BARBARA TEKIELI

« Małopolska zaskakuje wielką różnorodnością smaków, tradycji, obrzędów i krajobrazów. Jest też regionem silnie zróżnicowanym pod względem etnicznym. Jej wyróżnikiem są skarby kultury i natury oraz niezwykli ludzie od stuleci pielęgnujący barwne lokalne zwyczaje i folklor. »

 

Zabytkowe drewniane budownictwo, wpisane w nasz rodzimy krajobraz, najlepiej zachowało się w Małopolsce. Tutaj znajduje się najdłuższy odcinek Szlaku Architektury Drewnianej w kraju (z aż 255 cennymi obiektami). W tym regionie na odkrycie czeka także wspaniałe podziemne królestwo, jakie tworzą historyczne kopalnie soli. Zachwycić potrafi również małopolska przyroda. Dwa tutejsze parki narodowe – Babiogórski i Tatrzański – uznano za rezerwaty biosfery UNESCO. Jedną z największych atrakcji turystycznych jest spływ przełomem Dunajca.

 

Główny ośrodek regionu, królewski Kraków, został pierwszą w historii Europejską Stolicą Kultury Gastronomicznej. Wyróżnienie to na 2019 r. przyznała mu Europejska Akademia Gastronomiczna. Z tej okazji odbędzie się wiele wydarzeń promocyjnych i edukacyjnych z udziałem międzynarodowych gwiazd sztuki kulinarnej. Zdecydowanie warto zatem zawitać do Małopolski.

 

KULINARNE CENTRUM EUROPY

Już w X w. na wzgórzu wawelskim działała pierwsza winnica w Polsce. Smak krakowskiego obwarzanka, symbolu miasta, doceniła królowa Jadwiga. Ponad 600-letnią historię wypieku i sposób jego przygotowania można poznać w czasie warsztatów w Żywym Muzeum Obwarzanka niedaleko Starego Kleparza. Pierogi św. Jacka znane są w Krakowie od średniowiecza, a chleb prądnicki gościł niegdyś na królewskich stołach. Słynna maczanka krakowska, przysmak tutejszych fiakrów, była popularna już w XVII stuleciu.

 

Do najbardziej rozpoznawalnych deserów można zaliczyć sernik krakowski, wadowicką kremówkę oraz wyroby z Cukierni Cichowscy, działającej nieprzerwanie od 1945 r. Wśród tych ostatnich królują ciasteczka grylażowe i nugat wysyłany do Watykanu papieżowi Janowi Pawłowi II. Kraków pojawił się w prestiżowych przewodnikach Michelin i Żółtym Przewodniku Gault&Millau Polska. Osiem krakowskich restauracji otrzymało rekomendację Slow Food Polska.

 

W ramach projektu Europejska Stolica Kultury Gastronomicznej 2019 odbędzie się wiele interesujących wydarzeń. Zaplanowano m.in. kongres gastronomiczny, spotkania krakowskich szefów kuchni i gwiazd światowej gastronomii. Polską sztukę kulinarną ma również promować transmitowane przez internet wirtualne gotowanie – przyrządzanie różnych potraw zaprezentują jednocześnie rozmaite restauracje.

 

Rok 2019 i kolejne lata będą obfitować w mnóstwo imprez. Do stałych wydarzeń zaliczają się Krakowskie Zapusty, sierpniowy Festiwal Pierogów czy ścieżki kulinarne organizowane w ramach m.in. festiwalu Opera Rara czy Jarmarku Świętojańskiego. W maju planowane jest Święto Obwarzanka. W 2019 r. (według planów z początku marca br.) Kraków ma gościć duże międzynarodowe imprezy: Kraków Terroir (w połowie września) i kongres gastronomiczny z udziałem wybitnych szefów kuchni (23 października).

 

Z MIŁOŚCI DO WINA

Funkcjonowanie winnicy na Wawelu w X w. ujawniły prowadzone na wzgórzu badania archeologiczne. Największy rozkwit polskiego i małopolskiego winiarstwa przypadł na okres od XIV do XVI stulecia. Kameduli krakowscy rozpoczęli uprawę winogron dopiero na początku XVII w. Dzięki dobrze nasłonecznionym stokom osłoniętym Lasem Wolskim i glebom o odpowiednim składzie winorośle w sąsiedztwie klasztoru rozwijały się bez przeszkód. Niewielka część plantacji przetrwała do dzisiaj. 

 

Właściciele krakowskiej Winnicy Srebrna Góra – Mirosław Jaxa-Kwiatkowski i Mikołaj Tyc – postanowili kontynuować dawne tradycje winiarskie Małopolski i zrealizować przedsięwzięcie nie ustępujące w niczym najlepszym europejskim wzorcom. Tak powstało niezwykłe miejsce na enoturystycznej mapie regionu. Uprawy leżą w dolinie Wisły, u podnóża bielańskiego klasztoru kamedulskiego. Winnica ta jest jedną z największych w Polsce. Na powierzchni 28 ha uprawia się 16 odmian winogron. Część terenu znajduje się na Bielanach, a część – w sąsiednich Przegorzałach. Wina produkowane są w dawnych pomieszczeniach gospodarczych klasztoru zgodnie z tradycjami kamedulskimi.

 

Zwiedzanie winnicy cieszy się coraz większym zainteresowaniem, dlatego właściciele zamierzają w połowie maja 2019 r. otworzyć pawilon degustacyjny, który powstaje z myślą o grupach zorganizowanych, a także turystach indywidualnych. W planach mają też wytyczenie ścieżek edukacyjnych. Latem br. zostanie poza tym odsłonięty pomnik św. Marcina autorstwa znanego rzeźbiarza Jerzego Kędziory.

 

Produkty z Winnicy Srebrna Góra zdobyły wiele prestiżowych nagród, m.in. na paryskiej imprezie Concours International des Vins de Gastronomie, Międzynarodowym Konkursie Win Galicja Vitis czy podczas krakowskich targów ENOEXPO. Wytwarza się tu również młode wino nawiązujące do świętomarcińskich tradycji. Od sześciu lat winnica organizuje w listopadzie Festiwal Młodego Wina, który odbywa się w Starej Zajezdni na Kazimierzu w Krakowie. 

 

BIAŁE ZŁOTO

Do największych podziemnych atrakcji Polski należy Kopalnia Soli „Wieliczka”, umieszczona w 1978 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO (widnieje na niej wraz z Kopalnią Soli Bochnia, dopisaną w 2013 r.). Funkcjonuje ona nieprzerwanie od średniowiecza. Kopalnię zwiedza się jedną z wyznaczonych tras. Trasa turystyczna, którą w 2018 r. przemierzyło niemal 1,75 mln osób, prowadzi przez blisko 3 km krętych korytarzy i 800 stopni, a kończy się na głębokości 135 m. Po drodze poznaje się historię tego miejsca, tradycje górnicze i sposoby wydobywania soli na przestrzeni wieków. Zwiedzający przechodzą przez ogromne komory (ponad 20), mijają podziemne jeziora i oglądają solne rzeźby wykonane przez artystów. Najpiękniej prezentuje się okazała Kaplica św. Kingi, która powstawała przez niemal 100 lat.

 

Dużo emocji wzbudza też Trasa górnicza przeznaczona dla osób z lepszą kondycją chcących doświadczyć trudów górniczego fachu. Pod ziemię zjeżdża się XIV-wiecznym szybem Regis, pamiętającym czasy króla Kazimierza III Wielkiego. Zwiedzanie trwa ok. 3 godz. i ma formę wycieczki dla aktywnych, dlatego należy zadbać o wygodne, nieprzemakalne obuwie. Ze względu na niskie temperatury (między 14 a 16°C) na obie trasy powinno się zabrać ze sobą ciepłe ubranie.

 

Niepowtarzalny mikroklimat kopalni wykorzystuje się w celach leczniczych. W komorach solnych prowadzi się m.in. rehabilitację pulmonologiczną. Na powierzchni wybudowano z kolei tężnię solankową, największą w tej części Polski. Wdychanie solnego aerozolu działa korzystnie na osoby z alergiami i chorobami dróg oddechowych.

 

MIASTO ANIOŁÓW I ARTYSTÓW

Mniej więcej 40 km na południowy zachód od centrum Krakowa, na stoku Lanckorońskiej Góry (545 m n.p.m.) znajduje się Lanckorona, niezwykłe miejsce na szlaku bursztynowym i Szlaku Architektury Drewnianej w Małopolsce. Część miejscowości z ruinami średniowiecznego zamku wchodzi w skład kompleksu Kalwarii Zebrzydowskiej, który widnieje na prestiżowej Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. 

 

Lanckorona została wspomniana już w XV-wiecznych kronikach Jana Długosza, ale to Kazimierz III Wielki sprawił, że zyskała na znaczeniu w pierwszej połowie XIV stulecia. Z jego polecenia wybudowano tutaj zamek, a król 31 marca 1366 r. nadał osadzie prawa miejskie, które zachowała do 1934 r. Burzliwe losy miasteczka, jego mieszkańców i historię regionu przedstawia ekspozycja w Izbie Muzealnej im. Antoniego Krajewskiego, znajdującej się w najstarszym domu przy Rynku. Do dziś Lanckorona jest ulubionym miejscem wielu twórców oraz turystów szukających ciszy i spokoju. Bywali w niej m.in. Wisława Szymborska, Andrzej Wajda czy artyści Piwnicy pod Baranami, a Marek Grechuta napisał o niej jedną ze swoich piosenek. 

 

Miejscowość urzeka małomiasteczkową atmosferą, Rynkiem z XIX-wiecznymi, drewnianymi domami z głębokimi podcieniami oraz urokliwymi uliczkami odchodzącymi od centralnego placu pod kątem prostym. Wiele domów zachowało swój niepowtarzalny charakter sprzed pożaru z 1869 r. Nieodłącznym elementem krajobrazu Lanckorony są anioły. Pojawiają się przy studniach i w oknach, w wierszach i książkach oraz jako pamiątki.

 

Do kalendarza lanckorońskich imprez kulturalnych wpisały się na stałe lipcowe Międzynarodowe Warsztaty Gitarowe z udziałem najsłynniejszych artystów, sierpniowy festiwal dla zakochanych Romantyczna Lanckorona oraz grudniowy festiwal Anioł w Miasteczku. W drewnianych willach i pensjonatach (do najstarszych należą Zamek i Tadeusz) odkryjemy wiele prac znanych gości Lanckorony, np. Jerzego Nowosielskiego, Krystyny Zachwatowicz oraz wybitnego scenografa teatralnego i malarza Kazimierza Wiśniaka, patrona wydarzeń artystycznych. W „Cafe Pensjonat” znajduje się Galeria Lanckorońska Kazimierza Wiśniaka, a w gminnej bibliotece publicznej powstała sala zbiorów jego imienia. 

 

PERŁA RENESANSU

Tarnów, drugie co do wielkości miasto Małopolski (ok. 110-tysięczne), zaskakuje nie tylko liczbą cennych zabytków, ale też wielokulturowością i malowniczym położeniem u stóp Góry św. Marcina (384 m n.p.m.). Od południa sąsiaduje z Pogórzem Karpackim. Dzięki bliskości Kotliny Sandomierskiej należy do najcieplejszych miast w Polsce i nazywany jest polskim biegunem ciepła. 

 

Według Jana Długosza nazwa „Tarnów” pochodzi od tarniny, krzewów rosnących do dzisiaj w pobliżu ruin zamku na Górze św. Marcina. Inne podania wywodzą ją od rycerza Tarna, który miał tu założyć osadę. Obecnie od kilku lat w wybranych miejscach można kupić herbatę Tarninówkę. 

 

Założycielem Tarnowa był w 1330 r. rycerz Spycimir Leliwita (herbu Leliwa), przodek rodu Tarnowskich. Lata świetności miasta przypadają na XVI w., kiedy należało ono do Jana Amora Tarnowskiego (1488–1561), hetmana wielkiego koronnego, wybitnego polityka i mecenasa sztuki. Wówczas powstało ok. 200 kamienic będących własnością bogatych kupców, a Ratusz przebudowano według projektu włoskiego artysty Jana Marii Padovana. Dziś w renesansowym budynku ratuszowym funkcjonuje oddział Muzeum Okręgowego w Tarnowie z najcenniejszą i największą w Polsce kolekcją portretów sarmackich. Z wieży rozpościera się wspaniały widok na okolicę. Ciekawostką jest zegar ratuszowy odmierzający czas od XVII stulecia, nakręcany ręcznie za pomocą korby. To najstarszy działający zegar wieżowy w Małopolsce. Ozdobą tarnowskiego Starego Miasta są renesansowe kamienice. W miejscowej XV-wiecznej Bazylice Katedralnej Narodzenia Najświętszej Marii Panny znajduje się zespół reprezentacyjnych (najwyższych w Europie!) nagrobków rodzin Tarnowskich i Ostrogskich (autorstwa Jana Marii Padovana). Nagrobek Barbary z Tęczyńskich Tarnowskiej, zmarłej młodo pierwszej żony hetmana Jana Amora Tarnowskiego, wykonany przez Bartolomea Berrecciego, zalicza się do najpiękniejszych renesansowych pomników kobiecych w Europie. W przedsionku południowym uwagę zwraca kamienny portal wzorowany na drzeworycie Albrechta Dürera.

 

W usytuowanym niedaleko katedry Domu Mikołajowskim mieści się najstarsze muzeum diecezjalne w Polsce (założone w 1888 r.) z cennymi zbiorami pozyskanymi z drewnianych kościołów Małopolski. Koniecznie trzeba także odwiedzić Muzeum Etnograficzne (oddział Muzeum Okręgowego w Tarnowie), gdzie znajduje się jedyna w Europie wystawa stała prezentująca historię i kulturę Romów. Na dziedzińcu zgromadzono oryginalne wozy cygańskie, które w lipcu biorą udział w barwnej paradzie w czasie corocznej imprezy Międzynarodowy Tabor Pamięci Romów. 

 

W mieście warto wyruszyć na wycieczkę szlakiem generała Józefa Bema (1794–1850), rodowitego tarnowianina, bohatera Polski i Węgier. Pamiątki po nim przechowuje wspomniane Muzeum Okręgowe. W Parku Strzeleckim znajduje się mauzoleum z prochami generała sprowadzonymi z Syrii w 1929 r. W galerii Panorama na dworcu kolejowym można podziwiać fragmenty Panoramy Siedmiogrodzkiej, dzieła znanego też pod nazwami Bitwa pod Sybinem, Bem i Petöfi czy Bem w Siedmiogrodzie, które powstało pod kierunkiem Jana Styki.

 

Ratusz w Tarnowie, ukończony w 1568 r., wieńczy renesansowa attyka z czerwonej cegły

© ARCHIWUMMOT

PODZIEMNA PODRÓŻ W CZASIE

Początki bocheńskiej kopalni sięgają 1248 r., ale w okolicach Bochni sól pozyskiwano już od ok. 3,5 tys. lat p.n.e. Zgodnie z legendą, gdy węgierska królewna Kinga, przyszła żona księcia Bolesława Wstydliwego i święta Kościoła katolickiego, opuszczała swoją ojczyznę, wrzuciła pierścień zaręczynowy do jednej z siedmiogrodzkich kopalni. Kiedy przyjechała do Polski, górnicy odnaleźli go w dzisiejszym szybie Sutoris. 

 

Zwiedzanie najstarszej polskiej kopalni to wyprawa przez wyrobiska usytuowane na dwóch poziomach, na 223 i 250 m głębokości. Można wybierać wśród trzech tras tematycznych. Wszystkie są równie interesujące, ale charakteryzują się różnym stopniem trudności. 

 

Dzięki trasie podstawowej z atrakcyjną podziemną ekspozycją multimedialną poznamy bliżej kopalnię i historię wydobywania w niej soli oraz dowiemy się, jak trudna bywa praca górników. Trasa przyrodnicza prowadzi przez korytarze i komory, w których ogląda się solne nacieki, wykwity i kalafiory oraz kryształy halitu fluorescencyjnego. Jej część można pokonać drewnianymi łodziami płynącymi przez Komorę 81 zalaną solanką. Najtrudniejsza jest niemal 3-kilometrowa trasa historyczna „Wyprawa w Stare Góry”, która wymaga dobrej kondycji. Zwiedzający dowiadują się na niej, jak wyglądała praca górników solnych sprzed wielu stuleci. Miłośnikom sztuki sakralnej przypadnie do gustu trasa prowadząca do 6 kaplic (przed laty było ich w kopalni ponad 30, a dzisiaj jest 7).

 

Zwiedzanie kończy się w komorze Ważyn, usytuowanej 250 m pod ziemią. To znakomite miejsce na zorganizowanie imprezy firmowej (złożona z pięciu segmentów przestrzeń ma powierzchnię 2,5 tys. m2 i pomieści blisko 500 osób). Odbywa się tu wiele wydarzeń sportowych i kulturalnych. Poza tym podziemne korytarze i komory są swoistym inhalatorium, bo powietrze jest w nich czystsze niż na powierzchni. Aby móc wdychać je nieco dłużej, warto spędzić noc w kopalni. 

 

OBRZĘDY I ZWYCZAJE

Wiele małopolskich zwyczajów wiąże się z obchodami Wielkanocy, najważniejszego katolickiego święta. Tydzień przed nią wypada Niedziela Palmowa, zwana również Kwietną lub Wierzbną. Wówczas w Lipnicy Murowanej, Tokarni i Limanowej organizowany jest konkurs na najwyższą palmę. W tym dniu pojawiają się także pucheroki. Chłopcy ubrani w kożuchy obrócone futrem na wierzch, w stożkowych czapkach ozdobionych bibułą i z osmolonymi twarzami chodzą rano po podkrakowskich wsiach, składając ludziom życzenia, za co otrzymują datki i świąteczne smakołyki. Obyczaj ten wywodzi się z dawnej tradycji kwest żaków krakowskich. 

 

Niezwykłym przeżyciem w okresie Wielkiego Tygodnia jest udział w Misterium Męki Pańskiej w Kalwarii Zebrzydowskiej, mieście założonym w pierwszej połowie XVII stulecia przez wojewodę krakowskiego Mikołaja Zebrzydowskiego (1553–1620). Rozpoczyna się ono inscenizacją sądu nad Jezusem, a kończy tradycyjną drogą krzyżową. Zespół architektoniczno-parkowy Kalwaria Zebrzydowska znalazł się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO w 1999 r.

 

W Poniedziałek Wielkanocny, zwany lanym poniedziałkiem, we wsi Dobra w powiecie limanowskim dziady ubrane w słomianą odzież i futrzane maski zatrzymują przechodniów, prosząc o datki. Tradycja ta nawiązuje do czasów, kiedy w XIII w. mieszkali tutaj jeńcy tatarscy. W okolicach Wieliczki grasuje Siuda Baba – mężczyzna przebrany za kobietę, ze sznurem korali z ziemniaków lub kasztanów i umorusaną smołą twarzą, wędrujący w towarzystwie Cygana z batem. Szuka dziewczyn, które muszą się wykupić drobnymi pieniędzmi lub całusem.

 

Królewski Kraków słynie z hejnału mariackiego nawiązującego do najazdów tatarskich. Melodia rozbrzmiewa z wieży Kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (Kościoła Mariackiego) co godzinę. Hejnał na końcu urywa się, gdyż jak mówi legenda, kiedy pewnego razu trębacz ostrzegał mieszkańców miasta przed przybyciem Tatarów, tatarska strzała przebiła mu gardło. Pamiątką tych czasów jest też pochód lajkonika (znanego również pod nazwą konika zwierzynieckiego albo Tatarzyna). Tydzień po Bożym Ciele barwny korowód przechodzi z dzielnicy Zwierzyniec na Rynek Główny. Kto dostanie buławą lajkonika po głowie, tego szczęście nie opuści przez cały rok.

 

Znane na świecie i docenione w 2018 r. wpisaniem na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO szopki krakowskie zaczęły się pojawiać w połowie XIX stulecia. Wtedy to cieśle i murarze z okolic Krakowa, aby zimą zarobić na życie, tworzyli szopki z elementami charakterystycznej zabudowy miasta. Wielokolorowe dzieła szopkarzy można podziwiać w pierwszy czwartek grudnia pod pomnikiem Adama Mickiewicza na Rynku Głównym, a potem na wystawie w oddziale Muzeum Krakowa (do końca lutego 2019 r. posługującego się nazwą Muzeum Historyczne Miasta Krakowa). 

 

 

 

Stanisław Sala, gospodarz zagrody edukacyjnej bacówka u harnasia położonej w Marcówce

© ARCHIWUMMOT

LUDOWA SZTUKA I KUCHNIA

Podczas wycieczki Małopolską Trasą Smakoszy spróbujemy lokalnych produktów pojawiających się na licznych imprezach kulinarnych. Wybór jest naprawdę duży. Swoją tradycję mają Małopolski Festiwal Smaku czy wrześniowe Święto Suszonej Śliwki w Iwkowej i Wielkie Zatorskie Żniwa Karpiowe w Zatorze. Ciekawą inicjatywę stanowi Centrum Produktu Lokalnego w Rzuchowej koło Tarnowa. Można tutaj kupić produkty bezpośrednio od rolników oraz wziąć udział w warsztatach kulinarnych z wyrobami ekologicznymi i tradycyjnymi.

 

Aby poznać pasterskie zwyczaje górali beskidzkich, warto wybrać się do zagrody edukacyjnej Bacówka u Harnasia, położonej u podnóża wzgórza Chełm (603 m n.p.m.), z pięknym widokiem na Babią Górę (1725 m n.p.m.). Atmosfera i wystrój chaty z 1882 r. przeniosą nas w czasy, gdy na tych terenach grasowali zbójnicy. W trakcie zbójnickich szpasów nauczymy się strzelania z łuku i rzutu ciupagą, zagramy na trombicie pasterskiej i wydoimy kozę. W Drewutni, której wnętrze przypomina XVI-wieczną gospodę, spróbujemy prażuchy, zbójnickiej kulasy, kwaśnicy babiogórskiej, moskali przygotowanych na blasze i wielu innych regionalnych potraw.

 

Kolejnym wyjątkowym miejscem jest leżąca na skraju wsi Stryszawa Przytulia. Wyposażenie ponad 100-letniego, drewnianego domu krytego gontem oddaje charakter małopolskiej wsi. Gospodyni, Barbara Sojda, serwuje domowe przysmaki przygotowywane według tradycyjnych receptur, a jej mąż – Wiesław – maluje obrazy i uczy malowania zabawek i ptaszków z drewna. W okolicy warto zwiedzić Beskidzkie Centrum Zabawki Drewnianej.

 

Orawskie tradycje i świąteczne zwyczaje wyróżniają obiekt agroturystyczny i ośrodek wczasowo-kolonijny U Kazika, położony w Orawce na Orawie. Do wieczornych biesiad przy ognisku gościom przygrywa rodzinny zespół góralski. Smak tutejszych potraw – zupy śliwkowej z hałuskami, podpłomyków, zawiesistej zupy krzonówki z jajkiem i kiełbasą ze święconki, zawijańców czy tradycyjnego chleba na liściu z kapusty – pozostaje w pamięci na długo.

 

Gospodarstwo agroturystyczne „Gościna u Babci” w Zalipiu od pokoleń kultywuje zwyczaj malowania kwiatów. Gospodarze – Maria i Piotr Krokowie – dzielą się swoją wiedzą na temat zalipiańskich malowanek i kowalstwa. W okresie wielkanocnym można tu poznać tajniki zdobienia pisanek wykonywanych z wydmuszek z gęsich jaj. 

 

W Koronkarni w Bobowej pod okiem Ewy Szpili przygotujemy domowe specjały na bazie produktów zebranych z przydomowego ogródka i dowiemy się, jak powstają koronki klockowe. W miejscowości, nazywanej stolicą koronki klockowej, pod koniec lata (wcześniej na jesieni, w październiku, od 2017 r. na początku września) organizowany jest Międzynarodowy Festiwal Koronki Klockowej.

 

W Gościńcu Dworskim (zabudowania dworskie pochodzą z 1803 r.), położonym we wsi Ropa, w czasie warsztatów kulinarnych poznamy potrawy regionalne przyrządzane z produktów pochodzących z tutejszego ogrodu. Nauczymy się także, jak przechowywać i przetwarzać zioła, warzywa i owoce i wypiekać domowy chleb.

 

W leżącym w otulinie Magurskiego Parku Narodowego gospodarstwie Malowane Wierchy królują wyroby i dania wpisane na listę dziedzictwa kulinarnego Małopolski (obiekt należy do Sieci Dziedzictwa Kulinarnego Małopolska). Sylwia Pach pielęgnuje tradycje rękodzieła ludowego, w tym zdobienia pisanek wielkanocnych techniką batikową (z użyciem wosku).

 

Życie w łemkowskiej zagrodzie sprzed 100 lat, proces bicia oleju lnianego odtwarzany w starym spichlerzu i dawne zabawki prezentuje Dziubyniłka, położona we wsi Gładyszów (w gminie Uście Gorlickie) w dolinie Beskidu Niskiego. Jej gospodarze, Łemkowie Danuta i Jan Dziubynowie, opowiadają gościom o historii i zwyczajach regionu. Można tu też spróbować specjałów kuchni łemkowskiej, takich jak oplacki, knysz czy kiesełycia. 

 

Z interesującą kulturą łemkowską, w tym niezwykłymi strojami i biżuterią z drobnych, szklanych koralików, tzw. krywulką, zaznajomimy się w gospodarstwie Chyża Hani we wsi Krzywa. Jej właścicielka, Anna Dobrowolska, wprowadzi nas w tajniki sztuki kulinarnej Łemków. Domowy chleb i smalec z rydzami, hreczanyky, lewesz (zupa ziemniaczana) i kiszeniaki skusiły naprawdę wielu.

 

KURORT DLA AKTYWNYCH

Szczególne walory klimatyczne i lecznicze Krynicy-Zdroju doceniono już w drugiej połowie XVIII w., kiedy odkryto tu źródła mineralne. Rozkwit uzdrowiska przypada na czasy działalności Józefa Dietla (1804–1878), ojca polskiej balneologii. Na kuracjuszy czekają dziś cztery pijalnie oraz znakomita baza noclegowa. Oprócz stylowych willi i pensjonatów z okresu międzywojennego w uzdrowisku znajduje się kilka luksusowych hoteli spa (m.in. 4-gwiazdkowy Hotel Czarny Potok Resort Spa & Conference czy Hotel Spa Dr Irena Eris Krynica-Zdrój w takim samym standardzie), w których oferuje się zabiegi na najwyższym światowym poziomie. Rodziny z dziećmi często zatrzymują się w pobliskim Tyliczu ze względu na niższe koszty zakwaterowania i łagodniejsze stoki narciarskie.

 

Krynicę-Zdrój coraz chętniej odwiedzają również młodzi ludzie lubiący aktywny wypoczynek. Świetnie przygotowane trasy narciarskie znajdują się na Jaworzynie Krynickiej (1114 m n.p.m.). Na jej szczyt kursują cały rok wagoniki kolejki gondolowej. Idealnym miejscem dla zaawansowanych i początkujących narciarzy oraz rowerzystów jest kompleks Słotwiny Arena. Działa w nim pensjonat z restauracją i atrakcjami dla dzieci. W sezonie letnim zostanie tutaj udostępniona pierwsza w Polsce ścieżka w koronach drzew o długości 1030 m. Wyciągami krzesełkowymi należącymi do Ośrodka Narciarskiego Henryk-Ski można dostać się na szczyt Góry Krzyżowej (812 m n.p.m.). Osoby rozpoczynające swoją przygodę z narciarstwem i dzieci mają do wyboru np. Centrum Narciarskie Master Ski i Stację Narciarską TYLICZ.ski w Tyliczu. Na miłośników narciarstwa biegowego czeka m.in. pętla dla początkujących na stadionie w centrum Krynicy-Zdroju oraz profesjonalne trasy w okolicy Centrum Szkolenia „u Leśników” pod Jaworzyną Krynicką i Osady Turystycznej Domki w Lesie w Tyliczu.

 

Latem można wybrać się na spływ pontonowy czy kajakowy Popradem. Uzdrowisko warto odwiedzić w czasie jednego z interesujących wydarzeń kulturalnych lub sportowych. W połowie sierpnia słynny Festiwal im. Jana Kiepury odkrywa przed słuchaczami świat opery i operetki. Ogromnym zainteresowaniem biegaczy z całej Europy cieszy się TAURON Festiwal Biegowy odbywający się tuż po wrześniowym Forum Ekonomicznym.

 

PIĘKNO ZAKLĘTE W DREWNIE

Jedną z największych atrakcji Małopolski jest wspomniany Szlak Architektury Drewnianej (www.drewniana.malopolska.pl). To jednocześnie najdłuższa trasa turystyczno-kulturowa w regionie. Prowadzi do 255 bezcennych drewnianych obiektów, wśród których znajdują się zarówno budynki sakralne, jak i świeckie. Osiem z nich trafiło na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Ochroną organizacji objęto kościoły w Binarowej, Dębnie Podhalańskim, Lipnicy Murowanej i Sękowej (wpisane wraz ze świątyniami z Haczowa i Bliznego z terenu obecnego województwa podkarpackiego) oraz cerkwie w Powroźniku, Kwiatoniu, Owczarach i Brunarach (razem z innymi drewnianymi cerkwiami regionu Karpat w Polsce i na Ukrainie). 

 

Szlak można pokonać samochodem, rowerem lub pieszo. Zwiedzanie najlepiej zacząć od Krakowa, gdzie zachowała się jedna z najstarszych małopolskich świątyń – Kościół św. Bartłomieja Apostoła w Mogile (pierwsze wzmianki o nim pochodzą z 1329 r.). W pobliżu miasta usytuowanych jest przeszło 50 zabytkowych obiektów z trasy, w tym dwa interesujące skanseny: Muzeum Nadwiślański Park Etnograficzny w Wygiełzowie oraz Skansen Drewnianego Budownictwa Ludowego w Dobczycach.

 

Nie mniej ciekawe są okolice Tarnowa. W mieście warto zwrócić uwagę na Kościół Najświętszej Marii Panny Wniebowziętej na Burku z 1458 r. oraz kościół na Terlikówce (Kościół Trójcy Przenajświętszej) wzniesiony w latach 1595–1597. Do najciekawszych obiektów w tym rejonie należy poza tym Kościół św. Leonarda w Lipnicy Murowanej. Jego wnętrze od podłogi po sufit pokrywają polichromie. Niezwykle cenne tryptyki, zdobiące wnętrze świątyni, można podziwiać w Muzeum Diecezjalnym w Tarnowie. W kościele znajdują się ich kopie. Na szczególne zainteresowanie zasługuje także zabudowa drewniana Zalipia, wsi malowanej. Zwyczaj zdobienia chat pochodzi tutaj z końca XIX w. W domu najsłynniejszej zalipiańskiej artystki – Felicji Curyłowej (1904–1974) – działa obecnie muzeum (tzw. Zagroda Felicji Curyłowej, filia Muzeum Okręgowego w Tarnowie). W weekend po Bożym Ciele odbywa się w Zalipiu konkurs na najpiękniejszą malowaną chatę.

 

Pocztówkowe okolice Nowego Sącza i Gorlic to prawdziwa skarbnica z perełkami drewnianej architektury. Znajdziemy tu aż ponad 100 obiektów. Charakterystyczne dla tego rejonu są cerkwie łemkowskie z przepięknymi ikonostasami, często wykorzystywane obecnie przez katolików. Jedną z ciekawszych miejscowości jest Bartne, wieś leśno-łanowa (tzw. łańcuchówka) nadal zamieszkała przez Łemków. Okoliczną atrakcję stanowią też skanseny, wśród których za najcenniejszy uchodzi Sądecki Park Etnograficzny prezentujący budownictwo i kulturę grup etnicznych i etnograficznych z Sądecczyzny. Obok niego znajduje się Miasteczko Galicyjskie z zabudową typową dla Galicji z przełomu XIX i XX stulecia. Na tym tle zdecydowanie wyróżnia się wspomniana Krynica-Zdrój z drewnianymi willami w stylu przypominającym szwajcarski. Poza tym przez nią i miejscowości w jej najbliższej okolicy prowadzi interesujący Szlak Cerkwi Łemkowskich.  

 

Swoją drewnianą architekturą przyciągają również Orawa, Podhale, Spisz i Pieniny. Budynki orawskie można oglądać w Muzeum – Orawskim Parku Etnograficznym w Zubrzycy Górnej. Zakopane słynie z domów w stylu zakopiańskim. Z kolei architektura Szczawnicy charakteryzuje się XIX-wiecznymi willami i pensjonatami przywodzącymi na myśl styl szwajcarsko-tyrolski. Prawdziwą perłą tej części Szlaku Architektury Drewnianej jest gotycki Kościół św. Michała Archanioła w Dębnie Podhalańskim. Warto też zajrzeć do zbudowanej w drugiej połowie XVIII stulecia „Karczmy Rzym” w Suchej Beskidzkiej, znanej z pysznych regionalnych przysmaków. 

 

Większość obiektów położonych na trasie można oglądać z zewnątrz. Wnętrza niektórych z nich (w 2018 r. było ich 74) udostępnia się do zwiedzania w ramach projektu Otwarty Szlak Architektury Drewnianej w okresie letnim (zazwyczaj od przełomu maja i czerwca do końca września). Świątynie wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO turyści mogą odwiedzać przez cały rok. 

 

Niewątpliwą atrakcją na szlaku jest coroczny cykl koncertów Muzyka Zaklęta w Drewnie. Utwory muzyki klasycznej, dawnej i współczesnej (np. jazzowej), a także kolędy wykonują znani artyści i zespoły. Wydarzenie ma swoich wiernych fanów. Koncerty odbywają się w zabytkowych obiektach na Szlaku Architektury Drewnianej w Małopolsce.

 

KULTURALNA STOLICA TATR

Zakopane od wielu lat przyciąga nie tylko ze względu na położenie w sąsiedztwie Tatrzańskiego Parku Narodowego i imprezy sportowe, lecz także z powodu wydarzeń kulturalnych i swojej architektury. Charakterystyczny dla miasta styl zakopiański stworzył w latach 90. XIX w. Stanisław Witkiewicz (1851–1915), ojciec Witkacego, zafascynowany ludową sztuką góralską. Dziś turystów nadal urzekają miejscowe tradycje i folklor. Sercem Zakopanego są Krupówki, wzdłuż których znajdują się knajpki i restauracje z regionalną kuchnią i sklepy z pamiątkami.

 

Szczególnym miejscem w mieście jest willa Czerwony Dwór (inaczej Willa przy Kasprusiach) wzniesiona w latach 1901–1902 przez Wojciecha Roja (1839–1924) dla Oktawii Lewandowskiej. Zatrzymywali się tu m.in. Artur Rubinstein, Karol Szymanowski, Stanisław Ignacy Witkiewicz i Stefan Żeromski. Od niedawna swoją twórczość mogą prezentować w willi artyści ludowi. Obejrzymy w niej ekspozycję malarstwa na szkle i weźmiemy udział w warsztatach czy wieczorach kulturalnych. 

 

Od wiosny do końca lata w Zakopanem odbywają się liczne wydarzenia o randze międzynarodowej. Po blisko 20 latach przerwy powrócił do miasta w 2016 r. Przegląd Filmów o Sztuce. Jego pomysłodawcami byli znakomity artysta zakopiański Władysław Hasior (1928–1999) i Grzegorz Dubowski (1934–1996), należący do najciekawszych reżyserów filmów o sztuce. Organizatorami imprezy są Miasto Zakopane i Zakopiańskie Centrum Kultury. Tegoroczna, 22. edycja festiwalu odbędzie się w dniach 10–14 kwietnia. Poza konkursem zaprezentowane zostaną najlepsze z najnowszych filmów o sztuce, nagradzane na forum międzynarodowym.

 

Po raz 16 w Zakopanem zagości też Wiosna Jazzowa (od 30 kwietnia do 4 maja). To jedno z największych tego rodzaju wydarzeń muzycznych w Polsce. Warto podkreślić, że w 2012 r. dołączyło ono do grona prestiżowych imprez świętujących International Jazz Day (Międzynarodowy Dzień Jazzu, przypadający 30 kwietnia) pod patronatem UNESCO.

 

Prawdziwą ucztą dla miłośników folkloru góralskiego jest Międzynarodowy Festiwal Folkloru Ziem Górskich. Prezentują się na nim zespoły z całego świata. W 2019 r. odbędzie się już 51. jego edycja (zostanie zorganizowana w dniach 16–24 sierpnia).

 

 

 

Artykuły wybrane losowo

Peru w kolorach tęczy

 

LUCYNA LEWANDOWSKA

WWW.LUCYNA-LEWANDOWSKA.PL

 

Obchody Inti Raymi (Święta Słońca) w Cusco

025518 300

© HEINZ PLENGE PARDO/PROMPERÚ

 

W języku hiszpańskim nazwę „Peru” akcentuje się na ostatnią sylabę, przeciągając nieco literę „u”. W rozmowie z mieszkańcami zawsze warto wspomnieć, że bardzo podoba nam się ich ojczyzna. „Perú, hermoso país” („Peru, piękny kraj”) nie jest wcale jedynie kulturalną formułką, ponieważ to rzeczywiście wspaniałe miejsce na naszym globie, olśniewające niezmiernie zróżnicowanymi krajobrazami i fascynującą kulturą, ale chyba przede wszystkim zachwycające wręcz niesamowitą mozaiką barw.

 

Z podróży w te strony pozostają w pamięci soczysta zieleń Amazonii, błękit Oceanu Spokojnego, pomarańcz i brąz wyżyn oraz wielokolorowe stroje peruanos (Peruwiańczyków). Nic więc dziwnego, że wiphala, symbol kojarzony z imperium Inków (Tawantinsuyu), składa się z kwadratów w siedmiu kolorach. W swojej współczesnej wersji prezentują one spektrum światła widzialnego.

 

Już sam lot z Europy do Peru dostarcza barwnych widoków. Kiedy przemierzymy niebieski Atlantyk, przez kilka godzin przez okna samolotu możemy przyglądać się olbrzymiej puszczy amazońskiej. W pewnym momencie zielony las deszczowy niespodziewanie zamyka potężny łańcuch Andów. Gdy docieramy do mniej więcej 10-milionowej Limy, stolicy kraju, góry nagle ustępują miejsca kolejnemu oceanowi, tym razem Pacyfikowi.


KOLONIALNE MIASTO KRÓLÓW

 

Lima, niegdyś jeden z najbogatszych ośrodków Ameryki Południowej, nazywana bywa też miastem hiszpańskich konkwistadorów. Francisco Pizarro (1478–1541) założył ją prawie 500 lat temu (w styczniu 1535 r.) jako bazę do podboju państwa Inków. Aż do 1824 r. była stolicą Wicekrólestwa Peru. Pierwotnie tytułowano ją Miastem Królów (Ciudad de los Reyes). Mimo wielokrotnych trzęsień ziemi zabytki w Limie zachowały swój kolonialny charakter i wciąż przypominają o jej dawnym bogactwie. Świadczy o tym wpisanie w 1988 r. zabudowy historycznego centrum na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

Najwięcej turystów przyciąga plac Broni (Plaza de Armas, inaczej Plaza Mayor). Nazwę tę nadawano dość często głównym placom w wielu miastach Ameryki Południowej, ponieważ tu podczas najazdów z zewnątrz rozdawano broń ludziom. W tym miejscu znajdują się największe zabytki kolonialne: Katedra (Catedral de Lima) z grobowcem Francisca Pizarra, Pałac Arcybiskupi (Palacio Arzobispal) z pięknymi zdobionymi balkonami i Pałac Wicekrólów, obecnie Pałac Rządu (Palacio de Gobierno), w którym w 1821 r. ogłoszono niepodległość Peru. Obowiązkowo należy również złożyć wizytę w XVII-wiecznej Bazylice św. Franciszka, tworzącej zespół architektoniczny wraz z pobliskim klasztorem (Basílica y Convento de San Francisco) i uchodzącej za jedną z najpiękniejszych budowli sakralnych na kontynencie. Za jej potężną fasadą kryje się wnętrze ozdobione freskami, pozłacanymi ołtarzami i malowidłami. Odwiedzających intrygują jednak przede wszystkim tajemnicze katakumby znajdujące się pod ziemią. Jak twierdzą przewodnicy, pochowano w nich 25 tys. osób. Po obejrzeniu złożonych w kolejnych salach kości i czaszek nabiera się przekonania, że liczba ta wcale nie jest zawyżona.

 

Prowincja Lima przyciąga turystów także nowoczesnym nadmorskim rejonem z widokiem na długie oceaniczne fale, idealne do surfowania. Prym na tym obszarze wiedzie ekskluzywny dystrykt Miraflores, położony praktycznie na skraju klifów. Władze regionu postanowiły stworzyć tutaj zespół parków z rzeźbami, oryginalnymi roślinami oraz ścieżkami do spacerów i uprawiania joggingu. W wysokich wieżowcach działają najlepsze w okolicy restauracje, sklepy, hotele i nocne kluby.

 

Na zainteresowanie zasługuje też limska kuchnia ze specjałem ceviche (cebiche), czyli marynowaną surową rybą podawaną z sokiem z limonki, z dodatkiem cebuli, papryki i soli. Warto zwrócić uwagę, że to tradycyjnie przyrządzane danie można spotkać zarówno w luksusowych lokalach, jak i małych ulicznych budkach. Poza tym limeños (mieszkańcy Limy) uwielbiają pisco – brandy wyprodukowane z winogron. Alkohol ten jest składnikiem koktajlu pisco sour, uznawanego niemal za symbol narodowy Peru.

 

INKASKI ŚWIAT

 

Dawna stolica Inków – Cusco (Cuzco) – leży na wysokości ok. 3400 m n.p.m., pośród łagodnych, najczęściej nagich wzgórz. W oddali wznoszą się przykryte śniegiem monumentalne andyjskie szczyty. Przed udaniem się w ten rejon warto sobie uświadomić, że Peru ze względu na swoje położenie blisko linii równika i zróżnicowane ukształtowanie terenu charakteryzuje się rozmaitymi rodzajami klimatu. W trakcie naszej zimy w tej okolicy bywa jednak dosyć ciepło. Choć nocą temperatura powietrza potrafi spaść do 0°C, to w ciągu dnia, na słońcu, wzrasta nawet do ponad 20°C.

 

Mimo iż blisko 84 proc. mieszkańców kraju posługuje się na co dzień hiszpańskim, ciągle używa się tu kilkunastu języków indiańskich, w tym keczua i ajmara. To właśnie od pochodzącego z tego ostatniego języka wyrażenia qusqu wanka („skała sowy”) wielu etymologów wywodzi nazwę Cusco. Według legendy założył je pierwszy inkaski władca Manco Cápac. Zgodnie z badaniami archeologów Inkowie przybyli tutaj na początku XIII stulecia. Ich ośrodek szybko stał się najważniejszym centrum gospodarczym i kulturalnym regionu, mogącym poszczycić się m.in. nowoczesnym systemem wodno-kanalizacyjnym. Prawdopodobnie stanowi najstarsze miasto na zachodniej półkuli zamieszkane nieprzerwanie do dziś.

 

Czas największego rozkwitu Cusco przypadł na XV w. Trzeba zaznaczyć, że państwo Inków (nazywane Tawantinsuyu, Tahuantinsuyo)liczyło wtedy ok. 14 mln mieszkańców i rozciągało się na terenach należących obecnie do Ekwadoru, Peru, Boliwii, Chile, Argentyny i Kolumbii. Ten wyjątkowy okres skończył się wraz z przybyciem Hiszpanów. W listopadzie 1533 r. Francisco Pizarro podbił miasto. Trzy lata później spalono je, aby stłumić antyhiszpańskie powstanie. Na gruzach Cusco kolonizatorzy postawili nowe budynki. Wznieśli je m.in. z pozostałości po inkaskiej zabudowie. Z biegiem czasu okazało się, że mury konstruowane przez Inków z odpowiednio ociosanych kamieni potrafią przetrwać kolejne trzęsienia ziemi, hiszpańska architektura natomiast często ulegała zniszczeniom i wiele obiektów trzeba było wciąż stawiać od nowa.

 

Do dzisiaj możemy podziwiać tu zarówno budowle konkwistadorów, jak i fragmenty pierwotnego miasta. Centralnym placem jest – oczywiście – Plaza de Armas, przy którym wznosiła się niegdyś świątynia ku czci boga słońca (Coricancha). Stanowiła ważny ośrodek kultu, miejsce koronacji i pochówku inkaskich królów. Obecnie znajduje się w tym rejonie Klasztor św. Dominika Guzmána (Convento de Santo Domingo), w którym obejrzymy pozostałości pierwotnego obiektu. Przy głównym placu stał również pałac XV-wiecznego władcy Inków Viracochy (Huiracocha Inca). Na jego fundamentach wybudowano Katedrę (Catedral del Cusco), symbol nowego miasta. Hiszpanie zakończyli prace nad kościołem po ponad 100 latach. W ich trakcie używali kamieni pochodzących z murów pobliskiej inkaskiej twierdzy Sacsayhuamán. W środku, oprócz bogatych dekoracji, możemy podziwiać m.in. obraz peruwiańskiego malarza Marcosa Zapaty (ok. 1710–1773) przedstawiający ostatnią wieczerzę. W odróżnieniu od europejskich wersji tej sceny na stole przed Jezusem i apostołami autor umieścił półmisek z daniem typowym dla Peru – pieczoną świnką morską (kawią domową).

 

O potędze Inków świadczy wspomniana twierdzaSacsayhuamán,która góruje nad Cusco. Chociaż do dziś przetrwały jedynie jej ruiny, nadal zachwyca turystów. Plan fortecy przypomina kształtem pysk pumy – zygzakowate mury przywodzą na myśl zęby. Została ona wzniesiona z gigantycznych kamiennych bloków idealnie przylegających do siebie bez zastosowania jakiejkolwiek zaprawy. Największe z zachowanych głazów ważą 300–350 t. Budowa twierdzy trwała mniej więcej 50 lat i według badaczy musiało przy niej pracować ok. 20 tys. robotników. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że Inkowie nie znali koła, nie używali zwierząt pociągowych, a poszczególne kamienie dopasowywali do siebie jedynie za pomocą narzędzi.

 

Spacer ulicami Cusco to także doskonała okazja do przyjrzenia się niezwykłym ubraniom jego mieszkańców, łączącym tradycyjne elementy stroju ludowego z wpływami hiszpańskimi. W wielu rejonach Peru typowym kobiecym ubiorem jest suto marszczona, wielowarstwowa spódnica sięgająca kolan, ściągnięta szerokim i bogato zdobionym pasem. Zamiast torebek czy plecaków Peruwianki używają kolorowych, pasiastych tkanin zwanych mantami. Noszą w nich m.in. warzywa, drewno i… dzieci. Mężczyźni ubierają się na ogół po europejsku, choć można spotkać też panów w klasycznych, barwnych poncho. W okolicy Cusco i jeziora Titicaca dopełnieniem zarówno damskiego, jak i męskiego stroju są kapelusze podobne do meloników, zapewne pozostałość po hiszpańskich kolonizatorach.

 

SZLAKIEM INKÓW

 

Mimo iż dawna stolica Inków leży ok. 450 km w linii prostej od wybrzeża, a ze względu na ukształtowanie terenu od Pacyfiku dzieli ją trasa o długości ponad 650 km, to ryby złowione w oceanie trafiały świeże na stół ich władcy. Dzięki rozbudowanemu systemowi szlaków specjalnie przeszkoleni gońcy (chasquis) mogli przemieszczać się bardzo szybko. Również i dzisiaj turyści mają okazję docenić wielkość rozwijającej się w tym regionie cywilizacji.

 

Odtworzona kamienna Droga Inków (Camino Inca), wiodąca w dolinie Urubamby na północny zachód od Cusco, należy bez wątpienia do najpiękniejszych tras turystycznych świata. Dziennie wpuszcza się na nią maksymalnie tylko 500 osób, a rezerwacji trzeba dokonywać kilka miesięcy wcześniej z uwagi na dużą liczbę chętnych.

 

W ciągu od 2 do 5 dni przechodzi się zarówno przez las deszczowy z niezliczoną ilością egzotycznych kwiatów i ptactwa, jak i przez wysoko położone przełęcze, z których najwyższa to Warmiwañusqa (4200 m n.p.m.). Na odpoczynek uczestnicy wyprawy zatrzymują się w inkaskich ruinach, robiących imponujące wrażenie pośród górskiego krajobrazu. Zwieńczeniem całej wędrówki jest wizyta w najbardziej znanym mieście Inków – Machu Picchu (ok. 2430 m n.p.m.).

 

TAJEMNICA Z PRZESZŁOŚCI

 

Do słynnego ośrodka w Andach można dotrzeć nie tylko pieszo, ale także pociągiem PeruRail z Cusco. Dojeżdża się wówczas do miejscowości Aguas Calientes, skąd dalej o własnych siłach bądź autobusem należy udać się już bezpośrednio do zapierających dech w piersiach ruin.

 

Inkowie wznieśli kompleks Machu Picchu w połowie XV w., kiedy ich cywilizacja znajdowała się u szczytu potęgi. Mieszkali w nim zaledwie przez ponad 100 lat. Z nieznanych nam przyczyn opuścili miasto w 1572 r. Być może zrobili to ze względu na szerzącą się epidemię jakiejś choroby, brak wody lub stopniowy upadek państwa spowodowany hiszpańską inwazją, chociaż mimo niewielkiej odległości od Cusco (ok. 130 km), konkwistadorzy nigdy tu nie dotarli. W ciągu kolejnych 350 lat górskie ścieżki prowadzące do ośrodka zarosły, a wśród kamiennych budowli zaczęła rządzić natura. O istnieniu miejsca wiedzieli nieliczni Indianie. Dla świata odkrył je amerykański naukowiec Hiram Bingham III (1875–1956) 24 lipca 1911 r.

 

Otoczenie Machu Picchu wygląda niemal bajkowo. Miasto powstało na wysoko położonym siodle (ponad 2400 m n.p.m.), pomiędzy Młodym Szczytem (Huayna Picchu lub Wayna Picchu, ok. 2700 m n.p.m) a Starym Szczytem (Machu Picchu). W dolinie leżącej 400 m niżej wije się rzeka Urubamba, a stoki wokół porastają bujne lasy. Inkowie wykorzystali naturalne ukształtowanie terenu i rozplanowali swój ośrodek na tutejszych skalnych półkach. Do domów i pól uprawnych na specjalnie przygotowanych tarasach woda docierała licznymi kanałami tworzącymi razem rozbudowany system. Wszystkie budowle, zarówno mieszkalne, jak i te o znaczeniu religijnym, wzniesiono z ciosanych i dobrze dopasowanych kamieni.

 

Indianie zastosowali tu też swoją wiedzę dotyczącą astronomii. W Świątyni Trzech Okien (Templo de las Tres Ventanas) promienie słoneczne wpadają do wnętrza tylko w określonych porach dnia. Umieszczony natomiast na niewielkim wzgórzu kamień Intiwatana prawdopodobnie służył kapłanom jako kalendarz i zegar astronomiczny.

 

Do dziś badacze nie są pewni, jakie znaczenie miało Machu Picchu w inkaskim imperium. O wyjątkowości miasta świadczy nieduża liczba jego mieszkańców (prawdopodobnie żyło w nim od 300 do 1 tys. osób) i fakt, że na tutejszej nekropolii odkryto dużo więcej grobów kobiet niż mężczyzn. Być może stanowiło ono ośrodek religijny, na co wskazywałyby liczne obiekty kultu.

 

Widok na Machu Picchu z charakterystyczną sylwetką Huayna Picchu

022330 300

© PILAR OLIVARES/PROMPERÚ

 

LINIE NA PUSTYNI

 

Większość turystów odwiedzających Machu Picchu bywa tak zachwyconych oszałamiającymi widokami, że uznaje je za jedno z najwspanialszych stanowisk archeologicznych na świecie. Warto jednak zdawać sobie sprawę z tego, iż Inkowie byli nie tyle twórcami, ile spadkobiercami ludów andyjskich, żyjących znacznie wcześniej. Na terytorium dzisiejszego Peru rozwijały się po sobie kultury Vicús, Chavín, Cupisnique, Pucará, Recuay, Cajamarca, Lima, Huarpa (Warpa), Lambayeque (Sicán), Nasca (Nazca), Paracas, Tiahuanaco, Wari (Huari), Pachacámac (Pacha Kamaq), Chincha, Chachapoyas, Colla, Lupaca, Chiribaya, Maranga, Huamachuco, Huanca (Wanka), Chancay, Moche (Mochica) i Chimú. Do naszych czasów przetrwało dostatecznie wiele obiektów i przedmiotów świadczących o wielkich umiejętnościach i twórczej wyobraźni ich autorów. Są wśród nich zarówno monumentalne budowle, jak i wymyślne wyroby ze złota.

 

Do najbardziej niezwykłych przykładów starożytnej architektury krajobrazu należą ogromne znaki utrwalone na płaskowyżach oddalonych o ok. 90 km od wybrzeża Peru. Największe ich zagęszczenie znajdziemy w pustynnym rejonie Pampas de Jumana, między miejscowościami Nasca (Nazca) i Palpa. Tajemnicze linie i rysunki powstawały między VI w. p.n.e. a VI stuleciem n.e. Na temat ich pochodzenia i przeznaczenia wysunięto mnóstwo hipotez, a niekiedy wręcz sensacyjnych teorii. Znalezione w pobliżu przedmioty identyfikowane z kulturą Nasca mogą świadczyć o tym, że znaki te były dziełem mieszkańców tej okolicy. Według badaczy do stworzenia większości rytów wystarczyło tylko kilku ludzi wyposażonych w tyczki i sznurek jako prosty przyrząd mierniczy oraz miotłę. W jakim jednak celu powstały te osobliwe wzory, zapewne nigdy się już nie dowiemy.

 

Wyróżnia się tutaj szczególnie kilka rysunków, takich jak m.in. przedstawienia kolibrów, kondorów, czapli, żurawia, pelikana, mewy, papugi, małpy, pająka, ślimaka, psa, 27-metrowego walenia, węża, ryby, kaktusów i kwiatów. Ze względu na ich gigantyczne rozmiary geoglify te w całości można podziwiać wyłącznie z dużej wysokości, np. podczas lotu samolotem. W nieodległej miejscowości Nasca organizowane są tego typu wycieczki dla chętnych.

 

KRAINA SZEŚCIOTYSIĘCZNIKÓW

 

Z pustynnego płaskowyżu przenosimy się dla odmiany w ośnieżone Andy. Białe szczyty, ostre słońce i lazurowe jeziora – tym właśnie charakteryzuje się Park Narodowy Huascarán (Parque Nacional Huascarán), który dzięki swojej wyjątkowości został wpisany w 1985 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Znajduje się w nim na obszarze 3400 km² 296 akwenów, 41 rzek, ponad 660 lodowców i 27 sześciotysięczników, w tym najwyższa góra Peru, czyli Nevado Huascarán (6768 m n.p.m.), stanowiąca cel spragnionych wrażeń miłośników wspinaczki.

 

Na tym obszarze wyróżnia się siedem stref roślinnych: od wilgotnych lasów po formacje wysokogórskie. Rośnie tutaj np. kantuta (Cantua buxifolia), uznawana za narodowy kwiat Peru. Spośród żyjących w tych stronach zwierząt warto wymienić andoniedźwiedzia okularowego (niedźwiedzia peruwiańskiego), który jest jedynym gatunkiem z rodziny niedźwiedziowatych występującym w Ameryce Południowej.

 

Nie tylko amatorzy turystyki wysokogórskiej znajdą w parku coś dla siebie. Niektóre jego malownicze zakątki da się zwiedzić w ciągu jednego dnia, zarówno podczas wycieczki pieszej czy rowerowej, jak i wyprawy na mule.

 

LIŚCIE KOKI W FILIŻANCE

 

W trakcie przemierzania płaskowyżu Altiplano na pewno zauważymy, jak powszechnie miejscowi spożywają liście koki. W Peru można je kupić legalnie za niewielkie pieniądze na każdym targowisku, nierzadko nawet w sporych workach. Ludzie zamieszkujący te tereny już 8 tys. lat temu żuli kokę m.in. dlatego, że dzięki temu odczuwa się mniejszy głód, a wędrówka, dźwiganie bagażu lub wykonywanie innych czynności na dużych wysokościach nie wymagają tyle wysiłku co zazwyczaj.

 

Krzew kokainowy (Erythroxylum coca) odgrywa istotną rolę w kulturze andyjskiej. Jego liście, przypominające kształtem liście laurowe, ofiarowywane były bogom, a w czasach Inków używały ich głównie klasy uprzywilejowane. Ponad 100 lat temu (od 1885 do 1929 r.) wykorzystywano je do produkcji coca-coli. Obecnie mieszkańcy andyjskich wyżyn żują kokę i sporządzają z niej napar zwany mate de coca (lub té de coca). Napój ten (zwalczający objawy choroby wysokogórskiej), traktowany jak herbata, podawany jest nawet w ekskluzywnych hotelach. Liście z krzewu kokainowego stanowią też dodatek do tutejszych ciastek i cukierków. Warto pamiętać, że turyści mogą bez przeszkód wywozić z kraju tego typu produkty, ale nie samą roślinę.

 

WEŁNA BOGÓW

 

Stepowe płaskowyże Peru, pokryte niską roślinnością, są naturalnym środowiskiem życia dla bardzo sympatycznych i pożytecznych dla człowieka zwierząt. Lamy andyjskie, alpaki i wikunie andyjskie (wigonie) należą do jednej rodziny wielbłądowatych. Z daleka wyglądają podobnie, jednak alpaka trochę bardziej przypomina owcę, wikunia z kolei jest z nich wszystkich najbardziej smukła. Słowo llama (polskie „lama”) wywodzi się z języka keczua. Hiszpanie tłumaczyli je jako„owca”. Później za pośrednictwem języka hiszpańskiego wyraz przyswoili sobie inni mieszkańcy Europy.

 

Wikunie w Peru objęte są ochroną. Na trasach przelotowych, z dala od miast, można zobaczyć znaki informujące o ich występowaniu. W takich okolicach na drogach umieszczono specjalne progi spowalniające ruch samochodowy ze względu na pasące się zwierzęta. Lamy i alpaki w Ameryce Południowej odgrywały ważną rolę w gospodarstwie już ponad 5 tys. lat temu. Trzymano je dla pozyskiwanej z ich sierści przędzy oraz dobrego mięsa, które zawiera bardzo dużo białka i jednocześnie zaskakująco mało cholesterolu i tłuszczu. I choć hodowla lam bardziej się rozpowszechniła, to jedynie wełnę z alpak nazywa się wełną bogów.

 

Już w czasach Inków takie wełniane tkaniny kojarzono z luksusem, a ubrania z nich wykonane nosiła inkaska arystokracja. Także i dzisiaj tego typu odzież sporo kosztuje, ponieważ sama przędza jest wyjątkowo miękka, delikatna i lekka, a zrobione z niej rzeczy są trzy razy cieplejsze niż te z włókien owczych i trzykrotnie bardziej odporne na ścieranie. O niezwykłej wytrzymałości materiału mogą zaświadczyć odkrycia archeologiczne. W peruwiańskich grobowcach znaleziono przedmioty z wełny z alpak pochodzące jeszcze sprzed narodzin państwa Inków.

 

Wysepki Uros na jeziorze Titicaca

020838 300

© JUAN PUELLES/PROMPERÚ

 

DRYFUJĄCE WYSPY

 

Jeśli udamy się w góry na granicy z Boliwią, będziemy mogli podziwiać wyjątkowy krajobraz, który tworzą dwa pasy przepięknego błękitu przedzielone brązowymi wzgórzami i błyszczącymi od śniegu szczytami. Takie widoki zapewnia Titicaca – najwyżej położone żeglowne jezioro świata (3812 m n.p.m.). To również drugie co do wielkości jezioro w Ameryce Południowej (po Maracaibo w Wenezueli). W najszerszym miejscu mierzy niemal 80 km, a jego całkowita powierzchnia wynosi ok. 8400 km². Jest więc ok. 74 razy większe od polskich Śniardw.

 

Główne miasto w tym rejonie – 150-tysięczne Puno – stanowi bardzo dobrą bazę wypadową do poznawania okolicy. W porcie warto zobaczyć historyczną kanonierkę Yavarí, która została zbudowana w Wielkiej Brytanii w 1862 r., a potem w częściach dotarła nad Titicacę. Statek złożono ostatecznie w 1870 r. Był wykorzystywany przez ponad 100 lat (do 1975 r.).

 

Największą atrakcją jeziora są jednak wyspy Uros (Urus) z trzciny totora, które mogą… pływać (na terytorium Peru istnieje ich ponad 20). Kiedyś swobodnie dryfowały, terazprzycumowuje się je w jednym miejscu. Sama roślina przez wieki była podstawowym produktem dla tutejszej ludności. Indianie Uro (Uru) przygotowywali z niej herbatę, jedli słodki rdzeń, dorzucali ją do paleniska. Dzisiaj wciąż z trzciny buduje się domy i łodzie (tzw. caballitos de totora) oraz wyrabia meble i pamiątki. Średnio co trzy miesiące na zgniłe fragmenty wyspy kładzie się nową warstwę liści i łodyg. Po ok. 20 latach całą konstrukcję trzeba wymienić.

 

Część regionu pozostaje zamieszkana. Indianie żyją tu głównie z rybołówstwa, choć turystyka staje się coraz ważniejszym źródłem ich dochodów. Miejscowi często porzucają język uro (uru) na rzecz ajmara czy hiszpańskiego.

 

Na jeziorze znajdują się też naturalne wyspy. Taquile słynie z wyrobu tkanin. W 2008 r. ta sztuka została wpisana oficjalnie na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Jej mieszkańcy (taquileños) aż do lat 50. XX w. żyli w niemal całkowitej izolacji, dzięki czemu wciąż łączy ich silne poczucie wspólnoty. Noszą typowe jedynie dla Taquile stroje. Kobiety zakładają czarne lub czerwone spódnice (polleras) i różowe bluzki (almillas), a na głowę i ramiona długie, czarne chusty, które z tyłu sięgają kolan (chuku). Mężczyźni ubierają się przeważnie w czarne spodnie z szerokim, kolorowym pasem i białe koszule. Ten zwyczaj, inspirowany wyglądem hiszpańskich chłopów, pojawił się z końcem XVI w., kiedy to konkwistadorzy zabronili taquileños używania tradycyjnego ubioru.

 

Chociaż tkaniny wytwarza niemal cała lokalna społeczność, bez względu na wiek i płeć, to kobiety głównie przygotowują przędzę, a mężczyźni tkają i robią na drutach. Najbardziej charakterystycznymi częściami stroju są szeroki paskalendarzowy, przedstawiający coroczny cykl prac i obrzędów, oraz wełniana czapka chullo z nausznikami, która w różnych wariantach, nie tylko kolorystycznych, jest popularna w całym kraju.

 

KANION SZYBUJĄCYCH KONDORÓW

 

Polacy pozostawili po sobie w Peru dwa ważne ślady. Polski inżynier Ernest Malinowski (1818–1889) wybudował w nim drugą najwyżej położoną linię kolejową na świecie (Ferrocarril Central del Perú – Centralną Kolej Transandyjską). Natomiast w maju 1981 r. dziką, spienioną rzeką na dnie kanionu Colca po raz pierwszy w historii spłynęła grupa kajakarzy z Polski z Andrzejem Piętowskim (kierownikiem wyprawy) na czele. Wyczyn ten został wpisany do Księgi rekordów Guinnessa i przyniósł temu miejscu sławę. W dowód wdzięczności mieszkańcy pobliskiego miasteczka Chivay nazwali główną 6-kilometrową ulicę Avenida Polonia, czyli aleją Polska.

 

Cañón del Colca uważa się za drugi najgłębszy kanion na ziemi (po Cotahuasi, leżącym także w Peru). Panorama rozpościerająca się z jego stromych brzegów zapiera dech w piersiach. Górne krawędzie wznoszą się na wysokość 4–5 tys. m n.p.m. Dno znajduje się na poziomie od 950 do 3050 m n.p.m. W węższej części kanionu ściany pozbawione są roślinności. U jego wylotu, odległość między brzegami staje się coraz szersza, a na zboczach leżą przepiękne tarasy uprawne.

 

Największe wrażenie wywiera jednak widok kondorów wielkich o poranku. W miejscu zwanym Krzyżem Kondora (Cruz del Cóndor) pojawia się ich najwięcej. Te olbrzymie ptaki (o rozpiętości skrzydeł sięgającej ponad 3 m) przelatują często kilkanaście metrów ponad głowami turystów. Zjawiają się regularnie z samego rana. W wyniku stopniowego ogrzewania promieniami słońca zimnego powietrza z dna kanionu powstają wznoszące prądy, które kondorom widocznie bardzo odpowiadają.

 

TĘCZOWA KRAINA

 

W Peru wciąż spotyka się ślady po mieszkańcach dawnego imperium, którzy zdołali rozwinąć tu rolnictwo, zbudować potężne państwo i założyć miasta w rejonach pięknych, choć ciężkich do życia. Ludzie w tym regionie zawsze uczyli się pokonywać trudności. Widać to nie tylko w opuszczonym Machu Picchu, ale również w niemal 1-milionowej Arequipie, drugim co do wielkości ośrodku w kraju, otoczonym przez wulkany i nawiedzanym przez trzęsienia ziemi. Stare domy i świątynie zbudowane są w nim ze skamieniałej lawy. W bujnym amazońskim lesie równikowym, z dala od cywilizacji Indianie od setek lat zakładają swoje skromne osady.

 

To poza tym niezmiernie zaskakująca kraina. Na kolorowych procesjach i festynach rytuały prekolumbijskie przenikają się z tradycjami katolickimi i lokalnymi zwyczajami. Mężczyźni nad jeziorem Titicaca robią na drutach. Kobiety w górach noszą męskie kapelusze. Na obiad możemy zjeść tutaj pieczoną świnkę morską, a w hotelu zamówimy herbatę z liści koki. Nawet ziemniaki występują aż w kilkudziesięciu odmianach i mają różną barwę: od brązu i żółci po fiolet i czerwień. Dlatego żeby opisać Peru, trzeba użyć całej palety kolorów. W końcu nawet flagi w Cusco są tęczowe.

 

Cruz del Cóndor i Indianie oferujący turystom pamiątki i barwne tekstylia

025850 300

© JAMES POSSO/PROMPERÚ

 

Ekwador – kraj zwany Równikiem

ROMAN WARSZEWSKI
www.warszewski.info

<< Gdy spojrzymy na ekwadorskie godło, ujrzymy na nim rzekę otoczoną zieloną równiną na tle ośnieżonej góry. To Guayas, której jedno ze źródeł wypływa ze zbocza pokrytego lodowcami wulkanu Chimborazo. Trudno chyba w tym przypadku o lepsze symboliczne przedstawienie tego pasjonującego regionu kuli ziemskiej, naznaczonego masywami wulkanicznymi Andów i pokrytego różnorodną bujną roślinnością. Tutaj słońce króluje na widnokręgu zupełnie jak na herbowej tarczy. >>

Ekwador to jedyny kraj świata, który swoją nazwą podkreśla fakt, że przez jego terytorium przechodzi linia najdłuższego równoleżnika naszej planety. Hiszpańskie słowo ecuador oznacza właśnie równik. W pobliżu stołecznego Quito, na terenie Mitad del Mundo, czyli Środka Świata, obok monumentalnego pomnika namalowano symboliczną żółtą linię, oddzielającą półkulę północną od południowej. Na tutejszy plac tłumnie ściągają zagraniczni turyści, ale jeszcze chętniej przyjeżdżają w to miejsce sami Ekwadorczycy. Równik stał się ich narodową dumą i dziedzictwem.

Więcej…

Indonezja – wakacje w tysiącach odcieni

Jerzy Pawleta

www.jerzypawleta.pl

Posągi na terenie świątyni Pura Nunggu
99


Indonezja leży wzdłuż równika. W jej granicach znajduje się 17 508 wysp Archipelagu Malajskiego, z których tylko mniej więcej jedna trzecia – ok. 6 tys. – jest zamieszkała. Tworzą one niezwykłą mozaikę kultur, krajobrazów, zwyczajów, architektury, kuchni i religii. Wciąż można w tym kraju znaleźć wiele jeszcze nieodkrytych miejsc. Czeka w nim na nas z jednej strony błogi wypoczynek w niezmiernie komfortowych warunkach, a z drugiej – fascynująca przygoda. To prawdziwy wakacyjny i podróżniczy raj. 

Więcej…