SYLWIA JEDLAK-DUBIEL

 

Kaplica Üw

Piękne freski zdobiące Kościół św. Trójcy na Wzgórzu Zamkowym w Lublinie

© KANCELARIA PREZYDENTA – MARKETING MIASTA LUBLIN

 

Gdy w 1569 r. Polska i Litwa zostały połączone unią realną na sejmie walnym w Lublinie, to miasto królewskie znalazło się w centrum Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Tutaj obradował też od 1578 r. Trybunał Główny Koronny. Na gospodarczo rozwiniętej Lubelszczyźnie wielu zwolenników znalazły także idee reformacji. Życie nie stoi jednak w miejscu i dziś, po kilku stuleciach i wielu zawirowaniach historii, ziemie te leżą na wschodzie naszego kraju. W powszechnej opinii są zwykle uznawane za obszar peryferyjny, przez co nie wzbudzają tak dużego zainteresowania, jak powinny. Takie podejście to ogromny błąd, a przekonać się o tym może każdy, kto odwiedzi tę urokliwą część Polski.

 

WW130402

Zamojski Ratusz na Rynku Wielkim, kilkakrotnie przebudowywany od 1591 r.

© WOJCIECH WÓJCIK/WYDZIAŁ TURYSTYKI I PROMOCJI URZĘDU MIASTA ZAMOŚĆ

 

Nazwą „Lubelszczyzna” określa się obecnie często historyczne województwo lubelskie z lat 1474–1795. Dzisiejszy obszar tego regionu administracyjnego nie pokrywa się w całości z ówczesnym. Włączono do niego m.in. ziemię chełmską i tereny leżące w granicach Wielkiego Księstwa Litewskiego. Współczesny herb województwa przypomina jednak ten z okresu I Rzeczypospolitej – widnieje na nim biały jeleń ze złotą koroną na szyi umieszczony na czerwonym tle.

 

Nigdy nie jest za późno, aby odwiedzić Lubelskie. To znakomity region na jesienne spacery i wycieczki (samochodowe, piesze, rowerowe czy konne). Można w nim podziwiać niesamowite zabytki, cieszyć się pięknem przyrody i aktywnie spędzać czas. Naprawdę nie sposób tu się nudzić.

 

1 Paweé Marczakowski Koniki polskie Ostoja przy Stawach Echo

Roztoczański Park Narodowy, ostoja konika polskiego

© PAWEŁ MARCZAKOWSKI/ROZTOCZAŃSKI PARK NARODOWY

 

W OKOLICY WISŁY

 

Naszą wędrówkę przez współczesną Lubelszczyznę zaczniemy od trzech miast, które zna wielu polskich turystów: Kazimierza Dolnego, Puław i Nałęczowa. Pierwsze dwa leżą na prawym brzegu Wisły, ostatnie znajduje się trochę dalej na wschód. Ze względu na położenie blisko siebie często są odwiedzane podczas jednej wycieczki.

 

Kazimierz Dolny przyciąga urokiem zabytkowego miasteczka. Jego historyczne centrum wyznacza Rynek z XIX-wieczną studnią przykrytą drewnianą wiatą, otoczony kamienicami. Widać z niego Kościół farny św. Jana Chrzciciela i św. Bartłomieja umieszczony na Szlaku Renesansu Lubelskiego. Uwagę zwracają w nim szczególnie detale architektoniczne, takie jak trójdzielny szczyt frontowy. Podobne rozwiązanie zastosowano także w kazimierskim Kościele św. Anny i św. Ducha (również usytuowanym na wspomnianym szlaku). Spod fary ul. Zamkową dochodzi się do ruin średniowiecznego zamku dolnego. Powyżej wnosi się obronna wieża strażnicza nazywana Basztą lub Wieżą Łokietka. To jeden z dwóch punktów w okolicy, z których rozpościera się najlepszy widok na Kazimierz Dolny i Wisłę. Kolejny znajduje się tuż obok, a mowa o Wzgórzu Trzech Krzyży. Na Rynku wzrok przykuwają zwłaszcza bogato zdobione renesansowe Kamienice Przybyłów. Zdecydowanie warto wybrać się też na ul. Puławską, aby obejrzeć rozmieszczone wzdłuż niej dawne spichlerze. Turyści odwiedzający Kazimierz Dolny opuszczają go zazwyczaj z kogutem – lokalnym wypiekiem nieco przypominającym w smaku chałkę. Dwa jego wzory zostały zgłoszone do urzędu patentowego.

 

Najsłynniejszym zabytkiem leżących na północ stąd Puław jest niewątpliwie Pałac Czartoryskich, rezydencja polskich rodów magnackich. Pierwotna budowla, barokowa, powstała na zlecenie Stanisława Herakliusza Lubomirskiego (1642–1702). Niestety, zniszczyły ją w 1706 r. wojska szwedzkie. Odbudowano ją w stylu rokokowym według projektu Jana Zygmunta Deybla. Na przełomie XVIII i XIX w. rezydencja stała się ośrodkiem kulturalnym, a to za sprawą ówczesnych jej właścicieli – Adama Kazimierza Czartoryskiego (1734–1823) i jego żony Izabeli z Flemmingów (1746– 1835), którzy ściągali do niej wielu znakomitych artystów. W tym okresie pałac otrzymał wystrój klasycystyczny. Otaczającemu go rozległemu parkowi nadano charakter romantyczny, umieszczono w nim także dużo nowych obiektów, np. Domek Grecki, Pałac Marynki oraz Świątynię Sybilli i Dom Gotycki. Te dwa ostatnie przeznaczone były na eksponaty gromadzone przez księżną Izabelę, którą uznaje się za założycielkę pierwszego polskiego muzeum narodowego. Dziś malowniczo położony zespół pałacowo-parkowy w Puławach udostępniony jest do zwiedzania. Po wizycie w nim proponuję udać się nad Wisłę i rzucić okiem na pobliski stalowy most im. Ignacego Mościckiego o konstrukcji kratownicowej. Powstał on w 1934 r., ale uległ zniszczeniu w wyniku działań wojennych. Zrekonstruowano go w 1949 r.

 

Nałęczów, ostatni z tej trójki, ma status uzdrowiska kardiologicznego. Zawdzięcza go dobroczynnemu mikroklimatowi i źródłom wód mineralnych. Tutejszy 25-hektarowy Park Zdrojowy założono w połowie XVIII w. Właścicielem miejscowych dóbr był wówczas starosta wąwolnicki Stanisław Małachowski herbu Nałęcz (1727–1784) – dla niego i jego żony Marianny wzniesiono tu barokową rezydencję. Obecnie działa w niej kawiarnia i Muzeum Bolesława Prusa (oddział Muzeum Lubelskiego w Lublinie). Pisarz zatrzymywał się kilkakrotnie w Pałacu Małachowskich w trakcie pobytów w Nałęczowie. W Parku Zdrojowym znajdują się poza tym dwa XIX-wieczne budynki sanatoryjne: Stare Łazienki i Sanatorium Książę Józef. Na zainteresowanie zasługują również Domek Gotycki i Grecki. W Domu Zdrojowym z 1964 r. mieści się pijalnia wód mineralnych i palmiarnia. Ciekawym obiektem w Nałęczowie jest też Muzeum Stefana Żeromskiego utworzone w jego dawnej pracowni – jednoizbowym domu nawiązującym do stylu zakopiańskiego.

 

SERCE REGIONU

 

Funkcję stolicy województwa pełni niemal 350-tysięczny Lublin. Należy on do najstarszych ośrodków miejskich w Polsce, a początki jego historii sięgają istniejącej od VI w. osady na wzgórzu Czwartek. Na innym wzniesieniu (Wzgórzu Zamkowym) za panowania króla Kazimierza III Wielkiego w miejscu grodu kasztelańskiego, z czasów którego zachowała się do dzisiaj okrągła wieża (zabytek sztuki romańskiej), powstał murowany zamek. Jedną z najstarszych jego części stanowi XIV-wieczny Kościół św. Trójcy odgrywający rolę kaplicy zamkowej. Pod koniec XIX stulecia pod warstwą tynku odkryto w jego wnętrzu wspaniałe rusko-bizantyjskie freski z 1418 r., które dzięki przeprowadzeniu prac renowacyjnych można obecnie podziwiać w całej okazałości. Sam zamek przechodził liczne przebudowy. Od 1957 r. jest główną siedzibą Muzeum Lubelskiego. W ekspozycji stałej, w Galerii Malarstwa Polskiego XVII–XIX w., znajduje się obraz Jana Matejki Unia lubelska z 1869 r.

 

Lublin słynie z zabytków. Największe ich zagęszczenie występuje w okolicy Starego Miasta. Zachowały się tu fragmenty murów obronnych, bramy miejskie (Krakowska i Grodzka), kamienice i świątynie. Na Rynku stoi dawny budynek Trybunału Głównego Koronnego, w którym zaczyna się Lubelska Trasa Podziemna. Panoramę Lublina najlepiej podziwiać z neogotyckiej Wieży Trynitarskiej (z platformy widokowej na wysokości 40 m) wznoszącej się niedaleko barokowej Archikatedry św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty. Reprezentacyjną lubelską ulicą jest Krakowskie Przedmieście, częściowo zamknięte dla ruchu samochodowego. W jego rejonie znajduje się m.in. klasycystyczny gmach Nowego Ratusza czy eklektyczny Grand Hotel Lublinianka (należący obecnie do międzynarodowej sieci IBB Hotel Collection). Poza tym w mieście warto zobaczyć jeszcze na pewno budynek dworca głównego, otwarty w 1877 r. (przebudowany w kolejnym stuleciu) i umiejscowiony na trasie Kolei Nadwiślańskiej, oraz liczne pałace. Poznawanie historii Lublina byłoby też niepełne bez wizyty w Państwowym Muzeum na Majdanku założonym na terenie dawnego niemieckiego obozu koncentracyjnego.

 

Stolica województwa lubelskiego była kiedyś wielokulturowym, tętniącym życiem ośrodkiem. Współcześnie znów wraca się do tej tradycji. W Lublinie funkcjonują świątynie i miejsca spotkań różnych religii i wyznań, organizowane są ciekawe imprezy kulturalne, również cykliczne. Do najpopularniejszych wydarzeń należą Noc Kultury (w czerwcu), Wschód Kultury – Inne Brzmienia (festiwal na początku lipca), Jarmark Jagielloński (w sierpniu), Carnaval Sztukmistrzów (zazwyczaj pod koniec lipca) czy Europejski Festiwal Smaku (w pierwszej połowie września). W 2017 r. miasto obchodzi jubileusz 700-lecia lokacji na prawie magdeburskim.

 

Na północ od Lublina rozciąga się Kozłowiecki Park Krajobrazowy, a za nim dwa miejsca warte odwiedzenia. Pierwsze z nich to Muzeum Zamoyskich we wsi Kozłówka. Otoczony parkiem pałac wzniesiono w latach 1736–1742 w majątku, który otrzymała od babki druga żona wojewody chełmińskiego Michała Bielińskiego. Pod koniec XVIII w. rezydencja trafiła w ręce Zamoyskich. We wnętrzach zachował się autentyczny wystrój z przełomu XIX i XX stulecia. Oprócz tego znajduje się tu kaplica wzorowana na wersalskiej, a w niej kopia nagrobka Zofii z Czartoryskich Zamoyskiej (1778–1837) z kościoła we Florencji.

 

 Na wschód stąd leży ponad 20-tysięczny Lubartów. Do 1744 r. nosił on nazwę Lewartów. Król August III Sas zmienił ją na prośbę nowego właściciela miasta – Pawła Karola Sanguszki (ród uważał się za potomków księcia litewskiego Lubarta Giedyminowicza), który przebudował tutejszy pałac, wzniósł barokową Bazylikę św. Anny i razem z Mikołajem Krzyneckim z Urzędowa ufundował założenie klasztorne kapucynów. Wspomniana rezydencja (Pałac Sanguszków z XVIII w.) sąsiaduje z parkiem ze stawem. Dziś swoją siedzibę ma w niej Starostwo Powiatowe w Lubartowie, ale w godzinach pracy urzędu można obejrzeć reprezentacyjną Salę Rycerską.

 

WZDŁUŻ PÓŁNOCNEJ GRANICY

 

Z centrum regionu przeniesiemy się na północny wschód, do niemal 60-tysięcznej Białej Podlaskiej. Ten rejon znajdował się kiedyś w granicach Wielkiego Księstwa Litewskiego. Miasto zawdzięcza swój największy rozkwit Radziwiłłom, w których ręce przeszło w 1569 r. Do dziś przypominają o tym pozostałości po zamkowym założeniu wzniesionym na ich zlecenie w pierwszej połowie XVII w. Sama rezydencja się nie zachowała, ale na terenie parkowym wciąż można oglądać bramę wjazdową stylizowaną na łuk triumfalny połączoną z barokową wieżą wartowniczą (obecnie siedziba Muzeum Południowego Podlasia), kaplicę sąsiadującą z wieżyczką wschodnią i trzy oficyny. Podczas prac remontowych w 2012 r. odkryto pod ziemią kolejne fragmenty zabudowy, m.in. długą konstrukcję arkadową. Posiadłość miała charakter obronny, o czym przypominają fortyfikacje ziemne (rzadki przykład tzw. szkoły staroholenderskiej). W ostatnich latach pojawił się pomysł rekonstrukcji pałacu, jej plany są już gotowe, ale władze miasta zastanawiają się jeszcze nad formą inwestycji. Według tej koncepcji w odtworzonej rezydencji będzie działał hotel. Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że w tym majątku zmarł w listopadzie 1790 r. słynący z hulaszczego trybu życia wojewoda wileński Karol Stanisław Radziwiłł zwany Panie Kochanku.

 

Do zabytków Białej Podlaskiej należy również Kościół św. Anny. Ufundował go Mikołaj Krzysztof Radziwiłł (Sierotka), a przy jego budowie wykorzystano prawdopodobnie mury stojącego tu zboru ariańskiego wzniesionego na miejscu spalonej wcześniej świątyni. Do nawy głównej przylegają dwie kaplice – na szczególną uwagę zasługuje ze względu na bogaty wystrój ta pod wezwaniem św. Jana Kantego. Na kopule kościoła umieszczono krzyż z półksiężycem u podstawy, który jest pamiątką zwycięstwa Jana III Sobieskiego nad armią turecką pod Wiedniem w 1683 r. Dawny rynek miejski w Białej Podlaskiej funkcjonuje obecnie pod nazwą plac Wolności. Otaczają go niskie, kolorowe kamienice z końca XIX i początku XX stulecia.

 

W okolicy północnej granicy województwa leży też 30-tysięczny Łuków. Znajdują się w nim dwa zespoły klasztorne: bernardynów i pijarów. W tzw. Konwikcie Szaniawskich (internacie założonym dla uczniów kolegium pijarskiego z fundacji biskupa Konstantego Felicjana Szaniawskiego) działa Muzeum Regionalne. W powiecie łukowskim urodził się w 1846 r. polski noblista Henryk Sienkiewicz. Jego rodzice mieszkali w Woli Okrzejskiej. W pobliskiej Okrzei, w kościele ufundowanym przez prababkę pisarza, wzięli ślub i ochrzcili syna. W 1966 r. w pierwszej z tych miejscowości, w oficynie dworskiej postało Muzeum Henryka Sienkiewicza. W placówce można obejrzeć osobiste pamiątki po pisarzu, pierwsze wydania jego dzieł, rekwizyty z filmowych ekranizacji książek i XIX-wieczne meble. Prezentuje się w niej także związki Henryka Sienkiewicza z Lubelszczyzną.

 

MALOWNICZE POŁUDNIE

 

Na południu dla odmiany największym ośrodkiem jest 65-tysięczny Zamość. Lokacji miasta dokonał w 1580 r. Jan Zamoyski, kanclerz i hetman wielki koronny. Plan opracował włoski architekt Bernardo Morando. Na obszarze osiedla Stare Miasto zachował się pierwotny układ urbanistyczny z rozległym Rynkiem Wielkim. Przy tym kwadratowym placu o wymiarach 100 na 100 m stoi manierystyczno-barokowy Ratusz z 52-metrową wieżą zegarową. Prowadzą do niego efektowne schody. Zamojski rynek prezentuje się wyjątkowo malowniczo, a to dzięki pięknym kamienicom z podcieniami. Zwykle wyróżnia się wśród nich te tworzące północną pierzeję (zwane ormiańskimi), a wzniesione w połowie XVII w.

 

W rejonie Starego Miasta znajduje się wiele interesujących zabytków. Założyciel Zamościa wybudował dla siebie wspaniałą rezydencję w stylu renesansowym. Pałac wielokrotnie przebudowywano, dlatego nie przypomina już swojej pierwotnej niezmiernie okazałej wersji, ale wciąż robi duże wrażenie. Jan Zamoyski był mecenasem literatury i humanistą, sam studiował na uniwersytecie w Padwie, gdzie został wybrany rektorem. Nie dziwi więc fakt, że we własnym mieście założył uczelnię – Akademię Zamojską, której oficjalne otwarcie odbyło się w marcu 1595 r. Zamknięto ją, gdy Zamość włączono do zaboru austriackiego (w 1784 r.). Niestety, po przekształceniu gmachu w koszary zniszczono wiele elementów dekoracyjnych na elewacji i zabudowano arkady na wewnętrznym dziedzińcu. Kilka lat temu władze miasta rozpoczęły starania o przyznanie funduszy na rewitalizację akademii. W 2017 r. w końcu doszło do podpisania umowy o dofinansowanie. Budynek dawnej uczelni ma zatem szansę odzyskać zapomniany już wygląd. Innym zabytkiem z początkowego okresu istnienia Zamościa jest Katedra Zmartwychwstania Pańskiego i św. Tomasza Apostoła, umieszczona na Szlaku Renesansu Lubelskiego. W tym czasie zaczęły powstawać również fortyfikacje otaczające zabudowania miasta i czyniące z niego twierdzę. Wiele ich fragmentów można wciąż oglądać. Ciekawy obiekt stanowi też odrestaurowana późnorenesansowa synagoga – wyjątkowa na skalę Polski (funkcjonuje w niej ośrodek kultury żydowskiej). W 1992 r. rejon Starego Miasta wpisano na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

Zamość jest świetną bazą wypadową na wycieczki do krainy geograficznej zwanej Roztoczem. Składa się na nią wał wzniesień rozciągający się od Kraśnika do okolic Lwowa na Ukrainie. Na części tego obszaru utworzono w 1974 r. Roztoczański Park Narodowy. W jego logo umiejscowiono konika polskiego (potomka dzikiego tarpana), którego hodowlę rezerwatową założono tutaj w 1982 r. W parku wytyczono ścieżki poznawcze, szlaki turystyczne i trasy rowerowe. Z pewnością znajdą wśród nich coś dla siebie zarówno osoby o słabszej kondycji, jak i bardziej wprawieni turyści. Zapaleni cykliści powinni spróbować pokonać czerwony Centralny Szlak Rowerowy Roztocza prowadzący od Kraśnika do Lwowa. Roztocze to także znakomite miejsce na wyprawy na końskim grzbiecie. W miejscowości Wólka Wieprzecka zaczynają się dwa szlaki konne: Ułański (34-kilometrowy) i Roztoczański (25-kilometrowy). W tym rejonie Polski warto zawitać również do 3-tysięcznego Zwierzyńca, a w nim zobaczyć tzw. kościół na wodzie czy drewnianą willę Plenipotentówkę (siedzibę dyrekcji Roztoczańskiego Parku Narodowego). Nie wolno odmówić sobie też obejrzenia szumów na Tanwi, czyli małych wodospadów tworzących się na progach skalnych tej rzeki. Na taką wycieczkę turyści wyruszają zwykle ze wsi Susiec.

 

Miłośnikom przyrody spodobają się także rozległe Lasy Janowskie położone na granicy województwa lubelskiego i podkarpackiego. Można tu wybrać się na obserwowanie ptaków. Poza tym w okolicy są również trasy rowerowe.

 

 Widok na BazylikÖ pw

Chełm – po prawej dwie wieże i kopuła bazyliki

© ARCHIWUM URZĘDU MIASTA CHEŁM

 

WYPRAWA NA WSCHÓD

 

Południowo-wschodnia część Lubelskiego należała do historycznej Rusi Czerwonej. Do 1772 r. Zamość znajdował się w województwie ruskim, podobnie jak dwa inne miasta położone obecnie niedaleko granicy z Ukrainą – Chełm i Hrubieszów.

 

To pierwsze było kiedyś ośrodkiem zamieszkiwanym przez katolików, żydów, prawosławnych i unitów. W tę historię wpisują się losy chełmskiej Bazyliki Narodzenia NMP. Początkowo w jej miejscu stała cerkiew prawosławna, przekształcona (po unii brzeskiej w 1596 r.) w katedrę unicką. W XVIII w. rozebrano ją i odbudowano w stylu zachodnioeuropejskiego baroku. W 1802 r. budynek zniszczył pożar. W wyniku rekonstrukcji elewacji nadano rysy neoklasycystyczne. Po pierwszym rozbiorze Polski Chełm znalazł się w granicach zaboru rosyjskiego. Gdy Rosjanie zlikwidowali Kościół unicki w 1875 r., świątynia stała się soborem prawosławnym i znów zmieniła swój wygląd. W ręce katolików trafiła w czasach II Rzeczypospolitej, ale w trakcie II wojny światowej ponownie służyła prawosławnym wiernym. Od 1944 r. jest kościołem katolickim. Znajduje się w nim kopia obrazu Matki Boskiej Chełmskiej (oryginał do obejrzenia w Muzeum Ikony Wołyńskiej w Łucku na Ukrainie).

 

Bazylika wznosi się na Górze Katedralnej (Zamkowej), której obszar stanowi najstarszą część miasta. Oprócz tej świątyni są tu jeszcze dawny pałac biskupów unickich, dzwonnica, bazyliański klasztor czy Brama Uściłuska z 1616 r. Poza tym na wzniesieniu odkryto pozostałości XIII-wiecznego palatium Daniela Halickiego, księcia wołyńskiego i halickiego, a potem króla Rusi, który ustanowił w Chełmie swoją siedzibę. Jeszcze w pierwszych dekadach XX w. w mieście żyła znacząca społeczność żydowska. Żydzi osiedlali się tutaj już od XV stulecia. Do dziś zachowała się Mała Synagoga i zrekonstruowany kirkut (zdewastowany przez Niemców w czasie II wojny światowej).

 

Ciekawą miejscową atrakcją są Chełmskie Podziemia Kredowe, czyli dawna kopalnia kredy. Zwiedzającym udostępniono oświetloną trasę turystyczną o długości 2 km, prowadzącą pod zabudowaniami miejskimi. Wejście znajduje się niedaleko Kościoła Rozesłania św. św. Apostołów.

 

Hrubieszów leży kilkanaście kilometrów od granicy polsko-ukraińskiej. Tutejszy, katolicki obecnie Kościół św. Stanisława Kostki także był kiedyś świątynią unicką, a później prawosławną. Słynie on z kopii obrazu Matki Boskiej Sokalskiej. Ciekawym zabytkiem jest prawosławna Cerkiew Zaśnięcia NMP z XIX w. – ma ona aż 13 kopuł. O hrubieszowskich Żydach przypomina dziś stary cmentarz, żadna synagoga nie przetrwała zawirowań historii. W Hrubieszowie funkcjonuje też Muzeum im. ks. Stanisława Staszica. Ten wybitny działacz polityczny i uczony doby oświecenia założył w swoich dobrach Towarzystwo Rolnicze Hrubieszowskie, rodzaj fundacji o charakterze spółdzielczym (należący do niego chłopi byli zwolnieni z pańszczyzny). Siedzibę placówki stanowi dwór, którego główna część została zbudowana w 1791 r. Muzeum współzarządza również interesującą Wioską Gotów w pobliskim Masłomęczu. Archeolodzy odkryli w tej wsi w 1978 r. pozostałości osady gockiej (największej z okolicznych) i cmentarzyska. Na podstawie znalezisk wyodrębnili tzw. grupę masłomęcką, wyróżniającą się charakterystycznymi zwyczajami pochówkowymi i poziomem rzemiosła.

 

Także przy wschodniej granicy, ale z Białorusią, na obszarze Polesia Lubelskiego (Zachodniego) znajduje się 13-tysięczna Włodawa. Już przed lokacją miasta (w 1534 r.) żyli tutaj Polacy, Rusini i Żydzi. Do późnobarokowych realizacji z połowy XVIII w. należy Kościół św. Ludwika przy klasztorze ojców paulinów. Ciekawym obiektem jest prawosławna Cerkiew Narodzenia NMP, rozbudowana pod koniec XIX w. ze świątyni unickiej wzniesionej na terenie cmentarza. W mieście zachowała się poza tym grupa synagog, obecnie włączonych do Muzeum – Zespołu Synagogalnego we Włodawie. Warto też wiedzieć, że po tym, jak właścicielem ośrodka został kalwin Rafał Leszczyński, zbudowano tu zbór, a w 1634 r. odbył się synod kalwiński.

 

Ten rejon Lubelszczyzny będzie również idealny na wyprawy dla miłośników przyrody i spędzania czasu na świeżym powietrzu. Chełm i Włodawa leżą w polskiej części Polesia. Na jego obszarze rozciąga się Równina Łęczyńsko-Włodawska, której naturalne bogactwo chroni Poleski Park Narodowy. Przez ten ostatni przebiega 280-kilometrowy Poleski Szlak Konny, odpowiedni także na wędrówki piesze lub rajdy rowerowe. Amatorów jazdy na dwóch kółkach powinien jednak zainteresować bardziej odcinek Wschodniego Szlaku Rowerowego Green Velo poprowadzony w województwie lubelskim, m.in. przez Sobiborski Park Krajobrazowy i wspomniany Roztoczański Park Narodowy. Na jego trasie znajdują się np. Janów Podlaski (kojarzący się ze stadniną koni czystej krwi arabskiej czy Zamkiem Biskupim, dziś 4-gwiazdkowym hotelem należącym do Grupy Arche), Kostomłoty (z piękną drewnianą Cerkwią św. Nikity Męczennika), Kodeń (słynący z obrazu Matki Boskiej Kodeńskiej z renesansowej Bazyliki św. Anny), Włodawa, Chełm, Krasnystaw (królewskie miasto położone nad Wieprzem ze wspaniałym pojezuickim Kościołem św. Franciszka Ksawerego w stylu barokowym) i Zwierzyniec. Pełna atrakcji Lubelszczyzna z niecierpliwością czeka na ponowne odkrycie!

 

Artykuły wybrane losowo

„Mzungu” w Zambii

KRZYSZTOF RURAŃSKI

 

<< Wciąż mało znana wśród naszych rodaków Zambia to państwo o terytorium ponad dwukrotnie większym od powierzchni Polski – zajmuje obszar ok. 750 tys. km². Na jej terenie występuje klimat podrównikowy suchy. Pora deszczowa, która trwa od listopada do kwietnia, charakteryzuje się wysokimi temperaturami oraz gwałtownymi burzami. Ten południowoafrykański kraj jest bezpieczny i przyjazny podróżnikom, również tym dysponującym skromniejszym budżetem. Sąsiaduje z ośmioma państwami. Najdłuższą granicę – 1930 km – współdzieli z Demokratyczną Republiką Konga, a najkrótszą – poniżej 1 km – z Botswaną. Na tym małym odcinku na rzece Zambezi znajduje się przejście graniczne i działa przeprawa promowa. >>

Więcej…

Beneluks – prekursor Unii Europejskiej

PAWEŁ PAKIEŁA

 

Belgia kojarzy się nam przede wszystkim z centrum Unii Europejskiej. Podróż po tym zróżnicowanym etnicznie, językowo i kulturalnie kraju turyści często zaczynają od jego stolicy – Brukseli, stanowiącej jeden z trzech regionów państwa według podziału dokonanego w 1963 r. Na południe od niej rozciąga się francuskojęzyczna Walonia, z mnóstwem wartych zobaczenia miejsc, takich jak Durbuy, Tournai, Namur, Dinant, Bastogne, Liège czy Mons. Przemieszczając się z belgijskiej metropolii na północ, znajdziemy się w niderlandzkiej strefie językowej, Regionie Flamandzkim, gdzie do miejsc najczęściej odwiedzanych należą Brugia i Antwerpia. Historyczna kraina Flandria rozciąga się też dalej na zachód wzdłuż wybrzeża Morza Północnego i wchodzi m.in. w skład kolejnego z państw Beneluksu – Holandii. Zwiedzając ten kraj, oprócz słynnych atrakcji Rotterdamu, Hagi czy Amsterdamu, nie wolno zapomnieć o farmach serowarskich. Kończąc naszą podróż w Wielkim Księstwie Luksemburga, powinniśmy w naszych planach uwzględnić jego stolicę – miasto Luksemburg, malowniczą miejscowość Vianden czy dolinę rzeki Mozeli oraz zielone Ardeny.  

Więcej…

Brazylia o smaku açaí

 

MAJA KAŹMIERCZAK-BARTHEL

www.TRAVELINGROCKHOPPER.COM

 

Brazylia nie jest typowym turystycznym rajem. Z jednej strony kojarzy się z pięknymi piaszczystymi plażami i słoneczną pogodą, a z drugiej – z ogromną biedą i przestępczością. Oczywiście, nie można zapominać, że dla wielu to po prostu królestwo piłki nożnej, a ten sport ma tutaj prawie status religii. Turyści, którzy odwiedzili kraj Brazylijczyków, zakochują się za to w smaku açaí, czyli owoców euterpy warzywnej, jednego z gatunków tropikalnych palm z Ameryki Południowej.

 

FozIguacu0797

Park Narodowy Iguaçu od 1986 r. znajduje się pod ochroną UNESCO

© EMBRATUR IMAGE BANK

 

Od 1960 r. stolicą Brazylii jest 3-milionowa Brasília. Wcześniej tę funkcję pełniło Rio de Janeiro. Władze zdecydowały jednak, że najważniejszy ośrodek administracyjny państwa powinien znajdować się raczej w głębi kraju. Nowe miasto zbudowano w ciągu 41 miesięcy na niemal niezamieszkanym terenie. Jego wygląd i układ zostały precyzyjnie zaplanowane. Co ciekawe, Brasílię zaprojektowano w taki sposób, żeby widziana z góry przypominała swoim kształtem ptaka albo samolot. Brazylijska stolica to swojego rodzaju ciekawostka turystyczno-architektoniczna. Niestety, leży dość daleko od głównych atrakcji kraju i dlatego turyści często ją omijają. Trafiają tu zwykle raczej miłośnicy architektury i urbanistyki.

 

Brazylia to największe państwo Ameryki Południowej – ma ponad 8,5 mln km² powierzchni i prawie 210 mln mieszkańców. Jest niesamowicie różnorodna, także pod względem przyrodniczym. Z tego powodu trudno opisać ją w krótkim artykule. Postaram się jednak nieco przybliżyć ten kraj.

 

Bondinho e Morro da Urca vistos Foto Alexandre Macieira Riotur

Bondinho do Pão de Açúcar – kolejka linowa kursująca na Głowę Cukru

© ALEXANDRE MACIEIRA/RIOTUR

 

JAGODY Z PALMY

 

Zacznę od wspomnianych już owoców, z którymi często Brazylia kojarzy się osobom ją zwiedzającym. Açaí (czyt. asai) wyglądają jak małe fioletowe winogrona albo duże borówki – pewnie dlatego bywają nazywane jagodami. Są ważnym składnikiem diety mieszkańców lasów tropikalnych w dorzeczu Amazonki.

 

W wielu miejscach w Brazylii można natrafić na pyszne desery z açaí, takie jak açaí na tigela (w dosłownym tłumaczeniu „açaí w misce”). To mrożony mus z tych jagód z dodatkiem cukru i innych owoców. Obowiązkowo należy go spróbować podczas wizyty w tym kraju. Polecam też sprawdzić, jak smakują same açaí. Deser jest dosładzany, z reguły zbyt mocno, więc warto od razu poprosić o mniejszą ilość cukru.

 

Poza Ameryką Południową te osobliwe owoce uważane są za tzw. superżywność. Od kilku lat promuje się je jako produkt pomagający w odchudzaniu, zawierający mnóstwo składników mineralnych i odżywczych. Również w Polsce można kupić rozmaite suplementy diety zawierające açaí. Część rozpowszechnianych informacji na temat jagód euterpy warzywnej nie jest oparta na żadnych badaniach naukowych. Jednak od lat eksportuje się z Brazylii coraz więcej tych owoców, czasem kosztem lokalnej ludności, która traci ważne źródło witamin.

 

Gdy wracałam z mojej brazylijskiej wyprawy, już zakochana w niezwykłych jagodach, zamarzyło mi się, aby zabrać je do domu. Niestety, açaí bardzo szybko się psują. W Rio de Janeiro znalazłam owoce w proszku, które od razu kupiłam i szczęśliwa wróciłam do Polski. Okazało się jednak, że po takim przetworzeniu nie smakują one jak w brazylijskim deserze. Przez jakiś czas byłam bardzo zdeterminowana w swoich poszukiwaniach i gdziekolwiek zobaczyłam produkt spożywczy z açaí (lody, czekoladę, suszone jagody itd.), natychmiast go kupowałam. W końcu przekonałam się, że te owoce powinno się jeść tylko w Brazylii. Może dzięki temu są one takie wyjątkowe… A jeżeli ktoś chce zdrowo się odżywiać, to idealnym składnikiem jego diety będą zwykłe polskie jagody, porzeczki, maliny, żurawiny czy borówki. Nie dajmy się oszukiwać rozmaitym firmom obiecującym, że ich produkty z açaí odmienią nasze życie.

 

TROPIKALNA AMAZONKA

 

Odpowiedź na pytanie, która rzeka na ziemi jest najdłuższa, okazuje się nie taka oczywista. Nauczyciele z Ameryki Południowej mają często na ten temat inne zdanie niż ci z Europy – pierwsi nieraz przyznają pierwszeństwo Amazonce, a drudzy Nilowi. W obu przypadkach można podeprzeć się źródłami i opiniami badaczy potwierdzającymi słuszność danego stwierdzenia. Nie zmienia to jednak faktu, że obie rzeki są wyjątkowe.

 

W trakcie pobytu w Brazylii, jeżeli tylko jest taka możliwość, warto spędzić trochę czasu w tropikalnym lesie. Nawet w Amazonii udaje się znaleźć różne formy zakwaterowania: od wygodnych hoteli po prymitywne miejsca noclegowe. Jeśli ktoś obawia się nocować w otoczeniu dzikiej przyrody, wystarczy, że wybierze się na kilkugodzinny rejs po Amazonce. W tak krótkim czasie również można dostrzec wyjątkowość tej wspaniałej rzeki, spotkać niesamowite zwierzęta i zobaczyć rozmaite rośliny. Szczególnie polecam nasłuchiwać odgłosów ptaków i rozglądać się za tymi bajecznie kolorowymi!

 

MOTYLE ZNAD IGUAÇU

 

Gdy wspominam brazylijską przyrodę, mam przed oczyma ogromne liście palm, papugi i tukany oraz barwne motyle spotkane przy wodospadach Iguaçu. Te ostanie leżą na granicy Brazylii i Argentyny, na rzece o tej samej nazwie. Niedaleko rozciąga się już terytorium Paragwaju, ale na jego terenie główną atrakcją jest potężna zapora Itaipú na rzece Paranie. Najlepsze punkty widokowe znajdują się po brazylijskiej i argentyńskiej stronie, odpowiednio w miastach Foz do Iguaçu i Puerto Iguazú.

 

Iguaçu są jednymi z największych wodospadów na świecie, a według mnie należą do najbardziej imponujących. Warto przeznaczyć nawet dwa dni na samo ich podziwianie z rozmaitych miejsc w Brazylii i Argentynie. Podczas spaceru ścieżkami w tej okolicy można spotkać różne ptaki i zwierzęta, a przede wszystkim ogromną ilość kolorowych motyli. Osobiście uważam, że argentyńska część wodospadów prezentuje się dużo lepiej niż brazylijska, jest także bardziej zróżnicowana (aż ok. 80 proc. powierzchni Iguaçu leży w Argentynie). Ta druga też ma sporo uroku i w niej nad kaskadami z reguły łatwiej tworzy się tęcza.

 

KRAJ W MINIATURZE

 

Czasem mówię, trochę przekornie, że jeżeli nie odwiedziliśmy jakiegoś miejsca w danym kraju, to tak jakbyśmy wcale w nim nie byli. W przypadku Brazylii chodzi zdecydowanie o Rio de Janeiro. Może takie stwierdzenie wydaje się trochę na wyrost, ale to 6,5-milionowe miasto i jego okolice odzwierciedlają charakter ojczyzny Brazylijczyków z rozmaitymi jej cechami: tymi najlepszymi, najciekawszymi, ale i najgorszymi. W Rio de Janeiro każdy znajdzie coś dla siebie, niezależnie, czy w podróżach najbardziej fascynuje go przyroda, uprawianie sportu, kultura, zabytki, jedzenie, plażowanie czy szalona zabawa.

 

Są tu trzy takie miejsca, które koniecznie trzeba zobaczyć – pomnik Chrystusa Odkupiciela (Cristo Redentor), Głowa Cukru (Pão de Açúcar) i plaża Copacabana. Warto także wybrać się do Parku Narodowego Tijuca (Parque Nacional da Tijuca), pospacerować po najstarszej dzielnicy miasta i wypić w niej kawę, zajrzeć na plażę Ipanema, a z daleka przyjrzeć się fawelom. Każdego dnia polecam pić soki z pysznych świeżych owoców dostępnych na każdym rogu ulicy i obowiązkowo rozkoszować się açaí.

 

DWA WZGÓRZA

 

Pomnik Chrystusa Odkupiciela w Rio de Janeiro został zbudowany w dużej mierze dzięki datkom brazylijskich katolików. Zaprojektował go francuski rzeźbiarz polskiego pochodzenia Paul Landowski (1875–1961). Statuę wykonano we Francji i w 1931 r. przewieziono do Brazylii. Pomnik jest ogromny, mierzy 30 m (bez 8-metrowego cokołu), a rozpiętość ramion Chrystusa (od końca palców jednej ręki do drugiej) wynosi 28 m.

 

Figura stoi w niezmiernie urokliwym miejscu, na wzgórzu Corcovado (710 m n.p.m.). Jeżeli kogoś nie interesują zabytki religijne, i tak powinien się tutaj wybrać, bo rozpościera się stąd wspaniały widok na okolicę. Do pomnika można dojść na piechotę lub część trasy pokonać kolejką (Trem do Corcovado). Jeżeli według prognozy pogody na dany dzień przewidziano burze, lepiej przełożyć wycieczkę na Corcovado. W wysoką statuę czasami uderzają pioruny. W styczniu 2014 r. w ten właśnie sposób została ona uszkodzona.

 

Wzgórze Głowa Cukru jest niemal o połowę niższe od Corcovado (osiąga wysokość 396 m n.p.m.). Stanowi ono kolejny świetny punkt widokowy w Rio de Janeiro, który zdecydowanie warto odwiedzić. Co więcej, to bardzo charakterystyczny symbol miasta – ze względu na nietypowy kształt łatwo rozpoznać go na każdym zdjęciu. Na szczyt można wjechać kolejką linową (Bondinho do Pão de Açúcar) albo się wspiąć. Tutejsze trasy wspinaczkowe z pewnością zadowolą miłośników sportów ekstremalnych.

 

CUDOWNE PLAŻE

 

Podobno najpiękniejsze na świecie plaże znajdują się w Brazylii. To stwierdzenie nie wzięło się znikąd! Piaszczyste wybrzeże ciągnie się tu kilometrami (linia brzegowa tego kraju ma aż 7491 km!). Najbardziej znane plaże leżą w stanach: Bahia, Ceará i Pernambuco (jego granice obejmują cudowny archipelag Fernando de Noronha). W Rio de Janeiro na zainteresowanie zasługują przede wszystkim dwie.

 

Copacabana jest położona w dzielnicy o tej samej nazwie. To prawdopodobnie najsłynniejsza plaża na świecie i wręcz kultowe miejsce w mieście. Oczywiście, można na niej się opalać, kąpać, grać w siatkówkę i obowiązkowo piłkę nożną. Poza tym odbywają się tutaj rozmaite imprezy kulturalne i sportowe. Charakterystyczny wzór pokrywający miejscową promenadę umieszcza się na wielu pamiątkach z Brazylii. Copacabana ma długość ponad 4 km. Sąsiaduje z inną piękną plażą, którą także warto zobaczyć – Ipanemą.

 

BRAZYLIJSKA MIŁOŚĆ DO PIŁKI

 

Nie jestem pewna, czy istnieje na świecie drugi taki kraj, którego mieszkańców tak silnie łączy wspólna pasja – miłość do piłki nożnej. Brzmi to wręcz jak stereotyp, jednak nie da się ukryć, że każde brazylijskie miasto ma przynajmniej jeden stadion piłkarski, a podczas spaceru w Brazylii, czy to wzdłuż plaży, czy ulicy, prawie zawsze dostrzeżemy kogoś biegającego za piłką.

 

Narodową fascynację tym sportem widać szczególnie w trakcie międzynarodowych mistrzostw. Cały kraj wygląda wtedy jak sparaliżowany – sklepy są zamykane, dzieciom skraca się zajęcia w szkołach, a w większych firmach pracodawcy zapewniają telewizory, aby pracownicy mieli szansę śledzić przebieg meczów. Choć w wielu innych stronach świata mundial wzbudza podobne emocje, Brazylię opanowuje istne szaleństwo.

 

Wydawać by się mogło, że piłka nożna od zawsze była tutaj częścią kultury. Jednak dopiero pod koniec XIX w. szkoccy i angielscy emigranci rozpowszechnili ten sport (za ojca brazylijskiego futbolu uważa się Charlesa Millera). Bardzo szybko zyskał on ogromną popularność w Brazylii. Każdy mógł grać w piłkę nożną. Potrzebne było jedynie miejsce do gry i coś okrągłego do kopania.

 

GORĄCE RYTMY

 

24389490043 0dd320be9d o

Największą atrakcją karnawału w Rio de Janeiro jest parada szkół samby

© FERNANDO GRILLI/RIOTUR

 

Co jest bardziej brazylijskie: piłka nożna czy samba? Ani jedno, ani drugie nie narodziło się w tym kraju, ale obie rzeczy są zdecydowanie jego symbolami.

 

Samba to taniec towarzyski. Wywodzi się prawdopodobnie ze zwyczajów afrykańskich niewolników z ludów Bantu, choć niektórzy dopatrują się w nim również europejskich wpływów. Co ciekawe, dość długo był uważany za nieprzyzwoity i bogaci Brazylijczycy go nie tańczyli. Obecnie samba ma bardzo wiele stylów: od klasycznego prezentowanego w parach na turniejach do swobodnego, ekspresyjnego, rodem z dyskoteki, a pewne jej elementy przeniesiono nawet do sali sportowej.

 

Z tym widowiskowym tańcem nieodłącznie wiąże się karnawał w Rio de Janeiro, kolejny symbol Brazylii. Impreza trwa od piątku do Środy Popielcowej (w 2018 r. od 9 do 13 lutego) i szacuje się, że codziennie bawi się na niej ok. 2 mln ludzi. W większości są to Brazylijczycy, mniej więcej 20 proc. stanowią obcokrajowcy. Świętuje się nie tylko na słynnym sambodromie (Sambódromo da Marquês de Sapucaí), ulicach miasta, ale także na plażach, w barach i klubach – wszędzie, gdzie tylko się da.

 

Spędzenie karnawału w Rio de Janeiro ma swoje wady i zalety. Na pewno jest to jedyne w swoim rodzaju doświadczenie. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że w tym czasie znalezienie tu noclegu będzie bardzo trudne, więc należy wszystko zarezerwować z dużym wyprzedzeniem. Poza tym towarzystwo ogromnych tłumów po jednym dniu szaleństwa może stać się uciążliwe, szczególnie dla osób nieprzyzwyczajonych. W takim ścisku łatwiej też paść ofiarą kradzieży czy nawet napaści.

 

ŚRODKI OSTROŻNOŚCI

 

Niestety, opowieści o przestępczości w Brazylii nie są wyssane z palca. Choć wszędzie na świecie może nam się przytrafić coś złego i nie brakuje złych ludzi, w pewnych miejscach w tym kraju trzeba bardziej uważać. Jeśli zachowamy zdrowy rozsądek, nie będziemy chodzić sami nocą po ulicach i plażach itp., najpewniej wrócimy do domu bogatsi tylko o pozytywne doświadczenia.

 

Przed wyjazdem do Brazylii, a przede wszystkim do Rio de Janeiro, mój znajomy Brazylijczyk ostrzegał mnie, że jest tu bardzo niebezpiecznie i dawał rozmaite porady. Opowiadał, że gdy sam odwiedza to miasto, nosi ze sobą zawsze dwa portfele. Jeden, ten z dokumentami i gotówką chowa głębiej, a drugi, przeznaczony dla ewentualnego złodzieja i wypełniony drobnymi pieniędzmi, żeby wyglądał w miarę wiarygodnie, trzyma gdzieś na wierzchu. Jeżeli ktoś w Rio de Janeiro zechce zabrać nam portfel czy cokolwiek innego, lepiej zbytnio nie protestować, aby nie pogorszyć sytuacji.

 

INNE OBLICZE RAJU

 

Przestępczość w Rio de Janeiro związana jest w dużej mierze z miejscami największej biedy – fawelami. Nazywa się tak ubogie dzielnice, położone wokół centrów miast, często na wzgórzach, w których domy zbudowane są dosłownie z czegokolwiek, np. z materiałów znalezionych na śmietniskach – tektury, sklejek, desek, blach itp. Szacuje się, że ok. 6 proc. ludności Brazylii mieszka w fawelach. W samym Rio de Janeiro jest to zdecydowanie większy odsetek (mniej więcej 22 proc.).

 

Fawele prawdopodobnie powstały pod koniec XIX w., gdy wyzwoleni niewolnicy lub żołnierze, którzy nigdy nie otrzymali swojej zapłaty, szukali miejsca do życia. Nie mieli niczego, zaczęli więc budować sobie domy z materiałów, jakie były pod ręką. Z czasem bieda doprowadziła do wzrostu przestępczości, nierzadko związanej z narkotykami. Fawele rządzą się swoimi prawami, więc nawet policja unika wkraczania na ich teren.

 

Jest wiele filmów pokazujących życie w Brazylii. Warto obejrzeć kilka z nich przed wizytą w tym kraju albo po niej. Do bardziej znanych należy Miasto Boga z 2002 r. Produkcję oparto na książce brazylijskiego pisarza Paula Linsa, która opowiada o życiu młodych chłopców z faweli w Rio de Janeiro.

 

W te rejony w Brazylii turysta nie powinien wybierać się sam. Taka przygoda może być niebezpieczna i bardzo źle się skończyć. Od kilku lat lokalne biura podróży oferują zwiedzanie faweli, ale z reguły tych dość rozwiniętych i względnie bezpiecznych, które dostają pomoc finansową od organizatorów wycieczek. Jest także wiele agencji organizujących przejazdy opancerzonym autobusem przez losowo wybrane dzielnice biedy. Z tego typu atrakcji lepiej zrezygnować – fawele to nie zoo, a osiedla, gdzie mieszkają ludzie, którzy nie mieli w życiu tyle szczęścia co my.

 

Salvador0362

Dzielnica Pelourinho w Salvadorze z arcydziełami brazylijskiego baroku

© EMBRATUR IMAGE BANK

 

MIASTO NAD ZATOKĄ

 

Stan Bahia należy do tych części Brazylii, które słyną ze wspaniałych plaż. Dodatkowo nad Zatoką Wszystkich Świętych (Baía de Todos os Santos) znajduje się tutaj region Recôncavo, uznawany za miejsce narodzin samby de roda, wpisanej na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Stolicą Bahii jest klimatyczny Salvador (Salvador da Bahia), który koniecznie trzeba odwiedzić. Jeśli mamy do wyboru wizytę w tym mieście lub Brasílii, zdecydowanie warto zdecydować się na to pierwsze.

 

W Salvadorze czeka na turystów wiele atrakcji, łącznie z tutejszym niezmiernie barwnym karnawałem. Najciekawsza wydaje się być historyczna dzielnica Pelourinho. Kojarzy mi się ona z La Bocą w Buenos Aires w Argentynie. Oba miejsca są wypełnione kolorowymi budynkami, tańcem i muzyką, dzięki czemu przyciągają licznych przybyszów z zagranicy.

 

SKARBY PRZYRODY

 

Na zakończenie chciałabym wspomnieć o kilku parkach narodowych. Brazylia jest jednym z największych państw na świecie, więc na jej terytorium znajduje się ich wiele. Do może mniej znanych niż bardzo popularne wśród turystów Park Narodowy Iguaçu i Park Narodowy Tijuca, ale z pewnością niezmiernie ciekawych należą: Lençóis Maranhenses (w stanie Maranhão), Aparados da Serra (na granicy Rio Grande do Sul i Santa Catarina), Serra da Bodoquena (na terenie Mato Grosso do Sul), Pantanal Matogrossense (na obszarze Mato Grosso), Chapada dos Veadeiros (w Goiás) i Fernando de Noronha (w Pernambuco). Warto odwiedzić każdy z nich, ale jeśli kogoś w podróży goni czas, polecam szczególnie wizytę w tym pierwszym. Zwykle robi on na przybyszach zaskakujące wrażenie, bo nie wygląda jak typowy brazylijski region – w kraju kojarzonym z rozległymi lasami deszczowymi i dziewiczą Amazonią nie spodziewamy się zazwyczaj pustynnych pejzaży. A jednak olbrzymi obszar Parku Narodowego Lençóis Maranhenses (Parque Nacional dos Lençóis Maranhenses) pokrywają piaszczyste wydmy. W porze deszczowej pomiędzy nimi powstają malownicze jeziora. Widoki są tu wręcz bajeczne!

 

NA ZDROWIE!

 

Brazylia to ogromny, bardzo różnorodny kraj, zachwycający piękną przyrodą i mnóstwem atrakcji. Trzeba jednak pamiętać, że doniesienia o dość wysokiej przestępczości w tym państwie bywają nierzadko prawdziwe. Mimo to ostrożność i zdrowy rozsądek powinny zapewnić nam bezpieczną podróż.

 

A jeżeli moje opowieści o açaí kogoś nie przekonały, dodam coś jeszcze na temat dwóch typowych brazylijskich napoi. Po pierwsze, niektórzy uważają, że najlepsza kawa na naszym globie pochodzi z Brazylii. Można też spotkać się z opinią mówiącą, że w tym przypadku ilość zwycięża nad jakością. Według mnie prawda leży gdzieś pośrodku. Brazylia jest największym światowym eksporterem kawy, więc nastawienie na masową produkcję nie powinno dziwić. Dlatego jakość napoju czasem nie zadowala prawdziwych smakoszy. Jednak i tu znajdują się mniejsze plantacje, które w pierwszej kolejności stawiają na uzyskanie jak najlepszych ziaren.

 

Inny tradycyjny brazylijski napitek to caipirinha, koktajl na bazie miejscowego alkoholu z fermentowanego soku z trzciny cukrowej, zwanego cachaçą, z limonką, cukrem i lodem. Bez większych problemów można przygotować ją samemu w domu, a jeszcze łatwiej zamówić ten drink w barze. Jednak caipirinha pita w pasjonującej Brazylii na pewno będzie smakować inaczej.