. Jest ono produkowane w całym tym regionie, a to ze względu na sprzyjające warunki do uprawy winorośli. Co ciekawe, także Peruwiańczycy uznają pisco za swój trunek narodowy i od lat toczą z sąsiadami burzliwe spory o to, kto ma większe prawo do szczycenia się nim.

 

MAGIA POŁUDNIA

Jeśli nieco znuży nas gorący klimat północy i zatęsknimy za innymi krajobrazami, powinniśmy wybrać się na południe, np. do regionu Jezior (Los Lagos), gdzie zaczyna się Patagonia. Jednym z jego najpiękniejszych zakątków jest Puerto Varas, malowniczo położone nad jeziorem Llanquihue i przypominające miasta Szwajcarii czy Bawarii. Największe wrażenie wywiera tu widok na okoliczne wulkany: Osorno (2652 m n.p.m.) i Calbuco (2003 m n.p.m.), majestatycznie wznoszące się nad taflą wody.

        Kolejną atrakcję regionu, której nie można przegapić, stanowi wyspa Chiloé (Isla Grande de Chiloé) z lasami, latarniami morskimi oraz urokliwymi rybackimi wioskami i miasteczkami. Charakteryzuje się nieco tajemniczą atmosferą i własnym folklorem, mitami i tradycjami. Do dań miejscowej kuchni należy curanto, składające się z owoców morza, mięsa wieprzowego, kurczaka, kiełbasy, ziemniaków i warzyw. Według lokalnych przepisów powinno być gotowane w dziurze wykopanej w ziemi, na rozgrzanych kamieniach, co dodaje mu smaku. Na zachodzie wyspy znajduje się Park Narodowy Chiloé, pełen pięknych plaż, wydm, pradawnych lasów waldiwijskich i bagien. Z zachodnich wybrzeży w letnich miesiącach i przy lepszej widoczności można dostrzec pływające w oceanie delfiny czarnogłowe (toniny) i wieloryby (płetwale błękitne, walenie południowe). Trzeba jednak pamiętać, że przez większość roku na Chiloé jest pochmurno i sami jej mieszkańcy przyznają, że czasem deszcz pada tutaj niemal bez ustanku przez kilka tygodni bądź nawet miesięcy.

        Równie deszczowa i kapryśna pogoda panuje w regionie Araukania (La Araucanía), gdzie warto odwiedzić m.in. miasto Pucón, położone malowniczo nad jeziorem Villarrica. Nazwa tego ostatniego pochodzi od pobliskiego wulkanu (Volcán Villarrica – 2847 m n.p.m.), uważanego za jeden z najaktywniejszych nie tylko w Chile, ale i całej Ameryce Południowej – jego ostatnia erupcja, poprzedzona wstrząsami sejsmicznymi, miała miejsce w marcu 2015 r. Innym wulkanem, który stosunkowo niedawno dał o sobie znać, jest Chaitén (1122 m n.p.m.), znajdujący się ok. 260 km na południe od Puerto Varas. Po ponad 9 tys. lat uśpienia w maju 2008 r. wybuchł i zalał lawą leżące poniżej miasteczko o tej samej nazwie. Jego mieszkańców na szczęście w porę udało się ewakuować, ale Chaitén, wcześniej pełne życia i przyciągające turystów, zostało niemal całkowicie zniszczone.

 

KONIEC ŚWIATA

Jeszcze dalej na południe rozciąga się Aisén (Región de Aysén del General Carlos Ibáñez del Campo), najmniej zaludniony region w całym Chile (jedynie niewiele ponad 100 tys. mieszkańców). Tutejsza stolica – Coyhaique – to jedno z najpiękniej położonych, ale i też najbardziej odizolowanych miast w kraju. Stanowi ono znakomitą bazę wypadową m.in. do dziewiczego Rezerwatu Narodowego Cerro Castillo i Parku Narodowego Laguna San Rafael z ogromnym lodowcem San Rafael, zajmującym obszar ok. 760 km². Za atrakcję okolicy uchodzą również tzw. Marmurowe Jaskinie (Santuario de la Naturaleza Capilla de Mármol), uformowane w czystym marmurze i zatopione w wodach turkusowego jeziora General Carrera, największego w Patagonii (1850 km² powierzchni, w tym 978,12 km² na terytorium Chile, a reszta w Argentynie).

        Z kolei najgłębszym patagońskim akwenem (aż 836 m!) jest także niezmiernie rozległe jezioro O’Higgins (San Martín w Argentynie), mające w sumie 1013 km², leżące też na terenie Aisén (Aysén), który graniczy z wysuniętym najbardziej na południe regionem kraju, zwanym Magallanes i Chilijska Antarktyka (Región de Magallanes y de la Antártica Chilena). Znajduje się w nim najważniejsza przyrodnicza atrakcja chilijskiej Patagonii – Park Narodowy Torres del Paine. Wytyczono tu ponad 250 km przepięknych tras, wiodących raz przez zielone i soczyste lasy, łąki i pastwiska, innym razem po górskich zboczach. Pełen ośnieżonych szczytów, lodowców, turkusowych jezior i spektakularnych wodospadów park wydaje się baśniową krainą i od kwietnia 1978 r. figuruje na liście rezerwatów biosfery UNESCO. Najlepszą bazę wypadową w okolicy stanowi Puerto Natales, turystyczne miasteczko położone blisko 250 km na północny zachód od Punta Arenas (stolicy regionu Magallanes i Chilijska Antarktyka), uważanego za jedno z najpiękniejszych miast Chile, a kiedyś należącego do najbogatszych i najbardziej kosmopolitycznych ośrodków Ameryki Południowej – aż do otwarcia Kanału Panamskiego w sierpniu 1914 r. zaliczało się do najważniejszych portów na kontynencie i najruchliwszych na kuli ziemskiej. Dziś nadal pobrzmiewają w nim echa dawnego bogactwa i świetności, o których przypominają m.in. okazałe pałace oraz historyczny cmentarz ze śnieżnobiałymi grobowcami i równo przystrzyżonymi cyprysami.

        Oddychające przeszłością Punta Arenas leży nad Cieśniną Magellana, oddzielającą kontynentalną część Ameryki Południowej, Wyspy Królowej Adelajdy i wyspę Riesco od archipelagu Ziemia Ognista (Tierra del Fuego). Odkryta w 1520 r. przez słynnego portugalskiego podróżnika cieśnina łączy Ocean Atlantycki ze Spokojnym. Ze względu na silne wiatry i prądy morskie w tej okolicy, a także podwodne skały stanowi ogromne wyzwanie dla żeglarzy. Dalekie południe Chile zdaje się przypominać piękną, lecz niegościnną krainę, pełną lodowców, fiordów i niezamieszkanych, poszarpanych falami wysepek. Na jednej z nich leży skalisty przylądek Horn (Cabo de Hornos), uważany tradycyjnie za najdalej na południe wysunięty punkt Ameryki Południowej (w rzeczywistości jest nim wysepka Águila w archipelagu Diego Ramírez). Od tego miejsca pochodzi nazwa Parku Narodowego Przylądka Horn – jednego z najbardziej dziewiczych i niedostępnych na kuli ziemskiej. Można się do niego dostać statkami wojskowymi lub handlowymi, które pływają z chilijskich portów do Europy, Afryki bądź na Antarktydę. Wiele rejsów na tę ostatnią odbywa się z ponad 2-tysięcznego Puerto Williams, wysuniętego najdalej na południe miasteczka na świecie. Powstało ono w latach 50. XX w. jako baza wojskowa i znajduje się na wyspie Navarino, ok. 300 km w linii prostej na południowy wschód od Punta Arenas. Pogoda jest tutaj kapryśna, a życie płynie spokojnie. Na Puerto Williams składa się zaledwie parę ulic, działa w nim kilka sklepów, restauracji, pensjonatów i hosteli, muzeum antropologiczne (Museo Antropológico Martín Gusinde), niewielkie lotnisko, port, baza chilijskiej marynarki wojennej, szpital, kościół katolicki, bank i jeden bankomat. W dzień wypełniają je odgłosy polarnego wiatru, rześkie, mroźne powietrze i nawoływania rybaków wyruszających na połów. Właśnie tu, na najdalszych krańcach cywilizacji, wydaje się mieścić finis terrae, czyli koniec świata, wietrzny i pełen mrocznego uroku, podobnie jak całe Chile odosobniony, dziewiczy i zachwycający wielką siłą i pięknem nieujarzmionej natury.

 

Masyw Torres del Paine składa się z trzech wysokich, granitowych iglic (wież)

©BANCO DE IMÁGENES SERNATUR

 

Wydanie Lato 2018

Malta – między Europą a Afryką

PAWEŁ CHOIŃSKI
WWW.MOJA-MALTA.PL

<< Malta to jedno z najmniejszych państw Starego Kontynentu. Łączna powierzchnia wszystkich wysp archipelagu wynosi zaledwie 316 km2, a ich populacja – ok. 450 tys. mieszkańców. Jednak co roku kraj ten odwiedza mniej więcej 1,5 mln turystów. Co sprawia, że jest on aż tak chętnie wybieranym celem podróży? Na pewno duży wpływ na tę popularność ma miejscowy klimat. Jak mówią statystyki, w ciągu okrągłych 12 miesięcy zdarza się tu ok. 300 słonecznych dni, a średnia temperatura powietrza od maja do października utrzymuje się na poziomie powyżej 25oC, tak jak i temperatura wody w morzu w sierpniu i wrześniu. >>

Więcej…

Panama – na styku dwóch oceanów i Ameryk

Agnieszka Szwed

www.szwedacz.com

 

<< Jednym z pierwszych widoków witających przyjezdnych w stolicy Panamy (Ciudad de Panamá) jest skupisko szklanych wieżowców dumnie górujących nad wodami Zatoki Panamskiej. Panorama dzielnicy finansowej przywodzi na myśl nowoczesne metropolie i może sugerować, że przybyliśmy do kraju żyjącego w znanym nam europejskim rytmie. Gdy wyruszymy poza miasto, szybko uświadomimy sobie, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. >>

Panama to wiecznie zielone lasy deszczowe, malownicze góry, rajskie wyspy i plaże oraz urokliwe miasteczka i ich serdeczni mieszkańcy. W tym kraju z karaibską duszą dzieje Indian przeplatają się z historią tworzoną przez konkwistadorów i pirackimi podbojami, o których do dziś krążą legendy. Prawdziwa egzotyka czeka w nim na odkrycie.

 

Nie pamiętam dokładnie, z czym kojarzyła mi się Panama, zanim się do niej udałam. Myślę, że był to, jak w przypadku wielu osób, słynny Kanał Panamski. Ten majstersztyk inżynierii swoich czasów, łączący Atlantyk z Pacyfikiem, który nieporównywalnie skrócił czas morskich podróży, nadal pozostaje jedną z najważniejszych dróg wodnych na świecie. Rocznie przeprawia się przez niego ok. 14 tys. statków. I choć od ponad 100 lat jest symbolem Panamy, to nie on zajmuje szczególne miejsce w mojej pamięci. Teraz ten piękny zakątek Ameryki Centralnej kojarzy mi się z czymś innym.

 

W TROPIKALNYM LESIE

Dziś ten kraj to dla mnie przede wszystkim tropikalne lasy, z dusznym, wilgotnym powietrzem i sufitem zieleni nad głową. I mimo iż Panama jest różnorodna, blisko 40 proc. jej powierzchni zajmują właśnie wiecznie zielone lasy deszczowe, odznaczające się niezwykłą rozmaitością roślin i zwierząt. Liczba występujących tu gatunków flory i fauny należy do największych na świecie. Ich rozwinięciu się sprzyjały nie tylko panujące w tym regionie warunki klimatyczne, lecz także fakt, że niczym most łączy on obie Ameryki. Dlatego zawsze stanowił miejsce mieszania się gatunków.

Różnorodność ta była niegdyś jeszcze większa, ale budowa wspomnianego Kanału Panamskiego i związane z nią wycinki odbiły się negatywnie na ekosystemie. Od wielu lat lasy w Panamie karczuje się również pod plantacje, a przede wszystkim pod pastwiska dla bydła. Sytuacja jest jednak pod pewnym względem paradoksalna. Otóż obszary leśne są ponoć niezbędne do nawadniania kanału i utrzymania jego żeglowności. Wbrew pozorom więc tutejsze lasy, zwłaszcza te w okolicach Ciudad de Panamá, wydają się nie być zagrożone, a to z powodów praktyczno-ekonomicznych. Możliwe zatem, że inwestycja, której zrealizowanie przyczyniło się niegdyś do tylu zniszczeń w środowisku, stanie się strażnikiem przyrody. Miejmy nadzieję, że tak właśnie będzie.

Tropikalny las deszczowy porasta wiele regionów kraju. Jednym z najłatwiej dostępnych jest Park Narodowy Soberanía, położony około pół godziny jazdy samochodem od centrum stolicy (mniej więcej 25 km). Choć leży w niedalekiej odległości od dużych ośrodków miejskich, to jednak nie niewielki skrawek leśnego obszaru, lecz rozległy teren o powierzchni ponad 195 km². Mimo niesamowitej wilgotności i mnogości chronionych gatunków nie napotkałam tutaj pijawek, co po moich dawniejszych doświadczeniach nie tylko mnie zaskoczyło, ale też ucieszyło. Przez park prowadzi 10-kilometrowa trasa, którą w XVI w. Hiszpanie przewozili złoto i towary z Kalifornii i Ameryki Południowej. Dziś Camino de Cruces jest jednym z kilku dostępnych miejscowych szlaków. Należą do nich m.in. Sendero El Charco (800 m długości) czy Camino del Oleoducto (17 km), z których można obserwować setki gatunków ptaków. Podczas wędrówki wśród tutejszej bujnej zieleni aż trudno uwierzyć, że tylko pół godziny dzieli ten park od zgiełku stolicy.

Połacie lasu deszczowego znajdują się także w okolicach Boquete w prowincji Chiriquí, niewielkiego, górskiego miasteczka założonego na początku XX stulecia. Miejsce to leżało na szlaku poszukiwaczy złota, pragnących odnaleźć najszybszą drogę do Pacyfiku. Z początku to właśnie oni zaczęli się tu osiedlać. Dziś Boquete znane jest jako mekka ekspatów. Przyciąga również miłośników jazzu, kawy, a przede wszystkim okolicznej przyrody, czyli gór i wulkanów obrośniętych mglistym, tropikalnym lasem.

Kiedy chmury nie zalegają zbyt nisko, już w drodze do miasteczka dostrzec można górujący nad wszystkim wulkan Barú (3475 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Panamy. Zdobycie jego wierzchołka stawia sobie za cel wiele przybywających tutaj osób. Zapewne i my zrobilibyśmy tak samo, ale nie podjęliśmy tego wyzwania m.in. ze względu na brak czasu. Nie trzeba jednak wchodzić na wulkan, żeby docenić urok tego miejsca. Wystarczy wybrać się na wędrówkę którymś z leśnych szlaków. Podczas spaceru Sendero Los Quetzales (ok. 9,6 km długości) można wypatrzeć rzadko spotykane, pięknie ubarwione kwezale herbowe. Trasa Cascada Escondida, jak wskazuje jej nazwa, prowadzi do ukrytego wodospadu. I choć on sam nie wywarł na mnie dużego wrażenia, jego okolica, pełna majestatycznych drzew, warta jest każdej spędzonej w niej chwili.

Tropikalne lasy w rejonie Boquete skrywają także łakomy kąsek dla miłośników opuszczonych miejsc. Mowa o rezydencji w Bajo Mono, której budowę rozpoczął 40 lat temu niejaki José Domingo Serracín, bogaty posiadacz ziemski lepiej znany jako don Pepe. Atak serca położył kres jego życiu, a zarazem realizacji budowlanego projektu. Rezydencja nigdy nie została ukończona, gdyż rodzina inwestora raczej się nią nie interesowała. Dziś zamieszkały przez nietoperze pałac coraz bardziej wtapia się w krajobraz mglistego lasu. To jedno z piękniejszych opuszczonych miejsc, jakie miałam okazję zobaczyć.

W panamskich lasach rośnie też puchowiec (ceiba), zwany inaczej drzewem kapokowym. Według Majów on właśnie zrodził pierwszego człowieka i dlatego jest dla nich święty. Stanowi również pomost między rzeczywistością a niebiosami i światem podziemnym.

Na koniec trzeba jeszcze wspomnieć o przesmyku Darién (Tapón del Darién, Región del Darién), czyli najbardziej dzikim, niedostępnym i malarycznym fragmencie tropikalnego lasu, nie tylko w skali kraju, ale i świata. Oddziela on Panamę od Kolumbii i sprawia, że przekroczenie lądowej granicy między tymi państwami uchodzi za zadanie prawie niemożliwe. Z tego powodu przemieszczanie się pomiędzy Ameryką Centralną i Południową lądem jest niezwykle trudne (choć nielicznym się udaje). Darién to rozległe bagna porośnięte gęstym, ciemnym lasem, będące domem Indian Guna (Kuna) i Embera-Wounaan (Chocó) oraz schronieniem narkotykowych karteli i kolumbijskich rebeliantów. Aby zapuścić się głębiej w ten rejon, trzeba nie tylko wynająć lokalnego przewodnika, ale i skrupulatnie się przygotować.

 

FOLKLOR I FESTIWALE

Opuśćmy teraz zielone i wilgotne regiony Panamy, aby przenieść się w okolicę całkiem odmienną. Półwysep Azuero, bo o nim mowa, jest najgorętszym i najbardziej suchym miejscem w kraju. Nawet pora deszczowa omija część jego rejonów (wschodnie wybrzeże), w których ostatni deszcz widziano dawno temu. Tam, gdzie opady docierają, są rzadsze i mniej obfite niż w reszcie Panamy. Był to właśnie jeden z powodów, dla których tu trafiliśmy. Rozpoczynająca się w maju pora deszczowa dała nam się we znaki na tyle, że szukaliśmy schronienia przed strugami deszczu. Półwysep warto jednak odwiedzić nie tylko, aby uciec przed opadami. Miasteczka Azuero są głównymi ośrodkami panamskiego folkloru. W żadnej innej części kraju nie organizuje się tylu festiwali i nie obchodzi z takim zaangażowaniem karnawału. Imprezom towarzyszy rywalizacja w przygotowaniu barwnych kostiumów, występów, a i mocniejszych trunków nikt sobie specjalnie nie żałuje. Kiedy na półwyspie nie przypada czas fiesty, można zatopić się w powolnym rytmie życia niewielkich, spokojnych na co dzień miasteczek.

Historyczną i kulturalną stolicą regionu (i prowincji Herrera) jest Chitré, największe miasto na Azuero. Niewątpliwie ma ono swój urok, jednak pomiędzy festiwalami nie czeka w nim szczególnie wiele atrakcji. Znajduje się tutaj kilka zabytkowych kościołów oraz Museo de Herrera z pokaźnymi zbiorami sztuki prekolumbijskiej. Pierwszą osadą hiszpańską w regionie była Parita, założona w połowie XVI stulecia. Dziś to niewielkie, spokojne miasteczko uważane jest przez niektórych za jedno z najładniejszych w kraju. Jego centrum wyznacza Kościół św. Dominika Guzmána (Iglesia de Santo Domingo de Guzmán). To jedyna budowla w miejscowości wyższa niż poziom pierwszego piętra. W jej okolicy zbiegają się uliczki z kolorową kolonialną zabudową, która zachowała się w szczególnie dobrym stanie.

Warto odwiedzić również położone nieopodal Pedasí. To niewielkie, urokliwe miasteczko z domami w stylu kolonialnym. Sporą część jego mieszkańców stanowią emeryci, którzy postanowili właśnie tu spędzić resztę życia. W Pedasí możemy cieszyć się licznymi piaszczystymi plażami bez tłumów i kameralnymi knajpkami oraz korzystać z infrastruktury do uprawiania sportów wodnych (surfingu, kitesurfingu, wędkarstwa czy nurkowania). Warto stąd także popłynąć łódką na pobliską wysepkę Iguana.

 

Ze strąków nasiennych puchowca (ceiby) pozyskuje się włókno zwane kapokiem

© Agnies zka Szwed/www.szwedacz.com

 

TU RZĄDZĄ GADY

Isla Iguana oddalona jest od panamskiego wybrzeża o zaledwie ok. 5 km. Ma niewielką powierzchnię (mniej więcej 0,55 km²), jednak miłośnicy gadów, którzy chcieliby je spotkać w naturalnym środowisku, zdecydowanie powinni ją odwiedzić. Jak sama nazwa wskazuje, wyspę z jakiegoś powodu upodobały sobie iguany (a dokładniej legwany czarne i zielone). W jej okolicy żyje ich znacznie więcej niż ludzi. Niektóre z nich są zupełnie dzikie, inne – nieco oswojone. Chowają się w zaroślach lub wygrzewają na nadmorskich skałach. Choć legwany do dziś stanowią jedno ze źródeł mięsa w Ameryce Środkowej i Południowej, a bamboo chicken czy chicken of the tree (jak nazywa się ich mięso) dla wielu jest rarytasem, te z Iguany nie trafiają na miejscowe stoły. W utworzonym w 1981 r. na wyspie rezerwacie (Isla Iguana Wildlife Refuge) kategorycznie zabrania się polowań na wszelką zwierzynę – jaszczurki bywają w nim raczej dokarmiane niż zjadane. I chociaż same potrafią zapewnić sobie pożywienie, nie pogardzą również darowaną przez człowieka miską ryżu. Warto dodać, że gady niesłusznie uważane są za zwierzęta mało kontaktowe. Legwany rozwinęły cały system mowy ciała służący komunikacji między sobą, a także z innymi gatunkami. Poprzez kiwanie głową i ruchy fałdami skórnymi na podgardlu nawiązują i podtrzymują społeczne interakcje.

Na Iguanie roi się też od pustelników. Ze względu na brak pancerza na miękkim odwłoku skorupiaki te ukrywają go w znalezionych muszlach martwych mięczaków. W ciągu swojego życia muszą ich szukać kilka razy, gdyż kiedy urosną, potrzebują większego lokum. Zarówno rozmiar, jak i przydatność pancerza pustelnik bada szczypcami. Ponieważ muszle gwarantują temu skorupiakowi przetrwanie, nierzadko toczy o nie walki.

Spokój wyspy został drastycznie zakłócony podczas II wojny światowej, gdy armia Stanów Zjednoczonych zrobiła z niej poligon artyleryjski. W ramach ćwiczeń na Iguanę i otaczającą ją rafę koralową zrzucano bomby i pociski. Aby oczyścić teren, w latach 90. XX w. zdetonowano dwie bomby, które utknęły w pobliżu pod wodą. I choć na pierwszy rzut oka po tych wydarzeniach nie pozostał już żaden ślad, zachwiały one mocno tutejszym ekosystemem. Na szczęście dziś legwany i inne zwierzęta mają się świetnie, a dzika przyroda wciąż się rozwija.

Osoby planujące wizytę na wyspie muszą być przygotowane na uiszczenie opłaty za przebywanie na terenie rezerwatu. W przypadku przyjezdnych wynosi ona 10 dolarów amerykańskich, obywatele Panamy płacą mniej (4 dolary). Na Iguanie nie można nocować. Nie ma na niej także zaplecza gastronomicznego, dlatego trzeba wziąć ze sobą własny prowiant i zapas wody.

 

Ubrana w tradycyjny strój uczestniczka styczniowej Parady Tysiąca Polleras na Azuero

© Autoridad de Turismo de Panamá/Branly Bruneth

 

LAS DESZCZOWY INACZEJ

To jeszcze nie koniec atrakcji rzadko odwiedzanego półwyspu Azuero. W położonym tu Parku Narodowym Sarigua można zobaczyć las deszczowy w nietypowej, suchej odsłonie. Sam park powstał w 1984 r. i zajmuje powierzchnię 8 tys. ha. Na pierwszy rzut oka jego teren przywodzi na myśl półpustynię. Spaloną ziemię w odcieniu pomarańczowym pokrywają miejscami wyschnięte krzewy. Powietrze jest bardzo gorące i suche. Jak dowiemy się z informacji na ścieżce edukacyjnej, na powstanie tego jałowego krajobrazu miało wpływ wysokie stężenie soli w tutejszej glebie. Niegdyś obszar parku zajmowało morze, które przez wieki cofało się, pozostawiając rozległą, słoną lagunę zwaną albiną. Wiatry wywiewały zalegającą sól, co przyczyniło się do zaniku wegetacji w regionie. Dla wielu Panamczyków Sarigua jest też smutnym świadectwem destrukcyjnego wpływu człowieka na otaczającą go przyrodę. Od XIX stulecia głównym sprawcą postępujących na tym terenie zniszczeń są właśnie ludzie. Latami prowadzili wycinki i wypalanie okolicznej wątłej roślinności, żeby budować farmy, które i tak się tutaj nie utrzymały.

Mimo iż krajobraz parku może wydać się monotonny i budzić nie do końca przyjemne skojarzenia, uważam, że nie warto go omijać. Choćby dlatego, że wizyta w nim stanowi okazję do zobaczenia suchego lasu deszczowego. Na tego typu obszarach ilość opadów deszczu oscyluje w okolicach 1 m rocznie. Jednak przez trzy, cztery miesiące w roku nie spada na nich ani jedna kropla wody. W Parku Narodowym Sarigua taka sytuacja ma miejsce od stycznia do kwietnia. Suszę wzmagają silne, gorące wiatry. Suche lasy deszczowe Azuero są szczególnie narażone na pożary. Często powodują je rolnicy wypalający pola.

Poza tym Park Narodowy Sarigua to również ważny ośrodek kultury prekolumbijskiej. Znaleziono w nim fragmenty przedmiotów sprzed ponad 11 tys. lat. Według archeologów już wtedy istniała tu rybacka wioska, co oznacza, że może być to miejsce najstarszego ludzkiego osadnictwa w Panamie.

 

SPOTKANIE Z HISTORIĄ

Przenieśmy się znów w inny rejon kraju, do prowincji Colón, a konkretnie do Portobelo. To położone na północy Przesmyku Panamskiego, liczące ok. 5 tys. mieszkańców portowe miasto wygląda dziś dość niepozornie. Ruiny okazałych fortów (na czele z Castillo de San Jerónimo, Fuerte de San Jerónimo) pozwalają się jednak domyślać, że w przeszłości odgrywać mogło doniosłą rolę. I tak było w istocie. Portobelo stanowiło niegdyś najważniejszy port na ziemiach obecnej Panamy i uchodziło za jedno z najwspanialszych miast w ówczesnym świecie. To właśnie stąd Hiszpanie wywozili do Europy skarby Inków oraz innych rdzennych mieszkańców Ameryki Środkowej i Południowej. Na grabieże te zazdrośnie spoglądały pozostałe potęgi kolonialne, na czele z Brytyjczykami. Sytuacji nie poprawiały hiszpańskie ataki na angielskie statki. Wszystko to doprowadziło do wybuchu konfliktu. Walki o Portobelo toczyły się kilkakrotnie, a najsłynniejsza z nich znana jest jako wojna o ucho Jenkinsa.

Robert Jenkins był walijskim kapitanem żeglugi. Gdy jego statek Rebecca został zatrzymany w kwietniu 1731 r. przez Hiszpanów u wybrzeży Kuby, wdał się w potyczkę z jednym z hiszpańskich oficerów, który odciął mu ucho. Jenkins zabrał ze sobą odciętą małżowinę i pokazywał w świecie jako dowód na hiszpańskie okrucieństwo. Zwrócił się też do brytyjskich władz o wzięcie odwetu. I choć historia z uchem nie była faktycznym powodem wybuchu wojny, posłużyła za dość dobry pretekst. W listopadzie 1739 r. sześć statków dowodzonych przez admirała Edwarda Vernona rozpoczęło ostrzał Portobelo i po 24 godz. zdobył on miasto. Siły wystarczyło Brytyjczykom na trzy tygodnie okupacji, ale w tym niezbyt długim czasie zniszczyli zarówno forty, jak i wiele budynków, pozostawiając jeden z najwspanialszych portów ówczesnego świata w ruinie. Portobelo podźwignąć się z tego nieszczęścia miało dopiero ponad 170 lat później, po wybudowaniu Kanału Panamskiego.

Zanim jednak miasto spustoszyli Brytyjczycy, padało ono łupem największej i najgroźniejszej pirackiej braci, jaką znały Karaiby – bukanierów. Ich szeregi zasilali ludzie wyjęci spod prawa, a także byli żołnierze czy zbiegowie uciekający przed prześladowaniami religijnymi. Tak zwane Bractwo Wybrzeża organizowało łupieżcze wyprawy i plądrowało kraje czy wyspy w regionie karaibskim. Bukanierzy znani byli z okrucieństwa, szczególnie w stosunku do wszystkiego co hiszpańskie. Bezpieczny przyczółek znaleźli sobie w Port Royal, dawnej stolicy Jamajki. Mogli w nim liczyć na wsparcie lokalnych władz, a mieszkańcy wyspy uważali ich za obrońców i dźwignię miejscowego handlu.

Zdobycie Portobelo, z którego wypływały zagrabione peruwiańskie skarby, stanowiło dla piratów niemałe wyzwanie. Zadania podjął się ochrzczony królem bukanierów Walijczyk Henry Morgan. Osiągnięty sukces zapewnił mu szacunek współbraci i otworzył drogę do wielkiej pirackiej kariery. Jego ludzie zdobyte 11 lipca 1668 r. miasto okupowali przez dwa tygodnie. Spędzili je na piciu i świętowaniu oraz zuchwałych grabieżach, gwałtach i morderstwach. Opuścili Portobelo po wynegocjowaniu okupu w wysokości 100 tys. dolarów hiszpańskich (reales de a ocho). I choć była to kwota jak na tamte czasy bardzo wysoka, bukanierzy wydali ją w iście pirackim stylu – w barach i domach uciech Port Royal. Henry Morgan znany jest dziś przede wszystkim z etykiet jamajskiego rumu nazwanego jego imieniem – Captain Morgan. Produkował ponoć wyśmienity trunek, a jeśli wierzyć producentowi, receptura jego wyrobu od XVII w. nie uległa zmianie. Po tej napaści Portobelo wracało powoli do dawnego trybu życia. W końcu nie był to pierwszy ani ostatni atak, z jakim przyszło mu się zmierzyć. Żaden z nich nie podkopał znacząco pozycji słynnego portu. Uczyniła to dopiero wiele lat później wojna o ucho Jenkinsa.

Dziś w centrum miasta stoi Kościół św. Filipa (Iglesia de San Felipe), który został wzniesiony w drugiej dekadzie XIX stulecia. Jego budynek jest biały, w przeciwieństwie do czczonego w nim Czarnego Chrystusa (Cristo Negro). Tego typu przedstawienie Jezusa stanowi obiekt kultu w wielu krajach Afryki i Ameryki Łacińskiej. Łączy w sobie chrześcijaństwo z wierzeniami lokalnymi. Symbolizuje nadzieję wiernych na nadejście czarnego Mesjasza, który wyzwoli ciemnoskórych ludzi od zła utożsamianego z dominacją białego człowieka. W epoce kolonialnej chodziło głównie o dominację polityczną i ekonomiczną oraz związane z nią niewolnictwo, dziś rzecz tyczy się narzucania wzorców kulturowych.

 

Cayo Coral – malownicza wysepka sąsiadująca z Bastimentos w archipelagu Bocas del Toro

© Autoridad de Turismo de Panamá/Branly Bruneth

 

RAJSKIE ARCHIPELAGI

San Blas i Bocas del Toro to najbardziej rajskie archipelagi Panamy. Na tym pierwszym można nie tylko obcować z dziewiczą przyrodą, ale i zaznajomić się z grupą etniczną Guna (Kuna). Tych 365 wysepek położonych na Morzu Karaibskim należy do autonomicznego regionu Guna Yala (Kuna Yala).

Na północnym zachodzie kraju leży prowincja Bocas del Toro z archipelagiem o tej samej nazwie. To jedno z częściej odwiedzanych miejsc w Panamie, znane przede wszystkim z plaży Red Frog na wyspie Bastimentos, gdzie żyją wytwarzające jad, jaskrawe drzewołazy karłowate, a także plaży z licznymi rozgwiazdami (Playa de las Estrellas, Playa Estrella) na Wyspie Kolumba (Isla Colón). Na Bocas del Toro popularnością cieszy się też deep boarding, szerzej na świecie raczej nie praktykowany. W największym skrócie da się go określić jako nurkowanie za motorówką. Ciągnie ona za sobą człowieka trzymającego się deski przymocowanej do łodzi za pomocą liny. Podczas swoistego podwodnego lotu podziwia się rafy koralowe, ławice egzotycznych ryb i inne skarby Morza Karaibskiego. Należy jednak dobrze opanować manewrowanie trzymaną deską, bo od umiejętnego zwracania jej do góry zależy możliwość złapania oddechu. Do takiego nurkowania warto również założyć odpowiedni strój kąpielowy, gdyż ze względu na dużą prędkość i opór wody zaskakująco łatwo można zgubić ubranie.

Panama to w dalszym ciągu kraj dość mało popularny wśród polskich turystów. Szkoda, że tak się dzieje, bo znajduje się w niej wiele atrakcji. To kraina wspaniałych lasów deszczowych, pięknych wysepek, licznych gatunków flory i fauny oraz urokliwych miasteczek z karaibską duszą. Do tego zamieszkują ją gościnni i życzliwi ludzie, którzy chętnie zaznajomią nas z bogatą kulturą i historią swojej tropikalnej ojczyzny.

 

Wydanie jesień-zima 2018