Sylwia Jedlak-Dubiel

 

Zachwycający Książ należący do największych zamków w Polsce

Piotr strzelecki 24000px

© PIOTR STRZELECKI/ZAMEK KSIĄŻ W WAŁBRZYCHU

 

Gdy z Wrocławia drogą krajową nr 35 zmierzamy w stronę Sudetów, po lewej stronie wita nas Ślęża. Kiedyś góra ta była ważnym punktem dla mieszkańców tego regionu. Kamienne rzeźby z jej zboczy wykonali najprawdopodobniej Celtowie. Z niezbyt wysokiego szczytu Ślęży, bo osiągającego jedynie 718 m n.p.m., przy dobrej pogodzie można podziwiać wspaniałą panoramę Dolnego Śląska. Z jednej strony daje się dostrzec Wrocław, z drugiej natomiast nawet Karkonosze. To wciąż wyjątkowe miejsce w tej części Polski, jedno z wielu, które warto tu odwiedzić.

 

Polska część historycznego Dolnego Śląska leży obecnie głównie w granicach województw dolnośląskiego, opolskiego i lubuskiego. Przyjmuje się, że ok. 985 lub 990 r. w wyniku wojny polsko-czeskiej książę Mieszko I z dynastii piastowskiej, władca Polan (ur. między 922 a 945 r., zm. w 992 r.), przyłączył Śląsk do swojego państwa. Herb Piastów dolnośląskich – czarny orzeł z półksiężycem i krzyżem na piersi umieszczony na złotym tle – do dziś reprezentuje ten region. Do samego województwa dolnośląskiego należy jeszcze m.in. ziemia kłodzka i wschodnie Łużyce Górne.

 

Tutejsze miejscowości nie są może aż tak popularne jak Zakopane czy Sopot, ale turyści zdecydowanie nie mają powodów do narzekań. Poza tym przez Dolny Śląsk biegnie autostrada A4, wytyczona na południu Polski z zachodu na wschód (łączy granicę niemiecką z ukraińską), a we Wrocławiu – stolicy regionu – działa międzynarodowe lotnisko. Dość łatwo więc tutaj dotrzeć, co sprawia, że ta część kraju jest jeszcze bardziej atrakcyjna. Nadeszła pora, aby na nowo odkryć jej niedoceniane skarby.

 

Kultura i natura

 

W 2016 r. tytuł Europejskiej Stolicy Kultury nosił Wrocław (jak również hiszpańskie miasto Donostia-San Sebastián). Z tej okazji zorganizowano 2 tys. wydarzeń kulturalnych, w których wzięło udział 5,2 mln osób. Znalazły się wśród nich projekty z różnych dziedzin: architektury, literatury, filmu, muzyki, teatru, sztuk wizualnych czy opery, a także działania artystyczne w formie performance’u. W Hali Stulecia 17 grudnia odbyła się Ceremonia Zamknięcia Programu Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016. Uświetniło ją multimedialne widowisko Niebo przedstawiające historię Wrocławia i jego mieszkańców. Tego samego dnia rozpoczęła się też impreza Silent Disco, a nazajutrz w ramach Słuchowiska utwory Sławomira Mrożka czytali polscy aktorzy Małgorzata Foremniak, Arkadiusz Jakubik i Robert Więckiewicz. Całoroczny program wydarzeń kulturalnych prezentował wysoki poziom. Dość wspomnieć, że 23 lutego właśnie w Hali Stulecia wystąpił słynny włoski kompozytor i dyrygent Ennio Morricone. Niedługo później, już w Hollywood, artysta odbierał Oscara za muzykę do filmu Quentina Tarantino Nienawistna ósemka. Otrzymanie prestiżowego tytułu Europejskiej Stolicy Kultury było okazją do promowania na forum europejskim, a nawet światowym nie tylko Wrocławia, ale i całej Polski.

 

Sama Hala Stulecia została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Zaprojektował ją niemiecki architekt Max Berg (1870–1947), a otwarcie obiektu nastąpiło w maju 1913 r. W jej pobliżu znajdują się nowoczesna multimedialna Wrocławska Fontanna, niezmiernie uroczy Ogród Japoński i słynne Zoo Wrocław. W tym ostatnim można odwiedzić 12 pawilonów tematycznych. Dużym zainteresowaniem cieszy się Afrykarium, udostępnione do zwiedzania 26 października 2014 r. Przedstawia ono rozmaite afrykańskie ekosystemy związane ze środowiskiem wodnym (łącznie wszystkie zbiorniki wypełnia 15 mln l wody!). Ogromne wrażenie robi 18-metrowy tunel z akrylu. Przez jego przezroczyste ściany przyjrzymy się dokładnie mieszkańcom Kanału Mozambickiego, m.in. płaszczkom i żarłaczom brunatnym. Jednym z ważniejszych wydarzeń w Afrykarium w 2016 r. było przyjście na świat małej hipopotamicy nilowej Zumby. Poza tym na terenie tego oceanarium spotkamy kotiki afrykańskie, pingwiny przylądkowe, niewielkie antylopy dikdiki, krokodyle nilowe, mrówniki, golce, manaty afrykańskie, różnorodne ryby (aż ok. 250 gatunków!), a nawet ptaki. Wrocławski ogród zoologiczny jest czynny przez cały rok, ale ponieważ zajmuje powierzchnię 33 ha, warto zaplanować swoją wizytę, szczególnie jeśli chcemy się do niego wybrać z dziećmi. Na stronie internetowej zoo znajdziemy mapę, która ułatwi nam orientację w terenie. Ciekawą atrakcją dla osób w każdym wieku są z pewnością pokazowe karmienia zwierząt.

 

Dla turystów i kibiców

 

Inny nowy obiekt we Wrocławiu to stała wystawa Hydropolis powstała w zabytkowym podziemnym zbiorniku wodnym o powierzchni 4 tys. m². Dzieli się na 8 stref tematycznych. Zwiedzający dowiadują się z niej, jak niezmiernie istotną rolę odgrywa woda w życiu naszej planety. Chociaż wystawa ma cel głównie edukacyjny, trudno nie docenić jej walorów estetycznych. Na postumencie ustawiono akrylową kopię rzeźby Dawid Michała Anioła, pod sufitem podwieszono ławicę tuńczyków i olbrzymiego rekina, ściany w Strefie Relaksu pokrywa prawdziwy mech, a przez wszystkie pomieszczenia przepływa strumień umieszczony w podłodze, podświetlony i przykryty przezroczystymi płytami. Wiele eksponatów jest interaktywnych, a niektóre z nich przeznaczone są zwłaszcza dla najmłodszych. Co ciekawe, w Hydropolis znajduje się również replika batyskafu Trieste wraz z kapsułą dla członków załogi. Można do niej wejść i poczuć się jak pasażerowie oryginalnego statku podwodnego, którzy w 1960 r. dotarli na dno Rowu Mariańskiego (do najgłębszego zbadanego punktu na naszej planecie – Głębi Challengera, 10 994 m p.p.m.), położonego na zachodzie Pacyfiku.

 

Jeśli pogoda dopisuje, koniecznie trzeba wybrać się na spacer na wrocławski Rynek, jeden z największych tego rodzaju staromiejskich placów w Europie. W jego centrum wznoszą się liczne kamienice oraz Stary i Nowy Ratusz. Ta część miasta słynie ze swojej zabytkowej zabudowy. Z tarasu widokowego przeszło 90-metrowej wieży Bazyliki Mniejszej św. Elżbiety Węgierskiej można podziwiać panoramę całej okolicy (wejście dostępne dla turystów od kwietnia do października). Na północny wschód od Rynku leży odrzańska wyspa Piasek, którą stalowy most Tumski (zwany też Mostem Zakochanych) łączy z Ostrowem Tumskim, gdzie wznosi się gotycka Archikatedra św. Jana Chrzciciela. Interesującym miejscem jest także tzw. Dzielnica Czterech Wyznań. Na tym obszarze znajdują się cztery różne świątynie: Katedra Prawosławna Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy, katolicki Kościół św. Antoniego z Padwy, ewangelicko-augsburski Kościół Opatrzności Bożej i żydowska Synagoga pod Białym Bocianem. Odbywają się tu liczne wydarzenia kulturalne oraz funkcjonują klimatyczne kawiarnie i restauracje. We Wrocławiu możemy również podążać śladem sympatycznych krasnali. Na stronie internetowej www.krasnale.pl umieszczono mapę z lokalizacją wszystkich figurek skrzatów w mieście. Do tej pory ustawiono ich 289, ale wciąż pojawiają się nowe. Wbrew pozorom na ich poszukiwania wybierają się nie tylko dzieci.

 

Od 20 do 30 lipca 2017 r. w stolicy Dolnego Śląska będą się odbywać 10. Światowe Igrzyska Sportowe – The World Games Wrocław 2017. Ta międzynarodowa impreza, pierwszy raz zorganizowana w 1981 r. w mieście Santa Clara w Kalifornii, ma na celu promowanie nieolimpijskich dyscyplin sportu, co w założeniu zwiększa ich szansę na włączenie do programu igrzysk olimpijskich. W tym roku zawodnicy zmierzą się ze sobą m.in. w takich kategoriach jak bilard, bule, karate, kręgle, lacrosse, boks tajski (muay thai), narty wodne i wakeboard, plażowa piłka ręczna, pływanie w płetwach, sporty gimnastyczne, squash, sumo, taniec sportowy, unihokej czy wspinaczka sportowa. Wrocław jako gospodarz wybrał dodatkowo cztery tzw. sporty na zaproszenie: futbol amerykański, kickboxing, wioślarstwo halowe (ergowiosła) i żużel. Wyniki rywalizacji w tych dyscyplinach nie wliczają się do końcowej klasyfikacji medalowej. W imprezie weźmie udział niemal 3,5 tys. sportowców z przeszło 100 krajów świata. Zawody zostaną zorganizowane na ponad 20 obiektach, w tym we wspomnianej już Hali Stulecia, a także na zmodernizowanym wielofunkcyjnym Stadionie Olimpijskim, nowym torze wrotkarskim w kompleksie Parku Tysiąclecia (jego otwarcie przewidziane jest na maj), boiskach do sportów plażowych Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu czy krytej pływalni o wymiarach olimpijskich (50 m długości i 25 szerokości) przy ul. Wejherowskiej. Pełna rozmaitych atrakcji strefa kibica stanie na placu Wolności w centrum miasta. Po roku wypełnionym interesującymi wydarzeniami kulturalnymi stolica województwa dolnośląskiego ma więc szansę wykazać się dla odmiany w dziedzinie sportu. To bardzo dobrze pokazuje, że we Wrocławiu zawsze coś się dzieje, tu nikt nie spoczywa na laurach.

 

Opowieści o przeszłości

 

Na Dolnym Śląsku znajdziemy mnóstwo fascynujących obiektów historycznych. Należy do nich z pewnością Twierdza Srebrna Góra położona niedaleko wsi o tej samej nazwie. Zespół fortyfikacji wzniesiono nad Przełęczą Srebrną (586 m n.p.m.) w latach 1765–1777 z polecenia króla Prus Fryderyka II Wielkiego (1712–1786). Główną jego część stanowi potężny donżon otoczony fortami. Był on całkowicie samowystarczalny – znajdowały się w nim studnie, magazyny, zbrojownia, prochownia i więzienie, a nawet szpital, kaplica, piekarnia, browar i warsztaty rzemieślników. Srebrna Góra jest największą górską twierdzą w Europie. Nigdy nie została zdobyta. Z jej bastionów rozpościera się wspaniały widok na okolicę, w tym Góry Sowie i Bardzkie oraz Masyw Śnieżnika. Utrzymaniem obiektu w jak najlepszym stanie zajmuje się Forteczny Park Kulturowy w Srebrnej Górze. Oprócz tego na jego terenie działa grupa rekonstrukcyjna. Turystów oprowadzają przewodnicy w mundurach pruskiej piechoty. W trakcie zwiedzania niewątpliwie dużą atrakcję stanowi pokaz strzelania z broni czarnoprochowej w ciemnych kazamatach. Chętni mogą wybrać się również na odkrywanie fortyfikacji nocą. Oferta dla zwiedzających obejmuje też interesujące programy dla grup, które będą znakomitym urozmaiceniem wyjazdów integracyjnych.

 

Podczas wyprawy śladami historii nie wolno nam ominąć wyjątkowego zamku w Wałbrzychu. Książ, bo o nim mowa, stoi na wzniesieniu otoczonym malowniczymi lasami. Dla osób, które chcą go podziwiać w całej okazałości, wyznaczono specjalny punkt widokowy. Prowadzą do niego drogowskazy ustawione przed wjazdem na parking. Warto wybrać się w to miejsce przed zwiedzaniem. Po takim wstępie można wreszcie złożyć wizytę we wspaniałej rezydencji. Książ zbudowano z polecenia księcia świdnicko-jaworskiego Bolka I Surowego (ur. między 1252 a 1256 r., zm. w 1301 r.). Miał wówczas charakter typowo obronny. Później budowla przechodziła z rąk do rąk, aż w końcu w 1509 r. znalazła się w posiadaniu rodziny Hobergów (od 1714 r. nazwisko to zaczęto zapisywać w formie Hochberg). Kolejni przedstawiciele rodu przebudowywali zamek. Z ich inicjatywy powstały m.in. tarasy ogrodowe w stylu francuskim, skrzydło barokowe i dwa neorenesansowe. Chyba najsłynniejszą mieszkanką Książa była Maria Teresa Oliwia Hochberg von Pless znana jako księżna Daisy (1873–1943), która wywołała niemały skandal publikacją swoich pamiętników pisanych od 1894 r. Zamkowe wnętrza są udostępnione do zwiedzania, tak jak i tarasy (otwarte od początku kwietnia do końca września). Co ciekawe, indywidualni turyści mogą także skorzystać z aplikacji WOW Poland (do ściągnięcia na telefony z systemem Android i iOS) i poznawać historię rezydencji z wirtualnym przewodnikiem.

 

W 1941 r. Książ przejęły władze III Rzeszy. Naziści wydrążyli pod nim podziemne tunele (ich fragment można obejrzeć w trakcie pokonywania jednej z tras dla zwiedzających). Zamek miał być częścią wielkiego projektu Riese (Olbrzym) realizowanego przez Niemców w Górach Sowich. Z tym właśnie przedsięwzięciem związany jest inny niezmiernie interesujący obiekt historyczny Dolnego Śląska, a mianowicie Podziemne Miasto Osówka. To ogromny kompleks korytarzy, hal i bunkrów o nie do końca wyjaśnionym przeznaczeniu. Według niektórych hipotez miała znajdować się tu fabryka nieznanej broni, zgodnie z innymi – tajna kwatera samego Adolfa Hitlera. Przy wydrążaniu potężnych komór w zboczach góry Osówka (716 m n.p.m.) pracowali m.in. więźniowie z niemieckiego obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Dziś przystosowany do potrzeb turystyki obiekt można zwiedzać. Do wyboru są cztery trasy: historyczna (najłatwiejsza, przeznaczona dla każdego), ekstremalna (dla osób sprawnych fizycznie, które nie odczuwają dyskomfortu w ciasnych pomieszczeniach), Ekspedycja Riese (najdłuższa, urozmaicona zadaniami, sprawdzi się doskonale w przypadku integracyjnych imprez firmowych) i edukacyjna (opracowana głównie z myślą o grupach dzieci i młodzieży). Przed wejściem do kompleksu każdy otrzymuje kask ochronny. Poza tym trzeba pamiętać o ciepłym ubraniu i wygodnym obuwiu. W Podziemnym Mieście Osówka jest zimno również latem i bywa ślisko, dlatego najlepiej sprawdzą się buty do wędrówek górskich.

 

Kościół Pokoju w Świdnicy oddano do użytku wiernych w czerwcu 1657 r.

koŤci-é pokoju1 UNESCO

© ANDRZEJ PAWŁOWICZ

 

Nacieszyć oczy

 

Oprócz Hali Stulecia we Wrocławiu Dolny Śląsk może poszczycić się jeszcze dwoma innymi obiektami z prestiżowej Listy Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. W 2001 r. umieszczono na niej Kościoły Pokoju w Jaworze i Świdnicy. Po podpisaniu pokoju westfalskiego w 1648 r. kończącego wojnę trzydziestoletnią katolicki cesarz Ferdynand III Habsburg (1608–1657) pozwolił wybudować śląskim luteranom trzy świątynie. Swoją tolerancyjną wówczas decyzję obwarował jednak pewnymi warunkami. Budowle miały m.in. nie przypominać kościołów swoim zewnętrznym wyglądem i być wzniesione z materiałów nietrwałych (drewno, słoma, glina i piasek). Dzięki temu zezwoleniu powstały świątynie w Głogowie, Jaworze i Świdnicy. Pierwsza z nich nie dotrwała do naszych czasów (spłonęła w 1758 r. w pożarze miasta), dwie pozostałe można podziwiać do dziś. Postawione protestantom wymagania nie przeszkodziły im w zbudowaniu wyjątkowo pięknych kościołów. Oba zachowane obiekty są przykładami architektury szachulcowej, zaskakują swoją wielkością i bogato zdobionym wnętrzem. Na zainteresowanie zasługują szczególnie wspaniale dekorowane empory – galerie umieszczone wzdłuż ścian. W sezonie letnim zarówno w Jaworze, jak i Świdnicy odbywają się koncerty. To znakomita okazja, żeby sprawdzić, jak świetne warunki akustyczne panują w świątyniach. Słuchanie dzieł słynnych na cały świat kompozytorów (Johanna Sebastiana Bacha, Wolfganga Amadeusa Mozarta czy Fryderyka Chopina) w barokowych wnętrzach z XVII w. to przeżycie jedyne w swoim rodzaju.

 

Szlakiem pięknej architektury na Dolnym Śląsku można ruszyć w Dolinie Pałaców i Ogrodów. Leży ona w regionie Kotliny Jeleniogórskiej, a wypełniają ją liczne zamki, dwory, zespoły pałacowo-parkowe i wieże mieszkalne. Aż 11 z tutejszych niemal 30 obiektów otrzymało status Pomnika Historii. Te odrestaurowane, niezmiernie reprezentacyjne rezydencje wznoszą się na obszarze zaledwie 102 km². Kilka z nich znajduje się w granicach Jeleniej Góry: Pałac Paulinum, Pałac Schaffgotschów w Cieplicach Śląskich-Zdroju, Dwór Czarne, Pałac Schaffgotschów w Sobieszowie i Zamek Chojnik. Ten ostatni stoi na szczycie granitowej góry o tej samej nazwie (627 m n.p.m.), należącej do Karkonoszy. Murowaną twierdzę obronną zbudowano prawdopodobnie w połowie XIV stulecia za panowania ostatniego niezależnego księcia piastowskiego na Śląsku – Bolka II Małego (Świdnickiego, ur. między 1309 a 1312 r., zm. w 1368 r.). Związana jest z nią legenda o księżniczce Kunegundzie, która każdemu z kandydatów starających się o jej rękę nakazywała objechać zamek konno i w pełnej zbroi. Zadanie było bardzo trudne i kolejni rycerze spadali w przepaść rozpościerającą się pod murami zamkowymi. Pewnego dnia przybył jednak młodzieniec, który wyszedł z tej próby zwycięsko. Mimo to nie chciał poślubić księżniczki, ponieważ zbyt wielu niewinnych ludzi zginęło z jej powodu. Odjechał więc z zamku, a Kunegunda rzuciła się w przepaść. W rejonie Doliny Pałaców i Ogrodów wyróżnia się też niewątpliwie Pałac Wojanów. Cztery narożniki wysokiej rezydencji wyznaczają smukłe, okrągłe wieże sąsiadujące z oranżeriami. Otacza ją zadbany park krajobrazowy. Dzisiaj w kompleksie funkcjonuje klimatyczny hotel z nowoczesnym centrum konferencyjnym.

 

Samą Jelenią Górę warto odwiedzić nie tylko ze względu na położone w niej obiekty z Doliny Pałaców i Ogrodów. W jej historycznym centrum znajduje się mnóstwo zabytków. Na spacer trzeba się wybrać na plac Ratuszowy, na którym, jak wskazuje nazwa, stoi gmach Ratusza. Barokowo-klasycystyczny budynek z wieżą zegarową wzniesiono w połowie XVIII w. W jego okolicy można podziwiać urokliwe kamienice, a z tarasu na pobliskiej Wieży Zamkowej (Baszcie Zamkowej) – spojrzeć na miasto ponad ich dachami. Uwagę miłośników architektury powinien przyciągnąć z pewnością Teatr im. Cypriana Kamila Norwida, który jest jednym z nie tak znów licznych przykładów polskiej secesji. Zaprojektował go Alfred Daehmel. Budowę rozpoczęto w maju 1903 r. i zakończono mniej więcej półtora roku później, a gmach nazwano Domem Sztuki i Stowarzyszeń. We wspomnianym już przeze mnie Pałacu Paulinum działa obecnie hotel, w którym goście mogą się zatrzymać w stylizowanych pokojach. Rezydencja, pochodząca z XIX w. i ozdobiona elementami nawiązującymi m.in. do renesansu, leży na wzgórzu w malowniczym parku. Pałac Schaffgotschów natomiast znajduje się w centrum uzdrowiska Cieplice Śląskie-Zdrój (dzisiaj części Jeleniej Góry). Duże wrażenie robi jego szeroka fasada (aż 81-metrowa!) z podwojonym herbem wywodzącej się z Frankonii arystokratycznej rodziny Schaffgotschów, do której należał majątek Cieplice, a także np. Zamek Chojnik.

 

Pałac Wojanów odbijający się w malowniczym sztucznym stawie

159

© ROMUAL M. SOŁDEK/WWW.DOLINAPALACOW.PL

 

Dla zdrowia

 

Do tego regionu Polski chętnie ściągają również kuracjusze. Odwiedzają nie tylko urokliwe Cieplice Śląskie-Zdrój w Jeleniej Górze, ale też uzdrowiska położone w okolicy Kotliny Kłodzkiej. W dolinie 33-kilometrowej rzeki Bystrzyca Dusznicka znajdują się Polanica-Zdrój i Duszniki-Zdrój. Do tej drugiej miejscowości (wtedy pod nazwą Bad Reinerz) w sierpniu 1826 r. przyjechał na leczenie młody Fryderyk Chopin (1810–1849). Przypomina o tym tzw. Dworek Chopina, w którym wówczas koncertował przyszły wielki kompozytor. Co roku na początku sierpnia odbywa się tu Międzynarodowy Festiwal Chopinowski. W 2017 r. będzie to już 72. edycja tej imprezy. Polanica-Zdrój jako uzdrowisko zaczęła być znana w XIX w., ale miejscowy dom zdrojowy (obecnie Sanatorium Wielka Pieniawa) pochodzi z początku kolejnego stulecia. Gdy powstał, uchodził za niezwykle nowoczesny i luksusowy kompleks leczniczy. Na północny zachód stąd, przy granicy z Czechami leży Kudowa-Zdrój. Do jej ciekawszych zabytków należy Kaplica Czaszek, której budowę rozpoczęto w 1776 r. Jej ściany i sufit wyłożone są kośćmi i czaszkami ofiar wojen toczących się na ziemi kłodzkiej i szerzących się po nich epidemii. To jedyne takie miejsce w Polsce. Z Kudowy-Zdroju warto wybrać się do niesamowitego naturalnego labiryntu Błędne Skały w Górach Stołowych. Tworzą go formacje z piaskowca, które pod wpływem erozji przybrały osobliwe kształty. Szlak turystyczny poprowadzony został przez wąskie szczeliny i tajemnicze korytarze. Dla odmiany w rejonie Gór Złotych leży Lądek-Zdrój, w którym z leczniczych właściwości tutejszych wód korzystali m.in. słynny niemiecki poeta, prozaik i dramaturg Johann Wolfgang Goethe (1749–1832), królowie pruscy Fryderyk II Wielki (1712–1786) i Fryderyk Wilhelm III (1770–1840) czy car rosyjski Aleksander I Romanow (1777–1825). Do najpiękniejszych obiektów uzdrowiska należy z pewnością Zakład Przyrodoleczniczy „Wojciech”, wzniesiony w 1680 r. na źródle, a w drugiej połowie XIX w. przebudowany w stylu neobarokowym. W środku znajdują się zabytkowe kamienne wanny do kąpieli perełkowych i marmurowy basen termalny wzorowany na łaźniach tureckich.

 

W sezonie zimowym na Dolnym Śląsku pojeździmy też na nartach. Dużą popularnością cieszy się Karpacz z kompleksem narciarskim Śnieżka położonym na zboczach góry Kopa (1377 m n.p.m.) i pobliskiej polanie Złotówka (1252 m n.p.m.). Do wyboru jest tu kilka nartostrad o różnym stopniu trudności, w tym również odpowiednich dla dzieci i osób początkujących. W Dusznikach-Zdroju działa z kolei ośrodek Zieleniec Ski Arena wyposażony w profesjonalną infrastrukturę i oferujący ok. 22 km rozmaitych tras (w większości oświetlonych) oraz snowpark i pełnowymiarową rynnę dla amatorów jazdy typu freestyle na nartach lub snowboardzie. Na jego 27 kolejek i wyciągów obowiązuje jeden karnet. Na śniegu poszalejemy także na Szrenicy (1362 m n.p.m.) w sąsiedztwie Szklarskiej Poręby. Ski Arena Szrenica zapewnia dostęp do pięciu nartostrad o łącznej długości 12 km. Można tutaj wybrać się też na jazdę nocną.

 

Krajobrazy Dolnego Śląska są jego wielką ozdobą o każdej porze roku. Zimą pobielone górskie szczyty zyskują na wyrazistości, a doliny skrzą się w mroźnym powietrzu oświetlone skośnymi promieniami słońca. Wiosną i latem władzę w regionie zdaje się przejmować przyroda – lasy i łąki przybierają wszelkie odcienie zieleni. Na jesieni wzgórza barwią się na niesamowite kolory, które kontrastują z błękitnym niebem. Dlatego po Dolnym Śląsku warto przede wszystkim niespiesznie podróżować. Drogi same zaprowadzą nas do ciekawych miejsc. Czasem będą się wić niczym serpentyna wśród mniejszych i większych wzniesień, czasem wieść pod nieczynnymi wiaduktami kolejki wąskotorowej i wzdłuż bystrych, czystych potoków. Za każdym zakrętem możemy tu odkryć coś zupełnie nowego i niespodziewanego. Wystarczy tylko wyruszyć w podróż.

 

Artykuły wybrane losowo

Seszele – kokosowa kraina szczęścia

379 IMG1 Grande Soeur 10630x7102

Otoczona granitowymi skałami rajska plaża na wysepce Grande Soeur na Seszelach

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

MAGGIE ANKOWSKA

www.seszelerajnaziemi.com

 

Pewnego dnia dziwnym zbiegiem okoliczności miejsce, które do niedawna było dla mnie tylko kropką na mapie świata, tropikiem odległym i nieosiągalnym, stało się moim domem. Wylądowałam w zakazanym raju – wielokrotnie odnosiłam wrażenie, że nie mam prawa tu być. Na Seszelach, archipelagu będącym częścią Grzbietu Maskareńskiego, do dziś żyje największa populacja żółwi olbrzymich na naszym globie. Większość wysp jest niezamieszkała, a ciszę mąci na nich tylko szum Oceanu Indyjskiego i wiatr szeleszczący wśród liści palm kokosowych…

 

W tym wyspiarskim państwie mieszka ponad 93 tys. ludzi. Dla porównania w samej Warszawie żyje ich niemal 19 razy tyle. Największa w archipelagu jest wyspa Mahé (157,3 km2) ze stolicą Victorią. Seszele, znajdujące się przez wiele lat w rękach Francuzów, a potem Brytyjczyków, uzyskały niepodległość w czerwcu 1976 r. Mimo iż ich mieszkańcy silnie utożsamiają się ze swoją kreolską kulturą i najchętniej posługują się seszelskim kreolskim, wpływy wcześniejszych kolonizatorów są bardzo wyraźne – do języków urzędowych należy również francuski i brytyjski, na ulicach obowiązuje ruch lewostronny, a w budynkach montuje się gniazdka z trzema otworami.

 

Choć dochody z turystyki stanowią niezmiernie istotną część budżetu państwa i miejscowi chętnie goszczą turystów, najważniejsze pozostaje dla nich zachowanie archipelagu w niezmienionym naturalnym stanie. Życie lokalnej ludności płynie spokojnym rytmem, a ruch turystyczny odbywa się jakby obok. Mieszkałam tutaj kilka lat, pracowałam z wyspiarzami i spędzałam z nimi czas wolny, ale pomimo moich największych starań i dużej otwartości na odmienną kulturę zawsze czułam się obca, choć zostałam zaakceptowana. Ta aura niedostępności otaczająca Seszelczyków sprawia, że człowiek z zewnątrz odnosi wrażenie, iż znalazł miejsce wyjątkowe, tylko dla wybranych – trafił do raju. Okolica zdaje się zresztą potwierdzać to przypuszczenie. Nawet na Mahé, najpopularniejszej z wysp, o każdej porze dnia możemy wybierać z minimum tuzina rajskich plaż, na których będziemy po prostu sami.

 

WYSPA ATRAKCJI

 

W ostatnich latach ruch turystyczny na Seszelach zwiększył się i dziś archipelag postrzegany jest jako idealne miejsce na romantyczny wyjazd dla zakochanych, ślub, podróż poślubną czy świętowanie okrągłych rocznic dla osób w związku. Trudno się temu dziwić. Już w momencie opuszczania samolotu można poczuć, że trafiło się w tropiki. Słodkie, lepkie, gorące powietrze o niepowtarzalnym zapachu otula twarz i zapowiada dalsze przyjemności. Droga z lotniska prowadzi krętym wybrzeżem pokrytym białym piaskiem i granitowymi skałami. Gdy wreszcie dotrze się do jednego z miejscowych wspaniałych hoteli, trudno oprzeć się urokowi pięknych prywatnych plaż i znakomicie zagospodarowanych ogrodów. Niejednemu turyście wydaje się, że cudowniej być już nie może. Dlatego też wielu z nich decyduje się nie opuszczać swojego hotelowego raju, ale zupełnie niesłusznie. Zapewniam, że warto poznać bliżej całe Seszele.

 

Ze wszystkich wysp archipelagu właściwie tylko trzy są zamieszkałe przez lokalną ludność – Mahé, Praslin i La Digue. Na kilku pozostałych znajdują się luksusowe ośrodki wczasowe i przebywają tu tylko bardzo majętni turyści i obsługa hotelowa.

 

Dla większości osób odwiedzających Seszele pierwszym przystankiem jest Mahé. Ponieważ to największa i najbardziej rozwinięta wyspa z całego regionu, czeka na niej najwięcej atrakcji. Możemy wykupić lot helikopterem, popłynąć na połów, pojeździć po wybrzeżu konno, wynająć skutery wodne, wybrać się na rejs łodzią i zatrzymywać po drodze na najdzikszych plażach. Dla amatorów pieszych wycieczek nie zabraknie szlaków trekkingowych. W środku tropikalnego lasu poszalejemy na tyrolce. Podwodne królestwo wokół Mahé przypadnie do gustu nawet najbardziej wymagającym i doświadczonym nurkom. Chyba jedynym typowo turystycznym rejonem jest plaża Beau Vallon położona na północno-zachodnim brzegu wyspy. W jej okolicy znajdują się hotele, restauracje, promenada i uliczny bazar Labrin, na którym sprzedaje się typowo kreolskie jedzenie. Warto odwiedzić to miejsce w środę wieczorem, kiedy odbywa się festyn z kulinarnymi przysmakami. Seszelski rum Takamaka leje się wtedy strumieniami, a wokół rozbrzmiewa kreolska muzyka. Okoliczni mieszkańcy wylegają na ulice i można poczuć się wśród nich częścią tej lokalnej społeczności, która chętnie przyjmuje do swojego grona ludzi chcących poznać tutejszą kulturę.

 

Jeśli jednak wolimy zejść z utartych ścieżek i odkryć prawdziwe oblicze wyspy, proponuję wynająć samochód i objechać ją dookoła. Podczas takiej wycieczki trzeba zatrzymać się na plaży Anse Royale i po spacerze po ogrodzie przypraw spróbować dań seszelskiej kuchni. Na liście obowiązkowych przystanków nie powinno zabraknąć także Anse Takamaka. Ta jedna z najsłynniejszych plaż na Mahé ciągnie się przez 2 km. Warto zahaczyć też o plaże Anse Intendance i Port Launay.

 

Do stolicy Seszeli – Victorii – dobrze wybrać się rano, aby zdążyć na najświeższe przysmaki z tutejszego targu rybnego, kupić przyprawy, owoce i warzywa. Jeśli jednak ryby aż tak nas nie interesują albo wolimy rozpocząć dzień od plażowania, możemy spokojnie odwiedzić to miejsce później, gdyż otwarte jest do popołudnia i rzadko kiedy brakuje tu towaru.

 

Miłośnicy lokalnej sztuki znajdą w mieście mnóstwo straganów i galerii oferujących wyroby seszelskich artystów. W położonej na piętrze restauracji „Marie-Antoinette” spróbujemy miejscowej kuchni i zasymilujemy się z tutejszą społecznością.

 

Prawie w samym centrum Victorii, w dzielnicy Mont Fleuri leży piękny ogród botaniczny, w którym można zobaczyć, a nawet nakarmić słynne żółwie olbrzymie. Te osobliwe zwierzęta są jedną z większych atrakcji w tym zakątku świata.

 

W SESZELSKICH GŁĘBINACH

 

Podwodny świat Seszeli to przede wszystkim mieniące się tysiącami kolorów i tętniące życiem rafy koralowe, ale nie tylko one. Do najpopularniejszych punktów nurkowych w okolicy należą także cztery wraki (Ennerdale, Twin Barges, Dredger i Aldebaran), które koniecznie trzeba zobaczyć. W ich pobliżu zawsze, bez względu na sezon czy pogodę, można spotkać licznych mieszkańców oceanicznego królestwa. Pod wodą z pewnością natkniemy się na skorpeny, szkaradnice, skrzydlice, olbrzymich rozmiarów homary czy rozdymki tygrysie, a oglądaniu tych niezwykłych stworzeń będzie towarzyszył lekki dreszczyk emocji związany ze zwiedzaniem wnętrz zatopionych statków.

 

Sprzyjające warunki pogodowe i stabilna temperatura utrzymująca się przez cały rok sprawiają, że na nurkowanie na Seszelach warto wybrać się właściwie zawsze, jednak są miesiące, w których eksploracja głębin bywa znacznie przyjemniejsza. Polecam szczególnie okres od stycznia do kwietnia. Wówczas woda jest najcieplejsza, a widoczność – najlepsza. Życie w oceanie rozkwita i zachwyca swoją różnorodnością. Deszcze nie padają prawie w ogóle, w związku z czym między kolejnymi zanurzeniami można przyjemnie odpocząć na łódce i wspaniale się opalić.

 

211 STB 14 Vallee De Mai 4961x3311

Rezerwat Naturalny Doliny Mai porastają endemiczne lodoicje seszelskie

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

Nie oznacza to jednak wcale, że nie powinno się nurkować w pozostałe miesiące, wręcz przeciwnie, nawet trzeba! Zwłaszcza jeśli chcielibyśmy popływać w towarzystwie rekinów wielorybich. Przybywają one w rejon archipelagu w okolicy września i października wraz z południowo-wschodnim monsunem, aby żywić się planktonem. Woda w tym czasie jest trochę chłodniejsza – ma ok. 24–26°C, ale 45-minutowa kąpiel w takiej temperaturze w odpowiednim stroju miło orzeźwia, a podziwianie tej największej ryby na ziemi dostarcza niezapomnianych wrażeń.

 

Nie trzeba być jednak doświadczonym nurkiem, aby odkrywać piękno oceanicznego świata Seszeli. Osoby początkujące znajdą tu wiele fantastycznych miejsc na płytkich wodach, gdzie pośród wspaniałej morskiej fauny i flory będą mogły podszlifować swoje nurkowe umiejętności.

 

Tym, którzy wolą zostać na powierzchni, a ryby chętniej widzą na swoim talerzu, również spodoba się na archipelagu. W regionie, gdzie taniej jest mieć małą łódkę niż samochód, ludzie często trudnią się połowami, a wiedza lokalnych rybaków bywaimponująca. Chętnie dzielą się nią ze wszystkimi zainteresowanymi w trakcie powszechnie organizowanych wypraw na pełne morze, podczas których trafiają się takie zdobycze jak barakudy, żaglice, tuńczyki, pelamidy, marliny błękitne czy samogłowy.

 

Wróćmy jednak na chwilę na ląd, bo i tutaj na Mahé na miłośników przygód czeka niejedno. Jeśli ktoś lubi bliski kontakt z naturą i górskie wędrówki, to na pewno się nie rozczaruje. Co prawda tutejsze góry nie są wysokie, więc wspinaczka w ich rejonie ma charakter bardziej turystyczny niż wyczynowy, ale istnieje kilka szlaków, których pokonanie w tym tropikalnym klimacie wymaga nieco wysiłku. Nagrodę dla wytrwałych stanowią satysfakcja i niepowtarzalne widoki. Najwyższym szczytem na wyspie jest Morne Seychellois (905 m n.p.m.) i choć wydaje się niewysoki, wyprawa na niego bywa niełatwa. Trzeba się dobrze napocić, aby dotrzeć do wierzchołka, ale naprawdę warto! Przy odpowiedniej pogodzie można stąd podziwiać zapierający dech w piersiach rozległy widok na Ocean Indyjski upstrzony gdzieniegdzie kawałkami zielonego, często nietkniętego ludzką ręką lądu.

 

Mahé, mimo iż jest wspaniała i różnorodna, stanowi jednak tylko część tropikalnego archipelagu. Jeśli ograniczymy się więc jedynie do pobytu na niej, nie będziemy w stanie poznać całego regionu. Choć nie sposób odwiedzić wszystkich wysp, są miejsca, których przegapić nie wolno…

 

W CIENIU PALM

 

Zwiedzanie powinniśmy zacząć od Praslin, mimo iż La Digue leży w podobnej odległości od Mahé. Na wyspę najlepiej dostać się porannym samolotem – lot dwupłatowcem prawie w kokpicie pilota dostarcza niesamowitych wrażeń, a przepiękny widok wschodzącego słońca i budzącego się do życia świata zostaje na długo w pamięci.

 

Praslin zachwyca swoimi restauracjami, barami i chyba jeszcze piękniejszymi plażami i ośrodkami wypoczynkowymi, z których nie chce się wychodzić. Jeżeli planujemy spędzić na Seszelach więcej czasu i mamy kilka wolnych dni do zagospodarowania, wizyta tu z pewnością nas nie rozczaruje. Wyspa ta charakteryzuje się stabilniejszą od Mahé pogodą, niewielkim ruchem samochodowym i licznymi połaciami pełnych życia tropikalnych lasów.

 

Odwiedziny na tutejszej przepięknej plaży Anse Lazio będą wspaniałym wstępem do późniejszego poznawania cudów La Digue. Oprócz tego na Praslin zobaczyć trzeba na pewno Rezerwat Naturalny Doliny Mai (Vallée de Mai Nature Reserve) z ekosystemem stanowiącym pozostałość po pradawnych lasach palmowych, gdzie wykształciła się słynna endemiczna dla Seszeli palma kokosowa (lodoicja seszelska), lokalnie zwana coco de mer. W jej owocach o bardzo specyficznym kształcie kryje się największe nasienie świata roślinnego. Wyjątkowa lodoicja seszelska stała się symbolem tego wyspiarskiego kraju.

 

W tych niemalże niezmienionych od wieków lasach spotkać można wiele endemicznych gatunków ptaków i roślin. Podczas spaceru da się usłyszeć czarną papugę seszelską, koralczyka czerwonogłowego czy pustułkę seszelską. Niesamowite bogactwo fauny i flory, zachowane do dziś dzięki staraniom Seszelczyków, sprawia, że to miejsce przypomina świat sprzed rozwinięcia się cywilizacji człowieka, prehistoryczną krainę, w której rządzi tylko natura.

 

Jeśli z Praslin będziemy chcieli wybrać się na La Digue, zabierze nas na nią prom. Na 15 min. staniemy się małym poruszającym się punkcikiem na bezkresnym Oceanie Indyjskim. Gdy ze wszystkich stron otacza nas lazurowa woda, a na horyzoncie widać jedynie oddalającą się linię brzegową usianą palmami kokosowymi, trudno nie pomyśleć, jak mali jesteśmy w porównaniu z ogromem świata. I może niektórych myśl ta przeraża i skłania do rozważań prowadzących do kryzysu egzystencjalnego, ale ja w takim właśnie momencie czuję się wolna…

 

225 STB 7 Creole Buffet 4961x3311

Kuchnia seszelska charakteryzuje się niezmiernie bogatą mieszanką smaków

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

SMAK RAJU

 

La Digue to miejsce idealne. Na tej trzeciej co do wielkości zamieszkałej wyspie Seszeli główny środek transportu stanowi rower. Zaraz po wpłynięciu do portu przedsiębiorczy miejscowi próbują każdego z turystów wyposażyć w jednoślad. Nie należy, oczywiście, oczekiwać najnowocześniejszych modeli rowerów górsko-wyścigowych – większość z oferowanych pojazdów to raczej wysłużone i lekko zniszczone wehikuły, ale przecież nikt nie przyjeżdża się tu ścigać…

 

Na La Digue koniecznie trzeba odwiedzić dwie plaże: Anse Source d’Argent i L’Union Estate. Do obydwu prowadzą bardzo przyjemne, niewymagające specjalnej sprawności fizycznej trasy rowerowe. W Parku Union Estate możemy spotkać żółwie olbrzymie, zwiedzić plantacje wanilii, kokosów i ananasów. Po przemierzeniu tej okolicy w końcu dociera się do jednej z najczęściej fotografowanych plaż na świecie – Anse Source d’Argent. Biały, drobny piasek, nieskazitelnie czysta, turkusowa woda, kokosowe palmy i tak charakterystyczne dla Seszeli granitowe skały tworzą scenerię niczym z prawdziwego raju. Do tego wokół panuje niesamowita cisza nie zakłócana nawet szumem fal, bo ich tu prawie nie ma. Koniecznie należy zabrać ze sobą maskę do snorkelingu, chociaż nawet bez niej najprawdopodobniej będziemy mogli oglądać żółwie morskie podpływające do brzegu w towarzystwie najbardziej egzotycznych gatunków ryb na ziemi. Podczas spaceru wzdłuż plaży na południe podziwia się zapierające dech w piersiach widoki, które na zawsze pozostawiają w pamięci pewność, że byliśmy częścią czegoś wyjątkowego.

 

Choć dzięki otaczającemu nas pięknu na chwilę zapomnimy o głodzie, oprócz nasycenia ducha ważny jest też pokarm dla ciała. Usytuowana tuż przy plaży restauracja, której nie sposób ominąć w drodze powrotnej, serwuje przysmaki kuchni kreolskiej, opartej głównie na rybach i owocach morza.

 

Potrawy z Seszeli są świeże i naturalne. W tutejszej aromatycznej, dość pikantnej kuchni wykorzystuje się głównie produkty lokalne. Miłośnicy owoców morza będą zachwyceni – na początek powinni spróbować tradycyjnej sałatki z ośmiornicy, a po niej ryby po kreolsku. Rybołówstwo jest jednym z głównych zajęć na archipelagu, więc różnorakich świeżych ryb, wyławianych praktycznie co godzinę, nie brakuje nigdy, a miejscowi osiągnęli prawdziwe mistrzostwo w ich przygotowywaniu. Niemal do każdego posiłku podaje się sałatkę z mango i papai. Wyśmienicie komponuje się ona z dość pikantnymi przyprawami, w szczególności ze słynnym kreolskim sosem curry, z którym serwuje się praktycznie wszystko: kurczaka, ryby, wieprzowinę, a dla odważniejszych – lokalny przysmak, czyli nietoperza!

 

Na Seszelach warto też spróbować charakterystycznego dla wysp pacyficznych owocu chlebowca właściwego – rośnie na drzewie i wygląda jak owoc, ale ma konsystencję świeżego chleba i smakuje podobnie do pieczonych ziemniaków. Ci, którzy nie lubią kulinarnych eksperymentów, mogą zamówić po prostu hamburgera i frytki.

 

Najedzeni, opaleni i wypoczęci wyruszymy w drogę powrotną do portu, aby zdążyć przed zachodem słońca. Należy pamiętać, że Seszele leżą na równiku, więc dzień i noc mają porównywalną długość przez cały rok (mniej więcej 12 godz.). Słońce zachodzi ok. godz. 18.30. Zachód oglądany z pokładu statku płynącego przez ocean wygląda po prostu bajecznie…

 

324 IMG24 Anse Source dArgent 4288x2848

Zjawiskowa plaża Anse Source d’Argent na La Digue

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

OSOBLIWY CUD NATURY

 

Rozpieszczeni i może nawet chwilowo nasyceni ostatnimi wrażeniami nie dajmy się zwieść, że widzieliśmy już wszystko. Najdalej na północ w archipelagu leży niewielka koralowa wyspa o powierzchni ok. 1 km2, przez wielu uważana za najpiękniejszą na świecie. To prawdziwy raj dla ornitologów, miejsce, w którym w niezmąconym spokoju żółwie morskie (zielone i szylkretowe) składają jaja.

 

Od maja do października miliony ptaków przylatują na Bird Island zakładać gniazda. Przez cały rok wyspę zasiedla przynajmniej 20 ich gatunków. Nieustannie rozbrzmiewające ptasie odgłosy nie dają zapomnieć o tym, kto rządzi na tym skrawku lądu.

 

Na Bird Island znajduje się jeden ośrodek (z 24 bungalowami), zbudowany i prowadzony w jak największej zgodzie z naturą. Ze względu na ograniczoną liczbę miejsc wycieczkę na wyspę trzeba zaplanować odpowiednio wcześniej. Choć koszt pobytu może nie należy do najniższych, jest warty każdej złotówki, a większość pieniędzy zostawianych przez turystów przeznacza się na ochronę tego niezaprzeczalnego cudu przyrody.

 

Nie da się na paru stronach przedstawić całego bogactwa Seszeli, jak również nie sposób w kilka czy kilkanaście dni zwiedzić ich całych. Po każdej wyprawie na archipelag pozostaje niedosyt. Nawet po kilku latach spędzonych na wyspach wciąż będzie nam mało. Stawałam na najwyższych szczytach kontynentów, przemierzałam przerażające ciszą pustynie, skakałam z samolotów, nurkowałam w niedosięgłych głębinach oceanów – robiłam to wszystko, bo szukałam ekstremalnych doznań.

 

Seszele też są ekstremalne, w swoim pięknie, ciszy i osamotnieniu. Leżą pośrodku niczego. To miejsce tak cudowne, że niemal nierealne, odcięte od problemów, z którymi boryka się reszta świata. Tu królową jest natura, a największą wartością – czas spędzany na jej łonie w towarzystwie najbliższych, w cieniu kokosowych palm i przy szklaneczce Takamaki… Na Seszelach człowiek zaczyna rozumieć, że to właśnie ten poszukiwany przez wszystkich raj, beztroska kraina szczęścia.

 

W wietrznej hiszpańskiej Galicji

 

KATARZYNA KULESZA

www.hiszpanskiejedzenie.pl

 

 

pilgrim-at-the-cathedral

© TURISMO DE SANTIAGO/SANTIAGOTURISMO.COM

 

Jest takie miejsce w Hiszpanii, w którym ocean wdziera się w ląd, aby pozostawić po sobie niezwykłe skarby. Jeszcze do niedawna mówiono o nim, że stanowi koniec świata, gdzie nadal wierzy się w czarownice i zabobony, a ciągle żywa tradycja wywiera ogromny wpływ na kulturę, kuchnię i zachowanie ludzi. Przed wiekami św. Jakub Apostoł wybrał się tutaj, żeby szerzyć chrześcijaństwo. Dzisiaj tysiące pielgrzymów przybywa modlić się przy jego grobie w Santiago de Compostela.

 

Wspólnota autonomiczna Galicja (Galicia, Galiza) leży w północno-zachodniej części Hiszpanii. W jej skład wchodzą cztery prowincje: A Coruña (La Coruña), Lugo, Ourense (Orense) i Pontevedra. Od północy i zachodu region oblewają wody Atlantyku. Południowa granica oddziela go od Portugalii, a jego wschodnie tereny sąsiadują ze wspólnotami Asturia oraz Kastylia i León. Obowiązują tu dwa języki urzędowe: galicyjski i hiszpański. Galicja kojarzy się przede wszystkim ze swoją stolicą Santiago de Compostela, w której wedle tradycji spoczywają szczątki św. Jakuba Większego Apostoła, zmarłego najprawdopodobniej w 44 r. n.e. Jednak ten rejon kraju ma dużo więcej do zaoferowania. Wzdłuż wybrzeża (mającego wraz z okolicznymi wysepkami ponad 1660 km długości) ciągną się piękne plaże, w miastach czekają na nas ciekawe zabytki, w restauracjach i barach napijemy się wyśmienitego wina i zjemy pyszne dania z owoców morza i ryb, a na naszej drodze spotkamy niezmiernie sympatycznych mieszkańców tej krainy.

 

Hiszpanie tak naprawdę nie tworzą całkowicie jednolitego społeczeństwa. Różnią się pod względem tradycji i kultury, temperamentu, cech charakteru czy sposobu życia w zależności od regionu, który zamieszkują. Innych ludzi napotkamy w słonecznej Andaluzji, a innych w wietrznej i pachnącej oceanem Galicji. Tutaj życie od zawsze związane było z morzem i ziemią. Galicjanie utrzymują się głównie z rybołówstwa, rolnictwa, leśnictwa, a także hodowli. Uchodzą za osoby pracowite, oddane rodzinie i przywiązane do swoich tradycji. To właśnie w Arteixo (Arteijo) w obszarze metropolitalnym miasta A Coruña (La Coruña) ma swoją siedzibę koncern Inditex (Industria de Diseño Textil), zarządzający m.in. takimi markami jak Zara, Pull&Bear, Bershka, Oysho, Stradivarius czy Massimo Dutti. Jej współzałożyciel i obecnie większościowy udziałowiec Amancio Ortega jest najbogatszym człowiekiem w Europie (i drugim na świecie), ale mimo tak ogromnego majątku (ok. 72,2 mld euro) wciąż mieszka i pracuje w Galicji.

 

Plaża Katedr koło miejscowości Ribadeo

playa-catedrales

© TURISMO DE GALICIA

 

PÓŁNOCNE KLIFY

 

Podróż po regionie zaczniemy od jego północno-wschodniego wybrzeża. Tę część Hiszpanie nazywają Rías Altas. Głębokie doliny rzeczne przecinające górzyste tereny przekształcają się tu w zatoki, powstające w wyniku podnoszenia się poziomu wód morskich lub obniżenia lądu. Liczne półwyspy rozciągają się zazwyczaj prostopadle do linii brzegowej. Tego typu wybrzeże, zwane riasowym, jest zresztą charakterystyczne dla całej Galicji. Właśnie ze względu na nie tutejsza gospodarka opiera się na połowach i uprawie roli. W rejonie zatok występuje wielkie bogactwo ryb i owoców morza, a woda ze spływających do oceanu rzek użyźnia okoliczne pola. Na północy regionu wznoszą się przepiękne klify, pojedyncze skały wyrastają w niedalekiej odległości od brzegu albo pojawiają się na plażach po odpływie. Rozbijają się o nie wzburzone fale. Często wieją tu też silne wiatry. Krajobrazy wybrzeża Rías Altas są dzikie i dziewicze.

 

Najpierw zaglądamy do Ribadeo, typowego nadmorskiego miasta z urokliwym portem, położonego u ujścia rzeki Eo, przy granicy z Asturią. Mniej więcej 10 km na zachód od niego znajduje się Praia das Catedrais (Playa de Las Catedrales) – jedna z najczęściej fotografowanych plaż w Hiszpanii. Słynie ona z ogromnych skalnych łuków przypominających te we wnętrzach średniowiecznych katedr. Podczas odpływu można podziwiać je z bliska w trakcie spaceru po odkrytym piaszczystym brzegu. Ze względu na duże zainteresowanie wśród turystów, którzy przyczyniają się swoją obecnością do niszczenia tego pięknego zakątka, w 2015 r. wprowadzono dzienny limit odwiedzających (maksymalnie do 4812 osób) oraz konieczność uzyskania zezwolenia na wejście w okresie świąt Wielkanocy i sezonie letnim (od 1 lipca do 30 września). Wcześniejszej darmowej rezerwacji dokonamy na stronie internetowej ascatedrais.xunta.gal (w tym roku wymaganej od piątku 7 kwietnia, kiedy to rozpoczyna się weekend przed Wielkim Tygodniem – Semana Santa). Warto również wybrać się na malowniczą wysepkę Pancha (Illa Pancha), oddaloną od Ribadeo o ok. 3 km.

 

Po drodze do miasta A Coruña należy zatrzymać się na przylądku Ortegal (Cabo Ortegal) oddzielającym Zatokę Biskajską i Morze Kantabryjskie od otwartego Oceanu Atlantyckiego. To drugi po Estaca de Bares najdalej na północ wysunięty punkt Półwyspu Iberyjskiego. Niedaleko niego znajduje się najwyższy klif w Hiszpanii i kontynentalnej części Europy – Vixía Herbeira (613 m). Mniej więcej 9 km od Ferrol, ważnego centrum stoczniowego w Galicji, leży pokryta jasnym piaskiem plaża Doniños, która ze względu na spore fale cieszy się dużą popularnością wśród surferów.

 

Niemal 250-tysięczna A Coruña stanowi bardzo ważny ośrodek przemysłowy i finansowy regionu. Jak wspominałam, w tej okolicy ma swoją siedzibę firma Inditex, stąd wypływają także największe statki przeznaczone do połowów i przetwarzania ryb. Mówi się, że miasto jest otwarte na Atlantyk, zawsze wietrzne i często deszczowe. Można w nim dostrzec ślady po Celtach i Rzymianach. Ci ostatni pozostawili po sobie 57-metrową latanię morską, zwaną Wieżą Herkulesa (Torre de Hércules, z ok. I–II w.). W 2009 r. wpisano ją na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To najstarsza zachowana rzymska budowla tego typu i najstarsza działająca latarnia morska na świecie. Warto pokonać 235 stopni schodów, żeby móc podziwiać z góry wspaniały widok na wybrzeże i okoliczne zabudowania. Przepiękny nadmorski deptak doprowadzi nas do pobliskich plaż: Riazor, Orzán, Matadero, As Lapas i San Amaro.

 

Wielu pielgrzymów kończy wędrówkę dopiero na przylądku Fisterra

Pilgrims on Cape of Fisterra

 

 

NA KOŃCU KONTYNENTU

 

Do najdalej na zachód wysuniętych punktów Europy należy galicyjski przylądek Fisterra (hiszp. Cabo Finisterre, po łacinie wyrażenie finis terrae oznacza „koniec ziemi”, „koniec świata”). Jest on dla wielu punktem końcowym szlaku pielgrzymkowego nazywanego Drogą św. Jakuba (Camiño de Santiago, Camino de Santiago). Obecnie większość chrześcijan kończy swoją wędrówkę w Santiago de Compostela, są jednak i tacy, którzy docierają do tego dawnego końca świata. Pod stojącym tutaj krzyżem leżą buty, muszle i kamienie z liczbą przebytych kilometrów pozostawione przez pielgrzymów. Oprócz tego na przylądku znajduje się latarnia wybudowana w 1868 r. Rozpościera się stąd zapierający dech w piersiach widok na bezkresny ocean. W pobliskim miasteczku Fisterra warto zwiedzić Kościół Matki Boskiej Piaskowej (Igrexa de Santa María das Areas) z XII stulecia. Jego wnętrze zdobi ołtarz z rzeźbą Chrystusa z Fisterry (Santísimo Crísto de Fisterra).

 

Za przylądkiem, który stanowi fragment Wybrzeża Śmierci (Costa da Morte, Costa de la Muerte), aż do granicy z Portugalią rozciąga się region Rías Baixas (Rías Bajas). Podobnie jak w przypadku Rías Altas wypełniają go zatoczki, rozlewiska, wyspy i półwyspy. Jest tu jednak spokojniej, nie ma aż tylu klifów i można łatwiej dostać się do szerokich piaszczystych brzegów. Obok okolic Santiago de Compostela ten rejon uchodzi za najbardziej turystyczną część Galicji. Znajdują się w nim najładniejsze plaże, kurorty z licznymi hotelami i restauracjami. Dużą popularnością cieszy się Praia das Rodas w archipelagu Wysp Cíes (Illas Cíes), należących do Morsko-Lądowego Parku Narodowego Atlantyckich Wysp Galicji (Parque Nacional Marítimo-Terrestre das Illas Atlánticas de Galicia). Ma ona długość niemal 1,2 km, a oblewają ją krystalicznie czyste wody. Często otrzymuje też tytuł najpiękniejszej plaży na świecie według różnych rankingów (np. słynnego brytyjskiego dziennika The Guardian z lutego 2007 r.). Na wyspy Monteagudo i Faro regularnie kursują statki z miasta Vigo. Nie wolno zabierać ze sobą jednak zwierząt czy rowerów. Na archipelagu działają trzy restauracje i kemping. Najdłuższa w Galicji jest z kolei otoczona wydmami Praia de Carnota (ponad 7 km), położona ok. 40 km od przylądka Fisterra. W miejscowości Carnota znajduje się jeden z największych spichlerzy w regionie (hórreo galego). Budowla ma prawie 35 m długości i pochodzi z XVIII w. Tego rodzaju kamienne bądź drewniane magazyny są symbolem tej części Hiszpanii i nieodzownym elementem jej krajobrazu.

 

Do najbardziej znanych i najczęściej odwiedzanych miejsc na tym wybrzeżu zalicza się przede wszystkim Ribeira (Riveira). To nadmorskie miasto słynie z pobliskich przepięknych wydm (Dunas de Corrubedo) oraz lagun Carregal i Vixán. Mniej więcej 7 km stąd (w Oleiros) natkniemy się na pozostałości po grobowcu wzniesionym w okresie neolitu, w IV tysiącleciu p.n.e. (Dolmen de Axeitos). Dalej na północny wschód leży Rianxo (Rianjo) z plażami Torre (Praia da Torre) i As Cunchas (Praia das Cunchas). Miejscowość warto odwiedzić w połowie lipca w trakcie uroczystości ku czci Matki Boskiej z góry Karmel, patronki hiszpańskich rybaków i marynarzy. Z tej okazji odbywa się wówczas barwna morska procesja, w której uczestniczą kutry rybackie. Polecam również wybrać się na urozmaiconą degustacją wycieczkę statkiem do brzegów, gdzie zbiera się małże.

 

Do najbardziej turystycznych miasteczek w rejonie Rías Baixas należą O Grove (El Grove) i Sanxenxo (Sangenjo). To pierwsze słynie z październikowego festiwalu owoców morza – Festa do Marisco. Sanxenxo szczyci się klimatycznym nadmorskim deptakiem, wieloma restauracjami i hotelami. Między nimi rozciąga się znana plaża Lanzada (Praia da Lanzada), pokryta jasnym piaskiem i sąsiadująca z wydmami. Szczególnie cenią ją surferzy i windsurferzy.

 

W drodze do granicy z Portugalią mija się dwa duże galicyjskie miasta Pontevedra (prawie 85 tys. mieszkańców) i Vigo (300-tysięczne), ośrodki portowe i przemysłowe. Z pierwszego dostaniemy się statkiem na małą wyspę Ons (4,14 km² powierzchni), zamieszkaną przez ok. 80 osób, które trudnią się głównie zbieraniem jednych z najdroższych owoców morza, czyli skorupiaków nazywanych percebes. Według opinii wielu ekspertów podaje się tu najlepszą ośmiornicę w Galicji. W odległości ponad 25 km od Pontevedry znajduje się Parque Arqueolóxico da Arte Rupestre Campo Lameiro (PAAR) – park archeologiczny prezentujący sztukę naskalną. Podczas wizyty zwiedza się muzeum z bogatą ekspozycją, strefę z petroglifami i replikę wioski z epoki brązu.

 

Na koniec warto jeszcze wymienić dwie nadmorskie miejscowości. W Marín (między Pontevedrą i Vigo) funkcjonuje słynny targ rybny, na którym wiele sklepów i restauracji zaopatruje się w świeże owoce morza i ryby prosto z kutrów. A Guarda (La Guardia) leży przy granicy z Portugalią i ujściu najdłuższej galicyjskiej rzeki Miño (307,5-kilometrowej). Znajdują się koło niej dość dobrze zachowane pozostałości po celtyckiej osadzie – Castro de Santa Trega.

 

CYWILIZACJA I PRZYRODA

 

Po odwiedzeniu wybrzeża pora wyruszyć do wnętrza regionu. Najpierw udamy się z wizytą do 100-tysięcznego Lugo. Miasto założyli ok. 25 r. p.n.e. Rzymianie, choć najprawdopodobniej pierwszą wioskę na tych terenach zbudowali już Celtowie. Zachowały się w nim potężne mury obronne z czasów rzymskich o długości niemal 2,3 km (muralla romana de Lugo). Od 2000 r. widnieją one na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. W historycznym centrum miasta warto zajrzeć do Katedry (Catedral de Santa María), której budowę rozpoczęto w XII stuleciu, Muzeum Lugo (Museo Provincial de Lugo) w dawnym Klasztorze św. Franciszka (Convento de San Francisco), pozostałości rzymskiego domu (Casa dos Mosaicos) i term z ok. 15 r. p.n.e. Niecałe 100 km na północny zachód od Lugo znajduje się Fragas do Eume, park naturalny stanowiący idealne miejsce dla miłośników dziewiczej natury. Za jego największy skarb uchodzi świetnie zachowany atlantycki wilgotny las strefy umiarkowanej. Obszar chroniony zajmuje ponad 9,1 tys. ha i rozciąga się wzdłuż rzeki Eume aż do jej ujścia do oceanu.

 

Inną przyrodniczą perełkę Galicji odkryjemy na południe od Lugo. Mowa o regionie Ribeira Sacra ze spektakularnymi kanionami rzek Miño, Sil i Cabe. W pobliżu rozsianych jest aż 18 klasztorów, które udostępniono do zwiedzania. Powstały one w okresie średniowiecza. Warto wybrać się na wycieczkę statkiem po tutejszych rzekach. Z pokładu podziwiać można m.in. rozległe winnice, które zakładane były na tym terenie już w czasach rzymskich. Produkowane tu doskonałe wino oznacza się chronioną nazwą pochodzenia (Denominación de Orixe Ribeira Sacra).

 

Trzecie najludniejsze galicyjskie miasto stanowi położone na południu niemal 110-tysięczne Ourense (Orense). Najważniejszą jego atrakcją są źródła termalne. W wielu miejscach można skorzystać z dobroczynnych kąpieli w leczniczych wodach. Na zainteresowanie zasługują szczególnie romańsko-gotycka Katedra św. Marcina z Tours (Catedral de San Martiño), zabudowania historycznego centrum miasta, odrestaurowane ruiny łaźni z czasów Rzymian, dawny XIV-wieczny Klasztor św. Franciszka (Claustro de San Francisco) i 370-metrowy most na rzece Miño (Ponte Maior lub Ponte Vella), odbudowany w 1230 r. z wykorzystaniem fragmentów rzymskich i używany do dziś jako przeprawa piesza. Leżąca w prowincji Ourense zabytkowa Ribadavia (5 tys. mieszkańców), nosząca krótko tytuł stolicy Królestwa Galicji w drugiej połowie XI stulecia za panowania Garcíi II (1042–1090), uchodzi za kolebkę win oznaczanych regionem pochodzenia Ribeiro (Denominación de Orixe Ribeiro). Organizuje się w niej festiwale tego szlachetnego trunku. W pierwszych miesiącach roku warto zawitać do miejscowości Xinzo de Limia (Ginzo de Limia) i Laza, gdzie odbywają się niezmiernie barwne fiesty karnawałowe.

 

Fragment potężnych rzymskich murów obronnych zachowanych w mieście Lugo

02-Roman Walls of Lugo

© TURISMO DE GALICIA

 

POD OPIEKĄ ŚWIĘTEGO

 

Santiago de Compostela swoją sławę celu licznych pielgrzymek zawdzięcza św. Jakubowi Apostołowi, który przybył na te ziemie, żeby ewangelizować ludność celtycką. Przyjmuje się, że po tym jak został ścięty w Jerozolimie, jego szczątki przewieziono do Galicji, lecz przez wiele lat nie było wiadomo, gdzie je złożono. Zgodnie z tradycją dopiero w 813 r. eremita Pelagius odnalazł grobowiec ucznia Jezusa. Według legendy drogę do miejsca pochówku wskazały mu światła na niebie. Na grobie powstało sanktuarium, a wokół niego dość szybko zaczęło rozwijać się miasto. Budowla nie przetrwała jednak najazdu Arabów. Zburzono ją w 997 r. na polecenie Almanzora (938–1002), wezyra Hiszama II (Al-Hakama II), władcy kalifatu kordobańskiego.

 

Obecną Katedrę zaczęto wznosić w 1075 r. Od tego czasu Santiago de Compostela szybko zyskiwało sobie coraz większą popularność wśród pielgrzymujących chrześcijan. Świątynię konsekrowano w kwietniu 1211 r. W 1495 r. założono przy niej szkołę, przekształconą później w uniwersytet (Universidade de Santiago de Compostela – USC). Katedrę często przebudowywano w XVI–XVIII w. Od XVII stulecia św. Jakub Apostoł jest patronem Hiszpanii. Średniowieczna część miasta (cidade vella) w 1985 r. trafiła na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Słynna świątynia powstała jako budowla romańska, a z czasem została uzupełniona o gotyckie i barokowe elementy architektoniczne. Zdobią ją liczne dzieła sztuki, przede wszystkim kompozycje płaskorzeźb, takie jak Fasada Złotników (Fachada das Pratarías) na południowej elewacji czy Portyk Chwały (Pórtico da Gloria). Katedra imponuje swoimi rozmiarami. Ma cztery fasady, a największa z nich – zachodnia (Fachada do Obradoiro) – wychodzi na plac Warsztatu (Praza do Obradoiro). Można na niej podziwiać przedstawienia św. Jakuba Apostoła i jego dwóch uczniów. Poza tym od tej strony wznoszą się dwie wieże (o wysokości od 75 do 80 m), a do środka prowadzą dwa rzędy schodów. Inny skarb świątyni stanowi Botafumeiro – wielka kadzielnica (trybularz) z 1851 r. Wisi ona pod sklepieniem, na skrzyżowaniu naw. Do jej rozkołysania wciąż służy mechanizm pochodzący z 1604 r. Ogromne posrebrzane naczynie o wysokości 1,6 m wykonano ze stopu brązu i mosiądzu. Lina, na której jest podwieszone, ma długość 65 m, grubość 5 cm i wagę 90 kg. W trakcie mszy i nabożeństw kadzielnicę wprawia w ruch ośmiu mężczyzn, tzw. tiraboleiros. W architekturze historycznej części Santiago de Compostela mieszają się ze sobą style romański, gotycki i barokowy. Warto odwiedzić place: Quintana, Pratarías i Abastos, dawny Klasztor św. Marcina z Tours (Mosteiro de San Martiño Pinario, ufundowany w X i rozbudowany w XVI w.), szpital dla pielgrzymów z początku XVI stulecia (Hospital Real de Santiago de Compostela) czy kolegia: św. Hieronima (Colexio de San Xerome), św. Jakuba Mniejszego (Colexio de Santiago Alfeo) i San Clemente (Colexio Maior San Clemente, nazwane tak na cześć biskupa Juana de San Clemente).

 

Sławę miastu przyniosła także wspomniana Droga św. Jakuba, czyli szlak pielgrzymkowy wiodący do grobu ucznia Jezusa. Do Santiago de Compostela prowadzi wiele tras, najbardziej znana jest Droga Francuska – Camiño Francés(umieszczona w 1993 r. wraz z innymi szlakami północnej Hiszpanii na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO). Na taką wyprawę wybierają się ludzie z całego świata. Często wędrówka stanowi próbę zwyciężenia własnych słabości bądź okazję do głębszej refleksji nad życiem. Niektóre osoby wyruszają do miejsca pochówku apostoła z konkretną intencją, np. pragną prosić Boga o zdrowie czy wybaczenie. Poszczególne trasy oznaczone są znakami (muszlami św. Jakuba, symbolem pielgrzymów). Minimalny odcinek uznawany za przejście Drogi św. Jakuba wynosi 100 km pieszej wędrówki. Jeden ze szlaków, dość popularny wśród Hiszpanów, zaczyna się w zabytkowej miejscowości Sarria, położonej na południowy wschód od Lugo. Na nocleg można zatrzymać się w jednym z wielu schronisk zwanych albergue (za noc zapłacimy 6 euro) i hoteli o różnym standardzie (w okresie letnim lepiej dokonać wcześniejszej rezerwacji). Po przejściu każdego etapu należy podbić paszport pielgrzyma (zrobimy to np. w restauracjach i obiektach hotelowych). Dzięki temu otrzymamy później oficjalny certyfikat ukończenia wędrówki Drogą św. Jakuba. Wystawia go Biuro Przyjęcia Pielgrzyma (Oficina de Acogida al Peregrino) znajdujące się niedaleko Katedry w Santiago de Compostela.

 

UCZTA DLA PODNIEBIENIA

 

Bez wątpienia do największych atrakcji Galicji zalicza się jej kuchnia bazująca na świeżych rybach i owocach morza. Jednymi z najdroższych przysmaków są percebes, czyli kaczenice. Wysoką cenę tłumaczy fakt, że ich zbieranie, które odbywa się ręcznie, jest niezmiernie niebezpiecznym zajęciem. Trudniący się tym percebeiros często ryzykują swoje zdrowie i życie. Skorupiaki te rozwijają się przyczepione do skał. Aby się do nich dostać, zbieracze spuszczają się na linach z wysokich klifów i czekają na moment odpływu fali. Percebes przyrządza się bardzo łatwo – gotuje się je po prostu w osolonej wodzie.

 

Oprócz tego w tutejszych knajpkach podaje się homara europejskiego (lumbrigante lub bogavante azul), poławianego w Atlantyku w okolicach wybrzeży Galicji, Wysp Brytyjskich, Norwegii, Azorów czy Maroka. Serwuje się go po ugotowaniu, upieczeniu na grillu lub w zupie albo z ryżem. Popularnością cieszą się też trzy typy krabów: centola, nécora i boi de mar. Wrzuca się je do garnka z wodą z odrobiną soli. Mięso wyjada się z wnętrza pancerza. Zarówno kraby, jak i homary powinny być żywe przed przyrządzeniem. Dlatego warto ich spróbować właśnie w Galicji nad Oceanem Atlantyckim.

 

Poza najbardziej znanymi małżami w tym rejonie spożywa się jeszcze m.in. sercówki (cárdidos czy berberechos) oraz takie gatunki mięczaków jak ameixa babosa (almeja babosa), ameixa xaponesa (almeja japonica) i ameixa fina (almeja fina). Najwięcej kosztują te ostatnie, które są jednocześnie najbardziej poszukiwane. Podaje się je z winem, w sosie z pomidorami, z solą i cytryną (po ugotowaniu), w paelli albo zupie. W sklepach można również kupić małże w puszce. Na zainteresowanie smakoszy zasługują na pewno także ostrygi (ostras, jedzone po skropieniu jedynie sokiem z cytryny), zamburiñas (serwowane w cieście) i muszle św. Jakuba (vieiras, zapiekane w piekarniku). Na koniec nie wolno zapomnieć o małych delikatnych i smacznych krewetkach (camaróns), homarcach (cigalas, lagostinos), okładniczkach (navallas) i ośmiornicach. Danie polbo á feira (po hiszpańsku pulpo a la gallega, czyli ośmiornica po galicyjsku) to jeden z symboli Galicji.

 

Uzupełnienie posiłku z regionalnych produktów stanowią – oczywiście – wyśmienite lokalne wina, chronione znakiem pochodzenia z obszarów Monterrei, Rías Baixas, Ribeira Sacra, Ribeiro i Valdeorras. Do najbardziej znanych i cenionych szlachetnych trunków należą te wytwarzane z białej odmiany winorośli albariño. Jedno jest pewne – w Galicji czeka nas najprawdziwsza uczta, zarówno dla duszy, jak i ciała.

 

Brazylijska Ceará – radosna ziemia światła

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Ten północno-wschodni stan Brazylii zapewnia turystom całą paletę barw, malownicze, dziewicze krajobrazy i mnóstwo możliwości wypoczynku. Jego rajskie plaże oblewane spokojnymi i płytkimi wodami stanowią doskonałe miejsce do kąpieli, a tutejsze silne, stałe wiatry przyciągają miłośników wind- i kitesurfingu. Cumbuco, Taíba, Flecheiras, Baleia, Jericoacoara, Paracuru, Porto das Dunas, Morro Branco, Praia das Fontes, Canoa Quebrada, Ponta Grossa czy Redonda oferują różnego rodzaju atrakcje – od największego aquaparku w Ameryce Łacińskiej do cichych i uroczych wiosek rybackich. Znajdziemy tu szeroki wybór zakwaterowania, m.in. luksusowe ośrodki wypoczynkowe albo czarujące pensjonaty, czyli modne w Brazylii „pousadas”. Smakoszy zachwycą miejscowe świeże ryby i owoce morza. Ceará znana jest jako „Terra da Luz” – „Ziemia Światła”. Zawdzięcza to dużej liczbie słonecznych dni w roku, a także temu, że była pierwszym stanem w federacji brazylijskiej, który zniósł niewolnictwo, cztery lata przed słynną „Lei Áurea” –  „Złotą Ustawą” z 1888 r. Dzisiaj ta radosna ziemia pełna światła stanowi jeden z najpiękniejszych rejonów Brazylii, gdzie odkryjemy nietknięte ręką człowieka cuda natury, niepowtarzalne krajobrazy oraz poznamy niezmiernie sympatycznych, przyjaznych i gościnnych ludzi.

 FOT. DIVULGACAO/SECRETARIA DO TURISMO DO CEARA

Ceará ma powierzchnię niemal 150 tys. km², czyli ok. 60 proc. większą niż Portugalia! Na jej terytorium żyje obecnie 8,5 mln mieszkańców. Stolicą tego stanu i jednocześnie największym miastem jest Fortaleza. W tym rejonie Brazylii znajduje się największy park wodny w Ameryce Łacińskiej – Beach Park na plaży Porto das Dunas. Ten olbrzymi kompleks turystyczny zajmujący łącznie 30 km², z czego na aquapark przypada 13, odwiedza każdego roku ok. 1 mln osób. W Cearze wznosi się również czwarty pod względem wielkości stadion piłkarski w kraju – świeżo przebudowany Estádio Governador Plácido Castelo, bardziej znany pod nazwą Castelão, który może pomieścić 67 037 widzów. Ten brazylijski stan słynie jednak przede wszystkim ze swojego pięknego wybrzeża i dużej religijności miejscowej ludności. Jeden z jego głównych symboli stanowi jangada – tradycyjna jednomasztowa łódź żaglowa wykonana z drewna używana od wieków przez rybaków z północno-wschodniej Brazylii. Na terenie Ceary znajduje się pokaźna część brazylijskiej caatingi (katingi, sawanny kolczastej) – unikatowej w skali świata formacji roślinnej, która obejmuje w sumie aż 850 tys. km² obszaru kraju.

Więcej…