SYLWIA JEDLAK-DUBIEL

 

Choć to Poznań i Gniezno były pierwszymi głównymi ośrodkami państwa polskiego, do dziś właśnie Kraków, najważniejszy gród Małopolski, kojarzy się Polakom z historycznym sercem ich ojczyzny. Cały region usiany pozostałościami po licznych zamkach przywodzi zresztą na myśl obrazy z dzieł mistrza Jana Matejki. Obecnie wciąż dość łatwo odnaleźć tu ślady królewskiego panowania, ale turyści często odwiedzają tę część naszego kraju także ze względu na duże walory przyrodnicze i krajobrazowe. Z roku na rok poprawia się więc jakość infrastruktury przeznaczonej do obsługi nowych gości, jak również pojawia się coraz więcej ciekawych atrakcji.

 

W dokumentach przywilejów piotrkowskich króla Jana I Olbrachta (1459–1501), wprowadzonych w życie 1 czerwca 1496 r., po raz pierwszy została oficjalnie użyta łacińska nazwa Polonia Minor, czego odpowiednikiem jest toponim Małopolska. Do tej historycznej dzielnicy Polski należały obszary położone wzdłuż Wisły od Tatr do Mazowsza, w tym ziemie krakowska, sandomierska i lubelska. W granicach tego regionu przeniesiemy się nie tylko w przeszłość, lecz także do magicznego świata legend, w którym żyją śpiący pod Giewontem rycerze, zionący ogniem smok wawelski czy krasnoludki z wielickiej kopalni.

 

Do dobrze skomunikowanego województwa małopolskiego łatwo się dostać. W Krakowie znajduje się dworzec kolejowy obsługujący połączenia krajowe i międzynarodowe (Kraków Główny). Niedaleko od miasta (11 km od jego centrum) leży Międzynarodowy Port Lotniczy im. Jana Pawła II Kraków-Balice. Poza tym region przecina autostrada A4 biegnąca ze wschodu na zachód od granicy ukraińskiej do niemieckiej.

 

W STOLICY KRÓLESTWA

 

Rynek Głowny

Obecny wygląd krakowskim Sukiennicom nadano w drugiej połowie XIX w.

© MAŁOPOLSKA ORGANIZACJA TURYSTYCZNA/K. BAŃKOWSKI

 

Do 24 maja 1609 r. Kraków był siedzibą władców Polski. Gdy dwór królewski przeniósł się do Warszawy, małopolskie miasto straciło na znaczeniu, choć kościół katedralny na wzgórzu Wawel wciąż pozostawał formalnie miejscem koronacji królów (pierwszy koronował się w nim w styczniu 1320 r. Władysław I Łokietek). Zamek Królewski i Katedra św. Stanisława Biskupa Męczennika i św. Wacława znajdują się na wzniesieniu nad Wisłą. Tego zabytkowego zespołu zdecydowanie nie da się obejrzeć podczas jednej wizyty. Trudno jednego dnia zobaczyć wszystkie ekspozycje stałe rezydencji (należą do nich Reprezentacyjne Komnaty Królewskie, Prywatne Apartamenty Królewskie, Skarbiec Koronny i Zbrojownia, Wawel Zaginiony, Sztuka Wschodu) i obejść kaplice świątyni, w której warto przyjrzeć się też wspaniałym nagrobkom (np. Władysława I Łokietka, Kazimierza III Wielkiego, Władysława III Warneńczyka i Władysława II Jagiełły). Na pewno trzeba zarezerwować sobie czas na odwiedzenie Wieży Zygmuntowskiej ze słynnym Dzwonem Zygmunt (ufundował go Zygmunt I Stary), wykonanym w 1520 r. Jego dźwięk uświetnia najważniejsze święta i uroczystości kościelne i narodowe. Oprócz tego bije on w momentach ważnych dla Krakowa i Polski. Ciekawostkę stanowi fakt, że od 2001 r. dzwon ma nowe serce – stare musiało zostać zdemontowane ze względu na kolejne już pęknięcie. Przed wizytą na Wawelu najlepiej zastanowić się, co nas najbardziej interesuje, i zwiedzanie zaplanować według tych preferencji. 

 

W obrębie murów zamkowych znajduje się wejście do jaskini krasowej udostępnionej dla chętnych, zwanej Smoczą Jamą. Wyjście z niej leży pod wzgórzem, a w jego pobliżu stoi od 1972 r. Smok Wawelski – odlana z brązu figura, z której paszczy co jakiś czas wydobywa się prawdziwy ogień. Pod tym osobliwym pomnikiem legendarnego stwora często zbierają się rozentuzjazmowane dzieci.

 

Spod Wawelu można wyruszyć przynajmniej w trzy miejsca. Po pierwsze, warto udać się do Kościoła św. Michała Archanioła i św. Stanisława Biskupa i Męczennika, potocznie zwanego Skałką. Tu właśnie, w Krypcie Zasłużonych spoczywają prochy wielu ważnych polskich osobistości ze świata kultury i nauki. Po drugie, na południowy wschód od Zamku Królewskiego leży dawna dzielnica żydowska, czyli Kazimierz. Obecnie ten rejon upodobali sobie szczególnie artyści i osoby lubiące klimatyczne galerie, teatry, kawiarnie, restauracje czy puby oraz poszukiwacze ciekawych okazów zaglądający na tutejszy targ staroci i antyków.

 

Po trzecie, z wawelskiej katedry blisko już na Rynek Główny – chyba najchętniej odwiedzane przez turystów miejsce w mieście. Znajdują się na nim Sukiennice, gotycka wieża ratuszowa z XIV stulecia (sam ratusz został zburzony), niewielki Kościół św. Wojciecha i pomnik Adama Mickiewicza. W tym pierwszym gmachu działa Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach (oddział Muzeum Narodowego w Krakowie), w której zobaczyć można takie dzieła jak Czwórka Józefa Chełmońskiego, Szał uniesień Władysława Podkowińskiego, Wernyhora Jana Matejki czy Wigilia na Syberii Jacka Malczewskiego. Pod budynkiem przeniesiemy się z kolei w przeszłość dzięki szlakowi turystycznemu po podziemiach Rynku Głównego, czyli stałej wystawie Śladem europejskiej tożsamości Krakowa, prezentującej m.in. efekty prac archeologicznych przeprowadzonych w tym rejonie. Zwiedzający mogą tu oglądać np. zachowane fragmenty dawnych obiektów architektonicznych. Na sąsiednim placu Mariackim stoi natomiast budowla, z której wieży rozbrzmiewa słynny krakowski hejnał. To Bazylika Mariacka z późnogotyckim drewnianym ołtarzem autorstwa Wita Stwosza. Sklepienie świątyni (gwiaździste w prezbiterium i krzyżowo-żebrowe w nawie głównej) zdobią złote gwiazdy na ciemnoniebieskim tle. Poza tym w kościele znajdziemy też polichromie Jana Matejki i witraże Józefa Mehoffera i Stanisława Wyspiańskiego. Jedno z najwybitniejszych dzieł tego ostatniego zobaczymy jednak w położonej na Starym Mieście Bazylice św. Franciszka z Asyżu. W oknie od strony zachodniej umieszczonym nad chórem ujrzymy artystyczne wyobrażenie stworzyciela świata unoszącego dłoń w geście kreacji. Tak w skrócie można opisać wspaniały witraż Stanisława Wyspiańskiego Bóg Ojciec – Stań się!. Ten wszechstronny artysta jest autorem również tutejszych witrażowych przedstawień św. Franciszka, bł. Salomei oraz żywiołów ognia i wody. Podczas zwiedzania okolicy Rynku Głównego nie wolno także ominąć budynków należących do najstarszej polskiej uczelni – Uniwersytetu Jagiellońskiego (w 2014 r. obchodził on 650. rocznicę powstania). W neogotyckim Collegium Novum ma swoją siedzibę rektor tej szkoły wyższej. W auli wisi tu obraz Jana Matejki Astronom Kopernik, czyli rozmowa z Bogiem. Najstarszy budynek uczelni stanowi jednak pobliskie Collegium Maius, którego początki sięgają 1400 r. Obecnie funkcjonuje w nim Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Po wizycie na Starym Mieście najlepiej wybrać się do otaczającego je parku nazywanego Plantami, a potem… wrócić nad Wisłę, królową polskich rzek.

 

BIAŁE ZŁOTO

 

Królewskie były też kopalnie soli w Bochni i Wieliczce, tworzące kiedyś powstałe pod koniec XIII stulecia żupy krakowskie. Obie zostały wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO (podobnie jak historyczne centrum Krakowa). Już 3,5 tys. lat p.n.e. w tym rejonie pozyskiwano sól z solanek. W Bochni eksploatację pokładów rozpoczęto w 1248 r. 

 

Oba obiekty można dziś zwiedzać. Miasto Wieliczka leży bliżej Krakowa. W tutejszej kopalni przygotowano dwie główne trasy: turystyczną i górniczą. Pierwsza jest odpowiednia również dla dzieci w każdym wieku. Prowadzi przez 22 komory, w tym najpiękniejszą z nich – tę z założoną pod koniec XIX w. Kaplicą św. Kingi. Zdobią ją niesamowite żyrandole z solnych kryształów. W Komorze Stanisława Staszica odbył się lot balonem umieszczony w Księdze rekordów Guinnessa. Oprócz tego od czasu do czasu w trakcie wędrówki spotkamy rzeźby krasnoludków. W cenie biletu są jeszcze odwiedziny w Muzeum Żup Krakowskich. Na powierzchnię wraca się prawdziwą windą dla górników. Natomiast trasa górnicza przeznaczona jest dla osób powyżej 10. roku życia, ponieważ wymaga pewnej sprawności i dużo większej ostrożności. Uczestnicy takiej wyprawy otrzymują kombinezony ochronne, lampy, pochłaniacze tlenku węgla i kaski. Udają się w głąb ziemi najstarszym szybem Regis, w którym rozpoczyna się specjalistyczny szlak dla turystów zainteresowanych geologią i górnictwem nazwany Tajemnicami wielickiej kopalni, wymagający dobrej kondycji i wytrzymałości. Nie wpuszcza się na niego dzieci poniżej 13 lat. W Bochni do wyboru mamy trzy trasy turystyczne. Najłatwiejszą (podstawową) urozmaica podziemna ekspozycja multimedialna. Przyrodnicza jest przeznaczona dla dorosłych i dzieci powyżej 7. roku życia. Podąża się tu zejściem Lichtenfels, którym poruszały się kiedyś konie. Poza tym pod drodze można oglądać świecące na pomarańczowo kryształy halitu fluorescencyjnego. Trzecia i ostatnia trasa to szlak historyczny „Wyprawa w Stare Góry”. Wymaga on dobrej kondycji fizycznej. Istnieje także możliwość wykupienia przeprawy łodzią przez zalaną wodą komorę. 

 

Kopalnia Soli „Wieliczka” i Kopalnia Soli Bochnia są miejscami z wyjątkowym mikroklimatem wpływającym bardzo korzystnie na osoby z alergiami i schorzeniami układu oddechowego, a to ze względu na jakość powietrza, na którą składa się wysoka wilgotność, stała temperatura, nasycenie chlorkiem sodu i brak zanieczyszczeń. Dlatego organizuje się w nich pobyty nocne. Na zwiedzanie podziemnych komór należy się odpowiednio przygotować – trzeba zadbać o ciepłą odzież i wygodne zakryte obuwie. Temperatury powietrza utrzymują się tu w granicach 14–16°C.

 

ŚLADEM ZAMKÓW

 

Pieskowa Skała

Zamek w malowniczej Pieskowej Skale

© MAŁOPOLSKA ORGANIZACJA TURYSTYCZNA/K. BAŃKOWSKI

 

O bogatej historii Małopolski najlepiej przypominają jej zamki. Ruiny jednego z nich wznoszą się nad brzegiem Dunajca w Nowym Sączu. W ich obrębie stoi zrekonstruowana renesansowa Baszta Kowalska. Nowosądecki Zamek Królewski powstał za czasów Kazimierza III Wielkiego. Dziś jego pozostałości otacza park miejski. W mieście warto zobaczyć jeszcze eklektyczny Ratusz z wieżą zegarową czy Bazylikę św. Małgorzaty z zachowanym fragmentem gotyckiej polichromii. Na spacer można wybrać się do Sądeckiego Parku Etnograficznego (oddziału Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu), gdzie zebrano obiekty charakterystyczne dla Sądecczyzny, w tym liczne zagrody, XVII-wieczny dwór szlachecki, folwark dworski czy łemkowską cerkiew z XVIII stulecia. Poza tym znajduje się tu tzw. Miasteczko Galicyjskie, na które składa się zrekonstruowana małomiasteczkowa zabudowa z terenu Galicji. Niewiele osób wie, że nowosądecki dworzec kolejowy pierwotnie wzniesiono w stylu secesyjnym. Nie tak łatwo to obecnie dostrzec, gdyż został przebudowany. Od strony peronów zadaszenie wciąż jednak podtrzymują zdobione żeliwne filary.

 

Stąd warto wybrać się do pobliskiego Starego Sącza, w którym węgierska księżniczka św. Kinga (1234–1292), żona Bolesława V Wstydliwego (patronka wspomnianej kaplicy w wielickiej kopalni soli oraz górników w Bochni i Wieliczce) założyła w 1280 r. klasztor klarysek. Przeniosła się do niego po śmierci męża i w tym miejscu umarła. W kaplicy fundatorki w przyklasztornym Kościele Trójcy Świętej i św. Klary zachowała się XV-wieczna figurka z drzewa lipowego przedstawiająca książęcą małżonkę. Przechowywane są tu też relikwie świętej, a w świątyni na uwagę zasługują barokowa ambona z 1671 r. i gotycka chrzcielnica z XV stulecia. Do starosądeckiego klasztoru wstąpiła również Jadwiga, żona Władysława I Łokietka. W Starym Sączu do dziś zachował się średniowieczny rynek. 

 

Wśród zamków Małopolski nie wolno pominąć dwóch średniowiecznych warowni wznoszących się nad Jeziorem Czorsztyńskim. Z budowli w Czorsztynie zostały jedynie ruiny. Widać je dość dobrze z przeciwległego brzegu zbiornika, gdzie stoi drugi z obiektów. Zamek w Niedzicy (Zamek Dunajec), usytuowany przy zaporze, zbudowano prawdopodobnie na początku XIV w. Dzisiaj znajduje się w nim muzeum, można tu także zatrzymać się na nocleg w zabytkowej komnacie. 

 

Przez województwo małopolskie biegnie też część 164-kilometrowego Szlaku Orlich Gniazd, który zaczyna się w Krakowie, a kończy w Częstochowie (już w województwie śląskim). Leży na nim m.in. Zamek Pieskowa Skała (oddział Zamku Królewskiego na Wawelu). W obecnym miejscu powstał z inicjatywy Kazimierza III Wielkiego w pierwszej połowie XIV stulecia. Gdy z Włoch zaczęły do Polski docierać nowe tendencje w sztuce związane z epoką odrodzenia, dokonano tu przebudowy w stylu renesansowym. Właśnie z XVI w. pochodzi dziedziniec arkadowy i widokowa loggia. Ciekawostkę stanowi fakt, że w 1787 r. wizytę na zamku złożył ostatni władca Rzeczypospolitej Obojga Narodów – Stanisław August Poniatowski (1732–1798). Pieskowa Skała jest udostępniona do zwiedzania. Z murów zamkowych rozpościera się wspaniały widok na okolicę, która prezentuje się wyjątkowo atrakcyjnie. Nic w tym dziwnego, górująca nad otoczeniem budowla znajduje się przecież w granicach Ojcowskiego Parku Narodowego. Niedaleko niej natkniemy się na charakterystyczny skalny twór o nazwie Maczuga Herkulesa. W krajobrazie tego obszaru chronionego dominują wapienne skały i krasowe jary. W tym rejonie odkryto również wiele grot, w tym Jaskinię Łokietka czy Ciemną. Obie można zwiedzać z przewodnikiem (w okresie zimowym są zamknięte dla turystów). Ta pierwsza została przystosowana do ruchu turystycznego i oświetlona, drugą przemierza się ze świeczką w ręku. Na terenie Ojcowskiego Parku Narodowego znajdują się poza tym jeszcze m.in. ruiny średniowiecznego zamku w Ojcowie.

 

SKARBY SPOD ZIEMI

 

W Małopolsce można także po królewsku odpocząć, a to ze względu na jej malowniczo położone uzdrowiska. Wśród nich wyróżnia się Krynica-Zdrój. Początkowo jako wieś należała ona do biskupów krakowskich. W drugiej połowie XVIII w. odkryto w tym miejscu lecznicze źródła i to sprawiło, że później rozwinęła się tu miejscowość kuracyjna. Odwiedzali ją np. prezydent Ignacy Mościcki czy marszałek Józef Piłsudski oraz królowa Holandii Juliana. Obecnie Krynica-Zdrój cieszy się wielką popularnością wśród turystów i kuracjuszy przez cały rok. Niemały wpływ na to (oprócz leczniczych źródeł) ma z pewnością jej usytuowanie w Beskidzie Sądeckim, w otoczeniu zielonych wzgórz.

 

Samo miasto swój nieodparty urok zawdzięcza nadającej mu klimat sielskiego górskiego uzdrowiska architekturze. W okolicy potoku Kryniczanka i Bulwarów Dietla (Józef Dietl był jednym z twórców balneologii – dziedziny medycyny zajmującej się wpływem leczniczych wód na zdrowie i wykorzystaniem ich w terapiach) wznoszą się drewniane wille z ozdobnymi daszkami i balkonami. Nieco dalej znajduje się neorenesansowy Stary Dom Zdrojowy, a także modernistyczna Pijalnia Główna i Nowy Dom Zdrojowy. Wśród krynickich źródeł warto wymienić takie jak Słotwinka, Zuber, Tadeusz, Jan, Mieczysław bądź Kryniczanka. Dawne zabudowania są używane do dziś – w willach Witoldówka i Wisła działają pensjonaty, w Willi Białej Róży i Węgierskiej Koronie powstały lokale gastronomiczne, w Kosynierze funkcjonuje szkoła muzyczna. W pomalowanej na niebiesko Romanówce urządzono Muzeum Nikifora. Epifaniusz Drowniak (inaczej właśnie Nikifor Krynicki, 1895–1968) był polskim malarzem prymitywistą pochodzenia łemkowskiego. Uwieczniał zwykle znane sobie widoki: okoliczne budynki czy cerkwie, a swoje prace wykonywał głównie na papierze. Już za życia twórcy jego rysunki prezentowano na wystawach w wielu miastach Europy. Mniej więcej 400 m od muzeum, w pobliżu Parku Mieczysława Dukieta odsłonięto we wrześniu 2005 r. pomnik Nikifora Krynickiego.

 

Otaczające Krynicę-Zdrój wzgórza stanowią również dużą atrakcję turystyczną. Najlepiej dostępne są Góra Parkowa (742 m n.p.m.) i Jaworzyna Krynicka (1114 m n.p.m.). Na tę pierwszą wjedziemy wybudowaną w 1937 r. kolejką linowo-terenową, a na tę drugą – gondolową (uruchomioną w 1997 r.). Na spacer warto wybrać się do Parku Słotwińskiego z pijalnią wody mineralnej Słotwinka z początku XIX w. i pawilonem koncertowym (działa w nim obecnie restauracja „Koncertowa”). Dzieci można natomiast zabrać do Muzeum Zabawek, chociaż wizyta w nim będzie pewnie raczej wycieczką w przeszłość dla rodziców.

 

Miasto nie narzeka na brak turystów, dlatego powstało w nim dużo ciekawych obiektów hotelowych. Większość z nich jest pięknie położona, a wiele oferuje standard 4-gwiazdkowy (np. luksusowy Hotel Czarny Potok Resort & Spa czy Hotel Dr Irena Eris Spa). W Krynicy-Zdroju wypoczniemy więc w znakomitych warunkach.

 

Dla odmiany niedaleko granicy ze Słowacją w dolinie rzeki Poprad leżą aż trzy urokliwe miejscowości uzdrowiskowe. Pierwsza, Piwniczna-Zdrój, to miasto królewskie z zachowanym pierwotnym układem czworobocznego rynku. Założono je z polecenia Kazimierza III Wielkiego w 1348 r. Dalej na południowy wschód znajduje się sielski Żegiestów. Na półwyspie Łopata Polska stoi tu odnowione modernistyczne Sanatorium Wiktor z 1936 r. wpisane do rejestru zabytków (obecnie funkcjonuje w nim komfortowy obiekt sanatoryjno-rehabilitacyjny ze spa – Wiktor Cechini Medical & Spa). Poza tym warto podejść do dawnej łemkowskiej Cerkwi św. Michała Archanioła (dziś Kościoła św. Anny i św. Michała Archanioła) z charakterystycznymi metalowymi hełmami. Trzecią miejscowością jest położona na wschód stąd Muszyna sąsiadująca z Rezerwatem Przyrody Las Lipowy Obrożyska. Do ciekawostek okolicy należą z pewnością ruiny średniowiecznego zamku – siedziby starostów Państwa Muszyńskiego (istniało od XIII w. do 1781 r.) na górze Baszta (Zamczysko, 527 m n.p.m.). Dolina Popradu stanowi znakomity rejon rekreacyjny. Wśród jej malowniczych krajobrazów można wędrować pieszo, jeździć na rowerze czy konno. Dużą popularnością cieszą się też spływy samą rzeką wijącą się wśród wzgórz.

 

JAK NA GÓRSKIM TRONIE

 

Zakopane Jaszurowka 4K

Kaplica na Jaszczurówce w Zakopanem

© MAŁOPOLSKA ORGANIZACJA TURYSTYCZNA/K. BAŃKOWSKI

 

Bez zbytniej przesady da się powiedzieć, że w tym regionie Polski zdecydowanie królują najwyższe góry w kraju, czyli Tatry. Pod ich szczytami śpią ponoć rycerze, którzy obudzą się w chwili, gdy naszej ojczyźnie zagrozi wielkie niebezpieczeństwo. O tej legendzie przypomina zarys Giewontu (1894 m n.p.m.) przywodzący na myśl profil śpiącego mężczyzny. U podnóża Tatr rozciąga się Podhale. Tu, dokąd dziś praktycznie przez cały rok ściągają turyści, kiedyś przyjeżdżali zachwyceni pejzażami i kulturą ludzie sztuki. W okresie Młodej Polski (od mniej więcej 1890 do 1918 r.) wykształciła się nawet specyficzna moda na góralszczyznę. W samym paśmie górskim wyróżnia się tzw. Koronę Tatr, na którą składają się najwybitniejsze szczyty z terytorium polskiego i słowackiego (łącznie aż 75). Trudno chyba o bardziej królewską nazwę.

 

Morskie Oko

Polodowcowe jezioro Morskie Oko u stóp Mięguszowieckich Szczytów

© MAŁOPOLSKA ORGANIZACJA TURYSTYCZNA/K. BAŃKOWSKI

 

Turyści zatrzymują się tutaj w licznych miejscowościach bardzo często nastawionych głównie na obsługę gości. Dlatego znajdziemy w tej okolicy wiele klimatycznych pensjonatów bądź gospodarstw agroturystycznych, ale nie brakuje też bardziej rozbudowanych obiektów hotelowych. Najpopularniejszym miejscem odwiedzanym w tej części Polski jest Zakopane. Jako uzdrowisko zaczęło być znane od drugiej połowy XIX w. Gdy odkryli je artyści (zatrzymywali się tu lub mieszkali m.in. pisarze i poeci Jan Kasprowicz, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Stanisław Ignacy Witkiewicz, Stefan Żeromski, kompozytor Karol Szymanowski, aktorka Helena Modrzejewska, pianista Artur Rubinstein), zyskało sobie także sławę ośrodka kulturalnego. Obecnie w Zakopanem funkcjonuje ciekawy Teatr Witkacego i Muzeum Tatrzańskie im. dra Tytusa Chałubińskiego z siedmioma filiami w mieście (np. Galerią Sztuki XX wieku w willi Oksza, Muzeum Stylu Zakopiańskiego im. Stanisława Witkiewicza w willi Koliba czy Muzeum Kornela Makuszyńskiego w willi Opolanka). W willi Harenda działa natomiast Muzeum Jana Kasprowicza, który spędził w niej ostatnie lata swojego życia i został pochowany w mauzoleum wzniesionym obok rezydencji. Stanisław Witkiewicz (1851–1915), ojciec Witkacego, stworzył nawet styl architektoniczny zwany zakopiańskim. Jedną z jego realizacji jest wyjątkowy dom Pod Jedlami, zbudowany w 1897 r. dla Jana Gwalberta Pawlikowskiego (1860–1939). Mieszkała w nim również jego synowa (od czerwca 1919 r.) – poetka i dramatopisarka Maria Pawlikowska-Jasnorzewska (1891–1945). W pobliżu zabytkowego drewnianego Kościoła Matki Boskiej Częstochowskiej przy ul. Kościeliskiej leży Cmentarz Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku z grobami ważnych dla Zakopanego postaci. Profil śpiącego rycerza z Giewontu najlepiej podziwiać z Gubałówki (1120–1129 m n.p.m.), na którą można wejść o własnych siłach lub wjechać uruchomioną w 1938 r. kolejką linowo-terenową.

 

Podhale to jednak nie tylko Zakopane. Kto nie lubi tłumów turystów, powinien wybrać którąś z tutejszych spokojniejszych, aczkolwiek równie malowniczych miejscowości. W Bukowinie Tatrzańskiej i Białce Tatrzańskiej zrelaksujemy się w kompleksach geotermalnych: Termach BUKOVINA i Termach Bania z basenami wewnętrznymi i zewnętrznymi. W sąsiedztwie obu obiektów znajdują się 4-gwiazdkowe hotele. Dla osób nastawionych na górskie wędrówki znakomita będzie 4-tysięczna wieś Kościelisko położona niedaleko Doliny Chochołowskiej. Letnicy chętnie wybierają też mniejsze Murzasichle, skąd wyruszają na wycieczki do Tatrzańskiego Parku Narodowego, słynącego z przepięknych jezior takich jak Morskie Oko, Wielki Staw w Dolinie Pięciu Stawów Polskich czy Czarny Staw Gąsienicowy. Ten obszar stanowi już jednak nie królestwo człowieka, a przyrody.

 

Małopolska jest prawdziwie królewskim regionem – tu w końcu rezydowali przez wieki królowie i królowe. Te czasy odeszły do przeszłości, ale ich ślady odnajdziemy i dzisiaj. Poza tym ta część kraju nie straciła nic na swojej atrakcyjności. Współcześnie panuje w niej większy spokój, mieszka więcej ludzi i nie trzeba wznosić zamków obronnych na wypadek ataku obcych wojsk lub zbójeckich band. Można tutaj wypocząć w komfortowych warunkach, poddać się leczniczym kuracjom, spędzić aktywnie wolny czas oraz nacieszyć oczy zabytkową architekturą i niesamowitej urody naturą. 

Artykuły wybrane losowo

Madagaskar rozkochuje w sobie

JUSTYNA RYBAK

<< Gdy wyobrażamy sobie Madagaskar, częściej widzimy scenerię przygód nowojorskiego lwa Aleksa z popularnego filmu animowanego wytwórni DreamWorks niż czwartą co do wielkości wyspę na naszej planecie leżącą na Oceanie Indyjskim. Większość z nas raczej nie słyszała o tutejszych kopalniach szafirów, nielegalnym wyrębie lasów czy też zamachu stanu z 2009 r. Z drugiej strony Madagasikara, jak o swoim kraju mówią Malgasze, to kraina nie z tego świata, jedno z najwspanialszych miejsc na ziemi, w którym zakochałam się natychmiast, podobnie zresztą jak kilkaset lat temu Maurycy Beniowski, a później Arkady Fiedler. Tu wciąż jeszcze lemury beztrosko igrają w koronach drzew, drogi są nieprzejezdne po deszczach, a wiara w tabu miesza się z nowoczesnym stylem życia. >>     

Więcej…

Seszele – kokosowa kraina szczęścia

379 IMG1 Grande Soeur 10630x7102

Otoczona granitowymi skałami rajska plaża na wysepce Grande Soeur na Seszelach

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

MAGGIE ANKOWSKA

www.seszelerajnaziemi.com

 

Pewnego dnia dziwnym zbiegiem okoliczności miejsce, które do niedawna było dla mnie tylko kropką na mapie świata, tropikiem odległym i nieosiągalnym, stało się moim domem. Wylądowałam w zakazanym raju – wielokrotnie odnosiłam wrażenie, że nie mam prawa tu być. Na Seszelach, archipelagu będącym częścią Grzbietu Maskareńskiego, do dziś żyje największa populacja żółwi olbrzymich na naszym globie. Większość wysp jest niezamieszkała, a ciszę mąci na nich tylko szum Oceanu Indyjskiego i wiatr szeleszczący wśród liści palm kokosowych…

 

W tym wyspiarskim państwie mieszka ponad 93 tys. ludzi. Dla porównania w samej Warszawie żyje ich niemal 19 razy tyle. Największa w archipelagu jest wyspa Mahé (157,3 km2) ze stolicą Victorią. Seszele, znajdujące się przez wiele lat w rękach Francuzów, a potem Brytyjczyków, uzyskały niepodległość w czerwcu 1976 r. Mimo iż ich mieszkańcy silnie utożsamiają się ze swoją kreolską kulturą i najchętniej posługują się seszelskim kreolskim, wpływy wcześniejszych kolonizatorów są bardzo wyraźne – do języków urzędowych należy również francuski i brytyjski, na ulicach obowiązuje ruch lewostronny, a w budynkach montuje się gniazdka z trzema otworami.

 

Choć dochody z turystyki stanowią niezmiernie istotną część budżetu państwa i miejscowi chętnie goszczą turystów, najważniejsze pozostaje dla nich zachowanie archipelagu w niezmienionym naturalnym stanie. Życie lokalnej ludności płynie spokojnym rytmem, a ruch turystyczny odbywa się jakby obok. Mieszkałam tutaj kilka lat, pracowałam z wyspiarzami i spędzałam z nimi czas wolny, ale pomimo moich największych starań i dużej otwartości na odmienną kulturę zawsze czułam się obca, choć zostałam zaakceptowana. Ta aura niedostępności otaczająca Seszelczyków sprawia, że człowiek z zewnątrz odnosi wrażenie, iż znalazł miejsce wyjątkowe, tylko dla wybranych – trafił do raju. Okolica zdaje się zresztą potwierdzać to przypuszczenie. Nawet na Mahé, najpopularniejszej z wysp, o każdej porze dnia możemy wybierać z minimum tuzina rajskich plaż, na których będziemy po prostu sami.

 

WYSPA ATRAKCJI

 

W ostatnich latach ruch turystyczny na Seszelach zwiększył się i dziś archipelag postrzegany jest jako idealne miejsce na romantyczny wyjazd dla zakochanych, ślub, podróż poślubną czy świętowanie okrągłych rocznic dla osób w związku. Trudno się temu dziwić. Już w momencie opuszczania samolotu można poczuć, że trafiło się w tropiki. Słodkie, lepkie, gorące powietrze o niepowtarzalnym zapachu otula twarz i zapowiada dalsze przyjemności. Droga z lotniska prowadzi krętym wybrzeżem pokrytym białym piaskiem i granitowymi skałami. Gdy wreszcie dotrze się do jednego z miejscowych wspaniałych hoteli, trudno oprzeć się urokowi pięknych prywatnych plaż i znakomicie zagospodarowanych ogrodów. Niejednemu turyście wydaje się, że cudowniej być już nie może. Dlatego też wielu z nich decyduje się nie opuszczać swojego hotelowego raju, ale zupełnie niesłusznie. Zapewniam, że warto poznać bliżej całe Seszele.

 

Ze wszystkich wysp archipelagu właściwie tylko trzy są zamieszkałe przez lokalną ludność – Mahé, Praslin i La Digue. Na kilku pozostałych znajdują się luksusowe ośrodki wczasowe i przebywają tu tylko bardzo majętni turyści i obsługa hotelowa.

 

Dla większości osób odwiedzających Seszele pierwszym przystankiem jest Mahé. Ponieważ to największa i najbardziej rozwinięta wyspa z całego regionu, czeka na niej najwięcej atrakcji. Możemy wykupić lot helikopterem, popłynąć na połów, pojeździć po wybrzeżu konno, wynająć skutery wodne, wybrać się na rejs łodzią i zatrzymywać po drodze na najdzikszych plażach. Dla amatorów pieszych wycieczek nie zabraknie szlaków trekkingowych. W środku tropikalnego lasu poszalejemy na tyrolce. Podwodne królestwo wokół Mahé przypadnie do gustu nawet najbardziej wymagającym i doświadczonym nurkom. Chyba jedynym typowo turystycznym rejonem jest plaża Beau Vallon położona na północno-zachodnim brzegu wyspy. W jej okolicy znajdują się hotele, restauracje, promenada i uliczny bazar Labrin, na którym sprzedaje się typowo kreolskie jedzenie. Warto odwiedzić to miejsce w środę wieczorem, kiedy odbywa się festyn z kulinarnymi przysmakami. Seszelski rum Takamaka leje się wtedy strumieniami, a wokół rozbrzmiewa kreolska muzyka. Okoliczni mieszkańcy wylegają na ulice i można poczuć się wśród nich częścią tej lokalnej społeczności, która chętnie przyjmuje do swojego grona ludzi chcących poznać tutejszą kulturę.

 

Jeśli jednak wolimy zejść z utartych ścieżek i odkryć prawdziwe oblicze wyspy, proponuję wynająć samochód i objechać ją dookoła. Podczas takiej wycieczki trzeba zatrzymać się na plaży Anse Royale i po spacerze po ogrodzie przypraw spróbować dań seszelskiej kuchni. Na liście obowiązkowych przystanków nie powinno zabraknąć także Anse Takamaka. Ta jedna z najsłynniejszych plaż na Mahé ciągnie się przez 2 km. Warto zahaczyć też o plaże Anse Intendance i Port Launay.

 

Do stolicy Seszeli – Victorii – dobrze wybrać się rano, aby zdążyć na najświeższe przysmaki z tutejszego targu rybnego, kupić przyprawy, owoce i warzywa. Jeśli jednak ryby aż tak nas nie interesują albo wolimy rozpocząć dzień od plażowania, możemy spokojnie odwiedzić to miejsce później, gdyż otwarte jest do popołudnia i rzadko kiedy brakuje tu towaru.

 

Miłośnicy lokalnej sztuki znajdą w mieście mnóstwo straganów i galerii oferujących wyroby seszelskich artystów. W położonej na piętrze restauracji „Marie-Antoinette” spróbujemy miejscowej kuchni i zasymilujemy się z tutejszą społecznością.

 

Prawie w samym centrum Victorii, w dzielnicy Mont Fleuri leży piękny ogród botaniczny, w którym można zobaczyć, a nawet nakarmić słynne żółwie olbrzymie. Te osobliwe zwierzęta są jedną z większych atrakcji w tym zakątku świata.

 

W SESZELSKICH GŁĘBINACH

 

Podwodny świat Seszeli to przede wszystkim mieniące się tysiącami kolorów i tętniące życiem rafy koralowe, ale nie tylko one. Do najpopularniejszych punktów nurkowych w okolicy należą także cztery wraki (Ennerdale, Twin Barges, Dredger i Aldebaran), które koniecznie trzeba zobaczyć. W ich pobliżu zawsze, bez względu na sezon czy pogodę, można spotkać licznych mieszkańców oceanicznego królestwa. Pod wodą z pewnością natkniemy się na skorpeny, szkaradnice, skrzydlice, olbrzymich rozmiarów homary czy rozdymki tygrysie, a oglądaniu tych niezwykłych stworzeń będzie towarzyszył lekki dreszczyk emocji związany ze zwiedzaniem wnętrz zatopionych statków.

 

Sprzyjające warunki pogodowe i stabilna temperatura utrzymująca się przez cały rok sprawiają, że na nurkowanie na Seszelach warto wybrać się właściwie zawsze, jednak są miesiące, w których eksploracja głębin bywa znacznie przyjemniejsza. Polecam szczególnie okres od stycznia do kwietnia. Wówczas woda jest najcieplejsza, a widoczność – najlepsza. Życie w oceanie rozkwita i zachwyca swoją różnorodnością. Deszcze nie padają prawie w ogóle, w związku z czym między kolejnymi zanurzeniami można przyjemnie odpocząć na łódce i wspaniale się opalić.

 

211 STB 14 Vallee De Mai 4961x3311

Rezerwat Naturalny Doliny Mai porastają endemiczne lodoicje seszelskie

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

Nie oznacza to jednak wcale, że nie powinno się nurkować w pozostałe miesiące, wręcz przeciwnie, nawet trzeba! Zwłaszcza jeśli chcielibyśmy popływać w towarzystwie rekinów wielorybich. Przybywają one w rejon archipelagu w okolicy września i października wraz z południowo-wschodnim monsunem, aby żywić się planktonem. Woda w tym czasie jest trochę chłodniejsza – ma ok. 24–26°C, ale 45-minutowa kąpiel w takiej temperaturze w odpowiednim stroju miło orzeźwia, a podziwianie tej największej ryby na ziemi dostarcza niezapomnianych wrażeń.

 

Nie trzeba być jednak doświadczonym nurkiem, aby odkrywać piękno oceanicznego świata Seszeli. Osoby początkujące znajdą tu wiele fantastycznych miejsc na płytkich wodach, gdzie pośród wspaniałej morskiej fauny i flory będą mogły podszlifować swoje nurkowe umiejętności.

 

Tym, którzy wolą zostać na powierzchni, a ryby chętniej widzą na swoim talerzu, również spodoba się na archipelagu. W regionie, gdzie taniej jest mieć małą łódkę niż samochód, ludzie często trudnią się połowami, a wiedza lokalnych rybaków bywaimponująca. Chętnie dzielą się nią ze wszystkimi zainteresowanymi w trakcie powszechnie organizowanych wypraw na pełne morze, podczas których trafiają się takie zdobycze jak barakudy, żaglice, tuńczyki, pelamidy, marliny błękitne czy samogłowy.

 

Wróćmy jednak na chwilę na ląd, bo i tutaj na Mahé na miłośników przygód czeka niejedno. Jeśli ktoś lubi bliski kontakt z naturą i górskie wędrówki, to na pewno się nie rozczaruje. Co prawda tutejsze góry nie są wysokie, więc wspinaczka w ich rejonie ma charakter bardziej turystyczny niż wyczynowy, ale istnieje kilka szlaków, których pokonanie w tym tropikalnym klimacie wymaga nieco wysiłku. Nagrodę dla wytrwałych stanowią satysfakcja i niepowtarzalne widoki. Najwyższym szczytem na wyspie jest Morne Seychellois (905 m n.p.m.) i choć wydaje się niewysoki, wyprawa na niego bywa niełatwa. Trzeba się dobrze napocić, aby dotrzeć do wierzchołka, ale naprawdę warto! Przy odpowiedniej pogodzie można stąd podziwiać zapierający dech w piersiach rozległy widok na Ocean Indyjski upstrzony gdzieniegdzie kawałkami zielonego, często nietkniętego ludzką ręką lądu.

 

Mahé, mimo iż jest wspaniała i różnorodna, stanowi jednak tylko część tropikalnego archipelagu. Jeśli ograniczymy się więc jedynie do pobytu na niej, nie będziemy w stanie poznać całego regionu. Choć nie sposób odwiedzić wszystkich wysp, są miejsca, których przegapić nie wolno…

 

W CIENIU PALM

 

Zwiedzanie powinniśmy zacząć od Praslin, mimo iż La Digue leży w podobnej odległości od Mahé. Na wyspę najlepiej dostać się porannym samolotem – lot dwupłatowcem prawie w kokpicie pilota dostarcza niesamowitych wrażeń, a przepiękny widok wschodzącego słońca i budzącego się do życia świata zostaje na długo w pamięci.

 

Praslin zachwyca swoimi restauracjami, barami i chyba jeszcze piękniejszymi plażami i ośrodkami wypoczynkowymi, z których nie chce się wychodzić. Jeżeli planujemy spędzić na Seszelach więcej czasu i mamy kilka wolnych dni do zagospodarowania, wizyta tu z pewnością nas nie rozczaruje. Wyspa ta charakteryzuje się stabilniejszą od Mahé pogodą, niewielkim ruchem samochodowym i licznymi połaciami pełnych życia tropikalnych lasów.

 

Odwiedziny na tutejszej przepięknej plaży Anse Lazio będą wspaniałym wstępem do późniejszego poznawania cudów La Digue. Oprócz tego na Praslin zobaczyć trzeba na pewno Rezerwat Naturalny Doliny Mai (Vallée de Mai Nature Reserve) z ekosystemem stanowiącym pozostałość po pradawnych lasach palmowych, gdzie wykształciła się słynna endemiczna dla Seszeli palma kokosowa (lodoicja seszelska), lokalnie zwana coco de mer. W jej owocach o bardzo specyficznym kształcie kryje się największe nasienie świata roślinnego. Wyjątkowa lodoicja seszelska stała się symbolem tego wyspiarskiego kraju.

 

W tych niemalże niezmienionych od wieków lasach spotkać można wiele endemicznych gatunków ptaków i roślin. Podczas spaceru da się usłyszeć czarną papugę seszelską, koralczyka czerwonogłowego czy pustułkę seszelską. Niesamowite bogactwo fauny i flory, zachowane do dziś dzięki staraniom Seszelczyków, sprawia, że to miejsce przypomina świat sprzed rozwinięcia się cywilizacji człowieka, prehistoryczną krainę, w której rządzi tylko natura.

 

Jeśli z Praslin będziemy chcieli wybrać się na La Digue, zabierze nas na nią prom. Na 15 min. staniemy się małym poruszającym się punkcikiem na bezkresnym Oceanie Indyjskim. Gdy ze wszystkich stron otacza nas lazurowa woda, a na horyzoncie widać jedynie oddalającą się linię brzegową usianą palmami kokosowymi, trudno nie pomyśleć, jak mali jesteśmy w porównaniu z ogromem świata. I może niektórych myśl ta przeraża i skłania do rozważań prowadzących do kryzysu egzystencjalnego, ale ja w takim właśnie momencie czuję się wolna…

 

225 STB 7 Creole Buffet 4961x3311

Kuchnia seszelska charakteryzuje się niezmiernie bogatą mieszanką smaków

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

SMAK RAJU

 

La Digue to miejsce idealne. Na tej trzeciej co do wielkości zamieszkałej wyspie Seszeli główny środek transportu stanowi rower. Zaraz po wpłynięciu do portu przedsiębiorczy miejscowi próbują każdego z turystów wyposażyć w jednoślad. Nie należy, oczywiście, oczekiwać najnowocześniejszych modeli rowerów górsko-wyścigowych – większość z oferowanych pojazdów to raczej wysłużone i lekko zniszczone wehikuły, ale przecież nikt nie przyjeżdża się tu ścigać…

 

Na La Digue koniecznie trzeba odwiedzić dwie plaże: Anse Source d’Argent i L’Union Estate. Do obydwu prowadzą bardzo przyjemne, niewymagające specjalnej sprawności fizycznej trasy rowerowe. W Parku Union Estate możemy spotkać żółwie olbrzymie, zwiedzić plantacje wanilii, kokosów i ananasów. Po przemierzeniu tej okolicy w końcu dociera się do jednej z najczęściej fotografowanych plaż na świecie – Anse Source d’Argent. Biały, drobny piasek, nieskazitelnie czysta, turkusowa woda, kokosowe palmy i tak charakterystyczne dla Seszeli granitowe skały tworzą scenerię niczym z prawdziwego raju. Do tego wokół panuje niesamowita cisza nie zakłócana nawet szumem fal, bo ich tu prawie nie ma. Koniecznie należy zabrać ze sobą maskę do snorkelingu, chociaż nawet bez niej najprawdopodobniej będziemy mogli oglądać żółwie morskie podpływające do brzegu w towarzystwie najbardziej egzotycznych gatunków ryb na ziemi. Podczas spaceru wzdłuż plaży na południe podziwia się zapierające dech w piersiach widoki, które na zawsze pozostawiają w pamięci pewność, że byliśmy częścią czegoś wyjątkowego.

 

Choć dzięki otaczającemu nas pięknu na chwilę zapomnimy o głodzie, oprócz nasycenia ducha ważny jest też pokarm dla ciała. Usytuowana tuż przy plaży restauracja, której nie sposób ominąć w drodze powrotnej, serwuje przysmaki kuchni kreolskiej, opartej głównie na rybach i owocach morza.

 

Potrawy z Seszeli są świeże i naturalne. W tutejszej aromatycznej, dość pikantnej kuchni wykorzystuje się głównie produkty lokalne. Miłośnicy owoców morza będą zachwyceni – na początek powinni spróbować tradycyjnej sałatki z ośmiornicy, a po niej ryby po kreolsku. Rybołówstwo jest jednym z głównych zajęć na archipelagu, więc różnorakich świeżych ryb, wyławianych praktycznie co godzinę, nie brakuje nigdy, a miejscowi osiągnęli prawdziwe mistrzostwo w ich przygotowywaniu. Niemal do każdego posiłku podaje się sałatkę z mango i papai. Wyśmienicie komponuje się ona z dość pikantnymi przyprawami, w szczególności ze słynnym kreolskim sosem curry, z którym serwuje się praktycznie wszystko: kurczaka, ryby, wieprzowinę, a dla odważniejszych – lokalny przysmak, czyli nietoperza!

 

Na Seszelach warto też spróbować charakterystycznego dla wysp pacyficznych owocu chlebowca właściwego – rośnie na drzewie i wygląda jak owoc, ale ma konsystencję świeżego chleba i smakuje podobnie do pieczonych ziemniaków. Ci, którzy nie lubią kulinarnych eksperymentów, mogą zamówić po prostu hamburgera i frytki.

 

Najedzeni, opaleni i wypoczęci wyruszymy w drogę powrotną do portu, aby zdążyć przed zachodem słońca. Należy pamiętać, że Seszele leżą na równiku, więc dzień i noc mają porównywalną długość przez cały rok (mniej więcej 12 godz.). Słońce zachodzi ok. godz. 18.30. Zachód oglądany z pokładu statku płynącego przez ocean wygląda po prostu bajecznie…

 

324 IMG24 Anse Source dArgent 4288x2848

Zjawiskowa plaża Anse Source d’Argent na La Digue

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

OSOBLIWY CUD NATURY

 

Rozpieszczeni i może nawet chwilowo nasyceni ostatnimi wrażeniami nie dajmy się zwieść, że widzieliśmy już wszystko. Najdalej na północ w archipelagu leży niewielka koralowa wyspa o powierzchni ok. 1 km2, przez wielu uważana za najpiękniejszą na świecie. To prawdziwy raj dla ornitologów, miejsce, w którym w niezmąconym spokoju żółwie morskie (zielone i szylkretowe) składają jaja.

 

Od maja do października miliony ptaków przylatują na Bird Island zakładać gniazda. Przez cały rok wyspę zasiedla przynajmniej 20 ich gatunków. Nieustannie rozbrzmiewające ptasie odgłosy nie dają zapomnieć o tym, kto rządzi na tym skrawku lądu.

 

Na Bird Island znajduje się jeden ośrodek (z 24 bungalowami), zbudowany i prowadzony w jak największej zgodzie z naturą. Ze względu na ograniczoną liczbę miejsc wycieczkę na wyspę trzeba zaplanować odpowiednio wcześniej. Choć koszt pobytu może nie należy do najniższych, jest warty każdej złotówki, a większość pieniędzy zostawianych przez turystów przeznacza się na ochronę tego niezaprzeczalnego cudu przyrody.

 

Nie da się na paru stronach przedstawić całego bogactwa Seszeli, jak również nie sposób w kilka czy kilkanaście dni zwiedzić ich całych. Po każdej wyprawie na archipelag pozostaje niedosyt. Nawet po kilku latach spędzonych na wyspach wciąż będzie nam mało. Stawałam na najwyższych szczytach kontynentów, przemierzałam przerażające ciszą pustynie, skakałam z samolotów, nurkowałam w niedosięgłych głębinach oceanów – robiłam to wszystko, bo szukałam ekstremalnych doznań.

 

Seszele też są ekstremalne, w swoim pięknie, ciszy i osamotnieniu. Leżą pośrodku niczego. To miejsce tak cudowne, że niemal nierealne, odcięte od problemów, z którymi boryka się reszta świata. Tu królową jest natura, a największą wartością – czas spędzany na jej łonie w towarzystwie najbliższych, w cieniu kokosowych palm i przy szklaneczce Takamaki… Na Seszelach człowiek zaczyna rozumieć, że to właśnie ten poszukiwany przez wszystkich raj, beztroska kraina szczęścia.

 

Argentyna - podróż życia

EMILIA GRZESIK

 

<< Tam, gdzie strzeliste szczyty łaskoczą niebo, ziarnka piasku ścigają się z wiatrem przez bezkresne równiny Patagonii, a Ocean Spokojny konkuruje z Atlantykiem – tam rodzi się przygoda. Wytrwałość podróżników przemierzających setki kilometrów surowej patagońskiej ziemi i odwaga żeglarzy wpływających w zdradliwe wody Cieśniny Magellana lub okolic przylądka Horn nabierają zupełnie nowego znaczenia, kiedy podziwiamy majestat andyjskich lodowców. Krajobrazy południowej Argentyny należą do jednych z najbardziej spektakularnych na naszej planecie. Dla mnie Patagonia wraz z Ziemią Ognistą stanowią wręcz symbole wielkich wypraw życia. >>

Południowoamerykańska Republika Argentyńska to kraj bardzo zróżnicowany. Ze względu na jego specyficzne położenie występuje tu kilka stref klimatycznych. Ukształtowanie terenu również nie jest jednolite: wschodnią granicę stanowi wybrzeże Oceanu Atlantyckiego, a zachodnią – wysokie Andy. Pomiędzy nimi rozciągają się bezkresne równiny i porośnięta trawą pampa, na której pasie się bydło. To stąd pochodzi najlepsza na świecie argentyńska wołowina, królowa popularnego asado, czyli tradycyjnego grilla dla rodziny i przyjaciół (barbecue).

W moich oczach Argentyna zawsze była ziemią poszukiwaczy nowych lądów. Dlatego też by poczuć się jak oni, postanowiłam wyruszyć na jej najdalej wysunięty na południe kraniec, stanąć na brzegu kontynentu i rzucić wyzwanie nieznanemu.

Więcej…