Finnair odnowi całą kabinę swojego samolotu ATR i wprowadzi nową drugą klasę, Premium Economy, w swojej flocie dalekodystansowej. Inwestycje te pokazują zaangażowanie Finnaira w oferowanie klientom wysokiego komfortu podróży i większego wyboru.

Samoloty ATR Finnaira są obecnie wykorzystywane do lotów krajowych w Finlandii, lotów do krajów nadbałtyckich, do Gdańska w Polsce i na lotnisko Bromma w Sztokholmie. Loty obsługiwane są przez partnera firmy Finnair, Norra. Odnowienie kabiny obejmie nowe siedzenia, nowe dywany, ujednolicony i odświeżony wystrój kabiny. Pierwszy samolot ATR z odnowioną kabiną ma zacząć latać latem 2019 r., a renowacja 12 samolotów zostanie zakończona do końca pierwszego kwartału 2020 r.

"Chcemy, aby nasi klienci mogli cieszyć się prawdziwie nordyckim doświadczeniem podczas lotów regionalnych", mówi Piia Karhu, wiceprezes Finnaira ds. rozwoju usług pasażerskich. "Regionalny ruch lotniczy jest ważną częścią sieci Finnaira - co roku obsługujemy ponad 30 000 lotów ATR".

Finnair wprowadzi również nową drugą klasę, Premium Economy, dla całej floty dalekodystansowej od 2021 roku. Znajdująca się we własnej kabinie, klasa Premium Economy będzie wysoce dostosowana do potrzeb klientów Finnaira i zapewni większą przestrzeń i komfort oraz ulepszoną ofertę usług.

"Widzimy rosnące trendy wśród podróżnych ku jakości i wygodzie", dodaje Karhu. "Odpowiadając na potrzeby klientów ze wszystkich naszych kluczowych rynków, nasza nowa klasa Premium Economy spełni wymagania zarówno klientów biznesowych, jak i tych podróżujących rekreacyjnie".

Wprowadzenie klasy Premium Economy do floty długodystansowej Finnaira rozpoczyna się w czwartym kwartale 2020 r. i ma zostać zakończone do końca 2022 r. Obecnie trwa szczegółowe rozplanowanie kabiny, koncepcji usług oraz aspektów handlowych.

Najlepsze miejsca na długi weekend na przełomie maja i czerwca

Na przełomie maja i czerwca czeka na nas kolejny długi weekend – Boże Ciało w tym roku wypada 31 maja. Jeden dzień wolnego pozwoli na cztery dni wypoczynku.

Czytaj Więcej >>

Najlepsze pomysły na wyjazd rodzinny z okazji Dnia Dziecka

Wkrótce Międzynarodowy Dzień Dziecka. Wielu rodziców zastanawia się, w jaki sposób spędzić ten szczególny dzień ze swoimi pociechami, aby przyniósł jak najwięcej radości i pozostawił przyjemne wspomnienia. Możliwości na uczczenie tego święta jest naprawdę wiele. 

Czytaj Więcej >>

Najciekawsze pomysły na Majówkę

Już w marcu zaczynamy zastanawiać się, jak, a przede wszystkim, gdzie spędzimy Majówkę. W tym roku 1 maja wypada we wtorek, dodając do tego dwa weekendy plus 3 dni urlopu – szykuje się aż niemal 10 dni wypoczynku!  Czytaj więcej >

Najlepsze wiosenne wyjazdy typu city break

City break to alternatywna opcja dla tych wszystkich, którzy nie mają czasu wybrać się na dłuższy wypoczynek. Obejmuje ona wyjazdy weekendowe do najciekawszych miejsc w Europie. Krótkoterminowa wycieczka pozwala na wypoczynek oraz zapoznanie się z kulturą i kuchnią danego regionu.  Czytaj więcej >

Artykuły wybrane losowo

Veneto – peregrynacje nie tylko weneckie

Verona   Piazza Bra  di fronte il municipio e a destra l arena

Przy Piazza Bra w Weronie stoją m.in. Palazzo Barbieri i rzymski amfiteatr

© FOTOTECA REGIONE DEL VENETO

 

MAKSYMILIAN CZORNYJ

 

Jeżeli jak pisał amerykański pisarz i scenarzysta Truman Capote: „Być w Wenecji to jakby zjeść całe pudełko czekoladek z likierem naraz”, to odwiedziny w regionie Veneto należałoby przyrównać do wizyty w cukierni albo jeszcze trafniej – w wielkiej fabryce słodkości. Znajdziemy w nim wszystko, z czego słyną Włochy: miasta pełne najwyższej klasy zabytków, morze, plaże, urokliwe wysepki, malownicze jeziora i góry. Nie brakuje tu modnych kurortów, ośrodków rozrywkowych, tras narciarskich, doskonałych enotek i winnic.

 

Wszak Veneto, czyli Wenecja Euganejska, to Italia w miniaturze. Aby zobrazować skalę tej miniatury, wystarczy wspomnieć, że region ten ma powierzchnię porównywalną do województwa pomorskiego lub łódzkiego (blisko 18,5 tys. km²). Zamieszkuje go niespełna 5 mln osób, a szacuje się, że samą Wenecję odwiedza rocznie nawet sześć razy więcej turystów.

 

Kształtem Veneto przypomina konia stojącego dęba. Pysk opiera o wschodnie Dolomity i sięga nim aż do granicy z Austrią, grzbiet pręży ku jezioru Garda, zad unosi ponad deltą rzeki Pad, a nogami oplata wybrzeże Adriatyku. Z racji różnorodności rejonu dla pewnego porządku w tekście będę się trzymać tras kolejowych i to z ich perspektywy rozpoczniemy zwiedzanie miast. Bramy do nich stanowić będą właśnie dworce.

 

 Villa La Rotonda colza

Villa Rotonda w Vicenzy – renesansowa rezydencja projektu Andrei Palladia

© CONSORZIO VICENZA È/WWW.VICENZAE.ORG

 

WENECJA

 

Podczas peregrynacji po Veneto nie wypada pominąć Wenecji. To słynne miasto na wodzie jest obowiązkowym celem wypraw każdego turysty i podróżnika. Plac św. Marka, Most Westchnień, Bazylika św. Marka czy Pałac Dożów – któż o nich nie słyszał?

 

Jednak Wenecja to znacznie więcej. Poznać ją od innej strony można, gdy przybędzie się na stację kolejową Venezia Santa Lucia. Znajduje się ona przy Canal Grande, ale w innym miejscu niż najsłynniejsze zabytki. Park naprzeciw stacji, zwany Giardini Papadopoli, jest jednym z nielicznych zielonych fragmentów w historycznym centrum miasta. Po drugiej stronie kanału stoi Kościół św. Mikołaja z Tolentino (Chiesa di San Nicola da Tolentino) – świątynia niepozorna, rzadko odwiedzana przez turystów, a mogąca poszczycić się zachwycającymi freskami i chyba najpiękniej oświetlona naturalnym światłem w całej Wenecji. Właśnie takie, położone na uboczu miejsca pozwalają odkryć prawdziwe oblicze tego miasta. Tak wygląda niezadeptana przez zwiedzających Wenecja, zwyczajna i rozbrzmiewająca jedynie szumem przepływającej obok wody.

 

Tutaj najlepiej jest się zgubić. Zamiast podążać za tłumami turystów, gnać ślepo wzdłuż wykreślonych wcześniej na mapie szlaków warto zatracić się w atmosferze, zagłębić się w zaułki i tajemnice La Serenissimy, czyli Najjaśniejszej, jak mówią o swoim mieście wenecjanie. Podczas takiego spaceru przejdziemy przez bramę prowadzącą na niespełna metrowe nadbrzeże nad jednym z ponad 170 kanałów, dostrzeżemy wenecjanina cumującego łódkę bezpośrednio przy drzwiach kamienicy lub trafimy na maleńki targ pełen najświeższych ryb i owoców morza.

 

Tylko jeśli się zgubimy, unikniemy lokali, gdzie zwykły obiad kosztuje więcej niż wykwintna kolacja w luksusowej restauracji, i oszustów oferujących kurs wodną taksówką za bajońską sumę czy wystaw pełnych tandetnych masek karnawałowych sprowadzonych wprost z Chin lub Tajwanu. Błądząc wśród zaułków, poczujemy mistycyzm miasta wyrastającego z wody, w którym samochody, karetki i śmieciarki zostały zastąpione przez łodzie. Wenecja sprawia czasem wrażenie opuszczonej i wymarłej. Tak, naprawdę są w niej takie miejsca. Jeżeli skierujemy się np. w stronę Canale della Giudecca, trafimy na niemal bezludne place, przejdziemy uliczkami, na których spotkamy jedynie gołębie i koty.

 

Podczas dłuższego pobytu w Wenecji warto korzystać z tramwajów wodnych i udać się na inne wysepki Laguny Weneckiej. Na zainteresowanie zasługują szczególnie Murano (słynąca z wyrobów szklanych), Burano (pełna niezmiernie kolorowych domów) i Torcello (jeden z najstarszych tutejszych ośrodków, z Bazyliką Wniebowzięcia NMP – Basilica di Santa Maria Assunta).

 

Tramwajem wodnym (vaporetto) dotrzemy także znacznie dalej, np. do przylegającej do północno-wschodniego brzegu Laguny Weneckiej gminy Jesolo. Leży w niej jeden z najsłynniejszych włoskich kurortów – Lido di Jesolo rozciągnięte na zewnętrznej stronie cypla, wzdłuż wybrzeża Adriatyku. Jego wizytówkę stanowi długa na ok. 15 km i szeroka miejscami na prawie 200 m piaszczysta plaża. W 2017 r. ponownie otrzymała ona Błękitną Flagę, dzięki czemu możemy mieć pewność, że jest czysta i posiada odpowiednią infrastrukturę. Mimo dość dużych rozmiarów w sezonie w dzień plaża zwykle bywa szczelnie wypełniona ludźmi, którzy po zapadnięciu zmroku przenoszą się na niedaleki niewiele krótszy bulwar. Warto wiedzieć, że za wstęp na przeważającą jej część trzeba zapłacić, a niektóre fragmenty należą do pobliskich hoteli. Znajduje się tu również odcinek wydzielony dla naturystów. Poza tym w pobliżu funkcjonuje port jachtowy. Infrastruktura gastronomiczna jest bardzo bogata – w okolicy plaży można zjeść dania niemal z całego świata, a nawet wybrać się do restauracji, którym przyznano gwiazdki w prestiżowym przewodniku Michelin.

 

W Lido di Jesolo na turystów czekają oprócz tego profesjonalne 18-dołkowe pole golfowe klasy mistrzowskiej, tor gokartowy Pista Azzurra i rozległy park wodny Aqualandia. W SEA LIFE i Tropicarium Park zobaczymy ryby i zwierzęta wodne z całego świata. Kluby nocne zapewnią z kolei szaloną zabawę do białego rana.

 

Pamiętajmy jednak, że Veneto to nie tylko pełna atrakcji Laguna Wenecka, dlatego trzeba odwiedzić i inne miejsca w regionie. Warto więc zawrócić na kolejowy szlak, po czym ruszyć na zachód.

 

PiazzaSanMarcoDSC 8787

Wenecka Piazzetta San Marco z dwiema kolumnami

© SERVIZIO COMUNICAZIONE VISIVA DEL COMUNE DI VENEZIA

 

PADWA

 

Polakom Padwa znana jest przede wszystkim ze względu na uczących się tu niegdyś studentów. Wszak wiedzę zdobywali w niej Mikołaj Kopernik, Jan Kochanowski i Jan Zamoyski (wybrany nawet w 1563 r. rektorem tutejszej uczelni), ale założony w 1222 r. uniwersytet stanowi tylko jeden z wielu klejnotów w padewskiej koronie.

 

Według Eneidy Wergiliusza miasto mieli założyć Trojanie, którzy po upadku własnej stolicy wznieśli tu gród o nazwie Patavium. Przez setki lat osada rozrastała się, a w średniowieczu stała się istotnym ośrodkiem gospodarczym i dydaktycznym.

 

Trafienie z dworca kolejowego do historycznego centrum nie powinno przysporzyć problemów. Wystarczy kierować się główną arterią,Corso del Popolo, która po kilkuset metrach płynnie przechodzi w Corso Giuseppe Garibaldi. Gdy miniemy rozległy zielony park (Giardini dell’Arena), możemy zwolnić kroku. Po chwili z lewej strony dostrzeżemy ruiny rzymskiego amfiteatru, a po prawej klasycystyczną bryłę Pałacu Zuckermanna (Palazzo Zuckermann), w którym funkcjonują dwa muzea – sztuki użytkowej i numizmatyczne.

 

Jeśli będziemy szli dalej, po kilkunastu minutach dotrzemy do Pałacu Bo (Palazzo Bo). Pod tą niewiele mówiącą nazwą kryje się w rzeczywistości główny gmach uniwersytecki. Przy jego schodach stoi pomnik Eleny Lucrezii Cornaro Piscopii (1646–1684), matematyczki i filozofki. W 1678 r. jako pierwsza kobieta w historii otrzymała stopień naukowy doktora. Wewnątrz budynku zachowała się m.in. katedra, z której nauki wygłaszał Galileusz (Cattedra di Galileo), a także teatr anatomiczny, czyli pomieszczenie, gdzie najsłynniejsi włoscy medycy w tajemnicy przeprowadzali przed studentami sekcje zwłok.

 

Na północny zachód od uniwersytetu leży Piazza della Frutta, gdzie odbywają się miejskie festyny, a lokalni producenci i wytwórcy wystawiają towary. Niemalże całą południową pierzeję placu zajmuje Palazzo della Ragione. Wielokrotnie przebudowywany gmach nabrał nieco pokracznej, przysadzistej formy, jednak szczyci się podobno największą w Europie powierzchnią dachu, którego nie podpierają kolumny.

 

Jeszcze dalej znajduje się Piazza dei Signori. Wschodni kraniec zamyka tu Kościół św. Klemensa (Chiesa di San Clemente), wzniesiony na miejscu jednej z najstarszych chrześcijańskich świątyń, a przeciwległy – ledwie 30-metrowa, lecz zgrabnie wkomponowana w miejski krajobraz Wieża Zegarowa (Torre dell’Orologio). Na trzecim piętrze umieszczono w niej wspaniały mechanizm wprawiający w ruch zegar astronomiczny, który po niedawnej renowacji ponownie odmierza turystom i padewczykom czas. Spostrzegawcze osoby dostrzegą, że na tarczy znaków zodiaku brakuje wagi, ale nie ma tutaj dość miejsca, aby poruszać legendy uzasadniające ten stan rzeczy.

 

Jeśli poszlibyśmy dalej prosto, dotarlibyśmy do Muzeum Nauk Archeologicznych i Sztuki. Odbijemy jednak w lewo i nie przejdziemy przez bramę Wieży Zegarowej. Wąska uliczka wijąca się pośród kamienic wiedzie do placu katedralnego. Katedra (Duomo di Padova) miała zostać wzniesiona według projektu Michała Anioła, lecz kierujący pracami architekci wprowadzili liczne zmiany i nadali budowli dość ostre, surowe rysy. Również jej wnętrze jest zimne i skromne. Znacznie ciekawsze są XIV-wieczne freski w przylegającym do świątyni baptysterium. Jego kopułę pokrywa monumentalne przedstawienie raju z Chrystusem otoczonym zastępami świętych.

 

Po skierowaniu się znowu na południe i przejściu wąskiego miejskiego kanału zbliżymy się do jednego z najbardziej rozpoznawalnych miejsc Padwy – Prato della Valle. Ten największy plac we Włoszech (aż ok. 90 tys. m² powierzchni!) znajduje się w pobliżu słynnych bazylik: św. Antoniego i św. Justyny. Na jego środku leży otoczona eliptycznym kanałem wysepka Memmia. Wokół ustawiono 78 posągów osób zasłużonych dla miasta. Co ciekawe, wśród nich są także statuy Stefana Batorego i Jana III Sobieskiego, ufundowane przez Stanisława Augusta Poniatowskiego.

 

Na zakończenie padewskiej wędrówki koniecznie należy odwiedzić obie wspomniane bazyliki. Bez wątpienia każda z nich wywiera większe wrażenie niż szacowna miejska katedra. Bazylika św. Antoniego z Padwy charakteryzuje się architektonicznym przemieszaniem stylu romańskiego i gotyckiego – przysadzistą, jakby przygiętą do ziemi fasadę zdobią ostrołukowe wnęki i arkady wspierane na filarach, a również jakże typowa rozeta zdobiona maswerkiem. Budowla ma osiem kopuł, z których centralna, umieszczona ponad skrzyżowaniem naw, została oparta na bryle ostrosłupa zwieńczonego latarnią. We wnętrzu bazyliki znajduje się grób jej patrona. Ołtarz główny jest autorstwa Donatella, jednak był wielokrotnie przekształcany i całkowicie zatracił swój pierwotny charakter.

 

Bazylika św. Justyny z Padwy, męczennicy ściętej 7 października 304 r. za panowania cesarza Dioklecjana, została wzniesiona na miejscu romańskiego kościoła zniszczonego przez trzęsienie ziemi. Budowla zachwyca już samymi rozmiarami – ma ponad 118 m długości i przeszło 82 m szerokości. W kampanili zawieszonych jest siedem dzwonów, z których największy waży niemal 2,5 t. W świątyni znajdują się liczne zabytki sztuki oraz relikwie świętych, w tym szczątki św. Łukasza Ewangelisty i św. Macieja Apostoła.

 

Pomiędzy obiema bazylikami leży zabytkowy ogród botaniczny (Orto Botanico di Padova), założony w 1545 r. jako miejsce, w którym ówcześni studenci medycyny mieli zapoznawać się z roślinami leczniczymi. To w nim uprawiano pierwsze warzywa sprowadzone z nowo odkrytych Ameryk.

 

Prato della Valle PH andrea babetto1

Prato della Valle – kanał i posągi

© PADOVAMERAVIGLIA PHOTO CONTEST/ANDREA BABETTO

 

VICENZA

 

Mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Wenecją a Weroną, trzy kwadranse koleją od obu z nich, znajduje się miasto, które większość turystów albo omija, albo podziwia jedynie przez okna pociągu. Przyjezdni gnają spod balkonu szekspirowskiej Julii ku placowi św. Marka, spod Mostu Westchnień ku werońskiej Arenie. Blask Vicenzy bezsprzecznie przygasiła bliskość tych dwóch bodaj najsłynniejszych ośrodków północnej Italii. Położone u podnóża monumentalnych gór miasto sprawia wrażenie, jakby spłynęło z alpejskiego stoku i zastygło w bezruchu. Gdy zanurzymy się w jego uliczkach, uderzy nas ich spokój i wytworność, nieuchwytne w wielu innych, zadeptanych przez turystów miejscach Veneto.

 

Spójność architektoniczna tutejszej zabudowy, jej głęboka harmonia, choć trudno w to uwierzyć, jest dziełem jednego architekta. Andrea Palladio (właściwie Andrea di Pietro della Gondolo) urodził się w 1508 r. w rodzinie padewskiego młynarza, lecz niemal całe dorosłe życie związał właśnie z Vicenzą. Wykreślił fasady Bazyliki Palladiana (Basilica Palladiana), Katedry (Cattedrale di Santa Maria Annunciata), wspaniałych rezydencji i miejskich pałaców. Lekkość odrodzenia, liczne nawiązania do starożytnych rozwiązań i świeżość, które dostrzec można w tej architekturze, sprawiają, że miasto kontrastuje z gotyckim wspomnieniem Wenecji. Nic dziwnego, że główna arteria Vicenzy nosi imię Andrei Palladia (Corso Andrea Palladio). Zaczyna się przy Torrione di Porta Castello, monumentalnym fragmencie średniowiecznych fortyfikacji, i ciągnie przez ponad 700 m ku wijącej się rzece Bacchiglione.

 

Główne atrakcje Vicenzy znajdują się w promieniu kilkudziesięciu metrów od wspomnianego corso. Jak na najważniejszą z miejskich ulic jest ona dość wąska i tłoczna, głośna od warkotu skuterów i pokrzykiwań przechodniów. W zabytkowych kamienicach wznoszących się po obu stronach mieszczą się sklepy, restauracje, kawiarnie i kwiaciarnie. Jeśli spojrzymy w górę, bez trudu odnajdziemy gotyckie pozostałości w zabudowie, lecz nie dostrzeżemy ani kopuły Katedry, ani wieży Bazyliki Palladiana, ani wspaniałego Teatru Olimpijskiego (Teatro Olimpico). Aby je zobaczyć, musimy nieco zboczyć z obranej trasy. Wpierw jednak warto przyjrzeć się zwartej bryle Pałacu Thiene Bonin Longare (Palazzo Thiene Bonin Longare), monumentalnej kolumnadzie Pałacu Trissino Baston (Palazzo Trissino Baston), a wreszcie szeregowi figur obserwujących przechodniów z Pałacu Chiericati (Palazzo Chiericati). We wnętrzu tego ostatniego działa muzeum z ciekawym zbiorem malarstwa (pinakoteką).

 

Jeżeli zapuścimy się w boczne uliczki, dotrzemy do wspomnianejBazyliki Palladiana.Wbrew nazwie nie jest ona świątynią, a budynkiem użyteczności publicznej powstałym po przebudowie mniejszych kamienic i później jeszcze przerabianym. Dawniej stanowiła siedzibę władzy administracyjnej i sądowniczej, a w dolnych arkadach znajdowały się tu lokale rzemieślnicze i kupieckie. Wspaniale prezentuje się zachód słońca obserwowany z sąsiedniego placu (Piazza dei Signori). Wieża zegarowa (82-metrowa Torre Bissara) i dach gmachu zdają się wtedy tonąć w złocistych promieniach, podczas gdy marmurowe arkady okrywa kojący półcień. Nie ma nic bardziej włoskiego niż delektowanie się kawą przy takim widoku.

 

Kilkadziesiąt metrów dalej po drugiej stronie corso trafimy na Teatr Olimpijski – ostatnie dzieło wielkiego Andrei Palladia (z 1580 r.). To pierwowzór wielu europejskich teatrów. Jego scena stanowi doskonałe odzwierciedlenie rzymskiej tradycji stałej i przemyślanej dekoracji. Dostrzega się w nim antyczny rodowód miasta, który architekt tak doskonale potrafił uwypuklić.

 

Jeżeli mamy więcej czasu, koniecznie powinniśmy udać się do znajdującej się poza obrębem historycznego centrum Villi Rotonda. Do tej kolejnej realizacji projektu Palladia można dojechać bez problemu autobusem (numer 8, 108 i 132 z przystanku przy dworcu). Każdy z boków zbudowanej na wzniesieniu rezydencji znaczą klasyczne, jońskie portyki. Jej centralny punkt stanowi okrągła sala okryta kopułą. Ten symetryczny obiekt jest zwieńczeniem drogi, jaką architekt obrał w swoim literackim opus vitae zatytułowanym Cztery księgi o architekturze (1570 r.), i stał się inspiracją dla nurtu (palladianizm), w którym wzniesiono m.in. warszawską Królikarnię.

 

W Vicenzy warto zwrócić również uwagę na inne pałace – Palazzo del Capitaniato, Palazzo Valmarana i Palazzo Porto. Oczywiście, w każdym z nich widać wyjątkową rękę Palladia.

 

WERONA

 

Po opuszczeniu werońskiego dworca kolejowego powinniśmy skierować się ku ufortyfikowanej południowej bramie miejskiej o nazwie Porta Nuova, zbudowanej w latach 1532–1540. Jeśli pójdziemy stąd na wprost, już po kilku minutach dotrzemy do pięciokątnej wieży (Torre Pentagona) oraz łukowatych przejść (Portoni della Bra), powstałych w miejscu średniowiecznych murów. W 1872 r. między tymi drugimi zamontowano dwustronny zegar. To bezpośrednio za nimi, w zakolu Adygi, leży historyczna część Werony. W tej okolicy można wstąpić do Muzeum Lapidarnego Maffeiano (Museo Lapidario Maffeiano). Znajdują się w nim bogate zbiory etruskiej, greckiej i rzymskiej ceramiki, kamieni nagrobnych oraz inskrypcji.

 

Po minięciu Portonidella Bra wkraczamy na największy tutejszy plac miejski (Piazza Bra), gdzie stoją trzy istotne zabytki – amfiteatr, Palazzo Barbieri i statua Wiktora Emanuela II. O każdym z nich należy wspomnieć choć w kilku zdaniach.

 

Amfiteatr rzymski, przez werończyków zwany po prostu Areną, powstał w I w. Mógł pomieścić nawet prawie 30 tys. widzów i stanowił scenę walk gladiatorów czy spektaklów. Obecnie jest jednym z najsłynniejszych obiektów Werony, na którym odbywają się rozmaite wydarzenia kulturalne, w tym liczne koncerty gwiazd muzyki.

 

Palazzo Barbieri, encyklopedyczny przykład neoklasycyzmu, pierwotnie zajmował sztab armii austriackiej. Obecnie budynek pełni funkcję ratusza miejskiego. Na ścianę tuż obok wejścia został przeniesiony XIV-wieczny fresk przedstawiający ukrzyżowanie Chrystusa. Liczne sale zdobią zabytkowe płótna i tapiserie.

 

Brązową statuę króla Wiktora Emanuela II odsłonięto w styczniu 1883 r. Warto zwrócić na nią uwagę, choć nie jest to dzieło wybitne. Zarówno sylwetka konia, jak i władcy rażą sztucznością i brak im lekkości.

 

Na północny wschód od Areny uliczki stają się coraz gęściej wypełnione turystami. Niedaleko znajduje się najsłynniejsza atrakcja Werony – Casa di Giulietta. Nie da się potwierdzić, czy piękna Julia z dramatu Williama Szekspira wzdychała tu do Romea. Pewne jest, że w mieście żyły rodziny Montecchich i Cappellettich. Aby uczynić zadość tradycji, turyści zostawiają w murze kamienicy listy. Robią też sobie zdjęcia pod osławionym balkonem. Za wstęp na dziedziniec nie ma opłat.

 

Stąd już tylko kilka kroków dzieli nas od innego werońskiego placu, obowiązkowego celu wędrówek po mieście. Piazza delle Erbe leży w miejscu starożytnego rzymskiego forum. Wokół wznoszą się średniowieczne kamienice, wieże i pałace. Na zainteresowanie zasługuje przede wszystkim Casa dei Mercanti (Domus Mercatorum) – budynek gildii kupieckiej. Z jego niskimi arkadami doskonale współgrają ciągnące się wzdłuż fasady zgrabne bifory (okna podzielone kolumienką na dwie części) i wieńczące ściany blanki.

 

Najwyższa wieża widoczna z placu to Torre dei Lamberti. Mierzy 84 m i znajduje się na niej XVIII-wieczny zegar. W środku wiszą dwa słynne dzwony (a w sumie cztery) – Marangona i Rengo, które odmierzały czas i regulowały życie mieszkańców Werony. Pierwszy z nich (o średnicy 130 cm i wadze 1300 kg) oznajmiał koniec dnia pracy dla miejscowych rzemieślników, w tym stolarzy (marangoni), i ogłaszał również alarm w przypadku pożaru. Z kolei Rengo (184 cm i 4215 kg) odzywał się, żeby zainicjować zebrania rajców i wezwać ludzi do broni w czasach wojny. Oba dzwony nadal rozbrzmiewają z okazji pogrzebów. Budynkiem, z którego zdaje się wyrastać Torre dei Lamberti, jest Palazzo della Ragione, miejsce dawnych zebrań mieszczan i skład soli.

 

Kiedy podążymy na północny wschód, niejako wzdłuż koryta Adygi, trafimy na jeszcze jeden wyjątkowy zabytek – Kościół św. Anastazji (Chiesa di Sant’Anastasia). Doskonale widać go zresztą z opisywanej wieży. Tę największą świątynię Werony wzniesiono w stylu gotyckim, lecz jej budowa nie została do tej pory zakończona. Choć z zewnątrz kościół nie sprawa szczególnego wrażenia, koniecznie należy wykupić bilet i wejść do środka. Krzyżowo-żebrowe sklepienie, które wspiera 12 potężnych marmurowych kolumn, zdaje się być zawieszone znacznie wyżej niż można przypuszczać, gdy patrzy się z zewnątrz. Pod nim znajdziemy bogate kaplice, barwne freski i precyzyjne detale.

 

Niedaleko kościoła stoi kolejny zabytek werońskiej architektury sakralnej – Katedra (Duomo di Verona). Świątynia powstała na miejscu dwóch kościołów zniszczonych przez trzęsienie ziemi w 1117 r. Jej wielokrotnie przebudowywana fasada to prawdziwa mozaika stylów, na którą składa się romańska bryła, gotyckie okna, barokowe dodatki i zaczątek renesansowej dzwonnicy. Jeśli ruszymy wzdłuż katedralnych murów i przejdziemy dalej, trzymając się linii kamienic wzniesionych tuż nad Adygą, dotrzemy do Kamiennego Mostu (Ponte Pietra). Wbrew temu, co często pisze się w przewodnikach, nie jest to oryginalna rzymska konstrukcja. W trakcie wieków pierwotna przeprawa była wielokrotnie niszczona i odbudowywana, a wreszcie została pieczołowicie zrekonstruowana (częściowo z dawnego budulca) po tym, jak w 1945 r. wysadziły ją wycofujące się wojska niemieckie.

 

Doskonałym zwieńczeniem wizyty w Weronie będzie chwila zadumy nad szumiącym nurtem Adygi, w którym odbija się złocisty zachód słońca. Miasto rzeczywiście emanuje niepowtarzalnym nastrojem.

 

GARDALAND

 

Wspomniałem na początku o tym, że w Veneto nie brakuje również ośrodków rozrywkowych. Oczywiście, w każdym z nadmorskich kurortów kwitnie życie nocne, odbywają się liczne festyny i imprezy uliczne. Jednak nieco ponad 20 km na zachód od Werony (zjazd z autostrady – Peschiera del Garda) znajduje się prawdziwe centrum zabawy. Gardaland, bo o nim mowa, to najczęściej odwiedzany park rozrywki we Włoszech (niemal 2,9 mln gości rocznie!). Na powierzchni ponad 200 tys. m² w malowniczym sąsiedztwie jeziora Garda ulokowano mnóstwo atrakcji, kilka barów i restauracji.

 

Park został podzielony tematycznie (m.in. na strefy: Średniowiecze, Rio Bravo, Akademia Kung Fu Pandy, Atlantyda, Piraci czy Królestwo Fantazji), dzięki czemu nadaje się zarówno dla dorosłych, jak i rodzin z dziećmi. Znajdziemy tu trzy rodzaje atrakcji – Fantasy (Fantazja), Adventure (Przygoda) i Adrenaline (Adrenalina), a także kino 4D. Oczywiście, największym zainteresowaniem cieszą się ekstremalne rollercoastery: Blue Tornado i Oblivion The Black Hole. Krzyki pędzących na nich osób niosą się daleko po tafli jeziora...

 

Ceny karnetów na cały sezon zaczynają się już od 50 euro (tzw. Season Pass One). Taki abonament uprawnia do nielimitowanych wejść i korzystania ze wszystkich rozrywek parku. Należy pamiętać, że Gardaland jest otwarty od wiosny do jesieni (w 2018 r. od 29 marca do 4 listopada). Poza sezonem odbywają się w nim widowiskowe wydarzenia tematyczne (np. Gardaland Magic Winter).

 

W REGIONIE

 

Oczywiście, w artykule udało mi się przedstawić jedynie drobny wycinek Veneto. Ten region Włoch idealnie nadaje się również m.in. dla miłośników sportów zimowych. Ów pysk konia skierowany ku Dolomitom przecinają jak mocowania uzdy szlaki narciarskie i wyciągi, a znaczy go najwyższy szczyt tego malowniczego pasma górskiego – Marmolada (3343 m n.p.m.). W gminie Cortina (Cortina d’Ampezzo) wytyczono 85 km doskonale przygotowanych tras zjazdowych.

 

Veneto to także ojczyzna grappy (z uroczym, pochylonym nad rzeką Brentą miastem Bassano del Grappa), kraina doskonałych win (przeszło 90 tys. ha winnic) i rejon słynący z carpaccio. W Wenecji Euganejskiej znajduje się też przycupnięta nad brzegiem Gardy turystyczna miejscowość Malcesine, skąd możemy dostać się koleją (tym razem linową) na szczyt masywu Monte Baldo (2218 m n.p.m.). Panorama roztaczająca się z niego w pogodne dni zapiera dech w piersiach.

 

Nie sposób opisać całego Veneto na kilku czy nawet kilkunastu stronach jednego artykułu. Trzeba po prostu samemu przybyć do tego regionu Italii. Podczas poznawania jego atrakcji możemy delektować się najlepszymi słodyczami z tej osobliwej cukierniczej fabryki.

 

Gruzja winem płynąca

MARIUSZ KAPCZYŃSKI
REDAKTOR NACZELNY PORTALU VINISFERA.PL

 

<< Wyprawy do Gruzji w ostatnich latach cieszą się wśród Polaków dużą popularnością. Trudno jednoznacznie stwierdzić, co tak szczególnego przyciąga ich w te strony: niesamowite krajobrazy, wiekowe zabytki kultury chrześcijańskiej, smaczna regionalna kuchnia i wyjątkowe wina czy wreszcie życzliwi mieszkańcy, traktujący gości jak członków rodziny. Być może zresztą wszystkie te aspekty razem wzięte sprawiają, że w tym niewielkim kraju skrytym w cieniu gór łatwo poczuć się jak w domu. >>

Więcej…

Roztańczona tropikalna Brazylia

 

MAGDALENA BARTCZAK

 

Wymyślne platformy z tancerzami na Sambódromo do Rio de Janeiro w 2016 r.

 24921609281 86fdc983ff o

© FERNANDO GRILLI/RIOTUR

 

W Brazylii, jednym z największych państw na świecie i największym w Ameryce Południowej, znajdziemy wszystko, czego pragnie podróżnik. Jej wschodnią granicę stanowią piękne złociste plaże położone nad Oceanem Atlantyckim. Na północy i zachodzie rozciągają się amazońskie lasy, a bliżej południa leżą tętniące życiem metropolie Rio de Janeiro i São Paulo. Ten kraj kusi i zniewala. Każdy, kto zostawił tu serce, marzy o powrocie w te strony.

 

Uderzenie gorącego powietrza, widok uśmiechniętych twarzy, dochodzący zewsząd gwar wielkiego miasta – takie były moje doświadczenia po wyjściu z lotniska podczas pierwszej wizyty w Rio de Janeiro, od którego rozpoczęłam wyprawę po fascynującej Brazylii. Oszałamia ona przyjezdnego nie tylko różnorodnością, klimatem i serdecznością mieszkańców, lecz także imponującym terytorium. Ma ponad 8,5 mln km2 powierzchni i zajmuje niemal połowę kontynentu. Pod względem obszaru niedużo więc ustępuje Europie.

 

Sami Brazylijczycy, których jest ok. 207 mln, mówią, że nie istnieje coś takiego jak jedna Brazylia. Obok elementów kultury jednoczących mieszkańców (m.in. znanej na całym świecie wielkiej miłości do piłki nożnej, uważanej przez nich za świętą) znajdziemy tu wiele różnic między regionami i ich tradycjami czy krajobrazami. Poza tym przy planowaniu podróży warto wziąć pod uwagę nie tylko duże odległości, ale też zmieniające się uwarunkowania klimatyczne. Na Nizinie Amazonki niemal przez okrągły rok panuje wysoka wilgotność i temperatura powietrza (dochodząca nawet czasami do prawie 45°C). Często nawiedzają ją również burze i tropikalne deszcze. W środkowo-wschodniej części kraju, gdzie rozciąga się Wyżyna Brazylijska, występuje pora deszczowa i sucha. Najbardziej sprzyjający klimat panuje na wybrzeżu, na którym upał nie daje się tak we znaki dzięki orzeźwiającej bryzie znad oceanu. Południe Brazylii natomiast leży w strefie zwrotnikowej i podzwrotnikowej z ciepłą zimą i gorącym latem.

 

MIASTO SŁOŃCA I BOSSA NOVY

 

Ten kraj rozsławił na cały świat – oczywiście – huczny karnawał. Zwyczaj zabaw przed okresem wielkiego postu przywieźli ze sobą w latach 20. XVIII w. portugalscy osadnicy. W kolejnym stuleciu został on spopularyzowany przez… coraz liczniejszych emigrantów z Francji. Brazylijczycy szybko go sobie przyswoili i stopniowo przekształcili w maskaradę i taneczne korowody. Pierwszy bal maskowy z muzyką odbył się w Rio de Janeiro w 1840 r. Od tego czasu tutejszy pięciodniowy karnawał zyskiwał sobie coraz większą popularność. Istnieje oficjalnie już od lutego 1892 r. i do tej pory odbyło się 125 jego edycji.

 

O wyjątkowym charakterze tej niezmiernie barwnej imprezy decyduje z pewnością samba – prawdziwy skarb narodowy Brazylijczyków. Ten gatunek sięga swoimi korzeniami do pieśni i tańców afrykańskich niewolników. Karnawałowe szaleństwo zaczyna się zwykle na kilka dni przed Środową Popielcową. Na znak inauguracji burmistrz oddaje klucze do miasta szkołom samby. To właśnie one organizują defilady, w których można podziwiać tancerzy w błyszczących, kolorowych kostiumach i ludzi poprzebieranych za rozmaite postacie. Fantastyczne korowody przemierzają ulice (Avenida Marquês de Sapucaí, Estrada Intendente Magalhães i inne główne arterie), a po słynnym sambodromie (Sambódromo da Marquês de Sapucaí lub inaczej Sambódromo do Rio de Janeiro – specjalnej alei z trybunami dla widzów i jurorów oceniających każdy zespół) suną barwne platformy. Impreza trwa pięć dni, choć przygotowania do niej odbywają się praktycznie cały rok.

 

Główną zasadą karnawału, zarówno w Rio de Janeiro, jak i wszędzie na świecie, jest to, że w jego trakcie wszyscy stają się równi. Przestają liczyć się podziały na biednych i bogatych, a ustalony porządek ulega odwróceniu. Może dlatego jego tradycja zyskała sobie taką popularność akurat w tym mieście, niezmiernie zróżnicowanym społecznie i pełnym ludzi marzących o odmianie swojego losu. Swoiście karnawałowy charakter ma nawet krajobraz tej metropolii – zamieszkane przez najuboższych fawele (czyli dzielnice nędzy) rozciągają się na wzgórzach, a zamożniejsi obywatele żyją w niżej położonych rejonach. Właśnie ci najbiedniejsi codziennie budzą się z najpiękniejszym widokiem na Rio de Janeiro i pobliską zatokę Guanabara. Od pewnego czasu fawele jednak stopniowo się zmieniają. Nadal stanowią charakterystyczny element miasta, ale stają się bezpieczniejsze.

 

W rejonie dzielnic klasy średniej Santa Teresa i Lapa warto podejść pod ozdobione kolorowymi ceramicznymi kafelkami Schody Selarón (Escadaria Selarón, autorstwa chilijskiego artysty Jorge Selaróna). Na obu tych obszarach znajdziemy zachwycającą kolonialną architekturę. Na dodatek to ulubione miejsca tutejszej bohemy i amatorów dobrej zabawy. Kojarzą się z kawiarniami, klubami z muzyką na żywo i ulicznymi artystami, zapewniającymi spacerowiczom rozrywkę przez całą dobę. Niemal bez przerwy słychać tu sambę, a na placu pod XVIII-wiecznym Akweduktem Carioca (Aqueduto da Carioca) ludzie spotykają się, aby pograć w szachy i pogawędzić przy piwie lub koktajlu caipirinha (klasycznym drinku przyrządzanym na bazie mocnego alkoholu cachaça, cukru, limonek i lodu).

 

WZGÓRZA WŚRÓD PLAŻ

 

Kolejnym znakiem rozpoznawczym Cudownego Miasta (Cidade Maravilhosa), jak określa się Rio de Janeiro, jest bliskość przyrody. Nie trzeba nawet oddalać się od centrum czy dzielnic mieszkalnych, aby natknąć się na wzgórza, tropikalne lasy bądź parki. Właśnie w tej metropolii znajduje się największy ogród botaniczny w Ameryce Południowej (o powierzchni ok. 140 ha). Jardim Botânico do Rio de Janeiro założono w 1808 r. na polecenie późniejszego króla Portugalii Jana VI (1767–1826). Początkowo na tym terenie uprawiano przyprawy, ale po kilkunastu latach (w 1822 r.) został on otwarty dla publiczności. Dziś stanowi idealne miejsce do schronienia się przed gwarem miasta i upałami. Obejrzymy tutaj m.in. pięknie zaprojektowany ogród japoński i aleję wysmukłych palm królewskich (z gatunku Roystonea oleracea) – Aleia Barbosa Rodrigues.

 

W pobliżu ogrodu botanicznego leży Park Narodowy Tijuca (Parque Nacional da Tijuca – niemal 40 km2 powierzchni) z Lasem Tijuca (Floresta da Tijuca) należącym do największych na globie lasów w obrębie miejskiej aglomeracji. Prowadzi tędy droga na wzgórze Corcovado (710 m n.p.m.), którego szczyt wieńczy słynny pomnik Chrystusa Odkupiciela (Cristo Redentor) – symbol Rio de Janeiro i jeden z siedmiu nowych cudów świata. Figurę Jezusa zaprojektował francuski artysta polskiego pochodzenia Paul Landowski (1875–1961). Powstały we Francji monument umieszczono na Corcovado w 1931 r. Dziś stanowi najpopularniejszy turystyczny punkt nie tylko w samym Rio de Janeiro, lecz także w całej Brazylii. Dlatego aby uniknąć tłumów, warto wybrać się tu wcześnie rano. To samo dotyczy innego znanego wzgórza, z którego rozciąga się niezapomniany widok na miasto (w tym na słynny piłkarski Stadion Maracanã), zatokę i ich okolicę. Mowa o cieszącej się dużym zainteresowaniem turystów Głowie Cukru (Pão de Açúcar, 396 m n.p.m.). Na jej szczyt można dostać się kolejką linową (Bondinho do Pão de Açúcar) lub wspiąć się o własnych siłach. Jeśli trafimy na bezchmurny dzień, w pełni będziemy mogli docenić piękno otaczających nas krajobrazów.

 

Po zwiedzaniu warto odpocząć na którejś z miejskich plaż. W całej aglomeracji jest ich kilkadziesiąt. Godne polecenia są m.in. niezbyt zatłoczone Praia do Leblon i Praia do Flamengo. Nie sposób też ominąć słynnej Copacabany (ponad 4-kilometrowej), tłumnie odwiedzanej zarówno przez turystów, jak i cariocas (jak nazywa się mieszkańców Rio de Janeiro). Przez całą dobę tętni ona życiem: spotkamy tu młodzież grającą w piłkę nożną albo siatkówkę, muzyków i surferów. Choć według miejscowych plaża ta stanowi symbol społecznej równości, bo nie obowiązują tutaj żadne ograniczenia dotyczące wstępu i chętnie wypoczywają na niej bogaci i ubożsi, to uznaje się ją za jeden z najbardziej ekskluzywnych rejonów w mieście. Świadczą o tym np. pobliskie eleganckie budynki takie jak ogromny Pałac Copacabana (Copacabana Palace), wznoszący się przy bulwarze. W obiekcie działa hotel sieci Belmond uchodzący za najbardziej luksusowy w Ameryce Łacińskiej. Poza stylowo urządzonymi pokojami i apartamentami znajdują się w nim m.in. dwa baseny (jeden tylko dla gości piętra z apartamentami penthouse), kort tenisowy, restauracje i kasyno.

 

Niedaleko południowo-zachodniego krańca Copacabany wznosi się twierdza (Forte de Copacabana), której budowę ukończono w 1914 r. Obecnie mieści się w niej muzeum historyczno-wojskowe (Museu Histórico do Exército e Forte de Copacabana). Położone obok przejście prowadzi na kolejną popularną plażę, a mianowicie Ipanemę (2,6 km długości), rozsławioną dzięki piosence Antônia Carlosa Jobima (1927–1994) i Viniciusa de Moraesa (1913–1980). Dziewczyna z Ipanemy (Garota de Ipanema), jedna z najbardziej klasycznych melodii bossa novy, powstała w 1962 r. Jak mówi lokalna legenda, obaj autorzy siedzieli przy stoliku w barze „Veloso” (dzisiaj „Garota de Ipanema”), gdy dostrzegli piękną Helô Pinheiro. Byli tak zachwyceni jej urodą, że postanowili napisać o niej piosenkę. Pikanterii dodaje tej historii fakt, iż zakochany w atrakcyjnej kobiecie żonaty Antônio Carlos Jobim wielokrotnie się jej potem oświadczał. Nostalgiczny utwór stał się rozpoznawalny na całym świecie, a sama bossa nova szybko zyskała sobie status charakterystycznego stylu muzycznego pochodzącego z Brazylii.

 

MIEJSKIE DŻUNGLE

 

Barwne historyczne centrum miasta Paraty

SE Parati0128

© EMBRATUR IMAGE BANK

 

Jeśli plaże Rio de Janeiro nam nie wystarczą, powinniśmy wybrać się do Búzios (Armação dos Búzios), leżącego ok. 170 km na wschód stąd. To ponad 30-tysięczne miasto często bywa nazywane brazylijskim Saint-Tropez, choć nie ze względu na architekturę czy klimat, lecz głównie dlatego, że mniej więcej w tym samym czasie (w połowie lat 60. XX w.) zaczęło przekształcać się w znaną miejscowość wypoczynkową. Wpływ na tę zmianę miała gwiazda francuskiego kina Brigitte Bardot, która po raz pierwszy odwiedziła to miejsce w 1964 r. i od tego momentu spędzała w nim wakacje równie chętnie jak na Lazurowym Wybrzeżu we Francji. Cudowne, egzotyczne plaże (niemal 25!), krystalicznie czysta błękitna woda, malownicze zatoczki oraz eleganckie restauracje i hotele – to wszystko sprawia, że Búzios, położone blisko Rio de Janeiro, zdążyło wyrosnąć na jeden z najpopularniejszych kurortów w tej części kraju, nie tracąc przy tym swojej niewątpliwej urody.

 

Drugą perłę regionu stanowi miasto Paraty, według wielu należące do najbardziej fotogenicznych w Brazylii. Powstało ono w 1667 r. i szybko zaczęło służyć jako port, z którego wywożono do Portugalii złoto i kamienie szlachetne. Właśnie w tym okresie rozwinęło się i wzbogaciło o przepiękną kolonialną architekturę, do dziś zachowaną w niezmienionym kształcie. W tym melancholijnym, liczącym 40 tys. mieszkańców ośrodku czas naprawdę się zatrzymał.

 

Tego samego zdecydowanie nie można powiedzieć o położonym ok. 270 km dalej na zachód São Paulo – jednej z najludniejszych metropolii świata i zarazem największej pod względem populacji na półkuli południowej i w Ameryce Południowej. Całą aglomerację zamieszkuje ponad 21 mln ludzi. Zatłoczone miasto nie cieszy się takim zainteresowaniem wśród turystów jak Rio de Janeiro. Kryje w sobie jednak wiele atrakcji, a tym, co stanowi o jego sile, jest niezwykła energia, architektoniczny rozmach i różnorodność. Obok rejonów słynących ze sztuki ulicznej, kawiarni i klubów, takich jak Vila Madalena w dzielnicy Pinheiros, znajdują się tu największe na kontynencie centra biznesowe. Warto podkreślić też imponującą liczbę placówek muzealnych, z których szczególnie trzeba odwiedzić Muzeum Sztuki (Museu de Arte de São Paulo – MASP), mieszczące się przy jednej z najważniejszych ulic w São Paulo – alei Paulista (Avenida Paulista). W sercu miasta leży Praça da Sé – plac z neogotycką Katedrą Metropolitalną, którą zaczęto wznosić w 1913 r. Po kilkunastominutowym spacerze dotrzemy stąd z kolei na plac Ramosa de Azevedo (Praça Ramos de Azevedo) z eklektycznym gmachem Teatru Miejskiego (Theatro Municipal de São Paulo), należącym do najpiękniejszych tego typu budynków na świecie. Jednak największą atrakcją São Paulo jest modernistyczna architektura, której przykłady znajdziemy kilkaset metrów od teatru, na placu Sztuki (Praça das Artes). Przedstawicielem tego kierunku był słynny brazylijski architekt Oscar Niemeyer (1907–2012). Zaprojektował on wiele budynków w tym mieście (np. w Parku Ibirapuera) i innych częściach Brazylii (m.in. w Rio de Janeiro i Brasílii, stolicy kraju) oraz za granicą (w Nowym Jorku, Paryżu czy Berlinie). Oprócz tego uroku São Paulo dodaje jego wielokulturowość. Przykładowo w dzielnicy Liberdade żyje największa mniejszość japońska na świecie (stanowi 65 proc. spośród jej 220 tys. mieszkańców).

 

„Polski” Las Papieża Jana Pawła II powstał w 1979 r. w Kurytybie

PR Curitiba0438

© EMBRATUR IMAGE BANK

 

POTRAWY Z GRILLA I PIEROGI

 

Brazylijska kuchnia bazuje raczej na mięsie. Niewątpliwie przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom dań z rusztu. Brazylijczycy chętnie grillują prawie wszystko: od drobiu i wołowiny po warzywa i owoce. Nieodłącznym składnikiem menu jest tu również ryż, czarna fasola (feijão) i mąka z manioku (farinha de mandioca). Z tych trzech produktów i mięsa wołowego lub kurczaka przyrządza się przypominającą gulasz potrawę feijoada. Mieszkańcy Brazylii uwielbiają także słodycze. W każdej kawiarni kupimy tzw. salgados, smażone w tłuszczu przekąski z serem, nadzieniem z mięsa bądź ryby, przygotowywane z kaszy albo manioku. Brazylijczycy zajadają się też kuleczkami mleczno-kokosowymi (beijinhos de coco) bądź kakaowymi (brigadeiros) i kremem czekoladowym serwowanym z brandy. Napój narodowy stanowi – oczywiście – kawa, uprawiana głównie w stanach São Paulo, Minas Gerais i Paraná. Choć od pewnego czasu w światowym wyścigu o pierwsze miejsce w jej produkcji ścigają się z Brazylią m.in. Wietnam i Kolumbia, to wciąż właśnie ten ogromny południowoamerykański kraj zajmuje pozycję lidera.

 

Jeśli w trakcie podróży najdzie nas ochota na… pierogi lub inne rodzime danie, powinniśmy odwiedzić Kurytybę, stolicę Parany. Mieszka w niej według różnych źródeł od 90 do nawet 400 tys. osób polskiego pochodzenia (w całym stanie żyje ich od 700 tys. do 1,5 mln). Pierwsi przybysze z Polski przypłynęli w te strony w zorganizowanych grupach w 1869 r. Potem, od końca XIX stulecia, rozpoczął się gwałtowny napływ imigrantów z terenów trzech zaborów, a druga największa fala emigracji dotarła tu po II wojnie światowej. Jeden z najrozleglejszych parków w mieście nosi zresztą imię Jana Pawła II (Bosque do Papa João Paulo II). Zaraz przy wejściu do niego natkniemy się na polską restaurację serwującą m.in. barszcz i pierogi. Kurytybę często nazywa się również najbardziej zadbanym, ekologicznym i zielonym ośrodkiem w kraju. Stolica Parany szczyci się poza tym wysoką jakością życia. Dotyczy to także oddalonego stąd o ok. 300 km na południe Florianópolis, położonego malowniczo głównie na wyspie Santa Catarina (424,4 km² powierzchni) i pobliskich mniejszych wysepkach. Nowoczesność świetnie komponuje się w nim z tradycją i naturalnym pięknem. Na północy wznoszą się wysokie hotele i drapacze chmur, rozciągające się wzdłuż nadmorskiej alei, a w południowej części miasta odkryjemy spokojne osady rybackie, pamiętające czasy portugalskich kolonizatorów. W historycznym centrum Florianópolis, wypełnionym kolonialną architekturą, uwagę przyciąga rozłożysty figowiec rosnący na głównym placu 15 Listopada (Praça XV de Novembro). Nieopodal znajduje się m.in. Muzeum Historyczne Santa Catariny (Museu Histórico de Santa Catarina – MHSC) w dawnym Różowym Pałacu (Palácio Rosado) oraz stary targ miejski z licznymi kawiarniami i restauracjami. Osoby marzące o błogim odpoczynku w promieniach słońca mogą udać się natomiast na jedną z ponad czterdziestu plaż. Do wyboru mają zarówno rejony z odpowiednią infrastrukturą, jak i bardziej naturalne miejsca, jak choćby dziewicza Lagoinha do Leste, na którą nie prowadzi żadna droga, dlatego docierają do niej tylko najwytrwalsi.

 

TWÓRCZA MOC WODY

 

Podczas wyprawy po Brazylii zdecydowanie nie wolno ominąć słynnego Parku Narodowego Iguaçu (Parque Nacional do Iguaçu) leżącego przy granicy z Argentyną, kilka kilometrów od Paragwaju. W 1986 r. wpisano go na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Turystów z całego globu przyciąga przede wszystkim zapierającymi dech w piersiach wodospadami Iguaçu (Cataratas do Iguaçu), okrzykniętymi jednym z siedmiu nowych cudów natury. Składa się na nie aż 275 kaskad, z których największe mają nawet ponad 800 m szerokości! Łuki powstających tutaj tęczy często łączą tereny obu krajów, zewsząd dobiega huk spadającej wody, a krajobraz urozmaica intensywnie zielona, gęsta roślinność. To wszystko sprawia, że okolica Iguaçu przypomina baśniową krainę. Choć znaczna część tego obszaru (ok. 80 proc.) znajduje się po stronie argentyńskiej (w granicach Parku Narodowego Iguazú), na terytorium Brazylii również jest co oglądać. Wodospadom można się tu przyjrzeć z naprawdę bliska i podziwiać je od dołu, a z tej perspektywy prezentują się jeszcze bardziej spektakularnie. Szczególnie warto podejść pod ogromną Diabelską Gardziel (Garganta do Diabo) – najwyższą kaskadę, osiągającą 80 m. Niżej położoną część tego regionu porasta subtropikalny las deszczowy. Wśród palm, ogromnych paproci czy araukarii żyją w nim liczne egzotyczne zwierzęta.

 

Aby w pełni docenić urodę i różnorodność przyrody Brazylii, trzeba wyruszyć także na północny wschód kraju, gdzie rozciągają się plaże uchodzące za najpiękniejsze na całym kontynencie. Taką opinią cieszy się m.in. złociste wybrzeże w sąsiedztwie urokliwego kurortu Maceió, stolicy stanu Alagoas. Leży on ok. 250 km na południowy zachód od największego miasta regionu (Região Nordeste do Brasil) – ponad 1,6-milionowego Recife, które ze względu na dużą liczbę kanałów i mostów określa się mianem brazylijskiej Wenecji. Jednak turystów przyciąga do niego raczej nowoczesna architektura. Najchętniej odwiedzanym rejonem jest tzw. Strefa Południowa (Zona Sul). Powstała ona wzdłuż wybrzeża otoczonego malowniczymi rafami koralowymi, od których zresztą pochodzi nazwa samego ośrodka (recife znaczy po portugalsku „rafa”). Właśnie tu znajduje się też najwięcej hoteli, restauracji i plaż, w tym szeroka i długa na mniej więcej 7 km Boa Viagem (Praia de Boa Viagem), porównywana do Copacabany. Recife, stolica stanu Pernambuco, słynie oprócz tego z najlepszych lokali serwujących świeże ryby i owoce morza. Takich specjałów spróbujemy zarówno w knajpkach nad brzegiem oceanu, jak i w historycznym centrum, czyli Recife Antigo, które wieczorami rozbrzmiewa muzyką i wypełnia się ludźmi. W ciągu dnia warto zwiedzić m.in. Centrum Kultury Żydowskiej w Pernambuco (Centro Cultural Judaico de Pernambuco), mieszczące się w budynku najstarszej synagogi w obu Amerykach (Sinagoga Kahal Zur Israel), wzniesionej w pierwszej połowie XVII w. Inną ciekawą atrakcję stanowi wieża Malakoff (Torre Malakoff) służąca przez pewien czas jako obserwatorium astronomiczne (ukończona w 1855 r.). Rozpościera się z niej wspaniały widok na całe miasto.

 

Potężne kaskady na rzece Iguaçu spływającej z bazaltowego płaskowyżu

SU FozIguacu0931

© EMBRATUR IMAGE BANK

 

GOŚCINNY RAJ

 

Jeśli z Recife udamy się jeszcze dalej na północ, dotrzemy na jedną z najpiękniejszych plaż na świecie, uważaną za prawdziwy raj na ziemi. Nieco hippisowska Pipa (aż 10-kilometrowa!) poza znakomitymi miejscami z lokalnymi przysmakami zachwyca podróżników przede wszystkim lazurową, krystalicznie czystą wodą, piaskiem o niemal śnieżnobiałym kolorze, gęstymi palmami kokosowymi i atmosferą błogości, która każdemu pozwala oderwać się choć na chwilę od problemów.

 

Na zwiedzanie z kolei koniecznie powinniśmy wybrać się do ponad 2,6-milionowej Fortalezy (ok. 570 km na północny zachód), stolicy stanu Ceará. Z dawnej wioski rybackiej w ciągu kilku stuleci zmieniła się ona w jeden z największych ośrodków turystycznych i handlowych Brazylii. Jej magia tkwi w wyjątkowej mieszance kolonialnych tradycji i elementów nowoczesności. Przy ciągnącej się wzdłuż brzegu oceanu alei Beira-Mar wznoszą się wspinające się pod niebo siedziby firm i banków, centra handlowe czy hotele. Tuż obok, wśród białych piasków, zacumowane są drewniane łódki rybaków, a na chodniku przy plaży lokalni artyści i rzemieślnicy wystawiają swoje prace, np. charakterystyczne dla tego rejonu ręcznie haftowane obrusy, hamaki i koronki.

 

Prawdziwy raj dla miłośników tradycyjnych wyrobów stanowi Salvador (Salvador da Bahia). To w nim wiele osób kończy wizytę na środkowym wybrzeżu. Właśnie tu znajduje się największy targ rzemiosła artystycznego w regionie – Mercado Modelo z 263 sklepikami, stoiskami i restauracjami z tradycyjną kuchnią stanu Bahia. Sam zabytkowy Salvador bywa nazywany czarną stolicą Brazylii lub czarnym Rzymem, bo aż 80 proc. jego mieszkańców jest potomkami niewolników, przywiezionych z Afryki na plantacje trzciny cukrowej. Wpływ afrykańskiej kultury dostrzeżemy zresztą w tutejszych tradycjach, lokalnej gastronomii i samym charakterze miasta, które za sprawą imponującej kolonialnej architektury i urokliwego położenia cieszy się zasłużenie opinią jednego z najpiękniejszych i najbardziej klimatycznych na całym kontynencie. Niezmiernie atrakcyjnie prezentuje się historyczne centrum, czyli Pelourinho. Jego klimatyczną atmosferę tworzą urocze wąskie uliczki, barokowe kościoły, interesujące muzea (w tym znakomite Muzeum Afrobrazylijskie – Museu Afro-Brasileiro przy placu 15 Listopada, czyli Praça XV de Novembro) i nastrojowe kawiarnie, w których można zamówić café da manhã – zestaw śniadaniowy składający się zazwyczaj z kawy, owoców i słodkiej przekąski.

 

Jednak największe wrażenie na przyjezdnych robi w Salvadorze wielka serdeczność i niesamowita energia jego mieszkańców. Wydaje się, że te cechy charakteru Brazylijczyków występują tutaj w wyjątkowo zintensyfikowanej formie. Miejscowi są uśmiechnięci i otwarci, przyjaźnie zagadują innych niemal na każdym kroku. Oprócz tego obywatele Brazylii odczuwają ogromną dumę narodową. Podczas rozmów z cudzoziemcami potrafią godzinami z przejęciem chwalić własną kulturę i zachwycać się jedzeniem, wyliczać sukcesy swoich piłkarzy i opowiadać o bogactwach przyrody. I choć wiadomo, że wszyscy mamy prawo do idealizowania właśnie naszej ojczyzny, to chyba trudno nie przyznać im racji. W tym ogromnym, rozciągającym się na niemal pół kontynentu kraju znajdziemy wszystko, co czyni podróże tak ekscytującymi. Poza tym jego gościnni mieszkańcy nawet w trakcie krótkiej pogawędki będą nas w swoim melodyjnym języku gorąco przekonywać do tego, żebyśmy kiedyś koniecznie tu wrócili. Tak naprawdę nie muszą się jednak zbytnio starać, bo roztańczona Brazylia jest niezmiernie uzależniająca.