SYLWIA JEDLAK-DUBIEL

 

 Zamek w Malborku – spektakularna panorama od strony rzeki Nogat

 6

© MUZEUM ZAMKOWE W MALBORKU

 

Wojciech Kossak, autor głównie scen batalistycznych, w 1931 r. maluje obraz olejny „Zaślubiny Polski z morzem”. Uwiecznia na nim generała Józefa Hallera, który dokonuje symbolicznego aktu odzyskania Pomorza przez Rzeczpospolitą Polską. Jego niewielki fragment (ok. 140 km wybrzeża Bałtyku) przyznano nam wówczas na mocy traktatu wersalskiego kończącego I wojnę światową. Rok wcześniej, bo w 1930 r., z portu w Gdyni zaczynają kursować regularnie statki pasażerskie do Nowego Jorku. Wiek XX przynosi wiele zmian, które podobnie jak i wydarzenia z poprzednich stuleci, nie pozostają bez wpływu na obecny obraz tej części naszego kraju. Czas odwiedzić województwo pomorskie i sprawdzić, czym dziś potrafi zafascynować.

 

Zanim wyruszymy w stronę Bałtyku, warto uporządkować sobie pewne rzeczy. Pozwoli nam to łatwiej orientować się w terenie. Jako kraina historyczna Pomorze obejmuje północny obszar Polski leżący między ujściami Odry i Wisły oraz region położony w Niemczech, głównie w kraju związkowym Meklemburgia-Pomorze Przednie. Obecnie większość tych ziem należy do województwa pomorskiego i zachodniopomorskiego, a także kujawsko-pomorskiego. Jednak znaczna ich część przez lata znajdowała się w granicach Prus, czego ślady da się dostrzec do dzisiaj.

 

Polacy nad Bałtyk wybierają się przede wszystkim w okresie letnim, gdy marzą o wygrzewaniu się na plaży, ale tak naprawdę przyjechać do tego regionu można zawsze, bo jest niesamowicie ciekawy. Nie musimy więc czekać, aż w telewizji pojawią się pierwsze komunikaty o odpowiedniej do kąpieli temperaturze wody w morzu. Urokliwe miasta i miasteczka czy malownicze parki narodowe w województwie pomorskim czekają na nas przez cały rok.

 

HANDLOWE TRADYCJE

 

Zdecydowanie wyjątkowym miejscem na mapie Polski jest Gdańsk. Świadczy o tym choćby fakt, że w swojej historii dwa razy przysługiwał mu status wolnego miasta (w latach 1807–1814 i 1920–1939). Szczyci się on długimi tradycjami handlowymi, o których przypomina np. nazwa jednego z historycznych traktów – Długi Targ. Wznosi się przy nim późnogotycki Dwór Artusa, czyli dawna siedziba bractw kupieckich (dziś oddział Muzeum Historycznego Miasta Gdańska). W jego pobliżu znajduje się Ratusz Głównego Miasta z ponad 83-metrową wieżą zegarową przykrytą hełmem z figurą króla Zygmunta II Augusta. Jeśli udamy się stąd na spacer na nabrzeże nad Motławą, będziemy mogli przyjrzeć się Wyspie Spichrzów, którą niegdyś wypełniały liczne magazyny (część z nich odbudowano), i słynnemu drewnianemu dźwigowi portowemu umocowanemu w murowanej Bramie Szerokiej. Ten ostatni, nazywany Żurawiem, służył dawniej do załadowywania towaru i balastu na statki. Przy ulicy Długiej (przedłużeniu Długiego Targu) stoją kamienice należące kiedyś do bogatych gdańskich rodzin. Najbliżej zabytkowej Fontanny Neptuna znajduje się renesansowy Dom Schumannów z 1560 r. Dalej można podziwiać barokową Kamienicę Czirenbergów z fasadą autorstwa architekta Abrahama van den Blocke (wykonawcy m.in. projektu figury przedstawiającej Neptuna ze wspomnianej fontanny), Dom Ferberów czy Dom Uphagena z lat 70. i 80. XVIII w., w którym funkcjonuje Muzeum Wnętrz Mieszczańskich.

 

Z renesansowym budynkiem z 1560 r. będącym własnością rodu Ferberów wiąże się legenda. Zwano go wcześniej kamienicą Adam i Ewa ze względu na płaskorzeźby pierwszych ludzi umieszczone na drzwiach wejściowych. Ich wykonanie zlecił podobno mieszkający tu rajca miejski, który po śmierci ukochanej żony postanowił wywołać jej ducha. Pomagał mu w tym wenecki szarlatan. Na jego wezwanie pojawiły się najpierw postacie Adama i Ewy, później ojca rajcy, a w końcu jego małżonki. Gdy zrozpaczony wdowiec mimo zakazu otrzymanego od mistrza magii podbiegł do ukochanej i zaczął błagać ją o wybaczenie za przywołanie jej z zaświatów, duchy wraz z zagranicznym gościem zniknęły. Po tym wydarzeniu właściciel domu polecił wstawić do niego drzwi z figurami pierwszej pary ludzi, a kamienicę zaczęto uważać za przeklętą. Wiele lat później, ok. połowy XIX stulecia, podczas przebudowy zdobione skrzydła zdemontowano, co w powszechnej opinii zdjęło klątwę ciążącą na tym miejscu.

 

Przez Gdańsk, ważny ośrodek handlowy, przez wieki przepływały ogromne ilości najróżniejszych towarów. Wśród nich był też bursztyn. Ciekawe okazy tego złota Bałtyku i wykonanych z niego wyrobów obejrzymy w Muzeum Bursztynu działającym od 2006 r. w unikatowym w skali Europy zespole budynków (Wieży Więziennej, tzw. Szyi z Domem Więziennym i Katowni) przy Targu Węglowym.

 

Fontanna Neptuna stojąca przed Dworem Artusa na Długim Targu

Gdaäsk 3

© POMORSKA REGIONALNA ORGANIZACJA TURYSTYCZNA

 

UPŁYWAJĄCY CZAS

 

Do najistotniejszych gdańskich zabytków należy z pewnością Bazylika Mariacka. Jej charakterystyczną wieżę o wysokości 82 m (do kalenicy) widać już z daleka. To największa na świecie średniowieczna świątynia zbudowana z cegły (ma długość 105,5 m i szerokość w transepcie 66 m). W środku na zainteresowanie zasługują zdobiące wnętrze obrazy i rzeźby (np. Piękna Madonna Gdańska z pierwszej połowy XV w. czy późnogotycki ołtarz główny przedstawiający koronację Matki Boskiej, wykonany najprawdopodobniej przez mistrza Michała z Augsburga). Poza tym warto podejść pod niesamowity zegar astronomiczny. Choć jeszcze nie udało się go uruchomić, wygląda naprawdę imponująco. W drugiej połowie XV stulecia do Bazyliki Mariackiej trafiło dzieło niderlandzkiego malarza Hansa Memlinga (ur. ok. 1430, zm. w 1494 r.) – Sąd Ostateczny. Tryptyk przypłynął tutaj na pokładzie statku Piotr z Gdańska (Peter von Danczk), którego załoga weszła w posiadanie obrazu po zdobyciu w kwietniu 1473 r. galery San Matteo. Ze względu na swoją wartość często stawał się łupem wojennym. Obecnie można go oglądać w Muzeum Narodowym w Gdańsku.

 

Wyjątkowym obiektem jest z pewnością siedziba Polskiej Filharmonii Bałtyckiej im. Fryderyka Chopina na wyspie Ołowianka. Ta instytucja działa obecnie w kompleksie dawnej elektrowni (później elektrociepłowni) wybudowanej w latach 1897–1898 przez berlińską firmę Siemens & Halske. Tutejszy zespół architektoniczny, sąsiadujący z zabytkowym Spichlerzem Królewskim z początku XVII w., w którym funkcjonuje 3-gwiazdkowy Hotel Królewski, tworzy Gdańskie Centrum Muzyczno-Kongresowe. W gmachu filharmonii znajduje się Sala Koncertowo-Kongresowa na 977 osób z 95-głosowymi organami sprowadzonymi ze szwajcarskiej Lozanny i mniejsze sale: Kameralna, Jazzowa, Dębowa, Salon Gdański, Prasowa, Nad Motławą i dwie Superior, a także nowoczesne studio nagraniowe.

 

Na północ od Głównego Miasta leży rejon zwany Starym Miastem. Na jego obszarze wznosi się Kościół św. Katarzyny z XIII w., którego interesującą atrakcję stanowi carillon (karylion), czyli instrument muzyczny złożony z dzwonów (w tym przypadku pięćdziesięciu). Umieszczono go w 76-metrowej wieży świątyni. Co piątek odbywają się tu koncerty carillonowe. Kościół kryje jeszcze jedno ciekawe urządzenie, ale nieco bardziej współczesne. Mowa o zamontowanym w budynku w 2011 r. zegarze pulsarowym, wówczas pierwszym na świecie tego typu przyrządzie i najdokładniejszym. Jego działanie opiera się na pomiarach fal radiowych emitowanych przez obiekty astronomiczne zwane pulsarami. Niedaleko od świątyni, na sztucznej wyspie na 13,5-kilometrowym Kanale Raduni znajduje się natomiast Wielki Młyn zbudowany przez Krzyżaków. Swoją funkcję pełnił aż do 1945 r. Obecnie nie jest używany, choć w 2016 r. mieściły się w nim sklepy i butiki.

 

W Gdańsku warto jeszcze odwiedzić co najmniej dwa miejsca. Jedno z nich to Pomnik Poległych Stoczniowców 1970 wystawiony na placu Solidarności, niedaleko Stoczni Gdańskiej. Upamiętnia on ofiary protestów robotniczych z grudnia 1970 r. Monument tworzą 3 olbrzymie krzyże z kotwicami. Znajdziemy na nim m.in. fragment wiersza Czesława Miłosza (1911–2004) Który skrzywdziłeś. Drugim miejscem jest półwysep Westerplatte i Pomnik Obrońców Wybrzeża. We wrześniu 1939 r. przez 7 dni stacjonujący tu żołnierze Wojska Polskiego bohatersko bronili się przed kompanią szturmową niemieckiej marynarki wojennej, która przypłynęła na pokładzie pancernika Schleswig-Holstein.

 

W trakcie spacerów po mieście na pewno zgłodniejemy. W tej sytuacji z pomocą przyjdzie nam np. serwis internetowy Smaki Gdańska. To przewodnik po ciekawych miejscach, w których można spróbować polskich dań tradycyjnych i tych w bardziej nowoczesnej odsłonie. Specjalnie wybrane lokale podzielono na kilka kategorii tematycznych ułatwiających znalezienie tego odpowiedniego na daną okazję. Na stronie umieszczono również mapę z zaznaczonymi restauracjami, kawiarniami i sklepami. Oprócz wersji on-line od 1 sierpnia 2016 r. przewodnik dostępny jest w formie papierowej w punktach informacji turystycznej. W ramach projektu szefowie 9 lokali stworzyli gdańskie przystawki na podstawie własnych przepisów mających łączyć w sobie to, co charakterystyczne dla współczesnego Gdańska. Prym wiodą wśród nich podane w oryginalny sposób śledzie.

 

PORT I UZDROWISKO

 

O portowych tradycjach Gdyni najlepiej świadczą statki muzealne zacumowane przy Molo Południowym. Na odwiedzających czekają trzymasztowy żaglowiec szkoleniowy Dar Pomorza wykonany w Hamburgu i niszczyciel ORP Błyskawica wykorzystywany przez Marynarkę Wojenną II RP w trakcie II wojny światowej. Nieco dalej znajduje się Akwarium Gdyńskie. Można w nim poznać faunę zamieszkującą ekosystem rafowy, toń oceaniczną, tropikalne wody Amazonii i basen Morza Bałtyckiego. Zobaczymy tutaj m.in. zwierzęta żyjące w Zatoce Puckiej, największą żywą rafę koralową w Polsce i urocze koniki morskie, rekiny marmurkowe i rogate oraz dwie anakondy zielone, grupę piranii czerwonych, węgorze elektryczne (strętwy) i osobliwego aksolotla meksykańskiego – płaza, który w warunkach naturalnych nie przekształca się z postaci larwalnej w lądową i potrafi w znacznym stopniu regenerować utracone części ciała. Wizyta w Akwarium Gdyńskim spodoba się z pewnością zarówno dorosłym, jak i dzieciom.

 

Między Gdynią a Gdańskiem leży Sopot. Wszystkie trzy ośrodki tworzą Trójmiasto, ale tylko ten ostatni ma status uzdrowiska. Kuracjusze przyjeżdżają tu wdychać powietrze bogate w jod. Według pomiarów największe jego stężenie występuje na części słynnego molo najdalej wysuniętej w głąb zatoki. Cała konstrukcja mierzy ponad 510 m długości. To największe drewniane molo w całej Europie. W miesiącach letnich jest wręcz oblegane, dlatego warto skorzystać z okazji i wybrać się na nie w innym okresie, ponieważ rozpościera się stąd wspaniały widok na Zatokę Gdańską i Trójmiasto. Wzdłuż brzegu ciągnie się w tym miejscu piękna piaszczysta plaża. W jej pobliżu znajduje się Grand Hotel (obecnie 5-gwiazdkowy Sofitel Grand Sopot) zbudowany w dwudziestoleciu międzywojennym. W latach 60. XX w. poza sezonem letnim działał w nim kultowy klub muzyczny Non Stop, w którym grali Czesław Niemen, Helena Majdaniec, Karin Stanek czy Czerwone Gitary. Turyści w Sopocie często wybierają się na tzw. Monciak – 700-metrowy deptak stworzony na ulicy Bohaterów Monte Cassino. Polacy chyba jednak ciągle często kojarzą miasto przede wszystkim z Operą Leśną i organizowanym w niej przez wiele lat, choć później pod zmienioną nazwą, Międzynarodowym Festiwalem Piosenki (Sopot Festival).

 

DZIEDZICTWO KRZYŻAKÓW

 

W województwie pomorskim nie sposób nie zauważyć licznych śladów panowania na tych ziemiach zakonu krzyżackiego. Najważniejszym zabytkiem z tamtych czasów jest – oczywiście – zamek w Malborku. Potężną warowną twierdzę wzniesiono na prawym brzegu rzeki Nogat. Budowano ją od ok. 1280 r. do połowy XV w. Pod koniec II wojny światowej siedziba wielkich mistrzów uległa znacznym zniszczeniom. Prace rekonstrukcyjne trwały od lat 50. XX w., a w 1997 r. obiekt został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Do dziś administruje nim powołane do życia 1 stycznia 1961 r. Muzeum Zamkowe. Zwiedzanie z przewodnikiem zajmuje kilka godzin. Nic zresztą dziwnego, Krzyżacy potrafili wznosić warownie, które nie tylko znakomicie spełniały swoją funkcję obronną, lecz także pokazywały potęgę zakonu. Zamek musiał robić ogromne wrażenie na gościach i wciąż zadziwia swoją monumentalnością. Wędrówka przez rozmaite sale i pomieszczenia, ganki i korytarze o sklepieniu krzyżowym wydaje się nie mieć końca. A im bardziej zagłębiamy się w komnaty twierdzy, tym wyraźniej odczuwamy atmosferę tych wieków, gdy żyli tu Krzyżacy. W trakcie zwiedzania można oglądać też różne wystawy. W zamku zgromadzono interesujące zbiory, m.in. znaleziska archeologiczne z okolicznych ziem, rzeźby gotyckie czy kolekcję broni. Poza tym trzeba również wspomnieć, że warownia prezentuje się niezmiernie malowniczo z prowadzącego do niej mostu lub drugiego brzegu Nogatu.

 

W poszukiwaniu pozostałości po zakonie krzyżackim należy udać się także do miasta Gniew, położonego na lewym brzegu Wisły, na południowy zachód od Malborka. Jego historyczne centrum (rynek z gotyckim ratuszem i pobliskimi uliczkami) zachowało średniowieczny układ urbanistyczny. Za jedną z najważniejszych gniewskich budowli uchodzi zamek komturów krzyżackich. Obiekt, wzniesiony na planie czworoboku z dziedzińcem po środku, powstał na przełomie XIII i XIV w. Po wojnie trzynastoletniej (1454–1466) aż do pierwszego rozbioru Polski w 1772 r. swoją siedzibę mieli tu polscy starostowie. W 1625 r. zamek na dwa lata zajęli Szwedzi, którzy zdobyli go również na krótko na początku potopu szwedzkiego (1655–1660). Po pierwszym rozbiorze Gniew trafił w ręce Prusaków. W 1921 r. najsłynniejszy gniewski zabytek został poważnie zniszczony przez pożar. Obecnie, po latach odbudowy i rewitalizacji, organizowane są w jego murach turnieje rycerskie i inne imprezy propagujące wiedzę historyczną. Wnętrza można zwiedzać z przewodnikiem. Poza tym część zamku zaadaptowano na potrzeby 4-gwiazdkowego hotelu. Oprócz tego budowle pokrzyżackie odnajdziemy jeszcze m.in. w Bytowie, Lęborku, Człuchowie czy Sztumie.

 

MOST I TAJEMNICZE KRĘGI

 

Na północ od Gniewu, po tej samej stronie Wisły leży Tczew. Słynie on głównie z wyjątkowego mostu. Gdy w 1857 r. oddawano go do użytku, uchodził za wspaniałe dzieło ówczesnej myśli technicznej. Budowę przeprawy nadzorował inżynier Carl Lentze (1801–1883), portale i wieże zaprojektował pruski architekt Friedrich August Stüler (1800–1865). W chwili ukończenia prac był to najdłuższy most w Europie (liczył 837 m) i pierwszy żelazny na Wiśle. Początkowo poprowadzono nim ciąg drogowy i kolejowy. Jednak ze względu na zwiększony ruch na tej trasie w 1891 r. otwarto wzniesioną obok nową przeprawę kolejową i od tej pory pociągi korzystały tylko z niej. W czasie II wojny światowej most został poważnie uszkodzony, ale uniknął wysadzenia. To umożliwiło jego późniejszą odbudowę. Od lipca 2015 r. konstrukcja o długości 1052 m znów jest w renowacji, a według planów w przyszłości będzie jej przywrócony pierwotny wygląd. Choć na most wchodzić nie wolno, warto przejść zadbanym bulwarem wzdłuż Wisły w Tczewie i przyjrzeć mu się z tej perspektywy.

 

W województwie pomorskim coś dla siebie znajdą też osoby fascynujące się tajemnicami z przeszłości. W sąsiedztwie wsi Odry w gminie Czersk las skrywa Rezerwat „Kamienne Kręgi”. Według archeologów ten obszar pokryty osobliwymi strukturami z kamieni stanowi cmentarzysko kultury gocko-gepidzkiej z I i II w. n.e. W jego skład wchodzi 10 całych kręgów i fragmenty mniejszych oraz 29 kurhanów. Wśród nich poprowadzono ścieżki dla zwiedzających opatrzone tablicami (wstęp na teren rezerwatu jest płatny). Tutejsze niezwykłe obiekty nadal przyciągają uwagę tak naukowców, jak i ezoteryków. Według pewnych teorii miały służyć jako konstrukcje ułatwiające obserwacje astronomiczne, zgodnie z innymi wyznaczały miejsce o niespotykanej energii…

 

Wizyta w Odrach może stać się pretekstem do odwiedzenia leżącego niedaleko stąd Parku Narodowego „Bory Tucholskie”. Istnieje on od 1996 r. Na jego obszarze znajdują się liczne jeziora. Z tego względu spotyka się tu m.in. bieliki, błotniaki stawowe, zimorodki, bociany czarne, łabędzie krzykliwe czy wiele gatunków płazów, a także wydry europejskie i bobry. Większość powierzchni parku (46,13 km²) stanowią lasy i bory, ale wśród nich natkniemy się również na torfowiska i murawy psammofilne (wydmy pokryte charakterystyczną roślinnością). Podczas spacerów należy uważać na jadowite żmije zygzakowate. Zwykle nie atakują ludzi, chyba że poczują się zagrożone, np. gdy przypadkiem na którąś nadepniemy. Dlatego najlepiej założyć na wycieczkę długie spodnie i zakryte buty do kostek lub kalosze albo po prostu uważnie się rozglądać. W okresie wiosennym i na początku lata zaleca się też unikać loch z młodymi. Na szczęście zbliżanie się dzików słychać zwykle już z daleka.

 

Most drogowy w Tczewie do dziś zadziwia swoimi imponującymi rozmiarami

Most w Tczewie zoom

© POMORSKA REGIONALNA ORGANIZACJA TURYSTYCZNA

 

WŚRÓD PIASKÓW WYBRZEŻA

 

Wyjątkowo pięknym krajobrazowo obszarem jest położony koło Łeby Słowiński Park Narodowy (327,44 km² powierzchni). Tak naprawdę warto wybrać się do niego o każdej porze roku. Wzdłuż wybrzeża Bałtyku leżą tutaj malownicze jeziora. Za jedną z największych atrakcji parku uważa się jednak wydmy ruchome na pasie mierzei. Wiatr rysuje na ich powierzchni niesamowite wzory, które uwydatniają cienie rzucane przez słońce. Po całym terenie chronionym należy poruszać się tylko pieszymi szlakami turystycznymi (wolno także jeździć rowerem). Jeśli ktoś chce obejrzeć panoramę parku, może wejść na wieżę widokową (nieczynną w zimie) na świętym wzgórzu Kaszubów Rowokół, wznoszącym się na wysokość 114,8 m n.p.m., lub na ponad 25-metrową latarnię morską w Czołpinie (uruchomioną w 1875 r.). Na obu obiektach obowiązuje opłata. W tym rejonie znajduje się również trzecie największe jezioro w Polsce – Łebsko, które zajmuje powierzchnię ponad 71 km2. Drugim zbiornikiem pod względem wielkości w tej okolicy jest Gardno z Wyspą Kamienną, według jednej z legend powstałą z kamieni porzuconych przez diabła zmuszonego do wybudowania kościoła. Słowiński Park Narodowy stanowi przede wszystkim ostoję ptaków (w jego logo umieszczono mewę srebrzystą), dlatego lubią odwiedzać go ornitolodzy i fotografowie przyrody. Występują tu np. niezbyt często spotykane w naszym kraju uszatki błotne, bekasy kszyki, rybitwy białoczelne, ohary i rożeńce zwyczajne. Zdarza się, że pojawiają się też gatunki tylko wizytujące Polskę: sowa śnieżna, birginiak, mornel czy błotniak stepowy. Pobliska Łeba to popularna miejscowość wypoczynkowa, w sezonie letnim oblegana przez turystów.

 

W województwie pomorskim Polacy chętnie odpoczywają także na 35-kilometrowej Mierzei Helskiej. Na samym jej końcu leży Hel. Za charakterystyczny obiekt uchodzi w nim czynna latarnia morska z 1942 r. w kształcie ośmiobocznej wieży o wysokości 41,5 m. Jej poprzedniczkę (działającą od 1827 r.) wysadzili w czasie kampanii wrześniowej polscy saperzy, aby utrudnić orientację niemieckiej artylerii. Z galerii umieszczonej wokół lampy widać Zatokę Pucką i Gdańską oraz Bałtyk. Poza tym w mieście funkcjonuje Muzeum Rybołówstwa (oddział Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku), mieszczące się w zabytkowym ewangelickim Kościele św. Piotra i Pawła z XIV stulecia, i fokarium Stacji Morskiej Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego (przy Bulwarze Nadmorskim). Ta ostatnia placówka ma na celu odtworzenie i ochronę populacji fok szarych w tym rejonie Morza Bałtyckiego. W basenach przebywają tutaj zwierzęta wymagające leczenia i rehabilitacji oraz osobniki zdrowe należące do hodowli. Odchowane młode i dorosłe ssaki, które powróciły do zdrowia, wypuszcza się na wolność. Fokarium jest otwarte cały rok, a dwa razy dziennie odbywa się w nim karmienie fok z krótkim wykładem na ich temat. W Helu znajdziemy oprócz tego interesujące obiekty administrowane przez Muzeum Obrony Wybrzeża, w tym główne stanowisko artyleryjskie „Bruno”. Zwiedzający oglądają wystawy stałe i eksponaty związane z historią militarną półwyspu. Od 1 września do 2 października 1939 r. polscy żołnierze bohatersko bronili Rejonu Umocnionego Hel przed inwazją wojsk III Rzeszy. W okolicy wytyczono też 7 szlaków helskich fortyfikacji (opis umieszczono na stronie internetowej szlaki.gohel.pl). Jednym z oddziałów placówki jest Muzeum Helu w stanowisku „Anton”, prezentujące materiały etnograficzne i życie miejscowej ludności. W okresie letnim do miasta przyjeżdżają liczni amatorzy nurkowania, wind- i kitesurfingu.

 

Miejscowości na Mierzei Helskiej mają charakter wypoczynkowy. Ze względu na walory półwyspu objęto go granicami Nadmorskiego Parku Krajobrazowego (188 km² powierzchni), do obszaru którego zalicza się również zachodnie wybrzeże Zatoki Puckiej i część jej wód oraz tereny przybrzeżne na odcinku od Białogóry do Władysławowa. W okolicy wsi Rozewie i Jastrzębia Góra brzeg morski przybiera formę klifu (osiągającego maksymalnie wysokość ok. 33 m), zupełnie odmienną od piaszczystych plaż województwa pomorskiego. Tutejszy przylądek Rozewie jeszcze niedawno szczycił się statusem najdalej na północ wysuniętego miejsca w Polsce, ale najnowsze pomiary umieszczają ten punkt we wspomnianej Jastrzębiej Górze w sąsiedztwie pomnika „Gwiazda Północy”. Kto chce poczuć, że dotarł do północnego krańca kraju, powinien wejść na starą rozewską latarnię morską z 1822 r. (o wysokości 32,7 m). To jeden z najstarszych tego typu obiektów na naszym wybrzeżu.

 

W tym regionie Polski na zainteresowanie zasługują poza tym z pewnością uzdrowiskowa Ustka, Pelplin z gotycką Katedrą Wniebowzięcia NMP z oryginalnymi rzeźbionymi stallami, Słupsk i jego przepiękny neogotycki Ratusz wyglądający niczym pałac czy Kwidzyn i zamek kapituły pomezańskiej ukończony w drugiej połowie XIV w. Co ciekawe, znajdziemy tu także atrakcje, jakich zwykle spodziewamy się raczej w górach. Na zachód od Pucka, w kaszubskiej wsi Mechowo leży Grota Mechowska (występująca też pod nazwą Groty Mechowskie). Do jaskini wchodzi się od strony skupiska piaskowcowych kolumn przypominających osobliwy naturalny krużganek. Niewielki jej fragment udostępniono do zwiedzania. Grota Mechowska ma status pomnika przyrody nieożywionej.

Gdziekolwiek się udamy w województwie pomorskim, na pewno nie będziemy żałować. Nierzadko można odnieść wrażenie, że czas płynie tutaj inaczej. Nawet jeśli nie odwiedzamy Pomorza akurat latem, często przestawiamy się na jego obszarze na wakacyjny rytm dnia. Chyba właśnie dzięki temu w trakcie pobytu w tej pełnej atrakcji części Polski potrafimy dostrzec wyjątkowe zalety tego regionu i oderwać się na chwilę od codziennych obowiązków.

 

Piaszczysta Mierzeja Helska to malowniczy ciąg zalesionych wydm

Hel

© POMORSKA REGIONALNA ORGANIZACJA TURYSTYCZNA

 

 

Artykuły wybrane losowo

Dwanaście najpiękniejszych włoskich wysp

URSZULA KRAJEWSKA

www.interpretareitalia.com

 

<< Za wyspiarski raj w basenie Morza Śródziemnego zwykło się uważać Grecję, do której należy 6 tys. wysp i wysepek. Jednak to określenie pasuje również bez wątpienia do Włoch. W ich granicach znajduje się ok. 800 wysp. Tę mnogość trudno dostrzec przy pierwszym rzucie oka na mapę. Wyspy Italii są zróżnicowane, każda jest inna i niepowtarzalna. >>

 

Ruiny malowniczo położonego teatru greckiego z III w. p.n.e. w Taorminie na Sycylii

© REGIONE SICILIANA DIPARTIMENTO TURISMO, SPORT E SPETTACOLO

 

Mieszkańców tych niedużych, odrębnych światów można nazwać po włosku isolani, czyli wyspiarzami. Nie uważają się za Włochów, tworzą niezależne społeczności i za nic w świecie nie chcieliby opuścić swojego miejsca zamieszkania. Nie ma w tym nic dziwnego – kto nie pragnąłby w końcu żyć na uroczej śródziemnomorskiej wyspie.

Nie jest łatwo wybrać najbardziej warte odwiedzenia zakątki wyspiarskiej części Włoch. Wiele miejsc zachwyca tu swoją urodą i atmosferą. Chciałabym jednak przedstawić 12 najpiękniejszych według mnie włoskich wysp, a jednocześnie zachęcić do podróży w te strony i stworzenia własnego subiektywnego rankingu.

 

Sycylia

Cesarz rzymski narodu niemieckiego Fryderyk II Hohenstauf, będący królem Sycylii w latach 1198–1250, miał powiedzieć: Nie zazdroszczę Bogu raju, ponieważ jestem szczęśliwy, żyjąc na Sycylii. Największa wyspa na Morzu Śródziemnym (ok. 25,5 tys. km² powierzchni) pachnie pomarańczami i winem migdałowym. Tętni życiem, któremu rytm nadaje wciąż czynny wulkan Etna (3329 m n.p.m.), górujący nad typowo śródziemnomorskimi krajobrazami. Na Sycylii jest wszystko, co włoskie, ale nie tylko. Mieszają się na niej kultury i religie, style i barwy, ale przede wszystkim smaki i zapachy, pozwalające oszaleć zmysłom. Znajdziemy tu greckie świątynie, rzymskie wille, bizantyjskie mozaiki i barokowe katedry.

Mieszankę stykających się w tej krainie wpływów kulturalnych odzwierciedla sycylijska kuchnia. Podróż na tę wyspę to uczta dla oka, ale w szczególności dla podniebienia. Można powiedzieć, że Sycylię się smakuje, a nie zwiedza. Każdy jej zakątek ma długą i ciekawą historię. To raj dla archeologów, miłośników architektury i tych, którzy kochają południowy styl życia. Jednak na wyspie najbardziej fascynują jej mieszkańcy i ich ognisty charakter. W cieniu monumentalnych zabytków, wśród śródziemnomorskiej roślinności żyją ludzie, których twarze oddają różnorodność tego regionu. Uważają się oni za zupełnie niezależny naród i manifestują swoją odrębność na każdym kroku. Ich temperament, ciepło i gościnność znane są na całym świecie, dlatego Sycylia stała się jednym z najpopularniejszych miejsc na urlop wśród wczasowiczów. To właśnie wyspiarze tworzą tak serdeczną atmosferę, że każdy czuje się tu jak w domu i chętnie w te strony wraca.

Dzień na wyspie polecam rozpocząć w otoczeniu natury. Póki upał nie utrudnia jeszcze pieszych wycieczek, warto wybrać się nad saliny położone tuż obok lotniska pod Trapani lub zmierzyć się z Etną podczas wspinaczki na sam jej szczyt. Na drugie śniadanie można odwiedzić Ragusę bądź Noto, żeby w barokowej scenerii spróbować typowej granity, np. o smaku migdałów ze śmietaną, lub przejść się promenadą w Marzamemi, kolorowej miejscowości leżącej na południowo-wschodnim krańcu wyspy.

W południe trzeba udać się na targ Ballarò w samym centrum Palermo, aby zadziwić się dorodnością bakłażanów czy pomidorów, lub zajrzeć na targ La Pescheria w Katanii, gdzie sprzedają świeżo złowione ryby. Obiad najlepiej zjeść... na ulicy. Sycylijczycy uwielbiają jedzenie, które mieści się w rękach, a jakość takich przekąsek doceni nawet najbardziej wymagający smakosz. Podczas sjesty warto schować się w cieniu drzew ogrodu botanicznego Taorminy. Pausa pranzo, czyli przerwa poobiednia, jest rzeczą świętą i należy się nią delektować. To czas największego skwaru, więc aby się ochłodzić, można wstąpić do lokalnej lodziarni i poczęstować się lodami, tym razem o smaku pistacji. Późniejszym popołudniem polecam zwiedzić znany i lubiany zespół świątyń greckich (Valle dei Templi) w Agrygencie (Agrigento) i zobaczyć białe Schody Turków (Scala dei Turchi) niedaleko Porto Empedocle albo złożyć wizytę w mniej popularnych, a równie ciekawych miastach takich jak Modica, stolica sycylijskiej czekolady, czy malutkie Savoca i Forza d’Agrò, gdzie kręcono Ojca chrzestnego. Gdy słońce nie będzie już tak bardzo grzało, warto udać się na plażę, np. Mondello koło Palermo, lub na klif w miejscowości Terrasini, aby podziwiać zachód słońca.

Wieczorem, kiedy bryza morska w końcu ułatwia swobodne oddychanie, przychodzi pora na zabawę. Najlepiej spędzić ten czas w towarzystwie miejscowych, którzy nierzadko zapraszają przyjezdnych na obfitą kolację z lokalnym białym winem inzolia bądź też znanym na całym świecie czerwonym nero d’avola. Przy okazji warto pamiętać, że na Sycylii płacze się trzy razy: gdy się na nią przyjeżdża i z niej wyjeżdża oraz w momencie stawania na wagę.

 

Lipari

Największa z Wysp Liparyjskich (Wysp Eolskich) – Lipari (ok. 37,3 km²) – powstała w wyniku erupcji wulkanicznych. Położona na Morzu Tyrreńskim i administracyjnie należąca do Sycylii, jest jednak łatwo dostępna także z Kalabrii, samego czubka włoskiego buta. Najbardziej turystyczne i najmodniejsze miejsce tutaj stanowi miasto Lipari. Przyciąga ono licznymi zabytkami. Zamek z XVI w., znajdujący się na terenie wykopalisk archeologicznych, zrekonstruowany teatr grecki czy Katedra św. Bartłomieja, odbudowana po zniszczeniu przez piratów, to najciekawsze z nich. Jednak wyspa nie kończy się na tej miejscowości. Warto wyruszyć w jej głąb i odkryć miejsca, których turyści przyjeżdżający tutaj na kilka godzin nie mają szans zobaczyć.

Na zainteresowanie zasługuje m.in. czarna plaża w Canneto, skąd idealnie widać pobliską Stromboli, znaną z erupcji wulkanicznych, prezentujących się szczególnie widowiskowo po zapadnięciu zmroku, i Panareę, najmniejszą z siedmiu głównych wysp archipelagu (zaledwie 3,34 km²). Na aperitif w postaci kieliszka słodkiego wina o kolorze żywicy (Malvasia delle Lipari DOC) należy wybrać się w okolice Spiagge Bianche, gdzie wbrew nazwie (z wł. Białe Plaże) brzeg morza pokrywa szary piasek. Na kąpiel warto zatrzymać się w miejscowości Acquacalda (w tłumaczeniu na polski Gorąca Woda) – tu można się rozkoszować najcieplejszą wodą na Lipari.

Wycieczka po wyspie dostarcza wielu przyjemnych wrażeń zwłaszcza ze względu na malownicze drogi i unoszącą się wokół nich woń roślin. W powietrzu wyczuwa się zapach śliwy, opuncji i drzewa karobowego, a wiosną licznych bugenwilli. Osoby, którym dopisze szczęście, natkną się na kwitnącego kapara liparyjskiego (cappero di lipari) – jego kwiaty utrzymują się tylko jeden dzień. Pąki tej rośliny królują w tutejszej kuchni. Słowo liparos oznaczało w antycznym greckim m.in. „żyzny”, więc choć Lipari charakteryzuje się pochodzeniem wulkanicznym i z tego powodu można by spodziewać się na niej surowych krajobrazów, uwagę zwraca tu wyjątkowo bujna przyroda. Warto dotrzeć aż do punktu widokowego Quattrocchi (wł. Czworo Oczu) – aby ogarnąć wzrokiem całą rozpościerającą się stąd panoramę, należałoby mieć dwie pary oczu. Z wyspy trzeba koniecznie przywieźć ze sobą kawałek obsydianu i pumeksu z Cave di Pomice, wyjątkowo urokliwej kopalni. Lipari, miejsce, w którym spotykają się cztery żywioły, z pewnością oczaruje wielbicieli Sycylii, pozostałych turystów zaskoczy wielością kolorów i bogatą historią.

 

Sardynia

Podróż na Sardynię to wyprawa do kompletnie innego świata, wciąż jeszcze owianego tajemnicą. Nie bez powodu nazywa się ją wyspą siedmiu kontynentów, gdyż znajdziemy na niej naprawdę wszystko, czego dusza zapragnie. Mieszka tu ponad 1,6 mln osób. Wyspiarze posiadają geny zupełnie inne niż naród włoski. Przez stulecia skutecznie opierali się wszelkim najeźdźcom, choć na Sardynii możemy dostrzec wiele wpływów hiszpańskich. Mniej więcej 400-letnie panowanie Aragończyków (w latach 1324–1720) zostawiło swoje ślady przede wszystkim w zachodniej jej części oraz w miejscowym języku (sardo). Sardyński jest używany na wyspie obok włoskiego. To wszystko powoduje, że oddycha się na niej zupełnie innym powietrzem, nasyconym oryginalną, wielowiekową tradycją.

Ta druga największa wyspa Morza Śródziemnego (ok. 24,1 tys. km² powierzchni) zachwyca cudownymi widokami. Góry łączą się tutaj z wodą, przesadny luksus styka się z ludowymi obrządkami. Do dziś na Sardynii kultywowane są pogańskie rytuały, szczególnie w okresie karnawału. Nie wolno też zapomnieć, że do jej największych skarbów należą urzekający lazur morza, wyjątkowo czyste plaże i piękne jaskinie krasowe. Wyspa jest wymarzonym plenerem dla fotografów i malarzy, a także odwieczną inspiracją wielu poetów.

                Wyrafinowanym turystom z pewnością przypadnie do gustu Porto Cervo koło Arzacheny, stolica europejskiego luksusu. Ta modna dzisiaj miejscowość została zaprojektowana na życzenie przywódcy ismailickich nizarytów, urodzonego w 1936 r. w Genewie księcia Agi Chana IV, który dostrzegł potencjał regionu i dzięki któremu Sardynia stała się ważnym punktem na turystycznej mapie Europy. W samym sercu Szmaragdowego Wybrzeża (Costa Smeralda) można nie tylko oglądać drogie jachty i wille bogaczy. W posiadłości Balajana w pobliskim Luogosanto znajduje się zabytkowa winnica – Vigneti Piero Mancini. Wizyta w niej jest atrakcją na każdą kieszeń. Warto tu wypić kieliszek cannonau, rubinowoczerwonego wina zapewniającego długowieczność, podawanego z dodatkiem lokalnego pecorino, sera owczego. W końcu Sardynia to jedna z pięciu Błękitnych Stref (Blue Zones) na świecie, czyli obszarów, gdzie odnotowano największą liczbę stulatków.

Miłośnicy historii powinni odwiedzić kompleks nuragów (kamiennych wież) Su Nuraxi usytuowany koło Barumini na południu wyspy. Na zainteresowanie zasługuje również Tharros, starożytna kolonia fenicka. Wzburzone wody w okolicy tutejszej plaży w San Giovanni di Sinis przyciągają windsurferów. Mimo iż amatorzy sportów wodnych od lat wybierają Porto Pollo na północy lub Porto Botte w południowo-zachodniej części Sardynii, to nietrudno znaleźć na niej wiele innych miejsc idealnych do uprawiania tego typu aktywności. Najczystsze plaże na wschodnim brzegu wyspy leżą w zatoce Orosei. Są dostępne jedynie od strony morza.

W tym rejonie Włoch natkniemy się też na flamingi – brodzą w wodach lagun w południowym regionie Chia lub przy miejscowości San Teodoro na wschodzie, która jest także najpopularniejszym skupiskiem pubów, knajpek i dyskotek na Sardynii. Przy okazji wizyty na południu należy udać się na wydmy w Piscinas i pobliską wysepkę Sant’Antioco, będącą jedynym miejscem na świecie, gdzie produkuje się tzw. jedwab morski (tkaninę bisiorową). Północno-zachodnia część wyspy również prezentuje się ciekawie. Leżą w niej typowo katalońskie miasta i miasteczka (na czele z Alghero, nazywanym nawet małą Barceloną), w których wydobywane są najcenniejsze czerwone korale, a kobiety do dziś trudnią się pleceniem koszy wiklinowych. Jeśli pragniemy poznać prawdziwe oblicze Sardynii, musimy odwiedzić jej serce – górzysty region Barbagia, skąd pochodzą tradycyjne potrawy i stroje ludowe. Polecam pozwolić zaprosić się na obiad miejscowym pasterzom. Chętnie poczęstują nas lokalnym likierem z mirtu. Zapach tej rośliny unosi się tu wszędzie. Jedna wizyta na tej pełnej kontrastów wyspie nie wystarczy. Zresztą mało kto odwiedza ją tylko raz i nie marzy o powrocie na nią.

 

Sartiglia – widowiskowy turniej konny odbywający się podczas karnawału w Oristano

© URSZULA KRAJEWSKA/WWW.INTERPRETAREITALIA.COM

 

La Maddalena

U północno-wschodnich brzegów Sardynii leży archipelag La Maddalena. Co prawda to grupa wysp, ale nie sposób nie umieścić go w tym rankingu. Od zawsze stanowi wizytówkę Sardynii i często pojawia się na okładkach katalogów turystycznych. Nazywany bywa europejskimi Malediwami lub rajem na ziemi. Każda zatoczka archipelagu hipnotyzuje swoją urodą. Unosząca się wokół woń mirtu i jałowców przyprawia o zawrót głowy. La Maddalena składa się z 7 głównych wysp i ok. 60 mniejszych. Nie da się wybrać z nich tej najwspanialszej.

To miejsce oczaruje nie tylko amatorów nurkowania czy snorkelingu. Każdy, kto raz odwiedzi Park Narodowy Archipelagu La Maddalena, na długo pozostanie pod wrażeniem bajecznych widoków. Spotyka się tutaj rzadkie, chronione gatunki roślin i zwierząt. Koniecznie należy zobaczyć plażę z różowym piaskiem (Spiaggia Rosa) na Budelli, obecnie możliwą do oglądania jedynie z łodzi. Najważniejsza w archipelagu – La Maddalena – to wyspa w wyspie. Jej mieszkańcy posługują się dialektem i nie uważają się za Sardyńczyków. La Maddalena ma złożoną historię, ale nie aż tak znaną jak połączona z nią mostem Caprera, na której mieszkał i zmarł włoski bohater narodowy Giuseppe Garibaldi (1807–1882). Urozmaiceniem wycieczki po okolicy może być także przejażdżka konna po plażach, oferowana przez lokalną stadninę. Odwiedzenie archipelagu stanowi obowiązkową atrakcję podczas pobytu na magicznej Sardynii i jest niezapomnianą ucztą dla oka.

 

Elba

Trzecia co do wielkości włoska wyspa (ok. 224 km² powierzchni) położona nieopodal toskańskiego wybrzeża od lat przyciąga turystów o wysublimowanych gustach i wysokich wymaganiach oraz inspiruje artystów. Sławę zapewnił jej Napoleon Bonaparte (zesłany tu w 1814 r. po tym, jak został zmuszony do abdykacji). Elba to kolejny pachnący raj na ziemi. W powietrzu czuć na niej m.in. jaśmin, akację i rozmaryn. Krajobraz wyspy miejscami wygląda jak sielskie pejzaże Toskanii. Wśród wiecznie zielonych winnic, gajów oliwnych i lasów piniowych kryją się przepiękne plaże, niektóre do złudzenia przypominające północne wybrzeże Sardynii.

Koniecznie trzeba zobaczyć tutaj plażę Sant’Andrea, otoczoną granitowymi skałami przywołującymi na myśl archipelag La Maddalena. Ci, którzy wybierają się na Elbę ze względu na jej związki z cesarzem Napoleonem, powinni zwiedzić jego rezydencje: Villę dei Mulini (Palazzinę dei Mulini) w Portoferraio i letni dom w San Martino otoczony ogrodem z egzotycznymi roślinami. Do najładniejszych portowych miejscowości na wyspie należy Porto Azzurro, nieopodal którego znajduje się Laghetto di Terranera, sztuczne jeziorko będące pozostałością po kopalni i mieniące się tysiącem kolorów. Miłośników Toskanii, pastelowych barw i klimatycznych zakątków oczaruje Capoliveri, a lubiącym romantyczne spacery przypadnie do gustu wspomniane Portoferraio, 12-tysięczne zabytkowe miasteczko pełne schodów i wąskich uliczek, zbudowane przez potężną rodzinę Medyceuszy. Na Elbie warto odwiedzić również usytuowaną na południu Marinę di Campo. Znajdziemy w niej wszystko, co niezbędne do wymarzonego wypoczynku: piaszczyste plaże, pocztówkowe wybrzeże, urokliwe widoki oraz bary, kawiarnie i restauracje z doskonałym jedzeniem. Czarująca toskańska wyspa, nazywana „Królową Archipelagu” (La Regina dell’Arcipelago), stanowi nie lada gratkę dla geologów ze względu na ogromne zasoby minerałów. Wyrafinowane podniebienia na pewno zadowoli kieliszek aromatycznego wina aleatico podanego z lokalnym sztokfiszem w pomidorach lub marynowanymi sardelami. Tutejsza tradycyjna kuchnia opiera się na rybach i owocach morza. Ze względu na bogatą podwodną florę i faunę wyspa przyciąga także nurków. Niezapomniana panorama rozpościera się z twierdzy Volterraio (394 m n.p.m.) położonej w północno-wschodniej części lądu, niedaleko Portoferraio. Przesiąknięta legendami, pełna osobliwych zakątków, a wciąż jeszcze przyćmiona przez pobliską, tłumnie odwiedzaną Toskanię Elba może poszczycić się historią starszą niż Rzym i obfitością wpływów rozmaitych kultur. Mówi się, że to jedna z pereł z naszyjnika Wenus, który wpadł do morza. Samemu trzeba jednak sprawdzić, czy zasługuje na to miano. Przekazywana z rąk do rąk wyspa jest bardzo zróżnicowana, dlatego każdy znajdzie na niej coś dla siebie.

 

Plaża Sant’Andrea niedaleko przylądka o tej samej nazwie na zachodzie uroczej Elby

© ROBERTO RIDI/VISITELBA.INFO

 

Giglio

Podczas rejsu w styczniu 2012 r. kapitan statku wycieczkowego Costa Concordia uznał Giglio za na tyle atrakcyjną, że podpłynął do jej brzegów, ryzykując bezpieczeństwo pasażerów. Jednostka, jak wiadomo, zatonęła. Warto samemu się przekonać, co tak zachwyciło nierozważnego kapitana. Ta druga co do wielkości z Wysp Toskańskich (ok. 24 km² powierzchni), oddalona o ponad 50 km od Elby i słynąca z niezwykle bogatej flory i fauny morskiej, jest niezmiernie popularna wśród amatorów nurkowania. Mieszkańców podwodnego świata można obserwować też z brzegu. Spotkamy tu m.in. liczne kraby, jeżowce, małże, pławikoniki, samogłowy, graniki wielkie, kielczaki śródziemnomorskie, tuńczyki i rzadkie gatunki żółwi morskich.

Giglio stanowi również prawdziwy raj dla smakoszy. Koniecznie trzeba spróbować na niej wina ansonaco o bursztynowej barwie czy lokalnych słodkości, takich jak placek z migdałami lub figami (panficato), a do domu przywieźć słoiczek wybornego miejscowego miodu. Na zainteresowanie zasługują Giglio Castello, średniowieczne miasteczko wznoszące się na wzgórzu (405 m n.p.m.), oraz malownicze Giglio Porto. Od lat na wyspę chętnie przybywają osoby lubiące odpoczynek na łonie natury, gdyż całą jej powierzchnię (podobnie jak w przypadku sąsiedniej Elby) objętą ochroną przepięknego Parku Narodowego Wysp Toskańskich.

 

Capri

To miejsce uwielbiane przez turystów przede wszystkim ze względu na zapierające dech w piersiach krajobrazy. Capri bywa nazywana wyspą zakochanych. Zbudowana jest ze skał wapiennych, których biel idealnie łączy się z turkusem Morza Tyrreńskiego w Zatoce Neapolitańskiej. Tym, których zwabiła jaskiniami i formacjami skalnymi, na pewno spodoba się Lazurowa Grota (Grotta Azzurra). Otoczona aurą luksusu Capri od lat przyciąga najbogatszych ludzi ze świata show-biznesu, ponieważ znajdują na niej ciszę i spokój. Małe, urocze zatoczki zapewniają poczucie prywatności, a wśród gajów cytrynowych kryją się eleganckie posiadłości. Ze względu na tę popularność wśród osób ze śmietanki towarzyskiej wyspa zyskała sobie status najdroższej w Europie.

Piękno tutejszej przyrody idealnie oddają Ogrody Augusta (Giardini di Augusto). Poszukiwacze atrakcji historycznych powinni odwiedzić pałac cesarza rzymskiego Tyberiusza na szczycie Monte Tiberio (354 m n.p.m.) – Villę Jovis. Domy na Capri na tle jej górskich szczytów wydają się być wyjątkowo małe. Drogi wijące się między skałami przypominają serpentyny. Warto też wspomnieć o tutejszych plażach. Piasku na wyspie nie znajdziemy, ale woda ma w jej okolicy przepiękny kolor, który zawdzięcza kamienistemu dnu. Podczas spaceru po porcie, gdzie panuje elegancka atmosfera, należy spróbować lokalnego likieru limoncello. Capri to oaza spokoju, zajmuje powierzchnię zaledwie nieco ponad 10 km2. Jest jednak odwiedzana przez licznych turystów spędzających wakacje nad wybrzeżem w Amalfi, pragnących przenieść się na chwilę do ekskluzywnego świata.

 

Ischia

W archipelagu Wysp Flegrejskich leży starsza siostra urokliwej Procidy – Ischia (46,3 km² powierzchni). Zwie się ją zieloną wyspą, ale nie z powodu bujnej śródziemnomorskiej roślinności, jak twierdzi większość. Przydomek ten zawdzięcza występującym tu tufom wulkanicznym o dość nietypowym odcieniu zieleni. Turyści przybywają na Ischię skuszeni bogatą ofertą centrów uzdrowiskowych i źródłami termalnymi. Wyspa powstała w wyniku erupcji wulkanu. Pozostały po niej żyzne gleby i fumarole oraz bardzo charakterystyczna góra Epomeo (789 m n.p.m.). Z jej szczytu rozciąga się wspaniały widok na całą Zatokę Neapolitańską.

Tutejszy ogród La Mortella (Giardini La Mortella) swoją baśniową scenerią podbija serca wszystkich odwiedzających. Na powierzchni ok. 2 ha znajdują się w nim tropikalne rośliny, wodospady, jeziorka i fontanny. Co ciekawe, na tym terenie wydobywano kiedyś skałę wulkaniczną. Po przechadzce będącej ukojeniem dla duszy można odpocząć w rozległym kompleksie basenów termalnych Giardini Poseidon Terme.

Dostojny Zamek Aragoński (Castello Aragonese) z 1441 r. wznoszący się nad portem stanowi piękny plener do zdjęć. Turystów przyciąga także Torre di Guevara, wieża uchodząca za rzekome miejsce schadzek Michała Anioła i znanej poetki Vittorii Colonny, z którą miał mieć romans. Widoki jak z pocztówki odnajdziemy w Sant’Angelo, gdzie kolorowe domki rybackie tworzą wyjątkową oprawę dla ekskluzywnych butików. Na wyspie nie brakuje śladów osadnictwa greckiego, takich jak pochodząca z VIII w. p.n.e. nekropolia odkryta w dolinie San Montano. Na uwagę zasługują również tutejsze kościoły, a w szczególności Chiesa di Santa Maria del Soccorso w Forio. W okolicy tej świątyni można podziwiać spektakularne zachody słońca.

 

Procida       

Ukochana przez miliony Procida zdobywa serca turystów od pierwszych chwil pobytu na niej. Jest tęczowa jak Burano i urzeka widokami jak Ischia i Capri.

Aby podziwiać barwną panoramę wyspy z najlepszej perspektywy, należy wybrać się na jej najwyższy punkt zwany Terra Murata (91 m). Można z niego oglądać też całą Zatokę Neapolitańską. Na dłuższy spacer warto udać się na Vivarę. Ta przylegająca do Procidy wysepka o kształcie półksiężyca jest niezamieszkałym rezerwatem przyrody. Zachwyca tak intensywnym zapachem cytryn, że Emilio Pucci (1914–1992) nazwał pierwsze perfumy wypuszczone pod swoją marką właśnie Vivara. Na samej Procidzie koniecznie trzeba spróbować specjalnej, ogromnie słodkiej odmiany cytryn (limone procidano) dodawanych do sałatek, a także wykorzystywanych do produkcji lokalnych dżemów i trunków. Choć cała wyspa olśniewa kolorami, to za najpiękniejszą jej część uchodzi wyjątkowo nasłoneczniony port rybacki Marina Corricella. Co więcej, mieści się tutaj najstarszy instytut morski we Włoszech, kształcący kapitanów najważniejszych statków pasażerskich. Procida ma niewielką powierzchnię (tylko ok. 4 km2), ale turyści uwielbiają jej typowo południowy klimat.

 

Murano

Nietuzinkowa Murano (ok. 1,2 km² powierzchni) położona na Lagunie Weneckiej składa się właściwie z siedmiu wysepek połączonych ze sobą i słynie ze szklanych dzieł sztuki, cenionych na całym świecie. Najlepiej wybrać się na nią tramwajem wodnym przy okazji wizyty w Wenecji.

Obowiązkowym punktem podczas zwiedzania Murano jest znakomite muzeum szkła (Museo del Vetro), prezentujące eksponaty pochodzące nawet z VIII w. Koniecznie trzeba też zajrzeć do zakładów zajmujących się tworzeniem sztuki użytkowej, gdzie na własne oczy można zobaczyć dmuchanie i barwienie szkła. To niepowtarzalna atrakcja dla całej rodziny! Wartość wytwarzanych w tym miejscu szklanych przedmiotów wciąż wzrasta, szczególnie że z roku na rok powstaje ich coraz mniej. Technologię wytopu przezroczystego szkła odkryto tu już w XIII stuleciu i otaczano największą tajemnicą przez lata. Uwagę przykuwają szklane rzeźby będące projektami znanych artystów, wykonane przez lokalnych rzemieślników. Zdobią one ulice Murano. Stoją wśród kościołów i kolorowych domów. Nadają temu miejscu zupełnie inny charakter niż ma pobliska słynna Wenecja.

 

Widok na XIX-wieczną wieżę zegarową na Campo Santo Stefano na Murano

© ZBIGNIEW KRAJEWSKI

 

Burano

Na Lagunie Weneckiej znajduje się również Burano (zaledwie ok. 0,2 km² powierzchni). To zdecydowanie najbarwniejsza z włoskich wysp. Trudno się na niej powstrzymać, aby nie wyjąć aparatu fotograficznego. Co ciekawe, kolory domów narzucane są z góry przez gminę Wenecja-Murano-Burano, ale osiągnięty w ten sposób efekt cieszy oko. Poza tęczową zabudową ta malownicza wysepka słynie z produkcji koronek. Działa na niej zarówno szkoła, jak i muzeum koronkarstwa (Museo del Merletto). Burano przypomina z jednej strony starą wioskę rybacką, a z drugiej typowe włoskie miasteczko z rozwieszonym między budynkami praniem i kotami wylegującymi się na słońcu.

Spacer uliczkami tej wyspy to prawdziwa koloroterapia. Warto podejść do Kościoła św. Marcina (Chiesa di San Martino), do którego przylega krzywa dzwonnica z początków XVIII stulecia. Wyspa stanowi idealne schronienie przed tłumami turystów zalewającymi Wenecję. Najlepiej przypłynąć na nią rankiem, kiedy odbywa się tutaj lokalny targ rybny, a potem usiąść przy stoliku kawiarnianym i zamówić cappuccino oraz słodki obwarzanek bussolà, tradycyjny specjał z Burano.

 

Favignana

Najmniej popularna z całego przedstawionego zestawienia jest oddalona o ok. 7 km od zachodniego wybrzeża Sycylii Favignana. Tę największą wyspę z archipelagu Egadów (19,8 km² powierzchni) polecam objechać rowerem. Ponieważ większość turystów decyduje się właśnie na taką formę zwiedzania, drogi pełne są tu jednośladów. W krajobrazie zbudowanej z wapienia Favignany dominuje biel.

Na wyspie można zrelaksować się na piaszczystych plażach. Na wybrzeżu znajdują się też jaskinie o wyjątkowo romantycznych nazwach, takich jak Grota Westchnień (Grotta dei Sospiri) czy Grota Zakochanych (Grotta degli Innamorati). Jednak Favignana słynie przede wszystkim z połowów tuńczyka, które stanowią główne źródło dochodów jej mieszkańców. Osoby o mocniejszych nerwach mogą na własne oczy zobaczyć, jak łowi się te ogromne ryby. Najbardziej widowiskowe połowy odbywają się na przełomie maja i czerwca. Towarzyszą im wtedy tradycyjne pieśni lokalnych rybaków. Na szczycie najwyższego tutejszego wzgórza znajduje się Zamek św. Katarzyny (Castello di Santa Caterina). Można stąd podziwiać malowniczy archipelag, do którego należy Favignana.

***

Jak widać, włoskie wyspy to nie tylko kojarzona z mafią słoneczna Sycylia, pełna magii Elba, która oczarowała swoim naturalnym pięknem samego Napoleona, czy też zachwycająca Sardynia oblewana turkusowymi wodami. Ten niezmiernie atrakcyjny kraj może pochwalić się licznymi wspaniałymi zakątkami otoczonymi ze wszystkich stron wodą. Większość z nich leży na Morzu Tyrreńskim, lecz i na Adriatyku znajduje się kilka prawdziwych klejnotów. I choć nie wszystkie wyspy przyciągają białymi, piaszczystymi plażami czy licznymi zabytkami architektury, to ich zaciszne zatoczki zadowolą każdego, kto poszukuje spokoju i ciszy. Wyprawa na nie spodoba się także amatorom aktywnego wypoczynku, którzy mogą zdobywać szczyty, wchodzić na wulkany, odkrywać jaskinie, jeździć na rowerze, nurkować, surfować czy żeglować. Warto poza tym zwiedzać małe, urocze miasteczka i próbować lokalnych specjałów, w tym wyśmienitych win. Natura bardzo hojnie obdarzyła Włochy, dlatego podczas odwiedzin w tym kraju należy skorzystać z okazji i delektować się skarbami jego winnic, gajów i sadów. Oprócz tego każda włoska wyspa ma swój charakter i zachwyca widokami. To wszystko sprawia, że poznaje się je pełnią zmysłów, ale taka właśnie jest Italia. Absorbuje całą naszą uwagę, a w zamian daje nam tyle, że wciąż chcemy do niej wracać.

 

Wydanie Wiosna 2018

Kolory i smaki RPA

MARIUSZ KAPCZYŃSKI
redaktor naczelny portalu Vinisfera.pl

<< Nawet najwybredniejszemu turyście uda się spędzić w tym niezmiernie barwnym zakątku świata niezapomniane wakacje. Czymkolwiek się interesuje, na pewno znajdzie to na południowym krańcu Afryki. Kapsztadzkie ulice przypomną mu o dawnych czasach, wybrzeża dwóch oceanów – Atlantyckiego i Indyjskiego – zachwycą surowością pejzaży, a dzikie zwierzęta nauczą pierwotnych praw natury. A gdy zmęczony nadmiarem wrażeń usiądzie, żeby chwilę odpocząć, kieliszek wyśmienitego południowoafrykańskiego wina wprawi go w błogi nastrój satysfakcji z odbytej podróży. >>

Więcej…

Skarby Wysp Zielonego Przylądka

 BVCII  49

Wyspy Zawietrzne są nieco wilgotniejsze i pokryte bujniejszą roślinnością

© BARRACUDA TOURS

 

EMILIA WOJCIECHOWSKA

 

Wyspy Zielonego Przylądka leżą na Oceanie Atlantyckim, w odległości ok. 570 km od Senegalu. Ich nazwa wcale nie pochodzi od występującej tu roślinności, ale od Przylądka Zielonego (po francusku Cap-Vert, po portugalsku Cabo Verde), znajdującego się nieopodal Dakaru. Dziewięć wysp archipelagu jest zamieszkałych i podzielić je można na dwie grupy – Wyspy Zawietrzne (Ilhas de Barlavento, do których należą Boa Vista, Sal, São Nicolau, São Vicente i Santo Antão) i Wyspy Podwietrzne (Ilhas de Sotavento, czyli Santiago, Maio, Fogo i Brava). Do tych pierwszych zalicza się jeszcze opuszczona Santa Luzia, objęta ochroną rezerwatu przyrody.

 

Cabo Verde, a właściwie Republika Zielonego Przylądka (República de Cabo Verde), bo tak brzmi oficjalna nazwa kraju, to dawna kolonia portugalska. Niepodległość uzyskała w lipcu 1975 r., ale nawet dziś śladami po tamtych czasach są nie tylko kolonialne budynki. Choć na ten temat od wielu lat toczą się gorące debaty, nadal jedynym oficjalnym językiem w państwie jest portugalski. Jednak bardzo rzadko można go usłyszeć na ulicach archipelagu – mieszkańcy mówią raczej kabowerdeńskim kreolskim (kriolu kabuverdianu, port. língua cabo-verdiana). Powstał on wprawdzie na bazie portugalskiego, ale z licznymi modyfikacjami. Co więcej, każda wyspa ma inny dialekt. W języku portugalskim wciąż co prawda sporządza się wszelkie dokumenty pisane czy oficjalne komunikaty, lecz z biegiem czasu, zwłaszcza za sprawą rosnącej popularności i dostępności mediów społecznościowych, i na tym polu zaczyna on tracić swoją uprzywilejowaną pozycję. Niezmiennie silny wpływ Portugalii i Portugalczyków można zaobserwować przede wszystkim wśród... fanów piłki nożnej. Niemalże wszyscy kibice na Cabo Verde dzielą się na sympatyków jednej z portugalskich drużyn, takich jak SL Benfica, Sporting CP czy FC Porto, i traktują te podziały bardzo poważnie!

 

Wyspy Zielonego Przylądka to republika demokratyczna i choć nadal ma przed sobą mnóstwo wyzwań, społecznych, politycznych i gospodarczych, a dużo spraw wymaga usprawnienia, to dla wielu krajów afrykańskich stanowi przykład do naśladowania. Jednak mimo iż geograficznie i politycznie archipelag należy do Afryki, jest w nim coś, co go wyróżnia. Jak czasem pół żartem, a czasem na serio mówią Kabowerdeńczycy, tak naprawdę Cabo Verde, także z racji swojego położenia i historii, znajduje się pośrodku Europy, Ameryki Południowej i Afryki. Wielu z nich z uśmiechem dodaje: Gdybyśmy tylko byli więksi, moglibyśmy być osobnym kontynentem. Zapraszam zatem w podróż po tej wyjątkowej wyspiarskiej krainie!

 

 FOGO 20150821 2646 7

Aktywny stratowulkan Pico do Fogo to najwyższy szczyt na Cabo Verde

© BARRACUDA TOURS

 

KRAINA RÓŻNORODNOŚCI

 

Cały archipelag jest pochodzenia wulkanicznego. Na jednych wyspach widać to niezwykle wyraźnie w krajobrazie, na innych, tych geologicznie starszych, zupełnie nie da się tego dostrzec, co sprawia, że każda z nich zaskakuje. Dzięki temu zarówno miłośnicy plażowania, jak i amatorzy górskich wycieczek znajdą tu coś dla siebie.

 

Wśród turystów zagranicznych Cabo Verde słynie w szczególności ze swoich pięknych i rozległych plaż. Zresztą nie tylko ukształtowanie terenu, ale i warunki atmosferyczne sprzyjają na archipelagu plażowaniu, i to przez cały rok. Na Wyspach Zielonego Przylądka panuje klimat zwrotnikowy suchy, ze średnią roczną temperaturą powietrza 25°C i wody 23°C. Słońce świeci w tym rejonie prawie codziennie. Mieszkańcy, w odróżnieniu od turystów, wyczekują zwykle pory deszczowej, która zaczyna się w sierpniu i trwa do października. Jednak wizytę na Cabo Verde warto rozważyć nawet w tym okresie, i to nie tylko wtedy, gdy opady deszczu występują bardzo rzadko, jak w 2017 r. To właśnie w czasie pory deszczowej można obserwować, jak raptownie, z każdą kroplą wody, krajobraz wokół całkowicie się zmienia i nasyca soczystą zielenią. Wbrew nazwie Wyspy Zielonego Przylądka nie zawsze i nie wszędzie są zielone! Na większości z nich nie brakuje za to koloru złotego i białego, bo te barwy przybierają plaże np. na Sal, Boa Viście i Maio. I właśnie na tych trzech wyspach panują najlepsze warunki do plażowania.

 

Wśród turystów spragnionych słońca i morskich kąpieli najpopularniejsza jest Sal, choć Boa Vista niewiele jej ustępuje. Sal w języku portugalskim oznacza „sól”. Zanim tutejszym złotem stały się plaże, przynoszące zyski z turystyki, w XIX w. to właśnie pozyskiwanie soli było głównym źródłem dochodu. Wtedy też zmieniono pierwotną nazwę Llana na Sal. Jednak i dziś sól jest ważna dla gospodarki wyspy, chociaż obecnie ze względu na swoje walory lecznicze i pielęgnacyjne. Kolejną atrakcję Sal, zaraz po jej pięknych plażach i znakomitych warunkach do uprawiania sportów wodnych, stanowi Pedra de Lume. W tej położonej niedaleko lotniska miejscowości znajdują się zbiorniki wypełnione solanką, z których korzystają tysiące turystów.

 

Wyspa ta zajmuje ważne miejsce w archipelagu nie od dziś i nie tylko ze względu na licznie odwiedzających ją zagranicznych gości. Od dawna jest w pewnym sensie oknem na świat Cabo Verde. To właśnie na Sal powstało w 1939 r. pierwsze tutejsze międzynarodowe lotnisko, nazwane potem imieniem ojca narodu i największego bohatera kraju – Amílcara Cabrala (1924–1973). Dzięki swojemu strategicznemu położeniu wyspa od dawna stanowi istotny punkt na lotniczej mapie świata.

 

Pod względem liczby turystów zaraz za Sal plasuje się Boa Vista, zresztą całkiem słusznie. Jej nazwa w tłumaczeniu z portugalskiego na polski brzmi Dobry Widok. Ta trzecia co do wielkości wyspa archipelagu (620 km² powierzchni) kusi odwiedzających przepięknymi złotymi piaskami, a nawet wydmami, znaczącymi pustynny obszar Viana. Jeden ze znakomitszych pisarzy kabowerdeńskich Germano Almeida swoją książkę A Ilha Fantástica poświęcił właśnie Boa Viście, na której przyszedł na świat w 1945 r. Odgrywa ona zresztą ważną rolę w kulturze kraju. To prawdopodobnie właśnie na niej narodził się w XVIII stuleciu wspaniały gatunek muzyczny, jeden z symboli Cabo Verde – morna. Bubista, jak pieszczotliwie nazywają wyspę mieszkańcy, z pewnością nie zawiedzie tych, którzy lubią spędzać czas na uprawianiu sportów wodnych, jak i osób preferujących leniwy odpoczynek na plaży.

 

Ten, komu marzą się jeszcze spokojniejsze wakacje, powinien wybrać Maio. Jest ona jedną z rzadziej odwiedzanych w archipelagu i to bynajmniej nie ze względu na brak atrakcyjności, bo zachwyca przepięknymi bezkresnymi plażami, które przez zdecydowaną większość roku są bezludne. Jej nazwa w języku portugalskim oznacza „maj” – właśnie w tym miesiącu została odkryta przez Portugalczyków w 1460 r. Można zaryzykować tezę, że jedynie brak międzynarodowego lotniska, jakie znajdują się na Boa Viście i Sal, sprawia, iż nie spotkamy na niej tłumów turystów. Dzięki temu nietrudno poczuć się tu jak na końcu świata, na dodatek wyjątkowo malowniczym.

 

Wspaniałych plaż, i to w różnych kolorach, nie brakuje także na Santiago i São Vicente, które są dwoma głównymi wyspami kraju. Mimo znacznych różnic między nimi można powiedzieć, że na każdej z nich znajdziemy po trochu wszystkiego, co na Cabo Verde najlepsze. Często mówi się, że Santiago stanowi centrum biznesowe i polityczne archipelagu, a São Vicente – kulturalne, ale tak naprawdę obie konkurują w pewien sposób ze sobą na wszystkich tych polach.

 

Niemniej jednak pod względem politycznym i administracyjnym to Santiago jest ważniejsza i to na niej leży stolica kraju, Praia. Wyspa ta nazwana została od imienia świętego patronującego dniowi, w którym ją odkryto (podobnie jak kilka innych w archipelagu), czyli św. Jakuba (São Tiago). Na niej najwyraźniej widać wpływy afrykańskie, które nadają jej wyjątkowy koloryt, co można dostrzec nie tylko na barwnym targu Sucupira (Mercado de Sucupira) w Prai.

 

Santiago, największa w archipelagu (991 km² powierzchni), odegrała bardzo istotną rolę w historii regionu. To ona została najprawdopodobniej odkryta i zasiedlona jako pierwsza, to na niej założono w 1462 r. pierwsze miasto i pierwszą stolicę Cabo Verde – Ribeirę Grande. Dziś ten najstarszy ośrodek nazywany jest Cidade Velha (z portugalskiego Stare Miasto). Od końca XVI w. znajduje się w nim fort (Forte Real de São Filipe), który bronił dostępu do wyspy. W mieście odbywały się też targi niewolników pochodzących z Afryki i archipelagu. Przewożono ich stąd głównie do obu Ameryk. O tej niechlubnej przeszłości przypomina usytuowany w samym centrum Cidade Velha pręgierz (Pelourinho).

 

Z czasem stolicę przeniesiono do Prai (w 1770 r.), która dziś jest tętniącą życiem metropolią. Niewątpliwie fakt, że znajdują się w niej siedziby największych lokalnych i zagranicznych firm oraz placówki dyplomatyczne, nadaje jej dynamicznego charakteru, ale – oczywiście – w swoistym, kabowerdeńskim wydaniu. Wystarczy jednak wyjechać poza miasto, aby przenieść się do zupełnie innego świata – krainy plantacji bananów, papai, trzciny cukrowej czy kukurydzy. Mieszkańcy stolicy, jak i całej wyspy chętnie odpoczywają na jednej z wielu plaż, takich jak ta w Tarrafal lub São Francisco. Wybierają się również w góry. Malownicze trasy leżą m.in. w Parku Naturalnym Serra da Malagueta na północy Santiago lub w samym jej centrum w okolicach ogrodu botanicznego w São Jorge dos Órgãos. A że Kabowerdeńczycy bardzo lubią spędzać czas z rodziną i przyjaciółmi na piknikach i pieszych wycieczkach, plaże i szlaki zapełniają się ludźmi w każdy wolny dzień, i to na całym archipelagu.

 

Na São Vicente (nazwanej od św. Wincentego), z głównym miastem Mindelo, życie płynie zdecydowanie spokojniej niż na Santiago, ale na pewno nie jest tu mniej ciekawie. Wyspa w całym kraju słynie ze swoich wydarzeń kulturalnych. W okolicach lutego lub marca odbywa się na niej karnawał (w 2018 r. jego główne obchody zaplanowano w terminie od 9 do 13 lutego), a w lipcu – kulinarna impreza Kavala Fresk Feastival, na której wszyscy zajadają się makrelami pod każdą postacią. W sierpniu São Vicente gości największe na archipelagu wydarzenie muzyczne na plaży Festival Baía das Gatas. Do 2017 r. we wrześniu w Mindelo organizowany był jeden z większych festiwali teatralnych w Afryce – Mindelact. Obecnie przeniesiono go na późniejszy termin. Jego 24. już edycję zaplanowano między 2 a 10 listopada 2018 r. Z kolei na przełomie września i października wyspa zamienia się w plenerowe kino. W tym czasie odbywają się pokazy w ramach festiwalu filmowego o nazwie Festival Oiá. Warto odwiedzić São Vicente podczas jednego z tych wydarzeń, w szczególności w trakcie karnawału. Nie bez powodu porównuje się go ze słynną imprezą w Rio de Janeiro.

 

Na Cabo Verde spodoba się nie tylko plażowiczom czy osobom spragnionym rozrywek kulturalnych. Amatorzy górskich wycieczek także znajdą na archipelagu miejsca dla siebie. Idealna będzie dla nich wyspa Fogo, czyli Ogień. Wznosi się na niej czynny wulkan, a zarazem najwyższy szczyt kraju – Pico do Fogo (2829 m n.p.m.). To z jego powodu zrezygnowano z wcześniejszej nazwy wyspy, która brzmiała São Filipe (od św. Filipa). Ostatnia erupcja zaczęła się w listopadzie 2014 r., a zakończyła w lutym kolejnego roku, i dość znacznie zmieniła krajobraz leżącej u stóp wulkanu wioski Chã das Caldeiras. Dziś miejscowość wygląda jak nie z tego świata, a mieszka w niej niewiele ponad 100 z dawnych niemal 1,3 tys. mieszkańców. Bez wątpienia hart ich ducha jest godny podziwu. Poza tym warte spróbowania są wyjątkowe plony, jakie przynosi wulkaniczna ziemia. Smakosze z całego globu chwalą sobie wino i kawę właśnie z Fogo.

 

O pobliskiej Bravie można z kolei powiedzieć, że przypomina miejsce położone na końcu świata. Jest najbardziej wysunięta na zachód ze wszystkich Wysp Podwietrznych i stosunkowo rzadko odwiedzana, ale całkiem niesłusznie. Urodził się na niej jeden z największych kabowerdeńskich poetów – Eugénio Tavares (1867–1930). Brava nazywana też bywa wyspą kwiatów. Wizytą w tym miejscu nie będzie zawiedziony nikt, kto chce odpocząć od zgiełku świata w otoczeniu natury. Mimo iż jest najmniejszą zamieszkaną wyspą Cabo Verde (ma 67 km² powierzchni), świetnie nadaje się na liczne piesze wycieczki, podobnie zresztą jak równie mało popularna São Nicolau.

 

Ta ostatnia otrzymała nazwę od św. Mikołaja. Niegdyś skupiała się tu elita intelektualna archipelagu. To na São Nicolau założono w 1866 r. pierwsze na Cabo Verde seminarium duchowne i liceum ogólnokształcące i to właśnie z niej pochodzi Baltasar Lopes da Silva (1907–1989), autor obowiązkowej lektury każdego Kabowerdeńczyka Chiquinho i jeden z założycieli magazynu literacko-kulturalnego Claridade. Dziś można odnieść wrażenie, że świat nieco zapomniał o tej wyspie, co sprawia, że jej przepiękne górskie szlaki są idealne dla każdego, kto chce się poczuć jak prawdziwy odkrywca. Warto wybrać się na wycieczkę zwłaszcza do Parku Naturalnego Monte Gordo. Na São Nicolau, podobnie jak na São Vicente, odbywa się również co roku karnawał. Choć może jest nieco mniej wystawny niż ten w Mindelo, ma w sobie coś wyjątkowego. Przede wszystkim trudno na nim odróżnić uczestników karnawałowej parady od publiczności, a to dlatego, że każdemu wolno brać udział w pochodzie.

 

Naszą podróż po Cabo Verde zakończymy na najbardziej na północ wysuniętej, a zarazem drugiej co do wielkości po Santiago, wyspie Santo Antão (779 km² powierzchni). Uchodzi ona za jedną z najpiękniejszych w całym archipelagu. To sprawia, że z każdym rokiem przybywa odwiedzających ją miłośników gór. I trudno im się dziwić. Santo Antão szczyci się mnóstwem niezmiernie różnorodnych szlaków górskich i zapierającymi dech w piersiach widokami. Najczęściej odwiedzany wschód wyspy zachwyca zielonymi krajobrazami, a mniej popularna zachodnia część lądu – księżycowym pejzażem okolic najwyższego miejscowego szczytu Topo da Coroa (1979 m n.p.m.) i położoną na końcu świata wioską Tarrafal de Monte Trigo.

 

Nie bez powodu zatem Cabo Verde stara się przyciągnąć gości hasłem „Jeden kraj… dziesięć kierunków podróży” (Um país… dez destinos). Jednak różnorodność archipelagu nie przejawia się jedynie w charakterze wysp. Kabowerdeńczycy mówią wieloma odmianami kabowerdeńskiego kreolskiego, a także różnią się od siebie wyglądem. Bogactwo Cabo Verde można zresztą dostrzec nie tylko w tym, co widoczne na pierwszy rzut oka.

 

 Santa Maria Drone

Plaża w Santa Maria, najpopularniejszej miejscowości turystycznej na wyspie Sal

© BARRACUDA TOURS

 

MUZYKA I KUCHNIA

 

Ten niewielki archipelag zachwyca przede wszystkim bogatą kulturą. Przez długi czas, zanim na świecie popularność zyskały złote piaski Sal i Boa Visty, Wyspy Zielonego Przylądka były kojarzone zwłaszcza z muzyką, a w szczególności z wyjątkową artystką Cesárią Évorą (1941–2011), zwaną Bosonogą Diwą i Królową Morny. Chyba niewiele jest miejsc na naszym globie, gdzie choćby raz nie rozbrzmiała jej słynna piosenka Sodade. Muzyka unosi się tutaj w powietrzu, wyspiarze mają ją we krwi. Tradycyjne gatunki takie jak morna, coladeira (koladera), funaná, batuque (batuk, batuku), tabanka (tabanca) lub colá znakomicie oddają bogactwo kulturowe Cabo Verde. Bez końca można by wyliczać znakomitych artystów, którzy je wykonują (są wśród nich m.in. Lura czy Nancy Vieira). W młodym pokoleniu nie brakuje też muzyków nadających nowe brzmienie klasycznym już rytmom – reprezentuje ich choćby Elida Almeida. Dlatego jedną z piękniejszych i cenniejszych pamiątek z archipelagu, oprócz wspomnień z koncertu bądź wieczoru w knajpce urozmaiconego występami muzycznymi, jest płyta z nagraniami lokalnych wykonawców. Na szczęście okazji do posłuchania dobrej muzyki na wyspach bywa mnóstwo. Oprócz licznych festiwali, organizowanych przez cały rok, ale najczęściej w lato, kabowerdeńskie utwory rozbrzmiewają także podczas obchodów rozmaitych świąt. A na żadnym z takich wydarzeń nie może zabraknąć również typowego dla archipelagu jedzenia.

 

 Kuchnia Wysp Zielonego Przylądka, choć niezbyt urozmaicona, jest smaczna. Dostępność wielu towarów na targach i w sklepach zależy od cyklów upraw, dlatego lokalne produkty są zazwyczaj świeże i zdrowe. Kabowerdeńskie potrawy bazują przede wszystkim na rybach, fasoli i kukurydzy. Ta ostatnia ma zresztą dla Kabowerdeńczyków też znaczenie symboliczne. Podobno jako pierwsza z sianych tu roślin dała plon na nieurodzajnych ziemiach archipelagu. Kukurydza stanowi składnik wielu dań, ale także uchodzi za symbol nadziei i ma nawet swój festiwal (Festa do Milho) organizowany na Santiago co roku w dniu 1 listopada, kiedy to je się ją pod każdą postacią. Przygotowuje się z niej m.in. tradycyjną tutejszą potrawę – cachupę. W wersji podstawowej dodaje się do niej jeszcze ewentualnie fasolę, ale w wariancie bardziej urozmaiconym zawierać może wszystko, co tylko akurat znajduje się pod ręką, np. marchewkę, rybę czy mięso. Przyrządzenie cachupy w tradycyjny sposób zajmuje sporo czasu. Nawet według nowocześniejszego przepisu nie da się jej szybko ugotować. Nadal jednak uchodzi ona za danie dla całej rodziny, przygotowywane w dużych ilościach. Dziś najczęściej cachupę je się w dni, kiedy czasu jest więcej, czyli np. w soboty. Poza tym stanowi ona również obowiązkową potrawę na wszelkie święta. Świeżo ugotowana cachupa ma konsystencję zupy. Jeśli nie zostanie zjedzona na obiad, kolejnego dnia podaje się ją z jajkiem sadzonym, omletem lub smażoną rybą jako... typowe kabowerdeńskie śniadanie.

 

Oprócz tego tradycyjnego dania na stołach goszczą też często ryby. Jedynie od powodzenia podczas połowu zależy, co trafi na talerz, makrela czy raczej tuńczyk. Choć nie zawsze znajdziemy na targu tę rybę, którą lubimy najbardziej, możemy być pewni, że i tak nam posmakuje, bo po prostu będzie świeża. W niektórych okresach w roku mamy szansę zamówić nawet takie przysmaki jak homary czy percebes (kaczenice)!

 

BVCII  34

Kabowerdeńskie potrawy są zazwyczaj proste, ale bardzo smaczne

© BARRACUDA TOURS

 

WYSPY DLA ODKRYWCÓW

 

Różnorodność archipelagu można opisać trzema słowami – sabura, morabeza i sodade. Wyraz sabura oznacza „coś fajnego” – takie są Wyspy Zielonego Przylądka. Czas na nich płynie po prostu w miłej, spokojnej, bezstresowej atmosferze. Morabeza to z kolei „gościnność”, choć tak naprawdę coś dużo więcej. Znaczenie tego słowa zrozumie każdy, kto będzie miał okazję trochę bliżej poznać Kabowerdeńczyków i zaprzyjaźnić się z nimi. Z pewnością dołożą oni wszelkich starań, aby przybysze poczuli się u nich jak u siebie w domu. Sodade znaczy „tęsknota”, ale właściwie to bardziej złożone uczucie. Mieszkańcy archipelagu to właśnie odczuwają, kiedy są daleko od swojej ojczyzny i tego, co jest im bliskie. Zrozumieć mogą ich wszyscy ci, którzy pokochają Cabo Verde i będą musieli te strony opuścić, a miłością obdarzy ten kraj niemal każdy, kto do niego zawita.

 

Wyspy Zielonego Przylądka to coś o wiele więcej niż różnorodne krajobrazy, w tym piękne plaże i zachwycające widokami szlaki górskie. Aby je odkryć, wystarczy tylko chcieć. Ten mały archipelag posiada aż cztery lotniska międzynarodowe – na Santiago, Sal, São Vicente i Boa Viście. Na dodatek najprawdopodobniej od maja 2018 r. nastąpi w końcu planowane zniesienie obowiązku wizowego dla obywateli Unii Europejskiej przybywających na Cabo Verde w celach turystycznych. Między wyspami najlepiej poruszać się samolotami, jedynie na Bravę i Santo Antão nie da się dolecieć, ale można na nie dostać się promem (z Fogo w przypadku Bravy i z São Vicente na Santo Antão). Wystarczy zatem zarezerwować bilet, spakować się i wyruszyć na spotkanie przygodzie, aby poznać największe skarby tego wyjątkowego archipelagu, czyli jego gościnnych mieszkańców i ich bogatą kulturę. Naprawdę warto zdecydować się na tę podróż, zwłaszcza że według brytyjskiego dziennika Daily Mirror Cabo Verde było w 2017 r. najczęściej wyszukiwanym celem wakacyjnego wyjazdu w przeglądarce Google.