Manufaktura z gory widok z Muz

Manufaktura – zrewitalizowane budynki XIX-wiecznej fabryki bawełny w Łodzi

© SEBASTIAN GLAPIŃSKI/URZĄD MIASTA ŁODZI

 

SYLWIA JEDLAK-DUBIEL

 

Choć może się wydawać, że Polska szczyci się głównie ciekawymi zabytkami, które przetrwały burzliwe czasy wojen, najazdów, rozbiorów czy okupacji, ma ona bez wątpienia również swoje nowoczesne oblicze. Dość wspomnieć, że to właśnie futurystyczny budynek nowej szczecińskiej filharmonii otrzymał w 2015 r. Nagrodę Miesa van der Rohe, którą wyróżnia się obiekty uznane za najlepsze odzwierciedlenie idei współczesnej architektury urbanistycznej (sześć lat wcześniej jury konkursu doceniło gmach opery w Oslo). Aby przekonać się o tym, że w naszym kraju nadal podąża się za najnowszymi trendami i rozwija rozmaite pomysły, nie trzeba wybierać się aż pod granicę z Niemcami. Jedno z województw, położone w centralnej części Polski, wyjątkowo nadaje się na wyprawę śladami nowych rozwiązań. Przy okazji można w nim także dobrze odpocząć i dowiedzieć się czegoś interesującego o historii regionu. Mowa tu o inspirującym województwie łódzkim.

 

Gdy po I wojnie światowej powstała niepodległa II Rzeczpospolita, trzeba było zacząć administrować odzyskanymi terenami. Wtedy też (w 1919 r.) pojawiło się pierwsze województwo łódzkie. W jego granicach znalazły się m.in. Kalisz i Konin, jak również centralne i południowe ziemie obecnego obszaru administracyjnego występującego pod tą nazwą. Istniejąca od 1999 r. jednostka podziału terytorialnego siedzibę swoich władz ma w Łodzi (tak samo zresztą jak w okresie międzywojennym), trzecim największym mieście w kraju pod względem liczby ludności (ok. 700 tys. mieszkańców).

 

Łódzkie można poznawać na rozmaite sposoby. Chyba najłatwiej rozpocząć zwiedzanie od jego najważniejszego ośrodka. Niedaleko Łodzi (w Strykowie) przecinają się trasy dwóch autostrad: A1 (Bursztynowej) i A2 (Wolności). Przez miasto przebiegają linie kolejowe. Zaledwie 6 km od jego centrum znajduje się międzynarodowe lotnisko (Port Lotniczy Łódź im. Władysława Reymonta) obsługujące obecnie regularne połączenia do Irlandii (Dublina) i Anglii (East Midlands i Londynu-Stansted) oraz jedynie do końca czerwca br. do Niemiec (Monachium). Ze względu na położenie niemal w centrum województwa Łódź jest świetnym punktem wypadowym do wycieczek po okolicy, a zdecydowanie warto wyruszyć na poznawanie całego regionu.

 

NOWE OBLICZE MIASTA

 

Nie wszyscy wiedzą, że w swoich początkach (do końca XVII stulecia) było to miasteczko rolnicze należące do biskupów włocławskich. Dopiero w XIX w. zaczął się tutaj rozwijać ważny ośrodek przemysłowy. Dziś Łódź wciąż kojarzy się m.in. z fabrykami włókienniczymi. Dziedzictwo tamtych i późniejszych czasów postanowiono na nowo przywrócić do użytku. W ten sposób powstało np. centrum handlowo-usługowo-rozrywkowe Manufaktura, otwarte w maju 2006 r. Na jego potrzeby przystosowano dawny kompleks fabryczny należący do spółki, w której większościowym udziałowcem był Izrael Poznański (1833–1900).

 

Charakterystyczne zabudowania z czerwonej cegły odnowiono i uzupełniono nowoczesną infrastrukturą. Obecnie znajduje się tu ok. 260 sklepów, kawiarnie, restauracje, kino, Teatr Mały, Muzeum Fabryki, ms2 (oddział Muzeum Sztuki), Experymentarium i nie tylko. Od strony ul. Ogrodowej wita odwiedzających niegdysiejsza brama główna. W pobliskim budynku dawnej przędzalni działa designerski hotel andel’s by Vienna House Lodz. Rewitalizacja tej zabytkowej łódzkiej fabryki włókienniczej jest zdecydowanie jednym z najlepszych pomysłów na nadanie historycznej architekturze przemysłowej nowego miejsca w przestrzeni publicznej. 

 

Łódź ma zresztą bardzo duży potencjał pod tym względem, choć wciąż nie w pełni wykorzystany. Ciekawym obiektem są m.in. odnowione tzw. Beczki Grohmana, czyli monumentalna brama z końca XIX stulecia prowadząca do zakładów należących do przedsiębiorstwa rodziny Grohmanów. W trend adaptowania zabudowy industrialnej do celu popularyzowania wiedzy z różnorodnych dziedzin lub sztuki idealnie wpisuje się Centralne Muzeum Włókiennictwa w Białej Fabryce Ludwika Geyera przy ul. Piotrkowskiej. Można w nim zobaczyć np. rekonstrukcję tkalni z przełomu XIX i XX w. oraz rozmaite narzędzia i maszyny włókiennicze czy interaktywną wystawę w Kotłowni. Prezentuje się tutaj również ciekawe ekspozycje czasowe. Poza tym muzeum organizuje Międzynarodowe Triennale Tkaniny – wystawę i konkurs współczesnych tkanin artystycznych (od 9 maja do 30 października 2016 r. odbywała się już 15. edycja tego wydarzenia). 

 

Na pewno warto też wspomnieć o usytuowanym prawie w centrum Łodzi komfortowym Hotelu Tobaco należącym do Grupy Arche. Kiedyś w tym miejscu funkcjonowała fabryka wełny łódzkiego przemysłowca Karola Kretschmera, którą później (po II wojnie światowej) przekształcono w zakłady wyrobów tytoniowych. W maju 2013 r. industrialne wnętrza obiektu oddano do dyspozycji hotelowych gości. Surowy styl pofabrycznych pomieszczeń z XIX stulecia połączono z prostymi nowoczesnymi elementami wystroju. Znajduje się tu 115 komfortowych pokoi z meblami nawiązującymi do lat 50. XX w. Inwestycja jest dziełem Grupy Arche, która ma duże doświadczenie w rewitalizacji obiektów zabytkowych i przystosowywaniu ich do funkcji noclegowych. Tutejsza wielokrotnie nagradzana „Restauracja u Kretschmera” (wyróżniona nawet w prestiżowym Żółtym Przewodniku Gaullt&Millau Polska) zaprasza w kulinarną podróż do Łodzi czterech kultur – oferuje wyśmienite dania regionalne inspirowane polskimi, niemieckimi, rosyjskimi i żydowskimi tradycjami gastronomicznymi. Od początku szefem kuchni jest w niej Maciej Kowalski. Restauracja bierze też udział w różnego rodzaju wydarzeniach kulinarnych odbywających się w Łodzi. Z myślą o klientach biznesowych przygotowano siedem odpowiednio wyposażonych sal konferencyjnych z miejscami dla ponad 200 uczestników. Wszystkie są klimatyzowane, można w nich też skorzystać z bezprzewodowego połączenia internetowego. Hotel jest częścią klimatycznego kompleksu mieszkalno-usługowego Tobaco Park.

 

Swoją drugą młodość przeżywają także pałace i kamienice dawnych łódzkich przedsiębiorców. Do wspomnianej spółki, w której większościowym udziałowcem był Izrael Poznański, należała obecna główna siedziba Muzeum Miasta Łodzi przy ul. Ogrodowej. Odrestaurowany pałac (usytuowany obok Manufaktury) robi wielkie wrażenie tak z zewnątrz, jak i wewnątrz. Odwiedzającym przybliża życie ówczesnych bogatych łodzian. Co ciekawe, w rezydencji kręcono sceny do Ziemi obiecanej Andrzeja Wajdy (1926–2016). Przy ul. Gdańskiej stoi pałac wzniesiony dla syna Izraela Poznańskiego, Karola (1859–1928). Zbudowano go w 1904 r. w stylu neorenesansowym (nawiązano do elewacji pałaców florenckich) z elementami barokowymi i secesyjnymi. Wnętrza ozdobiono z przepychem, ale nie zapomniano też o udogodnieniach – obiekt wyposażono w ogrzewanie centralne. Dzisiaj znajduje się tu główna siedziba Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów w Łodzi. Dla odmiany w willi fabrykanta Henryka Grohmana (1862–1939) przy ul. Tymienieckiego działa Muzeum Książki Artystycznej. Jej dawny właściciel, ten sam, do którego zakładów wiodła monumentalna brama zwana Beczkami Grohmana, był nie tylko przedsiębiorcą, lecz także mecenasem kultury, szczególnie zainteresowanym grafiką (polską i zagraniczną) i sztuką Wschodu. W Pałacu Juliusza Heinzla przy ul. Piotrkowskiej mieści się z kolei siedziba Urzędu Miasta Łodzi i Urzędu Wojewódzkiego. W kwietniu 1999 r. ustawiono przed nim Ławeczkę Tuwima wykonaną ze spiżu przez rzeźbiarza Wojciecha Gryniewicza. Potarcie nosa figury jednego z najpopularniejszych poetów dwudziestolecia międzywojennego, urodzonego we wrześniu 1894 r. w Łodzi, podobno przynosi szczęście.

 

Sama Piotrkowska to reprezentacyjna ulica miasta. Spacer po niej jest zwykle głównym punktem wycieczek po stolicy województwa łódzkiego. Znajduje się przy niej wiele restauracji, kawiarni, barów, pubów i klubów muzycznych. Na uwagę zasługują zabytkowe kamienice (m.in. neogotycka Kamienica Szai Goldbluma z 1898 r. czy eklektyczna Kamienica Hermana Konstadta z 1885 r.). Tutaj powstała też Aleja Gwiazd Łódzkiej Drogi Sławy – pierwszą mosiężną tablicę z nazwiskiem aktora Andrzeja Seweryna wmurowano w maju 1998 r. Łódź kojarzy się przecież także z Państwową Wyższą Szkołą Filmową, Telewizyjną i Teatralną im. Leona Schillera. Studiowali w niej choćby Andrzej Wajda, Kazimierz Kutz, Roman Polański, Krzysztof Kieślowski, Krzysztof Zanussi, Jerzy Skolimowski, Jan Jakub Kolski, Wojciech Smarzowski, Małgorzata Szumowska, Janusz Gajos, Zbigniew Zamachowski, Jan Machulski czy Agnieszka Osiecka. Rektorat uczelni znajduje się w klasycystycznym pałacu Oskara Kona przy ul. Targowej.

 

Z ważną rolą miasta w historii polskiego kina związane są również inne obiekty. Działa tu jedyne w kraju Muzeum Kinematografii mieszczące się w dawnej rezydencji jednego z największych łódzkich przemysłowców Karola Scheiblera (1820–1881) przy pl. Zwycięstwa. Natomiast w Aparthotelu Stare Kino Cinema Residence wystrój każdego z pokojów nawiązuje do innego filmu lub serialu, a w urządzonej w piwnicy małej sali kinowej można obejrzeć dzieła puszczane z klasycznej taśmy 35 mm. Na terenie byłej Wytwórni Filmów Fabularnych funkcjonuje dziś nowoczesny 4-gwiazdkowy hotel DoubleTree by Hilton Łódź. W odpowiednio przystosowanych halach obecnie odbywają się koncerty, przedstawienia teatralne oraz organizowane są konferencje i kongresy. 

 

Poza tym na zainteresowanie zasługuje też Teatr Powszechny w Łodzi. W sezonie odwiedza go ponad 150 tys. widzów. Od 1995 r. funkcję dyrektor instytucji pełni Ewa Pilawska. Jest ona autorką realizowanych tu ciekawych projektów takich jak Polskie Centrum Komedii, unikatowy w Europie Teatr dla niewidomych i słabo widzących oraz Międzynarodowy Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych. Ten ostatni, jedno z najważniejszych wydarzeń teatralnych w Polsce, odbywa się od 1994 r. W 2017 r. zorganizowano już XXIII jego edycję (w dniach 4 marca–26 czerwca), tym razem o temacie Awangarda jako stan umysłu. Teatr Powszechny w Łodzi działa już od maja 1945 r. przy ul. Legionów. Obok Dużej Sceny od 2012 r. zaprasza widzów na spektakle wystawiane na nowej Małej Scenie. 

 

Warto wiedzieć, że jeden z łódzkich obiektów trafił na prestiżową listę Iconic Houses, która obejmuje budowle z całego świata, w tym realizacje projektów Le Corbusiera, Antoniego Gaudíego i Franka Lloyda Wrighta. Willa Leopolda Kindermanna przy ul. Wólczańskiej uchodzi za jeden z najlepszych przykładów polskiej i europejskiej secesji. Budynek wzniesiony na początku XX w. zaprojektował architekt Gustaw Landau-Gutenteger (1862–1924). Jego dzieło przedstawia spójną koncepcję, na którą składają się różne elementy. Uwagę zwracają użyte motywy roślinne, w tym rzeźbione kolumny przy wejściu stylizowane na drzewa jabłoni. W środku zachowały się oryginalne witraże. Dzięki zakończonej w 2013 r. gruntownej renowacji zabytkowa willa odzyskała swój dawny blask. Obecnie działa w niej Galeria Willa.

 

Ciekawą osobliwością na mapie Łodzi jest tzw. stajnia jednorożców. Tym żartobliwym określeniem mieszkańcy miasta ochrzcili olbrzymią wiatę osłaniającą przesiadkowy węzeł tramwajowy na skrzyżowaniu ul. Piotrkowskiej i al. Adama Mickiewicza. Kto uda się w to miejsce, od razu zrozumie, dlaczego przylgnęła do niego właśnie taka nazwa. Nad torami na wygiętych dekoracyjnie słupach umieszczono dach ozdobiony kolorowym geometrycznym wzorem. Wiata swoją formą ma nawiązywać do secesji. Choć niewątpliwie balansuje na granicy kiczu, przyciąga wzrok przechodniów. Funkcjonuje też jako swoista atrakcja turystyczna dla osób zainteresowanych współczesnym wyglądem Łodzi. Wzbudza zresztą tyle emocji, że postanowiono jeszcze bardziej ją wyróżnić. Przy wiacie ma stanąć pomnik z grupą jednorożców – projekt ten będzie realizowany w ramach budżetu obywatelskiego na 2017 r. (jego szacowany koszt to 400 tys. zł). 

 

Miłośnikom współczesnych form sztuki spodobają się z pewnością łódzkie murale. Z inicjatywy Fundacji Urban Forms na budynkach w mieście powstało już 36 takich wielkoformatowych malowideł. Należą do Galerii Urban Forms, a ich położenie oznaczono na planie dostępnym na stronie internetowej www.galeriaurbanforms.org. W Łodzi znajduje się jeden z największych w Polsce murali (ma niemal 35 m wysokości i 12 m szerokości) – został namalowany w 2013 r. na bloku przy alei ks. kard. Stefana Wyszyńskiego 80. Wykonał go chilijski artysta Inti.

 

Nie sposób nie wspomnieć również o pierwszej komercyjnej łódzkiej elektrowni uruchomionej w 1907 r. przy ul. Targowej. Od tego czasu do dziś minął ponad wiek i chociaż od momentu oddania do użytku wciąż spełniała ona swoją funkcję, ostatecznie zakończyła pracę na progu kolejnego stulecia (w 2001 r.). W maju 2008 r. nowo powstała instytucja EC1 Łódź – Miasto Kultury zaczęła rewitalizację kompleksu. Podjęto starania, aby mimo modernizacji zachować zabytkowy charakter zabudowań i jednocześnie przygotować je do ich planowanego przeznaczenia. Zgodnie z zamierzeniami ma działać tu kilka placówek. Jedną z nich jest otwarte w styczniu 2016 r. Planetarium EC1, część nieukończonego jeszcze Centrum Nauki i Techniki. Pod ogromną kopułą (18 m średnicy) umieszczono ekran sferyczny, na którym wyświetlane są obrazy w wysokiej rozdzielczości, i 110 wygodnych foteli dla widzów. Ta najnowocześniejsza w Polsce placówka popularyzuje wiedzę o wszechświecie, gwiazdach i planetach, a dzięki pokazom specjalnym czy koncertom dostarcza także rozrywki. Centrum Nauki i Techniki do swoich ścieżek dydaktycznych chce włączyć historyczną infrastrukturę obiektu i wykorzystać ją do przedstawienia problematyki wytwarzania energii elektrycznej. Jak wiele nowoczesnych ośrodków tego typu stawia ono na wchodzenie w interakcje podczas zwiedzania i przyswajanie wiedzy na drodze doświadczenia. Poza tym do kompleksu należą jeszcze Narodowe Centrum Kultury Filmowej, Łódź Film Commission oraz Centrum Komiksu i Narracji Interaktywnej.

 

WODA ZDROWIA DODA

 

20140717 120919 Richtone HDR

Rozległa zewnętrzna strefa kąpielowa w kompleksie Termy Uniejów

© ARCHIWUM URZĘDU MIASTA W UNIEJOWIE

 

Po intensywnej wycieczce po dużym i pełnym rozmaitych atrakcji mieście warto nieco odpocząć. W tym celu najlepiej udać się do malowniczo usytuowanego sielskiego Uniejowa. Leży on nad rzeką Wartą przy północno-zachodniej granicy województwa łódzkiego. Turyści i kuracjusze zjeżdżają do tego 3-tysięcznego miasteczka ze względu na wydobywane w nim na głębokości ponad 2 km wody termalne bogate w duże ilości składników mineralnych (m.in. chlorku sodu, potasu, magnezu, fluoru, wapnia, jodu, radonu, siarki i bromu). Mają one temperaturę 68–70°C. Wspomagają proces rehabilitacji oraz leczenie chorób układu ruchu, naczyniowego, oddechowego, nerwowego i pokarmowego, łagodzą również objawy schorzeń skórnych. Lecznicze źródła zostały odkryte w tym miejscu już w 1978 r., jednak status uzdrowiska Uniejów otrzymał dopiero w 2012 r.

 

Dobroczynnemu wpływowi tutejszych solanek można poddać się w rozległym kompleksie Termy Uniejów. Podzielono go na dwie strefy kąpielowe. W zewnętrznej (o powierzchni 1238 m²) znajdują się baseny: rekreacyjny, pływacki, dziecięcy i dwa solankowe oraz brodzik dla maluchów, dwie zjeżdżalnie (o długości 12 i 58 m), bufet wodny z zatoką otoczony rwącą rzeką, wyspa z jacuzzi i taras wypoczynkowy. W strefie wewnętrznej, zajmującej ok. 303 m², na chętnych czekają basen leczniczy z ławeczkami i hydromasażami oraz rekreacyjno-dziecięcy ze statkiem pirackim, ścianką wspinaczkową i armatką wodną, a także tężnia solankowa pełniąca funkcję naturalnego inhalatorium jodowego. W Termach Uniejów działa też strefa masażu i relaksu (czynna codziennie od godz. 11.00 do 21.00), restauracja na 100 miejsc siedzących czy wreszcie klub taneczny i kręgielnia (w podziemiach). Ciekawym udogodnieniem jest to, że w trakcie pobytu w sektorze restauracyjnym naliczanie czasu zostaje wstrzymane na 30, 45 bądź 60 min. w zależności od rodzaju kupionego biletu. Oprócz tego można się tutaj zrelaksować i na chwilę zapomnieć o całym świecie. W Strefie Saun skorzystamy z gorącego basenu solankowego, sanarium, sauny bani, łaźni aromatycznej lub tureckiej parowej (dostępne są dwie), basenu lodowego (do ochłodzenia ciała po wizycie w saunie), komory śnieżnej z temperaturą od –5 do –13°C czy kabiny na podczerwień IR. Chętni mogą wybrać się również do gabinetu masażu (gdzie wykonuje się przyjemne zabiegi z użyciem miodu albo czekolady) bądź na opalanie do solarium lub na słonecznej łące. Poza tym w centrum spa znajduje się część ogólna z sekcją wypoczynkową z kozetkami, kabiną biczów wodnych, masażem stóp, fińskim wiadrem i natryskami. Strefa Saun połączona została z tarasem, na którym jej goście mogą podziwiać piękne widoki i spróbować orzeźwiających koktajli owocowych.

 

Termy Uniejów cieszą się dużą popularnością, szczególnie wśród mieszkańców centralnej Polski, w tym warszawiaków czy łodzian, ale nie tylko. Żeby w pełni docenić moc leczniczej wody, warto przyjechać tu na kilka dni. W pobliżu kompleksu basenowo-uzdrowiskowego noclegi oferuje Zamek Arcybiskupów Gnieźnieńskich. W ceglanej budowli z połowy XIV w., wznoszącej się nad termami, funkcjonuje hotel ze stylizowanymi apartamentami i wygodnymi pokojami na poddaszu. Te pierwsze ze względu na wystrój wnętrz podzielono na średniowieczne (zostały nazwane od królów Polski: Kazimierza Wielkiego, Władysława Jagiełły i Kazimierza Jagiellończyka) i eklektyczne (Rubinowy, Złoty i Szmaragdowy). Działa tu także centrum konferencyjne (z czterema salami – Rycerską, Białej Damy, hr. Aleksandra i Tollów – z pełnym wyposażeniem technicznym i audiowizualnym) odpowiednie na wyjazdy biznesowe. Zatrzymać można się też w pobliskim Domu Pracy Twórczej lub zespole muzealno-noclegowym Zagroda Młynarska. W tym ostatnim dla gości oddano pokoje we dworze z miejscowości Nagórki i odpowiednio urządzone pomieszczenie w młynie z Chorzepina. To dwa z pięciu zabytkowych obiektów pochodzących z województwa łódzkiego, które znajdują się na tym terenie. Oprócz nich w skład Zagrody Młynarskiej wchodzą jeszcze wiatrak kozłowy ze Zbylczyc, budynek inwentarski z Uniejowa i chałupa ze Skotnik. Stoi tu także wierna rekonstrukcja stodoły z Besiekier. Zwiedzający mogą m.in. dowiedzieć się, jak wytwarzało się kiedyś mąkę żytnią. W chacie z połowy XIX w. przeniesionej ze wsi Skotniki wypieka się chleb według tradycyjnej receptury, funkcjonuje w niej również karczma, w której wszystkie dania przyrządza się ze świeżych produktów. W budynku inwentarskim z Uniejowa mieści się obecnie stajnia z boksami oddanymi do dyspozycji turystów przyjeżdżających do Zagrody Młynarskiej z własnymi końmi. 

 

Do Uniejowa warto także przyjechać po prostu na odpoczynek. Dzięki malowniczemu położeniu nad rzeką wśród pól i terenów zielonych miasteczko znakomicie sprawdza się jako baza wypadowa na wycieczki rowerowe czy konne, spływy kajakami lub odprężające długie spacery. W okolicy wspomnianego Zamku Arcybiskupów Gnieźnieńskich leży 34-hektarowy park w stylu angielskim. Założono go w drugiej połowie XIX stulecia, gdy rezydencja należała do estońskiej rodziny Tollów. Z inicjatywy właścicieli majątku wzniesiono też w 1885 r. prawosławną kaplicę grobową (tzw. cerkiew w Uniejowie), obecnie wpisaną do rejestru zabytków. Poza tym w urokliwej miejscowości uzdrowiskowej nad Wartą, która uzyskała prawa miejskie ok. 1285 r., znajduje się jeszcze XIV-wieczna gotycka Kolegiata Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny i neobarokowa wieża kościelna z 1901 r.

 

Z HISTORIĄ W TLE

 

mury obronnne Piotrkowa Trybunalskiego

Zachowane fragmenty potężnych murów miejskich w Piotrkowie Trybunalskim

© ARCHIWUM URZĘDU MARSZAŁKOWSKIEGO WOJEWÓDZTWA ŁÓDZKIEGO 

 

Po chwili oddechu w uniejowskich termach można wyruszyć na dalsze poznawanie regionu. W województwie łódzkim nie brakuje również miejsc o długiej historii. Drugim największym ośrodkiem jest tutaj 75-tysięczny Piotrków Trybunalski, w którym zachował się niezmieniony średniowieczny układ urbanistyczny Starego Miasta. W latach 1512–1519 w granicach tego historycznego obszaru zbudowano Zamek Królewski (dzieło mistrza Benedykta z Sandomierza). Przyjął on formę gotycko-renesansowej wieży mieszkalnej. Jako budulca użyto głównie cegły i piaskowca. Obecnie znajduje się w nim Muzeum w Piotrkowie Trybunalskim. Najstarszym obiektem sakralnym w mieście jest gotycki Kościół św. Jakuba Apostoła (z barokowymi kaplicami), który pierwszy raz był wzmiankowany w dokumentach z 1349 r. Do naszych czasów przetrwał także, jako jeden z niewielu w Polsce, budynek Wielkiej Synagogi. Ukończono go w 1793 r., a dziś funkcjonuje tu Miejska Biblioteka Publiczna im. Adama Próchnika. Co ciekawe, zburzenia w trakcie II wojny światowej uniknęła też wzniesiona w 1775 r. Mała Synagoga, w której po odnowieniu umieszczono bibliotekę dla dzieci. Choć wnętrze obiektu zostało poważnie zniszczone przez Niemców, na jednej ze ścian zachował się fragment polichromii Pereca Wilenberga. Warto również wspomnieć o tzw. Piotrkowskiej Manufakturze (Manufakturze Piotrkowskiej) przy ul. Sulejowskiej. Tą nazwą określa się czterokondygnacyjny ceglany budynek fabryki włókienniczej pochodzący z 1911 r. (projektu inż. Józefa Majchrowskiego). Spółka, która zainicjowała rozwój przedsiębiorstwa, zawiązała się już w czerwcu 1893 r. Mimo wielu pomysłów na wykorzystanie gmachu nadal stoi on pusty i niszczeje. Nie udało się – niestety – przekształcić obiektu np. w centrum handlowo-usługowo-rozrywkowe podobne do Manufaktury w Łodzi.

 

Piotrków Trybunalski w 2017 r. obchodzi jubileusz 800-lecia powstania miasta (najstarsza pisemna wzmianka o nim znajduje się w dokumencie z 1217 r. wydanym przez księcia Leszka Białego dla pobliskiego opactwa cystersów w Sulejowie). Z tej okazji zaplanowano różnorodne wydarzenia. Poza tym w marcu odbyły się Dni Przyjaźni Polsko-Węgierskiej. Ich gospodarzem w tym roku był właśnie Piotrków Trybunalski. Miasto odwiedzili prezydenci Polski i Węgier, a z koncertem wystąpił m.in. węgierski zespół rockowy Omega. Natomiast w dniach 27–28 maja zorganizowano IV Festiwal Kultury Miast Partnerskich, podczas którego zaprzyjaźnione ośrodki z innych krajów prezentowały swoje zwyczaje, kulturę, kuchnię i atrakcje turystyczne. Na 17 czerwca zaplanowano finał Ogólnopolskiego Festiwalu Wokalnego „Najpiękniejsze są polskie piosenki”. Motyw przewodni konkursu stanowi twórczość pochodzącej z Piotrkowa Trybunalskiego Anity Lipnickiej. Świętowanie piotrkowskiego jubileuszu tak naprawdę dopiero się jednak rozpoczęło. W planach jest jeszcze wiele innych interesujących imprez. W okresie letnim jak co roku obchodzone będą Dni Miasta pod hasłem Imieniny Piotrków. Zaczną się one od tradycyjnego Jarmarku Trybunalskiego 23 czerwca i potrwają do 25 czerwca. Zawita tutaj także Lato z Radiem, w ramach którego 20 sierpnia z koncertami wystąpią polscy artyści (m.in. Zakopower i IRA). We wrześniu (w dniach 29–30) Piotrków Trybunalski jako gospodarz zorganizuje wojewódzkie obchody Światowego Dnia Turystyki – w programie znajdują się np. wystawa lotnicza, warsztaty piwowarskie i etnograficzne, minigra miejska „800 lat” czy degustacja przysmaków z lokalnych restauracji. To – oczywiście – nie wszystkie atrakcje przygotowane przez miasto na ten rok.

 

ARCYBISKUPI I PRZEMYSŁ

 

Skierniewice Swieto Kwiatow Owocow i Warzyw fot Julia Kostarska-Talaga

Skierniewickie Święto Kwiatów, Owoców i Warzyw

© JULIA KOSTARSKA TALAGA/REGIONALNA ORGANIZACJA TURYSTYCZNA WOJEWÓDZTWA ŁÓDZKIEGO

 

Do wartych poznania miast województwa łódzkiego należą też niemal 50-tysięczne Skierniewice. Dziś wciąż kojarzą się one z rozwijającym się w nich przemysłem, w tym m.in. Zakładami Transformatorów Radiowych UNITRA-ZATRA (później ZATRA S.A.). Co ciekawe, pierwotnie były własnością arcybiskupa gnieźnieńskiego. Jednym z najważniejszych skierniewickich zabytków jest Pałac Prymasowski otoczony zespołem parkowym. Wzniesiono go w latach 1610–1619, ale ostateczny kształt otrzymał w drugiej połowie XVIII stulecia. Charakteryzuje się stylem neorenesansowym, a w jego pobliżu powstała osada pałacowa. Od strony wschodniej do parku prowadzi klasycystyczna Brama Wjazdowa autorstwa architekta Efraima Szregera (1727–1783). Niedaleko znajduje się również eklektyczna Willa Aleksandria z 1841 r. projektu Adama Idźkowskiego (1798–1879). W drugiej połowie XIX w. mieszkali w niej adiutanci cara Aleksandra II Romanowa. Budowla była także nazywana pałacykiem Sabediany. Według legendy książę Aleksander Bariatyński (1814–1879), w latach 70. XIX stulecia właściciel dóbr skierniewickich, trzymał w niej przywiezioną z Kaukazu brankę, którą zwał właśnie Sabedianą, ponieważ miała być mądra jak królowa Saby i zgrabna jak rzymska bogini Diana. W tej okolicy na uwagę zasługują jeszcze dwa obiekty, o nieco odmiennym charakterze. Pierwszy z nich to wyjątkowy gmach dworca kolejowego. Budynek w stylu modnego wówczas gotyku angielskiego zaprojektował w drugiej połowie XIX w. Jan Kacper Heurich (1834–1887). Choć spłonął w 1914 r., został odbudowany według projektu Jana Fryderyka Heuricha (1873–1925), a na przełomie XX i XXI stulecia odrestaurowany zgodnie z pierwotnymi planami. Zachowała się tu oryginalna wiata peronowa o konstrukcji żelazno-drewnianej z 1893 r. Nic dziwnego, że skierniewicki dworzec stał się tłem dla scen w Ziemi obiecanej w reżyserii Andrzeja Wajdy. Na peronie 1 w 2010 r. umieszczono poza tym rzeźbę Stanisława Wokulskiego, bohatera powieści Lalka Bolesława Prusa (1847–1912), który w trakcie podróży do Krakowa ze swoją narzeczoną Izabelą Łęcką, jej ojcem i kuzynem Starskim w tym miejscu wysiadł z pociągu, kiedy dowiedział się, że jego wybranka naprawdę go nie kocha. Niedaleko znajduje się również zabytkowa parowozownia z 1845 r. – można w niej oglądać nieużywane już lokomotywy, parowozy i wagony. Na południe stąd leży skierniewicki Rynek z zachowanym średniowiecznym układem urbanistycznym. Wznosi się przy nim neorenesansowy Ratusz z 1847 r. i urokliwe kamieniczki. Nieco bliżej wspomnianego zespołu pałacowo-parkowego stoi odnowiona eklektyczna Willa Kozłowskich z 1893 r., w której dziś funkcjonuje m.in. Urząd Stanu Cywilnego (Pałac Ślubów).

 

W 2017 r. Skierniewice obchodzą 560-lecie nadania prawa miejskich (otrzymały je w 1457 r.). Główne uroczystości związane z tą okazją odbyły się w lutym (np. impreza plenerowa na Rynku i uroczysta gala w Kinoteatrze Polonez). Natomiast 27 maja na festiwalu Maj Syty Fest wystąpili na Rynku artyści grający muzykę alternatywną. W czasie trwania koncertów można było posilić się specjałami z food trucków. Już po wakacjach z kolei planowana jest też wyjątkowa, 40. edycja wrześniowego Skierniewickiego Święta Kwiatów, Owoców i Warzyw (16 i 17 września 2017 r.). W ciągu całego roku zorganizowanych zostanie wiele ciekawych wydarzeń kulturalnych i sportowych. Program obchodów jubileuszu udostępniono na stronie internetowej www.najlepszegoskierniewice.pl.

 

***

Województwo łódzkie z pewnością potrafi zaskoczyć każdego, szczególnie swoim potencjałem. Tutaj, w centralnej części Polski, ślady przeszłości przywraca się do życia, historia łączy się ze współczesnością. A jeśli zmęczymy się nadmiarem wrażeń podczas zwiedzania niesamowicie inspirującej Łodzi i innych okolicznych miast, możemy zrelaksować się w uniejowskich termach. Łódzkie to świetne miejsce nie tylko na weekendowy odpoczynek, lecz także na dłuższą wycieczkę, i wciąż czeka na odkrycie.

Artykuły wybrane losowo

Costa Rica, czyli Bogate Wybrzeże

MAGDALENA ŁADANAJ


Kostaryka jestpołożona między dwoma oceanami (Atlantyckim i Spokojnym), od północy graniczy z Nikaraguą, a od południa – z Panamą. W ciągu jednego dnia można więc podziwiać w niej magiczny wschód słońca nad Morzem Karaibskim i zniewalający zachód słońca na plaży nad Pacyfikiem. Niegdyś w tym regionie Ameryki Środkowej żyła głównie rdzenna ludność, dziś pozostało niewielu jej potomków. Starają się jednak pielęgnować swoje zwyczaje i tradycje, np. mieszkający na południu kraju Indianie Bribri nadal wytwarzają pyszną naturalną czekoladę.

Więcej…

12 najlepszych miejsc na świecie do uprawiania kitesurfingu

Wietnam

Victor Borsuk na Morzu Południowochińskim u wybrzeży Phan Rang w Wietnamie

© WWW.VICTORBORSUK.COM

 

VICTOR BORSUK

www.victorborsuk.com

 

 Dzięki rozbudowanej ofercie rozmaitych linii lotniczych sporty wodne można uprawiać praktycznie cały rok. Dotyczy to również kitesurfingu, który cieszy się dużą popularnością wśród Polaków, mimo iż u nas odpowiednie warunki klimatyczne panują jedynie przez kilka wiosennych i letnich miesięcy. Dla wielu naszych rodaków ślizganie się po falach na desce z latawcem stało się prawdziwą pasją, a kto raz połknie bakcyla, ten zawsze będzie śnił o tych wspaniałych miejscach na ziemi, gdzie natura sama stworzyła wymarzone warunki do wykonywania widowiskowych akrobacji na wodzie.

 

Jednym z najważniejszych czynników w kitesurfingu jest moc wiatru. Powiewy do 9 węzłów są zbyt słabe do uprawiania tego sportu. Wiatr o prędkości od 9 do 15 węzłów będzie dobry dla osób początkujących i tych wszystkich, którzy lubią czuć się bezpiecznie na wodzie i stabilnie poruszać latawcem. W takich warunkach ryzyko nieprzewidzianych sytuacji bywa raczej niskie. Prędkość 15–28 węzłów idealnie nadaje się dla średnio zaawansowanych kitesurferów. Można przy niej próbować wysokich skoków i porządnych ewolucji. Wiatr o prędkości powyżej 28 węzłów jest już bardzo silny. Czasem zrywa dachówki, łamie gałęzie i wieje piaskiem w oczy. Poradzą z nim sobie tylko doświadczeni kitesurferzy, którzy mierzą się w tej sytuacji z siłami natury.

Przy wyborze 12 najlepszych miejsc na świecie do uprawiania kitesurfingu kierowałem się głównie statystyczną ilością i siłą wiatru oraz warunkami panującymi na wodzie. Pod uwagę brałem także wygląd okolicy i możliwości spędzania czasu nie poświęconego na ewolucje na desce.

 

1

Guajiru

Brazylia

 

To jedno z najwietrzniejszych miejsc na świecie. W brazylijskim stanie Ceará, w którym leży wioska Guajiru, wieje od czerwca do końca grudnia codziennie. Wiatr osiąga prędkość od 18 do 30 węzłów. Znajdują się tu liczne laguny z płaską taflą, na których możemy bez obaw próbować wszystkiego, o czym marzymy. Woda jest bardzo ciepła (ma mniej więcej taką temperaturę jak powietrze), więc wystarczą tylko krótkie spodenki i kostium kąpielowy. Nie wolno zapomnieć o użyciu kremu do opalania (aplikację warto powtórzyć kilka razy w ciągu dnia) i zaopatrzeniu się w wodę do picia.

 

2

Phan Rang

Wietnam

 

Okolica miasta Phan Rang (Phan Rang-Tháp Chàm) jest jeszcze mało popularna wśród amatorów akrobacji na desce z latawcem. Działa w niej zaledwie kilka szkół kitesurfingu. Miejsce to odkrył mój przyjaciel mieszkający w Wietnamie i właśnie tutaj zabieram widzów w podróż w czasie najnowszego filmu realizowanego przez Virgin Mobile W pogoni za wiatrem. Od listopada do lutego prędkość wiatru wiejącego na wybrzeżu wynosi 18–35 węzłów. Woda jest przezroczysta i jak okiem sięgnąć zupełnie płaska. Dopiero w odległości mniej więcej 800–1000 m od brzegu pojawia się rafa koralowa, która stanowi granicę dla pięknych równych fal, na których można uprawiać kitesurfing. Powietrze nagrzewa się zazwyczaj do ok. 30°C, ale silny wiatr powoduje, że w ciągu dnia i nocy nie odczuwa się upału. Dlatego do torby podróżnej warto zapakować klapki, krótkie spodenki i przewiewną koszulkę. Muszę przyznać, że to jedno z moich ulubionych miejsc na ziemi. Właśnie tu zorganizowałem w minionym roku imprezę sylwestrową i przywitaliśmy nowy, 2018 r.

 

3

Woodman Point

Australia

 

Gdy miałem 18 lat, spędziłem w tym rejonie pół roku. Zaraz po maturze kupiłem bilet i poleciałem sprawdzić, jak wygląda to legendarne dla kitesurferów miejsce w Australii Zachodniej. Przed wyjazdem oglądałem filmy o nim i bardzo dużo czytałem. Uczciwie mogę przyznać, że długo marzyłem, aby tutaj przyjechać, a ponieważ była to daleka wyprawa, postanowiłem zatrzymać się w okolicy aż na pół roku. Mając zaledwie parę groszy przy duszy i głowę pełną nadziei, wyruszyłem w podróż. Na miejscu okazało się, że wszystko wygląda dokładnie tak, jak to sobie wyobrażałem. Zastałem ogromne przestrzenie z płaską wodą i wiatr o prędkości 18–25 węzłów wiejący codziennie od godz. 14.00. Dlaczego właśnie o tej porze? Bo w tym rejonie występuje przede wszystkim wiatr termiczny zwany tu sea breeze (bryzą). Żadna prognoza nie podaje odpowiedniej siły wiatru, gdyż nie bierze pod uwagę różnicy temperatury między zimną wodą a bardzo mocno nagrzanym lądem. Oczywiście, poza tym, że był to jeden z najciekawszych okresów w moim życiu, odczuwałem również stres związany z występowaniem przy brzegu wielu rekinów i strach przed wywracaniem się na dużej głębokości. Jednak statystyki działały na moją korzyść, a kilka ataków na ludzi zdarzających się w ciągu roku w całej Australii nie mogło mnie wystraszyć na tyle mocno, żebym zrezygnował z ukochanego sportu. Zatem jeżeli ktoś nie boi się opowieści o rekinach i chłodnej (orzeźwiającej!) oceanicznej wodzie, cypel Woodman Point koło miasta Perth jest dla niego bez wątpienia jednym z miejsc do zaliczenia.

 

4

Prasonisi, Rodos

Grecja

 

Żywienie się konserwami i zupkami chińskimi oraz spanie na łonie przyrody – tak właśnie spędzałem wakacje jako nastolatek, aby zamknąć cały dwutygodniowy wyjazd w kwocie 1,2 tys. złotych i móc pływać przez 6–8 godzin dziennie. Półwysep Prasonisi na wyspie Rodos to jedna z najlepszych okolic do uprawiania kitesurfingu na świecie. Idealne miejsce dla amatorów tego sportu znajduje się między dwoma wzgórzami, które codziennie się nagrzewają, co sprawia, że powstaje schodzący z nich wiatr termiczny. Wzniesienia łączy piaszczysty wał, dzięki czemu tworzy się tu tzw. efekt Venturiego (wiatr przyspiesza w przewężeniu). Ze względu na te czynniki przez pół roku codziennie wieje w tym rejonie równy, ciepły i silny wiatr. Woda z jednej strony wału jest płaska jak stół, z drugiej powstają duże fale. Każdy ma inne wspomnienia z okresu nastoletniego, ja swoje pierwsze kroki w stronę dorosłości stawiałem właśnie na wyspie Rodos.

 

5

Mierzeja Helska

Polska

 

W tym przypadku moja ocena będzie siłą rzeczy bardziej subiektywna. Jest całkiem prawdopodobne, że wpływają na nią wspomnienia z 22 lat, przez które przyjeżdżałem na Hel, ale uważam tę część Polski za jedno z najlepszych miejsc, aby rozpocząć przygodę z kitesurfingiem. Przede wszystkim od strony Zatoki Puckiej mamy tutaj prawie 1 km płaskiej i płytkiej wody oraz rozległe przestrzenie. Nie bez znaczenia pozostaje też towarzystwo niesamowitych ludzi, których łączy zamiłowanie do sportów wodnych. Ja kocham to miejsce i nie wyobrażam sobie innej okolicy na spędzenie lata. Właśnie tu moje życie zaczęło nabierać obecnego kształtu. Na początku uczyłem się na Helu pływać, teraz prowadzę obozy dla dzieci od 9 do 18 lat i organizuję wyjazdy integracyjno-motywacyjne dla firm. Staram się zainspirować wszystkich swoją pasją.

 

6

Boracay

Filipiny

 

Filipińska wysepka Boracay kojarzy się z wysmukłymi palmami opadającymi do morza, błękitną wodą i białym piaskiem. To miejsce ma jednak także duszę. W ciągu dnia wszyscy żyją tutaj kitesurfingiem, a wieczorem zaczyna kwitnąć życie nocne. Wówczas każdy poddaje się magii, która otacza tę wyspę. Nie przez przypadek mówi się na niej: what happens on Boracay, stays in Boracay („co wydarzyło się na Boracay, zostaje na Boracay”). Uważam ten rejon Filipin za jeden z moich najbardziej ulubionych zakątków na świecie.

 

polska1

Victor Borsuk na Helu, gdzie często zapoznaje innych z kitesurfingiem

© WWW.VICTORBORSUK.COM

 

7

Auckland i Northland

Nowa Zelandia

 

Północna część nowozelandzkiej Wyspy Północnej (regiony: Auckland i Northland) należy do najpiękniejszych miejsc na ziemi, w których do tej pory byłem. Wzdłuż wschodniego i zachodniego wybrzeża znajduje się wiele zupełnie dzikich okolic do uprawiania kitesurfingu. W wodzie można dostrzec wieloryby, a na lądzie spotkać ptaki kiwi i tyle owiec, że trzeba by liczyć je do snu do końca życia. Przyleciałem do tego kraju w odwiedziny do swojego bardzo dobrego kolegi, który pływanie na desce z latawcem traktuje jako pasję, a żyje z koncertów (występuje jako gitarzysta i wokalista). Ten niesamowity człowiek zabrał mnie w podróż po północnej Nowej Zelandii. Swoją wizytę w tych stronach zacząłem od Auckland, czyli największego miasta w kraju (ponad półtoramilionowego). Wynająłem w nim auto i pojechałem do nadmorskiego kurortu Paihia, gdzie poza sezonem żyje ok. 2 tys. osób, a latem przebywa prawie 30 tys. ludzi. W tym mieście mieszka na co dzień mój kolega Robin, tu codziennie gra w golfa czy tenisa i wieczorami występuje na koncertach w knajpach na wodzie. Utrzymuje się też z lokalnej turystyki. W kurorcie warto zatrzymać się na dwa dni, jednak najbliższe miejsca do uprawiania kitesurfingu oddalone są stąd przynajmniej o 20 min. jazdy na północ. W takiej odległości znajdował się nasz secret spot, położony między dwoma wzgórzami na terenie należącym do znajomych mojego kolegi. Była to rewelacyjna okolica. Wiatr wiał do brzegu, a na wodzie nie spotkaliśmy nikogo. Dzień później wybraliśmy się bardziej na północ na plażę, po której można jeździć autem (Ninety Mile Beach). Tutaj również spędziliśmy czas na falach. Pływaliśmy, ścigając się z samochodami. W Nowej Zelandii przebywałem tydzień, z czego przez cztery dni nie wiało. Cisza, spokój i piękne widoki rekompensowały jednak brak wiatru. Jeżeli moim głównym celem wyjazdów nie byłby kitesurfing, ale podróż w głąb siebie i obcowanie z naturą, ponownie wybrałbym się do Nowej Zelandii.

 

8

Maui

Hawaje, USA

 

Maui powinien odwiedzić każdy, niezależnie od tego, czy uprawia jakiekolwiek sporty wodne, czy podróżuje w celach czysto turystycznych. Ta wulkaniczna wyspa przekracza wszelkie wyobrażenia. Zacznę od tego, co najbardziej mnie zaskoczyło. Po wylądowaniu w mieście Kahului wychodzimy na lotnisko, gdzie wita nas od razu parne, gorące powietrze (nie ma czekających kobiet z kwiatami na szyi), więc od samego początku czujemy, że znaleźliśmy się w miejscu naprawdę egzotycznym. Całą wyspę można objechać w zaledwie 4 godz., ale każda jej część zdumiewa innym mikroklimatem. Po jednej stronie lądu codziennie pada (czasem 15 min., innym razem cały dzień), między lasami bambusowymi wyrastają palmy, wzgórza i skały pokrywa zieleń, a po drugiej opady są rzadkie i pola golfowe muszą być sztucznie nawadniane. Wzdłuż północnego wybrzeża leżą najsłynniejsze miejsca dla amatorów ewolucji na desce z latawcem, takie jak Ho’okipa, Kite Beach, Haiku itd. Tu zobaczymy nie tylko kitesurferów, ale przede wszystkim najlepszych sportowców na świecie startujących w zawodach surfingowych i windsurfingowych. Widoki przypominają kadry z okładek magazynów sportowych. W okolicy codziennie wieje, jest ciepło i egzotycznie, ale spoty są tak małe, że aż trudno uwierzyć. Wszyscy żyją tutaj powoli, to prawdziwi surferzy. Niestety, muszę zmartwić osoby, które jeszcze nie miały styczności ze sportami wodnymi. Maui nie nadaje się dla stawiających swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie. Warunki są w tym rejonie bardzo wymagające, powiedziałbym nawet, że bywa niebezpiecznie. W wodzie łatwo zorientować się, iż znajdujemy się na Pacyfiku i nie należy lekceważyć jego siły, bo skończy się to tragicznie. Jeżeli ktoś chce sprawdzić się w tym miejscu, musi zdobyć doświadczenie. Dlatego polecam zacząć od Polski, potem warto wybrać się za granicę, polecieć do Brazylii i na spokojnie zmierzyć się z falami o wysokości 1–3 m, a na koniec dopiero można udać się na Hawaje.

 

9

Bintan

Indonezja

 

Wyspa Bintan leży w odległości zaledwie godziny rejsu promem od Singapuru (w archipelagu Riau). Kiedyś planowałem dotrzeć na nią na Puchar Azji (Kiteboard Tour Asia – KTA), ale termin wydarzenia kolidował z moim wcześniej zorganizowanym wyjazdem do Wenezueli. To jedno z najbardziej niezwykłych miejsc na ziemi. Ze względu na bliskość Singapuru jakość i ceny tutejszych hoteli przekraczają wszelkie wyobrażenia, ale my nocowaliśmy w domkach na palach, do których dochodziło się 200-metrowym drewnianym mostem. Jego deski wyglądały, jakby miały się zaraz złamać. Obiekt nazywał się Bintan Laguna Restaurant & Resort. Pobyt kosztował nas zaledwie 20 dolarów amerykańskich za noc (ze śniadaniem)! Na śniadanie podawano makaron z jajkiem, ale serwowano go na stole ustawionym nad wodą, co tworzyło niesamowitą atmosferę. W pokojach nie było okien z szybami, tylko otwory. Do środka wpadała przez nie bryza i ciepłe powietrze. Spędzanie dnia i nocy w tym miejscu stanowiło czystą przyjemność. Zaledwie 10 min. skuterem od obiektu znajduje się Bintan Agro Beach Resort, w którym mój kolega z Singapuru ma szkołę kitesurfingu. Okolica idealnie nadaje się na rozpoczęcie przygody z tym sportem, ponieważ woda jest tu płytka na obszarze rozciągającym się od brzegu do prawie 200 m w głąb morza. Ze względu jednak na bliskość równika kitesurferzy są zależni od pływów. Czasem w odległości 50 m od lądu fale odsłaniają suche dno. Ja na wyspie Bintan zupełnie się wyciszyłem. Nie ma na niej alkoholu (poza wytwarzanym przez mieszkańców winem ryżowym), auto można zobaczyć raz na godzinę, wszędzie panuje błoga cisza i spokój. Warto spędzić tutaj trochę czasu, aby porządnie wypocząć.

 

Cabarete 002

Klimatyczne Cabarete to popularne miejsce profesjonalnych zawodów w kitesurfingu

© MINISTERIO DE TURISMO DE REPÚBLICA DOMINICANA

 

10

Cabarete

Dominikana

 

Miasteczko Cabarete w Republice Dominikańskiej uchodzi za jedno z najbardziej znanych miejsc do uprawiania kitesurfingu na świecie. Szaleństwo na falach przy odpowiednim wietrze i w promieniach gorącego tropikalnego słońca można tu połączyć z wieczornymi imprezami na plaży. Sama okolica nie jest zbyt dobra do rozpoczęcia nauki, to raczej rejon dla zaawansowanych. Miejscowi wykonują naprawdę niesamowite ewolucje na desce. Odkąd zobaczyłem pierwszy film z zawodów Pucharu Świata w kitesurfingu w Dominikanie, marzyłem o tym, żeby kiedyś do niej pojechać. Czekały na mnie smukłe palmy, biały piasek na plaży i błękitna woda. Kitesurferzy reprezentowali najwyższy światowy poziom. Moje wyobrażenia o tym miejscu okazały się całkowicie zgodne z rzeczywistością. Jeżeli ktoś nauczył się podstaw kitesurfingu i opanował halsowanie, powinien chociaż raz w życiu odwiedzić ten kraj. Atmosfera Karaibów łączy się tutaj z surferskim duchem rywalizacji na wysokim poziomie. Nie brakuje też rumu, ale warto mieć świadomość, że w Republice Dominikańskiej wypoczywa mnóstwo turystów, więc nie należy liczyć na ciszę i spokój umilające pobyt w Indonezji.

 

Renę Egli Airview

Przepiękna plaża Sotavento na Fuerteventurze, mekka kitesurferów z całego świata

© RENÉ EGLI

 

11

Fuerteventura

Hiszpania

 

Niewątpliwą zaletę Fuerteventury (jednej z Wysp Kanaryjskich) stanowi fakt, że można na nią dość szybko dotrzeć za niewielkie pieniądze. Tanie linie lotnicze często oferują bilety od 200 zł w górę w obie strony i czasem aż trudno uwierzyć, jak małe są koszty dostania się z kontynentalnej Europy na archipelag położony nieopodal północno-zachodnich wybrzeży Afryki. Ja trafiłem tu po raz pierwszy 10 lat temu, kiedy startowałem w Pucharze Świata na Playa Barca i Sotavento (Fuerteventura Windsurfing & Kitesurfing World Cup). To właśnie jedno z tych miejsc, które można obejrzeć na filmach z najlepszymi kite- i windsurferami na świecie. Sama wyspa nie jest zbyt bogata w szatę roślinną, w jej krajobrazie dominują skały i piach, jednak należy do bardzo wietrznych rejonów. Najmocniej zaskakują tutaj tłumy ludzi kochających sporty wodne. Zjeżdżają oni głównie do południowo-wschodniej części Fuerteventury. Wzdłuż plaży Sotavento przy odpowiednim poziomie wody powstaje olbrzymia laguna (płytki akwen z płaską taflą) o długości ponad 4 km i szerokości powyżej 200 m, na której można zacząć swoją przygodę z kitesurfingiem. Jeżeli ktoś nie ma czasu na dalekie podróże, a liczy na słońce i dobry wiatr podczas wyjazdu, to bardzo mu polecam właśnie tę sympatyczną kanaryjską wyspę.

 

12

Sardynia

Włochy

 

Włoska Sardynia to wspaniałe miejsce, które potrafi zaskoczyć na każdym kroku. Jest pełna tajemnic i ma bogatą historię. Niektóre okolice bywają tutaj bardzo surowe, ale napotkamy też zakątki jak z bajki. Na wyspie, podobnie jak w wielu rejonach południowej Europy, obowiązuje sjesta – w tym czasie często nie działają sklepy ani restauracje. Morze Śródziemne wokół Sardynii przybiera kolor błękitny, a piasek na plażach jest biały. Aż chce się wskoczyć do wody. Ja nie miałem zbyt dużo szczęścia do dobrego wiatru podczas swoich odwiedzin na tej malowniczej wyspie. Udawało mi się popływać dwa lub trzy dni w ciągu trwającego tydzień wyjazdu, ale nie jest to tak naprawdę nic niezwykłego, bo i w popularnym wśród kitesurferów Egipcie zdarzają się podobne okresy bez odpowiednich podmuchów. Uważam, że naprawdę warto zawitać na Sardynię. Istnieje na niej wiele świetnych centrów kite- i windsurfingu, a okoliczne wody słyną z wymarzonych wręcz warunków do uprawiania tych sportów. Ja korzystałem z usług profesjonalnej polskiej bazy SKYHIGH znajdującej się w Porto Botte, miejscowości położonej na południowo-zachodnim wybrzeżu, niedaleko czarującej wysepki Sant’Antioco. Chętnie odwiedzę gościnną Sardynię ponownie, żeby spróbować szczęścia w łapaniu wiatru. Poza tym potrawy lokalnej kuchni są przepyszne, miasteczka wyglądają niezmiernie urokliwie, a sami Sardyńczycy to wyjątkowi ludzie, jakby z innego świata.

 

UGANDA – nie tylko w poszukiwaniu goryli

ŁUKASZ WALL

 

Po wylądowaniu w godzinach wieczornych na międzynarodowym lotnisku Entebbe sprawnie załatwiamy formalności wizowe. Gdy opuszczamy budynek terminalu, zewsząd ogarniają nas ciemności. Nad głowami mamy piękne, rozgwieżdżone niebo, a dookoła rozlegają się dźwięki cykad. Tak rozpoczyna się nasza wielka przygoda w Ugandzie, do której trafiliśmy na spotkanie z wielkimi i niezmiernie rzadkimi gorylami górskimi…

Na pierwszy rzut oka rzuca się, że drogi w tym kraju (w większości szutrowe) są wyboiste i dziurawe. Przepędzane są po nich stada bydła, mkną szybko rejsowe autobusy przepełnione ludźmi oraz jeżdżą rowerzyści nieużywający świateł i żadnych elementów odblaskowych.  

Więcej…