025_MG_0663_Swietokrzyskie_Swiety_Krzyz_K_Peczalski.jpg

Kompleks klasztorny z relikwiami Krzyża Świętego na Łysej Górze © BANK ZDJĘĆ ROT WOJEWÓDZ

©BANK ZDJĘĆ ROT WOJEWÓDZTWA ŚWIĘTOKRZYSKIEGO/KRZYSZTOF PĘCZALSKI

Sylwia Jedlak-Dubiel

 

Na terenie gminy Zagnańsk, na skarpie nad rzeką Bobrzą szumią wiekowe konary dębu Bartka. Według nowszych badań ma on ponad 650 lat, ale są i tacy, którzy wierzą, że liczy sobie ich ponad tysiąc. Ciągle jednak z każdą wiosną wysoko na jego gałęziach pojawiają się nowe liście. Chociaż należy do najstarszych drzew w Polsce, trawił go już ogień i uderzały w niego pioruny, nadal stoi dumnie niby strażnik świętokrzyskich ziem. Gdyby tylko mógł nam opowiedzieć, jakich wydarzeń był świadkiem... 



Z tym regionem wiąże się wiele legend. Jedna z nich mówi o tym, jak do klasztoru benedyktynów na Łysej Górze trafiły przechowywane w nim do dziś relikwie. Podobno przyniósł je tam… węgierski książę Emeryk (Imre), syn samego Stefana I Świętego (ok. 975–1038), pierwszego koronowanego władcy Węgier. Podczas polowania w tutejszych lasach następca tronu samotnie podążył za pięknym jeleniem. Nie zabił go jednak, ponieważ w pewnym momencie ujrzał między jego rogami krzyż, a anioł wskazał mu drogę do opactwa i polecił umieścić w nim relikwiarz z fragmentami drewna uświęconego męczeńską śmiercią Chrystusa. Co ciekawe, podanie to znane jest również wśród Węgrów.

Już kilka lat temu Regionalna Organizacja Turystyczna Województwa Świętokrzyskiego zaczęła promować swój okręg administracyjny hasłem Świętokrzyskie czaruje. Skorzystamy z tego motywu i sprawdzimy, czy rzeczywiście w tej części Polski znajduje się źródło jakichś tajemnych mocy.

Czarownice, miotły i zaklęcia

Nazwa regionu zobowiązuje nas, aby zacząć od Gór Świętokrzyskich, jednego z najstarszych masywów w Polsce. Najwyższym szczytem jest w nich Łysica (611,8 m n.p.m.), ale to nie ona cieszy się największym zainteresowaniem wśród turystów. Ten zaszczyt przypadł innemu wzniesieniu, również położonemu na obszarze Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Nie od dziś uchodzi ono za źródło nadprzyrodzonych sił. Mowa o wspomnianej już Łysej Górze (595 m n.p.m.), na której znajduje się Klasztor Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej – Sanktuarium Relikwii Drzewa Krzyża Świętego. Opactwo benedyktyńskie ufundował w tym miejscu najprawdopodobniej w XII w. Bolesław III Krzywousty (1085 lub 1086–1138). Pierwotnie nosiło wezwanie Świętej Trójcy. Na początku XIV stulecia zakonnicy otrzymali od Władysława I Łokietka (1259 lub 1260–1333) relikwie drzewa Krzyża Świętego. Obecnie są one przechowywane w tutejszym barokowo-klasycystycznym kościele w Kaplicy Oleśnickich. Dzięki pracom konserwatorskim w przykościelnym gotyckim krużganku z XV w. odkryto fragment dawnych romańskich murów.

               
Nie tylko chrześcijanie uznali to wzgórze za wyjątkowe. Badacze przypuszczają, że stanowiło ono w średniowieczu ośrodek religii plemion słowiańskich. Świadczą o tym m.in. pozostałości wału kultowego. O praktykach Słowian pisze także w swoich kronikach Jan Długosz (1415–1480). Do naszych czasów nie zachowały się – niestety – żadne ich ślady. Wraz z nastaniem na tych terenach chrześcijaństwa pogańskie wierzenia zostały zastąpione nową religią, a obiekty sakralne z nimi związane – zniszczone. Pamięć o nich zachowała się później w licznych legendach. Łysa Góra powszechnie kojarzy się przecież ze zlotami wiedźm. Ten fakt wykorzystała zresztą Regionalna Organizacja Turystyczna Województwa Świętokrzyskiego, gdy tworzyła cykliczne już wydarzenie, jakim są koncerty Sabat Czarownic.

Duchy prehistorii

Wznieśliśmy się już na szczyty górskie, tym razem zejdźmy więc pod ziemię. Również pod nią kryją się w tym regionie niesamowite skarby. Swoją pierwszą wycieczkę do krasowej Jaskini Raj (nazwanej tak w zestawieniu z odległą o mniej więcej 7 km Jaskinią Piekło istniejącą w zboczu Góry Żakowej), położonej niedaleko Chęcin, odbyłam w wieku kilkunastu lat. Do dziś pamiętam, że zrobiła na mnie wtedy wielkie wrażenie. Korytarze groty, które mierzą 240 m, powstały w okresie dewonu. Turyści w trakcie zwiedzania pokonują 180-metrową trasę i mają szansę podziwiać m.in. wspaniałe sale Kolumnową i Stalaktytową. Można w nich przyjrzeć się różnorodnym formacjom naciekowym. Gdy patrzy się na smukłe kolumny i stożki, skupiska małych wapiennych pereł jaskiniowych (pizoid), karłowate bryły przypominające postacie ludzkie czy miniaturowe jeziorka (panuje tu wilgotność powyżej 95 proc.), aż trudno uwierzyć, że właśnie natura stworzyła wszystkie te wymyślne kształty. Aby ustrzec to miejsce przed zniszczeniem, objęto je ochroną rezerwatu przyrody nieożywionej.

               
Z wystawy wprowadzającej umieszczonej przed wejściem do jaskini dowiemy się też, że ok. 50 tys. lat temu mieszkali w niej neandertalczycy. Zachowały się po nich narzędzia codziennego użytku. Poza tym znaleziono tutaj szczątki mamuta, nosorożca włochatego i niedźwiedzia jaskiniowego. Świat przodka współczesnego Homo sapiens prezentuje założone obok Pierwsze Centrum Neandertalczyka z naturalnej wielkości repliką mamuta (3,5 m wysokości i 6 m długości). Ekspozycję dotyczącą życia człowieka neandertalskiego wzbogacono multimedialnymi prezentacjami. Zapoznanie się z jej tematyką ułatwia audioprzewodnik.

Tajemnice starych ruin

Niedaleko stąd, na skalistym wzgórzu (367 m n.p.m.) stoi kamienny Zamek Królewski w Chęcinach. Jego 3 charakterystyczne wieże (w tym dwie okrągłe z piętrami dobudowanymi z cegły) widać już z daleka. Twierdzę wzniesiono prawdopodobnie na przełomie XIII–XIV w., a potem kilkakrotnie rozbudowywano. Przez lata swojego istnienia pełniła funkcje strategiczne i militarne, a także odgrywała rolę rezydencji. Mieszkały tutaj kobiety z rodziny królewskiej: druga żona Kazimierza Wielkiego Adelajda Heska (1324–1371), jego siostra Elżbieta Łokietkówna (1305–1380), czwarta i ostatnia małżonka Władysława II Jagiełły Zofia Holszańska (ok. 1405–1461) i królowa Bona Sforza (1494–1557). Największe zniszczenia przyniosły stulecia XVII i XVIII. Obiekt ucierpiał podczas rokoszu Zebrzydowskiego w 1607 r. i najazdów Szwedów. Po II wojnie światowej jedną z wież zaadaptowano na punkt widokowy. Co ciekawe, w trakcie ostatniej, zakończonej już rewitalizacji zamku (uroczyste otwarcie po pracach renowacyjnych odbyło się 26 kwietnia 2015 r.) odkryto mury wieży, być może fragmentu pierwotnej konstrukcji.

               
Mniej więcej 80 km na wschód od Chęcin, w Ujeździe leży Krzyżtopór. Ten zamek, a właściwie olbrzymi pałac, nigdy nie został ukończony, a burzliwe dzieje nie pozwoliły mu dotrwać do współczesności w dobrym stanie i wiele osób zastanawia się dziś, jak prezentowałby się w całej okazałości. Inicjatorem jego budowy, rozpoczętej w I połowie XVII w., był wojewoda sandomierski Krzysztof Ossoliński (1587–1645). Z jego osobą związane są zresztą przedstawienia krzyża (symbol wiary) i topora (herb rodu Ossolińskich) na bramie wjazdowej. Budowla swoim rozmachem miała przyćmić nawet renesansową rezydencję kanclerza wielkiego koronnego Jerzego Ossolińskiego (1595–1650) w Ossolinie koło Klimontowa. Chociaż Zamek Krzyżtopór jest obecnie ruiną, wciąż można dostrzec jego dawną świetność. Zachowane konstrukcje ścian i baszty, w tym niesamowita ośmiokątna wieża, nadal wyglądają wręcz monumentalnie. Spacer po pustych korytarzach, salach i starych stajniach, wśród gry świateł i cieni tworzących aurę tajemniczości, to przeżycie jedyne w swoim rodzaju.

W poszukiwaniu smoków

Baltow-JuraPark-Tyrannosaurus_rex-2010-09-14-001B-PAN.jpg

JuraPark Bałtów (Park Dinozaurów) zajmuje powierzchnię 3,5 ha

©ARCHIWUM JURA PARK



Nieodłączny element opowieści o czarach stanowią smoki. Historie o tych stworzeniach musimy – niestety – włożyć między bajki, którymi też się później zajmiemy, ale na szczęście zostają nam jeszcze dinozaury. Spotkamy je w JuraParku w Bałtowskim Kompleksie Turystycznym (mającym powierzchnię ponad 100 ha).Właśnie w Bałtowie odkryto tropy tych wymarłych zwierząt, co stało się inspiracją do założenia ośrodka z modelami olbrzymich gadów. Na jego powierzchni umieszczono ponad 100 replik dinozaurów i innych współczesnych im kręgowców naturalnej wielkości. Poza tym można tutaj obejrzeć odciśnięte ślady m.in. dryomorfów czy celurozaura. W JuraParku zdobędziemy także wiedzę z dziedziny paleontologii. Bałtowski Kompleks Turystyczny oferuje jeszcze mnóstwo ciekawych atrakcji, wartych polecenia szczególnie rodzinom z dziećmi. Wśród nich znajdują się np. safari w górnym Zwierzyńcu, odwiedziny w wiosce czarownic Sabathówce i Parku Rozrywki, przejażdżka kolejką górską (Rollercoaster), spływ tratwami lub kąpiel w naturalnym zbiorniku na terenie Kamiennego Oka. Nowo otwarta restauracja Gościniec „Bałtowski Zapiecek”, stylizowana na szlachecki dworek, zaprasza gości na dania ze swojego menu, w którym tradycyjne smaki łączą się z nowoczesnymi wpływami.

Smoków lepiej poszukać w Europejskim Centrum Bajki im. Koziołka Matołka w Pacanowie. Zwiedzanie tutejszej wystawy „Bajkowy Świat” to dla najmłodszych (i nie tylko) podróż przez magiczne miejsca. Wbrew temu, co sugeruje nazwa, nie jest to tradycyjna ekspozycja muzealna, a raczej prawdziwa wyprawa, w której towarzyszą nam wróżki i elfy. Tutaj niemożliwe staje się możliwe: niewinna Mysia Nora zmienia się w Smoczą Jamę, a z Zamku Królewny wychodzi się na Ptasi Taras. To tylko jedna z licznych atrakcji, jakie czekają na nas w Pacanowie. W Kinie „Szkatułka” i Małym Teatrze obejrzymy perypetie bohaterów baśniowych historii z każdego zakątka świata. Ciekawą propozycją są także warsztaty kreatywne dla grup zorganizowanych. Warto wiedzieć, że wizytę należy wcześniej zarezerwować, a zespół placówki przygotowuje też indywidualne oferty pobytu. Europejskie Centrum Bajki od początku swojego istnienia organizuje również wiele wydarzeń kulturalnych o zasięgu krajowym, takie jak chociażby Ogólnopolski Konkurs Fotograficzny „Wszystkie dzieci świata”, który w 2015 r. odbył się już po raz 9., czy Festiwal Kultury Dziecięcej z Bajkowym Korowodem i Spotkaniami Mistrzów Teatru i Muzyki odbywający się od 13 lat. Poza tym placówka popularyzuje wiedzę o bajce jako zjawisku literackim w swoim Instytucie Bajki. Ośrodek może pochwalić się także ciekawym otoczeniem. Składają się na nie m.in. trzy barwne ogrody: żółty, purpurowy i biało-srebrzysty z czterema słomianymi altanami oraz stawem z położonym nad nim amfiteatrem. Zgromadzono w nich rośliny o podobnym kolorze kwiatów, liści, owoców lub pędów. W każdym przewidziano trzy zakątki tematyczne pobudzające inne zmysły: smak, dotyk bądź zapach. Centrum wciąż się rozwija – w planach jest założenie w jego pobliżu parku edukacyjnego Akademia Bajki promującego polską literaturę.

Wehikuł czasu

tajemniczy_ogrod.jpg

Wystawa „Bajkowy Świat” z tzw. Czarodziejskim Ogrodem w Pacanowie

©EUROPEJSKIE CENTRUM BAJKI



Osoby zainteresowane tym, jak na terytorium naszego kraju żyli ludzie przed powstaniem państwa polskiego, powinny zajrzeć do Centrum Kulturowo-Archeologicznego w Nowej Słupi. Prezentowane są w nim codzienne zajęcia przedstawicieli kultury zamieszkującej Góry Świętokrzyskie w epoce żelaza, w której na tym terenie istniał jeden z największych ośrodków wydobycia i obróbki tego metalu. Tutejszą osadę wzniesiono na podstawie znalezisk i badań archeologicznych, a jej obiekty stanowią wierną kopię zabudowań z pierwszych wieków naszej ery. W ich konstrukcji na uwagę zasługują brak użycia gwoździ w technice budowlanej i pierwotny sposób impregnacji drewna. Znajdują się tu m.in. chaty mieszkalne (rybaka czy tkaczki), ziemianka, zakład bursztyniarski, długi dom oraz zrekonstruowana kopalnia, kuźnia czy też sauna. Jednak ośrodek słynie przede wszystkim z sierpniowej imprezy plenerowej Dymarki Świętokrzyskie, która odbywa się nieprzerwanie od 1967 r. i jest największym wydarzeniem promującym dziedzictwo kulturowe tego regionu naszego kraju. Jej nazwa pochodzi od glinianego pieca kotlinkowego typu dymarskiego (dymarki) używanego niegdyś do pozyskiwania żelaza z rud. To właśnie pokazy wytopu tego metalu starożytną metodą są głównym tematem festynu. W miejscowości działa także Muzeum Starożytnego Hutnictwa Świętokrzyskiego im. Mieczysława Radwana (oddział Muzeum Techniki i Przemysłu Naczelnej Organizacji Technicznej w Warszawie).

               
W Nowej Słupi, niedaleko wejścia do Świętokrzyskiego Parku Narodowego, przy szlaku na Łysą Górę stoi kamienny posąg pielgrzyma. Legenda mówi, że tak naprawdę to zamieniony w kamień rycerz, który podczas wchodzenia na klęczkach na szczyt wzniesienia usłyszał dzwony klasztoru i stwierdził, że biją one na jego cześć. Ukarany za swoją pychę, musi teraz wspinać się w takiej postaci do samego kościoła, a posuwa się co roku tylko o ziarnko piasku. Podobno gdy osiągnie cel, nastąpi koniec świata…

Mityczne uniwersum kieleckiej wsi

Życie chłopów w XVIII i XIX w. wciąż toczyło się zgodnie z rytmem pór roku i następstwem świąt w kalendarzu liturgicznym. W ich kulturze szczególnie żywa była wiara w to, że rzeczywistość, którą widzimy, to nie wszystko – zmarli komunikują się z żywymi, na rozstajach można spotkać południcę – złośliwego i morderczego demona (dlatego często stawiano przy nich krzyż), a gdy ktoś kogoś urzeknie, sprowadzi na niego nieszczęście. Świat kieleckiej wsi oddaje według założeń etnografa Romana Reinfussa (1910–1998) istniejący od 1976 r. Park Etnograficzny w Tokarni (oddział Muzeum Wsi Kieleckiej). Zebrano w nim zabudowania z różnych regionów Kielecczyzny. Jego obszar podzielono na kilka sektorów. Oprócz domów mieszkalnych wraz z wyposażeniem oraz budynków gospodarczych znajdują się tutaj m.in. wiatraki, szkoła wiejska w chałupie z Woli Szczygiełkowej, młyny wodne, kapliczki, a także dwór z Suchedniowa (na planie podkowy) z początku XIX w. i jeden z najcenniejszych tego typu zabytków w Polsce – spichlerz dworski z Rogowa wzniesiony w 1684 r., a uzupełniony podmurówką i parterem z czerwonej cegły ok. 1870 r. W zagrodzie z Bukowskiej Woli zebrano rzeźby ludowe Jana Bernasiewicza (1908–1984), a wystawie nadano tytuł Ocalić od zapomnienia. Jan Bernasiewicz, twórca Ogrodu Rzeźb.

               
Do Muzeum Wsi Kieleckiej należą również drewniany Dworek Laszczyków na Wzgórzu Zamkowym w Kielcach, Zagroda Czernikiewiczów w Bodzentynie i wiatrak kamienny typu holenderskiego w Szwarszowicach koło Ostrowca Świętokrzyskiego oraz Mauzoleum Martyrologii Wsi Polskich w Michniowie. Wybór Michniowa na lokalizację tej ostatniej placówki nie był przypadkowy. 12 i 13 lipca 1943 r. niemieckie oddziały policyjne wymordowały mieszkańców tej wsi, która została doszczętnie spalona. Szacuje się, że zginęły wtedy co najmniej 204 osoby, w tym zarówno mężczyźni, jak i kobiety i dzieci. Większość umarła w płomieniach. Pacyfikacja osady stanowiła karę za współpracę ludności z ruchem oporu (oddziałami partyzanckimi Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich).

Serce świętokrzyskiej ziemi

030_MG_9910_Swietokrzyskie_Kielce_Rynek_K_Peczalski.jpg

Władze województwa świętokrzyskiego mają swoją siedzibę w Kielcach, malowniczo położonych w Górach Świętokrzyskich. Z ich powstaniem wiąże się – oczywiście – legenda. Na polowaniu w tutejszych gęstych lasach Mieszko Bolesławowic (1069–1089), syn Bolesława II Szczodrego (Śmiałego, ok. 1042–1081 lub 1082), zgubił swoich towarzyszy i zmęczony zasnął na polanie. Przyśnił mu się św. Wojciech, który narysowaną swoim pastorałem ścieżkę zmienił w strumień. Kiedy książę się obudził, znalazł źródło, a jego woda przywróciła mu siły, dzięki czemu mógł wyruszyć na poszukiwanie reszty myśliwych. Zanim odjechał, ujrzał leżące nieopodal ogromne kły dzikiego zwierzęcia. Postanowił, że wybuduje w tym miejscu gród, który potem nazwano Kiełcami.

               
Dzisiejsze 200-tysięczne Kielce to ważny ośrodek gospodarczy całego regionu. W ich granicach założono Kielecki Park Technologiczny – centrum rozwoju dla nowych przedsiębiorców i już działających firm. Co ciekawe, na terenie miasta istnieje 5 rezerwatów przyrody: Ślichowice, Kadzielnia, Wietrznia, Biesak-Białogon oraz Karczówka. Najwyższe jego wzniesienie stanowi Telegraf o wysokości 408 m n.p.m. Nudzić się nie będą tu nie tylko miłośnicy przyrody, lecz także amatorzy zwiedzania. Wśród kieleckich zabytków warto wymienić barokowy Kościół św. Wojciecha (wybudowany na miejscu drewnianej świątyni z XII w.), Wzgórze Zamkowe z Pałacem Biskupów Krakowskich (z lat 1637–1641), ozdobnym Ogrodem Włoskim i Bazyliką Katedralną Wniebowzięcia NMP, finezyjny Pałac Tomasza Zielińskiego w stylu romantycznym (obecnie administrowany przez Dom Środowisk Twórczych), wspomniany już Dworek Laszczyków czy zespół klasztorny z I połowy XVII w. na Karczówce (340 m n.p.m.) lub Cmentarz Stary (początkowo chowano na nim katolików, ewangelików, prawosławnych i unitów) oraz kirkut, na którym spoczywają też Żydzi z kieleckiego getta. Wycieczkę po Kielcach można zaplanować wzdłuż Szlaku Miejskiego oznaczonego kolorem czerwonym. Jego drogowskazy rozmieszczone są w terenie.

               
Do stolicy województwa dotrzemy również na dwóch kółkach. Przebiega przez nią Wschodni Szlak Rowerowy Green Velo, mający ok. 2000 km długości. Rozpoczyna się on nad Zalewem Wiślanym, następnie wiedzie w dużej części równolegle do naszej północnej i wschodniej granicy, a kończy się na ziemi świętokrzyskiej w Końskich. Ostatnie prace nad nim potrwają do końca 2015 r. Oprócz wyremontowanych i nowo powstałych dróg, do użytku zostanie oddanych 230 Miejsc Obsługi Rowerzystów (tzw. MOR-ów) ze stojakami, wiatami, stołami, ławami, koszami na śmieci oraz tablicami informacyjnymi. Trasa ta prezentuje się niezmiernie ciekawie ze względu na liczne atrakcje turystyczne położone wzdłuż niej i w jej najbliższej okolicy. Na obszarze województwa świętokrzyskiego Green Velo poprowadzi nas do Sandomierza, Koprzywnicy, Klimontowa, Zamku Krzyżtopór w Ujeździe, Rakowa i zbiornika Chańcza, Kielc, ruin barokowego Pałacu Tarłów w Podzamczu Piekoszowskim, Oblęgorka, Sielpi Wielkiej i Końskich (łącznie ok. 190 km). Poza tym w tym regionie szlak biegnie przez wyjątkowo piękne tereny zielone: Cisowsko-Orłowiński Park Krajobrazowy, Świętokrzyski Park Narodowy, Chęcińsko-Kielecki Park Krajobrazowy i Suchedniowsko-Oblęgorski Park Krajobrazowy. Dla miłośników wycieczek rowerowych to prawdziwa gratka, szczególnie że drogi są spójnie oznakowane, w większości asfaltowe i o niskim natężeniu ruchu pojazdów, a w tutejszej bazie noclegowej znajdują się obiekty w każdym standardzie. Dodatkowym atutem mogą być też dania regionalnej kuchni, serwowane w barach, restauracjach czy gospodarstwach agroturystycznych.

Miasto królów

Przy wschodniej granicy województwa leży notowany już przez Galla Anonima (ur. w XI w., zm. po 1116 r.) w Kronice polskiej malowniczy Sandomierz. To jeden z ośrodków, które najbardziej ucierpiały podczas powodzi w Polsce w 2010 r. Wezbrane wody Wisły dokonały w nim wielu zniszczeń. Obecnie ruch turystyczny odbywa się tutaj bez przeszkód, a trzeba przyznać, że zdecydowanie jest po co przyjeżdżać w te strony.

               

Wspaniałe królewskie miasto, rozciągające się na siedmiu wzgórzach nad Wisłą (dlatego też nazywane czasem „małym Rzymem”), może poszczycić się świetnie zachowanym historycznym centrum. Na uwagę zasługują w nim obiekty gotyckie: Bazylika Katedralna Narodzenia Najświętszej Maryi Panny z pięknie zdobionym sklepieniem, Ratusz (przebudowany potem w stylu renesansowym) z zegarem słonecznym wykonanym przez Tadeusza Przypkowskiego (1905–1977), Brama Opatowska – jedyna ocalała z niegdysiejszych czterech, zakończona renesansową attyką – i Dom Długosza, powstały z inicjatywy historyka Jana Długosza z przeznaczeniem dla księży mansjonarzy. Ozdobą staromiejskiego Rynku są przepiękne kamienice, w tym smukła, beżowo-biała Kamienica Oleśnickich z podcieniami. Na jej dziedzińcu znajduje się wejście do Podziemnej Trasy Turystycznej – 470-metrowego szlaku wiodącego przez dawne piwnice i składy kupieckie oraz korytarze pod budynkami, zapewniającego zwiedzającym dreszczyk emocji.

               
Nie wolno nam także zapomnieć o miejscowym Zamku, stojącym dumnie na wiślanej skarpie, a pierwotnie wzniesionym przez króla Kazimierza III Wielkiego (1310–1370) i wielokrotnie przebudowywanym. W 1656 r. Szwedzi wysadzili go w powietrze w trakcie odwrotu, dlatego do naszych czasów przetrwało tylko skrzydło zachodnie, zaadaptowane na pałacową rezydencję. Działa tutaj obecnie Muzeum Okręgowe w Sandomierzu z licznymi zbiorami archeologicznymi, etnograficznymi, literackimi, historycznymi oraz dziełami sztuki. Jedno z podań opowiada o tym, jak Henryk Sandomierski (ok. 1130–1166), syn Bolesława III Krzywoustego, przywiózł ze sobą do grodu na dzisiejszym Wzgórzu Zamkowym z wypraw do Ziemi Świętej piękną Żydówkę Judytę. Kobieta wywierała duży wpływ na zakochanego w niej księcia, co nie podobało się wielmożom i duchownym. W końcu została wyrzucona z miasta, choć tak naprawdę udała się do ukrytego w okolicy Wzgórza Salve Regina podziemnego pałacu, gdzie odwiedzał ją ukochany. Dzięki niej i jej czarom podobno królewski potomek wciąż żyje z nią wiecznie młody w tajemnych komnatach, do których nikt nigdy nie dotarł.

Jak Tezeusz w labiryncie

W Świętokrzyskiem jest jeszcze wiele do zobaczenia, ale nie sposób opisać wszystkiego w jednym artykule. Na koniec zajrzymy więc do dwóch miejscowości. Pierwszą z nich są Kurozwęki (ok. 35 km od Nowej Słupi), znane głównie z uroczego Pałacu, dawniej zamku rodu Kurozwęckich. W kompleksie otwarto hotel, jednak turyści mogą zwiedzać z przewodnikiem salę balową, salony, taras widokowy, krużganki, XVIII-wieczną kaplicę i muzeum, w którym oprócz pamiątek po rodzinie Popielów zebrano obrazy Józefa Czapskiego (1896–1993). Poszukiwaczom tajemnic spodobają się pałacowe lochy i piwnice. Atrakcję obiektu stanowią również stadnina z końmi arabskimi czystej krwi czy jedyna w Polsce hodowla bizonów amerykańskich (można je obejrzeć z bliska podczas specjalnego safari). Obecny właściciel Pałacu w Kurozwękach Marcin Popiel każdego roku (od 2007 r.) zaprasza gości do nowego tematycznego labiryntu. Na początku były one wykonane w polu kukurydzy, w 2013 r. po raz pierwszy użyto konopi włóknistej. Tegoroczny wzór dotyczy 600-lecia urodzin Jana Długosza. Spacerując wśród wytyczonych ścieżek, sprawdzimy swoją orientację w terenie, a ponieważ nie złapiemy tu zasięgu sieci komórkowych, będzie to prawdziwa przygoda, bo kto wie, co spotkamy za kolejnym zakrętem…

               
Dla odmiany w Wąchocku, leżącym na linii przemysłowych ośrodków Skarżysko-Kamienna, Starachowice i Ostrowiec Świętokrzyski, odkryjemy zupełnie inne zabytki. Opactwo cystersów ufundował w nim w 1179 r. biskup krakowski Gedko (ok. 1130–1185). Obejrzymy tu późnoromański kapitularz i Kościół św. Floriana i Wniebowzięcia NMP (wystrój wnętrza jest już barokowy). Zainteresowanie przyjezdnych wzbudza też nieco ponura sylwetka tzw. Pałacu Schoenberga, czyli kompleksu zakładu metalowego z młynem i kamienicą z I połowy XIX w. Z kolei miłośnicy historii powinni choć na chwilę podejść do XIX-wiecznego białego dworku, w którym w okresie powstania styczniowego miał swoją kwaterę generał Marian Langiewicz (1827–1887).

               
Chyba największą popularność w Polsce miejscowość ta zyskała sobie jednak dowcipami na jej temat. Choć przed 1994 r. (od kiedy to po odzyskaniu praw miejskich wąchocczanie wybierają burmistrza) władzę sprawował w nim wójt, słynny wąchocki sołtys doczekał się nawet pomnika. Cóż, w Wąchocku, jak i w całym Świętokrzyskiem, wszystko jest możliwe. Wystarczy tylko otworzyć się na odrobinę magii… 

Artykuły wybrane losowo

Botswana – safari dla wybranych

MICHAŁ SYNOWIEC „ZETOR”

 

<< Aby uczestniczyć w prawdziwym safari, trzeba pojechać do Afryki. Jednak by spotkać się oko w oko z dzikimi zwierzętami w środku buszu, nie w rezerwacie pokazowym i bez tłumu turystów dookoła nas, można wybrać się jedynie do kilku krajów na Czarnym Lądzie. Do jednych z najciekawszych z nich należy bez wątpienia Botswana, która oferuje turystom wiele wspaniałych atrakcji turystycznych, choćby kryształowe wody delty rzeki Okawango, Park Narodowy Chobe z ogromną populacją słoni czy pustynne krajobrazy Kalahari. >>

FOT. ANDRZEJ KULKA /WWW.ANDRZEJKULKA.COM

Park Narodowy Chobe

 

Republika Botswany uzyskała niepodległość 30 września 1966 r. i właśnie tego dnia Botswańczycy obchodzą dziś swoje święto narodowe. Wcześniej jej tereny pod nazwą Protektoratu Beczuany (Bechuanaland Protectorate) były brytyjską kolonią. Stolica państwa, Gaborone, znajduje się niedaleko granicy z RPA. Tuż za tym ponad 230-tysięcznym miastem zaczyna się kotlina Kalahari, zajmująca znaczną część botswańskiego terytorium.

Więcej…

Egzotyczny Madagaskar czekający na odkrycie

MICHAŁ SZULIM

www.miejscezamiejscem.pl

 

<< Nazwę tej wyspy znają niemal wszyscy Polacy, a jednak niewielu z nich na nią dotarło. To ogromna szkoda, bo jeśli ktoś ceni sobie prawdziwą egzotykę i jednocześnie szuka pięknych, niebiańskich plaż, a poza tym chce spędzić czas w kontakcie z niewiarygodnie wręcz cudowną przyrodą, powinien jak najszybciej wybrać się na Madagaskar. A spieszyć się trzeba, bo zapewne lada chwila ten kraj zostanie odkryty przez masową turystykę, która prędko zamieni wciąż rajski kawałek świata w kolejny zatłoczony i nieprzyzwoicie komercyjny, jak dla mnie, Zanzibar. >>

 

Słynną aleję koło Morondavy tworzy ok. 250 endemicznych baobabów Grandidiera

© ONTM

 

Na początek zagrajmy w skojarzenia. Gdy słyszymy nazwę „Madagaskar”, w głowach wielu z nas pojawia się pewnie postać sympatycznego lemura katta króla Juliana z popularnego filmu animowanego czy też polskiego podróżnika, żołnierza i awanturnika Maurycego Augusta Beniowskiego (1746–1786), który w drugiej połowie XVIII w. dotarł tu po długiej wędrówce, a gdy wrócił w to miejsce, został obwołany jego władcą. Pierwsza myśl jest jak najbardziej słuszna – na Madagaskarze żyje kilkadziesiąt rodzajów lemurowatych. Jednak o Beniowskim dzisiaj już nikt tutaj nie pamięta, a przypomina o nim tylko niewielka tabliczka zawieszona na jednym z budynków w stolicy kraju.

Poza tym wyspa kojarzy się także z polskimi zamiarami jej kolonizacji i projektem przesiedlenia na nią Żydów z Europy. Mimo to plany odkupienia Madagaskaru od Francji (do której należał aż do początku lat 60. XX w.) przez Polskę trzeba traktować przede wszystkim jako mrzonkę ówczesnych polityków, którzy chcieli podbudować nieco znaczenie naszej ojczyzny i uważali, że osiągną ten cel, jeśli przyłączą do niej egzotyczne terytorium zamorskie. Zresztą nawet słynny pisarz i podróżnik Arkady Fiedler (rząd polski oddelegował go w 1937 r. na wyspę jako jednego z ekspertów) odradzał ten pomysł, pogrzebany ostatecznie przez wybuch II wojny światowej. Tak oto zakończyły się marzenia Polski o kolonii. Choć w sumie chyba dobrze się stało. Na pewno nie przyniosłaby nam zbyt wielkich zysków. Ropy tutaj nie znaleziono, region zalicza się raczej do biedniejszych części świata, a dodatkowo w tamtych czasach podróż statkiem na wyspę musiała trwać bardzo długo, skoro dzisiaj, w dobie nowoczesnych technologii, z Polski leci się na nią najkrócej ok. 10,5 godz. (od 22 czerwca 2018 r. pojawiło się bezpośrednie połączenie czarterowe biura Itaka z Warszawy na Nosy Be).

 

Nosy Iranja to właściwie dwie wysepki połączone piaszczystą mierzeją

© ONTM

 

RAJ NA ZIEMI

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że pierwszym miejscem, do którego dotrzemy w tym wyspiarskim państwie położonym na Oceanie Indyjskim, u południowo-wschodnich brzegów Afryki, będzie wulkaniczna wysepka Nosy Be usytuowana w odległości mniej więcej 8 km od północno-zachodniego wybrzeża Madagaskaru i połączona z nim regularnie kursującym promem czy łodziami. Tu właśnie, w miejscowości Fascene, znajduje się lotnisko, gdzie ląduje sporo samolotów z Europy, głównie z Mediolanu i ostatnio również z Warszawy. Sama wyspa jest naprawdę dość niewielka, zajmuje powierzchnię powyżej 320 km² (zamieszkiwaną przez ponad 75 tys. ludzi), ale przecież nie chodzi o jej rozmiar. Nosy Be wyróżnia się głównie swoją urodą. Kiedy już na niej wylądujemy, z pewnością stwierdzimy, że… znaleźliśmy się w raju na ziemi! Plaże są bardzo szerokie i piaszczyste. Część z nich zagospodarowały hotele i ośrodki wypoczynkowe, ale niektóre pozostają zupełnie dzikie i puste. Woda ma turkusowy kolor i zachęca do pływania, bo ocean jest tutaj wyjątkowo ciepły.

Nosy Be to jakby przedsionek Madagaskaru, idealne miejsce na początek naszej przygody z tym egzotycznym krajem. Plasuje się gdzieś pomiędzy znanymi z Europy standardami a afrykańskimi realiami. Możemy tu spokojnie przeczekać kilka pierwszych dni, zanim oswoimy się nieco z zupełnie innym światem. To także najbardziej turystyczna i komercyjna wysepka Madagaskaru i najbardziej europejska w swoim charakterze (wiele firm z sektora usług otworzyli na niej Europejczycy). Tutaj nawet drogi są najlepsze w całym kraju, a pod względem widoków i plaż Nosy Be nie ustępuje w niczym innym sielskim wyspom na naszym globie z Mauritiusem, Seszelami i Zanzibarem na czele. Przewyższa je za to tym, że biznes wakacyjny dopiero na niej raczkuje. Ten raj nie został jeszcze odkryty przez masową turystykę – nie ma w nim tłumów ludzi okupujących każdy wolny skrawek piasku, niewiele jest też ogromnych i luksusowych resortów, które miejscami dominują w krajobrazie jej konkurentów i kawałek po kawałku anektują i odgradzają co piękniejsze fragmenty wybrzeża. Owszem, miejscowość Ambatoloaka to typowa nadmorska wioska żyjąca z turystów, ale i tak czujemy się w niej swojsko. Spokojnie można więc ją potraktować jako bazę wypadową na czas pobytu na Nosy Be.

A zdecydowanie jest tutaj co robić. Leżenie plackiem na plaży, nawet urozmaicone najbardziej wymyślnymi tropikalnymi drinkami z palemką, w końcu się znudzi. Wtedy warto poszukać innych zajęć. Z Nosy Be możemy popłynąć na jedną z okolicznych małych wysepek, takich jak dziewicze Nosy Iranja, Nosy Komba, Nosy Tanga czy Nosy Sakatia, gdzie będziemy mieli okazję popływać wokół przepięknej rafy koralowej. Dużo miejscowych biur podróży organizuje całodniowe wycieczki na nie, obejmujące nie tylko transport, ale też posiłek z pysznych ryb i owoców morza oraz wypożyczenie sprzętu do nurkowania. Warto również wybrać się w głąb Nosy Be. Do tego celu najlepiej wypożyczyć skuter. Wysepkę spokojnie można objechać w jeden dzień. Po drodze będziemy wspinać się na wulkaniczne wzniesienia i podziwiać z nich fantastyczne widoki (najwyższym szczytem jest Mont Lokobe – 455 m n.p.m.), a także obejrzymy kilka z 11 tutejszych jezior kraterowych. Polecam poza tym wizytę w największym mieście na Nosy Be, czyli 40-tysięcznym Andoany (Hell-Ville), w którym panuje typowy madagaskarski gwar i afrykański chaos. Odwiedziny na lokalnym targu pozostaną na długo w naszej pamięci, nie tylko ze względu na… szczególnie intensywny zapach ryb. Z przystani promowej odpływają łodzie i motorówki na wyspę Madagaskar.

 

Sifaka biało-kasztanowa na Nosy Be

© ONTM

 

KIEPSKIE DROGI I PIĘKNA PRZYRODA

Po opuszczeniu rajskiej Nosy Be udajemy się na Madagaskar gotowi na przygodę. Na początku musimy się – niestety – przygotować na twarde lądowanie, bo tutejsze drogi są fatalne. Jeśli ktoś narzeka na stan infrastruktury drogowej w Polsce, w tym kraju szybko zmieni punkt widzenia. Dziury mające 40 cm głębokości niekiedy bywają szersze niż sama droga. Jazda samochodem przypomina slalom – raz szosa schodzi do rzeki, a innym razem prowadzi po prowizorycznym mostku złożonym z dwóch kawałków drewna. Większość dróg wybudowali jeszcze Francuzi i nie były remontowane od ok. 60 lat. Najgorzej jest w porze deszczowej (od końca listopada do marca lub początku kwietnia), kiedy ulewy podmywają część tras i podróż wydłuża się czasem do kilku dni. Po stosunkowo dobrych szosach na Nosy Be sytuacja na Madagaskarze potrafi zaskoczyć. Na rajskiej wysepce jednak turyści zostawiają większość swoich pieniędzy, więc rząd postanowił jej infrastrukturę utrzymywać w lepszym stanie.

Nic dziwnego, że wielu podróżujących decyduje się na wynajem jeepa wraz z kierowcą. To jedyny sposób, żeby w miarę szybko przemieszczać się z miejsca na miejsce. Koszt jest dość spory, ale jeśli rozbije się go na kilka osób, pomysł okazuje się całkiem korzystny. Alternatywą są taksówki (często w katastrofalnym stanie, również technicznym), a dla najbardziej odważnych – taxi-brousse, czyli zawsze przepełnione busy, które przewożą pasażerów stłoczonych jak sardynki w 40-stopniowym upale i poruszają się w żółwim tempie. Tym środkiem transportu można pokonać co najwyżej 100 km dziennie. Na więcej nie pozwala – niestety – jakość tutejszych dróg…

Co właściwie poza przepięknymi plażami zasługuje na zainteresowanie na Madagaskarze? Warto już na początku zaznaczyć, że zabytków nie ma tu prawie wcale (poza stolicą – Antananarywą, gdzie znajdują się m.in. dwa pałace Andafiavaratra i Ambohitsorohitra oraz kilka innych ciekawych budynków). Turystów przyciąga w te strony przede wszystkim niesamowita przyroda. Pod tym względem wyspa uchodzi za prawdziwy fenomen w skali światowej! Mniej więcej 80 proc. tutejszej fauny i 90 proc. flory to organizmy endemiczne, czyli niewystępujące nigdzie indziej na ziemi. Na dodatek każdego roku odkrywa się kolejne, nieznane wcześniej gatunki roślin i zwierząt, dlatego ten kraj jest rajem dla miłośników przyrody. Zaręczam, że nawet jeśli biologia w szkole kogoś nudziła, tutaj nie da się pozostać obojętnym na wdzięki natury. Pierwszym spotkaniem z egzotyką na Madagaskarze bywa zwykle zetknięcie się z kameleonem. Ten sympatyczny gad powinien być umieszczony w godle państwa, bo na wyspie występuje niemal wszędzie. Co ciekawe, wśród mieszkańców cieszy się on szacunkiem graniczącym nawet… ze strachem. Nie wolno nigdy pokazywać kameleona palcem, ponieważ według wierzeń przynosi to nieszczęście. Trzeba zgiąć palec wskazujący i dopiero wtedy skierować go na zwierzę. Kameleon przechodzący przez ulicę na Madagaskarze odgrywa rolę naszego czarnego kota. Należy poczekać, aż sobie spokojnie pójdzie, żeby nie igrać z losem…

 

PRAWDZIWY SKARB

O ile kameleona spotkamy praktycznie wszędzie, o tyle z innymi zwierzętami i unikatowymi roślinami nie pójdzie nam tak łatwo. Już podczas podróży samochodem terenowym przez wyspę można zauważyć, że… praktycznie nie ma na niej drzew. Powód jest smutny, ale prozaiczny: kolejne rządy prowadziły zakrojony na szeroką skalę wyręb lasów i handlowały drewnem na potęgę. Poza tym wśród Malgaszów dużą popularnością cieszy się rolnictwo żarowe polegające na wypalaniu obszarów leśnych i przekształcaniu ich w pola ryżowe. Szacuje się, że w wyniku tych działań ludzkich z powierzchni Madagaskaru zniknęło… niemal 90 proc. drzewostanu o charakterze pierwotnym! Dlatego właśnie, aby poznać wyjątkową faunę i florę wyspy, trzeba udać się do jednego z parków narodowych lub rezerwatów, których powstało w kraju kilkadziesiąt. Jeden z nich – Lokobe (Réserve Naturelle Intégrale de Lokobe) – znajdziemy nawet na południowym wschodzie wspomnianej wcześniej Nosy Be (słynie on z lemurii czarnej i kameleona lamparciego), ale ja radzę odwiedzić położone na północy Madagaskaru Park Narodowy Ankarana (Parc National Ankarana, Réserve Spéciale Ankarana) czy też Park Narodowy Montagne d’Ambre (Parc National Montagne d’Ambre). Warto zdawać sobie sprawę, że tutejsze tereny parkowe są naprawdę dzikie. Nie wjedziemy na nie samochodem, dlatego trzeba się przygotować na wycieczki piesze. Do wyboru mamy zwykle kilkanaście tras ekoturystycznych: od kilkukilometrowych po nawet kilkunastokilometrowe, których przebycie zajmuje cały dzień.

Obowiązkowo należy także wynająć przewodnika. Koszt takiej usługi rozkłada się na całą grupę, ale – proszę mi wierzyć – są to chyba najlepiej wydane pieniądze podczas pobytu na wyspie. Po pierwsze dlatego, że przewodnicy mówią po angielsku, co na Madagaskarze nie jest wcale takie oczywiste. Po drugie, ci ludzie cechują się niewyobrażalną wręcz spostrzegawczością. Gdy idziemy w towarzystwie takiego przewodnika przez park, potrafi on w pewnym momencie nagle przerwać rozmowę i polecić nam być cicho, aby po chwili wpatrywania się gdzieś w dal pokazać małego ptaszka na odległym drzewie w głębi lasu albo lemura siedzącego na gałęzi wysoko nad naszymi głowami.

Jeśli wybieramy się więc do rezerwatu lub parku narodowego, musimy przygotować się na solidną dawkę emocji i częste spotkania ze zwierzętami nie występującymi nigdzie indziej na ziemi. Oprócz oglądania rzadkich ptaków, owadów, kilkudziesięciu rodzajów lemurów czy kameleonów (tych ostatnich do czerwca 2015 r. odkryto aż 202 gatunki!) będziemy mogli jeszcze podziwiać przepiękne widoki na naturalne wąwozy, wyjątkowe formacje skalne z wapienia zwane po malgasku tsingy bądź majestatyczne wodospady (na czele z 62-metrowym Cascade d’Antomboka w Parku Narodowym Montagne d’Ambre) i wulkaniczne jeziora lub przejść się zwodzonym mostem (w Parku Narodowym Ankarana) i pohuśtać na zwisających między drzewami lianach. Poza tym możemy odwiedzić jeden z bujnych lasów deszczowych, które wycina się bezlitośnie na całym świecie. Gorąco polecam zwiedzić kilka parków narodowych i rezerwatów, żeby zrozumieć, dlaczego tutejszy świat przyrodniczy należy do najbardziej fascynujących na naszym globie. Odrębną ciekawostką jest słynna Aleja Baobabów położona na drodze między Morondavą a Belon’i Tsiribihina w regionie Menabe na zachodzie Madagaskaru, chyba jedna z najczęściej fotografowanych przez turystów atrakcji w kraju.

 

ZAPACH KAKAO I ZGIEŁK MIASTA

Podczas pobytu na północy wyspy możemy również poświęcić 3–4 godz. na wizytę na plantacji kakao Millot w Andzavibe koło miasta Ambanja (założonej w 1904 r.), która zaopatruje w ziarna kakaowca m.in. wytwórnie słynnej francuskiej ekskluzywnej czekolady Valrhona. Mamy tu szansę zobaczyć, jak wygląda cały proces produkcji, począwszy od zerwania owoców, przez poddanie ich fermentacji i suszenie, na pakowaniu skończywszy. Plantacja jest spora, a jeśli dopisze nam szczęście, to obwiezie nas po niej sama niebywale charyzmatyczna właścicielka, która opowie z pasją o swoim przedsięwzięciu. Przy okazji będziemy mieć możliwość spróbowania takich specjałów jak pieprz czerwony (zerwany prosto z drzewa), zobaczenia, jak rośnie wanilia, a nawet skosztowania dojrzałych owoców kakaowca przed obróbką. Zwiedzanie kończy wyborny obiad, do którego podaje się ciasto zrobione z czekolady wytworzonej na bazie pochodzącego stąd surowca, a także likier czekoladowy z ziaren kakaowych. Proszę mi uwierzyć, że po wizycie tutaj każda tabliczka czekolady zjedzona po przyjeździe do domu będzie smakować inaczej i kojarzyć się już na zawsze z tym miejscem.

Jeśli ktoś jest z natury mieszczuchem i ciągnie go do dużych skupisk ludzi, to na Madagaskarze też znajdzie coś dla siebie. W stolicy kraju, wspomnianej już Antananarywie (zwanej potocznie Taną), oprócz kilku większych zabytkowych obiektów można znaleźć całkiem dużo budynków w stylu kolonialnym i doświadczyć prawdziwie afrykańskiego tłoku na ulicach (jej obszar metropolitalny zamieszkuje ok. 2,7 mln osób). Niestety, przy obecnym katastrofalnym stanie dróg podróż z Nosy Be do miasta potrafi zająć kilka dni. Dlatego amatorzy życia miejskiego powinni rozważyć wizytę w położonym na północy dawnym Diego-Suarez, w 1975 r. przemianowanym na Antsirananę. Miłośnicy architektury kolonialnej, zakochani w charakterystycznych łukach i zdobieniach, znajdą tu całe kwartały z zabudową w tym stylu. To pozostałość po panowaniu Francuzów na wyspie. Zresztą europejską atmosferę wyczuwa się w tym mieście bardzo wyraźnie. Antsiranana jest również dobrą bazą wypadową na wspaniałe plaże, których nie brakuje w pobliżu. Symbol tego 130-tysięcznego miasta stanowi Głowa Cukru (Pain de Sucre), czyli charakterystyczna wulkaniczna wysepka wystająca z wody na środku tutejszej zatoki Diego-Suarez (Baie de Diego-Suarez), będąca najpopularniejszym obiektem ze zdjęć z tej okolicy.

 

EGZOTYKA W STYLU AFRYKI

Madagaskar kusi jednak nie tylko osoby lubiące błogi wypoczynek na plaży, nurkowanie, wędkarstwo, kajakarstwo, surfing, kite- i windsurfing, żeglarstwo czy spędzanie czasu w otoczeniu przyrody. Ten kraj fascynuje swoją egzotyką i karmi nas widokami, których nie mamy szansy zobaczyć w Europie. Po pierwsze, musimy tu przyzwyczaić się do afrykańskiego stylu życia i zupełnie innych standardów, dotyczących nie tylko stanu dróg. W małych miejscowościach dominuje zabudowa złożona z chat zrobionych z blachy falistej czy bambusa. Przed domami wylegują się Malgasze, którzy spędzają większość dnia na słodkim nicnierobieniu. Trzeba także przywyknąć do wszechobecnego chaosu, widoku zebu (garbatych krów) chodzących sobie spokojnie pomiędzy samochodami na ulicach, podobnie zresztą jak ludzi mających w zwyczaju iść środkiem szosy. Kolejnym szczegółem, który rzuca się w oczy, jest fakt, że wszyscy ciągle coś tu sprzedają. Na wyspie obowiązuje zasada mówiąca, iż kto handluje, ten żyje. Punktem sprzedaży może być kawałek blachy falistej na ulicy czy prowizoryczny stołek. Kobiety sprzedają towary, które noszą w wielkich misach na głowie. Nie tylko owoce i warzywa są przedmiotem transakcji, w obiegu jest dosłownie wszystko.

Na Madagaskarze nic się nie marnuje. Stare, rozklejone buty, podziurawiona koszula lub wyszczerbiona ze starości miotła – te przedmioty mają tutaj po kilka żyć, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto zechce je kupić. Procedury handlowe są mocno uproszczone i nikt nie zawraca sobie głowy takimi drobiazgami jak dokładne ważenie towarów. Na bazarze obowiązują tylko dwie miary: duża i mała puszka po kawie. To nimi odmierza się kolejne porcje ryżu, soli czy cukru. Z drugiej strony wszędzie można odczuć wpływ kultury Francuzów, więc jeśli znamy francuski, poczujemy się na Madagaskarze jak ryba w wodzie. Większość jego mieszkańców posługuje się tym językiem, a kiedy otworzymy menu w restauracji, znajdziemy w nim francuskie nazwy potraw. Nic więc dziwnego, że wielu emerytów z Francji osiedla się na wyspie na starość.

Jednak najbardziej rzucają się tu w oczy samochody. Jak powszechnie wiadomo, jednymi z symboli Kuby są amerykańskie krążowniki szos z lat 40. i 50. XX w. Na Madagaskarze za ich odpowiedniki uchodzą równie stare francuskie auta – pozostałość po kolonizatorach z Europy. Leciwe pojazdy marki Citroën, Renault czy Peugeot wciąż pozostają w tym kraju w użytku. Ich karoserie zamalowuje się kolejnymi warstwami lakieru, przykrywającymi ogromne płaty rdzy. Stan techniczny madagaskarskich samochodów mógłby wywołać szok u europejskiego mechanika. Popękane szyby, brak kilku przełożeń w skrzyni biegów, zbite reflektory, lusterka czy oderwany zderzak to cechy charakterystyczne tutejszych aut. Pomiędzy nimi jeżdżą po ulicach żółte pojazdy napędzane silnikiem motorowym – odpowiedniki azjatyckich tuk-tuków, które pełnią funkcję taksówek. W dużych miastach możemy również przejechać się rikszą.

Przy okazji warto też wspomnieć o zwyczaju wręczania łapówek, który na Madagaskarze jest czymś najzupełniej normalnym. Nikt się tu nie dziwi, gdy na drodze przy prowizorycznym szlabanie zrobionym z bambusowych kijów i sznurka, czyli spontanicznie ustanowionym punkcie kontrolnym, ustawia się dwóch policjantów. Każdy kierowca wie, że tym stróżom prawa zawsze chodzi o jedno i to samo, dlatego ma przyszykowane kilka groszy schowanych w brudnym dowodzie rejestracyjnym. Także wręczenie na lotnisku dolara czy dwóch funkcjonariuszowi, który nagle zainteresował się tym, gdzie kupiliśmy cynamon i czy posiadamy odpowiedni certyfikat (nawet jeśli takowy nie istnieje), to normalna praktyka. Zwykle mała łapówka skutecznie ucina ciekawość służb kontrolnych.

 

Kobiety sprzedające turystom kolorowe chusty na madagaskarskiej plaży

© ONTM

 

NA KAŻDĄ KIESZEŃ

Na koniec zostawiłem jeszcze jedną rzecz, o której warto wspomnieć. Madagaskar to bajecznie tani kraj, szczególnie w porównaniu z pobliskim Mauritiusem, a nawet z Grecją czy Portugalią. Czysty pokój w hotelu lub pensjonacie z bardzo podstawowym wyposażeniem możemy tutaj wynająć już za równowartość 40–50 złotych. Podobnie ma się rzecz z jedzeniem, za które – nawet w dobrych restauracjach – zapłacimy mniej więcej jedną trzecią tego, co musielibyśmy wydać na wakacjach w Europie. Jeśli ktoś lubi świeże owoce morza, to na wyspie Nosy Be poczuje się jak w niebie. Można tu spróbować dziesiątek gatunków ryb oceanicznych, krewetek, ośmiornic, kalmarów i wszystkiego, co tylko ocean daje człowiekowi, a ceny są bardzo rozsądne. Tropikalne drinki na plaży kosztują w przeliczeniu kilka (!) złotych (lokalna waluta to ariary). Nic w tym zresztą dziwnego, skoro za litr tutejszego rumu (marki Dzama lub Madi Rum) w sklepie trzeba dać... równowartość 7 złotych, bo alkohol na Madagaskarze jest również bajecznie tani. Stosunkowo drogo wychodzi jedynie wynajęcie jeepa z kierowcą. Ceny biletów do parków narodowych i rezerwatów przyrody są z kolei mniej więcej takie jak w przypadku wstępu do muzeów w Europie.

Jeśli więc ktoś nie ma pomysłu na urlop, a marzą mu się wakacje w egzotycznym i stosunkowo mało popularnym rejonie, z całego serca polecam Madagaskar. To wyspa, której największym skarbem obok przepięknych, niebiańskich plaż jest fascynująca natura. Obserwowanie codziennego życia Malgaszów pozwala poznać prawdziwie afrykański charakter tego miejsca. Najlepiej udać się tutaj w okresie od końca marca do listopada, aby móc w pełni skorzystać z uroków pory suchej. Radzę się jednak pospieszyć, bo lada chwila także i to wyspiarskie państwo zostanie odkryte przez miliony turystów, czego, szczerze mówiąc, wcale mu nie życzę.

 

Wydanie Lato 2018

Zanurz się w kulturze na pograniczu Węgier i Austrii

Noémi Petneki

 

Po obu stronach granicy austriacko-węgierskiej i wzdłuż brzegów jeziora Nezyderskiego rozciąga się ten sam region. Dzisiejszy Burgenland (po węgiersku Őrvidék), najbardziej wysunięty na wschód i najmłodszy kraj związkowy Austrii, od XII w. był częścią historycznego Królestwa Węgier, które od XVI stulecia (po bitwie z Turkami pod Mohaczem w 1526 r.) dostało się pod panowanie Habsburgów i Cesarstwa Austriackiego. Dziś, po obaleniu żelaznej kurtyny i wstąpieniu Węgier do Unii Europejskiej w 2004 r., znów (jak za czasów Monarchii Austro-Węgierskiej) praktycznie nie zauważamy, kiedy przejeżdżamy tutaj przez granicę. Węgrzy (nasi bratankowie) i Austriacy nazywają siebie szwagrami – w ten sposób wszyscy jesteśmy ze sobą trochę spowinowaceni…

Więcej…