Organizatorzy Dubai Expo 2020 zapraszają turystów i mieszkańców Zjednoczonych Emiratów Arabskich na bezpłatne wycieczki autobusowe „The World’s Greatest Show”, aby pokazać im teren przyszłorocznego Expo.

Od 20 lipca do 31 sierpnia 2019 r. są organizowane wycieczki po terenie Expo 2020. Bezpłatne autobusy zatrzymują się w kilku miejscach w emiracie Dubaju, Szardża i północnych emiratach.

 

Podczas wycieczki zwiedzający poznają historię światowych wystaw i kulisy powstania Centrum Odwiedzających (Visitor Centre) oraz spróbują arabskich potraw i napojów. W trakcie zwiedzania nie zabraknie również aktywnej rozrywki! Wszystkie opowieści zostaną wzbogacone o fakty i autentyczne dane. 

 

Wycieczki organizowane są w każdy poniedziałek i środę (po południu) oraz przez całą sobotę. Aby wziąć udział wystarczy mieć przy sobie ważny dokument tożsamości ze zdjęciem. 

 

Manal AlBayat, Chief Community Engagement Officer Expo 2020 podkreśla, że „Światowe wystawy słyną z charakterystycznej architektury: od Wieży Eiffla w 1889 roku do Space Needle w 1962 roku. Taką ikoną może stać się Al Wasl Plaza czyli centralny punkt Expo, Pawilon ZEA czy Pawilon Zrównoważonego Rozwoju „Terra”.Pawilony będą promować przyrodę, ekologię i technologię. Cały obszar ma przypominać płatek i będzie inspirowany procesami fotosyntezy oraz pozyskiwania odnawialnej energii ze słońca i wody zawartej w powietrzu”. 

 

Podczas Expo 2020 zostanie otwarty również najwyższy na świecie diabelski młyn Ain Dubai na Wyspie Bluewaters w Dubaju. Budowla ma wysokość 250 m i do jej budowy użyto o 25% więcej stali niż żelaza przy budowie Wieży Eiffla.  

 

Expo 2020 odbędzie się między 20 października 2020 r. a 10 kwietnia 2021 r. i będzie pierwszą wystawą światową organizowaną w kraju arabskim. Wezmą w nim udział przedstawiciele 192 krajów, a teren Expo odwiedzi 25 milionów odwiedzających, z czego 70% będzie z poza Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Teren Expo zajmuje powierzchnię 4,38 km2 i znajduje się w sąsiedztwie międzynarodowego lotniska Al Maktoum w Dubaju.

 

Więcej informacji odnośnie samego Expo 2020, terminów wycieczek, przystanków i rezerwacji biletów znajduje się na oficjalnej stronie Expo 2020

 

 

 

Najlepsze miejsca na długi weekend na przełomie maja i czerwca

Na przełomie maja i czerwca czeka na nas kolejny długi weekend – Boże Ciało w tym roku wypada 31 maja. Jeden dzień wolnego pozwoli na cztery dni wypoczynku.

Czytaj Więcej >>

Najlepsze pomysły na wyjazd rodzinny z okazji Dnia Dziecka

Wkrótce Międzynarodowy Dzień Dziecka. Wielu rodziców zastanawia się, w jaki sposób spędzić ten szczególny dzień ze swoimi pociechami, aby przyniósł jak najwięcej radości i pozostawił przyjemne wspomnienia. Możliwości na uczczenie tego święta jest naprawdę wiele. 

Czytaj Więcej >>

Najciekawsze pomysły na Majówkę

Już w marcu zaczynamy zastanawiać się, jak, a przede wszystkim, gdzie spędzimy Majówkę. W tym roku 1 maja wypada we wtorek, dodając do tego dwa weekendy plus 3 dni urlopu – szykuje się aż niemal 10 dni wypoczynku!  Czytaj więcej >

Najlepsze wiosenne wyjazdy typu city break

City break to alternatywna opcja dla tych wszystkich, którzy nie mają czasu wybrać się na dłuższy wypoczynek. Obejmuje ona wyjazdy weekendowe do najciekawszych miejsc w Europie. Krótkoterminowa wycieczka pozwala na wypoczynek oraz zapoznanie się z kulturą i kuchnią danego regionu.  Czytaj więcej >

Artykuły wybrane losowo

Przez Irlandię ze św. Patrykiem

JUSTYNA MAZUREK-SCHRAMM

                                                                                                               FOT. TOURISM IRELAND

<< W IV i V w., gdy w Hibernii (łacińska nazwa Irlandii) ludzie żyli głównie z rolnictwa, jej terytorium podzielone było na wiele małych królestw. Mimo iż Rzymianie podbili sąsiednią Brytanię, nigdy nie pokusili się, aby zająć ziemie po drugiej stronie dzisiejszego Morza Irlandzkiego. Dlatego bez problemu mogła się tu rozwijać kultura celtycka. To wtedy rozpoczęła się chrystianizacja tej krainy, a dawne tradycje w połączeniu z nową religią zapoczątkowały rozwój irlandzkiej sztuki i literatury. >>

Szmaragdowa wyspa należy obecnie do dwóch państw: Republiki Irlandii (Éire) oraz Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Te oddzielone od siebie granicą obszary łączy jednak nierozerwalnie wspólna historia, której częścią jest postać pewnego wczesnochrześcijańskiego duchownego...

Więcej…

Korsyka – szalony wybryk natury

20148949

Snorkeling przy plaży Acciaju w Porto-Vecchio

© ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA

 

MICHAŁ MOC

www.composer.pl

 

Miejsca i rzeczy najprościej opisuje się poprzez podobieństwa do innych, powszechnie znanych. Fakt, że Korsykę tak scharakteryzować wyjątkowo trudno, jest bodaj największą zachętą, aby poznać ją bliżej. Najwyższa pora odkryć ten wciąż niezadeptany kawałek lądu piętrzący się między Europą a Afryką, tuż obok włoskiej Sardynii.

 

Wśród kuszących turystycznym rajem wysp Morza Śródziemnego ta francuska nadal pozostaje ewenementem. Korsyka nie jest typową krainą piaszczystych plaż ze zdjęć z katalogów biur podróży – tutaj krajobrazy zmieniają się niczym w kalejdoskopie. Zamiast setek obwarowujących wybrzeże komfortowych resortów wypoczynkowych znajdziemy na niej porozrzucane między morzem a górami niewielkie hotele, domy do wynajęcia i rodzinne pensjonaty oraz inne zdecydowanie bardziej kameralne obiekty noclegowe.

 

Warto przygotować się na tę odmienność, aby w pełni z niej skorzystać. Można tu leniwie wylegiwać się nad krystalicznie czystym morzem, spacerować po ocienionych wąwozach, wybrać się na górski trekking lub rejs po okolicy czy delektować się wykwintnym jedzeniem. Do wyboru jest mnóstwo rozmaitych tras, z których rozpościerają się urzekające widoki. Korsyką łatwo się zauroczyć właśnie ze względu na jej dziewicze oblicze, możliwość ucieczki od zgiełku codzienności i idealne warunki do aktywnego spędzania czasu. A wszystko to na wyciągniecie ręki, niecałe 2 godz. lotu z wybranych europejskich lotnisk (np. Frankfurtu nad Menem, Düsseldorfu, Paryża czy Wiednia-Schwechatu).


LENIUCHOWANIE NA PIASKU

 

Po wylądowaniu w Bastii (położonej na północno-wschodnim brzegu wyspy) niełatwo zdecydować, od której z plaż rozpocząć urlop. Wschodnie wybrzeże to niemalże nieprzerwany pas piasku, oblewany przejrzyście czystą, słoną wodą. Gdziekolwiek zboczy się z wygodnej, wyjątkowo prostej głównej drogi, oczom ukazuje się nadmorski raj, tu i ówdzie urozmaicony małymi hotelami stojącymi przy miniaturowej promenadzie (jak choćby nieopodal Moriani). Częściej jednak trafia się po prostu na pusty brzeg zapraszający do plażowania. W opinii większości osób stale odwiedzających Korsykę odcinek ten jest jedynie przedsmakiem pocztówkowych zatok południa. Jeśli ktoś przybył na wyspę własnym autem (z któregoś z portów w kontynentalnej części Włoch), to wybrzeże rozciągające się od Bastii stanowi dla niego również pierwszy przystanek po zjechaniu z promu.

 

Kiedy podąża się drogą RT10 na południe, plaże kuszą nieprzerwanie. Szczególnie trudno sobie odmówić postoju, gdy trasa za miejscowością Sari-Solenzara zaczyna się robić kręta i mija się kolejne najbardziej popularne i wysoko oceniane zatoki. Wśród nich znajdują się plaże Saint-Cyprien i Cala Rossa, a nieco dalej te najsłynniejsze: Palombaggia czy Rondinara. Woda jest tu zazwyczaj spokojna, do tego czysta i ciepła. W pasie płycizny, niemal wszędzie wydłużonym, mogą kąpać się nawet młodsze dzieci. Upstrzone wysepkami i zakolami półwyspów południowo-wschodnie wybrzeże to raj dla rodzin. Takie warunki, w połączeniu z gęstą siecią kempingów, sprawiają, że na leniwy wypoczynek najlepiej wybrać się właśnie tutaj. W zatokach porośniętych od strony lądu m.in. palmami da się czasem odnieść wrażenie, że uciekliśmy znacznie dalej od kontynentalnej Europy. Na niemal wszystkich plażach można także spędzić popołudnie przy drinku, a wieczorem spróbować potraw korsykańskiej kuchni w restauracjach położonych kilkanaście metrów od wody. Delektowanie się lokalnymi serami (na czele ze słynnym brocciu z owczego lub koziego mleka), winem, rybami, daniami z figami lub kasztanami nad brzegiem morza przy stoliku z bajecznym widokiem relaksuje w stopniu niemożliwym do oddania słowami. A jeśli obok przejedzie konna wycieczka lub przypomni nam się poranne nurkowanie z maską i rurką, to szybko uświadomimy sobie, że znaleźliśmy się na wyspie idealnej na udany urlop, który na długo pozostanie w pamięci.

 

Po paru dniach spędzonych na plażowaniu wokół Porto-Vecchio na pewno będziemy chcieli wrócić na Korsykę. Jest tu w końcu jeszcze mnóstwo miejsc do zobaczenia. Wśród nich znajduje się perła południowego wybrzeża, usytuowane na wysokich klifach Bonifacio. Widoki z wycieczkowego rejsu, jak i ze ścieżek ciągnących się na południowy wschód od miasta zapierają dech w piersiach. Ale dużo przyjemności daje też samo przekraczanie miejskich bram, szwendanie się po uliczkach starej twierdzy, poznawanie miejscowej kulturalnej oferty, pokonywanie Schodów Króla Aragonii (L’Escalier du Roi d’Aragon), wreszcie szukanie otwartej restauracji na obiad (po południu w większości z nich podaje się najwyżej drinki, bo pełne menu wraca na stoły dopiero wieczorem, ok. godz. 19.00). Można również próbować znaleźć tu ślady pobytu Napoleona Bonapartego. W Bonifacio, jak i w Ajaccio (gdzie urodził się cesarz), stoi dom, w którym mieszkał francuski wódz. Oczywiście, trudno nie dostrzec wokół nastawienia na turystę, ale ponieważ miasto jest niewielkie (wraz z urokliwym cmentarzem da się je zwiedzić w jedno popołudnie lub wieczór), przyjezdni wciąż jeszcze mogą poczuć się w nim choć trochę jak odkrywcy, a nie jedynie klienci. Atrakcje południa dopełniają rzecz jasna kolejne piaszczyste plaże, ciągnące się aż po słusznie wychwalaną Roccapinę i bliźniaczą piękną Erbaju. Co prawda do tych ostatnich prowadzi kilkukilometrowa gruntowa droga, jednak warto podjąć wysiłek dotarcia do nich (chyba że kierowca czuje się niepewnie na zadrzewionych, wąskich trasach lub prześwit auta jest wyjątkowo mały).

 

Tutaj także kończy się opisywana dotąd część wybrzeża – region głównie wypoczynkowy, łatwy w eksploracji i przygotowany na potrzeby turystów. Na ten jego turystyczny charakter składają się parkingi (położone również przy plażach), które bywają płatne, nieco łatwiejszy dostęp do nadmorskiej infrastruktury i toalet czy więcej miejsc zakwaterowania (w sezonie trzeba się liczyć z wyższymi cenami). Stosunkowo szybko można też przemieszczać się wzdłuż brzegu, gdyż trasę z Bastii do Bonifacio lub Roccapiny da się pokonać samochodem w 4 godz. Natomiast przejechanie niewiele dłuższego odcinka na północno-zachodnim wybrzeżu albo w górzystym wnętrzu wyspy zajmie nam zdecydowanie więcej czasu.

 

PLAŻUJĄCE KROWY

 

20159090

Klimatyczny historyczny plac w Porto-Vecchio

© ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA

 

Na północ od stolicy Korsyki – Ajaccio – przeważają plaże bardziej kamieniste, po krótkim pasie gruboziarnistego piasku lub żwiru pojawiają się tu gwałtowne uskoki. Brzeg wypiętrza się w trudne do opisania kamienne nacieki, postrzępione hałdy i strzeliste wieże. Za uroczą miejscowością Piana jedna z najpiękniejszych widokowych dróg Europy wije się wąską nitką między takimi formacjami. Wzdłuż jej kilkukilometrowego odcinka rozpoczyna się wiele tras spacerowych. Kierowcy trudno skupić się w tym rejonie na prowadzeniu również z powodu aut stojących na krawędziach skalnych półek lub w pojedynczych wnękach wydrążonych w zboczach. Takie parkowanie nie jest przejawem braku umiejętności (wręcz przeciwnie!), po prostu ukształtowanie terenu wymusza wciskanie się w każdą szczelinę. W tej oszałamiającej kształtami krainie można zatrzymać się na odległym parkingu leżącym zaraz za wspomnianą Pianą, aby wyruszyć na długi trekking. Jeżeli po Calanques de Piana będzie komuś wciąż mało wrażeń, powinien zjechać górską, asfaltową dróżką do samego morza i wybrać się na krótki, kilkunastominutowy spacer do pięknej ukrytej zatoki z plażą Ficajola.

 

Gdy podążamy dalej na północ, siłą rzeczy budzi się w nas zmysł odkrywcy, a to ze względu na brak ludzi nie tylko na drogach, ale i na plażach. O piasek tu już trudno i aby swobodnie wejść do wody, a w szczególności później z niej wyjść, przydaje się obuwie do pływania. Nagrodą za trudy są urocze zakątki. Na północnym zachodzie Korsyki na początku lub pod koniec sezonu nadal można odnieść wrażenie, że ta zielona wyspa czeka właśnie na nas, a nie peleton wczasowiczów. To rzadkie uczucie w popularnych wśród turystów miejscach dzisiejszej Europy. Jeśli więc kogoś nie odstraszają niezliczone zakręty i konieczność poczekania z kąpielą na dzień z mniejszymi falami, powinien zdecydować się na odpoczynek w tym rejonie.

 

W tej części Korsyki mamy też szansę na poznanie jej najbardziej autentycznego oblicza, nieco rustykalnego, prostego, niekiedy odbiegającego od standardów, do jakich jest przyzwyczajony europejski turysta. Spotkanie z rodowitym Korsykaninem, nie podejmującym rozmowy w innym języku niż jedyny mu znany, a w dodatku jakby nieprzyjemnie zaskoczonym, że będzie nas gościć (choć dokonaliśmy internetowej rezerwacji), trzeba uznać za doświadczenie wpisujące się w odkrywanie lokalnej kultury. Jednak dzięki rosnącym przed tarasem kwiatom, odmianom cytrynowych drzew niemal wpychających gałęzie do kuchni, domowym konfiturom z fig i towarzyszącemu nam poczuciu, że oto oddychamy pełną piersią, a nie tylko odbywamy zasłużony urlop, odpoczniemy tu znacznie lepiej niż na oddzielonym serpentynami południu wyspy. Jeżeli komuś nie wystarczy siły lub przekonania, by samodzielnie poznawać ten region, powinien przynajmniej wybrać się na rejs do Rezerwatu Naturalnego Scandola (Réserve Naturelle de Scandola; z Ajaccio lub Porto) – oszałamiająco pięknej, dziewiczej okolicy wybrzeża z zachwycającymi formami skalnymi, grotami i zatokami z plażami.

 

Pętlę wokół Korsyki domyka nadmorska trasa z Calvi na Cap Corse – półwysep wyrastający za Bastią. Samo Calvi, północny odpowiednik Bonifacio, nie jest w stanie przyćmić swoim urokiem malowniczej miejscowości z południa, ale konkuruje z nią nie bez powodu, gdyż dużo łatwiej się do niego dostać i także okalają je plaże (m.in. z pięknym widokiem na miasto i odpowiednią infrastrukturą). W dodatku można tu też dotrzeć pociągiem, który jedzie trasą wiodącą zachwycającymi wąwozami i wijącą się wśród wzgórz opanowanych przez stada kóz i krów. Jeżeli ma się dość czasu i zapału oraz samochód terenowy, warto wyruszyć na północ na trudno dostępną, ale interesującą ze względu na swój pustynny charakter i odizolowanie, plażę Saleccia. To wspaniała wyprawa na cały dzień. Koniecznie należy zaopatrzyć się we własny prowiant, ponieważ po pokonaniu kilkunastu kilometrów pustkowia na końcu oprócz pola kempingowego na turystę czeka już tylko piasek. Inną ciekawą propozycję stanowi objechanie Cap Corse. W trakcie takiej wycieczki odwiedza się uroczą artystyczną Erbalungę i zabytkowe kościoły (np. Kościół św. Julii w miejscowości Nonza). Odważniejsi przy bezwietrznej pogodzie wjeżdżają pozbawioną barierek drogą na szczyt Serra di Pigno i podziwiają niezapomniane widoki podczas spaceru ścieżką rozpoczynającą się kilkaset metrów przed końcem asfaltowej nawierzchni. Jeśli wyprawa po górach nie zakręci komuś w głowie zbyt mocno, zrobią to z pewnością lokalne wina, bo winnic (które zresztą można odwiedzać także w celu degustacji) w okolicy nie brakuje. Również każdy sklep, czy to prywatny, czy sieciowy, oferuje imponujący wybór korsykańskich trunków. I choć nie wszystko na wyspie spełnia standardy kontynentalnej Francji, selekcja win, ich oznaczenie i dbałość o istotne informacje w opisach poświadczają, że przynależność regionu do kraju z bogatymi tradycjami winiarskimi nie stanowi przypadku.

 

Jednak postrzeganie Korsyki jedynie przez pryzmat samego tylko wybrzeża jest błędne. Na prawdziwie aktywny wypoczynek pośród cudownych pejzaży zaprasza górzysty środek lądu. Wybór szlaków pieszych mamy ogromny: od prostych i krótkich, jak popularny, a niewymagający szczególnej kondycji odcinek z malowniczej miejscowości Ota do równie urokliwej Évisy prowadzący przez spektakularny wąwóz (Gorges de Spelunca), po trudne trasy z panoramicznymi widokami, położone powyżej 1500 m n.p.m. Górskie jeziora, a zwłaszcza wpadające do nich rzeki w wielu miejscach zachęcają do orzeźwiającej kąpieli w krystalicznie czystej wodzie i to mimo licznych spadków, wyżłobień i rynien. Wyspecjalizowane firmy umożliwiają korzystanie z tych naturalnych basenów i zjeżdżalni z wynajętym przewodnikiem i w ochronnych kombinezonach.

 

Należy zdawać sobie sprawę, że jeśli Korsykanin, przywykły do panujących na wyspie warunków, nazywa ścieżkę łatwą, może nas czekać porządna wspinaczka, a szlaki według niego trudne to już zwykle wyzwania dla osób z doświadczeniem. Jednak nawet niespieszna przedpołudniowa wycieczka do polodowcowego jeziora Melo (1710 m n.p.m.) na końcu wąwozu Restonica albo wyprawa łagodnym podejściem na przełęcz Bavella (Col de Bavella – 1218 m n.p.m.) są zdecydowanie warte rozważenia i pozwalają poczuć dzikość korsykańskiego interioru. Z górskich dróg, takich jak choćby Scala di Santa Regina czy kilkunastokilometrowa trasa wąwozem Asco (zakończona węzłem pięknych pieszych szlaków), rozpościerają się wspaniałe widoki, ale trzeba przyznać, że wymagają one od kierowcy pewnego doświadczenia. Jeżeli już przetrwa on irytującą swawolę gnających na złamanie karku miejscowych, może zawahać się, gdy zobaczy stado krów czekających za zakrętem, kozy wskakujące przed samochód albo kilkanaście… świń. Szczególnie te ostatnie budzą wśród przyjezdnych tyle samo ciekawości, ile niechęci z powodu trudnego do opisania zapachu. Tutejsze krowy i świnie lubią przebywać na ciepłym asfalcie i na plażach, przy czym z turystami łączy je to, że preferują miejsca wolne od tłoku. W każdym razie na górskich drogach w środku wyspy czy też którejkolwiek z mniej uczęszczanych tras należy być przygotowanym na spotkanie ze zwierzętami hodowlanymi i nie wolno zakładać, że na widok auta rozpierzchną się w popłochu. To my będziemy musieli się do nich dostosować, wszak są u siebie i swoim zachowaniem zdają się ten fakt demonstrować.

 

20159096

Wyprawa rowerowa szlakiem wiodącym przez tereny rezerwatu Punta di Spanu

© ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA

 

GOTOWI DO DROGI

 

Na takie okrążenie Korsyki zgodnie z ruchem wskazówek zegara, urozmaicone wizytami we wnętrzu lądu albo pobytem w jednym z opisanych regionów, trzeba przeznaczyć tygodniowy (wówczas będzie to bardzo intensywny wyjazd) lub lepiej dwutygodniowy urlop. Przed podróżą należy uwzględnić jeszcze kilka istotnych faktów. Najlepszym czasem na wypoczynek na wyspie połączony z plażowaniem i kąpielami w krystalicznej wodzie jest zdecydowanie lato, ale ponieważ w tym okresie bywa nieznośnie gorąco (i tłoczno), warto zdecydować się na przyjazd w czerwcu bądź wrześniu. Temperatura powietrza za dnia nierzadko wynosi wtedy powyżej 25°C, koszty pobytu będą niższe i można cieszyć się większą prywatnością.

 

Ceny podstawowych artykułów są wyższe niż w Polsce, lecz nie osiągają poziomu tych ze Skandynawii czy najsłynniejszych europejskich kurortów. Osoby oszczędniejsze nie muszą zamartwiać się o stan budżetu wyjazdowego, jeśli postawią na zakupy w marketach. Wizyta dla dwojga w wysoko ocenianej restauracji to przy posiłku składającym się z dań głównych i miejscowego wina wydatek 40–50 euro. Za pełną wykwintną kolację zapłacimy już 100 euro, nawet jeżeli zamówimy specjały szefa kuchni i wyśmienite desery. Korsykanie są zazwyczaj gościnni, ale poza droższymi lokalami często można odnieść wrażenie, że jest się… intruzem, którego należy zlekceważyć lub zignorować. Błędem byłoby jednak dać się zirytować zbyt szybko! Pod maską surowości i nieprzystępności kryje się często prawdziwa serdeczność. Inna sprawa, że wyspiarze bywają rozdarci między uzależnieniem od dobrodziejstw turystyki a pragnieniem spokoju i wolności od trosk reszty świata. Nic więc dziwnego, że wspomniany brak sympatii w pierwszych kontaktach, o ile nie sfrustruje przybysza, zmienia się po pewnym czasie w życzliwość.

 

Po Korsyce najwygodniej poruszać się wypożyczonym samochodem. Ceny wynajmu auta są nieco wyższe niż na kontynencie, a niedoświadczeni kierowcy będą skupiać się na mozolnym pokonywaniu zakrętów, ale korzystanie z własnego środka transportu pozwala na pełną niezależność. Dzięki tego rodzaju wolności można naprawdę poznać wyspę. Zresztą zdecydowaniu się na takie rozwiązanie sprzyja fakt, że brak tu typowych hotelowych kurortów, w których wykupuje się pobyty w formie all inclusive. Czy chcemy, aby okolica była płaska czy górzysta, wolimy zatokę otoczoną skałami czy lasem palmowym, widok na otwarte morze i cumujące łódki czy sąsiedztwo portu i restauracji, towarzystwo zagranicznych turystów czy raczej miejscowych – wybór zakwaterowania na Korsyce przypomina bardziej szukanie wakacyjnego domu niż obiektu o odpowiedniej liczbie gwiazdek. Ta wyspa stawia na indywidualizm i aktywność.

 

To oczywiste, że dopiero na miejscu ma się szansę sprawdzić, które z rozmaitych wyspiarskich atrakcji będą idealne dla nas. Jednak choć nie sposób oddać w krótkim artykule całego uroku Korsyki – opisać przyjemności, jaką sprawia muśnięcie delikatnej morskiej bryzy, i pieszczot turkusowej wody, można być pewnym, że podczas pobytu tutaj przeżyje się wiele zaskakujących doświadczeń. Widok górskiej kozy stojącej w ekwilibrystycznej pozie na ledwo przylegającym do ściany urwiska kamieniu, smak dzikich jeżyn na kolejnym 180-stopniowym zakręcie, imponujący wodospad droczący się z podmuchami wiatru – wszystko to działa na wyobraźnię i zdaje się udowadniać, że wciąż istnieją nieznane doznania, na których poszukiwanie umysł wyrusza dopiero w takich miejscach. Słynny korsykański śpiew (w sezonie koncerty odbywają się w wielu miejscowościach) z podziałem na kilka głosów doskonale obrazuje charakter tego zjawiska. Jak twierdzą sami Korsykanie, dopiero gdy podstawowe głosy zespolą się, zabrzmią wspólnie, pojawia się nowy, dodatkowy głos. Umysł mamiony harmonią tego, co już go otacza, odkrywa jeszcze więcej. To dopiero sztuka! Dla takich cudownych przeżyć, kontemplowania niezwykłości i odkrywania świata warto wybrać się na fascynującą Korsykę.

 

20118221

Restauracja przed XVI-wiecznym zamkiem w Algajoli

© ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA

Kazachstan – kraina różnorodności

 

Agnieszka Szwed

www.szwedacz.com

 

Nowoczesna Astana – widok na miasto z wieżą Bäjterek w oddali

astana  10

© ARCHIWUM AMBASADY KAZACHSTANU W POLSCE

 

Tereny obecnego Kazachstanu zwane były niegdyś skrzyżowaniem Europy i Azji. To miejsce, w którym wpływy Zachodu od wieków ścierały się z kulturą orientalną i tak pozostało do dziś. Historia tego regionu to tysiąclecia migracji, a także najazdów ludów ze wszystkich stron świata. Obszar ten należał m.in. do kaganatu tureckiego, Złotej Ordy, Rosji czy ZSRR. Potężni władcy zabiegali, żeby kazachskie ziemie znalazły się w granicach ich imperiów. Działo się tak nie bez powodu.

 

Ze względu na swoją ogromną powierzchnię (ponad 2,7 mln km2)Kazachstan zalicza się do pierwszej dziesiątki największych państw świata. Mimo iż zdecydowana większość jego terytorium leży w Azji Środkowej, przez co uznawany jest za kraj azjatycki, ok. 13 proc. obszaru pozostaje w granicach Europy (tereny nad Morzem Kaspijskim, na zachód od rzeki Emba). To kraina równin i ciągnących się po horyzont stepów, piaszczystych pustyń i malowniczych pasm górskich. Nieograniczona przestrzeń od wieków przyciąga ludy pasterskie i koczownicze. Nazwa państwa pochodzi z języków starotureckiego i perskiego i odzwierciedla właśnie tę nomadyczną kulturę. „Kazachstan” oznacza „krainę wędrowców”. To terytorium niejednorodne pod względem etnicznym. Tu Wschód spotyka się z Zachodem, a wpływy głównej religii w kraju, islamu, mieszają się ze spuścizną komunistyczną z czasów Związku Radzieckiego (ZSRR), którego republiką było to państwo aż do uzyskania niepodległości 16 grudnia 1991 r.

 

Do Kazachstanu nie docierają masy morskiego powietrza, a jego wybitnie kontynentalny klimat cechują skrajności. Zimy są tutaj niezmiernie mroźne, natomiast lata – suche i upalne. Dość trudne warunki pogodowe i surowość krajobrazu mogą skłaniać do postrzegania tego kraju jako monotonnego i nieprzystępnego. I o ile podróżowanie po nim nie zawsze bywa łatwe, warto odkryć ukrytą w nim różnorodność.

 

Majestatyczny Kanion Szaryński w promieniach zachodzącego słońca

Kazachstan Szaryn1 Szwed

© AGNIESZKA SZWED/WWW.SZWEDACZ.COM

 

Kraj niesamowitych jezior

 

Kazachstan jest największym państwem na świecie pozbawionym dostępu do morza. Nie przeszkadza mu to jednak w posiadaniu własnej floty. Brak ten rekompensują inne akweny, odznaczające się niezwykłą urodą, a także wyjątkowością w skali świata.

 

Zachodnia granica kraju przebiega m.in. wzdłuż brzegów największego na świecie jeziora – Morza Kaspijskiego (371 tys. km² powierzchni). Długość wybrzeża wynosi niemal 1,9 tys. km. W drodze na wschód dotrzemy do leżącego na kazachsko-uzbeckim pograniczu Jeziora Aralskiego (nazywanego przez miejscowych Morzem Aralskim), a raczej tego, co z niego zostało. W wyniku radzieckiego programu wykorzystującego wody Syr-darii i Amu-darii do nawadniania olbrzymich plantacji bawełny, akwen zaczął wysychać i stracił ostatecznie aż ok. 90 proc. swojej pierwotnej powierzchni. Dziś znaczną część jego dawnego obszaru zajmują połacie piachu i uwięzione w nich wraki statków, przemierzających niegdyś wzdłuż i wszerz wielkie Morze Aralskie. Miejsce to znajduje się w niechlubnej czołówce ekologicznych katastrof świata i przykładów destrukcyjnego wpływu człowieka na środowisko. Obecnie organizacje i instytucje międzynarodowe (m.in. Bank Światowy) podejmują działania mające na celu uratowanie zbiornika i osiągają nawet niewielkie sukcesy. Odwrócenie tak ogromnych zniszczeń będzie jednak niezmiernie trudne, a przyszłość dawnej chluby regionu jest niepewna.

 

Wyjątkowy obszar wodny skrywa również rozległa Kotlina Bałchasko-Ałakolska. Mowa o bezodpływowym jeziorze Bałchasz (16,4 tys. km² powierzchni), które wymyka się standardowemu podziałowi zbiorników na słono- i słodkowodne. Wąski przesmyk dzielący akwen nie pozwala na całkowitą wymianę wód. Jedna z jego części pozostaje więc zasolona. Do drugiej natomiast wpływa rzeka Ili. Niesie ona ze sobą masy słodkiej wody pochodzącej z topniejących górskich śniegów.

 

Wśród miejsc, które odwiedziłam w trakcie podróży, niewątpliwie wyróżnia się Kaindy (Kajyngdy). To akwen położony w południowo-wschodniej części kraju, w jednym z pasm gór Tien-szan – Küngej Ałatau. Turkusowy odcień wody i sąsiedztwo zielonych szczytów upodabnia go do innych urokliwych jezior górskich. Jednak Kaindy jest niezmiernie osobliwe. Jego wody skrywają zatopiony las, a widok kikutów świerków wystających na powierzchnię zapada w pamięć na długo. W języku kazachskim „Kaindy” oznacza „brzozowy”, „pełen brzóz”. To niezwykłe jezioro powstało stosunkowo niedawno, w styczniu 1911 r., w wyniku trzęsienia ziemi w dolinie rzeki Czongkemin. Spadające wapienne skały stworzyły naturalną zaporę, a dno wąwozu i rosnący w nim las zostały zalane. Podziwianie zatopionych konarów utrudnia nieco temperatura wody, która nigdy nie wzrasta powyżej 6°C. Jednak widoczne z brzegu drzewa znaczące gładką taflę i tak prezentują się bardzo malowniczo. Mimo iż woda jest lodowata, ze względu na jej przejrzystość ściąga tu wielu nurków chcących podziwiać niesamowitą podwodną scenerię.

 

Podczas wyprawy nad jezioro towarzyszyły nam wspaniałe widoki, ale te w Kazachstanie mogliśmy oglądać niezmiernie często. Dość łatwo dojechaliśmy do wioski Saty, aby po kilku kilometrach minąć cmentarz, przy którym należy skręcić w drogę prowadzącą do zatopionego lasu. I tutaj zaczęły się problemy. Wypożyczony przez nas samochód nie był porządnym autem terenowym, więc wydawało nam się, że to jedna z najgorszych tras, jaką kiedykolwiek przyszło nam pokonać. Prędkość jazdy spadła do 10 km na godzinę, a każda dziura poważnie zagrażała i tak już nadwyrężonemu podwoziu. Niestety, większość wiejskich dróg w Kazachstanie wygląda w ten sposób, dlatego przy planowaniu podróży trzeba wziąć pod uwagę, że dojazd nawet do pozornie blisko położonych miejsc zajmie znacznie więcej czasu, niż można by się spodziewać. Gdy dotarliśmy do przecinającej naszą trasę płytkiej rzeki, wiedzieliśmy, że wyprawa samochodem dobiegła końca. Jakby tego było mało, widoczne na horyzoncie ciemne chmury nad wyraz szybko zaczęły nadciągać w kierunku auta. I choć uwielbiam taką pogodę, to niekoniecznie potrafię się nią cieszyć, kiedy akurat muszę rozkładać namiot. Obawialiśmy się też znacznego pogorszenia warunków na szlaku, który następnego dnia mieliśmy pokonać pieszo. Napływ zwrotnikowych mas powietrza i niewielka ilość chmur sprawiają, że powietrze jest tu latem gorące i bardzo suche. Góry rządzą się jednak własnymi prawami i jak wszędzie mogą zaskoczyć zmianami pogody.

 

Noc upłynęła nam w strugach deszczu, ale poranek zachęcał do ruszenia w drogę. Do celu zostało nam 7 km. Na tym odcinku przekonaliśmy się, że trekking nie należy najwyraźniej do ulubionych zajęć Kazachów. Nikt, dosłownie żaden z miejscowych, nie szedł pieszo, mimo iż okolica wydawała się do tego stworzona. Owszem, ostatni fragment trasy niektórzy przemierzali o własnych siłach, ponieważ nie dało się tu wjechać żadnym pojazdem. Jednak i w tym przypadku sporo osób wybierało przejażdżkę na grzbiecie konia. Piesza wycieczka wydawała się ostatecznością, choć nie wymagała zbytniego wysiłku. Na szlaku napotkaliśmy skupiska jurt i straganów, przy których można było posilić się czy napić herbaty, z czego chętnie skorzystaliśmy.

 

Kaindy nie da się okrążyć, wędrując przy linii wody. Do fragmentów brzegu prowadzą leśne ścieżki. Warto przejść kilkoma z nich, żeby zobaczyć jezioro z różnych stron, gdyż z każdej prezentuje się nieco inaczej. W drodze powrotnej część trasy pokonaliśmy autostopem, ponieważ niezbyt dobrze wyliczyliśmy zapas czasu. Z Kaindy po prostu niełatwo się rozstać.

 

Żyjąca pustynia

 

Wycieczka konna w okolicy Kaindy

Kazachstan Kaindy3 Szwed

© AGNIESZKA SZWED/WWW.SZWEDACZ.COM

 

Ok. 150 km na północny wschód od miasta Ałmaty rozpoczyna się rozległa kraina pretendująca do znalezienia się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To Park Narodowy „Ałtyn-Jemiel”, którego pustynno-stepowy obszar niemal z każdej strony otaczają góry. Latem temperatura bywa tutaj trudna do zniesienia nawet dla osób lubiących upały.

 

Nazwa parku związana jest z historią Mongolii. Użycie po raz pierwszy określenia, które stosuje się do dziś, przypisuje się słynnemu Czyngis-chanowi (urodzonemu między 1155 a 1162 r. i zmarłemu w 1227 r.). Według legendy, gdy w 1219 r. przemierzał te ziemie ze swoją armią i ujrzał na horyzoncie wzgórza skąpane w promieniach słońca, nazwał je „złotym siodłem”, co właśnie znaczy „Ałtyn-Jemiel”. Kiedy zatrzymał się przed wielką równiną, którą chciał wcielić do swojego imperium, użył tego wyrażenia ponownie.

 

Park zajmuje powierzchnię ponad 5,2 tys. km2, dlatego warto przeznaczyć na jego zwiedzanie więcej niż jeden dzień. Zwłaszcza że największe atrakcje, czyli tzw. Śpiewającą Wydmę, góry Aktau i Katutau dzielą od siebie znaczne odległości. Do spędzenia nocy na tym obszarze świetnie nadaje się baza strażników parkowych, będąca zieloną oazą pośrodku pustyni. Można rozstawić tutaj namiot, skorzystać z wody, a nawet z bani, sprawiającej jednak wrażenie używanej dawno temu.

 

Śpiewająca Wydma wznosi się nad płaskim, pustynnym terenem, co sprawia, że góruje nad okolicą. Przy odpowiednim wietrze rozbrzmiewa charakterystycznym dudniącym dźwiękiem. Legendy mówią, że to głosy dusz wojowników pochowanych niegdyś w tym miejscu. Latem „Ałtyn-Jemiel” staje się niemal patelnią. Temperatura sięga 40–50°C i próżno szukać tu przynoszącego ulgę cienia. Dlatego wspinaczka na wysoką na 150 m wydmę w godzinach popołudniowych okazała się zadaniem karkołomnym i zakończyła się dla nas szybciej, niż zakładały plany. Mogliśmy za to chodzić po niej w całkowitej samotności. Wszystkim wybierającym się do parku w okresie letnim polecam jednak przybycie wczesnym rankiem, gdy upał nie daje jeszcze mocno o sobie znać. W tym regionie znajduje się także pięć kamiennych kurhanów Besszatyr, będących cmentarzem i miejscem kultu starożytnych plemion zwanych Sakami (spokrewnionych ze Scytami i Sarmatami), zamieszkujących te ziemie w I tysiącleciu p.n.e. „Ałtyn-Jemiel” sprawia wrażenie rejonu nienadającego się do życia, ale to tylko pozory, gdyż zamieszkują go rozmaite stworzenia. Poza licznymi owadami występuje w tych stronach kilkaset gatunków zwierząt. Zależnie od pory roku można tu spotkać m.in. wilki szare, lisy rude, gazele czarnoogonowe, pieszczanki wielkie, koziorożce syberyjskie, osły azjatyckie (onagery), węże i jaszczurki, a nawet pantery śnieżne (irbisy śnieżne)!

 

Park wolno zwiedzać jedynie od kwietnia do października. Do wstępu na jego teren upoważniają bilety, które kupuje się w biurze w wiosce Basszi. Jeśli nie nabędziemy wejściówek, szlabany ustawione na drodze na granicy obszaru chronionego okażą się najprawdopodobniej przeszkodą nie do przebycia. Basszi to również ostatnie miejsce, w którym możemy zaopatrzyć się w zapasy wody i żywności, jeżeli nie zrobiliśmy tego wcześniej. Ich uzupełnienie w parku jest niemożliwe.

 

Kazachskie jurty charakteryzują się drzwiami zwróconymi na wschód

Kazachstan jurty Szwed

© AGNIESZKA SZWED/WWW.SZWEDACZ.COM

 

Na dnie kanionu

 

W południowo-wschodnim Kazachstanie, tuż przy granicy z Chinami, warto odwiedzić też region nietypowy dla azjatyckiego krajobrazu. W rejonie rzeki Szaryn wiatr owiewa wyłonione z morza skały już od 12 mln lat. Kanion Szaryński określany jest mianem młodszego brata słynnego Wielkiego Kanionu Kolorado w stanie Arizona w USA. Wspominając widoki na amerykański cud natury, zastanawiałam się, czy jego kazachski odpowiednik będzie mu w stanie dorównać. Nie zawiodłam się.

 

Czas naszej podróży okazał się nieco niefortunny, gdyż władze kraju wprowadziły akurat ograniczenia w poruszaniu się w strefie przygranicznej. Do odwiedzania miejsc takich jak Kanion Szaryński czy Wielkie Jezioro Ałmaty wymagane były dodatkowe pozwolenia, których wyrobienie trwałoby zbyt długo. Liczyliśmy się z tym, że możemy zostać zawróceni przed samym osiągnięciem celu. Tak się na szczęście nie stało i po wykupieniu biletów w budce strażniczej niezatrzymywani przez nikogo ruszyliśmy przed siebie. Nad krawędź kanionu przybyliśmy w idealnym momencie. Zachodzące słońce oświetlało skały w głębi, wydobywając ich barwę i fakturę. Patrzyliśmy na ten spektakl natury aż do chwili, gdy światło zgasło. Zostawiliśmy samochód na górze, a sami przypominającą serpentynę ścieżką podążyliśmy w dół wąwozu, żeby zanocować w jego wnętrzu. Do celu dotarliśmy po zmroku. Nie byliśmy w stanie ocenić miejsca, w którym rozbijaliśmy namiot. Słyszeliśmy szum przepływającej obok rzeki i wiedzieliśmy, że otaczają nas strome skalne ściany. Wygląd okolicy do rana pozostał tajemnicą.

 

Podczas schodzenia na dno kanionu spotkaliśmy strażnika, u którego wcześniej kupowaliśmy bilety. Pokazał nam, gdzie możemy się rozbić, i zaproponował, żebyśmy po rozstawieniu namiotów podeszli do pobliskiego baru. Nie spodziewałam się niczego więcej niż niewielkiej budki, w której sprzedaje się przekąski i napoje. Nie doceniłam jednak kazachskiej kreatywności. Wspomniany bar był większy, niż myślałam, a dobiegająca z niego muzyka grała znacznie głośniej, niż można by przypuszczać. Przy stołach siedziały grupki miejscowych raczących się piwem i sziszą. Również na niewielkim drewnianym parkiecie robiło się coraz gęściej. Impreza trwała w najlepsze. Okazało się, że bawią się tu głównie ludzie związani z kanionem, m.in. strażnicy czy pracownicy zaplecza turystycznego. Przyjezdnych było jak na lekarstwo. Gospodarze nie pozwolili, abyśmy siedzieli z boku. Po chwili szisza krążyła już wśród nas, zadbano także, żebyśmy zbyt często nie schodzili z parkietu. Wyobrażałam sobie, że noc upłynie nam na toczonych przed namiotem rozmowach i wsłuchiwaniu się w szum Szarynu. W ogóle nie przyszło mi do głowy, iż w takim miejscu będę uczestniczyć w dość hucznej imprezie. Prawdę mówiąc, chociaż świetnie się bawiłam, nie popieram tworzenia tego typu lokali rozrywkowych w regionach o znacznych walorach przyrodniczych. Zwłaszcza że w tej okolicy planuje się ponoć rozbudowanie infrastruktury turystycznej, a nawet postawienie centrum spa. Raczej nie kibicuję temu przedsięwzięciu, bo sam kanion jest naprawdę wystarczającą atrakcją, a im bardziej dziki i naturalny pozostaje, tym lepiej. To – oczywiście – moje zdanie i zdaję sobie sprawę, że niektórym takie udogodnienia mogą odpowiadać.

 

Kazachscy Ujgurzy

 

Wieczór upłynął nam nie tylko na zabawie, ale i na interesujących rozmowach z miejscowymi. Jak się okazało, byli wśród nich Ujgurzy. Są oni grupą etniczną pochodzenia tureckiego. Dawne ujgurskie imperium (kaganat ujgurski, chanat ujgurski), istniejące mniej więcej w latach 744–840, sięgało niemal od Morza Kaspijskiego po Mandżurię, zostało jednak podbite, a jego mieszkańcy w ciągu następnych wieków przenosili się m.in. na tereny podlegające Czyngis-chanowi i kolejnym mongolskim władcom. Ostatecznie Ujgurzy trafili pod panowanie Chińczyków. Obecnie zdecydowana większość ponad 15-milionowej populacji tej ludności zamieszkuje rozległy Region Autonomiczny Sinciang-Ujgur w północno-zachodnich Chinach. W Kazachstanie żyje ich powyżej 250 tys., osiedlili się głównie na południu, np. w okolicach miasta Ałmaty. Mimo burzliwej przeszłości i braku własnego państwa, Ujgurzy nigdy nie zatracili tożsamości i nie porzucili marzeń o własnym kraju. Świadczą o tym liczne zrywy wolnościowe i powstania, którymi naznaczona jest ich historia. Również i dziś, zmuszani do używania głównie języka mandaryńskiego (standardowego chińskiego, putonghua) i asymilowania chińskiej kultury, nadal walczą o niepodległość. Chociaż uciekają się niekiedy nawet do aktów terroryzmu, większość świata nie wie o ich istnieniu. Ujgurzy opowiadali nam m.in. o swoim pochodzeniu i o tym, czym różni się język ujgurski od kazachskiego. Podkreślanie tych różnic było dla nich bardzo ważne i wiązało się zapewne właśnie z potrzebą zachowania odrębności kulturowej.

 

Spać położyliśmy się dużo później, niż planowaliśmy. Po raz pierwszy przebudziliśmy się o wschodzie słońca. Choć widziany z dna kanionu nie wydawał się zbyt spektakularny, światło pięknie wyeksponowało rozżarzone szczyty otaczających nas skał. Wtedy też zobaczyliśmy, w jak urokliwym miejscu spędziliśmy noc. Na dobre obudziliśmy się kilka godzin później. Zebraliśmy obozowisko i ruszyliśmy na dalsze odkrywanie Kanionu Szaryńskiego. Wracaliśmy tą samą drogą, którą przyszliśmy. Za dnia mogliśmy podziwiać wspaniałe formacje skalne w pełnej okazałości.

 

Na koniec warto wspomnieć, że z mniejszością ujgurską związana jest jedna z bardziej oryginalnych budowli znajdujących się na terenie Kazachstanu. Otóż w mieście Żarkent, zaledwie 30 km od granicy z Chinami, wybudowano niezwykły meczet przypominający chińską pagodę. Co ciekawe, wzniesiono go z drewna, bez użycia ani jednego gwoździa. W czasach ZSRR obiekt wykorzystywany był jako wartownia dla pograniczników lub pijalnia herbaty. Od końca lat 60. XX w. uchodzi za zabytek, a władze państwowe przekształciły go w muzeum.

 

Nie tylko przyroda

 

Kazachstan jest nie tylko największym, ale i najbogatszym stabilnie rozwijającym się krajem Azji Środkowej. Widać to zwłaszcza w dużych miastach takich jak Astana czy Ałmaty. To nowoczesne ośrodki, które bez problemu mogą konkurować z zachodnimi metropoliami. Architekci i planiści pragną, żeby ten pierwszy, pełniący od grudnia 1997 r. funkcję stolicy, stał się Berlinem w euroazjatyckim stylu. Jego centrum zaprojektowano z wielkim rozmachem, a futurystyczne budowle i monumentalizm architektury wprawiają w osłupienie. Miasto stanowi zrealizowaną wizję prezydenta Nursułtana Nazarbajewa, sprawującego swój urząd od początku istnienia współczesnego niepodległego państwa. Zarówno Astana, jak i Ałmaty są ośrodkami przemysłowymi, kulturalno-naukowymi i handlowo-usługowymi. Znajdziemy w nich wiele udogodnień nie tylko dla mieszkańców, ale i turystów. Część miejskiej ludności szybko się bogaci, o czym świadczą liczne drogie samochody przemierzające tutejsze ulice.

 

Symbolem inwestycyjnego rozmachu, tym razem jednak jeszcze z czasów radzieckich, jest kosmodrom Bajkonur. Ten obiekt, wybudowany w 1955 r. ok. 200 km na wschód od Jeziora Aralskiego, to najstarszy i do tej pory nadal największy ośrodek wysyłający statki i promy kosmiczne poza orbitę Ziemi.

 

Mimo iż Kazachstan w porównaniu ze swoimi sąsiadami osiągnął względny sukces gospodarczy związany z wydobyciem surowców naturalnych, dostrzega się tu wyraźnie rozwarstwienie społeczne wynikające z różnic w dochodach, a duże obszary biedy poza wielkimi miastami stanowią wyzwanie dla władz stawiających na ciągły rozwój. Większość społeczeństwa wciąż żyje bardzo skromnie, a o problemach z dostępem do wody w mniejszych miejscowościach mieliśmy okazję przekonać się na własnej skórze.

 

Rządzący krajem marzą jednak o zwiększeniu znaczenia Kazachstanu w świecie. To właśnie Astana została gospodarzem Expo 2017, cyklicznej prestiżowej wystawy prezentującej kulturowy, naukowy i techniczny dorobek państw i narodów z całego globu. Impreza rozpocznie się 10 czerwca i potrwa 3 miesiące, a jej temat stanowi energia przyszłości. Jednym z głównych wyzwań będzie uzyskanie odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób zapewnić bezpieczny i trwały dostęp do energii przy jednoczesnej redukcji emisji dwutlenku węgla.

 

Warto wspomnieć, że w sierpniu 2016 r. pierwszy raz po 14 latach odbyła się oficjalna wizyta prezydenta Kazachstanu Nursułtana Nazarbajewa w Polsce. To spotkanie ma być początkiem zacieśnienia stosunków między oboma państwami. Zapewne przełoży się więc na nasze częstsze kontakty z Kazachami tak w sferze gospodarki, jak i turystyki. Nie bez zasług w dziedzinie budowania wzajemnych relacji pozostaje również działalność kazachskiej ambasady i kierującego nią Ałtaja Abibułłajewa, który doskonale mówi po polsku, co pozwala mu wspaniale promować swoją ojczyznę w Polsce.

 

W 2017 r. Polacy dostaną się do Kazachstanu szybciej i łatwiej. Już od 8 maja Polskie Linie Lotnicze LOT wprowadzają do swojej oferty połączenia z Warszawy do Astany. Będą to pierwsze bezpośrednie loty naszego przewoźnika do Azji Środkowej. W jego rozkładzie znalazły się cztery rejsy w tygodniu (w poniedziałek, środę, czwartek i piątek) samolotami Boeing 737-800 Next Generation. Oprócz tego od 1 stycznia br. polscy obywatele mogą przekraczać kazachską granicę bez wizy, wystarczy jedynie okazanie ważnego paszportu (dotyczy to pobytu do 30 dni). Podróż z Polski do Kazachstanu nigdy jeszcze nie była tak prosta. Warto skorzystać z tej okazji i odkryć ten różnorodny i niezmiernie interesujący kraj.