20160407 4 1 1

 

Dotarliśmy do informacji, iż związana dotychczas z Uzdrowiskiem Konstancin Zdrój s.a. Monika Wolny objęła od lutego br. stanowisko General Manager w Studio Sante – Uzdrowisko Miejskie w Warszawie.

 

Monika Wolny – związana z branżą HORECA od ponad 20 lat, z ponad 15-letnim doświadczeniem w zarządzaniu sprzedażą B2B, a także w zarządzaniu obiektami hotelarskimi i obiektami Spa&Wellness. Swoje szlify hotelarskie zbierała w Centrum Kongresowym Gromady w Warszawie. Następnie cztery lata zarządzała działem sprzedaży w Centrum Konferencyjnym Falenty koło Warszawy. Kolejne wyzwania, jako Dyrektor Sprzedaży i Marketingu Pałacu Ossolińskich oraz Hotelu Sobienie Królewskie Golf & Country Club****.

 

Ostatnio, jako Dyrektor Hoteli i Gastronomii Uzdrowiska Konstancin Zdrój s.a., była odpowiedzialna za tworzenie i zarzadzanie nowym miejscem na mapie hoteli - Eva Park Life & SPA- obiekt hotelowy położona tuż koło tężni w Parku Zdrojowym, posiadający basen solankowy i szeroko rozwiniętą bazę kosmetologiczną.

 

Studio Sante Uzdrowisko Miejskie położone przy ul. Jagiellońskiej w Warszawie to ekskluzywna przestrzeń terapeutyczno-wellnessowa, stworzona przez firmę Sante A.Kowalski i jedyne SPA w Polsce, gdzie zastosowano wodę strukturyzowaną we wszystkich basenach. Tu w komfortowych warunkach można zregenerować ciało, wyciszyć umysł i osiągnąć stan głębokiego relaksu. W ofercie: japońska sauna skalna Ganbanyoku, sauna fińska, łaźnia parowa, biosauna z aromaterapią, grota solna, goldarium, basen rekreacyjny, jacuzzi z solą himalajską i magnezem, jacuzzi krzemowe oraz baseny schładzające. Studio Sante posiada również szeroką strefę zabiegów na ciało i na twarz. Obiekt posiada również własną bazę gastronomiczną pod marką „Bistro Sante”, w którym serwowane potrawy przyrządzane są na bazie wody strukturyzowanej, z wykorzystaniem również najwyższej jakości produktów Sante.

 

 

Najlepsze miejsca na długi weekend na przełomie maja i czerwca

Na przełomie maja i czerwca czeka na nas kolejny długi weekend – Boże Ciało w tym roku wypada 31 maja. Jeden dzień wolnego pozwoli na cztery dni wypoczynku.

Czytaj Więcej >>

Najlepsze pomysły na wyjazd rodzinny z okazji Dnia Dziecka

Wkrótce Międzynarodowy Dzień Dziecka. Wielu rodziców zastanawia się, w jaki sposób spędzić ten szczególny dzień ze swoimi pociechami, aby przyniósł jak najwięcej radości i pozostawił przyjemne wspomnienia. Możliwości na uczczenie tego święta jest naprawdę wiele. 

Czytaj Więcej >>

Najciekawsze pomysły na Majówkę

Już w marcu zaczynamy zastanawiać się, jak, a przede wszystkim, gdzie spędzimy Majówkę. W tym roku 1 maja wypada we wtorek, dodając do tego dwa weekendy plus 3 dni urlopu – szykuje się aż niemal 10 dni wypoczynku!  Czytaj więcej >

Najlepsze wiosenne wyjazdy typu city break

City break to alternatywna opcja dla tych wszystkich, którzy nie mają czasu wybrać się na dłuższy wypoczynek. Obejmuje ona wyjazdy weekendowe do najciekawszych miejsc w Europie. Krótkoterminowa wycieczka pozwala na wypoczynek oraz zapoznanie się z kulturą i kuchnią danego regionu.  Czytaj więcej >

Artykuły wybrane losowo

PORTUGALIA – NA KOŃCU ŚWIATA

ELŻBIETA PAWEŁEK

 

<< Podobno kiedyś odpoczywali tutaj bogowie. Stąd Vasco da Gama wyruszał na podbój nowych lądów. Dziś ściągają tu podróżnicy, golfiści, amatorzy przygód na zielonych, górskich szlakach oraz miłośnicy doskonałych win. Niewielka Portugalia urzeka urodą plaż i wiosek rybackich. Kusi wspaniałymi zabytkami i wiecznym słońcem. >>

Na południu kraju znajdują się piaszczyste zatoki, malownicze porty rybackie, wypielęgnowane pola golfowe i mariny zapełnione jachtami. To raj dla aktywnych turystów, żeglarzy i surferów, a także zwykłych miłośników plażowania. Wystarczy jednak ruszyć na północ, a krajobraz się zmienia, staje się bardziej wyżynny, a nawet górski. Dwie wielkie rzeki – Tag (po portugalsku Tejo) i Duero (nazywana w Portugalii Douro), biorące swój początek w Hiszpanii, płyną w kierunku zachodnim przez kraj i wpadają do Oceanu Atlantyckiego. W ich ujściach leżą stołeczna Lizbona oraz Porto, skąd pochodzi najsłynniejszy portugalski produkt – wino porto.

Więcej…

Sri Lanka – zielony klejnot Oceanu Indyjskiego

 

Agnieszka Szwed

www.szwedacz.com

 

Położoną na południowy wschód od Półwyspu Indyjskiego Sri Lankę nazywa się niekiedy Łzą Indii. To jednak nie jedyne jej miano, a większość określeń wiąże się z zachwytem, w jaki od wieków wprawiała ona odwiedzających ją ludzi. Dla słynnego weneckiego podróżnika Marca Polo była „najwspanialszą wyspą o tej wielkości na świecie”, a dla portugalskiego kapitana Edwarda Barbosy – „wyspą rozkoszy”. Sri Lanka znana jest również jako Perła Oceanu Indyjskiego. W sanskrycie jej nazwa oznacza po prostu „Lśniący Kraj”. Wszystkie te określenia obiecują wiele, ale nie ma w nich wcale żadnej przesady.

 

Wyspa Cejlon (na której leży Sri Lanka) kojarzy się z zielonymi wzgórzami porośniętymi herbatą, zapachem korzennych przypraw i opowieściami żeglarzy o odległych lądach. Panuje tu tropikalny klimat ze średnią roczną temperaturą powietrza ok. 30°C. Od upałów można odetchnąć tylko w wyższych partiach gór w głębi lądu.

 

Na pogodę wybrzeży Sri Lanki wpływają dwa monsuny: yala i maha. Pierwszy z nich od maja do sierpnia przynosi deszcze w południowo-zachodniej części kraju. Drugi od października do stycznia sprowadza wilgoć w północno-wschodni rejon wyspy. Wiejące tutaj wiatry nie tylko sprzyjają występowaniu opadów i rozwojowi bujnej roślinności, ale także ułatwiały dotarcie do tego regionu podróżnikom i kupcom przybywającym na Cejlon z różnych stron świata. To m.in. dzięki nim Sri Lanka jest dziś miejscem tak różnorodnym kulturowo, w którym różne religie i tradycje współistnieją, wzajemnie się uzupełniając i tworząc lokalny koloryt.

 

Dambulla cave temple World heritage site- 1st Century BC

Jedna z pięciu jaskiń należących do Złotej Świątyni w Dambulli

© SRI LANKA TOURISM PROMOTION BUREAU

 

ŚLADY DAWNEJ ŚWIETNOŚCI

 

Jednak na długo zanim przybyli tu wspomniani podróżnicy i kupcy, na wyspie kwitła kultura, której początki sięgają zamierzchłych czasów. Według historycznej Mahavamsy z V w. n.e., czyli w języku pai „Wielkiej Kroniki”, pierwotnymi mieszkańcami Cejlonu byli Jakszowie i lud Naga. Dzieje pochodzących z północy Indii Syngalezów zaczynają się w 543 r. p.n.e. wraz z przybyciem księcia Vijaya (Zwycięzcy), legendarnego króla Sri Lanki, i utworzeniem przez niego Królestwa Tambapanni (istniejącego do 505 r. p.n.e.). Pojawienie się na tym obszarze narodu syngaleskiego zapoczątkowało kulturalny, religijny i architektoniczny rozkwit, którego ślady podziwiać możemy do dzisiaj.

 

Najwspanialszą stolicą jednego ze starożytnych królestw Syngalezów (Królestwa Anuradhapura z lat 377 p.n.e.–1017) była Anuradhapura, położona w obecnej Prowincji Północno-Środkowej, ok. 200 km na północ od Kolombo (gospodarczej stolicy Sri Lanki). To miasto o niezmiernie bogatej historii rozwijało się od IV w. p.n.e. do końca X stulecia. Anuradhapura do dziś jest jednym z najważniejszych centrów buddyjskich na świecie, a to za sprawą rosnącego tutaj świętego figowca pagodowego zwanego Jaya Sri Maha Bodhi, pod którym według tradycji doznał oświecenia medytujący Budda. Sadzonkę na wyspę przywiozła w III w. p.n.e. Sanghamitta, córka władcy indyjskiego imperium Maurjów – Aśoki, wypełniając tym samym misję szerzenia buddyzmu na Cejlonie. Okaz ten uchodzi za najstarsze posadzone przez człowieka drzewo na świecie z udokumentowaną historią. Zasadzono je w 288 r. p.n.e. i od tego czasu wierni wciąż o nie dbają, nie przestali troszczyć się o świętego figowca nawet wtedy, gdy miasto znajdowało się w rękach Tamilów. Wśród tutejszych ruin zachowało się kilka buddyjskich świątyń i pałaców, a historyczne centrum wpisano w 1982 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

Kiedy Anuradhapura była stolicą państwa Syngalezów, Polonnaruwa pełniła funkcję okresowej rezydencji królewskiej. Jednak po zniszczeniu tej pierwszej w 993 r. przez wojska tamilskie to ona przejęła rolę najważniejszej metropolii na wyspie. Status ten utrzymała do XIII w. W czasach największego rozkwitu była wspaniałym, otoczonym potrójnym murem miastem ogrodem, w którym pałace i świątynie wtapiały się w bujną zieleń.

 

Syngalezi wielokrotnie musieli odpierać ataki z zewnątrz. W XIII stuleciu Sri Lankę najechali ponownie Tamilowie z subkontynentu indyjskiego. W wyniku tych wydarzeń Polonnaruwa została opuszczona. Na odkrycie czekała ponad 500 lat. Dziś możemy podziwiać ruiny zabytkowej metropolii z licznymi posągami i rzeźbami – m.in. z wykutą w skale kilkunastometrową figurą śpiącego Buddy.

 

Na skutek najazdów Syngalezi zostali zmuszeni do osiedlenia się bardziej na południe. W górzystym wnętrzu wyspy założyli w 1469 r. nowe królestwo wokół miasta Kandy (Królestwo Kandy). Obecnie jest ono nie tylko stolicą Prowincji Środkowej, lecz także jednym z ważniejszych ośrodków wyznawców buddyzmu. Wszystko za sprawą znajdującej się tu Świątyni Zęba (Sri Dalada Maligawa), w której w szkatułce złożono według tradycji ząb samego Buddy. Relikwia ma niezwykłą moc – przyciąga zarówno buddystów, jak i tysiące turystów. Mnóstwo osób przybywa z jej powodu do Kandy zwłaszcza raz w miesiącu, kiedy na Cejlonie obchodzi się Poyę, czyli święto przypadające na dzień pełni księżyca. Przez całą dobę we wszystkich buddyjskich świątyniach w kraju odbywają się barwne uroczystości i panuje podniosła atmosfera.

 

WIZJA SZALONEGO WŁADCY

 

Niemal 200-metrowa bryła magmy króluje nad zieloną równiną w okolicy Dambulli. Widoczna z każdej strony już z daleka, stanowi pozostałość po dawno wygasłym wulkanie. Samotna skała, kontrastująca z otoczeniem, robi niemałe wrażenie. Jeszcze bardziej niesamowita jest historia powstałego na niej obiektu. To karkołomne przedsięwzięcie budowlane było realizacją wizji jednego z najbardziej okrutnych władców Sri Lanki – Kassapy I (rządzącego w latach 473–495). Jako potomek z nieprawego łoża nie mógł on legalnie objąć tronu. Zdobył więc władzę, zabijając swojego ojca Dhatusena. Nie opuszczał go jednak strach przed zbiegłym do Indii przyrodnim bratem Mogallaną, który planował powrócić na Cejlon na czele potężnej armii. Aby uchronić się przed gniewem prawowitego następcy tronu, Kassapa I zdecydował się wybudować potężną twierdzę i pałac na szczycie niedostępnej skały.

 

Zaspokojenie wybujałych ambicji władcy kosztowało życie tysięcy robotników. Miejsce o naturalnych walorach obronnych umocniono jeszcze systemem murów i fos, czyniącym je niedostępnym dla wrogów. Jedyną drogę na szczyt stanowiły wykute w kamieniu wąskie schodki. Co jednak najciekawsze, skała przekształcona została w olbrzymiego budzącego grozę lwa. Do ogromnej bryły dodano ceglaną głowę i tors oraz pięknie wyrzeźbione przednie łapy. Do dziś przetrwały tylko one, a także sama nazwa Sigirija, która oznacza Lwią Skałę. Skalne ściany samego pałacu pokryto malowidłami przedstawiającymi najprawdopodobniej damy dworu i królewskie nałożnice. Zachowały się one do dzisiaj w zaskakująco dobrym stanie. Oglądający mogą dzięki nim poznać niegdysiejsze kanony urody. Król lubił podziwiać nie tylko piękne kobiety, ale i siebie samego, a jedna ze ścian pałacu została tak wypolerowana, że przy odpowiednim kącie padania promieni słonecznych służyła władcy za lustro. Panowanie Kassapy I trwało 22 lata, do czasu, gdy Mogallana powrócił, aby odebrać bratu władzę.

 

Do dziś na szczycie przetrwały zaledwie fundamenty zespołu pałacowego i umocnień, tworzą one jednak ciekawy labirynt, z którego rozciągają się fantastyczne widoki. Samą Sigiriję można podziwiać w pełnej okazałości z innej skały – położonej niedaleko Pidurangali.

 

CD5-3

Młodzi buddyjscy mnisi na drodze prowadzącej do słynnej Lwiej Skały

© SRI LANKA TOURISM PROMOTION BUREAU

 

W GÓRACH USŁANYCH ZIELENIĄ

 

Mimo iż aż 80 proc. obszaru Sri Lanki zajmują niziny, jej środkowo-południowy region to zielona górska kraina pokryta w dużej części tropikalnym lasem. Najbardziej znanym z lankijskich szczytów jest niewątpliwie mierząca 2243 m n.p.m. Sri Pada. Wysokość góry nie imponuje, ale nie z tego względu wyróżnia się ona spośród innych. Według legendy na prośbę boga Samana swój ślad zostawił na tym szczycie sam Budda. Tak przynajmniej utrzymują jego wyznawcy. Hinduiści przekonują natomiast, że ślad ten należy do Śiwy. Chrześcijanie i muzułmanie twierdzą z kolei, że odbił tutaj swoją stopę biblijny pierwszy człowiek, który po wygnaniu z raju stał w tym miejscu na jednej nodze w celu odkupienia grzechów. Dlatego w Europie góra znana jest głównie jako Szczyt Adama (Adam’s Peak), a nie Sri Pada czy Samanalakanda, jak nazywa się ją w Azji. Tajemnicze wgłębienie w skale czyni wzniesienie obiektem kultu wielu religii i celem licznych pielgrzymek.

 

Aby wspiąć się na górę przed wschodem słońca, o którego pięknie na Sri Lance krążą legendy, wyruszyliśmy o 2.00 w nocy. Pobudka po 3 godz. snu nie była łatwa, zwłaszcza że mieliśmy w perspektywie pokonanie ponad 5 tys. schodów. To właśnie one, początkowo łagodne, im dalej, tym coraz bardziej strome, prowadzą do celu. Światła latarni rozstawionych wzdłuż stopni znaczyły w mroku wijącą się ścieżkę na szczyt. Na pewnym etapie zmęczenie dawało nieco o sobie znać. Zapominaliśmy jednak o nim, gdy mijaliśmy wspinających się starszych ludzi, nierzadko nawet o kulach. Niektórzy o własnych siłach, inni wsparci na barkach krewnych powoli, ale konsekwentnie zbliżali się do celu. Na trasie panowała zresztą prawdziwa różnorodność. Spotykaliśmy osoby starsze i dzieci, samotnych wędrowców i całe rodziny, mnichów odzianych w tradycyjne szaty i ubraną współcześnie młodzież. Wszyscy w swoim tempie zmierzali na szczyt.

 

Dotarliśmy na górę ok. 5.00. Było nieco za wcześnie. Słońce miało wzejść za godzinę, a na szczycie niska temperatura dawała nam się we znaki. Schroniliśmy się w jednym z przyświątynnych budynków. Jak się okazało, nie byliśmy jedyni. Wewnątrz zebrał się już spory tłum również zmagających się z zimnem ludzi i wciąż ich przybywało.

 

Nagle wszyscy zaczęli kierować się do wyjścia. Większość osób zebrała się na schodach przy świątyni i patrzyła w stronę wschodzącego słońca, a raczej tam, gdzie powinno się ono pojawić, bo w ostatniej chwili zostało zasłonięte przez rozległą chmurę. Ciemność powoli się rozpraszała, gasły tak liczne wcześniej gwiazdy, a opadające mgły odsłoniły widok na okolicę. Przy dobiegających ze świątyni dźwiękach bębnów patrzyliśmy na zmieniający się krajobraz. Pobliskie szczyty wyłaniały się zza chmur, aby znów w nich zatonąć. Wszystko to działo się na tle nieba mieniącego się odcieniami różu, żółci, pomarańczy i błękitu. Staliśmy tak jeszcze jakiś czas, chłonąc niesamowitą atmosferę. O zimnie zapomnieliśmy zupełnie.

 

Wracaliśmy tą samą drogą, jednak wyglądała ona zupełnie inaczej. Dopiero za dnia ukazały nam się zbocza porośnięte wiecznie zielonym wilgotnym lasem równikowym, skryte wcześniej pod osłoną nocy. Przed nami było ponad 5 tys. schodów.

 

Wspaniałą górską panoramę podziwiać możemy także w Parku Narodowym Równin Hortona. To wysoko położony płaskowyż (ok. 2100–2300 m n.p.m.) znany z silnych wiatrów i kapryśnej pogody. Ścieżka w różnych odcieniach pomarańczy tworzy tu pętle prowadzące do dwóch charakterystycznych punktów zwanych Małym Końcem Świata i Końcem Świata. Oba zawieszone są nad głębokimi przepaściami (mającymi odpowiednio mniej więcej 300 i 1,2 tys. m). Rozpościerają się stąd zapierające dech w piersiach widoki na pobliskie szczyty. Niestety, można je oglądać tylko wówczas, gdy okolicy nie spowijają ciężkie chmury i gęsta mgła, co często się tutaj zdarza. Najlepiej wybrać się do parku o wczesnych godzinach porannych, ale nawet to nie daje gwarancji na natrafienie na sprzyjające warunki. Czasem warto jednak trochę poczekać na zmianę pogody, bo potrafi ona nastąpić niespodziewanie.

 

Miłośnicy mgieł powinni za to odwiedzić góry Knuckles (Knuckles Mountain Range). Ich niewielki obszar pokrywają lasy mgliste, w których ze względu na ciągłą kondensację pary wodnej mgły nie ustępują ani na chwilę. Zanim jednak dotrze się do tej tajemniczej krainy, podziwiać można piękno zielonych grzbietów skąpanych w południowym słońcu. W tym regionie znajdziemy również odosobnione domy zamieszkane przez ludzi trudniących się głównie uprawą ryżu i kardamonu.

 

KRÓLESTWO HERBATY

 

Tea Pluckers

Kobiety ciężko pracujące przy zbiorach herbaty to w większości Tamilki

© SRI LANKA TOURISM PROMOTION BUREAU

 

Chociaż na wyspie uprawia się wiele gatunków roślin, w tym zwłaszcza przyprawy takie jak cynamon, gałka muszkatołowa czy kardamon, powszechnie kojarzy się ona przede wszystkim z herbatą, która stała się niejako symbolem Sri Lanki. Trudno się temu dziwić, gdyż ten cejloński produkt doceniany jest od dawna, a sam kraj mimo niewielkiej powierzchni (65 610 km²) zajmuje czwarte miejsce na świecie pod względem wielkości zbiorów (po Chinach, Indiach i Kenii).

 

Więcej sadzonek herbaty trafiło na Sri Lankę dopiero w drugiej połowie XIX w. Sprowadzone zostały z indyjskiego stanu Asam przez Brytyjczyków po tym, jak zaraza zniszczyła uprawianą przez nich wcześniej na wyspie kawę. Sekret wysokiej jakości cejlońskiej herbaty tkwi nie tylko w doskonałych warunkach do jej uprawy. Przede wszystkim wpływa na nią sposób zbierania liści. Podczas gdy w wielu miejscach na świecie używa się do tego celu maszyn, na Sri Lance wciąż tę pracę wykonuje się ręcznie, co umożliwia dokładną selekcję. Dlatego do suszenia trafiają później najlepiej nadające się liście.

 

Jakość ta okupiona jest jednak ciężką pracą kobiet na plantacjach. Zbieraniem herbaty (i wcześniej kawy) trudniły się przede wszystkim Tamilki sprowadzone przez Brytyjczyków po tym, jak Syngalezki odmówiły wykonywania tego zadania. Mimo upływu lat i zmiany sytuacji politycznej nadal to właśnie one są najliczniejszymi pracownicami plantacji. Od bladego świtu krążą wśród równo przyciętych krzewów, żeby zebrać nawet do 20 kg liści w ciągu dnia! Kobiety zrywają jedynie te najmłodsze, jasnozielone listki wraz z nierozwiniętym pączkiem, rosnące na szczycie herbacianego krzewu. Wymaga to nie tylko wiedzy, ale i cierpliwości, a także manualnej sprawności.

 

Specjalnie wyselekcjonowane liście poddawane są procesom suszenia, rolowania i fermentacji. Dopiero tak przygotowany susz trafia na aukcje, na których zaopatrują się w niego światowi producenci. Warto przy tym zaznaczyć, że zarówno herbatę czarną, jak i zieloną czy białą pozyskuje się z jednego typu herbacianego krzewu. Różni je jedynie to, co dzieje się z liśćmi po zerwaniu. W przypadku herbaty czarnej są one w pełni sfermentowane – najpierw więdną, potem zostają skręcone, ulegają fermentacji, a na koniec się je suszy. Liście herbaty zielonej poddaje się tylko minimalnemu utlenianiu, a później suszeniu i podgrzewaniu, co zapobiega rozpoczęciu się procesów fermentacyjnych, dzięki czemu produkt końcowy zachowuje zieloną barwę. Herbatę białą wytwarza się z nierozwiniętych młodych pączków pozostawianych do zwiędnięcia, a następnie suszonych.

 

Wzgórza pokryte przystrzyżonymi herbacianymi krzewami to jeden z najbardziej charakterystycznych, a także najpiękniejszych widoków na Cejlonie. Wspaniale prezentują się zarówno skąpane w południowym słońcu, jak i otulone poranną mgłą. Znajdują się m.in. w pobliżu miejscowości Nuwara Elija (Nuwara Eliya), Kandy, Haputale, Badulla, Bandarawela czy Dimbula, a podziwiać można je również z przebiegającej tu niezwykle widokowej trasy linii kolejowej. Przejażdżka pociągiem w tym malowniczym rejonie jest atrakcją, której podczas podróży po Sri Lance naprawdę nie wolno pominąć.

 

W trakcie wizyty na tutejszych plantacjach nie tylko nacieszymy oczy. Uświadomimy też sobie, jak długotrwały i pracochłonny proces przechodzi herbata, zanim trafi do naszych filiżanek w formie popularnego napoju.

 

Rajskie wybrzeże

 

Sun tanning at one of the many beautiful sandy beaches

Na Cejlonie jest mnóstwo słonecznych plaż idealnych na błogi wypoczynek

© SRI LANKA TOURISM PROMOTION BUREAU

 

Sri Lanka to wręcz wymarzone miejsce dla osób chcących odpocząć na słonecznym wybrzeżu. Wszak wyspę oblewają krystaliczne wody Oceanu Indyjskiego, a długa na 1340 km linia brzegowa usłana jest gęsto naturalnymi, skąpanymi w słońcu plażami. Pasy białego i złocistego piasku urozmaicają namorzynowe laguny, palmowe gaje, zaciszne zatoczki, urokliwe rybackie wioski i rafy koralowe. Lankijskie wybrzeże ma niejedno oblicze. Znajdują się na nim tętniące życiem kurorty, jak i miejsca niemal całkiem bezludne. Są tutaj plaże dla miłośników imprez i nocnego życia oraz takie dla osób lubiących czytać książki w hamaku. Luksusowe hotele zaspokajające oczekiwania bardzo wymagających klientów przeplatają się ze skromnymi domkami pozbawionymi cywilizacyjnych udogodnień. Odnajdą się tu turyści chcący aktywnie spędzić czas na surfowaniu czy nurkowaniu, a także ludzie szukający błogiego spokoju i ciszy, spragnieni obcowania z przyrodą. Warto zatem zrobić wcześniej rozeznanie, żeby wybrać plażę najbardziej odpowiadającą naszym wymaganiom.

 

Na południowo-zachodnim wybrzeżu można odwiedzić Galle. To założone na początku XVI stulecia przez Portugalczyków (w miejscu, gdzie istniał już port) i przebudowane później przez Holendrów miasto słynie z wąskich uliczek, kolonialnych willi, kilkusetletnich kościołów i fortu z XVII w. Jego centrum historyczne zostało wpisane w 1988 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO jako najlepszy przykład ufortyfikowanego ośrodka wzniesionego przez Europejczyków w Azji Południowej i Południowo-Wschodniej.

 

Niedaleko brzegów oceanu położony jest również Park Narodowy Yala, w którym można spotkać wiele gatunków zwierząt takich jak słonie, bawoły indyjskie (wodne), krokodyle błotne i różańcowe czy lamparty w ich naturalnym środowisku. To zresztą nie jedyne takie miejsce na wyspie. W celu obserwowania lokalnej fauny warto wybrać się też do parków narodowych Udawalawe lub Wilpattu.

 

Powierzchnia Sri Lanki wynosi tyle, ile mniej więcej jedna piąta terytorium Polski. Na tak niewielkim obszarze znajdują się wspaniałe góry, piękne plaże, ciekawe skarby kultury i architektury buddyjskiej, a także parki narodowe pełne egzotycznych roślin i zwierząt. Wszystko to sprawia, że po pierwszej wizycie na wyspie odwiedzający ją czują niedosyt, który skłania ich do planowania powrotu do tego niesamowitego zielonego zakątka świata.

 

Poczuć radość życia na Filipinach

kayaking_in_pangulasian.jpg

Wyspa Pangulasian – wycieczka kajakiem

©PHILIPPINE DEPARTMENT OF TOURISM/FOTOSEEKER.COM


MARTA DUCZMAN

MICHAŁ KĘPA

www.ducziwdrodze.pl


Pełna magii Republika Filipin leży w Azji Południowo-Wschodniej. Swoimi granicami obejmuje aż 7107 wysp. Niespełna połowa z nich ma własną nazwę, a zaledwie kilkaset jest zamieszkałych. Oblewają je wody Oceanu Spokojnego i mórz Sulu, Celebes, Południowochińskiego i Filipińskiego. 


ChocolateHills-3.jpg

Wzgórza Czekoladowe leżą na terenie gmin Carmen, Batuan i Sagbayan 

©PHILIPPINE DEPARTMENT OF TOURISM


Powierzchnia wszystkich lądów w Archipelagu Filipińskim wynosi ok. 300 tys. km2,czyli nieco mniej niż terytorium Polski. Wydzielono tu 3 główne obszary geograficzne: Luzon, Visayas (Visayan) i Mindanao. Największą wyspę stanowi Luzon, która ma niemal 110 tys. km² i 50 mln ludności. Populacja kraju liczy ponad 102 mln mieszkańców, co sprawia, że znajduje się on na 12. miejscu wśród najbardziej zaludnionych państw na świecie. 


Filipiny to kraina niezmiernie różnorodna pod względem geograficznym i kulturowym. Dostrzeżemy w niej wyraźne wpływy kolonizatorów. Przybyli tu w XVI w. Hiszpanie zaszczepili na wyspach chrześcijaństwo. Dziś ok. 80 proc. Filipińczyków jest katolikami.


Krótka historia

north_luzon_38_midres.jpg

Vigan to najlepiej zachowane hiszpańskie miasto kolonialne w Azji 

©PHILIPPINE DEPARTMENT OF TOURISM/FOTOSEEKER.COM/DAVID HETTICH, TOBIAS HAUSER


Ludzie zamieszkiwali Archipelag Filipiński prawdopodobnie już ponad 50 tys. lat temu. W późniejszym okresie docierali w te strony m.in. przybysze z Półwyspu Arabskiego, dzisiejszych Chin, Tajwanu i Indii. Europejczycy pojawili się na wyspach wraz z Ferdynandem Magellanem (1480–1521) w 1521 r. Portugalski żeglarz i odkrywca, służący Hiszpanom, przyłączył je wtedy do hiszpańskiego imperium. Kolonizację Filipin rozpoczął jednak tak naprawdę dopiero w 1565 r. Miguel López de Legazpi (ok. 1503–1572), który zbudował pierwszą osadę – Villa de San Miguel, przemianowaną potem na Cebu. Następnie w 1571 r. założył dzisiejszą Manilę, ówczesną stolicę Hiszpańskich Indii Wschodnich (aż do 1898 r.).


W 1896 r. Filipińczycy wzniecili powstanie narodowe i 12 czerwca 1898 r. ogłosili niepodległość. Radość z wolności nie trwała zbyt długo. W tym czasie rozgrywała się wojna amerykańsko-hiszpańska, trwająca od 25 kwietnia do 12 sierpnia 1898 r. Ponieważ Hiszpanie ponieśli w niej klęskę, na mocy traktatu paryskiego z 10 grudnia 1898 r. Filipiny włączono do terytoriów Stanów Zjednoczonych. 8 grudnia 1941 r., po ataku na amerykańską bazę Pearl Harbor na Hawajach, armia japońska dokonała udanej inwazji na archipelag. Po przegranej w bitwie o Midway w czerwcu 1942 r. Japończycy zaczęli jednak tracić powoli zagarnięte tereny. Ostatecznie 4 lipca 1946 r. Filipińczycy podpisali z Amerykanami traktat w Manili, w wyniku którego proklamowana została niepodległa Republika Filipin. Pierwszym jej prezydentem był Manuel Róxas (1892–1948).


Przyjaźni wyspiarze

Kadayawan_Festival_2.jpg

Trzeci tydzień sierpnia to czas Festiwalu Kadayawan w mieście Davao

©PHILIPPINE DEPARTMENT OF TOURISM


Filipiński (filipino) bazuje na języku tagalskim (tagalog). Oprócz tego istnieje tutaj mniej więcej 175 innych lokalnych języków i dialektów (w zależności od zasad klasyfikacji). W niektórych częściach Filipin wciąż usłyszymy ludzi mówiących po hiszpańsku. Angielski (drugi urzędowy język kraju obok filipińskiego) jest powszechnie używany w urzędach, szkołach i innych miejscach publicznych. Dlatego przed podróżą w te strony nie trzeba się obawiać problemów związanych z porozumiewaniem się z mieszkańcami.


Termin Filipino pierwotnie oznaczał „człowieka o hiszpańskim pochodzeniu urodzonego na Filipinach”. Żyjący obecnie na archipelagu naród stanowi potomków ludów austronezyjskich, Chińczyków, Hindusów, Hiszpanów, Japończyków, Amerykanów i Arabów. Wyspiarze charakteryzują się pogodnym usposobieniem, otwartością, życzliwością i serdecznością. Między sobą często używają zwrotów Madame i Sir. Podczas wizyty na Filipinach możemy zostać zaproszeni do gry w koszykówkę czy badmintona, a także do wspólnego biesiadowania. W wioskach i na mniejszych wyspach, szczególnie pod sklepikami zwanymi sari-sari, miejscowi chętnie częstują turystów lokalnym trunkiem tuba lub bahalina. To nic innego jak samogon, tyle że otrzymywany z palmy kokosowej. Ma on mętny brązowy kolor i bardzo charakterystyczny smak fermentującej rośliny. W niektórych regionach bywa podawany z pepsi. Takie wspólne popijanie tuby stanowi okazję do snucia opowieści o lokalnych zwyczajach i historii.


Nie sposób nie wspomnieć również o zamiłowaniu Filipińczyków do śpiewania i ich wstydliwości, która przejawia się tym, że kiedy nie potrafią odpowiedzieć na pytanie bądź czegoś nie wiedzą, spuszczają głowę, jakby udawali, iż rozmówca zniknął. Tę pierwszą cechę także nietrudno zauważyć. Wyspiarze, czy to młodzi, czy starzy, śpiewają niemal wszędzie. Czasem kiedy ekspedientka w dużym markecie usłyszy w głośnikach ulubiony utwór, przy obsługiwaniu klientów bez żadnego skrępowania wtóruje jego wykonawcy. Jeśli odmówimy wspólnego wykonania piosenki, tłumacząc się brakiem umiejętności, Filipińczycy prawdopodobnie odpowiedzą nam, że oni sami też nie wykazują szczególnych zdolności wokalnych. Jednak tym akurat się nie przejmują, bo zwyczajnie kochają śpiewać.


„Kani tayo!”


Kuchnia filipińska jest połączeniem wpływów orientalnych, europejskich (głównie hiszpańskich) i amerykańskich. Wspólne gotowanie i spożywanie posiłków ma dla mieszkańców tego kraju duże znaczenie. Dlatego w trakcie podróży po nim warto nauczyć się zwrotu Kani tayo!, czyli „Zjedzmy coś!”, funkcjonującego jako zaproszenie do stołu. Filipińczycy kochają życie i uwielbiają to celebrować podczas różnego rodzaju zjazdów i fiest. Do charakterystycznych dań lokalnej kuchni należy m.in. podawana na zimno przystawka z surowej ryby zwana kinilaw (kilawin). Świeże mięso np. z tuńczyka miesza się z octem, limonką, imbirem, chili, cebulą i czarnym pieprzem, a następnie pozostawia na kilka godzin w lodówce. Taki przysmak przyjemnie orzeźwia w gorące dni. Najważniejszą potrawą wszelkich uroczystości i świąt jest lechón – cała świnia pieczona nad rozgrzanymi węglami do uzyskania chrupiącej skórki. Poza tym mięsa lub owoce morza smaży się także w specjalnej marynacie adobo z czosnku, octu i sosu sojowego. Przygotowane w ten sposób kalmary są niezwykle smaczne. Popularnością cieszy się również pancit kanton, czyli smażony makaron jajeczny z krewetkami, wieprzowiną i niewielką ilością warzyw takich jak marchewka, kapusta i szczypior. Z kolei kare-kare stanowi rodzaj gulaszu o intensywnym orzechowym smaku.


Co ciekawe, sieci restauracyjne typu McDonald’s czy KFC do swojego menu na Filipinach wprowadzają dania kuchni lokalnej. Nawet w takim miejscu możemy więc dostać porcję ryżu do nóżki kurczaka, makaron ze słodkim sosem pomidorowym lub ciastko z mango. Za najpopularniejszy filipiński deser uchodzi natomiast halo-halo, na które składają się schłodzone owoce chlebowca, fasola, mleko, kostki galaretki i kruszony lód. Ten specjał podaje się w wysokiej szklance z łyżką.


Typowym elementem azjatyckiej gastronomii są stoiska z jedzeniem ulicznym. W tym kraju znajdziemy na nich smażone na głębokim oleju banany, słodkie ziemniaki, jelita kaczki, papryczki chili w cieście ryżowym i empanadas, czyli duże pierogi z ciasta kukurydzianego nadziewane kapustą, marchewką, chili i mięsem. Na koniec warto jeszcze wspomnieć o pewnej ciekawostce kulinarnej z Filipin – budzącym mieszane emocje wśród Europejczyków przysmaku balut.Jest togotowane jajko z 17-dniowym zarodkiem kaczki z wyraźnie wykształconym już dziobem. Przekąsce tej przypisuje się właściwości afrodyzjaku. Kosztuje ona 20 peso filipińskich (PHP) i kupimy ją prawie na każdym rogu.


Mango i fiesta t
en pyszny filipiński owoc wpisano do Księgi rekordów Guinnessa dwa razy. W 1995 r. odmiana manila mango została uznana za najsłodszą na świecie. Z kolei w 2009 r. w mieście portowym Cagayan de Oro na wyspie Mindanao podczas lokalnej fiesty zaprezentowano okaz, który ważył aż 3,435 kg! Na Filipinach zbiera się rocznie ponad 800 tys. ton tych owoców (ok. 3,6 proc. światowej produkcji). Z uprawy mango słynie przede wszystkim Cebu. Podczas odwiedzin na niej można wybrać się na plantację i jeść je prosto z drzewa.


Wyspiarze kochają kolory. Świadczą o tym m.in. dość kiczowate malunki na jeepneyach czy barwne imprezy w poszczególnych dzielnicach (barangay, dawniej barrio). Aby poznać lokalny folklor, trzeba koniecznie wybrać się na taką potańcówkę połączoną z występami i kulinarną ucztą zakrapianą miejscowymi trunkami. Filipiny słyną też z różnokolorowych festiwali tanecznych i maskarad. Jedno z najpopularniejszych tego typu wydarzeń odbywa się w mieście Bacolod na wyspie Negros. Nosi wiele mówiącą nazwę MassKara. Ta zabawa to kilkudniowy uliczny spektakl, w którym główne role grają tańczący ludzie poubierani w eleganckie i pomysłowe kostiumy z odblaskowymi maskami.

W drodze


Do przemieszczania się po lądzie na długich i krótkich dystansach mamy na Filipinach do wyboru autobusy typu naszych PKS-ów w wersji klimatyzowanej i nieklimatyzowanej. Szybsze są wyposażone w klimatyzację minibusy, ale komfort jazdy jest w nich raczej pozorny. W rzeczywistości takim pojazdem, przeznaczonym dla 11 pasażerów, jedzie tyle osób, ile się zmieści, wraz z bagażami, np. 10-kilogramowym workiem ryżu lub żywym inwentarzem w postaci kurczaków w pudełku. Kolejny popularny środek transportu publicznego stanowią jeepneye, czyli stare przedłużane jeepy, które zostały na wyspach po Amerykanach. Na pace takiego samochodu terenowego po obu stronach znajdują się ławki dla podróżujących. Karoserię aut zdobią charakterystyczne różnobarwne malunki, często pojawiają się na nich postaci Matki Boskiej albo Jezusa. Ciekawie prezentuje się również trycykl. To motocykl z domontowanym z boku wózkiem. Choć wygląda na dwuosobowy i niejednokrotnie ciężko wsiąść do niego przeciętnemu Europejczykowi, przewozi czasem kilkoro Filipińczyków i ich bagaże. Trycyklem nazywa się też rower typu BMX z zamocowanym koszem na pasażerów i parasolem ogrodowym. Rzadko ma on normalny hamulec, przeważnie kierowca zwalnia za pomocą naciśnięcia klapkiem na oponę. Interesujące rozwiązanie stanowi także taksówka motocyklowa habel-habel. Można podróżować nią tylko z kierowcą lub w większym towarzystwie. 


Do pokonywania odległości między wyspami służą wolne, ale tanie promy, trochę droższe szybkie łodzie (fast boats) oraz tradycyjne filipińskie banki (banca). Te ostatnie wyglądają jak duże pająki wodne, ponieważ do ich wąskich kadłubów przyczepia się długie bambusowe stabilizatory, które zapobiegają wywróceniu się. Jeśli wybierzemy lokalne środki transportu, na pewno czeka nas wiele niesamowitych przeżyć.


Sport dla odważnych


Za nieodłączną część kultury filipińskiej uchodzą walki kogutów. Mimo iż są krwawe i brutalne, odbywają się całkowicie legalnie. To lokalna forma hazardu. Arena, na której walczą ptaki przypomina ring bokserski. Koguty dzieli się na trzy kategorie wiekowe: 0–9 miesięcy, 9–20 miesięcy i powyżej 20 miesięcy. Standardowy trening przed walką trwa 21 dni. Zaczyna się o godz. 3.00 rano przy silnym oświetleniu. Taki zabieg ma na celu oswoić ptaka ze światłem, które pada na niego na arenie. Kogut wykonuje różne ćwiczenia wzmacniające jego mięśnie, skrzydła i pazury. Po 7 dniach treningów w nagrodę właściciel podsuwa mu kurę. Dzięki kopulacji w koguciej krwi wzrasta poziom testosteronu. Poza tym wpływa ona też pozytywnie na rozwój muskulatury. W czasie ćwiczeń ptak dostaje suplementy diety, specjalne jedzenie oraz witaminy i antybiotyki, a także środki na rozbudowę masy mięśniowej. 


W dniu walki przed wejściem na arenę do lewej nogi koguta przywiązuje się ostrze. Z wieloletnich obserwacji wynika, że w 99 proc. przypadków pierwsze kopnięcie wykonuje on właśnie tą łapą. Za pomocą tej broni ptak zadaje śmiertelny cios swojemu rywalowi. Gdyby nie otrzymał takiego wyposażenia, starcie trwałoby znacznie dłużej. Walki kogutów są ważną częścią codziennego życia wyspiarzy, dlatego jeśli mamy mocne nerwy, powinniśmy choć raz obejrzeć tego rodzaju zawody.


Wyspa cudów


Większość turystów rozpoczyna swoją podróż po Filipinach od największej ich wyspy Luzon ze stolicą Manilą i znajdującymi się w niej dwoma międzynarodowymi lotniskami – Ninoy Aquino International Airport i Clark International Airport. W pobliżu miasta, w prowincji Batangas wznosi się czynny wulkan Taal (311 m n.p.m.). Ostatnio wybuchł w 1977 r., lecz od 1991 r. pozostaje wciąż aktywny i raz na jakiś czas daje o sobie znać lekkimi wstrząsami ziemi i bulgotaniem wydobywającym się z krateru. Wygląda jednak wyjątkowo malowniczo. Jego stożek wystaje nad spokojną taflę oblewającego go jeziora Taal. To widok zapierający dech w piersiach.


Na Luzon ujrzymy także uznawane za ósmy cud świata, liczące sobie ok. 2 tys. lat, przepiękne tarasowe pola ryżowe Kordylierów Filipińskich, położone w prowincji Ifugao. Leżą one na wysokości mniej więcej 1500 m n.p.m. W 1995 r. zostały wpisane na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.


W górskim regionie (Mountain Province) znajduje się też miasteczko Sagada. W tej urokliwej miejscowości o przyjemnym chłodnym klimacie zobaczymy słynne wiszące trumny. Najpopularniejsze miejsce do ich oglądania stanowią Echo Valley i jaskinia Lumiang Burial. Przyczepione do wapiennych skał skrzynie są pozostałością po dawnej formie pochówku sprzed 500 lat. Razem z przewodnikiem można udać się z Sagady na eksplorowanie okolicznych grot, atrakcyjnych ze względu na wąskie przejścia i podziemną rzekę. 


Na północno-zachodnim wybrzeżu Luzon, nad Morzem Południowochińskim, leży 50-tysięczne Vigan. To czarujące miasto z zachowaną XVI-wieczną zabudową. Jego historyczne centrum wzniesione przez hiszpańskich kolonizatorów również znalazło się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Wśród jego klimatycznych uliczek można poczuć się jak w Hiszpanii. Warto tu przejechać się dorożką, spróbować empanadas i pizzy pinakbet, odwiedzić garncarnię i tkalnię. Kinomanów zaciekawi na pewno fakt, że w tym miejscu kręcono film Urodzony 4 lipca (1989 r.) z Tomem Cruise’em w roli głównej.


Podziemna rzeka


Najdalej wysuniętą na północ częścią archipelagu są wyspy Batanes położone w bliskim sąsiedztwie Tajwanu. Ten region uchodzi za nie lada gratkę dla miłośników historii II wojny światowej, ponieważ znajdowała się w nim amerykańska baza wojskowa. Do dziś zachowała się m.in. radiostacja, a także japoński tunel. Poza tym rejon charakteryzuje się chłodniejszym klimatem i soczyście zielonym krajobrazem z klifowym wybrzeżem. 


Z Manili dolecimy np. do Puerto Princesa na niezmiernie długiej wyspie Palawan, leżącej na południowym zachodzie. Słynie ona z obszaru wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO i jednego z 7 Nowych Cudów Natury, czyli Parku Narodowego Rzeki Podziemnej Puerto Princesa (bramę do niego stanowi wioska Sabang). Umieszczona w jego nazwie rzeka (Cabayugan) płynie przez 8,2 km pod ziemią, wpada bezpośrednio do Morza Południowochińskiego i podlega pływom. Jej okolicę porasta bujna roślinność. Odkryto tutaj ok. 800 gatunków flory. Oprócz tego jaskinie krasowe i ich sąsiedztwo zamieszkują liczne pajęczaki, ssaki, gady i ptaki. To znakomite miejsce dla miłośników biologii.


Na północny wschód od Sabang znajduje się cichy i leniwy nadmorski Port Barton. Przed budową drogi ekspresowej pozwalającej dostać się z Puerto Princesa do El Nido w kilka godzin w tym mieście przyjezdni zatrzymywali się na nocleg. Wówczas przeżywało ono okres największej popularności. Obecnie pozostaje trochę zapomniane. Port Barton spodoba się jednak osobom unikającym masowej turystyki i ceniącym sobie spokój. Rozciąga się w nim piękna piaszczysta plaża. Wybierzemy się też stąd na całodniowy rejs łodzią na pobliskie malutkie wyspy połączony z oglądaniem raf koralowych i ich mieszkańców, m.in. żółwi morskich. Podczas spaceru w głąb dżungli napotkamy lokalną ludność, ujrzymy liczne małpy i zażyjemy odświeżającej kąpieli w wodach wodospadu. Kolację najlepiej zjeść tu w jednej z garkuchni.

Z kolei wspomniane wcześniej El Nido to bardzo popularna miejscowość, położona na północnym końcu Palawanu. Słynie ona z dziewiczego archipelagu Bacuit. W jego okolicach spotkamy manty, delfiny, diugonie przybrzeżne i żółwie (szylkretowe, oliwkowe, skórzaste i zielone). Miłośnicy klifów i dziewiczych lagun na pewno będą zachwyceni tutejszymi krajobrazami.


Z El Nido drogą morską dostaniemy się na wyspę Coron. Właśnie w jej pobliżu spoczywa kilka wraków japońskiej floty zaopatrzeniowej z okresu II wojny światowej. Brak silnych prądów i specyficzne ukształtowanie terenu czynią nurkowanie z licencją OWD (Open Water Diver) wokół tych jednostek wyjątkowo łatwym.


Rekiny i czary


Zarówno z Manili, jak i z Puerto Princesa, można dotrzeć samolotem na wyspę Cebu, leżącą w sercu regionu Visayas. Miasto Cebu było pierwszą osadą założoną przez hiszpańskich kolonizatorów w kwietniu 1565 r. Znajdziemy w nim kaplicę ze słynnym Krzyżem Magellana (niedaleko Bazyliki Dzieciątka Jezus) i Muzeum Sugbo (Museo Sugbo). To wspaniałe miejsce do poznawania bogatej historii tego wyspiarskiego kraju.


Osoby lubiące nieco inne wrażenia powinny wybrać się w okolice Mango Square. Rejon ten znany jest z klubów nocnych, imprez w stylu house i klubów go-go. Na ulicach spotkamy dziewczyny lub transwestytów składających niedwuznaczne propozycje.


W położonym na południe od Cebu miasteczku Oslob można popływać z rekinami wielorybimi. Te niezwykłe ryby dożywają podobno nawet 70 lat. Ich skóra o grubości do 10 cm chroni je przed najgroźniejszymi drapieżnikami. Największy odnotowany okaz miał aż 12,65 m długości i ważył ok. 21,5 tony! Choć takie fakty brzmią nieco przerażająco, zwierzęta nie stanowią zagrożenia dla człowieka. Żywią się głównie planktonem. Spotkanie oko w oko z rekinem wielorybim z pewnością będzie przeżyciem zapadającym na długo w pamięć.


U południowych wybrzeży Cebu, pomiędzy wyspami Negros i Bohol znajduje się Siquijor. Wśród Filipińczyków cieszy się złą sławą i budzi grozę. Jeśli zaprosimy kogoś miejscowego na wspólne zwiedzanie tego niewielkiego lądu (ok. 337,5 km²), prawdopodobnie zdecydowanie nam odmówi. Podobno tę wyspę zamieszkują czarownice, szamani i stworzenia o nadprzyrodzonych zdolnościach takie jak abat czy łak-łak (wak-wak, aswang). Ten ostatni według lokalnych wierzeń zjada płody z wnętrzności ciężarnej kobiety. Mimo to urokliwa i zróżnicowana Siquijor jest coraz chętniej odwiedzana przez turystów. Jeśli wypożyczymy motocykl bądź trycykl, objedziemy ją w jeden dzień. Warto udać się tutaj do kilku wodospadów. Cambugahay mają 3 poziomy, a na każdym z nich można wykąpać się w orzeźwiającej wodzie. W Sanktuarium Motyli zapoznamy się ze stopniami rozwoju tych owadów i dowiemy się, jakie ich gatunki występują w tym regionie. Na uwagę zasługują też jaskinie i puste piaszczyste plaże. 


Czekoladowa kraina


Na samym środku pobliskiej wyspy Bohol, niedaleko miejscowości Carmen leżą słynne Wzgórza Czekoladowe, czyli co najmniej ok. 1270 kopców osiągających wysokość od 30 do 120 m. W porze suchej (od lutego do maja), kiedy wszystko wokół zamiera, przybierają brązowy kolor podobny do barwy czekolady.


Także w tej części Filipin znajdziemy rezerwat uroczych małych małpek – wyraków filipińskich. Po drodze do niego warto udać się na spływ rzeką Lobok, której okolica posłużyła za plener do filmu Czas Apokalipsy (1979 r.) Francisa Forda Coppoli. Ze względu na położenie w sercu dżungli zachwyca ona widokami.


Amatorom mocnych wrażeń przypadnie do gustu propozycja przejażdżki rowerem po linie rozwieszonej na wysokości 225 m w Chocolate Hills Adventure Park. W jej trakcie z siodełka można podziwiać niesamowitą panoramę ze Wzgórzami Czekoladowymi.


Na południowy wschód od Bohol leży Camiguin. Na tym lądzie o powierzchni niemal 238 km2, zamieszkanym przez 90 tys. ludzi, wznosi się aż 7 wulkanów. Erupcje i ruchy ziemi sprawiły, że ta spektakularna wyspa jest pełna cudów i bogactw naturalnych. Ogromne wrażenie robi zatopiony cmentarz (Sunken Cemetery), a jego historia opowiedziana przez mieszkańców dodaje mu jeszcze większego uroku. Na Camiguin odkryjemy również dwa potężne wodospady – Tuasan i Katibawasan. Bije od nich przyjemny chłód i życiodajna energia. Idealnym zakończeniem dnia będzie natomiast relaksująca kąpiel w gorących źródłach Ardent u stóp wulkanu Hibok-Hibok (1332 m n.p.m.).


Jak w raju


Z większą wyspą Panay sąsiaduje maleńka Boracay. Zajmuje ona ok. 10 km2 powierzchni i szczyci się najpiękniejszą białą plażą oblewaną turkusową wodą na całych Filipinach – White Beach. Jeżeli zapytamy Filipińczyków, dokąd warto wybrać się w ich ojczyźnie, jak jeden mąż odpowiedzą, że właśnie do tej rajskiej oazy. Ten niewielki skrawek lądu został w dużej mierze opanowany przez masową turystykę, lecz jest na tyle przestronny, że można na nim spędzić spokojnie urlop. Znakomitym pomysłem będzie też rejs dookoła Boracay połączony z przystankami na snorkeling, skakanie z klifu czy zwiedzanie grot i pływanie w nich. Do miejscowych atrakcji należą również nurkowanie, wind- i kitesurfing czy lot na paralotni, a nawet… kurs bycia syreną. 


Z kolei u północno-wschodnich wybrzeży Panay rozciągają się Wyspy Olbrzymów (Islas de Gigantes), podzielone na rejon północny (Gigantes Norte) i południowy (Gigantes Sur). Ten owiany legendami obszar kusi dziewiczymi piaszczystymi plażami, pysznymi świeżymi owocami i skalnym krajobrazem. Na archipelagu warto odwiedzić przestronne jaskinie (aż 73!) i zażyć kąpieli w ich krystalicznie czystych wodach, a także wejść na latarnię morską (North Gigantes Island Lighthouse). Przede wszystkim jednak trzeba koniecznie udać się na punkt widokowy, z którego rozpościera się wspaniała panorama okolicy.


Podwodne eldorado


Filipiny znajdują się w czołówce najlepszych regionów dla nurków na świecie. Eksploracja podwodnego królestwa w tej szerokości geograficznej dostarcza niezapomnianych wrażeń. Za największy skarb archipelagu uchodzi przede wszystkim wpisany w 1993 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO Park Naturalny Raf Tubbataha (Tubbataha Reefs Natural Park), założony na południowy wschód od Puerto Princesa (Palawan) na morzu Sulu. Zajmuje on 1300 km². Ochroną objęto tutaj dziewiczą rafę koralową z przepiękną 100-metrową ścianą, rozległymi lagunami i koralowymi wysepkami. Ten region jest udostępniony do zwiedzania tylko podczas kilkudniowego nurkowego safari, które – niestety – nie należy do najtańszych.


Kolejnym idealnym miejscem dla amatorów podwodnych przygód będzie rejon Parku Naturalnego Rafy Apo (Apo Reef Natural Park), zwanej też miniaturową Tubbatahą, rozciągający się u zachodnich wybrzeży Mindoro. To drugi co do wielkości ciągły system rafowy na świecie (ok. 34 km2). Podczas nurkowania można tu spotkać rekiny, ślimaki nagoskrzelne, ryby z rodziny rogatnicowatych, manty i barakudy.


Dużą popularnością cieszą się także Moalboal na Cebu i wyspa Pescador. Wśród pobliskich miękkich ścian koralowych aż roi się od egzotycznych stworzeń, w tym żółwi morskich. Nurkowie odwiedzają również Bohol i plażę Alona na Panglao, gdzie działa wiele lokalnych baz. Z tutejszymi instruktorami udamy się na wyspę Balicasag, wokół której wznoszą się pod wodą strome stoki z koralowców zamieszkane m.in. przez ryby z gatunku karanksów, plataksy długopłetwe (Platax teira), mniejsze ślimaki nagoskrzelne czy liczne błazenki. W okolicach brzegów rajskiej Pamilacan o poranku można spotkać stada delfinów radośnie skaczących nad powierzchnię morza w promieniach wschodzącego słońca.


Nad morzem i w górach


We wschodniej części Filipin oblewanej przez wody Morza Filipińskiego, w rejonie Mindanao leży Siargao (ok. 437 km²). Dzięki tworzącym się tutaj wysokim falom, wyspa zaskarbiła sobie względy surferów z całego świata. Miejsce, gdzie powstaje słynna „Cloud 9” („Chmura 9”) co roku we wrześniu gości międzynarodowe zawody surfingowe. Oprócz tego Siargao zachwyca pięknymi piaszczystymi plażami i kolorowymi rafami koralowymi.


Na Archipelagu Filipińskim nie powinni też się nudzić wielbiciele trekkingu. Najwyższy szczyt kraju stanowi góra Apo (2954 m n.p.m.) na Mindanao, położona koło miasta Davao. Wejście na nią zajmuje 3 dni i nie należy do łatwych ze względu na ukształtowanie terenu. Po drodze trzeba pokonać skaliste obszary, omszałe lasy, duże rzeki i bagna. Jednak zapierający dech w piersiach widok z wierzchołka wynagradza wszelkie trudy.


Na uwagę zasługuje również uważany za mistyczny Obelisk Kleopatry (Cleopatras’s Needle), druga najwyższa góra Palawanu (1593 m n.p.m.). Nazwa ta pochodzi od formacji skalnej znajdującej się na szczycie. Trekking trwa 3–4 dni, a wieńczy go podziwianie wspaniałej panoramy morza Sulu i miasta Puerto Princesa.


Filipiny są na tyle różnorodne, że można na nich stale podróżować do nowych regionów i odkrywać niezwykłe miejsca. Do poznania tego archipelagu szczególnie mocno zachęcają dwie rzeczy. Nadal nie ma tutaj zbyt wielu turystów, a Polacy nie potrzebują wizy, jeśli chcą zatrzymać się w kraju na okres do 30 dni. Wystarczy, że okażą ważny jeszcze co najmniej 6 miesięcy paszport, bilet powrotny i zadeklarują posiadanie środków na pokrycie kosztów pobytu. Warto więc wyruszyć na pełen atrakcji rajski Archipelag Filipiński, żeby odnaleźć na nim prawdziwą radość życia.