Zasady korzystania z siłowni to nie tylko instrukcje obsługi urządzeń, ale również pewne standardy grzecznościowe czy higieniczne. Niezależnie od tego, czy dopiero rozpoczyna się przygodę z ćwiczeniami, czy jest się już w nich zaprawionym, warto wiedzieć na czym polegają te reguły, by uniknąć niekomfortowych sytuacji i onieśmielających lustracji wzrokiem ze strony innych współtrenujących.

Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy, że na siłowni panują niepisane zasady, których celem jest usprawnienie i uprzyjemnienie nam atmosfery ćwiczeń. Niektóre z nich są oczywiste, jak przebieranie się w strój sportowy, zmiana obuwia i wkładanie klapek pod prysznic. Inne natomiast, mogą być mniej znane, szczególnie dla tych, którzy dopiero stawiają pierwsze kroki na siłowni. Warto więc zaznajomić się z kilkoma wskazówkami tworzącymi swojego rodzaju savoir vivre.

 

1. Utrzymuj porządek wokół siebie: Jeśli zabierasz na salę treningową butelkę z wodą, ręcznik, telefon i słuchawki to pilnuj, by nie zostawiać ich w miejscach, które mogą utrudniać trening innym, jak np. na sąsiedniej maszynie lub na podłodze w ciągu komunikacyjnym. Nie zostawiaj na sali pustych butelek po wodzie. Podobnie jest z przyrządami, którymi ćwiczysz. Odkładaj je na miejsce, tak by osoba chcąca z nich skorzystać po Tobie nie musiała ich szukać po całej sali lub by nikt się o nie nie potknął i nie zrobił sobie krzywdy. Dbaj również o porządek w szatni. Nie zostawiaj pod prysznicem pustych butelek po żelach i szamponach, a przy szafkach opakowań po odżywkach.

 

2. Dbaj o higienę: Ćwiczenia i higiena to dwa nieodzowne elementy. Każdy kto korzysta z siłowni powinien pamiętać o zachowaniu higieny przy korzystaniu z urządzeń i pozostawieniu po sobie czystości. Kładąc się na ławeczce lub korzystając z maszyny zawsze rozkładaj pod sobą ręcznik - to podstawa higieny. Wycieraj także mniejsze przyrządy, na których zostaje pot. Wybierając ręcznik warto kupić, taki który w torbie treningowej zajmuje mało miejsca, ale również szybko wchłania wilgoć, jak np. ten marki Dr.Bacty, który jest wykonany technologią działającą przeciwko namnażaniu się bakterii i przykrym zapachom. Dzięki kompaktowemu rozmiarowi po złożeniu, zmieścisz w torbie nawet dwa ręczniki – jeden pod prysznic, drugi na salę treningową.

 

3. Pamiętaj, że nie jesteś sam: Nie każdy lubi ten sam gatunek muzyki co Ty i nie chce słuchać Twoich rozmów z przyjaciółmi. Dużo osób ćwiczenia traktuje, jako czas odprężenia i zebrania myśli. Dlatego niepotrzebne hałasy nie są mile widziane. Przed zgłośnieniem muzyki, nawet w słuchawkach, pomyśl się czy osoba ćwicząca obok nie będzie jej słyszała. Natomiast zanim zdecydujesz się odebrać telefon zastanów się, czy chcesz by wszyscy wokół słyszeli o Twoich planach na wieczór.

 

4. Szanuj innych: Nie każdy jest zapalonym sportowcem. Siłownia to miejsce do trenowania dla każdego. Korzystają z niej zarówno osoby doświadczone w obsłudze urządzeń i technice ćwiczeń, jak również te, które nie posługują się przyrządami biegle. Nie oznacza to, że ta druga grupa ma ograniczony dostęp do ćwiczeń. Nie należy patrzeć na nich prześmiewczo, czy wytykać palcami. Nie zajmuj też jednej maszyny przez długi czas, inni też chcą z niej skorzystać mimo, że mogą tego nie robić z takim zapałem jak Ty.

 

5. Nie wstydź się trenera: Początek korzystania z siłowni dla wielu z nas bywa krępujący. Nie wiemy, jak korzystać z maszyn i jaki tryb treningu jest dla nas odpowiedni. Na wielu siłowniach w ramach karnetu istnieje możliwość skorzystania z porad trenera personalnego. Nie wstydź się go. Ćwiczenia bez nadzoru mogą się skończyć kontuzją lub nawet gorszym wypadkiem – pamiętaj, że nie wszystkie przyrządy nadają się dla Ciebie. Dzięki poradom trenera każdy kolejny raz na siłowni będzie mniej onieśmielający, aż w końcu poczujesz się „jak ryba w wodzie”.

 

6. Nie przesadzaj z perfumami: Kultura wymaga, by na co dzień zachowywać odpowiedni poziom higieny. Na siłowni ta zasada również obowiązuje, a perspektywa ćwiczeń nie zwalnia Cię, by przebierać się w czyste ubrania i stosować środki powstrzymujące nadmierne pocenie. Jednak nie wskazane jest stosowanie intensywnych i gryzących w nos dezodorantów czy wylanie na siebie butelki perfum. Gdy się pocimy, nasze ciało intensywniej produkuje płyny, które w połączeniu z substancjami zawartymi w dezodorantach oraz alkoholem w perfumach, nasilają ich zapach, a nie każdy przepada za wonią Twoich ulubionych perfum.

 

7. Nie zajmuj maszyn skoro nie zamierzasz ćwiczyć: Nie rzadko zdarza się, że maszyny są zajęte przez osoby, które tak naprawdę nie ćwiczą, a jedynie je zajmują. Rozmawiają przez telefon, oglądają filmy na telefonie lub piszą ze znajomymi – czyli robią wszystko inne, tylko nie trenują. Zdarza się również, że niektórzy ćwiczenie traktują jako spotkanie towarzyskie. W tym czasie może ktoś inny chce skorzystać ze sprzętu zgodnie z jego zastosowaniem i swoim planem treningowym. Pomyśl o tym zanim zajmiesz któryś z przyrządów, a przy tym zaczniesz zajmować się telefonem.

 

8. Nie przychodź na siłownię z przeziębieniem: Najgorsze co możesz zrobić to przyjść na siłownię z przeziębieniem. Trening z katarem lub podwyższoną temperaturą zwiększa ryzyko, że pozornie błahe schorzenie zmieni się w poważniejszą infekcję, która wyeliminuje nas z treningów na znacznie dłużej. Niektórym może też przyjść do głowy, by wypocić chorobę w saunie. Zarazki nie znają lepszego miejsca do rozwoju niż małe, ciepłe i wilgotne pomieszczenia. Wszyscy, którzy skorzystają z sauny po Tobie zostaną narażeni na złapanie Twojego wirusa.

 

Najlepsze miejsca na długi weekend na przełomie maja i czerwca

Na przełomie maja i czerwca czeka na nas kolejny długi weekend – Boże Ciało w tym roku wypada 31 maja. Jeden dzień wolnego pozwoli na cztery dni wypoczynku.

Czytaj Więcej >>

Najlepsze pomysły na wyjazd rodzinny z okazji Dnia Dziecka

Wkrótce Międzynarodowy Dzień Dziecka. Wielu rodziców zastanawia się, w jaki sposób spędzić ten szczególny dzień ze swoimi pociechami, aby przyniósł jak najwięcej radości i pozostawił przyjemne wspomnienia. Możliwości na uczczenie tego święta jest naprawdę wiele. 

Czytaj Więcej >>

Najciekawsze pomysły na Majówkę

Już w marcu zaczynamy zastanawiać się, jak, a przede wszystkim, gdzie spędzimy Majówkę. W tym roku 1 maja wypada we wtorek, dodając do tego dwa weekendy plus 3 dni urlopu – szykuje się aż niemal 10 dni wypoczynku!  Czytaj więcej >

Najlepsze wiosenne wyjazdy typu city break

City break to alternatywna opcja dla tych wszystkich, którzy nie mają czasu wybrać się na dłuższy wypoczynek. Obejmuje ona wyjazdy weekendowe do najciekawszych miejsc w Europie. Krótkoterminowa wycieczka pozwala na wypoczynek oraz zapoznanie się z kulturą i kuchnią danego regionu.  Czytaj więcej >

Artykuły wybrane losowo

Sun of Jamaica

ANNA GORDON

 

<< HasłoJamajka”uruchamia całą serię skojarzeń: słońce, plaża, relaks, muzyka, taniec... Na tej wyspie czeka nas jednak o wiele więcej. Charakterystyczna kultura, burzliwa i ciekawa historia, język ze specyficznym śpiewnym akcentem oraz otwarci i uśmiechnięci ludzie stanowią niemniej silny magnes przyciągający corocznie miliony turystów z całego świata. W 1988 r. na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w kanadyjskim Calgary reprezentacja tego gorącego karaibskiego kraju wzięła udział w zawodach bobslejowych. Jak więc widać, dla Jamajczyków nie ma rzeczy niemożliwych. >>

Ojczyzna muzyków reggae Boba Marleya i Shaggy’ego leży na niewielkiej wyspie na Morzu Karaibskim (prawie 11 tys. km² powierzchni). Największa liczba ludności zamieszkuje portowe Kingston, stolicę państwa od 1872 r. (wcześniej głównym ośrodkiem administracyjnym było Spanish Town). Eksportuje się stąd cukier wytwarzany z trzciny cukrowej, aromatyczną kawę arabikę oraz wyśmienity złocisty rum.

Więcej…

Cała prawda o Jamajce

PRZEMYSŁAW BOCZARSKI

<< Jamajka jest niewielką wyspą pośrodku Morza Karaibskiego, która uzyskała niepodległość zaledwie 56 lat temu – 6 sierpnia 1962 r. W ciągu tego czasu nie rozwinęła się znacząco gospodarczo ani kulturalnie. Szczerze mówiąc, nie dzieje się tu za wiele. Mimo to Jamajczycy uważają siebie za naród wybrany, a swoją ojczyznę za centrum wydarzeń kulturalnych i kraj kreujący trendy. >>

 

Zjeżdżalnia wodna w kompleksie na Mystic Mountain w Ocho Rios

© JAMAICA TOURIST BOARD

 

Jamajka to jedna z mniej znanych Polakom wysp Karaibów. Chociaż znajduje się w samym centrum archipelagu Wielkich Antyli, a z wielu europejskich miast regularnie kursują na nią samoloty, wciąż wydaje się mało dostępna i położona trochę za daleko. Faktem jest, że urlop w tym kraju kosztuje nieco więcej niż w przypadku popularnych wśród polskich turystów Dominikany czy Kuby. Trudniej także dolecieć z Polski na wyspę poza sezonem zimowym, w którym funkcjonuje bezpośrednie połączenie czarterowe z Warszawy. Poza tym okresem zazwyczaj Polacy muszą przesiadać się na jednym z lotnisk europejskich, co wiąże się – oczywiście – z wydłużonym czasem podróży.

Na niekorzyść Jamajki działa też ciągnąca się za nią opinia miejsca niezbyt bezpiecznego. Sytuacji nie poprawia fakt wprowadzenia w styczniu 2018 r. stanu wyjątkowego w Montego Bay. Został on ogłoszony z powodu wzrostu przestępczości w tej turystycznej stolicy wyspy. Mimo iż w praktyce sprowadza się głównie do rewidowania samochodów wjeżdżających i opuszczających miasto, co nie jest zbyt uciążliwe i nie wpływa w żaden znaczący sposób na życie mieszkańców czy turystów, widok żołnierzy uzbrojonych w karabiny M16 wywołuje uczucie niepewności i wzbudza ciekawość. Oczywiście, pojawienie się w Montego Bay dodatkowych patroli komentują wszystkie media i użytkownicy na portalach dla podróżników. Jednak choć w mieście odnotowano wzrost przestępczości, turyści nie mają się czego obawiać. Wyspa żyje z turystyki, z czego doskonale zdaje sobie sprawę większość Jamajczyków, którzy starają się nie niepokoić niepotrzebnie przyjezdnych.

 

NA MIEJSCU

Mimo iż Jamajkę uważa się za dość niebezpieczne miejsce, prawda wygląda nieco inaczej. Mieszkam tutaj od 11 lat i chociaż to kraj trzeciego świata, większość przewodników turystycznych wyolbrzymia zagrożenie. Wyspa jest zupełnie inna niż zazwyczaj myślą odwiedzający ją po raz pierwszy turyści. Jamajka zachwyca kolorami, ale również zaskakuje kontrastami i absurdami, które dostrzec można w każdym aspekcie życia Jamajczyków już kilka chwil po przylocie.

Moje pierwsze wspomnienia z tego kraju sięgają 2006 r., kiedy przyjechałem tu do pracy jako przewodnik. Najpierw spadł na mnie lejący się z nieba żar – ten gorący klimat od dawna przyciąga podróżników z całego świata. Potem przyszło nieprzyjemne uczucie zimna panującego w klimatyzowanych pomieszczeniach. Jamajczycy mają w zwyczaju ustawiać klimatyzatory na najniższą temperaturę, co stwarza wręcz komiczny kontrast między chłodem wewnątrz a upałem na zewnątrz. Turyści nie do końca są zadowoleni z takiego stanu rzeczy. Niskie temperatury utrzymuje się nie tylko w hotelach, lecz także w autokarach. Miejscowi korzystają z dobrodziejstw klimatyzacji, ile mogą.

 

ROZMOWY JAMAJCZYKÓW

Do zderzenia z obcą kulturą dochodzi np. przy próbach komunikowania się, ponieważ na wyspie angielski wcale nie jest powszechnie używany. Mimo iż pełni funkcję języka urzędowego, między sobą Jamajczycy zwykle porozumiewają się w patois (jamajskim kreolskim), który powstał na bazie angielskiego z wpływami języków afrykańskich, jakimi posługiwali się niewolnicy sprowadzeni z Afryki do pracy na plantacjach. Podczas pobytu za granicą często za trudności w nawiązaniu rozmowy z miejscowymi obwiniamy siebie, a to ze względu na nasze niedostateczne umiejętności językowe. Warto więc zdawać sobie sprawę, że na Jamajce możemy znaleźć się raczej w odwrotnej sytuacji. Nie wszyscy Jamajczycy potrafią mówić poprawnie po angielsku i nie zawsze rozumieją wypowiedzi w tym języku. Większość z nich wplata w rozmowie słowa pochodzące z patois, co skutkuje tym, że komunikacja bywa bardzo często utrudniona. W rzeczywistości rzadko można spotkać miejscowych, którzy rozmawiają ze sobą na co dzień w języku angielskim, ponieważ się z nim nie identyfikują. To patois odgrywa rolę nośnika ich kultury i zwyczajów, spaja tutejsze społeczeństwo – słychać go w telewizji, teatrze i coraz częściej w szkołach, napisy w nim pojawiają się na reklamach w miastach. Sam język jest niezmiernie ciekawy i niezwykle ekspresywny. Jamajczycy wspierają się w czasie rozmowy elementami niewerbalnymi takimi jak gestykulacja. Bardzo często oprócz słów posługują się dźwiękami, które oznaczają m.in. lekceważenie, niezadowolenie czy brak porozumienia z drugą osobą. Patois trudno się nauczyć, dlatego że funkcjonuje on głównie w formie ustnej i brak jest jakichkolwiek materiałów, które pomogłyby w jego opanowaniu.

Turyści mają często wrażenie, że Jamajczycy mówią wyjątkowo szybko i robią to celowo, aby nie zdradzać szczegółów swoich dyskusji. Ponieważ miejscowi są w większości osobami bilingwalnymi, potrafią płynnie przechodzić z jednego tutejszego języka urzędowego na drugi. Przykładowo w sklepach z pamiątkami mają zwyczaj zwracania się do klientów w patois nawet w przypadku obcokrajowców. Czasami robią to z nadzieją, że zagadany kupujący może przepłaci. W swoje wypowiedzi Jamajczycy nagminnie wplatają wyrażenie Yeah, mon!, którego da się użyć niemal w każdej sytuacji. W zależności od kontekstu oznacza ono różne rzeczy, bywa zarówno potwierdzeniem, jak i zaprzeczeniem. Z tego powodu turyści wychodzą z założenia, że Yeah, mon! ma bardzo wiele znaczeń i na każde pytanie miejscowych odpowiadają właśnie za pomocą tego wyrażenia.

  

Stoisko ze świeżymi owocami i warzywami

© JAMAICA TOURIST BOARD

 

NA TARGU

Zazwyczaj obcokrajowcy są również zaskoczeni lokalnymi metodami płacenia za towary i usługi. Mimo iż na Jamajce obowiązującą walutę stanowi dolar jamajski (JMD), praktycznie wszędzie przyjmuje się dolary amerykańskie (USD). Turystów dziwi jednak fakt, że resztę wydaje się w dolarach jamajskich. Przelicznik jest dość egzotyczny i wielu ludzi gubi się w kalkulacjach. Sporo mówi on na temat sytuacji ekonomicznej w kraju. Dolar jamajski traci często na wartości z dnia na dzień – obecnie za 1 USD otrzymuje się w banku ok. 125 JMD. Oczywiście, gdy wartość lokalnej waluty spada, ceny w sklepach stają się wyższe. Dzieje się tak ze względu na to, że większość produktów Jamajka importuje. Obcokrajowcom nierzadko wydaje się, że wyspa stanowi prawdziwy raj dla rolników z racji tropikalnego klimatu i wysokich temperatur powietrza. Jednak jamajska ziemia bogata jest w boksyt (rudę glinu) i dlatego nie charakteryzuje się zbytnią żyznością. Uprawia się tutaj m.in. słodkie ziemniaki, dynię, cebulę oraz ignam (pochrzyn) i maniok – warzywa bulwowe bogate w skrobię i podawane do śniadania czy obiadu. Popularnością cieszą się przeróżne odmiany papryki, w tym ostra scotch bonnet (karaibska czerwona papryka), która wchodzi w skład marynaty do przyprawiania kurczaka lub wieprzowiny w stylu jerk w lokalnych restauracjach.

Owoce dostępne na wyspie smakują naprawdę wspaniale. Tutejsze ananasy, papaje i banany są po prostu nieporównywalnie lepsze niż te sprzedawane w Polsce. Mają bardzo słodki smak, zresztą wszystko, co Jamajczycy piją bądź jedzą, bywa z reguły dosładzane. Turyści często narzekają na przesłodzone drinki, soki z koncentratu oraz desery, do których dodaje się więcej cukru niż potrzeba. Wyspiarze lubią słodkie i na przekąskę czy drugie śniadanie dla dzieci serwują bułki i ciasta. Owoce są tu jednak przepyszne i każdy, kto dotrze na wyspę, powinien koniecznie spróbować tych oferowanych na lokalnym targu lub przydrożnym straganie. Import produktów, co oczywiste, kosztuje i ceny w sklepach bywają bardzo wysokie.

  

Jamajczyk sprzedający rękodzieło przy pomoście nad brzegiem morza

© MAGAZYN ALL INCLUSIVE

 

KURCZAK W MARYNACIE

Jamajczycy spoza stołecznego Kingston – m.in. mieszkańcy innych największych miast w kraju: Montego Bay i Ocho Rios – zazwyczaj nie odwiedzają zbyt często restauracji z dwóch powodów. Po pierwsze, jest w nich drogo. W nielicznych lepszych lokalach za danie trzeba zapłacić ok. 30 USD. Po drugie, nie ma ich zbyt dużo. Większość turystów nie opuszcza swoich rozbudowanych hoteli oferujących pobyty typu all inclusive, a miejscowych nie stać na stołowanie się w restauracjach. Popularne i niezmiernie smaczne jedzenie kupuje się w małych barach, które serwują kurczaka czy wieprzowinę jerk. Pikantne mięso piecze się na grillu opalanym drewnem z korzennika lekarskiego (jego owoce występują pod nazwą ziela angielskiego). Najlepszą taką knajpką jest według mnie „Scotchies” (Falmouth Road, Montego Bay), gdzie można przypatrzeć się, jak przygotowuje się takie danie. Jamajczycy nie mają w zwyczaju krojenia na plasterki – kurczaka bądź wieprzowinę porcjuje się tasakiem łącznie z kośćmi. Mięso podaje się z dodatkami: smażonymi kluskami z mąki kukurydzianej, maniokiem, warzywami duszonymi na parze, słodkimi ziemniakami lub smacznym ryżem gotowanym z grochem i mlekiem kokosowym. Potrawa smakuje przepysznie, dlatego polecam przywiezienie ze sobą z Jamajki przypraw do marynaty jerk – są one dostępne w postaci suchej, jak i mokrej.

Ciekawostkę stanowi fakt, że mieszkańcy tego wyspiarskiego w końcu kraju nie spożywają dużo ryb ani owoców morza. Można je dostać u lokalnych rybaków, którzy chwalą się swoimi zdobyczami przy drodze, ale kosztują one o wiele więcej niż mięso. Przyrządza się głównie krewetki w sosie curry, na ostro, smażone z mlekiem kokosowym i podawane z ryżem. Miłośnicy świeżych owoców morza będą rozczarowani wyborem, ale na pewno zostaną miło zaskoczeni smakiem. Najpopularniejszą rybą jest lucjan czerwony (northern red snapper), którego smaży się lub gotuje na parze z warzywami. Bezapelacyjnie w miejscowej kuchni króluje jednak kurczak, przygotowywany na bardzo wiele sposobów i przy różnych okazjach. Do niego trzeba koniecznie wypić naprawdę dobre jamajskie piwo Red Stripe. Sprzedaje się je w szklanych butelkach, które przypominają te, w jakich kiedyś kupowało się syropy w polskich aptekach. Lokalne piwo, tak jak rum, z pewnością docenią wszyscy.

 

Z GÓR NAD WODOSPADY

Jamajczycy z reguły nie są zbyt zamożni. Zarabiają niewiele, a koszt życia znacznie przewyższa ich zarobki. Dlatego często dorabiają sobie na boku lub utrzymują się z napiwków, które zostawiają turyści. Choć przyjęło się, że drobne kwoty pieniędzy oferuje się po wykonaniu usługi, na Jamajce wręcza się je raczej na początku, co niejednokrotnie przyśpiesza bądź w ogóle umożliwia zrealizowanie czegokolwiek. Warto podzielić się dolarem z kierowcą, zwłaszcza autobusu, ponieważ oni pracują naprawdę długo i dosyć ciężko. W kraju nie ma transportu publicznego, z miasta do miasta można dostać się jedynie lokalnymi taksówkami, a warunki podróży daleko odbiegają od europejskich standardów. Kierowcy pokonują długie i męczące trasy, bo choć wyspa jest niewielka (10 991 km² powierzchni), stan dróg pozostawia sporo do życzenia – pełno na nich dziur i są bardzo kręte. Jednak tutejsze widoki zapierają dech w piersiach, więc zdecydowanie warto wybrać się na wycieczkę.

Wbrew pozorom na Jamajce nie ma aż tak wielu atrakcji. Większość z nich to miejsca ciekawe pod względem przyrodniczym i krajobrazowym: wodospady, rzeki (na których organizuje się spływy tratwami z bambusa) czy zatoki. Poza tym jedną z ważniejszych pozycji na liście rejonów do odwiedzenia są Góry Błękitne (z najwyższym szczytem Blue Mountain Peak, 2256 m n.p.m.), w których uprawia się słynną arabicę nazywaną Jamaican Blue Mountain Coffee. Wyjątkową jakość tej kawy doceniają smakosze z całego świata. Podczas zwiedzania plantacji można podziwiać niezapomniane widoki i odetchnąć powietrzem o wiele bardziej rześkim niż to w dole. Góry Błękitne są naprawdę doskonałe na spacery czy dłuższe wędrówki. Chociaż wciąż pozostają stosunkowo mało popularne, powoli wchodzą do ofert lokalnych biur podróży. Wizyta w tym rejonie Jamajki pozwala poznać ją z trochę innej strony, nie tej prezentowanej na zdjęciach z turystycznych folderów. Jest także okazją, aby na chwilę odpocząć od tłumów turystów na plaży oraz zgiełku miasta. Okolicę gór można również przemierzać na rowerze, co na pewno przypadnie do gustu osobom lubiącym aktywnie spędzać czas.

Inną atrakcją, której nie wolno ominąć w trakcie pobytu na Jamajce, są spektakularne wodospady. Warto tu odwiedzić nie tylko te najsłynniejsze, czyli Dunn’s River Falls koło Ocho Rios, ale też mniej popularne Reach Falls, Mayfield Falls, Bath Fountain lub Reggae Falls, które prezentują się równie zjawiskowo. W takich miejscach trudno nie zachwycić się pięknem jamajskiej przyrody,

 

RUM I MUZYKA

Poza kawą z Jamajki zdecydowanie warto przywieźć lokalny rum. To duma każdego Jamajczyka. W radiu czy telewizji co chwilę puszczane są reklamy z hasłem We are rum people, które znakomicie oddaje przywiązanie miejscowych do tego trunku. Rum stanowi integralny element tutejszej kultury. Jamajczykom towarzyszy na co dzień i od święta od wielu lat.

Pod pewnym względem rum przypomina wino – im starszy, tym lepszy. Warto wiedzieć, że jedyną kobietą na świecie będącą specjalistką od niego jest właśnie Jamajka – Joy Spence (pracująca dla Appleton® Estate), która zajmuje się tworzeniem unikatowych blendów, czyli mieszanek różnych gatunków tego trunku. Poza rumami wyborowymi na wyspie można dostać też likiery na bazie rumu. Zadowolą one każdego smakosza słodkich alkoholi. Likiery rumowe przypominają słynny irlandzki Baileys, jednak są o wiele łagodniejsze i delikatniejsze. Występują w różnych smakach, np. bananowym, kokosowym, kawowym albo czekoladowym.

                Na Jamajce oprócz wszelkich standardowych pamiątek, np. magnesów i koszulek z podobiznami Boba Marleya i Usaina Bolta bądź z napisem Jamaica, można kupić ciekawe rękodzieło artystyczne. Obok popularnych masek czy wazoników sprzedaje się tu wyroby z mahoniu, drewna mango lub cedru takie jak długopisy, breloczki i podstawki na stół. Z wyspy warto przywieźć również popularne ostatnio w Polsce płyty winylowe. W Kingston, w domu należącym niegdyś do Boba Marleya (56 Hope Road), znajduje się historyczna siedziba wytwórni Tuff Gong (założonej w 1970 r.), w której nagrywał i tworzył król reggae (od ponad 30 lat mieści się tutaj muzeum artysty). Po odwiedzeniu jej można zaopatrzyć się w winyle z piosenkami legendarnego wokalisty, gitarzysty i kompozytora, które na pewno będą oryginalnym prezentem z Karaibów. Wytwórnia Tuff Gong działa w dalszym ciągu w jamajskiej stolicy, ale już pod adresem 220 Marcus Garvey Drive. Nowe studio, nadal zajmujące się nagrywaniem płyt, udostępniono też do zwiedzania.

Muzyka jest na Jamajce niezmiernie ważna. Oprócz legendarnego Boba Marleya pochodzą stąd także Sean Paul czy Shaggy, gwiazdy rozpoznawalne na całym świecie. Płyty z lokalnymi utworami można nabyć praktycznie na każdym parkingu, gdzie wśród zaparkowanych samochodów miejscowi wykonawcy sprzedają swoje składanki w cenie ok. 200 JMD (w przeliczeniu ponad 1,5 USD). Muzyka ta brzmi naprawdę ciekawie. Takie płyty kupują sami Jamajczycy, którzy zazwyczaj słuchają ich później z odpowiednio zmodyfikowanych odtwarzaczy w swoich samochodach.

 

NIECO INNE PAMIĄTKI

Z Jamajki przywieziemy też interesujące książki. W tutejszych księgarniach można znaleźć prawdziwe perełki pochodzące z utworzonego w 1948 r. Uniwersytetu Indii Zachodnich (University of the West Indies), który jest wiodącą tego typu placówką w anglojęzycznej części Karaibów i jedną ze swoich trzech obecnych siedzib ma właśnie w tym kraju (w podmiejskim obszarze Kingston – położonej u podnóża Gór Błękitnych Monie; poza tym działa jeszcze filia w Montego Bay). Wśród nich są pozycje na temat kolonizacji, rewolucji niewolników czy tożsamości Jamajczyków. Wszystkie napisali lokalni uczeni i choć książki nie należą do tanich, będą ciekawą pamiątką dla tych, którzy chcą zapamiętać Jamajkę na dłużej i dowiedzieć się o niej znacznie więcej niż zawierają kolorowe przewodniki turystyczne. Wiele publikacji dotyczy także karaibskiej sztuki kulinarnej – na pewno spodobają się miłośnikom gotowania. W przypadku większości dań trzeba korzystać z miejscowych produktów, ale po małych modyfikacjach uda się je przygotować również i w Polsce.

                Jeszcze innym pomysłem na ciekawą pamiątkę z wyspy są kosmetyki z dodatkiem lokalnych produktów, np. mydła na bazie oleju kokosowego, papai czy aktywnego węgla. Na Jamajce, podobnie jak i w wielu krajach na świecie, rozpowszechniła się ostatnio moda na naturalną pielęgnację. Do najbardziej interesujących składników zalicza się – oczywiście – wspomniany już olej kokosowy, który pozyskiwany jest na zimno z uprawianych na miejscu kokosów. Dodaje się go do mydeł i kremów sprzedawanych w aptekach i drogeriach. Balsamy z ekstraktami z mango, ananasa, aloesu czy trawy cytrynowej stanowią obowiązkowe wyposażenie kosmetyczki każdej jamajskiej kobiety. Warto przywieźć ze sobą do domu takie ręcznie produkowane naturalne specyfiki, na pewno będą oryginalniejsze niż magnes na lodówkę bądź kolejny otwieracz do butelek.

Niestety, tak jak życie na wyspie również pamiątki są dość drogie, ale za to można je kupić w większości sklepów w miastach oraz w sklepikach działających przy popularnych atrakcjach turystycznych. Sami Jamajczycy chętnie o nich opowiadają i z pewnością doradzą nam w czasie zakupów. Dobrze pamiętać, że nie musimy decydować się na importowane z Chin magnesy lub koszulki, które dominują na jamajskich straganach. Poza tym targować można się praktycznie wszędzie, oczywiście, oprócz sklepów spożywczych i hipermarketów.

 

Pocztówkowe bliźniacze zatoki w Port Antonio

© JAMAICA TOURIST BOARD

 

NIEZNANA WYSPA

Mimo iż Jamajkę dosłownie zalewają turyści, co widać zwłaszcza na jej północnym wybrzeżu, gdzie usytuowana jest większość komfortowych hoteli i rozległych resortów, wciąż są tutaj miejsca, które zachwycą osoby szukające błogiego spokoju. Należy do nich niewątpliwie nieopanowany jeszcze przez masową turystykę region Portland, położony na wschód od miasta Ocho Rios. Znajdują się w nim wille największych hollywoodzkich sław, w tym posiadłość znanego amerykańskiego aktora, producenta filmowego i rapera Willa Smitha. Nie ma w tej okolicy olbrzymich resortów all inclusive ani zbyt wielu hoteli, są za to małe pensjonaty czy domki, w których można wynająć pokój na kilka dni, aby rozkoszować się odgłosami Morza Karaibskiego i śpiewem ptaków. Poza tym organizuje się tu też jednodniowe wycieczki dla tych, którzy chcą zobaczyć, jak wygląda nieturystyczna Jamajka. Niewielkie dziewicze plaże, ukryte w gąszczu wysmukłych palm, wydają się być miejscami nie istniejącymi na mapach czy w informatorach turystycznych. W Portland znajdują się wioski, w których mieszkańcy handlują owocami i warzywami z okolicznych upraw – to tutaj leży większość plantacji bananów, ananasów, kokosów, mango i bligii pospolitej (ackee). Stolicą regionu jest Port Antonio. Miasto upodobał sobie amerykański aktor australijskiego pochodzenia Errol Flynn (1909–1959). W marinie nazwanej jego imieniem cumują luksusowe jachty i łodzie. Malowniczy zachód słońca nad zatoką można podziwiać przy szklaneczce rumu z coca-colą z pobliskiego baru lub po prostu filiżance doskonałej kawy z Gór Błękitnych. Osoby zainteresowane lokalną kuchnią powinny spróbować tutejszych deserów. Warto wybrać się do położonej nieopodal przystani lodziarni „Devon House I-Scream”, w której podaje się olbrzymie porcje naprawdę bardzo dobrych lodów.

Pobyt w urokliwym Portland – niestety – ma swoją cenę, którą jest dość ciężki dojazd. Region leży na wschód od modnych kurortów, dlatego na dotarcie do niego samochodem trzeba przeznaczyć ok. 5 godz. Jeśli jednak ktoś chce zobaczyć mniej popularne oblicze Jamajki, taka niedogodność nie powinna go odstraszyć. Tę pasjonującą karaibską wyspę warto poznać z każdej strony.

 

Wydanie Wiosna 2018

Niezapomniana Kuba

LESZEK NAROWSKI

 

<< Kuba to niezwykła wyspa na Karaibach. Nie bez przyczyny już hiszpańscy kolonizatorzy nazywali ją perłą Karaibów. Za sprawą bogatej historii, bujnej, tropikalnej przyrody, gorącego klimatu, wspaniałej architektury i przede wszystkim pogodnych, otwartych, gościnnych i pełnych ciepła mieszkańców tego kraju wizyta w nim jest niezapomnianym przeżyciem. >>

Jednak Kuba ma również swoje wiadome problemy natury ekonomicznej i finansowej. Na tę sytuację wpływa m.in. opisywana ostatnio szeroko w mediach amerykańska blokada gospodarcza, finansowa i handlowa wyspy, utrzymywana już od ponad pół wieku (ustanowiona oficjalnie 7 lutego 1962 r., za prezydentury Johna F. Kennedy’ego). Potępia ją od dłuższego czasu Zgromadzenie Ogólne ONZ, które popiera rezolucje domagające się zniesienia embarga wobec Kuby. Zagraniczni turyści nie odczuwają jednak tych kłopotów, z jakimi Kubańczycy borykają się na co dzień. Obsługa ruchu turystycznego jest zorganizowana w taki sposób, aby wszyscy goście mieli okazję spędzić wspaniałe, beztroskie wakacje na pełnej kolorów i radosnej muzyki karaibskiej wyspie.

 

Widok z Palacio de Valle na zatokę Cienfuegos

© LESZEK NAROWSKI

 

Bardzo trudno pojechać na Kubę bez wcześniejszych wyobrażeń o tym miejscu. Jednak po wizycie tutaj jej obraz staje się o wiele ciekawszy i bardziej różnorodny. Słodki rum, aromat najlepszych na świecie cygar, dźwięk bębnów, tętniące życiem kluby nocne, wieczory z salsą, muzyka dobiegająca niemal zewsząd i bajeczne plaże nie pozwalają pozostać obojętnym na urok tej magicznej wyspy.

 

KRÓTKI RYS HISTORYCZNY

Nie sposób zrozumieć Kubańczyków i wielu sytuacji, z którymi zetkniemy się podczas zwiedzania miejsc wewnątrz Kuby, bez znajomości chociaż podstawowych faktów z jej bogatej i burzliwej historii. Kiedy w październiku 1492 r. podczas swojej wyprawy w poszukiwaniu morskiej drogi do Indii Krzysztof Kolumb (1451–1506) dotarł do brzegów wyspy, był nią tak zachwycony, że ogłosił ją najpiękniejszą krainą na ziemi. Zapewne nie spodziewał się, że to odkrycie będzie początkiem dziejów całkiem nowego kraju. Śladem słynnego żeglarza i podróżnika podążyli hiszpańscy żołnierze i misjonarze. Mniej więcej 20 lat po przybyciu Krzysztofa Kolumba na podbój Kuby wyruszył konkwistador Diego Velázquez de Cuéllar (1465–1524). On i jego ludzie założyli osiem osad na wyspie: Baracoę, Bayamo, Santiago de Cuba, Trinidad, Camagüey, Sancti Spíritus, Hawanę i San Juan de los Remedios. Te historyczne miasta stanowiły oś mojej podróży po tym kraju. W pierwszej połowie XVI w. rozpoczęto sprowadzanie na Karaiby niewolników z Afryki, którzy wykorzystywani byli głównie do pracy na plantacjach, m.in. trzciny cukrowej. Z czasem Kuba stała się głównym producentem cukru i jednym z najlepiej rozwiniętych miejsc w regionie.

W XIX stuleciu zaczęły formować się ruchy niepodległościowe. Ich największym symbolem i bohaterem został kubański intelektualista, poeta, pisarz i polityk José Martí (1853–1895). W 1868 r. wybuchło antykolonialne powstanie, które zapoczątkowało wojnę dziesięcioletnią na Kubie zakończoną porażką rebeliantów. W grudniu 1898 r. Stany Zjednoczone w wyniku konfliktu z Hiszpanią uzyskały całkowitą kontrolę nad wyspą. Okupowały ją do 1902 r., kiedy to 20 maja kraj ogłosił niepodległość. Jednak Amerykanie zapewnili sobie prawo do ingerencji w wewnętrzne sprawy nowego państwa i utworzenia bazy wojskowej koło miasta Guantánamo (istniejącej od 1903 r.).

W lipcu 1953 r. młodzi partyzanci Fidela Castro (1926–2016) zaatakowali koszary wojskowe Moncada (Cuartel Moncada) w Santiago de Cuba, co uznano później za początek ruchu rewolucyjnego. W grudniu 1958 r. Ernesto Che Guevara (1928–1967) wygrał kluczową bitwę z siłami rządowymi pod miastem Santa Clara. W wyniku tego Fidel Castro wkroczył triumfalnie do Hawany, stolicy Kuby, i na początku 1959 r. przejął władzę w kraju. Tak rozpoczął się okres rewolucji, podczas którego znacjonalizowano kluczowe przedsiębiorstwa, przeprowadzono reformę rolną oraz kampanię edukacyjną i zdrowotną, zerwano stosunki dyplomatyczne ze Stanami Zjednoczonymi i nawiązano współpracę gospodarczą i wojskową ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich.

Po upadku ZSRR w grudniu 1991 r. karaibskie państwo nie mogło już liczyć na pomoc swojego sojusznika. Przemysł zaczął podupadać, brakowało wielu kluczowych dóbr, m.in. żywności i paliw. Kuba zmuszona była otworzyć się na turystykę, co wcześniej czyniła dość niechętnie.

 

Cygara to nieodłączna część kubańskiej kultury

© LESZEK NAROWSKI

 

SANTIAGO DE CUBA

Pierwszą kubańską stolicą (1515–1556) stało się Santiago de Cuba. Jest przepięknie położone u stóp pasma Sierra Maestra otaczającego je niemal ze wszystkich stron. Znajduje się nad wcinającą się ostro w głąb lądu zatoką o tej samej nazwie, usytuowaną na południowo-wschodnim wybrzeżu kraju. Santiago to chyba najbardziej egzotyczny i zróżnicowany ośrodek na Kubie. Ma bardziej karaibski niż kubański charakter. Uchodzi również za kolebkę rewolucji.

Sercem najstarszej części miasta jest Parque Céspedes: barwny, z zadbaną zielenią i autentyczną kolonialną zabudową, wśród której na kilka budowli szczególnie warto zwrócić uwagę.
Nad całą okolicą góruje Katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (Catedral Basílica de Nuestra Señora de la Asunción).

Obok katedry znajduje się Hotel Casa Granda z 1914 r. (obecnie 4-gwiazdkowy obiekt należący do sieci IBEROSTAR Hotels & Resorts), niegdyś ulubiony punkt spotkań kubańskiej elity, gdzie spędzała ona czas przy rumie i cygarach. W latach 50. XX w. zbierała się w nim szczególna klientela: amerykańscy szpiedzy i kubańscy rebelianci. Gościem hotelu był też angielski pisarz Graham Greene (1904–1991), który opisał go w powieści kryminalnej Nasz człowiek w Hawanie (1958).

Przy Parque Céspedes stoi także najstarsza rezydencja na wyspie i podobno nawet w całej Ameryce Łacińskiej (powstała w latach 1515–1530) – Casa de Diego Velázquez, dzisiaj muzeum sztuki kolonialnej (Museo de Ambiente Histórico Cubano). Ta kamienna budowla z XVI stulecia przyciąga uwagę eleganckimi, drewnianymi balkonami w arabskim stylu i ogromnymi okiennicami. Mieszkał w niej i urzędował wspomniany wcześniej pierwszy gubernator Kuby Diego Velázquez de Cuéllar.

Szczególne miejsce na mapie Santiago, które uznano za bastion ruchu niepodległościowego, stanowi Cementerio Santa Ifigenia. Na tym otwartym w 1868 r. cmentarzu pochowani są sławni i zasłużeni Kubańczycy. Najokazalszy i najczęściej odwiedzany jest grobowiec Joségo Martí. W grudniu 2016 r. pod wielką skałą złożono tutaj prochy Fidela Castro.

Na wschód od najstarszej części miasta znajduje się jedna z najbogatszych jego dzielnic, gdzie uwagę zwraca duża bryła nowoczesnego, 5-gwiazdkowego hotelu Meliã Santiago de Cuba. To najlepszy – moim zdaniem – obiekt hotelowy na Kubie, w którym miałem okazję nocować podczas tegorocznego zwiedzania wyspy. Na moją ocenę wpłynęły nie tylko świetny wystrój i infrastruktura, wrażenie zrobiła na mnie przede wszystkim jakość obsługi. Tutejsza restauracja oferuje szeroki wybór dań kuchni hiszpańskiej i kubańskiej. Smaku świeżych ryb i tropikalnych owoców długo nie zapomnę, poza tym jadłem w niej najlepsze awokado w swoim życiu. W pobliżu znajduje się targ, pomnik poświęcony bohaterom rewolucji i popularny, 3-gwiazdkowy Hotel Islazul Las Américas, zbudowany w 1975 r.

W okolicach Santiago warto odwiedzić malowniczo położoną hiszpańską twierdzę – Castillo del Morro (Castillo de San Pedro de la Roca), która wznosi się na wysokiej skarpie nad zatoką Santiago de Cuba, ok. 10 km na południowy zachód od centrum miasta. Ta imponująca budowla pochodząca z XVII w. zadziwia skomplikowanym układem bastionów, mostów zwodzonych, fos i schodów wykonanych z budzącą podziw dokładnością. W wilgotnych i ciemnych celach w przeszłości przetrzymywano niewolników z Afryki przeznaczonych do sprzedania, a od 1775 r. – więźniów politycznych. Znajduje się tu ciekawe urządzenie służące do transportu kul z magazynu do stojącej znacznie wyżej armaty. Po zachodzie słońca co wieczór z fortecy słychać wystrzały.

Gdy idzie się alejką z parkingu w kierunku twierdzy, mija się po drodze stoiska z pamiątkami i restaurację, która szczyci się wizytami słynnych gości, m.in. odwiedzinami angielskiego muzyka Paula McCartneya. Warto wstąpić do niej nie tylko ze względu na smaczne potrawy z owoców morza, ale przede wszystkim z racji rozpościerających się stąd wyjątkowo pięknych widoków na morze i fortecę.

 

Kultowe krążowniki szos z lat 40. i 50. XX w. dumnie przemierzające ulice Kuby

© LESZEK NAROWSKI

 

EL COBRE

Najbardziej znanym obiektem w regionie jest Basílica Santuario Nacional de Nuestra Señora de la Caridad del Cobre – sanktuarium położone ok. 20 km na zachód od Santiago de Cuba. To miejsce święte dla Kubańczyków, ale pielgrzymują do niego również mieszkańcy innych krajów Ameryki Łacińskiej. Miasteczko El Cobre zawdzięcza swoją nazwę pierwszej kopalni miedzi na terenie obu Ameryk (działającej w latach 1544–1998), zaopatrującej fabryki amunicji.

Dziś miejscowość znana jest bardziej z powodu drewnianej figurki, którą wyłowiono z morza w 1612 lub 1613 r. w zatoce Nipe na północnym wschodzie wyspy. To ok. 40-centymetrowa podobizna Matki Boskiej z dzieciątkiem Jezus na lewym ramieniu i złotym krzyżem w prawej dłoni (Virgen de la Caridad del Cobre, Nuestra Señora de la Caridad del Cobre, Caridad del Cobre lub po prostu Cachita). Według jednej z legend figurka dryfowała przez mniej więcej 100 lat, od czasu, gdy miejscowy wódz, obdarowany nią przez jednego z konkwistadorów, wrzucił ją do morza, aby uchronić ją przed innymi, niezbyt przyjaźnie nastawionymi do chrześcijaństwa lokalnymi przywódcami.

Przez wieki modlono się tu do Matki Boskiej o wsparcie, cuda i uzdrowienie. Na wniosek weteranów wojny o niepodległość papież Benedykt XV w maju 1916 r. ogłosił ją świętą patronką Kuby, a sanktuarium zostało uroczyście otwarte w 1926 r. Ponieważ kult Maryi jest powszechny, w dniu jej święta na Kubie (8 września) wśród tysięcy katolickich pielgrzymów pojawiają się także wyznawcy synkretycznej religii santería (yoruba), w której utożsamia się Matkę Boską z boginią Oszun (Oshún, Oxum, Ochun). W styczniu 1998 r. sanktuarium odwiedził papież Jan Paweł II, czym podkreślił jego duże znaczenie na mapie ośrodków maryjnych w Ameryce Łacińskiej.

 

BAYAMO

Założone w listopadzie 1513 r. przez Diega Velázqueza de Cuéllara Bayamo miało korzystne położenie – było na tyle oddalone od morza, że nie musiało obawiać się ataków piratów, a przepływająca tu rzeka Bayamo, połączona z najdłuższą na wyspie rzeką Cauto (343 km), zapewniała sprawny transport wodny. Do dziś zachował się w nim kolonialny charakter ulic, na chętnych czekają tradycyjne konne dorożki, a w ostatnim czasie otwarto niewielkie muzeum figur woskowych.

Miasto sławę zyskało dzięki roli, jaką odegrało w czasie walk o niepodległość. Szczególnie związane jest z jednym z bohaterów tego okresu – Carlosem Manuelem de Céspedesem, który urodził się w Bayamo w kwietniu 1819 r. W październiku 1868 r. jako pierwszy w kraju uwolnił swoich niewolników pracujących na plantacji cukru La Demajagua w Manzanillo i ogłosił bunt przeciwko hiszpańskim rządom na Kubie. Był to początek pierwszej wojny o niepodległość.

W Bayamo na zainteresowanie zasługuje spalony w czasie walk (jak większość miasteczka) i później odbudowany kościół – Iglesia San Salvador de Bayamo, w którym po raz pierwszy została wykonana dla powstańców poruszająca pieśń La Bayamesa skomponowana przez Perucha Figuereda (1818–1870), dzisiejszy hymn państwowy. W okolicy, na północny wschód od miasta, leży Dos Ríos. To szczególnie czczone miejsce na Kubie. W bitwie pod Dos Ríos zginął 19 maja 1895 r. największy kubański bohater – José Martí.

 

GUARDALAVACA

Leżąca na północnym-wschodzie Guardalavaca jest spokojną nadmorską miejscowością, wokół której powstał obszar idealny do wypoczynku i spędzania czasu na wodzie. Można tu m.in. popływać z delfinami, wybrać się na połów ryb lub rejs katamaranem. W ostatnich latach w okolicy wybudowano hotele typu all inclusive o wysokim standardzie i z nowoczesną infrastrukturą, takie jak 4-gwiazdkowe Sol Río de Luna y Mares (sieci Meliã Hotels International), Brisas Guardalavaca (należący do Hoteles Cubanacan), Memories Holguín Beach Resort (Blue Diamond Resorts), Hotel Playa Costa Verde (Gaviota Hoteles) czy wreszcie 5-gwiazdkowe IBEROSTAR Holguín (IBEROSTAR Hotels & Resorts), Hotel Playa Pesquero z serwisem klasy premium (Gaviota Hoteles) i Paradisus Río de Oro Resort & Spa (Meliã Hotels International). Ten ostatni jest pięknie położony, przeznaczony jedynie dla dorosłych, znajdują się w nim też liczne krystalicznie czyste baseny. Paradisus Río de Oro Resort & Spa wyróżnia się specjalną formą zakwaterowania (Royal Service) – dla gości przygotowano na prywatnym piętrze hotelowym luksusowe pokoje i apartamenty z ekskluzywnym wyposażeniem, fantastycznym widokiem na morze, odrębną recepcją i wykwintną restauracją. Poza tym czekają na nich również eleganckie Garden Villas z sauną, basenem, jacuzzi i bezpośrednim dostępem do plaży Las Caleticas.

Kurorty w tym rejonie naprawdę potrafią oczarować nawet najbardziej wymagających turystów. Przyciągają wyjątkowo przejrzystym morzem, wspaniałymi plażami z niezwykle białym piaskiem oraz bujną tropikalną roślinnością. Nie mają rozmachu słynnego Varadero, ale za to są spokojniejsze, bardziej malownicze i mniej oblegane, a miejsce to stanowi świetny punkt wypadowy do zwiedzania atrakcyjnej okolicy.

 

CAMAGÜEY

Stolica prowincji Camagüey, nosząca tę samą nazwę i położona na szerokiej rolniczej równinie, została założona w lutym 1514 r. jako Santa María del Puerto del Príncipe (Puerto Príncipe). Kompletnie zniszczone przez walijskiego korsarza Henry’ego Morgana w marcu 1668 r. miasto odbudowano w formie dość ciekawego gąszczu wąskich uliczek. Ten osobliwy labirynt miał zapewne utrudnić atak potencjalnym najeźdźcom.

Camagüey na tle sąsiednich stolic prowincji wyróżnia się malowniczą architekturą historycznego obszaru. Urzeka krętymi i wąskimi uliczkami leżącymi nad rzeką, domami w kolorach tęczy i pełnymi zieleni podwórkami. Miasto kojarzy się z wielkimi, ceramicznymi naczyniami (tinajones), wzorowanymi na hiszpańskich baryłkach na wino i oliwę, a wykorzystywanymi jako zbiorniki na wodę podczas okresów suszy. Naczynia te czasem są ogromne, a choć zostały często wykonane przed 100 laty, nadal służą mieszkańcom.

 

SANCTI SPÍRITUS

Swoją wyjątkową atmosferę Sancti Spíritus (stolica prowincji o tej samej nazwie) zawdzięcza być może temu, że znajduje się z dala od utartych szlaków. Jego mieszkańcy są bardzo przyjaźnie nastawieni do turystów. To kolejna z osad założonych przez Diega Velázqueza de Cuéllara (w czerwcu 1514 r.). Początki miasta były naprawdę trudne. Ze względu na atak występujących tu mrówek (tzw. carniceras) musiano zmienić nieco jego pierwotną lokalizację, następnie ośrodek został dwukrotnie spalony i złupiony przez piratów (w 1586 i 1667 r.), dlatego większość jego zabytków nie ma aż tak długiej historii.

Główna atrakcją Sancti Spíritus jest piękny kościół parafialny (Iglesia Parroquial Mayor del Espíritu Santo). Pierwotną budowlę wzniesiono tutaj z drewna w 1522 r. Po zniszczeniu przez piratów odbudowano ją z kamienia w 1680 r. Dzisiaj uchodzi za najstarszą świątynię na Kubie. Poza tym warto przejść się po moście na rzece Yayabo, pochodzącym z pierwszej połowy XIX stulecia, który stanowi jedyną tego typu ceglaną przeprawę na wyspie zachowaną z czasów kolonialnych. Kościół i most są obiektami zaliczonymi do dziedzictwa narodowego Kuby (Monumento Nacional de Cuba).

 

TRINIDAD

Jednym z najcenniejszych klejnotów w kraju jest wpisany w 1988 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO zabytkowy Trinidad (razem z pobliską Doliną Cukrowni – Valle de los Ingenios). Zarówno kolonialna architektura historycznego centrum, jak i atmosfera tego miejsca potrafią zachwycić. Dlatego miasto często służy jako plan filmowy lub tło do zdjęć. Nie jest jednak skansenem, jego mieszkańcy prowadzą normalne życie. Trinidad słynie z doskonale zachowanych, pastelowych zabudowań krytych czerwoną dachówką, brukowanych uliczek, mahoniowych balustrad, dużych, drewnianych bram, a także wspaniałych muzeów.

Dobry stan swojej oryginalnej architektury miasto zawdzięcza temu, że historia wyjątkowo łagodnie się z nim obeszła. Kiedy piraci łupili w XVI i XVII w. położoną ok. 60 km na wschód stolicę prowincji Sancti Spíritus, Trinidad pozostawili nietknięty. W tym czasie bogacił się on na dochodowym handlu niewolnikami i przede wszystkim produkcji cukru. W XVII i XVIII stuleciu mieszkali tu zamorscy piraci (holenderscy, brytyjscy i francuscy), mile widziani przez tych mieszkańców Trinidadu (trinitarios), którzy dzięki nim zarabiali na kontrabandzie.

Sercem historycznego centrum miasta jest Plaza Mayor. Przy tym malowniczo położonym placu znajduje się większość ważnych budynków, galerii i muzeów. Te ostatnie mieszczą się w eleganckich rezydencjach z pięknymi balkonami (Galería de Arte Universal Benito Ortiz w Casa Ortiz z początku XIX w., Museo de Arquitectura w Casa Azul, Museo Romántico w Palacio Brunet). Nad okolicą góruje Iglesia Mayor Santísima Trinidad (Iglesia de la Santísima Trinidad) z XIX stulecia (wznoszona przez 75 lat, od 1817 do 1892 r.), jeden z największych zabytków architektury sakralnej na Kubie i jedyny z konstrukcją pięcionawową. Umieszczona w świątyni figura Chrystusa (Señor de la Vera Cruz, Cristo de la Veracruz) pierwotnie miała trafić do Meksyku. Jezus z tutejszego kościoła jest do dziś patronem Trinidadu.

Nieopodal, przy Calle Real del Jigüe, tawerna „La Canchánchara” zaprasza na doskonały koktajl przygotowywany na bazie aguardiente (miejscowego rumu po pierwszej destylacji), miodu, limonki i lodu. Tym słynnym drinkiem (zwanym cancháncharą), wymyślonym w czasie wojny dziesięcioletniej na Kubie (1868–1878), można delektować się tu przy muzyce na żywo.

 

CIENFUEGOS

Założone w kwietniu 1819 r. Cienfuegos jego mieszkańcy nazywają Perłą Południa (Perla del Sur). Uroku dodają mu z pewnością piękne parki, eleganckie bulwary i kolumnady oraz zróżnicowana kolonialna zabudowa, dziś w pełni odrestaurowana. Przy pewnej dozie wyobraźni miasto może przywodzić na myśl skojarzenia z Paryżem, co zapewne było zamiarem francuskich fundatorów. Cienfuegos rozkwitało dzięki handlowi i przetwórstwu trzciny cukrowej, którą w szczytowym okresie (w latach 1918–1919) przerabiano na blisko 410 tys. t cukru.

Najbardziej efektowna i wyróżniająca się zabudowa powstała w okolicy Parque José Martí. Przy placu tym wznosi się Katedra (Catedral de Cienfuegos, Catedral de Nuestra Señora de la Purísima Concepción) z XIX w., prawdopodobnie z najbogatszym wystrojem wnętrza na wyspie. Na przeciwległym końcu stoi łuk triumfalny (Arco de Triunfo) z datą 20 maja 1902 r., upamiętniający narodziny Republiki Kuby. Pobliski teatr nosi imię Tomása Terry’ego (Teatro Tomás Terry), dawnego magnata cukrowego, urodzonego w Caracas w Wenezueli, znanego jako Creso Cubano, czyli „Kubański Krezus” (1808–1886). W rejonie Parque José Martí znajduje się również elegancki gmach Palacio Ferrer (Casa Provincial de la Cultura).

Ciekawy spacer można odbyć centralną ulicą Cienfuegos – Calle 37, zwaną Paseo del Prado. To najdłuższy deptak w kraju (niemal 2-kilometrowy). Jego część dochodząca do pięknej zatoki zwie się Malecón. Najbardziej niezwykłą i oryginalną budowlą w mieście (a według mnie i na całej wyspie) jest Palacio de Valle. Ukończony w 1917 r. pałac w stylu hiszpańsko-mauretańskim łączy w sobie jeszcze wpływy architektury gotyckiej, romańskiej, barokowej i sztuki mudéjar. Przeznaczony był dla rodziny bogatego kupca, który nazywał się Acisclo del Valle (1865–1919). Obecnie działa w nim wyśmienita włoska restauracja, serwująca znakomite potrawy z owoców morza i desery. Z tarasu na dachu budynku można przy szklaneczce mojito z lokalnego baru podziwiać malownicze zachody słońca nad zatoką.

 

SANTA CLARA

Stolicę prowincji Villa Clara założyli w lipcu 1689 r. mieszkańcy San Juan de los Remedios (Remedios) uciekający przed częstymi atakami piratów. Dzisiaj Santa Clara tętni życiem m.in. dzięki licznej grupie studentów oraz ze względu na gwarne, kolorowe targi świeżych owoców i warzyw stanowiące popularne miejsce spotkań.

Jak w każdym większym mieście, tak i tutaj znajduje się główny plac. Parque Vidal przyciąga zielenią i pomnikiem Leoncia Vidala (1864–1896), bohatera wojny o niepodległość Kuby. Monument stanął w miejscu, gdzie mężczyzna zginął. Plac otaczają budynki z przełomu wieków, m.in. zabytkowy Teatro La Caridad z 1885 r. oraz całkowicie niepasujący do jego zabudowy Hotel Islazul Santa Clara Libre (przed 1959 r. Hotel Hilton Santa Clara), który znany jest z tego, że na fasadzie nosi ślady rewolucyjnych kul z grudnia 1958 r.

Santa Clara, zwana bramą na Wschód, w czasie wojen miała strategiczne znaczenie. Dzięki zdobyciu miasta Ernesto Che Guevara otworzył rewolucjonistom drogę do stolicy. Na przedmieściach znajduje się mauzoleum z ogromnym pomnikiem Argentyńczyka, uznawanego za największego bohatera rewolucji kubańskiej. Postać Che przedstawiona jest z bronią i ręką na temblaku, na pamiątkę ran odniesionych w czasie walk o Santa Clarę. Na dole wykuto napis Hasta la Victoria Siempre! („Zawsze do zwycięstwa!”).

 

HAWANA

Stolica Kuby wywiera niemal na każdym olbrzymie wrażenie. Wydaje się być jednym z najbardziej fascynujących miejsc na świecie. Szczególne położenie, wspaniałe kamienne fortyfikacje i kolonialna architektura obszaru La Habana Vieja, czyli Stara Hawana, stanowią o wyjątkowych walorach tego miasta. Przypominają też o jego bogatej historii i przywołują czasy, kiedy Hawana była perłą w koronie hiszpańskiego imperium.

Stolicy Kuby nie da się opisać w jednym rozdziale. Aby oddać wyjątkowy charakter miasta, trzeba poświęcić mu cały artykuł. Jest tego naprawdę warte.

 

VARADERO

Półwysep Hicacos (Península de Hicacos), leżący w odległości mniej więcej 130 km na wschód od Hawany, to ok. 20-kilometrowy pas plaż z licznymi hotelami, restauracjami i klubami nocnymi. Powstał na nim słynny kurort Varadero (w grudniu 1887 r.). Spotkać w nim można wielu Kanadyjczyków, Latynosów, Niemców i Włochów, a także Polaków. Kubańczyków jest tu z kolei jak na lekarstwo, a większość z nich pracuje w ośrodkach wypoczynkowych.

Varadero stanowi mniejszy, kubański odpowiednik amerykańskiego Miami Beach. To miejsce idealne na beztroskie wakacje ze względu na rozległe, piaszczyste i porośnięte wysmukłymi palmami plaże, uznawane za jedne z najlepszych na Karaibach, luksusowe hotele z bogatą infrastrukturą i wiele fakultatywnych atrakcji. Poza pływaniem katamaranem lub łodzią motorową, łowieniem ryb, snorkelingiem, nurkowaniem, żeglarstwem, kajakarstwem, surfingiem i kitesurfingiem możemy tutaj odwiedzać typowe lokalne hacjendy, jeździć konno czy korzystać z innych sposobów spędzania wolnego czasu.

Jedną z ciekawszych wycieczek w moim przypadku było zwiedzanie starej fabryki rumu w pobliskim mieście Cárdenas. Założył ją w 1878 r. José Arechabala Aldama. Zróżnicowany proces produkcji i leżakowania trunku pozwala otrzymywać bardzo wiele jego gatunków. Oprócz znanej w Europie marki Havana Club oferuje się tu wiele innych rumów, takich jak Santiago de Cuba, Ron Cubay, Ron Arecha, Ron Perla del Norte, Ron Legendario czy Ron Varadero. Ceny za butelkę wahają się od 5 do nawet 1 tys. pesos kubańskich wymienialnych (CUC), czyli od ok. 19 do 3,8 tys. złotych.

Podczas pobytu w Varadero zaproszeni byliśmy na uroczystą galę z okazji 40-lecia działalności jednego z największych operatorów turystycznych w kraju – Havanatur. Bajecznie kolorowe zespoły prezentowały tańce i muzykę kubańską, a kuchnia serwowała najlepsze dania z ryb i mięsa przyrządzane według lokalnych przepisów. Część oficjalną uświetniła przemowa Evelyn Guilarte Arencibii, dyrektor generalnej Havanatur, poświęcona rozwojowi turystyki na Kubie.

Położony na samym końcu Hicacos 5-gwiazdkowy hotel Meliã Marina Varadero, w którym mieliśmy przyjemność nocować, jest jednym z bardziej luksusowych na półwyspie. Wyróżnia się bogatą i różnorodną infrastrukturą oraz jakością serwisu. Restaurację hotelową „El Pescador” przy piaszczystej plaży umieszczono na wolnym powietrzu i na małym wzgórzu po to, aby podmuch bryzy morskiej chłodził gości przy wysokich temperaturach powietrza i stwarzał komfortowe warunki do zjedzenia posiłku. Restauracja „El Pilar” w marinie otoczona jest z czterech stron wodą, idealnie czyste baseny sąsiadują z bufetami. Wygody zapewniane przez Meliã Marina Varadero pozwalały zapomnieć o wszelkich problemach i skoncentrować się jedynie na błogim relaksie.

 

GARŚĆ CIEKAWOSTEK

Najpopularniejszy sport na wyspie stanowi baseball, mimo iż największe sukcesy Kubańczycy odnosili w boksie i siatkówce. Na Kubie funkcjonują jednocześnie dwa rodzaje waluty: peso kubańskie wymienialne (CUC) oraz peso kubańskie (CUP). Internet jest powszechnie dostępny w kraju dopiero od kilku lat (obecnie ma do niego dostęp ponad 40 proc. ludności wyspy), turyści w praktyce korzystają z bezprzewodowego połączenia z siecią w hotelach i większych restauracjach.

Pora deszczowa, przypadająca od maja do października, zazwyczaj bywa nie tak uciążliwa (zwłaszcza na jej początku), jak mogłoby się wydawać. Temperatura powietrza podnosi się tylko o kilka stopni (na ogół oscyluje w granicach 30°C), a jego wilgotność zwiększa się o ok. 10 proc. w stosunku do pory suchej. Deszcz pada zwykle popołudniu. Opady są dosyć krótkie, ale intensywne. Należy jedynie pamiętać o tym, że w okresie od końca czerwca do początku listopada istnieje dość duże prawdopodobieństwo huraganów, a gwałtowne burze występują głównie we wrześniu i październiku.  

Wśród zagranicznych turystów odwiedzających Kubę największą grupę stanowią Kanadyjczycy. W 2017 r. na wyspę dotarło ponad 1,1 mln obywateli Kanady. Polacy zajmują 18. miejsce w tym zestawieniu. W minionym roku na wyspę jak wulkan gorącą zawitało prawie 41 tys. naszych rodaków. Na sezon zimowy 2018/2019 zaplanowano trzy loty czarterowe z Polski (Warszawy) na Kubę: dwa biura podróży Itaka – na Cayo Santa María i Cayo Coco (obsługiwane przez samoloty czeskiej linii Travel Service), jeden firmy Rainbow – do Varadero (Boeingiem 787 Dreamliner Polskich Linii Lotniczych LOT).

Mimo wielu lat komunistycznych rządów mniej więcej 60 proc. Kubańczyków uważa się za katolików. Wiarę praktykuje regularnie jedynie ok. 5 proc z nich.

Czwórka dzieci Ernesta Che Guevary do dzisiaj żyje na Kubie – Aleida, Camilo, Celia i Ernesto. Nie pełnią jednak żadnych politycznych ani urzędowych funkcji. José Martí jest jedynym bohaterem narodowym szanowanym przez polityków ze wszystkich ugrupowań. Wciąż pozostaje symbolem kraju. Jego wielkości jako człowieka czynu i pióra nikt nie kwestionuje. W każdej, nawet najmniejszej kubańskiej miejscowości znajduje się popiersie tej wyjątkowej dla historii wyspy postaci.

***

Wielu turystom Kuba kojarzy się przede wszystkim z Hawaną i Varadero, głównymi celami wyjazdów wypoczynkowych. Jednak w odróżnieniu od innych, bardziej turystycznych miejsc na Karaibach ten pasjonujący kraj jest czymś więcej. Zachwyca kolorami, bogatą historią, wspaniałymi zabytkami, budzi namiętności i nie pozwala o sobie zapomnieć. Warto to sprawdzić osobiście.

 

Wydanie jesień-zima 2018