Rekordowa liczba 11 zespołów z całego kraju przystąpiła do rywalizacji w ramach IV Mistrzostw Polski w Potrawach i Kawiorze z Jesiotra 2018. Na gości i sympatyków smacznej kuchni w Hotelu Atut**** w Licheniu czekały popisy kulinarne na najwyższym poziomie oraz wykwintne dania z jesiotrem i kawiorem w rolach głównych. W tym roku nagroda główna powędrowała do Hotelu Restauracji Piano Lublin w składzie Piotr Huszcz oraz Radosław Kosiorek. Przystawka i danie główne w ich wykonaniu najbardziej zachwyciły jurorów.

Organizatorzy wyselekcjonowali aż 12 dwuosobowych zespołów spośród 24 zgłoszeń z całego kraju, z czego do rywalizacji przystąpiło 11 ekip. W konkursie swoje umiejętności zaprezentowali wybitni reprezentanci hoteli oraz restauracji, którzy mieli półtorej godziny na przygotowanie przystawki oraz dania z jesiotrem i kawiorem. W całodniowej rywalizacji wzięli udział: Air Port Hotel Okęcie Warszawa, Hampton by Hilton Lublin, Fabryka Wełny Pabianice, Hotel Grand Lubicz Uzdrowisko Ustka, Hotel Restauracja Piano Lublin, Hotel Słoneczny Młyn Bydgoszcz, Restauracja „Pod Jesiotrem” Zdziersk koło Łabiszyna, „Dworzysko” Szczawno – Zdrój, 1911 Cafe & Restaurant Sopot, Restauracja Roda Tokary, Rezydencja Gubałówka Kościelisko oraz Smaczna Dieta Gorzów Wielkopolski.

Już na etapie samych zgłoszeń mieliśmy bardzo twardy orzech do zgryzienia. Dlatego zdecydowaliśmy się rozszerzyć grono zakwalifikowanych zespołów i zaprosić do Hotelu Atut aż 12 drużyn. W porównaniu do ubiegłorocznej decyzji, wprowadziliśmy subtelną zmianę. Uczestnicy zamiast deseru, musieli przygotować pyszną przystawkę. Jesiotr dla każdego kucharza stanowi prawdziwe wyzwanie, dlatego poziom konkursu był bardzo wysoki – powiedział Adam Dmyterko, członek jury i szef kuchni restauracji Pergola w Kołobrzegu.

Jury, w skład którego weszli m.in. Jarzy Pasikowski, Tomasz Jakubiak i Adam Dmyterko, doceniło potrawę zaserwowaną przez reprezentantów Hotelu Restauracji Piano Lublin (przystawka: mus z jesiotra z ciastem filo, olejem estragonowym, kawiorem, remoulade z rzepaku, kolendra, szczaw;danie główne: jesiotr z patelni, ziołowa kruszonka, kolendrowy sernik z koziego sera z glazurowanym burakiem, sosem maślanym, selerem, ziemniakami i chrzanem. Na drugiej pozycji uplasowali się Tomasz Woźniak i Daniel Paś – Hotel Fabryka Wełny Pabianice (przystawka: wędzony jesiotr, kawior, rukiew wodna i rzodkiewka;danie główne: jesiotr, pęczak, puree por-cebula, brukiew z sosem nantua), a na trzeciej Łukasz Jędrzejewski oraz Krzysztof Topór-Jasica z Restauracji Gubałówka w Kościelisku (przystawka: jesiotr wędzony, kawior z jesiotra, foie gras, zielony ogórek, figa oraz found chef skorupiaki; danie główne: polędwica z jesiotra, puree z groszku, kaszanka, boczniak królewski oraz found chef skorupiaki).

Okolice Konina są znane z największych hodowli jesiotra w Polsce. Celem organizatorów mistrzostw jest ekspozycja pozytywnych skojarzeń związanych z królewską rybą, która ze względu na brak ości oraz wartości odżywcze w przeszłości królowała na dworskich stołach.

Jesiotr to bardzo wymagająca ryba, którą trzeba w umiejętny sposób przygotować. Można go łatwo zepsuć, wymaga odpowiedniej obróbki kulinarnej. To bardzo szlachetna ryba, której wartości odżywcze staramy się przybliżać poprzez organizację mistrzostw – dodał Jerzy Pasikowski, przewodniczący jury. Gościem specjalnym wydarzenia była najpiękniejsza kobieta polskiej kuchni Ewa Wachowicz. – Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, ponieważ degustacja zaserwowanych dań była prawdziwą rozkoszą dla podniebienia. Jesiotr to ryba, która zdecydowanie zasługuje na szczególne uznanie, a kucharze, którzy podjęli wyzwanie, to prawdziwa kulinarna elita. Wyłonienie zwycięzców nie było wcale łatwe – dodała Ewa Wachowicz, będąca przewodniczącą jury VIP, które także wyróżniło Hotel Restauracji Piano Lublin.

Podczas Weekendu Kulinarnego w Hotelu Atut**** nie zabrakło dodatkowych atrakcji dla przybyłych gości i uczestników. Wydarzenie wpisuje się w Program Operacyjny „Rybactwo i Morze” na lata 2014-2020 (PO RYBY 2014-2020), który rozwija polskie rybactwo. Mistrza kraju w potrawach i kawiorze z jesiotra wyłoniono podczas uroczystej, wieczornej gali. Impreza po raz pierwszy otrzymała nominację do Kulinarnego Pucharu Polski.

 

 

Najlepsze miejsca na długi weekend na przełomie maja i czerwca

Na przełomie maja i czerwca czeka na nas kolejny długi weekend – Boże Ciało w tym roku wypada 31 maja. Jeden dzień wolnego pozwoli na cztery dni wypoczynku.

Czytaj Więcej >>

Najlepsze pomysły na wyjazd rodzinny z okazji Dnia Dziecka

Wkrótce Międzynarodowy Dzień Dziecka. Wielu rodziców zastanawia się, w jaki sposób spędzić ten szczególny dzień ze swoimi pociechami, aby przyniósł jak najwięcej radości i pozostawił przyjemne wspomnienia. Możliwości na uczczenie tego święta jest naprawdę wiele. 

Czytaj Więcej >>

Najciekawsze pomysły na Majówkę

Już w marcu zaczynamy zastanawiać się, jak, a przede wszystkim, gdzie spędzimy Majówkę. W tym roku 1 maja wypada we wtorek, dodając do tego dwa weekendy plus 3 dni urlopu – szykuje się aż niemal 10 dni wypoczynku!  Czytaj więcej >

Najlepsze wiosenne wyjazdy typu city break

City break to alternatywna opcja dla tych wszystkich, którzy nie mają czasu wybrać się na dłuższy wypoczynek. Obejmuje ona wyjazdy weekendowe do najciekawszych miejsc w Europie. Krótkoterminowa wycieczka pozwala na wypoczynek oraz zapoznanie się z kulturą i kuchnią danego regionu.  Czytaj więcej >

Artykuły wybrane losowo

DOMINIKANA TO STAN UMYSŁU

MARCIN WESOŁY

 

 FOT. DOMINICAN REPUBLIC MINISTRY OF TOURISM

<< Raj to poniekąd rzecz względna – również w Republice Dominikańskiej. W tym malowniczym zakątku świata może być bajkowo tylko gdzieniegdzie – ale za to jak bardzo! Niebiańskie Karaiby to bardziej stan umysłu. Gdy człowiek napatrzy się na zjawiskowe pejzaże, posiedzi w cieniu palmy nad brzegiem lazurowej wody, zakosztuje tropikalnych specjałów, popije koktajli na bazie rumu, odwzajemni serdeczne uśmiechy Dominikańczyków, to zechce tutaj wracać jak najczęściej… Wizyta w tym karaibskim kraju pozostawia w duszy ślad na całe życie! >>

 

Republika Dominikańska, położona na wyspie La Española (znanej w Polsce jako Haiti) na Morzu Karaibskim, to popularny kierunek podróży szczególnie wśród tych turystów, którzy raz w roku (zimą) uciekają przed niesprzyjającą pogodą we własnym kraju. Językiem urzędowym jest hiszpański i mimo iż jego tutejsza odmiana nieco różni się od wersji z Półwyspu Iberyjskiego, nie stanowi to przeszkody w komunikacji (oczywiście, dla znających go osób). Poza tym sami Dominikańczycy są niezmiernie otwarci i towarzyscy, więc naprawdę trudno się z nimi nie dogadać.

Więcej…

Zniewalająca Indonezja

MAGDALENA BARTCZAK

 

<< Indonezja jest fascynującym miejscem utkanym z wielu różnych kultur, cudów przyrody, zapachów, smaków i kolorów. Niektóre jej wyspy są tak duże bądź odmienne od pozostałych, że mogłyby stanowić odrębne państwa. Nie bez powodu mówi się, że ten kraj przypomina osobny kontynent – magiczny i hipnotyzujący podróżników swoją urodą. >>

Gdybym miała powiedzieć, co wywarło na mnie najmocniejsze pierwsze wrażenie podczas podróży do Indonezji, to wymieniłabym uderzenie wilgotnego, tropikalnego powietrza po wyjściu z lotniska uważanego za jeden z największych i najbardziej zatłoczonych portów lotniczych w Azji (Soekarno-Hatta), położonego w obszarze metropolitalnym Dżakarty (Jabodetabek), albo niezwykły widok na ten ogrom wysp z góry, który podziwiałam, gdy samolot zaczął zbliżać się do lądowania. Terytorium państwa, złożonego z tysiąca zielonych punktów na niebieskim tle, nie sposób było objąć wzrokiem. Ten kraj zajmuje obszar 1,9 mln km². Składa się na niego ponad 17,5 tys. wysp, zamieszkanych przez blisko 270 mln ludzi. Jeśli przyjrzymy się mapie, przekonamy się, że Indonezja rozciąga się na niemal całą szerokość Azji Południowo-Wschodniej (ponad 5,1 tys. km) i zdaje się w tajemniczy sposób łączyć dwa oceany: Indyjski i Spokojny. Ta rozciągłość przekłada się m.in. na różnice w pogodzie, o których warto pamiętać przy planowaniu podróży. W zależności od konkretnej wyspy różnie wypada tu pora sucha i deszczowa. Cały kraj cechuje jednak typowy klimat równikowy, odznaczający się dużą wilgotnością powietrza i wysokimi temperaturami przez okrągły rok.

 

Balijczycy praktykują zwyczaj przygotowywania darów dla bogów każdego dnia

© Wonderful Indonesia

 

Ze względu na tak ogromną powierzchnię Indonezja jest także bardzo różnorodna. Znajdziemy tutaj wysokie góry i wulkany, zielone doliny, gęste lasy deszczowe, malownicze wodospady i jeziora oraz spektakularne plaże – jednym słowem wszystko, o czym może marzyć podróżnik. To największe wyspiarskie państwo świata stanowi też wielobarwny i fascynujący tygiel kulturowy. Żyje w nim powyżej 300 grup etnicznych, mówiących w ponad 720 językach (tym oficjalnym jest indonezyjski, powstały na bazie malajskiego). Indonezyjczycy są dumni ze swoich lokalnych tradycji i obrzędów, a ich kulturowe zróżnicowanie najlepiej oddaje narodowe motto, widniejące na godle: Bhinneka Tunggal Ika, czyli „Jedność w różnorodności”. Każda wyspa wydaje się tu osobnym światem, pełnym odrębnych wierzeń oraz sobie właściwych kulturowych i przyrodniczych skarbów. To sprawia, że można ten kraj odkrywać bez końca.

 

Buddyjski kompleks świątynny Borobudur na Jawie

© Wonderful Indonesia

 

WIELKI DURIAN

Naszą podróż zacznijmy od Jawy. Jest ona najbardziej zaludnioną wyspą świata. Zamieszkuje ją ok. 145 mln ludzi, czyli ponad połowa populacji Indonezji. Na zachodnio-północnym wybrzeżu Jawy leży stolica kraju, Dżakarta, nazywana Wielkim Durianem (na terenie jej obszaru metropolitalnego – Jabodetabek – żyje ponad 32 mln osób). Mówi się, że budzi równie skrajne emocje jak ów tropikalny owoc obdarzony specyficznym zapachem, uznawany tutaj za narodowy. Można ją kochać lub jej nienawidzić. Metropolia ta funkcjonuje na prawach prowincji i składa się z pięciu miast (zwanych kota): Dżakarty Północnej, Południowej, Wschodniej, Centralnej i Zachodniej – szczególnie dwie ostatnie są chętnie odwiedzane przez turystów.

W centralnej części stolicy warto zajrzeć na plac Merdeka i do pobliskiego Meczetu Niepodległości (Masjid Istiqlal), udostępnionego wiernym w 1978 r., uchodzącego za największy w Azji Południowo-Wschodniej. Zbudowano go tuż obok strzelistej, neogotyckiej Katedry (Gereja Katedral Jakarta), pochodzącej z przełomu XIX i XX w. Ta koegzystencja islamskiej i katolickiej świątyni jest charakterystyczna dla tego wielokulturowego państwa, które stara się, żeby wyznawcy różnych dominujących w nim religii mogli normalnie żyć obok siebie, co się zazwyczaj udaje. Indonezja to dość konserwatywny kraj, ale otwarty na różnice. Choć większość populacji (ponad 87 proc.) stanowią tu muzułmanie, konstytucja gwarantuje prawo do wolności wyznania. Za oficjalne religie uznaje się islam, buddyzm, hinduizm, konfucjanizm, protestantyzm i katolicyzm. Ta wieloreligijność wpisana w multikulturowy pejzaż kraju wpływa na atmosferę Dżakarty, której architektura łączy w sobie inspiracje pochodzące z różnych, często odległych porządków. Obok tradycyjnych świątyń reprezentujących rozmaite religie trafimy w niej na drapacze chmur, nowoczesne centra handlowe i ślady kultur Starego Kontynentu. Najsilniej odcisnęły się wpływy holenderskie – Indonezja od początku XVII w. była stopniowo podbijana przez niderlandzką Republikę Zjednoczonych Prowincji i znajdowała się pod zwierzchnictwem Holendrów aż do wybuchu II wojny światowej. W latach 1942–1945 okupowała ją Japonia, a po wojnie kraj zaczął wyzwalać się spod obcych wpływów i w 1949 r. ogłosił niepodległość. W Dżakarcie, niegdyś głównym ośrodku Holenderskich Indii Wschodnich zwanym Batawią, ślady kolonialnej przeszłości są dziś najbardziej widoczne w starej dzielnicy Kota Tua. Rozciąga się ona wokół placu Fatahillaha (Taman Fatahillah), stanowiącego serce stolicy kolonii Holendrów. Znajduje się tutaj m.in. Ratusz (Stadhuis) z 1710 r. (obecnie Muzeum Historii Dżakarty), słynna XIX-wieczna Café Batavia i uliczki pełne zabudowy inspirowanej stylem holenderskiej architektury miejskiej.

 

UROK WIELOKULTUROWOŚCI

Choć indonezyjska stolica skrywa wiele ciekawych miejsc, to jako zatłoczona i słynąca z męczących korków metropolia rzadko zatrzymuje przyjezdnych na dłużej. Podróżnicy zwykle uciekają z niej w inne zakątki kraju, np. do położonej ok. 520 km na południowy wschód stąd Yogyakarty (Jogyakarty), uważanej za kulturalną stolicę Jawy i całej Indonezji. Nazywana pieszczotliwie Yogya, jest bardziej urokliwą i zadbaną siostrą Dżakarty, usytuowaną u stóp wulkanu Merapi (Góry Ognia – ok. 2920 m n.p.m.). To miasto pełne sztuki ulicznej, barwnych targów, muzeów, kawiarni i intelektualnej energii – słynie z dużej liczby uczelni i stanowi siedzibę jednego z czołowych indonezyjskich uniwersytetów (Universitas Gadjah Mada). Po Yogyakarcie można spacerować godzinami, podziwiając m.in. lokalne wyroby z batiku, czyli barwnie zdobionej tkaniny, z której słynie Indonezja. Trafimy na nie choćby przy głównej ulicy handlowej – gwarnej, nieco chaotycznej i wypełnionej sklepikami Jalan Malioboro.

W mieście warto też wybrać się na tradycyjne przedstawienie marionetek (wayang golek) – spektakl klasycznej sztuki lalkarskiej pochodzącej z zachodniej Jawy. Smukłe lalki z drewna odgrywają podczas takiego widowiska swój teatr. Jednym z jego stałych elementów jest muzyka wykonywana przez zespół gamelan. Lalkarzom akompaniują muzycy grający m.in. na gongach, bębnach (membranofonach), saronie (metalofonie z siedmioma płytkami z brązu) i sulingu (długim, bambusowym flecie). Na koncert gamelanu można wybrać się np. do pałacu Kraton (Keraton), kompleksu wybudowanego za czasów panowania sułtana Hamengkubuwono I (przypadających na lata 1755–1792) – fundatora dynastii do dziś sprawującej władzę w sułtanacie Yogyakarta. Inne warte wizyty miejsce stanowi Pałac Wodny Taman Sari, dawna posiadłość wypoczynkowa władców, na której terenie znajduje się m.in. podziemny meczet (Sumur Gumuling). Koniecznie należy również zajrzeć na jeden z lokalnych targów, choćby wielki Pasar Beringharjo, gdzie czekają liczne stoiska z egzotycznymi przyprawami i owocami morza oraz półki uginające się od wyrobów z batiku i innych lokalnych tkanin, bambusa czy popularnego w Indonezji rattanu.

Kolejnym powodem, dla którego podróżnicy ściągają do Yogyakarty, jest fakt, że służy ona za świetną bazę wypadową do odwiedzenia dwóch najsłynniejszych świątyń w kraju, wpisanych w 1991 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Pierwsza z nich to Borobudur – jedna z największych buddyjskich budowli sakralnych na świecie, wzniesiona ok. VIII–IX w. na niewielkim wzgórzu. Na jej usytuowanych schodkowo tarasach można podziwiać 2672 reliefy i 504 posągi Buddy. Ok. 50 km na południowy wschód stąd leży największy kompleks świątyń hinduistycznych w Indonezji. Zabudowania Prambanan postawiono mniej więcej w podobnym czasie (w połowie IX stulecia), co jej buddyjską „sąsiadkę”. Poświęcono je trzem aspektom boga: Brahmie, Wisznu i Śiwie. Oba obiekty były przez lata opuszczone – na nowo odkryli je w XIX w. Brytyjczycy. Dziś stanowią jeden z największych skarbów kulturowych Indonezji i należą do najważniejszych symboli jej różnorodności religijnej.

 

WŚRÓD SMOKÓW I DUCHÓW

Ten azjatycki kraj leży w strefie tzw. Pacyficznego Pierścienia Ognia, obszaru charakteryzującego się dużą aktywnością sejsmiczną i wulkaniczną. Na jego wyspach znajduje się mniej więcej 400 wulkanów, z czego 127 pozostaje czynnych. Jednym z najpopularniejszych wśród turystów jest jawajski Bromo (2329 m n.p.m.), z którego rozciąga się spektakularny widok na okolicę, m.in. Park Narodowy Bromo Tengger Semeru. Z kolei najwyższy (i przy tym aktywny) wulkan Indonezji to Kerinci (3805 m n.p.m.) z Sumatry, drugiej po Jawie najbardziej zaludnionej wyspy Indonezji (z ponad 50 mln mieszkańców). Cieszy się on dużą popularnością szczególnie wśród osób uprawiających trekking. Leży na terenie Parku Narodowego Kerinci Seblat, jednego z 12 sumatrzańskich parków narodowych. Sumatrę chętnie odwiedzają amatorzy wypraw trekkingowych i miłośnicy dzikiej przyrody. Położona na równiku, skąpana w soczystej zieleni, przyciąga masywnymi, pokrytymi lasami deszczowymi łańcuchami górskimi, stromym, wulkanicznym wybrzeżem, które wygląda niczym wyjęte z baśni, malowniczymi polami ryżowymi i rozległymi plantacjami rozmaitych owoców tropikalnych. Na wyspie występują też niesamowite zwierzęta – choćby wolno żyjące orangutany, które spotkamy w Parku Narodowym Gunung Leuser, jednym z największych indonezyjskich rezerwatów przyrody (o powierzchni ok. 8 tys. km²). W 1973 r. został tu założony ośrodek rehabilitacji (w wiosce Bukit Lawang), gdzie te ginące zwierzęta mogą liczyć na ochronę i opiekę medyczną. W parku mieszkają także przedstawiciele wielu innych zagrożonych gatunków, m.in. nosorożce, tygrysy i słonie sumatrzańskie.

Wymienione stworzenia to tylko niewielka część egzotycznej fauny żyjącej w tym kraju. Prawdziwym jego skarbem są warany, będące obecnie największymi jaszczurkami na ziemi: dorosłe osobniki osiągają nawet 3 m długości i ważą ponad 70 kg. Te potężne gady, nazywane Smokami Indonezji, żyją w Parku Narodowym Komodo, który w 1991 r. został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO ze względu na wielkie bogactwo świata roślin i zwierząt. Poza waranami żyją tutaj również m.in. konie, woły, dziki, małpy (makaki krabożerne), łaskuny palmowe, jelenie (sambary sundajskie) i różne gatunki ptaków. W granicach parku leży kilkadziesiąt niewielkich wysepek oraz trzy większe wyspy: Rinca, Padar i właśnie Komodo.

Podczas podróży w te rejony warto zajrzeć też na Flores, wciąż jeszcze w wielu miejscach dziewiczą i nieodkrytą przez turystów. Zachwyca ona swoją przyrodniczą różnorodnością. Na wyspie są rajskie plaże, zielone i górzyste tereny z gorącymi źródłami i wodospadami oraz osiągający wysokość 1639 m n.p.m. wulkan Kelimutu. W jego kraterze znajdują się trzy jeziora zmieniające barwę – bywają błękitne, granatowe, zielone, czarne, a nawet białe i czerwone. Jak mówi lokalna legenda, na ich dnie mieszkają duchy i to właśnie od ich humoru zależy, jaki kolor przyjmie woda. Flores, podobnie jak cała Indonezja, wierzy głęboko w magię, którą wszystko jest tu podszyte i chętnie tłumaczone. Magia leczy i uzdrawia bądź przeciwnie – sprowadza na kogoś zły urok. Tylko od nas zależy, czy także w te legendy uwierzymy, ale z jednego musimy zdawać sobie sprawę: jeśli poddamy się mistycznej atmosferze indonezyjskich wysp, nie będzie to wcale takie trudne.

 

Warany, największe obecnie żyjące jaszczurki na świecie, zamieszkują Park Narodowy Komodo

© Wonderful Indonesia

 

NA WYSPIE BOGÓW

Paul Theroux, należący do najwybitniejszych pisarzy podróżników XX w., jedną ze swoich wypraw odbył kajakiem. Przepłynął nim część Pacyfiku od wybrzeży Nowej Zelandii po Hawaje. W literackim dzienniku z tej niezwykłej włóczęgi (pt. Szczęśliwe wyspy Oceanii. Wiosłując przez Pacyfik) tak opisał swoje przemyślenia na temat odwiedzanych lądów: Elementem wspólnym nie jest pejzaż wysp ani ich położenie na mapie świata, lecz sam charakter miejsca otoczonego przez wodę, żywioł sam w sobie magiczny i będący czynnikiem przemiany. Wyspa ma szczególną moc panowania nad swoimi mieszkańcami – czy to rodzimymi, czy to rozbitkami, czy też domniemanymi kolonistami – i chyba dlatego wyspy są tak pełne mitów i legend. Ten fragment doskonale oddaje specyfikę jednej z najbardziej niezwykłych wysp Indonezji – pełnej magii i uroku, od lat przyciągającej podróżnych tajemniczą siłą Bali. Popularnym kierunkiem turystycznym stała się ona już w latach 20. XX w. Wtedy odkryła ją europejska i amerykańska bohema. Wakacje spędzali tu m.in. aktor Charlie Chaplin czy pisarz H.G. Wells.

Ten uwielbiany przez turystów zakątek Indonezji jest pod wieloma względami wyjątkowy, m.in. z powodu swojej historii. W czasach kolonialnego podboju wyspa długo zachowywała niezależność od Holendrów, którzy zaczęli ją sobie podporządkowywać dopiero od lat 40. XIX stulecia. Bali stanowi także dziś kroplę hinduizmu w morzu dominującego w kraju islamu. Hinduistami jest aż ok. 83 proc. z jej 4,5 mln mieszkańców. Hinduizm balijski to w istocie mieszanka hinduizmu z elementami buddyzmu i lokalnych wierzeń animistycznych. Religijność wyspiarzy widać na każdym kroku. Balijczycy zaczynają dzień od złożenia ofiary i tak również go kończą. Pragną nią przejednać złe demony i podziękować dobrym bogom. W tym celu przygotowują specjalne podarki, które umieszczają w koszach wiszących nad skrzyżowaniami ulic, przed wejściami do supermarketów czy sklepów, szpitali, szkół i urzędów. Jednym z popularnych rytuałów jest też piłowanie zębów – ostre uzębienie uchodzi tutaj za symbol złych duchów. Zgodnie z tradycją Balijczykom już we wczesnej młodości skraca się sześć przednich zębów (górne siekacze i kły). W ten sposób wypędza się z człowieka demony i otacza się go ochroną.

Ta niemal namacalna wiara w magię i wyższe siły kierujące ludzkim życiem jest na Bali wszechobecna, stanowi naturalny element codziennego życia mieszkańców. Przyjazne i złośliwe duchy wnikają w tkankę balijskich wiosek i miasteczek, snują się nad licznymi polami ryżowymi i wypełniają lasy deszczowe. Słusznie określa się więc Bali mianem Wyspy Bogów. Niemal wszędzie spotkamy na niej malownicze świątynie, będące jej prawdziwą wizytówką. Na stosunkowo niedużym terenie (ok. 5,7 tys. km²) znajduje się tu ich ponad 20 tys. Co znamienne, w każdej, nawet najmniejszej osadzie można natknąć się na kapliczki i inne miejsca kultu. Do jednej z najbardziej charakterystycznych, tłumnie odwiedzanych świątyń Bali należy Pura Ulun Danu Bratan (Pura Bratan), spektakularnie położona nad jeziorem Bratan, na północny wyspy. Ważnym tutejszym ośrodkiem religijnym jest także leżąca ok. 22 km w linii prostej na południowy wschód stąd Świątynia Świętej Wody – Pura Tirta Empul. Wzniesiono ją w X w. w miejscu bijącego źródła, które ma ponoć magiczną i uzdrawiającą moc: podobno ten, kto się w nim zanurzy, nigdy się nie zestarzeje. Za najważniejszy i największy ośrodek kultu na Bali uważa się Pura Besakih. To imponujący kompleks kilkudziesięciu świątyń zbudowanych na zboczach wulkanu Agung (3031 m n.p.m.). Często odbywają się tu ważne ceremonie i docierają liczne pielgrzymki hinduistów ubranych w kolorowe sarongi bądź tradycyjne balijskie śnieżnobiałe stroje.

 

BALIJSKIE SKARBY

Wzdłuż wybrzeża Bali, zwłaszcza na wschodzie i południu, leżą kurorty, mniejsze osady i miasteczka. Stolicą wyspy jest 900-tysięczny Denpasar, do którego ze względu na znajdujący się w tym rejonie port i międzynarodowe lotnisko zwykle najpierw docierają podróżni. Jeśli ktoś lubi życie nocne, powinien stąd wyskoczyć na południe – do pełnej backpackerów i innych turystów imprezowej Kuty. Kto woli zatrzymać się w nieco spokojniejszym miejscu, niech postawi na miasto Ubud, położone w otoczeniu pól ryżowych. Mimo popularności wśród przyjezdnych nie straciło ono swojego czaru i jest jednym z najbardziej urokliwych zakątków w całej Indonezji. Ze względu na położenie wydaje się świetną bazą wypadową dla tych, którzy chcą wypożyczyć samochód lub skuter i zjechać na własną rękę pobliskie plaże, ukryte w lesie tropikalnym wioski czy plantacje owoców i kawy.

Miasto stanowi też artystyczne i duchowe serce Bali. Ubud wypełniają świątynie, eleganckie sklepy, kawiarnie, muzea oraz galerie z pracami lokalnych twórców. Przy wąskich uliczkach stoją budynki w tradycyjnym balijskim stylu. Miejscowe domostwa okolone są najczęściej murem (który ma strzec mieszkańców przed złymi duchami) i konstruowane wedle ściśle określonych zasad. Od frontu znajduje się pawilon do przyjmowania gości, a w środku – obszerny dziedziniec z właściwym budynkiem mieszkalnym, ozdobioną ornamentami świątynią i otaczającymi ją posągami. Tym, co w Ubud zwraca uwagę, jest również tradycyjny styl hoteli czy bungalowów. Swoim charakterem świetnie współgrają one z krajobrazem – nie spotkamy tu wysokich, szklanych wieżowców i apartamentowców, które dominowałyby w okolicy. Jeden z doskonałych przykładów miejscowej idealnie dopasowanej do otoczenia architektury stanowi stojący w sercu miasta Puri Saren Agung, kompleks z pałacem wzniesiony na początku XIX w., a następnie odbudowany w 1917 r. po trzęsieniu ziemi. Warto odwiedzić go zwłaszcza po zachodzie słońca, gdy odbywają się pokazy tradycyjnego tańca balijskiego, uważanego na wyspie za najważniejszy rodzaj sztuki. Służy on rozrywce, ale – jak niemal wszystko tutaj – ma także znaczenie religijne. Jest jednym ze sposobów na zbliżenie się człowieka do bóstw i opowiedzenie śmiertelnikom ich historii.

 

SMAKI TROPIKALNEGO RAJU

Inna specjalność najpopularniejszej wyspy Indonezji to masaż balijski, opierający się na technikach zaczerpniętych z medycyny chińskiej, akupresury, aromaterapii, refleksologii i ajurwedy. Ze względu na swoją skuteczność i relaksacyjne działanie stał się znany na całym świecie, również w Polsce, jednak na Bali zdaje się mieć wyjątkową moc. Najlepiej skusić się na niego na którejś z licznych plaż, gdzie dzięki szumowi morza i zapachowi orientalnych olejków rzeczywiście można się odprężyć.

Kolejną wielką atrakcję stanowią tu właśnie plaże, na południu szersze i jaśniejsze, na północy wulkaniczne i ciemniejsze. Przyciągają wszystkich przyjezdnych: zarówno tych, którzy chcą po prostu poleżeć i wypocząć, jak i osoby szukające okazji do uprawiania sportu. Dla wielu miłośników nurkowania ulubioną częścią wyspy jest północne i przede wszystkim wschodnie wybrzeże, w pobliżu którego można znaleźć mieniące się kolorami rafy koralowe i liczne wraki oraz spotkać przedstawicieli bogatej fauny. Amatorzy surfingu najchętniej wybierają się na południe – m.in. na plaże w okolicach Kuty oraz miejscowości Seminyak i Canggu. Z kolei moim absolutnym odkryciem była srebrzysta plaża Nyang-Nyang na samym południowym krańcu Bali, rozciągająca się na długości ok. 1,5 km. Aby się na nią dostać, należy odbyć kilkugodzinny trekking z Pecatu lub świątyni Uluwatu (Pura Luhur Uluwatu). Ten utrudniony dostęp sprawia, że wydaje się ona jedną z bardziej dziewiczych i naturalnych plaż w tej części wybrzeża. Jeśli zaś trafimy na wschód wyspy, warto zajrzeć na plaże w pobliżu miejscowości Amed. Są długie i szerokie, w niektórych mniej uczęszczanych miejscach niemal śnieżnobiałe, w tych bardziej popularnych – wypełnione restauracjami, kawiarniami i warungami, czyli barami lub po prostu budkami z pysznymi lokalnymi specjałami i świeżo wyciskanymi sokami.

Jeśli już wspominamy o jedzeniu, należy zdawać sobie sprawę, że kuchnia Indonezji, zrodzona z inspiracji m.in. smakami Indii, Chin i Bliskiego Wschodu, jest równie różnorodna i bogata we wpływy rozmaitych kultur jak sam kraj. Wydaje się zatem kolejnym tematem na osobną opowieść. Typowe indonezyjskie produkty to przede wszystkim ryż, uprawiany na licznych plantacjach, a także tropikalne owoce, które zwykle trudno spotkać w innych częściach globu, takie jak choćby rambutan. Ma on wielkość śliwki, a jego – zależnie od odmiany – purpurową, czerwoną lub pomarańczową skórkę pokrywają włoski (stąd zresztą pochodzi jego nazwa, rambut w języku malezyjskim oznacza „włosy”). Osobliwym owocem jest też salak jadalny (oszpilna jadalna), uprawiany głównie na Jawie i Sumatrze. Kształtem przypomina czosnek, ale z twardą, kłującą skórką przywodzącą na myśl łuski. Bardzo pożywny salak jadalny świetnie gasi pragnienie, a sami Indonezyjczycy uważają go za środek wzmacniający odporność. Kluczowym elementem tutejszej sztuki kulinarnej są jednak przyprawy. W Indonezji dania doprawia się przede wszystkim goździkami, kardamonem, kurkumą, galangalem, trawą cytrynową, czosnkiem, pastami z krewetek i orzechów ziemnych oraz papryczkami chili. Największym królem dodatków decydujących o charakterze potraw jest mleczko kokosowe – w żadnym innym kraju na świecie nie używa się go tyle co tu.

Do tradycyjnych dań indonezyjskiej kuchni należą nasi goreng – smażony ryż z rozmaitymi przyprawami, słodkim sosem sojowym i mięsem lub warzywami, satay (sate) – kawałki lub plastry mięsa (najczęściej kurczaka bądź jagnięciny) grillowane na patyczku bambusowym i podawane z sosem orzechowym, jak również nasi padang – ryż serwowany z mięsem, rybą albo warzywami, polany mleczkiem kokosowym z curry, limonką, czosnkiem i masą ziół. Te trzy potrawy pachnące dalekim Orientem spotkamy w Indonezji wszędzie, ale wiele pozycji z menu Indonezyjczyków przyrządza się tylko na konkretnej wyspie czy w danym regionie. Typowe tradycyjne dania zjemy na Jawie. Najbardziej pikantne podaje się w warungach i restauracjach Sumatry. Z wysublimowanych i najpiękniej serwowanych potraw słynie Bali i pobliska wyspa Lombok (jej nazwa w tłumaczeniu na polski oznacza swoją drogą paprykę chili).

Właśnie ta ostatnia, spokojniejsza i słabiej rozpoznawalna niż jej popularna sąsiadka, będzie ostatnim przystankiem naszej podróży po tym fascynującym kraju. Lombok najlepiej odwiedzić w maju, na początku pory suchej – zachwyca wówczas bujną roślinnością, jaka rozwinęła się po kilku miesiącach letniego monsunu. Jej góry i wzniesienia są jednak przez cały rok pokryte soczyście zielonymi lasami deszczowymi, które – gdy spojrzy się na nie z większej odległości – zdają się wspinać znad złocistych plaż pod samo niebo. W tutejszym krajobrazie wyróżnia się czynny wulkan Rinjani (3726 m n.p.m.), dla mieszkańców od wieków stanowiący serce wyspy i miejsce święte. Zresztą cała Lombok wydaje się, podobnie jak większa od niej Bali, emanować magią i od pierwszej wizyty oczarowuje. Jej tajemniczą atmosferę zdają się potwierdzać słowa wspomnianego Paula Theroux, który podczas swojego rejsu po oceanie napisał: Nie wiem, czy to złudzenie czy nie, ale ową aurę tajemnicy i władzy wyczuwają wszyscy rodowici mieszkańcy wysp i wszyscy, którzy do nich tęsknią. Wyspa pod wieloma względami przewyższa księstwo. Jest ostatecznym schronieniem – światem magicznym i niezniszczalnym.

Wydanie jesień-zima 2018

Urlop w słonecznej Toskanii

ALEKSANDRA SEGHI

www.aleksandraseghi.com

 

<< Po zimie, która na jeden dzień pojawiła się w Pistoi, innych toskańskich miastach i na Elbie i spowodowała, że zamknięto nawet szkoły, region szykuje się do wiosny. Temperatury podskoczyły do 16°C. W powietrzu wyczuwa się nadchodzące ciepłe dni. Toskania budzi się do życia. >>

 

W Toskanii można zatrzymać się na wypoczynek w urokliwej wiejskiej willi

© VISIT TUSCANY/KINZICA SORRENTI SMT TUSCANY

 

 

W barze, przy cappuccino z dużą pianką, ludzie zaczynają rozmawiać o wycieczkach i wypoczynku. Nie tylko turyści zagraniczni czy Włosi z dalszych części kraju wybierają się na wyprawy po Toskanii. Również sami Toskańczycy lubią wyskoczyć gdzieś niedaleko na weekend i skorzystać z cudownego klimatu tego regionu. Nie brakuje w nim w końcu niczego. Dlatego warto wcześniej zaplanować, jak spędzimy tutaj czas.

Toskania rozciąga się wzdłuż Morza Liguryjskiego i Tyrreńskiego. Jej terytorium znaczą też zbocza Apeninów Północnych z najwyższym szczytem Monte Cimone (2165 m n.p.m.). W granicach tego regionu administracyjnego Włoch znajdują się poza tym m.in. Wyspy Toskańskie z Elbą na czele.

 

PRAWDZIWA SIELANKA

Na początek należy się zastanowić, gdzie zatrzymać się na noc. Jednymi z najprzyjemniejszych miejsc noclegowych w Toskanii są obiekty agroturystyczne. Usytuowane zazwyczaj w malowniczych okolicach i z dala od zgiełku miast idealnie nadają się dla osób marzących o błogim odpoczynku. Wokół nich rozpościerają się naturalne krajobrazy, czasem otaczają je zielone wzgórza lub winnice czy gaje oliwne. Nikt nie zakłóca spokoju wczasowiczom, a w letnie noce słychać tylko cykanie świerszczy. Nie wiem dlaczego, ale w takich miejscach niebo jest prawie zawsze gwieździste. Żeby się zrelaksować, wystarczy położyć się na leżaku i wpatrywać w te miliony świateł nad naszymi głowami.

                Coraz więcej obiektów agroturystycznych decyduje się na zakładanie basenów. Dzięki nim przyciągają przede wszystkim rodziny z dziećmi. Maluchy trudno wyciągnąć na całodniowe zwiedzanie miast turystycznych. Dlatego dobrym pomysłem jest spędzenie części dnia na poznawaniu okolicy, a reszty na odpoczynku nad basenem. Większość właścicieli tego rodzaju miejsc zajmuje się nie tylko wynajmem apartamentów czy pokoi, ale również rolnictwem. Prawie wszyscy uprawiają własne oliwki i winogrona, a niektórzy także warzywa i owoce. Jeśli mieszkają blisko lasu, zbierają też jagody lub jeżyny oraz grzyby, przyrządzane później na różne sposoby. Gospodarze nierzadko hodują również kozy czy owce. W gospodarstwach agroturystycznych często można wykupić posiłki na cały dzień. Same śniadania serwowane są w obiektach typu bed and breakfast (z pokojami do wynajęcia). Goście mogą liczyć na wspaniałe poranne uczty. Na stole nie brakuje domowych wypieków, takich jak crostata (tradycyjne włoskie kruche ciasto) z dżemem lub kremem orzechowym czy mięciutka ciambella (obwarzanek, babka w kształcie wieńca) ze świeżą ricottą. Niektórzy właściciele na życzenie przygotowują śniadanie na słono, na które składają się jaja na twardo lub jajecznica, wędliny, masło oraz sery. W obiektach agroturystycznych z apartamentami wynajmujący mogą przyrządzać jedzenie sami, gdyż kuchnie są w pełni wyposażone. Wśród sprzętów domowych znajduje się – oczywiście – włoska moka (kawiarka), niezbędna do zaparzenia prawdziwego, mocnego espresso. Gospodarze to zazwyczaj ludzie bardzo serdeczni. Często panuje u nich rodzinna atmosfera. Swoich gości z ochotą zapraszają na wspólnego grilla lub pieczenie pizzy. Z radością pokazują, czym zajmują się na co dzień. Poza tym chętnie odpowiadają na wszystkie pytania, pomagają w rozwiązywaniu problemów. Znakomicie znają także okolicę, więc potrafią powiedzieć, gdzie najlepiej pojechać i co warto zwiedzić. Są zatem zawsze do naszej dyspozycji.

 

ZABYTKOWE MIASTA

Kiedy mamy już wybrane miejsce do zakwaterowania, pozostaje nam szczegółowo zaplanować pobyt. Jeśli odwiedzamy Toskanię pierwszy raz, to – oczywiście – musimy udać się do Florencji, Sieny, Lukki czy Pizy. Tym dwóm ostatnim miastom wystarczy poświęcić jeden dzień. Do Lukki najlepiej wybrać się rano, aby spokojnie obejść centrum historyczne znajdujące się za starymi miejskimi murami. Warto rozważyć też wycieczkę rowerową. Po wspomnianych murach można chodzić, biegać albo jeździć na jednośladzie. Ich obwód wynosi ok. 4,25 km. W centrum znajdują się wypożyczalnie zarówno zwykłych rowerów, jak i tandemów. Udostępnia się je na godziny lub dni.

                Podczas wizyty w Lukce nie wolno zapomnieć zajrzeć do cukierni „Buccellato Taddeucci” (Piazza San Michele), gdzie sprzedaje się słynne buccellato, ciasto drożdżowe z rodzynkami i anyżem. W środku na ścianie wisi zdjęcie przedstawiające właścicieli z papieżem Janem Pawłem II, który dostał od nich właśnie ten specjał. Tuż obok lokalu, przy ulicy Santa Lucia znajduje się piekarnia oferująca schiacciatę (płaski toskański chlebek). Zawsze ustawia się do niej kolejka, ale warto odczekać swoje, żeby spróbować tego smakołyku.

                Z Lukki polecam udać się do Pizy. Mimo tłumu turystów da się w niej znaleźć miejsce postojowe na płatnym parkingu tuż przy placów Cudów (placu Katedralnym). Oprócz zwiedzenia Katedry i Baptysterium św. Jana Chrzciciela czy wejścia na Krzywą Wieżę warto przejść się uliczkami miasta, np. wzdłuż rzeki Arno. W tej okolicy właśnie wznosi się jeden z najmniejszych kościołów we Włoszech – Chiesa di Santa Maria della Spina. Został erygowany w 1230 r. i nazwany Chiesa di Santa Maria di Pontenovo, gdyż w jego pobliżu znajdował się most łączący dwie ulice: Sant’Antonio i Santa Maria. Jak podają źródła, od 1333 r. w gotyckiej świątyni był przechowywany cierń z korony Jezusa (wł. spina oznacza „cierń”, „kolec”). W XIX w. relikwię przeniesiono do Kościoła św. Klary (Chiesa di Santa Chiara).

 

Baptysterium na obszernym placu Cudów w Pizie

© VISIT TUSCANY

 

WYPOCZYNEK NAD MORZEM

Z Pizy w mgnieniu oka dotrzemy nad samo morze. Nie ma nic wspanialszego od spaceru wzdłuż morskiego brzegu. Poza sezonem parkowanie jest darmowe. Parkometry zdejmuje się i pozostają po nich same słupki. W sezonie natomiast obowiązują taryfy godzinne, na pół dnia lub na cały dzień. Warto mieć przy sobie drobne pieniądze, gdyż parkometr nie przyjmuje banknotów czy kart płatniczych, a najbliższy bar bądź kiosk znajduje się często bardzo daleko i zapłacenie za postój może stanowić problem. Z Pizy szybko dostaniemy się do Mariny di Pisa lub Mariny di Vecchiano. Ta druga miejscowość szczyci się szerszą plażą. Niestety, poza sezonem wybrzeże bywa pokryte wszystkim, co zdołało wyrzucić morze. Dopiero tuż przed przybyciem wczasowiczów na plażach zaczynają się generalne porządki.

                Z Mariny di Vecchiano w niecałą godzinę dotrzemy pieszo do Torre del Lago (Torre del Lago Puccini). Miejscowość żyje zazwyczaj również poza sezonem. Działają w niej bary lub małe restauracyjki. Przy samym rondzie otwarty jest lokal gastronomiczny, w którym sprzedaje się pizzę na kawałki (pizza al taglio). Możemy wybrać ulubione smaki, a właścicielka pizzerii odgrzeje nam je w piecu.

                W sezonie wszystkie plaże są oblegane przez wczasowiczów. W takich miejscowościach jak Viareggio czy Lido di Camaiore (Camaiore) trudno o wolne miejsce. W tej pierwszej darmowa plaża jest bardzo mała (znajduje się tuż przy molo). Wielbicielom morskich i słonecznych kąpieli pozostaje opłacenie leżaka na płatnej plaży. Ceny są wysokie i zróżnicowane. Najlepiej rozejrzeć się po okolicy, aby móc wybrać najlepszą ofertę. Opłaty różnią się w zależności od tego, czy chcemy korzystać z plaży przez pół dnia, czy cały dzień.

Z Viareggio można przejść się deptakiem aż do samego Lido di Camaiore. W lato warto pamiętać o okularach przeciwsłonecznych, gdyż białe płyty chodnikowe tak mocno odbijają promienie słoneczne, że wręcz oślepiają. Poza tym trzeba koniecznie chronić głowę przed słońcem. W lipcu czy sierpniu temperatury są bardzo wysokie. Przy deptaku znajdują się bary, restauracje i sklepy odzieżowe największych włoskich stylistów. Należy pamiętać, że wymienione miasta odwiedzają chętnie celebryci. Dlatego działają w nich drogie sklepy i luksusowe hotele. W Viareggio mieszka m.in. Marcello Lippi, były trener włoskiej reprezentacji w piłce nożnej (w latach 2004–2006 i 2008–2010). Miasto słynie także z jednego z najważniejszych karnawałów we Włoszech, porównywanego do tego organizowanego w samym brazylijskim Rio de Janeiro. Platformy karnawałowe przygotowywane są przez cały rok w ogromnych halach na peryferiach Viareggio. Całe wydarzenie transmituje telewizja. W 2018 r. padł rekord popularności – organizator zabawy zarobił 2,352 mln euro, czyli o 1 mln euro więcej niż w 2014 r.

 

JACHTY I MARMUR

W Toskanii można również aktywnie spędzać czas na pływaniu jachtem. Na stronach internetowych znajdziemy informacje o wszystkich portach w regionie oraz wypożyczalniach łodzi. Do wyboru jest wynajęcie samej jednostki lub wraz z kapitanem. Ceny są bardzo zróżnicowane i dochodzą nawet do 1 tys. euro za osobę. W Toskanii funkcjonują liczne firmy specjalizujące się w organizacji wycieczek na morzu. W swojej ofercie mają rejsy jednodniowe, weekendowe czy tygodniowe. Poza tym można także wybrać się na pobliską Korsykę albo malownicze Wyspy Toskańskie (np. Elbę, Giglio albo Capraię). W internecie sprawdzimy też aktualną sytuację pogodową oraz kierunek i siłę wiatru.

Jeśli będziemy w okolicach wybrzeża, powinniśmy podjechać również do Carrary i Pietrasanty. Pierwsze miasto słynie z najlepszego i najpiękniejszego marmuru na świecie, który wydobywa się w tej okolicy od czasów Etrusków. To tu przyjeżdżał Michał Anioł, aby wybrać materiał do swoich rzeźb takich jak Pieta watykańska (1498–1500) czy Dawid (1501–1504). W Carrarze znajduje się wiele warsztatów obrabiających marmur. Działa w niej także Miejskie Muzeum Marmuru (Museo Civico del Marmo). Na turystów czeka tutaj jeszcze jedna atrakcja – zwiedzanie kamieniołomu wraz z przewodnikiem. Oferują je prywatne firmy, zajmujące się wydobywaniem marmuru. Wycieczkę po kopalni odkrywkowej należy zarezerwować z wyprzedzeniem, szczególnie w okresie letnim.              

                Pietrasanta bliska jest sercom Polaków, gdyż mieszkał w niej i pracował polski rzeźbiarz Igor Mitoraj (1944–2014). Swoje dzieła tworzył też w marmurze karraryjskim. W mieście znajdziemy wiele śladów po słynnym artyście. Niemalże na każdym kroku można tu natknąć się na jego rzeźby. Warto zajrzeć na miejski cmentarz i odwiedzić grób Igora Mitoraja – usytuowany jest tuż przy wejściu, po prawej stronie. Polecam przejść się po całej nekropolii i przyjrzeć się nagrobkom i rzeźbom. Cmentarz robi ogromne wrażenie, ponieważ pomniki na nim zostały wykonane w cennym białym marmurze karraryjskim.

 

GÓRSKIE WĘDRÓWKI

Podczas pobytu w Toskanii można nie tylko zwiedzać jej miasta i miasteczka. Osoby lubiące aktywne wakacje powinny rozważyć wyprawy trekkingowe. Region pokrywają wzgórza, kręte drogi czy lasy. Wędrówkom towarzyszą wspaniałe widoki. Na terenach górskich wytyczono wiele szlaków. W księgarniach dostępne są ciekawe książki dotyczące tras spacerowych. Toskanię pieszo uwielbiają przemierzać nie tylko turyści, lecz także jej mieszkańcy. W weekendy miejscowi często wybierają się na wycieczki. W rejonie Pistoi wiele osób jeździ do miejscowości Doganaccia, gdzie zostawia auto i udaje się o własnych siłach nad jezioro Scaffaiolo. Wprawdzie znajduje się ono częściowo już na terytorium Emilii-Romanii, ale można się do niego dostać również od strony toskańskiej. Jezioro magazynuje wodę pochodzącą z opadów deszczu i stopniałego śniegu. Leży ono na wysokości 1775 m n.p.m. W okolicy rozciągają się lasy, w których rośnie bardzo dużo owoców. Tereny te słyną m.in. ze znakomitych jagód, wykorzystywanych przez miejscowych do produkcji dżemów i likierów. Koło Scaffaiolo znajduje się nieduże schronisko (istniejące już od 1878 r. Rifugio Duca degli Abruzzi, 1787 m n.p.m.), oblegane szczególnie w sezonie letnim. Można w nim zjeść gorący posiłek lub lody i wypić kawę. Nad samym jeziorem Toskańczycy i turyści chętnie urządzają pikniki z rodziną albo przyjaciółmi.

Jednym z moich ulubionych rejonów trekkingowych są okolice Pomarance w prowincji Piza. Niedaleko miasteczka biegnie ścieżka, którą najpierw dotrzemy do opuszczonych term San Michele alle Formiche, a następnie do ruin opactwa celestynów z 1377 r. San Michele alle Formiche. Trasa jest łatwa i przyjemna. Przy termach znajduje się duży drewniany stół i ławy idealne na piknik.

                Trekking można uprawiać też wzdłuż Drogi Franków (Via Francigena). To historyczny transalpejski szlak komunikacyjny, ciągnący się od Canterbury w Anglii po Rzym. Kiedyś pielgrzymi podróżowali nim do grobu św. Piotra. Trasa liczy w sumie ok. 1610 km, przez Toskanię biegnie odcinek o długości 380 km. Szlak cieszy się obecnie dużą popularnością, szczególnie wśród ludzi młodych. Na stronie internetowej regionu (www.regione.toscana.it/via-francigena) znajduje się interaktywna mapa z zaznaczonymi poszczególnymi fragmentami trasy oraz ważnymi informacjami dotyczącymi np. noclegów i miejsc odpowiednich na posiłki. Niektóre fragmenty Drogi Franków pokrywa asfalt, na tych odcinkach jeżdżą również samochody. Kamienne trakty na szlaku można przemierzać pieszo, rowerem lub konno.

 

NA ROWERZE I NA KONIU

Toskania stanowi też świetny region do uprawiania sportów rowerowych. Zawodowi kolarze ćwiczą się w niej w pokonywaniu wzgórz. Na dwóch kółkach chętnie przemierzają ją także amatorzy. Na górskich drogach często zauważymy zorganizowane grupy cyklistów. Uczestnicy wycieczek są w różnym wieku. Podczas podróży po Toskanii przekonamy się, że sport ten uprawiają również starsi ludzie. Wysportowani mężczyźni często ścigają się z młodszymi, mało doświadczonymi rowerzystami. Jedna ze znanych tras wiedzie z Pistoi do San Baronto. Obowiązkowo trzeba sobie na niej zrobić przystanek przy źródle bijącym przy samej drodze. Po krótkim odpoczynku jedni zjeżdżają do pobliskiego miasteczka Lamporecchio, a inni zmierzają albo do Vinci, w którym urodził się 15 kwietnia 1452 r. Leonardo da Vinci, albo aż do Empoli. Grupy pasjonatów tego sportu częściej spotkamy w weekendy niż w ciągu tygodnia. Od poniedziałku do piątku na drogach trenuje więcej zawodowych kolarzy.

                Kolejnym pomysłem na aktywne spędzanie czasu w Toskanii jest jazda konna. W regionie nie brakuje stadnin, bo Toskańczycy lubią jeździectwo. Ten rodzaj sportu cieszy się zainteresowaniem nie tylko wśród dorosłych. W wielu obiektach prowadzi się też lekcje dla dzieci. Do 8. roku życia nasze pociechy mogą jeździć na kucach. Starsze dzieci wsiadają na duże konie. Przed odwiedzeniem stadniny warto dowiedzieć się, jaki styl jest w niej praktykowany (angielski czy westernowy). Wizytę umawia się zwykle z kilkudniowym wyprzedzeniem. W niektórych obiektach czasem istnieje możliwość wykupienia jednorazowej przejażdżki.

                W Toskanii działa stadnina prowadzona przez mieszane małżeństwo – Polkę i Włocha. Centro Ippico Pegaso znajduje się w Collesalvetti w prowincji Livorno. Specjalizuje się w jeździe amerykańskiej, inaczej westernowej (monta americana). Ze względu na to, że właściciele organizują wiele wyjazdów trekkingowych w teren, wizyta w ośrodku możliwa jest tylko po wcześniejszym uzgodnieniu. Zainteresowani mogą wykupić nocleg w pobliskim obiekcie agroturystycznym. Obecnie Agnieszka i Toni oferują przede wszystkim trekkingi konne w regionie Garfagnana w prowincji Lukka, nad morzem, na wzgórzach Livorno czy w okolicach Collesalvetti, a także na północy Włoch, np. w prowincji Trydent. Konie zawożone są w konkretne miejsce i stamtąd rozpoczyna się wyprawa. Takie wycieczki trwają nawet cztery dni. Oferta skierowana jest do osób powyżej 16. roku życia, które jeździły już wcześniej konno. Wyjazdy nad morze są zazwyczaj dwudniowe. Uczestnicy wyprawy nocują w dużym namiocie wojskowym ustawionym na terenie Parco dei Poggetti na wzgórzach powyżej Rosignano Marittimo w prowincji Livorno. Takie wycieczki stanowią niezapomniane przeżycie. Oprócz regularnie oferowanych trekkingów Agnieszka i Toni organizują indywidualnie zamawiane grupowe wyjazdy konne.

                Jeśli nie interesuje nas jeździectwo, ale lubimy konie, możemy wybrać się na tor Ippodromo Sesana do Montecatini Terme w prowincji Pistoia. Odbywają się tu widowiskowe wyścigi kłusowe dwukołowymi zaprzęgami o nazwie sulki. Konie biegną z maksymalną prędkością 55 km/godz. i pokonują dystans od 1,6 tys. do 2,4 tys. m. Podczas jednego biegu startuje co najwyżej 16 zawodników.

 

Wulkaniczna Capraia – trzecia co do wielkości w archipelagu Wysp Toskańskich

© VISIT TUSCANY

 

CHWILA RELAKSU

Po aktywnym spędzaniu czasu warto nieco odpocząć. W Toskanii można zrelaksować się w termach oraz ośrodkach spa i wellness. W regionie występują liczne gorące źródła. Wypływające spod ziemi wody osiągają temperaturę od 25 do 52°C. Jednym z najpiękniejszych miejsc na kąpiel są termy koło miejscowości Saturnia znajdującej się na nizinie Maremma w prowincji Grosseto. Naturalne baseny wypełniają wody o dużym stężeniu siarkowodoru i dwutlenku węgla. Z części term (Cascate del Mulino i Cascate del Gorello) można korzystać za darmo. Pozostały fragment należy do luksusowego hotelu – Terme di Saturnia Spa & Golf Resort, oferującego liczne zabiegi.

                Na kolejne źródła trafimy w Bagno Vignoni w prowincji Siena. W samym centrum miasteczka znajduje się duży zbiornik z parującą wodą. Nie wolno do niego wchodzić. Nogi można zanurzyć na obrzeżach Bagno Vignoni. Przez miejscowość biegną kanały, w których płynie gorąca (52°C), siarczana woda. W miasteczku funkcjonuje – oczywiście – płatny kompleks termalny, gdzie wykonuje się zabiegi estetyczne i lecznicze (zalecane w przypadku osteoporozy i artretyzmu).

                Niedaleko Bagno Vignoni znajdują się darmowe Terme di San Filippo (Bagni San Filippo), które są zawsze oblegane przez turystów. Warto odwiedzić je w lecie, mimo iż trudno wtedy o miejsce parkingowe. Wapienne zbiorniki robią duże wrażenie. Temperatura wody dochodzi do 48°C. Ludzie relaksują się tu godzinami, po prostu siedzą w basenach i rozmawiają ze znajomymi.

                Grotta Giusti w Monsummano Terme to dwa w jednym: łaźnie termalne i spa. W XIX w. postawiono w tym miejscu budynek, w którym znajduje się dziś luksusowy hotel. Temperatura lokalnych wód nie przekracza 35°C. Kąpiel w nich stymuluje mikrokrążenie i metabolizm komórkowy. Można tutaj również wykupić różnego rodzaju masaże, począwszy od indyjskich (ciepłymi olejkami), chińskiego i shiatsu, a skończywszy na masażu z peelingiem.

Wspomniana miejscowość Montecatini Terme słynie z czterech źródeł leczniczych: Regina, Tettuccio, Rinfresco i Leopoldina. Na bazie tych wód powstała seria kosmetyków Terme di Montecatini. W miejscowości oprócz dobroczynnych kąpieli termalnych można skorzystać z masaży (m.in. kamieniami wulkanicznymi), sauny, terapii błotnych, zabiegów rehabilitacyjnych, usług gabinetów kosmetycznych oraz programu ćwiczeń wyszczuplających.

                To – oczywiście – nie wszystkie toskańskie źródła termalne. Na zainteresowanie zasługują jeszcze np. Terme di Petrolio, Terme di Chianciano, ośrodki w Rapolano Terme i San Casciano dei Bagni (wszystkie w prowincji Siena), Terme di Sassetta w prowincji Livorno czy Terme San Giovanni w Portoferraio na wyspie Elba.

 

Basen termalny w eleganckim resorcie Grotta Giust

© ITALIAN HOSPITALITY COLLECTION

 

***

Ten ogromnie zróżnicowany region Włoch przyciąga tyloma atrakcjami, że jedna wyprawa w te strony to zdecydowanie za mało. Z Toskanią jest jak z pierwszą miłością – nigdy się jej nie zapomina. Wystarczy tylko raz przekroczyć jej granice, aby wciąż chcieć do niej wracać po więcej. Sama coś o tym wiem. Mieszkam tu już od 20 lat.

 

 

Wydanie Wiosna 2018