Piłkarze podczas jednego meczu pokonują na boisku średnio 11 kilometrów, podążając za piłką i kierując ją w stronę bramki przeciwnika. Najszybsi z nich mogliby śmiało konkurować z olimpijskimi sprinterami – osiągają prędkość nawet 32 kilometrów na godzinę. Dodatkowo, w niespełna miesiąc trwania Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej polskich piłkarzy czeka ponad 7 tysięcy kilometrów do przebycia z bazy na poszczególne rosyjskie stadiony. Wysiłek na murawie i ten towarzyszący długim podróżom to ogromne wyzwanie dla Orłów Adama Nawałki. Polscy piłkarze mają do pokonania najdłuższy dystans spośród wszystkich uczestników grupy H - ich drużynowi przeciwnicy stacjonujący w Kazaniu i Kałudze są w zdecydowanie lepszej sytuacji, a od mundialowych stadionów dzielą ich kilkukrotnie krótsze odległości. Analitycy eSky postanowili oszacować z jakimi dystansami przyjdzie zmierzyć się zarówno piłkarzom, jak i kibicom podróżującym na mecze do Rosji.

 

Rosja to największe względem powierzchni państwo na świecie, którego rozciągłość równoleżnikowa wynosi 9.000 km – to aż 23% równika. W związku z tym, odległości dzielące tegoroczne mundialowe miasta są imponujące. W zależności od wybranej bazy sportowej oraz stadionów, na których odbędą się grupowe mecze, drużyny w fazie grupowej muszą przebyć łącznie od nieco ponad 1 tysiąca kilometrów (Kolumbia, Argentyna, Tunezja) do aż 9 tysięcy (Szwecja, Egipt, Nigeria).

Piłkarze dysponują własną flotą autobusową, a także wygodnymi samolotami na wyłączność, co sprawia, że nawet tak dalekie dystanse można pokonać szybko i komfortowo. Na potrzeby tej symulacji założyliśmy, że nasi zawodnicy stacjonują w jednej bazie, lecz po meczach grupowych, często drużyny się przeprowadzają do innych ośrodków. Liczymy więc, że biało-czerwonych nie osłabią zbyt duże odległości i związane z nimi podróże– podkreśla Tomasz Kaczmarek, Marketing Manager Central-Western Europe z eSky Group.

W grupie H, w której znajduje się Polska Reprezentacja, odległości te są bardzo zróżnicowane:

 

Źródło: opracowanie własne eSky

 

W zdecydowanie najlepszej sytuacji jest Kolumbia, która dzięki wyborowi Kazania na swoją bazę, ma do pokonania najmniej kilometrów na poszczególne mecze. 24 czerwca zmierzy się z Polską Reprezentacją w mieście rezydowania, co na pewno jest korzystniejszą sytuacją, niż przylot Polaków z Soczi (około 2 tysięcy kilometrów, 2,5-3 h lotu). W swojej bazie piłkarze mogą korzystać bez ograniczeń z pomocy fizjoterapeutów, psychologów sportowych czy innych udogodnień, które proponują luksusowe hotele (masaże, sauny, baseny...). Co ciekawe, Polski Związek Piłki Nożnej rozważał Kazań jako bazę sportową, jednakże 15 grudnia 2017 roku podjął decyzję o stacjonowaniu w Soczi. Pozostaje wierzyć, że długie podróże Polskiej Reprezentacji będą czasem na owocne konsultacje drużyny z trenerem i nie wywrą negatywnego wpływu na formę zespołu.

Poszczególne grupy mundialowe łącznie pokonają od 17 aż do 27 tysięcy kilometrów w drodze ze swoich baz sportowych na mecze oraz z powrotem. Zsumowanie wszystkich dystansów daje wynik, który pozwoliłby czterokrotnie okrążyć całą kulę ziemską. Należy pamiętać jednakże o tym, że dane te nie uwzględniają kilometrów niezbędnych do dotarcia na treningi, konferencje czy krajoznawcze wycieczki w czasie wolnym.

 

Źródło: opracowanie własne eSky

 

Źródło: opracowanie własne eSky

 

Analitycy Grupy eSky, przygotowali również przybliżone dane, które obrazują odległości, które łącznie pokonałaby Polska po wyjściu z grupy z pierwszego lub drugiego miejsca, aż do wielkiego finału na Stadionie Łużniki w Moskwie:

 

Źródło: opracowanie własne eSky

Również polscy kibice wybierają podróże samolotem do Rosji. Biorąc pod uwagę ogromne odległości, jest to najkorzystniejsza i najbezpieczniejsza forma podróży - średnia odległość między Warszawą, a mundialowymi miastami wynosi 2 tysiące kilometrów. Niestety wiedzą o tym również przewoźnicy, dlatego ceny biletów wzrosły w tym okresie aż o 20%.

Poprzednie Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej w 2014 roku miały miejsce w Brazylii, stąd niewielu polskich fanów piłki nożnej brało w nich czynny udział i decydowało się na wyjazd do oddalonego o tysiące kilometrów państwa położonego poza Starym Kontynentem. Cztery lat temu polska reprezentacja nie zakwalifikowała się do grona najlepszych drużyn na świecie, co ostudziło zapał najwierniejszych fanów gotowych do pokonania niebagatelnych dystansów. W tym roku sytuacja jest zgoła inna – wielkie święto futbolu organizuje mniej daleka Rosja, co znacząco sprzyja polskim kibicom, którzy będą chcieli aktywnie dopingować biało-czerwonych. – komentuje Tomasz Kaczmarek z eSky Group.

Z analizy danych serwisu eSky.pl wynika, że w okresie 8 czerwca – 15 lipca w 2017 i 2018, a wiec w czasie trwania Mundialu, zdecydowanie więcej osób odwiedzi Rosję i spędzi w niej średnio dwie noce. Co ciekawe, kibice z Polski najwyraźniej liczą na awans Polaków, gdyż chętniej niż na mecze grupowe naszej Reprezentacji polecą do Rosji na finały.

Odnotowaliśmy spory wzrost rezerwacji właśnie w terminie rozgrywek ćwierćfinałowych i finałowych, tuż po fazie grupowej. Ułatwieniem dla podróżujących fanów futbolu jest fakt, że nie muszą wyrabiać obowiązującej w Federacji Rosyjskiej wizy, przez co planowanie wyjazdu jest znacznie łatwiejsze i szybsze. Identyfikator FAN ID umożliwia pobyt w Rosji od 10 dni przed inauguracją Mundialu i do 10 dni po zakończeniu rozgrywek. Dzięki tej karcie, fani piłki mogą także bezpłatnie korzystać z dedykowanych linii komunikacji miejskiej i kolei. To miły gest ze strony rosyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. dodaje Tomasz Kaczmarek z Grupy eSky.

Najlepsze miejsca na długi weekend na przełomie maja i czerwca

Na przełomie maja i czerwca czeka na nas kolejny długi weekend – Boże Ciało w tym roku wypada 31 maja. Jeden dzień wolnego pozwoli na cztery dni wypoczynku.

Czytaj Więcej >>

Najlepsze pomysły na wyjazd rodzinny z okazji Dnia Dziecka

Wkrótce Międzynarodowy Dzień Dziecka. Wielu rodziców zastanawia się, w jaki sposób spędzić ten szczególny dzień ze swoimi pociechami, aby przyniósł jak najwięcej radości i pozostawił przyjemne wspomnienia. Możliwości na uczczenie tego święta jest naprawdę wiele. 

Czytaj Więcej >>

Najciekawsze pomysły na Majówkę

Już w marcu zaczynamy zastanawiać się, jak, a przede wszystkim, gdzie spędzimy Majówkę. W tym roku 1 maja wypada we wtorek, dodając do tego dwa weekendy plus 3 dni urlopu – szykuje się aż niemal 10 dni wypoczynku!  Czytaj więcej >

Najlepsze wiosenne wyjazdy typu city break

City break to alternatywna opcja dla tych wszystkich, którzy nie mają czasu wybrać się na dłuższy wypoczynek. Obejmuje ona wyjazdy weekendowe do najciekawszych miejsc w Europie. Krótkoterminowa wycieczka pozwala na wypoczynek oraz zapoznanie się z kulturą i kuchnią danego regionu.  Czytaj więcej >

Artykuły wybrane losowo

Hamburg – metropolia na wodzie

 

Magdalena Ciach-Baklarz


W tej charyzmatycznej i gwarnej metropolii z przepięknymi jeziorami położonymi w samym jej sercu działa prężnie olbrzymi port zapewniający jej bogactwo. Hamburg zawsze był i do dziś jest wolnym miastem, tak kulturowo, jak i obyczajowo i politycznie. To tu żyją najszczęśliwsi mieszkańcy Niemiec, choć z drugiej strony to podobno najmniej niemiecki ośrodek w kraju.Warto sprawdzić, jak dziś wygląda dawne centrum handlu należące do Hanzy.

Więcej…

Sardynia i Sycylia – dwie córy Italii

RENATA SUCHODOLSKA
www.poloniasardynia.blox.pl

 

<< Te dwie największe wyspy Morza Śródziemnego łączą podobne losy ziem przez wiele wieków narażonych na najazdy, pustoszonych przez epidemie i rozpalanych przez bunty. Każda z nich jest mimo to inna. Sardynia przypomina raczej zamkniętą w sobie, nieufną, lecz dumną siostrę jakże odmiennej, towarzyskiej i rozgadanej Sycylii. I jedna, i druga stara się jednak pozostać niezmienna, choć czas upływa nieubłaganie. Może właśnie dlatego dopiero w XX stuleciu pozwoliły, aby przemysł turystyczny na stałe zagościł w ich progach. >>

Więcej…

Cała prawda o Jamajce

PRZEMYSŁAW BOCZARSKI

<< Jamajka jest niewielką wyspą pośrodku Morza Karaibskiego, która uzyskała niepodległość zaledwie 56 lat temu – 6 sierpnia 1962 r. W ciągu tego czasu nie rozwinęła się znacząco gospodarczo ani kulturalnie. Szczerze mówiąc, nie dzieje się tu za wiele. Mimo to Jamajczycy uważają siebie za naród wybrany, a swoją ojczyznę za centrum wydarzeń kulturalnych i kraj kreujący trendy. >>

 

Zjeżdżalnia wodna w kompleksie na Mystic Mountain w Ocho Rios

© JAMAICA TOURIST BOARD

 

Jamajka to jedna z mniej znanych Polakom wysp Karaibów. Chociaż znajduje się w samym centrum archipelagu Wielkich Antyli, a z wielu europejskich miast regularnie kursują na nią samoloty, wciąż wydaje się mało dostępna i położona trochę za daleko. Faktem jest, że urlop w tym kraju kosztuje nieco więcej niż w przypadku popularnych wśród polskich turystów Dominikany czy Kuby. Trudniej także dolecieć z Polski na wyspę poza sezonem zimowym, w którym funkcjonuje bezpośrednie połączenie czarterowe z Warszawy. Poza tym okresem zazwyczaj Polacy muszą przesiadać się na jednym z lotnisk europejskich, co wiąże się – oczywiście – z wydłużonym czasem podróży.

Na niekorzyść Jamajki działa też ciągnąca się za nią opinia miejsca niezbyt bezpiecznego. Sytuacji nie poprawia fakt wprowadzenia w styczniu 2018 r. stanu wyjątkowego w Montego Bay. Został on ogłoszony z powodu wzrostu przestępczości w tej turystycznej stolicy wyspy. Mimo iż w praktyce sprowadza się głównie do rewidowania samochodów wjeżdżających i opuszczających miasto, co nie jest zbyt uciążliwe i nie wpływa w żaden znaczący sposób na życie mieszkańców czy turystów, widok żołnierzy uzbrojonych w karabiny M16 wywołuje uczucie niepewności i wzbudza ciekawość. Oczywiście, pojawienie się w Montego Bay dodatkowych patroli komentują wszystkie media i użytkownicy na portalach dla podróżników. Jednak choć w mieście odnotowano wzrost przestępczości, turyści nie mają się czego obawiać. Wyspa żyje z turystyki, z czego doskonale zdaje sobie sprawę większość Jamajczyków, którzy starają się nie niepokoić niepotrzebnie przyjezdnych.

 

NA MIEJSCU

Mimo iż Jamajkę uważa się za dość niebezpieczne miejsce, prawda wygląda nieco inaczej. Mieszkam tutaj od 11 lat i chociaż to kraj trzeciego świata, większość przewodników turystycznych wyolbrzymia zagrożenie. Wyspa jest zupełnie inna niż zazwyczaj myślą odwiedzający ją po raz pierwszy turyści. Jamajka zachwyca kolorami, ale również zaskakuje kontrastami i absurdami, które dostrzec można w każdym aspekcie życia Jamajczyków już kilka chwil po przylocie.

Moje pierwsze wspomnienia z tego kraju sięgają 2006 r., kiedy przyjechałem tu do pracy jako przewodnik. Najpierw spadł na mnie lejący się z nieba żar – ten gorący klimat od dawna przyciąga podróżników z całego świata. Potem przyszło nieprzyjemne uczucie zimna panującego w klimatyzowanych pomieszczeniach. Jamajczycy mają w zwyczaju ustawiać klimatyzatory na najniższą temperaturę, co stwarza wręcz komiczny kontrast między chłodem wewnątrz a upałem na zewnątrz. Turyści nie do końca są zadowoleni z takiego stanu rzeczy. Niskie temperatury utrzymuje się nie tylko w hotelach, lecz także w autokarach. Miejscowi korzystają z dobrodziejstw klimatyzacji, ile mogą.

 

ROZMOWY JAMAJCZYKÓW

Do zderzenia z obcą kulturą dochodzi np. przy próbach komunikowania się, ponieważ na wyspie angielski wcale nie jest powszechnie używany. Mimo iż pełni funkcję języka urzędowego, między sobą Jamajczycy zwykle porozumiewają się w patois (jamajskim kreolskim), który powstał na bazie angielskiego z wpływami języków afrykańskich, jakimi posługiwali się niewolnicy sprowadzeni z Afryki do pracy na plantacjach. Podczas pobytu za granicą często za trudności w nawiązaniu rozmowy z miejscowymi obwiniamy siebie, a to ze względu na nasze niedostateczne umiejętności językowe. Warto więc zdawać sobie sprawę, że na Jamajce możemy znaleźć się raczej w odwrotnej sytuacji. Nie wszyscy Jamajczycy potrafią mówić poprawnie po angielsku i nie zawsze rozumieją wypowiedzi w tym języku. Większość z nich wplata w rozmowie słowa pochodzące z patois, co skutkuje tym, że komunikacja bywa bardzo często utrudniona. W rzeczywistości rzadko można spotkać miejscowych, którzy rozmawiają ze sobą na co dzień w języku angielskim, ponieważ się z nim nie identyfikują. To patois odgrywa rolę nośnika ich kultury i zwyczajów, spaja tutejsze społeczeństwo – słychać go w telewizji, teatrze i coraz częściej w szkołach, napisy w nim pojawiają się na reklamach w miastach. Sam język jest niezmiernie ciekawy i niezwykle ekspresywny. Jamajczycy wspierają się w czasie rozmowy elementami niewerbalnymi takimi jak gestykulacja. Bardzo często oprócz słów posługują się dźwiękami, które oznaczają m.in. lekceważenie, niezadowolenie czy brak porozumienia z drugą osobą. Patois trudno się nauczyć, dlatego że funkcjonuje on głównie w formie ustnej i brak jest jakichkolwiek materiałów, które pomogłyby w jego opanowaniu.

Turyści mają często wrażenie, że Jamajczycy mówią wyjątkowo szybko i robią to celowo, aby nie zdradzać szczegółów swoich dyskusji. Ponieważ miejscowi są w większości osobami bilingwalnymi, potrafią płynnie przechodzić z jednego tutejszego języka urzędowego na drugi. Przykładowo w sklepach z pamiątkami mają zwyczaj zwracania się do klientów w patois nawet w przypadku obcokrajowców. Czasami robią to z nadzieją, że zagadany kupujący może przepłaci. W swoje wypowiedzi Jamajczycy nagminnie wplatają wyrażenie Yeah, mon!, którego da się użyć niemal w każdej sytuacji. W zależności od kontekstu oznacza ono różne rzeczy, bywa zarówno potwierdzeniem, jak i zaprzeczeniem. Z tego powodu turyści wychodzą z założenia, że Yeah, mon! ma bardzo wiele znaczeń i na każde pytanie miejscowych odpowiadają właśnie za pomocą tego wyrażenia.

  

Stoisko ze świeżymi owocami i warzywami

© JAMAICA TOURIST BOARD

 

NA TARGU

Zazwyczaj obcokrajowcy są również zaskoczeni lokalnymi metodami płacenia za towary i usługi. Mimo iż na Jamajce obowiązującą walutę stanowi dolar jamajski (JMD), praktycznie wszędzie przyjmuje się dolary amerykańskie (USD). Turystów dziwi jednak fakt, że resztę wydaje się w dolarach jamajskich. Przelicznik jest dość egzotyczny i wielu ludzi gubi się w kalkulacjach. Sporo mówi on na temat sytuacji ekonomicznej w kraju. Dolar jamajski traci często na wartości z dnia na dzień – obecnie za 1 USD otrzymuje się w banku ok. 125 JMD. Oczywiście, gdy wartość lokalnej waluty spada, ceny w sklepach stają się wyższe. Dzieje się tak ze względu na to, że większość produktów Jamajka importuje. Obcokrajowcom nierzadko wydaje się, że wyspa stanowi prawdziwy raj dla rolników z racji tropikalnego klimatu i wysokich temperatur powietrza. Jednak jamajska ziemia bogata jest w boksyt (rudę glinu) i dlatego nie charakteryzuje się zbytnią żyznością. Uprawia się tutaj m.in. słodkie ziemniaki, dynię, cebulę oraz ignam (pochrzyn) i maniok – warzywa bulwowe bogate w skrobię i podawane do śniadania czy obiadu. Popularnością cieszą się przeróżne odmiany papryki, w tym ostra scotch bonnet (karaibska czerwona papryka), która wchodzi w skład marynaty do przyprawiania kurczaka lub wieprzowiny w stylu jerk w lokalnych restauracjach.

Owoce dostępne na wyspie smakują naprawdę wspaniale. Tutejsze ananasy, papaje i banany są po prostu nieporównywalnie lepsze niż te sprzedawane w Polsce. Mają bardzo słodki smak, zresztą wszystko, co Jamajczycy piją bądź jedzą, bywa z reguły dosładzane. Turyści często narzekają na przesłodzone drinki, soki z koncentratu oraz desery, do których dodaje się więcej cukru niż potrzeba. Wyspiarze lubią słodkie i na przekąskę czy drugie śniadanie dla dzieci serwują bułki i ciasta. Owoce są tu jednak przepyszne i każdy, kto dotrze na wyspę, powinien koniecznie spróbować tych oferowanych na lokalnym targu lub przydrożnym straganie. Import produktów, co oczywiste, kosztuje i ceny w sklepach bywają bardzo wysokie.

  

Jamajczyk sprzedający rękodzieło przy pomoście nad brzegiem morza

© MAGAZYN ALL INCLUSIVE

 

KURCZAK W MARYNACIE

Jamajczycy spoza stołecznego Kingston – m.in. mieszkańcy innych największych miast w kraju: Montego Bay i Ocho Rios – zazwyczaj nie odwiedzają zbyt często restauracji z dwóch powodów. Po pierwsze, jest w nich drogo. W nielicznych lepszych lokalach za danie trzeba zapłacić ok. 30 USD. Po drugie, nie ma ich zbyt dużo. Większość turystów nie opuszcza swoich rozbudowanych hoteli oferujących pobyty typu all inclusive, a miejscowych nie stać na stołowanie się w restauracjach. Popularne i niezmiernie smaczne jedzenie kupuje się w małych barach, które serwują kurczaka czy wieprzowinę jerk. Pikantne mięso piecze się na grillu opalanym drewnem z korzennika lekarskiego (jego owoce występują pod nazwą ziela angielskiego). Najlepszą taką knajpką jest według mnie „Scotchies” (Falmouth Road, Montego Bay), gdzie można przypatrzeć się, jak przygotowuje się takie danie. Jamajczycy nie mają w zwyczaju krojenia na plasterki – kurczaka bądź wieprzowinę porcjuje się tasakiem łącznie z kośćmi. Mięso podaje się z dodatkami: smażonymi kluskami z mąki kukurydzianej, maniokiem, warzywami duszonymi na parze, słodkimi ziemniakami lub smacznym ryżem gotowanym z grochem i mlekiem kokosowym. Potrawa smakuje przepysznie, dlatego polecam przywiezienie ze sobą z Jamajki przypraw do marynaty jerk – są one dostępne w postaci suchej, jak i mokrej.

Ciekawostkę stanowi fakt, że mieszkańcy tego wyspiarskiego w końcu kraju nie spożywają dużo ryb ani owoców morza. Można je dostać u lokalnych rybaków, którzy chwalą się swoimi zdobyczami przy drodze, ale kosztują one o wiele więcej niż mięso. Przyrządza się głównie krewetki w sosie curry, na ostro, smażone z mlekiem kokosowym i podawane z ryżem. Miłośnicy świeżych owoców morza będą rozczarowani wyborem, ale na pewno zostaną miło zaskoczeni smakiem. Najpopularniejszą rybą jest lucjan czerwony (northern red snapper), którego smaży się lub gotuje na parze z warzywami. Bezapelacyjnie w miejscowej kuchni króluje jednak kurczak, przygotowywany na bardzo wiele sposobów i przy różnych okazjach. Do niego trzeba koniecznie wypić naprawdę dobre jamajskie piwo Red Stripe. Sprzedaje się je w szklanych butelkach, które przypominają te, w jakich kiedyś kupowało się syropy w polskich aptekach. Lokalne piwo, tak jak rum, z pewnością docenią wszyscy.

 

Z GÓR NAD WODOSPADY

Jamajczycy z reguły nie są zbyt zamożni. Zarabiają niewiele, a koszt życia znacznie przewyższa ich zarobki. Dlatego często dorabiają sobie na boku lub utrzymują się z napiwków, które zostawiają turyści. Choć przyjęło się, że drobne kwoty pieniędzy oferuje się po wykonaniu usługi, na Jamajce wręcza się je raczej na początku, co niejednokrotnie przyśpiesza bądź w ogóle umożliwia zrealizowanie czegokolwiek. Warto podzielić się dolarem z kierowcą, zwłaszcza autobusu, ponieważ oni pracują naprawdę długo i dosyć ciężko. W kraju nie ma transportu publicznego, z miasta do miasta można dostać się jedynie lokalnymi taksówkami, a warunki podróży daleko odbiegają od europejskich standardów. Kierowcy pokonują długie i męczące trasy, bo choć wyspa jest niewielka (10 991 km² powierzchni), stan dróg pozostawia sporo do życzenia – pełno na nich dziur i są bardzo kręte. Jednak tutejsze widoki zapierają dech w piersiach, więc zdecydowanie warto wybrać się na wycieczkę.

Wbrew pozorom na Jamajce nie ma aż tak wielu atrakcji. Większość z nich to miejsca ciekawe pod względem przyrodniczym i krajobrazowym: wodospady, rzeki (na których organizuje się spływy tratwami z bambusa) czy zatoki. Poza tym jedną z ważniejszych pozycji na liście rejonów do odwiedzenia są Góry Błękitne (z najwyższym szczytem Blue Mountain Peak, 2256 m n.p.m.), w których uprawia się słynną arabicę nazywaną Jamaican Blue Mountain Coffee. Wyjątkową jakość tej kawy doceniają smakosze z całego świata. Podczas zwiedzania plantacji można podziwiać niezapomniane widoki i odetchnąć powietrzem o wiele bardziej rześkim niż to w dole. Góry Błękitne są naprawdę doskonałe na spacery czy dłuższe wędrówki. Chociaż wciąż pozostają stosunkowo mało popularne, powoli wchodzą do ofert lokalnych biur podróży. Wizyta w tym rejonie Jamajki pozwala poznać ją z trochę innej strony, nie tej prezentowanej na zdjęciach z turystycznych folderów. Jest także okazją, aby na chwilę odpocząć od tłumów turystów na plaży oraz zgiełku miasta. Okolicę gór można również przemierzać na rowerze, co na pewno przypadnie do gustu osobom lubiącym aktywnie spędzać czas.

Inną atrakcją, której nie wolno ominąć w trakcie pobytu na Jamajce, są spektakularne wodospady. Warto tu odwiedzić nie tylko te najsłynniejsze, czyli Dunn’s River Falls koło Ocho Rios, ale też mniej popularne Reach Falls, Mayfield Falls, Bath Fountain lub Reggae Falls, które prezentują się równie zjawiskowo. W takich miejscach trudno nie zachwycić się pięknem jamajskiej przyrody,

 

RUM I MUZYKA

Poza kawą z Jamajki zdecydowanie warto przywieźć lokalny rum. To duma każdego Jamajczyka. W radiu czy telewizji co chwilę puszczane są reklamy z hasłem We are rum people, które znakomicie oddaje przywiązanie miejscowych do tego trunku. Rum stanowi integralny element tutejszej kultury. Jamajczykom towarzyszy na co dzień i od święta od wielu lat.

Pod pewnym względem rum przypomina wino – im starszy, tym lepszy. Warto wiedzieć, że jedyną kobietą na świecie będącą specjalistką od niego jest właśnie Jamajka – Joy Spence (pracująca dla Appleton® Estate), która zajmuje się tworzeniem unikatowych blendów, czyli mieszanek różnych gatunków tego trunku. Poza rumami wyborowymi na wyspie można dostać też likiery na bazie rumu. Zadowolą one każdego smakosza słodkich alkoholi. Likiery rumowe przypominają słynny irlandzki Baileys, jednak są o wiele łagodniejsze i delikatniejsze. Występują w różnych smakach, np. bananowym, kokosowym, kawowym albo czekoladowym.

                Na Jamajce oprócz wszelkich standardowych pamiątek, np. magnesów i koszulek z podobiznami Boba Marleya i Usaina Bolta bądź z napisem Jamaica, można kupić ciekawe rękodzieło artystyczne. Obok popularnych masek czy wazoników sprzedaje się tu wyroby z mahoniu, drewna mango lub cedru takie jak długopisy, breloczki i podstawki na stół. Z wyspy warto przywieźć również popularne ostatnio w Polsce płyty winylowe. W Kingston, w domu należącym niegdyś do Boba Marleya (56 Hope Road), znajduje się historyczna siedziba wytwórni Tuff Gong (założonej w 1970 r.), w której nagrywał i tworzył król reggae (od ponad 30 lat mieści się tutaj muzeum artysty). Po odwiedzeniu jej można zaopatrzyć się w winyle z piosenkami legendarnego wokalisty, gitarzysty i kompozytora, które na pewno będą oryginalnym prezentem z Karaibów. Wytwórnia Tuff Gong działa w dalszym ciągu w jamajskiej stolicy, ale już pod adresem 220 Marcus Garvey Drive. Nowe studio, nadal zajmujące się nagrywaniem płyt, udostępniono też do zwiedzania.

Muzyka jest na Jamajce niezmiernie ważna. Oprócz legendarnego Boba Marleya pochodzą stąd także Sean Paul czy Shaggy, gwiazdy rozpoznawalne na całym świecie. Płyty z lokalnymi utworami można nabyć praktycznie na każdym parkingu, gdzie wśród zaparkowanych samochodów miejscowi wykonawcy sprzedają swoje składanki w cenie ok. 200 JMD (w przeliczeniu ponad 1,5 USD). Muzyka ta brzmi naprawdę ciekawie. Takie płyty kupują sami Jamajczycy, którzy zazwyczaj słuchają ich później z odpowiednio zmodyfikowanych odtwarzaczy w swoich samochodach.

 

NIECO INNE PAMIĄTKI

Z Jamajki przywieziemy też interesujące książki. W tutejszych księgarniach można znaleźć prawdziwe perełki pochodzące z utworzonego w 1948 r. Uniwersytetu Indii Zachodnich (University of the West Indies), który jest wiodącą tego typu placówką w anglojęzycznej części Karaibów i jedną ze swoich trzech obecnych siedzib ma właśnie w tym kraju (w podmiejskim obszarze Kingston – położonej u podnóża Gór Błękitnych Monie; poza tym działa jeszcze filia w Montego Bay). Wśród nich są pozycje na temat kolonizacji, rewolucji niewolników czy tożsamości Jamajczyków. Wszystkie napisali lokalni uczeni i choć książki nie należą do tanich, będą ciekawą pamiątką dla tych, którzy chcą zapamiętać Jamajkę na dłużej i dowiedzieć się o niej znacznie więcej niż zawierają kolorowe przewodniki turystyczne. Wiele publikacji dotyczy także karaibskiej sztuki kulinarnej – na pewno spodobają się miłośnikom gotowania. W przypadku większości dań trzeba korzystać z miejscowych produktów, ale po małych modyfikacjach uda się je przygotować również i w Polsce.

                Jeszcze innym pomysłem na ciekawą pamiątkę z wyspy są kosmetyki z dodatkiem lokalnych produktów, np. mydła na bazie oleju kokosowego, papai czy aktywnego węgla. Na Jamajce, podobnie jak i w wielu krajach na świecie, rozpowszechniła się ostatnio moda na naturalną pielęgnację. Do najbardziej interesujących składników zalicza się – oczywiście – wspomniany już olej kokosowy, który pozyskiwany jest na zimno z uprawianych na miejscu kokosów. Dodaje się go do mydeł i kremów sprzedawanych w aptekach i drogeriach. Balsamy z ekstraktami z mango, ananasa, aloesu czy trawy cytrynowej stanowią obowiązkowe wyposażenie kosmetyczki każdej jamajskiej kobiety. Warto przywieźć ze sobą do domu takie ręcznie produkowane naturalne specyfiki, na pewno będą oryginalniejsze niż magnes na lodówkę bądź kolejny otwieracz do butelek.

Niestety, tak jak życie na wyspie również pamiątki są dość drogie, ale za to można je kupić w większości sklepów w miastach oraz w sklepikach działających przy popularnych atrakcjach turystycznych. Sami Jamajczycy chętnie o nich opowiadają i z pewnością doradzą nam w czasie zakupów. Dobrze pamiętać, że nie musimy decydować się na importowane z Chin magnesy lub koszulki, które dominują na jamajskich straganach. Poza tym targować można się praktycznie wszędzie, oczywiście, oprócz sklepów spożywczych i hipermarketów.

 

Pocztówkowe bliźniacze zatoki w Port Antonio

© JAMAICA TOURIST BOARD

 

NIEZNANA WYSPA

Mimo iż Jamajkę dosłownie zalewają turyści, co widać zwłaszcza na jej północnym wybrzeżu, gdzie usytuowana jest większość komfortowych hoteli i rozległych resortów, wciąż są tutaj miejsca, które zachwycą osoby szukające błogiego spokoju. Należy do nich niewątpliwie nieopanowany jeszcze przez masową turystykę region Portland, położony na wschód od miasta Ocho Rios. Znajdują się w nim wille największych hollywoodzkich sław, w tym posiadłość znanego amerykańskiego aktora, producenta filmowego i rapera Willa Smitha. Nie ma w tej okolicy olbrzymich resortów all inclusive ani zbyt wielu hoteli, są za to małe pensjonaty czy domki, w których można wynająć pokój na kilka dni, aby rozkoszować się odgłosami Morza Karaibskiego i śpiewem ptaków. Poza tym organizuje się tu też jednodniowe wycieczki dla tych, którzy chcą zobaczyć, jak wygląda nieturystyczna Jamajka. Niewielkie dziewicze plaże, ukryte w gąszczu wysmukłych palm, wydają się być miejscami nie istniejącymi na mapach czy w informatorach turystycznych. W Portland znajdują się wioski, w których mieszkańcy handlują owocami i warzywami z okolicznych upraw – to tutaj leży większość plantacji bananów, ananasów, kokosów, mango i bligii pospolitej (ackee). Stolicą regionu jest Port Antonio. Miasto upodobał sobie amerykański aktor australijskiego pochodzenia Errol Flynn (1909–1959). W marinie nazwanej jego imieniem cumują luksusowe jachty i łodzie. Malowniczy zachód słońca nad zatoką można podziwiać przy szklaneczce rumu z coca-colą z pobliskiego baru lub po prostu filiżance doskonałej kawy z Gór Błękitnych. Osoby zainteresowane lokalną kuchnią powinny spróbować tutejszych deserów. Warto wybrać się do położonej nieopodal przystani lodziarni „Devon House I-Scream”, w której podaje się olbrzymie porcje naprawdę bardzo dobrych lodów.

Pobyt w urokliwym Portland – niestety – ma swoją cenę, którą jest dość ciężki dojazd. Region leży na wschód od modnych kurortów, dlatego na dotarcie do niego samochodem trzeba przeznaczyć ok. 5 godz. Jeśli jednak ktoś chce zobaczyć mniej popularne oblicze Jamajki, taka niedogodność nie powinna go odstraszyć. Tę pasjonującą karaibską wyspę warto poznać z każdej strony.

 

Wydanie Wiosna 2018