Sylwia Jedlak-Dubiel

 

Zachwycający Książ należący do największych zamków w Polsce

Piotr strzelecki 24000px

© PIOTR STRZELECKI/ZAMEK KSIĄŻ W WAŁBRZYCHU

 

Gdy z Wrocławia drogą krajową nr 35 zmierzamy w stronę Sudetów, po lewej stronie wita nas Ślęża. Kiedyś góra ta była ważnym punktem dla mieszkańców tego regionu. Kamienne rzeźby z jej zboczy wykonali najprawdopodobniej Celtowie. Z niezbyt wysokiego szczytu Ślęży, bo osiągającego jedynie 718 m n.p.m., przy dobrej pogodzie można podziwiać wspaniałą panoramę Dolnego Śląska. Z jednej strony daje się dostrzec Wrocław, z drugiej natomiast nawet Karkonosze. To wciąż wyjątkowe miejsce w tej części Polski, jedno z wielu, które warto tu odwiedzić.

 

Polska część historycznego Dolnego Śląska leży obecnie głównie w granicach województw dolnośląskiego, opolskiego i lubuskiego. Przyjmuje się, że ok. 985 lub 990 r. w wyniku wojny polsko-czeskiej książę Mieszko I z dynastii piastowskiej, władca Polan (ur. między 922 a 945 r., zm. w 992 r.), przyłączył Śląsk do swojego państwa. Herb Piastów dolnośląskich – czarny orzeł z półksiężycem i krzyżem na piersi umieszczony na złotym tle – do dziś reprezentuje ten region. Do samego województwa dolnośląskiego należy jeszcze m.in. ziemia kłodzka i wschodnie Łużyce Górne.

 

Tutejsze miejscowości nie są może aż tak popularne jak Zakopane czy Sopot, ale turyści zdecydowanie nie mają powodów do narzekań. Poza tym przez Dolny Śląsk biegnie autostrada A4, wytyczona na południu Polski z zachodu na wschód (łączy granicę niemiecką z ukraińską), a we Wrocławiu – stolicy regionu – działa międzynarodowe lotnisko. Dość łatwo więc tutaj dotrzeć, co sprawia, że ta część kraju jest jeszcze bardziej atrakcyjna. Nadeszła pora, aby na nowo odkryć jej niedoceniane skarby.

 

Kultura i natura

 

W 2016 r. tytuł Europejskiej Stolicy Kultury nosił Wrocław (jak również hiszpańskie miasto Donostia-San Sebastián). Z tej okazji zorganizowano 2 tys. wydarzeń kulturalnych, w których wzięło udział 5,2 mln osób. Znalazły się wśród nich projekty z różnych dziedzin: architektury, literatury, filmu, muzyki, teatru, sztuk wizualnych czy opery, a także działania artystyczne w formie performance’u. W Hali Stulecia 17 grudnia odbyła się Ceremonia Zamknięcia Programu Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016. Uświetniło ją multimedialne widowisko Niebo przedstawiające historię Wrocławia i jego mieszkańców. Tego samego dnia rozpoczęła się też impreza Silent Disco, a nazajutrz w ramach Słuchowiska utwory Sławomira Mrożka czytali polscy aktorzy Małgorzata Foremniak, Arkadiusz Jakubik i Robert Więckiewicz. Całoroczny program wydarzeń kulturalnych prezentował wysoki poziom. Dość wspomnieć, że 23 lutego właśnie w Hali Stulecia wystąpił słynny włoski kompozytor i dyrygent Ennio Morricone. Niedługo później, już w Hollywood, artysta odbierał Oscara za muzykę do filmu Quentina Tarantino Nienawistna ósemka. Otrzymanie prestiżowego tytułu Europejskiej Stolicy Kultury było okazją do promowania na forum europejskim, a nawet światowym nie tylko Wrocławia, ale i całej Polski.

 

Sama Hala Stulecia została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Zaprojektował ją niemiecki architekt Max Berg (1870–1947), a otwarcie obiektu nastąpiło w maju 1913 r. W jej pobliżu znajdują się nowoczesna multimedialna Wrocławska Fontanna, niezmiernie uroczy Ogród Japoński i słynne Zoo Wrocław. W tym ostatnim można odwiedzić 12 pawilonów tematycznych. Dużym zainteresowaniem cieszy się Afrykarium, udostępnione do zwiedzania 26 października 2014 r. Przedstawia ono rozmaite afrykańskie ekosystemy związane ze środowiskiem wodnym (łącznie wszystkie zbiorniki wypełnia 15 mln l wody!). Ogromne wrażenie robi 18-metrowy tunel z akrylu. Przez jego przezroczyste ściany przyjrzymy się dokładnie mieszkańcom Kanału Mozambickiego, m.in. płaszczkom i żarłaczom brunatnym. Jednym z ważniejszych wydarzeń w Afrykarium w 2016 r. było przyjście na świat małej hipopotamicy nilowej Zumby. Poza tym na terenie tego oceanarium spotkamy kotiki afrykańskie, pingwiny przylądkowe, niewielkie antylopy dikdiki, krokodyle nilowe, mrówniki, golce, manaty afrykańskie, różnorodne ryby (aż ok. 250 gatunków!), a nawet ptaki. Wrocławski ogród zoologiczny jest czynny przez cały rok, ale ponieważ zajmuje powierzchnię 33 ha, warto zaplanować swoją wizytę, szczególnie jeśli chcemy się do niego wybrać z dziećmi. Na stronie internetowej zoo znajdziemy mapę, która ułatwi nam orientację w terenie. Ciekawą atrakcją dla osób w każdym wieku są z pewnością pokazowe karmienia zwierząt.

 

Dla turystów i kibiców

 

Inny nowy obiekt we Wrocławiu to stała wystawa Hydropolis powstała w zabytkowym podziemnym zbiorniku wodnym o powierzchni 4 tys. m². Dzieli się na 8 stref tematycznych. Zwiedzający dowiadują się z niej, jak niezmiernie istotną rolę odgrywa woda w życiu naszej planety. Chociaż wystawa ma cel głównie edukacyjny, trudno nie docenić jej walorów estetycznych. Na postumencie ustawiono akrylową kopię rzeźby Dawid Michała Anioła, pod sufitem podwieszono ławicę tuńczyków i olbrzymiego rekina, ściany w Strefie Relaksu pokrywa prawdziwy mech, a przez wszystkie pomieszczenia przepływa strumień umieszczony w podłodze, podświetlony i przykryty przezroczystymi płytami. Wiele eksponatów jest interaktywnych, a niektóre z nich przeznaczone są zwłaszcza dla najmłodszych. Co ciekawe, w Hydropolis znajduje się również replika batyskafu Trieste wraz z kapsułą dla członków załogi. Można do niej wejść i poczuć się jak pasażerowie oryginalnego statku podwodnego, którzy w 1960 r. dotarli na dno Rowu Mariańskiego (do najgłębszego zbadanego punktu na naszej planecie – Głębi Challengera, 10 994 m p.p.m.), położonego na zachodzie Pacyfiku.

 

Jeśli pogoda dopisuje, koniecznie trzeba wybrać się na spacer na wrocławski Rynek, jeden z największych tego rodzaju staromiejskich placów w Europie. W jego centrum wznoszą się liczne kamienice oraz Stary i Nowy Ratusz. Ta część miasta słynie ze swojej zabytkowej zabudowy. Z tarasu widokowego przeszło 90-metrowej wieży Bazyliki Mniejszej św. Elżbiety Węgierskiej można podziwiać panoramę całej okolicy (wejście dostępne dla turystów od kwietnia do października). Na północny wschód od Rynku leży odrzańska wyspa Piasek, którą stalowy most Tumski (zwany też Mostem Zakochanych) łączy z Ostrowem Tumskim, gdzie wznosi się gotycka Archikatedra św. Jana Chrzciciela. Interesującym miejscem jest także tzw. Dzielnica Czterech Wyznań. Na tym obszarze znajdują się cztery różne świątynie: Katedra Prawosławna Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy, katolicki Kościół św. Antoniego z Padwy, ewangelicko-augsburski Kościół Opatrzności Bożej i żydowska Synagoga pod Białym Bocianem. Odbywają się tu liczne wydarzenia kulturalne oraz funkcjonują klimatyczne kawiarnie i restauracje. We Wrocławiu możemy również podążać śladem sympatycznych krasnali. Na stronie internetowej www.krasnale.pl umieszczono mapę z lokalizacją wszystkich figurek skrzatów w mieście. Do tej pory ustawiono ich 289, ale wciąż pojawiają się nowe. Wbrew pozorom na ich poszukiwania wybierają się nie tylko dzieci.

 

Od 20 do 30 lipca 2017 r. w stolicy Dolnego Śląska będą się odbywać 10. Światowe Igrzyska Sportowe – The World Games Wrocław 2017. Ta międzynarodowa impreza, pierwszy raz zorganizowana w 1981 r. w mieście Santa Clara w Kalifornii, ma na celu promowanie nieolimpijskich dyscyplin sportu, co w założeniu zwiększa ich szansę na włączenie do programu igrzysk olimpijskich. W tym roku zawodnicy zmierzą się ze sobą m.in. w takich kategoriach jak bilard, bule, karate, kręgle, lacrosse, boks tajski (muay thai), narty wodne i wakeboard, plażowa piłka ręczna, pływanie w płetwach, sporty gimnastyczne, squash, sumo, taniec sportowy, unihokej czy wspinaczka sportowa. Wrocław jako gospodarz wybrał dodatkowo cztery tzw. sporty na zaproszenie: futbol amerykański, kickboxing, wioślarstwo halowe (ergowiosła) i żużel. Wyniki rywalizacji w tych dyscyplinach nie wliczają się do końcowej klasyfikacji medalowej. W imprezie weźmie udział niemal 3,5 tys. sportowców z przeszło 100 krajów świata. Zawody zostaną zorganizowane na ponad 20 obiektach, w tym we wspomnianej już Hali Stulecia, a także na zmodernizowanym wielofunkcyjnym Stadionie Olimpijskim, nowym torze wrotkarskim w kompleksie Parku Tysiąclecia (jego otwarcie przewidziane jest na maj), boiskach do sportów plażowych Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu czy krytej pływalni o wymiarach olimpijskich (50 m długości i 25 szerokości) przy ul. Wejherowskiej. Pełna rozmaitych atrakcji strefa kibica stanie na placu Wolności w centrum miasta. Po roku wypełnionym interesującymi wydarzeniami kulturalnymi stolica województwa dolnośląskiego ma więc szansę wykazać się dla odmiany w dziedzinie sportu. To bardzo dobrze pokazuje, że we Wrocławiu zawsze coś się dzieje, tu nikt nie spoczywa na laurach.

 

Opowieści o przeszłości

 

Na Dolnym Śląsku znajdziemy mnóstwo fascynujących obiektów historycznych. Należy do nich z pewnością Twierdza Srebrna Góra położona niedaleko wsi o tej samej nazwie. Zespół fortyfikacji wzniesiono nad Przełęczą Srebrną (586 m n.p.m.) w latach 1765–1777 z polecenia króla Prus Fryderyka II Wielkiego (1712–1786). Główną jego część stanowi potężny donżon otoczony fortami. Był on całkowicie samowystarczalny – znajdowały się w nim studnie, magazyny, zbrojownia, prochownia i więzienie, a nawet szpital, kaplica, piekarnia, browar i warsztaty rzemieślników. Srebrna Góra jest największą górską twierdzą w Europie. Nigdy nie została zdobyta. Z jej bastionów rozpościera się wspaniały widok na okolicę, w tym Góry Sowie i Bardzkie oraz Masyw Śnieżnika. Utrzymaniem obiektu w jak najlepszym stanie zajmuje się Forteczny Park Kulturowy w Srebrnej Górze. Oprócz tego na jego terenie działa grupa rekonstrukcyjna. Turystów oprowadzają przewodnicy w mundurach pruskiej piechoty. W trakcie zwiedzania niewątpliwie dużą atrakcję stanowi pokaz strzelania z broni czarnoprochowej w ciemnych kazamatach. Chętni mogą wybrać się również na odkrywanie fortyfikacji nocą. Oferta dla zwiedzających obejmuje też interesujące programy dla grup, które będą znakomitym urozmaiceniem wyjazdów integracyjnych.

 

Podczas wyprawy śladami historii nie wolno nam ominąć wyjątkowego zamku w Wałbrzychu. Książ, bo o nim mowa, stoi na wzniesieniu otoczonym malowniczymi lasami. Dla osób, które chcą go podziwiać w całej okazałości, wyznaczono specjalny punkt widokowy. Prowadzą do niego drogowskazy ustawione przed wjazdem na parking. Warto wybrać się w to miejsce przed zwiedzaniem. Po takim wstępie można wreszcie złożyć wizytę we wspaniałej rezydencji. Książ zbudowano z polecenia księcia świdnicko-jaworskiego Bolka I Surowego (ur. między 1252 a 1256 r., zm. w 1301 r.). Miał wówczas charakter typowo obronny. Później budowla przechodziła z rąk do rąk, aż w końcu w 1509 r. znalazła się w posiadaniu rodziny Hobergów (od 1714 r. nazwisko to zaczęto zapisywać w formie Hochberg). Kolejni przedstawiciele rodu przebudowywali zamek. Z ich inicjatywy powstały m.in. tarasy ogrodowe w stylu francuskim, skrzydło barokowe i dwa neorenesansowe. Chyba najsłynniejszą mieszkanką Książa była Maria Teresa Oliwia Hochberg von Pless znana jako księżna Daisy (1873–1943), która wywołała niemały skandal publikacją swoich pamiętników pisanych od 1894 r. Zamkowe wnętrza są udostępnione do zwiedzania, tak jak i tarasy (otwarte od początku kwietnia do końca września). Co ciekawe, indywidualni turyści mogą także skorzystać z aplikacji WOW Poland (do ściągnięcia na telefony z systemem Android i iOS) i poznawać historię rezydencji z wirtualnym przewodnikiem.

 

W 1941 r. Książ przejęły władze III Rzeszy. Naziści wydrążyli pod nim podziemne tunele (ich fragment można obejrzeć w trakcie pokonywania jednej z tras dla zwiedzających). Zamek miał być częścią wielkiego projektu Riese (Olbrzym) realizowanego przez Niemców w Górach Sowich. Z tym właśnie przedsięwzięciem związany jest inny niezmiernie interesujący obiekt historyczny Dolnego Śląska, a mianowicie Podziemne Miasto Osówka. To ogromny kompleks korytarzy, hal i bunkrów o nie do końca wyjaśnionym przeznaczeniu. Według niektórych hipotez miała znajdować się tu fabryka nieznanej broni, zgodnie z innymi – tajna kwatera samego Adolfa Hitlera. Przy wydrążaniu potężnych komór w zboczach góry Osówka (716 m n.p.m.) pracowali m.in. więźniowie z niemieckiego obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Dziś przystosowany do potrzeb turystyki obiekt można zwiedzać. Do wyboru są cztery trasy: historyczna (najłatwiejsza, przeznaczona dla każdego), ekstremalna (dla osób sprawnych fizycznie, które nie odczuwają dyskomfortu w ciasnych pomieszczeniach), Ekspedycja Riese (najdłuższa, urozmaicona zadaniami, sprawdzi się doskonale w przypadku integracyjnych imprez firmowych) i edukacyjna (opracowana głównie z myślą o grupach dzieci i młodzieży). Przed wejściem do kompleksu każdy otrzymuje kask ochronny. Poza tym trzeba pamiętać o ciepłym ubraniu i wygodnym obuwiu. W Podziemnym Mieście Osówka jest zimno również latem i bywa ślisko, dlatego najlepiej sprawdzą się buty do wędrówek górskich.

 

Kościół Pokoju w Świdnicy oddano do użytku wiernych w czerwcu 1657 r.

koŤci-é pokoju1 UNESCO

© ANDRZEJ PAWŁOWICZ

 

Nacieszyć oczy

 

Oprócz Hali Stulecia we Wrocławiu Dolny Śląsk może poszczycić się jeszcze dwoma innymi obiektami z prestiżowej Listy Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. W 2001 r. umieszczono na niej Kościoły Pokoju w Jaworze i Świdnicy. Po podpisaniu pokoju westfalskiego w 1648 r. kończącego wojnę trzydziestoletnią katolicki cesarz Ferdynand III Habsburg (1608–1657) pozwolił wybudować śląskim luteranom trzy świątynie. Swoją tolerancyjną wówczas decyzję obwarował jednak pewnymi warunkami. Budowle miały m.in. nie przypominać kościołów swoim zewnętrznym wyglądem i być wzniesione z materiałów nietrwałych (drewno, słoma, glina i piasek). Dzięki temu zezwoleniu powstały świątynie w Głogowie, Jaworze i Świdnicy. Pierwsza z nich nie dotrwała do naszych czasów (spłonęła w 1758 r. w pożarze miasta), dwie pozostałe można podziwiać do dziś. Postawione protestantom wymagania nie przeszkodziły im w zbudowaniu wyjątkowo pięknych kościołów. Oba zachowane obiekty są przykładami architektury szachulcowej, zaskakują swoją wielkością i bogato zdobionym wnętrzem. Na zainteresowanie zasługują szczególnie wspaniale dekorowane empory – galerie umieszczone wzdłuż ścian. W sezonie letnim zarówno w Jaworze, jak i Świdnicy odbywają się koncerty. To znakomita okazja, żeby sprawdzić, jak świetne warunki akustyczne panują w świątyniach. Słuchanie dzieł słynnych na cały świat kompozytorów (Johanna Sebastiana Bacha, Wolfganga Amadeusa Mozarta czy Fryderyka Chopina) w barokowych wnętrzach z XVII w. to przeżycie jedyne w swoim rodzaju.

 

Szlakiem pięknej architektury na Dolnym Śląsku można ruszyć w Dolinie Pałaców i Ogrodów. Leży ona w regionie Kotliny Jeleniogórskiej, a wypełniają ją liczne zamki, dwory, zespoły pałacowo-parkowe i wieże mieszkalne. Aż 11 z tutejszych niemal 30 obiektów otrzymało status Pomnika Historii. Te odrestaurowane, niezmiernie reprezentacyjne rezydencje wznoszą się na obszarze zaledwie 102 km². Kilka z nich znajduje się w granicach Jeleniej Góry: Pałac Paulinum, Pałac Schaffgotschów w Cieplicach Śląskich-Zdroju, Dwór Czarne, Pałac Schaffgotschów w Sobieszowie i Zamek Chojnik. Ten ostatni stoi na szczycie granitowej góry o tej samej nazwie (627 m n.p.m.), należącej do Karkonoszy. Murowaną twierdzę obronną zbudowano prawdopodobnie w połowie XIV stulecia za panowania ostatniego niezależnego księcia piastowskiego na Śląsku – Bolka II Małego (Świdnickiego, ur. między 1309 a 1312 r., zm. w 1368 r.). Związana jest z nią legenda o księżniczce Kunegundzie, która każdemu z kandydatów starających się o jej rękę nakazywała objechać zamek konno i w pełnej zbroi. Zadanie było bardzo trudne i kolejni rycerze spadali w przepaść rozpościerającą się pod murami zamkowymi. Pewnego dnia przybył jednak młodzieniec, który wyszedł z tej próby zwycięsko. Mimo to nie chciał poślubić księżniczki, ponieważ zbyt wielu niewinnych ludzi zginęło z jej powodu. Odjechał więc z zamku, a Kunegunda rzuciła się w przepaść. W rejonie Doliny Pałaców i Ogrodów wyróżnia się też niewątpliwie Pałac Wojanów. Cztery narożniki wysokiej rezydencji wyznaczają smukłe, okrągłe wieże sąsiadujące z oranżeriami. Otacza ją zadbany park krajobrazowy. Dzisiaj w kompleksie funkcjonuje klimatyczny hotel z nowoczesnym centrum konferencyjnym.

 

Samą Jelenią Górę warto odwiedzić nie tylko ze względu na położone w niej obiekty z Doliny Pałaców i Ogrodów. W jej historycznym centrum znajduje się mnóstwo zabytków. Na spacer trzeba się wybrać na plac Ratuszowy, na którym, jak wskazuje nazwa, stoi gmach Ratusza. Barokowo-klasycystyczny budynek z wieżą zegarową wzniesiono w połowie XVIII w. W jego okolicy można podziwiać urokliwe kamienice, a z tarasu na pobliskiej Wieży Zamkowej (Baszcie Zamkowej) – spojrzeć na miasto ponad ich dachami. Uwagę miłośników architektury powinien przyciągnąć z pewnością Teatr im. Cypriana Kamila Norwida, który jest jednym z nie tak znów licznych przykładów polskiej secesji. Zaprojektował go Alfred Daehmel. Budowę rozpoczęto w maju 1903 r. i zakończono mniej więcej półtora roku później, a gmach nazwano Domem Sztuki i Stowarzyszeń. We wspomnianym już przeze mnie Pałacu Paulinum działa obecnie hotel, w którym goście mogą się zatrzymać w stylizowanych pokojach. Rezydencja, pochodząca z XIX w. i ozdobiona elementami nawiązującymi m.in. do renesansu, leży na wzgórzu w malowniczym parku. Pałac Schaffgotschów natomiast znajduje się w centrum uzdrowiska Cieplice Śląskie-Zdrój (dzisiaj części Jeleniej Góry). Duże wrażenie robi jego szeroka fasada (aż 81-metrowa!) z podwojonym herbem wywodzącej się z Frankonii arystokratycznej rodziny Schaffgotschów, do której należał majątek Cieplice, a także np. Zamek Chojnik.

 

Pałac Wojanów odbijający się w malowniczym sztucznym stawie

159

© ROMUAL M. SOŁDEK/WWW.DOLINAPALACOW.PL

 

Dla zdrowia

 

Do tego regionu Polski chętnie ściągają również kuracjusze. Odwiedzają nie tylko urokliwe Cieplice Śląskie-Zdrój w Jeleniej Górze, ale też uzdrowiska położone w okolicy Kotliny Kłodzkiej. W dolinie 33-kilometrowej rzeki Bystrzyca Dusznicka znajdują się Polanica-Zdrój i Duszniki-Zdrój. Do tej drugiej miejscowości (wtedy pod nazwą Bad Reinerz) w sierpniu 1826 r. przyjechał na leczenie młody Fryderyk Chopin (1810–1849). Przypomina o tym tzw. Dworek Chopina, w którym wówczas koncertował przyszły wielki kompozytor. Co roku na początku sierpnia odbywa się tu Międzynarodowy Festiwal Chopinowski. W 2017 r. będzie to już 72. edycja tej imprezy. Polanica-Zdrój jako uzdrowisko zaczęła być znana w XIX w., ale miejscowy dom zdrojowy (obecnie Sanatorium Wielka Pieniawa) pochodzi z początku kolejnego stulecia. Gdy powstał, uchodził za niezwykle nowoczesny i luksusowy kompleks leczniczy. Na północny zachód stąd, przy granicy z Czechami leży Kudowa-Zdrój. Do jej ciekawszych zabytków należy Kaplica Czaszek, której budowę rozpoczęto w 1776 r. Jej ściany i sufit wyłożone są kośćmi i czaszkami ofiar wojen toczących się na ziemi kłodzkiej i szerzących się po nich epidemii. To jedyne takie miejsce w Polsce. Z Kudowy-Zdroju warto wybrać się do niesamowitego naturalnego labiryntu Błędne Skały w Górach Stołowych. Tworzą go formacje z piaskowca, które pod wpływem erozji przybrały osobliwe kształty. Szlak turystyczny poprowadzony został przez wąskie szczeliny i tajemnicze korytarze. Dla odmiany w rejonie Gór Złotych leży Lądek-Zdrój, w którym z leczniczych właściwości tutejszych wód korzystali m.in. słynny niemiecki poeta, prozaik i dramaturg Johann Wolfgang Goethe (1749–1832), królowie pruscy Fryderyk II Wielki (1712–1786) i Fryderyk Wilhelm III (1770–1840) czy car rosyjski Aleksander I Romanow (1777–1825). Do najpiękniejszych obiektów uzdrowiska należy z pewnością Zakład Przyrodoleczniczy „Wojciech”, wzniesiony w 1680 r. na źródle, a w drugiej połowie XIX w. przebudowany w stylu neobarokowym. W środku znajdują się zabytkowe kamienne wanny do kąpieli perełkowych i marmurowy basen termalny wzorowany na łaźniach tureckich.

 

W sezonie zimowym na Dolnym Śląsku pojeździmy też na nartach. Dużą popularnością cieszy się Karpacz z kompleksem narciarskim Śnieżka położonym na zboczach góry Kopa (1377 m n.p.m.) i pobliskiej polanie Złotówka (1252 m n.p.m.). Do wyboru jest tu kilka nartostrad o różnym stopniu trudności, w tym również odpowiednich dla dzieci i osób początkujących. W Dusznikach-Zdroju działa z kolei ośrodek Zieleniec Ski Arena wyposażony w profesjonalną infrastrukturę i oferujący ok. 22 km rozmaitych tras (w większości oświetlonych) oraz snowpark i pełnowymiarową rynnę dla amatorów jazdy typu freestyle na nartach lub snowboardzie. Na jego 27 kolejek i wyciągów obowiązuje jeden karnet. Na śniegu poszalejemy także na Szrenicy (1362 m n.p.m.) w sąsiedztwie Szklarskiej Poręby. Ski Arena Szrenica zapewnia dostęp do pięciu nartostrad o łącznej długości 12 km. Można tutaj wybrać się też na jazdę nocną.

 

Krajobrazy Dolnego Śląska są jego wielką ozdobą o każdej porze roku. Zimą pobielone górskie szczyty zyskują na wyrazistości, a doliny skrzą się w mroźnym powietrzu oświetlone skośnymi promieniami słońca. Wiosną i latem władzę w regionie zdaje się przejmować przyroda – lasy i łąki przybierają wszelkie odcienie zieleni. Na jesieni wzgórza barwią się na niesamowite kolory, które kontrastują z błękitnym niebem. Dlatego po Dolnym Śląsku warto przede wszystkim niespiesznie podróżować. Drogi same zaprowadzą nas do ciekawych miejsc. Czasem będą się wić niczym serpentyna wśród mniejszych i większych wzniesień, czasem wieść pod nieczynnymi wiaduktami kolejki wąskotorowej i wzdłuż bystrych, czystych potoków. Za każdym zakrętem możemy tu odkryć coś zupełnie nowego i niespodziewanego. Wystarczy tylko wyruszyć w podróż.

 

Artykuły wybrane losowo

Veneto – peregrynacje nie tylko weneckie

Verona   Piazza Bra  di fronte il municipio e a destra l arena

Przy Piazza Bra w Weronie stoją m.in. Palazzo Barbieri i rzymski amfiteatr

© FOTOTECA REGIONE DEL VENETO

 

MAKSYMILIAN CZORNYJ

 

Jeżeli jak pisał amerykański pisarz i scenarzysta Truman Capote: „Być w Wenecji to jakby zjeść całe pudełko czekoladek z likierem naraz”, to odwiedziny w regionie Veneto należałoby przyrównać do wizyty w cukierni albo jeszcze trafniej – w wielkiej fabryce słodkości. Znajdziemy w nim wszystko, z czego słyną Włochy: miasta pełne najwyższej klasy zabytków, morze, plaże, urokliwe wysepki, malownicze jeziora i góry. Nie brakuje tu modnych kurortów, ośrodków rozrywkowych, tras narciarskich, doskonałych enotek i winnic.

 

Wszak Veneto, czyli Wenecja Euganejska, to Italia w miniaturze. Aby zobrazować skalę tej miniatury, wystarczy wspomnieć, że region ten ma powierzchnię porównywalną do województwa pomorskiego lub łódzkiego (blisko 18,5 tys. km²). Zamieszkuje go niespełna 5 mln osób, a szacuje się, że samą Wenecję odwiedza rocznie nawet sześć razy więcej turystów.

 

Kształtem Veneto przypomina konia stojącego dęba. Pysk opiera o wschodnie Dolomity i sięga nim aż do granicy z Austrią, grzbiet pręży ku jezioru Garda, zad unosi ponad deltą rzeki Pad, a nogami oplata wybrzeże Adriatyku. Z racji różnorodności rejonu dla pewnego porządku w tekście będę się trzymać tras kolejowych i to z ich perspektywy rozpoczniemy zwiedzanie miast. Bramy do nich stanowić będą właśnie dworce.

 

 Villa La Rotonda colza

Villa Rotonda w Vicenzy – renesansowa rezydencja projektu Andrei Palladia

© CONSORZIO VICENZA È/WWW.VICENZAE.ORG

 

WENECJA

 

Podczas peregrynacji po Veneto nie wypada pominąć Wenecji. To słynne miasto na wodzie jest obowiązkowym celem wypraw każdego turysty i podróżnika. Plac św. Marka, Most Westchnień, Bazylika św. Marka czy Pałac Dożów – któż o nich nie słyszał?

 

Jednak Wenecja to znacznie więcej. Poznać ją od innej strony można, gdy przybędzie się na stację kolejową Venezia Santa Lucia. Znajduje się ona przy Canal Grande, ale w innym miejscu niż najsłynniejsze zabytki. Park naprzeciw stacji, zwany Giardini Papadopoli, jest jednym z nielicznych zielonych fragmentów w historycznym centrum miasta. Po drugiej stronie kanału stoi Kościół św. Mikołaja z Tolentino (Chiesa di San Nicola da Tolentino) – świątynia niepozorna, rzadko odwiedzana przez turystów, a mogąca poszczycić się zachwycającymi freskami i chyba najpiękniej oświetlona naturalnym światłem w całej Wenecji. Właśnie takie, położone na uboczu miejsca pozwalają odkryć prawdziwe oblicze tego miasta. Tak wygląda niezadeptana przez zwiedzających Wenecja, zwyczajna i rozbrzmiewająca jedynie szumem przepływającej obok wody.

 

Tutaj najlepiej jest się zgubić. Zamiast podążać za tłumami turystów, gnać ślepo wzdłuż wykreślonych wcześniej na mapie szlaków warto zatracić się w atmosferze, zagłębić się w zaułki i tajemnice La Serenissimy, czyli Najjaśniejszej, jak mówią o swoim mieście wenecjanie. Podczas takiego spaceru przejdziemy przez bramę prowadzącą na niespełna metrowe nadbrzeże nad jednym z ponad 170 kanałów, dostrzeżemy wenecjanina cumującego łódkę bezpośrednio przy drzwiach kamienicy lub trafimy na maleńki targ pełen najświeższych ryb i owoców morza.

 

Tylko jeśli się zgubimy, unikniemy lokali, gdzie zwykły obiad kosztuje więcej niż wykwintna kolacja w luksusowej restauracji, i oszustów oferujących kurs wodną taksówką za bajońską sumę czy wystaw pełnych tandetnych masek karnawałowych sprowadzonych wprost z Chin lub Tajwanu. Błądząc wśród zaułków, poczujemy mistycyzm miasta wyrastającego z wody, w którym samochody, karetki i śmieciarki zostały zastąpione przez łodzie. Wenecja sprawia czasem wrażenie opuszczonej i wymarłej. Tak, naprawdę są w niej takie miejsca. Jeżeli skierujemy się np. w stronę Canale della Giudecca, trafimy na niemal bezludne place, przejdziemy uliczkami, na których spotkamy jedynie gołębie i koty.

 

Podczas dłuższego pobytu w Wenecji warto korzystać z tramwajów wodnych i udać się na inne wysepki Laguny Weneckiej. Na zainteresowanie zasługują szczególnie Murano (słynąca z wyrobów szklanych), Burano (pełna niezmiernie kolorowych domów) i Torcello (jeden z najstarszych tutejszych ośrodków, z Bazyliką Wniebowzięcia NMP – Basilica di Santa Maria Assunta).

 

Tramwajem wodnym (vaporetto) dotrzemy także znacznie dalej, np. do przylegającej do północno-wschodniego brzegu Laguny Weneckiej gminy Jesolo. Leży w niej jeden z najsłynniejszych włoskich kurortów – Lido di Jesolo rozciągnięte na zewnętrznej stronie cypla, wzdłuż wybrzeża Adriatyku. Jego wizytówkę stanowi długa na ok. 15 km i szeroka miejscami na prawie 200 m piaszczysta plaża. W 2017 r. ponownie otrzymała ona Błękitną Flagę, dzięki czemu możemy mieć pewność, że jest czysta i posiada odpowiednią infrastrukturę. Mimo dość dużych rozmiarów w sezonie w dzień plaża zwykle bywa szczelnie wypełniona ludźmi, którzy po zapadnięciu zmroku przenoszą się na niedaleki niewiele krótszy bulwar. Warto wiedzieć, że za wstęp na przeważającą jej część trzeba zapłacić, a niektóre fragmenty należą do pobliskich hoteli. Znajduje się tu również odcinek wydzielony dla naturystów. Poza tym w pobliżu funkcjonuje port jachtowy. Infrastruktura gastronomiczna jest bardzo bogata – w okolicy plaży można zjeść dania niemal z całego świata, a nawet wybrać się do restauracji, którym przyznano gwiazdki w prestiżowym przewodniku Michelin.

 

W Lido di Jesolo na turystów czekają oprócz tego profesjonalne 18-dołkowe pole golfowe klasy mistrzowskiej, tor gokartowy Pista Azzurra i rozległy park wodny Aqualandia. W SEA LIFE i Tropicarium Park zobaczymy ryby i zwierzęta wodne z całego świata. Kluby nocne zapewnią z kolei szaloną zabawę do białego rana.

 

Pamiętajmy jednak, że Veneto to nie tylko pełna atrakcji Laguna Wenecka, dlatego trzeba odwiedzić i inne miejsca w regionie. Warto więc zawrócić na kolejowy szlak, po czym ruszyć na zachód.

 

PiazzaSanMarcoDSC 8787

Wenecka Piazzetta San Marco z dwiema kolumnami

© SERVIZIO COMUNICAZIONE VISIVA DEL COMUNE DI VENEZIA

 

PADWA

 

Polakom Padwa znana jest przede wszystkim ze względu na uczących się tu niegdyś studentów. Wszak wiedzę zdobywali w niej Mikołaj Kopernik, Jan Kochanowski i Jan Zamoyski (wybrany nawet w 1563 r. rektorem tutejszej uczelni), ale założony w 1222 r. uniwersytet stanowi tylko jeden z wielu klejnotów w padewskiej koronie.

 

Według Eneidy Wergiliusza miasto mieli założyć Trojanie, którzy po upadku własnej stolicy wznieśli tu gród o nazwie Patavium. Przez setki lat osada rozrastała się, a w średniowieczu stała się istotnym ośrodkiem gospodarczym i dydaktycznym.

 

Trafienie z dworca kolejowego do historycznego centrum nie powinno przysporzyć problemów. Wystarczy kierować się główną arterią,Corso del Popolo, która po kilkuset metrach płynnie przechodzi w Corso Giuseppe Garibaldi. Gdy miniemy rozległy zielony park (Giardini dell’Arena), możemy zwolnić kroku. Po chwili z lewej strony dostrzeżemy ruiny rzymskiego amfiteatru, a po prawej klasycystyczną bryłę Pałacu Zuckermanna (Palazzo Zuckermann), w którym funkcjonują dwa muzea – sztuki użytkowej i numizmatyczne.

 

Jeśli będziemy szli dalej, po kilkunastu minutach dotrzemy do Pałacu Bo (Palazzo Bo). Pod tą niewiele mówiącą nazwą kryje się w rzeczywistości główny gmach uniwersytecki. Przy jego schodach stoi pomnik Eleny Lucrezii Cornaro Piscopii (1646–1684), matematyczki i filozofki. W 1678 r. jako pierwsza kobieta w historii otrzymała stopień naukowy doktora. Wewnątrz budynku zachowała się m.in. katedra, z której nauki wygłaszał Galileusz (Cattedra di Galileo), a także teatr anatomiczny, czyli pomieszczenie, gdzie najsłynniejsi włoscy medycy w tajemnicy przeprowadzali przed studentami sekcje zwłok.

 

Na północny zachód od uniwersytetu leży Piazza della Frutta, gdzie odbywają się miejskie festyny, a lokalni producenci i wytwórcy wystawiają towary. Niemalże całą południową pierzeję placu zajmuje Palazzo della Ragione. Wielokrotnie przebudowywany gmach nabrał nieco pokracznej, przysadzistej formy, jednak szczyci się podobno największą w Europie powierzchnią dachu, którego nie podpierają kolumny.

 

Jeszcze dalej znajduje się Piazza dei Signori. Wschodni kraniec zamyka tu Kościół św. Klemensa (Chiesa di San Clemente), wzniesiony na miejscu jednej z najstarszych chrześcijańskich świątyń, a przeciwległy – ledwie 30-metrowa, lecz zgrabnie wkomponowana w miejski krajobraz Wieża Zegarowa (Torre dell’Orologio). Na trzecim piętrze umieszczono w niej wspaniały mechanizm wprawiający w ruch zegar astronomiczny, który po niedawnej renowacji ponownie odmierza turystom i padewczykom czas. Spostrzegawcze osoby dostrzegą, że na tarczy znaków zodiaku brakuje wagi, ale nie ma tutaj dość miejsca, aby poruszać legendy uzasadniające ten stan rzeczy.

 

Jeśli poszlibyśmy dalej prosto, dotarlibyśmy do Muzeum Nauk Archeologicznych i Sztuki. Odbijemy jednak w lewo i nie przejdziemy przez bramę Wieży Zegarowej. Wąska uliczka wijąca się pośród kamienic wiedzie do placu katedralnego. Katedra (Duomo di Padova) miała zostać wzniesiona według projektu Michała Anioła, lecz kierujący pracami architekci wprowadzili liczne zmiany i nadali budowli dość ostre, surowe rysy. Również jej wnętrze jest zimne i skromne. Znacznie ciekawsze są XIV-wieczne freski w przylegającym do świątyni baptysterium. Jego kopułę pokrywa monumentalne przedstawienie raju z Chrystusem otoczonym zastępami świętych.

 

Po skierowaniu się znowu na południe i przejściu wąskiego miejskiego kanału zbliżymy się do jednego z najbardziej rozpoznawalnych miejsc Padwy – Prato della Valle. Ten największy plac we Włoszech (aż ok. 90 tys. m² powierzchni!) znajduje się w pobliżu słynnych bazylik: św. Antoniego i św. Justyny. Na jego środku leży otoczona eliptycznym kanałem wysepka Memmia. Wokół ustawiono 78 posągów osób zasłużonych dla miasta. Co ciekawe, wśród nich są także statuy Stefana Batorego i Jana III Sobieskiego, ufundowane przez Stanisława Augusta Poniatowskiego.

 

Na zakończenie padewskiej wędrówki koniecznie należy odwiedzić obie wspomniane bazyliki. Bez wątpienia każda z nich wywiera większe wrażenie niż szacowna miejska katedra. Bazylika św. Antoniego z Padwy charakteryzuje się architektonicznym przemieszaniem stylu romańskiego i gotyckiego – przysadzistą, jakby przygiętą do ziemi fasadę zdobią ostrołukowe wnęki i arkady wspierane na filarach, a również jakże typowa rozeta zdobiona maswerkiem. Budowla ma osiem kopuł, z których centralna, umieszczona ponad skrzyżowaniem naw, została oparta na bryle ostrosłupa zwieńczonego latarnią. We wnętrzu bazyliki znajduje się grób jej patrona. Ołtarz główny jest autorstwa Donatella, jednak był wielokrotnie przekształcany i całkowicie zatracił swój pierwotny charakter.

 

Bazylika św. Justyny z Padwy, męczennicy ściętej 7 października 304 r. za panowania cesarza Dioklecjana, została wzniesiona na miejscu romańskiego kościoła zniszczonego przez trzęsienie ziemi. Budowla zachwyca już samymi rozmiarami – ma ponad 118 m długości i przeszło 82 m szerokości. W kampanili zawieszonych jest siedem dzwonów, z których największy waży niemal 2,5 t. W świątyni znajdują się liczne zabytki sztuki oraz relikwie świętych, w tym szczątki św. Łukasza Ewangelisty i św. Macieja Apostoła.

 

Pomiędzy obiema bazylikami leży zabytkowy ogród botaniczny (Orto Botanico di Padova), założony w 1545 r. jako miejsce, w którym ówcześni studenci medycyny mieli zapoznawać się z roślinami leczniczymi. To w nim uprawiano pierwsze warzywa sprowadzone z nowo odkrytych Ameryk.

 

Prato della Valle PH andrea babetto1

Prato della Valle – kanał i posągi

© PADOVAMERAVIGLIA PHOTO CONTEST/ANDREA BABETTO

 

VICENZA

 

Mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Wenecją a Weroną, trzy kwadranse koleją od obu z nich, znajduje się miasto, które większość turystów albo omija, albo podziwia jedynie przez okna pociągu. Przyjezdni gnają spod balkonu szekspirowskiej Julii ku placowi św. Marka, spod Mostu Westchnień ku werońskiej Arenie. Blask Vicenzy bezsprzecznie przygasiła bliskość tych dwóch bodaj najsłynniejszych ośrodków północnej Italii. Położone u podnóża monumentalnych gór miasto sprawia wrażenie, jakby spłynęło z alpejskiego stoku i zastygło w bezruchu. Gdy zanurzymy się w jego uliczkach, uderzy nas ich spokój i wytworność, nieuchwytne w wielu innych, zadeptanych przez turystów miejscach Veneto.

 

Spójność architektoniczna tutejszej zabudowy, jej głęboka harmonia, choć trudno w to uwierzyć, jest dziełem jednego architekta. Andrea Palladio (właściwie Andrea di Pietro della Gondolo) urodził się w 1508 r. w rodzinie padewskiego młynarza, lecz niemal całe dorosłe życie związał właśnie z Vicenzą. Wykreślił fasady Bazyliki Palladiana (Basilica Palladiana), Katedry (Cattedrale di Santa Maria Annunciata), wspaniałych rezydencji i miejskich pałaców. Lekkość odrodzenia, liczne nawiązania do starożytnych rozwiązań i świeżość, które dostrzec można w tej architekturze, sprawiają, że miasto kontrastuje z gotyckim wspomnieniem Wenecji. Nic dziwnego, że główna arteria Vicenzy nosi imię Andrei Palladia (Corso Andrea Palladio). Zaczyna się przy Torrione di Porta Castello, monumentalnym fragmencie średniowiecznych fortyfikacji, i ciągnie przez ponad 700 m ku wijącej się rzece Bacchiglione.

 

Główne atrakcje Vicenzy znajdują się w promieniu kilkudziesięciu metrów od wspomnianego corso. Jak na najważniejszą z miejskich ulic jest ona dość wąska i tłoczna, głośna od warkotu skuterów i pokrzykiwań przechodniów. W zabytkowych kamienicach wznoszących się po obu stronach mieszczą się sklepy, restauracje, kawiarnie i kwiaciarnie. Jeśli spojrzymy w górę, bez trudu odnajdziemy gotyckie pozostałości w zabudowie, lecz nie dostrzeżemy ani kopuły Katedry, ani wieży Bazyliki Palladiana, ani wspaniałego Teatru Olimpijskiego (Teatro Olimpico). Aby je zobaczyć, musimy nieco zboczyć z obranej trasy. Wpierw jednak warto przyjrzeć się zwartej bryle Pałacu Thiene Bonin Longare (Palazzo Thiene Bonin Longare), monumentalnej kolumnadzie Pałacu Trissino Baston (Palazzo Trissino Baston), a wreszcie szeregowi figur obserwujących przechodniów z Pałacu Chiericati (Palazzo Chiericati). We wnętrzu tego ostatniego działa muzeum z ciekawym zbiorem malarstwa (pinakoteką).

 

Jeżeli zapuścimy się w boczne uliczki, dotrzemy do wspomnianejBazyliki Palladiana.Wbrew nazwie nie jest ona świątynią, a budynkiem użyteczności publicznej powstałym po przebudowie mniejszych kamienic i później jeszcze przerabianym. Dawniej stanowiła siedzibę władzy administracyjnej i sądowniczej, a w dolnych arkadach znajdowały się tu lokale rzemieślnicze i kupieckie. Wspaniale prezentuje się zachód słońca obserwowany z sąsiedniego placu (Piazza dei Signori). Wieża zegarowa (82-metrowa Torre Bissara) i dach gmachu zdają się wtedy tonąć w złocistych promieniach, podczas gdy marmurowe arkady okrywa kojący półcień. Nie ma nic bardziej włoskiego niż delektowanie się kawą przy takim widoku.

 

Kilkadziesiąt metrów dalej po drugiej stronie corso trafimy na Teatr Olimpijski – ostatnie dzieło wielkiego Andrei Palladia (z 1580 r.). To pierwowzór wielu europejskich teatrów. Jego scena stanowi doskonałe odzwierciedlenie rzymskiej tradycji stałej i przemyślanej dekoracji. Dostrzega się w nim antyczny rodowód miasta, który architekt tak doskonale potrafił uwypuklić.

 

Jeżeli mamy więcej czasu, koniecznie powinniśmy udać się do znajdującej się poza obrębem historycznego centrum Villi Rotonda. Do tej kolejnej realizacji projektu Palladia można dojechać bez problemu autobusem (numer 8, 108 i 132 z przystanku przy dworcu). Każdy z boków zbudowanej na wzniesieniu rezydencji znaczą klasyczne, jońskie portyki. Jej centralny punkt stanowi okrągła sala okryta kopułą. Ten symetryczny obiekt jest zwieńczeniem drogi, jaką architekt obrał w swoim literackim opus vitae zatytułowanym Cztery księgi o architekturze (1570 r.), i stał się inspiracją dla nurtu (palladianizm), w którym wzniesiono m.in. warszawską Królikarnię.

 

W Vicenzy warto zwrócić również uwagę na inne pałace – Palazzo del Capitaniato, Palazzo Valmarana i Palazzo Porto. Oczywiście, w każdym z nich widać wyjątkową rękę Palladia.

 

WERONA

 

Po opuszczeniu werońskiego dworca kolejowego powinniśmy skierować się ku ufortyfikowanej południowej bramie miejskiej o nazwie Porta Nuova, zbudowanej w latach 1532–1540. Jeśli pójdziemy stąd na wprost, już po kilku minutach dotrzemy do pięciokątnej wieży (Torre Pentagona) oraz łukowatych przejść (Portoni della Bra), powstałych w miejscu średniowiecznych murów. W 1872 r. między tymi drugimi zamontowano dwustronny zegar. To bezpośrednio za nimi, w zakolu Adygi, leży historyczna część Werony. W tej okolicy można wstąpić do Muzeum Lapidarnego Maffeiano (Museo Lapidario Maffeiano). Znajdują się w nim bogate zbiory etruskiej, greckiej i rzymskiej ceramiki, kamieni nagrobnych oraz inskrypcji.

 

Po minięciu Portonidella Bra wkraczamy na największy tutejszy plac miejski (Piazza Bra), gdzie stoją trzy istotne zabytki – amfiteatr, Palazzo Barbieri i statua Wiktora Emanuela II. O każdym z nich należy wspomnieć choć w kilku zdaniach.

 

Amfiteatr rzymski, przez werończyków zwany po prostu Areną, powstał w I w. Mógł pomieścić nawet prawie 30 tys. widzów i stanowił scenę walk gladiatorów czy spektaklów. Obecnie jest jednym z najsłynniejszych obiektów Werony, na którym odbywają się rozmaite wydarzenia kulturalne, w tym liczne koncerty gwiazd muzyki.

 

Palazzo Barbieri, encyklopedyczny przykład neoklasycyzmu, pierwotnie zajmował sztab armii austriackiej. Obecnie budynek pełni funkcję ratusza miejskiego. Na ścianę tuż obok wejścia został przeniesiony XIV-wieczny fresk przedstawiający ukrzyżowanie Chrystusa. Liczne sale zdobią zabytkowe płótna i tapiserie.

 

Brązową statuę króla Wiktora Emanuela II odsłonięto w styczniu 1883 r. Warto zwrócić na nią uwagę, choć nie jest to dzieło wybitne. Zarówno sylwetka konia, jak i władcy rażą sztucznością i brak im lekkości.

 

Na północny wschód od Areny uliczki stają się coraz gęściej wypełnione turystami. Niedaleko znajduje się najsłynniejsza atrakcja Werony – Casa di Giulietta. Nie da się potwierdzić, czy piękna Julia z dramatu Williama Szekspira wzdychała tu do Romea. Pewne jest, że w mieście żyły rodziny Montecchich i Cappellettich. Aby uczynić zadość tradycji, turyści zostawiają w murze kamienicy listy. Robią też sobie zdjęcia pod osławionym balkonem. Za wstęp na dziedziniec nie ma opłat.

 

Stąd już tylko kilka kroków dzieli nas od innego werońskiego placu, obowiązkowego celu wędrówek po mieście. Piazza delle Erbe leży w miejscu starożytnego rzymskiego forum. Wokół wznoszą się średniowieczne kamienice, wieże i pałace. Na zainteresowanie zasługuje przede wszystkim Casa dei Mercanti (Domus Mercatorum) – budynek gildii kupieckiej. Z jego niskimi arkadami doskonale współgrają ciągnące się wzdłuż fasady zgrabne bifory (okna podzielone kolumienką na dwie części) i wieńczące ściany blanki.

 

Najwyższa wieża widoczna z placu to Torre dei Lamberti. Mierzy 84 m i znajduje się na niej XVIII-wieczny zegar. W środku wiszą dwa słynne dzwony (a w sumie cztery) – Marangona i Rengo, które odmierzały czas i regulowały życie mieszkańców Werony. Pierwszy z nich (o średnicy 130 cm i wadze 1300 kg) oznajmiał koniec dnia pracy dla miejscowych rzemieślników, w tym stolarzy (marangoni), i ogłaszał również alarm w przypadku pożaru. Z kolei Rengo (184 cm i 4215 kg) odzywał się, żeby zainicjować zebrania rajców i wezwać ludzi do broni w czasach wojny. Oba dzwony nadal rozbrzmiewają z okazji pogrzebów. Budynkiem, z którego zdaje się wyrastać Torre dei Lamberti, jest Palazzo della Ragione, miejsce dawnych zebrań mieszczan i skład soli.

 

Kiedy podążymy na północny wschód, niejako wzdłuż koryta Adygi, trafimy na jeszcze jeden wyjątkowy zabytek – Kościół św. Anastazji (Chiesa di Sant’Anastasia). Doskonale widać go zresztą z opisywanej wieży. Tę największą świątynię Werony wzniesiono w stylu gotyckim, lecz jej budowa nie została do tej pory zakończona. Choć z zewnątrz kościół nie sprawa szczególnego wrażenia, koniecznie należy wykupić bilet i wejść do środka. Krzyżowo-żebrowe sklepienie, które wspiera 12 potężnych marmurowych kolumn, zdaje się być zawieszone znacznie wyżej niż można przypuszczać, gdy patrzy się z zewnątrz. Pod nim znajdziemy bogate kaplice, barwne freski i precyzyjne detale.

 

Niedaleko kościoła stoi kolejny zabytek werońskiej architektury sakralnej – Katedra (Duomo di Verona). Świątynia powstała na miejscu dwóch kościołów zniszczonych przez trzęsienie ziemi w 1117 r. Jej wielokrotnie przebudowywana fasada to prawdziwa mozaika stylów, na którą składa się romańska bryła, gotyckie okna, barokowe dodatki i zaczątek renesansowej dzwonnicy. Jeśli ruszymy wzdłuż katedralnych murów i przejdziemy dalej, trzymając się linii kamienic wzniesionych tuż nad Adygą, dotrzemy do Kamiennego Mostu (Ponte Pietra). Wbrew temu, co często pisze się w przewodnikach, nie jest to oryginalna rzymska konstrukcja. W trakcie wieków pierwotna przeprawa była wielokrotnie niszczona i odbudowywana, a wreszcie została pieczołowicie zrekonstruowana (częściowo z dawnego budulca) po tym, jak w 1945 r. wysadziły ją wycofujące się wojska niemieckie.

 

Doskonałym zwieńczeniem wizyty w Weronie będzie chwila zadumy nad szumiącym nurtem Adygi, w którym odbija się złocisty zachód słońca. Miasto rzeczywiście emanuje niepowtarzalnym nastrojem.

 

GARDALAND

 

Wspomniałem na początku o tym, że w Veneto nie brakuje również ośrodków rozrywkowych. Oczywiście, w każdym z nadmorskich kurortów kwitnie życie nocne, odbywają się liczne festyny i imprezy uliczne. Jednak nieco ponad 20 km na zachód od Werony (zjazd z autostrady – Peschiera del Garda) znajduje się prawdziwe centrum zabawy. Gardaland, bo o nim mowa, to najczęściej odwiedzany park rozrywki we Włoszech (niemal 2,9 mln gości rocznie!). Na powierzchni ponad 200 tys. m² w malowniczym sąsiedztwie jeziora Garda ulokowano mnóstwo atrakcji, kilka barów i restauracji.

 

Park został podzielony tematycznie (m.in. na strefy: Średniowiecze, Rio Bravo, Akademia Kung Fu Pandy, Atlantyda, Piraci czy Królestwo Fantazji), dzięki czemu nadaje się zarówno dla dorosłych, jak i rodzin z dziećmi. Znajdziemy tu trzy rodzaje atrakcji – Fantasy (Fantazja), Adventure (Przygoda) i Adrenaline (Adrenalina), a także kino 4D. Oczywiście, największym zainteresowaniem cieszą się ekstremalne rollercoastery: Blue Tornado i Oblivion The Black Hole. Krzyki pędzących na nich osób niosą się daleko po tafli jeziora...

 

Ceny karnetów na cały sezon zaczynają się już od 50 euro (tzw. Season Pass One). Taki abonament uprawnia do nielimitowanych wejść i korzystania ze wszystkich rozrywek parku. Należy pamiętać, że Gardaland jest otwarty od wiosny do jesieni (w 2018 r. od 29 marca do 4 listopada). Poza sezonem odbywają się w nim widowiskowe wydarzenia tematyczne (np. Gardaland Magic Winter).

 

W REGIONIE

 

Oczywiście, w artykule udało mi się przedstawić jedynie drobny wycinek Veneto. Ten region Włoch idealnie nadaje się również m.in. dla miłośników sportów zimowych. Ów pysk konia skierowany ku Dolomitom przecinają jak mocowania uzdy szlaki narciarskie i wyciągi, a znaczy go najwyższy szczyt tego malowniczego pasma górskiego – Marmolada (3343 m n.p.m.). W gminie Cortina (Cortina d’Ampezzo) wytyczono 85 km doskonale przygotowanych tras zjazdowych.

 

Veneto to także ojczyzna grappy (z uroczym, pochylonym nad rzeką Brentą miastem Bassano del Grappa), kraina doskonałych win (przeszło 90 tys. ha winnic) i rejon słynący z carpaccio. W Wenecji Euganejskiej znajduje się też przycupnięta nad brzegiem Gardy turystyczna miejscowość Malcesine, skąd możemy dostać się koleją (tym razem linową) na szczyt masywu Monte Baldo (2218 m n.p.m.). Panorama roztaczająca się z niego w pogodne dni zapiera dech w piersiach.

 

Nie sposób opisać całego Veneto na kilku czy nawet kilkunastu stronach jednego artykułu. Trzeba po prostu samemu przybyć do tego regionu Italii. Podczas poznawania jego atrakcji możemy delektować się najlepszymi słodyczami z tej osobliwej cukierniczej fabryki.

 

Hakuna matata – Kenia dla każdego

1212_Segera_MP2_3255_HDR.jpg

Sanktuarium dzikiej przyrody Segera Retreat w sercu płaskowyżu Laikipia

©AFRICA LINE ADVENTURE

 

Karolina Sypniewska-Wida 

www.karolinasypniewska.pl


Kto na safari wybiera się do Kenii, może mieć pewność, że czekają go najlepsze warunki do obserwowania dzikich zwierząt oraz podziwiania gigantycznych przestrzeni i krajobrazów niczym z najpiękniejszych snów. Przy okazji pozna też afrykańskie ludy i dowie się, że Masajowie uważają się za właścicieli wszystkich krów na ziemi, język żyrafy mierzy prawie pół metra, z drzewa kiełbasianego (kigelii afrykańskiej) robi się piwo, a zebra jest czarna w białe paski. Co więcej, pod względem infrastruktury turystycznej to państwo należy do najbardziej rozwiniętych w Afryce. To prawda, że turyści z całego świata przybywający każdego roku w ogromnej liczbie na ten fascynujący kontynent zmienili na dobre obraz dzisiejszego Czarnego Lądu, ale odwiedziny w objętych ochroną parkach narodowych i rezerwatach przyrody w dalszym ciągu są jedyną w swoim rodzaju atrakcją.

Więcej…

Aktywny wypoczynek na Wyspach Kanaryjskich

 

Filip Werstler

 

 Parque Rural del Nublo we wnętrzu górzystej wyspy Gran Canaria

3700

© TURISMO DE CANARIAS BRANDCENTER/ALEX BRAMWELL

 

Wyspy Kanaryjskie znane były już starożytnym, którzy określali je mianem Wysp Szczęśliwych. Trudno się zresztą z nimi nie zgodzić. Archipelag położony na Oceanie Atlantyckim należy do najpiękniejszych miejsc na świecie. Panujący tu klimat czyni go jednym z najbardziej przyjaznych dla ludzi regionów na ziemi. Liczba słonecznych dni w ciągu roku zdecydowanie przekracza 300 na większości z wysp. Rzadkie opady deszczu występują głównie późną jesienią, zimą i na początku wiosny. Temperatura powietrza utrzymuje się w granicach 17–25°C przez okrągłe 12 miesięcy. Te wyjątkowo sprzyjające warunki klimatyczne nie tylko wprowadzają przybyszów w dobry nastrój, ale także stwarzają znakomite możliwości do uprawiania rozmaitych sportów. A gdy aktywnie spędzamy czas, czujemy się przecież szczęśliwsi.

 

Na archipelag składa się siedem głównych wysp (Teneryfa, Fuerteventura, Gran Canaria, Lanzarote, La Palma, La Gomera i El Hierro) i okoliczne małe wysepki. Region należy do Hiszpanii, chociaż bliżej stąd do Afryki niż Europy. Największe jego miasta to Santa Cruz de Tenerife (ponad 200 tys. mieszkańców) i Las Palmas de Gran Canaria (ok. 380 tys.).

 

Najważniejszy atut tego archipelagu stanowi jego różnorodność. Każda wyspa jest inna, dlatego warto dowiedzieć się, jakie rodzaje sportu można uprawiać w konkretnych miejscach. Wybór mamy naprawdę duży. Wszelcy amatorzy aktywnego wypoczynku z pewnością znajdą tu coś dla siebie.

 

Ferteventura i silne wiatry

 

Według niektórych teorii malownicza Fuerteventura, leżąca zaledwie ok. 100 km od północno-zachodniego wybrzeża Afryki, wzięła swoją nazwę od hiszpańskich słów fuerte („silny”) i viento („wiatr”). Dziś wyspa jest prawdziwą mekką wind- i kitesurferów z całego świata. Panują na niej wręcz wymarzone warunki dla pasjonatów tych sportów, dotyczy to zwłaszcza wschodnich brzegów. Wiatr wiejący z zachodu osiąga w tej okolicy dość dużą siłę, ale jednocześnie powoduje, że powierzchnia wody staje się dość płaska. Szczególną popularnością cieszy się miejscowość Costa Calma (Spokojne Wybrzeże). Wynika to z faktu, że leży ona w najwęższej części Fuerteventury, gdzie wiatry są najmocniejsze. Ze względu na tak sprzyjające warunki powstały tutaj liczne ośrodki wind- i kitesurfingu. Największe na wyspie jest działające od 1984 r. centrum René Egli by Meliã położone w tym samym niezmiernie urokliwym miejscu, co luksusowy Hotel Meliã Gorriones (4 gwiazdki plus) wyróżniający się pełnymi tropikalnej roślinności ogrodami i dużym wyborem basenów, a mianowicie tuż przy bajkowej plaży Sotavento, którą uważa się nawet za jedną z najpiękniejszych na całym globie. Wzdłuż niej ciągnie się płytka 4-kilometrowa laguna, nadająca się wyśmienicie do nauki pływania na desce z żaglem lub latawcem (także pod czujnym okiem profesjonalnych polskich instruktorów!). W tej części Fuerteventury, dzięki zjawisku tunelu wietrznego, wieje praktycznie przez cały rok oraz panują wysokie temperatury powietrza i wody. Na całym archipelagu naprawdę trudno znaleźć lepsze warunki do uprawiania tych widowiskowych sportów. Dlatego też już od 1986 r. (zwykle na przełomie lipca i sierpnia) odbywają się tutaj Mistrzostwa Świata w Windsurfingu i Kiteboardingu (Fuerteventura Windsurfing & Kiteboarding World Cup). Przybywają na nie najlepsi sportowcy, a również liczni kibice i dziennikarze sportowi z różnych krajów. Oprócz podziwiania na żywo ekscytujących zmagań zawodników można się w tym czasie także rozerwać. Zawodom, które trwają zazwyczaj od ok. 10.00 do 18.00, towarzyszą dodatkowe atrakcje – specjalny namiot z przysmakami lokalnej kuchni, występy muzyków na żywo i bogaty program dla całych rodzin. Wieczorami, od godz. 21.00, zaczynają się klimatyczne szalone imprezy do białego rana i ciekawe koncerty. Te mistrzostwa, świetnie zorganizowane przez René Egli by Meliã (pod kierownictwem niezmiernie profesjonalnej Anniki Ingwersen), warto polecić każdemu.

 

Jednak na Fuerteventurę można wybrać się nie tylko w okresie wspomnianego wydarzenia. Sezon na uprawianie sportów panuje na niej właściwie przez cały rok. Obok przepięknej plaży Sotavento wind- i kitesurferzy odwiedzają również inne miejsca na wyspie. Wielu z nich zatrzymuje się w wysuniętych na południe miasteczkach Jandía i Morro Jable (należących razem ze wspomnianą już miejscowością Costa Calma do gminy Pájara), gdzie z uwagi na położenie geograficzne także wieją silne wiatry. Niektóre osoby udają się natomiast na północ, w okolice Dunas de Corralejo, czyli spektakularnych wydm leżących niedaleko 20-tysięcznego kurortu Corralejo, będącego stolicą turystyczną tej części Fuerteventury. Tutejsze wybrzeże jest wielką atrakcją nie tylko dla amatorów sportów wodnych, ale i dla wszystkich marzących o wypoczynku w malowniczym otoczeniu. Bezkresne piaski przyciągają turystów z całej wyspy. W tym miejscu można uprawiać m.in. surfing, wind- i kitesurfing, stand up paddling (SUP) oraz grać w gry plażowe, biegać czy spacerować. To jedyny w swoim rodzaju zakątek, z pewnością warty odwiedzenia podczas aktywnych wakacji.

 

Zachodnie brzegi Fuerteventury są mniej popularne. Świetnie odnajdą się tu surferzy, choć ta część lądu jest słabiej skomunikowana. Jednak wysokie fale, powstające pod wpływem silnego wiatru wiejącego znad Atlantyku, rekompensują wszelkie trudności związane z dojazdem. Do głównych ośrodków surfingowych na wyspie należą La Pared czy El Cotillo. Mimo iż to niewielkie miejscowości, mają szczęście znajdować się w idealnych miejscach. Dzięki ich małej popularności nie przybywają do nich tłumy turystów, co sprawia, że warunki do szaleństw na wodzie są w tym rejonie doskonałe. Poza tym na wyróżnienie zasługuje też z pewnością Park Naturalny Jandía (Parque Natural de Jandía) z niesamowicie urokliwą plażą Cofete. Kręcono na niej sceny do filmu Ridleya Scotta Exodus: Bogowie i królowie z 2014 r. Nad niemal 14-kilometrowym piaszczystym brzegiem unosi się nigdy nieopadająca mżawka wywołana uderzeniami fal, a w tle widać góry oddzielające wybrzeże od reszty lądu. Prowadzącą tutaj malowniczą trasę pokrywa w dużej części nawierzchnia szutrowa.

 

Na Fuerteventurze popularnością cieszy się też stand up paddling

SUP Pic by John Carter PWA

© TURISMO DE CANARIAS BRANDCENTER/LEX THOONEN

 

Trekking na GRAN CANARII

 

Gran Canaria, obok Fuerteventury i Teneryfy, uchodzi za jedną z najpopularniejszych wysp wśród turystów z Europy. W 2015 r. odwiedziło ją ponad 3,2 mln ludzi z kilkudziesięciu krajów. Na jej atrakcyjność wpływa duże zróżnicowanie pod względem klimatycznym i przyrodniczym. Co roku ściąga tu mnóstwo osób nastawionych na aktywny wypoczynek. Podobnie jak na Fuerteventurze także na Gran Canarii spotkamy licznych miłośników surfingu, wind- i kitesurfingu, choć warunki do uprawiania tych sportów są na niej mniej stabilne.

 

Na wyspie można również z powodzeniem odbywać wyprawy trekkingowe. Pokrywa ją wiele odpowiednich do tego celu tras. Zainteresowaniem cieszą się m.in. wycieczki do Roque Nublo (1813 m n.p.m.) – wznoszącej się pod niebo niemal 80-metrowej wulkanicznej skały (przywodzi ona na myśl Maczugę Herkulesa z Ojcowskiego Parku Narodowego). Przypominająca kolumnę formacja stoi nad głęboką przepaścią. Prezentuje się naprawdę imponująco, dlatego turyści często decydują się przyjrzeć się jej z bliska. W okolicy warto też wejść na znajdujący się nieopodal Pico de las Nieves – najwyższy szczyt Gran Canarii, wznoszący się na wysokość 1956 m. n.p.m. Można do niego dojechać głównie samochodem albo rowerem. Rozpościera się stąd wspaniała panorama, koniecznie trzeba więc zabrać ze sobą aparat fotograficzny.

 

Zupełnie niepopularna jest natomiast wyprawa na dziewiczą plażę Güigüi (Guguy), którą miejscowi uznają za najpiękniejszą na wyspie. Być może zasłużyła sobie na tak pochlebną opinię dlatego, że nie została usypana z białego piasku i nie udaje Karaibów jak pobliskie Playa de los Amadores czy Playa de Anfi del Mar. Prezentuje prawdziwe oblicze archipelagu – ciemny wulkaniczny brzeg otaczają wysokie majestatyczne klify i oblewają spienione fale Oceanu Atlantyckiego. Należy jednak zdawać sobie sprawę, że ta wycieczka wymaga lepszej kondycji. My naszą wyprawę rozpoczęliśmy jeszcze przed świtem. Ok. godz. 5.00–5.30 wsiedliśmy w autobus w miejscowości Puerto de Mogán. Podaliśmy nazwę interesującej nas plaży, a kierowca dowiózł nas na przystanek na rozstaju dróg położony najbliżej naszego celu. Stąd mieliśmy do pokonania pieszo ok. 25-kilometrową trasę wiodącą głównie przez góry.

 

Na początku przemierzyliśmy 8 km po asfalcie do miejscowości Tasártico. Tu warunki się zmieniły. Dalej szliśmy już po szutrze i skałach aż do samego końca. Gdy trasa zaczęła piąć się pod górę, zauważyliśmy drogowskaz informujący o tym, że do celu zostało nam jeszcze 17 km. Ta część wyprawy była najbardziej wymagająca. Najpierw musieliśmy pokonać kilka kilometrów ostrego podejścia po średnio wyrobionej ścieżce. Zajęło nam to mniej więcej 2 godz. z jedną krótką przerwą na nabranie sił. Jednak po dotarciu na szczyt czekała nas wspaniała nagroda – cudowny widok na leżącą w dole zatokę i pobliską Teneryfę z górującym wulkanem Teide. Przez jakąś godzinę odpoczywaliśmy i cieszyliśmy się tym miejscem, po czym ruszyliśmy w dół. Ten ostatni odcinek wyglądał równie pięknie i osobliwie. Wokół nie dało się dostrzec żadnych śladów cywilizacji, zabudowań czy sklepów. Na ścieżce także nie spotkaliśmy nikogo. Nasze telefony nie łapały również zasięgu sieci komórkowych. Po drodze napotykaliśmy natomiast coraz więcej lokalnej roślinności.

 

Po dotarciu na plażę mogliśmy rozkoszować się jej niezwykłą urodą. Kilkusetmetrowe klify odgradzały resztę lądu od oceanu. Na rozległym i czystym piaszczystym brzegu byliśmy sami. W spokoju przyglądaliśmy się Teneryfie oddalonej od nas o niecałe 200 km. Najcudowniejszy moment tego dnia stanowił zachód słońca. Chowa się ono tutaj za szczytami sąsiedniej wyspy. To widok jedyny w swoim rodzaju, wręcz idylliczny.

 

Podczas planowania wycieczki na plażę Güigüi (Guguy) należy pamiętać o zapewnieniu sobie transportu powrotnego. Do wyboru mamy dwa wyjścia: wrócić tą samą drogą, ale będzie to bardzo męczące, albo dzień wcześniej umówić się z miejscowym rybakiem, aby przypłynął po nas o wskazanej porze. Naszą trójkę taka usługa kosztowała ok. 15 euro za osobę.

 

Oprócz uprawiania trekkingu na Gran Canarii można np. grać w golfa (choćby w jedynym na całym archipelagu resorcie z dwoma profesjonalnymi 18-dołkowymi polami golfowymi – Sheraton Gran Canaria Salobre Golf Resort!), nurkować (działa na niej nawet w kurorcie Puerto de Mogán polska szkoła Delphinus, a także nowatorskie centrum Sea TREK Spain w resorcie Anfi del Mar, zapraszające na spacery po dnie oceanu bez sprzętu nurkowego i uczestniczenia w specjalistycznym kursie!) albo jeździć konno. Na wyspie pojawia się zresztą coraz więcej firm oferujących ten ostatni rodzaj aktywności. Zazwyczaj takie wyprawy trwają 1–4 godz. i odbywają się w różnych częściach lądu. Ceny wahają się od 20 do 90 euro w zależności od organizatora i długości trasy. Kilka firm wyróżnia się wysokim standardem, profesjonalizmem i rozbudowaną ofertą. Jedną z nich jest bez wątpienia El Salobre Horse Riding. Należące do niej ranczo z kilkunastoma wierzchowcami leży na południu, nieopodal turystycznej stolicy Gran Canarii – Maspalomas (ok. 10 minut od niej). W okolicy znajdują się przepiękne wydmy, wulkaniczne szlaki i tropikalne plantacje. Poza tym ten rejon charakteryzuje się oryginalną florą i fauną. To wszystko przyciąga wielu miłośników jazdy konnej z różnych krajów (w tym i z Polski!). Zdecydowanie warto rozważyć wybranie się na wycieczkę po wyspie na końskim grzbiecie, tym bardziej że tutejsze zapierające dech w piersiach krajobrazy czynią z niej ekscytujące przeżycie.

 

Na archipelagu wzrasta też zainteresowanie kolarstwem, dotyczy to zwłaszcza Gran Canarii i Teneryfy. Uprawianiu tego sportu sprzyjają m.in. duże różnice wysokości i przyjazny klimat przez okrągły rok. Poza tym znajdują się tu niezmiernie malownicze i kręte drogi. Wielbicieli jazdy na rowerze przyciągają wymagające trasy ze spektakularnymi widokami. Na Gran Canarii prowadzą one zazwyczaj przez jej wnętrze, które jest w mniejszym stopniu zamieszkane i rzadziej odwiedzane przez turystów. Wyspa charakteryzuje się znaczną różnorodnością szlaków. Lokalne firmy oferują usługi na wysokim poziomie – zajmują się nie tylko wypożyczaniem sprzętu, ale także organizują wycieczki czy nawet specjalne obozy kolarskie, które trwają zazwyczaj od 5 do 10 dni. Pakiety obejmują zakwaterowanie w komfortowym hotelu, transport i częściowe wyżywienie (half board, czyli śniadanie i obiadokolację). Jeżeli chcemy jedynie wypożyczyć rower górski lub kolarzówkę, będzie nas to kosztować od ok. 12 euro za dzień (70 euro za tydzień).

 

Surowa Lanzarote

 

Jak na większości wysp w archipelagu, również na Lanzarote bardzo dużą popularnością cieszą się surfing, wind- i kitesurfing oraz stand up paddling (SUP). Amatorzy tych dyscyplin zjeżdżają głównie do miejscowości Famara (Caleta de Famara). Jednak można tutaj robić jeszcze wiele innych ciekawych rzeczy.

 

Lanzarote znana jest choćby z zawodów triatlonowych. W ciągu roku odbywa się na niej kilka takich imprez sportowych, z których największą sławą na całym świecie cieszą się te z serii IRONMAN. Od ich uczestników wymaga się naprawdę bardzo dobrego przygotowania. Muszą oni przepłynąć 3,86 km, pokonać na rowerze dystans 180,25 km i przebiec odcinek 42,20 m (maraton) bez żadnej przerwy. Dlatego też ten wyścig uchodzi za wyjątkowo trudny i budzi niemałe zainteresowanie nie tylko wśród osób chcących sprawdzić swoją wytrzymałość, lecz także i widzów. Club La Santa IRONMAN Lanzarote (jego tegoroczna edycja odbędzie się 20 maja) to jedna z imprez cyklu zawodów organizowanych przez World Triathlon Corporation. Stanowi nie lada gratkę dla amatorów triatlonu i kibiców sportowych.

 

Okolice wyspy odwiedzają również chętnie nurkowie. Nic więc dziwnego, że na jej południowym krańcu, na słynnym wybrzeżu Playa Blanca, znajdziemy nawet polskie centrum Delphinus Lanzarote, dawne Cool Dive. Miłośnicy wielkiego błękitu mogą tu podziwiać faunę typową dla Oceanu Atlantyckiego. Poza tym ostatnio, 11 stycznia 2017 r., w sąsiedztwie Lanzarote (w Bahía de Las Coloradas, na głębokości mniej więcej 12–14 m) otwarto zupełnie nowe, pierwsze w Europie, podwodne muzeum – Museo Atlántico. Składa się na nie imponujący zbiór celowo zatopionych rzeźb brytyjskiego artysty Jasona deCairesa Taylora. Można przyjrzeć im się z bliska podczas ok. 1-godzinnej wyprawy nurkowej wyruszającej z Mariny Rubicón (cena 12 euro od osoby dorosłej) lub z trochę dalszej odległości w trakcie rejsu wolno płynącym statkiem ze szklanym dnem.

 

Kolejną unikatową na skalę europejską propozycją są firmowane przez system Sea TREK niesamowite spacery po dnie Atlantyku bez sprzętu dla nurków i ukończenia specjalistycznego szkolenia. Dzięki kaskowi z doprowadzanym tlenem wizytę w podwodnym królestwie Wysp Kanaryjskich złożymy już po przejściu 10-minutowego instruktażu, nawet jeżeli nie potrafimy pływać. Na tego typu rozrywkę zaprasza wszystkich chętnych szkoła nurkowa Native Diving w modnym kurorcie Costa Teguise na wschodnim wybrzeżu Lanzarote (oraz wspomniane centrum Sea Trek Spain w Anfi del Mar na Gran Canarii). Schodzi się wówczas na maksymalną głębokość 6 m, a cała przyjemność trwa 45 minut i kosztuje 60 euro od osoby dorosłej.

 

Na wyspie znajduje się również mnóstwo tras dla miłośników trekkingu i jazdy na rowerze. Szlaki są wyjątkowo atrakcyjne ze względu na tutejsze malownicze powulkaniczne krajobrazy. Na terenie miejscowego Parku Narodowego Timanfaya (Parque Nacional de Timanfaya) doszło do jednej z najdłuższych erupcji w dziejach nowożytnych (w latach 1730–1736 codziennie z ok. 300 kraterów wypływały olbrzymie ilości lawy). Surowa okolica wywiera na zwiedzających ogromne wrażenie. Wspaniałe piesze wycieczki można organizować nie tylko na obszarze parku (ponad 51 km² powierzchni). Zabronione jest poruszanie się po nim na rowerze górskim, ale dozwolone – na szosowym. Na tym ostatnim pojeździmy po głównej drodze parkowej, która stanowi zresztą część trasy słynnego wyścigu triatlonowego Club La Santa IRONMAN Lanzarote. Na całej wyspie znajdziemy wiele urokliwych i dobrze przygotowanych tras rowerowych, choćby Costa Teguise – Arrieta (42 km, dość trudny do pokonania odcinek, na tę wyprawę należy przeznaczyć ok. 5–6 godzin) czy Costa Teguise – Los Cocoteros (30 km, szlak średnio trudny, ok. 3,5–4-godzinny).

 

Jazda rowerem górskim na Lanzarote dostarcza ekscytujących wrażeń

12822

© TURISMO DE CANARIAS BRANDCENTER/SERAFÍN ARGIBAY CARBALLADA

 

Pełna atrakcji Teneryfa

 

Zdaniem wielu turystów Teneryfa ma ze wszystkich kanaryjskich sióstr najwięcej do zaoferowania. To świetne miejsce do uprawiania rozmaitych sportów wodnych, trekkingu po zróżnicowanym terenie czy jazdy na rowerze wśród zapierających dech w piersiach krajobrazów. Z pewnością jedną z ciekawszych i mniej typowych form aktywności jest golf. W ostatnich latach cieszy się on tutaj coraz większą popularnością. Profesjonalne pola do gry znajdziemy na kilku wyspach. Najwięcej powstało ich na Teneryfie i Gran Canarii (na tej ostatniej na uwagę zasługuje m.in. jedyny na całym archipelagu resort z dwoma 18-dołkowymi polami golfowymi – Sheraton Gran Canaria Salobre Golf Resort, położony niedaleko opisywanego już nieco szerzej rancza z końmi El Salobre Horse Riding). Cenią je sobie zarówno doświadczeni golfiści, jak i osoby początkujące.

 

Ośrodki na Teneryfie leżą w jej południowej części, w pobliżu znanych turystycznych kurortów takich jak Playa de Las Américas, Costa Adeje i Los Cristianos (słynących również z doskonałych warunków do uprawiania surfingu, nurkowania, żeglarstwa czy sportów motorowodnych), oraz w rejonie północnym i zachodnim. Warto tu wymienić choćby Golf Costa Adeje i Golf Las Américas oraz Golf del Sur i Amarilla Golf & Marina na terenie gminy San Miguel de Abona. Charakteryzują się one nie tylko wysoką jakością oferowanych usług czy zróżnicowanym stopniem trudności, lecz także wyjątkowo malowniczym położeniem. W trakcie gry można podziwiać wspaniałe widoki np. na Ocean Atlantycki. Oprócz tego niewątpliwy atut profesjonalnych pól golfowych w tym regionie stanowią panujące tutaj warunki klimatyczne. Jak już wspominałem, przez zdecydowaną większość roku na archipelagu jest słonecznie i wystarczająco ciepło, aby spędzać czas na świeżym powietrzu. Dlatego na golfa na Teneryfę warto przylecieć zawsze, w listopadzie, marcu bądź lipcu. Poza nią równie korzystnymi warunkami szczyci się południe Gran Canarii. Na obu wyspach turystyka golfowa z roku na rok coraz bardziej się rozwija.

 

Piękna i różnorodna Teneryfa, największa i najludniejsza w archipelagu (2034 km² powierzchni i ok. 900 tys. mieszkańców), to również znakomity region na ciekawe wędrówki piesze. Miejscowe agencje turystyczne oferują też wycieczki objazdowe do najbardziej spektakularnych punktów widokowych czy wyprawy na wulkan Teide (3718 m n.p.m.). Wejście na ten najwyższy szczyt Wysp Kanaryjskich i całej Hiszpanii powinno być obowiązkowym zadaniem dla wszystkich spędzających aktywnie urlop w tym rejonie.

 

La Palma pod gwiazdami

 

Na północny zachód od Teneryfy leży La Palma. Turystyka masowa dopiero na nią dociera. Znajdziemy tu wciąż niewiele rozległych kompleksów hotelowych w porównaniu z opisanymi już czterema największymi wyspami. Dla odmiany mocno rozwija się w tym miejscu turystyka alternatywna. Ten zakątek archipelagu budzi więc zainteresowanie osób, które preferują ruch na świeżym powietrzu.

 

La Palma słynie z malowniczych zielonych terenów i dużej aktywności wulkanicznej. Ze względu na bogatą florę i faunę często wybierają się na nią miłośnicy przyrody i amatorzy długich pieszych wycieczek. Zwiedzających przyciąga zwłaszcza położony w centrum wyspy Park Narodowy Kaldery Taburiente (Parque Nacional de la Caldera de Taburiente), lubiany zarówno przez polskich, jak i zagranicznych turystów. Trasy na jego obszarze mają od kilku do kilkunastu kilometrów, dlatego na wyprawę najlepiej zarezerwować sobie cały dzień. Trzeba także pamiętać o odpowiednim obuwiu i sprzęcie do pieszych wędrówek. Z uwagi na znaczne różnice wysokości sugeruje się wynajęcie przewodnika, gdyż pokonywanie niektórych szlaków bywa czasami dość niebezpieczne.

 

Na tego typu wycieczki można udać się również do Bosque de Los Tilos (Los Tiles) – bujnego lasu wawrzynowego zamieszkanego przez endemiczne gatunki zwierząt, jak np. gołębie kanaryjskie i laurowe czy liczne rzadkie bezkręgowce. Inne popularne miejsce stanowi okolica szczytu Roque de los Muchachos (2426 m n.p.m.), gdzie aktywny wypoczynek urozmaica podziwianie nocnego nieba. W tej części La Palmy znajduje się obserwatorium astronomiczne (Observatorio del Roque de los Muchachos – 2396 m n.p.m.), uchodzące za jedną z największych jej atrakcji. Powszechnie wiadomo, że Wyspy Kanaryjskie znakomicie nadają się do obserwowania gwiazd (mogłem się o tym przekonać m.in. na dziewiczej plaży Güigüi). Jednak właśnie w tym rejonie archipelagu panują najlepsze do tego warunki, dzięki czemu tutejszy kompleks cieszy się sporym zainteresowaniem turystów.

 

Wybrzeże La Palmy chętnie odwiedzają też zapaleni surferzy. Ze względu na niespokojne wody Atlantyku cenią je zwłaszcza osoby bardziej zaawansowane. Choć istnieje tu kilka punktów, w których wynajmiemy deski czy wykupimy kurs dla początkujących, to miejsce rekomendowane jest raczej dla doświadczonych pogromców fal. Do najpopularniejszych należy mniej więcej 500-metrowa Playa de Los Guirres (Playa Nueva), znajdująca się na zachodnim brzegu La Palmy. Wspaniałe warunki panują także w pobliżu dzikiej plaży Nogales, leżącej na północnym wschodzie.

 

Niepozorne El hierro i la gomera

 

Park Narodowy Garajonay, La Gomera

3917

© TURISMO DE CANARIAS BRANDCENTER/CARLOS SPOTTORNO

 

Dwie najmniejsze z siedmiu głównych wysp archipelagu nie zostały jeszcze opanowane przez turystykę masową. Uczestnicy licznych wycieczek fakultatywnych przybywają na nie na ogół promami lub samolotami z Teneryfy, Gran Canarii czy La Palmy (na El Hierro i La Gomerze działają małe lotniska). Dlatego zazwyczaj pojawiają się tutaj ludzie nastawieni na konkretne aktywności. Dużym zainteresowaniem cieszą się rejsy jachtami i wyprawy na obserwowanie waleni biskajskich, płetwali Bryde’a, grindwali, delfinków pręgobokich czy delfinów. Spokojna El Hierro jest najdalej wysunięta w głąb oceanu, dlatego fascynuje eksploratorów podwodnego świata.

 

La Gomera przyciąga uwagę przybyszów przede wszystkim swoimi zapierającymi dech w piersiach krajobrazami – na południu położone są skaliste tereny, centrum i północ natomiast pokrywają rozległe lasy wawrzynowe, w których występują różne rzadkie gatunki roślin i zwierząt. Spodoba się tu również miłośnikom geologii i wulkanologii, a to ze względu na dużą aktywność wulkaniczną w tym regionie. Zróżnicowanie terenu sprzyja odbywaniu wycieczek pieszych i rowerowych, które stanowią popularną aktywność na wyspie. W jej środkowej i północnej, bardziej zielonej części znakomicie jeździ się na rowerach górskich.

 

El Hierro doceniają z kolei wielbiciele podwodnych przygód. Ściągają oni przede wszystkim do miejsca o nazwie Punta de La Restinga (Punta Restinga) – najdalej na południe wysuniętego punktu Hiszpanii. To bodajże najlepszy rejon do nurkowania na całym archipelagu ze względu na wielkie bogactwo flory i fauny oraz znaczną różnorodność form skalnych. W tej okolicy, na terenie Rezerwatu Morskiego La Restinga – Morze Spokoju (Reserva Marina La Restinga – Mar de Las Calmas), można natknąć się na rozmaite gatunki rekinów czy mant, a także wiele innych stworzeń, niespotykanych gdzie indziej w regionie. Pod wodę schodzi się tutaj zazwyczaj na głębokość od kilkunastu do nawet 50 m, co czyni to miejsce jeszcze bardziej atrakcyjnym. Punta de La Restinga i Mar de Las Calmas muszą się znaleźć w planie wyprawy na Wyspy Kanaryjskie każdego zapalonego nurka.