W XII edycji plebiscytu SPA Prestige Awards kompleks hotelowy Manor House SPA trzykrotnie stanął na podium. Zdobył wyróżnienia w kategoriach Holistyczne SPA i  Luksusowe SPA 5*, a w Health & Anti-aging SPA pokonał wszystkich konkurentów. 

Tegoroczna edycja konkursu SPA Prestige Awards została rozstrzygnięta podczas uroczystej Gali, która odbyła się 13 czerwca br. w hotelu Westin w Warszawie. W tym jednym z najważniejszych spotkań branży wzięli udział przedstawiciele najlepszych polskich hoteli, celebryci i dziennikarze. Wieczór uatrakcyjniły pokazy mody, liczne niespodzianki dla uczestników oraz koncert Eweliny Lisowkiej. Nagrody w imieniu Manor House SPA odbierała Marcelina Wrona. Kompleks hotelowy Manor House SPA****Pałac Odrowążów***** zwyciężył w kategorii Health & Anti-aging SPA. Znalazł się także w najlepszej trójce w Polsce wśród Luksusowych SPA 5* oraz holistycznych SPA. Tytuł najlepszego holistycznego SPA zdobył już trzykrotnie
w poprzednich edycjach konkursu SPA Prestige Awards.

Te prestiżowe nagrody są dla nas bardzo istotne, ponieważ jest to nie tylko wybór ekspertów, ale także naszych Gości, którzy zdecydowali się zagłosować właśnie na Manor House SPA. Konkurencja na polskim rynku hoteli SPA jest ogromna, tym bardziej cieszy nas fakt, że jesteśmy doceniani za wyróżniającą się ofertę i jakość obsługi. Dziękujemy za każdy głos. - mówi Grażyna Wrona Prezes Manor House ® SPA i dodaje – „Zwycięstwo w kategorii Health & Anti-aging SPA jest dla nas szczególnie ważne. Od lat rozwijamy program odmładzający w ramach autorskiej Akademii Holistycznej Alchemia Zdrowia®. Bazujemy na naturalnych metodach wykorzystując prawdziwy cud ludzkiego organizmu – jego umiejętności do autoregeneracji. Sięgamy po oryginalne terapie, które pobudzają procesy samouzdrawiania na poziomie komórkowym, skutecznie oczyszczają, usprawniają przepływ energii w ciele i wzmacniają siły witalne. Ta nagroda jest ukoronowaniem naszych działań”.

Mazowiecki kompleks hotelowy Manor House SPA jest nazywany Polskim Centrum Biowitalności, bowiem oddziaływanie energetyczne na jego terenie wynosi nawet 30 000 w skali Bovisa (neutralny poziom dla zdrowego organizmu wynosi ok. 6500 jednostek Bovisa). Jest to prawdziwa enklawa ciszy i spokoju, hotel dla dorosłych, przyjazny weganom i alergikom. Wyróżnia go Biowitalne SPA z energetycznymi terapiami, bezchlorowy basen ożywiony metodami Grandera i dr. Keshego, seanse w płótnach w Łaźniach Rzymskich, kąpiele ofuro (również w wersji dla dwojga w wannach Duo Ofuro by Manor House), koncerty na gongi i misy tybetańskie, rytuały zdrowia w Witalnej Wiosce ® SPA i piękny, zabytkowy park z niezwykłym Ogrodem Medytacji.

 

Wszystko to sprawia, że Manor House SPA był wielokrotnie nagradzany w kraju i za granicą. Tylko w ostatnim czasie otrzymał: znak jakości „V” za najwyższej jakości usługi zgodne ze stylem życia wegan, certyfikat jakości 2018 TripAvisor i rekomendację Forbes wiosna-lato 2018.


XII edycja SPA Prestige Awards składała się z dwóch etapów. Polegała na oddawaniu głosów na uczestników konkursu, a następnie po ogłoszeniu wyników cząstkowych, na głosowaniu publiczności i gości hoteli na trzy zwycięskie obiekty w każdej kategorii. Równocześnie we wszystkich hotelach przedstawiciele Jury przeprowadzili ekspercki audyt w celu potwierdzenia standardów jakości i wyposażenia, co zostało zweryfikowane znakami jakości "SPA Quality Standard”.


Więcej informacji na: www.manorhouse.pl

BRAKI KADROWE ORAZ STRAJKI KONTROLERÓW RUCHU LOTNICZEGO (ATC) POWODUJĄ ODWOŁANE LOTY I ZAKŁÓCENIA PODRÓŻY MILIONÓW PASAŻERÓW

 

 

Ryanair, linia lotnicza nr 1 w Europie, dziś (14 czerwca) zaapelowała do Komisji Europejskiej oraz rządów państw europejskich o natychmiastowe działania mające na celu powstrzymanie niepokojącego pogarszania się standardów pracy ATC w maju i czerwcu oraz zapobieżenia ich kompletnego krachu tego lata.

 

W maju 2018 r.:

  • Ponad 117.000 lotów było opóźnionych, z czego 61% (ponad 71.000) z powodu braków kadrowych i strajków ATC.
  • Ponad 56.000 lotów było opóźnionych powyżej 15 minut, to czterokrotny wzrost z 14.000 lotów z ponad 15-minutowym opóźnieniem w porównianiu do maja 2017 r.
  • Opóźnienia spowodowane warunkami pogodowymi stanowiły 39% (45.000 lotów), to czterokrotny wzrost w porównaniu do 11.000 lotów w maju 2017 r.
  • Zaskakująco, większość opóźnień związanych z warunkami pogodowymi (prawie 60%) miało miejsce w piątek lub sobotę, a nie w ciągu pozostałych 5 dni tygodnia.
  • Prognozowane przez Unię Europejską średnie opóźnienie lotu w 2018 roku wynosiło 0,5 minuty na lot, jednak obecna prognoza wynosi już 1,5 minuty na lot.
  • W maju, Ryanair odwołał nieco ponad 1.000 lotów, głównie z uwagi na strajki i problemy kadrowe ATC. To ponad 24 razy więcej niż w maju 2017 roku, kiedy anulowane zostały 43 loty.
  • W maju, Easyjet anulował 974 loty w porównaniu ze 117 w maaju 2017 roku.
  • W maju, prezes zarządu IAG - Willie Walsh powiedział: “Kluczowe znaczenie ma środowisko ATC oraz strajki powodujące bałagan, który niszczy ruch lotniczy w całej Europie. Myśleliśmy, że w 2018 roku będzie lepiej, tym czasem jest coraz gorzej”.

 

Michael O’Leary, prezes Ryanaira powiedział:

“Jeszcze raz, w najbliższy weekend, francuskie ATC uderzy w sobotę i niedzielę wywołując odwołanie setek lotów oraz zmianę planów urlopowych tysięcy pasażerów. Wiele anulacji nie będzie nawet dotyczyło lotów z/do Francji, a zostaną odwołane przez francuskie ATC z uwagi na chęć ochrony lotów krajowych we Francji. Tysiące lotów europejskich linii lotniczych dotkniętych jest opóźnieniem/odwołaniem z powodu braków kadrowych ATC, szczególnie w Niemczech i Wielkiej Brytanii. Zakłócenia te są niedopuszczalne, wzywamy więc rządy Niemiec i Wielkiej Brytanii, a także Komisję Europejską do podjęcia natychmiastowych działań mających na celu zapewnienie pełnej obsady wśród kontrolerów ruchu lotniczego ATC.

Europejskie związki zawodowe ATC zmierzają do krachu. Sytuacja jest szczególnie dotkliwa w weekendy, gdy brytyjscy i niemiccy kontrolerzy ruchu lotniczego ATC tłumaczą sie pogodą i eufemizmami jak “ograniczenia wydajności”, podczas gdy braki kadrowe stanowią prawdziwy problem. Zmiany konieczne są od razu, w przeciwnym wypadku loty w ścisłym sezonie tj. w lipcu i sierpniu zostaną także zakłócone”.

I URUCHAMIA PIĘĆ NOWYCH POŁĄCZEŃ

20% PROMOCJA*

Wizz Air, jedna z najszybciej rozwijających się linii lotniczych w Europie i największy niskokosztowy przewoźnik w Europie Środkowo-Wschodniej, otwiera swoją austriacką bazę na lotnisku w Wiedniu umieszczając tam jeden samolot typu Airbus A320. Wraz z rozwojem w stolicy Austrii, Wizz Air uruchamia pięć nowych połączeń z Wiednia do: Walencji (Hiszpania) Rzymu Fiumicino (Włochy), Valetty (Malta), Bari (Włochy) i Tel Awiwu (Izrael).

Aby uczcić ten ważny kamień milowy, WIZZ ogłasza specjalną wyprzedaż biletów oferując 20% * promocję na loty na wszystkich 30 trasach dostępnych w siatce połączeń Wizz Air z/do Wiednia. Promocja obowiązuje do północy 14 czerwca 2018.

Obecnie, z 33 lotami tygodniowo z Wiednia, Wizz Air oferują pasażerom bilety dostępne już od 19,99 EUR ** na wizzair.com. W tym roku już ponad pół miliona miejsc WIZZ jest dostępnych w sprzedaży z / na lotnisko w Wiedniu, oferując nowe możliwości podróżowania, przyczyniając się do wzrostu lokalnej gospodarki, stymulując turystykę, jednocześnie wzmacniając partnerstwo biznesowe między krajami europejskimi.

Z Polski do Wiednia Wizz Air oferuje 4 bezpośrednie połączenia tygodniowo z Portu Lotniczego im. Lecha Wałęsy w Gdańsku (poniedziałek, środa, piątek, niedziela).

"Z dumą świętujemy otwarcie nowej bazy WIZZ w Austrii na lotnisku w Wiedniu. Pierwsze loty Wizz Air z Wiednia rozpoczęły się w kwietniu a teraz rozpoczynamy kolejne 5 nowych tras "- powiedział George Michalopoulos, Członek zarządu ds. handlowych w Wizz Air na konferencji prasowej w Wiedniu.

Chcemy czy nie, w najbliższą niedzielę musimy zastosować się do prawa i zrezygnować z zakupów, przynajmniej w Polsce… Ale pod wieloma innymi względami nie musimy być grzeczni! Co więc począć z niedzielnym popołudniem w Warszawie? Polecamy przyjęcie w domu z koktajlem Porn Star Martini lub imprezę World Class Cocktail Resort w klubokawiarni Miłość w Warszawie! Wstęp wolny.

Porn Star Martini

  1. Wrzuć kostki lodu do shakera.
  2. Dodaj 40 ml CÎROC French Vanilla, 30 ml purée z marakui, 15 ml soku z limonki oraz 10 ml syropu cukrowego (opcjonalnie).
  3. Wstrząśnij intensywnie w shakerze, a następnie odcedź przez sitko do kieliszka do martini lub kupetki.
  4. Zanurz w koktajlu plaster marakui i prawie gotowe!
  5. Na koniec wlej prosecco do osobnego kieliszka i serwuj jako zestaw.

Do przygotowania koktajlu użyj wódki CÎROC French Vanilla, inspirowanej francuską recepturą na lody waniliowe. Wersję French Vanilla możesz zastąpić CÎROC Original, dodając do koktajlu 10 ml syropu waniliowego.

Więcej koktajlowych patentów możecie poznać podczas World Class Cocktail Resort – wydarzenia połączonego z finałem ogólnopolskiego konkursu barmańskiego World Class.

 

World Class Cocktail Resort:
Kiedy: 17 czerwca, godz. 12:00 – 17:00.
Gdzie: Miłość, ul. Kredytowa 9, Warszawa

 

ATRAKCJE DLA GOŚCI:

  • Dla spragnionych adrenaliny: do zobaczenia na żywo dwie konkurencje finałowe zawodów barmańskich World Class Poland 2018 – Signature Serve i speed-runda. Na wsparcie kibiców czekać będzie 13 najlepszych w Polsce barmanów.
  • Dla kreatywnych: wybierz owoce i zioła ze szklarni, by samodzielnie stworzyć gin z tonikiem w Tanqueray Terrace.
  • Dla koneserów: sesje blendingu w Johnnie Walker Residence.
  • Dla smakoszy: ostrygi w towarzystwie whisky oraz rum z grillowanym ananasem i czekoladą w gwatemalskiej dżungli.
  • Dla wrażliwych nosów: spacer przez tajemniczy ogród pełen smaków i aromatów whisky.
  • Dla brodaczy: strzyżenie brody z koktajlem w dłoni, czyli Frontier Works by Bulleit.
  • Dla amatorów domówek: impreza z DJ-em w kameralnym apartamencie.

Uczestnictwo w atrakcjach i koktajle: vouchery 15-30 zł. Więcej informacji: www.facebook.com/worldclasspoland oraz wydarzenie World Class Cocktail Resort.

 

Konkurs World Class

World Class to światowy program, który odkrywa i promuje barmańskie talenty. W 9-letniej historii globalny tytuł zdobyło czterech Europejczyków. W Polsce konkurs wyłonił i wypromował już trzy gwiazdy sceny barmańskiej. Zostali nimi warszawscy barmani: Janusz Lemiesz (2017), Paweł Rodaszyński (2016) i Mateusz Szuchnik (2015).

 

Oni namieszają w finale World Class Poland 2018

W ogólnopolskim finale World Class 2018 warszawską scenę barmańską reprezentują: Marcin Kruk (Kita Koguta), Kuba Magnuszewski (6 cocktails), Dawid Pytkowski (El Koktel) i Jakub Sienkiewicz (KiTi bar). Z Krakowa do finału zakwalifikowali się: Maciej Mazur (Z ust do ust) i Paweł Michalik (TramBar); z Trójmiasta: Oskar Weręża (Eliksir, Gdańsk) i Marek Pobłocki (Nowy Świat Restaurant & Cocktailbar, Sopot), a z Łodzi: Piotr Dębowski (Bawełna) i Bartłomiej Wójcik (Browar Księży Młyn). O bilet do Berlina walczą także: Bart Miedeksza ze Szczecina (17 Schodów), Krzysztof Ciemiera z Oświęcimia (alterMOLO, Osiek) i Daniel Kędzior z Wrocławia (Kawiarnia Literatka).

  • Samochód to zdecydowanie najczęściej wybierany środek transportu na czas urlopu.
  • Niestety z roku na rok wzrasta liczba wypadków powodowanych przez Polaków na zagranicznych drogach - w 2017 r. odnotowano aż 65,2 tys. kolizji, czyli o 5% więcej niż w roku poprzednim.
  • Przed wyjazdem na urlop warto dowiedzieć się, jak postępować po zdarzeniu drogowym w w innym kraju, a także w Polsce, gdy jednym z uczestników kolizji jest obcokrajowiec.

 

Wyjazd na wakacje samochodem ma sporo zalet. Do auta można się w miarę swobodnie zapakować, daje też swobodę podróżowania i pozwala na zmianę planów w trakcie wyjazdu. Nic więc dziwnego, że to najpopularniejszy urlopowy środek transportu Polaków. W zeszłorocznym badaniu firmy Kongsberg Automotive wybór auta zadeklarowało aż 60% (dla porównania: tylko 12% wskazało na samolot). Niestety jazda samochodem ma też wady. Przede wszystkim potrafi być niebezpieczna. Statystyki Polskiego Biura Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (PBUK) nie pozostawiają złudzeń. Kierowcy z Polski każdego roku powodują kilkadziesiąt tysięcy wypadków i kolizji na zagranicznych drogach. Kij ma jednak dwa końce. Jazda autem na urlop jest popularna także w innych krajach, a z winy kierowców poruszających się na obcych rejestracjach dochodzi w naszym kraju do kilkunastu tysięcy zdarzeń drogowych rocznie.

Wniosek ze statystyk płynie taki: warto wiedzieć, jak zachować się po wypadku czy stłuczce z obcokrajowcem, bo ryzyko takiej sytuacji jest z roku na rok większe. Dotyczy to polskich turystów, którzy pojechali do innego państwa, ale też osób, które w jakimkolwiek celu poruszają się po drogach w kraju. To ważne, żeby w stresie spowodowanym wypadkiem dopełnić odpowiednich formalności. Jeśli się tego nie dopilnuje, uzyskanie odszkodowania od ubezpieczyciela może być trudne lub wręcz niemożliwe… – zauważa Jakub Nowiński, członek zarządu w multiagencji Superpolisa Ubezpieczenia.

Są dwa scenariusze - polski kierowca może być sprawcą lub poszkodowanym w wypadku. Co w tych sytuacjach powinien robić?

 

Jestem sprawcą kolizji

Polak, który spowoduje wypadek z udziałem cudzoziemca, musi przekazać poszkodowanemu swoje dane osobowe i podać wszystkie informacje o pojeździe, które są niezbędne w procesie likwidacji szkody. To oczywiście marka i model samochodu, ale także numer rejestracyjny. Jeżeli kierowca tylko prowadzi auto, ale nie jest ono jego, poszkodowany musi też poznać tożsamość właściciela. Kolejna ważna rzecz: trzeba podać nazwę ubezpieczyciela oraz numer polisy OC (lub innego dokumentu potwierdzającego posiadanie ochrony – więcej o tym na końcu tekstu). Przekazania tych wszystkich informacji najlepiej dokonać przy użyciu wspólnego oświadczenia o zdarzeniu drogowym w wersji polsko-angielskiej – warto zawsze mieć je przy sobie. To dokument, na którym zapisuje się też zakres i okoliczności szkody. Gdy te formalności zostaną dopełnione, poszkodowany kierowca z zagranicy zgłosi się w swoim kraju po odszkodowanie do reprezentanta zakładu ubezpieczeń, w którym polisę OC miał wykupioną sprawca z Polski.

 

Zostałem poszkodowany przez kierowcę z innego kraju

W tym przypadku role się odwracają. To obcokrajowiec podaje nam wszystkie dane o sobie, właścicielu samochodu, pojeździe i ubezpieczeniu. Podstawą także powinno być wypełnione wspólne oświadczenie o przebiegu zdarzenia.

- Kluczowe dla poszkodowanego jest to, żeby uzyskać od sprawcy pisemne przyznanie się do spowodowania wypadku. To ważne, aby ubezpieczyciel nie miał najmniejszych wątpliwości, kogo obarczyć winą. Zarówno za granicą, jak i w Polsce może zdarzyć się tak, że sprawca posługuje się językiem, którego nie rozumiemy. W takiej sytuacji najbezpieczniej jest poprosić policję o pomoc w udokumentowaniu zdarzenia. Nie ma takiego obowiązku w przypadku niewielkich stłuczek, ale warto mieć to rozwiązanie z tyłu głowy – dodaje Jakub Nowiński z Superpolisy Ubezpieczenia.

Gdy poszkodowany zdobędzie komplet informacji (warto także wykonać zdjęcia szkód!), może zgłosić się do ubezpieczyciela. Nawet jeżeli jego zakład ubezpieczeń obsługuje tzw. bezpośrednią likwidację szkód (BLS), to stłuczka z zagranicznym autem nie jest nią objęta. W związku z tym trzeba skontaktować się z PBUK-iem i pozyskać informacje na temat korespondenta zagranicznego ubezpieczyciela, u którego OC wykupił sprawca. To on poprowadzi likwidację szkody. Jeżeli sprawca nie miał OC, wówczas warto zebrać od niego wszystkie pozostałe dane, a następnie odwiedzić stronę www.wypadekbezoc.eu i postępować zgodnie z zawartymi w niej instrukcjami.

 

Czy kupione w Polsce OC na pewno zadziała za granicą?

Z powyższych informacji wynika, że szkoda spowodowana za granicą przez Polaka może zostać zlikwidowana z kupionej przez niego w kraju obowiązkowej polisy OC. To prawda, ale warto ten wątek nieco uzupełnić. OC obowiązuje na terenie Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG). Należą do niego państwa członkowskie Unii Europejskiej (UE) oraz: Islandia, Norwegia, Lichtenstein, Szwajcaria, San Marino, Monako, Andora, Serbia, Wysp Owczych, Wyspa Man należąca do Wielkiej Brytanii i Gibraltar. Działa to w dwie strony, czyli OC na auta zarejestrowane w tych miejscach jest honorowane w Polsce.

Sprawa tylko nieznacznie komplikuje się, jeżeli planujemy podróż do innych lokalizacji. W takiej sytuacji trzeba mieć ze sobą międzynarodowy dowód ubezpieczenia OC, tzw. Zieloną Kartę, lub ubezpieczenie graniczne, które można nabyć przy wjeździe do danego kraju. Przed wyjazdem trzeba koniecznie zorientować się, jakie dodatkowe dokumenty będą nam potrzebne. Można to zrobić na stronie swojego ubezpieczyciela, PBUK-u lub dopytać swojego doradcę – mówi Jakub Nowiński.

Źródło: Superpolisa Ubezpieczenia

Najlepsze miejsca na długi weekend na przełomie maja i czerwca

Na przełomie maja i czerwca czeka na nas kolejny długi weekend – Boże Ciało w tym roku wypada 31 maja. Jeden dzień wolnego pozwoli na cztery dni wypoczynku.

Czytaj Więcej >>

Najlepsze pomysły na wyjazd rodzinny z okazji Dnia Dziecka

Wkrótce Międzynarodowy Dzień Dziecka. Wielu rodziców zastanawia się, w jaki sposób spędzić ten szczególny dzień ze swoimi pociechami, aby przyniósł jak najwięcej radości i pozostawił przyjemne wspomnienia. Możliwości na uczczenie tego święta jest naprawdę wiele. 

Czytaj Więcej >>

Najciekawsze pomysły na Majówkę

Już w marcu zaczynamy zastanawiać się, jak, a przede wszystkim, gdzie spędzimy Majówkę. W tym roku 1 maja wypada we wtorek, dodając do tego dwa weekendy plus 3 dni urlopu – szykuje się aż niemal 10 dni wypoczynku!  Czytaj więcej >

Najlepsze wiosenne wyjazdy typu city break

City break to alternatywna opcja dla tych wszystkich, którzy nie mają czasu wybrać się na dłuższy wypoczynek. Obejmuje ona wyjazdy weekendowe do najciekawszych miejsc w Europie. Krótkoterminowa wycieczka pozwala na wypoczynek oraz zapoznanie się z kulturą i kuchnią danego regionu.  Czytaj więcej >

Artykuły wybrane losowo

Portugalia – na końcu Starego Świata

Miejscowość Azenhas do Mar położona na stromym klifie w gminie Sintra
T09ARH1E

© TURISMO DE PORTUGAL/JOSE MANUEL

MAGDALENA BARTCZAK


Przyjazny śródziemnomorski klimat, egzotyczne krajobrazy, różnorodna kuchnia, fascynująca historia, bogactwo architektury, liczne plaże rozciągnięte nad Atlantykiem i ogromna gościnność mieszkańców to tylko niektóre z wielu zalet Portugalii. Ten nieduży kraj pełen turystycznych atrakcji leży na samym krańcu Europy. Dlatego przez długi czas jego terytorium określano mianem „finis terrae”, czyli „koniec świata” bądź „koniec lądu”.

Więcej…

Japońska droga do doskonałości

VICTOR BORSUK

www.victorborsuk.com

 

<< O Japonii marzyłem już od dziecka. Zaczęło się od japońskiej kreskówki „Dragon Ball” (powstałej na podstawie mangi Akiry Toriyamy), którą oglądałem na kanale telewizyjnym RTL 7. Z pewnością zresztą nie tylko ja nie mogłem się zawsze doczekać godziny 15.00, kiedy to emitowano kolejny odcinek. Gdy myślę o tym wspomnieniu, wydaje mi się całkiem zabawne, że fascynacja często zaczyna się od tak prostych przyjemności, które zaszczepiają w umyśle dziecka pozytywne skojarzenia. >>

 

Góra Fudżi i pagoda Chureito z 1963 r. znajdująca się koło jeziora Kawaguchi

©© FUJIYOSHIDA CITY/JNTO

 

Ten serial animowany zainspirował mnie do zmiany, zacząłem chcieć ciągle się rozwijać. Jego bohaterzy przez setki odcinków ćwiczyli, trenowali, walczyli z najeźdźcami z wszechświata i bronili naszej planety. Być może brzmi to mało oryginalnie, ale właśnie ta chęć nieustannego uczenia się, aby stale zwyciężać, nadała nowy sens mojemu życiu. Oczywiście, nie miałem w planach obrony świata, ale ciągłe stawanie się lepszą wersją siebie. Znakomicie oddaje to japońska praktyka ustawicznego doskonalenia się – kaizen (kai oznacza „zmiany”, a zen– „dobro”, „dobry”).

Kiedy byłem dzieckiem, nie do końca rozumiałem moją fascynację, ale szybko zapisałem się na treningi karate. Na zajęciach w lekkim rozkroku wyprowadzałem ciosy, licząc w języku japońskim (ichi, ni, san, shi…). Czułem dumę płynącą z tego, że wprowadzałem kulturę Japonii w swoje życie. Im więcej czytałem o Kraju Kwitnącej Wiśni, jego mieszkańcach, ich zwyczajach i kulcie pracy, tym bardziej byłem nim zafascynowany. Zrozumiałem, że nie będę mógł spać spokojnie, jeżeli w końcu się tam nie wybiorę. Zajęło mi to 17 lat. W tym czasie stosowałem na co dzień zasady kaizen, polegające na stawianiu małych kroków i nieustannym rozwoju.

 

 

SZUKANIE PASJI

W 14. roku życia zainteresowałem się sportem, który stał się moją prawdziwą pasją. Wcześniej próbowałem swoich sił w lekkiej atletyce, karate, piłce nożnej, kick-boxingu czy akrobatyce, żeby ciągle doskonalić się w nowych dziedzinach i dorównać bohaterom z uwielbianego przeze mnie japońskiego serialu. Pewnego dnia po raz pierwszy zobaczyłem na wodzie kitesurferów, którzy skakali na wysokość nawet 6 m w górę i po prostu wsiąkłem. Nie byłem – niestety – najbardziej utalentowany i opanowanie nowej dyscypliny sportowej zajęło mi prawie pół roku. Jednak systematycznie ćwiczyłem w domu na drążku, oglądałem filmy na komputerze, uczyłem się każdej ewolucji – najpierw rozpisywałem ją sobie na kartce krok po kroku, potem wykonywałem na sucho, a na sam koniec powtarzałem do skutku na wodzie. Po dwóch latach zostałem wicemistrzem Polski, potem siedmiokrotnym mistrzem Polski, zdobywcą pucharów Azji i Europy. W drodze do tych zwycięstw właściwie nieświadomie korzystałem z podstawowych zasad japońskiego kaizen, które mówią, że jeśli chce się osiągnąć sukces w jakiejś dziedzinie, nie wolno stawiać sobie nierealnych celów, mogących osłabiać motywację. Jeżeli pragnie się coś zmienić, trzeba zacząć od małych kroków, ale posuwać się do przodu systematycznie i konsekwentnie.

W ten sposób docieramy do finału tej historii. Przez 17 lat marzyłem o tym, żeby pojechać do Japonii i sprawdzić, czy rzeczywistość sprosta moim oczekiwaniom. Byłem tak zafascynowany kulturą tego kraju, że jej elementy starałem się wprowadzać w swoje życie, więc gdy nadarzyła się okazja, aby osobiście odwiedzić ojczyznę Japończyków, odczuwałem pewnego rodzaju przerażenie. Obawiałem się, że stworzyłem sobie w głowie zbyt wyidealizowany obraz Japonii albo zupełnie błędny. Jednak podobno do odważnych świat należy. Nie mogłem dłużej czekać i wyruszyłem w podróż.

 


Osaka Aquarium Kaiyukan – jedno z największych publicznych akwariów na świecie

©© WWW.VICTORBORSUK.COM

 

SPEŁNIENIE MARZEŃ

Wreszcie nadszedł upragniony dzień, o którym marzyłem od wielu lat. W końcu wsiadłem do samolotu lecącego do Tokio. Byłem tak podekscytowany, że nie potrafiłem usiedzieć w miejscu. Już na pokładzie nasłuchiwałem, czy ktoś obok nie mówi po japońsku. W głowie mnożyłem pomysły, co będę robić w trakcie pobytu w Japonii. Wiedziałem, że nie będzie czasu na sen. Minuty pozostałe do lądowania przeciągały się w nieskończoność. Wreszcie w głośniku nad głową usłyszałem komunikat: Boarding crew, prepare for landing.

Gdy tylko opuściłem samolot, złapałem mój plecak i wybiegłem z lotniska. Chciałem jak najszybciej znaleźć się w mieście. Wcale nie przeszkadzało mi, że leje deszcz, woda sięga po kostki, dookoła jeżdżą samochody ochlapujące chodniki, a ja nie mam nawet parasola, który stanowi tak ważne akcesorium w Kraju Kwitnącej Wiśni. Wiedziałem, że to będzie mój wyjazd. Najzabawniejsze jest to, że do tej pory przeleciałem już cały świat, mieszkałem w Australii i Azji, ale Japonia była tym miejscem, na które cały czas nie czułem się gotowy. Miałem pewność, że tej podróży nie mogę potraktować jak zwykłej wyprawy turystyczno-sportowej, musiała być czymś wyjątkowym.

 

OSOBLIWE MIASTO

Miałem 7 dni i 21 zadań do wykonania, więc czekało mnie spore wyzwanie. Zacząłem od stołecznego Tokio, noszącego do 1868 r. nazwę Edo. To właśnie tu można pracować w zawodzie jedynym w swoim rodzaju – jako oshiya („upychacz”) w białych rękawiczkach dopychać ludzi do wagonów w metrze. Nie mogłem sobie odpuścić okazji do podróżowania w godzinach szczytu po jednym z najbardziej zaludnionych miast na świecie. Zaskoczyło mnie jednak to, że pomimo gigantycznych tłumów na stacjach wszędzie panuje porządek. Ludzie stają w równych kolejkach na wyznaczonych pasach, czekają cierpliwie, gdy inni opuszczają wagon. Wbrew pozorom w tym ścisku można się swobodnie obracać. Czułem się, jakbym odwiedzał inny świat. Choć mam buntowniczą naturę, sam zacząłem poruszać się grzecznie według strzałek umieszczonych na peronie.

Jednak ze względu na niesprzyjającą pogodę na początku mojego pobytu w Japonii i fakt, że przemokła mi każda para butów, jeden dzień spędziłem w rejonie położonym wokół stacji Akihabara w tokijskiej dzielnicy Chiyoda. Uchodzi on za znaczące centrum elektroniki, dlatego też nazywa się go często Elektrycznym Miastem Akihabara. W stojących tu budynkach znajdują się liczne automaty do gier, przy których Japończycy potrafią stać godzinami. Niesamowitym doświadczeniem było obserwowanie graczy. Aby dojść do takiego poziomu zaawansowania, musieli spędzać na grze całe dnie, kibicując sobie nawzajem, rywalizując ze sobą i ciągle się rozwijając.

 

DWIE RÓŻNE STOLICE

Tokio to przede wszystkim nowoczesne miasto biznesu i handlu. Kult pracy i konsumpcjonizmu jest w nim widoczny na każdym kroku. Na ulicach spotyka się Japończyków w garniturach i z teczką w ręku udających się do firm, żeby później móc wydawać pieniądze, na co zapragną. To miejsce przypominało mi Londyn, który też pędzi i bywa wypełniony ludźmi. Kiedy zaspokoiłem pierwszą ciekawość, postanowiłem wyruszyć ze stolicy Japonii w podróż do magicznego Kioto. Jego zabytki wpisano w 1994 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To naprawdę fascynujące miejsce. Zwiedzałem je wypożyczonym rowerem. W trakcie swojej wizyty odwiedziłem słynny Złoty Pawilon (Kinkaku-ji), spałem w prawdziwym japońskim ryokanie (zajeździe) z 400-letnią tradycją i widziałem gejsze, czyli kobiety, które mają za zadanie bawić gości rozmową i występami artystycznymi. Trudno pomylić je z kimś innym – noszą tradycyjne stroje, włosy układają w misterne koki, a twarze malują na biało. Są specjalistkami od ceremonii parzenia herbaty, zwanej po japońsku chanoyu. Ma ona długą tradycję, a przeprowadza się ją według ściśle określonych zasad obejmujących także zachowanie gości. Napój przygotowany ze sproszkowanej zielonej herbaty (matchy), wymieszany specjalną bambusową miotełką (chasen), pije się z małych czarek powoli, w skupieniu, aby nie burzyć panującego nastroju.

                Obecnie 1,5-milionowe Kioto, dawna stolica Japonii i siedziba cesarza (od 794 do 1868 r.), związane jest też z kulturą samurajów. Kierowali się oni niepisanym kodeksem etycznym bushidō(określenie tłumaczy się jako droga wojownika). Stosowali w życiu reguły podobne do zasad kaizen. Skupiali się na samodoskonaleniu pod względem zarówno fizycznym, jak i duchowym. Do wartości, jakie cenili, należały m.in. lojalność, wierność, skromność, dobroć, współczucie, uprzejmość, prawdomówność, odwaga, wytrwałość w walce i honor, które są bliskie także i mnie.

 

Uroczysta ceremonia przyrządzania herbaty w specjalnym pawilonie w ogrodzie

©© SHIZUOKA CITY/JNT

 

CIAŁO I DUSZA

Japonia jest niezmiernie ciekawa nie tylko ze względu na mnóstwo atrakcji turystycznych. W tych najbardziej obleganych miejscach trudno poznać jej prawdziwe oblicze właśnie z powodu tłumów, a naprawdę warto to uczynić, bo Kraj Kwitnącej Wiśni potrafi zachwycić swoim pięknem. Można w nim przeżyć doświadczenia, które poruszają najwrażliwsze struny duszy.

Ja jestem jednak przede wszystkim sportowcem i uważam, że nic tak nie rozwija i nie relaksuje jak dobry trening. Podczas moich podróży koncentruje się głównie na turystyce aktywnej. Dlatego też zamierzam w tym roku wrócić na Wyspy Japońskie, aby u ich wybrzeży uprawiać kitesurfing. Kiedy brałem udział w Pucharze Azji, spotkałem się z mistrzem Japonii w tej dyscyplinie, pochodzącym z Osaki Hironobu Nakano, z którym walczyłem w finale. Polubiliśmy się i zaproponował mi, żebym odwiedził go na wyspie Okinawa (kolebce karate), gdzie obecnie mieszka i trenuje.

W Kraju Kwitnącej Wiśni większą popularnością niż kitesurfing cieszy się jednak surfing. Ta dyscyplina sportowa, podobnie jak karate, zadebiutuje na XXXII Letnich Igrzyskach Olimpijskich, które w 2020 r. odbędą się w Tokio. Zawodnicy będą walczyć ze sobą na falach Oceanu Spokojnego w rejonie plaży Shidashita w prefekturze Chiba. Mieszkańcy stolicy Japonii najczęściej surfują w regionie Shōnan, Kanagawie (części Jokohamy) i właśnie Chibie. Poza tym amatorzy pływania na desce odwiedzają także Okinawę, Sikoku i Kiusiu (np. Miyazaki). Na półwyspie Izu, usytuowanym na zachód od Tokio, w rejonie plaży Shirahama w miejscowości Shimoda uprawia się również wind- i kitesurfing. Na początku marca woda jest jeszcze zimna, ale w piance, butach i rękawiczkach da się spokojnie wytrzymać cały dzień. W tym okresie w górach zwykle leży jeszcze śnieg, więc podczas wyjazdu można połączyć różne rodzaje aktywności: jazdę na nartach czy snowboardzie ze sportami wodnymi. Najlepsza pogoda panuje w maju, czerwcu i listopadzie. Latem na plaże – niestety – ściągają tłumy ludzi.

Japonia jest też znakomitym miejscem na wyprawy rowerowe. Sami Japończycy często korzystają z jednośladów, więc kierowcy są przyzwyczajeni do obecności rowerzystów na drogach, poza tym starają się jeździć według przepisów. Co ciekawe, na trasach istnieją tu nawet specjalne tunele przeznaczone dla cyklistów. Poza tym w Kraju Kwitnącej Wiśni można także uprawiać kolarstwo górskie. Na wyspie Honsiu idealnie nadaje się do tego górzysty obszar prefektury Nagano. W tej części Japonii znajduje się również popularny ośrodek sportów zimowych Hakuba z kompleksem skoczni narciarskich. Do Nagano przyjeżdża się też na wyprawy trekkingowe i wspinaczkowe. Krajobrazy Alp Japońskich (z najwyższym szczytem Kita – 3193 m n.p.m.) są naprawdę wspaniałe, co sprawia, że takie wycieczki stają się niezapomnianym przeżyciem. Po aktywnie spędzonym dniu można tutaj odpocząć w onsenach – gorących źródłach zamienionych w łaźnie publiczne. Z kąpieli w wodach termalnych chętnie korzystają nawet makaki japońskie, które spotyka się w położonym na wysokości ok. 850 m n.p.m. Parku Małp Jigokudani (Jigokudani Yaen-koen).

W najbliższym czasie zamierzam także złożyć wizytę naszej rodaczce Patrycji Yamaguchi na półwyspie Izu. Ona i jej mąż mieszkają w Shimodzie. Razem prowadzą firmę turystyczną Ryoko. Od kwietnia do listopada uczą tu surfingu, poza tym organizują wyprawy w góry, rowerowe i narciarskie. W ofercie mają również programy podróży w głąb duszy – połączenie turystyki z pobytami w klasztorach i ośrodkach medycyny naturalnej. Dla polskich korporacji przygotowywali też wyjazdy o tematyce kaizen i filozofii perfekcji. W malowniczej okolicy Izu chcę uprawiać surfing. Mam także nadzieję, że wspólnie z Patrycją wybierzemy się na rowerach na najwyższy szczyt Kraju Kwitnącej Wiśni – górę Fudżi (3776 m n.p.m.).

Oprócz tego z naszym rodakiem Michałem Grzybowskim z GMTravel – Japonia.travel planuję znów zwiedzać pełne atrakcji Tokio oraz jego okolice. Poza tym pragnę z nim wziąć udział m.in. w ceremonii parzenia herbaty, pokazie sztuki walki mieczem samurajskim (kataną), wycieczce kulinarnej połączonej z degustacją tradycyjnych japońskich potraw, porannym treningu zawodników sumo czy wreszcie kolacji z gejszą. Jego licencjonowane biuro podróży z polskojęzycznymi przewodnikami znajduje się w okręgu specjalnym Shinjuku, który słynie z licznych drapaczy chmur. Wśród nich warto wymienić choćby charakterystyczny wieżowiec zwany Mode Gakuen Cocoon Tower (o wysokości 204 m) czy Tokyo Metropolitan Government Building (242,9 m). W tym ostatnim budynku, będącym siedzibą tokijskich władz, usytuowane są dwa tarasy widokowe dostępne bezpłatnie (po jednym na każdej z dwu wież). Mieszczą się one na 45. piętrze, na wysokości 202 m, i rozciąga się z nich zapierająca dech w piersiach panorama japońskiej metropolii. Dzielnica Shinjuku kojarzy się również z pięknym parkiem – Shinjuku Gyoen. Na wiosnę Japończycy zbierają się w nim, aby podziwiać kwitnące drzewa wiśniowe (sakura). Ten tradycyjny zwyczaj ma nawet swoją nazwę – hanami. Ciekawe miejsce stanowi również obszar Arakichō, niegdyś dystrykt gejszy. Dziś znajdują się tutaj chętnie odwiedzane restauracje, knajpki i bary typu izakaya.

Zresztą kto wie, może uda mi się zobaczyć więcej niż zaplanowałem. W Japonii jest przecież jeszcze m.in. malownicza miejscowość Hakone nad jeziorem Ashi, wspaniałe, zabytkowe kompleksy świątynne w Nikkō czy leżące nad Morzem Japońskim miasto Kanazawa z pięknie odrestaurowanym zamkiem. Za skarb tego ostatniego uchodzi czarujący prywatny ogród założony w latach 20. XVII stulecia – Kenroku-en (jeden z Trzech Wielkich Ogrodów Japonii, obok Kōraku-en w Okayamie i Kairaku-en w Mito). Przed wyjazdem do Kraju Kwitnącej Wiśni warto też wiedzieć, że od 4 stycznia 2018 r. można w nim oprowadzać turystów bez licencji, ale zajmować się turystyką, nawet przyjazdową, bez takich uprawnień już nie wolno.

Kocham Japonię i chciałbym ją poznać z każdej możliwej strony. Myślę, że moja kolejna wizyta, którą chcę spędzić na zwiedzaniu i uprawianiu sportu w połączeniu z doskonaleniem zasad kaizen, będzie prawdziwą podróżą w głąb siebie.

 

Wydanie Wiosna 2018

SŁOWENIA – ZIELONY ZAKĄTEK EUROPY

TOMASZ ŁUKASZEWICZ

<< Na tegorocznych XXII Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Soczi słoweńscy sportowcy prezentowali się w strojach z elementami koloru zielonego. Podobnie było 2 lata wcześniej podczas letniej olimpiady w Londynie. I mimo iż nie ma tej zieleni na fladze Słowenii, każdy, kto choć raz zawitał w jej gościnne progi, wie, co zainspirowało projektantów… >>

Więcej…