Zmęczeni zimą w mieście - brakiem światła w krótkie, ponure dni i temperaturą, która wymusza ubieranie na siebie wielu warstw - tęsknimy za wiosną. Za jej energią, świeżością, budzącą się do życia przyrodą. Wiosenny weekend to dobra okazja do wypoczynku w kontakcie z naturą.


Na przedwiośniu najbardziej tęsknimy za słońcem, ciepłem jego promieni na twarzy, pięknym światłem, czystym, przejrzystym powietrzem. A o to niestety coraz trudniej w polskich miastach, które atakuje niebezpieczny dla zdrowia smog. Warto już teraz zaplanować wiosenny wypad w piękne miejsce i spędzić choć kilka dni na świeżym powietrzu, w bliskości natury, a z dala od betonowych miast, zakorkowanych ulic i klimatyzowanych biur. Taki weekend pozwoli zregenerować siły po zimie, naładować wewnętrzne akumulatory i rozbudzić siły witalne organizmu.


W centralnej Polsce wiosna pojawia się od około 24 marca, a najpóźniej w ostatniej dekadzie kwietnia. Gdzie więc wybrać się na jej powitanie?
Na przedgórzu Gór Świętokrzyskich, w mazowieckich Chlewiskach, mieści się urokliwy kompleks hotelowy Manor House SPA**** Pałac Odrowążów***** z historią sięgającą XII w. i pięknym parkiem krajobrazowym, który należy do najcenniejszych zabytkowych parków w Polsce. Ten starannie utrzymany ogród, kryje magiczne zakątki i nastrojowe miejsca, które można odnaleźć wśród 300-letniego starodrzewia, malowniczych przypałacowych stawów, wypielęgnowanych klombów i tajemniczych ruin. Łatwo znaleźć tu miejsce do wyciszenia przy odgłosach natury, spędzenia romantycznych chwil z ukochaną osobą, delektowania się kawą wygodnych leżakach lub w cieniu ogrodowych altan, czy też zagłębienia się w lekturę ulubionej książki. Wielu zwolenników ma błogi relaks na hamakach wkomponowanych wdzięcznie w czarowny park Manor House SPA. 

Na jego sielski wygląd składają się rozległe trawniki, swobodnie rozplanowane klomby, grupy drzew i krzewów o różnych wysokościach. To także nieregularnie wijące się ścieżki wśród naturalnych zbiorników wodnych - strumieni i stawów. Szczególnie cenne są tu okazy starych drzew o szlachetnych sylwetkach, potężne dęby, kasztany, rozłożyste lipy, klony, czerwone buki, rozdzielnopłciowe cisy – zarówno męskie i żeńskie okazy, strzeliste tulipanowce, graby, jesiony, modrzewie... Ten wspaniały zabytkowy drzewostan, woda, która jest duszą ogrodu, dzika promenada i aleja grabowa w leśnym obszarze parku to idealne miejsce na cieszenie się wiosenną aurą.

Niepowtarzalnego charakteru dodaje energetyczny Ogród Medytacji, z którego do woli można czerpać pozytywne siły natury. Zwłaszcza w miejscach ich kulminacji: w Kamiennym Kręgu Mocy, energetycznej spirali, Piramidzie Horusa i Ogrodzie Zen – kopii słynnego ogrodu Ryoanji w Kioto. W czasie spacerów po sielankowym parku Manor House SPA warto dostroić się do energii "chi" drzew i ziemi, by „pożyczać" od przyrody siłę, energię życiową i odwagę z jej ogromnego naturalnego magazynu zdrowia i pomyślności.

Duża powierzchnia (10 hektarów), urozmaicona szata roślinna, bogata fauna i mnogość wspaniałych pomników przyrody czynią przypałacowy park w Chlewiskach interesującym i godnym zwiedzania. Na jego terenie znajdują się Wielka i Mała Ścieżka Medytacji oraz ścieżki dydaktyczne: przyrodnicza, rekreacyjna i historyczna. 12 maja 2009 roku park

Manor House SPA został wpisany na "Listę preferencyjnych zabytkowych parków i ogrodów dla Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej".
Manor House SPA jest hotelem dla dorosłych, przyjaznym weganom i alergikom. To także najlepsze holistyczne SPA w Polsce z unikatową Akademią Holistyczną „Alchemia Zdrowia”. Jej innowacyjny program odmładzający, który opiera się o energetyczne terapie, wykorzystuje naturalną umiejętność organizmu do regeneracji. Ten luksusowy kompleks z dobrym dojazdem (centralna Polska), czystym powietrzem i odczuwalną na każdym kroku holistyczną aurą jest idealnym miejscem na wypoczynek na łonie natury. I to o każdej porze roku, ale wiosną wyjątkowo urzekającym.

 

 

Najlepsze miejsca na długi weekend na przełomie maja i czerwca

Na przełomie maja i czerwca czeka na nas kolejny długi weekend – Boże Ciało w tym roku wypada 31 maja. Jeden dzień wolnego pozwoli na cztery dni wypoczynku.

Czytaj Więcej >>

Najlepsze pomysły na wyjazd rodzinny z okazji Dnia Dziecka

Wkrótce Międzynarodowy Dzień Dziecka. Wielu rodziców zastanawia się, w jaki sposób spędzić ten szczególny dzień ze swoimi pociechami, aby przyniósł jak najwięcej radości i pozostawił przyjemne wspomnienia. Możliwości na uczczenie tego święta jest naprawdę wiele. 

Czytaj Więcej >>

Najciekawsze pomysły na Majówkę

Już w marcu zaczynamy zastanawiać się, jak, a przede wszystkim, gdzie spędzimy Majówkę. W tym roku 1 maja wypada we wtorek, dodając do tego dwa weekendy plus 3 dni urlopu – szykuje się aż niemal 10 dni wypoczynku!  Czytaj więcej >

Najlepsze wiosenne wyjazdy typu city break

City break to alternatywna opcja dla tych wszystkich, którzy nie mają czasu wybrać się na dłuższy wypoczynek. Obejmuje ona wyjazdy weekendowe do najciekawszych miejsc w Europie. Krótkoterminowa wycieczka pozwala na wypoczynek oraz zapoznanie się z kulturą i kuchnią danego regionu.  Czytaj więcej >

Artykuły wybrane losowo

Malta – kraina cudów

AGNIESZKA KAMIŃSKA

<< Mozaika wielu kultur czyni Maltę jednym z najciekawszych miejsc na urlop dla miłośników historii, architektury i sztuki. Dzięki znakomitym warunkom do uprawiania rozmaitych aktywności odnajdą się tutaj również amatorzy sportów wodnych, plażowicze, zakochane pary i spragnieni wrażeń imprezowicze. To niezmiernie ciekawy kraj. Każdego roku odwiedzają go prawie 2 mln turystów. Ze względu na swoje specyficzne położenie archipelag ten stanowił przez wieki wyjątkowe miejsce, w którym spotykały się i mieszały ze sobą wpływy europejskie, afrykańskie i azjatyckie.>>

 

Gwiaździsty Fort św. Elma na końcu półwyspu Sciberras w Valletcie

© VIEWINGMALTA.COM

 

Wyspy Maltańskie leżą na Morzu Śródziemnym na wysokości Tunezji. Trzy największe – Malta, Gozo i Comino – są zamieszkałe. Archipelag należy do jednego z najmniejszych krajów Europy (316 km² powierzchni i ok. 450 tys. ludności), czyli Republiki Malty. Jej stolicą jest Valletta.

Łagodny klimat wysp sprawia, że warto je odwiedzić nie tylko w sezonie letnim. Słońce świeci tu przez mniej więcej 300 dni w roku. Dlatego to znakomite miejsce na zorganizowanie np. wyjazdu majowego.

 

PODRÓŻ W CZASIE

Według jednej z teorii Malta zawdzięcza swoją nazwę Fenicjanom (wywodzi się ją od fenickiego słowa maleth oznaczającego „przystań” lub „port”), którzy zaczęli przybywać na wyspę ok. 800–700 r. p.n.e. Jednak początki cywilizacji w tej części Europy sięgają 5200 lat p.n.e., a pierwszymi osadnikami na archipelagu byli mieszkańcy pobliskiej Sycylii. Największymi tutejszymi ciekawostkami archeologicznymi są budowle megalityczne. Te prehistoryczne obiekty po prostu trzeba zobaczyć.

Jednym z nich jest kompleks Ġgantija znajdujący się na Gozo. Należy on do najstarszych budowli na świecie – ma ok. 1 tys. lat więcej niż słynne piramidy w egipskiej Gizie (eksperci szacują, że powstał między 3600 a 3200 r. p.n.e.). Z daleka przypomina nieco kamienny krąg Stonehenge, choć z pewnością trafia tu o wiele mniej turystów niż pod Salisbury w południowej Anglii. Ġgantija razem z kompleksami Tarxien, Ħaġar Qim, Mnajdra, Skorba i Ta’ Ħaġrat na Malcie została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Niewątpliwą atrakcją dla osób zainteresowanych prehistorią jest też podziemne Hypogeum Ħal-Saflieni w miejscowości Paola. Wiedzę na temat dziejów archipelagu można pogłębić w Narodowym Muzeum Archeologicznym (National Museum of Archaeology) w Valletcie.

Miłośnicy architektury będą Maltą zachwyceni. Przez kolejne stulecia mieszały się tu wpływy różnych kultur. Fenicjanie, Kartagińczycy, Rzymianie, Arabowie, Normanowie – wszyscy oni pozostawili po sobie ślady w postaci budynków sakralnych i użyteczności publicznej. Wyjątkowo duże znaczenie w dziejach wyspy miał okres panowania zakonu joannitów (1530–1798). Po osiedleniu się na Malcie przyjęli oni nazwę kawalerów maltańskich. Do dziś zachowały się wzniesione przez nich niegdyś masywne fortyfikacje (ze słynnym Fortem św. Elma w Valletcie), charakterystyczne mury miejskie i liczne świątynie.

 

KRAJ KOŚCIOŁÓW

Pierwsze, co zauważa się po przybyciu do tego niewielkiego wyspiarskiego państwa, to fakt, że jest tutaj bardzo jasno i świetliście. Wysokie kamienice ozdobione kolorowymi drewnianymi balkonami, mury miast, forty i kościoły zbudowane są z piaskowca, który doskonale odbija promienie słoneczne i pięknie kontrastuje z błękitem nieba.

Malta to wyspa świątyń. Kościołów katolickich znajduje się na niej podobno tyle, ile dni ma rok. Budowle sakralne górują nad miastami i wioskami. Najsłynniejszą z nich jest XVI-wieczna Konkatedra św. Jana w Valletcie – jej wnętrze uchodzi za jeden z najlepszych przykładów stylu barokowego w Europie. Pielgrzymują do niej tłumnie również miłośnicy sztuki, m.in. ze względu na obraz włoskiego malarza Caravaggia z 1608 r. Ścięcie św. Jana Chrzciciela.

Do ciekawszych obiektów sakralnych na Malcie należy także Rotunda w Moście, czyli neoklasycystyczny Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny z lat 1833–1860. Jest on wzorowany na rzymskim Panteonie, a wewnętrzna średnica jego kopuły wynosi ponad 37 m. W zakrystii znajduje się replika niemieckiej bomby, która została zrzucona w czasie II wojny światowej na świątynię i nie wybuchła, co uznano za cud.

Również Gozo znaczą liczne kościoły. Duże wrażenie robi Bazylika Ta’ Pinu – jej wyniosły gmach wyrasta pośrodku niczego w pobliżu miejscowości Għarb. Ze względu na odnotowane w niej cuda świątynia ta jest celem pielgrzymek katolików.

Turyści zainteresowani zwiedzaniem miast najlepiej będą się czuli w stolicy Malty. Vallettę wypełniają zabytki – na jej niewielkim obszarze (zaledwie 0,8 km2) znajduje się ich aż 320. Nic więc dziwnego, że w 1980 r. została ona wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

  

Przepiękne, bogato zdobione wnętrze Konkatedry św. Jana w Valletcie

© VIEWINGMALTA.COM

 

SACRUM I PROFANUM

Maltańczycy uchodzą za jeden z najbardziej religijnych narodów w Europie. Katolicyzm jest w ich kraju religią państwową, a prawie 90 proc. mieszkańców deklaruje praktykowanie wiary. Co ciekawe, w języku maltańskim, spokrewnionym z arabskim, na określenie Boga używa się słowa Alla. Ze względu na dużą liczbę miejsc kultu religijnego wyspy, a szczególnie Gozo, są celem pielgrzymów z całej Europy. Na trasie pielgrzymki nie może zabraknąć m.in. drogi krzyżowej z figurami naturalnej wielkości, znajdującej się na wzgórzu Ta’ Għammar (tuż obok wspomnianej już Bazyliki Ta’ Pinu), czy 12-metrowej kopii posągu Chrystusa Odkupiciela z brazylijskiego Rio de Janeiro, wznoszącej się nad miejscowością Żebbuġ.

Maltańska religijność sprawia wrażenie bardzo radosnej, a kult świętych często manifestuje się tu w postaci fiest, podczas których sacrum przeplata się z profanum. Jedną z okazji do świętowania jest dzień patrona miejscowości lub kościoła. Świątynie ozdabia się wtedy kolorowymi lampkami i girlandami, odbywają się uroczyste procesje, a wieczorem odpalane są sztuczne ognie. Do najhuczniej obchodzonych uroczystości należy wspomnienie rozbicia się okrętu ze św. Pawłem na pokładzie u wybrzeży Malty (10 lutego).

Wydarzeniem, które przyciąga rzesze turystów, jest obchodzony zimą widowiskowy karnawał. Przez kilka dni ulice miast wypełnia wówczas kolorowy tłum w fantazyjnych przebraniach, a festyny trwają do białego rana. Zwieńczenie tego radosnego okresu stanowi Grand Finale na St. Anne’s Street we Florianie z paradą z platformami i pokazem fajerwerków. Karnawał hucznie obchodzi się także w Nadur na Gozo.

Malta jest również wyspą kultury. Przez cały rok organizuje się na niej dziesiątki ważnych wydarzeń kulturalnych. W maju odbywa się Malta World Music Festival, w czerwcu – Valletta Film Festival, a w lipcu – Malta International Arts Festival (w 2018 r. rozpoczyna się 29 czerwca), łączący sztuki wizualne z tańcem, operą, teatrem i filmem i przyciągający artystów z całego świata. Lato to też okres plenerowych imprez muzycznych. Wśród najbardziej znanych należy wymienić Isle of MTV (Wyspę MTV), wielki koncert muzyki pop we Florianie, na którym każdego roku bawi się ok. 50 tys. ludzi.

Na 2018 r. zaplanowano wyjątkowo dużo wydarzeń kulturalnych, ponieważ Valletcie (oraz holenderskiemu Leeuwarden) na ten czas nadano tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Motywami przewodnimi imprez, wystaw, spektakli, pokazów ulicznych i koncertów odbywających się w stolicy Malty są m.in. wyspiarskość, barok i podróże oraz kulturowe partnerstwo z Japonią. Szczegółowy program dostępny jest na stronie internetowej www.valletta2018.org.

 

Radosny, wielobarwny pochód karnawałowy

© VIEWINGMALTA.COM

 

RAJ DLA PLAŻOWICZÓW

Choć archipelag może być idealnym miejscem do odkrywania dziedzictwa europejskiej kultury, to letnie temperatury, dochodzące nawet do 40°C, nie zachęcają do zwiedzania. W tym czasie zjeżdżają tu plażowicze i miłośnicy sportów wodnych. Linia brzegowa Malty ma ok. 197 km długości i jest ukształtowana w urozmaicony sposób. Na wybrzeżu kraju znajdują się wysokie klify i idealne do nurkowania czy snorkelingu spokojne zatoczki, a także kilka zachęcających do odpoczynku piaszczystych plaż i malowniczych półwyspów. Ze względu na panujący w okresie letnim upał, którego nie łagodzi ciepły i często porywisty wiatr, turyści i miejscowi szukają choćby chwilowego ochłodzenia w przejrzystym Morzu Śródziemnym, co nie zawsze się udaje, ponieważ w sierpniu temperatura wody potrafi wynosić nawet 30°C. Mimo to w sezonie trzeba być przygotowanym na tłumy wczasowiczów. Dlatego przy planowaniu podróży na Maltę warto rozważyć wyjazd na wiosnę lub jesień. Na plażach jest w tych okresach nieco luźniej, choć bywa wtedy bardzo ciepło. Znawcy tematu twierdzą, że na plażowanie najlepiej wybrać się na archipelag w październiku (woda wciąż ma wówczas powyżej 20°C).

Najwięcej amatorów kąpieli słonecznych odwiedza północno-zachodnie wybrzeże Malty. Piaszczystych plaż jest na wyspie niewiele, dlatego w sezonie są one okupowane. Jedna z najsłynniejszych to Golden Bay, usytuowana niedaleko popularnego wakacyjnego kurortu Mellieħa. Dużo większy spokój panuje w rejonie położonej na południe stąd zatoki Għajn Tuffieħa (Għajn Tuffieħa Bay). Wieczorem warto wdrapać się na stojącą na klifie starą wieżę obronną z 1637 r., ponieważ można tu podziwiać jedne z najpiękniejszych zachodów słońca na Malcie. Bardziej kameralnie jest w ukrytej między skałami niewielkiej Rajskiej Zatoce (Paradise Bay). Jej nazwa znakomicie do niej pasuje. Piasek pokrywa też brzegi leżącej na północy zatoki Armier (Armier Bay), gdzie udają się głównie młodzi ludzie.

Jeden z cudów natury na archipelagu (i od czasu zawalenia się Lazurowego Okna na Gozo w marcu 2017 r. chyba najchętniej fotografowane przez turystów miejsce) stanowi cieśnina Błękitna Laguna pomiędzy wyspami Comino i Cominotto. Jej krystalicznie czyste wody w niezwykłym odcieniu turkusu podziwia rocznie ok. 20 tys. osób.

Ci, którym nie zależy na piaszczystej plaży, mają na Malcie zdecydowanie większy wybór pięknych zakątków, ponieważ wybrzeże kraju jest w dużej mierze skaliste. Wspaniale prezentuje się m.in. miasto Saint Paul’s Bay z zacumowanymi łódkami, palmami rosnącymi na brzegu i ciągnącą się wzdłuż niego promenadą. Pewnie nie wszyscy opalający się na skałach turyści wiedzą, że leżą na pozostałościach murów obronnych wybudowanych przez kawalerów maltańskich w XVIII w. Na tych, którym znudzi się plażowanie lub chcą chwilę odpocząć od słońca, czekają pobliskie Narodowe Akwarium Malty (Malta National Aquarium) i kasyno (Oracle Casino).

Na Malcie znajduje się również sporo wodnych atrakcji dla dorosłych i dzieci. Na północnym wybrzeżu wyspy w pobliżu miejscowości Naxxar warto odwiedzić Mediterraneo Marine Park, w którym odbywają się pokazy z udziałem delfinów i uchatek patagońskich. Obok działa Splash & Fun Water Park z basenami ze sztuczną falą i zjeżdżalniami.

 

DLA AKTYWNYCH

Podczas gdy jedni wylegują się na plaży, inni wolą spędzać urlop aktywnie. Malta jest wręcz stworzona do tego typu wypoczynku, a zwłaszcza uprawiania sportów wodnych. W okolicznych przejrzystych wodach można pływać i nurkować, na tworzących się na nich falach spróbować swoich sił w surfingu.

Rejon archipelagu to jedno z najpopularniejszych miejsc do nurkowania w Europie. Na wyspach funkcjonuje ok. 60 profesjonalnych baz nurkowych, a wokół na dnie Morza Śródziemnego leży kilkadziesiąt zatopionych statków. Nurkowie eksplorują tu także jaskinie, np. Blue Hole na Gozo czy Blue Grotto na Malcie. Największe maltańskie centra nurkowe znajdują się we wspomnianej już miejscowości Saint Paul’s Bay. Poza tym popularnością cieszy się też zatoka Dwejra (Dwejra Bay) na Gozo. Na archipelagu wielu turystów próbuje również snorkelingu np. w takich miejscach jak Għar Lapsi na południu Malty oraz w zatokach na Gozo: Hondoq, Xwejni i Xatt l-Ahmar.

Okolicę wysp wybierają bardzo często także amatorzy żeglarstwa. Bez problemu można tutaj znaleźć firmę zajmującą się czarterem jachtów i łodzi. Najstarsza marina na Malcie znajduje się w miejscowości Msida (720 miejsc) i jest wymieniana wśród najlepszych w basenie Morza Śródziemnego. Na zainteresowanie zasługują również przystanie w St. Julian’s i Birgu (Vittoriosie). Popularne wśród turystów są rejsy dookoła trzech wysp: Malty, Gozo i Comino, a także wycieczki motorówką czy rekreacja na rowerach wodnych. Odnajdą się tu też miłośnicy wędkowania (wymagane jest pozwolenie na połów).

Ze względu na skaliste wybrzeże Malta idealnie nadaje się do uprawiania wspinaczki skałkowej. Zwolennicy mniej ekstremalnych wrażeń mają do wyboru dyscypliny sportowe z brytyjską tradycją, takie jak golf lub krykiet, których centrum znajduje się w miejscowości Marsa (Royal Malta Golf Club i Marsa Sports Club). Gozo można z kolei zwiedzać w siodle (przejażdżki oferują m.in. stadniny w miejscowości Xagħra) albo rowerem (ze względu na ukształtowanie terenu przyda się dobra kondycja).

 

Popeye Village – wioska złożona z 19 budynków

© VIEWINGMALTA.COM/SEREN OZCAN

 

ŚLUB W WIOSCE POPEYE’A

Piknik na plaży, zwiedzanie winnic, wieczorny rejs dookoła Comino z kolacją na pokładzie jachtu czy spacer po promenadzie w Sliemie – to tylko niektóre z licznych atrakcji dla zakochanych par. Urokliwe uliczki w Valletcie aż się proszą o to, żeby się w nich zgubić i odkrywać miejsca, w których czas się zatrzymał i o których nie piszą w przewodnikach. Malta jest idealnym celem na romantyczny weekend we dwoje, podróż poślubną albo organizację ślubu w niecodziennej scenerii, jak choćby w słynnej wiosce marynarza Popeye’a (Popeye Village) lub XVII-wiecznej wieży obronnej Dwejra na Gozo.

Nie ma też nic bardziej magicznego niż wschód albo zachód słońca oglądany w położonej ok. 10 km na południowy wschód od Valletty niewielkiej rybackiej miejscowości Marsaxlokk. Zacumowane w porcie tradycyjne maltańskie łodzie zwane luzzu są pomalowane na intensywne kolory. Na dziobie zdobią je oczy, które mają chronić rybaków udających się na połów. Te charakterystyczne łodzie same w sobie stanowią atrakcję turystyczną. Ślubna sesja zdjęciowa w tym miejscu to świetna pamiątka z Malty.

Zakochanym spodoba się także w Mdinie. Ta dawna maltańska stolica (do 1530 r.), założona ok. VIII w. p.n.e. przez Fenicjan jako warowna osada (pod nazwą Maleth), nazywana bywa cichym miastem, dlatego że jej otoczoną murami najstarszą część zamieszkuje jedynie 300 osób i jest ona zamknięta dla ruchu pojazdów. Mdina znajduje się w centrum Malty, zbudowano ją na wzgórzu. Podczas przechadzki jej wąskimi uliczkami warto przyjrzeć się architektonicznym detalom na fasadach budynków, wykonanym z kamienia, drewna lub popularnej tu ceramiki. Widok z usytuowanego na murach tarasu kawiarni „Fontanella® Tea Garden” należy do najbardziej spektakularnych na wyspie.

Nowożeńcy mogą korzystać ze zróżnicowanej bazy noclegowej. Do wyboru mają luksusowe apartamenty w miejskich pałacach, kameralne hotele na obrzeżach miejscowości czy rustykalne domy z prywatnym basenem (np. na Gozo).

 

JAK W FILMIE

Malta leży co prawda daleko od Los Angeles, ale szanse na spotkanie hollywoodzkiej gwiazdy są na niej zaskakująco duże. To tutaj Robin Williams prężył muskuły jako Popeye, Brad Pitt walczył pod Troją, a Ridley Scott kręcił sceny do swojego oscarowego Gladiatora. Według wyliczeń pomiędzy 1925 a 2017 r. wyspa była planem dla ok. 120 produkcji.

Miłośnikom kina dużą przyjemność sprawia odnajdywanie miejsc, gdzie powstawały ich ulubione filmy. Najbardziej rozreklamowaną filmową atrakcją na Malcie jest bez wątpienia Wioska Popeye’a (Popeye Village) w zatoce Anchor (Anchor Bay). Przyciąga ona głównie rodziny z dziećmi i choć ma zdecydowanie komercyjny charakter, warto ją odwiedzić.

Wielu twórców uległo czarowi Mdiny, która odgrywała nawet Rzym w filmie Hrabia Monte Christo z 2002 r. Chętnie przyjeżdżają tu również fani popularnego serialu Gra o tron. W pobliżu bramy miasta kręcono sceny przedstawiające wydarzenia dziejące się w Królewskiej Przystani (King’s Landing) w pierwszym sezonie produkcji.

Z kolei w Valletcie, w pobliżu Fortu św. Elma, powstawały zdjęcia do filmów Midnight Express i World War Z (z Bradem Pittem w roli głównej). Stolica Malty grała także m.in. francuską Marsylię we wspomnianym już Hrabi Monte Christo. Upodobał ją sobie poza tym Ridley Scott, któremu posłużyła za plan filmowy do ujęć prezentujących starożytny Rzym w Gladiatorze. Niestety, z pracą nad tą nagradzaną produkcją wiąże się pewna smutna historia. Jeden z aktorów, Anglik Oliver Reed, w przerwie między zdjęciami poszedł do pubu na drinka i… zmarł w nim na atak serca. Aby uczcić pamięć o nim, lokal został nazwany „Ollie’s Last Pub”.

Na dużym ekranie można było też oglądać ulubioną atrakcję turystów, czyli Błękitną Lagunę. Kręcono tu sceny do filmów Helena Trojańska ze Sienną Guillory i Rejs w nieznane z Madonną.

 

NAUKA I ZABAWA

Malta uzyskała niepodległość 21 września 1964 r. (jednak przez kolejne 10 lat jej królową pozostawała Elżbieta II). Wcześniej była kolonią brytyjską (od 1813 r., a od 1800 r. – brytyjskim protektoratem, oficjalnie częścią Królestwa Sycylii). Pozostałościami po tej przeszłości są charakterystyczne czerwone budki telefoniczne na ulicach, ruch lewostronny i język angielski, który obok maltańskiego pełni funkcję języka urzędowego. Wiele osób odwiedza Maltę i Gozo, aby doskonalić swoje umiejętności językowe. Kursy angielskiego ma w swojej ofercie ponad 40 miejscowych szkół, w których pracują wykwalifikowani nauczyciele, pochodzący najczęściej z Wysp Brytyjskich.

Po dniu spędzonym na nauce warto wieczorem nieco się rozerwać. Na Malcie znajduje się wiele odpowiednich do tego klubów. Nie bez powodu organizuje się tu wypady na wieczory kawalerskie i panieńskie, a także wyjazdy motywacyjno-integracyjne dla firm. W ciągu dnia można odpocząć w licznych komfortowych hotelach z centrami spa i wellness, wybrać się na przejażdżkę piętrowym imprezowym autobusem, pojeździć jeepem po Gozo, przyjrzeć się wyspom od strony wody (podczas rejsu łodzią) albo z góry (w trakcie lotu helikopterem).

Wieczorem koniecznie trzeba pojechać do St. Julian’s, nazywanego sin city („miastem grzechu”), gdzie przy Dragonara Junction i ulicy Santa Rita Steps toczy się nocne życie Malty. Popularnym rozrywkowym kurortem jest również Buġibba w Saint Paul’s Bay. Wiele osób kończy imprezę nad ranem na Strait Street w Valletcie, ulicy nazywanej niegdyś The Gut (ang. „jelito”, „flak”). Dla większych grup organizowane są też wieczory z tradycyjnymi daniami kuchni maltańskiej i oprawą zespołu muzycznego, grającego folkowe piosenki i współczesne hity.

 

NIE TYLKO KRÓLIK

Maltańska mieszanka kulturowa ma swoje odzwierciedlenie także w sztuce kulinarnej tego kraju. W miejscowej kuchni odnaleźć można zarówno wpływy sycylijskie (pizza, makarony), jak i brytyjskie (fish and chips). Jednak za największy przysmak uchodzi tu potrawka z królika, najczęściej serwowana w sosie z wina. Jedna ze stołecznych restauracji szczyci się tym, że w swoim menu posiada wersję tego dania, którą słynny brytyjski kucharz Jamie Olivier uznał za najlepszą na Malcie.

Ci, którzy za mięsem nie przepadają, mogą cieszyć się potrawami z różnorodnych ryb i owoców morza. Większość tych ostatnich, jak np. omułki, jest importowana z Włoch. Miejscowy specjał stanowi zupa rybna aljotta z dużą ilością czosnku. Turystom radzi się unikać jedzenia niektórych gatunków ryb, m.in. morszczuka, miecznika (włócznika) czy soli, ponieważ są zagrożone wyginięciem. Świeże ryby można kupić codziennie na targu w Marsaxlokk.

Jeśli mamy ochotę przekąsić coś na szybko, powinniśmy zdecydować się na pastizzi – chrupiące pierożki z ciasta francuskiego nadziewane aromatyczną ricottą lub groszkowym musem, a także arancini – smażone kulki ryżowe z serem i mięsem. Malta słynie z deserów, więc na koniec posiłku warto spróbować np. ciastek kannoli nadziewanych ricottą o różnych smakach albo tradycyjnego ciasta z figami, miodem i rodzynkami. Na głównej ulicy w Valletcie (Republic Street, Triq ir-Repubblika) koniecznie trzeba zjeść lody o fantazyjnym kształcie z lodziarni „Amorino”.

Na archipelagu pije się sporo wina, ale importuje się je głównie z Włoch. Lokalne produkty mają oznaczenie IGT Maltese Islands i DOK Malta lub DOK Gozo. Niestety, rzadko które zachwycają smakiem. Największe i najbardziej znane winnice to Marsovin (założona w 1919 r.) i Meridiana (istniejąca od 1987 r.). Malta nie jest jednak typowym celem wypraw enoturystycznych. Kto chce zapoznać się z miejscowymi tradycjami winiarskimi, może wybrać się na zwiedzanie winnicy połączone z degustacją. Oprócz wina Maltańczycy piją lokalne sznapsy, jak anyżowy likier anisette czy likier cytrynowy z Gozo.

Pragnienie najlepiej gasi piwo Cisk i bezalkoholowy, gazowany napój pomarańczowo-ziołowy Kinnie. Ten ostatni zwykle albo przypada komuś do gustu, albo zupełnie mu nie podchodzi. To zupełnie inaczej niż w przypadku Malty – w niej można się tylko zakochać.

Wydanie Wiosna 2018

PORTUGALIA – NA KOŃCU ŚWIATA

ELŻBIETA PAWEŁEK

 

<< Podobno kiedyś odpoczywali tutaj bogowie. Stąd Vasco da Gama wyruszał na podbój nowych lądów. Dziś ściągają tu podróżnicy, golfiści, amatorzy przygód na zielonych, górskich szlakach oraz miłośnicy doskonałych win. Niewielka Portugalia urzeka urodą plaż i wiosek rybackich. Kusi wspaniałymi zabytkami i wiecznym słońcem. >>

Na południu kraju znajdują się piaszczyste zatoki, malownicze porty rybackie, wypielęgnowane pola golfowe i mariny zapełnione jachtami. To raj dla aktywnych turystów, żeglarzy i surferów, a także zwykłych miłośników plażowania. Wystarczy jednak ruszyć na północ, a krajobraz się zmienia, staje się bardziej wyżynny, a nawet górski. Dwie wielkie rzeki – Tag (po portugalsku Tejo) i Duero (nazywana w Portugalii Douro), biorące swój początek w Hiszpanii, płyną w kierunku zachodnim przez kraj i wpadają do Oceanu Atlantyckiego. W ich ujściach leżą stołeczna Lizbona oraz Porto, skąd pochodzi najsłynniejszy portugalski produkt – wino porto.

Więcej…

Sardynia – miłość od pierwszego wejrzenia

 

ALEKSANDRA GĄSOWSKA

 

 Prawdopodobnie nie da się pojechać na Sardynię i nie wrócić zakochanym w jej klimacie, różnorodności, krajobrazach, atmosferze, kulturze, tradycjach, winie, jedzeniu i ludziach. Są tacy, którzy tu przybyli i już zostali. Aż trudno uwierzyć, że ten raj znajduje się tak blisko, niemal na wyciągnięcie ręki, bo już niespełna trzy godziny lotu od Polski.

 

Obecnie Polacy plasują się na dziewiątym miejscu na liście turystów ze świata najliczniej odwiedzających tę piękną wyspę. Ze względu zarówno na coraz bardziej efektywną promocję regionu, jak i uruchomione nowe połączenia lotnicze do Alghero (Wizz Air z Warszawy i Katowic) i Cagliari (Ryanair z Krakowa i Modlina), liczba naszych rodaków wybierających ten kierunek na spędzenie urlopu ciągle rośnie.

 

Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ Sardynii nie da się opisać, trzeba jej doświadczyć każdym zmysłem. Ta wyspa, która była wielokrotnie podbijana, dziś sama podbija serca turystów. Można poczuć się na niej jak dziecko w fabryce czekolady Willy’ego Wonki. Sardynia spełnia marzenia plażowiczów, miłośników sportów ekstremalnych, ludzi lubiących aktywnie spędzać czas w górach i na wodzie, rodzin z dziećmi i seniorów, poszukiwaczy zaginionych cywilizacji, kolekcjonerów wyjątkowego rękodzieła, osób uwielbiających uczestniczyć w barwnych lokalnych świętach i zabawach oraz prawdziwych smakoszy.

 

PRZEZ ŻOŁĄDEK DO SERCA

 

Sardyńska kuchnia wiele mówi o mieszkańcach wyspy, jej historii i miejscowych tradycjach i jest tak różnorodna jak sami Sardyńczycy. Królują w niej proste, lecz oryginalne i wyraziste smaki, lokalne zwyczaje kulinarne mieszają się z wpływami katalońskimi, arabskimi, liguryjskimi, rzymskimi, genueńskimi, pizańskimi i sabaudzkimi. Z powodu licznych najazdów wyspiarze często chronili się w głębi lądu i osiedlali w centralnej, górzystej jego części. Dlatego też Sardyńczycy zajmują się pasterstwem i rolnictwem, a bardziej niż dania ze stworzeń morskich cenią sobie potrawy z warzyw, baraniny czy koźliny. Ziemię darzą zresztą niebywałym szacunkiem. Być może z tego względu Sardynia wiedzie prym wśród włoskich regionów specjalizujących się w uprawach biologicznych.

 

Bez wątpienia warto tu spróbować przepysznych kiełbas i salami, a w szczególności porceddu – młodego prosięcia (8–10 kg) pieczonego przez wiele godzin na ruszcie, przyprawionego jedynie solą morską i przygotowywanego tradycyjnie przez pasterzy ze wzgórz Barbagii. W tym rejonie hoduje się sardyńską rasę owiec (sarda), których mleko służy do produkcji znakomitych serów. Króluje wśród nich pecorino, w tym pecorino sardo. Co ciekawe, Sardynia jest największym wytwórcą pecorino romano i największym w Europie producentem serów owczych. Powstają tutaj również sery z koziego i krowiego mleka, np. pachnąca świeżością ricotta, która wyśmienicie smakuje z lokalnym miodem i cienkim, chrupiącym sardyńskim chlebem carasau (pane carasau). Ten ostatni przyrządza się według starej receptury. Piecze się go dwukrotnie – przed drugim razem płaski pszeniczny placek rozdziela się jeszcze na pół. Przepis na ten chleb został stworzony z myślą o pasterzach, którzy przebywali z dala od domu przez długie miesiące i potrzebowali zapasów jedzenia. Carasau sprawdzał się znakomicie jako prowiant, ponieważ nadaje się do spożycia nawet do roku od wypieczenia. Na Sardynii niemal w każdej miejscowości znajdziemy nieco inną odmianę tego pieczywa. Różne są także sposoby jego przyrządzania, a w procesie produkcji często uczestniczy kilka domostw.

 

Ze słodkich wypieków warto skosztować pokrytych cytrynowym lukrem ciasteczek mostaccioli czy rujoli z ricotty, kostek z pigwowej marmolady cotognata, orzechowych kulek bucconettos i babeczek zwanych cardinali (cardinales). Poza tym wyśmienicie smakują teżculurgiòni (culurgiònes) – swoim kształtem przypominają pierogi, a konsystencją polskie kopytka, tradycyjnie wypełnia się je nadzieniem z ziemniaków, sera i mięty.

 

Nadmorskie kurorty są rajem dla smakoszy ryb i owoców morza. Na pewno zachwycą ich podawane na rozmaite sposoby małże, langustynki (homarce), krewetki i kraby. Specjałem, którego nie można nie spróbować, jest bottarga, solona i suszona ikra cefala.

 

W sardyńskim winie da się wyczuć ślady czasów, kiedy wyspę zdobywali przedstawiciele różnych kultur, a w szczególności wpływy hiszpańskie. Na Sardynii występuje wiele odmian winorośli, zarówno tych uprawianych w innych regionach Morza Śródziemnego, jak i lokalnych, niespotykanych nigdzie indziej, takich jak Cannonau, Semidano, Nuragus, Girò, Monica, Torbato czy Vernaccia di Oristano. Do owoców morza doskonale pasuje schłodzone wyważone białe Vermentino. Do mięs natomiast Sardyńczycy rekomendują wina czerwone: wytwarzane już przez starożytne ludy Cannonau i cieszące się coraz większą popularnością Carignano del Sulcis.

 

 BOGATA HISTORIA

 

Sardynia to prawdziwa mozaika kultur. Można ją odkrywać całe życie i nigdy nie poznać w pełni. Niektórzy nawet twierdzą, że jest ona zaginioną Atlantydą, a tajemnicza starożytna cywilizacja nuragijska, która rozwijała się na wyspie od XIX do II w. p.n.e., osiągnęła świetność równą wspaniałości mitycznych Atlantów. Jej przedstawiciele nie pozostawili jednak po sobie żadnych tekstów, dlatego przez wiele lat ich kultura uznawana była za bardzo prymitywną i niezasługującą na uwagę. Dopiero od niedawna badacze interesują się nią coraz częściej. Najnowsze odkrycia dowodzą, że cywilizacja ta przeżywała swój największy rozkwit w okresie X–VIII w. p.n.e. Do dziś zachowały się m.in. groby gigantów, statuetki z brązu, rzeźby z piaskowca w Mont’e Prama i zagadkowe kamienne wieże, czyli nuragi. Tych ostatnich obiektów, wciąż w dobrym stanie, na całej Sardynii jest ok. 7 tys. Najwięcej znajduje się w Dolinie Nuragów (Valle dei Nuraghi) w centralnej części lądu. Co ciekawe, niektóre nuragijskie budowle przypominają bardzo architektoniczne konstrukcje z odległych krajów, np. święta studnia Funtana Coberta wBallao wygląda podobnie jak ta zachowana koło wioski Garlo w Bułgarii.

 

Do 238 r. p.n.e. na wyspie panowali Kartagińczycy, których wyparli Rzymianie. Ci pierwsi zostawili po sobie wiele śladów. Do czasów obecnych przetrwały m.in. fragmenty domów, cmentarzy czy sanktuarium (tofet) poświęcone bogini Tanit w starożytnym mieście Nora. Kilka stuleci wcześniej, ok. IX w. p.n.e. u wybrzeży Sardynii zbudowali swoje pierwsze porty handlowe feniccy żeglarze. W 540 r. p.n.e. Fenicjanie weszli w konflikt z miejscową ludnością i zwrócili się o pomoc do Kartaginy, która stopniowo podbiła większość wyspy. Po każdym najeździe rdzenni mieszkańcy przenosili się dalej w głąb lądu, na górzyste tereny Barbagii. Wśród Sardyńczyków nadal żywe jest przekonanie, że do ich małej ojczyzny niebezpieczeństwo zawsze przychodzi od morza. Na Sardynię zawitali również Grecy. W miejscu fenickiej osady założyli w VII w p.n.e. kolonię Olbia, później rozbudowaną przez Kartagińczyków. Obecnie to czwarte największe sardyńskie miasto (z 60 tys. mieszkańców). Znajdują się w nim port morski i lotnisko będące bramą do Szmaragdowego Wybrzeża (Costa Smeralda).

 

Po Rzymianach pojawili się tu Wandalowie (od 456 do 534 r.), Bizantyjczycy i Arabowie. Wyspa należała także do Genui i Pizy, a następnie papież Bonifacy VIII (ok. 1230–1303) podarował ją w 1295 r. władcom Aragonii (na mocy traktatu w Anagni). Kilkaset lat później była nawet krótko (przez kilka lat) w rękach Austrii, która wymieniła ją z Sabaudią na Sycylię. Od 1720 r. Sardynią rozporządzała dynastia sabaudzka i w wyniku tego w 1861 r. stała się ona częścią Włoch. Jednak do dziś wyspiarze mówią, że są przede wszystkim Sardyńczykami, a dopiero potem Włochami.

 

 SARDYŃSKA BARCELONA

 

 Do Alghero możemy dolecieć bezpośrednio z Warszawy i Katowic liniami Wizz Air (w sezonie letnim). Miasto zadziwia już od pierwszych chwil, ponieważ przyjezdni czują się w nim jak na hiszpańskim wybrzeżu. Takie skojarzenia przywodzi na myśl miejscowa architektura, układ uliczek, lokalna kuchnia, przypominający kataloński język (dialekt algherese, alguerés), którym posługują się mieszkańcy, czy też flaga miasta składająca się z żółto-czerwonych pasów. Nawet nazwiska wielu osób brzmią jak w Hiszpanii. Skąd na północnym wschodzie Sardynii wzięła się mała Barcelona (Barceloneta)? Otóż w 1354 r. Alghero zdobył król Piotr IV Aragoński (1319–1387). Sprowadził do niego nowych osadników, m.in. z Katalonii. W 1372 r. Aragończycy wysiedlili ostatnich miejscowych buntowników. Miała to być kara za spisek tutejszej wpływowej genueńskiej rodziny Doria.

 

Obecnie w mieście mieszka na stałe 44 tys. ludzi. Znajdują się w nim małe, klimatyczne restauracje, piękny nadmorski deptak sąsiadujący z aragońskimi basztami, marina i niewielki port, z którego można wyruszyć w rejs wzdłuż wybrzeża i do pobliskich Grot Neptuna (Grotte di Nettuno). Nocny spacer uliczkami urokliwej starej części Alghero, po tętniącym życiem i romantycznym nabrzeżu jest dobrym sposobem na dostrojenie zmysłów do nieśpiesznego rytmu tego niezwykłego miejsca, gdzie wystawy sklepów cieszą oczy wyrobami z wydobywanego nieopodal koralu oraz jedynej w swoim rodzaju ceramiki.

 

W dzień warto wybrać się na wycieczkę łodzią po wcześniejszym zaopatrzeniu się w prowiant – focaccię del Milese, przysmak polecany przez okolicznych mieszkańców. Jeśli nie wieje zbyt mocno, bez problemu dostaniemy się do wspomnianych Grot Neptuna, do których rejsy organizowane są praktycznie co godzinę. Dwa razy w ciągu dnia można także popłynąć na spotkanie z delfinami. Do jaskini dotrzemy również drogą lądową – schodami z 656 stopniami (Escala del Cabirol). Powstały w latach 50. XX w. i prowadzą w dół z malowniczego szczytu klifu Capo Caccia. Niezależnie od wyboru trasy, Groty Neptuna robią na odwiedzających ogromne wrażenie. To jedna z głównych atrakcji na Sardynii. W ich wnętrzu możemy poczuć się jak tytułowy bohater powieści J.R.R. Tolkiena Hobbit, czyli tam i z powrotem w jaskini Golluma. W środku znajduje się słone jezioro Lamarmora o długości 120 m i szerokości 25 m, zasilane przez wodę morską. Choć ścieżka turystyczna ma 580 m, szacuje się, że system grot ciągnie się przez ok. 4 km. Oprócz jeziora, zachwyt budzą ogromne stalaktyty i stalagmity oraz nacieki jaskiniowe. Samo zwiedzanie trwa mniej więcej 40 minut, a wyprawa łodzią z portu w Alghero – 30–40 minut.

 

Pobyt w mieście dostarczy nam rozrywki na nawet kilka dni. Możemy leniwie wylegiwać się na jednej z okolicznych przepięknych plaż, wieczorami wyruszyć na zwiedzanie, wybrać się na zakupy w małych sklepikach, podziwiać zachody słońca przy orzeźwiającym aperitifie. W Alghero warto odwiedzić barokowy kościół jego patrona św. Michała Archanioła (Chiesa di San Michele Arcangelo). Kolorowa kopuła świątyni przepięknie mieni się w słońcu. Poza tym na zainteresowanie zasługuje pochodząca z XVI stulecia Katedra Matki Boskiej Niepokalanej (Cattedrale di Santa Maria Immacolata), skromna z zewnątrz, ale zachwycająca w środku, i XV-wieczny Kościół św. Franciszka (Chiesa di San Francesco, przebudowany w XVI w.) w stylu katalońskiego gotyku. Otaczające zabudowania miejskie baszty i mury chronią je od czasów panowania Aragończyków. Alghero jest jednym z niewielu włoskich miast warownych, w których zachowało się w dobrym stanie ponad 70 proc. murów obronnych. Ciągną się od Forte della Maddalena do Torre di Sulis (Torre dell’Esperò Rejal). Na północny zachód od placu Sulisa (Piazza Sulis) wybrzeża bronią bastiony poświęcone sławnym żeglarzom i podróżnikom: Bastioni Cristoforo Colombo, Bastioni Antonio Pigafetta, Bastioni Ferdinando Magellano i Bastioni Marco Polo.

 

W okolicy Alghero znajduje się nekropolia Anghelu Ruju ze słynnymi grobowcami zwanymi domami wróżek (domus de janas). Wiek tego odkrytego na początku XX stulecia cmentarza szacuje się nawet na 5 tys. lat. Nieopodal miasta jest też kompleks nuragów wraz z otaczającą je wsią i największym obiektem – Palmavera. Budowle powstawały w epoce brązu i żelaza. Oprócz tego warto również wyruszyć na Capo Caccia, zanurzony w szmaragdowym morzu wapienny cypel z licznymi jaskiniami. W jego pobliżu znajduje się wiele miejsc nurkowych, to także odpowiedni teren na trekking lub wspinaczkę.

 

Poza tym w rejonie Alghero można żeglować, pływać motorówką, uprawiać snorkeling, surfować czy wybrać się na degustację wina do winnicy albo odpoczywać na jednej z tutejszych plaż. Niedaleko miasta leży malownicza Spiaggia Lido di San Giovanni. Najbardziej urokliwe plaże są oddalone stąd o zaledwie kilka minut jazdy autobusem lub samochodem. Należą do nich Maria Pia (ok. 4 km), Punta Negra (7 km), La Speranza (9 km), Le Bombarde (10 km), Lazzaretto (11 km) i Mugoni (16 km).

 

Na wspomnienie zasługuje też wreszcie La Pelosa w miejscowości Stintino (mniej więcej 55 km na północ od Alghero). Jej zdjęcia stanowią popularny motyw pocztówek. To jedna z najpiękniejszych plaż nie tylko na Sardynii, ale prawdopodobnie również na świecie. Turkusowe morze oblewa wybrzeże pokryte delikatnym, białym piaskiem. Nieopodal na małej wysepce wznosi się aragońska wieża (Torre della Pelosa). Woda jest przejrzysta i ciepła, można w niej brodzić wiele metrów od brzegu. Niestety, w sezonie La Pelosę wypełniają tłumy turystów. Warto ją jednak odwiedzić nawet tylko dla samego spektakularnego widoku.

 

 REJS PO ARCHIPELAGU

 

 W poszukiwaniu małych, urokliwych plaż koniecznie trzeba pojechać na północny wschód wyspy, czyli na Szmaragdowe Wybrzeże (Costa Smeralda). Swoją nazwę zawdzięcza kolorowi wody, jaki morze przybiera w tej okolicy. Na całodniowy rejs po tutejszym malowniczym archipelagu La Maddalena (Arcipelago di La Maddalena) można wypłynąć z portu w Palau. Tylko wyspy La Maddalena, Caprera i Santo Stefano są zamieszkane, reszta (Spargi, Santa Maria, Budelli i Razzoli) pozostaje dzika i nietknięta ludzką ręką. W styczniu 1994 r. utworzono w tym rejonie Park Narodowy Archipelagu La Maddalena (Parco Nazionale dell’Arcipelago di La Maddalena).

 

Niektórych miejsc w tym niezmiernie ciekawym regionie nie będzie nam dane zobaczyć z bliska. Różową Plażę (Spiaggia Rosa) na Budelli wolno podziwiać jedynie z łodzi. Nazwano ją w ten sposób ze względu na barwę piasku. Charakterystyczne różowe drobiny to w rzeczywistości pokruszone pancerzyki otwornic Miniacina miniacea. Turyści nie mają już tutaj wstępu, ponieważ zabierali ze sobą na pamiątkę nietypowy piasek i w ten sposób niszczyli ten wyjątkowy zakątek. Na pozostałych wyspach również znajdziemy piaszczyste i otoczone skałami zatoczki. Promieniami słońca, przyjemnie ciepłą wodą i piękną przyrodą dookoła nas możemy cieszyć się na plażach na Santa Marii (Cala Santa Maria), Caprerze (Spiaggia di Cala Coticcio) i Spargi (Cala Corsara).

 

Na La Maddalenie pospacerujemy po wąskich uliczkach i zaułkach niewielkiego, uroczego miasteczka o tej samej nazwie. Na Caprerze z kolei odwiedzimy grób Giuseppe Garibaldiego (1807–1882). Ten włoski bohater narodowy umarł właśnie na tej wyspie. Przed śmiercią poprosił podobno o przestawienie swojego łóżka tak, aby mógł z niego widzieć morze.

 

Widok na zabytkowe Alghero od strony morza

Alghero panorama

© UFFICIO STAMPA DELLA REGIONE AUTONOMA DELLA SARDEGNA

 

 LUKSUS I NATURA

 

Costa Smeralda nosi jeszcze jeden przydomek, a mianowicie Wybrzeże VIP-ów. To tutaj największe gwiazdy odpoczywają z dala od błysków fleszy i przybywają miliarderzy, tu odbywają się wykwintne przyjęcia na wartych miliony dolarów jachtach. Do lat 60. XX w. ten rejon Sardynii był miejscem zupełnie dzikim i nieznanym. Mało żyzne ziemie, dziedziczone przez kobiety, nie mały dla Sardyńczyków wartości. Jednak gdy nad tą częścią wyspy przelatywał książę Aga Chan IV, przywódca ismailickich nizarytów, od razu się w niej zakochał. Odkupił więc za grosze od lokalnych właścicieli ich działki i w ciągu dwóch dekad przemienił region w ekskluzywną enklawę dla znanych ludzi, którzy chcieli uciec przed zgiełkiem i rozgłosem.

 

W ten sposób powstała cała infrastruktura umożliwiająca turystom pobyt na Szmaragdowym Wybrzeżu. Osuszono nadbrzeżne mokradła, zbudowano międzynarodowe lotnisko w Olbii i hotele. Od podstaw wzniesiono miejscowość, która stała się synonimem luksusu. Porto Cervo zaprojektował znany włoski architekt Luigi Vietti (przy projektach na Costa Smeralda pracowali jeszcze Francuz Jacques Couëlle i jego syn Savin oraz Włoch Michele Busiri Vici), któremu Aga Chan IV wyznaczył wiele rygorystycznych wytycznych. Przede wszystkim książę zadbał o to, żeby ograniczyć do minimum ingerencję w środowisko naturalne. Architekt otrzymał zadanie wykorzystania zastanych walorów tego miejsca w taki sposób, aby jednocześnie stworzyć miasteczko funkcjonalne, komfortowe i wkomponowane w piękny krajobraz. Wszystkie materiały służące do budowy musiały być dostępne na wyspie. Domy w Porto Cervo nie przewyższają drzew, możemy spotkać tu budynki, w które skały czy roślinność zostały niejako wtopione. To wyjątkowy przykład symbiozy architektury z naturą. Kolory ścian odpowiadają barwie okolicznych skał, kostki brukowe są granitowe, bramy wjazdowe i tarasy wykonano z drewna cedrowego. Wszelkie instalacje ukryto pod ziemią, nie dostrzeżemy też żadnych reklam, ponieważ wieszanie plakatów jest surowo zabronione. Dodatkowo książę roboty budowlane zlecał miejscowej ludności. Dziś sardyńska branża turystyczna szczyci się tym, że za cel stawia sobie dbanie o środowisko naturalne. Gdy Aga Chan IV zaczynał realizować swoje pomysły na Szmaragdowym Wybrzeżu, to podejście wydawało się rewolucyjne.

 

W Porto Cervo znajdują się prywatne rezydencje, mały Kościół Gwiazdy Morza (Chiesa di Stella Maris), luksusowe butiki, restauracje i port, w którym ogromne wrażenie robią zacumowane w nim jachty. Dzięki wyjątkowo harmonijnie zaprojektowanemu otoczeniu podkreślającemu piękno krajobrazu tutejsza marina zachwyca bardziej niż ta w Monako. Porto Cervo jest miejscowością, jakiej nie zobaczymy nigdzie indziej na świecie – ekskluzywną, lecz pełną klasy i nie narzucającą się swoim blichtrem naturze.

 

 OZDOBA WŁOCH

 

 Na północy wyspy nie sposób przeoczyć Castelsardo, prawdziwej perły wśród malowniczych sardyńskich miasteczek. Nad spienionymi morskimi falami i aragońską wieżą góruje w nim zamek. Historia miasta jest długa i pełna intrygujących zwrotów akcji. Za datę powstania Castelsardo przyjmuje się 1102 r., to jednak data umowna. Nowe osady zaczęto wznosić na Sardynii po 1016 r., czyli po pokonaniu muzułmańskiej flotyMudżahida (Mujāhida), władcy Denii, przez połączone siły Sardyńczyków, Pizańczyków i Genueńczyków. W geście wdzięczności za okazaną pomoc czterej królowie sardyńscy podarowali sojusznikom nieurodzajne ziemie nadmorskie, na których ci zbudowali twierdze i skąd rozpoczęli swoją ekspansję na wyspie. Tereny, gdzie dziś znajduje się Castelsardo, otrzymała wpływowa rodzina Doria z Genui, a zamek pozostawał w jej posiadaniu od 1102 do 1448 r. Usytuowana na wzniesieniu budowla była niezmiernie trudna do zdobycia, w środku zebrano zasoby wody pitnej i zapasy jedzenia na kilka lat oblężenia. Panowało przekonanie, że nikt nie podbije tak naprawdę Sardynii, jeśli nie zdobędzie tej fortecy. Początkowo nazywano ją Zamkiem Genueńskim (Castel Genovese), a po zagarnięciu jej przez Aragończyków – Zamkiem Aragońskim (Castel Aragonese). W 1527 r. flota rodziny Doria próbowała odzyskać twierdzę, ale – niestety – po kilku dniach oblężenia musiała przerwać atak. Przez kolejne wieki miasto i cała wyspa zmagały się z głodem i epidemiami. W 1720 r. Castel Aragonese przeszedł w ręce dynastii sabaudzkiej – Wiktor Amadeusz II (1666–1732) dostał Sardynię od Austrii w zamian za Sycylię. Kolejny król, Karol Emanuel III (1701–1773), zmienił w 1769 r. nazwę fortecy na Zamek Sardyński, czyli Castelsardo.

 

Obecnie w twierdzy znajdują się sale ślubne, a także Muzeum Plecionkarstwa Śródziemnomorskiego. Przedmioty z trawy morskiej wyplatano w różnych formach. Pełniły wiele funkcji – służyły za naczynia do użytku domowego, były stosowane do połowu ryb i skorupiaków, wykorzystywano je jako łodzie. W Castelsardo można kupić przepiękne tradycyjne kosze. Nawet jeśli nie należą do najtańszych, są praktyczną i oryginalną pamiątką, bardzo charakterystyczną dla Sardynii, podobnie jak wyroby z korka. Obok zamku wnosi się Konkatedra św. Antoniego Opata (Concattedrale di Sant’Antonio Abate), konsekrowana w 1622 r. Jej ołtarz zdobi XV-wieczny obraz Madonny z Dzieciątkiem na tronie. Warto zwiedzić też katakumby, w których powstała interesująca ekspozycja rzeźb i obrazów. Natomiast Kościół Matki Boskiej Łaskawej (Chiesa di Santa Maria delle Grazie) zachwyca prostotą i skromnym wystrojem. W środku znajdziemy drewnianą rzeźbę Jezusa. W świątyni ma swoją siedzibę Bractwo Krzyża Świętego. Jeżeli dopisze nam szczęście, trafimy na próbę pieśni wielkanocnych, które mężczyźni ze wspólnoty zawsze wykonują w kwartetach. To magiczny, nieporównywalny do niczego rodzaj muzyki. W Wielki Poniedziałek (Lunissanti) w miasteczku odbywa się procesja z krzyżem, podczas której członkowie bractwa, odziani w białe szaty i szpiczaste kaptury, modlą się poprzez swój śpiew.

 

Castelsardo to niezwykłe miejsce. Podczas pobytu na północy Sardynii trzeba koniecznie je odwiedzić i spędzić tu choćby jeden dzień na spacerze i zwiedzaniu. Jeśli poczujemy się zmęczeni, możemy usiąść, aby napić się prosecco i posilić się sardyńskimi przysmakami, najlepiej w którejś z klimatycznych knajpek z przepięknym widokiem na wyjątkowy zamek będący jednym z symboli wyspy.

 

DZIKOŚĆ DUSZY

 

Widok na Nuoro, główny ośrodek miejski we wciąż dzikiej Barbagii

Barbagia2

© JAROSŁAW DĄBROWSKI/AGENCJA-INFINITY.PL

 

W Sardynii łatwo się zakochać i to nie tylko w jej wspaniałych plażach, lecz także malowniczym górzystym wnętrzu lądu. Prawdziwym sercem tej wyspy, które bije nieustannie od dawien dawna, jest Barbagia. Przez zdobywców była nazywana krainą barbarzyńców i bandytów, ale tak naprawdę stanowi ona centrum ojczyzny Sardyńczyków. Tu rodziły się zwyczaje i tradycje. W tej surowej krainie hołdowano również kiedyś prawu wendety. Nad wioskami górują w niej skalne masywy Supramonte i Gennargentu z najwyższym szczytem Punta La Marmora (1834 m n.p.m.). Barbagia to raj dla osób kochających dziką naturę, wyprawy trekkingowe i wspinaczkę oraz… prostą, tradycyjną kuchnię. Charakterystyczne dla tego regionu są też murale – forma społecznej i politycznej ekspresji, których najwięcej znaleźć można w miasteczku Orgosolo. Mieszkańcy tej części wyspy wydają się niejako przyrośnięci do ziemi, a ta odwzajemnia to przywiązanie, choć każda ze stron w tym związku pozostaje tak samo wierna, jak i surowa.

 

JASKINIE I GOŚCINA U PASTERZY

 

Fragment świętej studni w osadzie nuragijskiej Sa Sedda ’e Sos Carros

 

Wykopaliska

© JAROSŁAW DĄBROWSKI/AGENCJA-INFINITY.PL

 

Z Alghero warto wybrać się doBarbagii na wycieczkę jeepami. Wyrusza się na nią z samego rana, żeby o godz. 9.00 przesiąść się w miejscowości Oliena do samochodów i spędzić cały dzień na wyprawie po górach i jaskiniach urozmaiconej oglądaniem stanowiska archeologicznego. Widoki po drodze są przepiękne – gdy po opuszczeniu nadmorskich kurortów przeniesiemy się w głąb Sardynii, możemy poczuć się jak w zupełnie innym świecie. Dobrze zabrać ze sobą przewodników, zwłaszcza osoby pochodzące z tego regionu, które z pasją opowiadają o każdym odwiedzanym miejscu i dzielą się historiami mrożącymi niekiedy krew w żyłach.

 

Jaskinia Sa Oche wita nas sylwetką spoglądającej z półki skalnej czarnej pantery. Otwór w skale przypomina dzikiego kota strzegącego przejścia. Temperatura powietrza znacznie się obniża już kilka metrów od wejścia do groty, co w letnim upale przynosi niezwykłą ulgę. Jaskinia jest tak naprawdę korytem górskiej rzeki wydrążonym przez jej nurt i przez część roku bywa całkowicie zalana. Zanim woda piętrząca się w podziemnych korytarzach wypłynie na zewnątrz, wydaje bardzo donośne odgłosy, czym ostrzega zamieszkujących dolinę ludzi przed nadchodzącym niebezpieczeństwem. Stąd pochodzi nazwa groty. Sa Oche oznacza w języku sardyńskim „głos”.

 

Kolejny punkt wyprawy to stanowisko archeologiczne Sa Sedda ’e Sos Carros – nuragijska wioska zbudowana ok. 1300 r. p.n.e. Kompleks składa się z mniej więcej 150 okrągłych i owalnych chat, centralnej budowli i świątyni. Jednak ze względu na brak funduszy większa część osady nie została odkopana. Do zwiedzania udostępniono zespół świątynny. Powstał on ku czci bóstw wody. Jego centrum wyznacza święta studnia z widocznymi do tej pory głowami muflonów. Kiedyś równomiernie tryskała z nich woda.

 

W okolicy miasteczka Oliena znajduje się Su Gologone, krótki strumień zasilający rzekę Cedrino. W rzeczywistości tworzy on prawdopodobnie podziemną rzekę, której odkryty został jedynie mały fragment. Speleologom podczas kilku niebezpiecznych ekspedycji udało się zejść do tej pory maksymalnie na głębokość 135 m (w 2010 r.). Nad wodą wypływającą ze źródła wznosi się niewielki kościół. Na jego ścianach dostrzeżemy ślady po powodziach nawiedzających tę okolicę. Znaczą mury aż pod sam sufit.

 

Zaledwie kilka kilometrów od Olieny leży jedna z najdzikszych i najbardziej fascynujących części Sardynii – zatoka Orosei (Golfo di Orosei). Za jej wyjątkową ozdobę uchodzą wspaniałe plaże takie jak Cala Goloritzè, Cala Luna i Cala Mariolu oraz przepiękna jaskinia zwana Grotta del Bue Marino.

 

Po całodziennym zwiedzaniu doskonałym odpoczynkiem jest prawdziwa uczta u pasterzy, którzy już od rana przygotowują ricottę i przez wiele godzin pieką porceddu oraz inne mięsiwa. W cieniu drzew można wypocząć, napić się i najeść do syta, a nawet poznać nieco pasterskie zwyczaje. Na przystawkę pasterze podają zimne wędliny i oliwki, pane carasau z miodem i świeżą ricottą, a do tego czerwone wino Cannonau. Danie główne stanowią pieczone kiełbasy i rozpływające się w ustach prosię z rusztu. Na deser są owoce, sery owcze i kozie, liście sałaty rzymskiej polane miodem i… kieliszek grappy. Ten prosty posiłek dostarcza doznań kulinarnych godnych najlepszej restauracji.

 

To tylko krótki opis niewielkiego skrawka Sardynii, na której znajdziemy wszystko, czego turyści mogą zapragnąć. Na zboczach szczytu Bruncu Spina (1829 m n.p.m.) w masywie Gennargentu pojeździmy nawet na nartach. Dlatego po pierwszej wizycie i każdej kolejnej chce się tu znowu wrócić. Nie sposób też poznać do końca całej wyspy, zawsze odkrywa się na niej coś zupełnie nowego. Sardynia jest jednocześnie przystępna i tajemnicza, otwarta i zagadkowa, po prostu niezmiernie fascynująca.

 

Cala Goloritzè, niezmiernie fotogeniczna nieduża plaża w zatoce Orosei

Cala GoloritzÉ

© RENATA TRAVEL