Polskie Linie Lotnicze LOT numerem jeden w rankingu najcichszych przewoźników londyńskiego lotniska Heathrow. LOT został wskazany przez ten port jako linia, która emituje najmniej hałasu. Jest to możliwe dzięki nowoczesnym Boeingom 737 MAX 8 i precyzyjnej technice lądowania polskich pilotów

Opublikowany przez Lotnisko Heathrow ranking FlyQuiet za III kw. br. daje LOT-owi pierwsze miejsce i aż 945 punktów w generalnej klasyfikacji 50 przewoźników, którzy latają regularnie na lotnisko Heathrow. Jest to najlepszy wynik LOT-u w historii programu FlyQuiet, a przewaga nad kolejną linią to prawie 30 punktów.

Ze względu na ogromne natężenie ruchu i znajdującą się w sąsiedztwie zabudowę mieszkalną zarządca Heathrow, jednego z największych lotnisk w Europie, na bieżąco rozlicza przewoźników z poziomu emitowanego hałasu, uzależniając od tego wysokość opłat lotniskowych. Jeszcze kilka lat temu LOT znajdował się na szarym końcu tej klasyfikacji. 

Poprawa nastąpiła, kiedy polski przewoźnik zaczął wykonywać połączenia do Londynu Heathrow samolotami Boeing 737-800 NG (zamiast B737-400). Kolejny awans w rankingu zapewniły LOT-owi Boeingi 737 MAX 8, które obecnie obsługują już wszystkie rejsy między Warszawą a Londynem Heathrow. Pierwsi pasażerowie polecieli MAX-em na początku grudnia ubiegłego roku. 

- B737 MAX 8, wyposażone w nowoczesne silniki CFM, pozwalają zredukować zużycie paliwa i dokuczliwy dla mieszkańców okolic lotnisk hałas. W skali roku to nie tylko wielomilionowe oszczędności dla linii lotniczej, ale również bardzo dobra wiadomość z punktu widzenia ochrony środowiska, bo za mniejszym zużyciem paliwa zawsze idzie znacząco mniejsza emisja dwutlenku węgla – mówi Adrian Kubicki, dyrektor Biura Komunikacji Korporacyjnej LOT. - Cieszymy się z pozycji lidera, tym bardziej że ten sukces w równym stopniu co nowoczesnym samolotom zawdzięczamy też naszym pilotom – dodaje.

Jednym z parametrów branych pod uwagę w klasyfikacji FlyQuiet jest stosowanie procedury tzw. ustabilizowanego podejścia do lądowania (ang. Continuous descent approach - CDA). - Nasi piloci są w tym najlepsi, co pokazują  statystyki FlyQuiet. W tym miejscu należą im się podziękowania za to, że nie jest im obojętny komfort mieszkańców okolic lotnisk, a dzięki ich technice, precyzji i umiejętnościom byliśmy w stanie szybko zmniejszyć emisję hałasu nie tylko na Heathrow, ale również na wielu innych lotniskach, na które latamy – dodaje Kubicki.

LOT okazał się liderem rankingu również dzięki coraz większej punktualności połączeń do Londynu Heathrow. Dzięki niezawodności Boeingów 737 MAX 8 polski przewoźnik praktycznie wyeliminował opóźnienia, które wcześniej powodowały czasami konieczność lądowania w godzinach ciszy nocnej. 

Boeing 737 MAX 8 to najnowszy wąskokadłubowy samolot LOT-u. Dzisiaj przewoźnik posiada cztery samoloty tego typu. Wśród nich znajduje się maszyna o znakach rejestracyjnych SP-LVD w malowaniu z okazji 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. 

Dostawa piątego  samolotu – tym razem już w standardowym malowaniu LOT-u - zaplanowana jest na najbliższy miesiąc. Biorąc pod uwagę podpisane umowy, do końca 2019 r. samolotów Boeing 737 MAX 8 będzie we flocie polskiego przewoźnika 12.

MAX posiada na pokładzie 186 foteli. Wnętrze kabiny pasażerskiej zostało zbudowane w formule Boeing Sky Interior, która bazuje na rozwiązaniach Dreamlinera. MAX został wyposażony w dwa silniki nowej generacji CFM LEAP-1B, które dają mu zasięg 5750 km (o 2250 km więcej od Boeinga 737-400). Średnie zużycie paliwa jest niższe o ponad 20 proc. niż w 737-400 i 15 proc. mniejsze niż w B737 800 NG. Silniki umożliwiają redukcję hałasu nawet o 40 proc. i znacznie niższą emisję CO2 w porównaniu do innych maszyn tej klasy, co umożliwia obniżenie ponoszonych opłat np. na lotnisku Heathrow.

LOT ma dziś w swojej rozkładowej ofercie 105 połączeń (najnowsze to ogłoszona w połowie listopada trasa Warszawa-Bejrut). Od początku 2016 r. LOT ogłosił uruchomienie 64 bezpośrednich rejsów m.in. z Warszawy do Miami, Los Angeles, Newark, Seulu, Tokio i Singapuru, z Budapesztu do Nowego Jorku i Chicago, z Krakowa do Chicago i z Rzeszowa do Newark. 

Przewoźnik posiada dziś w swojej flocie 75 samolotów, a do końca tego roku ta liczba wzrośnie do 80. W 2017 r. LOT przewiózł łącznie ponad 6,8 mln pasażerów, czyli o ponad jedną czwartą więcej niż rok wcześniej. W tym roku przewoźnik spodziewa się przewieźć 8,9 mln pasażerów, a w 2019 r. przekroczyć 10 mln

Bilety na połączenia LOT-u są dostępne za pośrednictwem wszystkich kanałów sprzedaży, w tym www.lot.com, LOT Contact Center i u agentów. 

Najlepsze miejsca na długi weekend na przełomie maja i czerwca

Na przełomie maja i czerwca czeka na nas kolejny długi weekend – Boże Ciało w tym roku wypada 31 maja. Jeden dzień wolnego pozwoli na cztery dni wypoczynku.

Czytaj Więcej >>

Najlepsze pomysły na wyjazd rodzinny z okazji Dnia Dziecka

Wkrótce Międzynarodowy Dzień Dziecka. Wielu rodziców zastanawia się, w jaki sposób spędzić ten szczególny dzień ze swoimi pociechami, aby przyniósł jak najwięcej radości i pozostawił przyjemne wspomnienia. Możliwości na uczczenie tego święta jest naprawdę wiele. 

Czytaj Więcej >>

Najciekawsze pomysły na Majówkę

Już w marcu zaczynamy zastanawiać się, jak, a przede wszystkim, gdzie spędzimy Majówkę. W tym roku 1 maja wypada we wtorek, dodając do tego dwa weekendy plus 3 dni urlopu – szykuje się aż niemal 10 dni wypoczynku!  Czytaj więcej >

Najlepsze wiosenne wyjazdy typu city break

City break to alternatywna opcja dla tych wszystkich, którzy nie mają czasu wybrać się na dłuższy wypoczynek. Obejmuje ona wyjazdy weekendowe do najciekawszych miejsc w Europie. Krótkoterminowa wycieczka pozwala na wypoczynek oraz zapoznanie się z kulturą i kuchnią danego regionu.  Czytaj więcej >

Artykuły wybrane losowo

Poza utartym szlakiem w Tajlandii

 

Kinga Bielejec

www.gadulec.me

 

 Sukhotai z zabytkami związanymi z początkami architektury tajskiej

Sukhothai-000597

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND (TAT)

 

Tajlandia to jeden z najczęściej odwiedzanych krajów świata. Słynie z pięknych piaszczystych plaż, przejrzystych wód i przepysznej kuchni. Znajduje się tutaj mnóstwo buddyjskich świątyń i posągów. Tajlandzka stolica – Bangkok – nigdy nie zasypia. Nie wszyscy jednak wiedzą, że na krajobraz Tajlandii składają się też bujne zielone lasy i małe sielskie miasteczka, w których czas się zatrzymał.

 

Najlepsza pora na odwiedzenie tego azjatyckiego państwa to okres między listopadem a lutym. Trwa wtedy pora sucha, średnia temperatura powietrza waha się od 28 do 32°C, a opady należą do rzadkości. Jedynie na wschodnim wybrzeżu (w okolicy m.in. Koh Samui, Koh Tao, Phangan) może sporadycznie popadać. Te miesiące są również szczytem sezonu turystycznego, więc hotele w najpopularniejszych miejscach (w czasie Bożego Narodzenia i zabaw sylwestrowych do bardzo chętnie odwiedzanych zaliczają się szczególnie obiekty na wyspach) warto zarezerwować wcześniej.

 

Choć w biurach podróży Tajlandia cieszy się dużym zainteresowaniem, zazwyczaj turystom oferuje się program obejmujący mniej więcej te same atrakcje. Dlatego chciałabym zaproponować zejście z utartego szlaku zwiedzania. W tym kraju pozostało jeszcze wiele do odkrycia.

 

ZAGUBIENI W STOLICY

 

Przy wyborze zakwaterowania w stolicy Tajów korzystałam z portalu Couchsurfing. Ludzie z całego świata oferują w nim nocleg w swoim mieszkaniu i często wspólne spędzanie czasu. Zatrzymaliśmy się u Hosta, z pochodzenia Holendra. Które mniej znane miejsca w Bangkoku warto odwiedzić? – zapytałam go tuż po przylocie do tej prawie 10-milionowej metropolii. Najlepsze, co można zrobić, to się zgubić – odpowiedział. I faktycznie była to wskazówka idealna.

 

Okazało się, że największe miasto Tajlandii to nie tylko słynna ulica Khao San, okryty złą sławą Patpong (dzielnica występów ping pong show, ladyboyów, barów i ledwo trzymających się na nogach turystów), Wielki Pałac Królewski i liczne świątynie, lecz także targi oraz bazary pełne smaków, kolorów i zapachów. Koło ruchliwych skrzyżowań sprzedaje się kawałki kurczaka na patyku czy pad thai (smażony makaron z dodatkami), a na ulicznych straganach piętrzą się świeże egzotyczne owoce. Tutaj najlepszymi przewodnikami są nogi i nos. Do nieco mniej znanych, ale bardzo ciekawych atrakcji należą ulica industrialna (koło Kościoła Świętego Różańca) i Park Pałacowy Dusit, w którym znajdują się Pałac Vimanmek (największa budowla ze złotego drewna tekowego na świecie), sale tronowe, posąg króla Czulalongkorna (Chulalongkorna, Ramy V) i ogród zoologiczny.

 

TAJSKI ANGKOR WAT

 

W drodze z Bangkoku do Chiang Mai (na północy kraju) warto wysiąść na stacji Phitsanulok i wsiąść w autobus do Sukhothai. Początki tego miasta sięgają XIII w., a jego złoty okres przypada na panowanie króla Ramkhamhaenga (urodzonego między 1237 a 1247 i zmarłego w 1298 r.). To wtedy je rozbudowano i stało się jednym z największych na świecie ośrodków buddyzmu. Mniej więcej sto lat później, kiedy swoimi wpływami objęło te tereny Królestwo Ajutthaja (Królestwo Ayutthaya), Sukhothai straciło na znaczeniu. Zainteresowanie wzbudziło ponownie dopiero w XIX w. Przyczynił się do tego król Mongkut, Rama IV (1804–1868).

 

Obecnie odrestaurowane pozostałości tej historycznej stolicy Królestwa Sukhotai znajdują się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Leżą one w odległości ponad 10 km od współczesnego miasteczka nazywanego Nowym Sukhothai (Sukhothai Thani). Aby dotrzeć do wspaniałych ruin, najlepiej wypożyczyć skuter na dworcu autobusowym lub podjechać tuk-tukiem (trójkołową motorikszą). Należy jednak pamiętać, że kompleks jest duży i dzieli się na kilka stref (wejście płatne osobno), pomiędzy którymi łatwiej (i szybciej) porusza się środkami transportu.

 

W DŻUNGLI ŻYCIA

 

Przepiękny wodospad Thi Lo Su na rzece Maeklong w dystrykcie Umphang

UMPHANGTak-000299

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND (TAT)

 

Z Sukhothai można udać się autobusem do Mae Sot, mało znanego miasta tuż przy granicy z Birmą (Mjanmą). Wyruszają stąd wycieczki do Umphang, miejscowości położonej na skraju dżungli, do której jedzie się ok. 165 km asfaltową drogą z 1219 zakrętami. Już sama podróż to niezapomniane przeżycie – nierzadko siedzi się w pick-upie wraz z miejscowymi żującymi betel oraz ich kurami i kogutami. Przewożenie ludzi (i zwierząt) na dachu samochodu jest tutaj normą. Na dodatek otaczające nas widoki zapierają dech w piersiach. A to dopiero początek przygody!

 

Do najpopularniejszych należą wycieczki czterodniowe. Pierwszego dnia dojeżdża się do Umphang i tu nocuje. Nazajutrz, tuż po śniadaniu, wyrusza się na spływ po niezbyt rwącej rzece Maeklong (Mae Klong). Kilka lat temu zmieniono przepisy i drewniane tratwy zastąpiono dmuchanymi pontonami. Po drodze można spotkać dzikie zwierzęta (węże, gibony, mundżaki, warany, krokodyle różańcowe) i wykąpać się w gorących źródłach. Po lunchu następuje główny punkt programu – kilkugodzinny trekking w dżungli. Oczywiście, cały czas jest się pod opieką doświadczonego lokalnego przewodnika, który zna te rejony od dziecka. Najlepiej nocować w namiocie pośrodku utworzonego w 1989 r. Sanktuarium Dzikiej Przyrody Umphang (Umphang Wildlife Sanctuary), gdzie zasypia się wśród niesamowitych odgłosów. Trzeciego dnia odwiedza się największy wodospad w Tajlandii o wdzięcznej nazwie Thi Lo Su (również Thee Lor Sue lub The Lor Sue). Ma ok. 250 m wysokości i 450 m szerokości. Robi ogromne wrażenie, w dodatku można się w nim kąpać, a niekiedy nawet z niego skakać (wszystko zależy od stanu wody). Popołudniu znów wyrusza się na trekking, a po kilku godzinach dociera się do wioski Karenów. Posługują się oni językami kareńskimi, całkiem innymi niż tajski, i dopiero od kilkunastu lat uczą się w szkołach podstawowych języka urzędowego kraju. W Tajlandii mieszka ok. 400 tys. Karenów. Zajmują się głównie rolnictwem i hodowlą. W wiosce, którą odwiedziliśmy w 2014 r., nie było zasięgu sieci komórkowych czy internetowych. Miejscowi kontaktowali się z resztą świata za pomocą aparatu umieszczonego w jedynej budce telefonicznej. Uczestnicy wycieczki śpią u lokalnej rodziny i razem z nią spożywają kolację i śniadanie. Czwartego dnia wracają do Umphang. Wiele agencji proponuje wyprawy urozmaicone półtoragodzinną przejażdżką na słoniu, po której wszyscy udają się jeepem do miasteczka. Warto dopytać o szczegóły takiej oferty, ponieważ dość często zdarza się, że zwierzęta są źle traktowane, bite i zakute w łańcuchy.

 

Okolice Mae Sot i Umphang rzadko bywają wspominane w przewodnikach czy na blogach podróżniczych. Z jednej strony można nad tym ubolewać, ponieważ to jeden z ciekawszych rejonów w Tajlandii, a z drugiej dzięki temu właśnie miejsce to nie stało się jeszcze tak oblegane przez turystów jak chociażby miasto Chiang Mai. W okolicy znajduje się także jaskinia Takobi i wspierany przez UNICEF 13-tysięczny obóz dla uchodźców z Birmy (głównie Karenów) – Umpiem Mai.

 

ODPOCZYNEK W PAI

 

Omijamy wspomniane turystyczne, chodź bardzo interesujące, Chiang Mai i udajemy się do Pai – jednego z najbardziej niezwykłych miasteczek w tym kraju. Tutaj czas się zatrzymał, życie płynie powoli, podobnie jak pobliska rzeka o tej samej nazwie. To idealne miejsce na odpoczynek od zgiełku i tłumów z całego świata. Mieszkańcy Pai mają tatuaże i dredy i słuchają Boba Marleya. Ciężko stwierdzić, czy właśnie oni przyciągnęli podobnych do siebie turystów, czy sami zaczęli naśladować styl Europejczyków, Amerykanów i Australijczyków. Jedno jest pewne – dziś to leniwe miasteczko uchodzi za mekkę backpackerów ze wszystkich stron świata. Znajdują się tu hostele, nieco bardziej luksusowe bungalowy z hamakami, na których można przeleżeć tydzień, klimatyczne restauracje i kafejki. Młodzi ludzie przyjeżdżają na 2–3 dni i zostają na tydzień (lub znacznie dłużej).

 

W Pai każdy spędzi przyjemnie czas. Jeśli odpoczynek już nam się znudzi, wystarczy wynająć skuter lub zapisać się na zorganizowaną wycieczkę. W okolicy jest mnóstwo atrakcji – kanion (Pai Canyon, Kong Lan), wodospady (w tym szczególnie malowniczy Pam Bok), gorące źródła, Most Pamięci. Po drodze warto wstąpić na pyszną kawę i ciasto do przepięknie położonej kawiarni „Coffee in Love”.

 

SŁONIE I LUDZIE

 

W odległości ok. 10 km od centrum Pai znajduje się Thom’s Elephant Camp, czyli wioska słoni, która oferuje kilkugodzinne przejażdżki na grzbiecie tych inteligentnych i wrażliwych zwierząt bądź kąpiele z nimi w pobliskiej rzece. Aby poznać je jeszcze bliżej, można odbyć tygodniowy lub dwutygodniowy wolontariat. Sens funkcjonowania miejsc, w których główną atrakcją są żywe stworzenia, to niezmiernie trudny i dyskusyjny temat. Nie inaczej jest w tej sytuacji.

 

Słonie od tysięcy lat pomagają tutejszym mieszkańcom w pracy i życiu codziennym. Niegdyś wykorzystywano je w trakcie działań wojennych i przy wycinaniu lasów. Obecnie stały się machiną do zarabiania pieniędzy. Prawie zawsze w wioskach słoni pracują samice, ponieważ samce są nieposłuszne i trudniej je kontrolować. Młode zabiera się od matek i tresuje, aby w przyszłości służyły człowiekowi. Takie szkolenia bywają niezwykle brutalne, gdyż panuje przekonanie, że każdego osobnika trzeba złamać. Trener, tzw. mahout, musi pokazać słoniowi, iż ma nad nim władzę. Nierzadko stosuje się łańcuchy i ostro zakończone kije – zarówno w trakcie szkolenia, jak i później, już podczas wykonywania określonych zadań. Zwierzęta i mahouci pracują od rana do wieczora, 7 dni w tygodniu, praktycznie przez okrągły rok, jeśli tylko jest na to zapotrzebowanie.

 

W Thom’s Elephant Camp w Pai słonie nie mają założonych łańcuchów, a turyści siedzą bezpośrednio na ich karku, a nie w niewygodnych, ciężkich krzesłach. Mimo wszystko zwierzęta muszą pracować bardzo dużo i spędzają całe życie w niewoli, posłusznie służąc swoim opiekunom. Najlepszym rozwiązaniem wydaje się przekształcenie wszystkich takich ośrodków w rezerwaty przyrody, jednak wtedy zatrudnienie straciłyby tysiące mahoutów, którzy najczęściej utrzymują wieloosobowe rodziny. Prawdopodobnie Tajlandia nie jest gotowa na tak radykalne zmiany, ale przed przejażdżką na słoniu powinniśmy zastanowić się nad wszystkimi wadami i zaletami tego typu atrakcji. Być może lepiej będzie odwiedzić wioskę, w której te piękne i dostojne zwierzęta dożywają swojej starości po latach pracy, a w Thom’s Elephant Camp jedynie dać słonicom banana i pogłaskać je po trąbie, a potem stąd odjechać.

 

NIEZWYKŁA ŚWIĄTYNIA

 

Na północy Tajlandii, tuż przy granicy z Laosem i Birmą leży miasto Chiang Rai. Można tu przyjechać na jednodniową wycieczkę z Chiang Mai lub zajrzeć w drodze do innego kraju Azji Południowo-Wschodniej. Kilka kilometrów od centrum znajduje się świątynia buddyjska inna niż wszystkie – Wat Rong Khun, zwana również White Temple (Białą Świątynią). Jej nowoczesny gmach zaprojektował tajski artysta Chalermchai Kositpipat. Budowa obiektu rozpoczęła się w 1997 r. i trwa do dzisiaj. Podobno pomysłodawca powiedział kiedyś, że zostanie ukończona ok. 60–90 lat po jego śmierci. Biała Świątynia jest pełna różnego rodzaju symboli. Do głównego budynku (ubosot) prowadzi mostek, który otacza las powykręcanych rąk i dłoni należących do udręczonych dusz próbujących wydostać się z piekła. Wnętrze, z pozoru mało interesujące, zdobią wizerunki bohaterów współczesnej kultury popularnej: Batmana, Spidermana, Supermana, Jacka Sparrowa czy Harry’ego Pottera (a nawet minionków, Angry Birds i Hello Kitty). Postacie te zostały umieszczone wraz z płonącymi wieżami nowojorskiego World Trade Center, co sugeruje, że nie są w stanie uratować naszego świata. W całym obrazie dominującą rolę odgrywa natomiast wielki demon, w oczach którego znajdują się twarze Osamy bin Ladena i George’a W. Busha. Ten osobliwy mural ma uświadomić patrzącemu, że tylko Budda może zbawić ludzkość.

 

Drugą interesującą budowlą w Chiang Rai jest Baan Dam, czyli Czarny Dom. Kompleks ten stworzył Taj Thawan Duchanee. Składa się na niego kilkadziesiąt budynków z drewna, szkła, terakoty i innych tworzyw. W ich wnętrzach można podziwiać m.in. ogromny zbiór trofeów myśliwskich artysty.

 

NA RAJSKICH WYSPACH

 

Wat Rong Khun – główna świątynia i prowadzący do niej mostek

IMG 3507

© KINGA BIELEJEC/GADULEC.ME

 

Południe Tajlandii to przede wszystkim liczne wyspy i piękne plaże. Tutaj trudniej o miejsca poza utartym szlakiem. Przy wschodnim wybrzeżu, w Zatoce Tajlandzkiej leżą jedne z najciekawszych wysp. Koh Tao to mekka nurków, na Koh Phangan odbywa się słynne Full Moon Party, a Koh Samui jest najspokojniejsza z całej trójki. Na każdej z nich warto wynająć skuter, aby zwiedzać okolicę we własnym tempie. Znajdziemy tu zarówno spektakularnie położone punkty widokowe (np. John-Suwan Viewpoint lub Chalok Viewpoint na Koh Tao), jak i rajskie plaże (chociażby Thian Og na Koh Tao czy Chaloklum albo Haad Salad na Koh Phangan).

 

Wody otaczające Koh Tao stanowią idealny rejon na kurs nurkowania. Przystępne ceny, instruktorzy mówiący w wielu językach i niezwykły podwodny świat sprawiają, że to właśnie na tę wyspę przyjeżdżają turyści spragnieni nowych doznań. W jej bezpośrednim sąsiedztwie wyróżnia się 25 atrakcyjnych miejsc nurkowych, wśród których najbardziej znane są Japanese Gardens, Red Rock, Shark Island, White Rock, Southwest Pinnacle, Mango Bay, Chumporn Pinnacle, Green Rock, Hin Wong, Sail Rock czy Twins Peak. Średnia głębokość wynosi mniej więcej 12–18 m, jednak bez problemu znajdziemy punkty dla bardziej zaawansowanych nurków (do 45 m głębokości). Widoczność sięga ok. 15, a nawet 30–40 m w sprzyjających warunkach.

 

Full Moon Party, Half Moon Party, zabawa sylwestrowa czy Boże Narodzenie – na Koh Phangan okazji do świętowania jest bez liku. Na plaży Haad Rin raz w miesiącu gromadzi się od 10 do 30 tys. młodych ludzi z całego świata. Ściągają tutaj, aby słuchać muzyki, tańczyć i popijać drinki z napoju energetycznego, soku i alkoholu (najczęściej lokalnego rumu) podawane z lodem w plastikowych wiaderkach, a zwane buckets. Imprezowicze krążą do białego rana między kilkoma różnymi scenami wystawionymi nad brzegiem Zatoki Tajlandzkiej. Wszyscy mają pomalowane twarze i odblaskowe koszulki, a kolejka do studia tatuażu ciągnie się przez pół ulicy. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się w 1985 r., kiedy po raz pierwszy podczas pełni księżyca bawiła się tu grupa 20–30 turystów. Obecnie to jedna z największych plażowych imprez na świecie. Oprócz tego na Koh Phangan organizuje się także Black Moon Party na plaży Baan Tai (raz w miesiącu, gdy księżyc jest w nowiu) i Half Moon Party w małym lesie leżącym ok. 2 km w głąb lądu (dwa razy w miesiącu, w czasie pierwszej i ostatniej kwadry).

 

Na zachodnim wybrzeżu kraju znajdują się m.in. miasta Krabi i Ao Nang. Same w sobie nie są zbyt ciekawe, jednak będą doskonałymi bazami wypadowymi na maleńkie wysepki lub półwyspy. W Tajlandii obowiązkowo należy odwiedzić plażę Railay (Rai Leh) i archipelag Phi Phi. Na Koh Phi Phi Leh był kręcony słynny film Niebiańska plaża (2000 r.) z Leonardem DiCaprio w roli głównej. Półwysep Railay jest z kolei świetnym miejscem na odpoczynek i znakomitym rejonem dla miłośników wspinaczki skalnej. Niestety, zarówno jego, jak i archipelag Phi Phi oblegają tłumy turystów, szczególnie w okresie ferii świątecznych.

 

Blisko granicy z Malezją znajduje się wyspa idealna dla osób kochających dziką przyrodę, ceniących spokój i ciszę. Infrastruktura turystyczna na Koh Tarutao jest bardzo ograniczona, dlatego jej rejon pozostaje niemal dziewiczy i niezmieniony przez człowieka. Biuro Narodowego Parku Morskiego Tarutao udostępnia bungalowy do wynajęcia, można też rozbić tutaj namiot (swój lub wypożyczony na miejscu).

 

ULICZNE JEDZENIE

 

Tajska kuchnia uchodzi za jedną z najsmaczniejszych na świecie. Co ciekawe, bardzo często jedzenie uliczne, przygotowywane w budkach przez starsze kobiety, jest dużo lepsze niż w restauracjach. Do najpopularniejszych potraw należy pad thai – podsmażony makaron ryżowy z pastą z tamaryndowca, sosem rybnym, sokiem z limonki, jajkiem, chili, czosnkiem, kiełkami fasoli mung i kurczakiem lub krewetkami. Kolejne danie, którego trzeba spróbować w Tajlandii, to tom yum (tom yam). W tej kwaśno-ostrej zupie bazę stanowi wywar z kurczaka bądź wieprzowiny wzbogacony trawą cytrynową, liśćmi papedy, sokiem z limonki, przyprawą galangal, sosem rybnym i chili. Występuje w dwóch wersjach – z mleczkiem kokosowym i bez niego. Miłośnicy ostrych smaków powinni skosztować sałatki z zielonej papai (som tam). Oprócz cienkich pasków tego owocu dodaje się do niej m.in. fasolę, pomidory, czosnek, orzeszki ziemne, sos rybny, sok z limonki, cukier palmowy i chili. Koniecznie należy również spróbować różnych rodzajów curry – zielonego, żółtego i czerwonego. A na koniec warto zjeść jeden z najpyszniejszych deserów świata – mango sticky rice (khao niao mamuang), czyli kleisty ryż z mleczkiem kokosowym i świeżym mango. To prawdziwe niebo w gębie!

 

KRÓL TAJLANDII

 

W artykule o Tajlandii nie można pominąć tak istotnej kwestii, jaką jest rodzina królewska. Bhumibol Adulyadej (Rama IX) zmarł 13 października 2016 r. w Bangkoku w wieku 88 lat. Był najdłużej panującym monarchą na świecie (wstąpił na tron w czerwcu 1946 r.). Rodacy uwielbiali swojego króla, stanowił dla nich ogromny autorytet, zdjęcia z jego podobizną wisiały wszędzie, a o rodzinie królewskiej nie wypadało powiedzieć złego słowa. Tuż po śmierci władcy miliony osób opłakiwały go na ulicach, na tydzień (a nawet miesiąc) zamknięto wiele barów i klubów, w państwie ogłoszono roczną żałobę. Jego jedyny syn i następca, Maha Vajiralongkorn (Rama X), ma niezmiernie trudne zadanie. Król Bhumibol Adulyadej był powszechnie szanowany. Jego potomek natomiast jest równie powszechnie nielubiany.

 

Tajlandia to kraj kontrastów, rozmaitych smaków i kolorów. Mimo iż z roku na rok odwiedza ją coraz więcej turystów, wciąż można tu znaleźć miejsca mniej popularne, leżące z dala od zgiełku i rewirów naganiaczy. Niekiedy dotarcie do takich zakątków zajmuje sporo czasu, ale na pewno warto zejść z utartego szlaku i odwiedzić dżunglę w okolicy Umphang czy kanion i wodospady koło Pai. Promocje na loty do Bangkoku zdarzają się coraz częściej, aż żal z nich nie skorzystać. Na koniec trzeba dodać, że Tajlandia sprawdza się idealnie jako kraj na pierwszą podróż do Azji – jest egzotyczna, ale nie tak bardzo osobliwa i obca dla Europejczyka jak Indie bądź Indonezja.

 

Koh Phi Phi Leh – rajska zatoka Maya

ao-maya-mu-ko-phi-phi - Kopia

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND (TAT)

 

 

Dwanaście najpiękniejszych włoskich wysp

URSZULA KRAJEWSKA

www.interpretareitalia.com

 

<< Za wyspiarski raj w basenie Morza Śródziemnego zwykło się uważać Grecję, do której należy 6 tys. wysp i wysepek. Jednak to określenie pasuje również bez wątpienia do Włoch. W ich granicach znajduje się ok. 800 wysp. Tę mnogość trudno dostrzec przy pierwszym rzucie oka na mapę. Wyspy Italii są zróżnicowane, każda jest inna i niepowtarzalna. >>

 

Ruiny malowniczo położonego teatru greckiego z III w. p.n.e. w Taorminie na Sycylii

© REGIONE SICILIANA DIPARTIMENTO TURISMO, SPORT E SPETTACOLO

 

Mieszkańców tych niedużych, odrębnych światów można nazwać po włosku isolani, czyli wyspiarzami. Nie uważają się za Włochów, tworzą niezależne społeczności i za nic w świecie nie chcieliby opuścić swojego miejsca zamieszkania. Nie ma w tym nic dziwnego – kto nie pragnąłby w końcu żyć na uroczej śródziemnomorskiej wyspie.

Nie jest łatwo wybrać najbardziej warte odwiedzenia zakątki wyspiarskiej części Włoch. Wiele miejsc zachwyca tu swoją urodą i atmosferą. Chciałabym jednak przedstawić 12 najpiękniejszych według mnie włoskich wysp, a jednocześnie zachęcić do podróży w te strony i stworzenia własnego subiektywnego rankingu.

 

Sycylia

Cesarz rzymski narodu niemieckiego Fryderyk II Hohenstauf, będący królem Sycylii w latach 1198–1250, miał powiedzieć: Nie zazdroszczę Bogu raju, ponieważ jestem szczęśliwy, żyjąc na Sycylii. Największa wyspa na Morzu Śródziemnym (ok. 25,5 tys. km² powierzchni) pachnie pomarańczami i winem migdałowym. Tętni życiem, któremu rytm nadaje wciąż czynny wulkan Etna (3329 m n.p.m.), górujący nad typowo śródziemnomorskimi krajobrazami. Na Sycylii jest wszystko, co włoskie, ale nie tylko. Mieszają się na niej kultury i religie, style i barwy, ale przede wszystkim smaki i zapachy, pozwalające oszaleć zmysłom. Znajdziemy tu greckie świątynie, rzymskie wille, bizantyjskie mozaiki i barokowe katedry.

Mieszankę stykających się w tej krainie wpływów kulturalnych odzwierciedla sycylijska kuchnia. Podróż na tę wyspę to uczta dla oka, ale w szczególności dla podniebienia. Można powiedzieć, że Sycylię się smakuje, a nie zwiedza. Każdy jej zakątek ma długą i ciekawą historię. To raj dla archeologów, miłośników architektury i tych, którzy kochają południowy styl życia. Jednak na wyspie najbardziej fascynują jej mieszkańcy i ich ognisty charakter. W cieniu monumentalnych zabytków, wśród śródziemnomorskiej roślinności żyją ludzie, których twarze oddają różnorodność tego regionu. Uważają się oni za zupełnie niezależny naród i manifestują swoją odrębność na każdym kroku. Ich temperament, ciepło i gościnność znane są na całym świecie, dlatego Sycylia stała się jednym z najpopularniejszych miejsc na urlop wśród wczasowiczów. To właśnie wyspiarze tworzą tak serdeczną atmosferę, że każdy czuje się tu jak w domu i chętnie w te strony wraca.

Dzień na wyspie polecam rozpocząć w otoczeniu natury. Póki upał nie utrudnia jeszcze pieszych wycieczek, warto wybrać się nad saliny położone tuż obok lotniska pod Trapani lub zmierzyć się z Etną podczas wspinaczki na sam jej szczyt. Na drugie śniadanie można odwiedzić Ragusę bądź Noto, żeby w barokowej scenerii spróbować typowej granity, np. o smaku migdałów ze śmietaną, lub przejść się promenadą w Marzamemi, kolorowej miejscowości leżącej na południowo-wschodnim krańcu wyspy.

W południe trzeba udać się na targ Ballarò w samym centrum Palermo, aby zadziwić się dorodnością bakłażanów czy pomidorów, lub zajrzeć na targ La Pescheria w Katanii, gdzie sprzedają świeżo złowione ryby. Obiad najlepiej zjeść... na ulicy. Sycylijczycy uwielbiają jedzenie, które mieści się w rękach, a jakość takich przekąsek doceni nawet najbardziej wymagający smakosz. Podczas sjesty warto schować się w cieniu drzew ogrodu botanicznego Taorminy. Pausa pranzo, czyli przerwa poobiednia, jest rzeczą świętą i należy się nią delektować. To czas największego skwaru, więc aby się ochłodzić, można wstąpić do lokalnej lodziarni i poczęstować się lodami, tym razem o smaku pistacji. Późniejszym popołudniem polecam zwiedzić znany i lubiany zespół świątyń greckich (Valle dei Templi) w Agrygencie (Agrigento) i zobaczyć białe Schody Turków (Scala dei Turchi) niedaleko Porto Empedocle albo złożyć wizytę w mniej popularnych, a równie ciekawych miastach takich jak Modica, stolica sycylijskiej czekolady, czy malutkie Savoca i Forza d’Agrò, gdzie kręcono Ojca chrzestnego. Gdy słońce nie będzie już tak bardzo grzało, warto udać się na plażę, np. Mondello koło Palermo, lub na klif w miejscowości Terrasini, aby podziwiać zachód słońca.

Wieczorem, kiedy bryza morska w końcu ułatwia swobodne oddychanie, przychodzi pora na zabawę. Najlepiej spędzić ten czas w towarzystwie miejscowych, którzy nierzadko zapraszają przyjezdnych na obfitą kolację z lokalnym białym winem inzolia bądź też znanym na całym świecie czerwonym nero d’avola. Przy okazji warto pamiętać, że na Sycylii płacze się trzy razy: gdy się na nią przyjeżdża i z niej wyjeżdża oraz w momencie stawania na wagę.

 

Lipari

Największa z Wysp Liparyjskich (Wysp Eolskich) – Lipari (ok. 37,3 km²) – powstała w wyniku erupcji wulkanicznych. Położona na Morzu Tyrreńskim i administracyjnie należąca do Sycylii, jest jednak łatwo dostępna także z Kalabrii, samego czubka włoskiego buta. Najbardziej turystyczne i najmodniejsze miejsce tutaj stanowi miasto Lipari. Przyciąga ono licznymi zabytkami. Zamek z XVI w., znajdujący się na terenie wykopalisk archeologicznych, zrekonstruowany teatr grecki czy Katedra św. Bartłomieja, odbudowana po zniszczeniu przez piratów, to najciekawsze z nich. Jednak wyspa nie kończy się na tej miejscowości. Warto wyruszyć w jej głąb i odkryć miejsca, których turyści przyjeżdżający tutaj na kilka godzin nie mają szans zobaczyć.

Na zainteresowanie zasługuje m.in. czarna plaża w Canneto, skąd idealnie widać pobliską Stromboli, znaną z erupcji wulkanicznych, prezentujących się szczególnie widowiskowo po zapadnięciu zmroku, i Panareę, najmniejszą z siedmiu głównych wysp archipelagu (zaledwie 3,34 km²). Na aperitif w postaci kieliszka słodkiego wina o kolorze żywicy (Malvasia delle Lipari DOC) należy wybrać się w okolice Spiagge Bianche, gdzie wbrew nazwie (z wł. Białe Plaże) brzeg morza pokrywa szary piasek. Na kąpiel warto zatrzymać się w miejscowości Acquacalda (w tłumaczeniu na polski Gorąca Woda) – tu można się rozkoszować najcieplejszą wodą na Lipari.

Wycieczka po wyspie dostarcza wielu przyjemnych wrażeń zwłaszcza ze względu na malownicze drogi i unoszącą się wokół nich woń roślin. W powietrzu wyczuwa się zapach śliwy, opuncji i drzewa karobowego, a wiosną licznych bugenwilli. Osoby, którym dopisze szczęście, natkną się na kwitnącego kapara liparyjskiego (cappero di lipari) – jego kwiaty utrzymują się tylko jeden dzień. Pąki tej rośliny królują w tutejszej kuchni. Słowo liparos oznaczało w antycznym greckim m.in. „żyzny”, więc choć Lipari charakteryzuje się pochodzeniem wulkanicznym i z tego powodu można by spodziewać się na niej surowych krajobrazów, uwagę zwraca tu wyjątkowo bujna przyroda. Warto dotrzeć aż do punktu widokowego Quattrocchi (wł. Czworo Oczu) – aby ogarnąć wzrokiem całą rozpościerającą się stąd panoramę, należałoby mieć dwie pary oczu. Z wyspy trzeba koniecznie przywieźć ze sobą kawałek obsydianu i pumeksu z Cave di Pomice, wyjątkowo urokliwej kopalni. Lipari, miejsce, w którym spotykają się cztery żywioły, z pewnością oczaruje wielbicieli Sycylii, pozostałych turystów zaskoczy wielością kolorów i bogatą historią.

 

Sardynia

Podróż na Sardynię to wyprawa do kompletnie innego świata, wciąż jeszcze owianego tajemnicą. Nie bez powodu nazywa się ją wyspą siedmiu kontynentów, gdyż znajdziemy na niej naprawdę wszystko, czego dusza zapragnie. Mieszka tu ponad 1,6 mln osób. Wyspiarze posiadają geny zupełnie inne niż naród włoski. Przez stulecia skutecznie opierali się wszelkim najeźdźcom, choć na Sardynii możemy dostrzec wiele wpływów hiszpańskich. Mniej więcej 400-letnie panowanie Aragończyków (w latach 1324–1720) zostawiło swoje ślady przede wszystkim w zachodniej jej części oraz w miejscowym języku (sardo). Sardyński jest używany na wyspie obok włoskiego. To wszystko powoduje, że oddycha się na niej zupełnie innym powietrzem, nasyconym oryginalną, wielowiekową tradycją.

Ta druga największa wyspa Morza Śródziemnego (ok. 24,1 tys. km² powierzchni) zachwyca cudownymi widokami. Góry łączą się tutaj z wodą, przesadny luksus styka się z ludowymi obrządkami. Do dziś na Sardynii kultywowane są pogańskie rytuały, szczególnie w okresie karnawału. Nie wolno też zapomnieć, że do jej największych skarbów należą urzekający lazur morza, wyjątkowo czyste plaże i piękne jaskinie krasowe. Wyspa jest wymarzonym plenerem dla fotografów i malarzy, a także odwieczną inspiracją wielu poetów.

                Wyrafinowanym turystom z pewnością przypadnie do gustu Porto Cervo koło Arzacheny, stolica europejskiego luksusu. Ta modna dzisiaj miejscowość została zaprojektowana na życzenie przywódcy ismailickich nizarytów, urodzonego w 1936 r. w Genewie księcia Agi Chana IV, który dostrzegł potencjał regionu i dzięki któremu Sardynia stała się ważnym punktem na turystycznej mapie Europy. W samym sercu Szmaragdowego Wybrzeża (Costa Smeralda) można nie tylko oglądać drogie jachty i wille bogaczy. W posiadłości Balajana w pobliskim Luogosanto znajduje się zabytkowa winnica – Vigneti Piero Mancini. Wizyta w niej jest atrakcją na każdą kieszeń. Warto tu wypić kieliszek cannonau, rubinowoczerwonego wina zapewniającego długowieczność, podawanego z dodatkiem lokalnego pecorino, sera owczego. W końcu Sardynia to jedna z pięciu Błękitnych Stref (Blue Zones) na świecie, czyli obszarów, gdzie odnotowano największą liczbę stulatków.

Miłośnicy historii powinni odwiedzić kompleks nuragów (kamiennych wież) Su Nuraxi usytuowany koło Barumini na południu wyspy. Na zainteresowanie zasługuje również Tharros, starożytna kolonia fenicka. Wzburzone wody w okolicy tutejszej plaży w San Giovanni di Sinis przyciągają windsurferów. Mimo iż amatorzy sportów wodnych od lat wybierają Porto Pollo na północy lub Porto Botte w południowo-zachodniej części Sardynii, to nietrudno znaleźć na niej wiele innych miejsc idealnych do uprawiania tego typu aktywności. Najczystsze plaże na wschodnim brzegu wyspy leżą w zatoce Orosei. Są dostępne jedynie od strony morza.

W tym rejonie Włoch natkniemy się też na flamingi – brodzą w wodach lagun w południowym regionie Chia lub przy miejscowości San Teodoro na wschodzie, która jest także najpopularniejszym skupiskiem pubów, knajpek i dyskotek na Sardynii. Przy okazji wizyty na południu należy udać się na wydmy w Piscinas i pobliską wysepkę Sant’Antioco, będącą jedynym miejscem na świecie, gdzie produkuje się tzw. jedwab morski (tkaninę bisiorową). Północno-zachodnia część wyspy również prezentuje się ciekawie. Leżą w niej typowo katalońskie miasta i miasteczka (na czele z Alghero, nazywanym nawet małą Barceloną), w których wydobywane są najcenniejsze czerwone korale, a kobiety do dziś trudnią się pleceniem koszy wiklinowych. Jeśli pragniemy poznać prawdziwe oblicze Sardynii, musimy odwiedzić jej serce – górzysty region Barbagia, skąd pochodzą tradycyjne potrawy i stroje ludowe. Polecam pozwolić zaprosić się na obiad miejscowym pasterzom. Chętnie poczęstują nas lokalnym likierem z mirtu. Zapach tej rośliny unosi się tu wszędzie. Jedna wizyta na tej pełnej kontrastów wyspie nie wystarczy. Zresztą mało kto odwiedza ją tylko raz i nie marzy o powrocie na nią.

 

Sartiglia – widowiskowy turniej konny odbywający się podczas karnawału w Oristano

© URSZULA KRAJEWSKA/WWW.INTERPRETAREITALIA.COM

 

La Maddalena

U północno-wschodnich brzegów Sardynii leży archipelag La Maddalena. Co prawda to grupa wysp, ale nie sposób nie umieścić go w tym rankingu. Od zawsze stanowi wizytówkę Sardynii i często pojawia się na okładkach katalogów turystycznych. Nazywany bywa europejskimi Malediwami lub rajem na ziemi. Każda zatoczka archipelagu hipnotyzuje swoją urodą. Unosząca się wokół woń mirtu i jałowców przyprawia o zawrót głowy. La Maddalena składa się z 7 głównych wysp i ok. 60 mniejszych. Nie da się wybrać z nich tej najwspanialszej.

To miejsce oczaruje nie tylko amatorów nurkowania czy snorkelingu. Każdy, kto raz odwiedzi Park Narodowy Archipelagu La Maddalena, na długo pozostanie pod wrażeniem bajecznych widoków. Spotyka się tutaj rzadkie, chronione gatunki roślin i zwierząt. Koniecznie należy zobaczyć plażę z różowym piaskiem (Spiaggia Rosa) na Budelli, obecnie możliwą do oglądania jedynie z łodzi. Najważniejsza w archipelagu – La Maddalena – to wyspa w wyspie. Jej mieszkańcy posługują się dialektem i nie uważają się za Sardyńczyków. La Maddalena ma złożoną historię, ale nie aż tak znaną jak połączona z nią mostem Caprera, na której mieszkał i zmarł włoski bohater narodowy Giuseppe Garibaldi (1807–1882). Urozmaiceniem wycieczki po okolicy może być także przejażdżka konna po plażach, oferowana przez lokalną stadninę. Odwiedzenie archipelagu stanowi obowiązkową atrakcję podczas pobytu na magicznej Sardynii i jest niezapomnianą ucztą dla oka.

 

Elba

Trzecia co do wielkości włoska wyspa (ok. 224 km² powierzchni) położona nieopodal toskańskiego wybrzeża od lat przyciąga turystów o wysublimowanych gustach i wysokich wymaganiach oraz inspiruje artystów. Sławę zapewnił jej Napoleon Bonaparte (zesłany tu w 1814 r. po tym, jak został zmuszony do abdykacji). Elba to kolejny pachnący raj na ziemi. W powietrzu czuć na niej m.in. jaśmin, akację i rozmaryn. Krajobraz wyspy miejscami wygląda jak sielskie pejzaże Toskanii. Wśród wiecznie zielonych winnic, gajów oliwnych i lasów piniowych kryją się przepiękne plaże, niektóre do złudzenia przypominające północne wybrzeże Sardynii.

Koniecznie trzeba zobaczyć tutaj plażę Sant’Andrea, otoczoną granitowymi skałami przywołującymi na myśl archipelag La Maddalena. Ci, którzy wybierają się na Elbę ze względu na jej związki z cesarzem Napoleonem, powinni zwiedzić jego rezydencje: Villę dei Mulini (Palazzinę dei Mulini) w Portoferraio i letni dom w San Martino otoczony ogrodem z egzotycznymi roślinami. Do najładniejszych portowych miejscowości na wyspie należy Porto Azzurro, nieopodal którego znajduje się Laghetto di Terranera, sztuczne jeziorko będące pozostałością po kopalni i mieniące się tysiącem kolorów. Miłośników Toskanii, pastelowych barw i klimatycznych zakątków oczaruje Capoliveri, a lubiącym romantyczne spacery przypadnie do gustu wspomniane Portoferraio, 12-tysięczne zabytkowe miasteczko pełne schodów i wąskich uliczek, zbudowane przez potężną rodzinę Medyceuszy. Na Elbie warto odwiedzić również usytuowaną na południu Marinę di Campo. Znajdziemy w niej wszystko, co niezbędne do wymarzonego wypoczynku: piaszczyste plaże, pocztówkowe wybrzeże, urokliwe widoki oraz bary, kawiarnie i restauracje z doskonałym jedzeniem. Czarująca toskańska wyspa, nazywana „Królową Archipelagu” (La Regina dell’Arcipelago), stanowi nie lada gratkę dla geologów ze względu na ogromne zasoby minerałów. Wyrafinowane podniebienia na pewno zadowoli kieliszek aromatycznego wina aleatico podanego z lokalnym sztokfiszem w pomidorach lub marynowanymi sardelami. Tutejsza tradycyjna kuchnia opiera się na rybach i owocach morza. Ze względu na bogatą podwodną florę i faunę wyspa przyciąga także nurków. Niezapomniana panorama rozpościera się z twierdzy Volterraio (394 m n.p.m.) położonej w północno-wschodniej części lądu, niedaleko Portoferraio. Przesiąknięta legendami, pełna osobliwych zakątków, a wciąż jeszcze przyćmiona przez pobliską, tłumnie odwiedzaną Toskanię Elba może poszczycić się historią starszą niż Rzym i obfitością wpływów rozmaitych kultur. Mówi się, że to jedna z pereł z naszyjnika Wenus, który wpadł do morza. Samemu trzeba jednak sprawdzić, czy zasługuje na to miano. Przekazywana z rąk do rąk wyspa jest bardzo zróżnicowana, dlatego każdy znajdzie na niej coś dla siebie.

 

Plaża Sant’Andrea niedaleko przylądka o tej samej nazwie na zachodzie uroczej Elby

© ROBERTO RIDI/VISITELBA.INFO

 

Giglio

Podczas rejsu w styczniu 2012 r. kapitan statku wycieczkowego Costa Concordia uznał Giglio za na tyle atrakcyjną, że podpłynął do jej brzegów, ryzykując bezpieczeństwo pasażerów. Jednostka, jak wiadomo, zatonęła. Warto samemu się przekonać, co tak zachwyciło nierozważnego kapitana. Ta druga co do wielkości z Wysp Toskańskich (ok. 24 km² powierzchni), oddalona o ponad 50 km od Elby i słynąca z niezwykle bogatej flory i fauny morskiej, jest niezmiernie popularna wśród amatorów nurkowania. Mieszkańców podwodnego świata można obserwować też z brzegu. Spotkamy tu m.in. liczne kraby, jeżowce, małże, pławikoniki, samogłowy, graniki wielkie, kielczaki śródziemnomorskie, tuńczyki i rzadkie gatunki żółwi morskich.

Giglio stanowi również prawdziwy raj dla smakoszy. Koniecznie trzeba spróbować na niej wina ansonaco o bursztynowej barwie czy lokalnych słodkości, takich jak placek z migdałami lub figami (panficato), a do domu przywieźć słoiczek wybornego miejscowego miodu. Na zainteresowanie zasługują Giglio Castello, średniowieczne miasteczko wznoszące się na wzgórzu (405 m n.p.m.), oraz malownicze Giglio Porto. Od lat na wyspę chętnie przybywają osoby lubiące odpoczynek na łonie natury, gdyż całą jej powierzchnię (podobnie jak w przypadku sąsiedniej Elby) objętą ochroną przepięknego Parku Narodowego Wysp Toskańskich.

 

Capri

To miejsce uwielbiane przez turystów przede wszystkim ze względu na zapierające dech w piersiach krajobrazy. Capri bywa nazywana wyspą zakochanych. Zbudowana jest ze skał wapiennych, których biel idealnie łączy się z turkusem Morza Tyrreńskiego w Zatoce Neapolitańskiej. Tym, których zwabiła jaskiniami i formacjami skalnymi, na pewno spodoba się Lazurowa Grota (Grotta Azzurra). Otoczona aurą luksusu Capri od lat przyciąga najbogatszych ludzi ze świata show-biznesu, ponieważ znajdują na niej ciszę i spokój. Małe, urocze zatoczki zapewniają poczucie prywatności, a wśród gajów cytrynowych kryją się eleganckie posiadłości. Ze względu na tę popularność wśród osób ze śmietanki towarzyskiej wyspa zyskała sobie status najdroższej w Europie.

Piękno tutejszej przyrody idealnie oddają Ogrody Augusta (Giardini di Augusto). Poszukiwacze atrakcji historycznych powinni odwiedzić pałac cesarza rzymskiego Tyberiusza na szczycie Monte Tiberio (354 m n.p.m.) – Villę Jovis. Domy na Capri na tle jej górskich szczytów wydają się być wyjątkowo małe. Drogi wijące się między skałami przypominają serpentyny. Warto też wspomnieć o tutejszych plażach. Piasku na wyspie nie znajdziemy, ale woda ma w jej okolicy przepiękny kolor, który zawdzięcza kamienistemu dnu. Podczas spaceru po porcie, gdzie panuje elegancka atmosfera, należy spróbować lokalnego likieru limoncello. Capri to oaza spokoju, zajmuje powierzchnię zaledwie nieco ponad 10 km2. Jest jednak odwiedzana przez licznych turystów spędzających wakacje nad wybrzeżem w Amalfi, pragnących przenieść się na chwilę do ekskluzywnego świata.

 

Ischia

W archipelagu Wysp Flegrejskich leży starsza siostra urokliwej Procidy – Ischia (46,3 km² powierzchni). Zwie się ją zieloną wyspą, ale nie z powodu bujnej śródziemnomorskiej roślinności, jak twierdzi większość. Przydomek ten zawdzięcza występującym tu tufom wulkanicznym o dość nietypowym odcieniu zieleni. Turyści przybywają na Ischię skuszeni bogatą ofertą centrów uzdrowiskowych i źródłami termalnymi. Wyspa powstała w wyniku erupcji wulkanu. Pozostały po niej żyzne gleby i fumarole oraz bardzo charakterystyczna góra Epomeo (789 m n.p.m.). Z jej szczytu rozciąga się wspaniały widok na całą Zatokę Neapolitańską.

Tutejszy ogród La Mortella (Giardini La Mortella) swoją baśniową scenerią podbija serca wszystkich odwiedzających. Na powierzchni ok. 2 ha znajdują się w nim tropikalne rośliny, wodospady, jeziorka i fontanny. Co ciekawe, na tym terenie wydobywano kiedyś skałę wulkaniczną. Po przechadzce będącej ukojeniem dla duszy można odpocząć w rozległym kompleksie basenów termalnych Giardini Poseidon Terme.

Dostojny Zamek Aragoński (Castello Aragonese) z 1441 r. wznoszący się nad portem stanowi piękny plener do zdjęć. Turystów przyciąga także Torre di Guevara, wieża uchodząca za rzekome miejsce schadzek Michała Anioła i znanej poetki Vittorii Colonny, z którą miał mieć romans. Widoki jak z pocztówki odnajdziemy w Sant’Angelo, gdzie kolorowe domki rybackie tworzą wyjątkową oprawę dla ekskluzywnych butików. Na wyspie nie brakuje śladów osadnictwa greckiego, takich jak pochodząca z VIII w. p.n.e. nekropolia odkryta w dolinie San Montano. Na uwagę zasługują również tutejsze kościoły, a w szczególności Chiesa di Santa Maria del Soccorso w Forio. W okolicy tej świątyni można podziwiać spektakularne zachody słońca.

 

Procida       

Ukochana przez miliony Procida zdobywa serca turystów od pierwszych chwil pobytu na niej. Jest tęczowa jak Burano i urzeka widokami jak Ischia i Capri.

Aby podziwiać barwną panoramę wyspy z najlepszej perspektywy, należy wybrać się na jej najwyższy punkt zwany Terra Murata (91 m). Można z niego oglądać też całą Zatokę Neapolitańską. Na dłuższy spacer warto udać się na Vivarę. Ta przylegająca do Procidy wysepka o kształcie półksiężyca jest niezamieszkałym rezerwatem przyrody. Zachwyca tak intensywnym zapachem cytryn, że Emilio Pucci (1914–1992) nazwał pierwsze perfumy wypuszczone pod swoją marką właśnie Vivara. Na samej Procidzie koniecznie trzeba spróbować specjalnej, ogromnie słodkiej odmiany cytryn (limone procidano) dodawanych do sałatek, a także wykorzystywanych do produkcji lokalnych dżemów i trunków. Choć cała wyspa olśniewa kolorami, to za najpiękniejszą jej część uchodzi wyjątkowo nasłoneczniony port rybacki Marina Corricella. Co więcej, mieści się tutaj najstarszy instytut morski we Włoszech, kształcący kapitanów najważniejszych statków pasażerskich. Procida ma niewielką powierzchnię (tylko ok. 4 km2), ale turyści uwielbiają jej typowo południowy klimat.

 

Murano

Nietuzinkowa Murano (ok. 1,2 km² powierzchni) położona na Lagunie Weneckiej składa się właściwie z siedmiu wysepek połączonych ze sobą i słynie ze szklanych dzieł sztuki, cenionych na całym świecie. Najlepiej wybrać się na nią tramwajem wodnym przy okazji wizyty w Wenecji.

Obowiązkowym punktem podczas zwiedzania Murano jest znakomite muzeum szkła (Museo del Vetro), prezentujące eksponaty pochodzące nawet z VIII w. Koniecznie trzeba też zajrzeć do zakładów zajmujących się tworzeniem sztuki użytkowej, gdzie na własne oczy można zobaczyć dmuchanie i barwienie szkła. To niepowtarzalna atrakcja dla całej rodziny! Wartość wytwarzanych w tym miejscu szklanych przedmiotów wciąż wzrasta, szczególnie że z roku na rok powstaje ich coraz mniej. Technologię wytopu przezroczystego szkła odkryto tu już w XIII stuleciu i otaczano największą tajemnicą przez lata. Uwagę przykuwają szklane rzeźby będące projektami znanych artystów, wykonane przez lokalnych rzemieślników. Zdobią one ulice Murano. Stoją wśród kościołów i kolorowych domów. Nadają temu miejscu zupełnie inny charakter niż ma pobliska słynna Wenecja.

 

Widok na XIX-wieczną wieżę zegarową na Campo Santo Stefano na Murano

© ZBIGNIEW KRAJEWSKI

 

Burano

Na Lagunie Weneckiej znajduje się również Burano (zaledwie ok. 0,2 km² powierzchni). To zdecydowanie najbarwniejsza z włoskich wysp. Trudno się na niej powstrzymać, aby nie wyjąć aparatu fotograficznego. Co ciekawe, kolory domów narzucane są z góry przez gminę Wenecja-Murano-Burano, ale osiągnięty w ten sposób efekt cieszy oko. Poza tęczową zabudową ta malownicza wysepka słynie z produkcji koronek. Działa na niej zarówno szkoła, jak i muzeum koronkarstwa (Museo del Merletto). Burano przypomina z jednej strony starą wioskę rybacką, a z drugiej typowe włoskie miasteczko z rozwieszonym między budynkami praniem i kotami wylegującymi się na słońcu.

Spacer uliczkami tej wyspy to prawdziwa koloroterapia. Warto podejść do Kościoła św. Marcina (Chiesa di San Martino), do którego przylega krzywa dzwonnica z początków XVIII stulecia. Wyspa stanowi idealne schronienie przed tłumami turystów zalewającymi Wenecję. Najlepiej przypłynąć na nią rankiem, kiedy odbywa się tutaj lokalny targ rybny, a potem usiąść przy stoliku kawiarnianym i zamówić cappuccino oraz słodki obwarzanek bussolà, tradycyjny specjał z Burano.

 

Favignana

Najmniej popularna z całego przedstawionego zestawienia jest oddalona o ok. 7 km od zachodniego wybrzeża Sycylii Favignana. Tę największą wyspę z archipelagu Egadów (19,8 km² powierzchni) polecam objechać rowerem. Ponieważ większość turystów decyduje się właśnie na taką formę zwiedzania, drogi pełne są tu jednośladów. W krajobrazie zbudowanej z wapienia Favignany dominuje biel.

Na wyspie można zrelaksować się na piaszczystych plażach. Na wybrzeżu znajdują się też jaskinie o wyjątkowo romantycznych nazwach, takich jak Grota Westchnień (Grotta dei Sospiri) czy Grota Zakochanych (Grotta degli Innamorati). Jednak Favignana słynie przede wszystkim z połowów tuńczyka, które stanowią główne źródło dochodów jej mieszkańców. Osoby o mocniejszych nerwach mogą na własne oczy zobaczyć, jak łowi się te ogromne ryby. Najbardziej widowiskowe połowy odbywają się na przełomie maja i czerwca. Towarzyszą im wtedy tradycyjne pieśni lokalnych rybaków. Na szczycie najwyższego tutejszego wzgórza znajduje się Zamek św. Katarzyny (Castello di Santa Caterina). Można stąd podziwiać malowniczy archipelag, do którego należy Favignana.

***

Jak widać, włoskie wyspy to nie tylko kojarzona z mafią słoneczna Sycylia, pełna magii Elba, która oczarowała swoim naturalnym pięknem samego Napoleona, czy też zachwycająca Sardynia oblewana turkusowymi wodami. Ten niezmiernie atrakcyjny kraj może pochwalić się licznymi wspaniałymi zakątkami otoczonymi ze wszystkich stron wodą. Większość z nich leży na Morzu Tyrreńskim, lecz i na Adriatyku znajduje się kilka prawdziwych klejnotów. I choć nie wszystkie wyspy przyciągają białymi, piaszczystymi plażami czy licznymi zabytkami architektury, to ich zaciszne zatoczki zadowolą każdego, kto poszukuje spokoju i ciszy. Wyprawa na nie spodoba się także amatorom aktywnego wypoczynku, którzy mogą zdobywać szczyty, wchodzić na wulkany, odkrywać jaskinie, jeździć na rowerze, nurkować, surfować czy żeglować. Warto poza tym zwiedzać małe, urocze miasteczka i próbować lokalnych specjałów, w tym wyśmienitych win. Natura bardzo hojnie obdarzyła Włochy, dlatego podczas odwiedzin w tym kraju należy skorzystać z okazji i delektować się skarbami jego winnic, gajów i sadów. Oprócz tego każda włoska wyspa ma swój charakter i zachwyca widokami. To wszystko sprawia, że poznaje się je pełnią zmysłów, ale taka właśnie jest Italia. Absorbuje całą naszą uwagę, a w zamian daje nam tyle, że wciąż chcemy do niej wracać.

 

Wydanie Wiosna 2018

Malta - śladami joannitów

PAWEŁ PAKIEŁA

<< Położona w centrum Morza Śródziemnego Malta zachwyca stolicą Vallettą wpisaną na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, świątyniami starszymi niż starożytne piramidy Egiptu oraz historią sięgającą ponad 7 tys. lat wstecz. Wiele narodów zostawiło tutaj ślady swojej obecności (m.in. Fenicjanie, Rzymianie, Grecy, Hiszpanie, Arabowie, Brytyjczycy czy Francuzi), a wpływy ich kultur stworzyły wyjątkową mieszankę. Mimo to Maltańczycy nie utracili swojej tożsamości, co od zawsze stanowiło dla nich powód do dumy. Poza tym łagodny klimat, czyste morze i spektakularne klify zapewniają tu znakomite warunki nie tylko do leniwego wypoczynku w promieniach słońca, lecz także uprawiania sportów wodnych. Natomiast dzięki miejscowym, niezmiernie popularnym wśród obcokrajowców, szkołom języka angielskiego możemy połączyć wakacyjny relaks z nauką. >> 

 

Republika Malty obejmuje swoimi granicami niewielki archipelag na Morzu Śródziemnym, którego największe wyspy to Malta i Gozo. Jako niepodległe państwo pojawiła się na mapie Europy dopiero w 1964 r., gdy przestała być kolonią brytyjską. Od 2004 r. należy również do krajów członkowskich Unii Europejskiej. Co ciekawe, język maltański (mający status urzędowego obok angielskiego) wywodzący się z grupy semickiej spokrewniony jest z dialektami arabskimi.  

Więcej…