Anna Benicewicz-Miazga 1Kielce

Pałac Biskupów Krakowskich na Wzgórzu Katedralnym w Kielcach

© ANNA BENICEWICZ-MIAZGA/URZĄD MIASTA KIELCE

 

GRZEGORZ MICUŁA

 

Świętokrzyskie to jeden z najciekawszych regionów Polski. Kraina niewysokich pasm górskich pokrytych ciemnym lasem lub podchodzącymi pod szczyty wąskimi polami, tworzącymi charakterystyczne pasiaki, od lat przyciąga turystów swoją tajemniczością i bogatą historią. Można tu znaleźć niesamowite miejsca osnute legendami o diabłach i czarownicach. Góry Świętokrzyskie znane są większości Polaków, bo wielu z nich było w tym regionie na wycieczce szkolnej lub rajdzie harcerskim. Do tej łatwo dostępnej krainy warto wybrać się o każdej porze roku.

 

Znajdują się tutaj najstarsze w naszym kraju góry fałdowe, odsłaniają się skały sprzed ponad 500 mln lat, a w kamieniołomie Zachełmie pod Kielcami odkryto niedawno najstarsze na świecie tropy czworonożnych zwierząt, które wyszły z wody na ląd! Ostatnio w regionie świętokrzyskim odnaleziono mnóstwo śladów dinozaurów. W pobliżu Ostrowca Świętokrzyskiego natknięto się na podziemne kopalnie krzemienia z okresu neolitu. Pod Łysą Górą (594,3 m n.p.m.) w czasach rzymskich funkcjonowało jedno z największych zagłębi hutniczych w Europie. Przemysł rozwijał się w tym rejonie także i później, kiedy powstawały kopalnie, huty i zakłady metalowe Staropolskiego Zagłębia Przemysłowego.

 

Benedyktyńskie opactwo na Świętym Krzyżu (Łysej Górze) założono na miejscu odprawiania rytuałów pogańskich, z którymi związane są legendy o sabatach czarownic. Świętokrzyski klasztor przez stulecia promieniował kulturą na całą okolicę i był jednym z najważniejszych polskich sanktuariów stanowiących cel pielgrzymek królów. Nieco później powstały opactwa cysterskie w Jędrzejowie, Wąchocku i Koprzywnicy. Przyczyniły się one do rozwoju rolnictwa i przemysłu na tych ziemiach. W Bodzentynie biskupi krakowscy wybudowali zamek, a w Kielcach – wspaniały pałac o stylu łączącym elementy manieryzmu i wczesnego baroku. W oficynie tego ostatniego niemal dwa wieki później funkcjonowała krótko (od 1816 do 1826 r.) pierwsza polska uczelnia techniczna – Szkoła Akademiczno-Górnicza kształcąca inżynierów górnictwa i metalurgii.

 

STOLICA REGIONU

 

Najciekawszym zabytkiem Kielc jest wspomniany Pałac Biskupów Krakowskich zbudowany w pierwszej połowie XVII w. z polecenia biskupa Jakuba Zadzika (1582–1642). Prowadzi do niego okazała trójarkadowa loggia. W reprezentacyjnych komnatach na piętrze sufity ozdobione są plafonami z namalowanymi scenami historycznymi wiążącymi się z działalnością fundatora. Zebrano tu meble, gobeliny i broń z epoki. Uwagę zwraca też Sala Portretowa (Izba Stołowa Górna) z wizerunkami biskupów krakowskich, będących przez kilka stuleci właścicielami miasta. W bocznym skrzydle mieści się Galeria Malarstwa Polskiego i Europejskiej Sztuki Zdobniczej Muzeum Narodowego w Kielcach z ciekawą kolekcją obrazów autorstwa m.in. Olgi Boznańskiej, Józefa Chełmońskiego, Józefa Pankiewicza, Juliana Fałata, Aleksandra Gierymskiego, Juliusza Kossaka, Jacka Malczewskiego, Stanisława Wyspiańskiego i pochodzącego z pobliskiego Bodzentyna Józefa Szermentowskiego. Do wiosny 2019 r. w pałacu trwa remont, niektóre pomieszczenia są więc niedostępne dla turystów.

 

Sąsiednia bazylika katedralna ufundowana została w 1171 r. przez biskupa krakowskiego Gedeona (Gedkę). W południowej nawie znajduje się cudowny obraz Matki Boskiej Łaskawej i wspaniały renesansowy nagrobek Elżbiety Zebrzydowskiej wyrzeźbiony w czerwonym marmurze najprawdopodobniej w warsztacie włoskiego artysty Jana Marii Padovana. Ołtarz główny zdobi cenny obraz Szymona Czechowicza przedstawiający wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny. Warto odwiedzić tu także skarbiec katedralny z pięknymi dziełami sztuki sakralnej.

 

Nieopodal znajduje się gmach dawnego gimnazjum, do którego uczęszczali ks. Piotr Ściegienny, Adolf Dygasiński, Bolesław Prus (Aleksander Głowacki), Stefan Żeromski i Gustaw Herling-Grudziński. Obecnie mieści się w nim Muzeum Lat Szkolnych Stefana Żeromskiego. Atrakcją dla dzieci jest w stolicy województwa świętokrzyskiego największe polskie Muzeum Zabawek i Zabawy.

 

Warto też wybrać się na wycieczkę do pobliskiej Jaskini Raj z najpiękniejszą w Polsce szatą naciekową czy do Chęcin, historycznego miasteczka z dwoma rynkami i ruinami średniowiecznego zamku królewskiego na wapiennym wzgórzu. Miłośnicy drewnianego budownictwa ludowego powinni odwiedzić świętokrzyski Park Etnograficzny w Tokarni (należący do Muzeum Wsi Kieleckiej).

 

018 Swietokrzyskie Checiny fot Krzysztof Peczalski

Zamek w Chęcinach z przełomu XIII i XIV w.

© KRZYSZTOF PĘCZALSKI/ARCHIWUM URZĘDU MARSZAŁKOWSKIEGO WOJEWÓDZTWA ŚWIĘTOKRZYSKIEGO

 

Geologiczny raj

 

Kielce należą do najciekawszych geologicznie miast w Polsce. Na ich terenie występują skały paleozoiczne z okresów od kambru do dewonu (mające mniej więcej od 500 do 350 mln lat). Najbardziej interesujący jest Rezerwat przyrody Kadzielnia, gdzie na obszarze starego kamieniołomu odkryto w masywie dewońskiego wapienia rafowego jaskinie z licznymi skamieniałościami. Do zwiedzania udostępniono system trzech połączonych ze sobą grot: Szczelina na Kadzielni, Prochownia i Jaskinia Odkrywców. W rejonie Rezerwatu przyrody Wietrznia im. Zbigniewa Rubinowskiego znajduje się nowoczesne Centrum Geoedukacji, które prezentuje geologiczną historię Ziemi i zachodzące na przestrzeni milionów lat procesy. W dawnym kamieniołomie wapieni dewońskich w Ślichowicach, w zachodniej części miasta, zachował się w znakomitym stanie fałd obalony. Jego zdjęcia umieszcza się w podręcznikach do geografii i geologii. W lesie na wzgórzu Karczówka (340 m n.p.m.) znaleźć można ślady po dawnych szybach górniczych. Wydobywano tu galenę – siarczek ołowiu z domieszką srebra. Poza tym w Kielcach warto obejrzeć bogate zbiory geologiczne w Muzeum Geologicznym Oddziału Świętokrzyskiego Państwowego Instytutu Geologicznego.

 

KRAINA W PASKI

 

Stoki wzgórz w Krainie Świętokrzyskiej pokrywają charakterystyczne wąskie, różnokolorowe pasy pól uprawnych. Taki podział ziemi wynika z rozdrobnienia majątku w licznych chłopskich rodzinach. Tutejsze małe uprawy nie są raczej efektywne, ale za to tworzą piękne krajobrazy, zwłaszcza latem i jesienią. Wśród tych malowniczych pól leżą spokojne, sielskie miejscowości.

 

W Ciekotach w Dolinie Wilkowskiej mieszkał młody Stefan Żeromski (w latach 1871–1883), a w Świętej Katarzynie położonej u podnóża Łysicy (611,8 m n.p.m.), najwyższego szczytu Gór Świętokrzyskich, stoi owiany legendami klasztor bernardynek. Przy czerwonym szlaku turystycznym, wiodącym przez Łysogóry, obok drewnianej kapliczki bije źródełko św. Franciszka z cudowną wodą, która ponoć pomaga na choroby oczu.

 

Smutnym świadectwem ostatniej wojny jest Michniów – wieś, w której Niemcy przeprowadzili wyjątkowo okrutną pacyfikację ludności, aby ukarać ją za współpracę z partyzantami. W dniach 12 i 13 lipca 1943 r. hitlerowcy wymordowali prawie wszystkich tutejszych mieszkańców, czyli łącznie 204 osoby (w tym 103 mężczyzn, z których większość spalono żywcem, 53 kobiety i 48 dzieci – najmłodsze miało 9 dni). Dziś funkcjonuje w tej miejscowości Mauzoleum Martyrologii Wsi Polskich, upamiętniające setki spacyfikowanych polskich wsi. Na jego terenie znajduje się m.in. rzeźba Pieta Michniowska, zbiorowa mogiła ofiar pacyfikacji i niedokończony jeszcze z powodu braku środków obiekt architektoniczny złożony z betonowych brył o kształcie domu.

 

ZIEMIA PISARZY

 

Kraina Świętokrzyska ma też swoje miejsce w historii literatury polskiej. W Skrzypiowie pod Pińczowem mieszkał pamiętnikarz Jan Chryzostom Pasek, w klasztorze w Jędrzejowie spędził ostatnie lata życia bł. Wincenty Kadłubek (od 1217 do 1223 r.). Z tym regionem związani byli także Mikołaj Rej z Nagłowic, Bolesław Prus, Henryk Sienkiewicz, Witold Gombrowicz i Gustaw Herling-Grudziński.

 

Ale Kielecczyzna kojarzy się przede wszystkim ze Stefanem Żeromskim (1864–1925), który tu się urodził, wychował i chodził do szkoły. We wsi Ciekoty stał niegdyś dwór dzierżawiony przez jego rodziców. Dom spłonął w 1901 r. i dziś przypomina o nim płyta pamiątkowa. W pobliskim stawie odbija się Radostowa (451 m n.p.m.), którą pisarz nazywał Górą Domową, i Łysica. W 2010 r. powstało w tym miejscu centrum edukacyjne złożone z dwóch obiektów: stylizowanego Dworku Stefana Żeromskiego i Szklanego Domu pełniącego funkcję ośrodka kultury. 

 

Przez położoną na skraju Puszczy Jodłowej wieś Święta Katarzyna przebiega wspomniany czerwony szlak turystyczny. Stoi przy nim pomalowana na biało murowana kapliczka z wydrapanym w 1882 r. podpisem młodego Stefana Żeromskiego. Tutejszy zajmowany przez bernardynki zespół klasztorny założono w drugiej połowie XV w. We wnętrzu niewielkiego kościoła znajduje się figura św. Katarzyny, prawdopodobnie kopia wcześniejszej, wyrzeźbionej w drewnie cyprysowym. Warto zwrócić również uwagę na zasłonięty kratą chór, z którego zakonnice mogą słuchać mszy świętej, oraz krużganki zwane obchodami. W okolicy umieszczono kilkanaście kapliczek upamiętniających ponoć pustelnie zamieszkiwane niegdyś przez anachoretów. Na skraju lasu postawiono kamień z cytatem z poematu prozą Puszcza jodłowa Stefana Żeromskiego: Puszcza jest niczyja – nie moja ani twoja, ani nasza, jeno boża, święta!.

 

W Oblęgorku, w majątku ofiarowanym w 1900 r. Henrykowi Sienkiewiczowi przez naród, ten nasz noblista spędzał swoje letnie wakacje (1846–1916). Dzisiaj we wzniesionym tu pałacyku działa muzeum pisarza (oddział Muzeum Narodowego w Kielcach). Pokoje na parterze urządzone są tak jak za życia Henryka Sienkiewicza. W placówce można obejrzeć portrety i fotografie rodzinne, pamiątki z licznych podróży, ulubione obrazy i broń oraz liczne bibeloty, a także wydania jego dzieł w licznych, często orientalnych językach. Pałacyk otacza rozległy park, w którym na uwagę zasługuje ok. 15-metrowy tulipanowiec amerykański.

 

RELIKWIE I GOŁOBORZA

 

Na Łysej Górze, zwanej tak od rozległych kwarcytowych gołoborzy, kamiennych rumowisk skalnych zalegających na północnych stokach, odbywały się podobno sabaty czarownic. Według przekazów na jej szczycie stała świątynia pogańska. Okoliczna ludność oddawała w niej cześć trzem słowiańskim bogom o imionach Łada, Boda i Leli. Badania archeologiczne potwierdziły dawne podania i legendy mówiące o istnieniu tu we wczesnym średniowieczu pogańskiego ośrodka kultowego. Sensacją okazało się odkrycie składającego się z dwóch części wału z kamieni o łącznej długości ponad 1,5 tys. m, otaczającego szczyt Łysej Góry. Zgodnie z hipotezami badaczy w tym kamiennym kręgu gromadzili się okoliczni mieszkańcy podczas wielkich świąt. Góra miała być słowiańskim Olimpem dla ziem dzisiejszej środkowej i południowej Polski.

 

Od zarania naszej państwowości istniał tu benedyktyński klasztor (obecnie zajmowany przez oblatów). Jego założenie tradycja przypisuje królowi Bolesławowi Chrobremu (w 1006 r.) i wiąże je z przygodą księcia Emeryka, syna króla węgierskiego Stefana I Świętego. Miał on zabłądzić podczas polowania w Puszczy Świętokrzyskiej, gdy ruszył w pogoń za jeleniem ze świetlistym krzyżem pomiędzy rogami. Zwierzę wyprowadziło Emeryka na szczyt wysokiej góry. Książę przyrzekł, że jeśli odnajdzie swoich towarzyszy, pozostawi tu relikwię Krzyża Świętego. Ponieważ udało mu się wyjść cało z opresji, spełnił swoją obietnicę, a Bolesław Chrobry, aby ochronić cenny dar, zbudował na Łysej Górze kościół i sprowadził benedyktynów z klasztoru na Monte Cassino we Włoszech. Tak brzmi jedna z wersji legendy. Współcześni historycy sądzą raczej, że fundatorem klasztoru był Bolesław III Krzywousty (między latami 1102–1138). Sprowadził on zakonników z Węgier. Relikwię przekazał benedyktynom dopiero w 1306 r. Władysław I Łokietek.

 

Na Święty Krzyż pielgrzymował często Władysław Jagiełło. W 1410 r., przed walną bitwą z Krzyżakami, z obozu w Nowej Słupi chodził pieszo tzw. drogą królewską na modlitwę do klasztoru. Jagiellonowie nie szczędzili środków na upiększenie kościoła, którego wnętrza ozdobiono freskami.

 

Sanktuarium nie ominęły zawirowania historii. Zabudowania klasztorne niszczyli Tatarzy i Litwini. W 1620 r. ukończono budowę pięknej barokowej kaplicy zleconą przez wojewodę lubelskiego Mikołaja Oleśnickiego. W jej podziemiach obok fundatora i jego rodziny pochowano później pogromcę Kozaków, księcia Jeremiego Wiśniowieckiego (obecnie zmumifikowane zwłoki znajdują się w krypcie pod kościołem, ale po wykonanych badaniach część historyków wątpi w ich autentyczność). Podczas powstania styczniowego żołnierze Mariana Langiewicza walczyli tu z wojskami rosyjskimi. W latach 80. XIX w. Rosjanie utworzyli w tym miejscu ciężkie więzienie nazywane polskim Sachalinem. W okresie II wojny światowej hitlerowcy w założonym w budynkach klasztornych obozie zagłodzili i wymordowali kilka tysięcy jeńców sowieckich.

 

Dzisiaj relikwiarz z drzewem z Krzyża Świętego przechowywany jest w nowym, ogniotrwałym tabernakulum w Kaplicy Oleśnickich. Pielgrzymi i turyści mogą też odwiedzić muzeum misyjne oblatów z ciekawymi eksponatami przywiezionymi z misji w Afryce, Ameryce i Azji. W części zabudowań klasztornych urządzone zostało Muzeum Przyrodnicze Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Ze szczytu zrekonstruowanej wieży kościoła rozciąga się wspaniała panorama okolicy.

 

025 MG 0663 Swietokrzyskie Swiety Krzyz K Peczalski

Pobenedyktyński zespół klasztorny z sanktuarium Krzyża Świętego

© KRZYSZTOF PĘCZALSKI/BANK ZDJĘĆ ROT WOJEWÓDZTWA ŚWIĘTOKRZYSKIEGO

 

KAMIENNY PIELGRZYM I DYMARKI

 

Szlakiem zwanym drogą królewską schodzi się ze Świętego Krzyża do Nowej Słupi, wsi leżącej u podnóża góry. Na skraju puszczy stoi kamienny pomnik Pielgrzyma, który jak mówi legenda przesuwa się co roku o ziarnko piasku w kierunku szczytu, a kiedy na niego dotrze, nastąpi koniec świata. Na szczęście ma jeszcze przed sobą jakieś 3 km.

 

U podnóża Łysej Góry już w starożytności wydobywano hematyt, minerał, z którego robiono po sproszkowaniu barwiący kosmetyk (używany przez ówczesne kobiety) i wytapiano żelazo w dymarkach. Pozostałości po dawnych piecach hutniczych znajdują się do dziś na polach w okolicy Nowej Słupi. Uzyskany metal sprzedawano później Rzymianom. W miejscu odkrycia dymarek z II w. powstało Muzeum Starożytnego Hutnictwa Świętokrzyskiego im. Mieczysława Radwana. Pod koniec lata, w sierpniu w pobliskim Centrum Kulturowo-Archeologicznym organizuje się Dymarki Świętokrzyskie, w trakcie których można zobaczyć wytop żelaza w prymitywnym piecu i poznać życie ówczesnych ludzi. W czasie tej barwnej imprezy odbywa się także jarmark świętokrzyski. Na stoiskach sprzedaje się wtedy regionalne pamiątki, m.in. figurki czarownic na miotłach.

 

MINIONA ŚWIETNOŚĆ

 

Bodzentyn był kiedyś niemal tak ważny jak Sandomierz i Kraków. To niewielkie, senne dziś miasto, znane z doskonałego pieczywa i słynnej w okolicy swojskiej kiełbasy, będące niegdyś stolicą rozległych dóbr biskupich, założył w 1355 r. biskup krakowski Jan Bodzanta (Bodzęta). Dziesięć lat później Florian z Mokrska wybudował tu zamek, a zabudowania otoczył murami obronnymi. W kolejnym stuleciu późniejszy arcybiskup gnieźnieński i prymas Polski Zbigniew Oleśnicki wzniósł z kolei okazałą gotycką kolegiatę. Miasto bogaciło się na handlu, działały w nim manufaktury produkujące wyroby z żelaza, sukno, porcelanę i lustra. Wzniesiono nawet obszerny ratusz i wytyczono drugi rynek. Tutejsi mieszkańcy brali czynny udział w powstaniu styczniowym. W listopadzie 1869 r. na mocy ukazu carskiego Bodzentyn stracił prawa miejskie. Uzyskał je ponownie w 1994 r.

 

Z dawnej świetności pozostały okazałe ruiny zamku nad rzeką Psarką i wspomniana kolegiata oraz fragmenty miejskich murów obronnych. W renesansowym ołtarzu głównym należącym do świątyni umieszczono obraz przedstawiający scenę ukrzyżowania. Pierwotnie zdobił on katedrę wawelską, ale później został przeniesiony najpierw do Kielc, a ostatecznie do Bodzentyna. Ponoć biskupowi krakowskiemu nie spodobał się namalowany na nim odwrócony tyłem koń rzymskiego żołnierza i stwierdził, że nie będzie modlił się do końskiego zadu.

 

Dziś oprócz ruin zamku i zabytkowej kolegiaty można tu zwiedzić typową świętokrzyską Zagrodę Czernikiewiczów prezentującą życie średniozamożnych małomiasteczkowych chłopów. Raz w tygodniu, w poniedziałek rano odbywa się w Bodzentynie targ koński. Sprzedaje się na nim również jajka, drób czy świnie. To jeden z ostatnich autentycznych jarmarków w regionie. W sąsiednim Tarczku i niedalekich Grzegorzowicach w kępach drzew kryją się zabytkowe świątynie romańskie.

 

PRZEMYSŁ I NATURA

 

W północno-zachodniej części województwa świętokrzyskiego leży przemysłowe miasto Końskie z zespołem pałacowo-parkowym założonym przez hrabiego Jana Małachowskiego w latach 40. XVIII stulecia. W pobliskiej Sielpi Wielkiejpołożonej nad zalewem na rzece Czarnej oraz Maleńcu i Starej Kuźnicy zachowały się zabytkowe zakłady metalowe z czasów Królestwa Polskiego. Inne podobne obiekty znajdują się w Kuźniakach, Bobrzy i Samsonowie. Poza tym w okolicy warto odwiedzić także rezerwaty: Skałki Piekło pod Niekłaniem i Gagaty Sołtykowskie oraz słynny pomnik przyrody dąb Bartek.

 

Ten ostatni, jedno z najstarszych drzew w Polsce, liczy sobie niemal 700 lat i jest niemym świadkiem dziejów naszego kraju. To pod nim według legendy król Kazimierz Wielki sprawował sądy, a powracający spod Wiednia Jan III Sobieski ukrył w jego dziupli szablę turecką, rusznicę i butelkę wina. Dziś ten wiekowy dąb ma wysokość prawie 30 m i ok. 13,4 m w obwodzie pnia przy ziemi. Aby go zabezpieczyć przed upadkiem, wnętrze uzupełniono plombami, a rozłożyste konary podparto teleskopowymi wspornikami.

 

OD PREHISTORII DO WSPÓŁCZESNOŚCI

 

Dolina rzeki Kamiennej pełna jest zabytków przemysłowych. W Starachowicach zachowały się zakłady wielkopiecowe z XIX w. Wówczas było to centrum Staropolskiego Zagłębia Przemysłowego. Uchronione przed rozbiórką obiekty (w tym wielki piec z 1899 r.) należą obecnie do Muzeum Przyrody i Techniki i są dziś jednym z najcenniejszych zabytków tego typu na świecie. Dodatkową atrakcją jest tu umieszczona w fabrycznych halach ekspozycja przedstawiająca kopalne tropy tekodontów, wielkich jaszczurów będących przodkami dinozaurów. Odkryte przez Tadeusza Ptaszyńskiego skamieliny stały się sensacją na skalę światową.

 

Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej Królowej Polski, Pani Ziemi Świętokrzyskiej w Kałkowie-Godowie można nazwać miejscowym Licheniem. Obok niego znajduje się zwieńczona krzyżem Golgota – wysoka na 33 m budowla w formie zamczyska z czerwonego piaskowca z kilkunastoma tarczami z wizerunkami orła białego z różnych epok. Z jej szczytu rozciąga się piękny widok na okolicę z ciemniejącymi na północy Łysogórami i Pasmem Jeleniowskim. Jest tu kilkadziesiąt kaplic i oratoriów poświęconych m.in. św. Maksymilianowi Kolbemu, Polakom zamordowanym w Katyniu, ks. Jerzemu Popiełuszce, kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu czy stoczniowcom poległym w 1970 r. Warto zwrócić uwagę na kaplicę kolejarzy – jej ołtarz wykonano z zestawu kołowego lokomotywy, a drogę do niej wskazuje semafor.

 

U podnóża Golgoty znajduje się jeden z pierwszych pomników upamiętniających smoleńską katastrofę lotniczą – betonowa makieta prezydenckiego samolotu Tu-154M. W auli Domu Jana Pawła II wisi kopia wielkiego obrazu Polonia, namalowanego przez Antoniego Tańskiego (oryginał o wymiarach ok. 12 x 3 m przeniesiono do sanktuarium na Jasnej Górze). Autor uwiecznił na płótnie mniej więcej 200 postaci z historii Polski: królów i książąt, bohaterów narodowych i twórców kultury. Co ciekawe, nie ma tu Józefa Piłsudskiego, ponieważ malarz amator był sympatykiem Narodowej Demokracji i przeciwnikiem politycznym marszałka. Oprócz tego w tym miejscu jest też niewielkie zoo, które na pewno spodoba się dzieciom.

 

PORCELANA I KAMIENNE SIEKIERY

 

W położonym w pobliżu Ostrowca Świętokrzyskiego niewielkim, 3-tysięcznym Ćmielowie znajduje się obecnie Fabryka Porcelany AS Ćmielów produkująca porcelanę luksusową. W 1790 r. miejscowy garncarz Wojtas założył tu manufakturę wytwarzającą garnki gliniane i fajans. Natomiast w 1804 r. hrabia Jacek Małachowski stworzył w Ćmielowie fajansarnię. W kolejnych latach fabryka zmieniała właścicieli, a w 1838 r. rozpoczęto w niej produkowanie porcelany. W 1996 r. starą manufakturę, część znacjonalizowanych po II wojnie światowej zakładów, kupił Adam Spała i podźwignął ją z ruiny. Powstała wówczas Fabryka Porcelany AS Ćmielów kontynuuje ręczne tradycje produkcji porcelany w przedwojennej wytwórni Świt.

 

Nowy właściciel nawiązał także kontakt z dawnymi projektantami. Dzisiaj w Żywym Muzeum Porcelany w Ćmielowie można zapoznać się z procesem wytwarzania (od projektu po gotowy produkt), obejrzeć film w wyjątkowym wielkim starym piecu do wypalania ceramiki, wysokim na 22 m, oraz podziwiać eksponaty na Wystawie Starej Porcelany i w Galerii van Rij (m.in. z pracami malarza i rzeźbiarza Lubomira Tomaszewskiego). Ciekawą propozycją są również warsztaty ceramiczne. W tutejszej kawiarni „Leżąca Kotka” w ćmielowskich filiżankach podaje się m.in. najdroższą kawę świata (kopi luwak) oraz kawę porcelanową z odrobiną glinki kaolinowej– jednego ze składników mieszaniny, z której powstaje porcelana.

 

Zabytkiem na skalę europejską jest pobliski zespół neolitycznych kopalń krzemienia w Krzemionkach Opatowskich, odkryty w 1922 r. przez geologa Jana Samsonowicza (1888–1959). Na tym terenie zachowało się niemal 3 tys. szybów o głębokości paru metrów, od których odchodzą promieniście niskie chodniki. Wydobywano tu krzemień pasiasty, wykorzystywany w różnych narzędziach: toporkach, siekierach, strzałach i włóczniach, nożach, skrobakach i przecinakach. Krzemienne buły tkwią w białej skale wapiennej. Po zapoznaniu się z ekspozycją muzealną można przemierzyć podziemną trasę turystyczną i odwiedzić zrekonstruowaną na powierzchni neolityczną osadę. Tutejsze muzeum jest jednym z najciekawszych obiektów tego typu w Europie.

 

Sala Marmurowa

Sklep firmowy Fabryki Porcelany AS Ćmielów

© FABRYKA PORCELANY AS ĆMIELÓW

 

WOJENNA HISTORIA

 

Miasto Skarżysko-Kamienna (powstałe w 1928 r.) rozwinęło się przed II wojną światową jako ośrodek Centralnego Okręgu Przemysłowego i do dziś produkuje się w nim zaawansowane uzbrojenie, m.in. rakiety. Po wkroczeniu wojsk niemieckich we wrześniu 1939 r. prawie natychmiast zawiązał się na tym terenie ruch oporu. Wokół miejscowych struktur Organizacji Orła Białego (Tajnej Organizacji Wojskowej „Związek Orła Białego”) skupiali się m.in. inteligenci, robotnicy i harcerze. Niemcy wkrótce wpadli na trop działalności konspiracyjnej. W lutym i czerwcu 1940 r. aresztowali i po brutalnym śledztwie wymordowali w egzekucjach ponad tysiąc Polaków. Ofiary upamiętniają pomniki umieszczone na miejscu kaźni w lasku na Brzasku i osiedlu Bór w Skarżysku-Kamiennej oraz tablica na dawnym budynku Szkoły Podstawowej nr 2, ówczesnej siedzibie gestapo.

 

Pamiątki związane z wojskiem i działaniami partyzanckimi można obejrzeć w Muzeum im. Orła Białego znajdującym się w pobliżu zalewu na rzece Kamionce na Rejowie. Zgromadzono w nim dokumenty, broń, wyposażenie wojskowe (np. radiostacje), mundury czy odznaczenia. Największą atrakcją jest ekspozycja plenerowa, na którą składają się czołgi, działa, wyrzutnie rakietowe, transportery opancerzone, samochody wojskowe, samoloty bojowe (myśliwce i helikoptery) i wielki kuter torpedowy otoczony przez działa morskie, miny i torpedy.

 

Przy drodze ze Skarżyska-Kamiennej do Warszawy stoi znak kierujący do Sanktuarium Matki Boskiej Ostrobramskiej. Zbudowana tu została wierna kopia wileńskiej Ostrej Bramy, w której zawisł obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej namalowany przez pochodzącą z Wilna Izabelę Borowską.

 

MIASTO ŚMIECHU

 

Do Wąchocka łatwo trafić – miasteczko leży niedaleko Starachowic nad rzeką Kamienną, która zgodnie z dowcipami jest tak wąska, że jak dwie ryby się mijają, to jedna musi wyskakiwać na brzeg, a wiry są w niej tak silne, że jak krowa chciała się napić, to jej łeb ukręciło. W tym znanym z żartów mieście już w XI w. znajdowało się książęce palatium z kaplicą, a w kolejnym stuleciu w podmokłej dolinie wybudowano opactwo cysterskie. Przybyli z Zachodu mnisi szerzyli kulturę rolną i przemysłową. Zespół klasztorny cystersów to dużej klasy zabytek – jeden z najciekawszych przykładów architektury romańskiej w Polsce.

 

Krakowski biskup Gedeon (Gedko) osiedlił mnichów w 1179 r. nad rzeką, której siłę wykorzystywano np. do napędzania młyna. Romańskie budynki opactwa wzniesiono na przełomie XII i XIII w. Do dziś zachowały się: wspaniały kapitularz wsparty na czterech romańskich kolumnach, zabytkowy refektarz (jadalnia zakonników) i fraternia (sala pracy). Kościół klasztorny św. Floriana, powstały w latach 1218–1239, nawiązuje do architektury włoskiej. Jest to najstarsza sygnowana świątynia w Polsce, na fasadzie podpisał się mistrz Simon z Casamari.

 

W klasztorze działa niewielkie Muzeum Pamięci Walki o Niepodległość Narodu ze zbiorami ks. ppłk. Walentego Ślusarczyka (1904–1981). Można w nim obejrzeć pamiątki np. po powstaniach listopadowym i styczniowym, II wojnie światowej oraz zapoznać się z historią wąchockiego opactwa i zakonu cystersów. Na dziedzińcu przed kościołem znajduje się Pomnik Polskiego Państwa Podziemnego i tzw. Panteon – mur pamięci z tablicami poświęconymi żołnierzom Armii Krajowej. W klasztorze pochowany został komendant świętokrzyskich zgrupowań Armii Krajowej kapitan Jan Piwnik Ponury (1912–1944), którego oddziały stacjonowały na pobliskim uroczysku Wykus (326 m n.p.m.), gdzie stoczono dwie bitwy z hitlerowcami. Akowski dowódca zginął w walce z Niemcami na Nowogródczyźnie. Jego pomnik stoi na wąchockim rynku, a powtórny pogrzeb Ponurego w czerwcu 1988 r. zgromadził tysiące ludzi, którzy przez trzy dni wędrowali z Janowic, rodzinnej wsi Jana Piwnika (pośmiertnie awansowanego na majora, a następnie w 2012 r. na pułkownika), do Wąchocka za konnym wozem wiozącym trumnę z jego szczątkami.

 

Artykuły wybrane losowo

Zimowe szaleństwo w austriackich Alpach

ELŻBIETA PAWEŁEK

<< Są tu najlepsze stoki narciarskie i słynne trasy Pucharu Świata, którym trudno się oprzeć, całoroczny śnieg na lodowcach i mnóstwo atrakcji. Zbocza Alp w niewielkiej Austrii to istny raj dla wielbicieli białego szaleństwa. Przyjeżdżają oni do tego kraju nie tylko z Europy, lecz także z całego globu, i nigdy nie opuszczają go zawiedzeni. >>

Austriacy wiedzą, jak zadbać o narciarzy. To dla nich przygotowują bezpieczne, ubite szlaki oraz tereny do uprawiania stylu freeride. Z myślą o snowboardzistach otwierają snowparki, aby przyciągnąć rodziny z dziećmi, organizują szkółki dla najmłodszych z dodatkowym programem rozrywkowym. Miejscowe ośrodki słyną ze znakomitej infrastruktury, a zaplecze gastronomiczne jest w nich na naprawdę wysokim poziomie. Zagranicznych gości zapraszają do siebie malowniczo położone hotele, modne pensjonaty, przytulne zajazdy i tradycyjne schroniska. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.

Więcej…

Rajskie wyspy Indonezji

 Prambanan temple

Hinduistyczny kompleks Prambanan na Jawie

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

MAJA KAŹMIERCZAK-BARTHEL

www.TRAVELINGROCKHOPPER.COM

 

Według mnie Indonezja słynie z licznych wulkanów, tradycyjnego dania „nasi goreng”, orangutanów z Sumatry i Borneo oraz waranów z Komodo. Choć każdy z moich przykładów da się uzasadnić, większość osób kojarzy ją jednak z rajską Bali. Czy właśnie ta wyspa najlepiej reprezentuje cały kraj? Zdecydowanie nie i… trochę tak.

 

Indonezja leży w Azji Południowo-Wschodniej i częściowo Oceanii. To największe wyspiarskie państwo na świecie (o powierzchni ponad 1,9 mln km²). Swoimi granicami obejmuje 17 508 wysp, z czego mniej więcej 6 tys. pozostaje zamieszkanych. Ten rozległy kraj oddziela Pacyfik od Oceanu Indyjskiego.

 

Przy tak dużym wyborze naprawdę trudno zdecydować, gdzie zawitać podczas podróży po Indonezji. Mnóstwo jej wysp kusi turystów obietnicą rajskich wakacji. W tym ogromie znajduje się wiele prawdziwych perełek.

 

KRAINA BOGÓW

 

Bali z jednej strony jawi się jako turystyczny eden, egzotyczna kraina o wyjątkowej kulturze, z cudowną przyrodą, piaszczystymi plażami i idealną pogodą. Z drugiej strony wiele osób mówi, że wyspa jest przereklamowana, zatłoczona czy wręcz niewarta odwiedzenia, ponieważ w Indonezji znajduje się mnóstwo ciekawszych miejsc. Obie te opinie są słuszne. Na Bali funkcjonują rewelacyjne resorty, ale także kiepskiej jakości hotele. Rozwinęła się tu interesująca kultura i balijska odmiana hinduizmu, przetrwał odrębny język (balijski, basa bali), jednak inne rejony kraju też są wyjątkowe. Na wyspie leży dużo pięknych plaż, lecz wiele z nich jest zatłoczonych. W tym regionie panuje klimat równikowy z dwoma porami w roku: suchą i deszczową. W trakcie trwania tej drugiej (zazwyczaj od października do kwietnia) nie należy raczej spodziewać się idealnej pogody. Mnóstwo miejsc na Bali ma charakter typowo turystyczny, komercyjny, ale nie wszystkie, uchowało się tutaj również wiele urokliwych zakątków. Choć to nieduża wyspa (ma ponad 5,5 tys. km² powierzchni), jednak jest na tyle rozległa, że dzięki sporemu zróżnicowaniu prawie każdy znajdzie na niej coś dla siebie. Zdecydowanie warto ją odwiedzić i poznać rozmaite jej oblicza. W końcu nie bez przyczyny nazywana bywa krainą bogów.

 

Jednym z powodów, dla których turyści udają się na Bali, są jej przepiękne plaże. Wybrzeże wyspy w wielu miejscach pokrywa biały piasek. Natkniemy się też na czarne, wulkaniczne brzegi (plaża Lovina na północy), także bardzo malownicze. Amatorzy wszelkich sportów wodnych poczują się tu jak w raju. Ogromną popularnością cieszą się surfing i nurkowanie. Ciekawą atrakcję stanowi poza tym obserwowanie delfinów.

 

Indonezja jest w większości muzułmańska (powyżej 87 proc. ludności), jednak Balijczycy wyznają przede wszystkim lokalną odmianę hinduizmu (ok. 83,5 proc. mieszkańców wyspy), co w dużej mierze sprawiło, że kultura balijska tak bardzo różni się od tej z innych rejonów kraju. Na Bali znajduje się ponad 6 tys. świątyń hinduistycznych! Nie sposób ich wszystkich odwiedzić, ale do kilku koniecznie należy się wybrać, gdyż są dość specyficzne. Jedne z piękniejszych to np. Besakih na zboczu góry Agung (3031 m n.p.m.), Tirta Empul i Gunung Kawi w mieście Tampaksiring, sanktuarium Goa Gajah (Jaskinia Słonia) koło Ubud, zbudowana na klifie XI-wieczna świątynia Uluwatu (zwana również Luhur Uluwatu) oraz dwie najchętniej fotografowane budowle: Ulun Danu Bratan nad brzegiem jeziora Bratan i usytuowana na skale Tanah Lot niedaleko Denpasar.

 

Zwiedzanie obiektów sakralnych na wyspie można połączyć z oglądaniem przedstawienia muzyczno-tanecznego. Mimo iż takie spektakle bywają zwykle przeznaczone głównie dla turystów, warto je zobaczyć, gdyż prezentują interesujące elementy balijskiej kultury. Do typowych widowisk należy pokaz tańca lwa (barong), ilustrującego wieczną walkę dobra ze złem.

 

Podczas pobytu na Bali albo w innej części Indonezji polecam zainteresować się także batikiem. To technika malowania tkanin polegająca na nakładaniu wielu warstw wosku na materiał, a następnie zanurzaniu go w barwniku, który farbuje jedynie nie pokryte niczym miejsca. Aby uzyskać rozmaite efekty, proces woskowania i farbowania powtarza się wielokrotnie. Ta metoda zdobienia znana jest w różnych krajach, np. w Indonezji, Malezji, Singapurze, Indiach, Bangladeszu, Nigerii, Senegalu, Mali, Chinach, Japonii, Iranie, na Sri Lance i Filipinach. Historia batiku sięga starożytności, już w IV w. p.n.e. w Egipcie używano podobnie dekorowanych tkanin do owijania zwłok. Co ciekawe, ten indonezyjski uchodzi za zdecydowanie najsłynniejszy. W 2009 r. batik z Indonezji wpisano na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Od tego czasu tutejszy rząd zachęca obywateli, aby w piątki nosili ubrania wykonane z tak zdobionych tkanin, a 2 października obchodzi się w kraju Dzień Batiku.

 

Ciekawą atrakcją Bali jest również Małpi Las Ubud (Ubud Monkey Forest). To park o powierzchni ok. 12,5 ha. Żyje w nim mniej więcej 700 małp (makaków krabożernych), występują tutaj rozmaite gatunki roślin i znajdują się trzy świątynie. Wizyta w tym miejscu powinna być doznaniem duchowym, przynieść nam spokój i równowagę.

 

Jeden z moich ulubionych rejonów na wyspie stanowią tarasy ryżowe (Tegallalang lub Jatiluwih). Ryż jest podstawowym produktem spożywczym na Bali (jak i w całym kraju), częścią tutejszej kultury. Co więcej, jego uprawa to ważny element indonezyjskiej gospodarki. Indonezja znajduje się na trzecim miejscu wśród największych światowych producentów ryżu (po Chinach i Indiach). Niestety, uprawianie tej rośliny stanowi skomplikowane i trudne zajęcie. W Azji rolnicy coraz częściej rezygnują z pracy na polu, gdy widzą, że łatwiej czerpać dochody z branży turystycznej. Trudno im się dziwić, ale żal patrzeć na niszczejące tarasy ryżowe.

 

Bali szczyci się też typowo indonezyjską atrakcją, jaką są wulkany. Dwa najsłynniejsze to Batur (1717 m n.p.m.) i Agung (3031 m n.p.m.). Ze szczytu pierwszego z nich turyści często podziwiają zachwycający wschód słońca. Góra Agung jest wyższa i wspinaczka na nią wymaga dużo więcej wysiłku. Na dodatek od sierpnia 2017 r. aktywność tego wulkanu bardzo wzrosła i w listopadzie doszło do kilku znacznych wybuchów. Z tego powodu odwołano wszystkie loty z i na Bali, a wiele osób ewakuowano. Większa erupcja może całkowicie odmienić oblicze wyspy...

 

RAJ BEZ TURYSTÓW

 

Jeżeli wakacje na Bali ciągle nie brzmią do końca przekonująco, polecam wybrać się na Lombok. Obie wyspy są do siebie podobne pod względem przyrodniczym (niektóre miejsca nawet mają takie same nazwy, np. plaża Kuta). Lombok bywa jednak słusznie nazywana Bali bez tłumów. Warto się spieszyć, żeby ją odwiedzić, bo każdego roku przybywa na nią coraz więcej turystów.

 

Na wyspie znajdują się wspaniałe plaże (w tym wyjątkowa różowa Tangsi), piękne wodospady (Benang Kelambu i Senaru), góry i wulkany. Jej okolica świetnie nadaje się do surfowania i nurkowania. Lombok to również znakomite miejsce na romantyczną podróż dla nowożeńców. Tutejsze tradycje i kulturę można poznać bliżej w wiosce grupy etnicznej Sasak.

 

Na północy wyspy wznosi się jeden z najwyższych i najbardziej aktywnych indonezyjskich wulkanów – Rinjani (3726 m n.p.m.). Wyprawa na jego szczyt zajmuje ok. dwa–trzy dni, mimo to przyciąga on wielu chętnych. Z góry rozpościera się wspaniała panorama na całą Lombok, widać nawet pobliską Bali.

 

U północno-zachodnich wybrzeży leżą tu trzy małe wysepki Gili. Dość długo ten archipelag był uznawany za rajski, idealny na idylliczne wakacje dla mniej zamożnych turystów. Obecnie wszystko się zmienia, jednak wysepki Gili ciągle wydają się być ciekawą propozycją turystyczną.

 

SEN NA JAWIE

 

bromo

Rozległa kaldera Tengger z dymiącym kraterem czynnego wulkanu Bromo

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

Najbardziej zaludnioną wyspę na świecie stanowi indonezyjska Jawa. Zamieszkuje ją aż ok. 145 mln osób. Zdecydowanie nie brzmi to jak zachęta do jej odwiedzenia, ale jest tutaj kilka wspaniałych miejsc, bez zobaczenia których wizyta w Indonezji byłaby niepełna. To właśnie na Jawie znajdują się mistyczne świątynie Borobudur i Prambanan, zachwycające okolice z wulkanami Bromo (2329 m n.p.m.) i Ijen (2443 m n.p.m.) oraz Madakaripura – wodospad pozostający na długo w pamięci. Tutejsze cuda wbrew nazwie wyspy wydają się jak ze snu.

 

Zwiedzanie najlepiej zacząć od ponad 400-tysięcznej Yogyakarty (Jogyakarty). Uchodzi ona za centrum kultury i sztuki jawajskiej. Miasto jest warte zobaczenia, a do tego tutejsze restauracje kuszą smaczną kuchnią. Z Yogyakarty obowiązkowo trzeba wybrać się do wspomnianych wyjątkowych zabytków sakralnych.

 

Borobudur należy do największych buddyjskich świątyń na świecie. Pochodzi według szacunków z VIII–IX w. W 1991 r. obiekt ten został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Moim zdaniem to najpiękniejsza i najciekawsza świątynia w Indonezji, nie tylko ze względu na detale architektoniczne, liczne rzeźby (m.in. 504 posągi Buddy) i płaskorzeźby (2672 reliefy). Zachwyca także jej okolica. Jedynie ogromna popularność tego miejsca, a co za tym idzie, ściągające tu codziennie tłumy turystów, mogą odstręczać od wizyty. Co ciekawe, kompleks Borobudur przez kilka stuleci był ukryty pod pyłem wulkanicznym i porośnięty bujną roślinnością. Został opuszczony prawdopodobnie na przełomie X i XI w., ale dopiero w 1814 r. natrafiono na pierwsze ślady budowli. Przez kolejne lata odkrywano ją po kawałku, a obecnie jest jedną z głównych atrakcji kraju.

 

Prambanan to hinduistyczny zespół świątynny z połowy IX w. Ten największy tego typu obiekt w Indonezji umieszczono zresztą w 1991 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Niestety, w wyniku trzęsień ziemi, zwłaszcza ostatniego z maja 2006 r., wiele miejscowych świątyń zostało zniszczonych. Niektóre z nich odbudowano, ale część nadal czeka na renowację. Prambanan również uchodzi za jedną z ważniejszych atrakcji kraju. Każdego dnia odwiedzają go rzesze turystów. Jednak i tu można znaleźć spokój i miejsce tylko dla siebie.

 

W Indonezji jest prawie 130 czynnych wulkanów. Na Jawie, o ile pozwalają na to względy bezpieczeństwa, polecam odwiedzić okolice Bromo i Ijen. Czasem z powodu dużej aktywności nie zaleca się wycieczek w ich rejony. Należy więc wcześniej sprawdzić aktualną sytuację.

 

Najpopularniejszy w Indonezji Bromo wchodzi w skład masywu Tengger. Najaktywniejszym i najwyższym wulkanem na Jawie jest jednak Semeru (zwany też Mahameru, 3676 m n.p.m.). Od 1967 r. regularnie (co ok. 20 min.) wydobywa się z niego dym, a czasem wydostają się również chmury pyłu lub kamienie. Bromo i Semeru położone są wewnątrz kaldery o średnicy mniej więcej 10 km i otoczone przez tzw. morze piasków (z drobnego piasku wulkanicznego). Okolica wulkanów stanowi popularne miejsce na podziwianie wschodu słońca. Jakkolwiek banalnie to brzmi, zapewniam, że jest cudownym doświadczeniem. Wyłaniający się spod pierzyny chmur krajobraz wygląda niesamowicie. Po przeżyciach natury estetycznej można pokrążyć w pobliżu i nawet zajrzeć do krateru. W drodze powrotnej trzeba koniecznie zobaczyć Madakaripurę – według mnie jeden z najwspanialszych wodospadów w Azji.

 

Równie wyjątkowo prezentuje się zespół czynnych wulkanów Ijen (Kawah Ijen, Gunung Iljen). W jednym z kraterów znajduje się największe na świecie kwaśne jezioro charakteryzujące się pięknym turkusowym kolorem. Ijen często bywa celem nocnych wycieczek, których uczestnicy chcą zobaczyć tzw. niebieski płomień. Zjawisko to zachodzi na skutek wysokiego stężenia związków siarki. Nie jest to jedyne miejsce na naszym globie, gdzie można je obserwować, jednak w Indonezji widuje się największe niebieskie ognie. Niestety, okolica słynie także z niezmiernie ciężkich warunków pracy. Mężczyźni wydobywający siarkę wspinają się po zboczu, aby dostać się do złóż. Nie mają żadnego specjalistycznego sprzętu, strojów ochronnych czy chociażby masek przeciwgazowych. Rozłupują ogromne bloki, a potem układają żółte bryły w dwóch sporych koszach i niosą je na plecach stromą i długą ścieżką. Mimo włożonego wielkiego wysiłku nie zarabiają zbyt dużo. Na ten temat nakręcono kilka filmów dokumentalnych, m.in. Śmierć człowieka pracy (Workingman’s Death) z 2005 r. w reżyserii Austriaka Michaela Glawoggera.

 

Na Jawie znajduje się również stolica, a zarazem największe miasto Indonezji – ponad 10-milionowa Dżakarta. Nie jest ona jednak zbyt ciekawa. Właściwie warto polecić w niej jedynie piękny park Taman Mini Indonesia Indah, który prezentuje w miniaturze rozmaite atrakcje kraju. Wizyta w nim może być swojego rodzaju inspiracją do odwiedzenia poszczególnych wysp. Dżakarta sprawia też wrażenie najbardziej holenderskiego miejsca w Indonezji. Przez kilka wieków nazywana była Batawią (od 1619 do 1949 r.) i stanowiła stolicę Holenderskich Indii Wschodnich (od 1800 do 1949 r.). Dziś w Holandii działa wiele restauracji indonezyjskich. W Indonezji można za to spotkać Holendrów i znaleźć wiatraki.

 

 Sunrise at Kawah Ijen

Turkusowe kwaśne jezioro wulkaniczne w aktywnym kraterze Kawah Iljen

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

U ORANGUTANÓW

 

Sumatra to szósta pod względem wielkości wyspa na świecie (ma powierzchnię ponad 443 tys. km²) i największa należąca w całości do Indonezji. Słynie ona przede wszystkim z przepięknej przyrody. Znajdziemy tutaj tropikalne lasy, wulkany i jeziora. Poza tym wyspę zamieszkuje także endemiczny gatunek orangutana (orangutan sumatrzański). Polecam szczególnie dwa akweny na Sumatrze – Toba i rzekę Bahorok.

 

Pierwszy z nich to największe jezioro wulkaniczne na świecie, które powstało po wybuchu ogromnego wulkanu, prawdopodobnie ok. 75–80 tys. lat temu. Toba ma powierzchnię 1130 km². Znajduje się na nim wyspa o nazwie Samosir. Okolica cieszy się dużą popularnością wśród Indonezyjczyków, ale niewielu obcokrajowców słyszało o tym miejscu. Muszę przyznać, że otoczenie jeziora wygląda całkiem przyjemnie, wokół wznoszą się majestatyczne góry, jest tu spokojnie (prawie nie ma turystów) i można wypocząć. Jednak bardzo rozczarowała mnie jakość wody. Niestety, obecnie Toba nie nadaje się nawet do pływania. Widok ludzi myjących w nim kanistry na benzynę zdecydowanie nie polepsza sytuacji. Może kiedyś się to zmieni.

 

Lasy deszczowe na Borneo i Sumatrze zamieszkują orangutany. Te wyjątkowe zwierzęta są dziś zagrożone wyginięciem. Ich populacja zmniejsza się ze względu na wycinanie drzew i wypalanie skupisk leśnych (często nielegalne). Uważam, że podczas podróżowania po świecie trzeba zachowywać się odpowiedzialnie i starać się jak najmniej wpływać na miejsca, do których się trafia. Dotyczy to szczególnie środowiska naturalnego. Polecam więc odwiedzać rezerwaty (a nie ogrody zoologiczne), gdzie można nauczyć się czegoś o ich mieszkańcach i dowiedzieć się, jak pomóc przetrwać zagrożonym gatunkom. Jednym z takich obszarów specjalnej ochrony jest sanktuarium w miejscowości Bukit Lawang na Sumatrze. Ośrodek nad rzeką Bahorok został założony w 1973 r. właśnie z myślą o osieroconych, rannych lub urodzonych w niewoli orangutanach. To wspaniałe centrum rehabilitacji leży na wschodnim skraju Parku Narodowego Gunung Leuser.

 

NA GRANICY

 

Trzecią co do wielkości wyspę na świecie stanowi Borneo (ma blisko 750 tys. km² powierzchni). Jej terytorium jest podzielone między trzy kraje: Malezję, Brunei i Indonezję. Do tego ostatniego należy największy obszar (ok. 73 proc. powierzchni wyspy). Borneo po indonezyjsku nazywa się Kalimantan. Co ciekawe, nie ma na niej wulkanów (z wyjątkiem Bombalai w malezyjskiej części), nie występuje również zagrożenie tsunami. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu wyspę pokrywały głównie lasy deszczowe. Niestety, ten stan bardzo drastycznie się zmienił. Niemniej dla turystów Borneo wciąż jest wielkim tropikalnym lasem z rozmaitymi gatunkami roślin i zwierząt. W indonezyjskiej części wyspy obowiązkowo trzeba odwiedzić Park Narodowy Tanjung Puting słynący z ochrony orangutanów i nosaczy sundajskich.

 

WSPANIAŁY OGRÓD

 

Sulawesi (Celebes) leży między Borneo i Molukami (Wyspami Korzennymi). Jest jedną z głównych wysp Indonezji (ma ponad 180 tys. km² powierzchni), ale ciągle pozostaje niemal nieodkrytą perełką. Znajdują się na niej piękne plaże, góry, tarasy ryżowe czy lasy deszczowe. Rozwinęła się tutaj także bogata kultura i tradycje. Na Sulawesi można spotkać wiele endemicznych gatunków zwierząt, np. anoa nizinnego, babirussę sulaweską, łaskuniaka (łaskuna) brązowego, wyraka karłowatego, nogala hełmiastego, makaka czarnego czy makaka czubatego (który przeniósł się też na sąsiednie mniejsze wyspy). Okoliczne wody budzą duże zainteresowanie wśród miłośników nurkowania, ponieważ rozciąga się w nich przepiękna kolorowa rafa koralowa (m.in. w rejonie wysepki Bunaken, archipelagu Wakatobi lub Togian).

 

Sulawesi ma bardzo specyficzny kształt – składa się z czterech półwyspów. Na poszczególnych jej obszarach występuje charakterystyczna dla nich fauna i flora. Mieszkańcy każdego półwyspu wymieniają tysiące powodów, dla których turyści powinni odwiedzić właśnie ich region. Ja jednak ograniczyłabym się do kilku najpiękniejszych miejsc (np. jeziora Tondano, obszaru Tana Toraja), chyba że czas pozwala komuś na dłuższy pobyt.

 

Wyspę zamieszkują różne grupy etniczne, w tym m.in. Toradżowie (Toraja), którzy zajmują się od lat uprawą ryżu, rybołówstwem i myślistwem. Warto rozważyć wizytę w rejonie Tana Toraja, aby poznać zwyczaje jego mieszkańców, ich styl życia czy specyficzne podejście do śmierci i oryginalne tradycje pogrzebowe. Poza tym to wyjątkowo malownicza okolica z zielonymi dolinami i górami.

 

Na Sulawesi nie bez powodu przyciągają wielu turystów dwa obszary chronione. W końcu przyroda jest najpiękniejszym skarbem tej wyspy. W Parku Narodowym Bogani Nani Wartabone żyje mnóstwo endemicznych gatunków zwierząt, w tym anoa nizinny, niezmiernie rzadko widywana sowica cynobrowa, babirussa sulaweska, świnia celebeska czy jego symbol – nogal hełmiasty. Podobnym bogactwem fauny szczyci się pięknie usytuowany Rezerwat Naturalny Tangkoko Batuangus, gdzie ujrzymy choćby makaka czubatego i wyraka upiornego.

 

NIEZNANY SKARB

 

Flores przez wielu uważana jest za najpiękniejszą i najbardziej fascynującą wyspę Indonezji. Długo pozostawała w cieniu np. dużo popularniejszej Bali i dzięki temu nie została jeszcze zalana przez tłumy turystów. Dlatego tym bardziej polecam rozważyć zatrzymanie się na niej podczas planowania wakacji w tym fascynującym kraju. Flores reklamuje się jako wyspa dla osób aktywnych, ze wspaniałymi miejscami do nurkowania i snorkelingu oraz spektakularnymi wulkanami idealnymi na trekkingi. Poza tym kładzie się tu też nacisk na ekoturystykę, promowanie lokalnych tradycji i kultury.

 

Największą atrakcją wyspy jest zdecydowanie góra Kelimutu (1639 m n.p.m.). Zdjęcia prezentujące trzy tutejsze niesamowite wulkaniczne jeziora zdecydowanie zachęcają do odwiedzenia Flores. Widoki w tej okolicy rzeczywiście zapierają dech w piersiach. W przeszłości trzy jeziora w kraterze często zmieniały swój kolor. Obecnie jedno jest czarnobrązowe, drugie – turkusowoniebieskie, a trzecie ma barwę przechodzącą z zielonej w czerwoną. Ich woda wybarwia się prawdopodobnie za sprawą minerałów, które nasycają ją w różnej ilości w zależności od aktywności wulkanu. Ze względu na występowanie tego zjawiska lokalna ludność uważa to miejsce za święte. Okolica wulkanu Kelimutu zachwyca o każdej porze dnia, jednak najwięcej ludzi przyciąga o wschodzie słońca lub wcześnie rano.

 

Aby poznać kulturę Flores i jej mieszkańców, najlepiej wybrać się do wioski Wae Rebo. Żyją w niej przedstawiciele grupy etnicznej Manggarai. Osada jest ukryta wśród malowniczych gór i żeby się do niej dostać, trzeba maszerować przez ok. 3–4 godz. Nagrodę za ten wysiłek stanowi wyjątkowe doświadczenie obcowania z rdzenną ludnością Indonezji. Co więcej, w Wae Rebo można także spędzić noc w charakterystycznym domu w kształcie stożka.

 

Całkowicie inną wioską, niemniej fascynującą, jest Bena. To najbardziej znana i najczęściej odwiedzana tradycyjna osada na Flores. Podobnie jak Wae Rebo ona również leży w pięknej scenerii. Wizyta w niej będzie więc nie tylko poznawaniem kultury grupy etnicznej Ngada (Ngadha), ale też doznaniem estetycznym.

 

Inne ciekawe miejsce na wyspie stanowi jaskinia Liang Bua. Sama w sobie jest warta odwiedzenia, ale cieszy się obecnie zainteresowaniem głównie ze względu na cenne znalezisko. W 2003 r. odkryto tutaj szczątki Homo floresiensis, czyli człowieka z Flores. Naukowcy wciąż spierają się, czy był to osobny gatunek, czy odnaleziony osobnik cierpiał na jakąś chorobę, np. genetycznie uwarunkowany zespół Downa bądź zespół Larona. Niezależnie od tego, jakie okaże się wyjaśnienie tej zagadki, Flores jest dumna ze swojego hobbita, jak potocznie nazywa się hominida, którego szczątki zachowały się w Liang Bua. W okolicy warto również odwiedzić dwie pobliskie jaskinie – Gua Galang i Gua Tanah.

 

 Wae Rebo

Wioska Wae Rebo na wyspie Flores z domami mbaru niang w kształcie stożka

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

INDONEZYJSKIE SMOKI

 

Na zakończenie należy dodać chociaż kilka słów o jednym z symboli Indonezji – waranie (smoku) z Komodo. To największa współcześnie żyjąca jaszczurka. Dorosły osobnik może ważyć ponad 70 kg i osiągnąć 3 m długości. Co ciekawe, warany z Komodo nie mają naturalnych wrogów, przynajmniej wśród innych zwierząt, ale zdarza się, że zjadają młode swojego gatunku. Potrafią być też dość agresywne i choć zdarza się to wyjątkowo rzadko, mogą zaatakować człowieka. Muszę przyznać, że gdy kiedyś spotkałam jednego z nich na plaży (akurat wyszedł zza krzaków, wydając charakterystyczne odgłosy), bardzo szybko przeniosłam się w inne, bezpieczniej wyglądające miejsce. W celu ochrony warana w 1980 r. założono Park Narodowy Komodo (od 1991 r. znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO). Zajmuje on powierzchnię 1817 km² i obejmuje wiele wysp i wysepek, m.in. Komodo, Padar i Rincę (Rindję).

 

Urlop w słonecznej Toskanii

ALEKSANDRA SEGHI

www.aleksandraseghi.com

 

<< Po zimie, która na jeden dzień pojawiła się w Pistoi, innych toskańskich miastach i na Elbie i spowodowała, że zamknięto nawet szkoły, region szykuje się do wiosny. Temperatury podskoczyły do 16°C. W powietrzu wyczuwa się nadchodzące ciepłe dni. Toskania budzi się do życia. >>

 

W Toskanii można zatrzymać się na wypoczynek w urokliwej wiejskiej willi

© VISIT TUSCANY/KINZICA SORRENTI SMT TUSCANY

 

 

W barze, przy cappuccino z dużą pianką, ludzie zaczynają rozmawiać o wycieczkach i wypoczynku. Nie tylko turyści zagraniczni czy Włosi z dalszych części kraju wybierają się na wyprawy po Toskanii. Również sami Toskańczycy lubią wyskoczyć gdzieś niedaleko na weekend i skorzystać z cudownego klimatu tego regionu. Nie brakuje w nim w końcu niczego. Dlatego warto wcześniej zaplanować, jak spędzimy tutaj czas.

Toskania rozciąga się wzdłuż Morza Liguryjskiego i Tyrreńskiego. Jej terytorium znaczą też zbocza Apeninów Północnych z najwyższym szczytem Monte Cimone (2165 m n.p.m.). W granicach tego regionu administracyjnego Włoch znajdują się poza tym m.in. Wyspy Toskańskie z Elbą na czele.

 

PRAWDZIWA SIELANKA

Na początek należy się zastanowić, gdzie zatrzymać się na noc. Jednymi z najprzyjemniejszych miejsc noclegowych w Toskanii są obiekty agroturystyczne. Usytuowane zazwyczaj w malowniczych okolicach i z dala od zgiełku miast idealnie nadają się dla osób marzących o błogim odpoczynku. Wokół nich rozpościerają się naturalne krajobrazy, czasem otaczają je zielone wzgórza lub winnice czy gaje oliwne. Nikt nie zakłóca spokoju wczasowiczom, a w letnie noce słychać tylko cykanie świerszczy. Nie wiem dlaczego, ale w takich miejscach niebo jest prawie zawsze gwieździste. Żeby się zrelaksować, wystarczy położyć się na leżaku i wpatrywać w te miliony świateł nad naszymi głowami.

                Coraz więcej obiektów agroturystycznych decyduje się na zakładanie basenów. Dzięki nim przyciągają przede wszystkim rodziny z dziećmi. Maluchy trudno wyciągnąć na całodniowe zwiedzanie miast turystycznych. Dlatego dobrym pomysłem jest spędzenie części dnia na poznawaniu okolicy, a reszty na odpoczynku nad basenem. Większość właścicieli tego rodzaju miejsc zajmuje się nie tylko wynajmem apartamentów czy pokoi, ale również rolnictwem. Prawie wszyscy uprawiają własne oliwki i winogrona, a niektórzy także warzywa i owoce. Jeśli mieszkają blisko lasu, zbierają też jagody lub jeżyny oraz grzyby, przyrządzane później na różne sposoby. Gospodarze nierzadko hodują również kozy czy owce. W gospodarstwach agroturystycznych często można wykupić posiłki na cały dzień. Same śniadania serwowane są w obiektach typu bed and breakfast (z pokojami do wynajęcia). Goście mogą liczyć na wspaniałe poranne uczty. Na stole nie brakuje domowych wypieków, takich jak crostata (tradycyjne włoskie kruche ciasto) z dżemem lub kremem orzechowym czy mięciutka ciambella (obwarzanek, babka w kształcie wieńca) ze świeżą ricottą. Niektórzy właściciele na życzenie przygotowują śniadanie na słono, na które składają się jaja na twardo lub jajecznica, wędliny, masło oraz sery. W obiektach agroturystycznych z apartamentami wynajmujący mogą przyrządzać jedzenie sami, gdyż kuchnie są w pełni wyposażone. Wśród sprzętów domowych znajduje się – oczywiście – włoska moka (kawiarka), niezbędna do zaparzenia prawdziwego, mocnego espresso. Gospodarze to zazwyczaj ludzie bardzo serdeczni. Często panuje u nich rodzinna atmosfera. Swoich gości z ochotą zapraszają na wspólnego grilla lub pieczenie pizzy. Z radością pokazują, czym zajmują się na co dzień. Poza tym chętnie odpowiadają na wszystkie pytania, pomagają w rozwiązywaniu problemów. Znakomicie znają także okolicę, więc potrafią powiedzieć, gdzie najlepiej pojechać i co warto zwiedzić. Są zatem zawsze do naszej dyspozycji.

 

ZABYTKOWE MIASTA

Kiedy mamy już wybrane miejsce do zakwaterowania, pozostaje nam szczegółowo zaplanować pobyt. Jeśli odwiedzamy Toskanię pierwszy raz, to – oczywiście – musimy udać się do Florencji, Sieny, Lukki czy Pizy. Tym dwóm ostatnim miastom wystarczy poświęcić jeden dzień. Do Lukki najlepiej wybrać się rano, aby spokojnie obejść centrum historyczne znajdujące się za starymi miejskimi murami. Warto rozważyć też wycieczkę rowerową. Po wspomnianych murach można chodzić, biegać albo jeździć na jednośladzie. Ich obwód wynosi ok. 4,25 km. W centrum znajdują się wypożyczalnie zarówno zwykłych rowerów, jak i tandemów. Udostępnia się je na godziny lub dni.

                Podczas wizyty w Lukce nie wolno zapomnieć zajrzeć do cukierni „Buccellato Taddeucci” (Piazza San Michele), gdzie sprzedaje się słynne buccellato, ciasto drożdżowe z rodzynkami i anyżem. W środku na ścianie wisi zdjęcie przedstawiające właścicieli z papieżem Janem Pawłem II, który dostał od nich właśnie ten specjał. Tuż obok lokalu, przy ulicy Santa Lucia znajduje się piekarnia oferująca schiacciatę (płaski toskański chlebek). Zawsze ustawia się do niej kolejka, ale warto odczekać swoje, żeby spróbować tego smakołyku.

                Z Lukki polecam udać się do Pizy. Mimo tłumu turystów da się w niej znaleźć miejsce postojowe na płatnym parkingu tuż przy placów Cudów (placu Katedralnym). Oprócz zwiedzenia Katedry i Baptysterium św. Jana Chrzciciela czy wejścia na Krzywą Wieżę warto przejść się uliczkami miasta, np. wzdłuż rzeki Arno. W tej okolicy właśnie wznosi się jeden z najmniejszych kościołów we Włoszech – Chiesa di Santa Maria della Spina. Został erygowany w 1230 r. i nazwany Chiesa di Santa Maria di Pontenovo, gdyż w jego pobliżu znajdował się most łączący dwie ulice: Sant’Antonio i Santa Maria. Jak podają źródła, od 1333 r. w gotyckiej świątyni był przechowywany cierń z korony Jezusa (wł. spina oznacza „cierń”, „kolec”). W XIX w. relikwię przeniesiono do Kościoła św. Klary (Chiesa di Santa Chiara).

 

Baptysterium na obszernym placu Cudów w Pizie

© VISIT TUSCANY

 

WYPOCZYNEK NAD MORZEM

Z Pizy w mgnieniu oka dotrzemy nad samo morze. Nie ma nic wspanialszego od spaceru wzdłuż morskiego brzegu. Poza sezonem parkowanie jest darmowe. Parkometry zdejmuje się i pozostają po nich same słupki. W sezonie natomiast obowiązują taryfy godzinne, na pół dnia lub na cały dzień. Warto mieć przy sobie drobne pieniądze, gdyż parkometr nie przyjmuje banknotów czy kart płatniczych, a najbliższy bar bądź kiosk znajduje się często bardzo daleko i zapłacenie za postój może stanowić problem. Z Pizy szybko dostaniemy się do Mariny di Pisa lub Mariny di Vecchiano. Ta druga miejscowość szczyci się szerszą plażą. Niestety, poza sezonem wybrzeże bywa pokryte wszystkim, co zdołało wyrzucić morze. Dopiero tuż przed przybyciem wczasowiczów na plażach zaczynają się generalne porządki.

                Z Mariny di Vecchiano w niecałą godzinę dotrzemy pieszo do Torre del Lago (Torre del Lago Puccini). Miejscowość żyje zazwyczaj również poza sezonem. Działają w niej bary lub małe restauracyjki. Przy samym rondzie otwarty jest lokal gastronomiczny, w którym sprzedaje się pizzę na kawałki (pizza al taglio). Możemy wybrać ulubione smaki, a właścicielka pizzerii odgrzeje nam je w piecu.

                W sezonie wszystkie plaże są oblegane przez wczasowiczów. W takich miejscowościach jak Viareggio czy Lido di Camaiore (Camaiore) trudno o wolne miejsce. W tej pierwszej darmowa plaża jest bardzo mała (znajduje się tuż przy molo). Wielbicielom morskich i słonecznych kąpieli pozostaje opłacenie leżaka na płatnej plaży. Ceny są wysokie i zróżnicowane. Najlepiej rozejrzeć się po okolicy, aby móc wybrać najlepszą ofertę. Opłaty różnią się w zależności od tego, czy chcemy korzystać z plaży przez pół dnia, czy cały dzień.

Z Viareggio można przejść się deptakiem aż do samego Lido di Camaiore. W lato warto pamiętać o okularach przeciwsłonecznych, gdyż białe płyty chodnikowe tak mocno odbijają promienie słoneczne, że wręcz oślepiają. Poza tym trzeba koniecznie chronić głowę przed słońcem. W lipcu czy sierpniu temperatury są bardzo wysokie. Przy deptaku znajdują się bary, restauracje i sklepy odzieżowe największych włoskich stylistów. Należy pamiętać, że wymienione miasta odwiedzają chętnie celebryci. Dlatego działają w nich drogie sklepy i luksusowe hotele. W Viareggio mieszka m.in. Marcello Lippi, były trener włoskiej reprezentacji w piłce nożnej (w latach 2004–2006 i 2008–2010). Miasto słynie także z jednego z najważniejszych karnawałów we Włoszech, porównywanego do tego organizowanego w samym brazylijskim Rio de Janeiro. Platformy karnawałowe przygotowywane są przez cały rok w ogromnych halach na peryferiach Viareggio. Całe wydarzenie transmituje telewizja. W 2018 r. padł rekord popularności – organizator zabawy zarobił 2,352 mln euro, czyli o 1 mln euro więcej niż w 2014 r.

 

JACHTY I MARMUR

W Toskanii można również aktywnie spędzać czas na pływaniu jachtem. Na stronach internetowych znajdziemy informacje o wszystkich portach w regionie oraz wypożyczalniach łodzi. Do wyboru jest wynajęcie samej jednostki lub wraz z kapitanem. Ceny są bardzo zróżnicowane i dochodzą nawet do 1 tys. euro za osobę. W Toskanii funkcjonują liczne firmy specjalizujące się w organizacji wycieczek na morzu. W swojej ofercie mają rejsy jednodniowe, weekendowe czy tygodniowe. Poza tym można także wybrać się na pobliską Korsykę albo malownicze Wyspy Toskańskie (np. Elbę, Giglio albo Capraię). W internecie sprawdzimy też aktualną sytuację pogodową oraz kierunek i siłę wiatru.

Jeśli będziemy w okolicach wybrzeża, powinniśmy podjechać również do Carrary i Pietrasanty. Pierwsze miasto słynie z najlepszego i najpiękniejszego marmuru na świecie, który wydobywa się w tej okolicy od czasów Etrusków. To tu przyjeżdżał Michał Anioł, aby wybrać materiał do swoich rzeźb takich jak Pieta watykańska (1498–1500) czy Dawid (1501–1504). W Carrarze znajduje się wiele warsztatów obrabiających marmur. Działa w niej także Miejskie Muzeum Marmuru (Museo Civico del Marmo). Na turystów czeka tutaj jeszcze jedna atrakcja – zwiedzanie kamieniołomu wraz z przewodnikiem. Oferują je prywatne firmy, zajmujące się wydobywaniem marmuru. Wycieczkę po kopalni odkrywkowej należy zarezerwować z wyprzedzeniem, szczególnie w okresie letnim.              

                Pietrasanta bliska jest sercom Polaków, gdyż mieszkał w niej i pracował polski rzeźbiarz Igor Mitoraj (1944–2014). Swoje dzieła tworzył też w marmurze karraryjskim. W mieście znajdziemy wiele śladów po słynnym artyście. Niemalże na każdym kroku można tu natknąć się na jego rzeźby. Warto zajrzeć na miejski cmentarz i odwiedzić grób Igora Mitoraja – usytuowany jest tuż przy wejściu, po prawej stronie. Polecam przejść się po całej nekropolii i przyjrzeć się nagrobkom i rzeźbom. Cmentarz robi ogromne wrażenie, ponieważ pomniki na nim zostały wykonane w cennym białym marmurze karraryjskim.

 

GÓRSKIE WĘDRÓWKI

Podczas pobytu w Toskanii można nie tylko zwiedzać jej miasta i miasteczka. Osoby lubiące aktywne wakacje powinny rozważyć wyprawy trekkingowe. Region pokrywają wzgórza, kręte drogi czy lasy. Wędrówkom towarzyszą wspaniałe widoki. Na terenach górskich wytyczono wiele szlaków. W księgarniach dostępne są ciekawe książki dotyczące tras spacerowych. Toskanię pieszo uwielbiają przemierzać nie tylko turyści, lecz także jej mieszkańcy. W weekendy miejscowi często wybierają się na wycieczki. W rejonie Pistoi wiele osób jeździ do miejscowości Doganaccia, gdzie zostawia auto i udaje się o własnych siłach nad jezioro Scaffaiolo. Wprawdzie znajduje się ono częściowo już na terytorium Emilii-Romanii, ale można się do niego dostać również od strony toskańskiej. Jezioro magazynuje wodę pochodzącą z opadów deszczu i stopniałego śniegu. Leży ono na wysokości 1775 m n.p.m. W okolicy rozciągają się lasy, w których rośnie bardzo dużo owoców. Tereny te słyną m.in. ze znakomitych jagód, wykorzystywanych przez miejscowych do produkcji dżemów i likierów. Koło Scaffaiolo znajduje się nieduże schronisko (istniejące już od 1878 r. Rifugio Duca degli Abruzzi, 1787 m n.p.m.), oblegane szczególnie w sezonie letnim. Można w nim zjeść gorący posiłek lub lody i wypić kawę. Nad samym jeziorem Toskańczycy i turyści chętnie urządzają pikniki z rodziną albo przyjaciółmi.

Jednym z moich ulubionych rejonów trekkingowych są okolice Pomarance w prowincji Piza. Niedaleko miasteczka biegnie ścieżka, którą najpierw dotrzemy do opuszczonych term San Michele alle Formiche, a następnie do ruin opactwa celestynów z 1377 r. San Michele alle Formiche. Trasa jest łatwa i przyjemna. Przy termach znajduje się duży drewniany stół i ławy idealne na piknik.

                Trekking można uprawiać też wzdłuż Drogi Franków (Via Francigena). To historyczny transalpejski szlak komunikacyjny, ciągnący się od Canterbury w Anglii po Rzym. Kiedyś pielgrzymi podróżowali nim do grobu św. Piotra. Trasa liczy w sumie ok. 1610 km, przez Toskanię biegnie odcinek o długości 380 km. Szlak cieszy się obecnie dużą popularnością, szczególnie wśród ludzi młodych. Na stronie internetowej regionu (www.regione.toscana.it/via-francigena) znajduje się interaktywna mapa z zaznaczonymi poszczególnymi fragmentami trasy oraz ważnymi informacjami dotyczącymi np. noclegów i miejsc odpowiednich na posiłki. Niektóre fragmenty Drogi Franków pokrywa asfalt, na tych odcinkach jeżdżą również samochody. Kamienne trakty na szlaku można przemierzać pieszo, rowerem lub konno.

 

NA ROWERZE I NA KONIU

Toskania stanowi też świetny region do uprawiania sportów rowerowych. Zawodowi kolarze ćwiczą się w niej w pokonywaniu wzgórz. Na dwóch kółkach chętnie przemierzają ją także amatorzy. Na górskich drogach często zauważymy zorganizowane grupy cyklistów. Uczestnicy wycieczek są w różnym wieku. Podczas podróży po Toskanii przekonamy się, że sport ten uprawiają również starsi ludzie. Wysportowani mężczyźni często ścigają się z młodszymi, mało doświadczonymi rowerzystami. Jedna ze znanych tras wiedzie z Pistoi do San Baronto. Obowiązkowo trzeba sobie na niej zrobić przystanek przy źródle bijącym przy samej drodze. Po krótkim odpoczynku jedni zjeżdżają do pobliskiego miasteczka Lamporecchio, a inni zmierzają albo do Vinci, w którym urodził się 15 kwietnia 1452 r. Leonardo da Vinci, albo aż do Empoli. Grupy pasjonatów tego sportu częściej spotkamy w weekendy niż w ciągu tygodnia. Od poniedziałku do piątku na drogach trenuje więcej zawodowych kolarzy.

                Kolejnym pomysłem na aktywne spędzanie czasu w Toskanii jest jazda konna. W regionie nie brakuje stadnin, bo Toskańczycy lubią jeździectwo. Ten rodzaj sportu cieszy się zainteresowaniem nie tylko wśród dorosłych. W wielu obiektach prowadzi się też lekcje dla dzieci. Do 8. roku życia nasze pociechy mogą jeździć na kucach. Starsze dzieci wsiadają na duże konie. Przed odwiedzeniem stadniny warto dowiedzieć się, jaki styl jest w niej praktykowany (angielski czy westernowy). Wizytę umawia się zwykle z kilkudniowym wyprzedzeniem. W niektórych obiektach czasem istnieje możliwość wykupienia jednorazowej przejażdżki.

                W Toskanii działa stadnina prowadzona przez mieszane małżeństwo – Polkę i Włocha. Centro Ippico Pegaso znajduje się w Collesalvetti w prowincji Livorno. Specjalizuje się w jeździe amerykańskiej, inaczej westernowej (monta americana). Ze względu na to, że właściciele organizują wiele wyjazdów trekkingowych w teren, wizyta w ośrodku możliwa jest tylko po wcześniejszym uzgodnieniu. Zainteresowani mogą wykupić nocleg w pobliskim obiekcie agroturystycznym. Obecnie Agnieszka i Toni oferują przede wszystkim trekkingi konne w regionie Garfagnana w prowincji Lukka, nad morzem, na wzgórzach Livorno czy w okolicach Collesalvetti, a także na północy Włoch, np. w prowincji Trydent. Konie zawożone są w konkretne miejsce i stamtąd rozpoczyna się wyprawa. Takie wycieczki trwają nawet cztery dni. Oferta skierowana jest do osób powyżej 16. roku życia, które jeździły już wcześniej konno. Wyjazdy nad morze są zazwyczaj dwudniowe. Uczestnicy wyprawy nocują w dużym namiocie wojskowym ustawionym na terenie Parco dei Poggetti na wzgórzach powyżej Rosignano Marittimo w prowincji Livorno. Takie wycieczki stanowią niezapomniane przeżycie. Oprócz regularnie oferowanych trekkingów Agnieszka i Toni organizują indywidualnie zamawiane grupowe wyjazdy konne.

                Jeśli nie interesuje nas jeździectwo, ale lubimy konie, możemy wybrać się na tor Ippodromo Sesana do Montecatini Terme w prowincji Pistoia. Odbywają się tu widowiskowe wyścigi kłusowe dwukołowymi zaprzęgami o nazwie sulki. Konie biegną z maksymalną prędkością 55 km/godz. i pokonują dystans od 1,6 tys. do 2,4 tys. m. Podczas jednego biegu startuje co najwyżej 16 zawodników.

 

Wulkaniczna Capraia – trzecia co do wielkości w archipelagu Wysp Toskańskich

© VISIT TUSCANY

 

CHWILA RELAKSU

Po aktywnym spędzaniu czasu warto nieco odpocząć. W Toskanii można zrelaksować się w termach oraz ośrodkach spa i wellness. W regionie występują liczne gorące źródła. Wypływające spod ziemi wody osiągają temperaturę od 25 do 52°C. Jednym z najpiękniejszych miejsc na kąpiel są termy koło miejscowości Saturnia znajdującej się na nizinie Maremma w prowincji Grosseto. Naturalne baseny wypełniają wody o dużym stężeniu siarkowodoru i dwutlenku węgla. Z części term (Cascate del Mulino i Cascate del Gorello) można korzystać za darmo. Pozostały fragment należy do luksusowego hotelu – Terme di Saturnia Spa & Golf Resort, oferującego liczne zabiegi.

                Na kolejne źródła trafimy w Bagno Vignoni w prowincji Siena. W samym centrum miasteczka znajduje się duży zbiornik z parującą wodą. Nie wolno do niego wchodzić. Nogi można zanurzyć na obrzeżach Bagno Vignoni. Przez miejscowość biegną kanały, w których płynie gorąca (52°C), siarczana woda. W miasteczku funkcjonuje – oczywiście – płatny kompleks termalny, gdzie wykonuje się zabiegi estetyczne i lecznicze (zalecane w przypadku osteoporozy i artretyzmu).

                Niedaleko Bagno Vignoni znajdują się darmowe Terme di San Filippo (Bagni San Filippo), które są zawsze oblegane przez turystów. Warto odwiedzić je w lecie, mimo iż trudno wtedy o miejsce parkingowe. Wapienne zbiorniki robią duże wrażenie. Temperatura wody dochodzi do 48°C. Ludzie relaksują się tu godzinami, po prostu siedzą w basenach i rozmawiają ze znajomymi.

                Grotta Giusti w Monsummano Terme to dwa w jednym: łaźnie termalne i spa. W XIX w. postawiono w tym miejscu budynek, w którym znajduje się dziś luksusowy hotel. Temperatura lokalnych wód nie przekracza 35°C. Kąpiel w nich stymuluje mikrokrążenie i metabolizm komórkowy. Można tutaj również wykupić różnego rodzaju masaże, począwszy od indyjskich (ciepłymi olejkami), chińskiego i shiatsu, a skończywszy na masażu z peelingiem.

Wspomniana miejscowość Montecatini Terme słynie z czterech źródeł leczniczych: Regina, Tettuccio, Rinfresco i Leopoldina. Na bazie tych wód powstała seria kosmetyków Terme di Montecatini. W miejscowości oprócz dobroczynnych kąpieli termalnych można skorzystać z masaży (m.in. kamieniami wulkanicznymi), sauny, terapii błotnych, zabiegów rehabilitacyjnych, usług gabinetów kosmetycznych oraz programu ćwiczeń wyszczuplających.

                To – oczywiście – nie wszystkie toskańskie źródła termalne. Na zainteresowanie zasługują jeszcze np. Terme di Petrolio, Terme di Chianciano, ośrodki w Rapolano Terme i San Casciano dei Bagni (wszystkie w prowincji Siena), Terme di Sassetta w prowincji Livorno czy Terme San Giovanni w Portoferraio na wyspie Elba.

 

Basen termalny w eleganckim resorcie Grotta Giust

© ITALIAN HOSPITALITY COLLECTION

 

***

Ten ogromnie zróżnicowany region Włoch przyciąga tyloma atrakcjami, że jedna wyprawa w te strony to zdecydowanie za mało. Z Toskanią jest jak z pierwszą miłością – nigdy się jej nie zapomina. Wystarczy tylko raz przekroczyć jej granice, aby wciąż chcieć do niej wracać po więcej. Sama coś o tym wiem. Mieszkam tu już od 20 lat.

 

 

Wydanie Wiosna 2018