BARBARA TEKIELI

<< Mazowsze to region położony w sercu Polski i atrakcyjny przez cały rok. Jego największym miastem jest wciąż zabiegana Warszawa. Poza stolicą życie płynie wolniej. Tu, w malowniczym otoczeniu przyrody, wielu ludzi znalazło swoje miejsce na ziemi. Dziś starają się pokazywać innym zalety mieszkania z dala od wielkomiejskiego zgiełku i promują ideę slow life. >>

 

 

Siedlisko Leluja w sercu Puszczy Białej

 

© KATARZYNA LATOS

 

Obszar krainy historycznej Mazowsze w większości pokrywa się obecnie z granicami województwa mazowieckiego, największego w Polsce (ponad 35,5 tys. km² powierzchni). Rozciąga się on na terenach środkowego dorzecza Wisły. W średniowieczu na ziemiach tych istniało niezależne Księstwo Mazowieckie (od 1138 do 1526 r.).

Zwiedzanie Mazowsza warto połączyć z udziałem w lokalnych imprezach. Odbywają się one przez cały rok. Dzięki uczestnictwu w takich wydarzeniach poznamy bliżej bogate tradycje i kuchnię tego regionu.

 

MODA NA „SLOW LIFE”

Ze względu na fakt, że Polacy coraz częściej chcą wybierać się na zwiedzanie poza utartymi szlakami, wypoczywać w zgodzie z naturą i wyruszać na poszukiwanie miejsc jeszcze nieznanych, powstał projekt Slow Road (www.slowroad.pl). W jego ramach na Mazowszu wytyczono trzy trasy samochodowe z ponad 30 obiektami. Wycieczka nimi jest okazją do bliższego poznania tego regionu. Poza tym w jej trakcie można odkrywać na nowo smaki z dzieciństwa i dowiedzieć się czegoś więcej o historii mijanych miejsc. Pomysłodawcy projektu umieścili na szlakach nie tylko pięknie wkomponowane w naturalne otoczenie pensjonaty, dwory i gospodarstwa agroturystyczne, ale też karczmy i restauracje, które słyną z doskonałego jedzenia.

Wyprawa kajakiem po Wiśle w okolicy Kampinoskiego Parku Narodowego to niesamowita podróż przez mazowiecką Amazonię. Podczas spływu Bugiem czy Liwcem można delektować się ciszą i pięknem przyrody. Niezwykłymi miejscami położonymi wzdłuż tras są skanseny, w tym uznawane za najpiękniejszy z nich Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu i kompleks w Kuligowie prezentujący dawne życie mieszkańców nadbużańskich miejscowości. Leżący na północ od Warszawy Pułtusk nazywany bywa nie bez powodu Wenecją Mazowsza. Znajduje się w nim brukowany rynek, uchodzący za najdłuższy w Europie (prawie 400 m). Wschodnia część regionu zadziwia wielokulturowością. Spróbujemy tutaj również specjałów podlaskiej kuchni (w Dworze Zaścianek czy Schedzie Podlaskiej w dolinie Bugu).

Podczas wyprawy trasami projektu Slow Road można przenocować we dworze, XIX-wiecznym młynie lub kurniku, a nawet stodole. Po drodze warto wziąć także udział w lekcjach robienia kwiatów z bibuły, pieczenia sękacza (Mitowska Zagroda w Seroczynie), wyplatania koszy i wypalania garnków z gliny w ognisku (Stowarzyszenie Akademia Łucznica koło Pilawy). We wsi Jackowo Dolne, położonej w pobliżu Puszczy Białej, znajduje się stuletni drewniany Dom nad Wierzbami. Jego gospodyni przyrządza proste, zdrowe posiłki z produktów od lokalnych dostawców. Swoich gości zaprasza też do wspólnego robienia pierogów. Dom pod Wierzbami usytuowany jest zaledwie 50 km od Warszawy. Z pewnością przypadnie do gustu osobom dbającym o środowisko (obiekt otrzymał Polski Certyfikat Ekoturystyczny) i marzącym o wypoczynku w ciszy połączonym z aktywnym spędzaniem czasu. Poza tym odbywają się tu warsztaty serowarskie, snycerskie i hafciarskie.

Obiekty umieszczone na trasach stanowią tylko część miejsc wartych odwiedzenia na Mazowszu, wiele z nich pozostaje jeszcze nieodkrytych. Jednym z największych skarbów regionu jest jego kuchnia, w której tradycja przenika się z nowoczesnością. Ona utrwala tożsamość tej części Polski. Poza degustacją w wielu obiektach można zapoznać się z ich historią, wziąć udział w tradycyjnym procesie powstawania produktów i spotkać się z lokalnymi wytwórcami.

 

STAROPOLSKA GOŚCINNOŚĆ

Na Mazowszu nie brakuje miejsc, które zaskakują smakami. Jednym z nich jest Dwór Mościbrody, położony kilka kilometrów od Siedlec i niespełna 100 km na wschód od Warszawy. Gości wita tu zawsze otwarta na oścież brama. Obiekt znajduje się na Szlaku Kulinarnym Mazowiecka Micha Szlachecka i należy do Europejskiej Sieci Regionalnego Dziedzictwa Kulinarnego (European Network of Regional Culinary Heritage). Piękne wnętrza dworu tworzą atmosferę XIX-wiecznego majątku ziemskiego. Zatrzymać można się tutaj również w pobliskiej oficynie. „Restauracja Dworska oferuje staropolskie potrawy oraz wędliny, pasztety i mięsiwa własnego wyrobu, wytwarzane według tradycyjnych receptur. Nie brakuje także nalewek. Najlepsza z nich, wiśniowa, znakomicie komponuje się z tortem bezowym. Na stołach króluje tu przez cały rok karp hodowany w stawach otaczających posiadłość i przygotowywany na różne sposoby. Potrawy z tutejszego menu były nagradzane w wielu konkursach kulinarnych. Niektóre otrzymały certyfikat Dziedzictwa Kulinarnego Mazowsza.

W Siedlcach koniecznie trzeba udać się do restauracji „Zaścianek Polski” z wnętrzem stylizowanym na chatę. Umieszczony przy wejściu znak Dziedzictwa Kulinarnego Mazowsza świadczy o tym, że podaje się w niej dania najwyższej jakości. Specjalnością restauracjipotrawy regionalne, kilka rodzajów pierogów, bęcwały, pyzy i jagnięcina. Wspaniale smakują też domowe ciasta i żur na zakwasie. Pyszne lokalne produkty można kupić w pobliskim sklepie ekologicznym.

Prawdziwym rajem dla smakoszy są Kurpie. W tym regionie, w odległości niespełna 70 km na północ od Warszawy, znajduje się karczma „Wielka Lipa”. To miejsce potrafi oczarować już po przekroczeniu jego progów. Wystrojem przypomina XIX-wieczne kurpiowskie chaty. W środku unosi się zachęcający zapach serwowanych potraw. Budynek wykonany jest z drewnianych bali pozyskanych z obiektów o różnym przeznaczeniu, m.in. jednej z kurpiowskich szkół. Znaczna część budulca pochodzi z tzw. organistówki, a najstarsze elementy konstrukcji ścian – z XIX-wiecznego wiejskiego domu. Samo wnętrze również zostało urządzone z dużą dbałością o szczegóły. W tutejszym menu znajdują się dania staropolskiej kuchni kurpiowskiej takie jak rejbak (babka ziemniaczana), bliny, żur z kiełbasą własnej roboty czy befsztyk Kurpia (polędwica wołowa z cebulą). Dużym powodzeniem cieszą się wyplataniec z karkówki podawany na kapuście zasmażanej oraz ręcznie lepione pierogi. Kto raz przekroczył progi karczmy, ten z pewnością do niej wróci i poleci ją znajomym.

Innym ciekawym pod względem kulinarnym miejscem jest Gospoda Pazibroda niedaleko Pułtuska, która słynie z najlepszej chłopskiej kuchni w tej części Mazowsza. Znalazła się ona w najnowszej edycji prestiżowego Żółtego Przewodnika Gault&Millau Polska (na 2018 r.). Wielbiciele dań z ryb powinni udać się do Złotego Lina w Wierzbicy nad Narwią lub wyjątkowej „Restauracji Kapitańskiej” w Klubie Mila Zegrzynek, położonym nad Zalewem Zegrzyńskim w Wąwozie Szaniawskiego, w otoczeniu florystycznego Rezerwatu Wieliszewskie Łęgi.

Na skraju Puszczy Kampinoskiej znajduje się kolejne ciekawe miejsce na mapie kulinarnej Mazowsza – „Restauracja Dziupla”. Lokal słynie nie tylko ze znakomitych potraw z dziczyzny, ale też smacznych dań wegetariańskich i jarskich. O jego dużej popularności świadczy fakt, że w weekendy trudno tutaj o wolny stolik.

 

Gościnny Dwór Mościbrody w pobliżu Siedlec

© DWÓR MOŚCIBRODY

 

W MŁYNARSKIEJ ZAGRODZIE

Na północnym Mazowszu, kilkanaście kilometrów na zachód od Pułtuska, z dala od głównych dróg, znajdziemy Młyn Gąsiorowo, któremu świetność przywracają od ponad 10 lat Adriana i Jacek Machnaczowie. Ta dawna zagroda młynarska dzięki pasji i zaangażowaniu właścicieli zachwyca dziś wystrojem i znakomitą lokalną kuchnią. Można w niej odpocząć od zgiełku miasta, rozsmakować się w mazowieckich potrawach, nauczyć się wykonywać rękodzieło ludowe, a nawet potańczyć, bo gospodyni gra na akordeonie, flecie i gitarze. Nocą niebo nad młynem rozbłyskuje mnóstwem gwiazd.

Tutejsze daniaprzyrządzane są według przepisów przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Kuchnia bazuje na produktach z okolicznych pól i lasów oraz tych oferowanych przez sąsiadujących z gospodarstwem wytwórców. W weekendy w gospodzie „Gąsiorówka”, urządzonej w dawnej wozowni, serwuje się specjalne potrawy (niektóre przygotowywane na zamówienie). Dania z Młyna Gąsiorowo otrzymały wiele prestiżowych nagród w konkursach ogólnopolskich. Prawdziwym hitem są policzki wołowe z przecierakami, chleb na zakwasie, omasta z gęsiny i kiszone ogórki według przepisu babci. Menu zmienia się wraz z porami roku.

Do Młyna Gąsiorowo można przyjechać z przyjaciółmi lub we dwoje, bo znakomicie nadaje się on na romantyczne wypady. Spokój zakłóca tu czasem jedynie pianie koguta. W tym miejscu odbyło się już niejedno wesele.

 

LELUJOWE KRÓLESTWO

Odpocząć od pędzącego świata możemy także w Siedlisku Leluja, oddalonym o kilkanaście kilometrów od Pułtuska. Składają się na nie drewniany dom kryty strzechą, z pokojami gościnnymi, kominkiem i kuchnią, oraz stodoła, służąca nie tylko do przechowywania siana, ale też jako plac zabaw dla dzieci i przestrzeń do prowadzenia warsztatów o różnej tematyce, plaża nad stawem, w pobliżu której spacerują koniki polskie i kozy, ogródek z warzywami i sad. Od niedawna goście mogą zatrzymać się również w stylowym kurniku z łazienką i gustownie zaaranżowanym pokojem. Leluja to kurpiowska wycinanka w kształcie drzewa – stanowi ona logo siedliska. Gospodarstwo posiada certyfikat Dziedzictwa Kulinarnego Mazowsza.

W lelujowym królestwie nie spędza się czasu wyłącznie na leniuchowaniu. Gospodarze proponują swoim gościom wiele zajęć: warsztaty serowarskie, robienie przetworów na zimę czy ziołowych herbatek na przeziębienie. Pani domu przyrządza posiłki z naturalnych składników. Codzienne menu zmienia się o każdej porze roku. Wśród dań pojawiają się sprawdzone przepisy gości i sąsiadów. Prawdziwym rarytasem są w siedlisku nalewki (np. z pędów sosny), sok z brzozy, mlecza lub kwiatów czarnego bzu. Ten ostatni znakomicie smakuje z lokalnym piwem. Potrawy bywają urozmaicanepędami chmielu, babką lancetowatą czy kwiatami akacji. Goście mogą samodzielnie upiec chleb w specjalnym piecu, a pod okiem gospodarza zrobić nalewkę lub podpiwek. Osoby biorące udział w warsztatach serowarskich zaczynają od wydojenia kozy. Właściciele gospodarstwa marzą o hodowli owiec oraz wybudowaniu sauny i bani w zakupionym na Podlasiu spichlerzu. Największą atrakcją w okresie wakacyjnym jest tu nocowanie na sianie w stodole. Chętnych do przeżycia takiego doświadczenia nie brakuje.

 

 

W STYLU DWORSKIM

Jeśli ktoś preferuje raczej ziemiański wystrój i chce wypocząć w otoczeniu pięknej przyrody, powinien spędzić kilka dni w Dworze Zygmunty. Ten stylowy obiekt jest położony w gminie Łaskarzew, ponad 70 km na południowy wschód od Warszawy. Na jego wyjątkowy charakter składają się nie tylko walory krajobrazowe okolicy i gościnność gospodarzy, ale także stylizowane wnętrza i tradycyjna kuchnia.

Właściciele dworu, Zenona i Robert Seremakowie, serwują specjały, które gościły w staropolskich domach – swojski chleb pieczony na zakwasie, piwo warzone domowym sposobem, różnego rodzaju nalewki, wędliny i sery, pieczone mięsa i pasztety, ziemniaki, warzywa, owoce, dżemy i przetwory z owoców ze starego sadu otaczającego dwór, miód z pasieki, ręcznie wyrabiane makarony. Wśród tutejszych potraw wyróżniają się pieczona kaczka, udziec z indyka i rosół z wiejskiej kury z domowym makaronem.

Na gości czekają liczne atrakcje takie jak przejażdżka bryczką czy samochodem z lat 30. XX w., a zimą również saniami z pochodniami. To raj dla ornitologów i miłośników zwierząt, które podchodzą pod same zabudowania. Można im się też przypatrywać ze specjalnego punktu obserwacyjnego. W okolicznych lasach rośnie mnóstwo grzybów i jagód. W pobliżu znajduje się także staw rybny.

Każdy pokój we dworze ma niepowtarzalny urok i jest zaaranżowany w innym stylu (dla miłośników whisky, kwiatów, motocykli czy win). Wystrój jednego z najciekawszych nawiązuje do czasów PRL-u. Wybierają go najczęściej osoby pamiętające ten okres.

 

SPOTKANIE Z FOLKLOREM

Na trasie z Warszawy do Torunia znajduje się miejsce, w którym można przenieść się do innego świata. Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu w harmonijny sposób łączy tradycję z nowoczesnością. W należącym do niego skansenie na powierzchni powyżej 50 ha zgromadzono 80 obiektów, w tym chaty chłopskie pochodzące z Mazowsza. O dawnym życiu chłopów i ich zwyczajach opowiada ponad 13 tys. eksponatów. Odtworzony tutaj fragment wsi był plenerem dla wielu produkcji filmowych. Do najbardziej znanych należą Szwadron, Ogniem i mieczem czy Pan Tadeusz.

Atutem tego miejsca jest jego autentyczność i odwzorowanie obiektów w najmniejszych szczegółach. Mijane chałupy zapraszają, żeby do nich zajrzeć, bo sprawiają wrażenie zamieszkałych, a ich wnętrza zmieniają się wraz z porami roku. Wyposażenie domów i wygląd samych zagród oddają zróżnicowanie majątkowe ich właścicieli. Obok chałup zamożnych chłopów znajdują się tu ubogie chaty tylko z najbardziej niezbędnymi sprzętami, które wykorzystywane są w czasie warsztatów prezentujących codzienne zajęcia gospodarskie i polowe.

Większość eksponatów zebranych w salach muzealnych jest wykonanych przez tutejszych rzemieślników. Zwiedzający mogą podziwiać 11 zagród chłopskich z przełomu XIX i XX w., kuźnię, wiatrak, kaplicę, XVIII-wieczny kościół i dwa dwory ziemiańskie. Duże wrażenie robi mała architektura – przydrożne kapliczki, studnie, gołębniki, piwnice i pasieki. Pomiędzy obiektami spaceruje ptactwo domowe, a na sąsiadujących ze skansenem łąkach pasą się krowy, kozy czy owce. W ogródkach kwiatowych i warzywnych, w sadach i na polach między zagrodami uprawia się dawne odmiany kwiatów, ziół, warzyw, owoców i zbóż.

Niewątpliwą atrakcją skansenu są sezonowe tematyczne imprezy plenerowe, przybliżające obrzędy i tradycyjne zajęcia mieszkańców wsi, takie jak Niedziela Palmowa, Gry i zabawy wielkanocne (poniedziałek wielkanocny), Gotowanie na polanie, Niedziele w skansenie, Dzień Dziecka, Miodobranie, Żniwa czy też Wykopki. Odbywają się one w każdą pierwszą niedzielę miesiąca od maja do września. Do pokazów wykorzystuje się autentyczne sprzęty, maszyny i narzędzia lub ich kopie. Przeprowadza się je w izbach chłopskich, budynkach gospodarczych i na polach. Imprezom towarzyszą koncerty zespołów ludowych i kapel oraz związane z dorocznymi świętami kiermasze i jarmarki.

 

Wielkanoc na Mazowszu” w sierpeckim skansenie

© DARIUSZ KRZEŚNIAK

 

MAŁE MIASTO

Podczas przemierzania szlaków północnego Mazowsza nie można pominąć Bieżunia, ponad 600-letniego miasteczka położonego nad Wkrą, na skraju historycznej ziemi płockiej. Na zainteresowanie zasługuje w nim barokowy pałac z XVIII stulecia (niestety, popadający w ruinę), a także jedyne w Polsce Muzeum Małego Miasta (Oddział Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu). Usytuowana przy rynku placówka działa w dawnym szpitalu ufundowanym przez Konstancję Zamoyską. W muzeum obejrzymy oryginalnie zachowany gabinet lekarza z małego miasteczka, dwa wnętrza mieszkalne z XIX w. oraz wystawę o Bieżuniu i jego mieszkańcach, prezentującą ich historię. Znajdziemy w nim niejeden przedmiot z dawnych czasów – rower z drewnianymi obręczami kół, lokówkę rozgrzewaną na płycie kuchennej, gramofon na korbę, fajansowy nocnik czy samowar.

Placówka przybliża również postacie najwybitniejszych mieszkańców miasta, do których zalicza się jego właściciel w drugiej połowie XVIII stulecia Andrzej Hieronim Zamoyski (1716–1792), kanclerz wielki koronny, ordynat na Zamościu, twórca słynnego Zbioru praw sądowych z 1778 r. Można obejrzeć tutaj oryginał tego dokumentu. Mało kto wie, że z Bieżunia pochodzi też Stefan Gołębiowski (1900–1991) poeta i społecznik, pierwszy w Polsce tłumacz dzieł wszystkich Horacego, który podarował na cele muzealne swój dom i księgozbiór, a także Piotr Małachowski, dwukrotny wicemistrz olimpijski, mistrz świata i Europy w rzucie dyskiem, oraz Jerzy Bończak – popularny aktor teatralny i filmowy.

Muzeum dba również o kultywowanie tradycji kulinarnych. Przy okazji różnego rodzaju wernisaży goście mogą spróbować bieżuńskiego bugaja (popularnej babki ziemniaczanej), faszerowanych jajek po bieżuńsku, smalcu, domowych pączków i faworków czy różnego rodzaju nalewek, których producentów nie brakuje w okolicy.

 

NA STYKU KULTUR

Z Warszawy przez wschodnie Mazowsze i Podlasie do Wilna prowadził kiedyś Wielki Gościniec Litewski, jeden z najważniejszych traktów pocztowo-handlowych Rzeczypospolitej XVII i XVIII w. Atrakcją dla osób nim podążających są potrawy przygotowywane według staropolskich receptur. Podczas wyprawy tym szlakiem można także samemu zrobić masło lub pod okiem artystki ludowej Ewy Mitowskiej z Seroczyna koło Sterdyni upiec sękacza, podlaski przysmak, który na salonach rozsławiła królowa Bona Sforza (1494–1557).

Kilkanaście kilometrów od malowniczo wijącego się Bugu, w sąsiedztwie Nadbużańskiego Parku Krajobrazowego, w Henrysinie koło Kosowa Lackiego, wśród pól, łąk i lasów, z dala od zabudowań oraz głównych dróg, leży Zagroda Edukacyjna Latosowo. Jej pełni pasji i znakomitych pomysłów właściciele – Katarzyna i Bartłomiej Latosowie – porzucili przed laty wielkomiejskie życie i w otoczeniu przepięknej przyrody stworzyli swoje miejsce na ziemi. Mieszkają w starym domu zbudowanym z dwóch chałup: kurpiowskiej, która miała trafić do skansenu w Klukach, i powojennej, pochodzącej z jednej z sąsiadujących z gospodarstwem wsi. Do dyspozycji turystów jest drewniany dom z bali przywieziony z nadbużańskich Ryteli Święckich, z czterema pokojami gościnnymi i salą z kominkiem. Często żeruje przed nim bocian czarny. Niedaleko mieszkają żurawie, gniazdują czajki, a na plantacji wierzby energetycznej znalazły schronienie sarny. Otoczona lasami, łąkami i polami okolica idealnie nadaje się do wypoczynku dla małych i dużych. Dzieci mają też okazję do bliskiego kontaktu ze zwierzętami – mogą przejechać się na kucyku, wydoić kozę, zebrać kurze jaja, nakarmić króliki czy przytulić kota. Gospodarze organizują warsztaty, w czasie których ich uczestnicy poznają proces powstawania koziego sera i domowych wędlin, dowiadują się, skąd bierze się miód i jak zrobić żywe konstrukcje z wierzby. W okresie od maja do końca września dużą atrakcją jest wspólne zbieranie ziół i chwastów jadalnych oraz przygotowywanie z nich oryginalnych potraw. Na miejscu można kupić przetwory lub przygotować ekologiczne herbatki. Istnieje możliwość zorganizowania ogniska i zabaw na świeżym powietrzu, bo gospodarze stworzyli dla gości ścieżki spacerowe oraz pole piknikowe. Jesienią warto wybrać się do pobliskiego lasu na grzyby albo spróbować samodzielnie zrobić przetwory z domowych warzyw i owoców.

W bliskim sąsiedztwie Latosowa znajduje się kolejne magiczne miejsce – stadnina koni i gospodarstwo ekologiczne Anety i Sławomira Rybarczyków w Nowej Wsi (Nowej Wsi Kosowskiej). W stylowej stodole, pełnej zbieranych przez lata skarbów, dawnych narzędzi rolniczych i przedmiotów codziennego użytku, z myślą o turystach stworzono miniskansen. Obejrzymy tutaj kolekcję starych akcesoriów związanych z końmi i jeździectwem – podkowy, pęta lniane, siodła i hełmy. Gospodarstwo słynie z doskonałej kuchni regionalnej, a wszystkie potrawy przygotowywane są z ekologicznych warzyw i owoców oraz swojskich wyrobów mięsnych, w tym słoniny marynowanej w workach lnianych pod strzechą. Gospodyni przyrządza znakomity żur staropolski, babkę ziemniaczaną czy jajecznicę z jajek od kur zielononóżek (zielononóżek kuropatwianych). Chętni mogą samodzielne zrobić masło lub maślankę w drewnianej maselnicy.

W gospodarstwie znajduje się także minizoo, w którym poza ptactwem domowym mieszka osioł Olek, 9 owiec, kozy i 12 koni. Na miejscu można zamówić profesjonalne lekcje jazdy konnej i wybrać się na przejażdżkę w terenie pod okiem instruktorów. W tutejszym stawie wolno samodzielnie łowić ryby. Nieopodal żerują też bobry. Do dyspozycji turystów są trzy domki holenderskie oraz pole namiotowe z natryskami. Jedną z atrakcji w gospodarstwie jest organizowana w jeden z sierpniowych weekendów impreza popularyzująca uprawy ekologiczne Otwarte Wrota. Ściągają na nią producenci zdrowej żywności z różnych części Mazowsza.

 

ŻOŁĘDZIÓWKA W GOŚCIŃCU

Po drodze z Warszawy w kierunku Liwu mija się ekologiczną chatę zbudowaną z gliny, piasku i słomy. Gościniec Goździejewski, bo o nim mowa,to wyjątkowe miejsce w Kątach Goździejewskich Drugich w gminie Dębe Wielkie. Jego właściciele zadbali o najdrobniejsze szczegóły, aby odtworzyć realia Mazowsza, jakie pamiętają osoby z pokolenia naszych dziadków.

Gościniec Goździejewski szczyci się menu składającym się z tradycyjnych specjałów mazowieckich, przygotowanych według unikatowych receptur przez miejscowe gospodynie. Można w nim również spróbować lokalnych nalewek i przetworów oraz dębskiej kawy żołędziówki, którą pijał sam Fryderyk Chopin. Miłośnikom folkloru na pewno spodobają się eksponowane tu oryginalne przykłady rękodzieła ludowego, m.in. elementy ubioru w stylu kołbielskim i podlaskim. Oko cieszą tkane ręcznie na krosnach wełniane spódnice, wycinanki kołbielskie, wyroby z gliny oraz przedmioty wykonane przez artystów i rękodzielników. W okresie letnim od maja do końca września w gospodarstwie można także uczestniczyć w lekcjach rękodzieła i tańców ludowych oraz warsztatach nawiązujących tematyką do historii, tradycji i kultury regionu. Odbywają się tutaj też koncerty lokalnych muzyków. Poza tym gospodarze chętnie organizują spotkania rodzinne oraz przyjmują grupy zainteresowane poznaniem dziedzictwa kulturowego Mazowsza i Podlasia.

 

OKO W OKO ZE STRUSIEM

Na trasie z Wyszkowa do Węgrowa leży miejscowość Borzychy usytuowana w otulinie Nadbużańskiego Parku Krajobrazowego. Znajduje się w niej zwierzyniec „Wypoczynek w Eurostruś”. Spotkamy w nim wiele zwierząt i ptaków oraz poznamy ich zachowania i zwyczaje. Szczególną atrakcją tego miejsca są strusie afrykańskie. Tango potrafi tańczyć, a jego partnerka Salsa wita każdego zalotnym spojrzeniem i machnięciem skrzydłami. Od kwietnia do października można tutaj kupić jaja strusie, a także zamówić jajecznicę z rozmaitych jajek, a wybór jest naprawdę spory.

Pomieszczenia dla zwierząt zbudowane są w wiejskim stylu. W ich bezpośrednim sąsiedztwie zebrano maszyny i narzędzia używane kiedyś na wsi. Na terenie zwierzyńca działa pole namiotowe, znajdują się dwa ogrodzone domki jednorodzinne i miejsce do biesiadowania.

 

 

TAJEMNICE ALCHEMIKA

Osobom zainteresowanym postacią legendarnego mistrza Jana Twardowskiego oraz wielbicielom dobrej lokalnej kuchni z pewnością spodoba się we wsi Brzeźnik w pobliżu Dobrego. Działa w niej gospodarstwo agroturystyczne „Bania na Mazowszu”. Można tu pokarmić zwierzęta, poznać tajniki sztuczek Twardowskiego, przygotować lemoniadę długowieczności i upiec półksiężyce z ciasta drożdżowego albo ulepić z gliny samego mistrza na jego pięknym kogucie.

Zajęcia w Akademii Umiejętności Mistrza Twardowskiego to przede wszystkim okazja do zabawy i integracji dla dzieci i dorosłych przebywających w gospodarstwie. Największym zainteresowaniem cieszą się warsztaty kulinarne. Przygotowane przez dzieci smakołyki jedzą później wszyscy. Czasem są to drożdżowe ciasteczka z konfiturą, w kształcie księżyca, a innym razem ciasteczka maślane tradycyjnie wyciskane przez maszynkę.

Najlepszym wstępem do zajęć z ceramiki jest wspólna wycieczka do Społecznego Muzeum Konstantego Laszczki w Dobrem. Twórczość tego artysty i jego losy stanowią fantastyczną inspirację dla dzieci i dorosłych. Poza tym w gospodarstwie „Bania na Mazowszu” czeka wiele innych atrakcji. Wspaniałym doświadczeniem dla najmłodszych jest opieka nad kozami, królikami i kurami. Miłośnicy turystyki aktywnej mogą skorzystać z oferty kilku lokalnych organizatorów spływów kajakowych doliną Liwca. Przy okazji takiej wycieczki warto wybrać się na piknik na Sowią Górę, skąd rozpościera się najpiękniejszy widok na rzekę.

 

Nieporęt usytuowany jest nad utworzonym w 1963 r. Zalewem Zegrzyńskim

© URZĄD GMINY NIEPORĘT

ŚWIDERMAJER I SOSNOWE LASY

Po krótkiej podróży koleją z Warszawy dociera się do miejscowości, które przed laty pełniły funkcję letniska dla mieszkańców stolicy chcących uciec od zgiełku dużego miasta. Chociaż dziś nie odgrywają już takiej roli, nadal zachwycają swoim urokiem. Można się w nich przenieść w zupełnie inny świat.

Jednym z takich miejsc jest Otwock, w którym w otoczeniu pięknej przyrody powstawały nie mniej urokliwe wille. Temu przedwojennemu uzdrowisku charakterystyczny rys nadał Michał Elwiro Andriolli (1836–1893). Stworzył on wyjątkowy styl architektoniczny określany dziś nazwą świdermajer, wymyśloną przez Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Sąsiadem Andriollego był Konstanty Moës-Oskragiełło (1850–1910), który jako pierwszy docenił wspaniały sosnowy klimat Otwocka i założył we dworze Bojarów (Bojarowo) zakład jarski, gdzie pod koniec XIX w. leczono wiele schorzeń. W terapiach wykorzystywano ekspozycję na promienie słoneczne, ciepłe i zimne temperatury oraz jarskie diety.

Chociaż miasto straciło swój sanatoryjno-uzdrowiskowy charakter, ze względu na położenie nad malowniczą rzeką Świder wśród sosnowych lasów wciąż stanowi nie lada atrakcję dla mieszkańców Warszawy. Warto wybrać się tutaj na wycieczkę jedną z tras rowerowych wytyczonych w sąsiadującym z Otwockiem Mazowieckim Parku Krajobrazowym, gdzie mieści się ośrodek edukacyjny „Baza Torfy” w Karczewie czy Centrum Edukacji Leśnej w Celestynowie. W samym mieście powstało kilka szlaków turystycznych prowadzących przez dawne letnisko. Podczas wędrówki nimi odkryjemy stylowe pensjonaty i wille, pamiętające lata świetności uzdrowiska. 

Na zainteresowanie zasługują tutejsze imprezy. Do najpopularniejszych z nich należą majowy Festiwal Świdermajer, BIG JUMP organizowany w lipcu na plaży miejskiej nad Świdrem czy wrześniowy Otwock Blues Bazar – wielogodzinny koncert bluesowy z udziałem gwiazd muzyki z całego świata. To podwarszawskie miasto ze względu na działające tu prężnie Otwockie Towarzystwo Bluesa i Ballady przez wiele lat zwane było stolicą bluesa na Mazowszu.

 

DLA WODNIAKÓW I ORNITOLOGÓW

Niespełna 30 km na północ od Warszawy znajduje się największa atrakcja dolnego biegu Bugu i Narwi – Jezioro Zegrzyńskie (Zalew Zegrzyński). Za sprawą sprzyjających warunków naturalnych i stale rozwijającej się bazy turystyczno-sportowej gminy otaczające zbiornik przyciągają nie tylko amatorów sportów wodnych, ale także miłośników przyrody, zwłaszcza ornitologów. W okolicy można wybrać się na bezkrwawe łowy z aparatem fotograficznym, wycieczki szlakami dziedzictwa przyrodniczego, spływy kajakowe miejscami rwącym Bugiem i leniwą Narwią czy wyprawy piesze, rowerowe i konne. Swoje siedliska mają tutaj m.in. rybitwy, łabędzie, perkozy i kormorany. Wokół jeziora wytyczono 12 tras rowerowych o łącznej długości ponad 400 km, prowadzących obok malowniczych zakątków, zabytków architektury oraz rejonów występowania unikatowych gatunków flory i fauny.

Wśród okolicznych gmin wyróżnia się szczególnie Nieporęt. Właściciele jachtów i osoby lubiące odpoczywać w spokoju chętnie odwiedzają Centrum Rekreacji Nieporęt nad Jeziorem Zegrzyńskim. Żeglarze mogą w nim skorzystać z miejsc do cumowania i zaplecza przy nowych pomostach. Poza tym funkcjonują tu wypożyczalnia łódek sportowych i kajaków, szkółka windsurfingowa, park linowy oraz punkty gastronomiczne.

Przy południowym krańcu jeziora, w Nieporęcie, znajduje się tzw. Dzika Plaża – ulubione miejsce turystów i mieszkańców. Kąpielisko i szeroki brzeg, malownicze alejki spacerowe, tereny zielone, plac zabaw dla dzieci i siłownia na świeżym powietrzu oraz drewniane molo przyciągają nie tylko plażowiczów, ale również miłośników aktywnego wypoczynku. Prawie połowę powierzchni gminy (44 proc.) stanowią lasy. Powstały tutaj trzy rezerwaty: Puszcza Słupecka, Łęgi Czarnej Strugi i Wieliszewskie Łęgi. W okolicy zatrzymać się można np. w eleganckich obiektach takich jak Hotel Warszawianka w Jachrance, powstały w pełnej harmonii z przyrodą Hotel Narvil Conference & Spa usytuowany malowniczo nad brzegiem Narwi w Serocku bądź Klub Mila Zegrzynek lub stylowym Pałacu Zegrzyńskim w Zegrzu.

 

Wydanie Wiosna 2018

Artykuły wybrane losowo

Indie, jakich jeszcze nie znacie

Hampi Karnataka 1

Ruiny stolicy Imperium Widźajanagaru w wiosce Hampi w Karnatace

© MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF INDIA/INDIA TOURISM FRANKFURT

 

ANNA MOLĘDA-KOMPOLT

 

Indii nie sposób ogarnąć umysłem, nie da się ich opisać tak po prostu i nie łatwo też je zrozumieć. Niezwykłe bogactwo sąsiaduje tu ze skrajną biedą, kilkunastomilionowe miasta stanowią jaskrawy kontrast dla nieskończonych przestrzeni wokół uśpionych wiosek, a zestawienie zapierających dech w piersiach szczytów Himalajów położonych na północy ze słonecznymi i piaszczystymi tropikalnymi plażami południa wydaje się abstrakcją. W powszechnej świadomości ten kraj kojarzy się na ogół z ubóstwem, Mahatmą Gandhim, świętymi krowami, zaklinaczami węży i dziwnie wyglądającymi joginami, ale to tylko część prawdy o nim. W rzeczywistości każdy znajdzie tutaj coś dla ciała i dla ducha.

 

Indie często budzą skrajne emocje i nigdy nie pozostawiają obojętnym. To kraj pełen tajemnic, kontrastów i zagadek. Rozwinęła się tu jedna z najstarszych kultur na świecie. Dzisiejsze Indie są prawdziwą mozaiką kulturową, o czym świadczą zabytki różnych epok, rozmaite rodzaje tańców i muzyki oraz charakterystyczne dla regionów zwyczaje. Jednak żeby się o tym przekonać, trzeba odwiedzić ten olbrzymi kraj i poznać go samemu. Niektórzy mówią, że można go albo pokochać, albo znienawidzić. Polecam otworzyć się na nowe doznania i dać się oszołomić feerią barw, dźwięków, zapachów i różnorodnością tej wyjątkowej krainy.

 

Republika Indii leży w Azji Południowej i zajmuje większość subkontynentu indyjskiego (niemal 3,3 mln km²). Jej północną granicę wyznaczają łańcuchy górskie – Karakorum i Himalaje. Najwyższym szczytem jest Kanczendzonga (8586 m n.p.m.), czyli trzeci najwyższy ośmiotysięcznik na świecie. Dalej na południe rozciąga się Nizina Hindustańska, na którą składa się pustynia Thar oraz niziny: Indusu, Gangesu i Brahmaputry wraz z deltą Gangesu i Brahmaputry. Niemal cały Półwysep Indyjski zajmuje wyżyna Dekan. Większość terytorium Indii leży w strefie klimatu zwrotnikowego monsunowego. W zachodnim rejonie Niziny Hindustańskiej występuje klimat zwrotnikowy suchy, a w Himalajach i Karakorum – podzwrotnikowy górski, chłodny. Zimy w kraju są łagodne, zwłaszcza w regionach południowych. W marcu, kwietniu i maju panują największe upały. Przed wyjazdem warto sprawdzić, czy nie zaskoczy nas pora deszczowa (od czerwca do września). Mnie za pierwszym razem spotkała właśnie taka niespodzianka.

 

KULTUROWA MIESZANKA

 

Indie to drugi pod względem liczby ludności kraj świata. Dziś mają ponad 1,3 mld mieszkańców. Każdego roku rodzi się tu niemal 26 mln dzieci. Większość ludzi zamieszkuje dolinę Gangesu i Nizinę Hindustańską. Indie są bardzo zróżnicowane etnicznie – o podziale na poszczególne grupy decyduje zwykle język. Ok. 54 proc. ludności kraju posługuje się hindi. Poza tym żyją tutaj jeszcze m.in. Bengalczycy, Telugowie, Marathowie, Tamilowie, Kannadowie, Gudźaratowie czy Keralczycy. Obowiązującym w państwie ustrojem jest republika związkowa. Kraj dzieli się na 29 stanów i 7 terytoriów (w tym jedno stołeczne). Panuje w nim system kastowy, który z góry określa przynależność osób do konkretnej grupy.

 

Większość mieszkańców Indii wyznaje hinduizm (ok. 80 proc.). Stanowi on właściwie zbiór różnych wierzeń. Niektórzy twierdzą, że istnieje aż 330 mln hinduistycznych bogów i bóstw. Korzenie hinduizmu sięgają rozwoju kultury Ariów, którzy z Azji Środkowej zawędrowali na terytorium dzisiejszego kraju. Tekstami sakralnymi hinduistów są Wedy (z sanskrytu „wiedza”). Jedną z nich jest Rygweda – sanhita (czyli zbiór) składająca się z 1028 hymnów zgromadzonych w 10 kręgach (mandala). Uchodzi ona za najstarszy zabytek literatury indoaryjskiej.

 

W Indiach funkcjonuje ponad 1700 języków i dialektów. Status oficjalnych dla całego kraju mają hindi i angielski. Poza tym uznaje się jeszcze 21 języków regionalnych, które pełnią funkcję urzędowych w poszczególnych stanach. Co ciekawe, konstytucja z 1950 r. zakładała wycofanie angielskiego z użytku i zastąpienie go hindi, tak się jednak nie stało. Obecnie większość mieszkańców północnych regionów jest dwu-, trzy-, a nawet czterojęzyczna.

 

Najpopularniejszy wśród turystów rejon Indii stanowi tzw. Złoty Trójkąt. Jego wierzchołki wyznacza Delhi oraz miasta: Agra z mauzoleum Tadź Mahal (jeden z 7 Nowych Cudów Świata) i Dźajpur (stolica Radżastanu, zwana też Różowym Miastem). Oprócz tego z pewnością warto zobaczyć m.in. ruiny w Hampi w stanie Karnataka, tamilskie świątynie Ćennaju (Madrasu) i Maduraju w Tamilnadu, zabytkowy zespół sakralny w Kadźuraho oraz Waranasi – miasto położone nad świętym Gangesem, do którego pielgrzymują miliony Hindusów. Ja jednak chciałabym polecić wycieczkę na ciekawe i barwne południe kraju.

 

MAGICZNE POŁUDNIE

 

Wszystkie stany Indii Południowych, tj. Karnataka, Tamilnadu, Kerala, Telangana i Andhra Pradeś, oraz terytoria Puduććeri, Lakszadiwy i Andamany i Nikobary rozciągają się wzdłuż tropikalnej strefy zwrotnika Raka. Takimi warunkami klimatycznymi można z pewnością wytłumaczyć niespieszne tempo życia w regionie, którego znakiem rozpoznawczym są strzeliste budowle sakralne, barwne przedstawienia taneczne, smukłe palmy i osiodłane słonie. W tutejszym krajobrazie dominują przede wszystkim rozległe równiny Dekanu, bujne lasy deszczowe Ghatów i długie wybrzeże. Lokalne świątynie atakują zmysły rozmaitością kształtów i kolorów. Każde przedstawienie bóstwa jest jaskrawo pomalowane, a strome dachy budowli zadziwiają ilością zdobień. Co ciekawe, na południu Indii dzięki jezuickiemu misjonarzowi św. Franciszkowi Ksaweremu (1506–1552), który w XVI w. opiekował się tu sporą społecznością chrześcijańską (m.in. kolonistami z Portugalii czy ludem Parava z terenu obecnego stanu Tamilnadu), przetrwało wiele kościołów.

 

W tym regionie kraju uprawia się głównie ryż. Podaje się go często na liściach bananowca – w tej wersji smakuje wykwintnie i jest specjalnością lokalnej kuchni. Zamiast typowego w Indiach napoju na bazie herbaty zwanego masala ćaj serwuje się tutaj zwykle wyśmienitą słodką kawę z delikatną pianką.

 

Większość języków używanych na południu wywodzi się z rodziny drawidyjskiej (np. telugu, kannada, tamilski i malajalam). Na szczęście niemal wszędzie można się porozumieć po angielsku.

 

Ten region Indii zachował nadal swój dawny urok, chociaż coraz śmielej wkraczają do niego nowoczesne technologie i przemysł komputerowy. Bengaluru, stolica stanu Karnataka, trzecie co do liczby ludności miasto w kraju (ponad 8,5-milionowe), nazywane bywa indyjską Doliną Krzemową. Tu powstał np. serwis Google Finance. Jednocześnie Ćennaj (stolica Tamilnadu) wciąż kultywuje swoje najlepsze tradycje muzyczne i taneczne. Kerala słynie ze słoni, ajurwedy i specyficznego rodzaju sztuk walki (kalarippayattu). Uchodzący za bramę południowych Indii Hajdarabad (stolica stanu Telangana) ze względu na kunszt miejscowych rzemieślników i zachwycający fort Golkonda zyskał sławę już za czasów Marca Pola (1254–1324). Opuszczone kamienne miasto w Hampi w Karnatace zachwyca ogromną, 49-metrową świątynią Wirupakszy poświęconą bogu Śiwie.

 

BAŚNIOWA KARNATAKA

 

Jog Falls

Wodospad Dźog stanowi jedną z naturalnych atrakcji stanu Karnataka

© MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF INDIA/KARNATAKA TOURISM

 

Ten stan cieszy się dużym zainteresowaniem wśród turystów dzięki długiej i bogatej historii oraz zróżnicowanym krajobrazom. Karnataka zajmuje trzecie miejsce wśród najbardziej popularnych celów podróży w Indiach i drugie pod względem liczby zabytków (ponad 500!), które znajdują się pod ochroną władz centralnych (zaraz po stanie Uttar Pradeś). W jej granicach leżą obszary o różnym charakterze. Nadbrzeżny rejon zwany Kanara lub Karawali, sąsiadujący na zachodzie z Morzem Arabskim, a na wschodzie z wilgotnymi zboczami Ghatów Zachodnich, porasta tropikalny las złożony m.in. z wysmukłych palm, teków, bambusów i palisandrów indyjskich (drzew różanych). Góry chronią przed chmurami monsunowymi wyżynę Dekan położoną na średniej wysokości od 600 do 900 m n.p.m., która na wschodzie pokryta jest ciemnymi i jałowymi glebami wulkanicznymi. Jej granice wyznaczają Ghaty Zachodnie i Wschodnie (najwyższe ich szczyty to odpowiednio Anaj Mudi lub Anamudi w Kerali, 2695 m n.p.m., i Arma Konda lub Sitamma Konda w Andhra Pradeś, 1680 m n.p.m.). To drugie pasmo biegnie wzdłuż wybrzeża, w większości już poza granicami Karnataki. Na południowym zachodzie rozciągają się wzgórza i doliny dystryktu Kodagu, a wśród bujnej roślinności na południu można spotkać słonie indyjskie, tygrysy bengalskie, lamparty, gaury i sambary jednobarwne. Często odwiedzanym miejscem jest 253-metrowy wodospad Dźog na rzece Śarawati (dystrykt Śiwamogga). Ten stan Indii najlepiej odwiedzić w okresie od października do marca.

 

W Karnatace żyje blisko 65 mln ludzi. Jej mieszkańcy tworzą ciekawą mozaikę kulturową. Na północy osiedlili się przede wszystkim lingajaci – przedstawiciele ruchu religijnego założonego przez hinduskiego filozofa i poetę Basawannę (Basawę) w XII w. W południowym rejonie, należącym kiedyś do Królestwa Majsuru (Mysuru), przeważa bogata społeczność rolnicza Wokkaligów. Wybrzeże zamieszkują rybacy – potomkowie kupców, którzy prowadzili handel z Mezopotamią, Persją i Grecją. W portowym mieście Mangaluru widać też wpływy portugalskie. Adiwasi żyją przede wszystkim na północy i zachodzie, a grupy etniczne Kodawa i Kodagu Gowda – w dystrykcie Kodagu. W Karnatace używa się języka kannada, w którym powstały klasyczne utwory poetyckie i prozatorskie. O jego korzeniach świadczą chociażby inskrypcje z V w. i poradnik dla piszących Kawiradżamarga z IX w.

 

Istnieje prawdziwa przepaść między światem kosmopolitycznej i nowoczesnej stolicy stanu, Bengaluru, i stylem życia jej mieszkańców a codzienną rzeczywistością obszarów rolnych, wiosek i małych miasteczek. Główna metropolia Karnataki została założona w 1537 r. przez wodza Kempe Gowdę I (1510–1569). To piąta pod względem liczby ludności największa indyjska aglomeracja, w której mieszka ok. 9 mln ludzi. Dzięki położeniu na płaskowyżu Majsuru panuje tu bardziej umiarkowany klimat w porównaniu z innymi miastami południa kraju. Stolica Karnataki słynie ze swoich pięknych ogrodów botanicznych Lalbagh, które zajmują niemal 100 ha. Można w nich podziwiać prawie 1900 gatunków roślin tropikalnych i subtropikalnych, także rzadkie okazy pochodzące z Iranu, Afganistanu i Europy. Warto pamiętać, że w styczniu i sierpniu organizowane są tu bardzo efektowne wystawy kwiatów. Poza tym polecam zwiedzić drewniany pałac letni sułtana Tipu (znanego jako Tygrys Majsuru), pięknie ozdobiony rzeźbionymi łukami i balkonami. W jego pobliżu znajduje się twierdza wzniesiona w 1761 r. na miejscu starego fortu Kempe Gowdy I. Po drodze warto również zatrzymać się przy Pałacu Bengaluru i hinduistycznej świątyni, w której czci się Krysznę. Od kilkunastu lat stolica Karnataki, jak już wspomniałam, uchodzi za międzynarodowe centrum sektora informatycznego. To równocześnie najbardziej nowoczesne miasto indyjskie, co przekłada się na wysokie zarobki i zarazem wysoki koszt życia.

 

Na południowy zachód od Bengaluru leży bajkowe miasto Majsuru.Byłoononiegdyśstolicą królestwa o tej samej nazwie (od 1399 do 1950 r.), a dzisiajstanowi kulturalny ośrodek Karnataki. Słynie przede wszystkim z pięknego Lalitha Mahal, jedwabnych turbanów, wyrobów z drzewa sandałowego i sari. W 2010 r. Majsuru zostało wybrane drugim najczystszym miastem w Indiach (po Czandigarh). Wspomniany pałac maharadży (Lalitha Mahal), władcy z dynastii Wadijar, wzniesiono za ogromne pieniądze w 1921 r. według projektu brytyjskiego. Najlepszy moment na zwiedzanie okolicy stanowi zazwyczaj październik, kiedy odbywa się 10-dniowy festiwal Dasara (nazywany także Nawaratri), albo przełom października i listopada, gdy obchodzi się święto światła Diwali (Dipawali). W czasie tego ostatniego w uroczystej procesji, której przewodzi maharadża, oprócz ludzi uczestniczą słonie i konie. Wszędzie jest pełno kwiatów, wokół unosi się zapach kadzideł. Warto wziąć udział w tym niesamowitym wydarzeniu.

 

Koniecznie trzeba też odwiedzić małą magiczną wioskę Hampipołożonąna głębokiej prowincji. Kilkaset lat temu w tym miejscu biło serce Imperium Widźajanagaru (istniejącego w latach 1336–1646), jednego z najpotężniejszych w tej części świata. Tutejsi władcy uchodzili za wyjątkowo oświeconych. Wspierali rozwój sztuki, nauki, literatury, religii hinduistycznej i architektury. Pomiędzy zachowanymi zabytkami dawnej stolicy państwa – Widźajanagaru (w tłumaczeniu Miasta Zwycięstwa) – najlepiej przemieszczać się na rowerze, ponieważ odległości są spore, a droga nie zawsze bywa idealna. Trasa prowadzi przez plantacje bananowców, w pobliżu zielonej dżungli. Miasto otoczone było murem. Historycy podzielili umownie ten obszar na centrum święte i królewskie. O czasach swojej świetności wciąż przypomina Świątynia Kryszny, ogromna Świątynia Wirupakszy (w centrum ośrodka) poświęcona bogu Śiwie, Lotus Mahal, stajnie dla słoni i Świątynia Witthali (Withoby). Można tu spędzić kilka tygodni i wciąż nie zobaczyć wszystkiego. Imponujące ruiny w Hampi znajdują się od 1986 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Mieszkańcy wioski każdego ranka zbierają się na ghatach (kamiennych schodach) przy rzece Tungabhadra, aby się wykąpać, zrobić pranie, porozmawiać z sąsiadami czy umyć słonia bogini Lakszmi, który trzymany jest w świątyni. Wieczorem odprawiają rytuały i składają ofiary bogom. Tutaj wciąż można poczuć atmosferę dawnego Imperium Widźajanagaru.

 

Wartą odwiedzenia kolebkę hinduskiej architektury sakralnej stanowi miejscowość Ajhole, która leży ponad 130 km na północny zachód od Hampi. W V–VIII w. była to siedziba dynastii Ćalukjów. Znajduje się tu zespół świątyń hinduistycznych. Najstarsza jest Lad Khan z V stulecia wzniesiona na planie kwadratu. Poza tym na uwagę zasługuje świątynia bogini Durgi, powstała prawdopodobnie pod koniec VII w., wzorowana na buddyjskiej ćajtji, czy VII-wieczny kompleks Huczimalli. Kolejne miejsce wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO stanowi Pattadakal(położony ok. 10 km na południowy zachód od Ajhole) z wielkimi budowlami sakralnymi (9 świątyniami hinduistycznymi i 1 dźinijską). Ponad 20 km stąd znajduje się Badami z grotami świątynnymi i dawnym fortem.

 

WZGÓRZA KERALI

 

Już w czasach starożytnych Kerala słynęła z urodzajnej ziemi, bogatej kultury i barwnych tradycji. Jedna z legend mówi, że region ten powstał, kiedy Paraśurama, wcielenie Wisznu, wrzucił swój topór wojenny do Morza Arabskiego. Stan leży na południowym zachodzie Indii. Od zachodu oblewa go Morze Arabskie i Lakkadiwskie. Od wschodu i południa Kerala graniczy z rozległym terytorium Tamilnadu, które rozciąga się po Zatokę Bengalską. Regionalnym językiem urzędowym Keralczyków jest malajalam, mający własne pismo.

 

To jeden z najbardziej atrakcyjnych regionów Indii. Najciekawsze miejsca leżą wśród zboczy Wzgórz Kardamonowych, na Wybrzeżu Malabarskim czy w okolicy licznych rzek. Plantacje teków, pieprzu i kauczukowców są zawsze zielone dzięki monsunom wiejącym dwa razy w roku. W krajobrazie dominują palmy kokosowe, a wzniesienia Ghatów Zachodnich pokrywają uprawy kawy. Herbata rośnie w nieco wyższych partiach, a drzewa kauczukowe – na południowych obszarach. Żyzna gleba tego regionu pozwala również na zbiory ryżu dwa, a nawet trzy razy w roku oraz uprawianie nerkowców i kardamonu.

 

O Kerali mówi się, że przy tworzeniu świata Bóg zachował ten cudowny zakątek dla siebie. Nic więc dziwnego, że stała się ona kolebką starożytnej indyjskiej medycyny – ajurwedy, czyli w tłumaczeniu „wiedzy o życiu”. Naturalne bogactwo ziół i roślin leczniczych oraz umiarkowany i wilgotny klimat sprawiają, że jest to najlepsze miejsce do przeprowadzania zabiegów i masaży oraz zgłębiania tajników tego rodzaju leczenia. Z pewnością warto poddać się takiej odnowie w jednym z wielu tutejszych ośrodków.

 

Do dziś mieszkańcy Kerali stosują zasady ajurwedy, ponieważ przekazuje się je z pokolenia na pokolenie. Ta staroindyjska medycyna zachowała tu swoją najczystszą postać, najbliższą tej sprzed tysięcy lat. Warto podkreślić, że w porównaniu z Hindusami z innych regionów Keralczycy cieszą się najdłuższym i najzdrowszym życiem, a umieralność niemowląt i dzieci jest wśród nich najniższa w kraju. Ten stan stanowi idealne miejsce na błogi wypoczynek urozmaicony dobroczynną kuracją ajurwedyjską.

 

Turystów do Kerali przyciągają przepiękne krajobrazy, laguny, jeziora, plaże, a przede wszystkim słynne rozlewiska położone wzdłuż Wybrzeża Malabarskiego (backwaters). Przyjezdni przeprawiają się tu wąskimi kanałami i szerokimi jeziorami, które miejscowi pokonują codziennie w drodze do pracy. Okolica jest spokojna i malownicza. Polecam wybrać się w rejs tradycyjną łodzią kettuvallam po zielonych wodach między miastami Kollam a Alappuzha. Taka wycieczka może trwać nawet do 8 godz.

 

W głębi lądu, za gwarnym miasteczkiem Kottajamdrogi zaczynająsię wznosić w kierunku Ghatów Zachodnich, skąd pod koniec grudnia i na początku stycznia ogromne grupy wyznawców Ajjappana wyruszają na pieszą pielgrzymkę do świątyni w hinduistycznym kompleksie Sabarimala. Bóstwo to jest bardzo popularne na terenie Indii Południowych. Wyznające je osoby noszą czarne lub niebieskie ubrania i koraliki tulasi wokół szyi.

 

W Kerali koniecznie trzeba zatrzymać się w mieście Koczin, leżącym w środkowej części stanu i nazywanym Królową Morza Arabskiego. Już ok. 2 tys. lat temu kupcy greccy, rzymscy, żydowscy, arabscy i chińscy przybywali tutaj po przyprawy, takie jak kardamon, cynamon czy pieprz, oraz drzewo sandałowe. Koczin nadal pełni funkcję ważnego portu dla handlujących przyprawami, a lokalne magazyny są zawsze pełne życia. W wolnym czasie warto wybrać się na spacer po portowym nabrzeżu. Choć w jego okolicy nie przetrwało zbyt wiele śladów po kupcach arabskich lub chińskich, to o Portugalczykach, Holendrach i Brytyjczykach przypominają stare kościoły i inne budowle. Ciekawym obiektem w tym klimatycznym mieście jest Pałac Mattancherry, który został wzniesiony przez Portugalczyków ok. 1555 r. dla władcy Królestwa Koczinu, a odnowiony i rozbudowany przez Holendrów w 1663 r., przez co nazywa się go też Pałacem Holenderskim. Warto także zwiedzić rejon zwany Fortem Koczin z Kościołem św. Franciszka, najstarszą chrześcijańską świątynią zbudowaną w Indiach przez Europejczyków. Pierwotną drewnianą budowlę przekształcono w 1503 r. w murowaną. W tym miejscu w 1524 r. pochowany został słynny portugalski odkrywca Vasco da Gama, a jego grób zachował się do dziś. Jednak w 1539 r. szczątki żeglarza przewieziono do Portugalii.W granicach Fortu Koczin znajduje się również XVI-wieczna katolicka Bazylika św. Krzyża (Santa Cruz Cathedral Basilica). Stąd niedaleko już do dzielnicy żydowskiej z Synagogą Paradesi z 1568 r.

 

Środkowa i północna część Kerali zachwycają malowniczymi budowlami. W mieście Triśur można zwiedzić świątynię Wadakkunnathan, która według legendy została założona przez Paraśuramę i jest jedną z najważniejszych w tym stanie. Na uwagę zasługuje działające w niej niewielkie muzeum archeologiczne z ciekawymi zbiorami sztuki sakralnej. Za najświętsze miejsce w Kerali uchodzi Świątynia Kryszny w mieście Guruwajur (ok. 30 km od Triśuru). Warto pamiętać, że wstęp do większości keralskich kompleksów sakralnych mają tylko wyznawcy hinduizmu.

 

Na wypoczynek nad brzegiem Morza Arabskiego najlepiej udać się do stolicy stanu – Tiruwanantapuram (Triwandrum). Złote plaże tego miasta, z najsłynniejszą Kowalam, są oblegane przez zagranicznych turystów. Mahatma Gandhi (1869–1948) nazwał Tiruwanantapuram Wiecznie Zielonym Miastem Indii. Tutaj też uroczyście obchodzi się najważniejsze święta narodowe. Kerala szczyci się także niezmiernie bogatymi tradycjami teatralnymi i tanecznymi, które mają swoje korzenie w obrzędach i ceremoniach religijnych. Na przedstawienie dramatyczne katakali warto przybyć nieco wcześniej, żeby zobaczyć, jak artyści przygotowują się do roli. Jaskrawy makijaż, maski i zdobione kostiumy ważące nawet kilkadziesiąt kilogramów robią niezwykłe wrażenie.

 

Kerala to magiczny region, pachnący przyprawami, szczególnie kardamonem, wanilią i cynamonem. Oszałamiającą przyrodę tego stanu można podziwiać w Parku Narodowym Perijar, który przez wiele osób uważany jest za najpiękniejszy w całych Indiach. Jego główną atrakcję stanowią dość duże populacje słoni indyjskich i tygrysów bengalskich. Poza tym występuje tu mnóstwo innych zwierząt żyjących w tej części kraju, choćby białe tygrysy, gaury czy lutungi nilgiryjskie z rodziny koczkodanowatych.

 

SACRUM TAMILNADU

 

house boat 416

Malowniczy rejs tradycyjną łodzią kettuvallam po keralskich rozlewiskach

© DEPARTMENT OF TOURISM, GOVERNMENT OF KERALA

 

Wspaniała architektura sakralna to tylko jeden ze skarbów Tamilnadu rozciągającego się od piaszczystych wydm na wschodnim wybrzeżu po chłodne pasmo górskie Nilgiri na zachodzie. Typowymi elementami współczesnej kultury tamilskiej są przede wszystkim wyrazista kuchnia, upodobanie do kolorów, charakterystyczna muzyka i wyborna kawa. Na każdym kroku spotyka się tu jaskrawe plakaty z roztańczonymi aktorami i aktorkami, a w powietrzu czuć aromat palonych ziaren. Tamilowie uważają się za potomków Drawidów, którzy zamieszkiwali Półwysep Indyjski przed przybyciem Ariów i stworzyli własną cywilizację. Literatura tamilska (jedna z literatur narodowych Indii) zaczęła się rozwijać już w I w. p.n.e.

 

Najlepszą bazą wypadową do zwiedzania regionu jest stolica stanu – Ćennaj (do 1996 r. pod nazwą Madras). Miasto powstało w 1639 r. jako brytyjskie centrum handlu. Dziś pełni funkcję ważnego ośrodka przemysłowego, handlowego, kulturalnego i naukowego. Warto zobaczyć tu świątynię Kapaliśwarar wzniesioną ok. VII w., katolicką Bazylikę św. Tomasza, Fort św. Jerzego z 1644 r. i Górę św. Tomasza z Kościołem Matki Boskiej Oczekującej z 1523 r., z której roztacza się malowniczy widok na okolicę. W Ćennaju polecam też obejrzeć pokaz współczesnej wersji jednego z najstarszych tańców Azji Południowej bharatanatjam. W pobliżu miasta uprawia się już od ok. 380 lat odmianę herbaty indyjskiej o dosyć ostrym i wyrazistym smaku (Madras).

 

Jak już wspomniałam, wśród największych atrakcji Tamilnadu znajdują się świątynie. Ich zwiedzanie najlepiej rozpocząć w miejscowości Mahabalipuram (Mamallapuram, ponad 50 km na południe od Ćennaju), niegdyś głównym porcie Pallawów (dynastii drawidyjskiej). Zachowały się tutaj jedne ze starszych wykutych w skale zabytków Indii Południowych (pochodzące z VII i VIII w.). Na uwagę zasługują groty świątynne, rathy (konstrukcje w formie wieży bądź wozu) i sanktuaria, a także mnóstwo pięknych rzeźbień. Poza tym w Mahabalipuramie znajduje się złocista piaszczysta plaża. Oprócz tego w grudniu i styczniu odbywa się tu widowiskowy festiwal tańca (Mamallapuram Dance Festival). To niezmiernie urokliwe miejsce, umieszczone w 1984 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, z pewnością warto odwiedzić.

 

Z cennych zabytków architektury sakralnej słyną również Kańćipuram, Tiruwannamalaj, Ćidambaram, Tańdźawur, Tiruwarur, Śrirangam i Maduraj. Choć każde z tych miast ma własny charakter, to pod pewnymi względami są do siebie podobne. Procesje ku czci bogów i bogiń odbywają się tu przy akompaniamencie głośnych orkiestr, a zniewalające aromaty kadzideł i jaśminu oraz ozdabiające niemal wszystko kwiatowe girlandy tworzą atmosferę świętości. W Maduraju znajduje się słynna Świątynia Minakszi – kompleks poświęcony bogini Parwati i jej małżonkowi Śiwie. Miasto to było stolicą drawidyjskiej dynastii Pandjów w VI–IX w. oraz w XIII i XIV stuleciu. Niezwykłe wrażenie wywołują gopury (bramy w kształcie wysokiej wieży) z jaskrawymi rzeźbami, a także przepięknie zdobiona Mandapa Tysiąca Kolumn. Świątynia Minakszi należy do najważniejszych ośrodków kultu w całym Tamilnadu. Według tradycji śaktyzmu uważana jest za jedno z tzw. miejsc mocy. Podczas pobytu na terenie świątynnym rzeczywiście można poczuć niesamowitą energię.

 

Jeden z najświętszych obiektów w Indiach stanowi świątynia Ramanathaswamy położona na wyspie Pamban, nazywanej też Rameśwaram (ok. 150 km na południowy wschód od Maduraju). Zgodnie z legendą założył ją Rama (wcielenie boga Wisznu) po powrocie ze Sri Lanki. Niestety, w grudniu 1964 r. cyklon zniszczył w dużym stopniu zarówno budowlę, jak i pobliskie miasto Rameśwaram. Na najdalej wysuniętym na południe krańcu Indii leży z kolei Kanjakumari (dawniej Przylądek Komoryn) przyciągające pielgrzymów czczących boginię Kumari. Warto pamiętać, że w dniu pełni księżyca w miesiącu ćajtra według kalendarza indyjskiego (co wypada w marcu lub kwietniu) można w nim obserwować wschodzący księżyc i zachodzące słońce w tym samym czasie. Miejscowość znajduje się na przylądku Komoryn, w okolicy którego, jak się przyjmuje, Morze Arabskie spotyka się z Lakkadiwskim i Zatoką Bengalską, co może być dodatkową atrakcją dla osób zwiedzających zabytki sakralne Tamilnadu.

 

Warto jeszcze wspomnieć o mieście Tiruwannamalaj (ok. 185 km na południowy zachód od Ćennaju). Tutejszy ogromny zespół świątynny zajmuje powierzchnię 10 ha i zachwyca czterema gopurami wzniesionymi w okresie potęgi Imperium Widźajanagaru (XIV–XVII w.).

 

Świątynie w Tamilnadu są imponujące i zadziwiają swoją wielkością i architekturą. Warto zatrzymać się w tym stanie na dłużej, aby spróbować wczuć się w panującą wokół nich atmosferę. Podczas takiej wyprawy zawsze można na chwilę zboczyć z drogi i zajrzeć do nadmorskich enklaw, górskich kurortów czy rezerwatów przyrody.

 

IMG 8160

Zabytkowy zespół świątyń w Mahabalipuramie nad brzegiem Zatoki Bengalskiej

© MINISTRY OF TOURISM, GOVERNMENT OF INDIA/TAMIL NADU TOURISM

 

 

„Sisi tuna enda Uganda”, czyli jedziemy do Ugandy!

ROBERT GONDEK „GERBER“

www.stronagerbera.pl

<< Tajemnicza i dla wielu egzotyczna Uganda nie należy jak na razie do najpopularniejszych kierunków turystycznych na Czarnym Lądzie. Swoim gościom ma jednak niezmiernie wiele do zaoferowania i pod względem atrakcji nie ustępuje słynniejszym sąsiadom – Kenii czy Tanzanii. Niestabilna sytuacja w tym wschodnioafrykańskim kraju przez wiele lat skutecznie odstraszała turystów. Dziś prowadzone przez ugandyjskie władze statystyki pokazują, że od 2006 do 2010 r. liczba odwiedzających 10 tutejszych parków narodowych (m.in. Park Narodowy Królowej Elżbiety – Queen Elizabeth National Park, Nieprzenikniony Park Narodowy Bwindi – Bwindi Impenetrable National Park, Park Narodowy Doliny Kidepo – Kidepo Valley National Park, czy Park Narodowy Kibale – Kibale National Park) zwiększyła się wyraźnie – ze 109 tys. do 190 tys. osób. Miejscowa przyroda przyciąga przede wszystkim bogactwem dzikiej fauny – zobaczymy tu np. szympansy i bardzo rzadkie goryle górskie. Oprócz tego warto polecić także wędrówkę po masywie Rwenzori (Rwenzori Mountains), rafting po burzliwych wodach Nilu Wiktorii w Parku Narodowym Wodospadów Murchisona (Murchison Falls National Park) oraz wyprawę nad największe w Afryce Jezioro Wiktorii. >>

Więcej…

Cała prawda o Jamajce

PRZEMYSŁAW BOCZARSKI

<< Jamajka jest niewielką wyspą pośrodku Morza Karaibskiego, która uzyskała niepodległość zaledwie 56 lat temu – 6 sierpnia 1962 r. W ciągu tego czasu nie rozwinęła się znacząco gospodarczo ani kulturalnie. Szczerze mówiąc, nie dzieje się tu za wiele. Mimo to Jamajczycy uważają siebie za naród wybrany, a swoją ojczyznę za centrum wydarzeń kulturalnych i kraj kreujący trendy. >>

 

Zjeżdżalnia wodna w kompleksie na Mystic Mountain w Ocho Rios

© JAMAICA TOURIST BOARD

 

Jamajka to jedna z mniej znanych Polakom wysp Karaibów. Chociaż znajduje się w samym centrum archipelagu Wielkich Antyli, a z wielu europejskich miast regularnie kursują na nią samoloty, wciąż wydaje się mało dostępna i położona trochę za daleko. Faktem jest, że urlop w tym kraju kosztuje nieco więcej niż w przypadku popularnych wśród polskich turystów Dominikany czy Kuby. Trudniej także dolecieć z Polski na wyspę poza sezonem zimowym, w którym funkcjonuje bezpośrednie połączenie czarterowe z Warszawy. Poza tym okresem zazwyczaj Polacy muszą przesiadać się na jednym z lotnisk europejskich, co wiąże się – oczywiście – z wydłużonym czasem podróży.

Na niekorzyść Jamajki działa też ciągnąca się za nią opinia miejsca niezbyt bezpiecznego. Sytuacji nie poprawia fakt wprowadzenia w styczniu 2018 r. stanu wyjątkowego w Montego Bay. Został on ogłoszony z powodu wzrostu przestępczości w tej turystycznej stolicy wyspy. Mimo iż w praktyce sprowadza się głównie do rewidowania samochodów wjeżdżających i opuszczających miasto, co nie jest zbyt uciążliwe i nie wpływa w żaden znaczący sposób na życie mieszkańców czy turystów, widok żołnierzy uzbrojonych w karabiny M16 wywołuje uczucie niepewności i wzbudza ciekawość. Oczywiście, pojawienie się w Montego Bay dodatkowych patroli komentują wszystkie media i użytkownicy na portalach dla podróżników. Jednak choć w mieście odnotowano wzrost przestępczości, turyści nie mają się czego obawiać. Wyspa żyje z turystyki, z czego doskonale zdaje sobie sprawę większość Jamajczyków, którzy starają się nie niepokoić niepotrzebnie przyjezdnych.

 

NA MIEJSCU

Mimo iż Jamajkę uważa się za dość niebezpieczne miejsce, prawda wygląda nieco inaczej. Mieszkam tutaj od 11 lat i chociaż to kraj trzeciego świata, większość przewodników turystycznych wyolbrzymia zagrożenie. Wyspa jest zupełnie inna niż zazwyczaj myślą odwiedzający ją po raz pierwszy turyści. Jamajka zachwyca kolorami, ale również zaskakuje kontrastami i absurdami, które dostrzec można w każdym aspekcie życia Jamajczyków już kilka chwil po przylocie.

Moje pierwsze wspomnienia z tego kraju sięgają 2006 r., kiedy przyjechałem tu do pracy jako przewodnik. Najpierw spadł na mnie lejący się z nieba żar – ten gorący klimat od dawna przyciąga podróżników z całego świata. Potem przyszło nieprzyjemne uczucie zimna panującego w klimatyzowanych pomieszczeniach. Jamajczycy mają w zwyczaju ustawiać klimatyzatory na najniższą temperaturę, co stwarza wręcz komiczny kontrast między chłodem wewnątrz a upałem na zewnątrz. Turyści nie do końca są zadowoleni z takiego stanu rzeczy. Niskie temperatury utrzymuje się nie tylko w hotelach, lecz także w autokarach. Miejscowi korzystają z dobrodziejstw klimatyzacji, ile mogą.

 

ROZMOWY JAMAJCZYKÓW

Do zderzenia z obcą kulturą dochodzi np. przy próbach komunikowania się, ponieważ na wyspie angielski wcale nie jest powszechnie używany. Mimo iż pełni funkcję języka urzędowego, między sobą Jamajczycy zwykle porozumiewają się w patois (jamajskim kreolskim), który powstał na bazie angielskiego z wpływami języków afrykańskich, jakimi posługiwali się niewolnicy sprowadzeni z Afryki do pracy na plantacjach. Podczas pobytu za granicą często za trudności w nawiązaniu rozmowy z miejscowymi obwiniamy siebie, a to ze względu na nasze niedostateczne umiejętności językowe. Warto więc zdawać sobie sprawę, że na Jamajce możemy znaleźć się raczej w odwrotnej sytuacji. Nie wszyscy Jamajczycy potrafią mówić poprawnie po angielsku i nie zawsze rozumieją wypowiedzi w tym języku. Większość z nich wplata w rozmowie słowa pochodzące z patois, co skutkuje tym, że komunikacja bywa bardzo często utrudniona. W rzeczywistości rzadko można spotkać miejscowych, którzy rozmawiają ze sobą na co dzień w języku angielskim, ponieważ się z nim nie identyfikują. To patois odgrywa rolę nośnika ich kultury i zwyczajów, spaja tutejsze społeczeństwo – słychać go w telewizji, teatrze i coraz częściej w szkołach, napisy w nim pojawiają się na reklamach w miastach. Sam język jest niezmiernie ciekawy i niezwykle ekspresywny. Jamajczycy wspierają się w czasie rozmowy elementami niewerbalnymi takimi jak gestykulacja. Bardzo często oprócz słów posługują się dźwiękami, które oznaczają m.in. lekceważenie, niezadowolenie czy brak porozumienia z drugą osobą. Patois trudno się nauczyć, dlatego że funkcjonuje on głównie w formie ustnej i brak jest jakichkolwiek materiałów, które pomogłyby w jego opanowaniu.

Turyści mają często wrażenie, że Jamajczycy mówią wyjątkowo szybko i robią to celowo, aby nie zdradzać szczegółów swoich dyskusji. Ponieważ miejscowi są w większości osobami bilingwalnymi, potrafią płynnie przechodzić z jednego tutejszego języka urzędowego na drugi. Przykładowo w sklepach z pamiątkami mają zwyczaj zwracania się do klientów w patois nawet w przypadku obcokrajowców. Czasami robią to z nadzieją, że zagadany kupujący może przepłaci. W swoje wypowiedzi Jamajczycy nagminnie wplatają wyrażenie Yeah, mon!, którego da się użyć niemal w każdej sytuacji. W zależności od kontekstu oznacza ono różne rzeczy, bywa zarówno potwierdzeniem, jak i zaprzeczeniem. Z tego powodu turyści wychodzą z założenia, że Yeah, mon! ma bardzo wiele znaczeń i na każde pytanie miejscowych odpowiadają właśnie za pomocą tego wyrażenia.

  

Stoisko ze świeżymi owocami i warzywami

© JAMAICA TOURIST BOARD

 

NA TARGU

Zazwyczaj obcokrajowcy są również zaskoczeni lokalnymi metodami płacenia za towary i usługi. Mimo iż na Jamajce obowiązującą walutę stanowi dolar jamajski (JMD), praktycznie wszędzie przyjmuje się dolary amerykańskie (USD). Turystów dziwi jednak fakt, że resztę wydaje się w dolarach jamajskich. Przelicznik jest dość egzotyczny i wielu ludzi gubi się w kalkulacjach. Sporo mówi on na temat sytuacji ekonomicznej w kraju. Dolar jamajski traci często na wartości z dnia na dzień – obecnie za 1 USD otrzymuje się w banku ok. 125 JMD. Oczywiście, gdy wartość lokalnej waluty spada, ceny w sklepach stają się wyższe. Dzieje się tak ze względu na to, że większość produktów Jamajka importuje. Obcokrajowcom nierzadko wydaje się, że wyspa stanowi prawdziwy raj dla rolników z racji tropikalnego klimatu i wysokich temperatur powietrza. Jednak jamajska ziemia bogata jest w boksyt (rudę glinu) i dlatego nie charakteryzuje się zbytnią żyznością. Uprawia się tutaj m.in. słodkie ziemniaki, dynię, cebulę oraz ignam (pochrzyn) i maniok – warzywa bulwowe bogate w skrobię i podawane do śniadania czy obiadu. Popularnością cieszą się przeróżne odmiany papryki, w tym ostra scotch bonnet (karaibska czerwona papryka), która wchodzi w skład marynaty do przyprawiania kurczaka lub wieprzowiny w stylu jerk w lokalnych restauracjach.

Owoce dostępne na wyspie smakują naprawdę wspaniale. Tutejsze ananasy, papaje i banany są po prostu nieporównywalnie lepsze niż te sprzedawane w Polsce. Mają bardzo słodki smak, zresztą wszystko, co Jamajczycy piją bądź jedzą, bywa z reguły dosładzane. Turyści często narzekają na przesłodzone drinki, soki z koncentratu oraz desery, do których dodaje się więcej cukru niż potrzeba. Wyspiarze lubią słodkie i na przekąskę czy drugie śniadanie dla dzieci serwują bułki i ciasta. Owoce są tu jednak przepyszne i każdy, kto dotrze na wyspę, powinien koniecznie spróbować tych oferowanych na lokalnym targu lub przydrożnym straganie. Import produktów, co oczywiste, kosztuje i ceny w sklepach bywają bardzo wysokie.

  

Jamajczyk sprzedający rękodzieło przy pomoście nad brzegiem morza

© MAGAZYN ALL INCLUSIVE

 

KURCZAK W MARYNACIE

Jamajczycy spoza stołecznego Kingston – m.in. mieszkańcy innych największych miast w kraju: Montego Bay i Ocho Rios – zazwyczaj nie odwiedzają zbyt często restauracji z dwóch powodów. Po pierwsze, jest w nich drogo. W nielicznych lepszych lokalach za danie trzeba zapłacić ok. 30 USD. Po drugie, nie ma ich zbyt dużo. Większość turystów nie opuszcza swoich rozbudowanych hoteli oferujących pobyty typu all inclusive, a miejscowych nie stać na stołowanie się w restauracjach. Popularne i niezmiernie smaczne jedzenie kupuje się w małych barach, które serwują kurczaka czy wieprzowinę jerk. Pikantne mięso piecze się na grillu opalanym drewnem z korzennika lekarskiego (jego owoce występują pod nazwą ziela angielskiego). Najlepszą taką knajpką jest według mnie „Scotchies” (Falmouth Road, Montego Bay), gdzie można przypatrzeć się, jak przygotowuje się takie danie. Jamajczycy nie mają w zwyczaju krojenia na plasterki – kurczaka bądź wieprzowinę porcjuje się tasakiem łącznie z kośćmi. Mięso podaje się z dodatkami: smażonymi kluskami z mąki kukurydzianej, maniokiem, warzywami duszonymi na parze, słodkimi ziemniakami lub smacznym ryżem gotowanym z grochem i mlekiem kokosowym. Potrawa smakuje przepysznie, dlatego polecam przywiezienie ze sobą z Jamajki przypraw do marynaty jerk – są one dostępne w postaci suchej, jak i mokrej.

Ciekawostkę stanowi fakt, że mieszkańcy tego wyspiarskiego w końcu kraju nie spożywają dużo ryb ani owoców morza. Można je dostać u lokalnych rybaków, którzy chwalą się swoimi zdobyczami przy drodze, ale kosztują one o wiele więcej niż mięso. Przyrządza się głównie krewetki w sosie curry, na ostro, smażone z mlekiem kokosowym i podawane z ryżem. Miłośnicy świeżych owoców morza będą rozczarowani wyborem, ale na pewno zostaną miło zaskoczeni smakiem. Najpopularniejszą rybą jest lucjan czerwony (northern red snapper), którego smaży się lub gotuje na parze z warzywami. Bezapelacyjnie w miejscowej kuchni króluje jednak kurczak, przygotowywany na bardzo wiele sposobów i przy różnych okazjach. Do niego trzeba koniecznie wypić naprawdę dobre jamajskie piwo Red Stripe. Sprzedaje się je w szklanych butelkach, które przypominają te, w jakich kiedyś kupowało się syropy w polskich aptekach. Lokalne piwo, tak jak rum, z pewnością docenią wszyscy.

 

Z GÓR NAD WODOSPADY

Jamajczycy z reguły nie są zbyt zamożni. Zarabiają niewiele, a koszt życia znacznie przewyższa ich zarobki. Dlatego często dorabiają sobie na boku lub utrzymują się z napiwków, które zostawiają turyści. Choć przyjęło się, że drobne kwoty pieniędzy oferuje się po wykonaniu usługi, na Jamajce wręcza się je raczej na początku, co niejednokrotnie przyśpiesza bądź w ogóle umożliwia zrealizowanie czegokolwiek. Warto podzielić się dolarem z kierowcą, zwłaszcza autobusu, ponieważ oni pracują naprawdę długo i dosyć ciężko. W kraju nie ma transportu publicznego, z miasta do miasta można dostać się jedynie lokalnymi taksówkami, a warunki podróży daleko odbiegają od europejskich standardów. Kierowcy pokonują długie i męczące trasy, bo choć wyspa jest niewielka (10 991 km² powierzchni), stan dróg pozostawia sporo do życzenia – pełno na nich dziur i są bardzo kręte. Jednak tutejsze widoki zapierają dech w piersiach, więc zdecydowanie warto wybrać się na wycieczkę.

Wbrew pozorom na Jamajce nie ma aż tak wielu atrakcji. Większość z nich to miejsca ciekawe pod względem przyrodniczym i krajobrazowym: wodospady, rzeki (na których organizuje się spływy tratwami z bambusa) czy zatoki. Poza tym jedną z ważniejszych pozycji na liście rejonów do odwiedzenia są Góry Błękitne (z najwyższym szczytem Blue Mountain Peak, 2256 m n.p.m.), w których uprawia się słynną arabicę nazywaną Jamaican Blue Mountain Coffee. Wyjątkową jakość tej kawy doceniają smakosze z całego świata. Podczas zwiedzania plantacji można podziwiać niezapomniane widoki i odetchnąć powietrzem o wiele bardziej rześkim niż to w dole. Góry Błękitne są naprawdę doskonałe na spacery czy dłuższe wędrówki. Chociaż wciąż pozostają stosunkowo mało popularne, powoli wchodzą do ofert lokalnych biur podróży. Wizyta w tym rejonie Jamajki pozwala poznać ją z trochę innej strony, nie tej prezentowanej na zdjęciach z turystycznych folderów. Jest także okazją, aby na chwilę odpocząć od tłumów turystów na plaży oraz zgiełku miasta. Okolicę gór można również przemierzać na rowerze, co na pewno przypadnie do gustu osobom lubiącym aktywnie spędzać czas.

Inną atrakcją, której nie wolno ominąć w trakcie pobytu na Jamajce, są spektakularne wodospady. Warto tu odwiedzić nie tylko te najsłynniejsze, czyli Dunn’s River Falls koło Ocho Rios, ale też mniej popularne Reach Falls, Mayfield Falls, Bath Fountain lub Reggae Falls, które prezentują się równie zjawiskowo. W takich miejscach trudno nie zachwycić się pięknem jamajskiej przyrody,

 

RUM I MUZYKA

Poza kawą z Jamajki zdecydowanie warto przywieźć lokalny rum. To duma każdego Jamajczyka. W radiu czy telewizji co chwilę puszczane są reklamy z hasłem We are rum people, które znakomicie oddaje przywiązanie miejscowych do tego trunku. Rum stanowi integralny element tutejszej kultury. Jamajczykom towarzyszy na co dzień i od święta od wielu lat.

Pod pewnym względem rum przypomina wino – im starszy, tym lepszy. Warto wiedzieć, że jedyną kobietą na świecie będącą specjalistką od niego jest właśnie Jamajka – Joy Spence (pracująca dla Appleton® Estate), która zajmuje się tworzeniem unikatowych blendów, czyli mieszanek różnych gatunków tego trunku. Poza rumami wyborowymi na wyspie można dostać też likiery na bazie rumu. Zadowolą one każdego smakosza słodkich alkoholi. Likiery rumowe przypominają słynny irlandzki Baileys, jednak są o wiele łagodniejsze i delikatniejsze. Występują w różnych smakach, np. bananowym, kokosowym, kawowym albo czekoladowym.

                Na Jamajce oprócz wszelkich standardowych pamiątek, np. magnesów i koszulek z podobiznami Boba Marleya i Usaina Bolta bądź z napisem Jamaica, można kupić ciekawe rękodzieło artystyczne. Obok popularnych masek czy wazoników sprzedaje się tu wyroby z mahoniu, drewna mango lub cedru takie jak długopisy, breloczki i podstawki na stół. Z wyspy warto przywieźć również popularne ostatnio w Polsce płyty winylowe. W Kingston, w domu należącym niegdyś do Boba Marleya (56 Hope Road), znajduje się historyczna siedziba wytwórni Tuff Gong (założonej w 1970 r.), w której nagrywał i tworzył król reggae (od ponad 30 lat mieści się tutaj muzeum artysty). Po odwiedzeniu jej można zaopatrzyć się w winyle z piosenkami legendarnego wokalisty, gitarzysty i kompozytora, które na pewno będą oryginalnym prezentem z Karaibów. Wytwórnia Tuff Gong działa w dalszym ciągu w jamajskiej stolicy, ale już pod adresem 220 Marcus Garvey Drive. Nowe studio, nadal zajmujące się nagrywaniem płyt, udostępniono też do zwiedzania.

Muzyka jest na Jamajce niezmiernie ważna. Oprócz legendarnego Boba Marleya pochodzą stąd także Sean Paul czy Shaggy, gwiazdy rozpoznawalne na całym świecie. Płyty z lokalnymi utworami można nabyć praktycznie na każdym parkingu, gdzie wśród zaparkowanych samochodów miejscowi wykonawcy sprzedają swoje składanki w cenie ok. 200 JMD (w przeliczeniu ponad 1,5 USD). Muzyka ta brzmi naprawdę ciekawie. Takie płyty kupują sami Jamajczycy, którzy zazwyczaj słuchają ich później z odpowiednio zmodyfikowanych odtwarzaczy w swoich samochodach.

 

NIECO INNE PAMIĄTKI

Z Jamajki przywieziemy też interesujące książki. W tutejszych księgarniach można znaleźć prawdziwe perełki pochodzące z utworzonego w 1948 r. Uniwersytetu Indii Zachodnich (University of the West Indies), który jest wiodącą tego typu placówką w anglojęzycznej części Karaibów i jedną ze swoich trzech obecnych siedzib ma właśnie w tym kraju (w podmiejskim obszarze Kingston – położonej u podnóża Gór Błękitnych Monie; poza tym działa jeszcze filia w Montego Bay). Wśród nich są pozycje na temat kolonizacji, rewolucji niewolników czy tożsamości Jamajczyków. Wszystkie napisali lokalni uczeni i choć książki nie należą do tanich, będą ciekawą pamiątką dla tych, którzy chcą zapamiętać Jamajkę na dłużej i dowiedzieć się o niej znacznie więcej niż zawierają kolorowe przewodniki turystyczne. Wiele publikacji dotyczy także karaibskiej sztuki kulinarnej – na pewno spodobają się miłośnikom gotowania. W przypadku większości dań trzeba korzystać z miejscowych produktów, ale po małych modyfikacjach uda się je przygotować również i w Polsce.

                Jeszcze innym pomysłem na ciekawą pamiątkę z wyspy są kosmetyki z dodatkiem lokalnych produktów, np. mydła na bazie oleju kokosowego, papai czy aktywnego węgla. Na Jamajce, podobnie jak i w wielu krajach na świecie, rozpowszechniła się ostatnio moda na naturalną pielęgnację. Do najbardziej interesujących składników zalicza się – oczywiście – wspomniany już olej kokosowy, który pozyskiwany jest na zimno z uprawianych na miejscu kokosów. Dodaje się go do mydeł i kremów sprzedawanych w aptekach i drogeriach. Balsamy z ekstraktami z mango, ananasa, aloesu czy trawy cytrynowej stanowią obowiązkowe wyposażenie kosmetyczki każdej jamajskiej kobiety. Warto przywieźć ze sobą do domu takie ręcznie produkowane naturalne specyfiki, na pewno będą oryginalniejsze niż magnes na lodówkę bądź kolejny otwieracz do butelek.

Niestety, tak jak życie na wyspie również pamiątki są dość drogie, ale za to można je kupić w większości sklepów w miastach oraz w sklepikach działających przy popularnych atrakcjach turystycznych. Sami Jamajczycy chętnie o nich opowiadają i z pewnością doradzą nam w czasie zakupów. Dobrze pamiętać, że nie musimy decydować się na importowane z Chin magnesy lub koszulki, które dominują na jamajskich straganach. Poza tym targować można się praktycznie wszędzie, oczywiście, oprócz sklepów spożywczych i hipermarketów.

 

Pocztówkowe bliźniacze zatoki w Port Antonio

© JAMAICA TOURIST BOARD

 

NIEZNANA WYSPA

Mimo iż Jamajkę dosłownie zalewają turyści, co widać zwłaszcza na jej północnym wybrzeżu, gdzie usytuowana jest większość komfortowych hoteli i rozległych resortów, wciąż są tutaj miejsca, które zachwycą osoby szukające błogiego spokoju. Należy do nich niewątpliwie nieopanowany jeszcze przez masową turystykę region Portland, położony na wschód od miasta Ocho Rios. Znajdują się w nim wille największych hollywoodzkich sław, w tym posiadłość znanego amerykańskiego aktora, producenta filmowego i rapera Willa Smitha. Nie ma w tej okolicy olbrzymich resortów all inclusive ani zbyt wielu hoteli, są za to małe pensjonaty czy domki, w których można wynająć pokój na kilka dni, aby rozkoszować się odgłosami Morza Karaibskiego i śpiewem ptaków. Poza tym organizuje się tu też jednodniowe wycieczki dla tych, którzy chcą zobaczyć, jak wygląda nieturystyczna Jamajka. Niewielkie dziewicze plaże, ukryte w gąszczu wysmukłych palm, wydają się być miejscami nie istniejącymi na mapach czy w informatorach turystycznych. W Portland znajdują się wioski, w których mieszkańcy handlują owocami i warzywami z okolicznych upraw – to tutaj leży większość plantacji bananów, ananasów, kokosów, mango i bligii pospolitej (ackee). Stolicą regionu jest Port Antonio. Miasto upodobał sobie amerykański aktor australijskiego pochodzenia Errol Flynn (1909–1959). W marinie nazwanej jego imieniem cumują luksusowe jachty i łodzie. Malowniczy zachód słońca nad zatoką można podziwiać przy szklaneczce rumu z coca-colą z pobliskiego baru lub po prostu filiżance doskonałej kawy z Gór Błękitnych. Osoby zainteresowane lokalną kuchnią powinny spróbować tutejszych deserów. Warto wybrać się do położonej nieopodal przystani lodziarni „Devon House I-Scream”, w której podaje się olbrzymie porcje naprawdę bardzo dobrych lodów.

Pobyt w urokliwym Portland – niestety – ma swoją cenę, którą jest dość ciężki dojazd. Region leży na wschód od modnych kurortów, dlatego na dotarcie do niego samochodem trzeba przeznaczyć ok. 5 godz. Jeśli jednak ktoś chce zobaczyć mniej popularne oblicze Jamajki, taka niedogodność nie powinna go odstraszyć. Tę pasjonującą karaibską wyspę warto poznać z każdej strony.

 

Wydanie Wiosna 2018