Podróżując po regionie południowych Czech, wzdłuż rzeki Wełtawy, znajdziemy liczne perełki architektury: zamki, pałace i klasztory. W sezonie letnim  wiele obiektów proponuje ciekawe programy kulturalne, między innymi wystawy, koncerty czy jarmarki rzemiosł.  

Vyšší Brod: Klasztor i muzeum

Tradycje tutejszego klasztoru cystersów sięgają połowy XIII wieku. Pierwsi mnisi przybyli z Austrii, z klasztoru Wilhering pod Linzem, obecnie także żyje tutaj niewielkie zgromadzenie. W klasztorze warto zobaczyć Świątynię Wniebowzięcia Maryi Panny, bibliotekę rokokową i kilka innych wnętrz z cennymi zbiorami sztuki. 

Polecamy zwiedzić także miejskie Muzeum Pocztowe, z bogatą kolekcją pojazdów pocztowych i innych eksponatów.  

 

Rožmberk: zamek Bałej Damy

Otwarty przez cały rok romantyczno-gotycki zamek Rožmberk oferuje trasę zwiedzania poświeconą rodzinie Rožmberków i sławnemu rodowi Buquoy. W Galerii Křižáckiej można obejrzeć portrety przywódców wypraw krzyżowych, a miłośnicy broni znajdą ciekawe eksponaty w zbrojowni. W Sali Rycerskiej prezentowany jest zbiór obrazów znanych mistrzów baroku – Karla Škréty, Jana Kupeckého czy Norberta Grundy. Z Wieży Angielskiej roztacza się przepiękny widok na zamek i okolice. Według ledendy, na zamku pojawia się duch Perchty z Rožmberka, którą mąż Jan z Liechtenštejna przeklął na łożu śmierci, ponieważ nie chciała mu wybaczyć przemocy, której dopuszczał się w małżeństwie. 

 

Czeski Krumlov: perełka UNESCO

Czeski Krumlov, malownicze miasteczko nad Wełtawą, od 1992 roku znajduje się na liście światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Tutejszy kompleks zamkowo-pałacowy jest drugim co do wielkości w Republice Czeskiej, po Zamku Praskim.  

 

Zwiedzający mają do dyspozycji dwie trasy, wieżę zamkową z celą głodową oraz lapidarium z ekspozycją rzeźb barokowych. Prawdziwą perłą jest barokowy teatr zamkowy. Znajdziemy tu niemal kompletne wyposażenie dekoracji, kostiumów, rekwizytów oraz techniki scenicznej. Podziw wzbudza również najcenniejszy eksponat zamkowy – złota kareta wykonana z pozłacanego drzewa orzechowego, która jest świadectwem zręczności ówczesnych rzemieślników. Z wieży zamkowej możemy podziwiać piękną panoramę miasta i meandry Wełtawy. 

 

Zlatá Koruna: średniowieczny klasztor 

Klasztor Zlatá Koruna należy do najcenniejszych kompleksów architektury gotyckiej w Europie Środkowej. Położony jest w malowniczej dolinie Wełtawy niedaleko Czeskiego Krumlova. Legenda głosi, że obiekt zbudował w XII wieku czeski król Przemysł Otokar II w podzięce za zwycięstwo odniesione w bitwie pod Kressenbrunn. Dziś można tu zwiedzać unikatową gotycką kaplicę Anioła Stróża, spacerować po prastarych pomieszczeniach wielkiego konwentu z przepięknym sklepieniem krzyżowym i delektować się ciszą w monumentalnym kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Matki Boskiej, największej świątyni w Czechach Południowych. Prawdziwym skarbem jest też fortepian koncertowy renomowanej berlińskiej firmy Carl Bechstein, wyprodukowany specjalnie na zamówienie pałacu carskiego w Petersburgu. 

 

 

Pałac Hluboká: ulubiony cel filmowców

Hluboká należy do najpiękniejszych czeskich pałaców. Inspiracją dla koronkowej, romantycznej budowli była architektura angielskiego zamku królewskiego Windsor. Ze względu na swój urok, jest ulubionym celem turystów a także filmowców, którzy chętnie wykorzystują bajkowy pałac do nagrywania filmów dla dzieci. Podczas zwiedzania można zajrzeć do prywatnych pokojów i pełnych przepychu sal reprezentacyjnych z rzeźbioną okładziną ścian, kasetonami na stropach, eleganckimi meblami, kryształowymi żyrandolami i bogatymi zbiorami obrazów, srebra, porcelany i gobelinów. Można również wejść na wieżę widokową i zobaczyć kuchnię, w której zachowało się mnóstwo sprzętów kuchennych z przełomu XIX i XX wieku.

 

Karlův Hrádek: zameczek myśliwski

W odległości siedmiu kilometrów od Hlubokiej, w głębokich lasach, na górze na wysokości 430 m n.p.m. znajdziemy ruiny gotyckiego zameczku myśliwskiego z drugiej połowy XIV wieku., założonego przez króla Karola IV. Z zameczkiem wiąże się wiele legend, z których najsłynniejsza opowiada o ukrytej w podziemiach piwniczce winnej strzeżonej przez wielkiego, złego psa. Z Hlubokiej nad Wełtawą możemy tu dotrzeć szlakiem pieszym lub rowerowym. 

 

Zvíkov: zamek u zbiegu rzek 

Zamek Zvíkov był siedzibą pierwszych czeskich królów, leżał na na strategicznym szlaku handlowym u zbiegu rzek Wełtawy i Otavy. Dziś ulokowany jest na półwyspie na zaporze Orlik. Często zmieniał swych właścicieli, ale największą sławą cieszył się w XIV wieku za panowania Karola IV. Z okolic zamku rozciąga się malowniczy widok na obie rzeki. 

 

 

Orlík: styl życia szlachty w XIX wieku

Podobnie jak Zvikov, zamek Orlik ulokowany jest nad zaporą o tej samej nazwie. Od czasów panowania Karola IV zamek należał przeważnie do czeskich rodów szlacheckich, między innymi do Švamberków, Eggenbergów i Schwarzenbergów. Bogato wyposażone wnętrza stanowią cenny przykład stylu życia szlachty w XIX wieku.   

Więcej informacji znajdziemy na stronie: www.czechtourism.com 

 

 

 

WYSPA LEMURÓW W KSIĄŻKACH I NA EKRANIE

res ce6e14cda0c035730e33af104daae860 full

Bez wątpienia najbardziej znanym polskim autorem piszącym o Madagaskarze jest Arkady Fiedler (1894–1985), pisarz, przyrodnik, podróżnik i porucznik Wojska Polskiego

Czytaj Więcej >>

KAZACHSTAN JAKO CEL TURYSTYKI BIZNESOWEJ

Expo 2017  Nur Alem  Pavilion

 W 2017 r. w Astanie (dzisiejszym Nursułtanie) odbyła się prestiżowa wystawa EXPO, która przyciągnęła gości z całego świata. Stolicę Kazachstanu wybrano nie bez powodu – to obecnie jedno z ciekawszych miejsc do organizowania wydarzeń branżowych, targów, konferencji, kongresów, spotkań firmowych czy wyjazdów integracyjno-motywacyjnych.

 Czytaj Więcej >>

MADERA – ŚLADAMI RONALDA

CR7 Cristiano Ronaldo Mural Madeira by Richard Wilson - richardwilsonartwork

Portugalska wyspa Madera, mimo swojego małego rozmiaru (741 km² powierzchni i ok. 270 tys. mieszkańców), zapisała się na turystycznej, kulinarnej i sportowej mapie naszego globu. Czytaj więcej >

FESTIWAL KWIATÓW NA MADERZE

IMG 1805

Madera jest wspaniałym celem podróży o każdej porze roku, ale to zazwyczaj ostatnie dni kwietnia i maj stanowią wyjątkowy czas na tej wyspie. To wtedy zwykle odbywa się na niej jedno z najpiękniejszych wydarzeń kulturalnych całego archipelagu – Festiwal Kwiatów (Festa da Flor de Madeira).  Czytaj więcej >

Artykuły wybrane losowo

Indie wymykające się schematom

ALEKSANDRA WIŚNIEWSKA 

www.peryferie.com 

 

<< To drugie najbardziej zaludnione i siódme największe pod względem powierzchni państwo świata. Indie są krajem kontrastów. Kojarzą się z duchowymi przeżyciami, seansami medytacji i jogi w zacisznych świątyniach, ale też z wieczną wojną z dostarczycielami usług, którzy na każdym kroku starają się oskubać turystę z ostatnich pieniędzy. Jedni przyjeżdżają tu w poszukiwaniu cudów przyrody – niebosiężnych gór, wymagających pustyń i dzikiej dżungli, inni zachwycają się niesamowitymi wytworami rąk ludzkich, takimi jak Tadź Mahal, fort Kumbhalgarh czy niebieski Dźodhpur. Dla niektórych ten kraj to przede wszystkim przepych i bogactwo na miarę maharadżów, dla innych – ubóstwo i slumsy. Pojechaliśmy się więc przekonać, czym okaże się dla nas. >>

Więcej…

Panama – na styku dwóch oceanów i Ameryk

Agnieszka Szwed

www.szwedacz.com

 

<< Jednym z pierwszych widoków witających przyjezdnych w stolicy Panamy (Ciudad de Panamá) jest skupisko szklanych wieżowców dumnie górujących nad wodami Zatoki Panamskiej. Panorama dzielnicy finansowej przywodzi na myśl nowoczesne metropolie i może sugerować, że przybyliśmy do kraju żyjącego w znanym nam europejskim rytmie. Gdy wyruszymy poza miasto, szybko uświadomimy sobie, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. >>

Panama to wiecznie zielone lasy deszczowe, malownicze góry, rajskie wyspy i plaże oraz urokliwe miasteczka i ich serdeczni mieszkańcy. W tym kraju z karaibską duszą dzieje Indian przeplatają się z historią tworzoną przez konkwistadorów i pirackimi podbojami, o których do dziś krążą legendy. Prawdziwa egzotyka czeka w nim na odkrycie.

 

Nie pamiętam dokładnie, z czym kojarzyła mi się Panama, zanim się do niej udałam. Myślę, że był to, jak w przypadku wielu osób, słynny Kanał Panamski. Ten majstersztyk inżynierii swoich czasów, łączący Atlantyk z Pacyfikiem, który nieporównywalnie skrócił czas morskich podróży, nadal pozostaje jedną z najważniejszych dróg wodnych na świecie. Rocznie przeprawia się przez niego ok. 14 tys. statków. I choć od ponad 100 lat jest symbolem Panamy, to nie on zajmuje szczególne miejsce w mojej pamięci. Teraz ten piękny zakątek Ameryki Centralnej kojarzy mi się z czymś innym.

 

W TROPIKALNYM LESIE

Dziś ten kraj to dla mnie przede wszystkim tropikalne lasy, z dusznym, wilgotnym powietrzem i sufitem zieleni nad głową. I mimo iż Panama jest różnorodna, blisko 40 proc. jej powierzchni zajmują właśnie wiecznie zielone lasy deszczowe, odznaczające się niezwykłą rozmaitością roślin i zwierząt. Liczba występujących tu gatunków flory i fauny należy do największych na świecie. Ich rozwinięciu się sprzyjały nie tylko panujące w tym regionie warunki klimatyczne, lecz także fakt, że niczym most łączy on obie Ameryki. Dlatego zawsze stanowił miejsce mieszania się gatunków.

Różnorodność ta była niegdyś jeszcze większa, ale budowa wspomnianego Kanału Panamskiego i związane z nią wycinki odbiły się negatywnie na ekosystemie. Od wielu lat lasy w Panamie karczuje się również pod plantacje, a przede wszystkim pod pastwiska dla bydła. Sytuacja jest jednak pod pewnym względem paradoksalna. Otóż obszary leśne są ponoć niezbędne do nawadniania kanału i utrzymania jego żeglowności. Wbrew pozorom więc tutejsze lasy, zwłaszcza te w okolicach Ciudad de Panamá, wydają się nie być zagrożone, a to z powodów praktyczno-ekonomicznych. Możliwe zatem, że inwestycja, której zrealizowanie przyczyniło się niegdyś do tylu zniszczeń w środowisku, stanie się strażnikiem przyrody. Miejmy nadzieję, że tak właśnie będzie.

Tropikalny las deszczowy porasta wiele regionów kraju. Jednym z najłatwiej dostępnych jest Park Narodowy Soberanía, położony około pół godziny jazdy samochodem od centrum stolicy (mniej więcej 25 km). Choć leży w niedalekiej odległości od dużych ośrodków miejskich, to jednak nie niewielki skrawek leśnego obszaru, lecz rozległy teren o powierzchni ponad 195 km². Mimo niesamowitej wilgotności i mnogości chronionych gatunków nie napotkałam tutaj pijawek, co po moich dawniejszych doświadczeniach nie tylko mnie zaskoczyło, ale też ucieszyło. Przez park prowadzi 10-kilometrowa trasa, którą w XVI w. Hiszpanie przewozili złoto i towary z Kalifornii i Ameryki Południowej. Dziś Camino de Cruces jest jednym z kilku dostępnych miejscowych szlaków. Należą do nich m.in. Sendero El Charco (800 m długości) czy Camino del Oleoducto (17 km), z których można obserwować setki gatunków ptaków. Podczas wędrówki wśród tutejszej bujnej zieleni aż trudno uwierzyć, że tylko pół godziny dzieli ten park od zgiełku stolicy.

Połacie lasu deszczowego znajdują się także w okolicach Boquete w prowincji Chiriquí, niewielkiego, górskiego miasteczka założonego na początku XX stulecia. Miejsce to leżało na szlaku poszukiwaczy złota, pragnących odnaleźć najszybszą drogę do Pacyfiku. Z początku to właśnie oni zaczęli się tu osiedlać. Dziś Boquete znane jest jako mekka ekspatów. Przyciąga również miłośników jazzu, kawy, a przede wszystkim okolicznej przyrody, czyli gór i wulkanów obrośniętych mglistym, tropikalnym lasem.

Kiedy chmury nie zalegają zbyt nisko, już w drodze do miasteczka dostrzec można górujący nad wszystkim wulkan Barú (3475 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Panamy. Zdobycie jego wierzchołka stawia sobie za cel wiele przybywających tutaj osób. Zapewne i my zrobilibyśmy tak samo, ale nie podjęliśmy tego wyzwania m.in. ze względu na brak czasu. Nie trzeba jednak wchodzić na wulkan, żeby docenić urok tego miejsca. Wystarczy wybrać się na wędrówkę którymś z leśnych szlaków. Podczas spaceru Sendero Los Quetzales (ok. 9,6 km długości) można wypatrzeć rzadko spotykane, pięknie ubarwione kwezale herbowe. Trasa Cascada Escondida, jak wskazuje jej nazwa, prowadzi do ukrytego wodospadu. I choć on sam nie wywarł na mnie dużego wrażenia, jego okolica, pełna majestatycznych drzew, warta jest każdej spędzonej w niej chwili.

Tropikalne lasy w rejonie Boquete skrywają także łakomy kąsek dla miłośników opuszczonych miejsc. Mowa o rezydencji w Bajo Mono, której budowę rozpoczął 40 lat temu niejaki José Domingo Serracín, bogaty posiadacz ziemski lepiej znany jako don Pepe. Atak serca położył kres jego życiu, a zarazem realizacji budowlanego projektu. Rezydencja nigdy nie została ukończona, gdyż rodzina inwestora raczej się nią nie interesowała. Dziś zamieszkały przez nietoperze pałac coraz bardziej wtapia się w krajobraz mglistego lasu. To jedno z piękniejszych opuszczonych miejsc, jakie miałam okazję zobaczyć.

W panamskich lasach rośnie też puchowiec (ceiba), zwany inaczej drzewem kapokowym. Według Majów on właśnie zrodził pierwszego człowieka i dlatego jest dla nich święty. Stanowi również pomost między rzeczywistością a niebiosami i światem podziemnym.

Na koniec trzeba jeszcze wspomnieć o przesmyku Darién (Tapón del Darién, Región del Darién), czyli najbardziej dzikim, niedostępnym i malarycznym fragmencie tropikalnego lasu, nie tylko w skali kraju, ale i świata. Oddziela on Panamę od Kolumbii i sprawia, że przekroczenie lądowej granicy między tymi państwami uchodzi za zadanie prawie niemożliwe. Z tego powodu przemieszczanie się pomiędzy Ameryką Centralną i Południową lądem jest niezwykle trudne (choć nielicznym się udaje). Darién to rozległe bagna porośnięte gęstym, ciemnym lasem, będące domem Indian Guna (Kuna) i Embera-Wounaan (Chocó) oraz schronieniem narkotykowych karteli i kolumbijskich rebeliantów. Aby zapuścić się głębiej w ten rejon, trzeba nie tylko wynająć lokalnego przewodnika, ale i skrupulatnie się przygotować.

 

FOLKLOR I FESTIWALE

Opuśćmy teraz zielone i wilgotne regiony Panamy, aby przenieść się w okolicę całkiem odmienną. Półwysep Azuero, bo o nim mowa, jest najgorętszym i najbardziej suchym miejscem w kraju. Nawet pora deszczowa omija część jego rejonów (wschodnie wybrzeże), w których ostatni deszcz widziano dawno temu. Tam, gdzie opady docierają, są rzadsze i mniej obfite niż w reszcie Panamy. Był to właśnie jeden z powodów, dla których tu trafiliśmy. Rozpoczynająca się w maju pora deszczowa dała nam się we znaki na tyle, że szukaliśmy schronienia przed strugami deszczu. Półwysep warto jednak odwiedzić nie tylko, aby uciec przed opadami. Miasteczka Azuero są głównymi ośrodkami panamskiego folkloru. W żadnej innej części kraju nie organizuje się tylu festiwali i nie obchodzi z takim zaangażowaniem karnawału. Imprezom towarzyszy rywalizacja w przygotowaniu barwnych kostiumów, występów, a i mocniejszych trunków nikt sobie specjalnie nie żałuje. Kiedy na półwyspie nie przypada czas fiesty, można zatopić się w powolnym rytmie życia niewielkich, spokojnych na co dzień miasteczek.

Historyczną i kulturalną stolicą regionu (i prowincji Herrera) jest Chitré, największe miasto na Azuero. Niewątpliwie ma ono swój urok, jednak pomiędzy festiwalami nie czeka w nim szczególnie wiele atrakcji. Znajduje się tutaj kilka zabytkowych kościołów oraz Museo de Herrera z pokaźnymi zbiorami sztuki prekolumbijskiej. Pierwszą osadą hiszpańską w regionie była Parita, założona w połowie XVI stulecia. Dziś to niewielkie, spokojne miasteczko uważane jest przez niektórych za jedno z najładniejszych w kraju. Jego centrum wyznacza Kościół św. Dominika Guzmána (Iglesia de Santo Domingo de Guzmán). To jedyna budowla w miejscowości wyższa niż poziom pierwszego piętra. W jej okolicy zbiegają się uliczki z kolorową kolonialną zabudową, która zachowała się w szczególnie dobrym stanie.

Warto odwiedzić również położone nieopodal Pedasí. To niewielkie, urokliwe miasteczko z domami w stylu kolonialnym. Sporą część jego mieszkańców stanowią emeryci, którzy postanowili właśnie tu spędzić resztę życia. W Pedasí możemy cieszyć się licznymi piaszczystymi plażami bez tłumów i kameralnymi knajpkami oraz korzystać z infrastruktury do uprawiania sportów wodnych (surfingu, kitesurfingu, wędkarstwa czy nurkowania). Warto stąd także popłynąć łódką na pobliską wysepkę Iguana.

 

Ze strąków nasiennych puchowca (ceiby) pozyskuje się włókno zwane kapokiem

© Agnies zka Szwed/www.szwedacz.com

 

TU RZĄDZĄ GADY

Isla Iguana oddalona jest od panamskiego wybrzeża o zaledwie ok. 5 km. Ma niewielką powierzchnię (mniej więcej 0,55 km²), jednak miłośnicy gadów, którzy chcieliby je spotkać w naturalnym środowisku, zdecydowanie powinni ją odwiedzić. Jak sama nazwa wskazuje, wyspę z jakiegoś powodu upodobały sobie iguany (a dokładniej legwany czarne i zielone). W jej okolicy żyje ich znacznie więcej niż ludzi. Niektóre z nich są zupełnie dzikie, inne – nieco oswojone. Chowają się w zaroślach lub wygrzewają na nadmorskich skałach. Choć legwany do dziś stanowią jedno ze źródeł mięsa w Ameryce Środkowej i Południowej, a bamboo chicken czy chicken of the tree (jak nazywa się ich mięso) dla wielu jest rarytasem, te z Iguany nie trafiają na miejscowe stoły. W utworzonym w 1981 r. na wyspie rezerwacie (Isla Iguana Wildlife Refuge) kategorycznie zabrania się polowań na wszelką zwierzynę – jaszczurki bywają w nim raczej dokarmiane niż zjadane. I chociaż same potrafią zapewnić sobie pożywienie, nie pogardzą również darowaną przez człowieka miską ryżu. Warto dodać, że gady niesłusznie uważane są za zwierzęta mało kontaktowe. Legwany rozwinęły cały system mowy ciała służący komunikacji między sobą, a także z innymi gatunkami. Poprzez kiwanie głową i ruchy fałdami skórnymi na podgardlu nawiązują i podtrzymują społeczne interakcje.

Na Iguanie roi się też od pustelników. Ze względu na brak pancerza na miękkim odwłoku skorupiaki te ukrywają go w znalezionych muszlach martwych mięczaków. W ciągu swojego życia muszą ich szukać kilka razy, gdyż kiedy urosną, potrzebują większego lokum. Zarówno rozmiar, jak i przydatność pancerza pustelnik bada szczypcami. Ponieważ muszle gwarantują temu skorupiakowi przetrwanie, nierzadko toczy o nie walki.

Spokój wyspy został drastycznie zakłócony podczas II wojny światowej, gdy armia Stanów Zjednoczonych zrobiła z niej poligon artyleryjski. W ramach ćwiczeń na Iguanę i otaczającą ją rafę koralową zrzucano bomby i pociski. Aby oczyścić teren, w latach 90. XX w. zdetonowano dwie bomby, które utknęły w pobliżu pod wodą. I choć na pierwszy rzut oka po tych wydarzeniach nie pozostał już żaden ślad, zachwiały one mocno tutejszym ekosystemem. Na szczęście dziś legwany i inne zwierzęta mają się świetnie, a dzika przyroda wciąż się rozwija.

Osoby planujące wizytę na wyspie muszą być przygotowane na uiszczenie opłaty za przebywanie na terenie rezerwatu. W przypadku przyjezdnych wynosi ona 10 dolarów amerykańskich, obywatele Panamy płacą mniej (4 dolary). Na Iguanie nie można nocować. Nie ma na niej także zaplecza gastronomicznego, dlatego trzeba wziąć ze sobą własny prowiant i zapas wody.

 

Ubrana w tradycyjny strój uczestniczka styczniowej Parady Tysiąca Polleras na Azuero

© Autoridad de Turismo de Panamá/Branly Bruneth

 

LAS DESZCZOWY INACZEJ

To jeszcze nie koniec atrakcji rzadko odwiedzanego półwyspu Azuero. W położonym tu Parku Narodowym Sarigua można zobaczyć las deszczowy w nietypowej, suchej odsłonie. Sam park powstał w 1984 r. i zajmuje powierzchnię 8 tys. ha. Na pierwszy rzut oka jego teren przywodzi na myśl półpustynię. Spaloną ziemię w odcieniu pomarańczowym pokrywają miejscami wyschnięte krzewy. Powietrze jest bardzo gorące i suche. Jak dowiemy się z informacji na ścieżce edukacyjnej, na powstanie tego jałowego krajobrazu miało wpływ wysokie stężenie soli w tutejszej glebie. Niegdyś obszar parku zajmowało morze, które przez wieki cofało się, pozostawiając rozległą, słoną lagunę zwaną albiną. Wiatry wywiewały zalegającą sól, co przyczyniło się do zaniku wegetacji w regionie. Dla wielu Panamczyków Sarigua jest też smutnym świadectwem destrukcyjnego wpływu człowieka na otaczającą go przyrodę. Od XIX stulecia głównym sprawcą postępujących na tym terenie zniszczeń są właśnie ludzie. Latami prowadzili wycinki i wypalanie okolicznej wątłej roślinności, żeby budować farmy, które i tak się tutaj nie utrzymały.

Mimo iż krajobraz parku może wydać się monotonny i budzić nie do końca przyjemne skojarzenia, uważam, że nie warto go omijać. Choćby dlatego, że wizyta w nim stanowi okazję do zobaczenia suchego lasu deszczowego. Na tego typu obszarach ilość opadów deszczu oscyluje w okolicach 1 m rocznie. Jednak przez trzy, cztery miesiące w roku nie spada na nich ani jedna kropla wody. W Parku Narodowym Sarigua taka sytuacja ma miejsce od stycznia do kwietnia. Suszę wzmagają silne, gorące wiatry. Suche lasy deszczowe Azuero są szczególnie narażone na pożary. Często powodują je rolnicy wypalający pola.

Poza tym Park Narodowy Sarigua to również ważny ośrodek kultury prekolumbijskiej. Znaleziono w nim fragmenty przedmiotów sprzed ponad 11 tys. lat. Według archeologów już wtedy istniała tu rybacka wioska, co oznacza, że może być to miejsce najstarszego ludzkiego osadnictwa w Panamie.

 

SPOTKANIE Z HISTORIĄ

Przenieśmy się znów w inny rejon kraju, do prowincji Colón, a konkretnie do Portobelo. To położone na północy Przesmyku Panamskiego, liczące ok. 5 tys. mieszkańców portowe miasto wygląda dziś dość niepozornie. Ruiny okazałych fortów (na czele z Castillo de San Jerónimo, Fuerte de San Jerónimo) pozwalają się jednak domyślać, że w przeszłości odgrywać mogło doniosłą rolę. I tak było w istocie. Portobelo stanowiło niegdyś najważniejszy port na ziemiach obecnej Panamy i uchodziło za jedno z najwspanialszych miast w ówczesnym świecie. To właśnie stąd Hiszpanie wywozili do Europy skarby Inków oraz innych rdzennych mieszkańców Ameryki Środkowej i Południowej. Na grabieże te zazdrośnie spoglądały pozostałe potęgi kolonialne, na czele z Brytyjczykami. Sytuacji nie poprawiały hiszpańskie ataki na angielskie statki. Wszystko to doprowadziło do wybuchu konfliktu. Walki o Portobelo toczyły się kilkakrotnie, a najsłynniejsza z nich znana jest jako wojna o ucho Jenkinsa.

Robert Jenkins był walijskim kapitanem żeglugi. Gdy jego statek Rebecca został zatrzymany w kwietniu 1731 r. przez Hiszpanów u wybrzeży Kuby, wdał się w potyczkę z jednym z hiszpańskich oficerów, który odciął mu ucho. Jenkins zabrał ze sobą odciętą małżowinę i pokazywał w świecie jako dowód na hiszpańskie okrucieństwo. Zwrócił się też do brytyjskich władz o wzięcie odwetu. I choć historia z uchem nie była faktycznym powodem wybuchu wojny, posłużyła za dość dobry pretekst. W listopadzie 1739 r. sześć statków dowodzonych przez admirała Edwarda Vernona rozpoczęło ostrzał Portobelo i po 24 godz. zdobył on miasto. Siły wystarczyło Brytyjczykom na trzy tygodnie okupacji, ale w tym niezbyt długim czasie zniszczyli zarówno forty, jak i wiele budynków, pozostawiając jeden z najwspanialszych portów ówczesnego świata w ruinie. Portobelo podźwignąć się z tego nieszczęścia miało dopiero ponad 170 lat później, po wybudowaniu Kanału Panamskiego.

Zanim jednak miasto spustoszyli Brytyjczycy, padało ono łupem największej i najgroźniejszej pirackiej braci, jaką znały Karaiby – bukanierów. Ich szeregi zasilali ludzie wyjęci spod prawa, a także byli żołnierze czy zbiegowie uciekający przed prześladowaniami religijnymi. Tak zwane Bractwo Wybrzeża organizowało łupieżcze wyprawy i plądrowało kraje czy wyspy w regionie karaibskim. Bukanierzy znani byli z okrucieństwa, szczególnie w stosunku do wszystkiego co hiszpańskie. Bezpieczny przyczółek znaleźli sobie w Port Royal, dawnej stolicy Jamajki. Mogli w nim liczyć na wsparcie lokalnych władz, a mieszkańcy wyspy uważali ich za obrońców i dźwignię miejscowego handlu.

Zdobycie Portobelo, z którego wypływały zagrabione peruwiańskie skarby, stanowiło dla piratów niemałe wyzwanie. Zadania podjął się ochrzczony królem bukanierów Walijczyk Henry Morgan. Osiągnięty sukces zapewnił mu szacunek współbraci i otworzył drogę do wielkiej pirackiej kariery. Jego ludzie zdobyte 11 lipca 1668 r. miasto okupowali przez dwa tygodnie. Spędzili je na piciu i świętowaniu oraz zuchwałych grabieżach, gwałtach i morderstwach. Opuścili Portobelo po wynegocjowaniu okupu w wysokości 100 tys. dolarów hiszpańskich (reales de a ocho). I choć była to kwota jak na tamte czasy bardzo wysoka, bukanierzy wydali ją w iście pirackim stylu – w barach i domach uciech Port Royal. Henry Morgan znany jest dziś przede wszystkim z etykiet jamajskiego rumu nazwanego jego imieniem – Captain Morgan. Produkował ponoć wyśmienity trunek, a jeśli wierzyć producentowi, receptura jego wyrobu od XVII w. nie uległa zmianie. Po tej napaści Portobelo wracało powoli do dawnego trybu życia. W końcu nie był to pierwszy ani ostatni atak, z jakim przyszło mu się zmierzyć. Żaden z nich nie podkopał znacząco pozycji słynnego portu. Uczyniła to dopiero wiele lat później wojna o ucho Jenkinsa.

Dziś w centrum miasta stoi Kościół św. Filipa (Iglesia de San Felipe), który został wzniesiony w drugiej dekadzie XIX stulecia. Jego budynek jest biały, w przeciwieństwie do czczonego w nim Czarnego Chrystusa (Cristo Negro). Tego typu przedstawienie Jezusa stanowi obiekt kultu w wielu krajach Afryki i Ameryki Łacińskiej. Łączy w sobie chrześcijaństwo z wierzeniami lokalnymi. Symbolizuje nadzieję wiernych na nadejście czarnego Mesjasza, który wyzwoli ciemnoskórych ludzi od zła utożsamianego z dominacją białego człowieka. W epoce kolonialnej chodziło głównie o dominację polityczną i ekonomiczną oraz związane z nią niewolnictwo, dziś rzecz tyczy się narzucania wzorców kulturowych.

 

Cayo Coral – malownicza wysepka sąsiadująca z Bastimentos w archipelagu Bocas del Toro

© Autoridad de Turismo de Panamá/Branly Bruneth

 

RAJSKIE ARCHIPELAGI

San Blas i Bocas del Toro to najbardziej rajskie archipelagi Panamy. Na tym pierwszym można nie tylko obcować z dziewiczą przyrodą, ale i zaznajomić się z grupą etniczną Guna (Kuna). Tych 365 wysepek położonych na Morzu Karaibskim należy do autonomicznego regionu Guna Yala (Kuna Yala).

Na północnym zachodzie kraju leży prowincja Bocas del Toro z archipelagiem o tej samej nazwie. To jedno z częściej odwiedzanych miejsc w Panamie, znane przede wszystkim z plaży Red Frog na wyspie Bastimentos, gdzie żyją wytwarzające jad, jaskrawe drzewołazy karłowate, a także plaży z licznymi rozgwiazdami (Playa de las Estrellas, Playa Estrella) na Wyspie Kolumba (Isla Colón). Na Bocas del Toro popularnością cieszy się też deep boarding, szerzej na świecie raczej nie praktykowany. W największym skrócie da się go określić jako nurkowanie za motorówką. Ciągnie ona za sobą człowieka trzymającego się deski przymocowanej do łodzi za pomocą liny. Podczas swoistego podwodnego lotu podziwia się rafy koralowe, ławice egzotycznych ryb i inne skarby Morza Karaibskiego. Należy jednak dobrze opanować manewrowanie trzymaną deską, bo od umiejętnego zwracania jej do góry zależy możliwość złapania oddechu. Do takiego nurkowania warto również założyć odpowiedni strój kąpielowy, gdyż ze względu na dużą prędkość i opór wody zaskakująco łatwo można zgubić ubranie.

Panama to w dalszym ciągu kraj dość mało popularny wśród polskich turystów. Szkoda, że tak się dzieje, bo znajduje się w niej wiele atrakcji. To kraina wspaniałych lasów deszczowych, pięknych wysepek, licznych gatunków flory i fauny oraz urokliwych miasteczek z karaibską duszą. Do tego zamieszkują ją gościnni i życzliwi ludzie, którzy chętnie zaznajomią nas z bogatą kulturą i historią swojej tropikalnej ojczyzny.

 

Wydanie jesień-zima 2018

 

 

Sycylia, Sardynia i Elba – trzy oblicza Włoch

MAGDALENA CIACH-BAKLARZ

www.italiapozaszlakiem.com

 

<< Sycylia, Sardynia i Elba są trzema największymi włoskimi wyspami. Okalają Morze Tyrreńskie oblewające Półwysep Apeniński od południowego zachodu. Każda z nich ma zupełnie inny charakter. Aby je naprawdę poznać, nie wystarczy wpaść z krótką wakacyjną wizytą, trzeba zostać na dłużej lub wracać w ich gościnne progi wielokrotnie. >>

Więcej…