BARBARA TEKIELI

« Małopolska zaskakuje wielką różnorodnością smaków, tradycji, obrzędów i krajobrazów. Jest też regionem silnie zróżnicowanym pod względem etnicznym. Jej wyróżnikiem są skarby kultury i natury oraz niezwykli ludzie od stuleci pielęgnujący barwne lokalne zwyczaje i folklor. »

 

Zabytkowe drewniane budownictwo, wpisane w nasz rodzimy krajobraz, najlepiej zachowało się w Małopolsce. Tutaj znajduje się najdłuższy odcinek Szlaku Architektury Drewnianej w kraju (z aż 255 cennymi obiektami). W tym regionie na odkrycie czeka także wspaniałe podziemne królestwo, jakie tworzą historyczne kopalnie soli. Zachwycić potrafi również małopolska przyroda. Dwa tutejsze parki narodowe – Babiogórski i Tatrzański – uznano za rezerwaty biosfery UNESCO. Jedną z największych atrakcji turystycznych jest spływ przełomem Dunajca.

 

Główny ośrodek regionu, królewski Kraków, został pierwszą w historii Europejską Stolicą Kultury Gastronomicznej. Wyróżnienie to na 2019 r. przyznała mu Europejska Akademia Gastronomiczna. Z tej okazji odbędzie się wiele wydarzeń promocyjnych i edukacyjnych z udziałem międzynarodowych gwiazd sztuki kulinarnej. Zdecydowanie warto zatem zawitać do Małopolski.

 

KULINARNE CENTRUM EUROPY

Już w X w. na wzgórzu wawelskim działała pierwsza winnica w Polsce. Smak krakowskiego obwarzanka, symbolu miasta, doceniła królowa Jadwiga. Ponad 600-letnią historię wypieku i sposób jego przygotowania można poznać w czasie warsztatów w Żywym Muzeum Obwarzanka niedaleko Starego Kleparza. Pierogi św. Jacka znane są w Krakowie od średniowiecza, a chleb prądnicki gościł niegdyś na królewskich stołach. Słynna maczanka krakowska, przysmak tutejszych fiakrów, była popularna już w XVII stuleciu.

 

Do najbardziej rozpoznawalnych deserów można zaliczyć sernik krakowski, wadowicką kremówkę oraz wyroby z Cukierni Cichowscy, działającej nieprzerwanie od 1945 r. Wśród tych ostatnich królują ciasteczka grylażowe i nugat wysyłany do Watykanu papieżowi Janowi Pawłowi II. Kraków pojawił się w prestiżowych przewodnikach Michelin i Żółtym Przewodniku Gault&Millau Polska. Osiem krakowskich restauracji otrzymało rekomendację Slow Food Polska.

 

W ramach projektu Europejska Stolica Kultury Gastronomicznej 2019 odbędzie się wiele interesujących wydarzeń. Zaplanowano m.in. kongres gastronomiczny, spotkania krakowskich szefów kuchni i gwiazd światowej gastronomii. Polską sztukę kulinarną ma również promować transmitowane przez internet wirtualne gotowanie – przyrządzanie różnych potraw zaprezentują jednocześnie rozmaite restauracje.

 

Rok 2019 i kolejne lata będą obfitować w mnóstwo imprez. Do stałych wydarzeń zaliczają się Krakowskie Zapusty, sierpniowy Festiwal Pierogów czy ścieżki kulinarne organizowane w ramach m.in. festiwalu Opera Rara czy Jarmarku Świętojańskiego. W maju planowane jest Święto Obwarzanka. W 2019 r. (według planów z początku marca br.) Kraków ma gościć duże międzynarodowe imprezy: Kraków Terroir (w połowie września) i kongres gastronomiczny z udziałem wybitnych szefów kuchni (23 października).

 

Z MIŁOŚCI DO WINA

Funkcjonowanie winnicy na Wawelu w X w. ujawniły prowadzone na wzgórzu badania archeologiczne. Największy rozkwit polskiego i małopolskiego winiarstwa przypadł na okres od XIV do XVI stulecia. Kameduli krakowscy rozpoczęli uprawę winogron dopiero na początku XVII w. Dzięki dobrze nasłonecznionym stokom osłoniętym Lasem Wolskim i glebom o odpowiednim składzie winorośle w sąsiedztwie klasztoru rozwijały się bez przeszkód. Niewielka część plantacji przetrwała do dzisiaj. 

 

Właściciele krakowskiej Winnicy Srebrna Góra – Mirosław Jaxa-Kwiatkowski i Mikołaj Tyc – postanowili kontynuować dawne tradycje winiarskie Małopolski i zrealizować przedsięwzięcie nie ustępujące w niczym najlepszym europejskim wzorcom. Tak powstało niezwykłe miejsce na enoturystycznej mapie regionu. Uprawy leżą w dolinie Wisły, u podnóża bielańskiego klasztoru kamedulskiego. Winnica ta jest jedną z największych w Polsce. Na powierzchni 28 ha uprawia się 16 odmian winogron. Część terenu znajduje się na Bielanach, a część – w sąsiednich Przegorzałach. Wina produkowane są w dawnych pomieszczeniach gospodarczych klasztoru zgodnie z tradycjami kamedulskimi.

 

Zwiedzanie winnicy cieszy się coraz większym zainteresowaniem, dlatego właściciele zamierzają w połowie maja 2019 r. otworzyć pawilon degustacyjny, który powstaje z myślą o grupach zorganizowanych, a także turystach indywidualnych. W planach mają też wytyczenie ścieżek edukacyjnych. Latem br. zostanie poza tym odsłonięty pomnik św. Marcina autorstwa znanego rzeźbiarza Jerzego Kędziory.

 

Produkty z Winnicy Srebrna Góra zdobyły wiele prestiżowych nagród, m.in. na paryskiej imprezie Concours International des Vins de Gastronomie, Międzynarodowym Konkursie Win Galicja Vitis czy podczas krakowskich targów ENOEXPO. Wytwarza się tu również młode wino nawiązujące do świętomarcińskich tradycji. Od sześciu lat winnica organizuje w listopadzie Festiwal Młodego Wina, który odbywa się w Starej Zajezdni na Kazimierzu w Krakowie. 

 

BIAŁE ZŁOTO

Do największych podziemnych atrakcji Polski należy Kopalnia Soli „Wieliczka”, umieszczona w 1978 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO (widnieje na niej wraz z Kopalnią Soli Bochnia, dopisaną w 2013 r.). Funkcjonuje ona nieprzerwanie od średniowiecza. Kopalnię zwiedza się jedną z wyznaczonych tras. Trasa turystyczna, którą w 2018 r. przemierzyło niemal 1,75 mln osób, prowadzi przez blisko 3 km krętych korytarzy i 800 stopni, a kończy się na głębokości 135 m. Po drodze poznaje się historię tego miejsca, tradycje górnicze i sposoby wydobywania soli na przestrzeni wieków. Zwiedzający przechodzą przez ogromne komory (ponad 20), mijają podziemne jeziora i oglądają solne rzeźby wykonane przez artystów. Najpiękniej prezentuje się okazała Kaplica św. Kingi, która powstawała przez niemal 100 lat.

 

Dużo emocji wzbudza też Trasa górnicza przeznaczona dla osób z lepszą kondycją chcących doświadczyć trudów górniczego fachu. Pod ziemię zjeżdża się XIV-wiecznym szybem Regis, pamiętającym czasy króla Kazimierza III Wielkiego. Zwiedzanie trwa ok. 3 godz. i ma formę wycieczki dla aktywnych, dlatego należy zadbać o wygodne, nieprzemakalne obuwie. Ze względu na niskie temperatury (między 14 a 16°C) na obie trasy powinno się zabrać ze sobą ciepłe ubranie.

 

Niepowtarzalny mikroklimat kopalni wykorzystuje się w celach leczniczych. W komorach solnych prowadzi się m.in. rehabilitację pulmonologiczną. Na powierzchni wybudowano z kolei tężnię solankową, największą w tej części Polski. Wdychanie solnego aerozolu działa korzystnie na osoby z alergiami i chorobami dróg oddechowych.

 

MIASTO ANIOŁÓW I ARTYSTÓW

Mniej więcej 40 km na południowy zachód od centrum Krakowa, na stoku Lanckorońskiej Góry (545 m n.p.m.) znajduje się Lanckorona, niezwykłe miejsce na szlaku bursztynowym i Szlaku Architektury Drewnianej w Małopolsce. Część miejscowości z ruinami średniowiecznego zamku wchodzi w skład kompleksu Kalwarii Zebrzydowskiej, który widnieje na prestiżowej Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. 

 

Lanckorona została wspomniana już w XV-wiecznych kronikach Jana Długosza, ale to Kazimierz III Wielki sprawił, że zyskała na znaczeniu w pierwszej połowie XIV stulecia. Z jego polecenia wybudowano tutaj zamek, a król 31 marca 1366 r. nadał osadzie prawa miejskie, które zachowała do 1934 r. Burzliwe losy miasteczka, jego mieszkańców i historię regionu przedstawia ekspozycja w Izbie Muzealnej im. Antoniego Krajewskiego, znajdującej się w najstarszym domu przy Rynku. Do dziś Lanckorona jest ulubionym miejscem wielu twórców oraz turystów szukających ciszy i spokoju. Bywali w niej m.in. Wisława Szymborska, Andrzej Wajda czy artyści Piwnicy pod Baranami, a Marek Grechuta napisał o niej jedną ze swoich piosenek. 

 

Miejscowość urzeka małomiasteczkową atmosferą, Rynkiem z XIX-wiecznymi, drewnianymi domami z głębokimi podcieniami oraz urokliwymi uliczkami odchodzącymi od centralnego placu pod kątem prostym. Wiele domów zachowało swój niepowtarzalny charakter sprzed pożaru z 1869 r. Nieodłącznym elementem krajobrazu Lanckorony są anioły. Pojawiają się przy studniach i w oknach, w wierszach i książkach oraz jako pamiątki.

 

Do kalendarza lanckorońskich imprez kulturalnych wpisały się na stałe lipcowe Międzynarodowe Warsztaty Gitarowe z udziałem najsłynniejszych artystów, sierpniowy festiwal dla zakochanych Romantyczna Lanckorona oraz grudniowy festiwal Anioł w Miasteczku. W drewnianych willach i pensjonatach (do najstarszych należą Zamek i Tadeusz) odkryjemy wiele prac znanych gości Lanckorony, np. Jerzego Nowosielskiego, Krystyny Zachwatowicz oraz wybitnego scenografa teatralnego i malarza Kazimierza Wiśniaka, patrona wydarzeń artystycznych. W „Cafe Pensjonat” znajduje się Galeria Lanckorońska Kazimierza Wiśniaka, a w gminnej bibliotece publicznej powstała sala zbiorów jego imienia. 

 

PERŁA RENESANSU

Tarnów, drugie co do wielkości miasto Małopolski (ok. 110-tysięczne), zaskakuje nie tylko liczbą cennych zabytków, ale też wielokulturowością i malowniczym położeniem u stóp Góry św. Marcina (384 m n.p.m.). Od południa sąsiaduje z Pogórzem Karpackim. Dzięki bliskości Kotliny Sandomierskiej należy do najcieplejszych miast w Polsce i nazywany jest polskim biegunem ciepła. 

 

Według Jana Długosza nazwa „Tarnów” pochodzi od tarniny, krzewów rosnących do dzisiaj w pobliżu ruin zamku na Górze św. Marcina. Inne podania wywodzą ją od rycerza Tarna, który miał tu założyć osadę. Obecnie od kilku lat w wybranych miejscach można kupić herbatę Tarninówkę. 

 

Założycielem Tarnowa był w 1330 r. rycerz Spycimir Leliwita (herbu Leliwa), przodek rodu Tarnowskich. Lata świetności miasta przypadają na XVI w., kiedy należało ono do Jana Amora Tarnowskiego (1488–1561), hetmana wielkiego koronnego, wybitnego polityka i mecenasa sztuki. Wówczas powstało ok. 200 kamienic będących własnością bogatych kupców, a Ratusz przebudowano według projektu włoskiego artysty Jana Marii Padovana. Dziś w renesansowym budynku ratuszowym funkcjonuje oddział Muzeum Okręgowego w Tarnowie z najcenniejszą i największą w Polsce kolekcją portretów sarmackich. Z wieży rozpościera się wspaniały widok na okolicę. Ciekawostką jest zegar ratuszowy odmierzający czas od XVII stulecia, nakręcany ręcznie za pomocą korby. To najstarszy działający zegar wieżowy w Małopolsce. Ozdobą tarnowskiego Starego Miasta są renesansowe kamienice. W miejscowej XV-wiecznej Bazylice Katedralnej Narodzenia Najświętszej Marii Panny znajduje się zespół reprezentacyjnych (najwyższych w Europie!) nagrobków rodzin Tarnowskich i Ostrogskich (autorstwa Jana Marii Padovana). Nagrobek Barbary z Tęczyńskich Tarnowskiej, zmarłej młodo pierwszej żony hetmana Jana Amora Tarnowskiego, wykonany przez Bartolomea Berrecciego, zalicza się do najpiękniejszych renesansowych pomników kobiecych w Europie. W przedsionku południowym uwagę zwraca kamienny portal wzorowany na drzeworycie Albrechta Dürera.

 

W usytuowanym niedaleko katedry Domu Mikołajowskim mieści się najstarsze muzeum diecezjalne w Polsce (założone w 1888 r.) z cennymi zbiorami pozyskanymi z drewnianych kościołów Małopolski. Koniecznie trzeba także odwiedzić Muzeum Etnograficzne (oddział Muzeum Okręgowego w Tarnowie), gdzie znajduje się jedyna w Europie wystawa stała prezentująca historię i kulturę Romów. Na dziedzińcu zgromadzono oryginalne wozy cygańskie, które w lipcu biorą udział w barwnej paradzie w czasie corocznej imprezy Międzynarodowy Tabor Pamięci Romów. 

 

W mieście warto wyruszyć na wycieczkę szlakiem generała Józefa Bema (1794–1850), rodowitego tarnowianina, bohatera Polski i Węgier. Pamiątki po nim przechowuje wspomniane Muzeum Okręgowe. W Parku Strzeleckim znajduje się mauzoleum z prochami generała sprowadzonymi z Syrii w 1929 r. W galerii Panorama na dworcu kolejowym można podziwiać fragmenty Panoramy Siedmiogrodzkiej, dzieła znanego też pod nazwami Bitwa pod Sybinem, Bem i Petöfi czy Bem w Siedmiogrodzie, które powstało pod kierunkiem Jana Styki.

 

Ratusz w Tarnowie, ukończony w 1568 r., wieńczy renesansowa attyka z czerwonej cegły

© ARCHIWUMMOT

PODZIEMNA PODRÓŻ W CZASIE

Początki bocheńskiej kopalni sięgają 1248 r., ale w okolicach Bochni sól pozyskiwano już od ok. 3,5 tys. lat p.n.e. Zgodnie z legendą, gdy węgierska królewna Kinga, przyszła żona księcia Bolesława Wstydliwego i święta Kościoła katolickiego, opuszczała swoją ojczyznę, wrzuciła pierścień zaręczynowy do jednej z siedmiogrodzkich kopalni. Kiedy przyjechała do Polski, górnicy odnaleźli go w dzisiejszym szybie Sutoris. 

 

Zwiedzanie najstarszej polskiej kopalni to wyprawa przez wyrobiska usytuowane na dwóch poziomach, na 223 i 250 m głębokości. Można wybierać wśród trzech tras tematycznych. Wszystkie są równie interesujące, ale charakteryzują się różnym stopniem trudności. 

 

Dzięki trasie podstawowej z atrakcyjną podziemną ekspozycją multimedialną poznamy bliżej kopalnię i historię wydobywania w niej soli oraz dowiemy się, jak trudna bywa praca górników. Trasa przyrodnicza prowadzi przez korytarze i komory, w których ogląda się solne nacieki, wykwity i kalafiory oraz kryształy halitu fluorescencyjnego. Jej część można pokonać drewnianymi łodziami płynącymi przez Komorę 81 zalaną solanką. Najtrudniejsza jest niemal 3-kilometrowa trasa historyczna „Wyprawa w Stare Góry”, która wymaga dobrej kondycji. Zwiedzający dowiadują się na niej, jak wyglądała praca górników solnych sprzed wielu stuleci. Miłośnikom sztuki sakralnej przypadnie do gustu trasa prowadząca do 6 kaplic (przed laty było ich w kopalni ponad 30, a dzisiaj jest 7).

 

Zwiedzanie kończy się w komorze Ważyn, usytuowanej 250 m pod ziemią. To znakomite miejsce na zorganizowanie imprezy firmowej (złożona z pięciu segmentów przestrzeń ma powierzchnię 2,5 tys. m2 i pomieści blisko 500 osób). Odbywa się tu wiele wydarzeń sportowych i kulturalnych. Poza tym podziemne korytarze i komory są swoistym inhalatorium, bo powietrze jest w nich czystsze niż na powierzchni. Aby móc wdychać je nieco dłużej, warto spędzić noc w kopalni. 

 

OBRZĘDY I ZWYCZAJE

Wiele małopolskich zwyczajów wiąże się z obchodami Wielkanocy, najważniejszego katolickiego święta. Tydzień przed nią wypada Niedziela Palmowa, zwana również Kwietną lub Wierzbną. Wówczas w Lipnicy Murowanej, Tokarni i Limanowej organizowany jest konkurs na najwyższą palmę. W tym dniu pojawiają się także pucheroki. Chłopcy ubrani w kożuchy obrócone futrem na wierzch, w stożkowych czapkach ozdobionych bibułą i z osmolonymi twarzami chodzą rano po podkrakowskich wsiach, składając ludziom życzenia, za co otrzymują datki i świąteczne smakołyki. Obyczaj ten wywodzi się z dawnej tradycji kwest żaków krakowskich. 

 

Niezwykłym przeżyciem w okresie Wielkiego Tygodnia jest udział w Misterium Męki Pańskiej w Kalwarii Zebrzydowskiej, mieście założonym w pierwszej połowie XVII stulecia przez wojewodę krakowskiego Mikołaja Zebrzydowskiego (1553–1620). Rozpoczyna się ono inscenizacją sądu nad Jezusem, a kończy tradycyjną drogą krzyżową. Zespół architektoniczno-parkowy Kalwaria Zebrzydowska znalazł się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO w 1999 r.

 

W Poniedziałek Wielkanocny, zwany lanym poniedziałkiem, we wsi Dobra w powiecie limanowskim dziady ubrane w słomianą odzież i futrzane maski zatrzymują przechodniów, prosząc o datki. Tradycja ta nawiązuje do czasów, kiedy w XIII w. mieszkali tutaj jeńcy tatarscy. W okolicach Wieliczki grasuje Siuda Baba – mężczyzna przebrany za kobietę, ze sznurem korali z ziemniaków lub kasztanów i umorusaną smołą twarzą, wędrujący w towarzystwie Cygana z batem. Szuka dziewczyn, które muszą się wykupić drobnymi pieniędzmi lub całusem.

 

Królewski Kraków słynie z hejnału mariackiego nawiązującego do najazdów tatarskich. Melodia rozbrzmiewa z wieży Kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (Kościoła Mariackiego) co godzinę. Hejnał na końcu urywa się, gdyż jak mówi legenda, kiedy pewnego razu trębacz ostrzegał mieszkańców miasta przed przybyciem Tatarów, tatarska strzała przebiła mu gardło. Pamiątką tych czasów jest też pochód lajkonika (znanego również pod nazwą konika zwierzynieckiego albo Tatarzyna). Tydzień po Bożym Ciele barwny korowód przechodzi z dzielnicy Zwierzyniec na Rynek Główny. Kto dostanie buławą lajkonika po głowie, tego szczęście nie opuści przez cały rok.

 

Znane na świecie i docenione w 2018 r. wpisaniem na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO szopki krakowskie zaczęły się pojawiać w połowie XIX stulecia. Wtedy to cieśle i murarze z okolic Krakowa, aby zimą zarobić na życie, tworzyli szopki z elementami charakterystycznej zabudowy miasta. Wielokolorowe dzieła szopkarzy można podziwiać w pierwszy czwartek grudnia pod pomnikiem Adama Mickiewicza na Rynku Głównym, a potem na wystawie w oddziale Muzeum Krakowa (do końca lutego 2019 r. posługującego się nazwą Muzeum Historyczne Miasta Krakowa). 

 

 

 

Stanisław Sala, gospodarz zagrody edukacyjnej bacówka u harnasia położonej w Marcówce

© ARCHIWUMMOT

LUDOWA SZTUKA I KUCHNIA

Podczas wycieczki Małopolską Trasą Smakoszy spróbujemy lokalnych produktów pojawiających się na licznych imprezach kulinarnych. Wybór jest naprawdę duży. Swoją tradycję mają Małopolski Festiwal Smaku czy wrześniowe Święto Suszonej Śliwki w Iwkowej i Wielkie Zatorskie Żniwa Karpiowe w Zatorze. Ciekawą inicjatywę stanowi Centrum Produktu Lokalnego w Rzuchowej koło Tarnowa. Można tutaj kupić produkty bezpośrednio od rolników oraz wziąć udział w warsztatach kulinarnych z wyrobami ekologicznymi i tradycyjnymi.

 

Aby poznać pasterskie zwyczaje górali beskidzkich, warto wybrać się do zagrody edukacyjnej Bacówka u Harnasia, położonej u podnóża wzgórza Chełm (603 m n.p.m.), z pięknym widokiem na Babią Górę (1725 m n.p.m.). Atmosfera i wystrój chaty z 1882 r. przeniosą nas w czasy, gdy na tych terenach grasowali zbójnicy. W trakcie zbójnickich szpasów nauczymy się strzelania z łuku i rzutu ciupagą, zagramy na trombicie pasterskiej i wydoimy kozę. W Drewutni, której wnętrze przypomina XVI-wieczną gospodę, spróbujemy prażuchy, zbójnickiej kulasy, kwaśnicy babiogórskiej, moskali przygotowanych na blasze i wielu innych regionalnych potraw.

 

Kolejnym wyjątkowym miejscem jest leżąca na skraju wsi Stryszawa Przytulia. Wyposażenie ponad 100-letniego, drewnianego domu krytego gontem oddaje charakter małopolskiej wsi. Gospodyni, Barbara Sojda, serwuje domowe przysmaki przygotowywane według tradycyjnych receptur, a jej mąż – Wiesław – maluje obrazy i uczy malowania zabawek i ptaszków z drewna. W okolicy warto zwiedzić Beskidzkie Centrum Zabawki Drewnianej.

 

Orawskie tradycje i świąteczne zwyczaje wyróżniają obiekt agroturystyczny i ośrodek wczasowo-kolonijny U Kazika, położony w Orawce na Orawie. Do wieczornych biesiad przy ognisku gościom przygrywa rodzinny zespół góralski. Smak tutejszych potraw – zupy śliwkowej z hałuskami, podpłomyków, zawiesistej zupy krzonówki z jajkiem i kiełbasą ze święconki, zawijańców czy tradycyjnego chleba na liściu z kapusty – pozostaje w pamięci na długo.

 

Gospodarstwo agroturystyczne „Gościna u Babci” w Zalipiu od pokoleń kultywuje zwyczaj malowania kwiatów. Gospodarze – Maria i Piotr Krokowie – dzielą się swoją wiedzą na temat zalipiańskich malowanek i kowalstwa. W okresie wielkanocnym można tu poznać tajniki zdobienia pisanek wykonywanych z wydmuszek z gęsich jaj. 

 

W Koronkarni w Bobowej pod okiem Ewy Szpili przygotujemy domowe specjały na bazie produktów zebranych z przydomowego ogródka i dowiemy się, jak powstają koronki klockowe. W miejscowości, nazywanej stolicą koronki klockowej, pod koniec lata (wcześniej na jesieni, w październiku, od 2017 r. na początku września) organizowany jest Międzynarodowy Festiwal Koronki Klockowej.

 

W Gościńcu Dworskim (zabudowania dworskie pochodzą z 1803 r.), położonym we wsi Ropa, w czasie warsztatów kulinarnych poznamy potrawy regionalne przyrządzane z produktów pochodzących z tutejszego ogrodu. Nauczymy się także, jak przechowywać i przetwarzać zioła, warzywa i owoce i wypiekać domowy chleb.

 

W leżącym w otulinie Magurskiego Parku Narodowego gospodarstwie Malowane Wierchy królują wyroby i dania wpisane na listę dziedzictwa kulinarnego Małopolski (obiekt należy do Sieci Dziedzictwa Kulinarnego Małopolska). Sylwia Pach pielęgnuje tradycje rękodzieła ludowego, w tym zdobienia pisanek wielkanocnych techniką batikową (z użyciem wosku).

 

Życie w łemkowskiej zagrodzie sprzed 100 lat, proces bicia oleju lnianego odtwarzany w starym spichlerzu i dawne zabawki prezentuje Dziubyniłka, położona we wsi Gładyszów (w gminie Uście Gorlickie) w dolinie Beskidu Niskiego. Jej gospodarze, Łemkowie Danuta i Jan Dziubynowie, opowiadają gościom o historii i zwyczajach regionu. Można tu też spróbować specjałów kuchni łemkowskiej, takich jak oplacki, knysz czy kiesełycia. 

 

Z interesującą kulturą łemkowską, w tym niezwykłymi strojami i biżuterią z drobnych, szklanych koralików, tzw. krywulką, zaznajomimy się w gospodarstwie Chyża Hani we wsi Krzywa. Jej właścicielka, Anna Dobrowolska, wprowadzi nas w tajniki sztuki kulinarnej Łemków. Domowy chleb i smalec z rydzami, hreczanyky, lewesz (zupa ziemniaczana) i kiszeniaki skusiły naprawdę wielu.

 

KURORT DLA AKTYWNYCH

Szczególne walory klimatyczne i lecznicze Krynicy-Zdroju doceniono już w drugiej połowie XVIII w., kiedy odkryto tu źródła mineralne. Rozkwit uzdrowiska przypada na czasy działalności Józefa Dietla (1804–1878), ojca polskiej balneologii. Na kuracjuszy czekają dziś cztery pijalnie oraz znakomita baza noclegowa. Oprócz stylowych willi i pensjonatów z okresu międzywojennego w uzdrowisku znajduje się kilka luksusowych hoteli spa (m.in. 4-gwiazdkowy Hotel Czarny Potok Resort Spa & Conference czy Hotel Spa Dr Irena Eris Krynica-Zdrój w takim samym standardzie), w których oferuje się zabiegi na najwyższym światowym poziomie. Rodziny z dziećmi często zatrzymują się w pobliskim Tyliczu ze względu na niższe koszty zakwaterowania i łagodniejsze stoki narciarskie.

 

Krynicę-Zdrój coraz chętniej odwiedzają również młodzi ludzie lubiący aktywny wypoczynek. Świetnie przygotowane trasy narciarskie znajdują się na Jaworzynie Krynickiej (1114 m n.p.m.). Na jej szczyt kursują cały rok wagoniki kolejki gondolowej. Idealnym miejscem dla zaawansowanych i początkujących narciarzy oraz rowerzystów jest kompleks Słotwiny Arena. Działa w nim pensjonat z restauracją i atrakcjami dla dzieci. W sezonie letnim zostanie tutaj udostępniona pierwsza w Polsce ścieżka w koronach drzew o długości 1030 m. Wyciągami krzesełkowymi należącymi do Ośrodka Narciarskiego Henryk-Ski można dostać się na szczyt Góry Krzyżowej (812 m n.p.m.). Osoby rozpoczynające swoją przygodę z narciarstwem i dzieci mają do wyboru np. Centrum Narciarskie Master Ski i Stację Narciarską TYLICZ.ski w Tyliczu. Na miłośników narciarstwa biegowego czeka m.in. pętla dla początkujących na stadionie w centrum Krynicy-Zdroju oraz profesjonalne trasy w okolicy Centrum Szkolenia „u Leśników” pod Jaworzyną Krynicką i Osady Turystycznej Domki w Lesie w Tyliczu.

 

Latem można wybrać się na spływ pontonowy czy kajakowy Popradem. Uzdrowisko warto odwiedzić w czasie jednego z interesujących wydarzeń kulturalnych lub sportowych. W połowie sierpnia słynny Festiwal im. Jana Kiepury odkrywa przed słuchaczami świat opery i operetki. Ogromnym zainteresowaniem biegaczy z całej Europy cieszy się TAURON Festiwal Biegowy odbywający się tuż po wrześniowym Forum Ekonomicznym.

 

PIĘKNO ZAKLĘTE W DREWNIE

Jedną z największych atrakcji Małopolski jest wspomniany Szlak Architektury Drewnianej (www.drewniana.malopolska.pl). To jednocześnie najdłuższa trasa turystyczno-kulturowa w regionie. Prowadzi do 255 bezcennych drewnianych obiektów, wśród których znajdują się zarówno budynki sakralne, jak i świeckie. Osiem z nich trafiło na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Ochroną organizacji objęto kościoły w Binarowej, Dębnie Podhalańskim, Lipnicy Murowanej i Sękowej (wpisane wraz ze świątyniami z Haczowa i Bliznego z terenu obecnego województwa podkarpackiego) oraz cerkwie w Powroźniku, Kwiatoniu, Owczarach i Brunarach (razem z innymi drewnianymi cerkwiami regionu Karpat w Polsce i na Ukrainie). 

 

Szlak można pokonać samochodem, rowerem lub pieszo. Zwiedzanie najlepiej zacząć od Krakowa, gdzie zachowała się jedna z najstarszych małopolskich świątyń – Kościół św. Bartłomieja Apostoła w Mogile (pierwsze wzmianki o nim pochodzą z 1329 r.). W pobliżu miasta usytuowanych jest przeszło 50 zabytkowych obiektów z trasy, w tym dwa interesujące skanseny: Muzeum Nadwiślański Park Etnograficzny w Wygiełzowie oraz Skansen Drewnianego Budownictwa Ludowego w Dobczycach.

 

Nie mniej ciekawe są okolice Tarnowa. W mieście warto zwrócić uwagę na Kościół Najświętszej Marii Panny Wniebowziętej na Burku z 1458 r. oraz kościół na Terlikówce (Kościół Trójcy Przenajświętszej) wzniesiony w latach 1595–1597. Do najciekawszych obiektów w tym rejonie należy poza tym Kościół św. Leonarda w Lipnicy Murowanej. Jego wnętrze od podłogi po sufit pokrywają polichromie. Niezwykle cenne tryptyki, zdobiące wnętrze świątyni, można podziwiać w Muzeum Diecezjalnym w Tarnowie. W kościele znajdują się ich kopie. Na szczególne zainteresowanie zasługuje także zabudowa drewniana Zalipia, wsi malowanej. Zwyczaj zdobienia chat pochodzi tutaj z końca XIX w. W domu najsłynniejszej zalipiańskiej artystki – Felicji Curyłowej (1904–1974) – działa obecnie muzeum (tzw. Zagroda Felicji Curyłowej, filia Muzeum Okręgowego w Tarnowie). W weekend po Bożym Ciele odbywa się w Zalipiu konkurs na najpiękniejszą malowaną chatę.

 

Pocztówkowe okolice Nowego Sącza i Gorlic to prawdziwa skarbnica z perełkami drewnianej architektury. Znajdziemy tu aż ponad 100 obiektów. Charakterystyczne dla tego rejonu są cerkwie łemkowskie z przepięknymi ikonostasami, często wykorzystywane obecnie przez katolików. Jedną z ciekawszych miejscowości jest Bartne, wieś leśno-łanowa (tzw. łańcuchówka) nadal zamieszkała przez Łemków. Okoliczną atrakcję stanowią też skanseny, wśród których za najcenniejszy uchodzi Sądecki Park Etnograficzny prezentujący budownictwo i kulturę grup etnicznych i etnograficznych z Sądecczyzny. Obok niego znajduje się Miasteczko Galicyjskie z zabudową typową dla Galicji z przełomu XIX i XX stulecia. Na tym tle zdecydowanie wyróżnia się wspomniana Krynica-Zdrój z drewnianymi willami w stylu przypominającym szwajcarski. Poza tym przez nią i miejscowości w jej najbliższej okolicy prowadzi interesujący Szlak Cerkwi Łemkowskich.  

 

Swoją drewnianą architekturą przyciągają również Orawa, Podhale, Spisz i Pieniny. Budynki orawskie można oglądać w Muzeum – Orawskim Parku Etnograficznym w Zubrzycy Górnej. Zakopane słynie z domów w stylu zakopiańskim. Z kolei architektura Szczawnicy charakteryzuje się XIX-wiecznymi willami i pensjonatami przywodzącymi na myśl styl szwajcarsko-tyrolski. Prawdziwą perłą tej części Szlaku Architektury Drewnianej jest gotycki Kościół św. Michała Archanioła w Dębnie Podhalańskim. Warto też zajrzeć do zbudowanej w drugiej połowie XVIII stulecia „Karczmy Rzym” w Suchej Beskidzkiej, znanej z pysznych regionalnych przysmaków. 

 

Większość obiektów położonych na trasie można oglądać z zewnątrz. Wnętrza niektórych z nich (w 2018 r. było ich 74) udostępnia się do zwiedzania w ramach projektu Otwarty Szlak Architektury Drewnianej w okresie letnim (zazwyczaj od przełomu maja i czerwca do końca września). Świątynie wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO turyści mogą odwiedzać przez cały rok. 

 

Niewątpliwą atrakcją na szlaku jest coroczny cykl koncertów Muzyka Zaklęta w Drewnie. Utwory muzyki klasycznej, dawnej i współczesnej (np. jazzowej), a także kolędy wykonują znani artyści i zespoły. Wydarzenie ma swoich wiernych fanów. Koncerty odbywają się w zabytkowych obiektach na Szlaku Architektury Drewnianej w Małopolsce.

 

KULTURALNA STOLICA TATR

Zakopane od wielu lat przyciąga nie tylko ze względu na położenie w sąsiedztwie Tatrzańskiego Parku Narodowego i imprezy sportowe, lecz także z powodu wydarzeń kulturalnych i swojej architektury. Charakterystyczny dla miasta styl zakopiański stworzył w latach 90. XIX w. Stanisław Witkiewicz (1851–1915), ojciec Witkacego, zafascynowany ludową sztuką góralską. Dziś turystów nadal urzekają miejscowe tradycje i folklor. Sercem Zakopanego są Krupówki, wzdłuż których znajdują się knajpki i restauracje z regionalną kuchnią i sklepy z pamiątkami.

 

Szczególnym miejscem w mieście jest willa Czerwony Dwór (inaczej Willa przy Kasprusiach) wzniesiona w latach 1901–1902 przez Wojciecha Roja (1839–1924) dla Oktawii Lewandowskiej. Zatrzymywali się tu m.in. Artur Rubinstein, Karol Szymanowski, Stanisław Ignacy Witkiewicz i Stefan Żeromski. Od niedawna swoją twórczość mogą prezentować w willi artyści ludowi. Obejrzymy w niej ekspozycję malarstwa na szkle i weźmiemy udział w warsztatach czy wieczorach kulturalnych. 

 

Od wiosny do końca lata w Zakopanem odbywają się liczne wydarzenia o randze międzynarodowej. Po blisko 20 latach przerwy powrócił do miasta w 2016 r. Przegląd Filmów o Sztuce. Jego pomysłodawcami byli znakomity artysta zakopiański Władysław Hasior (1928–1999) i Grzegorz Dubowski (1934–1996), należący do najciekawszych reżyserów filmów o sztuce. Organizatorami imprezy są Miasto Zakopane i Zakopiańskie Centrum Kultury. Tegoroczna, 22. edycja festiwalu odbędzie się w dniach 10–14 kwietnia. Poza konkursem zaprezentowane zostaną najlepsze z najnowszych filmów o sztuce, nagradzane na forum międzynarodowym.

 

Po raz 16 w Zakopanem zagości też Wiosna Jazzowa (od 30 kwietnia do 4 maja). To jedno z największych tego rodzaju wydarzeń muzycznych w Polsce. Warto podkreślić, że w 2012 r. dołączyło ono do grona prestiżowych imprez świętujących International Jazz Day (Międzynarodowy Dzień Jazzu, przypadający 30 kwietnia) pod patronatem UNESCO.

 

Prawdziwą ucztą dla miłośników folkloru góralskiego jest Międzynarodowy Festiwal Folkloru Ziem Górskich. Prezentują się na nim zespoły z całego świata. W 2019 r. odbędzie się już 51. jego edycja (zostanie zorganizowana w dniach 16–24 sierpnia).

 

 

 

Artykuły wybrane losowo

Gwatemala – serce świata Majów

HANNA BORA

www.sledznas.pl

<< Gwatemala to z pewnością jeden z najciekawszych krajów Ameryki Centralnej. Zachwyca wielką różnorodnością. Można tu zagubić się w bujnym tropikalnym lesie podczas odkrywania pozostałości cywilizacji Majów, wspinać się na majestatyczne wulkany, kąpać się w turkusowych wodospadach, odwiedzać kolonialne miasta i kolorowe targi. Nic dziwnego, że to miejsce staje się coraz bardziej popularnym celem podróży dla turystów z całego świata. Zdecydowanie warto wybrać się do Gwatemali. >>

 

Wzniesiony pod koniec XVII stulecia Łuk Świętej Katarzyny w mieście Antigua

© JACEK ŚLEDZIŃSKI/WWW.SLEDZNAS.PL

 

Ten kraj graniczy z Meksykiem, Belize, Hondurasem i Salwadorem. Ma wybrzeże zarówno nad Morzem Karaibskim, jak i nad Pacyfikiem. Przez terytorium Gwatemali przebiega łańcuch Kordylierów Południowych z licznymi wulkanami.

Nasza wyprawa do tej części Ameryki Centralnej była niezapomnianym przeżyciem. Czas spędzaliśmy na trekkingach i wycieczkach do gwatemalskich cudów natury. Z zainteresowaniem poznawaliśmy też miejscową kulturę – podziwialiśmy pozostałości cywilizacji Majów i odkrywaliśmy zwyczaje ich potomków.

 

WYBUCHOWA NOC

Jest chłodna noc. Kulimy się w naszych śpiworach w namiocie. Na szczęście mamy ze sobą jeszcze koc. Po zachodzie słońca temperatura znacząco spadła. Zerkam na zegarek. Jest dopiero 21.00, do pobudki pozostało ponad 7 godz. Staram się zasnąć. Jednak kiedy tylko zapadam w sen, wyrywa mnie z niego potężny huk. Potem jeszcze przez dłuższą chwilę słychać spadające kamienie. Tej nocy powtórzy się to kilka razy.

Przed naszym namiotem co kilkadziesiąt minut rozgrywa się niesamowite widowisko. Mamy świetny widok na szalejący Wulkan Ognia (Volcán de Fuego, 3763 m n.p.m.) – najbardziej aktywny w Ameryce Centralnej i jeden z niemal 40 znajdujących się w Gwatemali. To niezwykłe doświadczenie. Zanim położyliśmy się spać, wpatrywaliśmy się zahipnotyzowani w gęste obłoki dymu i rozżarzone strumienie lawy spływające po zboczach. Potęga natury jednocześnie przeraża i zachwyca. Trudno od tego spektaklu oderwać wzrok.

Budzimy się o 4.00. Zziębnięci próbujemy ogrzać się kawą przy ognisku. Przed nami ostatni odcinek szlaku na wulkan Acatenango. Spieszymy się, żeby zobaczyć z jego szczytu wschód słońca. Drogę już znamy. Poprzedniego dnia dotarliśmy do naszego obozowiska wczesnym popołudniem i postanowiliśmy wejść na wierzchołek na zachód słońca. Tym razem jednak idzie się trudniej. Panuje zupełny zmrok rozświetlany jedynie światłem naszych czołówek. Przystajemy, kiedy słyszymy głośniejsze pomruki wulkanu, żeby nie ominąć kolejnego wybuchu. Po nieprzespanej nocy bardziej dokucza nam wysokość. Wspinamy się na 3976 m n.p.m.

Gwiazdy powoli bledną i robi się coraz jaśniej. Niebo zaczyna się mienić kolorami. Pomiędzy chmurami przebłyskują światła okolicznych miast. Do wierzchołka niewiele nam już brakuje. Na szczycie spotykamy inne grupy turystów. Poprzedniego wieczoru byliśmy tu sami. Teraz jednak chętnych do podziwiania tego niezwykłego spektaklu jest znacznie więcej. Obecnie dla wielu osób ta nocna wędrówka to największa atrakcja Gwatemali, a w pobliskiej Antigui działa kilkanaście agencji organizujących grupowe trekkingi. Można też dojechać do wioski La Soledad i w niej znaleźć lokalnego przewodnika lub wybrać się w góry samemu, o ile ma się odpowiednie doświadczenie w wyprawach wysokogórskich.

Wschód rzeczywiście jest spektakularny. Słońce wstaje nad kolejnym szczytem – Wulkanem Wody (Volcán de Agua, 3760 m n.p.m.). Jego promienie tańczą pomiędzy chmurami i dodają kolorom ciepła. Fuego wciąż wykazuje aktywność i wypuszcza spore kłęby dymu. Nie musimy się nigdzie spieszyć, więc spokojnie obchodzimy krawędź krateru, podziwiając widoki. Przed nami rozciągają się łańcuchy górskie, leżą jeziora, miasta i mniejsze wioski. W pewnym momencie możemy nawet dostrzec imponujący cień wulkanu. Poza nami nie ma już prawie nikogo. Jest naprawdę magicznie.

Schodzimy też do środka krateru, gdzie znajduje się nieduża, prosta chata. Niewielkie refugio („schronisko”) imienia doktora Axela Carranzy zbudowano tutaj w 2017 r. po tym, jak sześcioro turystów (w tym wspomniany gwatemalski chirurg) zginęło na wulkanie z powodu nagłego załamania pogody. Warunki tego dnia były fatalne – opowiada nam Alberto, spotkany na górze lokalny przewodnik. Radziliśmy im, żeby zawrócili, ale nie chcieli zrezygnować. Wieczorem zerwał się silny wiatr, który porwał ich namioty. Temperatura spadła poniżej zera i większość z nich zmarła z wyziębienia. Mamy nadzieję, że nigdy więcej nie dojdzie do takiej tragedii. Słuchamy jego słów w milczeniu i przyglądamy się tablicom pamiątkowym. Góry są nieprzewidywalne i uczą człowieka pokory.

W drodze powrotnej z wulkanu ekscytacja powoli ustępuje w nas miejsca zmęczeniu. Napakowane ciepłymi ubraniami plecaki ciążą, mięśnie zaczynają się buntować. Zejście zawsze wydaje nam się bardziej monotonne i mozolne, nawet jeśli trwa krócej. Mijamy liczne grupy turystów wdrapujących się na szczyt. Niektórzy wypytują nas o wrażenia. Potwierdzamy, że Wulkan Ognia jest bardzo aktywny i można liczyć na pokaz naturalnych fajerwerków. Sami marzymy już tylko o tym, żeby się położyć i odpocząć.

 

MIASTO W CIENIU WULKANÓW

Na odpoczynek ruszamy do dawnej stolicy hiszpańskiej kolonii Capitanía General de Guatemala (z lat 1540–1776). Antigua (Antigua Guatemala) sprawia wrażenie, jakby czas się w niej zatrzymał. Niska zabudowa, brukowane uliczki, kolonialne budynki w różnych kolorach i dachy pokryte czerwoną dachówką zachwycają turystów. Poza tym rozpościerają się stąd wspaniałe widoki na trzy wulkany: Ognia, Wody i Acatenango. To malownicze położenie dodaje miastu uroku, ale bywało też źródłem nieszczęść. Antigua była wielokrotnie nękana przez trzęsienia ziemi. W 1773 r. została zniszczona niemal doszczętnie, a trzy lata później zarządzający kolonią zadecydowali o przeniesieniu stolicy. Śladami po tym dramatycznym wydarzeniu są liczne ruiny barokowych kościołów. Ich popękane mury przypominają o nieustannym zagrożeniu.

Na spacer po mieście najlepiej wybrać się rano, kiedy ulice wciąż pozostają puste i dopiero budzą się do życia. Łatwiej wtedy wypatrzyć najbardziej klimatyczne zaułki i detale, które składają się na wyjątkowy charakter tego miejsca. Dzień zaczynamy od typowego gwatemalskiego śniadania – desayuno chapín („śniadania mistrzów”). Na stole pojawiają się: jajecznica, pasta z czerwonej fasoli, smażone banany, plasterki awokado, kawałek białego sera i oczywiście tortille – bez nich w Gwatemali nie ma posiłku. Nie sposób się nie najeść. Do tego wypijamy czarną kawę. W końcu to główny towar eksportowy kraju. Niestety, ta podawana w ulicznych jadłodajniach lub na targu zazwyczaj nie jest zbyt mocna.

Po dodającym mnóstwa energii posiłku włóczymy się wąskimi uliczkami i obserwujemy życie mieszkańców, którzy powoli gromadzą się na licznych placach. Z zachwytem patrzymy na tradycyjne, niezwykle kolorowe stroje kobiet. Kierujemy się w stronę żółtego Łuku Świętej Katarzyny (Arco de Santa Catalina). To najbardziej charakterystyczny punkt miasta i jedna z wizytówek Gwatemali. Kawałek za nim znajduje się piękny barokowy Kościół Miłosierdzia (Iglesia de la Merced) ukończony w 1767 r. Siadamy na ławce i przypatrujemy się misternym, białym zdobieniom. Zaraz obskakuje nas grupka dzieciaków próbujących sprzedać nam plecione bransoletki, kolorowe torebki i zabawki. Grzecznie odmawiamy, ale młodzi handlarze nie dają za wygraną i wpatrują się w nas dużymi, ciemnymi oczami. Trudno się nie złamać.

Obowiązkowym punktem na trasie zwiedzania Antigui jest Wzgórze Krzyża (Cerro de la Cruz). Prowadzi na nie rząd schodów, ale na górę można wjechać też taksówką lub samochodem. Kilka lat temu to miejsce nie cieszyło się najlepszą sławą. Podobno zdarzały się tu napady na turystów. Obecnie od rana do zmierzchu patrole policyjne pilnują porządku w okolicy. Na wzgórzu jest spokojnie, spotyka się na nim sporo zakochanych par wymieniających czułości i rodzin z dziećmi. Z Cerro de la Cruz rozciąga się imponująca panorama miasta z Wulkanem Wody w tle. Dopiero stąd widać idealny plan ulic układających się w szachownicę. W środkowym punkcie znajduje się Park Centralny (Parque Central) otoczony najważniejszymi budynkami i przytulnymi kawiarniami. Oglądanie Antigui ze wzgórza to idealne uzupełnienie zwiedzania. Rozpoznajemy odwiedzone wcześniej miejsca i odnajdujemy te, które przez przypadek ominęliśmy.

Pomimo zniszczeń miasto zdołało zachować swój unikatowy, kolonialny charakter. W 1979 r. zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Obecnie Antigua jest jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc nie tylko w Gwatemali, ale i całej Ameryce Centralnej. Wielu turystów postanawia zatrzymać się w niej na dłużej. Nie brakuje tu eleganckich hoteli z pięknymi dziedzińcami, budżetowych hosteli, szkół językowych, sklepów z pamiątkami i organiczną żywnością. Mamy wrażenie, że wymyślnych restauracji działa w mieście znacznie więcej niż tanich jadłodajni. Osobom zainteresowanym lokalnym kolorytem polecamy wizytę na głównym targowisku. Tuż za nim znajduje się dworzec, gdzie możemy zobaczyć swoistą wystawę kolejnego symbolu Gwatemali. Lśniące i jaskrawo pomalowane chicken busy są nieodłącznym elementem krajobrazu tego kraju. To stare szkolne autobusy z USA, które otrzymały szansę na nowe życie i sprawdzają się na najtrudniejszych drogach Ameryki Centralnej. Nie sposób ich nie zauważyć. Mienią się wszystkimi kolorami tęczy. Kierowcy wykazują się dużą kreatywnością przy dekorowaniu swoich wehikułów. Często też nadają im imiona, polecają opiece świętych i opatrzności Bożej.

Przejażdżka takim pojazdem to prawdziwa przygoda. Pasażerowie upychani są do granic możliwości, nie zdarza się, żeby dla kogoś zabrakło miejsca. Bagaże i wszelkiego rodzaju pakunki lądują na dachu. Niektórzy przewożą też zwierzęta, głównie kury. Właśnie stąd najprawdopodobniej wzięła się popularna, angielska nazwa. Kiedy nieustraszony kierowca mknie po górskich serpentynach, jego pomocnik wykrzykuje nazwę docelowego miasta, aby wyłapać kolejnych podróżnych. Wtóruje mu donośnie klakson. Czas przejazdu umilają pasażerom ulubione piosenki kierowcy (puszczane z głośników najgłośniej jak się da) oraz niekończące się korowody sprzedawców oferujących przekąski, napoje i masę niepotrzebnych przedmiotów wszelkiej maści.

 

Stożek aktywnego wulkanu Acatenango nocą

©© JACEK ŚLEDZIŃSKI/WWW.SLEDZNAS.PL

 

NAJPIĘKNIEJSZE JEZIORO ŚWIATA

Jeszcze zanim wyjechaliśmy z Antigui nad jezioro Atitlán, zdążyliśmy wiele o tym miejscu usłyszeć. Na cały świat rozsławił je angielski pisarz Aldous Huxley, autor wydanej w 1932 r. powieści Nowy wspaniały świat. To właśnie on stwierdził, że jest najpiękniejszym jeziorem na ziemi i tę opinię do dziś powtarzają niemal wszystkie przewodniki i foldery turystyczne. Od wielu osób słyszeliśmy o malowniczym położeniu, kolorowych majańskich wioskach rozsianych wzdłuż brzegów i niezwykłej energii, która nie pozwala szybko stąd wyjechać. Zazwyczaj podchodzimy do takich zachwytów sceptycznie. Pozwala nam to uniknąć zbędnych rozczarowań. Jednak już na krętej, prowadzącej stromo w dół drodze zaczęliśmy rozumieć, skąd wzięły się te entuzjastyczne oceny. Chcąc nie chcąc, sami ulegliśmy w końcu magii tego miejsca.

Na czym polega urok tej okolicy? Na ten temat krąży wiele legend. Według jednej z nich w czasach konkwisty hiszpański żołnierz zakochał się w pięknej majańskiej dziewczynie, którą ujrzał nad brzegiem jeziora. Niestety, jego wybranka nie zwracała na niego uwagi. Wybrał się więc do lokalnej szamanki z prośbą o pomoc. Otrzymał od niej pierścień i zapewnienie, że jeśli dziewczyna go założy, jej serce będzie należało do niego. Tak rzeczywiście się stało. Choć zakochana para spotykała się potajemnie, wkrótce o związku dowiedział się dowódca oddziału i wpadł w szał. Swojego podwładnego wtrącił do więzienia, a dziewczynę skazał na śmierć. Tuż przed egzekucją zauważył na jej dłoni pierścień. Postanowił go zatrzymać. Po kilku dniach zaczął jednak odczuwać niepokojące przywiązanie do niepokornego żołnierza. Nie potrafił nad nim zapanować. Którejś nocy wypłynął łódką na środek jeziora i wyrzucił pierścień do wody. Od tej pory Atitlán rzuca czar na każdego, kto na nie spojrzy.

Jezioro leży na wysokości ponad 1500 m n.p.m. i wypełnia rozległą kalderę, która powstała w wyniku wybuchu wulkanu ok. 85 tys. lat temu. Ma powierzchnię 130 km2. Otaczają je góry i trzy wulkaniczne szczyty: Atitlán (3537 m n.p.m.), Tolimán (3158 m n.p.m.) i San Pedro (3020 m n.p.m.). Głównym miasteczkiem w okolicy jest Panajachel (w skrócie Pana). W latach 60. XX w. upodobali je sobie hippisi. To najłatwiej dostępne, ale też najbardziej turystyczne miejsce w tym rejonie. Wystarczy jednak wsiąść w wodną taksówkę, aby przenieść się do jednej ze spokojniejszych miejscowości. San Pedro La Laguna cieszy się popularnością wśród osób młodych. Można znaleźć tutaj najtańsze noclegi, szkoły języka hiszpańskiego oraz wiele restauracji i barów czynnych do późna. San Juan La Laguna przyciąga artystów, a San Marcos La Laguna – praktykujących jogę i medytację. Warto wybrać się też do miasta Santiago Atitlán, gdzie można odwiedzić lokalny targ, a także majańskiego boga Maximóna. To nieoficjalny gwatemalski święty, którego drewnianą figurę przyozdabia bandana i kapelusz. Wiele osób zwraca się do niego z prośbami, a w zamian za ich spełnienie zostawia mu pieniądze, alkohol lub papierosy. Atitlán to świetne miejsce na spotkanie z kulturą i tradycjami współczesnych Majów.

Osoby zafascynowane dawnym majańskim imperium powinny zajrzeć pod wodę. W 1996 r. biznesman i nurek Roberto Samayoa natknął się w jeziorze na nietypowe znalezisko. Odkrył podwodne miasto – prawdziwą Atlantydę Majów. Nazwał je Samabaj. Początkowo nikt mu nie wierzył. Po pewnym czasie jednak okazało się, że jego odkrycie jest unikatowe na skalę całej Mezoameryki. Rozpoczęto więc prace archeologiczne. Na ich podstawie badacze doszli do wniosku, że wcześniej była tu niewielka wyspa, która została zatopiona ok. 2 tys. lat temu w wyniku naturalnej katastrofy, takiej jak wybuch wulkanu.

 

TARGOWISKO RÓŻNOŚCI

W niedzielę wybieramy się do Chichicastenango. Leży zaledwie godzinę drogi od jeziora. Na pierwszy rzut oka miasto nie wyróżnia się niczym szczególnym. Jednak dwa razy w tygodniu – w czwartki i niedziele – jego ulice wypełniają się gwarem, kolorami i zapachami, gdy zamieniają się w ogromne targowisko. Można tutaj kupić wszystko. Stragany uginają się od towarów, na wieszakach powiewają pięknie haftowane bluzki (huipiles). Do tego aż roi się od barwnych chust, pasów, toreb i plecaków, wszelkiego rodzaju figurek, obrazków… Łatwo dostać oczopląsu od tych wszystkich kolorów. Targ w Chichi przyciąga jak magnes turystów poszukujących pamiątek z podróży. Z tego względu ceny często są na nim dość mocno zawyżone i trzeba się targować. Targowisko ma jednak też swoją mniej turystyczną stronę – pojawiają się na nim liczne stoiska z warzywami, owocami, ziołami i przyprawami, na których zaopatrują się mieszkańcy okolicznych wiosek.

W samym sercu miasteczka znajduje się Kościół św. Tomasza z Akwinu (Iglesia de Santo Tomás de Aquino). Prowadzi do niego 18 stopni. Zanim na te tereny przybyli Hiszpanie, były to schody majańskiej świątyni. Każdy stopień symbolizuje jeden miesiąc z kalendarza Majów. Nawet dziś można na nich spotkać lokalnych szamanów odprawiających tradycyjne rytuały. Schody okupują również kobiety sprzedające kwiaty, które wierni składają w ofierze. Wszędzie unosi się zapach kadzidła. Choć z zewnątrz kościół nie różni się specjalnie od innych katolickich świątyń, obrzędy odprawiane w środku zupełnie nie przypominają tych powszechnie znanych. Wnętrze jest ciemne, oświetlone jedynie wątłymi płomieniami świeczek. Słyszymy ludzi mruczących modlitwy. Przyglądamy się z zafascynowaniem. Turyści są w kościele mile widziani. Pod żadnym pozorem jednak nie można w nim robić zdjęć.

 

Naturalne turkusowe baseny tworzące niezwykły wodospad Semuc Champey

©© JACEK ŚLEDZIŃSKI/WWW.SLEDZNAS.PL

 

DACH AMERYKI CENTRALNEJ

Kolejnym przystankiem na naszej trasie jest drugie największe miasto Gwatemali – Quetzaltenango, znane też jako Xelajú lub Xela. Nie wygląda ono tak ładnie i fotogenicznie jak Antigua. Spotyka się też w nim zdecydowanie mniej turystów. Nam jednak się tutaj podoba. Włóczymy się bez celu ulicami i zaglądamy na miejscowy targ. Na obiad wstępujemy do gwarnej jadłodajni, gdzie podaje się głównie kurczaka w przeróżnej postaci. Między stołami biegają psy czyhające na smaczne kąski. Najwięcej czasu spędzamy na… cmentarzu. Jest ogromny – przypomina miasto w mieście, barwne i malowniczo otoczone wulkanami. Nie brakuje na nim dostojnych, marmurowych grobowców, w których spoczywają najważniejsze lokalne osobistości. Najwięcej tu jednak wielopiętrowych, kolorowych krypt.

W mieście nie zostajemy długo. Wyruszamy na kolejny wulkan. Wznoszący się na 4220 m n.p.m. Tajumulco to najwyższy szczyt nie tylko Gwatemali, ale i całej Ameryki Centralnej. Trasa nie jest trudna i spokojnie można ją pokonać w obie strony w jeden dzień. Postanawiamy jednak spędzić noc na szczycie, żeby obejrzeć z niego zachód i wschód słońca. Mamy namiot, karimaty, śpiwory i sporo ciepłych ubrań. Początkowy odcinek stanowi monotonna, brukowana droga. Jesteśmy na trasie sami. Gdy przechodzimy wzdłuż pól kukurydzy, spotykamy miejscową rodzinę. Pozdrawiają nas życzliwie i życzą powodzenia. Ścieżka powoli zaczyna się piąć w górę. Szlak nie jest oznaczony. Kilka razy z niego zbaczamy i przedzieramy się przez krzaki. Trudno jednak byłoby się tutaj zgubić. Cały czas widzimy wyraźnie przed sobą wierzchołek wulkanu.

Na szczyt docieramy po 5 godz. Jesteśmy zmęczeni i lekko rozczarowani, bo wręcz toniemy w chmurach. Z pięknych widoków nici. Rozstawiamy namiot i przez chwilę walczymy z pokusą, żeby zaszyć się w środku i odpocząć. Na szczęście zwycięża nasza silna wola. Tuż przed zachodem słońca część chmur się rozchodzi i możemy podziwiać cały łańcuch wulkaniczny Gwatemali. Po chwili słońce zaczyna opadać coraz niżej, a niebo rozpalają odcienie czerwieni. Jak zauroczeni wpatrujemy się w magiczny spektakl natury.

Kryzys przychodzi nocą, kiedy zaczynamy odczuwać skutki braku aklimatyzacji. Organizm się buntuje. Głowa pulsuje i nie daje zasnąć. Po kilku godzinach przerywanego snu budzą nas głosy przed namiotem. Okazuje się, że tego dnia na wulkan wybrała się też spora grupa prowadzona przez organizację Quetzaltrekkers. Trzęsąc się z zimna, zbieramy się na wschód słońca. Niestety, nie jest już tak spektakularny jak zachód.

 

OAZA W ŚRODKU TROPIKALNEGO LASU

Po zdobyciu dachu Ameryki Centralnej należy nam się odpoczynek. Możemy wybrać się na wybrzeże Pacyfiku, wyruszamy jednak nad wodospad Semuc Champey. Turkusowe kaskady otoczone gęstym lasem tropikalnym wydają nam się bardziej atrakcyjne niż plaża i palmy. Jedynym wyzwaniem jest dojazd. Ten cud natury znajduje się w odległym rejonie (w departamencie Alta Verapaz), a prowadząca do niego kręta, wyboista droga przecina serpentynami góry. Dla nas brzmi to zachęcająco. Ruszamy w stronę miasta Cobán. Po godzinie jazdy utykamy w sznurze samochodów. Dalej nie dojedziecie – informuje nas jeden z czekających kierowców. Droga jest zamknięta przez protesty. Otworzą ją dopiero po południu. Tego nie przewidzieliśmy. Staramy się rozeznać w sytuacji – może znajdziemy jakiś objazd? Miejscowi kręcą głowami. Nie mamy szans przejechać, wszystko jest poblokowane. Pozostaje nam czekać. W centrum wydarzeń znajduje się kilkunastoosobowa grupa z megafonem. Wytykają władzom pazerność i korupcję. Przyglądamy się protestującym i czytamy hasła z ich żądaniami. Są przyjaźnie nastawieni, uśmiechają się. Podpytują nas o Polskę i opowiadają o swojej sytuacji. Bardzo dużo płacimy za prąd. Nie powinno tak być! – słyszymy od kilku osób. Niektórzy mówią nam jednak, że protesty są ustawione, a mieszkańcy wiosek otrzymują wynagrodzenie za blokowanie dróg. Za to my tracimy przez nich pieniądze, bo nie dowieziemy towarów na czas – narzeka jeden z mężczyzn.

Po 14.00 droga zostaje w końcu odblokowana. Ruszamy dalej. Krajobrazy wokół nas stają się coraz bardziej imponujące. Przejeżdżamy przez porośnięte gęstą zielenią góry. Zabudowań jest znacznie mniej. Z oddali dociera do nas huk rzeki Cahabón. Przepływa przez okoliczne doliny, aż nagle znika pod naturalnym wapiennym mostem. Na jego powierzchni powstały baseny wypełnione krystalicznie czystą wodą, która przelewa się między nimi, tworząc dziesiątki strumieni i wodospadów. Tak właśnie wygląda Semuc Champey. Najładniej prezentuje się z góry. Wchodzimy w głąb tropikalnego lasu i wspinamy się stromą ścieżką na punkt widokowy. W powietrzu unosi się wilgoć. Choć trasa nie jest ani specjalnie trudna, ani długa, pot leje się z nas strumieniami. Nie możemy się już doczekać chwili, gdy zanurzymy się w przejrzystej wodzie. W basenach można spędzić cały dzień na przepływaniu z jednego do drugiego, korzystaniu z naturalnych zjeżdżalni i skakaniu z wysokich półek skalnych. To prawdziwa oaza i idealne miejsce na odpoczynek.

 

Świątynia II (Świątynia Masek) w dawnym majańskim mieście Tikal

©© JACEK ŚLEDZIŃSKI/WWW.SLEDZNAS.PL

 

ŚLADAMI MAJÓW

Gwatemala to dawne serce imperium Majów. Porośnięta gęstym lasem nizina Petén położona na północy kraju zajmuje mniej więcej 33 proc. jego powierzchni. Jednocześnie stanowi najrzadziej zaludniony gwatemalski region. To właśnie tutaj ukryte są ruiny dawnych miast. Najsłynniejszym z nich jest Tikal. Turystów wpuszcza się na jego teren od godziny 6.00. Wstajemy jeszcze przed wschodem słońca, żeby zdążyć przed większymi grupami odwiedzających. Gęsty las powoli budzi się do życia. Ciszę rozdzierają głośne wołania wyjców. Najpierw kierujemy się do Świątyni IV (Świątyni Dwugłowego Węża) – najwyższej, na którą można się wspiąć (prawie 70 m). Wpatrujemy się w kolejne piramidy wyłaniające się pomiędzy koronami drzew. Wciąż spowite są poranną mgłą, która jeszcze nie zdążyła opaść.

Tikal uważany jest za ważny ośrodek dawnego państwa Majów. Okres jego największego rozkwitu przypadł na VII–VIII w. Co ciekawe, już niecałe 200 lat później z nieznanych przyczyn miasto zostało opuszczone i zapomniane. Dopiero w XVII stuleciu odkryli je hiszpańscy misjonarze. Jego centrum zajmuje Wielki Plac (Gran Plaza) ze słynną Świątynią Wielkiego Jaguara (Świątynią I) i zabudowaniami Akropolu. Kontynuujemy spacer między ruinami i docieramy do placu o wymownej nazwie Zaginiony Świat (Mundo Perdido). Kompleks obejmuje kilka świątyń. Dawniej prowadzono tu także obserwacje astronomiczne. Przysiadamy na kamiennych stopniach i wsłuchujemy się w szept historii. Choć Tikal to niewątpliwie jedna z największych atrakcji turystycznych Gwatemali, w niektórych miejscach jesteśmy sami. Towarzyszą nam jedynie dzikie zwierzęta takie jak zabawne ostronosy, małpy czepiaki i różne gatunki egzotycznych ptaków.

 

Wydanie Wiosna 2018

 

Toskańskie dolce far niente

ANNA KŁOSSOWSKA

italiannawdrodze.blogspot.com

 

<< „A tavola ’un s’invecchia”, czyli „Przy stole się nie starzeje” – przekonuje w lokalnym dialekcie regionalne przysłowie. Właśnie od posiłku z kieliszkiem wina warto zacząć podróż po Toskanii. Niekoniecznie trzeba ruszać tropem zdyszanych grup, w tempie „presto” zaliczających w letnim skwarze popularne zabytki: Krzywą Wieżę w Pizie, Piazza del Campo w Sienie słynącej z wyścigu konnego, Palio, czy Katedrę Matki Boskiej Kwietnej z kopułą Filippa Brunelleschiego i tzw. Most Złotników, Ponte Vecchio, we Florencji. Jest tu wiele innych miejsc do zobaczenia. >> 

Więcej…

Brazylia – odliczanie do mundialu

ANNA GRZEŚKOWIAK
<< Brazylia kojarzy się wielu osobom głównie z karnawałem, pięknymi plażami, pyszną kawą, sambą i… piłką nożną. Gdy umilkną już uderzenia bębnów i letnia bryza rozwieje tysiące piór i cekinów pozostałych na ulicach po karnawałowym szaleństwie, przygotowania do drugiego największego wydarzenia sportowego na świecie, zaraz po Letnich Igrzyskach Olimpijskich, wejdą w ostatnią fazę. To właśnie ten południowoamerykański kraj będzie w tym roku po raz drugi w historii gospodarzem Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej. >>

 Rio de Janeiro leży malowniczo nad brzegiem zatoki Guanabara

Więcej…