Huangling, jedna z najpiękniejszych wiosek w regionie Wuyuan, poszerza program Miasta Kwiatów poprzez wprowadzenie całorocznych wizyt obejmujących kwiaty dla turystów. Nowa wycieczka podkreśli połączenie lokalnych systemów ekologicznych i piękno 580-letniej lokalizacji, tym samym przedstawiając ukwiecone życie gościom z całego świata.

 

Całoroczne wizyty w orientalnym Mieście Kwiatów otwierają podwoje dla zagranicznych gości.

„Miasto Kwiatów jest kluczowym projektem w planie zaprezentowania gościom wszystkich aspektów Huangling - poza już znanymi kwiatami rzepaku, dzięki którym miasto w Wuyuan pomalowane jest na żółto – skomentował Wu Xiangyang, główny dyrektor wykonawczy Wuyuan Rural Culture Development Co., Ltd. – Nowa wycieczka doda gościom nowych wrażeń i pozwoli im na doświadczenie kwitnienia na polach i tarasach górskich nie tylko wiosną, ale przez cały rok” – dodał dyrektor.

 

Nowa wycieczka obejmuje kwitnące drzewa magnolii i brzoskwini oraz niesamowite widoki kwiatów rzepaku z eleganckimi budynkami w stylu Hui w tle. Całoroczna wycieczka kwietna skupia także uwagę na 500-metrowej alei kwitnących wiśni po podziwianiu białych kwiatów gruszy. Wśród innych atrakcji znajdują się pola wyłożone lagerstremią, peoniami, śliwkami, chryzantemami i bugenwillą, które napełniają miejscowość różnymi kolorami zależnie od pory roku.

 

Wspaniałe aranżacje fiołków ogrodowych i powojów pojawiły się przy 300-letniej alei Tianjie, głównej arterii prowadzącej gości wzdłuż domostw i w dół wzgórza.

 

Dekoracje zmieniać się będą w ciągu roku, w tym także przed sezonem żniw zgodnie z wyjątkową, lokalną tradycją „shaiqiu”, czyli suszenia zbiorów na powietrzu. Rolnicy suszą zbiory na słońcu i przygotowują pikantne papryczki, kawałki dyni i chryzantemy w bambusowych koszykach wykładanych na dachach gospodarstw w celu ich zakonserwowania.

 

O Huangling

Położona w regionie Wuyuan w prowincji Jiangxi w Chinach wioska Huangling przyciąga turystów z całego świata. Spokojna, elegancka miejscowość zachowała antyczną architekturę w stylu Hui i jest źródłem autentycznych wrażeń chińskiej prowincji. Zbierając uznanie jako najpiękniejsza okolica wiejska w Chinach, Huangling jest jedynym miejscem, w którym można zobaczyć „shaiqiu”, zwyczaj w ramach którego kolorowe kosze ze zbiorami suszone są na słońcu.

Najlepsze miejsca na długi weekend na przełomie maja i czerwca

Na przełomie maja i czerwca czeka na nas kolejny długi weekend – Boże Ciało w tym roku wypada 31 maja. Jeden dzień wolnego pozwoli na cztery dni wypoczynku.

Czytaj Więcej >>

Najlepsze pomysły na wyjazd rodzinny z okazji Dnia Dziecka

Wkrótce Międzynarodowy Dzień Dziecka. Wielu rodziców zastanawia się, w jaki sposób spędzić ten szczególny dzień ze swoimi pociechami, aby przyniósł jak najwięcej radości i pozostawił przyjemne wspomnienia. Możliwości na uczczenie tego święta jest naprawdę wiele. 

Czytaj Więcej >>

Najciekawsze pomysły na Majówkę

Już w marcu zaczynamy zastanawiać się, jak, a przede wszystkim, gdzie spędzimy Majówkę. W tym roku 1 maja wypada we wtorek, dodając do tego dwa weekendy plus 3 dni urlopu – szykuje się aż niemal 10 dni wypoczynku!  Czytaj więcej >

Najlepsze wiosenne wyjazdy typu city break

City break to alternatywna opcja dla tych wszystkich, którzy nie mają czasu wybrać się na dłuższy wypoczynek. Obejmuje ona wyjazdy weekendowe do najciekawszych miejsc w Europie. Krótkoterminowa wycieczka pozwala na wypoczynek oraz zapoznanie się z kulturą i kuchnią danego regionu.  Czytaj więcej >

Artykuły wybrane losowo

Aktywny wypoczynek na Wyspach Kanaryjskich

 

Filip Werstler

 

 Parque Rural del Nublo we wnętrzu górzystej wyspy Gran Canaria

3700

© TURISMO DE CANARIAS BRANDCENTER/ALEX BRAMWELL

 

Wyspy Kanaryjskie znane były już starożytnym, którzy określali je mianem Wysp Szczęśliwych. Trudno się zresztą z nimi nie zgodzić. Archipelag położony na Oceanie Atlantyckim należy do najpiękniejszych miejsc na świecie. Panujący tu klimat czyni go jednym z najbardziej przyjaznych dla ludzi regionów na ziemi. Liczba słonecznych dni w ciągu roku zdecydowanie przekracza 300 na większości z wysp. Rzadkie opady deszczu występują głównie późną jesienią, zimą i na początku wiosny. Temperatura powietrza utrzymuje się w granicach 17–25°C przez okrągłe 12 miesięcy. Te wyjątkowo sprzyjające warunki klimatyczne nie tylko wprowadzają przybyszów w dobry nastrój, ale także stwarzają znakomite możliwości do uprawiania rozmaitych sportów. A gdy aktywnie spędzamy czas, czujemy się przecież szczęśliwsi.

 

Na archipelag składa się siedem głównych wysp (Teneryfa, Fuerteventura, Gran Canaria, Lanzarote, La Palma, La Gomera i El Hierro) i okoliczne małe wysepki. Region należy do Hiszpanii, chociaż bliżej stąd do Afryki niż Europy. Największe jego miasta to Santa Cruz de Tenerife (ponad 200 tys. mieszkańców) i Las Palmas de Gran Canaria (ok. 380 tys.).

 

Najważniejszy atut tego archipelagu stanowi jego różnorodność. Każda wyspa jest inna, dlatego warto dowiedzieć się, jakie rodzaje sportu można uprawiać w konkretnych miejscach. Wybór mamy naprawdę duży. Wszelcy amatorzy aktywnego wypoczynku z pewnością znajdą tu coś dla siebie.

 

Ferteventura i silne wiatry

 

Według niektórych teorii malownicza Fuerteventura, leżąca zaledwie ok. 100 km od północno-zachodniego wybrzeża Afryki, wzięła swoją nazwę od hiszpańskich słów fuerte („silny”) i viento („wiatr”). Dziś wyspa jest prawdziwą mekką wind- i kitesurferów z całego świata. Panują na niej wręcz wymarzone warunki dla pasjonatów tych sportów, dotyczy to zwłaszcza wschodnich brzegów. Wiatr wiejący z zachodu osiąga w tej okolicy dość dużą siłę, ale jednocześnie powoduje, że powierzchnia wody staje się dość płaska. Szczególną popularnością cieszy się miejscowość Costa Calma (Spokojne Wybrzeże). Wynika to z faktu, że leży ona w najwęższej części Fuerteventury, gdzie wiatry są najmocniejsze. Ze względu na tak sprzyjające warunki powstały tutaj liczne ośrodki wind- i kitesurfingu. Największe na wyspie jest działające od 1984 r. centrum René Egli by Meliã położone w tym samym niezmiernie urokliwym miejscu, co luksusowy Hotel Meliã Gorriones (4 gwiazdki plus) wyróżniający się pełnymi tropikalnej roślinności ogrodami i dużym wyborem basenów, a mianowicie tuż przy bajkowej plaży Sotavento, którą uważa się nawet za jedną z najpiękniejszych na całym globie. Wzdłuż niej ciągnie się płytka 4-kilometrowa laguna, nadająca się wyśmienicie do nauki pływania na desce z żaglem lub latawcem (także pod czujnym okiem profesjonalnych polskich instruktorów!). W tej części Fuerteventury, dzięki zjawisku tunelu wietrznego, wieje praktycznie przez cały rok oraz panują wysokie temperatury powietrza i wody. Na całym archipelagu naprawdę trudno znaleźć lepsze warunki do uprawiania tych widowiskowych sportów. Dlatego też już od 1986 r. (zwykle na przełomie lipca i sierpnia) odbywają się tutaj Mistrzostwa Świata w Windsurfingu i Kiteboardingu (Fuerteventura Windsurfing & Kiteboarding World Cup). Przybywają na nie najlepsi sportowcy, a również liczni kibice i dziennikarze sportowi z różnych krajów. Oprócz podziwiania na żywo ekscytujących zmagań zawodników można się w tym czasie także rozerwać. Zawodom, które trwają zazwyczaj od ok. 10.00 do 18.00, towarzyszą dodatkowe atrakcje – specjalny namiot z przysmakami lokalnej kuchni, występy muzyków na żywo i bogaty program dla całych rodzin. Wieczorami, od godz. 21.00, zaczynają się klimatyczne szalone imprezy do białego rana i ciekawe koncerty. Te mistrzostwa, świetnie zorganizowane przez René Egli by Meliã (pod kierownictwem niezmiernie profesjonalnej Anniki Ingwersen), warto polecić każdemu.

 

Jednak na Fuerteventurę można wybrać się nie tylko w okresie wspomnianego wydarzenia. Sezon na uprawianie sportów panuje na niej właściwie przez cały rok. Obok przepięknej plaży Sotavento wind- i kitesurferzy odwiedzają również inne miejsca na wyspie. Wielu z nich zatrzymuje się w wysuniętych na południe miasteczkach Jandía i Morro Jable (należących razem ze wspomnianą już miejscowością Costa Calma do gminy Pájara), gdzie z uwagi na położenie geograficzne także wieją silne wiatry. Niektóre osoby udają się natomiast na północ, w okolice Dunas de Corralejo, czyli spektakularnych wydm leżących niedaleko 20-tysięcznego kurortu Corralejo, będącego stolicą turystyczną tej części Fuerteventury. Tutejsze wybrzeże jest wielką atrakcją nie tylko dla amatorów sportów wodnych, ale i dla wszystkich marzących o wypoczynku w malowniczym otoczeniu. Bezkresne piaski przyciągają turystów z całej wyspy. W tym miejscu można uprawiać m.in. surfing, wind- i kitesurfing, stand up paddling (SUP) oraz grać w gry plażowe, biegać czy spacerować. To jedyny w swoim rodzaju zakątek, z pewnością warty odwiedzenia podczas aktywnych wakacji.

 

Zachodnie brzegi Fuerteventury są mniej popularne. Świetnie odnajdą się tu surferzy, choć ta część lądu jest słabiej skomunikowana. Jednak wysokie fale, powstające pod wpływem silnego wiatru wiejącego znad Atlantyku, rekompensują wszelkie trudności związane z dojazdem. Do głównych ośrodków surfingowych na wyspie należą La Pared czy El Cotillo. Mimo iż to niewielkie miejscowości, mają szczęście znajdować się w idealnych miejscach. Dzięki ich małej popularności nie przybywają do nich tłumy turystów, co sprawia, że warunki do szaleństw na wodzie są w tym rejonie doskonałe. Poza tym na wyróżnienie zasługuje też z pewnością Park Naturalny Jandía (Parque Natural de Jandía) z niesamowicie urokliwą plażą Cofete. Kręcono na niej sceny do filmu Ridleya Scotta Exodus: Bogowie i królowie z 2014 r. Nad niemal 14-kilometrowym piaszczystym brzegiem unosi się nigdy nieopadająca mżawka wywołana uderzeniami fal, a w tle widać góry oddzielające wybrzeże od reszty lądu. Prowadzącą tutaj malowniczą trasę pokrywa w dużej części nawierzchnia szutrowa.

 

Na Fuerteventurze popularnością cieszy się też stand up paddling

SUP Pic by John Carter PWA

© TURISMO DE CANARIAS BRANDCENTER/LEX THOONEN

 

Trekking na GRAN CANARII

 

Gran Canaria, obok Fuerteventury i Teneryfy, uchodzi za jedną z najpopularniejszych wysp wśród turystów z Europy. W 2015 r. odwiedziło ją ponad 3,2 mln ludzi z kilkudziesięciu krajów. Na jej atrakcyjność wpływa duże zróżnicowanie pod względem klimatycznym i przyrodniczym. Co roku ściąga tu mnóstwo osób nastawionych na aktywny wypoczynek. Podobnie jak na Fuerteventurze także na Gran Canarii spotkamy licznych miłośników surfingu, wind- i kitesurfingu, choć warunki do uprawiania tych sportów są na niej mniej stabilne.

 

Na wyspie można również z powodzeniem odbywać wyprawy trekkingowe. Pokrywa ją wiele odpowiednich do tego celu tras. Zainteresowaniem cieszą się m.in. wycieczki do Roque Nublo (1813 m n.p.m.) – wznoszącej się pod niebo niemal 80-metrowej wulkanicznej skały (przywodzi ona na myśl Maczugę Herkulesa z Ojcowskiego Parku Narodowego). Przypominająca kolumnę formacja stoi nad głęboką przepaścią. Prezentuje się naprawdę imponująco, dlatego turyści często decydują się przyjrzeć się jej z bliska. W okolicy warto też wejść na znajdujący się nieopodal Pico de las Nieves – najwyższy szczyt Gran Canarii, wznoszący się na wysokość 1956 m. n.p.m. Można do niego dojechać głównie samochodem albo rowerem. Rozpościera się stąd wspaniała panorama, koniecznie trzeba więc zabrać ze sobą aparat fotograficzny.

 

Zupełnie niepopularna jest natomiast wyprawa na dziewiczą plażę Güigüi (Guguy), którą miejscowi uznają za najpiękniejszą na wyspie. Być może zasłużyła sobie na tak pochlebną opinię dlatego, że nie została usypana z białego piasku i nie udaje Karaibów jak pobliskie Playa de los Amadores czy Playa de Anfi del Mar. Prezentuje prawdziwe oblicze archipelagu – ciemny wulkaniczny brzeg otaczają wysokie majestatyczne klify i oblewają spienione fale Oceanu Atlantyckiego. Należy jednak zdawać sobie sprawę, że ta wycieczka wymaga lepszej kondycji. My naszą wyprawę rozpoczęliśmy jeszcze przed świtem. Ok. godz. 5.00–5.30 wsiedliśmy w autobus w miejscowości Puerto de Mogán. Podaliśmy nazwę interesującej nas plaży, a kierowca dowiózł nas na przystanek na rozstaju dróg położony najbliżej naszego celu. Stąd mieliśmy do pokonania pieszo ok. 25-kilometrową trasę wiodącą głównie przez góry.

 

Na początku przemierzyliśmy 8 km po asfalcie do miejscowości Tasártico. Tu warunki się zmieniły. Dalej szliśmy już po szutrze i skałach aż do samego końca. Gdy trasa zaczęła piąć się pod górę, zauważyliśmy drogowskaz informujący o tym, że do celu zostało nam jeszcze 17 km. Ta część wyprawy była najbardziej wymagająca. Najpierw musieliśmy pokonać kilka kilometrów ostrego podejścia po średnio wyrobionej ścieżce. Zajęło nam to mniej więcej 2 godz. z jedną krótką przerwą na nabranie sił. Jednak po dotarciu na szczyt czekała nas wspaniała nagroda – cudowny widok na leżącą w dole zatokę i pobliską Teneryfę z górującym wulkanem Teide. Przez jakąś godzinę odpoczywaliśmy i cieszyliśmy się tym miejscem, po czym ruszyliśmy w dół. Ten ostatni odcinek wyglądał równie pięknie i osobliwie. Wokół nie dało się dostrzec żadnych śladów cywilizacji, zabudowań czy sklepów. Na ścieżce także nie spotkaliśmy nikogo. Nasze telefony nie łapały również zasięgu sieci komórkowych. Po drodze napotykaliśmy natomiast coraz więcej lokalnej roślinności.

 

Po dotarciu na plażę mogliśmy rozkoszować się jej niezwykłą urodą. Kilkusetmetrowe klify odgradzały resztę lądu od oceanu. Na rozległym i czystym piaszczystym brzegu byliśmy sami. W spokoju przyglądaliśmy się Teneryfie oddalonej od nas o niecałe 200 km. Najcudowniejszy moment tego dnia stanowił zachód słońca. Chowa się ono tutaj za szczytami sąsiedniej wyspy. To widok jedyny w swoim rodzaju, wręcz idylliczny.

 

Podczas planowania wycieczki na plażę Güigüi (Guguy) należy pamiętać o zapewnieniu sobie transportu powrotnego. Do wyboru mamy dwa wyjścia: wrócić tą samą drogą, ale będzie to bardzo męczące, albo dzień wcześniej umówić się z miejscowym rybakiem, aby przypłynął po nas o wskazanej porze. Naszą trójkę taka usługa kosztowała ok. 15 euro za osobę.

 

Oprócz uprawiania trekkingu na Gran Canarii można np. grać w golfa (choćby w jedynym na całym archipelagu resorcie z dwoma profesjonalnymi 18-dołkowymi polami golfowymi – Sheraton Gran Canaria Salobre Golf Resort!), nurkować (działa na niej nawet w kurorcie Puerto de Mogán polska szkoła Delphinus, a także nowatorskie centrum Sea TREK Spain w resorcie Anfi del Mar, zapraszające na spacery po dnie oceanu bez sprzętu nurkowego i uczestniczenia w specjalistycznym kursie!) albo jeździć konno. Na wyspie pojawia się zresztą coraz więcej firm oferujących ten ostatni rodzaj aktywności. Zazwyczaj takie wyprawy trwają 1–4 godz. i odbywają się w różnych częściach lądu. Ceny wahają się od 20 do 90 euro w zależności od organizatora i długości trasy. Kilka firm wyróżnia się wysokim standardem, profesjonalizmem i rozbudowaną ofertą. Jedną z nich jest bez wątpienia El Salobre Horse Riding. Należące do niej ranczo z kilkunastoma wierzchowcami leży na południu, nieopodal turystycznej stolicy Gran Canarii – Maspalomas (ok. 10 minut od niej). W okolicy znajdują się przepiękne wydmy, wulkaniczne szlaki i tropikalne plantacje. Poza tym ten rejon charakteryzuje się oryginalną florą i fauną. To wszystko przyciąga wielu miłośników jazdy konnej z różnych krajów (w tym i z Polski!). Zdecydowanie warto rozważyć wybranie się na wycieczkę po wyspie na końskim grzbiecie, tym bardziej że tutejsze zapierające dech w piersiach krajobrazy czynią z niej ekscytujące przeżycie.

 

Na archipelagu wzrasta też zainteresowanie kolarstwem, dotyczy to zwłaszcza Gran Canarii i Teneryfy. Uprawianiu tego sportu sprzyjają m.in. duże różnice wysokości i przyjazny klimat przez okrągły rok. Poza tym znajdują się tu niezmiernie malownicze i kręte drogi. Wielbicieli jazdy na rowerze przyciągają wymagające trasy ze spektakularnymi widokami. Na Gran Canarii prowadzą one zazwyczaj przez jej wnętrze, które jest w mniejszym stopniu zamieszkane i rzadziej odwiedzane przez turystów. Wyspa charakteryzuje się znaczną różnorodnością szlaków. Lokalne firmy oferują usługi na wysokim poziomie – zajmują się nie tylko wypożyczaniem sprzętu, ale także organizują wycieczki czy nawet specjalne obozy kolarskie, które trwają zazwyczaj od 5 do 10 dni. Pakiety obejmują zakwaterowanie w komfortowym hotelu, transport i częściowe wyżywienie (half board, czyli śniadanie i obiadokolację). Jeżeli chcemy jedynie wypożyczyć rower górski lub kolarzówkę, będzie nas to kosztować od ok. 12 euro za dzień (70 euro za tydzień).

 

Surowa Lanzarote

 

Jak na większości wysp w archipelagu, również na Lanzarote bardzo dużą popularnością cieszą się surfing, wind- i kitesurfing oraz stand up paddling (SUP). Amatorzy tych dyscyplin zjeżdżają głównie do miejscowości Famara (Caleta de Famara). Jednak można tutaj robić jeszcze wiele innych ciekawych rzeczy.

 

Lanzarote znana jest choćby z zawodów triatlonowych. W ciągu roku odbywa się na niej kilka takich imprez sportowych, z których największą sławą na całym świecie cieszą się te z serii IRONMAN. Od ich uczestników wymaga się naprawdę bardzo dobrego przygotowania. Muszą oni przepłynąć 3,86 km, pokonać na rowerze dystans 180,25 km i przebiec odcinek 42,20 m (maraton) bez żadnej przerwy. Dlatego też ten wyścig uchodzi za wyjątkowo trudny i budzi niemałe zainteresowanie nie tylko wśród osób chcących sprawdzić swoją wytrzymałość, lecz także i widzów. Club La Santa IRONMAN Lanzarote (jego tegoroczna edycja odbędzie się 20 maja) to jedna z imprez cyklu zawodów organizowanych przez World Triathlon Corporation. Stanowi nie lada gratkę dla amatorów triatlonu i kibiców sportowych.

 

Okolice wyspy odwiedzają również chętnie nurkowie. Nic więc dziwnego, że na jej południowym krańcu, na słynnym wybrzeżu Playa Blanca, znajdziemy nawet polskie centrum Delphinus Lanzarote, dawne Cool Dive. Miłośnicy wielkiego błękitu mogą tu podziwiać faunę typową dla Oceanu Atlantyckiego. Poza tym ostatnio, 11 stycznia 2017 r., w sąsiedztwie Lanzarote (w Bahía de Las Coloradas, na głębokości mniej więcej 12–14 m) otwarto zupełnie nowe, pierwsze w Europie, podwodne muzeum – Museo Atlántico. Składa się na nie imponujący zbiór celowo zatopionych rzeźb brytyjskiego artysty Jasona deCairesa Taylora. Można przyjrzeć im się z bliska podczas ok. 1-godzinnej wyprawy nurkowej wyruszającej z Mariny Rubicón (cena 12 euro od osoby dorosłej) lub z trochę dalszej odległości w trakcie rejsu wolno płynącym statkiem ze szklanym dnem.

 

Kolejną unikatową na skalę europejską propozycją są firmowane przez system Sea TREK niesamowite spacery po dnie Atlantyku bez sprzętu dla nurków i ukończenia specjalistycznego szkolenia. Dzięki kaskowi z doprowadzanym tlenem wizytę w podwodnym królestwie Wysp Kanaryjskich złożymy już po przejściu 10-minutowego instruktażu, nawet jeżeli nie potrafimy pływać. Na tego typu rozrywkę zaprasza wszystkich chętnych szkoła nurkowa Native Diving w modnym kurorcie Costa Teguise na wschodnim wybrzeżu Lanzarote (oraz wspomniane centrum Sea Trek Spain w Anfi del Mar na Gran Canarii). Schodzi się wówczas na maksymalną głębokość 6 m, a cała przyjemność trwa 45 minut i kosztuje 60 euro od osoby dorosłej.

 

Na wyspie znajduje się również mnóstwo tras dla miłośników trekkingu i jazdy na rowerze. Szlaki są wyjątkowo atrakcyjne ze względu na tutejsze malownicze powulkaniczne krajobrazy. Na terenie miejscowego Parku Narodowego Timanfaya (Parque Nacional de Timanfaya) doszło do jednej z najdłuższych erupcji w dziejach nowożytnych (w latach 1730–1736 codziennie z ok. 300 kraterów wypływały olbrzymie ilości lawy). Surowa okolica wywiera na zwiedzających ogromne wrażenie. Wspaniałe piesze wycieczki można organizować nie tylko na obszarze parku (ponad 51 km² powierzchni). Zabronione jest poruszanie się po nim na rowerze górskim, ale dozwolone – na szosowym. Na tym ostatnim pojeździmy po głównej drodze parkowej, która stanowi zresztą część trasy słynnego wyścigu triatlonowego Club La Santa IRONMAN Lanzarote. Na całej wyspie znajdziemy wiele urokliwych i dobrze przygotowanych tras rowerowych, choćby Costa Teguise – Arrieta (42 km, dość trudny do pokonania odcinek, na tę wyprawę należy przeznaczyć ok. 5–6 godzin) czy Costa Teguise – Los Cocoteros (30 km, szlak średnio trudny, ok. 3,5–4-godzinny).

 

Jazda rowerem górskim na Lanzarote dostarcza ekscytujących wrażeń

12822

© TURISMO DE CANARIAS BRANDCENTER/SERAFÍN ARGIBAY CARBALLADA

 

Pełna atrakcji Teneryfa

 

Zdaniem wielu turystów Teneryfa ma ze wszystkich kanaryjskich sióstr najwięcej do zaoferowania. To świetne miejsce do uprawiania rozmaitych sportów wodnych, trekkingu po zróżnicowanym terenie czy jazdy na rowerze wśród zapierających dech w piersiach krajobrazów. Z pewnością jedną z ciekawszych i mniej typowych form aktywności jest golf. W ostatnich latach cieszy się on tutaj coraz większą popularnością. Profesjonalne pola do gry znajdziemy na kilku wyspach. Najwięcej powstało ich na Teneryfie i Gran Canarii (na tej ostatniej na uwagę zasługuje m.in. jedyny na całym archipelagu resort z dwoma 18-dołkowymi polami golfowymi – Sheraton Gran Canaria Salobre Golf Resort, położony niedaleko opisywanego już nieco szerzej rancza z końmi El Salobre Horse Riding). Cenią je sobie zarówno doświadczeni golfiści, jak i osoby początkujące.

 

Ośrodki na Teneryfie leżą w jej południowej części, w pobliżu znanych turystycznych kurortów takich jak Playa de Las Américas, Costa Adeje i Los Cristianos (słynących również z doskonałych warunków do uprawiania surfingu, nurkowania, żeglarstwa czy sportów motorowodnych), oraz w rejonie północnym i zachodnim. Warto tu wymienić choćby Golf Costa Adeje i Golf Las Américas oraz Golf del Sur i Amarilla Golf & Marina na terenie gminy San Miguel de Abona. Charakteryzują się one nie tylko wysoką jakością oferowanych usług czy zróżnicowanym stopniem trudności, lecz także wyjątkowo malowniczym położeniem. W trakcie gry można podziwiać wspaniałe widoki np. na Ocean Atlantycki. Oprócz tego niewątpliwy atut profesjonalnych pól golfowych w tym regionie stanowią panujące tutaj warunki klimatyczne. Jak już wspominałem, przez zdecydowaną większość roku na archipelagu jest słonecznie i wystarczająco ciepło, aby spędzać czas na świeżym powietrzu. Dlatego na golfa na Teneryfę warto przylecieć zawsze, w listopadzie, marcu bądź lipcu. Poza nią równie korzystnymi warunkami szczyci się południe Gran Canarii. Na obu wyspach turystyka golfowa z roku na rok coraz bardziej się rozwija.

 

Piękna i różnorodna Teneryfa, największa i najludniejsza w archipelagu (2034 km² powierzchni i ok. 900 tys. mieszkańców), to również znakomity region na ciekawe wędrówki piesze. Miejscowe agencje turystyczne oferują też wycieczki objazdowe do najbardziej spektakularnych punktów widokowych czy wyprawy na wulkan Teide (3718 m n.p.m.). Wejście na ten najwyższy szczyt Wysp Kanaryjskich i całej Hiszpanii powinno być obowiązkowym zadaniem dla wszystkich spędzających aktywnie urlop w tym rejonie.

 

La Palma pod gwiazdami

 

Na północny zachód od Teneryfy leży La Palma. Turystyka masowa dopiero na nią dociera. Znajdziemy tu wciąż niewiele rozległych kompleksów hotelowych w porównaniu z opisanymi już czterema największymi wyspami. Dla odmiany mocno rozwija się w tym miejscu turystyka alternatywna. Ten zakątek archipelagu budzi więc zainteresowanie osób, które preferują ruch na świeżym powietrzu.

 

La Palma słynie z malowniczych zielonych terenów i dużej aktywności wulkanicznej. Ze względu na bogatą florę i faunę często wybierają się na nią miłośnicy przyrody i amatorzy długich pieszych wycieczek. Zwiedzających przyciąga zwłaszcza położony w centrum wyspy Park Narodowy Kaldery Taburiente (Parque Nacional de la Caldera de Taburiente), lubiany zarówno przez polskich, jak i zagranicznych turystów. Trasy na jego obszarze mają od kilku do kilkunastu kilometrów, dlatego na wyprawę najlepiej zarezerwować sobie cały dzień. Trzeba także pamiętać o odpowiednim obuwiu i sprzęcie do pieszych wędrówek. Z uwagi na znaczne różnice wysokości sugeruje się wynajęcie przewodnika, gdyż pokonywanie niektórych szlaków bywa czasami dość niebezpieczne.

 

Na tego typu wycieczki można udać się również do Bosque de Los Tilos (Los Tiles) – bujnego lasu wawrzynowego zamieszkanego przez endemiczne gatunki zwierząt, jak np. gołębie kanaryjskie i laurowe czy liczne rzadkie bezkręgowce. Inne popularne miejsce stanowi okolica szczytu Roque de los Muchachos (2426 m n.p.m.), gdzie aktywny wypoczynek urozmaica podziwianie nocnego nieba. W tej części La Palmy znajduje się obserwatorium astronomiczne (Observatorio del Roque de los Muchachos – 2396 m n.p.m.), uchodzące za jedną z największych jej atrakcji. Powszechnie wiadomo, że Wyspy Kanaryjskie znakomicie nadają się do obserwowania gwiazd (mogłem się o tym przekonać m.in. na dziewiczej plaży Güigüi). Jednak właśnie w tym rejonie archipelagu panują najlepsze do tego warunki, dzięki czemu tutejszy kompleks cieszy się sporym zainteresowaniem turystów.

 

Wybrzeże La Palmy chętnie odwiedzają też zapaleni surferzy. Ze względu na niespokojne wody Atlantyku cenią je zwłaszcza osoby bardziej zaawansowane. Choć istnieje tu kilka punktów, w których wynajmiemy deski czy wykupimy kurs dla początkujących, to miejsce rekomendowane jest raczej dla doświadczonych pogromców fal. Do najpopularniejszych należy mniej więcej 500-metrowa Playa de Los Guirres (Playa Nueva), znajdująca się na zachodnim brzegu La Palmy. Wspaniałe warunki panują także w pobliżu dzikiej plaży Nogales, leżącej na północnym wschodzie.

 

Niepozorne El hierro i la gomera

 

Park Narodowy Garajonay, La Gomera

3917

© TURISMO DE CANARIAS BRANDCENTER/CARLOS SPOTTORNO

 

Dwie najmniejsze z siedmiu głównych wysp archipelagu nie zostały jeszcze opanowane przez turystykę masową. Uczestnicy licznych wycieczek fakultatywnych przybywają na nie na ogół promami lub samolotami z Teneryfy, Gran Canarii czy La Palmy (na El Hierro i La Gomerze działają małe lotniska). Dlatego zazwyczaj pojawiają się tutaj ludzie nastawieni na konkretne aktywności. Dużym zainteresowaniem cieszą się rejsy jachtami i wyprawy na obserwowanie waleni biskajskich, płetwali Bryde’a, grindwali, delfinków pręgobokich czy delfinów. Spokojna El Hierro jest najdalej wysunięta w głąb oceanu, dlatego fascynuje eksploratorów podwodnego świata.

 

La Gomera przyciąga uwagę przybyszów przede wszystkim swoimi zapierającymi dech w piersiach krajobrazami – na południu położone są skaliste tereny, centrum i północ natomiast pokrywają rozległe lasy wawrzynowe, w których występują różne rzadkie gatunki roślin i zwierząt. Spodoba się tu również miłośnikom geologii i wulkanologii, a to ze względu na dużą aktywność wulkaniczną w tym regionie. Zróżnicowanie terenu sprzyja odbywaniu wycieczek pieszych i rowerowych, które stanowią popularną aktywność na wyspie. W jej środkowej i północnej, bardziej zielonej części znakomicie jeździ się na rowerach górskich.

 

El Hierro doceniają z kolei wielbiciele podwodnych przygód. Ściągają oni przede wszystkim do miejsca o nazwie Punta de La Restinga (Punta Restinga) – najdalej na południe wysuniętego punktu Hiszpanii. To bodajże najlepszy rejon do nurkowania na całym archipelagu ze względu na wielkie bogactwo flory i fauny oraz znaczną różnorodność form skalnych. W tej okolicy, na terenie Rezerwatu Morskiego La Restinga – Morze Spokoju (Reserva Marina La Restinga – Mar de Las Calmas), można natknąć się na rozmaite gatunki rekinów czy mant, a także wiele innych stworzeń, niespotykanych gdzie indziej w regionie. Pod wodę schodzi się tutaj zazwyczaj na głębokość od kilkunastu do nawet 50 m, co czyni to miejsce jeszcze bardziej atrakcyjnym. Punta de La Restinga i Mar de Las Calmas muszą się znaleźć w planie wyprawy na Wyspy Kanaryjskie każdego zapalonego nurka.

 

Lazurowe Wybrzeże i Korsyka – perły południa Francji

ALEKSANDRA SOROCZYŃSKA

 

<< Cannes to miasto, które kojarzy się z przepychem, gwiazdami i odbywającym się zwykle w maju prestiżowym festiwalem filmowym. Tylko 15 min. jazdy samochodem dzieli je od Monte Carlo, gdzie niemal w tym samym czasie rozgrywa się wyścig Formuły 1 Grand Prix de Monaco. Turyści planujący odwiedzić Riwierę Francuską stają czasem przed nie lada dylematem, gdy muszą dokonać wyboru między jej pięknymi kurortami. Zwłaszcza że ekskluzywne Cannes i Monako stanowią jedynie część bogatego wachlarza atrakcji południowo-wschodniego wybrzeża Francji. >>

W latach 30. XX w. na plażach Lazurowego Wybrzeża (Côte d'Azur) wypoczywali głównie arystokraci i koronowane głowy, którzy przybywali tu przede wszystkim zimą z Wielkiej Brytanii, a nawet z Rosji. Liczbę ówczesnych turystów szacuje się na 300 tys. rocznie. Wcześniej miejsce to odkryli artyści. Ściągali w te strony pod koniec XIX w. ze względu na doskonałe światło, krajobrazy i klimat. Claude Monet, Auguste Renoir, Pablo Picasso, Marc Chagall, Henri Matisse, Jean Cocteau, Fernand Léger, Alberto Giacometti zarówno czerpali z bogactwa regionu, jak i jednocześnie wywierali wpływ na jego kulturę.

Dziś na Lazurowe Wybrzeże każdego roku przyjeżdża ponad 10 mln turystów, w tym prawie milion to uczestnicy rejsów, a 400 tys. – osoby biorące udział w kongresach. Prawdziwe tłumy pojawiają się latem. Wtedy też tutejsze kurorty okupują głównie Brytyjczycy, Niemcy i Duńczycy. Jednak ta część Francji to nie tylko słynne Nicea i Cannes, lecz także maleńkie miasteczka z zabytkami i muzeami oraz fascynująca górzysta Korsyka.

Więcej…

Skarby Wysp Zielonego Przylądka

 BVCII  49

Wyspy Zawietrzne są nieco wilgotniejsze i pokryte bujniejszą roślinnością

© BARRACUDA TOURS

 

EMILIA WOJCIECHOWSKA

 

Wyspy Zielonego Przylądka leżą na Oceanie Atlantyckim, w odległości ok. 570 km od Senegalu. Ich nazwa wcale nie pochodzi od występującej tu roślinności, ale od Przylądka Zielonego (po francusku Cap-Vert, po portugalsku Cabo Verde), znajdującego się nieopodal Dakaru. Dziewięć wysp archipelagu jest zamieszkałych i podzielić je można na dwie grupy – Wyspy Zawietrzne (Ilhas de Barlavento, do których należą Boa Vista, Sal, São Nicolau, São Vicente i Santo Antão) i Wyspy Podwietrzne (Ilhas de Sotavento, czyli Santiago, Maio, Fogo i Brava). Do tych pierwszych zalicza się jeszcze opuszczona Santa Luzia, objęta ochroną rezerwatu przyrody.

 

Cabo Verde, a właściwie Republika Zielonego Przylądka (República de Cabo Verde), bo tak brzmi oficjalna nazwa kraju, to dawna kolonia portugalska. Niepodległość uzyskała w lipcu 1975 r., ale nawet dziś śladami po tamtych czasach są nie tylko kolonialne budynki. Choć na ten temat od wielu lat toczą się gorące debaty, nadal jedynym oficjalnym językiem w państwie jest portugalski. Jednak bardzo rzadko można go usłyszeć na ulicach archipelagu – mieszkańcy mówią raczej kabowerdeńskim kreolskim (kriolu kabuverdianu, port. língua cabo-verdiana). Powstał on wprawdzie na bazie portugalskiego, ale z licznymi modyfikacjami. Co więcej, każda wyspa ma inny dialekt. W języku portugalskim wciąż co prawda sporządza się wszelkie dokumenty pisane czy oficjalne komunikaty, lecz z biegiem czasu, zwłaszcza za sprawą rosnącej popularności i dostępności mediów społecznościowych, i na tym polu zaczyna on tracić swoją uprzywilejowaną pozycję. Niezmiennie silny wpływ Portugalii i Portugalczyków można zaobserwować przede wszystkim wśród... fanów piłki nożnej. Niemalże wszyscy kibice na Cabo Verde dzielą się na sympatyków jednej z portugalskich drużyn, takich jak SL Benfica, Sporting CP czy FC Porto, i traktują te podziały bardzo poważnie!

 

Wyspy Zielonego Przylądka to republika demokratyczna i choć nadal ma przed sobą mnóstwo wyzwań, społecznych, politycznych i gospodarczych, a dużo spraw wymaga usprawnienia, to dla wielu krajów afrykańskich stanowi przykład do naśladowania. Jednak mimo iż geograficznie i politycznie archipelag należy do Afryki, jest w nim coś, co go wyróżnia. Jak czasem pół żartem, a czasem na serio mówią Kabowerdeńczycy, tak naprawdę Cabo Verde, także z racji swojego położenia i historii, znajduje się pośrodku Europy, Ameryki Południowej i Afryki. Wielu z nich z uśmiechem dodaje: Gdybyśmy tylko byli więksi, moglibyśmy być osobnym kontynentem. Zapraszam zatem w podróż po tej wyjątkowej wyspiarskiej krainie!

 

 FOGO 20150821 2646 7

Aktywny stratowulkan Pico do Fogo to najwyższy szczyt na Cabo Verde

© BARRACUDA TOURS

 

KRAINA RÓŻNORODNOŚCI

 

Cały archipelag jest pochodzenia wulkanicznego. Na jednych wyspach widać to niezwykle wyraźnie w krajobrazie, na innych, tych geologicznie starszych, zupełnie nie da się tego dostrzec, co sprawia, że każda z nich zaskakuje. Dzięki temu zarówno miłośnicy plażowania, jak i amatorzy górskich wycieczek znajdą tu coś dla siebie.

 

Wśród turystów zagranicznych Cabo Verde słynie w szczególności ze swoich pięknych i rozległych plaż. Zresztą nie tylko ukształtowanie terenu, ale i warunki atmosferyczne sprzyjają na archipelagu plażowaniu, i to przez cały rok. Na Wyspach Zielonego Przylądka panuje klimat zwrotnikowy suchy, ze średnią roczną temperaturą powietrza 25°C i wody 23°C. Słońce świeci w tym rejonie prawie codziennie. Mieszkańcy, w odróżnieniu od turystów, wyczekują zwykle pory deszczowej, która zaczyna się w sierpniu i trwa do października. Jednak wizytę na Cabo Verde warto rozważyć nawet w tym okresie, i to nie tylko wtedy, gdy opady deszczu występują bardzo rzadko, jak w 2017 r. To właśnie w czasie pory deszczowej można obserwować, jak raptownie, z każdą kroplą wody, krajobraz wokół całkowicie się zmienia i nasyca soczystą zielenią. Wbrew nazwie Wyspy Zielonego Przylądka nie zawsze i nie wszędzie są zielone! Na większości z nich nie brakuje za to koloru złotego i białego, bo te barwy przybierają plaże np. na Sal, Boa Viście i Maio. I właśnie na tych trzech wyspach panują najlepsze warunki do plażowania.

 

Wśród turystów spragnionych słońca i morskich kąpieli najpopularniejsza jest Sal, choć Boa Vista niewiele jej ustępuje. Sal w języku portugalskim oznacza „sól”. Zanim tutejszym złotem stały się plaże, przynoszące zyski z turystyki, w XIX w. to właśnie pozyskiwanie soli było głównym źródłem dochodu. Wtedy też zmieniono pierwotną nazwę Llana na Sal. Jednak i dziś sól jest ważna dla gospodarki wyspy, chociaż obecnie ze względu na swoje walory lecznicze i pielęgnacyjne. Kolejną atrakcję Sal, zaraz po jej pięknych plażach i znakomitych warunkach do uprawiania sportów wodnych, stanowi Pedra de Lume. W tej położonej niedaleko lotniska miejscowości znajdują się zbiorniki wypełnione solanką, z których korzystają tysiące turystów.

 

Wyspa ta zajmuje ważne miejsce w archipelagu nie od dziś i nie tylko ze względu na licznie odwiedzających ją zagranicznych gości. Od dawna jest w pewnym sensie oknem na świat Cabo Verde. To właśnie na Sal powstało w 1939 r. pierwsze tutejsze międzynarodowe lotnisko, nazwane potem imieniem ojca narodu i największego bohatera kraju – Amílcara Cabrala (1924–1973). Dzięki swojemu strategicznemu położeniu wyspa od dawna stanowi istotny punkt na lotniczej mapie świata.

 

Pod względem liczby turystów zaraz za Sal plasuje się Boa Vista, zresztą całkiem słusznie. Jej nazwa w tłumaczeniu z portugalskiego na polski brzmi Dobry Widok. Ta trzecia co do wielkości wyspa archipelagu (620 km² powierzchni) kusi odwiedzających przepięknymi złotymi piaskami, a nawet wydmami, znaczącymi pustynny obszar Viana. Jeden ze znakomitszych pisarzy kabowerdeńskich Germano Almeida swoją książkę A Ilha Fantástica poświęcił właśnie Boa Viście, na której przyszedł na świat w 1945 r. Odgrywa ona zresztą ważną rolę w kulturze kraju. To prawdopodobnie właśnie na niej narodził się w XVIII stuleciu wspaniały gatunek muzyczny, jeden z symboli Cabo Verde – morna. Bubista, jak pieszczotliwie nazywają wyspę mieszkańcy, z pewnością nie zawiedzie tych, którzy lubią spędzać czas na uprawianiu sportów wodnych, jak i osób preferujących leniwy odpoczynek na plaży.

 

Ten, komu marzą się jeszcze spokojniejsze wakacje, powinien wybrać Maio. Jest ona jedną z rzadziej odwiedzanych w archipelagu i to bynajmniej nie ze względu na brak atrakcyjności, bo zachwyca przepięknymi bezkresnymi plażami, które przez zdecydowaną większość roku są bezludne. Jej nazwa w języku portugalskim oznacza „maj” – właśnie w tym miesiącu została odkryta przez Portugalczyków w 1460 r. Można zaryzykować tezę, że jedynie brak międzynarodowego lotniska, jakie znajdują się na Boa Viście i Sal, sprawia, iż nie spotkamy na niej tłumów turystów. Dzięki temu nietrudno poczuć się tu jak na końcu świata, na dodatek wyjątkowo malowniczym.

 

Wspaniałych plaż, i to w różnych kolorach, nie brakuje także na Santiago i São Vicente, które są dwoma głównymi wyspami kraju. Mimo znacznych różnic między nimi można powiedzieć, że na każdej z nich znajdziemy po trochu wszystkiego, co na Cabo Verde najlepsze. Często mówi się, że Santiago stanowi centrum biznesowe i polityczne archipelagu, a São Vicente – kulturalne, ale tak naprawdę obie konkurują w pewien sposób ze sobą na wszystkich tych polach.

 

Niemniej jednak pod względem politycznym i administracyjnym to Santiago jest ważniejsza i to na niej leży stolica kraju, Praia. Wyspa ta nazwana została od imienia świętego patronującego dniowi, w którym ją odkryto (podobnie jak kilka innych w archipelagu), czyli św. Jakuba (São Tiago). Na niej najwyraźniej widać wpływy afrykańskie, które nadają jej wyjątkowy koloryt, co można dostrzec nie tylko na barwnym targu Sucupira (Mercado de Sucupira) w Prai.

 

Santiago, największa w archipelagu (991 km² powierzchni), odegrała bardzo istotną rolę w historii regionu. To ona została najprawdopodobniej odkryta i zasiedlona jako pierwsza, to na niej założono w 1462 r. pierwsze miasto i pierwszą stolicę Cabo Verde – Ribeirę Grande. Dziś ten najstarszy ośrodek nazywany jest Cidade Velha (z portugalskiego Stare Miasto). Od końca XVI w. znajduje się w nim fort (Forte Real de São Filipe), który bronił dostępu do wyspy. W mieście odbywały się też targi niewolników pochodzących z Afryki i archipelagu. Przewożono ich stąd głównie do obu Ameryk. O tej niechlubnej przeszłości przypomina usytuowany w samym centrum Cidade Velha pręgierz (Pelourinho).

 

Z czasem stolicę przeniesiono do Prai (w 1770 r.), która dziś jest tętniącą życiem metropolią. Niewątpliwie fakt, że znajdują się w niej siedziby największych lokalnych i zagranicznych firm oraz placówki dyplomatyczne, nadaje jej dynamicznego charakteru, ale – oczywiście – w swoistym, kabowerdeńskim wydaniu. Wystarczy jednak wyjechać poza miasto, aby przenieść się do zupełnie innego świata – krainy plantacji bananów, papai, trzciny cukrowej czy kukurydzy. Mieszkańcy stolicy, jak i całej wyspy chętnie odpoczywają na jednej z wielu plaż, takich jak ta w Tarrafal lub São Francisco. Wybierają się również w góry. Malownicze trasy leżą m.in. w Parku Naturalnym Serra da Malagueta na północy Santiago lub w samym jej centrum w okolicach ogrodu botanicznego w São Jorge dos Órgãos. A że Kabowerdeńczycy bardzo lubią spędzać czas z rodziną i przyjaciółmi na piknikach i pieszych wycieczkach, plaże i szlaki zapełniają się ludźmi w każdy wolny dzień, i to na całym archipelagu.

 

Na São Vicente (nazwanej od św. Wincentego), z głównym miastem Mindelo, życie płynie zdecydowanie spokojniej niż na Santiago, ale na pewno nie jest tu mniej ciekawie. Wyspa w całym kraju słynie ze swoich wydarzeń kulturalnych. W okolicach lutego lub marca odbywa się na niej karnawał (w 2018 r. jego główne obchody zaplanowano w terminie od 9 do 13 lutego), a w lipcu – kulinarna impreza Kavala Fresk Feastival, na której wszyscy zajadają się makrelami pod każdą postacią. W sierpniu São Vicente gości największe na archipelagu wydarzenie muzyczne na plaży Festival Baía das Gatas. Do 2017 r. we wrześniu w Mindelo organizowany był jeden z większych festiwali teatralnych w Afryce – Mindelact. Obecnie przeniesiono go na późniejszy termin. Jego 24. już edycję zaplanowano między 2 a 10 listopada 2018 r. Z kolei na przełomie września i października wyspa zamienia się w plenerowe kino. W tym czasie odbywają się pokazy w ramach festiwalu filmowego o nazwie Festival Oiá. Warto odwiedzić São Vicente podczas jednego z tych wydarzeń, w szczególności w trakcie karnawału. Nie bez powodu porównuje się go ze słynną imprezą w Rio de Janeiro.

 

Na Cabo Verde spodoba się nie tylko plażowiczom czy osobom spragnionym rozrywek kulturalnych. Amatorzy górskich wycieczek także znajdą na archipelagu miejsca dla siebie. Idealna będzie dla nich wyspa Fogo, czyli Ogień. Wznosi się na niej czynny wulkan, a zarazem najwyższy szczyt kraju – Pico do Fogo (2829 m n.p.m.). To z jego powodu zrezygnowano z wcześniejszej nazwy wyspy, która brzmiała São Filipe (od św. Filipa). Ostatnia erupcja zaczęła się w listopadzie 2014 r., a zakończyła w lutym kolejnego roku, i dość znacznie zmieniła krajobraz leżącej u stóp wulkanu wioski Chã das Caldeiras. Dziś miejscowość wygląda jak nie z tego świata, a mieszka w niej niewiele ponad 100 z dawnych niemal 1,3 tys. mieszkańców. Bez wątpienia hart ich ducha jest godny podziwu. Poza tym warte spróbowania są wyjątkowe plony, jakie przynosi wulkaniczna ziemia. Smakosze z całego globu chwalą sobie wino i kawę właśnie z Fogo.

 

O pobliskiej Bravie można z kolei powiedzieć, że przypomina miejsce położone na końcu świata. Jest najbardziej wysunięta na zachód ze wszystkich Wysp Podwietrznych i stosunkowo rzadko odwiedzana, ale całkiem niesłusznie. Urodził się na niej jeden z największych kabowerdeńskich poetów – Eugénio Tavares (1867–1930). Brava nazywana też bywa wyspą kwiatów. Wizytą w tym miejscu nie będzie zawiedziony nikt, kto chce odpocząć od zgiełku świata w otoczeniu natury. Mimo iż jest najmniejszą zamieszkaną wyspą Cabo Verde (ma 67 km² powierzchni), świetnie nadaje się na liczne piesze wycieczki, podobnie zresztą jak równie mało popularna São Nicolau.

 

Ta ostatnia otrzymała nazwę od św. Mikołaja. Niegdyś skupiała się tu elita intelektualna archipelagu. To na São Nicolau założono w 1866 r. pierwsze na Cabo Verde seminarium duchowne i liceum ogólnokształcące i to właśnie z niej pochodzi Baltasar Lopes da Silva (1907–1989), autor obowiązkowej lektury każdego Kabowerdeńczyka Chiquinho i jeden z założycieli magazynu literacko-kulturalnego Claridade. Dziś można odnieść wrażenie, że świat nieco zapomniał o tej wyspie, co sprawia, że jej przepiękne górskie szlaki są idealne dla każdego, kto chce się poczuć jak prawdziwy odkrywca. Warto wybrać się na wycieczkę zwłaszcza do Parku Naturalnego Monte Gordo. Na São Nicolau, podobnie jak na São Vicente, odbywa się również co roku karnawał. Choć może jest nieco mniej wystawny niż ten w Mindelo, ma w sobie coś wyjątkowego. Przede wszystkim trudno na nim odróżnić uczestników karnawałowej parady od publiczności, a to dlatego, że każdemu wolno brać udział w pochodzie.

 

Naszą podróż po Cabo Verde zakończymy na najbardziej na północ wysuniętej, a zarazem drugiej co do wielkości po Santiago, wyspie Santo Antão (779 km² powierzchni). Uchodzi ona za jedną z najpiękniejszych w całym archipelagu. To sprawia, że z każdym rokiem przybywa odwiedzających ją miłośników gór. I trudno im się dziwić. Santo Antão szczyci się mnóstwem niezmiernie różnorodnych szlaków górskich i zapierającymi dech w piersiach widokami. Najczęściej odwiedzany wschód wyspy zachwyca zielonymi krajobrazami, a mniej popularna zachodnia część lądu – księżycowym pejzażem okolic najwyższego miejscowego szczytu Topo da Coroa (1979 m n.p.m.) i położoną na końcu świata wioską Tarrafal de Monte Trigo.

 

Nie bez powodu zatem Cabo Verde stara się przyciągnąć gości hasłem „Jeden kraj… dziesięć kierunków podróży” (Um país… dez destinos). Jednak różnorodność archipelagu nie przejawia się jedynie w charakterze wysp. Kabowerdeńczycy mówią wieloma odmianami kabowerdeńskiego kreolskiego, a także różnią się od siebie wyglądem. Bogactwo Cabo Verde można zresztą dostrzec nie tylko w tym, co widoczne na pierwszy rzut oka.

 

 Santa Maria Drone

Plaża w Santa Maria, najpopularniejszej miejscowości turystycznej na wyspie Sal

© BARRACUDA TOURS

 

MUZYKA I KUCHNIA

 

Ten niewielki archipelag zachwyca przede wszystkim bogatą kulturą. Przez długi czas, zanim na świecie popularność zyskały złote piaski Sal i Boa Visty, Wyspy Zielonego Przylądka były kojarzone zwłaszcza z muzyką, a w szczególności z wyjątkową artystką Cesárią Évorą (1941–2011), zwaną Bosonogą Diwą i Królową Morny. Chyba niewiele jest miejsc na naszym globie, gdzie choćby raz nie rozbrzmiała jej słynna piosenka Sodade. Muzyka unosi się tutaj w powietrzu, wyspiarze mają ją we krwi. Tradycyjne gatunki takie jak morna, coladeira (koladera), funaná, batuque (batuk, batuku), tabanka (tabanca) lub colá znakomicie oddają bogactwo kulturowe Cabo Verde. Bez końca można by wyliczać znakomitych artystów, którzy je wykonują (są wśród nich m.in. Lura czy Nancy Vieira). W młodym pokoleniu nie brakuje też muzyków nadających nowe brzmienie klasycznym już rytmom – reprezentuje ich choćby Elida Almeida. Dlatego jedną z piękniejszych i cenniejszych pamiątek z archipelagu, oprócz wspomnień z koncertu bądź wieczoru w knajpce urozmaiconego występami muzycznymi, jest płyta z nagraniami lokalnych wykonawców. Na szczęście okazji do posłuchania dobrej muzyki na wyspach bywa mnóstwo. Oprócz licznych festiwali, organizowanych przez cały rok, ale najczęściej w lato, kabowerdeńskie utwory rozbrzmiewają także podczas obchodów rozmaitych świąt. A na żadnym z takich wydarzeń nie może zabraknąć również typowego dla archipelagu jedzenia.

 

 Kuchnia Wysp Zielonego Przylądka, choć niezbyt urozmaicona, jest smaczna. Dostępność wielu towarów na targach i w sklepach zależy od cyklów upraw, dlatego lokalne produkty są zazwyczaj świeże i zdrowe. Kabowerdeńskie potrawy bazują przede wszystkim na rybach, fasoli i kukurydzy. Ta ostatnia ma zresztą dla Kabowerdeńczyków też znaczenie symboliczne. Podobno jako pierwsza z sianych tu roślin dała plon na nieurodzajnych ziemiach archipelagu. Kukurydza stanowi składnik wielu dań, ale także uchodzi za symbol nadziei i ma nawet swój festiwal (Festa do Milho) organizowany na Santiago co roku w dniu 1 listopada, kiedy to je się ją pod każdą postacią. Przygotowuje się z niej m.in. tradycyjną tutejszą potrawę – cachupę. W wersji podstawowej dodaje się do niej jeszcze ewentualnie fasolę, ale w wariancie bardziej urozmaiconym zawierać może wszystko, co tylko akurat znajduje się pod ręką, np. marchewkę, rybę czy mięso. Przyrządzenie cachupy w tradycyjny sposób zajmuje sporo czasu. Nawet według nowocześniejszego przepisu nie da się jej szybko ugotować. Nadal jednak uchodzi ona za danie dla całej rodziny, przygotowywane w dużych ilościach. Dziś najczęściej cachupę je się w dni, kiedy czasu jest więcej, czyli np. w soboty. Poza tym stanowi ona również obowiązkową potrawę na wszelkie święta. Świeżo ugotowana cachupa ma konsystencję zupy. Jeśli nie zostanie zjedzona na obiad, kolejnego dnia podaje się ją z jajkiem sadzonym, omletem lub smażoną rybą jako... typowe kabowerdeńskie śniadanie.

 

Oprócz tego tradycyjnego dania na stołach goszczą też często ryby. Jedynie od powodzenia podczas połowu zależy, co trafi na talerz, makrela czy raczej tuńczyk. Choć nie zawsze znajdziemy na targu tę rybę, którą lubimy najbardziej, możemy być pewni, że i tak nam posmakuje, bo po prostu będzie świeża. W niektórych okresach w roku mamy szansę zamówić nawet takie przysmaki jak homary czy percebes (kaczenice)!

 

BVCII  34

Kabowerdeńskie potrawy są zazwyczaj proste, ale bardzo smaczne

© BARRACUDA TOURS

 

WYSPY DLA ODKRYWCÓW

 

Różnorodność archipelagu można opisać trzema słowami – sabura, morabeza i sodade. Wyraz sabura oznacza „coś fajnego” – takie są Wyspy Zielonego Przylądka. Czas na nich płynie po prostu w miłej, spokojnej, bezstresowej atmosferze. Morabeza to z kolei „gościnność”, choć tak naprawdę coś dużo więcej. Znaczenie tego słowa zrozumie każdy, kto będzie miał okazję trochę bliżej poznać Kabowerdeńczyków i zaprzyjaźnić się z nimi. Z pewnością dołożą oni wszelkich starań, aby przybysze poczuli się u nich jak u siebie w domu. Sodade znaczy „tęsknota”, ale właściwie to bardziej złożone uczucie. Mieszkańcy archipelagu to właśnie odczuwają, kiedy są daleko od swojej ojczyzny i tego, co jest im bliskie. Zrozumieć mogą ich wszyscy ci, którzy pokochają Cabo Verde i będą musieli te strony opuścić, a miłością obdarzy ten kraj niemal każdy, kto do niego zawita.

 

Wyspy Zielonego Przylądka to coś o wiele więcej niż różnorodne krajobrazy, w tym piękne plaże i zachwycające widokami szlaki górskie. Aby je odkryć, wystarczy tylko chcieć. Ten mały archipelag posiada aż cztery lotniska międzynarodowe – na Santiago, Sal, São Vicente i Boa Viście. Na dodatek najprawdopodobniej od maja 2018 r. nastąpi w końcu planowane zniesienie obowiązku wizowego dla obywateli Unii Europejskiej przybywających na Cabo Verde w celach turystycznych. Między wyspami najlepiej poruszać się samolotami, jedynie na Bravę i Santo Antão nie da się dolecieć, ale można na nie dostać się promem (z Fogo w przypadku Bravy i z São Vicente na Santo Antão). Wystarczy zatem zarezerwować bilet, spakować się i wyruszyć na spotkanie przygodzie, aby poznać największe skarby tego wyjątkowego archipelagu, czyli jego gościnnych mieszkańców i ich bogatą kulturę. Naprawdę warto zdecydować się na tę podróż, zwłaszcza że według brytyjskiego dziennika Daily Mirror Cabo Verde było w 2017 r. najczęściej wyszukiwanym celem wakacyjnego wyjazdu w przeglądarce Google.